sobota, 7 lipca 2012

Inny świat Severusa III, czyli nekrofilia też jest rozwiązaniem

Witajcie!
Przepraszamy za ten jednodniowy poślizg - ale za to mamy dla Was analizę nieco dłuższą niż zwykle. To nasze ostatnie spotkanie z pomarańczowo-biszkoptowym Severusem i jego kolekcją zboczeń i odchyłów. Mamy tu wszystko, co było złe w poprzednich częściach: złą narrację, złą ortografię, kiepską składnię, stuprocentową niekanoniczność bohaterów, blogaskowe hiciory typu czarnej satynowej pościeli czy osobnych dormitoriów dla prefektów... no i mamy seks na śpiocha. I kuśkę Snape'a tak wielką, że ledwo mieści się w gatkach.
Jesteście gotowi?
Jedziemy!

Zanalizowali: Pigmejka, Kalevatar i (tu i ówdzie) Vivaldi.





- Coś się stało? – jej twarz przybrała tak łagodny wyraz twarzy, że Snape miał ochotę jej wszystko teraz opowiedzieć. Ale wiedział, że było na to za wcześnie.
- Tak. Dowiesz się o tym, możesz być pewna. Ale nie teraz.(...)
- Profesorze czy to chodzi o Harrego? – no tak, przyjaciele zawsze na pierwszym miejscu, nigdy jej własne dobro. Jak ta gryfonka z prawdziwego zdarzenia miała być córką takiego potwora jakim był Czarny Pan? To przecież dwie inne bajki. Jak piękna, młoda, wierna przyjaciołom miała być dzieckiem tej obleśnej, myślącej tylko o sobie jaszczurki. Absurd.
O, aŁtoreczka właśnie dokonała samokrytyki...
Brawo, Sev! Używasz mózgu! Teraz spróbuj wejść na wyższy level trzeźwego rozumowania i spróbuj ogarnąć moralną niewłaściwość niszczenia życia tej dziewczynie tylko dlatego, że nie potrafisz wykręcić się od lekkomyślnie złożonej przysięgi. Wierzę w ciebie.

- Nie, o żadnego z twoich przyjaciół. (...)
Szli koło siebie nie odzywając się do siebie. Ten krótki czas spędzony w swoim towarzystwie był dla nich obojga nowym doświadczeniem. Hermiona była zdziwiona zachowaniem tego wrednego na co dzień Mistrza Eliksirów. Wiedziała, że profesor był dobry aktorem, nigdy nie ściągał swojej maski a teraz… Dlaczego zaufał właśnie jej? Co sprawiło, że uratował jej życie…
No bez kitu - arogancja arogancją, ale Hermiona wie przecież, że Snape jest w Zakonie Feniksa. Pozwalanie na zabijanie uczniów źle by wyglądało w jego CV.

***
Po raz kolejny tego dnia stanął na polance. Skierował się do zamku. Teraz po spotkaniu z dziewczyną był gotowy na rozmowę z Albusem, chociaż nie należała ona do przyjemności tego dnia.
W porównaniu ze zniszczeniem życia niewinnej dziewczynie - tak, wiem, powtarzam się - było to niczym spacer po przedsionku Piekieł w koszulce "Jesus loves me".

- Witaj dziecko. – przywitał go Dumbledore.
- Dzień dobry profesorze. – Och, jak on nienawidził jak Albus nazywał go dzieckiem! Głupi starzec!
Buuu, Snejp nie odpowie mu “Cześć dziadku” i nie usiądzie na kolanach, sącząc soczek pomarańczowy?
Ale dowiemy się, czemu w tym blogasku Dumbledore jest szefem teamu Stupid & Useless, prawda? Prawda?

- Usiądź. – I bez Twojego pozwolenia bym to zrobił, szyderczo pomyślał Severus.
Ale mu nagadał! Gdyby Dumbledore potrafił czytać w myślach, to by go zatkało!
...poważnie, człowieku - ile ty masz lat? Trzy czy pięć?
Dwa.

- Wiesz już jak powiesz do Hermionie? – patrzył na niego spod swoich okularów połówek.
O, zatem i Dumbel jest wmieszany w tę intrygę? Zawarli z Voldim jakiś pakt o zawieszeniu broni, żeby doić więcej z becikowego, czy co?
Zazwyczaj patrzy się zza okularów, można też znad nich - ale o spoglądaniu spod okularów jeszcze nie słyszałam.
Musiało to wyglądać tak:
 

- Tak dyrektorze. – stanowczo stwierdził, opierając się nonszalancko o fotel.
I wywalając nogi na biurko.
Oraz dystyngowanie dłubiąc w nosie.

- Naprawdę? – zdziwił się starzec.
- Czy ja wyglądam na idiotę Albusie?
Tak. Może nie z wyglądu, ale z zachowania - wielkie, dorodne TAK.

Rozdział III - I września
       
Severus spojrzał z udręczoną miną na zegarek. Już za 3 godziny kończył się ten spokój. W zamku miała pojawić się ta cała hałastra. Wakacje nieubłaganie się skończyły, a wraz z nimi kawalerski etap jego życia.
Rozumiem, że ślub i pokładziny odbędą się jeszcze przed Ceremonią Przydziału. Pewnie powie Hermionie, że to nowa wersja mianowania prefekta.

Teraz musiał zająć się pewną czekoladowooką Gryfonką. Z resztą nie tylko ją miał na głowie. Musiał też przypomnieć sobie składniki eliksiru na potencję i czegoś, co otumani niewinną nastolatkę pomóc Malfoy’owi w jego zadaniu.
Aha, czyli jesteśmy na wysokości szóstego tomu, a Hermiona za trzy tygodnie będzie miała siedemnaste urodziny. Dobrze wiedzieć.

