piątek, 26 października 2012

Horror zielonej szkoły w Zakopanem, czyli moc z dupy atakuje

Witajcie!

Dziś mamy dla Was opko dość dziwne. Z jednej strony ma w sobie wewnętrzne, dość niesmaczne fuj, a z drugiej - tyle lolcontentu, że nie mogłyśmy go nie wziąć na warsztat.
Przeczytacie tu o losach Chłopca, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, tajnego agenta chorego na nieznaną chorobę, objawiającą się atakiem ręki z dupy wziętej (serio!). Jest to też pierwszy tekst w historii napisany kotem - choć nie znamy szczegółów tej techniki, musimy przyznać, że efekty są naprawdę zdumiewające.
Indżojcie!

Adres blogaska: http://opowiastki-mix-zalamanie-nerwowe.blog.onet.pl/Sekretna-Opieka-Wprowadzenie,2,ID460007168,DA2012-03-21,n

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


"Sekretna Opieka - Wprowadzenie"
Wprowadzenie do Historii w mym umyśle zaistniałej i tylko tam przebywającej.
Szkoda, że tam nie została na zawsze.

Wszelakie podobieństwa przypadkowe.
Wszelakie miejsca istniejące, lecz nazwy czasami bywają mylące bądź przez umysł tworzone.
Radziłabym skupić się na tym, żeby nie zostawiać w samopas imiesłowów, zamiast tworzyć tak wydumane konstrukcje. Rozumiem, że Pisak chciał przekazać, że tworzy fanfik.
A ja bym chciała spotkać nazwę NIE stworzoną przez umysł. (Chyba że to pokrętna aluzja, że nazwy w opku nie będą z dupy wzięte...)

Jest to w pełni historia fikcyjna, lecz miejsca i członkowie zespołu istnieją naprawdę.
Zdarzenie również są fikcyjne - to tak dla pewności, że każdy to dobrze zrozumiał z powodu mojego pokrętnego kotu mentalnego.
*sprawdza, czy jej koty są mentalne, czy futrzaste, jak na koty przystało*
Ale czy aby nie są pokrętne?
Są, z całą pewnością.
Dobrze rozumiem, że Pisak pisze KOTEM? Znaczy, smyra nim po klawiaturze, czy coś? Hm, w sumie to by wiele wyjaśniało...

“Sekretna Opieka” jest opowiadaniem o pewnym młodym człowieku, który będąc jaszcze jaszczurem? Jastrzębiem? dzieckiem przeżył jeden z chyba największych horrorów, jakie może przeżyć dziecko z winy dorosłego.
Chłopiec rzeczony w wieku zaledwie dziesięciu może jedenastu lat pod przymusem swojej matki, pojechał na Zielona Szkolę do Zakopanego.
Dum dum DUUUM. *werble grozy*
Noo, do Zakopanego Silent Hill nie ma nawet startu, wiadomo. A starcie z grupą neonazistów-kanibali z "Frontière(s)" nie umywa się do zielonej szkoły.
NIE ma gorszej grozy dla dziecka niż usłyszeć piosenkę z Inwazji Wilków z Akademii Pana Kleksa. Amen.

Matka pragnę, aby syn wiedział, jak się odmienia czasowniki przez osoby ujrzał świat a przynajmniej inne miejsca niż ich własna miejscowość.
Ich rodzina twardo okopała się w feudalizmie i wciąż zgarniała miejskie dochody do prywatnej kasy.

Jednak nikt nie przewidział tragedii.
Nikt nie przewidział, że zamiast do zielonej szkoły dzieciaki trafią do blogaska.

W opowiadaniu pojawiają się się również i inne postaci.
Bardzo mnie to cieszy. Wymień teraz je wszystkie i opisz, co zrobią, żebym nie musiała czytać opka, dobrze?
Kolejność zdań sugeruje, że to właśnie inne postaci są tragedią. No tak, każda nowa postać może zakłócić marysuizm Mary Sue, I-CO-WTEDY.

Główne postacie to piątka chłopców tworzących pewien popularny zespół muzyczny z Anglii i młody mężczyzna, który w wieku osiemnastu lat postanawia skończyć z podwójnym życiem a zacząć normalne, ludzkie i zwyczajne życie, lecz wieku dwudziestu trzech lat zaczyna tego żałować i ginie w wypadku samochodowym, dzięki czemu po części traci zwyczajne życie, lecz odzyskuje to, które dało mu prawdziwy obraz samego siebie i pozwoliło ujrzeć prawdę o rzeczywistości.
Tak, to było jedno wielkie zdanie. Podsumowując: bohaterami jest pięć gwiazdek i młodzieniec, który z żalu ginie w wypadku samochodowym, tracąc CZĘŚCIOWO zwyczajne życie i dostępując nirwany - ergo, został buddą-zombie albo jakimś innym oświeconym żywotrupem. Ostro.
W każdym razie życia ludzkiego już nie ma, więc wnoszę, że obecnie ma chujwiejakie.

Dzięki temu poznaje pewien zespół muzyczny, który wcześniej znał tylko z gazet i TV może z Internetu a także staje się ochroniarzem, kimś na miarę anioła stróża, Tia, a grabarz to ktoś na miarę Hadesa lecz z tym wyjątkiem, że gnije i gubi członki zawsze w jakiś sposób miał im pomagać a w razie niebezpieczeństwa ratować nawet za cenę własnego życia, o które się nie martwił, bo jak wiadomo, ciężko zabić nieludzką istotę.
A zabijanie trupa to wręcz jak wyważanie otwartych drzwi.


Jeżeli chodzi o zespół ogólnikowy zarys jest ogólnie znany i dostępny.
Ale tak dla małego przypomnienia.
[Tu następuje opisanie początków kariery chłopców z One Direction. Skracając do niezbędnego minimum: wypromował ich brytyjski X Factor.]

Na Zielona Szkołę pojechał zbyt dużo osób niż było planowane.
Mam dziwne wrażenie, że to zdanie przetłumaczono na polski z pomocą Google Translatora.
Toć opko jest pisane kotem. Ciesz się, że nie wygląda tak: wzzzzzzzzz1111kkdldkfmfnbcmc.,

Właściciele pensjonatu nie byli na przygotowani i brakowało im jednego pokoju, która miał się zwolnic już następnego dnia o piątej rano.
Ta pokoja miała się zwolnić. BTW, prędzej uwierzę, że w pensjonacie mieli bajzel w papierach i pomylili się, na ile osób była rezerwacja, niż że nauczyciele na pałę postanowili zabrać ze sobą więcej ludzi i liczyć, że nikt nie zauważy.
Organizator chciał się wzbogacić i uznał, że weźmie wszystkich chętnych, a nadwyżkę upchnie się w stodole?

Pierwszego dnia a był to dzień dotarcia na miejsce (Rili? Jesteś pewien, że nie wyjazdu?), chłopiec wylądował w jednym pokoju z ich kierowcą, który był miły i szanował innych, ale chyba tylko chłopiec wiedział, że mężczyzna szanuje również alkohol a chłopiec wiedział, że szanowanie alkoholu przez dorosłych źle się kończy.
Tak samo jak pisanie zdań bardzo wielokrotnie złożonych, w których słowo "chłopiec" powtarza się trzykrotnie, a konstrukcja "chłopiec wiedział" - dwukrotnie. Konkretnie kończy się to analizą.

Nastała noc a kierowca przyszedł do pokoju pijany a pech chciał, że budynek, w którym wylądowali znajdował się kilka metrów od budynku gdzie mieszkali pozostali był to nowy budynek i jak na razie tylko jeden pokój nadawał się do mieszkania.
Nie trzeba nawet komentować, jak bardzo naciągana jest sytuacja, w której jeden z uczniów zostaje zakwaterowany gdzieś na odludziu, w dodatku pod opieką kierowcy, a nie kogoś z osób odpowiedzialnych za wycieczkę, prawda?
Cicho tam. Piszący kot na pewno stara się jak może.

Mężczyzn widząc chłopca siedzącego na łóżku chwycił go mocno i położył na łóżku.
Ten mężczyzn, żeby było bardziej męsko.

