piątek, 20 lipca 2012

Pretensjonalna i bełkotliwa opowieść o Percy Parker, cz. 2

Witajcie!

Dziś kontynuujemy analizę (wydanej drukiem!) powieści “Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker” - która to powieść jest rzeczywiście bardzo dziwna, ale za to ani odrobinę piękna. W tym tygodniu czekają Was same dziwy: spodziewajcie się ukrytej opcji żydowskiej zakamuflowanej pod ukrytą opcją kwakierską, stosownie gotyckich wrzosowisk, egzorcyzmowania ducha muezina (serio!), miotania gazem ziemnym dobrej jakości i... nie, tego się nawet nie da opisać.
Analiza jest dłuższa niż zwykle, ale w końcu sami tego chcieliście.
Indżojcie!

Powieść zanalizowali: Kalevatar, Vivaldi i Pigmejka


Rozdział 1[Londyn, 1888. Po 18 latach od opisanych wcześniej wydarzeń do Akademii Ateńskiej przybywa niejaka Percy Parker. Ma 18 lat i jest sierotą wychowaną w klasztorze.]

W holu Akademii Ateńskiej snuło się kilku młodych ludzi z papierami i książkami w rękach. Na wszystkich twarzach odmalowało się osłupienie, kiedy rozproszone światło jedynego żyrandola ukazało przedziwną drobną postać.
No bo kto to widział, żeby w holu szkoły wisiał żyrandol, w dodatku jeden na całe pomieszczenie? Ani chybi, kaganek oświaty...
I żeby jeszcze na dodatek to światło nie rozjaśniało pomieszczenia, tylko produkowało jakieś  Baby-Dziwo...

Ciemnoniebieskie okulary osłaniały krzyżowym ogniem i odgryzały się długimi terkoczącymi seriami jej lodowatobłękitne oczy (znaczy: szaro-niebieskie) przed niepewnymi spojrzeniami, które nerwowo odwzajemniała.
Sugestia: jeśli okulary były na tyle przejrzyste, że widać było przez nie kolor jej oczu, to jednak nie, nie osłaniały przed spojrzeniami. Próbuj dalej.

Głowa i dekolt były ukryte pod szalem, ale tylko maska mogłaby ukryć widmową bladość twarzy o pięknych rysach.
Albo nikab. Ale dowiemy się, po co ukrywać tę piękność, prawda?
“Pięknych rysach”. Oczywiście - Mary Sue, choćby była największym dziwadłem (a musi nim być, inaczej nie byłoby drrramatyzmu), zawsze jest piękna. Bo tak.
Nie wiem czemu, ale po tym opisie stale mam przed oczami pannę Frost:
 

Oczywiście pomijając kwestię skórzanego kompletu bielizny.
Niestety, aŁtorka miała raczej na myśli coś TAKIEGO (zdjęcie przedstawia samą pisarkę ucharakteryzowaną na bohaterkę).
To przykre.

Nagły brzęk kryształowych wisiorków żyrandola przerwał głęboką ciszę.
Bo objawienie się w szkole obcej baby z kostkami lodu w oczodołach automatycznie powoduje zatrzymanie upływu czasu i całkowite wyciszenie w promieniu kilometra.
Przecież to oczywiste, że Mary Sue wchodzi w slow-motion.
I z własnym podkładem dźwiękowym.

Percy zerknęła do góry i ujrzała chłopca, równie bladego jak ona, unoszącego się wśród gazowych płomyków. Przejrzysty duch spłynął w dół na jej spotkanie. Było jasne, że młodzieńcy o umięśnionych ciałach, którzy niegrzecznie się na nią gapili, są całkowicie nieświadomi jego obecności.
Grecki rodowód zobowiązuje, dlatego wszyscy młodzieńcy są piękni i muskularni. Grubasów i chudzielców profilaktycznie rzucamy lwom na pożarcie.
Nie, ci brzydcy nawet nie śmieli na nią spojrzeć i skryli się w ciemnych kątach.
To umięśnienie jest doskonale widoczne na pierwszy rzut oka, gdyż zgodnie z grecką tradycją młodzieńcy przechadzają się odziani li tylko w warstwę oliwy, dobrze rozumiem?

Ona sama tylko nieznacznie kiwnęła mu głową, żeby ktoś nie pomyślał, że jest nie tylko dziwaczna z wyglądu, ale też szalona. (...)

[W gabinecie dyrektorki, którą jest wspomniana wcześniej, dorosła już Rebecca Thompson.]
- Oczekujemy naukowej doskonałości we wszystkich dziedzinach, panno Parker.
A jak nie, to do kąta.
Viv, nie takie są realia historyjek tego typu. Raczej: a jak nie, to wypad z opka.
Obawiam się, że realia opka nie przewidują wariantu "a jak nie".

Wielebna matka twierdzi, że włada pani biegle kilkoma językami, ze szczególnym uwzględnieniem doskonałej znajomości łaciny, hebrajskiego i greki. Czy uważa pani, że tak jest w istocie?
- Nie chciałabym mówić o sobie zbyt pochlebnie...
- Wystarczy uczciwie.
- Rozmawiam pły... płynnie w kilku językach - zająknęła się Percy.
Ale po angielsku nieco się jąkam.

- Najbardziej lubię grekę. Dobrze znam francuski, niemiecki, hiszpański i włoski. Liznęłam odrobinę rosyjskiego, arabskiego, gaelickiego... No i kilka starożytnych mniej znanych dialektów. (...)
Tego nawet Google Translator nie potrafi.
Tak tak, mówię biegle nawet wspak po rumuńsku, a starożytnych dialektów uczył mnie sam Belzebub. W tym klasztorze mieli naprawdę znakomitą kadrę i nieskończony zapał do uczenia sierot rzeczy, które absolutnie nie pozwolą im na znalezienie pracy.
*zieeeeew* Super-duper zdolności bohaterki - są.
AŁtorko, you better entertain me.

- Od dzieciństwa pewne umiejętności miałam wrodzone. Kiedy tylko nauczyłam się czytać, czytałam w kilku językach, jakby były moją ojczystą mową. - Przygryzła wargę. - Obawiam się, że to brzmi dość nieprawdopodobnie.
Owszem, nieprawdopodobnie. Nieprawdopodobnie głupio. No ale taki los “The Chosen One”.
Wygląda na to, że ktoś jej wgrał jakiś ulepszony soft do nauki języków.
Bohaterka tak naprawdę jest w Matrixie, tyle że zamiast kung-fu, wgrywa sobie znajomość greki, łaciny i czterdziestu innych dialektów, których nikt nie używa.

- Jeśli faktycznie okaże się pani tak wyśmienitą lingwist-ką i pilną studentką, w przyszłym roku Ateny mogą zaoferować pani pracę nauczycielki praktykantki.
A jak to ma się do “naukowej doskonałości we wszystkich dziedzinach”? Czyżby (nie)sławna amnestia maturalna miała swój prototyp?
Dyrektorka dopiero teraz zorientowała się, że przyszła do nich Mary Sue, a jej należą się specjalne przywileje.

- Och! - Twarz panny Parker się rozpromieniła. - To byłoby cudownie! Dziękuję za te wielkoduszne względy.
Spoko, na umowie dołożymy punkt “z gwiazdką”.
Starożytne dialekty swoją drogą, ale z angielskim faktycznie jej nie idzie... "wielkoduszność" albo "specjalne względy", oba naraz wyglądają głupio.

(...) - Panno Parker, Akademia Ateńska jest unikalna pod tym względem, że dostrzegamy wszystkie przymioty naszych studentów. To szkoła o modelu kwakierskim. Opowiadamy się za równością płci.
Uwaga, uwaga, tu mamy pierwszą bzdurę, do której aŁtorka przyznaje się oficjalnie (choć oczywiście nie uważa tego za bzdurę, a za licentia poetica).  Mianowicie - budynek został wybudowany przez kwakrów, którzy uczynili jego elewację bardziej ozdobną po to, by nikt się nie skumał, że są kwakrami. Ma to głęboki sens, czyż nie? (Szczegóły w TYM wywiadzie - na którym również można sobie połamać mózg i oczy, więc ostrożnie z czytaniem).

Tak się składa, że wierzę, iż nauka nie wiąże się wyłącznie z książkami.
Trudno, żeby było inaczej po duchowym (dusznym?) zapłodnieniu...
Skoro to szkoła o modelu kwakierskim, to powinna wierzyć, że książki są wręcz zbędne, bo grunt to iluminacja.

Mam w zwyczaju pytać naszych uczniów, czy posiadają jakiś dar. Oprócz znajomości różnych języków ma pani jakieś szczególne talenty?
Standardowa umiejętność Mary Sue #3: talent do powodowania chaosu.
A także Standardowa Umiejętność Mary Sue #1: absolutne mistrzostwo we wszystkim, co jest istotne fabularnie, oraz w paru innych rzeczach, żeby było zajebiście. Imperatyw Narracyjny zastrzega sobie prawo do chwilowego zawieszenia dowolnej supermocy Mary Sue na czas potrzebny do tego, by Tru Loff uratował ją przed śmiercią/gwałtem/dokuczaniem zawistnych koleżanek.

Percy z trudem przełknęła ślinę. Na coś takiego nie była przygotowana. Każdemu innemu to pytanie pewnie wydałoby się zupełnie normalne, ale ona wiedziała, że daleka jest od przeciętności.
Przepraszam z góry przeciwników obrazków, ale:




[Bohaterka ma wizje, ale się do tego nie przyznaje.]

