piątek, 17 sierpnia 2012

Człowiek-Wtryskarka i Królewna Pizdolona, czyli Sakury gwałt przez uszy, cz. 2

Witajcie!

W tym tygodniu druga część przygód Sakury i Itachiego. Nie jest ani trochę lepiej, niż poprzednio - wszyscy uśmiechają się i zaśmiewają jak opętani, Itachi ma obsesję na punkcie praw własności, a na koniec owija się autobusem i zamienia we wtryskarkę; Sakura zaś niby nie chce, ale tak naprawdę to zgrywa niunię i ma fetysz długiego kija (od szczotki); szafy się rozciągają, majtki ubierają ludzi, a drużyna dresów wykonuje taniec godowy.
Indżojcie!

Opko zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Zadowolony był dzień w szkole, a w szczególności wtorek pod koniec dnia.
Dzień w szkole był zadowolony, zwłaszcza pod własny koniec. Też się cieszymy.
Dzwonek dzwonił radośnie, ławki klekotały blatami ze szczęścia i nawet paprotka na parapecie schła jakby z  weselszą rezygnacją.

Dziewczyna, która pragnę zrobiła mi straszną przyjemność, której od niej pragnąłem szybciej.
Boru, minął tydzień, a ja już zapomniałam, jak bestialsko zarżnięta została gramatyka w tym opku...

A teraz, gdy zerwała z jakimś palantem chciała mnie zaspokoić? Nawet dobrze. Mogłem teraz całkowicie wziąć swój plan.
Wziąć i zerżnąć, tak? Czyżby były jakieś dziury w tym planie?
Wcześniej realizował plan połowicznie i jedynie patrzył na niego z zarośli, intensywnie targając... założenia.

Mógł się udać, gdyż dziewczyna troszkę uległa mojej pokusie? Tak troszkę zrobiła loda. Nie wiem czemu, ale uwielbiałem ją za wszystko co robiła.
Zwłaszcza jeśli robiła to z wprawą i wyczuciem. I uszami.

[Itachi wraca do domu, gdzie czekają na niego Surowi Rodzice.]
Wkroczyłem na korytarz, gdzie był widoczny salon.
W formie makiety obok wieszaka na płaszcze.
A na ścianie widniał obraz drzwi do łazienki. (Niestety, był to tylko obraz - tak naprawdę wychodek był za stodołą.)

Matka z ojcem na mnie spojrzeli.
-Co? - zapytałem głupio.
-Słyszeliśmy, że znowu podrywałeś tamtą dziewczynę. - powiedziała matka.
Niezły motyw: rodzice chłopca, który chwali się, że już dawno wydymał wszystko, co przed nim nie uciekło na czterech łapach, robią problem z tego, że jakąś dziewczynę podrywał. Chyba że Sakura ma opinię takiej, która po skończonym stosunku odgryza partnerowi głowę.

-No dajcie spokój. To tylko podryw. Nic więcej. - odchodziłem w górę.
Znaczy... szedł do nieba?
Prosto, czwórkami.

Wszedłem do pomieszczenia, który był moim pokojem.
A ja zaraz sięgnę po narzędzie, które jest moją dzidą bojową.

Ściany były koloru ciemnego fioletu i koloru mgły.
Czyli, hm... szare? O, TU mamy tę “mgłę” w praktyce.

Podłoga mianowicie była czarna, jak zaprawdę niektóre meble.
A to się ma do koloru mgły tak jak nóżka wróbelka, która była bardziej od bociana lecącego na zachód.

Stolik był mały i na nim mieścił się był model małego samolotu. Lustro było duże przymocowane do ściany. Blisko niego stał był biały fotel z czarną poduszką. Łóżko stało przy ścianie. Kolor czarny, kołdra lekko fioletowa wraz z poduszkami i jedną białą rzepą. Pod nim był puchaty beżowy dywanik. Szafa była na cała ścianę rozciągająca się, a imię jej było Gumowy Komandor. Na suficie wisiały kule, które miały lampki różnych kolorów w sobie.
Google podpowiada, że wygląda to tak:
 

Lubiłem mieć czasami kolorowo.
Miałem jeszcze parę godzin do imprezy u Ino. Przymknąłem powieki i zasnąłem myśląc o moim kochanym Aniołku.
Mam niby uwierzyć, że po tej jednej lasce z "zerżnąłbym" Itachi przestawił się na tryb "kocham cię aż po grób i do końca życia będę ci przynosił kapcie w zębach"? Dobra laska zawsze w cenie.
Zabawne, że na temat zbawczej roli laski takie samo zdanie, co nastoletnia i znająca seks jedynie z opowiadań AŁtoreczka ma Andrzej Ziemiański, który raczy czytelnika takimi przemyśleniami: Gdyby żony miały choć trochę wiedzy kurew, być może świat byłby inny. Ich mężowie musieli wyżywać się w wojnach i najazdach, bo nie mieli niczego innego do wyboru. (...) Nie było ladacznicy, która mogłaby ustami (bez wypowiadania słów) zatrzymać ich niewczesne zapędy.
O kim gorzej to świadczy?
Źródło to oczywiście "Achaja", którą zanalizowała załoga Niezatapialnej Armady.
Wstałem godzinę przed czasem, zrobiłem odpowiednie poranne! czynności. Ubrałem na siebie bordową koszulę powijając ją do łokci odpiąłem trzy guziki.
Powił koszulę, ale dokonał aborcji na guzikach.

Założyłem ciemno granatowe spodnie poszarpane w paru miejscach. Uśmiechnąłem się przeglądając w lustrze, wyglądałem pociągająco. Chwyciłem perfum i psiknąłem sobie po oczach. Zamknąłem drzwi za sobą na klucz i schowałem heavy metal do kieszeni. (...) Prześlizgnąłem się nie widocznie biorąc kurtkę i zakładając buty. Od razu widać, że ninja. Wyszedłem z budynku. Całe szczęście rodzice mnie nie zauważyli! Miałbym pouczenie, że mam być grzeczny.
A może nawet 15 punktów karnych.

Czasami ich nienawidziłem! Zawsze się wtrącali w moje życie, to moja sprawa co robię i z kim sypiam. To są naprawdę nachalni rodzice.
A powinni mu rzec “Ruchaj co chcesz, ale alimenty ty płacisz, nie my”.

Wsiadłem do swojego samochodu marki Ferrari F70 i odjechałem z piskiem opon. Mijałem wiele ludzi, którzy coś krzyczeli, ale szczerze to mnie nie obchodziło.
Itachi przyzwyczaił się już do reakcji przechodniów, gdy przejeżdża z fasonem:
 
Albo też ci ludzie byli dziennikarzami motoryzacyjnymi przeżywającymi zbiorowy orgazm, bo Ferrari F70 ma mieć premierę dopiero w przyszłym roku.

Zaparkowałem na parkingu, gdzie spokojnie mógł stać i nikomu nie będzie zawadzał.
Nie będzie gryźć i kopać przechodniów ani rżeniem domagać się owsa.

Musiał stać daleko od rezydencji Ino, bo wiedziałam co może się dziać z tym domem. Już nie raz miała wymieniane okna po imprezie. Zaśmiałem się. Ten kawałek wolałem się przejść do niej. Muzyka grała głośno. Dużo ludzi się do niej zbierało. Do tej muzyki. Zawsze miała huczne imprezy i nie tylko je, inne rzeczy też miała huczne, każdy mógł także patrzeć na seks.
Publiczne seanse RedTube?

Tak, to było normalne. Jedni dawali dupy pokaz.
Reszta wystawiała noty za czas i styl.
Cała ta otoczka licealistów zepsutych i dekadenckich jak dwór Kaliguli przyprawia mnie o srogi rechot.

