piątek, 3 sierpnia 2012

Gradientowy masażysta oczu, czyli supernaturalne wkurzenie analizatorek

Witajcie!
Dziś druga i ostatnia część blogaska o "Supernatural". Tym razem jedziemy na lekkim wku... podenerwowaniu, bowiem chamstwo boCHaterki mniejsze jest tylko od usiłowań AŁtoreczki, by zrobić z Deana śliniącego się debila. A poza tym jest tu także podłoga z oczu w swetrowe wzorki i Winchesterowie dzielący funkcje życiowe i Impala o napędzie komarzym i rodzice chowający ziemniaki przed sąsiadami... i dużo, dużo gifów, którymi próbowałyśmy sobie osłodzić postępujący opad wszystkiego, od rąk, przez cycki, aż po ciśnienie.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar, raz wtrącił się Vivaldi.


Rozejrzałam się dookoła. Na dworze było ciemno , wsłuchując się dobrze można było usłyszeć grę świerszczy. Dość zimna noc. Mimo to minęło jakieś 15 minut nim ochłonęłam i doszłam do wniosku ,że zostawiłam mojego rozmówcę i Carmen !
Piętnaście minut! To czas, w którym można by obrabować bank albo zabić/okraść/zgwałcić twoją przyjaciółkę i zatrzeć ślady na dziesięć różnych sposobów. A ty przez cały kwadrans napawałaś się pięknem krajobrazu? I grą świerszczy. Eine kleine Nachmusik właśnie leciało.
Od początku wiedziałam, że z ciebie dupa, nie łowczyni.

- Co się stało ? Usłyszałam znajomy głos za plecami i odwróciłam się
- Gdzie ona jest ?! - zapytałam wręcz panicznie
- Spokojnie śpi w aucie - odparł Sam po czym dodał : W bagażniku. I wisisz mi za zarzyganą tapicerkę musimy ją odwieźć do domu.
- Dobrze , a więc... gdzie Twoje auto ?
- motel , za rogiem - odparł chwytając mnie pospiesznie za ramię i prowadząc we wspomnianą wcześniej stronę.
Sam jeździ samobieżnym motelem? Pomysłowe!
Przynajmniej ma dużo miejsca i łatwo mu znaleźć nocleg.
(Wsiadanie nocą do samochodu nieznajomego - to takie odpowiedzialne!
No ale weź, poznała go w pubie... Co może pójść nie tak?)

Jakieś dwie minuty później byliśmy na miejscu , Winchester nie trzymał mnie już za ramię. Zbliżył się do auta i spojrzał spokojnie do środka. Na szczęście Carmen spała. Spojrzałam na wpół-oświetlone motelowe okno.
- Myślałam ,że poważnie pojechali do niej...
- Nie łódź się. - Odparł z uśmiechem brązowowłosy.

I nawet nie próbuj się zwrocławić!
A jak się zgdańszczysz, to tak ci przydzwonię...

Wsiedliśmy do czarnej Impali. Na moje oko rocznik 67 i z typowym dla tego Chevroleta brzęczeniem ruszyliśmy.
Samochód był ciągnięty przez komary odrzutowe, stąd brzęczenie.
Przy trzecim biegu do komarów dołączały osy, a przy piątym - trzmiele.

- Twoja ? - zapytałam zauroczona wozem.
- nie , tata dał ją Deanowi dawno temu.
- cóż się stało ,że zostawił Ci kluczyki ?
- Odkąd pamiętam noszę zapasowe.
A to zabawne, bo w serialu jakoś nie widać, żeby każdy z braci miał swój komplet.

[Sam zawozi przyjaciółkę boCHaterki do domu.]

Wyciągnęłam z kieszeni dziewczyny kluczę i weszliśmy do domu.
Klucząc, by zmylić pogoń Gramatycznych Nazistów.

Wskazałam Samowi gdzie ma położyć Carmen po czym przykryłam ją kocem i spojrzałam na nią. Spała w najlepsze. Pokręciłam głową .
- Zdarza się... każdemu . Możesz mi teraz powiedzieć za kim tak wybiegłaś ?
- Jasne , ale wyjdźmy stąd zanim [brat narąbanej] weźmie nas za włamywaczy. - odparłam spoglądając na sufit i skierowałam się w stronę wyjścia zostawiając klucze na szafce w przedpokoju. Wyszłam z domu. Mężczyzna podążał za mną. Minęłam Impalę kierując się kilka metrów dalej ,w przód i usiadłam na małej , zawijanej, zielonej ławeczce znajdującej się na trawiastym polu , naprzeciw domu Carm.
My tu, w Polsce, nazywamy je "trawnikami".
Co to jest “zawijana ławeczka”? Bohaterki mieszkają na tym słynnym końcu świata, w którym na noc zwija się asfalt (a razem z nim ławki, latarnie przy ulicy itd.)?
Po skończonym posiedzeniu można ją zrolować i wsadzić do torebki.

Ławka była tam odkąd pamiętam , zawsze lubiłam jej samotność wobec innych martwych rzeczy.
Samotność ławki wobec martwych rzeczy. Brzmi głęboko.
Ławka była stara i roniła samotne kryształowe drzazgi.

Była trochę jak ja... mimo tego iż zdawałoby się - tyle jest wokół niej to ... czegoś jej brakowało.
Trzeba mieć naprawdę bogate życie wewnętrzne, żeby utożsamiać się z ławką, bez kitu.
“Niebo gwiaździste nade mną, pustka moralna we mnie”, pomyślała ławka. Po chwili dodała: “i chyba malowanie by się przydało.”

Sam usiadł obok spoglądając na mnie z zaciekawieniem.
- Był tam jakiś barman , ciemne oczy , ciemne włosy. Flirtował i pił z Carmen. Nie sądziłam jednak ,że będzie tak nieodpowiedzialnym dupkiem !
A czy zachęcanie klientów, żeby kupowali więcej alkoholu, nie jest przypadkiem częścią pracy barmana?
Nie zapominajmy, że to był Demoniczny Barman Zepsucia!

Wiesz co jest najdziwniejsze ? Że chwile po tym jak Carm do nas dotarła jego już nigdzie nie było.
Dziwne jak nerd na plaży, biorąc pod uwagę, że mógł np. wyjść do toalety albo na zaplecze po kolejną butelkę. Ale nie, to z pewnością kanibalistyczny wyznawca kultu Wielkiego Maślaka.
Albo Pedobear w przebraniu.

- Miał może jakieś szczególne znaki ? Drażniący zapach ?
Tak, używał koszmarnej wody kolońskiej i śmierdział piwem.

[Ostatecznie nie wiadomo, kim był barman. Sam odwozi boCHaterkę do domu.]

- Nie skończyliśmy chyba rozmowy. - powiedziałam
- Coś mi się wydaje ,że teraz twoja kolej. Co porabiasz w tych stronach ?
- Mieszkam u matki na czas wakacji . We wrześniu idę na studia więc z powrotem wrócę do Missouri.
A potem cofnę się do tyłu, starannie smarując chlebek masłem maślanym.
"(...) trzeba się zgodzić, że wracać z powrotem to wyraźna niezręczność językowa. Stanowczo radzę jej unikać, także w mowie potocznej."       
Tako rzecze Mirosław Bańko.

Próbują mi to z ojcem  wybić z głowy , ale ja najlepiej wiem czego chcę.
- Nawet nie wiesz jak... jak ja to rozumiem. Nie chcesz nikogo ranić , tylko robić to co Cię w życiu cieszy. Coś co napędza Cię codziennie od nowa. Daje siłę. Pozwala na uśmiech każdego ranka.

- dokładnie tak jest , dokładnie... a ty ? Co nie podoba Ci się w Twojej pracy ?
- Wiesz... nie jest zła. Cierpienie, groza, makabra, ciągła perspektywa śmierci lub ciężkiego kalectwa lub utraty bliskich, a w dodatku ci za to nie płacą. Po prostu ja jestem inny , nie do końca do niej pasuje.
Mam wrażenie, że Sam wzbraniał się przed tą pracą, bo bał się, że pasuje do niej aż za bardzo.
Owszem. Poza tym, pozwolę sobie przytoczyć słowa Deana (tak, tego bucowatego, zapijaczonego osiłka z poprzedniej notki), kiedy mówił o ich pracy:
“In fact, I think the Dean and Sam story sucks. It is not fun, it's not entertaining. It is a river of crap that would send most people howling to the nuthouse! So you listen to me. Their pain is not for your amusement. I mean, you think they enjoy being treated like-like circus freaks?”