- A teraz, panno Parker, muszę panią ostrzec przed niebezpieczeństwami nauki w naszej, jedynej w swoim rodzaju bo oderwanej od rzeczywistości, koedukacyjnej uczelni. Nie ma mowy, powtarzam, nie ma mowy, o bliższych kontaktach z osobami przeciwnej płci.
Rzeczywiście, straszne niebezpieczeństwo! Nad bohaterką zawisła groźba niepoznania truloffa!
(Haha, nie - to byłoby zbyt piękne, oczywiście że pozna.)

Dostrzegam pewną niekonsekwencję w zakładaniu koedukacyjnej szkoły i zabranianiu dziewczynkom zadawania się z chłopcami.

Ani w grupie rówieśników, ani tym bardziej z nauczycielami.
Wyobrażam sobie nauczyciela płci męskiej, który chłopcom kartkówki oddaje normalnie, a dziewczętom w spawalniczych rękawicach. Koedukacja jak w mordę strzelił.
Na lekcjach dziewczęta siedzą za parawanem i na pytania nauczyciela odpowiadają wysyłając znaki dymne, zaś na korytarzach obowiązuje getto ławkowe. Postęp pełną gębą.

Najmniejsze naruszenie tego przepisu, choćby nie wiem jak niewinne - uścisk dłoni, pocałunek w policzek - powoduje natychmiastowe wydalenie.
Innymi słowy rewolucyjny charakter placówki polega na tym, że chłopcy i dziewczęta nie mogą mieć ze sobą żadnego kontaktu poza wzrokowym.
A pewnie i wtedy nie mogą na siebie patrzeć dłużej niż przed sekundę, żeby nie było podejrzenia o myśli lubieżne.
I to przy postępującym ruchu emancypacyjnym. Hell yeah.

Musi pani zrozumieć moje stanowisko: plotka o fraternizacji albo skandal może zaprzepaścić nasz rewolucyjny program.
Czy my mówimy o Hogwarcie na jakimś pipidówku, czy o szkole, położonej w dość osobliwym budynku, z charakterystyczną nazwą, leżącą w centrum Londynu? Ja rozumiem względy dramaturgiczne, ale serio - jeśli kilka plotek o fraternizacji ma pogrążyć szkołę, mam uwierzyć, że przez x lat jej działania żadnych nie było?
Już pomijam fakt, że kwakrzy dawniej sami w sobie nie cieszyli się popularnością, wielu z nich nie przyjmowano na uczelnie itp. W tej sytuacji jakaś jedna uczennica, której zdarzyło się zaciążyć, to serio najmniejszy problem.

I chociaż nie sądzę, żeby podobny problem dotyczył akurat pani, mimo wszystko muszę o tym poinformować.
Tłumacząc na ludzki: “żaden by się tobą nie zainteresował, ale jakbyś przypadkiem trafiła na ślepego, to pamiętaj!”
Normalnie widzę te wszystkie uczennice, jak suną korytarzami w swych powiewnych namiotach na pięciometrowych stelażach, mających zapobiec niepożądanym kontaktom z płcią przeciwną...

Panna Parker skinęła głową, dumna, że przełożona tak wysoko ocenia jej cnotę. Dopiero po chwili poczuła żądło. Tej cnoty?  Zdała sobie sprawę, że chodziło o jej wygląd, który gwarantował zerowe szanse na ukradkowe uściski.
Bo wszyscy wolą się łajdaczyć jawnie.

Co gorsza, w głębi serca przyznawała pannie Thompson rację.
(...) Rebecca Thompson wpatrywała się w drzwi, czując dziwny szum w żyłach, co należało do jej daru intuicji.
A nie raczej do Daru Reumatyzmu albo Daru Skurczu w Łydce?
Obstawiam Dar Nadciśnienia.

Instynkt nigdy nie odzywał się donośnie. Budził tylko czujność, że dzieje się coś ważnego. Panna Parker, ze swoją delikatną naturą i słodkim brzmieniem głosu, sprawiła, że sygnał wyraźnie się odezwał.

Rozdział 2
(...) Percy (...) Od dawna marzyła o romansie. Z pomocą kochanego Gregory'ego, sympatycznego ducha w średnim wieku, odegrała w zaciszu swego klasztornego pokoiku wszystkie szekspirowskie bohaterki.
Romans w tonacji “Romeo i Julia” z pewnością ma mnóstwo perspektyw.
Szkoda, że nie odegrała tego z buteleczką prawdziwej trucizny.
(Swoją drogą duchy w tej opowieści naprawdę nie robią nic innego, tylko... rozchlapują ektoplazmę, że tak to ujmę.)
Duchowe zapłodnienia znikąd się nie biorą!

Jednakże jej kontakty z żywymi mężczyznami, którzy nie mówili wierszem pięciostopowym, należały do rzadkości.
Czyli większość żywych mężczyzn, z którymi miała kontakt, stanowili aktorzy. Ciekawe, gdzie też cnotliwa panna Parker miała okazję ich spotkać.
Eee, nie no, właśnie w tym problem, że był jeden mężczyzna, do tego nieżywy (i mnisi). No cóż, pech.

Nawet gdyby sytuacja wymagała spotkania z płcią przeciwną, to mężczyźni w opactwie byli surowymi osobnikami w habitach.
Czy to tylko ja, czy też komuś jeszcze na dźwięk słów “kobieta w opactwie z osobnikami w habitach” automatycznie włącza się skojarzenie z “Imieniem Róży”?
Nie tylko Ty.
Mnie się włączyło skojarzenie z pornolem, jaki kiedyś widziałam...

Wspominając dobrze zbudowanych, przystojnych młodzieńców, impertynencko gapiących się na nią w holu, Percy pomyślała o kąśliwych uwagach panny Thompson... i pogodziła się z prawdopodobieństwem raczej wzgardzonych uczuć niż obiecujących romantycznych perspektyw.
Przed paru laty durzyła się w panu Darcym, zapewne jak każda dziewczyna (eee... tak?), która czytając Jane Austen, po raz pierwszy odkrywa swoją kobiecość.
Wcześniej żyła bez lustra?
Nie wiedziałam, że od czytania Jane Austen rozwija się kobiecość! Może jeszcze cycki dzięki temu rosną? *gwałtownie rzuca się ku Rozważnej i romantycznej*

Romantyzm i wyobraźnia były jej głównymi cechami.
Szkoda, że nie pozytywizm i pracoholizm, to miałoby więcej sensu.
Ale akurat u młodej dziewczyny to dość normalne.

Oczywiście, nigdy nie kochała nikogo rzeczywistego.
The day, when fandom was born.
 

Barwa jej skóry i klasztorne odosobnienie uniemożliwiały jakimkolwiek stosownym kandydatom zauważenie panny Parker, a tym bardziej docenienie jej.
Niestosownym wcale to nie przeszkadzało.

A poza tym, jak przypuszczała, znacznie bezpieczniej jest przenosić uczucia w krainę fantazji.
No, jest to jakaś forma zabezpieczenia... i zawsze lepsza niż zimna zupka i zimny prysznic.

Jednakże, czy miała, czy też nie, kiedykolwiek zaznać prawdziwej miłości, ból spowodowany jej brakiem rozumiała doskonale.
Doprawdy...?
Tak, bo miała 18 lat, nie znalazła faceta i już absolutnie nic dobrego jej się w życiu nie przydarzy.

A może, otrząsnęła się z przygnębienia, zdoła pójść w ślady niezależnej przełożonej i pewnego dnia poprowadzi własną szkołę, szkołę dla podobnych jej odszczepieńców.
I nazwie ją Monster High.

[Bla bla bla, narzekanie, tyle dużo narzekania. Ciach.]
Przechadzając się po dziedzińcu, Percy stwierdziła, że w półmroku arkad bez trudu może chronić swoją delikatną cerę; tutaj słońce nie mogło jej zaszkodzić.
Słońce! Mój wróg, Słońce!
Hm, reszta wiersza też do niej pasuje, podobny poziom angstu:
Ja - otchłań tęcz - a płakałbym nad sobą
jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach -
jam blask wulkanów - a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Tak, bo w Londynie zazwyczaj panuje taka pogoda, która grozi poparzeniami słonecznymi w trzy sekundy po wyjściu z cienia.

(...) Naprzeciwko drzwi znajdowało się okno, ozdobione różami Tudorów. Nad żelaznym łóżkiem wisiała martwa natura: polne kwiaty, a obok owoc granatu
i zdechła wiewiórka. Jego czerwonawa skórka rozchylała się, ukazując lśniące rubinowe pestki, tak soczyste, że wyglądały jak skąpane we krwi. Na widok tego nieszkodliwego obrazka Percy przeszył dreszcz.
Biorąc pod uwagę, że granat może symbolizować m.in. miłość cielesną i płodność, wcale mnie to nie dziwi. Równie dobrze mogłaby sobie powiesić na drzwiach napis “forever alone”.
To już lepszy byłby taki granat z zawleczką - dołuje przez krótszy okres czasu...
I potrafi człowieka na moment rozerwać.

Odwróciła się i zaczęła rozpakowywać swój skromny dobytek.
Otworzywszy aksamitne puzderko, wyjęła srebrny naszyjnik. W pobliżu drzwi znajdowało się podłużne lustro. Założyła naszyjnik i popatrzyła: srebrzysty ptak z rozpostartymi skrzydłami i płomiennym ogonem spłynął na materiał okrywający jej dekolt.
Srebrny, złocony naszyjnik w aksamitnym puzderku - standardowy dobytek wychowywanych w klasztorze sierot. Znaczy, wcale nie domyślamy się, że to feniks i że to znaczy, że boCHaterce jest przeznaczone Tru Lov z tym całym Alexim, prawda? Ani trochę.