Zdjęcie spodni dla rosłego mężczyzny nie było kłopotem
Ale sobie czy jemu?
Jednocześnie. (Czy tylko ja uważam opisywanie takich motywów w opkach za - delikatnie mówiąc - niesmaczne?)

Gdy mężczyzna w końcu bez części ubrania dobrał się do chłopca w samej koszuli
Chwila - chłopiec od początku był w samej koszuli, czy to z niego ściągnięto spodnie? I bez której części ubrania był mężczyzna?
Skarpetkę ściągnął. Lewą.

podtrzymując go mocno wszedł w niego siłą się rozpychając i wiercąc, żeby zmieściły się też nogi siłą wpychając w jego wnętrze i nawet krzyk i płacz chłopca nie działały na niego.
Ten opis sprawia, że jest mi z tego powodu strasznie wszystko jedno. Zresztą mam wrażenie, że narratorowi też, sądząc po ładunku emocjonalnym powyższego zdania.

Mężczyzna wykonał zaledwie dwa posunięcie (piona na E5 i konia na... oh wait), gdy cała negatywna energia, jaka zgromadziła sie w chłopcu w końcu wybuchła, chwytając dosłownie faceta w swoje szpony i rzuciła nim o ścianę.
Ja przepraszam, ale mam bardzo dziwne wizualizacje mocy z dupy miotającej gwałcicielem po ścianach.
Krwiożercza Odbytnica Dentata atakuje!

Energia przybrała postać męskiej dłoni i jej obecność raczej nie zdziwiła chłopca tak jak siła a należy wiedzieć, że chłopiec już jakiś czas wcześniej, odkrył u siebie dziwną moc, lecz był on inteligentniejszy niż jego rówieśnicy i nie chwali się tym a moc mimo prób nie dawał się sobą zawładnąć aż do tego momentu.
Męska ręka wyskakująca z dupy. Ja przepraszam, nic nie poradzę. Also, jego rówieśnicy chwalili się supermocami ile wlezie ( i dlatego tworzono o nich komiksy i kasowe blockbustery). *wyobraża sobie komiks o superbohaterze z ręką wystającą z tyłka*
Superanalman.

Na szczęście dla chłopca następnego dnia pokój, który wcześniej był zajęty stał się wolny a on mógł tam zamieszkać, co prawda właściciel miał pewne opory, lecz chłopiec przypomniał nauczycielce o jego chorobie i o tym, że w tamtym miejscu czuć kurz i pozostałości pyłu.
To przesądziło o sprawie.
- Właściciel miał opory, bo w porozumieniu z kierowcą działał jako stręczyciel młodych chłopców?
- Wcześniej nie użył argumentu o chorobie, bo?
- Nie zgłosił policji gwałtu, bo?
Niewidzialna Ręka Odbytu Rynku go powstrzymywała.

A kierowca obudził się rano z bólem głowy nic nie pamiętając nawet obecność chłopca w tym pokoju został jakby wymazana z jego umysłu.
Czyli ta supermoc z dupy była tak uprzejma, że dodatkowo wyczyściła pamięć agresorowi, żeby mu przypadkiem nie było przykro. Oto co znaczy zbytek dobroci.

To własne drugiego dnia chłopiec pozna Ellssę Wiskiss - młoda lekarkę, która po ukończeniu stażu i znalezieniu stałej pracy w agencji ochroniarskiej gdzie jej partner był trenerem i instruktorem a zarazem nauczycielem znalazła miejsce dla siebie.
Przyjęli ją do ochrony, bo umiała powstrzymywać napastników zmasowanym atakiem pisma lekarskiego.
A gdzie tam. Wystarczyło, że pokazała strzykawkę, a najgroźniejsi przestępcy płakali jak małe dzieci i uciekali z krzykiem.

Ellssa poznała chłopaka na Krupówkach, kiedy znudzony ogółem zdarzeń, czytał grubą książkę będąc obserwowanym przez nauczycielkę.
Gwałci cię pijany kierowca, na co twoja moc z dupy miota nim o ścianę i czyści pamięć.
SOO BOOOORING.
ZIIIIIIEEEEEEW.

Ellssa również zmęczona przysiadła się na ławce obok niego i spojrzała na książkę pijąc wodę, lecz gdy dojrzała tytuł i zdała sobie sprawę, że ten chłopiec może mieć może ze dwanaście lat (ale tutaj należy zauważyć że Ellsa nie była za dobra w ocenianiu wieku danej osoby po jej wyglądzie ale wróćmy do opowieści) i czytać coś takiego zakrztusiła się a chłopak widząc jej reakcję poklepał ją po plecach, po czym wrócił do czytania.
Zagadka dla Czytelników: co czytał bohater?
A) "Mein Kampf",
B) "120 dni Sodomy",
C) "Dziennik ustaw",
D) historię o autorze który udusił się, próbując przeczytać głośno napisane przez siebie zdania liczące po 74 słowa.

Ellssa tym zainteresowana zapytała chłopca o to czy zdaje sobie sprawę, co czyta w końcu ona z ta książka spotkała się na studiach a on zamiast odpowiedzieć spojrzał na nią i wtedy to zauważyła, oczy na chwilę zrobiły się czerwone jakby chciały dać do zrozumienia, że ich właściciel nie jest zainteresowany rozmową,
Kiedy ja nie chcę z kimś rozmawiać, zazwyczaj mówię "przepraszam, jestem zajęta" albo udaję, że muszę pilnie gdzieś iść... włączania Sharingana jeszcze nie próbowałam. Ciekawe, czy zadziała.
Ja tylko wygrażam dzidą albo zasłaniam się włosami. Też jest całkiem skuteczne.

lecz ona nie dała za wygraną i już po kilku minutach rozmawiała z chłopcem o treści książki a rozmowa okazała się na tyle ciekawa, że chłopiec nawet okłamał własną nauczycielkę wmawiając jej, że ta kobieta to jego ciocia, która mieszka w Zakopanym.
Jak widać, bohater jakoś nie nauczył się nieufności w stosunku do obcych.
Może liczył na to, że tym razem obca pani się upije? :/

Nauczycielka słyszała plotki o tym fakcie, ale jakoś nigdy nie poznała szczegółów.
Cała szkoła aż huczała od domysłów, kim jest tajemnicza zakopiańska ciotka (i czemu nie ma nosa) Chłopca, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.

A jeżeli chodzi o to dziwne zaufaniae to odpowiedź jest prosta, kobieta chcąc się czegoś dowiedzieć o nim więcej, starała się wsunąć do umysłu tak jak babka ją uczyła, ale napotkała barierę, ale gdy zauważyła wzrok chłopca ten tylko wzruszył ramionami mrucząc o tym, że jeżeli tak jej zależy to proszę bardzo i wtedy to ujrzała a że zrobiło się jej trochę głupio i poczuła żal do niego, odwdzięczyła się tym samym i opowiedziała chłopcu o agencji, w której sama pracuje i tak dwunastolatek stał się nowym agentem i dzięki temu zaczął odrywać swoje moce niczym tapetę od ściany albo strupka z kolana i genetyczne zdolności, które w jego rodzinie mogły być zapieczętowane na wiele pokoleń i dopiero w nim na nowo się pobudzić.
Sto szesnaście słów w jednym zdaniu. Houston, mamy rekord (i uduszonego narratora). Straszliwie złą interpunkcją nie ma co sobie nawet zawracać głowy. Zastanawia mnie tylko agencja ochroniarska, która rekrutuje dwunastolatków na podstawie ich traumatycznych doświadczeń (a sam proces rekrutacji polega na usłyszeniu o niej). Ich misją jest dostarczanie najbardziej przygnębionych strażników dla najbardziej dołujących klientów?
Może z tym usłyszeniem o agencji i byciu w niej chodzi o to samo, co w mafii? Wystarczy, że posmyrasz coś paluchem, a nagle odkrywasz, że siedzisz w tym po uszy?
                                            ***

[Tu następują linki do info o One Diretion, tworzące piękne WTF? w połączeniu z historią o zgwałconym psychonastolatku.]


                                           ****


“Sekretna Opieka - Prolog”Kalendarze w Polsce skazywał 16 marca piątek na grzywnę w wysokości 15 hebli i wesołej piosenki. W całej reszcie świata kalendarze pokazywały 24 września.
I wykpiły się pouczeniem.

