piątek, 13 lipca 2012

Pretensjonalna i bełkotliwa opowieść o Percy Parker



"Ją nawiedzają głosy umarłych. Jego wybrała starożytna bogini, by chronił świat przed wysłannikami ciemności. Razem muszą zatrzasnąć wrota piekielnej otchłani, połączeni miłością i przeznaczeniem w wiktoriańskim Londynie pełnym ludzi, duchów i demonów… Persefona Parker jest inna. Ma śnieżnobiałe włosy i niesamowity dar… W mrocznym sercu Londynu wznosi się gmach Akademii Ateńskiej. Przekraczając jej próg, dziewiętnastoletnia Persefona lęka się, co ją tam czeka. Nie słyszała o tajemniczym profesorze Alexiem Rychmanie, o gęstniejących ciemnościach i budzących grozę nadprzyrodzonych siłach, przeciwko którym wybrańcy tacy jak Alexi trzymają straż. Ma nadzieję, że sklepione kamienne wejście do Akademii to wrota do nowego życia, jakże innego od tego, jakie znała. I zaproszenie do romantycznego i niebezpiecznego tańca na granicy życia i śmierci…" 

Brzmi strasznie? No to uwierzcie - jest strasznie! Tym razem analizatorzy dorwali w swe sadystyczne łapki "Dziwną i piękną opowieść o Percy Parker" Leanny Renee Hieber - powieść, o której krążyły zastraszające historie. Z drugiej strony, skoro została wydana na papierze nie może być aż tak zła, prawda? Niestety, rzeczywistość jak zwykle okazała się wredną jędzą, zaś opisywana książka to nic innego jak opko na kwasie, z solidnym dodatkiem absurdu. Przygotujcie się na ludzi-surduty, spiski żydo-masonów, powiew Grecji w samym środku Londynu, święte tosty, kiboli Mroku, kobiety uganiające się za wielkimi ptakami i grupę bohaterów skwierczących w kole ognia. Kto tu wchodzi, niech nie liczy na taryfę ulgową...
Indżojcie!
Namiary na książkę podrzuciła nam Nin - dziękujemy!

Leanna Renee Hieber, Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker, tłum. Agnieszka Zajda, wyd. Amber 2009.


Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar i Vivaldi.


Prolog
Londyn, 1867
Londyńskie powietrze było szare.
Czas zmienić proszek do prania.
Albo umyć okulary.

Nikogo to nie dziwiło. Jednak pospolite oko nie umiało dostrzec szczególnej ociężałości umysłowej atmosfery ani niezwykłej wagi grafitowych chmur.
Widać problem otyłości dotyczy nie tylko ludzi.
Chmury niezwykłej wagi były brzemienne w skutki w postaci podniosłej ulewy.
Cóż, mnie ten opis brzmi jak przeciętna londyńska pogoda, nic dziwnego, że nikt nic nie zauważył.

Tego wyjątkowego dnia niebo było brzemienne potężnym wichrem,
Mocno wiało.
Jak się pozwalało dmuchać temu czy innemu, to tak to się skończy. A wiatr, jak to wiatr - przeleci i już go nie ma.

bowiem Strażnicy musieli znaleźć nowe wcielenia.
Totalnie mam przed oczami Watchmenów...
(Chcę to odwidzieć.)
Rozumiem, że Strażnicy rozmnażali się jak dmuchawce, dlatego do znalezienia nowych wcieleń potrzebowali wiatru?

Nadciągnęli do Londynu i ów obfity w duchy wicher zaczął krążyć po zaułkach miasta,
Wyobrażam sobie, że te duchy spełniają funkcję plemników... Freud miałby dużo do powiedzenia.
Zapłodnienie przez nos już w pierwszym akapicie. A na okładce nie było ostrzeżenia przed porno...
Chyba zacznę chodzić wszędzie w tej maseczce ochronnej, jak Japończycy.

bezlitosny, dociekliwy. Z ulicy w ulicę, rozpychając plebs i wytworne towarzystwo,
< bach, bach > I z łokcia mu w nery! I z baśki w brzuch! I z kopytka, z kopytka!
Ektoplazmatyczna sperma rozpycha ludzi na ulicach Londynu. To na pewno nie jest japoński pornos?
Bukkake - wersja hard.

torując sobie kuksańcami drogę wśród tłumu na targowiskach i pędząc co sił brudnymi uliczkami, duchy szukały swoich wybrańców. W oknie pańskiej posiadłości (TEJ?) nagle sama zapłonęła samotna świeca czekająca na swą kryształową łzę. Cichy okrzyk chłopca przywołał do bawialni matkę.
Wtargnęła do pokoju w trwodze, przekonana, że syn jej dokonuje samogwałtu.

Podobne dźwięki rozlegały się w innych częściach miasta. Oddech, gwałtownie wciągany z zaskoczenia,
Sniffowanie oddechu z przyczajki, nowa rozrywka dekadenckich studentów odbywających praktyki w prosektoriach.

przechodził w rozbawione chichoty, zanim wyciszyła je powaga.
Ten wicher mało, że zapładnia, to jeszcze chyba pozbawia zdrowych zmysłów. *zdecydowanym krokiem idzie do apteki po maskę*

Jeden po drugim wybrańcy zostali pojmani.
Szóstka. Piątka...
Gdzie jest Czwórka? Aha... Czwórka. Teraz Trójka.
Samo, bez opieki, każde z dzieci opuszczało dom i ruszało przed siebie.
I absolutnie nikogo to nie dziwiło?

Dwójka.
Szukając ostatniego elementu, największy z posesorów zawahał się, niepewny myśliwy. Chwila zastanowienia.
To dupa, a nie myśliwy, taki niedźwiedź by mu trzy razy rzyć zdążył odgryźć. A, ten myśliwy to od myślenia? Filozof znaczy się? A, to przepraszam.
"Posesor" - dawn. posiadacz, dzierżawca; etym. - łac. possessor "posiadacz" (majątku ziemskiego). Czyli była to inwazja duchów właścicieli nieruchomości, nic dziwnego, że działali z rozwagą. W sumie człowiek to dla takiego ducha jak domek jednorodzinny.
Nie no, jak jeden duch na jednego ludzia, to raczej kawalerka. Ewentualnie M-2, jeśli ludź jest wielkości zawodnika sumo.

I wreszcie... najbystrzejszy, najśmielszy, najbardziej obiecujący polów dnia. Jedynka. Gotowe!
Mary Sue wyhaczona!

Westchnienie ulgi. Ohydna londyńska mgla zaczęła powoli rzednąć.
Aha, czyli mgła w Londynie oznacza, że w powietrzu fruwają jakieś duchowe plemniki? Fuj.

Tylko szybujący w górze ptak dostrzegł tych sześcioro przyciąganych ku centrum Londynu.
Czyli w jednej chwili Londyn opustoszał? Wybrańcy zamienili się w duchy?
Tylko jeden ptak nad Londynem? A, nie, to tylko ktoś tu próbuje budować klimat.

Kluczyli w labiryncie turkoczących powozów, przekraczali ostrożnie kałuże. Nowymi oczami rozglądali się po pełnych wrzawy (po zmroku?) kupieckich ulicach i statecznych alejach i dostojnych zaułkach widzieli osobliwe rzeczy. Wszędzie były duchy. Przepływając przez ściany (pływały żabką w ektoplazmie) i okna, fruwały w powietrzu, przechadzały się obok niczego nieświadomych par!
To dobra pora, by zadzwonić po braci Winchester.

Po kolei każda z przejrzystych postaci zwracała się do dzieci, które patrzyły zdziwione i przestraszone, kiedy zjawy w powiewnych łachmanach z różnych epok (surdut był barokowy, pantofelki renesansowe, a koszulina z epoki neolitu a wszystko, nawet płytowe zbroje, powiewało jak cholera)  kłaniały się im z szacunkiem, jakby mijały członków rodziny królewskiej.
Też bym był zdziwiony, jakby ludzie w łachmanach mi się kłaniali. Kazałoby mi się to zastanowić, jak wyglądam i czy rzeczywiście miesięczna absencja od wody i mydła była dobrym pomysłem.