Te wakacje obfitowały w składanie przysięg wieczystych. Najpierw Lordowi, że zajmie się jego córką a później Narcyzie, że pomoże jej synowi. Czy to naprawdę tak trudno samemu zajmować się własnym dzieciakiem? nie za dużo na jednego człowieka? Nie dość, że był podwójnym agentem, to jeszcze musiał niańczyć dwoje nastolatków. Pociesz się, że jednego będziesz niańczyć i ruchać jednocześnie.

Chcąc nie chcąc poszedł do łazienki, zdjął ubranie i stanął przed lustrem.
Po tylu latach wciąż się łudzi, że od ostatniego razu przybyło mu parę centymetrów, czy może chce poćwiczyć zalotne spojrzenie spod przetłuszczonych kosmyków?

Uważnie przyjrzał się swojemu ciału. Było blade, pokryte bliznami. Jedyną zaletą były widoczne mięśnie.
Wyrobione... kiedy? Severus ćwiczył po godzinach podnoszenie ciężarów fiolek z eliksirami?
Wyciskał pomarańcze na klatę.

Właściwie, nie było tak źle. Zdjął bokserki.
Najbardziej kanoniczna blogaskowa męska bielizna - odhaczone! *boi się przenieść wzrok na następne zdanie*

Spojrzał na swoje przyrodzenie.
Czeka nas opis kuśki Snape'a. Yay...

No Severusie, nie masz się czego wstydzić, przed Granger. Wszedł po prysznic.
Uff, jednak nie. Z tej wielkiej ulgi nawet nie wspomnę o z dupy wziętym przecinku.

(...) Ręcznie zapinał swoją nauczycielską togę, w której było dość dużo guzików.
Rozumiem, że pozostali nauczyciele mieli do tego zapinania specjalne maszyny?
Nie no, mógłby zapewne użyć jakiegoś zaklęcia, ale wolał to zrobić ręcznie, jak mugol, żeby... bo ja wiem? Być bardziej TRU?

Wysuszył włosy i nadał im odpowiedni charakter, iście Snape’owski.
Znaczy... natarł je masłem, żeby wyglądały na przetłuszczone?

Zerknął na zegarek, zostało mu półtorej godziny wakacji.
Czyli na prysznic i podziwianie kuśki zeszło mu półtorej godziny... Ani chybi, zamarł z zachwytu.

Skierował się do Pokoju Nauczycielskiego w którym miała się odbyć narada dotycząca nowego roku szkolnego. Wychodząc ze swoich prywatnych komnat zabezpieczył je, dotarła do niego niechciana myśl, że być może one już nie długo nie będą takie prywatne.
Każe się Hermionie wprowadzić, czy będzie ją pukał na prywatnych konsultacjach?
Myśl, jak na niechcianą przystało, poszwendała się trochę po śródmózgowiu, porzucała kamieniami w szyby czaszki i odpełzła przez lewe ucho.

Nie cieszyło go to bardzo. Nie lubił dzielić swojego życia z kimś innym, miał nadzieję, że będzie miał trochę czasu zanim ten plan zostanie wcielony w życie i uda mu się przywyknąć do tej myśli…
Oj, bidulko Ty. *głaszcze Snape’a kombajnem*

Otworzył drzwi do Pokoju Nauczycielskiego.
- Witaj Severusie. – przywitał go dyrektor, Snape zauważył że czekali tylko na niego. I dobrze, skomentował w myślach.
W końcu, jak każda księżniczka, zasługiwał na modne 5 minut spóźnienia i wejście w slow-motion.
Powiewanie szaty i włosów included, zgaduję?
Oczywiście.

Zajął swoje miejsce, po lewicy Dumbledore’a.
- No to możemy już zacząć, skoro jesteśmy już wszyscy. – zaczął starzec uśmiechając się dobrotliwie. (...) – Kolejną sprawą o jakiej chciałbym was poinformować jest Bal Wieku.
- Bal? O czym mówisz Albusie? – zdegustowany spytał Mistrz Eliksirów.
- Raz na sto lat w szkole odbywa się Bal Wieku. Bardzo huczny bo biorą w nim udział uczniowie z ostatniego stulecia.
Ci rozkładający się już w grobach też?
I ci na wózkach, i ci z daleko posuniętą demencją... Nie ma zmiłuj.

Czeka nas więc sporo pracy, żeby go przygotować. Odbędzie się on 27 grudnia.
Żeby ci wszyscy ludzie nie mogli, broń boru, spędzić Świąt z rodzinami.

Uczniowie mogą w nim brać udział, ale tylko szósta i piąta klasa.
A siódma została wykluczona, bo...? Nie chcą, żeby piąty i szósty rocznik czuł się zbyt komfortowo w towarzystwie dużej ilości dorosłych i starych ludzi?
Siódma klasa w tym czasie ma pracować nad becikowym. Młodszych za to trzeba jakoś zeswatać, a kiedy, jeśli nie na balu?

Prefekci mają obowiązek wam pomóc. Każdemu z was przydzielę obowiązki i ucznia do pomocy. Macie może pomysł o jakim temacie zrobić ten bal? – zwrócił się do kolegów.
Zawsze mi się wydawało, że tematyczne to mogą być imprezy sylwestrowe, a nie oficjalne, huczne bale, ale może ja się nie znam...