Zdjęła szal. Długie perłowe włosy opadły na ramiona i plecy. Z tafli lustra spoglądała na nią niemal bezcielesna zjawa - jej odbicie.
Odbicie na nią patrzyło? *czeka na scenę rodem z filmu Mirrors*
Skoro odbicie jest prawie bezcielesne, boCHaterka musi być przeźroczysta jak rozwielitka. Ciekawe, czy widać jej flaczki.

Muskając palcami twarz, dziewczyna ciężko westchnęła. Sama przed sobą musiała potwierdzić, że jest istotą z ciała i krwi i zajebistości. Potem wsunęła wisiorek pod gors sukni, z dala od cudzych oczu, a blisko serca i cycków. Ten pradawny pogański symbol (...) był jedyną pamiątką po jej matce.

(...) W samym sercu Londynu majestatycznym fasadom towarzyszyły ciemne ulice gęsto zaludnione przez duchy.
Co automatycznie przekładało się na ogromne problemy mieszkaniowe duchowej społeczności i liczne incydenty z widmowymi lokatorami niepłacącymi czynszu i ektoplazmą stale wywalająca kanalizację.
Ja zaś próbowałam sobie wyobrazić te ulice z duchami towarzyszące fasadom i wyszło mi z tego jakieś architektoniczne hard-porno.
Oto właśnie rypał się plan zagospodarowania przestrzennego.

Mroczne bramy dające schronienie zdesperowanym, drżącym postaciom, otwierały się na promenady rozchylając zachęcająco uda, gdzie w paradnym pokazie mknęły kłusem lekkie kryte dwukółki; brud i pył pożenione ze wspaniałością.
A, jak pożenione, to przynajmniej ruchają po borzemu.
(Jejku, jak bardzo powyższe zdanie tej książki nie ma sensu!)

Na zatłoczonych, gwarnych ulicach widma wszystkich stanów reprezentowały pełne spektrum życia, które budowało to miasto przez wieki.
Znaczy... włącznie z pluskwami, pchłami i wirusami? *wyobraża sobie ducha wirusa opryszczki*

[Rozdział kończy się wizją bohaterki, w której Ktoś mówi do Jakiejś Kobiety, że trzeba “Ją znaleźć”. Kobieta krwawi, po krwi poznaje, że owa “ona” jest w Londynie, po czym ZUO spuszcza ze smyczy morderczego kundla zagłady.]

Rozdział 3
Zmarli londyńczycy z eleganckiego świata zaludniali cmentarz Highgate położony w pobliżu stosownie gotyckich wrzosowisk Hampstead Heath.
Co można było poznać po natchnionych minach kwiatów, ich mocnym makijażu i muzyce Lacrimosy słyszalnej na wrzosowiskach.
A teraz wyobraziłam sobie stado owiec na wrzosowisku - a każda owca miała na sobie długi, czarny skórzany płaszcz...

Idealnie więc pasowała do okolicy posiadłość profesora Alexiego Rychmana, tak samo imponująca, ciemna i tajemnicza jak mężczyzna, na którego wyrósł jej właściciel.
< w tle słychać grzmoty piorunów i posępne krakanie wron >
< oraz posępne siorbanie soku pomarańczowego >
< oraz stłumiony jęk Analizatorów >

(...) Josephine Belledoux była artystką. Jej godne podziwu prace posiadali każde większe angielskie muzeum i prywatni kolekcjonerzy. A jednak mało kto pamiętał to nazwisko. Kojące obrazy Josephine tak głęboko oddziaływały na widza, że natychmiast były zapominane... i dlatego na zawsze pozostawały w podświadomości.
Kolekcjonerzy zapominali o nich tuż po zakupie, a egzemplarze muzealne kurzyły się w magazynach. By zapewnić im odpowiednią ekspozycję, sama artystka musiała sposobem ninja włamywać się do muzeów i prywatnych posiadłości, z młotkiem i gwoździami w zębach.
(Czy mnie się zdaje, że obrazy żyjących artystów udostępniane są raczej w galeriach, nie w muzeach? Dobrze ci się zdaje. Znaczy, może być oczywiście zorganizowana jakaś wystawa, ale nie jest tak, że każde muzeum będzie się zabijać o jednego, żywego malarza.)
Dom angielskiego lorda, jeden ser oprowadza drugiego sera, chwaląc się swoimi dziełami sztuki: “Tu mam oryginalnego Rafaela. To z kolei jest Memling, a tam dalej jeszcze Bosch i Rembrandt. Tego co prawda za cholerę nie pamiętam, ale skoro u mnie wisi, musi być zajebisty.”

Miały też inne właściwości. Bri-tish Museum posiadało kilka obrazów panny Belledoux, które spełniały obowiązek obywatelski wobec Korony: strzegły skarbów imperium przed atakami ze strony świata upiorów.
Gdy tylko jakiś duch się napatoczył, namalowane postacie wyskakiwały z ram i spuszczały duchom łomot, a następnie wykopywały zwłoki nawiedzającego delikwenta i paliły je - a wszystko w takt motywu muzycznego z "Ghostbusters".

(...) Pastor Michael Carroll zgramolił się z kozła, żeby pomóc wysiąść paniom. Szczególnie troskliwie zajął się Rebeccą i starał się przytrzymać jej ramię odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła przyjaźń (tabelka z rozpiską czasową wisiała w każdym porządnym domu). Ale Rebecca niczego nie zauważyła. Jej uwaga skupiona była na Alexim. Jak zawsze. A Alexi, jak zawsze - wolał angstować, niż zauważyć cokolwiek. Na dachu powozu z przeraźliwym krakaniem zaczął podskakiwać kruk. (...) Kruk wrócił na ramię Rebecki i zaczął przyjaźnie skubać ją w ucho. Trysnęła krew. Dziobał rytmicznie, a ona miała coraz mniej ucha przekazywała zebrane przez niego informacje.
Znam bardziej humanitarne metody przekazywania informacji, niż szarpanie mięcha. Nawet jeśli to mięcho durnej bohaterki.
Ciekawe, czy jak skończy się ucho. to kruk przerzuci się na jakąś inną mniej znaczącą część ciała, czy też zacznie dodziobywać się do mózgu...?
(Wyobraźcie sobie, że dziobie was
coś takiego.)

[Wchodzą do mieszkania, znajdują opętaną dziewczynkę, hipnotyzują modlących się jej rodziców i księdza i przystępują do działania.]

Alexi z groźnym wyrazem twarzy i wystudiowaną miną prestidigitatora zrzucił czarny płaszcz i surdut, podwinął rękawy ciemnej koszuli i uniósł ręce, wyczarowując z nich, jak zwykle, niepojęty niebieski ogień
E tam, niepojęty. Widocznie gaz ziemny dobrej jakości ma.

Krąg migoczącego błękitu otaczał teraz ciało dziewczynki. Jednak, niczym uderzenia serca, pulsował w niej chorobliwy szary blask, podświetlając szkielet i drżące narządy.
Nerwowy dygot trzustki.
Ponure dreszcze śledziony.
 

Rebecca i Michael zajęli miejsca na widowni po dwóch stronach pokoju, podczas gdy pozostała trójka zajmowała się kibicowaniem swoimi zadaniami.
Zamknęli drzwi od kaplicy
I stanęli dokoła truny;
Żadnej lampy, żadnej świécy,
W oknach zawiesili całuny.
Podali mu garść kądzieli,
Zapalił ją; oni z pośpiechem,
Skoro płomyk w górę strzelił,
Pędzili go z lekkim oddechem.
(Sorry, Adam, za tę parafrazę, musiałam.)

Josephine zerwała papier z roziskrzonego kolorami obrazu i na środku ściany powiesiła dynamiczny w 3D i full HD wizerunek fruwającego w przestworzach anioła.
Hmm. (Skąd jej wyrastają te skrzydła?)
Eee, to nie ten, za mało dynamiczny jest. Zakładam, że chodziło o taki:


- Imię ofiary? - zapytała rzeczowo Rebecca, która robiła zapiski w małym notesiku.
Elijah pochylił się nad dziewczynką i przycisnął ręką jej dłoń. Gwałtownie wciągnął powietrze. Obrazy z psychome-tryczną siłą przepalały mu mózg.
Uderzyły w niego z mocą standaryzacji testów psychologicznych!
Dostał w śródmózgowie rzetelnym kwestionariuszem osobowości, a to było ponad jego możliwości!

- Emily. Ciche, spokojne dziecko. Posesor wtargnął do niej podczas wieczornej modlitwy. Jest rozwścieczony i niebezpieczny. Odpowiedzialny za czyjąś śmierć pół wieku temu. Nie wiem, w jaki sposób.
I pragnący odzyskać swoją nieruchomość, nie zapominaj.
Z takim sposobem wywiadu facet zrobiłby karierę w skarbówce.
W skarbówce, w ZUSie, w prokuraturze... no, ale wiadomo, że Gary Stu musi mieć najfajniejsze moce.
Ale to nie Gary Stu, to ten inny Żyd!

- Tam do licha - mruknął Alexi.
Jak zawsze skromny i niepozorny, Michael przysunął się do Elijaha. Posłał mu pogodny uśmiech i uściskał dłonie. Jego dotyk działał na Alexiego uspokajająco. Istotnie, bezgraniczna życzliwość wielkiego serca mogła zdziałać niemal wszystko.
Nigdy nie odmawiało wyniesienia śmieci, umycia podłogi czy pomocy w sprzątaniu po psie, dzięki czemu dostało ksywkę “Kopciuch”.
To niech jeszcze zlikwiduje głód na świecie, rasizm i wszystkie wojny, jakie się aktualnie toczą.