Ten dzień był wyjątkowo słoneczny jak na ta porę roku a dwa następne według metrologów miały być jeszcze bardziej słoneczne a poniedziałek miał się okazać dniem wiatru zapomniałeś podać stan wody w Wiśle, narratorze i biomet w tej części pPolski, w której miejsce miało pewne zdarzenia, ale nie tylko dniem wiatru, ale także łez pewnej kobiety w wieku około czterdziestu lat.
Znaczy... z nieba będą padały łzy jakiejś baby?
Pamiętajcie, drodzy Czytelnicy, nigdy nie próbujcie zmieścić zbyt wielu informacji w jednym zdaniu. Zwłaszcza jeśli 90 procent tych informacji jest zbędne, a pozostałe 10 nie mówi odbiorcy niczego konkretnego.

Pewien chłopak a może raczej młody mężczyzn skończył pracę.
Mam rozumieć, że tamten wcześniejszy "mężczyzn" nie był sprawką literówki?
Bo to już nie był chłopak, ale też jeszcze nie mężczyzna. Dlatego bez “a”.

Zegar wybił godzinę piętnastką (mój budzik wybija godziny pałką) dziesięć i chłopak pojawił się na chodniku przed główną bramą zakładu przemysłowego, w którym pracował.
Szkoda, że nie piętnastką dzieciąt, byłoby bardziej nastrojowo.

Miedzy nim a parkingiem był dwu metrowy pas jezdni, chłopak rozglądnął się zdając sobie sprawę, z tego się za chwilę stanie, początkowo nie chciał, aby to się stało, ale i tak był już tym wszystkim zmęczony, wciąż nie wiedział, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym normalnym, zwyczajnym, ludzkim życiu, które okazało się jeszcze bardziej psychiczne i skomplikowane.
Jak rozumiem, on ma takie opory i myśli depresyjne przed pójściem na parking. Znowu spodziewał się rysy na karoserii i różowych ulotek za wycieraczką?
Raczej tego, że znów jakiś ciul zaparkował tak, że nie będzie miał jak wyjechać. Albo że przechodziła tamtędy jakaś zakonnica.

Powoli postawił na jezdni prawą stopę a następnie lewą, nagle poczuł znajomą energię, począł powoli iść w tamtym kierunku, gdy był na środku, raptownie usłyszał pisk opon, poczuł nagłe uderzenie i jakby siłę wyrzucającą go do tyłu za auto, które pojawiło się nagle znikąd w ułamku sekundy i równie szybko zniknęło.
WUUT. To już bohater nie mógł zostać normalnie, po borskiemu, rypnięty przez kolegę z pracy spieszącego się na drugą zmianę, tylko potrzeba cudownego, znikającego samochodu?
To był pewnie Dodge Challenger.

Ale to nie było jeszcze tak dziwne jak policyjny radiowóz, który pojawił się minutę później razem z karetką pogotowia
Fakt, takie tempo pojawienia się sugeruje wręcz, że służby czyhały tuż za winklem.
Może czyhali... średnia skuteczności im się sama nie wyrobi. Może tamten znikający gościu był z nimi w spółce?

a po kilku minutach pojawiła się tajemnicza grupa sprzątająca, który oprócz szkieł wyzbywa się również dowodów świadczących o zdarzeniu.
To ani chybi ci sami, co w Smoleńsku! ;)
Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niemagiczni ludzie mają jednak mniej kompleksową obsługę, gdy chcą popełnić samobója.
No, na pewno nie pomagają im Tajemniczy Sprzątacze. (To znaczy czasem w sumie tak, ale to raczej w przypadku morderstwa.)

Świadków proszono o oddalenie się bądź nie przeszkadzanie w pracy policji a tych, którzy zadawali zbędne pytania, proszono o prawo jazdy, dowód osobisty i dowód rejestracyjny.
A także numer buta i odciski palców. A potem spreparowano dowody i podrzucono na miejsce wypadku. I już mogli wystawić 50 mandatów!

Ludzie woleli sobie nie robić problemów, cóż, jedna osoba jednak postanowił to zrobić, starszy mężczyzna znający chłopaka, postanowił zapytać lekarkę o stan zdrowia chłopaka, ale przeszkodził mu policjant prosząc o rzeczone dokumenty, auto mężczyzny już minutę późnie okazało się nie sprawne i brakowało wielu elementów, takich jak gaśnica z ważną datą przydatności.
Czyli kilka minut po wypadku policja zaczęła sprawdzać stan techniczny pojazdów należących do potencjalnych świadków. Nikomu nie wydało się to podejrzane, nikt nie zażądał rozmowy z komendantem, nikt nie poleciał z tym do TVN, by rozpętać gigantyczną dramę. Taajasne.
Ludzi z TVN też by poprosili o dowód osobisty. I jeszcze nasłali na nich SANEPID (i wujka prawnika i szefów Onetu).

Wszyscy inni po tym małym zdarzeniu zaczęli udawać, że nic nie zaszło a chłopak po trzech minutach został przeniesiony do karetki i zabrany do szpitala, chociaż ktoś usłyszał jak lekarka i pielęgniarka mówił o klinice a nie o szpitalu.
Co dla bohatera sprowadza się do tego, że będą się na nim wyżywać studenci.

Akcja została przeprowadzona szybko i w bardzo dziwny sposób jakby komuś zależało na czasie a nie autentyczności.
Bo gdyby im zależało na autentyczności, policja przyjechałaby najwcześniej po godzinie, no przecież.
No. A karetka stałaby w korku co najmniej do wieczora.

A żeby było dziwniej większość świadków bardzo szybko poczęła zapominać o tym zdarzeniu.
Narrator nie ułatwia mi wczucia się w opowieść. Czy mam się spodziewać chwytów typu "A teraz jeszcze dowalę wam tym, że tak naprawdę wszystko to jest snem małego sparaliżowanego chłopca"?

Obecna rodzina chłopaka dostała informacje mówiącą o tym, że doszło do wypadku i chłopak jest w śpiączce a także o tym, że znajduje się w prywatnej klinice i zaistniał całkowity medyczny zakaz odwiedzin
KWIIIIIIIIK!!!
Ale w czym konkretnie odwiedziny zaszkodzą śpiącemu, który nie jest przecież chory na jakieś niewiarygodne, tropikalne draństwo, jakim może prątkować na odległość 500 metrów - tylko którego rypnęło auto? No i kto łyknie motyw, że ludzi z wypadku z miejsca zabierają do prywatnych szpitali? Kto niby zapłaci za leczenie?
Ponurzy panowie w czarnych garniturach i przeciwsłonecznych okularach, oczywiście.
Pisaku:


Matka chłopaka płakał w czasie, kiedy jakaś kobieta im to wszystko tłumaczyła a najdziwniejsze było to, że jej syn się na to zgodził,
Jak niby się zgodził? Zataczając piękny łuk wskutek uderzenia, zdążył jeszcze zadzwonić do kliniki i uzgodnić wszelkie formalności?
Kiedy przelatywał nad maską samochodu zdążył jeszcze podpisać odpowiednie papiery.

teraz była pewna, że jej syn coś ukrywał tylko nie wiedziała, co a może nie chciała wiedzieć.
Umiejętność wyjątkowo szybkiego dzwonienia do szpitala, ani chybi.

Gdy zadał pytanie o chorobę nie uleczalną syna i o to czy może on umrzeć, tajemnicza kobieta zaczęła bardzo kręcić i odwracać kota (tego, którym jest pisane to opko?) ogonem z przyklejonym sztucznym uśmiechem,
*wyobraża sobie koci ogon z naklejonym uśmiechem* Mam wrażenie, że ktoś tu słyszał o kocie z Cheshire, ale coś mu się pomerdało.

po prostu poczęła zaprzeczać, ale równoległe potwierdziła przypuszczenie matki, co zarazem było na rękę tajemniczej kobiecie i jej zwierzchnikom, ale na pewno nie spodoba się chłopakowi, ale to już był problem jej zwierzchników.
*zapętliła się totalnie, kto, z kim i ile razy*
No, jak chłopak się obudzi, to się pewnie wnerwi jak się dowie, że jest chory, tylko że w sumie to nie.