Co mi się naprawdę nie podobało, i wtedy wychodziłem na papierosa. Paliłem Go wolno w tamtych momentach,
To najśmieszniejsze użycie zaimka pisanego wielką literą ever. Musiałam się przestawić dobrą chwilę żeby nie myśleć, że Itachi palił Jezusa.
A skąd wiesz? Może brał ze sobą jakieś relikwie, żeby odreagować?

nawet po cztery lub sześć, aby nie wejść do środka.
W kontekście orgii to “wchodzenie do środka” brzmi nieco dziwnie...

Wszedłem na jej posiadłość i do budynku. Tu była Jej impreza. Wszędzie drinki, piwo, narkotyki.
Alkohol z narkotykami - i może jeszcze po tej imprezie ktoś żywy zostawał? Jasssssne.

Ona to lubiła. Czasami oddawała się pod wpływem ekstazy wywołanej kokainą.
A zazwyczaj oddawała się tak po prostu.

Doszedłem do kumpli i przywitałem się z nimi.
-Przyszła. - powiedział Deidara
-Kto?
-No, kurwa jak to kto? - zapytał z niedowierzaniem.
- Przyszła, i to nie jedna.

- Twój kwiatuszek. Sakura. Jezu seksownie wygląda, mógłbym się na Nią w każdej chwili rzucić. Może by tak zachęcić ją do wielkiego seksu grupowego? - zaśmiał się cicho. Uderzyłem Go lekko w głowę, ale z całym szacunkiem. - Za co?
-Za to, ze nie myślisz. - pwiedziałem pewnie. Popatrzeli na mnie - Pomyślcie, czy Ona kiedykolwiek się Komuś oddała?
- Zaprawdę powiadamy: nie oddała się Ona nigdy Nikomu. Albowiem napisane jest, że odda się Ona w dzień przepowiedziany, gdy przybędzie Tru Loff na dziewięciuset koniach mechanicznych, a na czole Jego wypisane będzie imię wszelkiego i ostatecznego kurestwa.

-Nie. - odpowiedzieli.
-Czy komuś przyrznęła za dotykanie, obmacywania czy nawet pocałunki?
- Tak, albowiem zaprawdę powiedziane jest, że nie da Ona Nikomu, choć próbować będą, a próby Ich będą tak częste, jako zły jest język tego blogaska.
Ta, przyrżnęła. A w schowku w szkole to dopiero rżnięcie odchodziło...

-Tak. - tu ja byłem poszkodowany.
-No to macie odpowiedz. Walnie wam na pierwszym miejscu jak o tym powiecie. Nie będzie Was tolerowała. Ona nie chce być jak inne. Woli się zakochać.
Eee tam, po prostu chodzi o składzik na miotły.
Ma fetysz długiego kija. Od szczotki.

-Tak jak my, ale w pięknym ciele - zaśmieli się. (...) Wziąłem drinka od kelnera. Sączyłem wolno siedząc na sofię w kącie przyglądając się ludziom. Wszyscy się doskonale bawili, ale mojej kruszynki nie znalazłem.
Im bardziej próbuję samą siebie przekonać, że "kruszynko" nie mówi się tylko do małych dzieci, tym bardziej obleśnie to dla mnie brzmi. Nic nie poradzę.

[Objawia się Sakura.]
Spojrzałem dokładnie na nią. Nie obok, nie na podłogę, ale na nią! Gratulujemy celności spojrzenia. Miała na sobie białą spódniczkę mini z falbankami i brokatem. Czarna bluzkę okrywająca tylko do pępka, a w reku trzymała skórzaną kurtkę. Buty na obcasie obwiązane na łydce. Uśmiechnąłem się.
A pod oknem dresy z pięciu dzielnic rozpoczynały właśnie taniec godowy.
Fakt, brakuje jej tylko Misia, który mógłby za nią nosić torebkę.

-Usiądziesz, czy będziesz tak stała? - popatrzała na mnie. Podeszła do mnie i usiadła. Jej oczy były jakieś inne, nie chodzi mi o to, że przestraszone czy coś, po prostu wściekłe. Nie wiedziałem o co chodzi tak naprawdę.
Ja też nie. No ale ktoś tu najwyraźniej sądzi, że chodzenie na ciągłym wkurwie i pretensje do bór-wie kogo są takie fajne. Na szczęście z tego się wyrasta.
Jej oczy były wściekłe. Tęczówki miotały wszetecznicami, a źrenica warczała groźnie.

Kelner przyniósł drinka, gdy Go zawołałem. Podałem jej. (...) Uśmiechnąłem się lekko. - Dlaczego tu jesteś? Nigdy nie przychodziłaś na te imprezy. - zaśmiała się cicho.
-Byłam zawsze. Tylko, że w małym przebraniu. Zawsze czarne włosy a oczy niebieskie, ubranie podobne. - patrzałem na nią zdziwiony.
Na imprezie organizowanej przez znajomych panna założyła perukę i soczewki i kamuflaż był stuprocentowy? Albo oni wszyscy są najarani tak, że nie odróżniliby dupy od twarzy, gdyby narysować na niej oczy, albo na Sakurę nikt tak naprawdę nie zwraca większej uwagi.
Przecież wiadomo, że w uniwersum blogaskowym głównymi znakami charakterystycznymi są oczy i włosy, a obecność innych części ciała jest względna. Tutaj mamy efekty takiego postrzegania w praktyce.

-Flirtowałaś z Deidara?
-Tak.
-Wiesz jaki On był załamany, ze Ciebie, raczej tamtej nie było.
-Trudno. Wy się bawicie dziewczynami, a ja wami.
-No wiesz… - wysyczałem na nią. Wzruszyła ramionami. Widocznie była nastawia do niektórych źle. Wstała i odchodził. Westchnąłem. Ciężko byłoby z nią żyć.
True... ale ktoś ci każe? Chyba że Itachi planuje już wspólny kredyt mieszkaniowy.
A tu się mu nie dziwię. Trudno żyć z osobą, która wstaje i nagle zmienia płeć.

I muszę przeżyć z moimi króliczkiem wiele dni.
"Króliczek" oczywiście sugeruje częstotliwość pieprzenia się podczas tych wielu dni.
I pazerność na marchewkę. Im dłuższa, tym lepsza.

Wziąłem kolejny kieliszek i odeszłam do niej (O, z tą nagłą zmianą płci to się uzupełniają. Może to ślimaki, nie ludzie?). Właśnie wyszła z budynku. Wyszedłem za nią . usiadła na ławce. - Czemu tak szybko uciekłaś?
-Nie mama zamiaru tego słyszeć i patrzeć. - pokazała na okno. Popatrzałem w tamtą stronę, zauważyłem Deidare i Ino. (...) Nie lubiłem jak zawsze było pieprzenie publiczne.
-Też tego nie lubię. - zaśmiała się dosyć głośno.
-Dlaczego masz tego nie lubić? - zapytała mnie.
-Bo to chyba moja sprawa z kim robiłem pewne rzeczy. - zaśmiałem się.
Pewne rzeczy... czy ja wspominałam wcześniej o subtelności językowej Itachiego, bardzo pasującej do reszty jego charakteru?
Jest jak ta bohaterka “Pięćdziesięciu twarzy Greya”, która używa określenia “to miejsce”...

Usiadłem obok niej, i postawiłem kieliszek od drinka na cementowym stojaku.
A siedzieli my na worach z kartoflami.