- Emily - szepnęła Josephine, stając w nogach łóżka. Zaciśnięte z bólu powieki się uniosły. W oczach małej malowało się błaganie o pomoc. Josephine wskazała obraz z aniołem. -Przyglądaj mu się długo i intensywnie, mademoiselle Emily.
*przekonanie, że Francuzi potrafią mówić w jakimkolwiek języku dopóty, dopóki nie trzeba użyć słów "pani" lub "panienka" - zaliczone!*

-Sama też wbiła wzrok w roziskrzonego serafina. - To twój stróż. Cały czas patrz na niego. On złagodzi twoje cierpienie.
*niepewnie* Zatem przy tych egzorcyzmach mamy do czynienia z obrządkiem chrześcijańskim?

Podeszła do rodziców, którzy na polecenie Elijaha półprzytomnie wpatrywali się w sufit, i wyciągnęła nad nimi dłonie. Niczym marionetki odwrócili głowy, podążając za ruchem rąk Josephine, aż ich wzrok padł na obraz z aniołem.
- Nie wolno go nigdy stąd zdjąć - nakazała.
I już wiemy, w jaki sposób tyle osób i instytucji weszło w posiadanie obrazów Josephine.
Spełnione marzenie każdego niespełnionego artysty.

Dziewczynkę chwycił atak duszności. Michael zaczął oddychać głęboko i spokojnie, narzucając tempo pozostałym,
I raz i dwa, wdech, wyydech! To na pewno są egzorcyzmy, a nie szkoła rodzenia?
Oj tam... do napisania “Pod słońcem szatana” jeszcze 30 lat, do “Egzorcysty” ponad 85, skąd mieli brać wzór?
Hm, z żelaznych jak dupa Blaszanego Drwala zasad narzuconych przez Kościół (jakikolwiek)? Ale kto by się nimi przejmował...

(...) - Imię posesora? - zapytała Rebecca, odwracając kartkę notesu, w którym zapisywała wszystkie wydarzenia tego wieczoru: pogodę, tło wydarzeń, obecne osoby, rodzaje świadczonej pomocy i tym podobne.
Przyda się przy wystawianiu rachunku. Standardowy egzorcyzm - 100 funtów. Egzorcyzm religijnego fanatyka - 130 funtów. Egzorcyzm przy walących grzmotach i błyskawicach - dopłata 30 funtów. Egzorcyzm więcej niż jednej osoby - 250% stawki standardowej. Przy egzorcyzmach w piątki, dodatkowe modły i namaszczenia gratis.
Uwaga: usługodawcy nie biorą odpowiedzialności za skutki uboczne w postaci wycieku ektoplazmy, dewastacji mieszkania oraz śmierci lub ciężkiego ubytku na zdrowiu egzorcyzmowanego.
A mnie się z kolei skojarzyło z “Kochany Pamiętniczku. Słońce świeciło dziś jak szalone, ale zamiast pójść na plażę, musieliśmy egzorcyzmować tego bachora. Jestem zła, bo zamiast wypróbować nowy kostium kąpielowy, musiałam sprzątać burdel po kolejnym demonie. I jeszcze paznokieć mi się przez to złamał.”

Elijah znowu się schylił, żeby tym razem dotknąć ramienia Emily, gdzie przebywał zły duch i ją szarpał.
Zły duchu, uciekaj precz z tego obojczyka!
Obracał nią jak wskazówkami zegara!
BTW, skoro tylko jej ramię jest opętane i w ogólności złe, można po prostu zastosować terapię Asha z "Evil Dead".

- Muezin - wydyszał boleśnie.
Wstrętni islamiści opętujący biedne, małe dziewczynki!!! Nie, rly, to może być jeszcze bardziej siermiężne?
Serio pytasz?
Właściwie nie.
Muezin? Zatem chrześcijański obrządek tu wiele nie da, ja bym proponowała zastosować coś, co robią muzułmanie...

- Muezin to funkcja, a nie imię, ale myślę, że wystarczy - odparła Rebecca i zaczęła recytować tekst, który duch powinien rozpoznać i na niego zareagować.
Hm, którąś z sur Koranu? Adhan? Werset Tronu? Bo właśnie tych tekstów używa się podczas egzorcyzmów w islamie.

Gruntowna znajomość literatury wynikała z jej zainteresowań, a nie była ściśle wymaganą częścią rytuału. Jednak Rebecca odkryła, że taka wiedza jest przydatna dla przyciągania uwagi duchów i zdobywania ich szacunku. - „I tym, co dzień dzisiejszy chcą powitać młody, i tym, co na jutrzejsze pragną wpłynąć wody, Głupcy! - krzyczy muezin z minaretu otchłani, »Ni tu, ni tam nie ma dla was nagrody«"*.
W odpowiedzi przezroczysty kościotrupi kształt szarpnął się gwałtownie.
- Dobra robota, Rebecco. Co to było? I co miałaś na myśli, mówiąc, że to funkcja, a nie imię? - Elijah kartkował Biblię, którą wyjął księdzu z rąk.
Dorosły człowiek i nie wie takich rzeczy...?
No weź, skoro był Bob Budowniczy, to czemu nie np. Ahmmed Muezin?
Oj tam, kto by się wyznawał na tych wschodnich dziwactwach - zwłaszcza, jeśli jest poważnym uczonym. Oh wait...

- Za życia ten duch był muezinem, wzywającym muzułmanów na modlitwę - wyjaśniła Rebecca. - Ale wyczuwam, że zaczął potępiać Allacha za miłosierdzie i pokój.
Bo Maur może być dobry, szlachetny i pokojowo nastawiony tylko wtedy, gdy gra go Morgan Freeman.
“The professional muezzin is chosen for his good character, voice and skills to serve at the mosque”. Aha. Rozumiem, że tego muezina też coś z kolei musiało opętać, skoro nagle stał się zUy?
Tak, opętał sam siebie, a potem zmarł z zapętlenia.

I odwrócił się od wiary. Nie, jego nie da się łatwo wypłoszyć. Nie wiem, czy cokolwiek... - Nagle jęknęła, przytłoczona poczuciem beznadziejności, które duch usiłował im zaszczepić.
Spróbuj z Adhanem, czasem pomaga na dżinny i inne istoty, to na zwykłego ducha też powinno. Ostatecznie podobno Ajat ul-Kursī też działa.

Michael zbliżył się i delikatnie pocałował ją w czoło, by ją uspokoić. Rebecca się odprężyła.
Podziękowała i powtórzyła rubajat nie tak dawno przetłumaczony na angielski.
*słabnie* Ona ducha muzułmanina wygania... wierszem?
“Rubajat - krótki wiersz o tematyce refleksyjno-filozoficznej popularny w literaturze Bliskiego Wschodu”.
Świetnie, jak następnym trafię na opętanego, zacznę deklamować Sonety krymskie...
Tam Sonety - lecisz od razu z Wenclem, żaden duch tego nie przetrzyma!

Rzeczywiście, pasował do sytuacji.
Tak?

Duch muezina znowu poruszył się w Emily, jakby próbował coś powiedzieć. Kilka bulgoczących dźwięków zrodzonych z jego wściekłości wydobyło się ze zdrętwiałych warg dziecka.
- Świniojady! Psie syny!
- Oby muchy z tysiąca wielbłądów obsiadły twoje krocze i oby Allach obdarzył cię krótkimi rękoma!

Dźwięki przypominały słowa nieznanego języka. Czując, że nie zdoła użyć dziewczynki, tak jak sobie tego życzył, upiór wychynął z jej twarzy i wystawił widmową głowę poza ciało małej. Usta widma wykrzywiały się spazmatycznie.
- On coś mówi - zauważyła Jane.
Jej supermocą z całą pewnością była Spostrzegawczość.
Skąd wiesz? Może duch próbował rozluźnić mięśnie twarzy? Ja też tak czasem muszę robić, jak za długo się uśmiecham. Od częstego uśmiechania się podobno nawet umrzeć można.

Szczególną niedogodnością w wypełnianiu Wielkiego Dzieła było to, że Strażnicy mimo daru władzy nad kłopotliwymi duchami nie mogli się z nimi wprost komunikować. Czasami udawało im się dosłyszeć szepty, ale nie zawsze je pojmowali.
Jak rozumiem, poproszenie ducha, by pisał na karteczce, przekraczało ich możliwości intelektualne?
Albo mogli zrobić sobie ten halloweenowy zestaw do wywoływania duchów, z planszą z literkami i wskaźnikiem.
Obstawiam, że wtedy nasza cud lingwistka nie byłaby potrzebna.

- Co z tego, że on rozumie rubajat, skoro ja nie potrafię mówić w jego języku - warknęła Rebecca. - Dlaczego nikt z nas nie jest tłumaczem, żeby przełożyć ten krótki tekst, który możemy usłyszeć?
Hmm... jak rozumiem, zajmują się tą robotą nie od wczoraj - ale oczywiście nigdy wcześniej nie zdarzyło im się egzorcyzmować obcokrajowca? W dodatku aŁtorka co i rusz wspomina o "zjawach ze wszystkich epok", co sugeruje styczność naszych speców z niezliczonymi archaicznymi wariantami języków. Ale Nadzieja Ludzkości oczywiście nie pomyślała o nauce języków.
Nic to - widzę, do czego to zmierza.
Tam gdzie zwykle - do łóżka.

Chociaż z drugiej strony, czy rzeczywiście kogoś takiego nam potrzeba? Alexi, dlaczego pośredniczymy w kontaktach z duchami Wschodu? Odkąd to nasz sklepik prowadzi międzynarodowe interesy?
Tru Brytyjczycy egzorcyzmują wyłącznie Londyńską szlachtę o udokumentowanym drzewie genealogicznym.
Prawdopodobnie odkąd Królestwo stało się potęgą kolonialną. A to było dobrą chwilę temu.

