piątek, 24 sierpnia 2012

Robin Hood na zamku Bezdennie Głupiego Johnsona, czyli ilu wieśniaków wskazuje zachód

Witajcie!
Tym razem fandom, jakiego jeszcze nie było - przygody Robin Hooda! Niestety analizowane opko nie jest oparte na filmie z Russelem Crowe, z Kevinem Costnerem ani nawet na serialu z Michaelem Praedem, lecz na (skądinąd dobrej) grze strategicznej Robin Hood: Legenda Sherwood. Z tego powodu nie znajdziecie tu festiwalu fanowskiej egzaltacji w kierunku wyżej wymienionych panów, a jedynie: absolutny zanik akcji, logiki i odniesień do realiów oraz złe opisy w porywach do całkowitego braku opisów i kolejną nieudolną próbę przeniesienia mechaniki gry na opko. W skrócie: Robin biega po zamku i robi strażnikom dziwne rzeczy pięścią, wskutek czego strażnicy mdleją z nadmiaru wrażeń. W bonusie zapewniamy most zwodzony wchodzący do komnaty, piki do polowań na dzikie węże, Robina uciekającego na paralotni oraz szczerozłotą trollującą tarczę.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.
Adres opka: http://thief-forum.pl/viewtopic.php?f=2&t=3924&start=0&fb_source=message

Swego czasu piałem książke o moim ulubieńcu - Robin Hoodzie na podstawie pewnej gry.
Pamiętacie poprzednie analizy gierczanych opek? Elfi kotoczołg, łucznika, który miał przekombinowane wszystko, katakumby pod jaskiniami pod miastem pod kanałami pod grotą, która była katedrą? Well, wiecie już, czego się spodziewać.

Pracuję nad 15 rozdziałem (to jest ok. 65% całości). Zamierzałem dokończyć ksiażke i wydać ją w jakimś wydawnictwie, jednak nie wiem, czy się przyjmie...
No, u nas się przyjęło. Chociaż nie wiem, czy o to chodziło.
Cóż, przynajmniej wzrośnie mu liczba czytelników.


Rozdzial 1
W poszukiwaniu Lorda Godwina
Sprawdźcie w komciach na Onecie, tam chyba od dłuższego czasu próbują go zanęcić, porównując dyskutantów do Hitlera.
Ja za to mam wrażenie, że szukam straconego czasu...

[Robin wraca z krucjaty i odkrywa, że źle się dzieje w hrabstwie Nottingham. Znacie tę historię, więc ciach.]
Pozbawionemu ojcowizny i okradzionemu z majatku Robinowi nie pozostaje nic innego do zrobienia, jak odwiedzic ojca chrzestnego w Lincoln!
Lincoln! To piekny Łowca wampirów i samochód (MSPANC) zamek. Robin spedzil to wiekszosc lat swojej mlodosci. Mieszkal u dobrego przyjaciela swojego ojca, Lorda Godwina, który nauczyl go jak nie dyskutować w internecie walczyc i poslugiwac sie lukiem bagażowym. Taki sprzymierzeniec bylby mu obecnie potrzebny. Kiedy Robin dociera do zamku, spotyka go bardzo niemila niespodzianka. W zamku klebia sie ludzie w barwach szeryfa Nottingham.
Robin musi teraz odnalezc Godwina. Miejmy nadzieje, ze ludzie szeryfa nie rozpoznaja w zakapturzonym mezczyznie Robina!
Tak, dobrze się domyślacie: ten kawałek to przepisany słowo w słowo opis odprawy do pierwszej misji w grze. Co najlepsze, na wytknięcie tego faktu w komciach Pisak zdziwił się wielce: "No przecież powiedziałem, że to opowiadanie na podstawie tej gry, no nie?".  Jest na podstawie? Jest. Więc w czym problem? ;)

Robin wszedl do zamku. Znajduje sie teraz w czesci mieszkalnej. Przed soba widzi zolnierza, który spoglada za brame. Syn Lorda Locksley'a powoli podchodzi do niego i uderza z taka sila, ze zolnierz zemdlal.
Z wrażenia.
Oczywiście nikt tego nie zauważa, mimo że ludzie szeryfa “kłębią się” w zamku.

Na lewo widzi mur oplatany przez galazki i liscie lian.
A nieopodal muru rośnie gaj bananowców, w którym buszują wesołe małpy i jakiś goły koleś w przepasce biodrowej.
Ja mam raczej wizualizację ożywionych pnączy, które wiją się na murze jak wściekłe węże.

Wspina sie po nich. O dziwo na murze znajduje sie kilka strzal.
Chwile wcześniej załoga zamku ćwiczyła strzelanie z łuków udarowych, które mogły wbić strzałę w kamień.
Albo jakiś ptak pomylił je z gałązkami i tam zaniósł, próbując zrobić z nich gniazdo.

Robin bierze je. Patrzy przez mur rentgenowskim wzrokiem, i widzi tam kilka luczników i źle odmienionych liczebników strzelajacych do celu pod dowództwem jakiegos lysawego sierzanta, który mówi do nich:
-Banda niekompetentnych glupców! Ostrzegam was, nie dostaniecie nic do jedzenia, dopóki nie zobacze strzaly w samym srodku celu. Raz, dwa, do roboty!
Jeden lucznik strzelil strzale tak niezdarnie, ze nie trafil w tarcze z odleglosci dziesieciu kroków. Sierzant zasmial sie. Takich ludzi Robin nienawidzi,
Rozumiem go, po ostatniej analizie też mam uraz do zaśmiewających się ludzi.

wiec, aby zrobic mu na zlosc strzelil w sam srodek tarczy, bo lucznikiem jest bardzo dobrym.
A wręcz zajebistym, skoro daje radę strzelać, wspinając się po lianach na mur. Pewnie trzyma się ściany zębami.
Uplótł sobie z lian pełną uprząż wspinaczkową. O TAKĄ.

Sierzant na chwile byl rozkojarzony, wiec nie zauwazyl, ze to Robina strzala.
Upadate'y mu się ściągały.
Miał lagi na łączu.

W koncu rzekl:
-Och, co za cudowny strzal! No, na co sie gapicie? Dobra, slowo sie rzeklo - wszyscy do kantyny!
Well, I went down to Mos Eisley for a converter
Hell, ya know how hot it gets on Tatooine
Well then I saw that there cantina
I'll go in for an Orangina
I heard it was rough but how bad could it be?