Chłopka obudził się kilka godzin później z bólem głowy i zmienionym statusem klasowo-płciowym.
Aha, czyli po prostu operację mu zrobili? Teraz zamiast kastrować chłopców, żeby ładnie śpiewali, przerabia się ich na dziewczynki?

Ambulatorium tak dobrze znane i tak bardzo nielubiane miejsce.
Tak wiele słów, tak mało interpunkcji.

Na metalowej szafce stała wysoka szklanka z krwawym koktajlem (Uuuu, Krwawa Mary? Piłabym! Chcę do tego szpitala!) i karteczką, która raczyła głosić:

                                                            “Smacznego!!!”
Karteczka trochę dąsała się i tupała lewym dolnym rogiem, ale w końcu ogłosiła.

Podniósł się do pozycji siedzącej i wziął szklankę do reki i upił kilka łyków czując od razu jak odzyskuje siły i energię.
No tak, w prywatnych klinikach chory dostaje health potion - a w NFZ tylko kroplówkę...

Położył się na łóżku, musiał jeszcze zmienić swój wygląd,
Po operacji płci warto by zadbać o resztę imidżu i się np. umalować.

ale jedno było pewne, dwa metry wzrostu to nie dla niego a biel włosów poczęła go nużyć tym razem stawia na czerń i bladość a także na nie ukrywanie kłów w końcu Wampiry nie istnieją, nauka już przedstawiła pewne dowody mówiące o tym, że u pewnych osób czasami można zaobserwować pewne cechy genetyczne, która nauka i literatura opisuje, jako cechy Wampiry-styczne.

Jeszcze tego samego dnia raczej wieczoru a w sumie to nocy wyjaśniono mu całą tą TĘ, RRRWA! sytuacje i wszystko, co było z tym związane a także nadano mu nową tożsamość, lecz z braku ciekawych nazwisk wybrano jego internetowy Nick, dzięki czemu Vianox Irkagelon teoretycznie stał się realną osobą i pracownikiem Specjalnej Firmy Ochroniarskiej “Wydział Q.R.I.X” jedna z niewielu takich film na runku między narodowym.
Tragicznym zbiegiem okoliczności tym samym nickiem posługuje się autor blogaska. Jak to się mogło stać!
Filmowy wydział ochroniarski? *myśli* Słyszałam o zespołach filmowych, ale oni chyba niczego nie ochraniali...

Szczególnie, że jest to firma z Polski a jej istnienie jest szacowane jeszcze na okres przed pierwszą wojną światową, lecz z jakiegoś powodu mało się o niej mówi i tylko czasami można znaleźć jakieś bardzo krótkie wzmianki o jej istnieniu i teoretycznym zakresie działa a także możliwości wynajmu, skorzystanie z usług, jakie oferuje dana firma.
Bardzo nie lubią się przepracowywać. Bardzo.
Ani chybi to Wydział Bardzo Leniwych Masonów.

piątek, 19 października 2012

Tajemnice greckiego panteonu, czyli o kompetencjach bogini mądrości


Witajcie!
Greckich bogów jeszcze u nas nie było, prawda? No to teraz są. Co prawda nie wiadomo, kto pełni funkcję głowy rodziny, bo do roli "króla bogów" pretendują tutaj cztery różne postacie (w tym Jahwe), ale to wcale nie jest najdziwniejsza rzecz w tym blogasku. Mamy tu boginię niezgody, do której wszyscy mają pretensje, że sieje niezgodę; policję obyczajową stojącą na straży boskiej reputacji; demoniczne konie żywiące się wyłącznie demonicznymi produktami; herosów vel Wybrańców służących boginiom jako konsultanci do spraw etnologii oraz jakąś walkę ze złem, która ma się gdzieś tam rozegrać, ale w pierwszych sześciu notkach nie pada o niej ani jedno słowo. Aha, zapomniałam dodać, że boginią mądrości jest Sakura.
Tak, to kolejne dzieło Jestnoci. Miłej lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres blogaska: http://milosc-w-starozytnej-grecji.blog.onet.pl
Taki tytuł powinien zapowiadać duże ilości pedo-slashu. Całe szczęście, że AŁtoreczka olała kontekst.

Prolog
Co tysiąc lat bogowie z Olimpu wybierali śmiertelników, którzy będą razem z bogami walczyc ze złem, takich ludzi nazywano wybrańcami.
Kobiety zazwyczaj nazywały się Mary Sue, mężczyznom było na imię Gary.

Bogowie łączyli się w różne pary: parę wodną, parę kaloszy lub w para-dygmat albo parabanki boga i śmiertelnika.
Łe, przecież to tylko jeden rodzaj, przodował w nim Zeus, nuda…
Założę się, że w tym opku to śmiertelnikowi przypadnie cała pula zajebistości. No chyba że Mary Sue już na starcie będzie boginią.

I tak się stało tym razem.
Pewna różowowłosa bogini pędziła na latającym rydwanie na Olimp.
Aha, no właśnie.

Widac było, że się bardzo spieszyła, bo poganiała swoje demoniczne konie,
Demoniczny koń wygląda tak:
 
Ja też jakoś nie wyobrażam sobie Sakury powożącej czymś takim.

które były prezentem od jej wuja Peina władcę ciemności i boga zmarłych i złej deklinacji.
Ojej, skoro od niego, to mam nadzieję że nie dał jej takich kościanych. Podobno szybko się rozpadają i uwierają w tyłek.
Całe szczęście, że to jakiś Pein, a nie Pain, może jakoś zniosę tego władcę ciemności.

W końcu udało jej się dotrzec na miejsce. Wylądowała na przy w obok nad pod – innymi słowy rozsmarowało ją po okolicy pałacu na chmurach i szybkim krokiem zaczęła się kierowac się by potem zacząć podążać  w stronę sali tronowej, gdzie siedział jej ojciec król wszystkich bogów Hidan.
Król. Sala tronowa. Ciekawe, czy mają tam też boski system feudalny.
Hidan jako król bogów i ojciec Sakury. Nie no, teraz już tylko czekam na Pakkuna w roli Cerbera.

Poprawiła swoją białą szatę i weszła do sali tronowej. Zobaczyła, że nie tylko ona została wezwana. Oprócz niej była tam Hinata, Tenten, Temari i Ino.
Zebrali cztery najbardziej bezużyteczne bohaterki w jednej sali. To grozi implozją niemocy.

- Świetnie, że są  już wszyscy. Wezwałem was po to, aby powiedziec, że zostałyście ciotkami wybrane, aby zwalczac zło. Łeee…
Ale jakie w ogóle zło? Greckie wierzenia to nie chrześcijaństwo, tu nie ma zła absolutnego, a wszystkie te potwory prześladujące prostaczków były najczęściej zesłane przez bogów, co by ludzi postawić do pionu.

Nie znacie zbyt dobrze ludzkich zwyczajów, dlatego będzie wam towarzyszył wybraniec, czyli śmiertelnik.- powiedział Władca. Zdumione boginie milczały. Nie wiedziały  co powiedziec.
Też bym nie wiedziała. Hidan ma je chyba za kretynki. Rozumiem, że istota boska może nie ogarniać pewnych rzeczy typowych dla ludzi, że żeby aż był potrzebny przewodnik? Zeus też miał śmiertelnych konsultantów, którzy mu doradzali, w kogo walić piorunami? I co gdzie wsadzać, ofkors.

W końcu odezwała się bogini mądrości:
- Nie jest nam to potrzebne ojcze. No właśnie… Same sobie poradzimy. Potrafimy sobie poradzic same. A poza tym umiemy sobie radzić same i jesteśmy samodzielne. - powiedziała Sakura z wyższością.
Sakura.
Boginią.
Mądrości.
*jebs o biurko*

Przestraszone boginie spojrzały na króla. Wszyscy się go bali oprócz jego jedynej córki Sakury.
Jego JEDYNEJ córki. Zapamiętajmy to.

Zwasze mówiła swoje zdanie i nie bała się jego gniewu. Tylko jej pozwalał na cos takiego. Była jego ukochaną córką. Zawsze, gdy miał problem zwracał i ocierał się o nią o pomoc, a ona odpowiadała rezolutnie, znajdując wyjście z najgorszych sytuacji.
To "rezolutnie" kojarzy mi się tak, jakby owymi problemami było "rzeka w Afryce na trzy litery".