Uśmiechnąłem się. Wyciągnąłem pudełko papierosów i wyciągnąłem jednego. Poczęstowałem ją, a ona wzięła jednego co mnie zdziwiło. - Nie wiedziałem, że palisz.
-Nie palę. Musze się odstresować. (...) Uśmiechnąłem się, na odstresowanie miałem inna rzecz.
Od początku notki Itachi "uśmiecha się" siedem razy, "zaśmiewa się" dwa, a jego znajomi dalsze cztery razy. Czy już naprawdę nie istnieją żadne inne czynności, które bohaterowie mogą wykonywać w trakcie dialogów?
Nie. Bo to takie Pchły Chichrajki są.

-Wiesz jak chcesz się odstresować na to mam całkiem inny sposób. Choć do mojego samochodu to… pokażę ci mój drążek... skrzyni biegów. I spryskiwacz.
-Przeginasz. Nie myśl, że jak ci obciągnęłam to będzie coś więcej. Nie ma takiej opcji. - powiedziała do mnie. Uśmiechnąłem się kolejny raz.
Ósmy.

-To niby ja przeginam? Nie musiałaś tego robić.
-Oj żal mi się ciebie zrobiło. Matka Teresa z Itachifiuty.  Tak ci stanął, że aż szkoda było patrzeć sama nie mogłam się powstrzymać. - powiedziała. Popatrzała na mnie. Mówiła prawdę. Jezu! Ona naprawdę w tej chwili nie kłamała.
A to nabożne zdziwienie skąd się wzięło? Dotychczas Itachi był pewien, że laskę robił mu ktoś inny?

- Twoja matka chce abyś się ustatkował co? - zapytała
-Ty skąd to wiesz?
-Normalka. U mnie jest to samo.
-Chwilunia kochanienka.
No i teraz już jestem pewna - Itachi to w rzeczywistości pulchna, rozszczebiotana sąsiadka Sakury, z trwałą i błękitnym makijażem, inwigilująca środowisko licealnej młodzieży.

Jak u ciebie to samo?
-Po prostu, matka dowiedziała się, ze jestem zboczona.
Odkryła, że córka masturbuje się przy "Rolniku polskim"?
Albo że biczuje się selerem do melodii z “My little pony”.
(Jak leczyć zboczenia? Ustatkować się!)

- zaśmiała się
Siódme "zaśmianie się" w tej notce.

- Miałam tego chłopaka, myśleli, ze już coś w tym iskrzy, ale tak nie było. Chciał inna. Piepszę Go, po prostu miałam i tak Go dosyć. Nie jest w moim typie.
-A kto jest? - zapytałem tuż przy jej uchu.
-Na pewno nie ty.
-Tylko tak mówisz. - złapałem ją za policzek aby na mnie spojrzała. Uśmiechnąłem się.
Dziewiąty raz.

Zacisnąłem dłoń na jej piersi.
-Weź rękę. - wziąłem, bo pociągnąłem ją wstając. - Co ty robisz? Gdzie idziemy?
-Przejść się. - wyszarpała rękę i kroczyła obok mnie. Od czasu do czasu patrzałem na nią. Robiło mi się gorąco, gdy na nią patrzałem. To od tego KROCZenia. Teraz tak szczerze, to mógłbym taka laskę mieć za żonę.
Oto na jakie wyżyny deklaracji wspina się boCHater, żeby zaliczyć.

Ona by dawała szczęście z seksu. Bo właśnie to jest najważniejsze w małżeństwie, prawda... Minęliśmy dom Ino, z daleka widziałem mój samochód. - Interesujesz się samochodami?
-Tak. A tego po mnie nie widać? (A po czym to widać? Fani motoryzacji montują spoilery na plecach? Ma na... zderzakach logo BMW.) Nie ważne. Nawet mnie nie zmusisz bym wsiadła.
-Oj, Sakura tylko na chwilkę. - powiedziałem błagalnie. Popatrzała na mnie. Westchnęła cicho.
Już wiedziała, że na więcej niż 30 sekund nie ma co liczyć.

[Wsiadają do samochodu.]  Nacisnąłem jeden guzik i centralny zamek zamknął nas.
-Wiedziałam, że cos kombinujesz.
-A jednak wsiadłaś.
-Cała ja.. naiwna. - wypowiedziała dzierżawę placu przed warzywniakiem. Wiedziałem, ze tak nie było. Sakura naiwna? Nie byłem tego taki pewien. Popatrzała na mnie. - Jak masz zamiar cos zrobić to się pośpiesz.
Zostawiłam zupę na gazie i nie mam czasu na pogaduchy.

-przecież cię nie zgwałcę. - powiedziałem do niej.
-Oczywiście. - powiedziała z kpiną. Posunąłem jej fotel do tyłu. Była zdziwiona, ale nie aż tak bardzo.
A ja jestem zdziwiona niezmiernie, bo choć pełnej specyfikacji Ferrari F70 nie znam, założę się, że fotela w nim odsunąć się nie da, bo tuż za nim jest silnik. Generalnie uprawianie seksu na takiej przestrzeni może być nieco karkołomne.
Czekam na scenę rodem ze śpiwora.

Znalazłem się na jej fotelu. Leżała teraz na fotelu wpatrując się we mnie. Moje dłonie były blisko jej piersi. - Co ty we mnie takiego widzisz?
-Nie powiem ci dopóki ze mną się nie prześpisz.
-Ja się z Tobą nie prześpię dopóki nie powiesz. - powiedziała.
-Szantażujesz.
-Tak jak ty kochasiu.  Powiedziała do mnie. Uśmiechnąłem się.
Po raz dziesiąty.
Mam teraz taką wizualizację:
 
Postać na obrazku też nie mogła przestać się szczerzyć.

-Tez prawda, ale mam prawo, ty nie.
-Niby czemu? Wolny kraj. - zaśmiał się.
Ósme "zaśmianie się", trzecie Itachiego.

-Chwila, ty mówisz, ze jesteś zboczona? Nie wierzę w to.
-To uwierz, taka jestem, ale jak mogłam to pokazać największemu sekomaniakowi. - powiedziała.
To nie jest seksomaniak, to pani Bożenka spod czwórki, w przebraniu...
Zaraz, skoro wcześniej była z Deidarą, a tak ogólnie to panna jest z typu niewydymka, to gdzie tu zboczenie? Zaczynam podejrzewać, że bardzo nieprzystojnie traktuje misie i lalkę Ken w swoim pokoju.
To zboczenie Sakury jest trochę jak Sasquatch - niby wszyscy coś o tym słyszeli, ale dowodów żadnych nie ma.

-Po prostu powiedzieć. - chciała się zaśmiać,
Po raz dziewiąty w tej analizie...

ale wpiłem się w jej usta, myślałem ze odepchnie. Nie zrobiła tego! (...) Moje ręce dostały się pod jej bluzkę. Jej dłonie znalazły się pod moją koszulą. Czyżbym już ją miał? Chciałem rozebrać jej bluzkę. Zatrzymała mnie. Oderwała się ode mnie.
Jeszcze nie czas na prace tekstylno-rozbiórkowe!
- Masz rozbierać mnie, a nie bluzkę, idioto!

-Za dużo sobie wyobrażasz.
-Nie. To nie za dużo. Jeśli jesteś zboczona, to powinnaś tego chcieć.
-Chcę, ale nie z Tobą.
-Jesteś podła.
-Wiem. - zaśmiała się.
I dziesiąty!

- Może ci się uda mnie jakoś uwieść na obozie.
-Uda, bo się ze mną prześpisz. - zaśmiałem się
Czwarty raz, w ogóle - jedenasty.
Zaczynam to liczyć jak stacje drogi krzyżowej...

i wpiłem w jej kształtne usta.(...) Ona będzie tylko moja, nikogo innego. Będę mógł się nią codziennie zadawalać.
Ciekawa jestem, czy AŁtoreczka celowo robi ze swojego bohatera zaborczego oblecha, traktującego swojego "Aniołka" jak gumową lalę do dymania, czy po prostu myśli, że tak powinno być.
Your sexual appetite's insatiable
You never ever make me waitable
Delectable, INFLATABLE you...