- Więc zmień ją - poradziłam mężczyźnie.
- Chciałbym , tylko widzisz... to nie takie łatwe.
- Jasne ,że nie ale Sam ! Jedno mamy życie , jak nie teraz to kiedy ?
- Kiedyś na pewno...
- Od razu lepiej , zrozum - jesteś wolnym człowiekiem.
- Zapamiętam na przyszłość.
Bo wcześniej nie wiedziałem.
W jednym odcinku piątej serii też pojawia się taka jedna, która chce wyciągnąć od Sama, kim on tak naprawdę jest. Na szczęście tam obyło się bez łzawych banałów, a dialogi toczyły się raczej TAK. Co prawda na koniec rozmowy panna podejrzewa Sama o to, że jest członkiem mafii, który wpadł w alkoholizm... ale przynajmniej nikt nie tapla się w kiczu.

Nastała cisza , której chyba nikt nie chciał przerwać.  Oboje nie wiedzieliśmy co dalej powiedzieć. Brązowowłosy spoglądał na mnie niewinnie , wiedział ,że przyszedł czas rozstania.
Niech jej jeszcze odśpiewa "Time to say goodbye", na dwa głosy z Bobbym. Bez jaj, Sam nie był aż tak społecznie upośledzony, żeby mieć problemy z pożegnaniem dziewczyny poznanej pół godziny temu.
Raz nawet pożegnał się z taką... zabójczo szybko, że tak powiem.

Jednak ani on ani ja nie bardzo wiedzieliśmy jak powiedzieć sobie cześć.
Proponuję paszczą.
Ewentualnie możecie dawać sobie znaki dymne, albo mogę na ciebie nasłać demona, żeby cię spalił, jak jego poprzednią dziewczynę.

Wpatrywaliśmy się w siebie z dobre kilka minut. 
Wiedziałam ,że będę się linczować do końca życia jeśli pozwolę mu teraz odejść. Z drugiej strony miałam swoje zasady i obiecałam się ich trzymać. Żadnych najmniejszych uczuć , żadnych impulsów.
Być zimną suczą utożsamiającą się z ławką, hell yeah! \m/
Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli!
Co się tak czai, tak układa snadnie.
By zyskać ufność i zdradzić po chwili.
Nam wiecznej chwały – a im wiecznej zguby.
Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną
Nienawidzić ród męski, nigdy nie być żoną!

Ale... przecież on był inny.
Oczywiście. A jak przyjaciółka się zadurzyła w jego bracie, to dostałaś ataku kurwicy.

Na pewno... pierwszy raz mogłam tyle wyczytać z czyiś oczu...
Irydologia najlepszą metodą poznania Tru Loffa!
Zielone plamki na oku - znaczy: monogamista. Ciemna obwódka wokół tęczówki: leń, ale dobrze gotuje.

Pierwszy raz tak szybko rozluźniłam się w czyimś towarzystwie.
Tak bardzo się rozluźniłaś, że właśnie od paru minut stoicie w niezręcznej ciszy, nie wiedząc, jak sobie powiedzieć "cześć". Moment, założę tylko buty i już idę wierzyć.

Poczułam jakby wcale nie był mi obcy. I wtedy...
- Chyba wypada mi podziękować. - powiedziałam niepewnie dalej wpatrując się w bruneta. Zbliżyłam się do niego powoli tonąc w jego brązowych oczach.
Z zamiarem zapłacenia mu w naturze?
Chce z nim zawrzeć pakt?

Pocałowałam go... delikatnie , niepewna tego co robię po czym wyszeptałam do ucha " dziękuję". Pogładził dłonią po moim policzku , na plecach poczułam przyjemne mrowienie. Odwzajemnił pocałunek. Najpierw powoli i czule , później przyciągnął mnie do siebie całując coraz szybciej i namiętniej.
Wszystko fajnie, ale dowiemy się, kto podmienił Sama na kolesia, który całuje się z laską tylko dlatego, że odwiózł do domu jej narąbaną koleżankę, prawda?

I nagle wszystko dookoła przestało się liczyć , a jedyne co miało jakiekolwiek znaczenie to SAM. Zmysły tańczyły , pierwszy raz od dłuższego czasu.
Heee, macarena!
Poloneza czas zacząć. Adrenalina rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza,
I wąsa podkręcając, podaje rękę Zosi
I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.
Za adrenaliną szereg endorfin w pary się gromadzi,
Dano hasło, zaczęto taniec - ona prowadzi.

Pociągnęłam za jego koszulę wciągając go tym samym do środka. (...)
- Więc... nie do końca jesteś taki grzeczny ? Wyszeptałam w przerwie między pocałunkami. W powietrzu unosiła się nutką pożądania...
Wysokie, wibrujące f-uck.

Obijając się trochę o pobliskie ściany dostaliśmy się do salonu i nagle...
- Aaaaa ! - rozległ się czyiś głośny wrzask …
Dobrze, że czyiś, a nie biegający po domu w samopas. Doprecyzowanie, że wrzask był głośny, również wzbudza moje najwyższe uznanie.
Bo przecież mógł to być na przykład wyjątkowo cichy pisk bardzo dyskretnego poltergeista.

3.Witaj rodzinko !
"Ale człowiek taki już jest ...Zastępuje strachem większą część swoich emocji" - Paulo Coelho
Ha, wiedziałam, że poziom refleksji w tym blogasku nie bierze się znikąd!

- Shan, tam ktoś jest ! -  po raz kolejny rozległ się kobiecy głos dezorientując (a Sam tak już się skupił na rozpinaniu spodni...) naszą dwójkę. Stanęliśmy przy wnęcę prowadzącej do salonu.
SHANNON ?! Oświeciłam światło za pomocą swej zajebistości białego naściennego kwadracika. Tak, takiego którego większość z nas posiada w swoim domu i zmusza do dziennego użytku.
Tak, te dwa rozwlekłe zdania i urocza animizacja odnoszą się do czynności, którą można zawrzeć w dwóch słowach: "włączyłam światło".
Ja tam mojego kwadracika do niczego nie zmuszam. Delikatnie go smyram paluszkiem tylko.

Tymczasem moim oczom ukazał się brat. Brat na sofie. Wraz z nieźle wystraszoną ciemnowłosą dziewczyną . No przyznam jedno - przynajmniej gust ma na poziomie. Chłopak usilnie próbował wygrzebać się z tam tąd (ಡ_ಡ) i stanąć na nogi jednak w rezultacie stracił równowagę i wylądował na podłodze.
Kwiii!
*ociera łzy* Dawno się tak nie ubawiliśmy, prawda? Nasze odeśmiane dupy szybują po niebie niczym chińskie lampiony w Nowy Rok.


Wyglądało to dosyć komicznie, ale w oczach brunetki musiał wyjść na niedorajdę. Podeszłam do brata i podałam mu rękę w celu pomocy przy wstawaniu co było oczywiście tylko pretekstem do tego by wyszarpać, a raczej wrzucić go do kuchni
To jest jednak demon. Normalni ludzie się tak nie zachowują. I nie mają takiej siły.

zostawiając tym samym Winchestera i... nastolatkę ?

- Co ty do cholery tutaj robisz ?! - zapytałam. Chłopak oparł się o kuchenny blat.
Był nieco zdziwiony i speszony całą sytuacją. Spojrzał na mnie niepewnie, a po chwili swój wzrok skierował w biało-brązowe kafelki na wzór kanciastego swetra.
Kafelki w kuchni na wzór swetra. Kanciastego. *próbuje to sobie rozrysować* Nie, dalej tego nie widzę.
Mnie wyszło, że to wzrok był na wzór swetra. Nie wiem, może ma tęczówki na szydełku zrobione?

- Miałaś wrócić rano...
RANO ?! Ja mu dam rano. Póki co będę wracać kiedy chcę nie wtedy kiedy on sobie akurat założy.
Czy tylko ja nie rozumiem, skąd ten butthurt?
Oj no bo jak już wreszcie znalazła fajny męski towar, to jej brat w paradę włazi...
A dom za mały dla nich czworga, prawda.

- A ja słyszałam ,że ty u ciotki. Na owe (ಠ_ಠ) hasło klepnął się ręką w głowę po czym nią pokręcił. Jego gestykulacja zawsze mnie bawiła. Typowa dla tej rodziny.
A co, obrócił głowę o 360 stopni?