Dlatego bogowie i ludzie zwracali się do nią z każdą prośbą.
- Sakuro, co mam zrobić na obiad?
- Sakuro, jak się odmienia słowo "ona"?
- Sakuro, zmyj mi gary!
- Sakuro, jaka jest prędkość lotu jaskółki bez obciążenia?

Bardzo ją za to szanowano. Pein westchnął ciężko - Wiem moje dziecko, ale nie znasz zwyczajów, zachowań ludzi w różnych sytuacjach.
A boginią mądrości jesteś dlatego, że jako jedyna potrafisz zrobić prezentację w PowerPoincie.
A co Pein tam robi i czemu odpowiada na słowa skierowane do jego brata?

Datego (Dantego?! Co on tam robi? Walczy z demonami, jak zwykle.) jutro o tej porze przyjdzie do pałacu znowu, a poznacie wybrańców  oraz przydzielimy ich do was. To wszystko. Możecie iśc.- powiedział król. (To jednak Hidan to powiedział? Ja już nic nie wiem. :<) Boginie ukłoniły się i wyszły. Tylko jedna z nich była wściekła. Nie rozumiała dlaczego ma pracowac z człowiekiem. Była boginią, a śmiertelnik niczym według niej.
Od razu widać, że Sakura jest boginią mądrości. Taka rozważna i pełna zrozumienia dla innych…
Tym bardziej, że powinna być świadoma, że w jej panteonie od śmiertelnika do bostwa tylko jeden krok, a i bogowie nie są doskonali ani niezwyciężalni.

Będzie tylko kołem u wozu pomyślała i westchnęła.
Sakura preferowała wozy bez kół. Przydzielenie jej etatu bogini mądrości generuje coraz większe WTF.

Ale nic nie mogła na to poradzic. Rozkaz to rozkaz. Skierowała swojew kroki do rydwanu. Po czym wsiadła i odjechała.
Nie wiedziała, że to spotkanie odmnieni jej życie. Na zawsze.
Nie miała pojęcia, że jest w blogasku? Dziwne, akurat Sakura powinna się do tego przyzwyczaić.
Ba, ostatnio ciężko ją znaleźć gdziekolwiek indziej. Choćby w mandze.

Proszę jest prolog. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Pozdro:::))). Miyako-chan.
Borze, dopiero pierwsza notka, a już atakują jakieś sześciookie potwory, ratunku!
W dodatku z potrójnym podbródkiem.

Wybrańcy
Sakura znów pędziła na górę Olimp. Nie chciała jechac, ale jej ojciec zagroził, że pójdzie po nią osobiście.
I narobi obciachu przed kumpelami.
A potem da szlaban na boskie moce na tydzień! (I tradycyjnie żadnej telewizji.)

Więc chcąc, nie chcąc wyruszyła.
Niby była boginią, taaak bardzo ponad śmiertelnikami i w ogóle, a problemy jakby takie same.
U nóg plątał się jej jakiś idiotyczny przecinek, irytując dodatkowo.

Teraz właśnie wylądowała i zostawiła swój rydwan przed pałacem.
Wrzuciwszy wcześniej obola do parkometru.

Poprawiła pognieconą szatę i ruszyła w stronę sali tronowej.
Od czego jej się pogniotła ta szata? Tarzała się gdzieś po drodze czy ki czort?

Gdy już dotarła stanęła i czekała co stanie się dalej.
- Dziękuję, że przybyłaś córko.- powiedział jej ojciec. Ona tylko w odpowiedzi prychnęła.
- Niech ci się nie zdaje, że nie będę się foszyć przez resztę opka - burknęła i tupnęła dla zwiększenia siły wyrazu.

- Zaczynajmy więc.- odparł.- Wejdźcie- zwrócił się w stronę wejścia do sali tronowej. Boginie odwróciły się ciekawe przybyszów oprócz Sakury, która nie miała ochoty i chciała, aby to wszystko się już skończyło.
Poza tym wolała prezentować się ludziom od dupy strony.

Do sali weszło pięciu mężczyzn.
Wszyscy mieli szerokie, umięśnione ramiona, i potężne topory, które dumnie dzierżyli  w dłoniach.
Błagam, niech jednym z nich będzie Kratos! On umie sobie radzić z rozbrykanym panteonem.
 

- Podejdźcie.- powiedział do nich Pein. Mężczyźni zrobili tak jak kazał i stanęli przed władcą bogów i ukłonili się przed nim.
- Zostali starannie wybrani.- powiedział Bóg zadowolony z tego, że go szanują śmiertelnicy, którzy pokazali to kłaniając się jemu.
Najważniejszy z bogów aż zaklaskał i podskoczył z radości. Wreszcie miał ostateczny dowód szacunku! Bo przecież nie składano mu żadnych ofiar ani nie modlono się do niego, nic z tych rzeczy. Do tej pory był przekonany, że te ofiary z dziewic to też tylko ściema. A tu taka uprzejmość!
A chrześcijański Bóg skąd się tam wziął i kiedy dokonał podstępnej detronizacji Hidana?

Wybrańcy stanęli i patrzyli na Boginie. Jeden z nich uporczywie wpatrywał się w boginię mądrości.
Zagadka dla Czytelników: wytypujcie, kim będzie w tym opku Sasuke.

Co ją zdenerwowało i spojrzała na niego wściekłym spojrzeniem, ale jego to nie zniechęciło i dalej na nią patrzył uporczywym spojrzeniem.
Innymi słowy gapił się na nią jak Castiel na Deana Winchestera.

Bogini prychnęła i odwróciła głowę.
- A teraz każda z was dobiorę partnerów, którzy będą was pomagac.- odparł Pein.
Zaraz, skąd tam nagle Pein? Przecież w pary miał ich dobrać Hidan. Czyżby Pein cichaczem dokonał zamachu i teraz sam rządzi? I czemu, u licha, mówi jak obcokrajowiec posługujący się google translatorem?
Jest władcą ciemności i zmarłych, ciężko mu mówić, nie wtrącając co dwa słowa "mwahahahahaha".

- Hinato, bogini ogniska domowego. Twoim partnerem będzie Naruto Uzumaki.- powiedział Władca. Do Hinaty podszedł Blondyn z niebieskimi oczami i uśmiechnął się. Hianata zaczerwieniła się. Była ona  najspokojnieszą z sióstr i nieśmiała i niegramatyczna.
Z SIÓSTR? Zatem boginie jednak były siostrami, ergo Sakura nie była jedynaczką. Wiem, że drzewa genealogiczne starożytnych bogów bywały nieźle popieprzone (w sensie dosłownym), ale to jednak przesada…
Nie no, może być jeszcze tak, że te trzy poza Sakurą były siostrami. Ciekawe tylko, kto je spłodził.

Kiwnęła głową na znak zgody.
- Ten ten bogini łowów. A Ten tamten bogini blachodachówek. Cokolwiek to znaczy. Twoim partnerem będzie Neji Hyuuga.- odparł władca.
[Ino dostaje się Kiba, Temari - Shikamaru, zaś Sakurze - o niespodziewany rozwoju akcji! - Sasuke.]

Podszedł do niej. Miała czarne włosy i oczy. A nie różowo-zielone? A to ci niespodzianka. Spojrzała w jego oczy. Były zimne jak lód, aż się wzdrygnęła.
- Ojcze, nie chcę go na partnera.- powiedziała wściekła.
- Shit happens. Poza tym nikt inny cię nie chciał.

- Bez dyskusji. Jest nim i koniec.- powiedział gniewnie i wyszedł z sali.
Zastosował foch prewencyjny, zanim sfoszy się Sakura. Sprytnie.

Sakura westchnęła i popatrzyła na niego. Znów ciarki przeszły jej po plecach. Wszystkie boginie wyszły z pałacu kierując się w stronę swoich pałaców. Zostali tylko oni.
Nagle do pałacu wleciała sowa i usiadła na ramieniu pałacu? swojej pani. Bogini szybko przeczytała treśc sowy? mam nadzieję, że nie wypluwki i zaczęła się kierowac w stronę wyjścia.
Nie byłoby prościej zwyczajnie wyjść? Takie zaczynanie kierować musi zajmować kupę czasu.