Obróciliśmy się. Teraz to ona siedziała na mnie. Jej kobiecość naciskała na moje krocze.
Jej głowa przebiła dach.

Przecież nie wytrzymam. Oderwałem się od niej. - Wystarczy.
-Bo? Nie wytrzymujesz? - zapytała. Fotel pojechał do tyłu.
Silnik wyjechał przez tylną szybę.
Penis nie wytrzymał i zapiszczał żałośnie.

Wiedziała gdzie nacisnąć? Co za diablica. No, nie jest to takie trudne do rozpoznania... Z przodu było więcej miejsca do wyprostowania nóg.
Akurat do tego jest tam wystarczająco dużo miejsca. Bez przesady, to nie Tico.

Mogła nawet uklęknąć.
Taa, nawet zatańczyć kazaczoka. No ale znamy przecież Sakurę i Itachiego i harce, jakie wyczyniali w śpiworze... To prawie jak sequel.

- Oj Itachi - zniżyła się do mnie i pocałowała szyję. - Z chęcią bym się z tobą pieprzyła, ale muszę zgrywać niunię.
A niunia to nie taka, co obciąga koledze w składziku na miotły? Tak tylko pytam, nie jestem na bieżąco z gimbuslangiem.
Też się niespecjalnie znam, ale zazwyczaj “zgrywanie się” ma sens tylko wtedy, jak druga strona o tym nie wie...

- chwyciła moje dłonie i dostała się pod swoją bluzkę. Uchwyciłem jej piersi, gdzie był stanik. - Chcesz je zobaczyć, prawda?
-Marzę o tym. - rozebrała z siebie bluzkę robiąc dwie kolejne dziury w dachu i kładąc na siedzeniu kierowcy.
Bluzka, nagle zdobywszy samoświadomość, odsunęła się najdalej jak mogła i miała nadzieję, że już nigdy nie zostanie ubrana w Sakurę.

Okna były przyciemnione wiec nikt nas nie widział. Patrzałam na nią. Ja, AŁtoreczka. Uśmiechała się. Nadal trzymałem dłonie na jej piersiach. (...) Zjechałem w dół dłonią natrafiając na cieniutki materiał. Odgarnąłem go i zacząłem pieścić  łechtaczkę.
Ona ma łechtaczkę tuż pod cyckami? Zamiast pępka, czy co?

Westchnęła. Przegryzałem jej twarde sutki i wpinałem w powstałe dziurki kolczyki. Swoją dłoń chwyciła moje włosy. Jęknęła gdy włożyłem w nią dwa palce. Nie krzyknęła z bólu. Dlaczego?  A powinna? - Nie jesteś dziewicą prawda? - zapytałem.
Ech, niewinności aŁtoreczkowa... jak dziewczyna nie ryczy niby zarzynany bawół i jucha nie bucha na dwa metry w górę, znaczy, że błonka nie przebita?
A on miał nadzieję ją rozdziewiczyć tymi dwoma palcami?

-Zależy o co pytasz. Z chłopakiem jeszcze nigdy nie spałam. - powiedziała pewnie. - Żaden mnie nie interesuje. - ruszałem nadal palcami. - Mógłbyś na chwilę przestać? Wyciągnę krzyżówkę z torebki.
-Nie.
-To ci nie odpowiem. - wziąłem palce z niej i je oblizałem. - Masz rację nie jestem dziewica. - zdziwiłem się. Jeśli się nie przespała, to jak straciła dziewictwo?
Oj żeby nie ta dziura w desce
Oj żeby nie ta dziura w desce
Byłaby Kasia,
Kasia byłaby
Byłaby Kasia panną jeszcze!
Ale ta deska przeszkodziła
Ale ta deska przeszkodziła
Kasia się panną
panną się Kasia
Kasia się panną nie nabyła!

- W domu mam pewne zabawki i zabawiałam się sztucznym członkiem. Tak straciłam dziewictwo.
-Masz w domu dilido?
Nie, skorzystałam z tego publicznego, na poczcie.
Dilido. Znów. Czyli to wtedy nie była literówka. Jakie to urocze.

-Cóż… - zaśmiała się niewinnie - To mi się podobało. - uśmiechnąłem się.
Jedenasty raz.

Zaczałem ponownie z nią się calować. Rozebrałęm z niej majtki.
Majtki też uciekły w popłochu, nie chcąc być znów ubrane w Sakurę.

13. Jesteś moim podnieceniem (część 3)
Nie mogłem uwierzyć, ona mnie opuściła. Nie wiem czy to nawet zrobiliśmy? Kurde. A tak naprawdę chciałem wszystko pamiętać, ale oczywiście nic z tego.
Itachi zasnął po wypiciu jednego drinka, czy to mizianie w samochodzie było aż tak nudne?
Zasnął z nadmiaru wrażeń.

Nie będzie takiego numerku zaskoczenia u mnie, a jednak w tej chwili jest. (...) Przetarłem oczy by widzieć wyraźniej. Teraz to zauważałem, że znajduję się pod swoim domem? To naprawdę dziwne, byłem niedaleko domu Ino, a teraz raptem…
Ta mała różowa landryneczka prowadziła samochód?
Jeszcze kilka tych słodkopierdzących metafor, a nie zdzierżę.

[Okazuje się, że już dziewiąta rano.] Otworzyłem drzwi jedną dłonią. Chciałem wyjść lecz poczułem szarpnięcie i upadłem. Co jest do cholery? Na nadgarstku miałem przyczepiony glam metal. Wstałem i zacząłem ciągnąc, ale to było na nic. Jak ona śmiała to zrobić. Przyczepiła mnie do kierownicy kajdankami?
Nie, no coś ty, to pomidor.
Ciągnij, ciągnij - teraz ty dla odmiany. Tylko nie za mocno, bo się urwie (kierownica).

zauważyłem Sasuke, który stanął tuż przy mnie. Zaczął się głośno śmiać.
-Zrobiła Cię w konia?
-O czym ty mówisz?
-Chodzi mi o Sakure, powiedziała, ze nie mam ci pomagać. W pokoju nie mogłem z ciebie. Wiesz, że jak chłopacy się do niej dobierają mają nie miłe życie.
Tak tak, Sakura - bicz boży, wojowniczka cnoty i postrach całego rodu męskiego. Zrozumiałam wcześniej; każdy kolejny taki numer sprawia tylko, że jest jeszcze bardziej irytująca.

Cos o tym wiem.. - zaśmiał się jeszcze głośniej.
Dwunaste "zaśmianie". :/

Stał blisko mnie. Potniałem mu nogi.
Google podpowiada, że mogło chodzić o pontiaca, ale dalej nie wiem, jak Itachi dał radę przejechać mu nim po nogach.
A może on chuchał na nie, żeby się spociły?

Upadł na swój szanowany tyłek.
Całe miasto do tyłka Sasuke odnosiło się z wielkim respektem.

Widocznie Ona Go o wszystkim powiadomiła co nie jest za miłe.
Ej, no, nie krępuj się! Co Nie Jest Za Miłe - widzisz, jak fajnie? Tylko że nie.

-Dawaj kluczyk.
-Nie mam. - powiedział.
-Ta jasne. Ona zawsze komuś odda, aby mieć zabezpieczenie.
To interesujące, skąd Itachi czerpie takie informacje. Sakura ma napisane na czole, że po kluczyki należy zwracać się do młodszego rodzeństwa?