- Tak, Alexi - odezwała się cicho Jane. - Dramatycznie wzrosła liczba obcych duchów.
Które zabierają miejsca pracy naszym duchom i ciągną nasz socjal, tak tak.
Kurde, mało że żywi napływają wielką imigrancką falą i zabierają etaty ludziom, to jeszcze duchy im pomagają? Rzeczywiście, zagłada zbliża się wielkimi krokami.

W ciągu ostatnich miesięcy aż osiem przemierzyło Atlantyk, żeby niepokoić naszą wyspę.
Przybywają tutaj na statkach widmo, tratwach i dziurawych dętkach.
I w opętanych butelkach, w których zamiast listu rozbitka albo takiego małego stateczka jest ektoplazma.

Już sama ta przeklęta amerykańska wojna dostarczy nam roboty do końca życia. I z roku na rok jest coraz gorzej.
Zaraz, o jaką wojnę im tak naprawdę chodzi? O amerykańsko-brytyjską, zakończoną w 1814, czy secesyjną, trwającą do 1865? I co mają wspólnego jankesi z brytyjskimi dzierlatkami?

- Sądzę, że to może być znak - odparł Alexi spokojnym głosem.
Rebecca przyjrzała mu się uważnie.
- Masz na myśli ten znak?
Ten?
Albo TEN. Choć im przydałby się raczej TAKI.

W tym momencie Emily zaczęła coś mamrotać. Duch jeszcze mocniej marszczył i wykrzywiał jej drobną twarz, desperacko walcząc o zawładnięcie ustami dziecka.
- O... ona... ona nadchodzi - mamrotała Emily. - Ona nadchodzi! -1 nagle krzyk: - Ona nadchodzi!
 

Wszystkim aż dech zaparto. Jane przytrzymała trzęsącą się dziewczynkę, a Alexi mocniej skrępował upiora, kreśląc płonące linie.
- Czyżby Emily miała na myśli Przepowiedzianą? - zapytane zdumieniem Michael.
Mam szczerą nadzieję, że ten byk znalazł się tu za sprawą kiepskiej kopii tekstu, którą dysponujemy i że tak naprawdę nie ma go w druku.

Strażnicy wymienili niespokojne spojrzenia. Zaczęło im się wydawać, że to tylko sen, halucynacja, której zbiorowo ulegli, niezależnie od wszelkich innych dowodów prawdziwości tej nocy. Minęło tyle lat, odkąd nieziemska postać wieszczyła im w ich kaplicy te niesamowite rzeczy, że stracili już pewność. Chociaż nie mogli wątpić w Wielkie Dzieło, któremu właśnie służyli.
Ale w nadejście Mary Sue zwątpili, bo tak.
Przygotowany wcześniej pokoik zdążyli już przerobić na spiżarnię, co postawiło ich w dość niewygodnej sytuacji.

Alexi spochmurniał.
- Nie uwierzę, zanim nie zobaczę zapowiedzianych znaków,
To nie Alexi, to niewierny Tomasz...

i namawiam was do tego samego. Na razie słowa to tylko słowa. Pamiętajcie, że mamy się strzec fałszywych proroków. - Jego ton ucinał wszelką dyskusję.
Muezin jest Antychrystem!!! Ewentualnie Nierządnicą Babilońską.
Muezin jest Antychrystem, Alexi - Hamletem skrzyżowanym z Castielem.
Alexi trzymał w spiżarni łeb dzika, z którym nie chciał się rozstawać.

Strażnicy chwycili się za ręce, tworząc krąg wokół łóżka.
I zaśpiewali "Płonie ognisko w lesie".

- Pieśń Oczyszczenia - ogłosił Alexi.
Jej tekst możemy przeczytać sobie tutaj - zawiera takie hiciory jak "porwij mnie w otchłań twojej miłości!". Na miejscu ducha też bym spasowała.
Patrzysz na mnie takim wzrokiem,          
że z tego wszystkiego, aż płakać mi się chce.
Patrzysz na mnie takim wzrokiem,
że bezczelnie proszę o jeszcze.

Gdybym był Muezinem, po wysłuchaniu czegoś takiego schowałbym się w najbliższym minarecie i nie wyłaził z niego przez najbliższe 500 lat.

Strażnicy podjęli monotonny śpiew, cichy i piękny, który układał się w powietrzu niczym drobinki niebios. Przepełniała go muzyka, jakby akompaniament wielotysięcznej orkiestry, co składało się na niezłą kakofonię, chociaż dźwięczała niewiele głośniej niż szept.
Cóż, przynajmniej była to bardzo cicha i dyskretna kakofonia.

Były to proste słowa ich prywatnego pradawnego obrządku, słowa, których prześladowca Emily nienawidził.
Obrządek był tak prywatny, że działał nawet na Muezina zza wielkiej wody.

[Egzorcyzm w toku. Dziewczynka krwawi i zaczyna wyłazić z niej jakieś szare, mgliste draństwo.]

Pasożytniczy opar owinął się wokół szyi dziecka, przeklinając je za dostępność duszy, która wciągnęła go i uwięziła za pomocą szlachetnego lęku, zbawcy ciała.
Eee... co?
To jest... bardzo dobre pytanie. Wychodzi na to, że duch mści się na dziewczynce za to, że w czasie modłów wciągnęła go jak odkurzacz.
Przymusowe opętanie? Tego nawet w Supernatural nie było (choć było na przykład masowe egzorcyzmowanie, o!).

Czyste serduszko Emily pozwoliłoby upiorowi raczej zniszczyć ją samą, niż zwrócić się przeciwko innym.
Upiór: Zwrócę się przeciwko innym, co?
Czyste serduszko: Nie.
Upiór: No weź.
Czyste serduszko: Ale pozwalam ci mnie zniszczyć.
Upior: Sweet.

Nie zawsze Straż miała tyle szczęścia. Zdarzały się osoby słabsze, które dopuszczały się strasznych czynów. Tajemniczy londyński Kuba Rozpruwacz był zapewne wystarczającym dowodem takich okropności.
Jak dobrze, że czteroletnia dziewczynka prędzej powoli się zabić, niż zrobić kuku innym!

Pieśń osiągnęła punkt kulminacyjny, nieustępliwe „tssss", podczas którego Strażnicy pluli przez zęby przerwali krąg i przyłożyli palce do ust i próbowali wydłubać sobie spomiędzy nich resztki jedzenia. Intruz rozsypał się na kawałki jak popiół rozmieciony podmuchem wiatru i zniknął w mgnieniu oka, zostawiając za sobą tylko smugę mgły.
Opar posypał się na kawałki jak popiół pozostawiając za sobą opar mgły, którym był od początku... wait, woot?
Pani Hieber rżnie z tą całą mgłą z serialu, tylko nie umie tego opisać...

Emily leżała cicho. Przekrwionymi oczami wpatrywała się w obraz po drugiej stronie pokoju. Nadal wyglądała bardzo mizernie.
Jane przysiadła na brzegu łóżka i, nucąc kołysankę, jaśniejącą dłonią odgarnęła dziewczynce włosy z twarzy. Potem świetlistymi opuszkami palców
Skojarzenia mam dość jednoznaczne...

musnęła po kolei jej rączki i blask rozlał się szerzej. Krew, krzepnąca w ranach, znowu zaczęła krążyć.
Ej no, ale może daj się ranom zasklepić? Bo się wam bachor wykrwawi...

Przepływające między palcami Emily maleńkie świetlne kuleczki o barwie kości słoniowej złączyły się w jedną kulę, która po chwili przeniknęła do łona Jane. Irlandce przebiegł dreszcz po plecach, moc do niej powróciła.
Znaczy, źródło mocy ma w łonie? Hm...

(...) Tymczasem Michael złapał Rebeccę w objęcia, po czym z radosnym chichotem dał jej głośnego całusa w policzek. Rebecca skrzywiła się i zamrugała, łaskocząc go rzęsami. Chichot Michaela przeszedł w jego wyjątkowy śmiech - niezbędny element wieczoru. A był to śmiech zaraźliwy. Teraz już cała szóstka zarykiwała się ze śmiechu głośno i otwarcie. Wypełniająca pokój ciemna energia zniknęła. Mieszkanie i wszyscy tam obecni zostali oczyszczeni.
Strzeliły korki szampanów, w powietrze wzbiły się serpentyny i garście konfetti.
Tia, bardzo to takie, kurna, na miejscu.
Zwłaszcza po tych wszystkich (w większości przez nas wyciętych) scen, gdy duch łamał dziewczynce palce, wywoływał krwotok z ust i inne takie wesołe rzeczy.

Rozdział 4

Percy nie przypuszczała, że w szkole kwakierskiej znajdzie taką wyjątkową kaplicę. Wyglądała na... pełną życia.
Wszystko, co pozostanie wystarczająco długo na słońcu, prędzej czy później staje się pełne życia.

Rzędy bursztynowych aniołów na witrażach płonęły własnym wewnętrznym światłem.
Tia. Takim własnym, jak TEN żółwik.

Białe filary wspierały gładkie sklepienie. Sprawiały, że malutkie wnętrze wydawało się większe, niż było w rzeczywistości, jakby zaanektowało kawałek niebios. Wysmakowany fresk z białą gołębicą pokrywał kopułę nad skromnym ołtarzem, przykrytym lnianym obrusem.
Maleńka kaplica z bursztynowymi witrażami, filarami i freskami na kopule. Brakuje tam jeszcze tylko nierzucającego się w oczy akwarium, w którym pływa hipopotam.
No wiesz, od środka kaplica wydaje się nieco... większa.
*Ekhu ekhu* “Doktryna kwakrów charakteryzuje się odrzuceniem wszelkich dogmatów, wyznań wiary, hierarchii kościelnej, formalizmu i rytualnych ceremonii. Kwakrzy nie posiadają świątyń, ambon, ołtarzy.” *ekhu ekhu ekhu!*

Ku zachwytowi Percy kształt rozpostartych ptasich skrzydeł i ich szczodrze rozświetlone pióra przypominały wisiorek, który zawsze nosiła.
Malarz nie żałował pozłoty. Dostał prikaz, żeby było na bogato. Od dawna podejrzewał, że to, że kwakrzy cenią skromność, to tylko zmyłka dla skarbówki.
To jest kwakierska szkoła incognito, nie pamiętasz?
Działa pod przykrywką cygańskiego taboru.
Cóż, trzeba im przyznać, że maskują się przekurwiście dobrze.