Spojrzała na stojącego wciąż na nią wybrańca.
Stał NA niej? Kurczę, teraz się nie dziwię, że ją wkurzał.

Westchnęła.
- Chodź ze mną.- powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia, a on podążył za nią.
jest nocia. Komentujcie. Pozdro:)) Miyako-chan.
Toć komentuję, komentuję…
I ja, i ja! Ale bez podwójnego podbródka, to się liczy?

Fatalne zauroczenie
Bogini poganiała demoniczne konie prędko jak umiała.
Wskazówka: nie chodzi o to, żeby prędko poganiać: dużo skuteczniejsze jest sprawienie, żeby konie zaczęły prędzej biec.

Dowiedziała się czegoś i musiała jak najszybciej znaleźc się w pałacu. Uchiha jak gdyby nic stał obok niej na rydwanie i patrzył obojętnie przed siebie.
A co miał robić? Kibicować czy zaprząc się do dyszla?

W ogóle się nie odzywał.  Zachowywał się jakby miał to gdzieś to wszystko. Nareszcie dotarli do jej siedziby. Był to piękny pałac zbudowany z kamiena składający się z różnych kolumien i fasad ozdobionymi freskami i malowidłami w środku.
Kolumny wystawały z okien i z dachu, kilka upchnięto na wieżach (a nawet zamiast wież), a fasady ozdabiały dachy lub robiły za wymyślne pinakle.
I te freski na fasadach kolumn!

Siedziba je była ogromna.
Kim jest je i czemu Sakura wjeżdża mu na chatę?

Sakura wylądowała i pospieszyła do pałacu. Za nią ruszył wybraniec. W ręku ściskała pogiętą kartkę. Była wściekła. Ta kartka. To z tej wściekłości tak się pogięła.
Oj, czyżby Sakura dostała właśnie oceny na półrocze?

- Pani. Czeka w Pokoju Widzeń(nazwa wymyślona przeze mnie Co Ty nie powiesz…).- powiedziała drżącym głosem nimfa. Wszyscy bali się gniewu bogini.
Która swą mądrość lubiła okazywać, drąc mordę na boru ducha winnych służących.

- Dziękuję. Powiedz któremuś z bożków, aby zaprowadził do stajni konie i nakarmił je - powiedziała Różowowłosa,
- Pamiętaj, że jedzą tylko demoniczne produkty producenta napoju Demon!
Bluźnierczy owies i plugawe marchewki.

- Tak, Pani.- rzekła i poszła wypełnic jej rozkaz. Tymczasem wściekła zielonooka wparowła jak burza do komnaty z krzykiem:
Komnata z krzykiem? Na ścianie wisiał obraz Muncha?

- Karin! Jak mogłaś! Kto ci pozwolił mieszac się do tej sprawy! Wszystko było dobrze dopóki  tego nie zepsułaś! Spojrzała na Czerwonowłosa spojrzała z wyższością na Boginię Mądrości.
Mam wrażenie, że nastąpiło tu jakieś zapętlenie spojrzeń.

- Prosił mnie jego ojciec, więc spełniłam jego prośbę. Teraz pośród zakochanych panuje niezgoda.- powiedziała z zadowoleniem. To tylko spotęgowało jej gniew. Podeszła do niej i z całych sił walnęła ją w twarz. Bogini niezgody przeleciała przez kilka pomieszczeń,
Przebijała się przez ściany (zostawiając taki fajny człowiekokształtny ślad), czy grzecznie lawirowała w locie tak, by wylecieć przez drzwi?
W przelocie zahaczyła jeszcze o kuchnię, żeby mieć przekąskę na podróż.
Ale dowiemy się, czemu bogini mądrości zachowuje się jak nabuzowana nastka i rozwiązuje konflikty ciosem piąchy? Nie przejmujcie się, to było pytanie retoryczne.

aż w końcu wylądowała na kolumnie.
Mam wrażenie, że w tym pałacu trzeba by się mocno postarać, by nie wylądować na kolumnie.

-Przez ciebie może dojśc do wojny między tymi królestwami! Muszę zacząc wszystko od początku!- krzyczała na nią.
A od kiedy bogów obchodzą takie pierdoły?

- Dobra. Przepraszam.- parsknęła ze złością. Nagle oczy wyszły jej z orbit. Nigdy nie widziała takiego przystojniaka.
- Kim on jest?-zapytała się słodko Karin puszczając oczko w rajstopach do Sasuke, który spojrzał na nią jak na wariatkę.
Rzeczywiście. Wtrącanie się do truloffowej relacji w blogasku to jest wariactwo.
A przystawianie się do Sasuke w blogasku Jestnoci to czysty obłęd.

Podobam mu się krzyknęła w myślach uszczęśliwiona Bogini Niezgody.
No to Karin po prostu wykonuje swoją pracę. Come on, Sakura, ty też powinnaś zacząć.

Sakura patrzyła to na zachwyconą twarz Brzyduli (a skąd tam bohaterka tego serialu…?) i posyłającego zimne spojrzenia Karin Wybrańca.
Zimne spojrzenia, opakowane w torebki termiczne, leciały w stronę Karin w odstępie 30 sekund.

Zrozumiała, że śmiertelnik spodobał się jej, ale jemu ona nie, lecz ona wzięła to za dobry znak i uśmiechała się głupkowato. Z trudem powstrzymywała się od śmiechu.
- Zabierzcie stąd te wszystkie zaimki, bo wrzodów dostanę! – wrzasnęła Pigmejka, wychylając się zza jednej z fasad.
Karin wzięła za dobrą monetę to, że mu się nie spodobała? Najwyraźniej lubi trudne wyzwania.

Powstrzymała się i powiedziała poważnie:
- To jeden z wybrańców. Nazywa się Sasuke Uchiha. Jest śmiertelnikiem.- powiedziała przedstawiając go.
Bo tego, że nie jest bogiem, nie widać na pierwszy rzut oka, absolutnie.

- Sasuke. Poznaj boginię Niezgody Karin.- powiedziała, ale w jej oczach widac było figlarne iskierki, które nie uszły jego uwadze.
- Miło cię poznac.- powiedziała słodko przybliżając. Dłużej nie wytrzymam pomyślała.
Ktoooooo pomyślał?! Logika podpowiada, że Karin, bo chcica ją bierze…
Ale co słodko przybliżając? Perspektywę nieodległego w czasie dymania?

- Wybacz Karin, ale muszę naprawic twoją pomyłkę, więc muszę was opuścic. Gdy tu wrócę ma cię nie byc. Sasuke dotrzyma ci towarzystwa. W tym niebyciu. Może cię nawet odprowadzi. Do niebytu? Czy ona mu właśnie zleciła morderstwo? o.O - powiedziała i wyszła zostawiając ich samych.
Jest nocia. Czekam na komcie. Miyako-chan:)).
*pisze zawzięcie*

Rozwizanie problemu
Problem dotyczył wiz?

Bogini nadal nie mogła się powstrzymac od śmiechu.
Bo to takie zabawne, że dziewczynie się chłopak spodobał, ale bez wzajemności. Sakura nie ustaje w wysiłkach, by przypomnieć nam o swoich kompetencjach do bycia boginią mądrości.

Ale jakoś jej się udało przypominając sobie,że musi naprawic to co popsuła Karin. Westchnęła. Podejrzewała, a raczej była pewna, że będzie ona stałym gościem w jej pałacu, ponieważ spodobał jej się Uchiha.
A ona, jako właścicielka pałacu, nie mogła przepędzić natrętnej, gdyż…?
Psychicznie wciąż jest nabuzowaną nastką i nie przyjmuje do wiadomości, że może sama decydować o swoim życiu.

Co jemu wcale się nie podobało.
A skąd ona wie, może tym razem on gra niedostępnego…? ;>

Odsunęła myśli na dalszy plan.
Wyraźnie sobie z nimi nie radziła.