I lost more than my heart in that cantina
I left my manhood there on Tatooine
Son, it don't mean you're weak if you turn the other cheek
But if you spread 'em both for Jabba, son, you ain't a man!

I wszyscy zolnierze wraz z sierzantem udali sie do baru dla zolnierzy.
Szkoda, że nie do pubu dla żołnierzy.

Robin zszedl po lianach na dól i przeszedl przez brame tam, gdzie lucznicy strzelali do tarcz.
Na chwile przystanal, bo zauwazyl na ziemi sakwe. „Wyglada na pelna” - pomyslal sobie Robin. Wzial ja i w niej znajdowalo sie tam az piec set funtów!
Chwilę wcześniej przechodził tamtędy skarbnik i mimochodem upuścił worek zawierający dochody z całego hrabstwa.
Aaaalbo też ktoś szantażował jakąś wysoko postawioną personę, która w tym miejscu zostawiała okup, więc nasz boChater zaraz będzie miał na głowie naprawdę wściekłego zbira.
Dla porównania:  w 1316 w Anglii królewska zbroja warta była 20 funtów.

Robin bardzo sie ucieszyl.
- Yay.
- Juhuu.

Przy wejsciu do kantyny zauwazyl zebraka. Podszedl do niego i dal mu dziesiec funtów.
Czyli równowartość prawie czterech kilogramów srebra. Żebrak najpierw umarł z szoku, a potem zmartwychwstał i pobiegł kupić sobie jakąś wioskę.
Złe streszczanie fabuły gry jest złe.

-Jak to sie stalo, ze zostales zebrakiem? - zapytal z politowaniem Robin.
Bo kto to widział, żeby tak zostawać żebrakiem, no naprawdę.
Zwłaszcza w tamtym uniwersum, w tamtych czasach.

-Zrujnowal mnie jeden gosc.
Obiecywał spory procent na lokatach, a potem przestał odbierać gołębie pocztowe.
Nazywał się Bursztynowy, podawał się za złotnika i handlarza kamieniami szlachetnymi...

Jak przejdziesz przez ta brame, która tu wszedles beda domy. Wejdz na pierwszy z nich. Tam wejdz po lianach wyzej, na te palmy mala wiezyczke. Beda tam drzwi, a za nimi sypialnia tegoz goscia. Na pewno znajdziesz tam kilkadziesiat funtów.
Skoro ten cep wiedział, gdzie mieszka jego ciemiężca i gdzie trzyma (dziką) forsę, czemu sam się nie pofatygował? Spełniał się jako żebrak?
Nie miał nogi i ręki, więc nie dałby rady się wspiąć, ale dyszał żądzą zemsty.

-Dzieki za wiadomosc! - odparl niesmialo Robin i zatrzepotał rzęsami, po czym udal sie za brame.
Znalazl tam pierwszy dom, wszedl na niego po drabinie, a jego mieszkańcy i ludzie na ulicy bardzo starannie nic nie zauważyli pózniej wszedl po pnaczach na mala wiezyczke, o której wspominal zebrak. Na prawo byly drzwi.
Drzwi na ścianie wieży, do której się nie da wejść inaczej niż po lianie...? Kto tam mieszka, wróżki ze skrzydełkami?

Mlody Robin przeszedl przez nie i znalazl sypialnie z bardzo bogato ozdobionym lozem masońskim. Kolo skrzyni lezala sakwa z pieniedzmi. Wzial ja i wrócil na ziemie przez pnacza, dach i drabine.
Zrywając pnącza, przebijając dach i łamiąc drabinę.
I wpadając do salonu niezwykle wkurwionych właścicieli. (Jak tak dalej pójdzie, on wkurwi wszystkich mieszkających w pobliżu zamku.)

Teraz Robin idzie strona przeciwna co do bramy z tarczami.
Czyli tak konkretnie to dokąd? Była wcześniej w narracji jakaś brama z tarczami?
Niby tam, gdzie strzelali z łuku. Tylko że nie wydaje mi się, żeby strzelali do bramy.

Po swojej prawej stronie, w zagrodzie zauwaza male swinki pijace mleko ze swinki matki.
Kwi!
Świnka matka z całą pewnością wyglądała tak:

A może to była
Świnka Peppa?


Przed soba widzi plecy jednego lucznika, siedzacego i opierajacego sie o studnie. Robin podchodzi do niego i uderzyl z calej sily piescia w leb, tak mocno, az zolnierz zemdlal.
Kto jeszcze jest zdania, że to ninja w przebraniu Robin Hooda?
(Musi mieć sierpowego jak Wałujew... nie tak prosto jednak zrobić człowiekowi twardy reset samym tylko ciosem pięścią.)

Teraz na lewo znalazl schody na mur. Wszedl po nich i poszedl odcinek na murze stamtad półprostą do komnaty, gdzie sie opuszcza most zwodzony.
Pan zamku musiał korzystać z konsultacji Bezdennie Głupiego Johnsona, skoro w pańskich komnatach jest korba do opuszczania mostu.
Ej, ale to jest nawet praktyczne. Chcesz wyjechać z zamku, to zamiast przełazić przez wszystkie komnaty, dziedziniec itd., wyskakujesz przez okno i ziuuuu! Jesteś na zewnątrz.

„Musze sie potem jakas stad wydostac Najlepiej głównym wejściem” - z ta mysla przecial sznur podtrzymujacy most.
Powodując potworny łomot i zwabiając absolutnie wszystkich strażników obecnych na zamku.
Ciekawe czym przeciął sznur, który zapewne był cholernie gruby? Miał może przenośną maszynę tartaczną, kombajn albo coś?

Mial juz wyjscie z zamku zalatwione, jednak jeden zolnierz maszerujacy nad nim zdziwil sie, ze most opadl i szedl juz do komnaty, ale Robin go uprzedzil,
No tak, on był w komnacie  pierwszy!
Też bym się zdziwiła, gdybym zobaczyła, że most zwodzony nagle wchodzi do jakiejś komnaty.

przebiegl przez mur, po schodach i juz po chwili znajdowal sie kolo studni i lezacego lucznika.
Tego, którego chwilę wcześniej znokautował piąchą. Wyjaśniam, bo Pisak nie zamierza.