Dawaj go! - warknąłem na niego. - Śpieszę się.
-Na obóz? Nie martw się mama już Cię spakowała. - zaśmiał się.
Trzynaste! Publiczność szaleje!
O tak:


Ona po prostu zrobiła to bym nie jechał. Gdyby zrobiła to w tym celu, zostawiłaby go skutego tam w tych krzakach. Nie, tak wygląda zgrywanie niuni w praktyce. Jej niedoczekanie. Uśmiechnąłem się delikatnie.
Dwunasty uśmiech Itachiego!

[W końcu Itachi zostaje uwolniony.] Pobiegłem zatrzaskując drzwi. Jak mogłem być taki głupi. Ona na pewno by tak szybko mi nie uległa, choć to nie był sen. W szkole trochę dotarłem do niej.
Tak na dwa palce i 7 centymetrów. I uszy.

Wybiegłem do pokoju, gdzie była matka i spakowała moje ostatnie rzeczy. Zaśmiała się cicho.
Czternasty raz! "Zaśmiewanie się" wciąż jest na prowadzeniu.

Spojrzałem po sobie. Nie miałem tylko koszuli lecz czerwoną szminka, którą było wypisane przekleństwo.
"Wciórności!"
Czy ktoś z tu zebranych rozumie, o co chodzi tej dziewczynie?
Mówiłam przed chwilą. Zgrywa niunię. Cokolwiek by to znaczyło.

Ona ode mnie dostanie. I to porządnie, lecz w innym znaczeniu. Wbiegłem do łazienki na korytarzy i szybko wykąpałem się. Nie mogłem spóźnić się na ten cholerny autobus, inaczej oni odjadą beze mnie. Szybko wytarłem swoje ciało z kropelek wody. Zawiązałem go na biodrach by okrywał intymną część ciała.
Na bora, autobus okręciłeś wokół bioder?! No, teraz to na pewno nie odjadą bez ciebie.
Taa, a podczas seksu zamiast zwykłej gumki założy oponę.

Szybko ubrałem ubrania (w co/kogo?). Jeansy w niektórych miejscach poszarpane, a także białą bluzkę na większe ramiączka.
A do tego obcisłe rurki i letki makijaż?
Itachi wyglądał tak:
 

Bluzkę przewiązał przez biodra miły pan hydraulik, który akurat tamtędy przechodził.

[Itachi idzie z bratem na autobus.]
Miał swoją dziewczynę, ale rodzice chcieli bym wreszcie sobie znalazł dziewczynę pełną entuzjazmu do życia.  Takiej łatwo nie znaleźć.
Bo dziewczyny to są, wiadomo, jedna w drugą ponure, zgrzybiałe i narzekające na korzonki.
On miał chyba na myśli pełną entuzjazmu do rzyci...

Wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej, ale ja już wybrałem i tylko ona zostanie moją żoną!
Doszliśmy do autobusu, akurat wchodziła ostatnia osoba. Pobiegliśmy. Weszliśmy ostatni. Kakashi na ans spojrzał, widać nie był zadowolony z mojej obecności. No tak będę mu przeszkadzał w dorwaniu mojego Aniołka.
Mówiłam, że nie zdzierżę tych "aniołków' i "króliczków", pasujących do obrzydliwej treści tego opka i jego wkurzających bohaterów jak pięść do nosa.


Zmierzyliśmy się spojrzeniami. Jakoś nie było to dla mnie takie kolorowe.
Kakashi miał bowiem spojrzenie buro-sraczkowate.

-Sakura, zobacz kogo widzę. - powiedziała kobieta. Zaśmiały się wszystkie.
Piętnasty raz...

Różowo włosa na mnie spojrzała. Zaśmiała się razem z innymi.
I szesnasty...
Ja już nie mogę...

-Sakura siadaj! - krzyknął profesor z początku autobusu.
-Tak tak profesorku. Już siadam, może być na kolanach?. - ochoczo zrobiła to. Nie wiedziałem jak mam się zachować, ale to był chyba najlepszy moment na rozmowę z nią. Zdziwiłem się także, że zapytała Go o kolana.
*nie myśl o Jezusie, nie myśl o Jezusie...*

Zaśmiała się cicho.
Siedemnasty raz. Kurwasz mać, nawet zakładając, że tam wszyscy rzeczywiście co pięć sekund rżą jak dekle, naprawdę nie ma innego zwrotu na wyrażenie tego?! *okłada narratora słownikiem synonimów*

Hatake tłumaczył wiele rzecz, a także wiele innych spraw oraz kilka innych zagadnień jak mamy się zachowywać. To nas chyba nie dotyczyło. Zbliżyłem się do Sakury drażniąc jej ucho - Co? - zapytała ciszej.
-Odegram się.
-Hmm… Słodko. Już czekam co wymyślisz kochanieńki. - powiedziała.
Na bora, to też tajna agentka jowialnych sąsiadek! Pewnie Zdzisia spod ósemki.
To Goździkowa. To zawsze jest Goździkowa!

Siwo włosy podszedł do nas i czekał aż przestaniemy rozmawiać.
-Może pan chciałby cos powiedzieć, panie Uchiha? - zapytał mnie. Niby ja byłem winien? Co za tupet, ona tez rozmawiała.
I ktoś tu jeszcze wciąż próbuje twierdzić, że to wycieczka licealistów...

-Panie Hatake to nie jego wina. - powiedziała do niego. Patrzałem na całą sytuację. Z boku. Jako ciało astralne. Było widać lekko jej piersi. Tej sytuacji. To nie możliwe! Ona chce go udobruchać!
Zwłaszcza dwie ostatnie sylaby są znaczące.

Nie mogę na to pozwolić, ale niech robi co chce.
Porusza to mną do głębi, ale mam to w dupie.
Odwrotność słynnego “Możesz być tak asertywna, jak tylko ci się podoba, bylebyś robiła, co ci każą”.

- Musiałam Go przeprosić, zrobiłam coś niewybaczalnego dla niego. A jego duma została obrażona. I honor też. To chyba lepsze niż ukaranie go, prawda?
-Tak masz rację. - powiedział i odszedł od nas. Autobus ruszył, gdy siwo włosy dał znak. Uśmiechnąłem się.
Trzynasty uśmiech Itachiego.

-Dlaczego to zrobiłaś?
-Bo to jest prawda. Twoja duma jest ważniejsza niż cokolwiek innego.
-Wcale nie. Ty jesteś ważniejsza od dumy. - uchwyciłem jej podbródek i wpiłem się w jej miękkie usta. Może jest to przy wszystkich, ale ona mi dawała nadzieję, że mi da, co mnie jeszcze bardziej pocieszało. Nie mogłem sobie jej odpuścić. Miała być moja, i tak będzie. Nie pozwolę nikomu innemu ją tknąć.
Towar macany należy do macanta!

Oderwała się ode mnie.
-Nie rób tego. - powiedziała łagodnie. Zawsze to  robiła, gdy coś jej się podobało.
Gdy tylko zasmakowala jej pomidorowa, zaraz mówiła mamie, żeby nie gotowała jej w ten sposób.

Jechaliśmy spory czas, aż autobus stanął, lecz nie dotarliśmy na miejsce.
Stali więc w środku pola niczym penis singla o poranku.

-Sakura! - krzyknęły z tyłu dziewczyny. Popatrzała na nich.
-Gasz z nami? - zapytała Ino. -W prawda czy wyzwanie.
-E… - wypowiedziała. - Jasne. I tak nie mam nic do ukrycia.
I gdy myślałam, że stylizacja na krejzi nastki nie będzie już bardziej tandetna...