Postanowiła się, że zajmie się tym później, a teraz skupi się się na zadaniu. Szła zastanawiając się. Aby nie wybuchła wojna pomiędzy tymi państwami muszę znaleźc ich słaby punkt. Żeby… co? Szantażować ich? Żeby unicestwić oba, zanim rozpoczną wojnę.  Po chwili na ustach Sakury pojawił się uśmiech. Uznała, że uda się do niej jak najszybciej. Do tej wojny? Pstryknęła palcami i zniknęła. Po chwili była już w pałacu Ino.
Paczcie państwo, a jeszcze przed chwilą zajeżdżała konie, żeby jak najszybciej dostać się do własnego domu.

Potem szybko skierowała sie do jej komnat. Zastała ją jak podrywa Kibę.
No, przynajmniej ktoś tu odpowiednio realizuje swoje powołanie.

Bogini miłości zauważyła ją.
- Witaj. Co cię do mnie sprowadza?- zapytała nie przejmując się tym, że została przyłapana na podrywaniu wybrańca, przecież była boginią miłości.
To pocieszające, że bogini mądrości odkryła tę prostą zależność.

- Mam do ciebie sprawę.- powiedziała poważnie Różowowłosa.
Ciągle to czytam jako Różanopalca i myślę o Jutrzence…

Blondynka zmarszczyła brwi. Mówi poważnie pomyślała, choc nawet te najdrobniejsze sprawy uważała za ważne, ale teraz wyczuła w jej głosie nutkę zaniepokojenia.
- Dobrze.- odparła i ruszyła w stronę komnaty, gdzie dyskutowała, gawędziła rozmawiała prowadziła rozmowy dotyczące ludzi i różnych spraw dziur w płocie, inflacji, sposobów na przyrządzenie rosołu....
To urocze, jak AŁtoreczka uważa, że bogowie mają jakieś swoje gabinety, w których odbywają się Ważne Rozmowy.

 Zielonooka ruszyła za nią.(...) Kiba przyjrzał się dokładnie bogini mądrości. Podczas ceremoni nie widział jej zbyt dobrze, ponieważ stała z tyłu. Ładna, ale nie w moim typie. Bardziej podoba mi się Ino pomyślał. Właściwie to ją podziwiał za to co robi dla ludzi. Nic więcej.
Bo czym mu może jakaś tam nieśmiertelna, wszechmocna istota zaimponować, oh wait...
Swoją drogą, pocieszny jest ten podskórny oburz narratora na to, że komuś bogini miłości i piękna może podobać się bardziej niż Sakura.

Odprowadzane jego wzrokiem weszły do komnaty.
Kiedy zamknęły drzwi, wzrok zaczął warować przy wejściu, nieśmiało merdając ogonem spojrzeniem.
Aha, czyli to przejście do Gabinetu Owalnego żeby była odpowiednia oprawa Ważnej Konwersacji oznaczało po prostu przeniesienie się pokój dalej?

- O co chodzi?- zapytała Ino. Sakura pokrótce opowiedziała jej co zrobiła Karin.
Swoją pracę?

- Tej wstrętnej wiedźmie spodobał się Uchiha, więc zostawiłam ich samych, a sama przyszłam do ciebie.- zakończyła  z uśmiechem.
I to jest ta niesamowicie ważna i poważna sprawa? No lol, dziewczęta, get a life.

Niebieskooka parsknęła śmiechem wyobrażając sobie jego i Karin.
Czuję, że średnia wieku w tamtej komnacie nie przekracza 15 lat. -.-

- Raczej nie pasują do siebie. Moim zadanie bardziej by pasował do ciebie.- rzekła.
- Nie żartuj sobie.- parsknęła zła. Ona i śmiertelnik?! To niemożliwe!!!! pomyślała Przypomnij sobie lepiej, co wyczyniał Zeus i uwierz - to jest możliwe.

(...)- Zrobisz to dla mnie?- zapytała ją wracając do tematu.
- Jasne. W sercu królewny i księcia zapłonie ponownie miłośc. Załatwię to.- powiedziała.
- Dziękuję.- powiedziała czując ulgę. Po czym ruszyła w stronę wyjścia i teleportowała się. Cała ona pomyślała i wróciła do komnaty, gdzie czekał na nią Kiba. Sakura odetchnęła.
*włącza wyjebiście wielgachną kosiarkę i idzie kosić zaimki*

Postanowiła odpocząc, więc skierowała się do swojej komnaty. Położyła się na łóżku i zasnęła. Ale o kimś zapomniała. Był nim brunet, który odprowadziwszy Karin wrócił i czekał na jej powrót. Też merdając ogonem. I zerkając smętnie znad talerza stygnącego już spaghetti, które sam ugotował. Podszedł do łóżka i spojrzał na śpiącą boginę. Topór, jaki trzymał w dłoni, spozierał przez chwilę na śpiącą z nadzieją, ale słysząc chrapanie bogini opadł ze zrezygnowaniem. Pochylił się nad nią i powiódł wzrokiem po jej ciele. *smyru smyru spojrzeniem* Potem nic sobie z tego nie robiąc sam położył się obok niej i zasnął.
Zwinął się w kłębek w nogach łóżka.
Nic sobie nie robiąc z czego? Z tego, co zobaczył? To chyba dobrze, nie?
No i wydaje mi się, że oni zostali wybrani do walki ze złem, a nie do spania we wspólnym dormitorium i generowania becikowego.

Przemyślałam to i nie skasuję bloga. Czekam na komcie. Miyako-chan.
Hm, co do tego skasowania bloga, na twoim miejscu pomyślałabym nieco dłużej...
No toż komciam, komciam...


Gniew Sakury, bogini, głoś, obfity w szkody 
Bogini szła wściekła jak osa. Co on sobie wyobraża! Jest boginią, a nie pierwszą lepszą! Jak śmiał spac razem z nią w łóżku! Teraz jej reputacja jest zniszczona i wszystko przez niego!
A co, ktoś ich widział razem?
A co, nad bogami czuwa jakaś policja obyczajowa? W końcu Sakura nie Atena, nie musi być Partenos.

Idąc przypomniała sobie wydarzenie sprzed kilku godzin.(...)
- Jak śmiesz spac w moim łóżku! Wyłaź z niego. Zły pies! - krzyknęła na całe gardło. (...) Jak gdyby nic Uchiha wstał i posłał jej zimne spojrzenie. W ogóle nie przejął się zobaczywszy wściekłą Sakurę. To jescze bardziej ją rozjuszyło.
To jest trochę creepy. Najpierw włazi jej do łóżka, a potem patrzy tak:
 
(Bo mam nadzieję, że nie TAK.)
Też bym się wściekła, gdybym z samego rana wylazła rozgrzana spod kołdry, a tu w moją stronę leci paczuszka z zimnym spojrzeniem. No jak tak można.

- To jest moja komnata! Nie wolno ci do niej wchodzic! Zrozumiałeś!- wrzasnęła na niego posyłając mu niebezpieczne spojrzenie.
I sypiąc dookoła kłakami. Bowiem tak naprawdę to nie była Sakura, tylko:

Te spojrzenia śmigają tam w tę i nazad, jeszcze do jakiejś kolizji dojdzie.

Ten tylko wzruszył ramionami.
Zaraz, czy on w ogóle potrafi mówić? Może to Conan Milczyciel?
Jest głuchoniemy, dlatego tak intensywnie się gapi - próbuje czytać z ruchu warg. No ale bogini mądrości jest ponad takie konkluzje.

- Teuya!- krzyknęła Różowowłosa. Po chwili do jej komnaty weszła zielonowłosa dziewczyna w białej, krótkiej szacie.
- Wzywałaś mnie pani?- zapytała ją.
- Tak. Zaprowadź go do jego komnaty.- rzekła zielonooka.
Skoro on ma własny pokoik, to może wypadałoby zacząć od zaprowadzenia go do niego, zamiast się dziwić, że koleś został w pokoju, do którego pani domu go przywiodła?

- Tak pani.- odparła. - Chodź ze mną.- powiedziała do niego i  wyszła z komnaty bogini. Sasuke ruszył za nią. Ciekawe, czy jakby ktoś mu kazał skoczyć z mostu, to też by posłusznie skoczył. W milczeniu. Posyłając zimne spojrzenie gdzieś w przestrzeń. Sakura odprowadziła go nienawistnym spojrzeniem. Gdy wyszli. Wzięła parę oddechów i dodatkową kropkę uspokoiła. Co za bezczelny bufon rzekła w duchu i poszła do swoich zajęc.
*****
Sasuke usiadł na łóżku. Od samego początku nie chciał zostac jednym z wybrańców, ale przekonał go Naruto i jest tutaj. Ostatecznie się łaskawie zgodził na wolę bogów, bo go kumpel namówił? Jejku, ależ z tych bóstw szczęściarze...
Ale jeszcze nie zasłużyli sobie na to, żeby do nich paszczę otworzyć.