Robin udal sie dalej i juz byl przy bramie, która prowadzi do domu Lorda Godwina. Tej bramy pilnowal jeden pikinier, którego Robin Hood potraktowal piescia tak, az zemdlal.
Robin zemdlał, z tego wielkiego wysiłku. A pikinier stał spokojnie i nie protestował, miał bowiem na piersi tabliczkę z napisem "Proszę, potraktuj mnie pięścią. Nie, nie w TEN sposób, sodomito!".

Robin nauczyl sie wlasnie u sir Godwina tak mocno bic piescia.
Ach, te nostalgiczne wspominki nad pobitym mężczyzną!
Ciekawy musi być ten sir Godwin, skoro wysoko urodzonych podopiecznych nie szkoli w walce bronią, lecz pięścią. Czyżby jakieś dodatkowe treningi w razie uczestnictwa w sprzeczce w karczmie?

Przebiegl przez brame, potem przez droge, az doszedl do drzwi.
Stały tak sobie na środku drogi. (Czy to całe miasto projektował Bezdennie Głupi Johnson?)

Otworzyl je, ale w tym samym momencie zauwazyl go pewien zolnierz patrolujacy zamek tuz nad nim.
Nonszalancko unosząc się w powietrzu.
Co, niby w średniowieczu nie mogli mieć straży powietrznej? A czemu nie, “przecież to tylko fikcja!”.

Od razu ruszyl do ataku. Robin musi sie pospieszyc . Za drzwiami, które otworzyl Robin byly schody na wyzszy poziom murów i ... inny nadbiegajacy straznik. Robin stoczyl z nim szybka bitwe na srodku schodów, poniewaz Robin zatoczyl mieczem takie kolo, ze trafilo zolnierza w sam brzuch.
Aż widzę, jak Robin toczy koło mieczem, dokładnie tak:
(przepraszam mieszkańców Andrychowa, którzy niczym sobie nie zasłużyli na występ w analizie) i to koło wystrzela w powietrze i trafia przeciwnika w brzuch. Niby prościej byłoby uderzyć wroga mieczem (albo chwycić za fraki i pieprznąć jego głową o mur), ale nie po to jesteśmy w gierczanym opku, żeby sobie ułatwiać pewne sprawy, prawda.

Zolnierz padl na schody i staral sie z nich na sam dól spełznąć zanosząc się śmiechem, .
Robin pobiegl dalej. Znajdowal sie na murze. Droga byla tylko jedna - na lewo - i tam tez sie udal Robin.
Bowiem na prawo stała przemyślna zapora ze stołu i płonącej szmaty.
Albo może był skrajnym marksistą?

Przeszedl przez drzwi, gdzie stal jeden zbrojny i podziwial tarcze ze szczerego zlota.
"Jestem ze szczerego złota", głosił napis pod tarczą. "Ukradnij mnie!"
Czyste złoto jest miękkie. Nawet w jubilerstwie stosuje się stopy z innymi metalami, by zwiększyć jego twardość. Życzę powodzenia osobie, która będzie używać tarczy ze SZCZEREGO złota.
Dlatego właśnie była to trollująca tarcza. ;)

Ta sala w ogóle przypominala jakies miejsce spoczywania zolnierzy.
Czyli koszary czy cmentarz? I kto w dowolnym z tych miejsc wiesza tak absurdalnie drogie rzeczy?
Może to grota Śpiących Rycerzy na Giewoncie?

Na szczescie w tej chwili byl tylko on. Robin potraktowal go piescia i on takze zemdlal.
Od czasu tego nieszczęsnego pikiniera mam dziwne skojarzenia co do natury owego traktowania pięścią...
Tak, też mam wrażenie, że oni wszyscy mdleją z, hm, nadmiaru wrażeń.

Pózniej na lewo bylo kolejne przejscie. Robin przeszedl przez nie. Chwile znajdowal sie na murze, ale juz po chwili wszedl do kolejnej komnaty.
To pasjonujące, co piszesz.
Komnata była chyba w przybudówce na murze. To JEST fascynujące.

Ta komnata to nic innego jak jadalnia dla Lorda Godwina i kilku rycerzy. Byl tam trzy stoly, w tym jeden ozdobiony bialym obrusem.
Reszta była ozdobiona kraciastą ceratą.

Z pewnoscia przystosowany dla Lorda.
Miał stosowne metki i certyfikaty, a zrobiony był z mahoniu z rodowodem.
Był niższy, żeby Lord nie kompromitował się tym, że ledwo sięga do blatu, a leżące na nim widelce miały stępione końce, w razie gdyby Lord niechcący wbił sobie jakiś w oko.

Byl tam takze piecyk, w którym palil sie ogien.
Piecyk? Dlaczego nie centralne?
Centralne było w zamku w Malborku, to tylko Jadalnia Na Murze jest.

Robin zauwazyl tam jednego czlowieka, ubranego na zielono-pomaranczowe szaty.
Szaty były ubrane w tego człowieka, tak? Trochę makabra, ale przynajmniej coś się dzieje.Widziałam kiedyś obrazek przedstawiający prezenty rozpakowujące ludzi, te ubrania to pewnie ich kuzyni.

Ten mezczyzna to nikt inny, tylko Edward, jeden ze sluzacych Godwina. Robin za mlodu dobrze go znal.
Bo teraz Robin jest u progu późnej starości, tak tak. I teraz nie zna go wcale.

Robin podszedl do niego i dopiero teraz zauwazyl, ze Edward ma biale wlosy i biala brode. Ma takze róg na szyi.
Jeżu drogi, inwazja mutantów!
Edward Szyjorożec.

-Ach, panie Robinie, czy to pan? - odezwal sie - Tak sie ciesze, ze pana widze! Szeryf oglosil, ze zginal pan podczas krucjaty! Wiec stary Stuteley mial racje. To bylo klamstwo, zeby szeryf mógl przejac pana ziemie! Oznacza to jednak, ze jest pan w wielkim niebezpieczenstwie!
-Mów mi po prostu Robin. Nie pan Robin - zasmial sie Robin
Albowiem jesteśmy teraz zbratani klasowo! Pójdź w me ramiona, wyklęty ludu ziemi!
Za to Robin powinien zacząć do niego mówić Kapitanie Oczywistość. Względnie - Szerloku.