Prowadzona z różnych krańców miasta, według jakiegoś tajemnego wzoru, grupka wybrańców spotkała się na Moście Westminsterskim. (...) Na młode twarze zakradł się wyraz podniecenia, tłumionego tylko przez zakłopotanie, gdy mierzyli wzrokiem nowych towarzyszy, oceniając ich stroje - od wykwintnej odzieży po skromne sukienki - i pozycję społeczną, najwyraźniej tak różną jak wygląd.
Och, jak fajnie, może jeszcze będą się traktować stosownie do zajmowanej pozycji społecznej?
No wiesz, szefem całej tej zbieraniny nie może być przecież jakiś syn praczki czy prostytutki.
Chyba żartujecie. To oczywiste, że natychmiast zapanują między nimi wolność, równość i braterstwo.

Chuda, wysoka dziewczynka z brązowymi, gładko upiętymi włosami rozglądała się, jakby czegoś szukała. Mięła w palcach fałdy płóciennej sukienki i kołysała się na obcasach bucików zapiętych na guziki.
Co było jasnym sygnałem dotyczącym jej pozycji z klasy mieszczańskiej - plebs używał zamków błyskawicznych, a lordowskie moście używały sznurowadeł.

To właśnie jej nieśmiały głos przerwał w końcu milczenie:
- Witajcie, mam na imię Rebecca. Gdzie jest nasz przywódca?
Mocno zbudowany, rumiany chłopak w kaszkiecie i kamizelce, z podwiniętymi do łokci rękawami koszuli wskazał na wylot ulicy.
Ok, serio - wcześniej było o dzieciach, a teraz mamy młodziaka jakby wyjętego z proletariackich agitek. Ki diabeł?

- Witaj, Rebecco. Mam na imię Michael. To on?
Wiem, że to z pewnością będzie najmniejszy problem w tej książce, ale poważnie: czemu przywódcą zawsze musi być facet?
To były XIX-wieczne duchy - nic dziwnego, że wybrały chłopa.

Do czekającej na moście gromadki zbliżał się wysoki, dobrze ubrany młodzieniec o charakterystycznej urodzie. Ciemna czupryna prowadziła układy z wiatrem dotyczące przyspieszonej inwazji włosów na terytorium pleców a nawet niżej, dmącym mu prosto w twarz o ostrych rysach i kantach. Oczy, pozbawione wieku, nawet jeszcze ciemniejsze od włosów, płonęły.
Przebór, to Żółtooki demon z “Supernatural”:
 
Chciałabym. I te oczy płonęły na ciemno, dobrze rozumiem?
 Zeeneeek, tęczówka ci się fajczyyy!

Czarny surdut sprawiał wrażenie, że to już nie dzieciak, a mężczyzna.
Znaczy był napchany watą i go poszerzał do rozmiarów Pudziana?
Ten mężczyzna był surdutem, czy surdut był mężczyzną?

Nowo przybyły podszedł bliżej. Ukłonił się, pewny siebie. Jego obecność zniewalała... i budziła jakieś złe przeczucia. Dźwięcznym, aksamitnym głosem, głębokim jak wody Tamizy, powiedział:
Biorąc pod uwagę to, jak głęboka jest Tamiza w centrum Londynu, to jego głos musiał brzmieć jak polski lektor w latach dziewięćdziesiątych na Polsacie.

- Witajcie. Jestem Alexi Rychman.
Dla znajomych Rysio.
Alexi, really? Mniej klimatyczny byłby chyba tylko Bob.

To chyba najdziwniejszy dzień w moim życiu. - Zerknął na stojącą obok chudą szatynkę, która natychmiast się zaczerwieniła. (...)
- Elijah - oznajmił szczupły blondynek o ostrych rysach i niesamowicie błękitnych oczach. Miał na sobie atłasowe ubranie w prążki, które wyglądało zbyt zawadiacko, jeśli nie wręcz dandysowato na tak młodym chłopcu. Elijah był najwyraźniej najbogatszy z nich wszystkich.
Oraz, sądząc po imieniu, był Żydem. Tak samo jak Rebecca. To nie jest książka o magicznym syjonistycznym spisku rządzącym światem, prawda?
Wyczuwam drżenie mocy. Czyżby masoni?

- Josephine - z miękkim francuskim akcentem przedstawiła się śliczna śniada brunetka, ubrana według najnowszej mody. Twarz dziewczynki otaczały dwa pasma białych włosów.
Brunetka, dwa pasma białych włosów... Rogue, co ty do cholery robisz w tej książce?

- Michael - wtrącił rumiany chłopak o olśniewającym, zaraźliwym uśmiechu.
- Lucretia Marie 0'Shannon Connor
Jak to mówią - Niemiec z jednym imieniem to mało ważny Niemiec. Najwidoczniej ta zasada odnosi się również do bohaterów powieści, przybierając jeszcze bardziej absurdalne formy.

- rozległ się nieśmiały głos z irlandzką wymową. Jego posiadaczka wlepiała wzrok w kamienie bruku.
Wciąż zastanawiała się, czy podpisywanie notarialnego aktu posiadania głosu z irlandzkim akcentem było koniecznym posunięciem. W końcu wszyscy inni głosy po prostu mają i im to wystarcza.

Ciemnoblond włosy opadały na przestraszoną buzię. Prosta perkalowa sukienka świadczyła o niezamożnym domu. (...)
A zakurzone buty dawały jasne świadectwo o niechlujności bohaterki.

W oczach Alexiego pojawił się błysk gniewu.
- Przez całe życie uważałem, że zostanę uczonym. A wygląda na to, że jakieś siły wyższe mają inne plany. Nie sądzę, żeby ktoś z was wiedział, co powinniśmy zrobić?
“When in doubt... C4!”
Czy tylko mnie wydaje się bez sensu to, że duchowi zapładniacze sprowadzili te dzieciaki do jakiegoś randomowego miejsca i zostawili same, zamiast od razu zaprowadzić do punktu docelowego?
Nie tylko tobie, nie martw się. Cóż, widać znów nie łapiemy głębi narracji.
… czego narracji?

[Okazuje się, że dzieciaki nagle zaczęły widzieć duchy, ale ich nie słyszą. Dodatkowo Alexi miał wizję kaplicy, w której - jak sądzi - mogą się czegoś dowiedzieć. W to miejsce ma zaprowadzić ich kruk przewodnik.]
Kołujący nad nimi czarny ptak wyraźnie czekał. Nowi Strażnicy spojrzeli w górę i skinęli głowami, po czym ruszyli przez pełne gwaru i krzątaniny (znów - po zmroku, w XIX wieku, serio?) serce miasta. (...) Kruk wylądował przed dostojną budowlą z czerwonego piaskowca, z napisem: „Akademia Ateńska".
No bo przecież gdzie może mieścić się Akademia Ateńska, jak nie w Londynie.

Ukazała się im znienacka, wciśnięta zaskakująco pomiędzy o wiele mniej ciekawe domy.
Miały tylko trzy wymiary, nie były faliste, nie nazywały się dziwnie i w ogóle nie sprawiały wrażenia, że nie pasują do tego miasta? No to faktycznie, nuda, nic ciekawego.

(...) Przepuściwszy pozostałych, Alexi jeszcze zwlekał z wejściem. Przypatrywał się bacznie temu, co wyglądało na zwyczajną szkołę, z klasami i rozległymi holami, w nadziei że znajdzie dalsze wskazówki.
Widział te klasy i hole przez ściany, dobrze rozumiem?
Zakładam, że jakoś, w (słynnym już) międzyczasie musieli wejść do środka, ale w narracji to jakoś umyka...
Może to są te słynne szklane domy Żeromskiego?
Szklany dom z czerwonego piaskowca? Cóż, nie byłaby to pierwsza dziwna rzecz w tym tekście.
Mogli po prostu go wypolerować na błysk.