- To była zwykła przykrywka przed rodzicami. Chciałem... chciałem spędzić z Alice trochę czasu. - odparł, a w jego głosie dostrzegłam nutkę radości, taką na typ współczesnego zacieszu.
A niegdysiejszego uradowania.
Innymi słowy, młodzian ten znajdował duże upodobanie w okazji spędzenia czasu ze swą oblubienicą.

Odbiegłam... a raczej planowałam odbiec wyobraźnią do czasów kiedy to się z Alice poznali.
Wyobraźnią? Nie starczy pamięcią?
Oj no, każdemu jego porno, może lubi sobie wyobrażać tę Alice ze swoim bratem...

Ale kolejny raz doznałam olśnienia - ja jej nie znam ! A co za tym idzie nie mam zielonego pojęcia co do jakichkolwiek przebiegów sytuacji z dziejów młodszego potomka Evansów i samej Alice.
A ja nie mam pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu.
A kto to wie...

   - No więc... długo się znacie ? - zapytałam krzyżując ręce pod piersiami.
- Jakiś czas. (Oto i jakże złożona i szczegółowa odpowiedź).
Oczekiwałaś podania daty co do godziny?

- A wy ? Z tym ... e... - zawiesił się.
- Samem ? Jakiś czas - skłamałam brata uśmiechając się wręcz diabelsko co leżało z kolei w mojej naturze.
Gramatyka, jak widzę, w niej nie leży.

Wróciliśmy do salonu. Sam i Alice stali równie wryci i zdezorientowani jak wcześniej toteż przyszła najwyższa pora wyrwać ich z tego szoku.
E tam, po prostu przeszli w stan uśpienia do czasu, aż narracja nie przeniesie się znowu do nich. Jak zresztą wszyscy bohaterowie blogasków, gdy AŁtoreczki akurat nie poświęcają im uwagi.
Sam, miałeś czas nawiać, czemu tego nie zrobiłeś? :(

Za czasów kiedy mieszkaliśmy jeszcze całą rodziną w Missouri, w niewielkim domku dzieliłam pokój z Shannonem. Mieliśmy więc jedną zasadę. Jeśli zdarzyło nam się zaprosić swoich znajomych w tym samym czasie, mimo niewielkiej różnicy wieku siadaliśmy wszyscy razem. I oczywiście częstowaliśmy zgromadzonych tym samym alkoholem.
Tak, tak, byłaś wyluzowaną imprezowiczką i królową życia. Jassne.
Jako dziesięciolatka potrafiła już skołować piwo, natomiast brat, mimo że młodszy, specjalizował się w zdobywaniu wódki. Potem się okazało, że podbierał ją z kredensu rodziców.

Cholera, to miało miejsce jeszcze dwa lata temu ! Miałam może 17 lat ?
Czyli teraz masz 19, a nie 26? Chyba rzeczywiście gdzieś tu miała miejsce "historia z faktami w przód", znaczy, inwersja czasowa. Doskonale zamaskowana.
(Wychodzi na to, że akcja rozgrywa się jednak w 2004 roku, Sam jeszcze przez rok powinien być na studiach, a Winchester senior jeszcze nigdzie nie zaginął. Ale nic to!)
Anyway, wiesz, że w Stanach picie alkoholu jest dozwolone dopiero dla osób, które skończyły 21 lat, tak? A nieletni nie mają nawet prawa wstępu do miejsc, gdzie alkohol się sprzedaje, takich jak monopolowe i - tadam! - puby?
Ojtam ojtam, Kal, ty zawsze taka drobiazgowa.
Wiem, próbuję jakoś z tym żyć...

Za szybko zasmakowałam życia... O Shanie nie wspominając.
Na bora, jego też zasmakowałaś?!

Tak więc drogą praktykowanej wcześniej zasady postanowiliśmy i tym razem ugościć naszych znajomych dobrym trunkiem.
Cudzym?
A nie lepiej rozejść się do oddzielnych pokoi i... zająć sobą? Bo Sam chyba głównie po to wszedł.

Skierowałam swoje spojrzenie na dębową komodę, a dokładniej mój wzrok zawiesił się na jej szybce w celu poszukiwawczym. Nie dojrzałam jednak żadnej szyby żadnego alkoholu. Nie możliwe... już ja znam swoich rodziców.
Ależ oczywiście, że cudzym.

- Tego szukasz ? - brat wparował z triumfem do salonu, w ręku trzymając butelkę Glena Granta.
- Mają więcej ? - zapytałam z nadzieją.
- Oj... uwierz. Z pragnienia dziś nie umrzemy. - Powiedział z wielki zadowoleniem. Bądź co bądź mała wspólna imprezka w gronie rodzonego to najlepsza nagroda pocieszenia za nie udany wieczór "we dwoje".
No. I nareszcie rodzice sprawili mi jakąś miłą niespodziankę. W dodatku nawet o tym nie wiedząc !
Jestem taka dojrzała, niezależna, mroczna i cyniczna, że aż zorganizuję imprezkę przy alkoholu kradzionym rodzicom. How lame is that?

Pierwszy raz byłam wdzięczna Bogu za to iż stali się rozrywkowymi ludźmi (szkoda ,że dopiero po 40) i przewidując odwiedziny swoich znajomych zawsze mieli "coś" na zapas. Prócz kilosów soli, mąki, cukru i ziemniaków w piwnicy rzecz jasna.
Ziemniaków? Można by się spodziewać, że Amerykanie w roli zapasów będą gromadzić raczej konserwy i gotowe dania.
Kilogramy soli, mąki, cukru i ziemniaków gromadzi się raczej w lęku przed nadchodzącą wojną, a nie sąsiadami... (“Szybko, Stefa, ładuj pyry do piwnicy, Nowakowie idą!")

Już po kilku szklaneczkach zbawiennego napoju atmosfera się rozluźniła.
Bo, jak wiadomo, atmosfery absolutnie nie da się rozluźnić bez łojenia whisky w ilościach wyczynowych.

Za oknem malował się już po malutku wschód. Może i piękne zjawisko, z tym ,że kryje się tutaj mój mały osobisty problem. O wiele bardziej wole zachody.  Spoglądać jak za horyzontem znika słońce, jedyny poważny życiowy rozrusznik i... nagle cały świat zwalnia tempo.
No, ty to dopiero masz problemy, dziewczyno... weź się ogarnij.

Kiedy na niebie tworzy się czerwono-fioletowo-granatowy gradient zostaje on prawdziwym masażystą dla oczu, oglądających przez pół dnia ludzkie chamstwo.
Gradient masażystą dla oczu oglądających ludzkie chamstwo. Nie powiem, mam ciekawe wizualizacje.
Mam tylko parę pytań:
- Czyich oczu?
- Czemu tylko przez pół dnia? Co oglądają przez drugie pół?
- Po co przez pół dnia oglądać chamstwo?
- Czy ten gradientowy masaż nie boli?
- Ale masz świadomość, że jedyną osobą, która do tej pory w tym blogasku zachowuje się chamsko, jesteś ty? Czy to znaczy, że przez pół dnia gapisz się w lustro?
Hm, ale czerwono-fioletowo-granatowy to jest raczej (zazwyczaj) wschód słońca...

I dopiero gdy zaczyna się ono kryć pod kołdrą ciemności doznajemy ukojenia.
Bo po zmroku ludzie przecież nie bywają chamscy. Oh wait, ja przecież mówię o nocy, a nie o (szatańskiej) kołdrze ciemności. Przepraszam.
Kołdra wygląda tak:
 

W końcu czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
*ginie przytłoczona ciężarem tych rozmyślań*

Widok ten zobrazowała niegdyś na płótnie Patty Shinedown, które to jak się założę wisi jeszcze w moim dawnym pokoju pozostawiając w nim resztki sił dla dosyć wymagających jak na te czasy marzeń.
Nie mam zielonego pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu. Próbowałam, naprawdę.
Google, po wrzuceniu do niego frazy “Patty Shinedown”, wyrzuca TO. Nie wiem, czy chcę wiedzieć coś więcej.