- Może anioły i diabły. – zaproponowała Sprout.
- Nie - ucięła Kal, która właśnie skończyła oglądać 5 sezon "Supernatural".
- A może wampiry i wilkołaki? – spytała profesor mugoloznastwa.
- A może dziwki i alfonsi? - wtrąciła Pigmejka.
- Jasne to znaczy, że Lupin już strój ma gotowy. – sarknął Mistrz Eliksirów.
- Zgadzam się z Severusem, to nie jest dobry pomysł. – skwitowała McGonagall.
- To anioły, diabły i demony? – podsumował Albus.
- Dentyści i stomatolodzy? - podsunęła Kal z nadzieją.
– Kto jest za. – ponad ¾ nauczycieli zgodziło się. – To postanowione.
Oczywiście nikt nie łudzi się, że ten bal nie ma absolutnie żadnego fabularnego celu poza tym, by można było opisać Snape'a w seksownym demonicznym kostiumie, prawda? *wzdech*

***
Hermiona szukała w pociągu wolnych miejsc. W końcu znaleźli jeden przedział wolny. Weszła pierwsza, a za nią przyjaciele. Ginny, Harry, Ron, Victor i Alex. Dziewczyny usiadły koło swoich chłopaków, a Złoty Chłopiec z Rudzielcem naprzeciwko nich. Nie odzywali się do siebie, Harry którego Hermiona traktowała jak brata, dowiedział się o zachowaniu Alexandra i teraz łypał na niego spod byka.
Skąd on, u Bora Wszechlistnego, wziął byka w pociągu? I jak to biedne zwierzę się zmieściło w małym przedziale?! (Rozumiem też, że jest tak wielkie, że bohaterowie mogą co najwyżej patrzeć na siebie nawzajem spod niego - wciąż jednak nie wiem, po co go ze sobą wiozą...)
Żeby się odgrodzić od nielubianego kolesia, proste. Taki byk w przedziale jednak tworzy odpowiedni dystans. Chociaż ja bym wolała raz a dobrze dać kolesiowi po mordzie, niż się posępnie gapić przez całą drogę.

Nie mógł mu tego darować, pomimo tego, że Hermiona już dawno to zrobiła.
Hermiona nie zwykła żywić urazy o taką błahostkę jak próba gwałtu.

Z resztą nie lubił go ogólnie, był bratem dla dziewczyny, ale tak naprawdę maskował w tym swoje uczucia.
W tym bracie maskował?
Ukrył je w jego jelitach.

Jego braterska miłość już dawno przekształciła się w inne uczucie. Sam nie wiedział kiedy, ale zaczął rozumieć po tym jak mu nie wyszło z Cho. Każdą inną dziewczynę porównywał do niej, ale żadna nie sięgała jej do pięt.
Wiadomo, tylko (?) ona była córką Tego, W Którego Obecności Nie Wolno Mówić o Nosie.

Wiedział, że ona go nie kocha, ale mógł być blisko niej i to się liczyło.
Nic tak nie robiło mu na samopoczucie jak beznadziejna miłość. Znaczy, miał mało innych problemów i wgl.

- Miona, Ron zebranie prefektów. – do ich przedziału wparowała Padam Patil.
Daleka krewna Padmy Patil, znana z tego, że ciągle się przewracała.
Jej pełne nazwisko brzmiało Padam Do Nóżek Patil.

[Na zebraniu dowiadujemy się, że Marisol (kuzynka Febrisana) zostaje przyjęła na szósty rok do Slytherinu i zostaje prefektem w miejsce Pansy Parkinson, która zniknęła w tajemniczych okolicznościach - tak tajemniczych, że nawet nauczycielom i prefektom zabrania się o tym mówić.]
- Co do uczniów, w tym roku dochodzi nam do pilnowania 100 pierwszaków.
- Stówa? To nie przesada? – obruszył się Malfoy.(...)
- Dlatego do każdego z domów dojdzie jeszcze jeden prefekt. Do Slytherin’u dołączy Balise Zabini, do Gryffindoru Potter, do Revenclaw’u Victor Swan, a do Hufflepuff’u Susan Bones. – oznajmił Alan.
- I myślisz, że w trójkę damy radę?
W jaką trójkę? Wszystko wskazuje na to, że z każdego domu było sześcioro prefektów, po dwoje z rocznika piątego, szóstego i siódmego.
Może ci pozostali też zniknęli w tajemniczych okolicznościach?

Jedno z nas załóżmy ma lekcje do 17.00, drugi patroluje korytarze, a trzeci zostaje na pastwę z dzieciakami? – wtrąciła się Hanna.
Oni robią za niańki dla tych jedenastolatków, czy mają pilnować ogólnego porządku?
Pastwa - "zdobycz, łup". Znaczy, prefekci będą z dzieciakami grabić podróżnych? Bo chyba nie chodzi o tę wieś na Pomorzu?

- Nie macie wyjścia. Poza tym, są jeszcze dodatkowe zmiany w naszym gronie.
- Jeszcze? Co tym razem. – Malfoy wydawał się być znudzony tą rozmową.
- W związku z tym, że maluchów jest tak dużo i coś się szykuje w Hogwarcie, Dracon i Hermiona zostają pomocnymi Prefektami Naczelnymi, a na ich miejsce wchodzą: u ślizgonów Mikael Lind, a u gryfonów Ginny Weasley.
Dobra, chcę wiedzieć tylko jedno: będą osobne dormitoria dla prefektów?
(Naczelnych wybierano spośród uczniów na siódmym roku. Żeby nie było, że zauważam tylko kilka literówek, a nie błędy merytoryczne.)

- Dlaczego? – Padma zadawała się być tym oburzona, od zawsze chciała być na tym stanowisku, a to co? Jej dobra koleżanka…
Z Mary Sue nie wygrasz, sorry.

- To nie fair! Ślizgoni i Gryfoni będą mieli o jednego prefekta więcej.
- Przypominam ci Macmillan, że Prefekci Naczelni mają więcej obowiązków, niż wy. Poza tym moją oni prywatne komnaty.
I wszystko jasne. Najwyraźniej trzeba mieć własne mieszkanie, żeby się bzykać z Severusem.