Kiedy wreszcie stanął w drzwiach kaplicy, świece na ołtarzu buchnęły jasnym płomieniem.
I uniósł się z nich biały dym. Alexi dopiero po jakimś czasie dowiedział się, że mimowolnie wybrał nowego papieża.

Dziewczynki gwałtownie wciągnęły oddech.
I znowu sniffowanie... bo wciąganie powietrza jest zbyt mainstreamowe?

Uniósł dłoń i świece zgasły. Zmarszczył brwi. Uważał się za zwolennika naukowych metod i dowodów. Takie zjawisko przeczyło jego wiedzy o realnym świecie.
Zjawisko wzięło i podarło jego dyplomy ukończenia szkół, podeptało podręczniki i zaskrzeczało, że to wszystko wuja warte.

(...) Nagle w powietrzu zrobiła się dziura. Czarny punkt rósł, aż przybrał kształt czarnej dziury na dupie rzeczywistości prostokąta. Tajemnicze wejście rozwarło się z szelestem rozdzieranego papieru. Bez wątpienia prowadziło do miejsca dziwniejszego niż cokolwiek, co w życiu widzieli.
Dziura wyrosła pośrodku niczego nie prowadzi na babciny obiadek, ale w nieznane, tajemnicze miejsce, o którym nikomu się nie śniło?



Dzieci zbliżyły się w milczeniu.
- To musi być święta przestrzeń tylko dla nas - cicho zasugerował Michael.  
Dla innych jest to składzik na miotły.

(...) Znaleźli się w okrągłej sali otoczonej korynckimi kolumnami. Tonęła w półmroku, jakby była miejscem na granicy czasu, snem.
Mój pokój też czasem tonie w półmroku. Niestety, dźwięk budzika uświadamia mi, że jest to miejsce dość dobrze zakorzenione w czasie, a potknięcie się o kable od laptopa wyklucza sen - po prostu zasłony mam zasunięte.

Witraż nad ich głowami przedstawiał już nie gołębicę, ale jakiegoś innego ptaka, wielkiego i płomiennego. Na kamieniu pod witrażem wyryte było pióro z jakąś inskrypcją. Alexi głośno odczytał:
- „W ciemnościach wrota. W połączonych duszach krąg ognia.
I Fell Into A Burning Ring Of Fire
I Went Down, Down, Down
And The Flames Went Higher

And It Burns, Burns, Burns
The Ring Of Fire
The Ring Of Fire *nuci*

Nieśmiertelna siła w śmiertelnych sercach. Sześcioro, by uciszyć zmarłych, którzy nie znaleźli spokoju. Sześcioro, by osłonić żywych, którzy nie znajdują spokoju".
I kolejnych sześcioro, którzy znajdą brakujące synonimy.
I jeszcze jeden, by popracować nad rymami.

W tej samej chwili zapłonął krąg błękitnego ognia. Wszyscy gwałtownie wciągnęli oddech.
Znowu. A nie lepiej "wciągnąć powietrze", "zaczerpnąć tchu"?
Zaczynam podejrzewać, że to jest jakaś używka, albo te nawiedzające ich duchy chodzą na cytoplazmatycznym głodzie.
Stawiam na używkę. Prawie jak jedzenie kanapki. Tyle że bez kanapki.

Tylko Alexi z zaciekawieniem przyglądał się niebieskiej pożodze burrrrn baby, burrrrn! i rozważał, jakim cudem coś podobnego w ogóle jest możliwe: na wysokości kilku cali od posadzki płomienie otaczały ich idealnym kołem.
Ciekawe, co ich zwali z nóg wcześniej: płomienie smalące im zadki, czy zapach skwierczącego mięsa, gdy ten ogień w kole zacznie ich przysmażać?

[Alexi widzi, że z jego palców też tryska niebieskie, płomienne tajemnicze chujstwo.]

Znowu rozległ się szelest rozdzieranego papieru, tym razem o wiele głośniejszy. W progu nowych wrót stanęła niemożliwa do opisania postać.
Ale oczywiście opiszemy ją, prawda?
Lovecraft, ktoś się chyba twoimi potworkami bawi!

Alexi zapomniał o błękitnych płomieniach i niepojętym fakcie, że to on jest ich źródłem. Zapomniał o swoich burzliwych logicznych rozmyślaniach. Mógł tylko patrzeć, oszołomiony. Jego umysł, ciało i serce eksplodowały nieznanymi uczuciami.
Jeśli jego ciało i serce eksplodowały, to niemożliwa do opisania postać jest w tej chwili jego najmniejszym problemem.

Kobieta była wysoka, gibka, jaśniała blaskiem mocy i miłości.
Obawiam się, że wizualizuję to sobie jako tęczę tryskającą z serduszka na jej brzuchu.
Princess Celestia?
 
Albo troskliwy miś:
 

Rysy miała doskonałe niczym posąg,
TAKIE? To rzeczywiście doskonałe.

a włosy złociste. Nie, to był połyskliwy brąz. Nie, głęboka czerwień...
Nie, to był... damn, farbowała się naprawdę szybko.
Nie, to była... kurde, Rainbow Dash, ty też tutaj?

Przechodziła z jednej barwy w drugą, oszałamiając nieziemską urodą, jakby promieniowała wszystkimi kolorami naraz.
Znaczy, cala zmieniała kolory i raz była Murzynką, a raz była zielona, czy po prostu skrzyła się jak teściowa na cygańskim weselu?
To była genderowa wersja Hulka, stąd to promieniowanie.

Powłóczyste warstwy zwiewnej tkaniny spowijały idealne ciało, mieniły się różnymi odcieniami.
Zaraz mi oczy wypłyną od samego wyobrażania sobie tej ferii barw.
Prawie jak billboardy w Tokio nocą.

Oczy nieznajomej, kryształowe światła, lśniły i przyciągały. Nie mogła być nikim innym, tylko istotą boską.
Mam nawet pewną teorię, którą istotą...


Przemówiła. W jej głosie rozbrzmiewało echo wszystkich żywiołów, gwiezdna orkiestra.
Byle nie dęta.
Dam - dam - dam - dam da dam - dam da dam < nuci Marsz Imperialny >
*wyobraża sobie Jowisza przygrywającego na skrzypeczkach*

- Moi najmilsi.
I już widać, że to podpucha. Serio, najmilsi? Kto tak mówi? Znaczy, poza św. Jakubem Apostołem.
Baba Jaga do Jasia i Małgosi.
Severus Snape do Hermiony i szklanki z sokiem pomarańczowym.

Nie mam wiele czasu, ale muszę pasować was na Strażników.
Spieszy mi się, za 10 minut mam umówione objawienie na przypalonym toście w Teksasie.

Czynię to od pradawnych czasów, odkąd wasz krąg rozpoczął Wielkie Dzieło.
Czy to chodzi o to słynne Wielkie Dzieło Czasu, o którym mówi się od lat, a nikt go jeszcze nie widział?

Nie będziecie pamiętać tych, którzy przyszli przed wami. I niczego, co was poprzedzało.
Ani w ogóle o co chodzi. Bo czemu ma być wam łatwiej, prawda.
Prekursorzy fenomenologii? A fuj!

Ale przeszłość was wywyższa.
A to znaczy tyle, że...?
Dostaną buty na obcasie.

Jesteście bohaterami swojej epoki. Zostaliście wybrani, bo wasze śmiertelne serca są odważne i silne.
Takie serca można znaleźć - rzecz oczywista - tylko w Londynie. Nigdzie indziej nie ma co nawet szukać porządnych wybrańców.
Bo wszędzie dookoła nic, tylko dzicz pełna barbarzyńców, co to prawą stroną jezdni się poruszają.