Moje myśli jak zwykle uciekły gdzieś w głąb duszy i zanim je odnalazłam zabrnęły aż do Id. A myślałam, że jak zwykle aż do dupy... panowie wyszli po kolejną butelkę co oczywiście było tylko pretekstem ,aby napić się na osobności i przy okazji przeprowadzić ''typową męską rozmowę''.
Powód, dla którego Sam Winchester miałby z ledwo co poznanym młodszym bratem ledwo co poznanej nastolatki przeprowadzać męską rozmowę poproszę. Chociaż jeden.

Pytacie skąd wiem ? A no wiem i tyle. Znam zachowanie samców. W tym przypadku akurat zawsze jest tak samo. Chcą mieć coś swojego, coś tylko ich.
Nikt inny nie chce. Na przykład panienki, które w co drugie piąteczki wybierają się razem na imprezki.
Ta “męska rozmowa” oraz “mieć coś swojego” nasuwają mi jakieś osobliwie yaoistyczne skojarzenia.

Chociażby miała być to najzwyklejsza rozmowa. Może to ich zbliża ? Tego akurat mogę się tylko domyślać.
Bo przecież nikogo innego rozmowa nie zbliża. I na litość bora, czemu akurat oni mieliby chcieć się do siebie zbliżyć? Brat boCHaterki już wczuwa się w rolę szwagra?

Tak oto zostałam z wybranką mojego brata sama.
- Więc... nie lubię typowo rodzinnej gadki w sensie gdzie pracujesz...- dziewczyna spoglądała na mnie wstydliwie.- (...) Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę dziewczyny ,która zrobiła to samo doprowadzając do konfrontacji dwóch szklanych naczyń tzw. szklanek, wydających charakterystyczne dla tej czynności "stuk!"
Czy ja przeoczyłam moment, w którym na blogasku ogłoszono konkurs na najbardziej przekombinowane nazwanie prozaicznych rzeczy?
Mam wrażenie, że aŁtoreczka w międzyczasie dorwała się do Mniszkówny. Już ten gradient źle wróżył... Pamiętacie TO?

                                                ***
W kuchni- Swojski bimber , uwierz lepszego nie piłeś. - Shan podał brunetowi trunek.
Rozumiem, że bimber był częścią tych zapasów, którymi rodzice boCHaterki zamierzali częstować gości?
Tak. Razem z kilogramami cukru i mąki.
Albo cukier i ziemniaki były na bimber, a mąka tak dla zmyłki.

- Taaa - chłopak uśmiechnął się w typowy dla niego sposób , jak zwykle włączając w każdą mimikę swój nos.
W trakcie uśmiechu nos odginał się w lewo, przy grymasie złości - w prawo. Podczas przewracania oczami nos zaginał się do wewnątrz.
*wyobraża sobie reklamę*
OKAZJA!!! Od teraz do każdej mimiki nos gratis!!!
Wyobrażam sobie akcję jak z Gogola, kiedy przy każdej mimice nos odrywa się od twarzy i we dwójkę, razem z chłopakiem, zaczynają mu gębę np. w uśmiechu rozciągać.

Siedząc na krześle zastanawiał się co on tak naprawdę tam jeszcze robi. Przecież ci ludzie mają swoje życie. Nie jemu się pchać w nie.
A w jaki konkretnie sposób zamierzał się pchać? Rzeczywiście już widział siebie w roli pana młodego?

On ma inne zadanie, ma brata. No właśnie. Dean się teraz pewnie świetnie bawi, więc... chyba on też może ?CHYBA ?! Przecież pragnął , nawet bardzo. Coś go jeszcze do tego ciągnęło.
Imperatyw Blogaskowy.
I nadmiar alkoholu. Po alkoholu każdy się nieco zmienia.

Ciągnęło bardziej niż do samej nowo poznanej dziewczyny.
Czyli ciągnęło go nie do niej, a do dobrej zabawy? Kolego, kup sobie konsolę i przestań zawracać głowę.
Albo skorzystaj wreszcie z rad Deana i obejrzyj kilka pornoli, wyjdzie Ci bardziej na zdrowie niż to, co robisz teraz.

Otóż... nie do końca potrafił zerwać z dawnym, normalniejszym życiem. Kleiło się do niego jak lep na muchy.
Naszła go przemożna ochota na studiowanie? Bo przecież Sam nigdy nie był typem imprezowicza.

[Sam ma widzenie w szklance bimbru. Ani chybi był on pędzony na paliwie rakietowym.] Sam zamrugał ze zdziwieniem oczyma odnosząc wrażenie ,że powiększyły się one kilkukrotnie.
Znaczy, że mu oczy z orbit wyszły?
Wygląda teraz TAK.

Nie dowierzając w ową wizję spojrzał w szklankę jeszcze raz z nadzieją ,że to procenty namieszały mu w głowie. Niestety zawiódł się. Po wirze co prawda nie było śladu, lecz zamiast niego chłopak dojrzał jakiś inny obraz. Z początku dosyć rozmazany, jednak z każdą sekundą dostrzegał coraz wyraźniejsze detale by już po chwili ujrzeć pełną wizję, a mianowicie Deana całującego się z jakąś kobietą . Też mu się zebrało w obcym domu na rodzinne pornografie ! Zaraz, zaraz ! Chwila,a ten facet za nim ?! Dźgnął starszego brata w brzuch ! Krew... NIE !
Od tyłu dźgnął go w brzuch? Niby fizycznie możliwe... ale po co? Nie prościej w plecy?
Oj bo w plecy to tak niehonorowo...

Sam zerwał się na cztery nogi i ruszył z kopyta, rżąc donośnie wykrzykując przy tym imię brata i wywołując niewielkie zamieszanie. Po wykonaniu kilku chwiejnych kroków upadł z hukiem na kuchenną podłogę. Zbierał w sobie jeszcze resztki siły by powstać. Zacisnął zęby i dokonał próby, ale TEN BÓL głowy... nie pozwolił mu na to. Upadł z powrotem i po chwili zasnął.
Blogaskowa narkolepsja - zaliczone!

                                              ***
- Agent Ford, czy mógłbym rozmawiać z panią Katelyn Evans ?
- Kate, jakiś fagas w garniaku do ciebie !
- Co ? - Zapytałam podnosząc głowę ze stołu. NO nie możliwe ! Zasnęliśmy ?! Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Młody Winchester spał jak zabity na sofie, po Alice nie było śladu, a po za tym... moja głowa ! Podniosłam się ociężale z krzesła. W międzyczasie ten cały agencik, którego znudzony czekaniem w drzwiach Shan wpuścił do domu stał we wnęce dzielącej przedpokój z salonem.
Oczywiście, absolutnie wszystkie nastolatki w USA są nonszalanckie i wyszczekane w stosunku do przedstawicieli władzy. To absolutnie nie tak, że ktoś np. mógł na nich donieść, że szlajają się po pubach albo że namierzyli ich IP w związku z piraceniem filmów czy cokolwiek, za co oni i ich rodzice mogliby mieć sprawę w sądzie. A nie mówimy tu przecież o wizycie zwykłego gliny, a agenta FBI.

Hm... przecież ja go znam !
- No ładnie - rozejrzał się w ten sam sposób co jeszcze przed minutą ja.
Starannie omiatając wzrokiem te same miejsca, co boCHaterka.

Spojrzałam z niedowierzaniem na Deana.
- Jesteście agentami ?
Uniósł ręce do góry w celu szczegółowej prezentacji garnituru i uśmiechnął się głupkowacie.
 Srl, dziewczyno, z czym masz problem? Poza poprawnym odmienianiem całkiem prostych wyrazów?

- Jak widać - Odpowiedział kierując swoje spojrzenie na brata. - Sam ? Wstawaj Sammy !
- Tak, tak... Dean...- obrócił się na druga stronę wciąż pogrążony we śnie...
- DEAN ?! - chłopak zerwał się z miejsca spoczynku, mrużąc przy tym oczy co świadczyło ,że i jemu doskwierały objawy kaca.
No patrz, a ja zawsze mrużę oczy, zanim się rozbudzę. Mam permanentnego kaca?!
Tak. Od nadmiaru blogasków.

[Towarzystwo zasiada w kuchni.]
- W takim razie... wydaje mi się ,że wszyscy mamy trochę do omówienia - Oświadczył poważnie starszy Winchester wprawiając naszą trójkę w przerażenie...
Jeżu, będą się sobie spowiadać z nocnego dupczenia/picia? Też się zaczęłam bać...