- Wiesz moze, gdzie moge znalezc Lorda Godwina?
-Nie, Robin, nie wiem, gdzie jest sir Godwin. Zniknal, a ludzie szeryfa przejeli zamek, aby go odszukac (a nuż schował się w jakiejś zbroi!) - tak przynajmniej twierdza... Obawiam sie jednak, ze spotkala go jakas krzywda... To moze sie równiez przytrafic tobie, jesli nie opuscisz tego miejsca! Szeryfowi chyba nie spodoba sie fakt, zes powrócil...
-I co ja teraz zrobie? Dokad sie udam? - lamentowal Robin.

-Ja wiem. Prosze sluchac, przekaze wiesci mojemu synowi, który mieszka w wiosce na zachód od zamku. On pomoze ci uciec, Robinie...
Przyleci po ciebie helikopterem. Serio, czy rozważnie jest ryzykować życiem syna, żeby pozwolić uciec człowiekowi, który do zamku dostał się w pojedynkę bez większych problemów?
Może syn jest bardzo gruby i jest szansa, że da radę go przemycić pod płaszczem?

To wszystko, co moge zrobic. Niestety z zamku musi sie pan wydostac na wlasna reke, Powodzenia, panie Robinie - powiedzial.
No to skoro nie z zamku Robin ma uciekać przy pomocy tego syna, to skąd? Granice hrabstwa otacza kordon zbrojnych z noktowizorami i psami tropiącymi? A może służący chce go przeszmuglować do Francji?

Edward udal sie do okna, na parapecie napisal cos na kartce, zagral na rogu dwa razy i w chwile potem przylecial do okna mlody golab. Edward dal mu kartke do pyska :D i powiedzial: „Do mojego syna!” Golab odlecial.
W cholerę. Sługa bowiem nie zdawał sobie sprawy, że gołębie nie reagują na komendy głosowe, tylko wracają do miejsca, w którym się je karmi.
A wiadomości nie wtyka im się do dzioba, tylko przywiązuje do nóżki. Chyba że gołąb był mutantem i miał pysk psa.

Robin patrzyl na to z otwartymi ustami.
-No juz! Musisz sie stad jak najszybciej wynosic! - niemal zaryczal Edward.
Na wypadek, gdyby któryś ze strażników nie dosłyszał.

Robin odwrócil i uslyszal za soba kroki. Kroki czlowieka w stali.
Biedny Robin nie ma zbyt wielkich szans. Chyba że bohaterem jest ten Robin:
 
Albo jeśli Człowiekiem W Stali jest ten gościu:
 

-Uwazaj! - zagrzmial Edward i mężnie uciekl.
Robina zauwazyl pewien straznik-pikinier.
Piki miały od 3 do 7 metrów. Pokażcie mi człowieka, który będzie w stanie walczyć tym w pomieszczeniu. (Nie wspominając już o tym, że służyły do obrony przed kawalerią.)
Może w zamku grasowały agresywne węże? I jak np. taki wąż się skradał, to pikinier mu wtedy pikę w dziób...!!!(Nie zwracajcie uwagi, zaczynam mieć głupawkę.)

Rozpoczela sie walka. Pikinier zadawal Robinowi ciosy, ale ten dobrze je sparowal. Po kilku minutach, w czasie nie uwagi zolnierza Robin zadal mu decydujacy cios.
Żołnierz też ściągał update'y, innego wyjaśnienia nie widzę.

Zaczal biec tedy, skad przyszedl. Bo odgłosy walki nie ściągnęły na miejsce straży, żołnierzy, w ogóle nikogo. To był zamek głuchoniemych. Po chwili przekroczyl juz brame i jego oczom ukazala sie wieksza brama, wyprowadzajaca z jeszcze większej bramy zamku. Robin przebiegl przez nia i przy pomoc mostu zwodzonego, którego wczesniej (tego mosta) opuscil dostal sie na wolnosc.
Bo nie było tam wielkiego zbiegowiska ludzi chcących sprawdzić, czemu most opadł sam z siebie, ani czemu w ogóle biegnie po nim jakiś dziwny koleś, no skąd.

I udal sie na zachód, lub tylko mu sie tak wydawalo, bo nie zauwazyl wioski, tylko czterech zolnierzy, bawiacych sie kosztem jednego wiesniaka.
A, jak powszechnie wiadomo, czterech żołnierzy i jeden wieśniak wyznaczają południowy wschód, a nie zachód. Serio, sprawdźcie na mapach.
Na północ prowadzi trzech wieśniaków i jeden żołnierz, a na zachód - pięciu wieśniaków i jedna bardzo nieszczęśliwa owca.

Robin z gniewem ruszyl do ataku na nich. Po chwili wszyscy padli oszolomieni od ran na ziemie.
W jednej ze starszych analiz Pigmejka odkryła broń, która "wypuszczała z czubka taką ranę, która przylegała wrogowi np. do czoła, i wróg padał martwy". Tu bez wątpienia mamy podobny przypadek, w dodatku rany mają 90% szansy na oszołomienie celu.
Mam wrażenie, że on ich zabija urokiem osobistym. Jedni mdleją z wrażenia, inni z oszołomienia...

Wiesniak uciekl, a do Robina biegl juz piaty zolnierz tego tez Robin oszolomil.
Pokazał mu te pozostałe 490 funtów srebra?
Pokazał mu swój... miecz. A potem potraktował go pięścią.

Ten przy sobie mial w sakwie troche funtów.
Przy boku kozik z damasceńskiej stali, a pod portkami batystowe majtki.

Robin pomyslal: „To nie zachód, tylko wschód. (Kwii! Mówiłam!) Musze sie udac w strone przeciwna.”. I tak tez zrobil.
Śmiech rzęsisty z faceta, który za dnia nie odróżnia stron świata. Pozycja słońca na niebie, Robinku, mówi ci to coś?
Weź, żołnierzy i wieśniaka łatwiej wypatrzyć.

Gdy przebiegl kolo bramy, zauwazyl most nad rowem.
Wyasfaltowany i szeroki na cztery pasy, zbudowany przy wsparciu funduszy z Unii Europejskiej.

Robin przebiegl na nim, pobiegl chwile dalej, wciąż wierzchem na moście, i tam zauwazyl kolejnych zolnierzy. Chwile z pierwszym sie bil, ale po chwili padl oszolomiony od uderzenia w glowe rekojescia miecza Robina.
Czyli Robin sam siebie znokautował, czy może było tam dwóch Robinów?
Może miał rozdwojenie jaźni i nagle uaktywniło się jego Drugie Ja, mające naturę autodestruktywną?