[Bohaterka spotyka dziewczynę, Niemkę, słabo mówiącą po angielsku i generalnie dość ciapowatą. Wielkodusznie pomaga nowej znajomej znaleźć jej pokój, w wyniku czego...]

Weszły do środka i kiedy znalazły się pod drzwiami swoich pokoi, Marianna powiedziała:
- Teraz muszę... się rozpakować i napisać kilka listów. Usiądziesz ze mną przy pierwszym posiłku?
- Z przyjemnością - odparła Percy. Ale w jej słowach pobrzmiewała desperacja, gdy dodała: - Chciałabym uważać się za twoją przyjaciółkę. Czy mogę?
Deklarowanie przyjaźni po pięciu minutach znajomości. Ona ma 18 lat, czy może 8?
Bo wiesz, to że dokopaliście Francuzom w 71’ to mi tak strasznie imponuje, że wiesz, ja bym bardzo, bardzo chciała... mogę?

- Oczywiście, że jesteś moją przyjaciółką! Dlaczego w ogóle pytasz? - Niemka wyglądała na autentycznie zdumioną.
Przecież przyjaźni Mary Sue się nie odrzuca!

Panna Parker wbiła wzrok w ziemię.
- Wyglądam dziwnie, Marianno. Różnię się od innych. Jeśli rzeczy mają się tu podobnie... no cóż, ludzie będą szeptać i drwić, zrażeni moją bladością. Nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się niezręcznie i...
 
Otwartym tekstem: jestem ofiarą losu i musisz mi współczuć i podbudowywać moje samopoczucie na każdym kroku.

- Ja za to mówię inaczej. A ty wcale... nie patrzysz na mnie dziwnie, kiedy coś źle powiem. Ty mi pomagasz. Naprawdę myślisz, że wyglądasz przerażająco? Percy wzruszyła ramionami.
- Moja skóra, oczy, włosy... Nic we mnie nie jest normalne.
- Twoje włosy są białe? Oczy też? - zainteresowała się Marianna, przypatrując się przyjaciółce uważniej.
Zaraz, rzekomo te całe okulary miały nie ukrywać przeraźliwej jasności tęczówek, a tu dziewczyna siedzi tuż obok niej i nie widzi ich koloru?
Oh well, nie pierwsza i nie ostatnia niekonsekwencja...

Percy skinęła głową, zastanawiając się, czy powinna zdjąć okulary.
Teraz Marianna wzruszyła ramionami.
- Jesteś... ładna jak rzeźba. Nie wstydź się - powiedziała rozkazującym tonem.
Ale hm, TAKA rzeźba, czy raczej TAKA?

- Dziękuję ci za życzliwość.
- A ja tobie - odparła Niemka.
- No, to niedługo się widzimy.
- Tak, moja przyjaciółko. Do widzenia!
“Myślę, że to jest początek wspaniałej przyjaźni”. A niektórzy twierdzili, że finał Casablanki był naciągany...

Na granicy Świata Szeptów cień zadudnił głucho głosem Mroku.
- Co pies znalazł w Londynie?
Służebnica osunęła się na wiecznie zimne kamienie i zaczęła leniwie przeciągać strunę. Usiłowała wyglądać kusząco. Mrok się nie poruszył. Kobieta gniewnie zmarszczyła brwi.
Mrok wkrótce znajdzie sobie młodszą i ładniejszą.
Z większymi cyckami. Najlepiej trzema.
Grubo...

- Tylko ladacznice z East Endu. Pasuje, nie uważasz? Bo czy nie tym ona jest... zwykłą ladacznicą?
Rozległ się głuchy pomruk, a potem powolny, rytmiczny odgłos: kroki, tam i z powrotem.
- Cokolwiek pozostało z tego ptaka... Znowu go spalę! Kobieta machnęła ręką.
To zainteresowanie cudzymi ptakami zaczynało być męczące.

- Dlaczego tak tęsknisz za tą okropną dziewuchą? Dlaczego?
Bo to Mary Sue. I każdy, choćby było to pozbawione logiki, chce ją zdobyć/przelecieć. Deal with it.

Rozdział 5
Krew była wszędzie. Zalewała brudne kamienie Hanbury Street, płynęła rynsztokiem pod drewnianą bramą. Tłum gapiów z zapuchniętymi od snu oczami, ciągle rosnący mimo nieludzko wczesnej godziny, wpatrywał się ze zgrozą w rozszarpane zwłoki.
Narracja przeniosła się na plan zdjęciowy "Pasji"?
Albo “Piranii 3D”.

Konstabl i wymizerowany śledczy rozpełzli się po miejscu zbrodni jak dwuosobowe robactwo; wokół nich brzęczały prawdziwe muchy i parowe komary oraz osy identyczne z naturalnymi. Gwar powtarzanych pogłosek, krzyki i piski wypełniały powietrze. Wypierając z niego tlen.

[Wśród tej krwi i faków Rebecca i Alexi swobodnie gadają o tym, czy aby nie przegapili Siódmej, i czemu Alexi wbił sobie do głowy, że owa Siódma jest mu przeznaczona - po czym akcja przenosi się znów do Akademii.]

[Pierwszy dzień Percy w szkole, poprzedzony szczegółowym opisem ubierania się oraz ataku paniki pt. OMG, Jestem Taka Wyjątkowa I CO TERAS.]

Miała nadzieję możliwie najmniej rzucać się w oczy. Jednak, kiedy tylko się pokazała, od razu się zaczęło. I chociaż wielebna matka ją ostrzegała, Percy dotychczas nie znała szokującego uczucia bycia obserwowaną tak bacznie i przez tak wielu.
AŁtorko, błagam, zlituj się...
 

Szepty i zaciekawione spojrzenia tworzyły kakofonię dźwięków i wrażeń, raniły ją jak ukłucia. Pokonanie korytarza było wyzwaniem -Percy słyszała śmiech i zdumione komentarze. Poszturchiwano ją i wytykano palcami.
Obrzucano błotem i zmaterializowanymi naprędce zgniłymi warzywami. Ot, kwiat młodzieży w akcji. Prawie jak Quasimodo.

Jakaś dziewczyna zapytała przyjaciółkę, odkąd to pozwala się w Atenach na karnawałowe przebieranki. Percy miała już dosyć.
- To nie przebieranki, tylko steampunk! - wrzasnęła.

[Na literaturze Percy stwierdza OCZYWIŚCIE, że zajęcia będą dla niej bułką z masłem, po czym zaczyna drżeć przed kolejnymi lekcjami, na których...]

[Pierwsze spotkanie z Tru Loffem.]
Percy usiadła z tyłu i próbowała stać się niewidzialna. Jednak nawet przy jej bladej cerze, zupełne zniknięcie nie wchodziło w grę.
Ile razy jeszcze przeczytamy o albinizmie boCHaterki? Srl, załapałam za pierwszym razem, a tu dalej co drugie zdanie kręci się wokół tego tematu jak gówno w przeręblu.
Może się mylę, ale czy w okresie, w którym popularnością cieszył się chociażby spirytualizm, taka przypadłość nie powinna budzić raczej zaintrygowania, zaciekawienia zamiast docinków?
Poza tym to koniec XIX wieku. Wtedy modna była bardzo, ale to naprawdę bardzo blada skóra, cienie pod oczami i ogólnie wygląd wampiryczno-gruźliczy. Uroda Percy powinna więc budzić raczej zazdrość niż przerażenie.

Żałowała, że nie może dołączyć do zmarłych, którzy wokół niej przenikali przez ściany.
Nic prostszego - bierzesz ostry nóż...

Niektóre widma okazywały prawdziwe zainteresowanie gromadzącą się klasą, inne po prostu bujały na lekkim wietrze niczym rasowe dresy na klatce schodowej, a jeszcze inne gawędziły cicho o niedolach, jakie wiązały je nadal z tym światem.
Zaczęła litować się nad sobą.
Tia. Zauważyłam, że jest to jej ulubiona aktywność.
Póki co jedyna.
Nie no, wcześniej jeszcze była mowa o deklamowaniu sztuk Szekspira.

Przeklinała dar oddzielający ją od obu społeczności. Przeklinała zdolność widzenia i słyszenia tych, których bardziej przypominała wyglądem. Złorzeczyła na więź z żywymi, którzy nigdy nie mieli doświadczyć dziwnych widoków, tak zwyczajnych dla jej oczu. Zupełnie jakby patrzyła na członków dwóch gałęzi swojej rodziny, ale przez szybę wykluczającą bliższy kontakt. A jednak rodzina nie dała się ignorować. Zawsze działo się coś takiego, że Percy musiała o nich pamiętać.

Na wspólnych obiadkach było to koszmarem, kiedy cioteczka Dorota, majtając przegniłą rączką, poganiała Percy, żeby jadła szybciej, bo jajeczka jej stygną.
Albo kiedy widmowe ucho wujka Henry’ego lądowało w budyniu.