4. Zalotna klątwa [część I ] Czyli klątwa mizdrząca się do ludzi. Czego to teraz nie wymyślą...

- Jak to zniknęła ?! - od dłuższego momentu wydzierałam się na starszego z Winchesterów
*wzdech* Kto jej w końcu wyjaśni, że nie ma prawa wydzierać się na ludzi? Jakby co, to ja mogę. Młotkiem.

okrążając po raz setny czerwony, salonowy dywan - najnowszy nabytek dziwacznych elementów wystroju tj. jedno z hobby mojej matki.
Hobby jej matki były inteligentne elementy wystroju, które same dokupowały nowe meble? Awangardowe, nie powiem. Pewnie jakieś androidy.
- Dzień dobry, tu szafka. Chciałabym zamówić u państwa nowy kredens. Poprzedni zdradził mnie z lodówką i chcę go wymienić na nowy model.

- Już mówiłem - odparł wzruszając oczyma.
Miał je na ramionach, czy na szypułkach?
Na szypułkach, które wyrastały z ramion.

Przeciągnął wolno ręką po głowie i zmarszczył brwi znużony powtarzaniem tej samej historii od nowa. - Wstałem rano, laski nie ma . Myślę sobie cholera, pierwszy raz to ja zostałem wystrychnięty na dudka. Ubrałem się i …
A na czym konkretnie polegało wystrychnięcie? Dziewczyna go obrobiła? Czy może obiecywała mu wczoraj, że się pobiorą i teraz Dean jest zawiedziony? Tak, mnie też wydaje się to niezwykle prawdopodobne.

- Dean, do sedna sprawy - Sam był bardziej chętny do zabrania się za śledztwo niżeli wysłuchiwania po raz setny opowieści brata.
Więc czemu się nie zabrał, zamiast pozwalać boCHaterce ciągnąć tę bezproduktywną gadaninę? Aha, zapomniałam - w ten sposób przepadłaby kolejna okazja do zrobienia z Deana debila.

Siedział zmarnowany na krześle zastanawiając się kto pomógł przetransportować go w nocy na sofę.
Ochotniczy hufiec krasnoludków. Nie powinien się przypadkiem zastanawiać nad tą swoją wizją?
Albo skupić na zaginionej dziewczynie, skoro tak mu śpieszno do śledztwa?

- A tu obok mojego portfela leży jego imitacja w kolorze różowym. Portfel Meg- przeszło mi przez myśl.- Więc otwieram... -przerwał czując na sobie wymowne spojrzenie bruneta. - Nienawidzę drugi raz odwiedzać kobiet, z którymi spędziłem noc bo to... - Kolejna przerwa i próba streszczenia tego co miało miejsce zeszłej nocy.
Brawurowo pominięta w narracji, zupełnie jakby zrobić w niej skrót montażowy. Jaka szkoda, że stosuje się to po to, by dwa razy nie powtarzać tych samych rzeczy ODBIORCOM - a przecież czytelnicy nie wiedzą, co się tamtej nocy działo, więc czemu to ma służyć?
Ukryciu faktu, że aŁtorka nie wiedziała, jak opisać przyczyny tajemniczego zniknięcia bohaterki?

- I tam okazało się ,że ona nie wróciła na noc do domu. - Zakończył z trumfem opowieść i odetchnął z ulgą.
Niech zgadnę - ten wysiłek umysłowy znacznie przekraczał to, do czego był przyzwyczajony?

[Bohaterka idzie do kuchni, gdzie spotyka brata]
- Martwisz się moimi koleżankami ? - Rzuciłam na odczepne pytaniem. Nie byłam w nastroju na konwersacje co z resztą szybko zauważył i zamilkł. Również Alice ,która pojawiła się w kuchni stąd, ni zowąd łojeżuborski, duch! nie wydobyła z siebie żadnego słowa. Oboje wzięli się za wykonywanie typowo domowych czynności. Heh, to tak jakby nakręcić dwa roboty i wpuścić w obieg... zazwyczaj takie sceny co najmniej mnie rozśmieszają , zważając jednak na to iż właśnie zaginęła moja przyjaciółka tylko się zirytowałam.
To takie irytujące, gdy twoje przyjaciółki ot tak sobie giną, za nic sobie mając twoje plany na ten dzień.
A przygotowywanie jedzenia jest takie śmieszne! Chociażby przy gotowaniu wody na herbatę można się popłakać ze śmiechu!

Usiadłam na krześle nie przejmując się już tą dwójką wcale. Łzy skutecznie zwilżyły moje policzki jednak natychmiastowo je otarłam. Nie wolno mi sobie pozwalać na takie sceny publicznie.
Świat paczy na ciebie, boCHaterko! I nie może się nadziwić, jaka jesteś żałosna.
Jej rozpacz po zaginięciu przyjaciółki musi być wielka. Zauważ, że uroniła więcej niż JEDNĄ (samotną) łzę!

Nawet jeśli ta publiką są bliscy w tym przypadku mój mający wszystko gdzieś i udający marne współczucie brat.
Pogarda dla rodziny - zaliczona!

Muszę być twarda - powtarzałam sobie na każdym kroku.
Tak jest - nawet nie udawaj, że się przejmujesz przyjaciółką. Przecież ważne jest tylko to, czy ludzie widzą, jaka jesteś twarda i cool. I wiesz co? Nie jesteś.

Wzięłam głęboki oddech i wróciłam do salonu by odkryć, że nikogo tam nie ma. Dojrzałam braci chwilę później w przedpokoju - zakładali pospiesznie buty, które wyglądały na nieco wychodzone.
Przekonanie, że absolutnie wszędzie po wejściu do domu zdejmuje się buty - zaliczone! :)
Zaczynam podejrzewać, że to chyba jednak Winchesterowie przyjechali do Polski...
Może to się dzieje po tym odcinku, w którym musieli się ukrywać przed policją? Tylko że zamiast do Jemenu trafili do nas?

- Zabieramy się za sprawę - oświadczył Sam. Przynajmniej on zdawał się być przejęty tym co się dzieje.
Choć miał do tego o wiele mniejsze powody, niż ty. Mówi ci to coś, boCHaterko?

Kolejny raz spoglądał na cały świat w swój niewinny i ujmujący sposób spod brązowej delikatnie nieokrzesanej grzywki.
Grzywka delikatnie sypała słomą na ludzi.

I chyba właśnie on był w ów (!) momencie mym natchnieniem do działania. Kiedy spojrzał na mnie próbując wykonać pocieszny uśmiech na drutach dostałam oświecenia.
I dostrzegłam, że jako Mary Sue byłam przyczyną i końcem wszechrzeczy. I wcale mnie to nie zdziwiło.
Krzyknęła “Eureka!” i poleciała spisać prawo hydro- i aerostatyki, określające siłę wyporu.

W jednej chwili zerwałam skórzaną kurtkę z wieszaka i zabrałam się za wciskanie wczorajszych szpilek na stopy co było zwyczajnym odruchem gdyż na widoku nie było żadnych innych butów. Z resztą czy ja się w ogóle wypakowałam...
Co nas obchodzi, jakie buty zakładasz i czemu? Podpowiedź - nic.

- Co ty wyprawiasz ? - zapytał Dean.
-  Jak to co ? - odparłam podnosząc się. - Jadę z wami - dodałam po czym dla odmiany to ja wykonałam w jego stronę typowo cwaniakarski uśmiech.
Cwaniakarski. Rozumiem, że można nie wiedzieć, jak odmienić nazwisko Samojeden, ale to...
Cwaniakarski to skrzyżowanie cwaniackiego z jajcarskim. Nawet by mi się podobał ten neologizm, gdyby tylko był użyty świadomie...

- Chyba sobie żartujesz ! - I nie było to pytaniem, a kolejnym objawem oburzenia. Jego wzrok skierowany był na moje stopy.
- A tak... to. - Nie mam innych. - skłamałam. No cóż, jak każdy człowiek tkwi we mnie krzta lenistwa.
W każdym człowieku tkwi każdy człowiek i krzta lenistwa. Głębokie.
Ona jest Człowiekiem-Cebulą! Ma WARSTWY!

Przyznaję, więcej niż krzta. Ale ubiór nie przywróci mi przyjaciółki, a już na pewno nie tkwiąc na środku przedpokoju z facetem -niewiastą i jego bratem gburem.
Czy ktoś mi może wyjaśnić, o czym to dziewczę pierdoli?
 Eee...
  
A tak serio, to głównie o tym, że musi sobie znaleźć jakiś pretekst, żeby iść w szpilkach.