I nie zawsze są w stanie pilnować odpowiednio dzieciaków.
Ale za to mają jedną nóżkę bardziej.
W Hogwarcie potworzyły się jakieś Gangi Nowego Hogsmeade, że trzeba aż tak strasznie się zajmować tymi uczniami?

Was jest troje w każdym domu i tak ma być. – przypomniała Marta.
- A teraz Dracon, Hermiona oddajcie mi swoje odznaki Prefektów. - oboje posłusznie odpięli srebrne znaczki i podali starszemu koledze.
- Te są dla was. – Marta podała im złote odznaki. – Padmo, Hanno proszę odnaleźć pozostałe osoby, które mają do nas dołączyć.
Powiadomienie o objęciu stanowiska prefekta uczniowie dostawali przed końcem wakacji, wraz z listą lektur. (Tak, żeby nie było, że tylko literówki.) W Hogwarcie zmieniła się administracja czy może sowia poczta szwankuje?
Zabrakło im tuszu do pisania listów.

Dziewczyny wstały i szybko opuściły przedział. Nie minęło 10 minut, a w przedziale zrobiło się tłoczno. Było tak ciasno, że Hermiona musiała usiąść Harremu na kolanach (który był tym zachwycony, ale tego nie okazał); Ginny Victorowi, a Marisol Malfoy’owi.
Och, cóż za frywolny zbieg okoliczności, chichichi!!!

- Skoro mamy komplet. Chciałabym postawić kilka nadprogramowych kropek informować nowo przybyłych, że zostaliście mianowani prefektami. Żeby w każdym domu było po 3 prefektów, gdyż w tym roku dołączy do Hogwartu 100 nowych uczniów.
***

Rozdział IV cz. I - Wielka Uczta - oczyma Hermiony
*"z punktu widzenia" - odhaczone* Dzięki ci, bez tego w życiu bym się nie domyśliła, kto prowadzi narrację.

Hermiona usiadła pomiędzy Rudą a Złotym Chłopcem.
- No nareszcie Miona już myśleliśmy, że się zgubiłaś. – przywitał ją Ron.
- Jasne. – parsknęła zirytowana. – Ja w przeciwieństwie do ciebie mam więcej obowiązków.
- Aniołeczku nie złość się już. – poprosił Aleksander, który dziwnym trafem siedział koło Weasley’a.
Co jest w tym dziwnego? Na ogół zwykł siadać na kandelabrze? Czy może miejsce siedzenia wskazuje, że między nim a Ronem nawiązał się jakiś sojusz - co znowu niczym dziwnym nie jest, jako że obaj są w klubie Jesteśmy Głupi i Mamy Wszy.

- Szaaa. – uciszyła ich dziewczyna widząc wstającego dyrektora.
- Witam wszystkich nowych uczniów i was starzy znajomi. Na początku przed Ceremonią Przydziału chciałbym powiedzieć tylko kilka najistotniejszych rzeczy, reszta po. W tym roku w każdym domu będzie po 3 prefektów. Uczniowie mają się ich słuchać, tak samo jak nauczycieli. Do tego mamy 4 Prefektów Naczelnych, którzy są nad zwykłymi Prefektami.
ILE RAZY TO JESZCZE ZOSTANIE POWTÓRZONE?!

[Bla bla bla, ceremonia przydziału...]
- Boże długo jeszcze? - marudził Ron, patrząc na wciąż dużą grupkę dzieciaków. Ceremonia trwała już godzinę i wszyscy mieli jej dość.
- Ronald uspokój się! – upomniała go Prefekt Naczelna.
- Mionuś wyluzuj. – uśmiechnął się do niej.
- Nie jestem żadną Mionusią! – obruszyła się. Nie nawiedziła jak ktoś do niej mówi Miona, porażka…
- No dobra Miona sorry. – spojrzał na nią swoimi wielkimi, niebieskimi ślepiami.
Czy tylko ja sobie w tym momencie zwizualizowałam pływającego w akwarium karpia, paczącego tępo przez szybkę?
Chyba tak, ja próbowałam nie pociąć się szypułką czereśni z zażenowania wywołanego tym dialogiem.

Spojrzała teraz na środek Sali. Na stołku siedział teraz Malikow Aleksander, po chwili tiara przydzieliła go do Gryffindoru. Jak Hermiona zauważyła, do gryfonów i ślizgonów dołączyło już po 30 dzieciaków…
Bo pozostałe domy nie były tak zajebiste, ergo - nie warto przydzielać do nich totalnie randomowych pierwszorocznych, którzy nigdy nie będą mieli żadnego wpływu na fabułę. Taak.

Spojrzała przelotnie na stół nauczycielski. Profesor Snape siedział dziwnie zamyślony, tempo (grrrr) wpatrując się w jakiś punkt, którego nie potrafiła zlokalizować.
Znaczy miotał tym wzrokiem jakby próbował nadążyć za naspeedowanym komarem? Sweet.
Oczy mu chodziły jak kotu za światełkiem wskaźnika laserowego.

[Po uczcie Minerwa wyhacza Hermionę, chcąc porozmawiać z nią na osobności.]
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła że zostałaś Prefektem Naczelnym? – spojrzała na nią z troską w oczach, gdy tylko znalazły się same na korytarzu.
Totalnie nie powinna wam wybaczyć, że nie spytaliście jej pokornie o zdanie!
Ale dali jej przecież osobną Komnatę Tajemniczego Bzykania na schadzki z Snape'em... może wybaczy.