Robin kolejnego zolnierza pokonal swoja mocna piescia.
Przeszedl odcinek do wysokich krzaków i zobaczyl czterech, rozmawiajacych ze soba zolnierzy. „A moze by tak wykorzystac ich chciwosc?” - pomyslal sobie Robin. Wzial on sakwe z pieniedzmi i rzucil w sam srodek zolnierzy.
Żołnierze mieli wspólny środek. Ciężkości.
Niech zgadnę, rzucą się na to jak kury na ziarno?

Wszyscy zaczeli brac pieniadze i bic sie o nie.
Jakoś się nie dziwię. Gdyby ktoś w moją stronę rzucił ponad 150 kilo srebra (jak Robin to tachał ze sobą? o.O), też bym się biła.

Robin nie umial sie opanowac ze smiechu.
Z tej wielkiej radości, że nie musiał przywiązywać wagi do pieniędzy, wywijał piruety w różowym tutu.
Śmiał się i śmiał, i ani myślał uciekać, bo przecież żaden pościg go nie ścigał, nikt nie dybał na jego życie...

Trzej zolnierze padli nieprzytomni od ciosu najsilniejszego z nich. Robin podszedl do niego i powiedzial:
-Bron sie! - i po minucie walki najsilniejszy z tej czwórki zolnierzy padl na ziemie nie przytomny.
Ale dopiero równo po minucie!
Chwiał się niepewnie pomiędzy 55 a 59 sekundą, ale wytrzymał.

Zabral pieniadze, które Robin wczesniej rzucil i przebiegl przez most, do wioski.
Padł nieprzytomny, po czym uciekł z pieniędzmi do wioski? Somnambulik, czy co?

Znajdowalo sie tutaj piec domów. Kazdy mial dach zóltawy od slomy.
Lekko przysypany słomą z wierzchu; pod spodem była nowiuśka blachodachówka.
Milenka była cała od spermy, dach był żółty od słomy, a Pigmejka jest oszołomona od opka.

[Wdzięczni za pomoc chłopi spieszą z nagrodami.]
-Wez ten talizman, Dostalem go od mojej babci. Powiedziala, ze dzieki niemu nawet z powazna rana unikne smierci. Wez go, ochroni cie przed najgorszym. Ale pamietaj, aby odzyskac sily, którys z twoich przyjaciól bedzie musial przy tobie czuwac. Jezeli bedziesz sam, to ten oto talizman nie zda sie na wiele...
...albowiem jest on elementem mechaniki gry strategicznej "Robin Hood: Legenda Sherwood", a my nie jesteśmy w grze, tylko w opowiadaniu!Aha, czyli teraz gościu musi non stop ciągać za sobą randomowych kumpli, tak na wszelki wypadek? Faaaajnie.

-Dzieki, ale nastepnym razem uwazaj na ludzi szeryfa Nottingham - odpowiedzial Robin.
Tia, ma to tyle sensu, co mówienie “Tylko się nie utop!” osobie, która idzie pływać.

Robin uzyskal niezwykly amulet. Bardzo sie ucieszyl.
- Yaay.

Przed trzecim domem siedzial mezczyzna o brunatnych wlosach i pomaranczowo-zielonej szacie - takiej samej jaka nosi sir Edward.
Sir? Koleś był przecież służącym. W ogóle genialny jest pomysł, że jeśli ojciec ma służbowy ciuch, to jego syn też taki nosi.
Może są biedni, więc chłopak “donasza” po rodzicu?

Robin poszedl do niego niesmialo i zaszurał nóżką.
-Jestes moze synem Edwarda, slugi Lorda Godwina? - zapytal.
-Tak. Ty zapewne jestes Robin Hood?
Ksywkę kiedy sobie wymyślił?
W międzyczasie. Jak zawsze w opkach.

-Zgadza sie - zasmial sie Robin.
-Panie Robinie! Otrzymalem wiesci od ojca, przygotowalem juz wszystko, co moze pomóc panu opuscic Lincoln.
Czytaj: paralotnię.
Tam paralotnię. Stawiam jednak na helikopter.


Z komentarzy pod wrzuconym opowiadankiem:
Myślę, że jednak troszkę więcej opisów by nie zaszkodziło

Odpowiedź aŁtora:
Opisów? Dobra, tylko czego. Na końcu książki zamierzam umieścić mapy wszystkich zamków z wnętrzem, przez co nie musiałbym szczegółowo opisywać świata w książce.
Ja bym proponowała, żeby na tych mapach (które pewnie byłyby screenami z gry, o mój lolu) rozrysować tylko strzałki i wykonywane czynności - po się bawić w jakieś pisanie, prawda. Fanaberie jakieś, opisów w książkach im się zachciewa, formalistycznym purystom.

Komentarz:
Spoko opowiadanie, czekam na więcej.

Odpowiedź:
No "więcej"... zamierzałem zacząć sprzedawać tę książkę, jeżeli tutaj wkleję całą, to będzie nieco bez sensu.. 

43 komentarze:

Anonimowy pisze...

Analiza przecudnej urody, brzuch mnie rozbolał od śmiechu. Czy będzie dalsza część przygód Robina w tej krainie o dziwnej architekturze?

Lawina

Anonimowy pisze...

Najbardziej w całej analizie bawi mnie fakt, że Pisak naprawdę wierzy, że może toto wydać. W ogóle Pisak i jego mądrości wymiatają. :D Zależność "dostał pięścią-zemdlał" też wybitna. Dobry kąsek, dziewczyny!

BTW - wasza captcha jest absurdalna :D

Elżbieta Giez pisze...

Świetna analiza! Zdecydowanie lepsza od tej nieszczęsnej Sakury (jakoś nie przepadam za porno w takim wydaniu).
"Pózniej na lewo bylo kolejne przejscie. Robin przeszedl przez nie. Chwile znajdowal sie na murze, ale juz po chwili wszedl do kolejnej komnaty.

To pasjonujące, co piszesz." - i ten komentarz podsumował całe opko :)
Brawo!
Rzabcia

Anonimowy pisze...