Ot właśnie i mój znienawidzony sarkazm został pobudzony do życia.
Nie, to chamstwo i głupota wyłażą z ciebie w takich ilościach, że w twojej obecności cepy zaczynają wierzyć, że mają szansę dostać się na Harvard.

Chwyciłam za klamkę drzwi, które jeszcze zeszłej nocy zatrzaskiwałam w przeciągu sekundy i to bez najmniejszego namysłu.
A teraz, kurwa, napiszesz o tym poemat heroiczny, tak?
A teraz wyobraźcie sobie, że bohaterka, ubrana w długą togę, staje na środku sceny, oświetlona przez reflektory... Dramatycznym gestem wyciąga do przodu jedną rękę i zaczyna:

Drzwi... Przynajmniej one nie miewają głupich humorków. Są bo są, w jednym bladoniebieskim kolorze odkąd pamiętam. Mogłabym rzec w kwiecie życia i to mimo długoletniego stażu. 

Mam wrażenie, że ktoś tu słyszał o retardacji, ale robi to bardzo, bardzo źle.

Na drzwiach widnieje jakaś dziwna gwiazda w kanciastej otoczce. Dziwna bo ma aż 7 matematycznie mówiąc kątów.
Niematematycznie mówiąc - pomidor. Lubię placki.
Tak, dobrze podejrzewacie, laska ma na drzwiach klucz Salomona.

[Panna Sue wychodzi; bracia, niechętni acz najwyraźniej bezwolni, za nią.]
Dopiero teraz mogłam dostrzec jakiekolwiek podobieństwo w Winchesterach. Uszy mięli w rękach delikatnie zaciągnięte do tyłu,
Cała reszta ludzkości ma uszy prostopadle do czaszki?
Albo zwinięte w ruloniki.

oczy na kształt migdałów, z tym że w innym kolorze... i ten sam sposób się poruszali. Przechylając na jedną, to na drugą stronę w identycznym tempie, nie tracąc przy tym męskiej gracji.
Umm... no nie. Sam porusza się mniej więcej tak, jak na tym konwencie pokazał to Jensen Ackles (grający Deana). Natomiast Dean ma mniej więcej TAK.

Uśmiechnęłam się pod nosem, do Top Model by się nadali.
Tiaaa...
   
- Pośpieszcie się ! Zawołałam i skierowałam w stronę nieidealnie zaparkowanej Impali co szatyn zdążył już zauważyć. Wtargnął do środka głęboko zażenowany . Po chwili więc i ja władowałam się do tyłu, kładąc na miękkiej tapicerce i wyruszyliśmy z charakterystycznym jak się później przekonałam łomotem.
A ja jestem już pewna, że to nie Winchesterowie, tylko jakieś nędzne podróby. Już widzę, jak pozwalają jakiejś smarkuli władować się do Impali i uczestniczyć w sprawie, bo ona chce.
A poza tym Impala nie łomotała! *foch w imieniu świętego samochodu Deana*

                                                 ***

Samuel Winchester wpatrywał się z zakłopotaniem w kufel piwa, podzielając tym samym czynności życiowe swojego brata.
Współmyślał, współtrawił, współoddychał.
Boję się myśleć, jak wyglądały inne czynności...

Momentami można było odnieść wrażenie ,że korzystają z mózgu na przemian, albo są połączeni jakimiś telepatycznymi węzłami, dyktującymi im co rusz co w danej chwili mają do wykonania.
Nie - można odnieść wrażenie, że rozumieją się bez słów, czyli muszą znać się od bardzo dawna. Ale z kolei ja odnoszę wrażenie, że ty ze swego mózgu, boCHaterko, nie korzystasz wcale.

Gdyby tak wybrać opcję 2 należałoby by chyba szarpnąć się dla nich na jakąś nić oświecenia. - Pisząc książkę, mogłabym w ten sposób zobrazować teraźniejszą sytuację.
A redaktor po przeczytaniu takiego bełkotu kazałby ci niezwłocznie spadać na drzewo.
Co to w ogóle ma być? Narrator udający, że jest narratorem?

Co oni widzą w obserwacji kufla z o nieszczęsny losie ubywającym trunkiem to ja pojęcia nie mam.
To się nazywa "wprowadzanie dystansu i niezręcznej ciszy, by niechciane towarzystwo zaczęło czuć się niekomfortowo i się odpierdoliło". Pomogłam?
Jejku, patrzą na piwo, a nie na nią! Tragedia! Abominacja! Trucie dupy!

W geście bezradności ja sama spojrzałam na kubek bruneta, który przejeżdżał po nim nerwowo palcami by po chwili dostrzec pewien mankament.
Wykonała gest spojrzeniem, a Sam dostrzegł coś palcami. Komuś tu się zmysły popierdzieliły...

- Sam, zobacz. - wyrwałam go z zamyśleń wskazując na słabo widoczne ilości lepkiej mazi po lewej krawędzi naczynia.
Maź była widoczna, jej ilości - nie. Cuda, panie, i radziecki cyrk.
Czemu ona mu pokazuje, że oślinił kufel...?

Nim zdążyliśmy cokolwiek zrobić, jej część znalazła się na opuszku palca Deana, który natychmiast przetransportował ją na język. Idiota, przecież nie wiedzieliśmy czym cholera jest ta substancja !
Śliną, resztką piany z piwa, pozostałością po brudnej szmacie barmana, który czyścił naczynie?

Jednak kilka chwil grozy później starszemu Winchesterowi nadal nic się nie działo, może prócz tego ,że jego wyraz twarzy był jeszcze bardziej półgłówkowaty niż zwykle.  
 Bardzo półgłówkowato wygląda też TU. Rrrwamać.

Z uśmiechem o niewskazanej wręcz szerokości skończył spożywać browara.
Normy federalne stanowczo potępiały takie uśmiechy.

[BoCHaterka sadzi kolejną wkurzającą dygresję. Ciach.]
Wpadając we wspomnienia nie zauważyłam nawet kiedy Dean przetransportował się pod barek i rozpoczął na całego flirtowanie z barmanką. Uniosłam w górę brwi w geście irytacji.
- Jak ty z nim wytrzymujesz ? - Ton mojego głosu ocierał się o załamanie. Ocierał się, mrucząc cicho i wystawiając pazurki.
Mężczyzna pokręcił tylko głową i czego już nie pierwszy raz byłam świadkiem zamienił się w rolę namiętnego obserwatora. Znaczy... voyeryzm mu się włączył? Pilnował brata, co nie było niczym nad zwyczajnym biorąc pod uwagę nonszalancki byt szatyna.
Jego pełen dezynwoltury status ontologiczny.

Moje myśli znowu spełzły z tego świata zatrzymując się na tęczówkach Sama. To było niesamowite w jaki sposób oddawały jego emocje.
No irydologia, jak nic.

Można z nich było wyczytać wszystko niczym z otwartej księgi. Nie znałam go długo... co ja gadam nie znałam prawie wcale, a potrafiłam rozgryźć każdą najmniejszą cząstkę posiadanej przez niego myśli.
Taa, oczywiście. Nie poznałabyś myśli nawet gdyby napluła ci na buty.
A może Sam ma zamiast oczu takie mini wyświetlacze, w jakich się tekst przewija...?

Z zapatrzenia niespodziewanie wyrwał mnie dźwięk komórki. Spojrzałam na wyświetlacz i ku własnemu zaskoczeniu ujrzałam numer Meg. Totalnie zdezorientowana zerwałam się i w pośpiechu wyszłam przed budynek, który i na zewnątrz nie był okupowany. Pytania opanowały moją czaszkę. I wprowadziły w niej ustrój monarchiczny. Może to Dean skrzywdził ją tamtej nocy? Może popadła w załamanie? A jeśli ktoś tylko znalazł jej telefon ?  W niepokoju, a jednocześnie z nadzieją przyłożyłam komórkę do ucha.
- Meg ? Zapytałam nie pewnie. Nie uzyskałam odpowiedzi. Za to jakąś chwile później przekonałam się czym jest gwałtowny ból głowy, który natychmiastowo zwalił mnie z nóg. A potem już tylko ciemność...
I tym optymistycznym akcentem kończymy tę analizę!

 

29 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No nareszcie! Co to za spóźnienia? :D

Wsiedliśmy do czarnej Impali. Na moje oko rocznik 67 i z typowym dla tego Chevroleta brzęczeniem ruszyliśmy.
Samochód był ciągnięty przez komary odrzutowe, stąd brzęczenie.
Przy trzecim biegu do komarów dołączały osy, a przy piątym - trzmiele.