Nie było dotąd bardziej przełomowych czasów niż to stulecie, tu, w tym mieście.
O'rly? Bo mnie jednak przychodzi do głowy cała masa bardziej przełomowych czasów i miejsc - na przykład niecałe 100 lat wcześniej rozpoczęła się rewolucja francuska, żeby nie wspomnieć o takich zdarzeniach jak upadek Cesarstwa Rzymskiego czy reformacja. Poza tym to stulecie już ma się ku końcowi, pragnę zauważyć.
Na miarę samego Londynu może i jest przełomowe - w końcu właśnie urodziła im się Mary Sue. Pewnie teraz zaczną tu zjeżdżać pastuszkowie i królowie z daniną.

Wasz świat wypełniają nowe idee, nowa nauka, nowe spojrzenie na Boga i ludzkość...
Faktycznie, w tym roku po praz pierwszy wydano pierwsze dzieło Karola Marksa "Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom pierwszy".
Nietzsche jeszcze młody, to i Bóg w formie. Ale spokojnie, już niedługo...

a co najważniejsze, na duchy. Nigdy tyle o nich nie mówiono. Wy jesteście tymi, którzy muszą stawić im czoło.
I nie macie w tej sprawie wiele do gadania.

Zwróciła spojrzenie na Alexiego, a on wstrzymał oddech. W jej oczach jak klejnoty błysnęły łzy. Zamieniły się najpierw w rubiny, potem w szmaragdy, potem w szafiry, a potem w brylanty, a potem w baryłki ropy naftowej, a potem w akt własności wyspy na Karaibach, a potem w trzy kilo chałwy, a potem (...), aż spłynęły po idealnie pięknych policzkach i zanim zniknęły, zadzwoniły o kamienną posadzkę. (...)
To już jest całkiem nowy level blogaskowatości - łzy nawet nie kryształowe, ale rubinowo-szmaragdowo-szafirowe, w dodatku dzwoniące! Czekam na tęczę z tyłka.
Uważaj, bo wykraczesz.
No wiecie? Ruchoma mennica z nieskończonym zapasem luźnej gotówki, a wy narzekacie?

- Alexi, jesteś przywódcą. W tobie żyje to, co pozostało z mojej prawdziwej miłości, uskrzydlona potęga i światło: -pierwszy Feniks pradawnych czasów. Zamordowany przez zawistny Mrok, spalony żywcem.
Czy feniks spalania żywcem nie ma przypadkiem w pakiecie?
Tego najwyraźniej spalili dwa razy, a płomień miał jeden ognik bardziej. Mnie bardziej fascynuje to, że koleś ma gdzieś w środku ptaka.
Oj tam, baba stawia sprawę jasno: poleciała na dużego ptaka, co uskrzydla lepiej niż puszka Red Bulla.

Jego wielka moc została strzaskana, ale nie unicestwiona. Ogień, buchający ci z rąk, jest twoją bronią. Przed wiekami użyto go przeciw tobie, ale teraz panujesz nad tym żywiołem. Zostałeś z niego odrodzony. Moja miłość nadal w tobie żyje, szlachetny Alexi. Stoczysz bój z Mrokiem, niosąc wieczny płomień naszej zemsty. -
Sprawię, że będziesz się mścił za coś, czego nie pozwolę ci pamiętać i mam gdzieś, że możesz mieć inne plany na życie, no i kocham cię jak diabli, ale nawet ci się nie przedstawię. No i każę ci ocalić świat i wgl. Ale bez nacisków, wiesz.

To Brytol, odwali to raz dwa i zdąży na popołudniową herbatkę. Like a sir.

Odwróciła się ku pozostałym i płuca Alexiego odzyskały zdolność oddychania.
Czyli co, szybki numerek z podduszaniem? Hooo... kinky!

- Moc, która w was zamieszkała, pochodzi od wielkich istot dawnych dni: muz, sił Piękna. Odważyły się pójść za pokonanym Feniksem, jego wierne czcicielki, by powstrzymać chaotyczny Mrok przed wtargnięciem do tego świata.
Znaczy, nie chce mi się nawet prostować tego straszliwego naciągnięcia greckich mitów (muzy jako wojowniczki Światłości, taajasne) - wyrażę tylko zdziwienie, co się stało z pozostałymi czterema muzami, skoro było ich dziewięć, a w dzieciakach zamieszkało tylko pięć. Wszystkie wlazły do tej tytułowej Percy, czy w niej siedzi sam Apollo?
Nie udało się powstrzymać chaotycznego Mroku. Czas jego panowania nazywamy postmodernizmem. A ta powieść to jedno z jego dzieci. To niekochane.
To niedorobione.

Wy jesteście nową Strażą. I to zadanie należy do was.
- Strażą? - powtórzyła niepewnie Rebecca.
- Tak, to właśnie będziecie robić: strzec żywych przed umarłymi błąkającymi się po ziemi, których teraz widzicie, a nie możecie usłyszeć. Macie pilnować równowagi pomiędzy tą i tamtą stroną.
Jak? Będą wydawać wizy na wjazd do świata żywych i deportować nielegalnych imigrantów zza grobu?
Dostaną odkurzacze do wsysania duszków.
Wciąż twierdzę, że powinni zadzwonić po Winchesterów.

Na tym polega Wielkie Dzieło. Nieokiełznany Mrok zechce zawładnąć waszym miastem i jego okolicami.
Bowiem tylko Londyn (i okolice) może być prawdziwym celem dla Nieokiełznanego Mroku. Niech zgadnę: lada chwila z podziemi Opactwa Westminsterskiego wychynie sam Diablo z dwójką rodzeństwa?
Nie, Major ze swoimi zeppelinami.

I zawładnie, jeśli nie pokonacie jego emisariuszy.
Posłańcy Nieokiełznanego Mroku będą chodzić od domu do domu, uprzejmie proponując oddanie dusz w piekielną niewolę.
Pomyśl co się stanie, jak wejdą w paradę świadkom Jehowy...

Wytrwajcie, walka będzie straszliwa. Mrok spróbuje zerwać pieczęcie na granicy światów.
To nie Mrok zrywa te pieczęcie, to Lilith z Lucyferem.

Jednak byście mogli stawić temu czoło, musi wypełnić się przepowiednia.
No bo czymże by była walka z Mrokiem bez przepowiedni?
Ta, Św. Jan zapodał całkiem niezłą, z rozmachem, wybuchami i masą trupów. Nadaje się?

Dołączy do was ktoś siódmy. Przyjdzie równa wam towarzyszka i obudzi nowy świt.
Nowy, czerwony świt, towarzysze! Świt rewolucji!

- Musicie wiedzieć, że nadejście siódmej oznacza wojnę. Żadne z dzieci nie zdołało powstrzymać dreszczu grozy, mimo że nie do końca pojmowały znaczenie tych słów.
Nie ma to jak wysłać do ratowania świata grupę dzieciaków, które nawet nie wiedzą, ocb. Suuuuper.
Japończycy robią to od lat...
Przecie wiedzą, ocb. Mają pokonać Mrok. Po co Ci jakieś dodatkowe szczegóły?

- Alexi, najdroższy, mam nadzieję, że ją rozpoznasz, kiedy się pojawi. I że ona rozpozna ciebie. Czekaj na nią, ale strzeż się. Ona nie przyniesie rozwiązania, nadejdzie zagubiona, wystraszona.
Spokojnie, Alexi jak przystało na Prawdziwego Bohatera otoczy ją troskliwą i czułą khem, khem... opieką.

Mimo mojej opieki znajdzie się w niebezpieczeństwie, będzie szukać schronienia. Grożą wam pułapki, zdrada, zwodzenie na manowce. Bądźcie ostrożni, moi drodzy. Serca śmiertelników są omylne. Szukajcie siódmej z rozwagą, bo jeśli błędnie wybierzecie, nadejdzie koniec waszego świata.
Bo nie możemy po prostu się jej objawić ani wysłać po nią magicznego kruka z GPSem, żeby trafiła we właściwe miejsce. No po co. To by było za proste!
Noweś, nie byłoby opka! To znaczy książki.
Nie ma to jak odpowiednie zmotywowanie drużyny już na starcie. A dostaną chociaż pożywne sucharki na drogę?