Analizy opko-gier są zawsze najlepsze :D Może trzeba by tym wszystkim Pisakom zasugerować, że wydano już kilogramy książek opartych na grach i mogliby je... tego no... poczytać może? Zobaczyliby wtedy, jak taka "adaptacja" wygląda.

Gif na końcu piękny :D

Ag

Anonimowy pisze...

Ten mezczyzna to nikt inny, tylko Edward, jeden ze sluzacych Godwina. Robin za mlodu dobrze go znal.

Mnie tam ten EDWARD niepokoi. Wiem, może i głupie skojarzenia, ale skoro ma róg na szyi, to oczekuję z niecierpliwością, kiedy zacznie błyszczeć. Choćby tak: http://clclt.com/binary/9c04/flicks_review1-1_26.jpg skoro już jesteśmy przy noszeniu różnych rzeczy w ramach wisiorków.

A w ogóle, to nieopatrznie przyniosłam sobie do komputera śniadanie i teraz tego żałuję...
Genialna analiza. Jak zawsze zresztą. :D

Vrolok

Anonimowy pisze...

Marzeniem moim występnym jest, by Pisak przeczytał sobie tę analizę. Jestem złym, złym Trollem i z przyjemnością poczytałabym Jego komentarze, o tutaj właśnie.

Liniątko.

Borówka pisze...

Jakaś krótka mi się analiza wydała w tym tygodniu (albo szybko zleciała, w końcu w tym opku nic nie ma :D)

To godny debiut Robina wśród analizowanych postaci ;)

Anonimowy pisze...

Ale wiecie co... Ta gra jest naprawdę fajna. Tylko nie rozumiem idei pisania na jej podstawie jakiegokolwiek opowiadania, skoro 98% tej gry to bieganie po murach i zabijanie żołnierzy. Dalsza część "opowieści" musi być naprawdę fascynująca...
Ale analiza przecudna i ja chcem więcej!

Natsu pisze...

http://yaoi-rena.blog.onet.pl/

Błagam, zanalizujcie to~ >D

Anonimowy pisze...

poryczałam się ze śmiechu w połowie i nie mogłam uspokoić...

Pinkwinder pisze...

Aż sobie zerknąłem na to forum, gdzie panicz ów nieszczęsny twór swój publikował, poczytałem mniej lub bardziej (głównie bardziej) pozytywne komentarze i naszło mnie podłe, sadystyczne marzenie, aby kiedyś spróbował wysłać to swoje dzieło gościom z Mirriela... Właściwie to nie sadyzm, bo mogłoby to na gościa zadziałać jak kubeł zimnej wody i wysiliłby się może na coś naprawdę kreatywnego... Choć znając twórców tego rodzaju opek po prostu wszcząłby angst :P
Enyłej, analiza może mnie nie doprowadziła do takiego bólu brzucha jak ostatnie erotyczne przygody Sakury (które byłyby, tak po prawdzie, już niesamowicie zabawne nawet bez waszych komentarzy), ale wciąż niezmiernie zacna :D

Serenity pisze...

Ale gdzie w tej "książce" jest coś, co nie jest opisem akcji wykonanej w grze? Chociaż, moment, przecież takie książki istnieją - vide "Assassin's Creed: Renesans" i "Assassin's Creed: Bractwo", więc może pisaczkowi (czego nam nie życzę) udałoby się toto wydać.

Vrolok pisze...

W sumie, to dodam jeszcze, że Bezdennie Głupiego Johnsona podejrzewam jednak o większą kreatywność, niż stawianie nagle drzwi pośrodku niczego. Fakt, że ten most zwodzony w komnacie już jest bardziej w jego stylu, uznaję więc, że musiał tu grasować jakiś jego naśladowca.
Natomiast wracając do drzwi - ja takie często widuję. Serio! Szwendam się po Polsce i co najmniej trzy razy w ciągu wakacji trafiam na takie drzwi, furtki i inne wierzeje, stojące nagle pośród niczego i sugerujące, że należy przejść przez nie, a nie po chamsku omijać. To nie może być pomysł Bezdennie Głupiego Johnsona, bo przecież ilu Bezdennie Głu...
Chociaż nie. Jesteśmy w Polsce.

V.

Babatunde Wolaka pisze...

Uwielbiam opka z architekturą w stylu Bergholta Stuttleya J. (w Polsce zwanego Bergholtem Grimwaldem).

"Niestety analizowane opko nie jest oparte na filmie z Russelem Crowe, z Kevinem Costnerem ani nawet na serialu z Michaelem Praedem..."
Spróbowaliby zbezcześcić Praeda, blade majtki!

"-Dzieki za wiadomosc! - odparl niesmialo Robin i zatrzepotał rzęsami,"
...zapłodnił się i spuścił oczy.

"Drzwi na ścianie wieży, do której się nie da wejść inaczej niż po lianie...? Kto tam mieszka, wróżki ze skrzydełkami?"
Ani chybi taternicy.

Świnka matka dała mi zastrzyk endorfin :)

"Ciekawy musi być ten sir Godwin, skoro wysoko urodzonych podopiecznych nie szkoli w walce bronią, lecz pięścią."
Cóż, boks bywał rozrywką arystokratów... ale chyba nie w tej epoce.

"Edward dal mu kartke do pyska :D i powiedzial: „Do mojego syna!” Golab odlecial."
Kwiiik!

"Piki miały od 3 do 7 metrów. Pokażcie mi człowieka, który będzie w stanie walczyć tym w pomieszczeniu."
Może to nie był pikinier, tylko bikinier, uzbrojony w kolorowy krawat, takież skarpetki i jazz.

"Pokazał mu swój... miecz. A potem potraktował go pięścią."
Blood and thunder! Victory at sea!

"Milenka była cała od spermy, dach był żółty od słomy, a Pigmejka jest oszołomona od opka."
Milenka Marlenka atakuje znienacka :D

@Vrolok, "Mnie tam ten EDWARD niepokoi."
Wszystkie Edwardy to fajne chłopaki :)

Panna Beata pisze...

Świnka matka wygląda dokładnie tak, jak moja Agrafka. Tylko że moja jest bezdzietna.

Gołąb z pyskiem mnie zabił na resztę dnia. Nie trzeba mi nic więcej do szczęścia... aczkolwiek, bezwstydnie powiem, pornoopka są lepsze. ;)

rinoasin pisze...