- Niby dlaczego? – zaśmiała się, a jej dźwięczny śmiech echem rozniósł się po korytarzu.
- I tak masz już tyle obowiązków… Ale nie mieliśmy za dużego wyboru. – dodała cierpko.
W końcu jesteś Mary Sue, ona robi na kilku etatach jednocześnie. Chyba to rozumiesz.

Dziewczyna nawet nie zauważyła, że dyrektorka poprowadziła ją w Skrzydło Nauczycieli, jak je powszechnie nazywano. Chyba tylko profesor Snape i McGonagall nie mieli tu komnat… A z resztą nie wiedziała tego dokładnie, nie wolno to było przebywać uczniom, nawet Prefektom, tylko Naczelni mogli tutaj przyjść… A tu proszę, czyżby miała tu mieć swoje komnaty? Spojrzała na brązowe drzwi. Srebrna tabliczka z Lwem Gryffindoru głosiła: „Hermiona Granger – Prefekt Naczelny.”
Aż dziw, że Dumbledore nie oddał jej swojego gabinetu, a sam nie przeniósł się do skrytki na miotły...
Założę się, że był taki plan, ale gabinet dyrektora był zbyt zagracony i nie starczyłoby miejsca na wielkie łoże z czarną pościelą, czy co tam jest teraz w modzie w blogaskach.

- Tutaj mam swoje komnaty? – spojrzała niedowierzając. – W Skrzydle Nauczycieli?
- Każdy Prefekt ma tutaj swoje komnaty. – uśmiechnęła się znad swoich okularów. – Zobacz, Marta ma naprzeciwko ciebie. – wskazała na czarne drzwi. – Tam ma Alan i Dracon. – pokazała na drzwi znajdujące się trochę dalej. No ładnie, pomyślała Hermiona, Malfoy moim sąsiadem.
Serio, poproś o miejscówkę dyrektora - spokojniejsza okolica i wyższy standard.

- Ale do Pokoju Wspólnego Gryfonów mogę dalej wchodzić? – spytała.
- Oczywiście. Hasło do twoich komnat brzmi: „tulipan”. A teraz rozgość się i wyśpij dobrze. Do jutra. – pożegnała się i odeszła.
I oczywiście Minerwa osobiście musiała ją odeskortować do tych Kazamatów Rozkoszy, bo przecież Hermiona sama by nie trafiła.

- Dobranoc. – rzuciła Hermiona za nauczycielką. Wyszeptała hasło i drzwi otworzyły się przed nią. Niepewnie weszła do środka. Niewielki, ale przytulny salon urządzony z niebywałym gustem, w barwach jej domu. Przed kominkiem stały 2 wielkie fotele, na środku stolik z 4 krzesłami, przykryty złotym obrusem. Po prawej stronie była para drzwi. Otworzyła najpierw jedne. Duża, przestronna toaleta z jacuzzi – no nieźle mi się powodzi, zaśmiała się.
 
Co za dużo, to niezdrowo, serio...

Drugie drzwi prowadziły do sypialni. Po środku niej stało wielkie łóżko, z atłasową, krwistoczerwoną pościelą.
Nie śmiałam sugerować czerwieni sądząc, że nawet w blogaskach byłoby to zbyt burdelowe skojarzenie - jak widać, niepotrzebnie się wzbraniałam. Za to Minerwa (albo Albus - albo oboje) najwyraźniej jadą po bandzie.
Wiesz, kolory Gryffindoru... I tak dobrze, że łóżko nie ma pozłacanych ram.
Serio myślisz, że nie ma? ;)

Podeszła do łóżka i rzuciła się na nie radośnie. Jeszcze nigdy nie miała własnego pokoju… A co dopiero własnych komnat! Jej dom, znajdował się w jednym z londyńskich bloków. Mieli tylko dwa nie duże pokoje, kuchnię i łazienkę. Zawsze spała z rodzicami w pokoju…
Tak, tak, zimą spała w chlewiku ze świniokami, a latem ociec wyganiali ją z chałupy, bo ciepło.
Yyy... przecież rodzice Hermiony byli dentystami, wydawało mi się, że to jeden z lepiej opłacanych zawodów medycznych...
Widać w mieście, w jakim mieszkali, nikt nie miał jakichkolwiek problemów z uzębieniem.

Rozdział IV cz. II - Wielka Uczta - oczyma Severusa
"Doskonałość punktu na ścianie.
Nade mną niebo.
Zen."

Rozdział V

Severus ze średnim zainteresowaniem przypatrywał się Ceremonii Przydziału. A więc wszystko się zaczęło… Miał zająć się Granger i Malfoy’em.
Ale z jakiej racji? Kiedy ostatni raz sprawdzałam, Hermiona wciąż była w Gryffindorze.

Jak on sobie da radę… Jeszcze ten głupi pomysł Dumbledore’a, że każdy z nauczycieli dostanie prefekta do pomocy…
Do parzenia kawy, tak? Bo AŁtoreczka chyba zapomina, że prefekci musieli uczyć przede wszystkim SIĘ, a dopiero potem pomagać innym.
Skoro nauczyciele zajmują się ruchaniem i angstowaniem, to ktoś musi uczyć za nich.

Właściwie to nie był taki zły, no ale jemu jako opiekunowi należał się Prefekt Naczelny i jeden zwykły…
Jak psu zupa mu się ten prefekt należał. Do dmuchania, oczywiście.

A tu co, zamiast Dracona dostał dziewczynę…
I jak tu dmuchać?

Wiedział dlaczego, ale czy to wszystko musiało się aż tak utrudniać? Dlaczego od samego początku musiał zajmować się nią? Nie chciał tego. Całym swoim rozumem opierał się temu, ale to z oczywistych przyczyn nie skutkowało (hint: brak rozumu) w głębi duszy cieszył się, że będzie mógł poznać dziewczynę…
Boru, co za belfer-niewydymek.