-Dobra ja zaczynam. - powiedziała blondynka. Siedziałem i słuchałem ich. Sakura była do nich odwrócona. - Sakura. Prawda czy wyzwanie?
-Prawda.
-Hm… Kochałaś się z facetem? - darła się na cały autobus.
-Nie. - powiedziała pewnie. Nagle się zatrzymaliśmy.
Kierowca, jak widać, też pilnie się przysłuchiwał.
A autobus się zatrzymał, a potem zatrzymał się bardziej.
Kierowca próbował popędzać go biczem, ale ten wrył się kołami w ziemię i ani myślał ruszyć.

-Dojechaliśmy. - powiedział Kakashi. - każdy ma przydzielony pokój dwuosobowy. Proszę chwile poczekać zaraz przyjdę. - Sakura nie wstawała gdyż zagracałem jej drogę.
Postawiłem na jej drodze starą pralkę, ramę łóżka, torby z ciuchami ciotki i mnóstwo żelastwa sprzed wojny.
A sam wsadziłem sobie wiadro na śmieci na głowę.

Uchwyciłem ja i przyciągnąłem do siebie.
-My mamy całkiem inny pokój.
-O co ci chodzi?
-Załatwiłem nam apartament.
A reszta gdzie śpi, na sianie? Wgl ciekawe, że dzieciaki, które jeżdżą przedpremierowymi Ferrari, a na ich domówkach drinki roznoszą kelnerzy, nie mają z automatu wykupionych najlepszych apartamentów w tym hotelu.
Takie rzeczy tylko dla świty Mary Sue.

-Ty oszalałeś? I tak między nami nic nie będzie. - powiedziała wrogo. - Prócz pierwiosnków i powojów, prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów, z których serce zachwyt piło - uściśliła. Odszedłem od niej. Szła za mną.
Rozdali nam klucze, mieliśmy numer 216. Zamówiłem chyba wszystkie usługi jakie były w tym hotelu.
Łącznie ze spa, warsztatami wyplatania słomy i majsterkowania, pokazem Teppanyaki i organizacją wesela.

Recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie, aż za bardzo. Przykro mi, ale teraz liczy się tylko Sakura. Może była ładna, ale chciałem posiąść dla siebie Sakure.
TAK,  KURWA, WIEMY!!!
A ja na przykład nie wiedziałam. Myślałam, że może chce ją posiąść dla szatana.

Szedłem przed siebie schodami w górę. Mieliśmy drugie piętro, tak samo inni, ale nam należał się apartament tak?
-Itachi.. - mówił mój przyjaciel. - Zamierzasz coś zrobić?
- Tak, siku.
-Myślisz, ze się da? - zapytałem - Nie tak łatwo, ale zobaczymy. - zaśmiałem się
Osiemnasty raz...

patrząc ukradkiem na Sakure śmiejąca się cicho. Była pełna radości dziewczyną, a chciałem ja przelecieć nawet z więcej niż jeden raz. Kilka akapitów temu było, że chce z nią brać ślub, a co najmniej kilka razy, że chce ją mieć tylko dla siebie. Znaczy, to wielkie chcenie wciąż ogranicza się do jednego ruchnięcia. Miała w sobie pewien wdzięk.
O boru, to brzmi tak obrzydliwie, tak prymitywnie, tak ohydnie bucersko, że... aaargh!

-Nie odda się?
-Zrobi to, ale na pewno nie teraz.. - zaśmiałem się.
I dziewiętnasty!

- Jest silna, ale na pewno będziemy się kochać.
Bo ja jestem silniejszy.

-Hm.. Pierwszy raz słyszę u ciebie słowo kochać? Czyżbyś..
Tak, na pewno, zakochał się. Wręcz bije to z jego słów. Co najżałośniejsze - AŁtoreczka chyba próbuje sugerować, że rzeczywiście.

-Oszalałeś? Po prostu tak powiedziałem. Pieprzyć, nich ci będzie. - rozdzieliliśmy się.
– To oznacza, że dzisiaj będziesz się ze mną kochał?
– Nie, Anastasio. Po pierwsze, ja się nie kocham. Ja się pieprzę... ostro.

[W pokoju.] Dziewczyny torba stała przy otwartych drzwiach balkonowych.  Stała na balkonie przyglądając się otoczeniu.
Ta torba. Spozierała niepewnie zamkiem błyskawicznym.

Wyszedłem zostawiając torby. Uchwyciłem barierkę nie pozwalając jej uciec tym razem ode mnie. Barierka miotała się jak szalona, jednakże on był silniejszy. Odgarnąłem jej włosy do przodu i przywarłem do niej.
-Nawet się nie waszmość mnie tknąc.
-Tak oczywiście, nie tknę. - zaśmiałem się
Dwudziesty raz, wszetecznica jego mać! Na piętnastu stronach!

i zacząłem całować jej szyję. Moje ręce znalazły się pod jej bluzkę, która odkrywała lekko brzuch. Błądziłem po nim. Zgubiłem się na wysokości pępka i zapłakałem żałośnie. Dostałem się pod stanik i uchwyciłem jędrne piersi, które były przeznaczone tylko dla mnie.
Co stwierdzało stosowne oznaczenie będące jednocześnie numerem partii.
Znaczy, on je chce jej zabrać i sobie przypiąć?
Tak, na czole.

Jedną ręką dostałem się pod jej spódniczkę i majteczki i ściskałem kobiecość.
-Mógłbys przestać… - powiedziała cicho.
Taa, jasne. Weź, Sakura, to się stało nudne już wieki temu.
Ej no, jeśli on rzeczywiście ŚCISKA, to tym razem dziewczyna może mówić serio...

-Nie. Ja to lubię, a najbardziej twoje ciało. - obróciłem ja do siebie i uchwyciłem podnosząc ją. Zaplatała swoje nogi wokół moich bioder.
W warkoczyk dobierany.

Położyłem ja na łóżku całując usta. Oddawała pocałunki z chęcią. Jej ręce dostały się tunelem do zapięcia moich spodni. Odpięła i zdjęła do połowy. Swoją delikatna dłoń schowała pod materiał slipków. Szybko zdjęła. Obróciła mnie na plecy. Nie sądziłem, ze będzie chciała mi obciągnąć. Ona to robi fantastycznie. Już dwa razy zrobiła. W szkole i samochodzie. Nie no, serio? Przypominasz nam czy sobie? Chciałbym teraz poczuł jej usta na moim przyrodzeniu.
A eufemizmy, jak zwykle, na swoim miejscu.

Znów ją obróciłem na plecy gdy zdjęła mi spodnie z slipkami. -Sakura… - mówiłem cicho jej imię gdy poczułem jej delikatna dłoń dotykającą członka. Zdjąłem z niej dolna garderobę.
Górną szafę póki co zostawiłem w spokoju.
Dolne piętro zostawił na następny dzień.

Rozchyliłam jej nogi. Całowałem łechtaczkę ssając przy okazji.
Tylko błagam, nie przygryzaj...

Językiem błądziłem.
Weź se, chłopie, GPSa zainstaluj.
*wyobraża sobie instrukcje* Po-trzech-minutach-ssania-skręć-w-lewo...

Słyszałem jej jęki, które nie były ciche. Język wsadzałem w słoik konfitury bawiąc się jej łechtaczką.
Niestety, nie nadawała się ani do bierek, ani do pchełek.
Puzzle też jakoś nie szły.

Dotknąłem przy tym piersi. Piękne.. I tylko moje. On SIĘ maca po cyckach, czy mi się zdaje? Nikomu nie pozwolę jej tknąć. Wsadziłem w nią dwa palce poruszałem bardzo szybko. Jęczała szybciej i głośniej. Obróciła mnie. Popatrzałem na nią. Uchwyciła mojego członka masując. Wziął do buzi (ooo, nagły desant yaoi? Nie, to ten członek wziął do buzi... Bo to nie był penis, tylko TEN WĄŻ, mwahahaha!) ssając i robiąc z nim wiele innych rzeczy.
Mierzyła nim poziom oleju w Ferrari, grała na cymbałkach, skakała o tyczce, mieszała nim zupę...