Cudo! Opka na podstawie gier są ostatnio moimi ulubionymi, wyprzedziły nawet sportowców. Tutaj nie dość, że smaczny kąsek do analizy to jeszcze pisak marzący o karierze na miarę J. K. Rowling - radość do kwadratu:D

Angie pisze...

Rany, jaka wyśmienita analiza... :D
To nawet nie jest pisak marzący o karierze J.K. Rowling, toż to istny człowiek przekonany że ma on talent i warsztat J.K. Rowling, że "pójdzie do sprzedawcy i sprzeda książkę". Ot, tak. Nowy S. King się znalazł.
- Panie Pisaku, co pan piszesz?
- Bestsellery, panie wydawco! Bestsellery!
:D

Swoją drogą, zrobił(by) ktoś analizę "Pamietników wampirów"...?

Babatunde Wolaka pisze...

Aha, jeszcze jedno:

"Swego czasu piałem książke o moim ulubieńcu - Robin Hoodzie na podstawie pewnej gry."
Piał książkę? Pisak kultywuje tradycje literatury ustnej?

hasło: troldyn.

Anonimowy pisze...

Jeżu Borski, toż to ja takiego gówna nie piszę. A mam 13 lat.
Swoją drogą, jak można pisać "książkę" w dwóch czasach na raz.
Swoją drogą nr.2 szkoda, że Pisak wierzy, że ktoś mógłby to na prawdę wydać pod tytułem innym niż "Jak napisać gniota na podstawie gry"

Yenna

Falco pisze...

Gołąb z pyskiem! Od tego zaczęłam rżeć na głos :D Prześliczne, prześliczne, cudne!

Agatha Makabresque pisze...

Babatunde Wolaka pisze...
"-Dzieki za wiadomosc! - odparl niesmialo Robin i zatrzepotał rzęsami,"
...zapłodnił się i spuścił oczy.

Zapłodnił? Podejrzewam, że chodziło o 'zapłonił', ale wyszło pięknie:P

Babatunde Wolaka pisze...

@Agatha Makabresque: tę frojdówkę posadziłem jak najbardziej rozmyślnie.

A gołąb może i był z pyskiem, lecz za to bez płucka :)

Anonimowy pisze...

Analiza wspaniała! Zależność "oberwiesz pięścią-mdlejesz" i gołąb z pyskiem mnie rozbroiły :) Będzie ciąg dalszy?

Captcha: "lsizure" Nie wiem czemu, ale kojarzy mi się z żurkiem...

Kiki

PS: Mogłabym prosić o analizę opka o transformersach? Jakoś nie wierzę, że nikt nie napisał blogaska na ten temat.

Piafka pisze...

"Robin bardzo sie ucieszyl."
- Yay.
- Juhuu"
- JABADABADUUUUU!!!

"Drzwi na ścianie wieży, do której się nie da wejść inaczej niż po lianie...? Kto tam mieszka, wróżki ze skrzydełkami?"
W wieku 7 lat zbudowałam taką wieżę z klocków Lego. Umieściłam w niej... wróżkę ze skrzydełkami właśnie :).

"Stały tak sobie na środku drogi. (Czy to całe miasto projektował Bezdennie Głupi Johnson?)"
Nie, to tylko błąd grafiki w grze. Skoro w Simsach może zniknąć cały pagórek (taki lewitujący dom fajnie wygląda), to czemu tutaj nie może zniknąć cały zamek?


"Robin pobiegl dalej. Znajdowal sie na murze. Droga byla tylko jedna - na lewo - i tam tez sie udal Robin."
"When nothing goes right - go left" (napis na koszulce)

Edward Szyjorożec - moja wyobraźnia podsuwa mi dosyć makabryczne obrazy. Ale już wiem, kogo parodiował Sid Leniwiec w tej scenie z soplem :).

Golab - brak polskich liter w tym opku mnie wykańcza. Zaczęłam się zastanawiać, cóż to za fantastyczne stworzenie, którego nie znam. Ten pysk jeszcze dodatkowo wszysto zaciemnia. Chyba zaraz siądę i narysuję golaba. :>

"Mam wrażenie, że on ich zabija urokiem osobistym. Jedni mdleją z wrażenia, inni z oszołomienia..."
Ja wiem! To był ten Robin Hood ze "Shreka"!

"Wiesniak uciekl, a do Robina biegl juz piaty zolnierz tego tez Robin oszolomil."
DRĘTWOTA!!!

"Z tej wielkiej radości, że nie musiał przywiązywać wagi do pieniędzy, wywijał piruety w różowym tutu."
A nie mówiłam, że to "monsieur Hood"i jego "balecik"?

Chciałabym jeszcze nadmienić, że ww. grę dostałam na ósme (chyba) urodziny od kuzyna. Nigdy nie zobaczyła napędu od środka. Ale zacytuję Wam wyciąg z instrukcji dotyczący map (ze specjalną dedykacją dla Pisaka, żeby nie zapomniał o istotnych oznaczeniach przy sporządzaniu map do swojej... książki):
"Mapka zawiera następujące informacje: zielone punkty oznaczają pozycje Wesołych kompanów, kropki niebieskie to ludność cywilna, a czerwone - nieprzyjaciele. Dodatkowo, kropki fioletowe oznaczają ważne osobistości, a szare - postaci, które mogą się okazać zarówno przyjaciółmi, jak i wrogami (patrz rozdział poświęcony sylwetkom)... Zółte krzyżyki symbolizują przedmioty, które można podnieść".

Wybaczcie długość komentarza, ale im lepsza analiza, tym bardziej mam ochotę się trochę "powtrącać". Pozdrawiam serdecznie.

Patrycja Stankowska pisze...

Jeżu kochany, co za makabra... Opko oczywiście, bo wasze komentarze ulepszają tę ponurą tffurczość. Szczerze - myślałam, że nie dam rady przeczytać do końca; drętwe, jakby Pisak Drętwotą właśnie oberwał :))) Ach, jakbym chciała, żeby ktoś mu uświadomił, że czegoś takiego żadne wydawnictwo nie przyjmie, bo by padło...

Anonimowy pisze...

Ma koleś niezłe mniemanie o sobie :/
A niech wysyła, ku chwale swojego dobrego samopoczucia, tego absolutnego gniota do wydawnictw. Przynajmniej mu z łba wybiją zapędy twórczopodobne. Przy nim JestNocia wielką pisarką jest! A analiza REWELACYJNA :) Dzięki dziewczyny, jesteście świetne!