- A znaki... na pewno będą jakieś znaki?! - Chłopiec, który przedstawił się jako Michael, nie potrafił powstrzymać rozpaczliwych pytań. - I kiedy ona nadejdzie? Skąd mamy wiedzieć, jak i z czym walczyć?
Dobre pytanie, młody padawanie. Sensowne i konkretne. Zobaczmy, jaką otrzymamy odpowiedź...
Pytania zadawaj, dobre to i logiczne, acz odpowiedzi się nie spodziewaj, bo droga na szczyt kamieniami usłana być musi i dużo cierni z tyłka wyjmować trzeba.

- Do bitwy z knowaniami Mroku powiedzie was wewnętrzny instynkt.
Tak! Standardowy Mętny Bełkot Przeznaczenia. Serio, duchowi opiekunowie chyba naprawdę mają alergię na rzeczowe odpowiedzi.
Wyobrażam sobie watahę młodziaków, latających po ulicach Londynu i obwąchujących przechodniów w poszukiwaniu sługusów Mroku.
Byleby tyłków im nie zaczęli obwąchiwać.

Ale nie zawsze będziecie walczyć. Jesteście nadal sobą. Wasze życie i myśli nie ulegną zmianie, chociaż wzbogacą się dzięki duchom, które w was zamieszkały.
Czytaj: nie zapominajcie, że jesteśmy w paranormal romance. Jesteście skazani na miłosne rozterki.
Będziecie mogli organizować własne seanse spirytystyczne dla zblazowanych dekadentów i zarobicie kupę kasy.
Opętanie wersja beta.

Teraz wszyscy posiadacie jakąś szczególną moc.
Spojrzała na Josephine i nazwała ją Artystką. Potem zwróciła się do Jane-Uzdrowicielki i do Rebecki-Intuicji. Mi-chaelowi nadała miano Serca, Elijahowi - Pamięci. Na koniec zaś Alexiemu - miano Mocy.
Szczególnie efektywnie zapowiada się walka z Nieokiełznanym Mrokiem przy pomocy sztuki i intuicji. Będą niszczyć złe duchy siłą impresjonizmu?
Coś w ten deseń - true story. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Mrok dostanie do analizy jakieś znaczące dzieło nowej fali albo neomodernizmu filmowego. Na początek proponuję combo “Szatańskie Tango” plus “Zeszłego lata w Marienbadzie”.

- A znaki, wieszczące jej nadejście...? (...) Ujrzycie te wrota -wspólnie, wszyscy, na pewno, gdy nadejdzie pora. Nie wiem, kiedy to będzie. Jestem potężna, jednak tylko wielki Kosmos jest wszechmocny.
Ale mało rozmowny.
I jakiś taki zimny. I otyły, bo się w drzwiach nie mieści.

Tam, gdzie przebywam, za nieznanymi mapom wodami, czas płynie inaczej.
Więc jest szansa, że nie zdążę wam pomóc jakby co, bo spóźnię się o jakieś 300 lat. Ale spoko, wewnętrzny instynkt was poprowadzi.
Pamiętajcie: idźcie za białym królikiem i nie wskakujcie w podejrzane dziury.
A jakby co, podetknijcie Złu obraz Moneta albo Renoira.

Nie martwcie się, siódma zostanie postawiona na waszej drodze. Ale gdy już się pojawi, nie będziecie mieli wiele czasu. Rozpęta się straszliwa nawałnica.
Bo nie możemy wam teraz przedstawić Mary Sue. Nie i ch... i już.


- Bądźcie ostrożni, zwłaszcza ty, mój najdroższy. Słuchajcie waszych instynktów i się nie rozstawajcie. Nadciąga wojna. (...) Kiedy to się stanie, siódma będzie z wami albo umrze na próżno.
A ten spoiler to żeby nikt nie miał wątpliwości, że główna bohaterka będzie miała o co angstować.
No i od początku można się domyśleć, gdzie znajdzie się powód do wewnętrznego konfliktu, zdrady, pułapek, sążnistych refleksji na temat wolnej woli i przeznaczenia... w końcu człowiek lubi to, co zna. Inżynier Mamoń wiecznie żywy.

- Umrze?! - krzyknął Alexi. Wyglądało, że to nie koniec zapowiadanych okropności.
Kobieta znowu się uśmiechnęła, mądrze, smutno.
- Trzeba umrzeć, żeby odzyskać życie. - Posłała Alexiemu pocałunek i już jej nie było.
Znaczy, należy zostać zombie, tak?
Tyle się nagadała, nie powiedziawszy nic konkretnego! I nawet się nie przedstawiła.
Żeby łatwiej mu było wymienić jedną trv lov na inną.


[Alexi wraca do domu i zastaje chaos oraz ranną siostrę]

- Alexandra! - krzyknął Alexi, rzucając się do nich. Bał się dotknąć siostry, żeby nie zrobić jej większej krzywdy. Dziewczyna cicho jęczała, spoglądając przerażonym wzrokiem to na babcię, to na niego. Była sparaliżowana od pasa w dół.
Co bohater stwierdził niezbicie z wyżyn swego medycznego autorytetu.
Zapewne między górną i dolną częścią ziała solidna wyrwa, z której wylewała się zawartość ludzia. W takim wypadku faktycznie człowiek może nie czuć nóg.

- Co się stało?
- Coś strasznego - wydyszała chrapliwie stara pani Rychman z ciężkim rosyjskim akcentem. - Jakaś siła... Och, nie potrafię tego opisać. Przewaliło się tędy Zło.
Dla pewności przy okazji nasprejowało na ścianach wojownicze hasła w rodzaju “MROK Rlz!” albo “Dobro dziwko, wojna blisko.”
ZUO przeszło, siejąc zniszczenie i zawieszając ciężarki na akcentach.

- Nagle jej oczy rozbłysły. Zawsze wykazywała budzącą lęk wiedzę. - Jesteś jakiś inny - powiedziała i dalej mówiła już po rosyjsku: - Ognisty ptak... w tym rzecz. Nadchodzą ciemności, mój chłopcze. A ty musisz je rozświetlić swoim ogniem. - Wciągnęła z drże-niem powietrze i osunęła się na ścianę. Nigdy więcej już nie odetchnęła.
Nie ma to jak zacząć akcję zbawiania ludzkości od wyprawienia części własnej rodziny na tamten świat. Ale cóż, teraz przynajmniej będzie się za co mścić. Bo bohater powinien się mścić. Zawsze.

56 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Winchesterowie to musieliby chyba okraść hurtownie soli by pozbyć się tych wszystkich duchów z Londynu :D i odbyć kilkadziesiąt egzorcyzmów na tych od 'Mroku' ^^

Analiza jak zwykle świetna - a książka (właściwie, to kto odważył się to nazwać książka?o0) straszna.

Anonimowy pisze...

O Mamusiu to jakiś mhroczny Harlequin albo inny dziki zwierz^^
A analiza jak zwykle zabójcza ;)

"Czarny punkt rósł, aż przybrał kształt czarnej dziury na dupie rzeczywistości"
:D:D:D:D

Ryokosha

Anonimowy pisze...

Genialna analiza! Będzie kolejna część?

Chciałabym też podrzucić namiary na inną książkę, tj. opko. Czy znacie serię "Dom Nocy" autorstwa P. C. Cast i Kristin Cast? Pierwszy tom to "Naznaczona". TFfór ten jest przeborski- Zoey zostaje naznaczona na wampirkę (tak, dobrze czytacie- WAMPIRKĘ). Niepocieszona nastolatka ucieka z domu od świętobliwego "ojciacha" (autentyczne słowo z tego opka) i histerycznej matki. Nasza niezrozumiana Mary Sue w szkole wampirów spotyka TrÓ LoFfa, wredną blondi i paczkę przyjaciół. Po drodze jest także walka z ciemnością. ;)

Jasmine

Anonimowy pisze...