Może stanie się dla niego kimś bliskim?
Nom, partnerką i matką jego dziecka. To chyba najbliżej jak się da bez kanibalizmu.

Dosyć Snape, skarcił się.
Jeszcze się zamyślisz, stanie ci i będzie wstyd...

Zauważył, że ceremonia zbliżała się do końca. Jeszcze tylko jedna dziewczynka… Zabini Julia… To Diabeł miał siostrę?
To na Blaise'a mówili "Diabeł"? 100% fanon, obawiam się.
(Znaczy, nie żeby w natłoku ogólnych idiotyzmów podążanie za fanonem było jakoś szczególnie złe...)

Dziewczynka była do niego podobna, tylko te oczy? Czekoladowe… Gdzie on je już widział? No cóż… Starość nie radość… Młodość nie wieczność…
Eeeee co?

[Z kolei Severus po uczcie wyhacza Malfoya.]
- Dobra Smoku, hasło to „przebiegłość”. Ja się zmywam. Do zobaczenia jutro. Narka, ziom. I papatki. – pożegnał blondyna i skierował się do swoich komnat, które o zgrozo były kilka metrów dalej.
O zgrozo przenieśli lochy w okolice Wielkiej Sali?
Albo Wielką Salę do lochów.

Właściwie to jeszcze do niedawna miał je w lochach, ale w tych okolicznościach… Hm… Musiał się przenieść, żeby być bliżej tej uroczej parki… Ehh… Co za życie?!
Właśnie, nie będzie przecież zapierdzielał owinięty w ręcznik przez cały Hogwart za każdym razem, gdy zapomni zabrać gumki. Oh wait, oni przecież nie będą używać gumek. No to fakt, kolego - co za życie.
Musiał się wynieść z zimnych, zapewne nieco zawilgoconych lochów? Oh noes, co z jego mrocznym wizerunkiem?! Sypie się jak domek z kart!

Wymruczał swoje hasło i od razu skierował się do sypialni. Na swojej czarnej pościeli zobaczył list.
W czarnej-czarnej sypialni, na czarnym-czarnym łóżku na czarnej-czarnej pościeli leżał list napisany na czarnym-czarnym papierze czarnym-czarnym atramentem, przez co trochę trudno było go przeczytać, ale co tam.

Od razu poznał czyje to pismo – Voldzio. Czy ten drań akurat dzisiaj musiał się odezwać? Przeklęty! Otworzył Kopertę.
Severusie!
Pamiętaj o przysiędze, przygotuj dziewczynę,
Że ma przyjechać do Riddle Manor na Gwiazdkę.
Nie obchodzi mnie, żadne ale…
Chcę poznać córkę!
Powiedz młodemu Malfoy’owi,
Że ma się zająć kuzynką.
Lord Voldemort
Voldemort obchodzi Gwiazdkę. Nawet nie Boże Narodzenie, ale Gwiazdkę, co jest raczej polską nazwą. I pewnie jeszcze założy strój Mikołaja i przyczepi sztuczną brodę (i wciąż nie będzie miał nosa). I pisze list białym wierszem.


 No bez kitu, ludzie - gdzie są granice żenady?!

Szlag! Zaklął Severus, no ładnie… Co on powie Malfoy’owi? Że ta Granger, okazała się być jego kuzynką? Musi z chłopakiem pogadać… Dobrze, że oboje są teraz Prefektami… Trzeba będzie im przydzielać wspólne zadania…
Te, koleś, to ty masz ją mentorzyć, nie on! (Choć patrząc na różnicę wieku, byłoby to chyba zdrowsze.)

Z kim najpierw pogadać? Z dziewczyną czy z nim? Chyba z chłopakiem. Chcąc nie chcąc zwlókł się z łóżka i wyszedł ze swoich komnat. Bezszelestnie poruszał się po korytarzu, tak że gdy zapukał do drzwi, echo rozniosło się po skrzydle.
Gdyby, idąc, tupał jak słoń, pukania nie byłoby słychać wcale?
No przecież.

- Profesor? – chłopak stał z ręcznikiem owiniętym na głowie, w zielonym szlafroku z lekko głupkowatą miną.
 
Fakt, mądrej miny ten szlafrok nie ma. Zastanawia mnie jednak to, że od uczty minęło góra 5-10 minut. Mam rozumieć, że pierwszą rzeczą, jaką dorastający chłopak robi po dwóch miesiącach niewidzenia się ze znajomymi, jest wzięcie kąpieli?
Oj no, może się utytłał żarciem podczas uczty i musiał się umyć?

- Wpuścisz mnie czy mam stać na korytarzu? – syknął nauczyciel.
- Proszę. – wpuścił profesora do swoich komnat, jak Severus zauważył standardem przewyższały nawet jego… Ciekawe czyja to zasługa (Imperatywu Blogaskowego, a czyja niby? Przecież nie Logiki!), no ale nie pora się tym zastanawiać… Podszedł do stołu i usiadł przy nim, machnął różdżką i pojawiły się dwie szklanki i Ognista.
Na Wyspach alkohol można pić od 18 roku życia, Snape więc łamie prawo proponując whisky szesnastolatkowi. Ale może faktycznie lepiej, żeby częstował uczniów alkoholem, niż jakby miał z nimi płodzić dzieci.

- Siadaj. – powiedział do oniemiałego Dracona. – Nie mów, że nie pijesz, bo i tak ci nie uwierzę. – chłopak posłusznie usiadł, a Severus nalał im po pół szklanki złocistego płynu.
Jedną będzie dupczyć, innego znów rozpija... Snape, może jeszcze dealerką się zaczniesz parać?
I handlem bronią. W dodatku nawet nie wie, jak się tę whisky powinno podawać. Partacz.