Z typowym dla tego chevroleta brzęczeniem? Chodzi o stukot? To znaczy silnik się psuje? A jak jest typowy dla tego Chevy'ego to znaczy że takie wypuszczali z fabryki?

Dzięki za Gramatycznych Nazistów^^

Minęłam Impalę kierując się kilka metrów dalej ,w przód i usiadłam na małej , zawijanej, zielonej ławeczce znajdującej się na trawiastym polu , naprzeciw domu Carm.

Moim zdaniem zawijanej, bo ktoś ją zawinął z parku i przyniósł przed dom Carmen (zawinął=zaiwanił)

Była trochę jak ja... mimo tego iż zdawałoby się - tyle jest wokół niej to ... czegoś jej brakowało.
Trzeba mieć naprawdę bogate życie wewnętrzne, żeby utożsamiać się z ławką, bez kitu.

Po prostu bohaterka jest jak ta ławka: płaska, zawijana (czyt. zakręcona), zielona i włazi jak drzazga w dupę :D

Wiedziałam ,że będę się linczować do końca życia
Nie no drogie panie ZOSTAWIŁYŚCIE "linczowanie się" bez komentarza? Co boChaterka sama się powiesiła i jeszcze konia popędziła, żeby się lepiej jej dyndało?

Zbliżyłam się do niego powoli tonąc w jego brązowych oczach.

Bul, bul, ratunku, bul, bul ^^

W powietrzu unosiła się nutką pożądania...

Ale co się unosiło nutką pożądania? Zapach piżmu?

Oświeciłam światło za pomocą swej zajebistości białego naściennego kwadracika. Tak, takiego którego większość z nas posiada w swoim domu i zmusza do dziennego użytku.

O ja pindolę. Po przeczytaniu tego dokonałem spadu niekontrolowanego z wygodnej powierzchni, która pieściła mój zad (czyt. spadłem z kanapy) Powiem krótko WTF???

A co za tym idzie nie mam zielonego pojęcia co do jakichkolwiek przebiegów sytuacji z dziejów młodszego potomka Evansów i samej Alice.

Zgadzam się z Samem na obrazku^^

Dalej już mi się nie chce, bo mi wszystko też opadło. Jeszcze tylko: boChaterka ewidentnie jest pyskatą, chamską, chlejącą na umór czternastolatką, która uważa że jest cool.
Przyznajcie że ubodło was że ałtorka robi z Deana idiotę? ;) Swoją drogą nie wiem co w nim widzicie, ale "kto tam zrozumie kobiety".

Ryokosha

Anonimowy pisze...

Za krótkie! :D Takie dobre a już się skończyło... :D
Poprzednia część słabiutka a ta w doskonałej formie :D Mniam. Chcę jeszcze... Czekam niecierpliwie na przyszły tydzień :)

pozdrowienia
D.

Anonimowy pisze...

Już od jakiegoś czasu kręcę się na Przyczajonej Logice i postanowiłam się odezwać: kocham Was! Tej analizy co prawda jeszcze nie przeczytałam, ale wierzę, że jest równie dobra co pozostałe. Chciałabym, byście zanalizowały Oksę Pollock autorstwa Anne Plichoty i Cendrine Wolf. Tak, "to" zostało wydane. Książka jest tak durna, że kilkakrotnie zaczynałam ją czytać, ale zawsze poddawałam się po kilku, kilkunastu rozdziałach i nie wiem, co się stało z Oksą i jej... zresztą, nie będę zdradzała. Same się zastanówcie :)
Pzdr.

Serenity pisze...

Uhhhh, nie chcę wiedzieć, co będzie dalej w tym opku. Nie kręci mnie jakoś Supernatural, więc analiza, mimo że w tym tygodnie bardzo udana, trochę mnie męczyła.

roguemouse pisze...

*tuli Kal, bo widzi jak ją powoli szlag trafia* Chodź, Kali. Dam Ci ciacho. Chodźmy stąd, zanim ta brzydka pani zrobi krzywdę naszym chłopcom ;)

Analiza zacna, a tekst tak fatalny, że nie wiem jak żeście strzymały. Ja bym nie mogła.

Anonimowy pisze...

Łojboru, łojboru, biedne chłopaki >.>
Ale analiza ukwiczna a gify rewelacyjne. Chyba najlepszy ten Castiel na samym końcu (acz kliknąć trzeba, żeby go zobaczyć, coś się spsuło w kodowaniu?)
Aż mnie nachodzi chęć, żeby sobie sezon odświeżyć :D

Pozdrawiam!
Nadira

PS. Captcha jest gorsza z analizy na analizę, co ten blogspot taki złośliwy? >.<

rinoasin pisze...

Boru, jak dobrze, że to już koniec! Najbardziej zachwycił mnie poemat o drzwiach i scena z wkładaniem szpilek przez boCHaterkę - już widzę jak w nich ucieka przed potfforkami, haha. Wasze komentarze + gify sprawiły, że opko stało się strawne do czytania, bez nich - nie do przebrnięcia!

Borówka pisze...

Rozwaliły mnie fragmenty z ławeczką i drzwiami. I te z boCHaterką.

Analiza przyjemna, ale już zaczynam tęsknić za czymś, co jest mi lepiej znane, niż "Supernatural" ;)

Anonimowy pisze...

W zyciu nie słyszałam o Supernatural może dlatego to opko mnie ubawiło po pachy:-)wręcz mam ochotę się z tym zapoznać bliżej.
Co do analizy-jesteście coraz lepsze(że wspomnę tylko odeśmiane dupy jako lampiony szybujące po niebie-to już jest poezja,lekko lubieżna i niesforna,ale jednak! mniam;-)
Tak trzymać dalej- kurs mi się podoba:_)

Anonimowy pisze...

Szkoda, że to druga i ostatnia część tej analizy, chociaż... Może to i lepiej, bo Deana lubię :) W sumie cały serial lubię, w związku z czym to opko bolało dodatkowo. No, ale dobrze użyte gify i świetne komentarze sprawiły, że przebrnęłam.
Weźmiecie pod lupę jeszcze kiedyś opko o "Supernatural"? Świetnie Wam wyszła ta analiza i pewnie kolejna byłaby super :)!
Rzabcia

Niemoralna pisze...

ummm.... zaczęłam czytać poprzednią analizę. Nie ogarnęłam, bo 'WTF is Supernatural??'
Nie lubię nie ogarniać, więc drugą część supernaczuralopka przeczytałam tuż po skończeniu 3 sezonu ]:> (yeah, 3 sezony w tydzień, dats krejzi)
Dramat. Ołemdżi, serio - dramat nad dramaty. O ile potterowe i wszelkie inne opka gwałciły kanon wielokrotnie i brutalnie, o tyle Impala z napędem komarowym, Dean the moron i Sam rzucający się na napaloną/nawaloną pseudofeministyczną, nienawidzącą samców Merysujkę, która sama nie wie ile ma lat...

Dżizasie, ajm nat ogarning dys szit.

Niekonkretna. pisze...

Na temat Supernaturala pozwolę się nie wypowiadać, bo generalnie nie oglądałam, więc mimo, że pojęcie jako takie mam, wolę zachować bezpieczeństwo.
Nadrabiam poterrowymi.

Swoją drogą, zauważyłam, że szanowne Autorki analizowały ostatnio książkę, stąd pytanie : czy wpadła Wam może w ręce taka o tytule "Dziecko Gwiazd. Atlantyda" Michaliny Olszańskiej?
Moim skromnym zdaniem dobry materiał na analizę.

Tuśka pisze...

Dołączam do grona czytelników, którzy nie słyszeli w życiu o "Supernatural", a i tak mieli ubaw po pachy :).
A skoro już w serialowym klimacie jesteśmy - macie w planach analizę opka z jednego z najbardziej fangirlskich fandomów, mianowicie "Doctora Who"?

Anonimowy pisze...

Nie do końca lubię określenie "gramatyczny nazista" (słowo "nazizm" wciąż ma zbyt duży ciężar gatunkowy), ale obrazek jest tak odjechany, że zrobił mi dzień. Kapitalna analiza!

"Wykonała gest spojrzeniem, a Sam dostrzegł coś palcami. Komuś tu się zmysły popierdzieliły..." - cudo!