Boru, to było cudowne. Ze śmiechu zadławiłam się sokiem i przestraszyłam sąsiadów. To papierowe opko jest straszne. I pomyśleć, że kiedyś zastanawiałam się, czy tego nie przeczytać. Dobrze, że jednak tego nie zrobiłam, nawet w napadzie masochizmu byłoby tego za wiele. Mam nadzieję, że to nie ostatnia część analizy tego patetycznego bełkotu?

Lawina

Frolla pisze...

Borze, Borze... Witki mi opadły, gdy to przeczytałam. Analiza zacna jak zwykle (przynajmniej już Severusa w pomarańczach nie ma), ale treść książki mnie ómarła. Gdzieś mi ten tytuł wcześniej wpadł w oczy, ale może to i dobrze, że się w niego nie wgryzłam, bo rzygałabym dalej, niż patrzyła (i bynajmniej nie tęczą). I tylko rodzi się pytanie - jak ktoś mógł owo dzieUo wydać...

Anonimowy pisze...

"Mi-chaelowi nadała miano Serca[...]"
Zrobiła go w chuja, zupełnie jak Ma-tiego z Kapitana Planety. Co on niby będzie robił z mocą serca, przeszczepy wykonywał?

Jamie i jego C4. Mam wątpliwości, czy ta książka jest dobra, czy teraz mogę ją już wysadzić?

Analiza genialna, ale błagam, powiedzcie, że nie będzie drugiej części. Takiego stężenia bzdur nie czytałam od czasu zapoznania się z wyżej wspomnianą "Naznaczoną".

Hasło: stronto. Prawie jak pronto. Może stronto działa nie na kurz, a na duchy-imigranty?

M pisze...

- rozległ się nieśmiały głos z irlandzką wymową. Jego posiadaczka wlepiała wzrok w kamienie bruku.
Wciąż zastanawiała się, czy podpisywanie notarialnego aktu posiadania głosu z irlandzkim akcentem było koniecznym posunięciem. W końcu wszyscy inni głosy po prostu mają i im to wystarcza.
>> A NIE, BO:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Posiadanie
Jak podniesiesz zagubiony długopis, to go posiadasz, nawet jeśli nie jesteś właścicielem. Może ona też znalazła taki poniewierający się głos, to i wzięła...

To już jest całkiem nowy level blogaskowatości - łzy nawet nie kryształowe, ale rubinowo-szmaragdowo-szafirowe, w dodatku dzwoniące!
>> *pada, zbombardowana Wypasem*

- Coś strasznego - wydyszała chrapliwie stara pani Rychman z ciężkim rosyjskim akcentem. - Jakaś siła... Och, nie potrafię tego opisać. Przewaliło się tędy Zło.
>> Potknęło się, wywinęło koziołka i uciekło przez okno.

Nad blogaskami można ubolewać, ale to?! Borze Liściasty, ktoś to musiał uznać za dobre i warte wydania! To ani chybi światowy spisek, żeby zidiocić społeczeństwo.

Anonimowy pisze...

Wciąganie oddechu jest naprawdę fascynujące. Książka sama w sobie jest zła, ale widać tłumaczka postanowiła ją dobić, bo co zdanie, to jakoś dziwniej skonstruowane.

Proszę więcej.

Ag

N. pisze...

Jasmine ma rację. Ta książka naprawdę potrzebuje analizy oraz stosu pogrzebowego.
Dla podkreślenia Marysuizmu głównej bohaterki dodam, że rozmawia z nią bogini wampirów, zostaje obdarzona piętnastoma milionami zdolności (gdzie normalny wampir jak ma szczęście dostaje tylko jedną), no i oczywiście jest superultramegapiękna, ma rodowód rasowego pudla i tylko rozumem nie grzeszy. Dodatkowo: durne posunięcia tych zUych, rywalka MAry Sue, kreowana na głupią pindę, no i stereotypowy gej kumpel.

Tarja pisze...

Opko durnowate i naiwne, ale lepsze to niż Snape-pedofil.
Analiza oczywiście piękna, tęczowe łezki i Troskliwy Miś mnie ómarły. Tylko jednego się czepnę, wciąganie oddechu to raczej nie wina aŁtorki, a tłumaczenia. Chociaż... Nie wiem. Pozdro dla całej ekipy i Jeża jak Byka.

Shady Eyes pisze...

A bo to jednej książce przydała by się analiza? Jestem świeżo po lekturze "Pamiętników Wampirów" i zapewniam, że takiego debilizmu to w życiu nie czytałam... "Zmierzch" się chowa!

telewizjoner pisze...

Ha, czyli jednak nie mnie jednemu Moc Serca skojarzyła się z Ma-Tim z "Kapitana Planety" (jak również jego cudowną interpretacją w programie Nostalgia Critica) :D
Osobiście najbardziej mnie rozbroiło "opętanie wersja beta". Nie wiem, jak ta Ałtorka to zrobiła, ale zdołała napisać coś głupszego od pomarańczowego Snape'a i jeszcze to wydać. Aż sam nie jestem pewien czy angstować ją, czy podziwiać :P

kura z biura pisze...

Urwał nać i poleciał! I coś takiego zostało przetłumaczone i wydane na papierze? *tłucze łbem o stół*

Dzidka pisze...

Oh. My. Fucking. Goodness.
Nie wiem, czy kiedykolwiek dam temu radę, ale będę próbować.

kura z biura pisze...

To "gwałtowne wciąganie powietrza" to zapewne było "gasp", też mam zawsze problem, jak to draństwo przetłumaczyć.

Anonimowy pisze...

Niestety prawda jest taka, że opkowa książka ma duże szanse sprzedania się. Spójrzcie chociaż na "Zmierzch" kiedy to czytałam to bardzo mi się podobało i mnie wciągnęło, dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że to zwykły harlequin tylko, że z wampirem. Może w przypadku tej książki jest podobnie?
No ale ta cała "bogini" to rzeczywiście super konkretna. Dzieciaki na pewno wiedzą, co mają ze sobą zrobić.

tuptaczek

Anonimowy pisze...

z resztą popatrzcie na komentarze ludzi: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86584/dziwna-i-piekna-opowiesc-o-percy-parker

tuptaczek

Anonimowy pisze...

Ja również jestem za tym, by "Pamiętniki wampirów" i "Dom nocy" zostały zanalizowane.
Na pierwszej z tych książek (bestsellerów!) jest opis głównej boChaterki:
IMIĘ - piękna i seksowna, może mieć każdego chłopaka.

No czegoś takiego to nawet w opkach się nie widziało!

Anonimowy pisze...

Do książek wartych analizy dodam jeszcze "Wampiry z Morganville" (aż mi żal wampirów, czym sobie zasłużył←, by poniewierać się w tylu opkach?).

Analiza cudna. Bogini jako troskliwy miś o głosie jak orkiestra dęta przyprawiła mnie o atak śmiechu :-D
Czekam na dalszy ciąg.
Życzę miłego weekendu,
Lothwena

Asoka Kira pisze...

Witam Analizatorki! Chciałabym do was dołączyć, a tutaj macie coś o mnie:
Jestem Wredną Mistrzynią Ciętej Riposty. Lubię się pastwić nad innymi i dysponuję dużą ilością skojarzeń oraz czasu wolnego. Często jestem na kompie oraz świetnie sobie radzę na bloggerze.
Mam nadzieję, że rozpatrzycie moją propozycję!
Asoka Kirā

Tuśka pisze...

O nie wierzę. Takie stężenie aŁtorkizmów w formie papierowej? A łzy z wszelkiej maści kamieni szlachetnych i nie tylko to istny combos. Tak paskudne, że aż piękne.
Ach, no i dzięki za cudowne brony-aluzje :D.

Anonimowy pisze...

Skoro coś takiego razem z ''Domem Nocy'' i ''Pamiętnikami Wąpierzy'' zostało wydane na papierze, to teraz coraz bardziej zaczynam się bać o przyszłość książek. Wyobraźcie sobie: całkiem porządna autorka czy autor, świetne pomysły, niezły styl pisania, ALE takie książki się nie sprzedają. Lepiej wcisnąć największy opkowy chłam i patrzeć, jak się głupia dzieciarnia (napisała to 16-latka, czy to już hipokryzja?) cieszy z bezfabułowego bezsensu i Mary Sue, która ''Jest seksowna i może mieć każdego''.