Drzwi otwarły się gwałtownie i całe towarzystwo, nie wykluczając duchów, poderwało się z miejsc. Z gabinetu na przodzie sali wyszedł wysoki mężczyzna w czerni. Cisza, która zapadła, wydawała się ogłuszająca.
Towarzyszyły mu wygłuszające surmy zbrojne.
Tak żeby absolutnie nikt nie miał wątpliwości, kto jest w powieści najważniejszy i kto z kim wyląduje w łożnicy.
*dyskretnie włącza soundtrack z Love Story*

Nowo przybyły stanął przed swoimi studentami. Percy wstrzymała oddech. Był to najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziała. Połyskliwe ciemne włosy opadały swobodnie na szerokie ramiona. Część kosmyków zwijała się niedbale, zaprzeczając jego surowej powierzchowności.
Zapamiętać: kręcące się włosy wykluczają surową powierzchowność.
Bo to pejsy były. Widziałaś kiedy pejsatego Żyda o surowej powierzchowności?

Kilka przylgnęło do twarzy o szlachetnych rysach: długim nosie, wysokich kościach policzkowych, wyraźnym rysunku warg jak u greckiego posągu i nieprawdopodobnie ciemnych oczach.
Jezus Maria, Żydzi!
Proszę państwa, oto Alexi:
 
Coś tak czułam, że z tymi kwakrami to zbyt grubymi nićmi szyte.

Panna Parker wpatrywała się w wykładowcę w osłupieniu. Dopiero po chwili oprzytomniała i zamknęła usta, czując jak gorący rumieniec oblewa jej twarz. 
 


We włosach profesora jeszcze nie pojawiła się siwizna. Jedynie kilka zmarszczek na królewskim czole zdradzało lata głębokich rozterek.
To, że czoło było królewskie, sugerowała spoczywająca nad nim korona.
Eee, nie, google mówi, że królewskie czoło to takie zaczerwienione.

Percy przypuszczała, że musiał być od niej dwa razy starszy. Pomimo tego, kiedy rozejrzała się dookoła, uznała swoich rówieśników za brzydkich i nieciekawych w porównaniu z nim.
Tak, tak, co za niespodzianka & zaskoczenie, no naprawdę. Nie zapominaj, boCHaterko, że nie wolno ci się do niego odezwać w trosce o podejrzenia o niemoralność.
Dlatego bez słowa od razu zabierz się do roboty.

Poczuła przebłysk rozpoznania. Bardzo ją to zaniepokoiło. Nigdy nie zapomniałaby widoku takiego mężczyzny, gdyby go wcześniej spotkała. I było coś w jego charakterze, w jego majestatycznej prezencji, co przekraczało granice świata śmiertelników.
Był to bowiem Żyd Wieczny Tułacz.
Albo Dybuk.
Albo nieśmiertelna bździągwa.

Percy nakazała sercu, by zwolniło tempo. (...) Nienawidziła samej myśli, że mo-głaby się skompromitować przed kimś tak zapierającym dech w piersiach.
Oczywiście, co z tego, że może okazać się tępym bucem - ważne, że ładnie wygląda.

- Jestem profesor Rychman. Witam na moich zajęciach.
(...) Chociaż oczy profesora rozszerzyły się ze zdziwienia, widziała, że czyni wysiłki, by zachowywać się uprzejmie. Po chwili zdała sobie sprawę, że na jego twarzy nie maluje się niesmak, drwina ani nawet zdumienie, tylko zmieszanie. Dziwne.
Bo nauczyciel to taki w gruncie rzeczy uczniak, tylko starszy i w todze. Zawodowy profesjonalizm? Opanowanie? Doświadczenie? A co to?
Cóż, w większości opek rzeczywiście tak jest - może dlatego panna taka zdziwiona.

Rzuciwszy jeszcze jedno spojrzenie w jej kierunku, Rychman zaczął odczytywać listę obecności. Wreszcie doszedł do nazwiska Percy.
- Panna P. Parker?
Pannie P. odebrano prawo do posługiwania się imieniem, tak?

- J... jestem, sir. - Podniosła rękę.
Profesor zerknął znad swoich papierów. Wszystkie oczy były w nią wpatrzone. Percy wierciła się nerwowo. Alexi Rychman powoli skinął głową, jakby próbował rozwiązać jakąś zagadkę. Po chwili odczytał następne nazwisko i Percy znowu mogła oddychać.
I wszystko jasne - Alexi jest Lordem Sith. Najpierw używa na uczniach mind trick a potem force choke... co prawda zamiast force lightning mamy niebieskie płomyczki, ale kto ich tam wie...
A tak naprawdę nazywa się Darth Mordechaj.
A może to Jewbacca?
 

(...) Zahipnotyzowana surowym, lecz melodyjnym dźwiękiem jego głosu, czuła, jak unosi ją rytm tych słów. Każdy ruch, każda fraza budziły niewiarygodne zaufanie.
Jak w szkole moja matematyczka stwierdziła, że w dowolnym trójkącie prostokątnym suma kwadratów długości przyprostokątnych jest równa kwadratowi długości przeciwprostokątnej tego trójkąta, to też wierzyłam w każde słowo. Niewiara groziła dostaniem jedynki.

Podczas wykładu spojrzenie profesora zdawało się ogarniać wszystkich studentów. Nawet kiedy odwracał się do nich plecami, jego obecność dominowała w sali.
To się nazywa mieć duże Ego.

(...) Alexi zastanawiał się, w jakim wieku może być zdumiewająca panna Parker, bo chociaż jej policzki były gładkie i świeże, coś odróżniało ją od młodzieży, nawet pomijając bladą cerę. Ponadczasowość.
Przeminą ludzie, przeminą imperia, religie i mody, a durnota była, jest i będzie. Amen.

(...) Percy przygryzła wargę. Chociaż przed paru laty cierpiała katusze z powodu pana Darcy'ego, była absolutnie nieprzygotowana na zadurzenie się w kimś rzeczywistym. Za każdym razem kiedy pomyślała o profesorze Rychmanie, wyobraziła go sobie albo wymówiła jego nazwisko, jasny płomień wewnętrznego ognia budził w całym jej ciele uśpione smoki.
I tym optymistycznym akcentem kończymy tę analizę.



33 komentarze:

NoName pisze...

Wiecie co? Jak już analizujecie "wydane drukiem" dzieła, to zanalizujcie "Cygański księżyc" (czy jakoś tak). Uśmiejecie sie, tak jak i ja sie uśmiałam, czytając o 30-paro-letniej pielęgniarce-dziewicy w jedwabnych majteczkach :D

Anonimowy pisze...

Analiza cudowna, mam nadzieję, że to nie jest ostatnia część tego dzieua. Nic więcej konstruktywnego nie napiszę, bo mi mózg uszami wypływa od tego bełkotu.

Lawina

PS Zdjęcie ałtorki jest przerażające.

Anonimowy pisze...

"kwakrzy dawniej sami w sobie nie cieszyli się popularnością" "Kwakrzy nie posiadają świątyń, ambon, ołtarzy"
Pigmejko - kwakierzy, nie kwakrzy mówicie o dwóch różnych grupach

"Słońce! Mój wróg, Słońce!"
Wiem! Bohaterką jest Sunako z "Perfect Girl Evolution" przefarbowana na perłowo.

"Konstabl i wymizerowany śledczy rozpełzli się po miejscu zbrodni"
Wszędzie widać było rozbryzgi cytoplazmy. Bójki między gangami ameb zdarzały się coraz częściej...

"Josephine Belledoux była artystką. Jej godne podziwu prace posiadali każde większe angielskie muzeum i prywatni kolekcjonerzy. A jednak mało kto pamiętał to nazwisko..."
Skoro tak łatwo o niej zapominano, to jakim cudem jej dzieła trafiły do kolekcjonerów? Może tak" "Widziałem świetny obraz, ale w ogóle go nie pamiętam, chodźmy do galerii, moja podśiadomość nam go wskaże".???

"W ciągu ostatnich miesięcy aż osiem przemierzyło Atlantyk"
I ten muezin też jest zza Atlantyku?

Świetna analiza. Mam nadzieję, że będzie kontynuowana.
Pozdrawiam,
Lothwena. popularno

Anonimowy pisze...

Uwielbiam was .Oby tak dalej.

Anonimowy pisze...

Uwielbiam was za te analize. Tylko to "ruchanie" jest dla mnie zbyt wulgarne.

Popieram analizy drukowanych ksiazek :)

Gayaruthiel

Anat pisze...

Boru przeczysty, stężenie nielogiczności, banału i kradzieży cudzych pomysłów w pełnym rozkwicie. Tę książkę należy pokazać ludziom, którzy mimo świetnego warsztatu uważają, że nie potrafią pisać.
Będzie ciąg dalszy?

Anonimowy pisze...

Jesteście cudowni do kwadratu.Recenzowanie wydanych drukiem opek popieram całym sercem.
Ale,niestety smutna prawda jest taka,ze mimo waszego talentu jak dla mnie największym(i niestety NIEZAPOMNIANYM) przeżyciem tej analizy było zdjęcie autorki (tfu!maro nieczysta,zgiń,przepadnij mi sprzed oczu!)w tym czymś... Jeżu,to mi się będzie śniło!!

Anonimowy pisze...

A ja się, szczerze mówiąc, niesamowicie wynudziłam. Nie przez Wasze zdolności, jak sądzę, po prostu ta książka jest tak beznadziejnie nudna, przewidywalna i takie absolutnie NIC się w niej dzieje... Osobiście byłabym za przerzuceniem się na coś bardziej ambitnego/ciekawego/choć trochę zaskakującego.

Pozdrawiam serdecznie,
T-chan

Serenity pisze...