Shady Eyes pisze...

Oj, wy niedomyślne! Golab, to krzyżówka gołębia pocztowego i labradora - stąd ten pysk.

Anonimowy pisze...

Osobiście jestem przekonana, że wuj Godwin był Old Shatterhandem w przebraniu. Stąd to szkolenie w walce na pięści...

Analiza borska, pękłam z radości XD

Nadira

Sineira pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sineira pisze...

Zajrzałam na forum, zobaczyłam opka do Thiefa i teraz się cieszę, że fanfiki na podstawie mojej ukochanej gry czerpałam ze źródeł "zagramanicznych", bo przynajmniej oszczędziłam sobie nerwów. Pisaki... Pisaki to straszna rasa.

marienburger pisze...

A ma Pisak chociaż piątkę z polskiego, że się na pisanie książki porywa??? Czy może jest zdania, że poloniści to gupi som i sie nie znajom wogule? Argh! Dziewiąta rano, a ja już muszę melisę parzyć.

"Byl tam takze piecyk, w którym palil sie ogien.
Piecyk? Dlaczego nie centralne?
Centralne było w zamku w Malborku, to tylko Jadalnia Na Murze jest."

W tym momencie moje malborskie korzenie zakwikały radośnie xD

@Piafka: TAK! To ten Robin Hood ze "Shreka"!:D I nagle wszystko znów nabrało sensu!

Anyway, wielkie dzięki za analizę, doprawiła mi poranek! :)

Bolo pisze...

Chciałbym złożyć oficjalny wniosek, by Szyjorożec został kolejną maskotką. Względnie Kamienno-jedwabny Snape dostał kolejnego pupilku po Jeżu Jak Byku (jego już też długo nie było, smutne to).

O analizie poprzednicy już wszystko napisali, to co ja się tam będę dalej produkował?

Anonimowy pisze...

Analiza wyborna, chyba się zakwiczałam. ; ) Również stwierdzam, że opka oparte na grach są przecudnej urody.

Uprzejmie donoszę, że coś się porobiło w linkach do starszych analiz - obie części "Sakury gwałtu przez uszy" są powtórzone.

Iwona

Vrolok pisze...

@marienburger - oceny są akurat niemiarodajne. Nie trza mieć piątki żeby umieć pisać i się wysławiać. Ja całe życie jadę na trójach, a uważam, że gęś, to ze mnie nie jest i pisać umiem (i nie tylko ja tak twierdzę, w swojej megalomanii). ;)
Ale to inna sprawa. Po prostu wtrącam, bo ten... ;D

Anonimowy pisze...

"a na zachód - pięciu wieśniaków i jedna bardzo nieszczęśliwa owca."
I znów cholera trzeba było czyścić ekran laptopa. Kiedyś wam wystawię rachunek za środki do czyszczenia kompa ;)

A dla pisaka tego czegoś jeden komentarz: w Wordzie wciśnij F7 i komputer pokaże ci ile byków jest w tym czymś co spłodziłeś w chwili pomroczności jasnej.

Ryokosha

Niofomune pisze...

Apeluję o więcej opek na podstawie gier, bo one są urody przecudownej (mimo że z wszystkich, jakie się tu przewinęły, znałam jedynie Gothic'a z "Kotoczołgu"). Tu po prostu pięknie wyziera fakt, że jedyną lekturą kolesia są instrukcje do gier, a książki, to on w życiu nie powąchał. I chce wydawać, tak? Ahaaa... Nieno, ja i moje Wiekopomne Dzieło Bez Nazwy możemy się tylko schować i kwilić w kąciku przed takim arcydziełem.
Poczytałam sobie komentarze na tamtym forum. Boru...

Anonimowy pisze...

Skusiłam się i też poczytałam komentarze.
*headdesk*
I don't want to live on this planet anymore.

Nadira

Ogryzek pisze...

'Swoją drogą, zrobił(by) ktoś analizę "Pamietników wampirów"...? '
Błagam. Błagam! O ile serial, przynajmniej w moim mniemaniu, jest całkiem całkiem, to książek (zwłaszcza od czwartej wzwyż) nie da się czytać. Blisko im do Zmierzchu, oj blisko. Mamy obowiązkową Marysię Zuzannę o wdzięcznym imieniu Elena oraz dwóch wampirzych braci, którzy się o nią tłuką: mrooohnego 'bad boya' Damona i misia tulisia Stefano, który jest trochę w Edwardowym stylu (a raczej to Edward jest w stylu Stefano :P)i też żyje na diecie 'wegetariańskiej'. Gościnnie występują wilkołaki, wiedźmy, duchy, anioły, kitsune(!), opętane dzieci, robalopodobne stwory z mackami oraz uwielbiane przez was japońskie wstawki |D

Anonimowy pisze...

"Mieszkal u dobrego przyjaciela swojego ojca, Lorda Godwina, który nauczyl go jak nie dyskutować w internecie"

*wyje* Cacko!

"Zolnierz padl na schody i staral sie z nich na sam dól spełznąć zanosząc się śmiechem"

Ja też, proszę Kalevatar. Ja też.

"Edward dal mu kartke do pyska"

Krzycząc przy tym: "Chcesz list do mojego syna? Weź do dzioba!" (a Robin, nie wiedzieć czemu, otworzył usta)

"Robin pomyslal: „To nie zachód, tylko wschód"

I domyślił się tego po zawartości sakwy? Ruble tam znalazł?

Bardzo zacna analiza. I, proszę, nalegam, jeśli natkniecie się przypadkiem na opowiadanko w wersji romantycznej z Crowe'em/Costnerem/Praedem, to też zanalizujcie, może być pysznie.

Anonimowy pisze...

Niezwykle trafny ten fragment o tym, ze to Polska...

Karola

Anonimowy pisze...

That is a very good tip especially to those fresh to the blogosphere.
Simple but very precise info… Thank you for sharing this one.
A must read post!

Also visit my weblog: kliknij

Anonimowy pisze...

Hello! I'm at work surfing around your blog from my new iphone 4! Just wanted to say I love reading your blog and look forward to all your posts! Carry on the fantastic work!

my webpage :: kliknij

Anonimowy pisze...

jeśli ktoś to wyda oznaczać to będzie koniec świata. Znajduję na to jedno słowo - Dno.