Czy buty na szpilkach stanowią poźniej jakiś ważny element fabularny? Jaki może być inny powód, by bohaterka upierała się przy nich jak osioł, zamiast zmienić na wygodniejsze, co trwa piętnaście sekund i nic nie kosztuje?

limonka pisze...

DzieFFczyny, a przyszło Wam kiedyś do głowy, żeby zrobić AnalkęAnalizkę (o Boże... :D) opka z jakiegoś innego serialu? Znaczy wiecie... tu by się dobrze nadawały "Pamiętniki wampirów" czy "True blood", bo ilość gówn w opkach musi być porażająca. "Czymiecie" formę i lubię Was :D

Kalevatar pisze...

Zapomniałyśmy wspomnieć o tym w analizie - jej dalszego ciągu nie będzie, niestety, gdyż opko urywa się zupełnie z dupy na scenie w barze. Może i lepiej, gdyż jak znam blogaski, dalej byłoby tylko bardziej wkurzająco. ;) Więc niestety nie, nie dowiemy się nigdy, czy szpilki pełnią dalej jakąkolwiek rolę w fabule.

Co do innych fandomów: "Pamiętników wampirów nie znamy", ale coś z "True blood" albo z Doktora być może kiedyś się pojawi. Póki co nie znalazłyśmy w tej tematyce nic wołającego o pomstę do jeża. Jeśli Wy coś znajdziecie - wiecie, co z tym zrobić. ^^

Cieszę się, że Wam się podobało, nawet tym z Was, którzy nie znają fandomu. To z pewnością nie będzie nasze jedyne spotkanie z SPN. :) I dziękuję Myszy za tulaski, bardzo się przydały po tych ciężkich przejściach. :*

Anonimowy pisze...

A zareklamuje się ;)

Zapraszam na mój blog. Wszelkie uwagi na temat błędów mile widziane.

http://ryokosha.blog.onet.pl/

567 pisze...

Niessamowite!
Mogłybyście dać jeszcze analizę tego dzieua http://mroczna-milosc.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Śmieszne jedzenie! :D
Cwaniakarski uśmiech mnie zabił. Tak jak całość... narracji w tym opku.

ciri134 pisze...

"Moje myśli znowu spełzły z tego świata..."

BoCHaterka powinna więc grzecznie pojść ich śladem i też z tego świata "spełznąć".


Jakoś do tej pory nigdy nie komentowalaam, sama nie wiem czemu :) Analiza jest boska, tekst za to sprawia, ze się w kieszeni nóż otwiera.
A wogóle to dzięki analizie zaczęłam oglądać SPN. Zaintrygowały mnie Wasze komentarze, pierwszy epek odpaliłam no i... 2 sezon zaczynam :)

Jeszcze raz, dzieki za analizę!

ciri

Shishuu pisze...

A propo warstw - skoro jest jak cebula i ma warstwy, znaczy że jest ogrem! :D

"Na drzwiach widnieje jakaś dziwna gwiazda w kanciastej otoczce. Dziwna bo ma aż 7 matematycznie mówiąc kątów." - teoretycznie nie ma takiej gwiazdy, a ta, która pokazałyście ma 14 ;3 ale to już tylko się czepiając.

Analiza świetna, i mimo iż Supernatural nie oglądałam, to uśmiałam się!

Anonimowy pisze...

Po pierwszym odcinku analizy Ałtoreczki byłam przygotowana na łzy radości i pokwikiwanie z cicha, ale rzeczywistość przerosła wszelkie moje oczekiwania. ;-) Znowu się popłakałam ze śmiechu. Supernatural uwielbiam, co tylko pomogło mi rechotać jeszcze radośniej. Wasze komentarze są lepsze od najlepszych wstawek komediowych. Choć inteligentniejsze. Pozdrowienia dla całej ekipy!
Maire
PS. Rzeczywiście, robienie z Deana półgłówkowatego idioty było bolesne, ale rzucający się na nawalone, chamskie dziewoje Sam też nie gorszy...

Pigmejka pisze...

@Niemoralna: cieszymy się, że udało się nam zachęcić Cię analizą do oglądania serialu! ;D


Dziękujemy też za podrzucenie kolejnych tytułów jako propozycji do analizy, wszystkie rozważymy! :)

PS. Ostrzegam, że w tym tygodniu (już za kilka godzin) pojawi się coś naprawdę mocnego...

Leleth pisze...

Zostańcie przy blogaskach, książki są w porządku, ale raz na jakiś czas ;). (I dla mnie nieporównanie bardziej wkuropatwiające, że napisał to dorosły człowiek, ktoś wydał i ludzie kupują, opka chociaż bywają śmieszne). A na "coś mocnego" czekam niecierpliwie, ale i ze strachem i obawą o stan moich nerwów :D.
Ech, taka mnie refleksja naszła, że tęsknię za miłymi, naiwnymi boCHaterkami w stylu Anioemilki, a nie aroganckimi, chamskimi pannicami z chorą wizją świata i związków...

Anonimowy pisze...

O kurde, Ómarłam xD Kilka razy wydawało mi się że się opluję ze śmiechu, ale to na szczęście mi się nie przytrafiło. Jesteście BOSKIE. Takiej pięknej analizy, z wyważoną dawką hejta, która "zrobiła mi dzień" dawno nie widziałam xD
Kocham Supernatural i kompletnie wstydzę się za takie AŁtorki w tym fandomie. Cóż, zdarza się.
Ale co do tego "opka" (bo nie da się tego czegoś nazwać ficem) tej jakże cudownie utalentowanej AŁtorki, to nie wiem czy to wina mojego zrytego żołądka czy jej stylu pisania (czy to w ogóle można nazwać stylem? Chyba nie.), ale myślałam że kilka razy puszczę pawia. Laska powinna się ogarnąć i albo sięgnąć po słownik ortograficzny oraz poprawnej polszczyzny i wyrażeń obcych, albo po prostu rzucić to w pi*du. Dobrze by było, by zrobiła jednak to drugie...
Biedny Dean, tak się na nim wyżywa... Nie wiem czym sobie zasłużył. Ja to kocham jego "półgłówkowaty" styl bycia ;D Na miejscu Sama nawet bym nie spojrzała na taką intęligętną nastolatkę. Tak to jest jak się 13to letnie Fangirl dobiorą do pisania *le sigh*
Śledzę Was (tak, tak, jesteście pod moją demoniczną obserwacją, MWAHAHAHAHA xD) i czekam na więcej :D
Pozdrawiam x

Anonimowy pisze...

Przemogłabym się do napisania czegoś błyskotliwego, acz w wyniku przebrnięcia przez koszmarne pierdoły aŁtoreczki mój mózg padł trupem. Pozostaje mi wyrazić bezgraniczny podziw za umiejętność nie dość, że przebrnięcia przez to, to jeszcze opatrzenia trafnymi, zabawnymi komentarzami. Chylę czoła, Analizatorki!

Anonimowy pisze...

Chyba byłoby lepiej dla analizy, gdyby dziewczyny nie były fankami serialu... Przemęczyłem się przez pierwszy sezon "Supernatural", będąc na głodzie po "The X-Files" i "Fringe". I nie mam ochoty siadać do drugiego. A kontekście "półgłówka Deana" - cóż, ekspresja aktorska Jensona Acklesa naprawdę sprowadza się do przybierania wyrazu twarzy małpoluda przy próbie oddania jakiejkolwiek głębszej emocji. Jeśli poprawił się w późniejszych sezonach, których nie miałem nieszczęścia oglądać, to tym lepiej dla niego, ale jakoś wątpię.

SzalonaSzurnięta&Stuknięta pisze...

Rany Julciu...

"Chciałem... chciałem spędzić z Alice trochę czasu".; "Wróciliśmy do salonu. Sam i Alice stali równie wryci i zdezorientowani jak wcześniej toteż przyszła najwyższa pora wyrwać ich z tego szoku." - o nie... nie zniosę i Sama i jakiejś Alice w takiej konfiguracji... co za dużo to nie zdrowo. Muszę włączyć "Supernatural" i pooglądać prawdziwych Winchesterów...

pzdr, Szalona

Anonimowy pisze...

Obrazek Crowley'a mnie rozwalił :P
Choć nie pamiętaj tej sceny z SPN, czy to było może w odcinku ''Człowiek, który wiedział za dużo" albo ''Meet the new boss"?