Mimo to, analiza jak zwykle świetna. Trochę to ostudziło moje chęci wyjazdu do Londynu, bo na latającą ducho-spermę trafić nie chcę...

Pozdrawiam i życzę jak najwięcej kwikaśnych analiz,
Rei.

Karolina pisze...

UWAGA, sugestia! ;)
Na wstępie chcę zaznaczyć, że jestem wielką fanką waszych analiz i zawsze turlam się ze śmiechu czytając je.
Moja sugestia, a raczej pomysł jest taki, żebyście może raz na miesiąc (czy ileś) robiły tzw. kącik dobrego opka, gdzie zaprezentowałybyście fanfiki godne uwagi, których praktycznie wyśmiać się nie da, gdyż są... przyzwoite. O ile w ogóle takie istnieją :D

Pozdrawiam serdecznie,
K.

Anonimowy pisze...

EEE,Snape był lepszy!To jakiś bełkot jest.Ale 3 kg chałwy i opętanie wersja beta mnie urzekło.
Ja polecam „Ósemkę” (The Eight) Katherine Neville,też z Mary Sue.
A pisali już w ś .p. ”Fenixie”; Jedenaste ; grafomanów unikać....

Chomik

Anonimowy pisze...

Ale to opko ciężkie... Nie dało mi się dobrnąć do końca. Wzniosły język, Wybrańcy, Boska Istota... Łomatko, co za dziadostwo.
Za to wstawki o kucykach i Troskliwych Misiach niezłe. I ta mroczna sperma wisząca w powietrzu...

Bloody Fang

Babatunde Wolaka pisze...

"...duchy spełniają funkcję plemników", "ektoplazmatyczna sperma"... Czy tylko ja mam skojarzenie z Oglafem? Oj, niedobZI Wy...

"Zeeneeek, tęczówka ci się fajczyyy!"
Kwiiik.

"W tej samej chwili zapłonął krąg błękitnego ognia."
Ktoś włączył kuchenkę gazową.

"No wiecie? Ruchoma mennica z nieskończonym zapasem luźnej gotówki, a wy narzekacie?"
Ja tam bym wolał ruchomą wytwórnię chałwy.

"Tam, gdzie przebywam, za nieznanymi mapom wodami, czas płynie inaczej"
Przeczytałem "za nieznanymi małpom wodami" i jakoś specjalnie się nie zdziwiłem.

"wydyszała chrapliwie stara pani Rychman z ciężkim rosyjskim akcentem."
Jeżeli ktoś się nazywa Rychman i mówi z ciężkim rosyjskim akcentem (albo po rosyjsku), to musi być Żydem z Odessy, co potwierdza teorię syjonistycznego spisku. W związku z wątkiem rosyjskim - dodatkowe bęcki dla tłumaczki za odmianę imienia "Alexi"

Uwielbiam wstawki kucyponkowe. Za piernik nie rozumiem odniesień, ale i tak uwielbiam.

Hasło: heyberia. Hej, Ławrientiju Pawłowiczu, dobrych pisarzy toście wykończyli, a grafomani mają się dobrze.

Anonimowy pisze...

Ojejku jejku! Jak śmiecie wyszydzać autorkę, która robi taki genialny użytek ze swojej wyobraźni! I pewnie jesteście zazdrośni, bo sami tak nie umiecie pisać, o!
A na serio - co za koszmarny tFór! Toż to nawet jest za durne na blogaska, a ktoś to wydał! I przetłumaczył! I w Polsce wydał! To już większy sens ma niszczenie papiery na ulotki Tesco!
Ostatnia uwaga - czy nie przesadzacie z ilością obrazków wklejanych do analiz? Niedługo będzie ich więcej niż komentarzy.
pzdr, Grażka

Szprota pisze...

Więcej obrazków!

Anonimowy pisze...

"Teraz wszyscy posiadacie jakąś szczególną moc.
Spojrzała na Josephine i nazwała ją Artystką. Potem zwróciła się do Jane-Uzdrowicielki i do Rebecki-Intuicji. Mi-chaelowi nadała miano Serca, Elijahowi - Pamięci. Na koniec zaś Alexiemu - miano Mocy."

Alexi jako szczególną moc dostał... moc? o.O

ginny358 pisze...

Pewnie to ukryta Moc rażenia prądem niegodnych spojrzeć na to opko...

To jest zdecydowanie lepsze niż pomarańczowy Snape (który był obleśny i nawet w analizie ledwie dało się go przeczytać) i chcemy więcej.
Gin i PT

hasło: cynowit - że niby to opko jest jak taniec świętego Wita z cyny (jeszcze bardziej drewniany niż normalnie, a do tego taki "niepospolity", nie to co zwykły).

Anonimowy pisze...

Oj nie wiem, czy moc serca jest taka absurdalna i nieprzydatna. Wyobraźcie sobie, co taki pierścień (czy randomowy superpower) zdziałałby w klubach.

Załamuję się stanem współczesnej literatury młodzieżowej. Boru niech będą dzięki za Suzane Collins, tyle powiem...

Anonimowy pisze...

Jeżu, nie dość że to straszny bełkot, to i tłumacz dodał swoje 3 grosze, przez co wychodzi bełkot do potęgi. Taką książkę (khem) odłożyłabym po 3 stronach. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz słyszę o takim tytule i zaintrygowana zaczęłam szukać więcej na ten temat i gdy trafiłam na wypowiedzi ludzi ze strony LubimyCzytać to się załamałam - tyle pozytywnych opinii, aż chciałam wrzasnąć - "Co z wami, ludzie?" :/
I dołączam się do prośby o zanalizowanie "Pamiętników Wampierzy" - poległam chyba na 4 tomie, a męczyłam się tylko dlatego, że jak coś zacznę, to kończę, ale w końcu uznałam, że nawet książkowy masochizm ma swoje granice i pożegnałam się z tym koszmarkiem raz na zawsze:D.
Rinoasin

Anonimowy pisze...

Rinoasin - Na czwartym tomie? To i tak mocna jesteś. Ja nie dałam rady przeczytać pierwszego, bo mózg mi stanął i powiedział, że takich gniotów czytać nie będzie.

Shady Eyes pisze...

Jestem w takim razie macho - grzecznie przeczytałam wszystkie cztery tomy "Pamiętniczków Wąpierzy". :D

Silka pisze...

Przy akcie własności wyspy już nie wytrzymałam i moje bursztynowo-ametystowe łzy potoczyły się po podłodze. Proszę o więcej tego powieścidła, bo chcę rozkręcić biznes xD
Masa głupot jest tu ewidentnie z winy tłumacza, zresztą nie pierwszy raz, bo w Twilighcie w oryginale marmurowy Edward brzmi całkiem logicznie, a po naszemu to już nie to samo. Może jakimś cudem tłumaczka tu zajrzy i zobaczy, jakie głupoty powypisywała.

(Nie wiem czy się nada do analizy, ale polecam zerknąć na "Dwie strony medalu" Michalskiego - musiałam ostatnio zrecenzować i ręka mnie bolała od facepalmów)

Frolla pisze...

Pamiętników wampirów jest 6 tomów, a może i 7, nie pamiętam. Z tego zmęczyłam pięć i na myśl o powrocie do lektury czuję mdłości, a kołtun mi się jeży...

Anonimowy pisze...

Ja bym jednak wszystkiego na tłumacza nie zwalała. Może owszem, sensu tu tyle co nic, ale spójrzmy na samą ideę.
Dzieci-wybrańcy walczące ze ZUEM.
Ten motyw był wałkowany sryliard razy i z reguły nie miał sensu. Tak jest i tym razem.

Adelaar pisze...