Gdy usłyszał, że jego partnerką będzie Sakura bogini mądrości. Skrzywił się.
Z tej niechęci aż zaczął odgradzać się od rzeczywistości z dupy wziętymi kropkami.
(Narratorze, zwolnij trochę, masz zadyszkę.)


Myślał, że będzie to kolejna pusta lala, która będzie go podrywac.
Bo większość bogiń to puste lale, prawda.
Zwłaszcza te mądrości. Normalnie opędzić się od nich nie można.
Ale widzimy, że jesteśmy w blogasku Jestnoci - choć nie ma tu takich piorunujących onelinerów jak "pewna ilość zwierząt", wciąż postacie kobiece dzielą się na puste idiotki podrywające Sasuke i agresywne, aroganckie chamidła (Sakura). W stosunku do chłopców nie można być na przykład neutralnym, sympatycznym czy po prostu uprzejmym. Wyłącznie ślinienie się albo bucera.

Dlatego postanowił byc zimny i nie odzywac się (Ha, miałam rację z tym graniem niedostępnego! :D), ale okazało się, że ona nie podrywała go. Ale jako było jego zdumnienie kiedy wyczuł, że ona go nie lubi. Bardzo go ona zaintrygowała.
Bo niezmiernie intrygowali go ludzie bogowie, którzy nie lubili kogoś, choć nie zamienili z nim nawet jednego słowa - wyłącznie z powodu tego, że był przystojny.

Dziwne pomyślał  nigdy żadna kobieta, nawet bogini go nie zainteresowała jak ona.
Dlatego wyciągnął swój notesik psychologa i rozpoczął obserwację pacjentki.

Słyszał, że ona nie dała się uwieśc żadnemu śmiertelnikowi, nawet bogu. By któryś podejrzał ją podczas kąpieli oślepiła go.
Mam graniczące z pewnością podejrzenie, że to była jednak Artemida.

Ciekawe pomyślał z uśmiechem bardzo.
- Może mnie też oślepi, yay! - dodał w myślach bardzo.

*****
(...)
Ukryte przejście i pocałunek 
Wracała właśnie z Olimpu. Jej gniew ulotnił się, a zastąpiło go zadowolenie. Humor jej się trochę poprawił  Jej ojciec Pain (Kilka rozdziałów temu ojcem był Hidan... A bratem Hidana - Pein. Hmm, naprawdę wesoło musi być na tym narutowym Olimpie, skoro boginie nawet nie są pewne, kto jest ich ojcem i generalnie kto z kim jest spokrewniony...) pochwalił ją za to jak naprawiła błąd, który spowodowała Karin. Widac było, że jest z niej dumny.
Nawet podniósł jej kieszonkowe!

Po chwili wylądowała na dziedzińcu przed pałacem na chmurach.
Czemu mi się zdaje, że aŁtorka czerpie wyobrażenie o siedzibach bogów z “Herculesa” Disneya?
 

(...) W końcu dotarła do swej komnaty. Rozejrzała się dookoła. Upewniwszy się, że nie ma nikogo w pobliżu. Posadziła kolejną kropkę, w nadziei, że wyrośnie na dorodną roślinę, dającą dużo kropkowoców. *podlewa kropkoroślinę ukradkiem* Podeszła i pociągnęła za pochodnie i ukazało się ukryte przejście. Różowowłosa weszła tam i przejście zamknęło się po chwili. Szła wąskim,długim korytarzem. W końcu dotarła po pustego pomieszczenia. Na środku znajdowało się fontanna. Podeszła do niego i zanurzyła w niej dłoń mącąc wodę. Po chwili woda zabulgotała i bogini ujrzała obraz:
Dwóch królów ściskało się (yaoi? To Grecja, nic nadzwyczajnego się nie dzieje.) płacząc ze sczęścia i wznosząc toast. Właśnie świętowali wesele swoich dzieci  I nie tylko. Ale także połączenie dwóch królestw. (Eee, a jednak nie yaoi...)  [Wszyscy są szczęśliwi i w ogóle ciach.]
Pytanie tylko, skoro ona w tej fontannie dalekowidzenia wykonywała po prostu swoje boskie obowiązki, czemu się z tym tajniaczyła? Korzystanie z niej uważano za cheatowanie?
*****
Uchiha zmęczony biegem przysiadł przy komnacie Sakury. Uciekał przed Karin, która była tak nachalna i próbowała go poderwac. Ale on nie zwracał na niej uwagi.
Jeżu Borski, gościu, naprawdę musisz uciekać przed babą? Nie mógłbyś:
- powiedzieć jej, że masz opryszczkę na wstydliwym miejscu
- wyznać, że ślubowałeś wierność swojej kozie
- wytłumaczyć kobiecie jasno i wyraźnie, żeby ci przestała ściągać gacie, bo masz jadowitego węża zamiast penisa
- albo po prostu kazać jej spadać?
- ostatecznie zostaje wersja z poproszeniem ojca, żeby cię zmienił w drzewko laurowe, ten numer ma długą tradycję.

Teraz jego myśli zaprzątała inna. Nigdy nie myślał o żadnej kobiecie, dopóki nie spotkał jej. Była inna.
Nie leci na niego, boru! Musi być niesamowita! (Ciekawe, że nie wpadł na to, że panna może woleć inne panie.)
Nie chce mnie, dlatego ja muszę chcieć ją. Wyczuwam przemożną chęć utrudniania sobie życia.

- Sasuke-kun! Gdzie jesteś?-usłyszał słodki głos. Drgnął przerażony. Wstał i już miał biec kiedy wpadł Sakurę.
To ostatnie zdanie zabrzmiało, jakby:


Próbował się czegoś przytrzymac (za włosy, za włosy!), ale było już za późno. Upadł na nią.
A potem jakoś już samo poszło...

- Tutaj jes...- nie dokończyła rozszerzając oczy ze zdumienia widząc to jej oczy napełniły się łzami i szlochając uciekła.
Jedyne wyjaśnienie powyższego zdania: Karin miała dwie pary oczu, z czego jedne na szypułkach (żeby mogły się widzieć nawzajem).

Nie wiadomo jak, ale sasuke tak się przewrócił, że pocałował ją przez przypadek.
No przecież mówię, że samo poszło. To Imperatyw.
Lepiej uważajcie, takie całowanie z impetu grozi wybiciem zębów, albo przynajmniej rozkwaszeniem warg.

Bogini znieruchomiała czując jego usta na jej wargach. Czuła jak po jej ciele rozpływa się ciepło. Nie wiedziała dlaczego.
Sasuke biegł z gębą pełną gorącej herbaty, to jedyne wyjaśnienie.

Pierwszy raz czuła coś takiego. Uchiha postanowił wykorzystac okazję i pogłębił pocałunek. Teraz całował okolice jej migdałków. Westchnęła i objęła go. Po chwili odzyskała jednak rozsądek. Przerażona tym co się z nią dzieje odepchnęła go od siebie. Po czym wstała i ruszyła przed siebie zostawiając go samego.
Tak bez focha, wrzasku i rzucania przedmiotami? Zakochała się, bez wątpienia.

Uchiha oblizał usta chcąc poczuc smak jej ust.
A co, pogryzł ją i zostało mu trochę tkanki na wargach?

Wstał. Zaczynała mu się coraz bardziej podobac.
A jak podskoczy, będzie już szalał na jej punkcie.


Jest nocia. Zapraszam na mojego, nowego bloga, który znajduje się w moich blogach. Serio? A myślałam, że w rabatkach. Rozdział 2 pojawi się dzisiaj wieczorem. Miyako-chan.
Nie ma co, też chciałabym pisać z prędkością "rozdział dziennie". Ale może nie tak.
(A następna notka nosi tytuł "Rozetki bogini". MSPANC)