Uhhh... ta analiza mnie strasznie zmęczyła (ło boru chciałabym odzobaczyć zdjęcie aŁtorki) i nie wiem, czy chce kolejną część. Może lepiej już dać coś normalnego? Nie wiem, może standardowe opko potterowskie? Może coś gejowskiego w konwencji Draco-Harry albo jeśli dałoby radę znaleźć lesbijski pairing Hermiona-Bellatrix (tak, takie opka widziałam, ba ostatnio zostałam zaproszona do czytania i komentowania nowego opowiadania w takiej konwencji).

Strzyga pisze...

Czytam Was od dłuższego czasu, więc może wreszcie się odezwę.

AŁtoreczki z naszego wspaniałego kraju muszą być niepocieszone, że są o kilka kroków za Ameryką i ich opka nie są jeszcze wydawane na papierze. Durnota tego tFForu rozłożyła mnie na ziemi i nie pozwoliła wstać. BoChaterce najchętniej wskazałabym jakiś wysoki most tudzież klif, z którego mogłaby się rzucić, może skończyłaby wtedy angstować.

A analiza zacna, gdyby nie Wasze komentarze nigdy nie przebrnęłabym przez to dzieUo. :)

Anonimowy pisze...

Popieram przedmówców - najgorszym wspomnieniem pozostanie zdjęcie autorki w stroju... zakonnicy? Jeżu. Te soczewki, przekrwione oczy i ciuchy! *ucieka z krzykiem*
Opka potterowe nie są złe, ale ja osobiście wolałabym analizę "pamiętników wampirów", o którą dużo osób prosiło pod ostatnim postem lub czegoś w stylu Sakury w Akatsuki.

Piafka pisze...

*Klika w link ze zdjęciem aŁtorki*
Aaaaa!!! Moje oczy!!!
*Biegnie do kuchni zrobić sobie kompres z rumianku*

"Przeminą ludzie, przeminą imperia, religie i mody, a durnota była, jest i będzie. Amen."

"Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota. Ale co do pierwszej, są wątpliwości." A. Einstein

Dobrze, że to już koniec. Poziom absurdu w tym opku (dalej nie mogę uwierzyć, że ktoś to wydał) przekracza moje zdolności percepcji.

Pozdrawiam serdecznie.

Frolla pisze...

O Borze, końcówka mnie zmiażdżyła. Darth Mordechaj, Jewbacca i Alexi jako pejsaty Żyd-Wieczny Tułacz biją rekordy :))) zaś zdjęcie autorki - zgroza i obraza borska.
Sama zaś analizowana książka to już nie blogaskowatość, tylko grafomania level expert. Ale i tak, ze względu na cudne komentarze Analizatorek, chciałabym zobaczyć ciąg dalszy :)))

Emma L. pisze...

bladość skóry to jakiś wyznacznik fajności w chujowej literaturze? bella też na każdym kroku przypominała o swoim albinizmie.

Joanna pisze...

Analiza - ok. Lubię Was czytać :-)

Ale nawet Wasze teksty nie skłoniły mnie do przebrnięcia do końca postu o jąkającej się bladolicej dziewoi z pogryzioną wargą (chyba rzeczywiście się wzorowali na Kristen Stewart :P).

Popieram zdanie któregoś (którejś?) z przedmówców: lepiej coś ambitniejszego weźcie na wokandę...:-)

pozdr.

(A teraz trzeba udowodnić, że nie jestem automatem... I kod wklepać. Bo mogłabym być. Automatem. Nie? :-)

Anonimowy pisze...

Bardzo fajne !Najlepszy był plan zagospodarowania i owce w czarnych płaszczach!
Rozkręca się akcja,nie ma co!
A zdjęcie autorki mocne!

Chomik

Anonimowy pisze...

Achem. Czy ałtorka wie, że albinosi, o ile nie chorują na anemię, mają RÓŻOWĄ, a nie BIAŁĄ skórę?
R.

Anonimowy pisze...

Rozmowa złego ducha z czystym serduszkiem - rządzi i wymiata. Urzekł mnie też malarz, który dostał prikaz, żeby było na bogato.

A poza tym popieram pomysł częstszego analizowania wydanych gniotów. Teksty nastoletnich pisaczek-amatorek często są wrzucane do sieci "na żywca", bez jakiejkolwiek selekcji, a ten wymiot słowny ktoś jednak przeczytał, przyklepał, zredagował i wydał. O zgrozo, ktoś się nawet zainteresował nim w Polsce i to na tyle, żeby przetłumaczyć i wydać (wydawnictwo Amber swego czasu najwyraźniej uznało, że wykończy konkurencję, wydając każdy romans paranormalny, który mu się nawinie, pewnie prawa do tej pięknej Percy były tanie).

Haniel pisze...

Patrzcie, a tu wszyscy zachwalają :D Ojajebię, co za ludzie :D

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86584/dziwna-i-piekna-opowiesc-o-percy-parker

Anonimowy pisze...

Ja bym z chęcią zobaczył Was analizujących "Trędowatą". Na Bora, mały fragment, może przy okazji innej analizy, jak to poczyniłyście ze "Zmierzchem". Więcej by zabiło ludzi :D
Analiza prześliczna, choć w pewnym momencie czytałem same komentarze, bo tekst książki był nic nieznaczącym bełkotem. I nie wiem, dlaczego, ale mnie najbardziej rozbawia Akademia Ateńska w Londynie (i przeklęty Alexi. Dlaczego nie Aleksy czy Aleksiej? Wprawdzie z nazwiskiem Rychman wątpię, czy jest Rosjaninem, ale to się po prostu nie godzi, tak po oczach kłuć)

Pozdrawiam szanownych zebranych,
Emmanuel Goldstein

Winky pisze...

Chleb mi odbieracie. :( Ale nie kończcie na tym, bo książka, a raczej ksionrzka, zaiste godna uwagi jest. Choć z samej analizy wyrzuciłabym 3/4 "porno" wstawek, bo były raczej kiepskie i na siłę. ;P

rinoasin pisze...

Będzie ciąg dalszy? Mam nadzieję, że tak, bo uśmiałam się, choć były i przerażające momenty, vide autorka (tfu! ałtorka!) przebrana za swoją bohaterkę - jej wizja będzie mi się śnić po nocach o_O. Swoją drogą, przebieranie się za postać stworzoną przez siebie - to chyba jakiś wyższy poziom narcyzmu:D

Patrycja Czupryńska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Więcej, więcej, błagam o więcej.

Jasmine pisze...

Zdjęcie autorki straszne. Po co ja głupia kliknęłam na ten link?!

A rozmowa z czystym serduszkiem i upiorem jest przeborska.

Analiza- świetna i nawet lepsza od poprzedniej. Zauważyłam, że zawsze stężenie absurdów rośnie, gdy pojawia się Mary Sue.

"Przeminą ludzie, przeminą imperia, religie i mody, a durnota była, jest i będzie. Amen."

Mary Sue zaliczmy do ludzi, czy do durnoty? ;)

Amira pisze...

Moglibyście zanalizować to: http://hermionawzespole.blog.onet.pl/
Sensu w tym nie ma, ale ubaw będzie na pewno :D

Tarja pisze...

Oj, niech chociaż trzecia część jeszcze będzie. Wtedy wszyscy będą odmóżdżeni, ale szczęśliwi.

Analiza wyborna. Obrazki dodają smaczku!

Co do analizowania innych ksiONRZek...
Ładujemy z grubej rury, analizujemy ,,Eragona"!

Pozdrawiam, Tarja.

P.S.
Czy Vivaldi na stałe dołączył do PLUSa?

Haley pisze...

Wybaczcie, że nawiążę jeszcze do pierwszej części analizy owego dzieła:

"Cichy okrzyk chłopca przywołał do bawialni matkę."

Dlaczego nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autorka/tłumaczka uznaje bawialnię za synonim pokoju dziecięcego?...

Już się zabieram do części drugiej, mam nadzieję, przynajmniej równie dobrej jak pierwsza.

Ja również jestem za pomysłem analizowania książek wydanych, bo bzdurne opka można jeszcze dzieciom darować, ale to przekracza już pewne granice. Btw, szukając czegoś na temat tej książki w internecie, natrafiłam na lawinę pozytywnych recenzji i katalog prestiżowych nagród literackich, jakie toto podobno dostało w Ameryce. Mam wrażenie, że coś niedobrego dzieje się dziś z literaturą.

Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w tropieniu absurdów w literatóże pjęknej lub dziwnej :).

Frolla pisze...

@Tarja
Popieram twój pomysł z analizą Eragona. Tylko niech analizatorki nie rozkręcają się za bardzo - tego są 4 opasłe tomiszcza...

Pigmejka pisze...

Cieszymy się, że analiza przygód Percy Parker przypadła Wam do gustu. Teraz jednak od nich odpoczniemy - choć może jeszcze kiedyś wrócimy, jeśli będziecie tego chcieli. ;)

Analizy innych książek jak najbardziej bierzemy pod uwagę - postaramy się zdobyć podsunięte przez Was tytuły (dzięki za nie!) i być może coś z nich wybierzemy. :)

@Lothwena - hm, google i encyklopedia mówi, że jednak "kwakrzy" a nie "kwakierzy".

@Amira - ten blog to prowokacja. ;)

@Tarja - Vivaldi jest naszym pomocnikiem i członkiem gościnnym analizatorni. ;)

Amira pisze...

Wiem, że prowokacja, ale śmiechu nigdy za wiele, nie sądzicie? =)

Martunia Tunia pisze...

Ej ja naprawdę boję się zdjęcia tej autorki. Jest przerażające! Jakby mi taka nawet w dzień wyskoczyła to zawał gwarantowany...

korano pisze...

Juvia uciekaj !!


Hasło:094 withisis numer.kontaktowy do W.I.T.C.H?