Usiadła na mnie okrakiem, a mój członek dotykał jej brzucha. Był ogromny i duzy, nie mogłem tego zaprzeczyć.
Na sto chujów się rozdziela
Każdy gruby, jak ta bela,
Każdy twardy, jak ze stali,
Każdy długi na sto cali!
Wszystkie chuje z całej siły
Na Sakurę się rzuciły,
Każdy się jej w piczę wwierca,
Każdy końcem sięga serca,
Każdy jej się w piczy grzebie,
Każdy jebie, jebie, jebie…

Masowała go dłonią.
-Uwielbiam Go.
-Co?
- Jezusa?
-Lubię twojego członka. Taki mi się podoba. Chce go widzieć codziennie. Dasz mi tą satysfakcję? - zapytała. Ta Sakura coraz bardziej mi się podoba. Zboczona. Nie zna reguł.
No rzeczywiście, karwasz twarz, kompletne wyuzdanie i dewiacja, co się markizowi de Sade nie śniła. Weźcie się nie ośmieszajcie.
No, markizowi wizja wysyłania codziennie nowych mmsów ze zdjęciem stójki się raczej nie śniła...

- jest taki nabrzmiały i miły w dotyku.
Niesamowite. Ona się tym tak jara, jakby wcześniej miała do czynienia z CZYMŚ TAKIM.

Chce czuć jego smak, a także twój. Twoje nasienie… - uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogłem uwierzyć.
Ależ ona jest nieprzystępna... totalnie powinna założyć Zakon imienia Sashy Grey.

-Pod jednym warunkiem.
-Hmm…
-Daj mi w siebie wejść, kotku. - powiedziałem. - Chce się z tobą teraz pieprzyć w tej chwili.
-I potem odejdziesz? Nie ma mowy. - wstała ze mnie. Ubrała na siebie rzeczy, lecz tylko górę.
Przecież nigdy jej nie zdejmowała... :/

Uchwyciłem ją i przyciągnąłem do siebie. Mój członek napierał na jej dziurkę. Chciałem tego, ale czy ona mi na to pozwoli? Nie ma szans. Rzuciłem ja na łóżko, które było miękkie. Tu ja będę rządził, nie ona. Mimo że wciąż “nie ma szans”, że ona na to pozwoli. Teraz będziemy się kochać, czy ona tego chce czy też nie. Acha. Klęczała na kolanach, a  ja za nią. Nadziałem się mocno na nią. Jak kurczak na patyk do szaszłyków! Wszedłem w nią głęboko. Ruszałem szybko, chciałem w niej dojśc.
Nie ma sensu pytać o antykoncepcję, prawda?
A po co? To jej pierwszy raz, wg podręczników urban legends nic się nie może stać...

-Itachi przestań! - powiedziała głośno. Nie obchodziły mnie ejj glosy. Ruszałem coraz szybciej pod Zbaraż słysząc z jej ust jęki. Chciałem się mocno z nią kochać. Ale nie mogłem, bo nie miałem turbodoładowania zmusiłem ją teraz do tego. Będzie miała wyrzuty, ale trudno.

W nią wszedł cały mój członek, co było naprawdę dziwne u innych, a tu dodawało mi otuchy.
Bo już zacząłem wątpić i w drodze ustawać.
Kiedy wchodził w inne do końca, notorycznie bał się, że ucapi go vagina dentata albo że wyjdzie gardłem, a przy Sakurze wreszcie pozbył się tej fobii?

Robiłem mocniej kogla mogla. Zaczęła się także poruszać. Jej piersi falowały. Yay, Hatifnaty wróciły! Zaczęła jęczeć głośno. Wyszedłem z niej i obróciłem do siebie przodem. Na policzkach miała rumieńce. Rozchyliła przede mną nogi zapraszając mnie ponownie do środka. Skorzystałem z promocji. Pchałem August II mocny by dostawała coraz większej euforii.
Przestałem, gdy zorientowałem się, że mam w łóżku karnawał w Rio i przecenę w Media Markt zarazem.

Nie pytając ja o zdanie wytrysnąłem w nią. “Szanowna pani, będę tryskać, będzie pani tak miła i użyczy łona?” Poruszałem biodrami cały czas. Krzyknęła głośno z podniecenia.
- Hejże ho!
- Avada kedavra!
- Podłogo, błogosław!

Opadłem na jej ciało i piersi (piersi leżały obok?) ssajac sutek. Jeszcze ruszałem biodrami by odczuwała nasz wspólny raz.
Bo wcześniej krzyczała z nudów.

Naprawdę się musiała masturbować, skoro nie wyczułem dziewictwa, ale i tak jestem pierwszy. Uniosłem się na łokciach. Dotknąłem jej policzków. Nawet nie zapłakała.
...a powinna? Jeśli Itachi po seksie oczekuje krwi, wrzasków i płaczu, podejrzewam, że większość jego dokonań zainteresowałaby prokuraturę.

(...) Oddawała każdy pocałunek. Obróciła mnie na plecy. Poruszała swoimi biodrami skacząc po moim członku by dawał jej przyjemność.
Hyc, hyc, hopsasa!
Sakura, kretynko, to nie piłka do skakania, uchwyty ci się pomyliły!
 

Nie powstrzymywałem się. Rozebrała z siebie ubranie. (Zaraz, kiedy zdążyła się ubrać?) Była cała naga. Podziwiałem ją. Znów w niej wytrysnąłem.
Tak z niczego. Ani chybi, Salomon mu nalał.

Może by tak w niej co chwilę wytryskać.
To jest facet, czy fontanna? Poza tym – come on, omija cię cała ta fajna część.
Wtryskarka - obrabiarka do formowania wtryskowego tworzyw sztucznych. Składa się z zasobnika na surowiec w postaci granulatu oraz ogrzewanego cylindra, w którym tworzywo ulega stopieniu. Tłok lub ślimak przetłacza stopione tworzywo do formy, w której zastyga ono w kształtkę zwaną również wypraską.
...a Sakura jest jego formą.

-Zrobiłeś to, więc kto będzie następny? - zapytała mnie. Dłonią jeździłem po jej plecach z lekkim uśmiechem.
Czternasty uśmiech Itachiego. Albo pleców Sakury, trudno powiedzieć.

-Kto by mógł być? No nie wiem, ale powiem ci że TY.
-Słucham? - zapytała mnie patrząc na mnie.
-To słuchaj, ty będziesz następna. Może cię teraz przeleciałem ale nikogo więcej nie będzie. Wiesz ile się starałem aby się z tobą pieprzyć. To niema wyjść teraz na marne.
Zainwestowałem, to teraz będę rżnął do upadłego. Interes (nomen omen) musi się zwrócić!
(*rzyga dyskretnie*)

A przy okazji, jesteś tylko moja teraz.
Tu jest stosowna umowa własności.

Nie dam ci okazji przebywać z innym, a do łóżka będziesz chodziła tylko ze mną. -
Czujecie ten romantyzm? Ja też za cholerę nie.

usiadłem na nią okrakiem. Całowałem jej usta, oddała pocałunki z żarliwością. Nasze języki splatały się w tańcu namiętności. Pieściliśmy siebie nawzajem. Całowałem teraz jej szyję zasysając się w jej szyi.
Finałowe zakrzywienie czasoprzestrzeni. Kurtyna opada, jako i wszystko inne.