Kocham Was! Czytałam tego gniota jakiś czas temu w nadziei, że będzie taki, jak obiecywano w recenzjach na okładce. Gorzko się rozczarowałam. Będzie więcej? Ta książka ze strony na stronę robi się coraz bardziej kretyńska^^

Haniel pisze...

Dopiero znalazłem ten blog, ale już go kocham! Dawno się tak nie śmiałem, dzięki!

Piafka pisze...

"Nieśmiertelna siła w śmiertelnych sercach. Sześcioro, by uciszyć zmarłych, którzy nie znaleźli spokoju. Sześcioro, by osłonić żywych, którzy nie znajdują spokoju".
"I kolejnych sześcioro, którzy znajdą brakujące synonimy.
I jeszcze jeden, by popracować nad rymami".

"Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać (...)".

Wybaczcie, wiem, że w tej sytuacji cytowanie Tolkiena jest niemal świętokradztwem (oczywiście, dla Tolkiena), ale nie mogłam się powstrzymać.

Analiza przekwikaśna (powiedzcie, że będzie następna część!), wciąganie oddechu mnie dobiło (taki lapsus w PAPIEROWEJ KSIĄŻCE??? Nie zaliczyłam takiego facepalmu, odkąd znalazłam w autobiografii Chucka Norrisa słowo "obiad" napisane przez "j"!).

Dziewczyny, ogromne wyrazy uznania dla Waszej działalności, możecie mnie dopisać na listę Waszych zagorzałych fanów. Tropcie dalej niedorzeczności, nikogo nie oszczędzajcie. Mówi Wam to osoba stojąca po drugiej stronie barykady, ale ponieważ miała osobistego Analizatora, udało jej się uniknąć ortalionu w średniowiecznym mieście (kiedyś usiłowałam napisać kanoniczne opko o przemiłych, idealnych i zaawansowanych technicznie elfach, ale nie wytrzymałam takiego stężenia lukru, więc mój tfu-r nigdy nie opuścił brulionu i od kilku lat czeka grzecznie w koszyczku, aż go dam "do poprawy płomieniom", jak pisał Owidiusz). Teraz trudnię się sabotażem - zamierzam pokonać Imperatyw Blogaskowy jego własną bronią. W tym celu jednak potrzebuję Waszej pomocy. Zwracam się z gorącą prośbą do Waszych Maskotek o pożyczenie beli Kamiennego Jedwabiu na strój maskujący dla mojego Garry'ego Stu (jeżeli zezwolicie na autopromocję: h-umor-i-rozrywka.blogspot.com) i szczyptę Szelestu-szelestu. Wiem, że to z mojej strony impertynencka prośba, tym bardziej, że dopiero zaczynam siać spustoszenie w Internecie (vide: data założenia mojego "8!()G4$Q@"), liczę jednak na pozytywną odpowiedź. Obiecuję, że postąpię zgodnie z prawem cytatu i nie wykorzystam artefaktów Waszych Maskotek w żadnym niecnym celu.

Przepraszam za rozmiar wypowiedzi. Pozdrawiam serdecznie,
Piafka

captcha: edistsra Nie, Wampirek Edzio nie ma siostry.

Anonimowy pisze...

@ Anonimowy - na pewno wina nie tylko tłumacza, powieścidło okropne jak mało które.
Silka

Serenity pisze...

Ah! Jakie cudowne zwieńczenie tygodnia.

Chcę jeszcze.

Anonimowy pisze...

Książki nie czytałam i nie zamierzam. Zgubiłam się w rozumowaniu co tam autorka miała ogólnie na myśli.
Ale muszę z przykrością stwierdzić, że to pierwsza analiza, która spowodowała, że uśmiechnęłam się tylko raz przy kocie.
Niestety dopiski wydawały się strasznie wymuszone i jakbyście na siłę próbowały błysnąć jakimiś kąśliwymi uwagami. Tak za bardzo chciałyście błysnąć ironią.
Mam nadzieję, że kolejna analiza wróci na właściwe tory.

Anonimowy pisze...

Więcej Kucyponków!!!
Analiza niezła, ale spróbujcie zmierzyć się z tym:
http://krwawy-zodiak.blog.onet.pl/
Już sam tytuł powala

Siostra Hermeneutyka

Anonimowy pisze...

No cóż- brak mi tu jednak "miłości" w stylu opkowym; ale przecież to dopiero początek Wielkiej Przygody i wiele się może zdarzyć między duchowo zapłodnionymi nastolatkami płci obojga...
Za to "otyły kosmos"(nie mieszący się w drzwiach) rozjechał mi mózg-stylem klasycznym ;-)

Anonimowy pisze...

"Zamieniły się najpierw w rubiny, potem w szmaragdy, potem w szafiry, a potem w brylanty, a potem w baryłki ropy naftowej, a potem w akt własności wyspy na Karaibach, a potem w trzy kilo chałwy, a potem"

Piękne! Niech ktoś mi napisze książkę, w której to się dzieje, przyrzekam, że przeczytam!

@Babatunde Wolaka
"dodatkowe bęcki dla tłumaczki za odmianę imienia "Alexi"

Eee, to akurat lajtowe. Pewnie lepiej by było Alexi, Aleksiego, Aleksiemu (albo zapisać rosyjskie imię tak, jak to się robi po polsku, czyli Aleksiej, Aleksieja, Aleksiejowi), ale już nie takie rzeczy tu widzieliśmy.

Piafka pisze...

@Anonimowy nade mną:
U Andersena łzy zamieniały się w perły. :)

Anonimowy pisze...

*headdesk-headdesk-headdesk* KTOO TOO WYYDAAAŁ?!?! Piafka, nie porównuj mi tego gniota z Andersenem!xD
Analiza cudna! W ogóle gdyby nie Wasze podsumowanie fabuły w jednym z komentarzy, to nie wiedziałabym, o co w tym wujstwie chodzi -__- 'Aż musiałam chwycić za Tokarczuk i upewnić się, że jednak nadal rozumiem po polsku...

burleska pisze...

To jest tak bezbłędne, że aż brak mi słów. Leżę i... zaciągam się oddechem. Pewnie wpadnę potem i zostawię coś konstruktywnego, ale na razie wybaczcie- idę poczytać starsze analizy ^^.

Piafka pisze...

@Anonimowy:
Wybacz. *Idzie kupić smycz, kolczatkę i kaganiec dla swoich głupich skojarzeń*

Bolo pisze...

Żeście dopadły do tego Alexiego... Pamiętajcie, że zawsze mogła ponazywać bohaterów jak (podobno) pani Ward: Hardkhor, Mhrok, Ghrom :D

Anonimowy pisze...

Według mnie użycie C4 na tym opku wcale nie jest złym pomysłem.

Fela

Anonimowy pisze...

This is very interesting, You are a very skilled blogger.
I have joined your feed and look forward to
seeking more of your magnificent post. Also, I have shared your site in my social
networks! WięCej Informacji Tutaj, http:
//stylename.co.kr/5979

Shena Wakai pisze...

Po pierwszym zdaniu, przypomniało mi się jak ostatnio chciałam sprawdzić czy słusznie nie przeczytałam "Opium w rosole" w pierwszej gimnazjum. Słusznie. Tam też 'powietrze było ciemnoszare'. Po tym zdaniu zamknęłam książkę.

Anonimowy pisze...

Analiza świetna, książka głupia jak diabli, tłumaczenie wręcz boleśnie złą polszczyzną napisane.

Co do posiadania - nie, psiakrew, niech się wikipedie cmokną, posiadacz długopisu brzmi koszmarnie. Posiadać to można włości, majątek, kosztowności. Ewentualnie wiedzę. Albo np. żonę, tak minimum raz dziennie (w sensie rozrywkowym/rozpłodowym)

Ashok pisze...

I pomyśleć, że kiedyś zastanawiałam się, czy tego nie przeczytać. Dobrze, że jednak tego nie zrobiłam, nawet w napadzie masochizmu byłoby tego za wiele.slang for penis