- Coś się stało profesorze? – spytał.
- Co myślisz o Granger? – nie owijał w bawełnę, Smok mimowolnie zakrztusił się.
- Słucham? – jego stalowoszare oczy były nienaturalnie duże.
- Lubisz ją?
- Mam lubić szlamę? – pogarda jaka zabrzmiała w jego głosie była wyraźnie słyszalna.
- No i tu mamy problem Malfoy. Granger to nie szlama. – zaakcentował ostatnie zdanie, świdrując chłopaka czarnymi oczami.
TRRRRRR TRRRRRR TRRRRR - dźwięk świdrowania niósł się korytarzem.
A kawałki Dracona wesoło roznosiły się po pokoju.

- To kim ona jest? – z ciekawością popatrzył się na nauczyciela.
- Córką Czarnego Pana Draco. – odpowiedział z lekką frustracją.
- Kim jest Czarny Pan Draco?
Hm, google pokazuje to...
 

- Granger córką Lorda? – powtórzył ogłupiały, przeczesał swoje na pół suche włosy i wpatrywał się w Mistrza Eliksirów.
- Tak, właściwie to Granger długo nie zostanie… Lord pewnie będzie chciał, żeby zmieniła nazwisko. – z ukłuciem w sercu odpowiedział, zmieni na Riddle, żeby później było Sna… Dosyć, skarcił się w myśli.
On serialnie myśli, że Voldemort będzie chciał, żeby jego wnuk nosił nazwisko jakiegoś półmugola? Kwik.

- Ale jak to możliwe? – zadał głośno pytanie, które od dawna męczyło samego Severusa.
- Wiesz, kiedy mamusia i tatuś bardzo się kochają... - zaczął Snape ostrożnie. Dla niego też był to niezbadany teren.

- Nie wiem. W każdym razie Draco rozkaz pana jest taki, że masz zająć się kuzynką.
- Może jeszcze mam ją uwieść? – zaśmiał się wrednie.
- Nie. Masz ją zabawiać, czytać jej bajki, zaprowadzić do zoo i na karuzelę...  – (...) Twoim zadaniem jest też zapoznanie ją z Zabinim i Larios oraz Lenstrange, bo jak mniemam będą oni na Świętach również w Riddle Manor.
- Dobrze profesorze. – przytaknął potulnie, nie miał pojęcia jak to zrobić, ale cóż… Pomyśli o tym później.
Urządź parapetówę i ich zaproś, a później licz na to, że przekonają ją do siebie swoim urokiem osobistym.

(...) Severus odetchnął głęboko, a więc nie było tak źle… Spodziewał się gorszej reakcji… Co prawda, będzie musiał pomówić z dziewczyną już niebawem… Ale póki co… Musi się porządnie wyspać.
Snape obudził się, przez półtorej godziny brał prysznic i podziwiał swoją kuśkę, jakieś 10 minut spędził na zebraniu nauczycieli, góra dwie godziny na uczcie, potem maksymalnie 15 minut na przeczytanie listu i rozmowę z Draco - i zmęczył się tak przeokropnie, że musiał iść spać teraz-zaraz?

Jak to będzie? Zadał sobie pytanie patrząc tempo (...) w kotary swojego łóżka. Czy ona mnie zaakceptuje? Czy w ogóle zaakceptuje to, że jest córką Voldemorta?
Nie no, naprawdę, nie mam pojęcia, jak można czepiać się tego opka. Przecież aŁtorka nie daje najmniejszych powodów do tego. :/


Rozdział V cz. I - Malfoy przyjacielem?
       
[Nie sądziliście, że ten blogasek może być jeszcze bardziej blogaskokanoniczny? Otóż jest. Hermiona wstaje o dokładnie podanej godzinie, robi lekki makijaż i idzie na śniadanie.]
Miała ponad pół godziny, nie chciało jej się już iść do Wielkiej Sali, Ruda pewnie jeszcze się szykowała, Harry z Ronem pewnie spali, a Alex… Jakoś nie pałała wielką radością na myśl spotkania się z chłopakiem Owszem był jej bliski, ale po tym co się stało na wakacjach… Jakoś nie czuła się z nim tak dobrze, łudziła się, że może uda im się to odbudować, ale chyba nie było już co ratować… Jej uczucia były niemalże wygasłe.
Oj weź, przecież tylko próbował cię zgwałcić, nie bądź taka pamiętliwa.
-_-

Najsmutniejsze jest to, że wygaśnięcie uczuć instant wzięło się stąd, że przecież trzeba zrobić miejsce w serduszku Hermiony dla nowego ukochanego...
Jak mówiłam - totalny random do spuszczenia w fabularnym kiblu, bez bólu i żalu. To prawie piękne.

Usłyszała pukanie.
- Malfoy? – w drzwiach stanął tleniony. Swoje blond włosy miał staranie uczesane, a w szarych oczach, nie było tej pogardy co zawsze, tylko uśmiech był przyprawiony odrobiną drwiny.
Ale tylko odrobiną, w końcu Draco bez sprzeciwu przyjął wieść o tym, że jedna z najbardziej pogardzanych przez niego osób w rzeczywistości jest córką szefa.