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Super! Uśmiałam się!dziękuję bardzo za wieczorny ubaw.I dresy i stacje drogi krzyżowej i dildo na poczcie i hopsasa!
Cudne to wszystko.
Poza wyobraźnią ałtorów/ałtoreczek,rzecz jasna.
Drugi odcinek lepszy od pierwszego.
Finałowe czyli koniec?

Chomik

Anonimowy pisze...

Będziecie na Polconie? Mam nadzieję że tak..
Chomik

kura z biura pisze...

Urwa, urwa, ja nie mogę, kim trzeba być, żeby pisać takie drewniane teksty i wciąż pisać i pisać i pisać... Ona mnie osłabia.

*powiedziała zdegustowana Kura i wróciła do czytania*

Babatunde Wolaka pisze...

Nie liczyłem, ile razy się zaśmiałem podczas czytania tej analizy, ale chyba jednak mniej niż Itaś. Co nie zmienia faktu, że podobałosie. Kwiiik wywołało u mnie m.in. mierzenie oleju członkiem oraz dilido na poczcie. Zresztą forma "dilido" jakoś kojarzy mi się z Nikitą Chruszczowem... (ech, chyba lepiej, żebym się nad tym za dużo nie zastanawiał).

"Odkryła, że córka masturbuje się przy "Rolniku polskim"?"
Chyba jeszcze bardziej perwersyjny byłby "Młody Technik".

"Po-trzech-minutach-ssania-skręć-w-lewo..."
Prawie usłyszałem głos robotessy :D

Anonimowy pisze...

To było po prostu piękne! Oczywiście nie mam tu na myśli tego tForu, tylko analizę ;) Już nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam coś tak straszliwego... Będzie więcej?
Pozdrawiam,
Miv

PS. Zaglądajcie czasami na PLUSową pocztę :)

Agnieszka pisze...

Czekałam na drugą analizę, pierwsza mnie rozłożyła na łopatki, ale zaśmiewający się Itaś, mówiący o ślubie, a potem o rżnięciu aniołka, króliczka albo i prosiaczka... Leżę.
Nie ma to jak dobry początek dnia! :D

Anonimowy pisze...

"- Twój kwiatuszek. Sakura. Jezu seksownie wygląda, mógłbym się na Nią w każdej chwili rzucić. Może by tak zachęcić ją do wielkiego seksu grupowego? - zaśmiał się cicho. Uderzyłem Go lekko w głowę, ale z całym szacunkiem. - Za co?
-Za to, ze nie myślisz. - pwiedziałem pewnie. Popatrzeli na mnie - Pomyślcie, czy Ona kiedykolwiek się Komuś oddała?
- Zaprawdę powiadamy: nie oddała się Ona nigdy Nikomu. Albowiem napisane jest, że odda się Ona w dzień przepowiedziany, gdy przybędzie Tru Loff na dziewięciuset koniach mechanicznych, a na czole Jego wypisane będzie imię wszelkiego i ostatecznego kurestwa."
Cudo! <3
A opko tak drętwo i nieudolnie napisane, że aż boli.
A to ciągłe uśmiechanie się i zaśmiewanie może miało podkreślić klimat upojnych alkoholowo-narkotycznych seks-imprez? Że wszyscy są tacy szaleni, na prochach czy co.

Bloody Fang

Borówka pisze...

Co za opko - wyobrażenia aŁtorki o wyzwolonej (?) młodzieży trochę przerażają. A jeszcze bardziej przerażają te o miłości :P

Rozkwikało mnie zwłaszcza "hejże ho!", dzięki ;) Czekam jednak na jakieś "normalniejsze" opko. Takie, jak to dzisiejsze, męczą moją mózgownicę :P

Bumburus pisze...

Gumowy Komandor rządzi!
(tylko czemu przez to mam wizję wielkiego "dilido" opierniczającego basem Itachiego, Bór raczy wiedzieć...)

rinoasin pisze...

O Boru, oświeć ałotreczkę i pozwól zrozumieć, że to opko nie jest podniecające, tylko żałosne. I to bardzo! Gdyby nie wasze komentarze, poległabym po akapicie lub dwóch. Wszystkie nawiązania do 50SOG bardzo na miejscu. Jeśli mam być szczera, to nie widzę dużej różnicy pomiędzy tym opkiem, a erotycznymi przygodami wiecznie przegryzającej dolną wargę Any Steele (a weź sobie ją odgryź, głupia dziewucho!).

Anonimowy pisze...

Też mnie przeraża, jak można na serio cały czas produkować takie twory! Ale analiza zacna, przy kilku komentarzach śmiałam się w głos, na przykład przy Jezusie w dialogu :D Tak apropo - natknęłam się właśnie na tekst "The God of Small Things drinking game, take a shot every time something is unnecessarily capitalized.", ale gdybyście tego użyły, to za daleko by analiza nie doszła... O, albo pijesz za każdym razem, jak się ktoś zaśmiewa!

Cristak

Mangusta pisze...

Dafuq I just read...

Vespa pisze...

Musze przyznać, że podczas czytania rżałam cały czas jak dekiel :)
Podziwiam, że z takiej beznadziei jesteście w stanie zrobić coś tak zabawnego.



PS. Polecenie "udowodnij, że nie jesteś automatem", weryfikujące komentarz, za każdym razem cholernie zbija mnie z tropu. A jak się okaże, że jestem?

Anonimowy pisze...

"Naprawdę się musiała masturbować, skoro nie wyczułem dziewictwa"

Czym? Przyrodzeniem? Autorka naprawdę ma mętne pojęcie o własnym ciele, jeśli uważa, że błona dziewicza to jakaś fest bariera, gruba jak rybi pęcherz, a nie cienki i delikatny pierścień błonki, który można sobie uszkodzić nie tylko przy masturbacji, ale też tamponem albo nawet podczas ćwiczeń sportowych.

A co do słowa "zboczony" - pamiętam, że w szczenięcym wieku ok. 11 lat używaliśmy tego słowa w znaczeniu "mający coś wspólnego z golizną i/lub seksem". Autorka najwyraźniej jest w podobnym wieku albo wciąż nie wyrosła z tej fazy.

Anonimowy pisze...

Kwik.

Uwielbiam analizy takich opek.

Fan pisze...

Analiza przecudna, uwagi analizatorek jak zwykle trafne. Szczególnie do gustu przypadły mi odnośniki do motoryzacyjnych nowinek.
Jesteście najlepsze w branży analizatorskiej! *o*

Czekam z utęsknieniem na kolejną analizę

Anonimowy pisze...

Przy "dilido" miałam wizję tańców ludowych. Hołubce, poklepywanie się po udach i gromkie "Hopsa-sa, DILI-DO, Uha-ha!"

Dziwne.

Hasz


Hasło: baddreso. Ano, jest źle i jest dresiarsko.

Anonimowy pisze...

Czołem Zespole Sadystów,
Przypadkiem trafiłam na Wasze analizy i, muszę przyznać, bawią mnie do łez. Oby tak dalej, dopóki wszystkie ałtoreczki nie pojmą swych błędów albo nie wyginą.
ALE.
Uprzejmie proszę o zajrzenie do działu "ABC analizatorni" (pierwszy akapit, ostatnie zdanie) i wyjaśnienie mi czym, na Wielkich Przedwiecznych, jest gwałta i jak ją się popełnia? ;)

Kette pisze...

Weszłam do was przez przypadek, chyba zostałam na dłużej, a teraz mówią do mnie " ty się chyba uzależniłaś " :D:D Jesteście świetne, wasze analizy poprawiają humor z marszu, nawet po ciężkim dniu ciężko się od nich oderwać :D Nie wiem co mnie rozbraja bardziej- wasze boskie komentarze czy sama treść tych blogaskowych opowieści, ale razem do kupy to po prostu fenomen na talerzu :D