[Draco odprowadza ją na śniadanie i - zgadnijcie co? - oboje zakopują topór wojenny i zostają BFF.]
Jeszcze nigdy z nim tak naprawdę nie rozmawiała. Ku swojemu zdziwieniu Draco był dobrym rozmówcą, umiał żartować, był inteligentny. Harry czy Ron tak nigdy nie potrafili, przy nich zawsze musiała odpowiednio dobierać słowa.
Nie wspominając o tym, że obaj tylko czekali, aż się odwróci, żeby wrócić do obrzucania się kupą.
*wyobraża sobie Hermionę przemawiającą do Harry’ego głośno,wyraźnie i stanowczo: “ZOSTAW szatę! Nie gryź! Do budy! Niegrzeczny czarodziej!”*

Nie wspominając już o Aleksandrze.
- Hermiono, powiedz mi co ty widzisz w tym kretynie Swan’ie? – zapytał ni stąd ni zowąd. - I jak się sadzi te chędożone apostrofy?

- Szczerze? – popatrzyła się w jego stalowoszare oczy pokryte podkładem przeciw rdzy. – Nie wiem Draco.
- To ja mam to wiedzieć? – spytał całkiem poważnie. – Jak dla mnie to debil, podziwiam cię, że z nim tak długo wytrzymałaś…
- Dzięki. – zaśmiała się. – Skoro już się czepiamy tego tematu, to co się stało, że od dłuższego czasu jesteś sam?
- Nie znalazłem, żadnej normalnej laski ostatnio. – wzruszył ramionami, w jego głosie dziewczyna wyczuła gorycz oraz nieodpartą potrzebę pomocy nieszczęśnikowi.rozsadzanemu przez testosteron.
- Aż tak źle Smoku?
I Hermiona zrobiła:

- Niestety. – stanęli w drzwiach do Sali Wejściowej, Draco puścił Hermionę przodem, a sam wszedł za nią. – Do zobaczenia na OPCM Mała. – pożegnał, klepiąc ją po ramieniu.jak przystało na elokwentnego dżentelmena.
- Cześć Smoku. – uśmiechnęła się. Oboje skierowali się do swoich stołów.

[Do listy bohaterów lecących na Hermionę do Alexa, Snape'a i Harry'ego dołączają Malfoy i Zabini. Hermiona zrywa z Alexem, a Snape niczym Sassy Gay Friend zabiera ją do siebie, żeby o tym porozmawiali.]
 
Severus zapatrzył się w ogień, nie wiedział od czego zacząć. Po krótkim jednak namyśle, jednak namyśle, a nie... czym? Boję się zgadywać.

zaciukał do Dumbledore’a i poprosił o zwolnienie z przynajmniej trzech lekcji podobnie jak dwójkę nastolatków.
Zaciukał Albusa i dwójkę nastolatków. No cóż, rok szkolny jakoś trzeba zacząć!

Nie wiedział ile im to zajmie, a wolał być zabezpieczony.
- Co się stało panno Granger, że pani płakała? – zapytał w końcu. Musiał przecież, jakoś zacząć tą rozmowę.
Oł je: 

 - Zerwałam z Alexandrem. – spuściła oczy, unikając spojrzenia dwóch mężczyzn.
- Czy coś ci zrobił? – syknął wyraźnie zirytowany czymś.
- Nie. – szepnęła, chociaż oboje dobrze ją usłyszeli. – Nic, po prostu…(...) Nie kocham go już i zerwałam z nim.
Severus odetchnął z wyraźną ulgą, co Dracon uważnie zarejestrował. Co się stało na wakacjach? Co Gra… znaczy Riddle mu obiecała, co między nimi było?
I czemu właściwie wyznaje to - do tej pory - nielubianemu nauczycielowi i szkolnemu wrogowi?

- Rozsądna decyzja. – swoim jedwabistym głosem powiedział Severus, przyglądając się jej.
- Profesorze? – odezwał się Dracon, nie wytrzymał tego napięcia, ciekawość byłą w nim bardzo rozwinięta.
Jego rzepka też była niczego sobie. I strzemiączko.
Ale mózgownicę wypadałoby poddać forsownemu treningowi, toż to flak jest.

- Tak? – Severus podniósł jedną brew do góry i spojrzał na chłopaka.
- Po co właściwie nas tu pan ściągną? Żeby zapytać, dlaczego Granger płakała? To trochę szyte grubymi nićmi nie uważa pan? Nie warto powiedzieć jej prawdy? – głos ślizgona był poważny, od razu postawił, że gra w otwarte karty. Chciał się dowiedzieć, co jest grane i tyle.
- Czyżby panie Malfoy? – Mistrz Eliksirów spojrzał na chłopaka i od razu poznał co chodził mu pogłowie trzody chlewnej, a więc Draco zauważył moją chwilę słabości? Przeszło mu przez myśl, no ładnie.
Wiesz, Snape, jeśli rzeczywiście masz taką dorodną kuśkę, to twoje “chwile słabości” powinny być dość łatwo zauważalne...

- Profesorze proszę powiedzieć o co tu chodzi. – wtrąciła się Granger, która przez chwilę zdawała się być nieobecna.
- Skoro nalegasz. – uśmiechnął się Snape jadowicie. – Jesteś pewna, że chcesz poznać prawdę dziecko?
Tak, dosraj jej! Z grubej rury wal, nie bierz jeńców!

- Tak. – jej głos brzmiał trochę niepewnie, ale harde spojrzenie jakie posłała nauczycielowi było bardzo wymowne. Panna-Wiem-To-Wszystko chciała znać prawdę.
- Jesteś córką… - Severus nabrał powietrza.
- Czarnego Pana. – dokończył za niego Draco.
- Świetny żart Smoku. – uśmiechnęła się ciepło do chłopaka.
- To nie żart panno Granger, czy właściwie powinienem powiedzieć panno Riddle.
Hermiona patrzyła osłupiała to na jednego to na drugiego, czy oni do reszty oszaleli?! Ona miałaby być córką tej Jaszczurki? To najbardziej głupia hipoteza jaką usłyszała od 6 lat. Przecież jej ukochani rodzice, mama i tata… Oni byli mogolami! Na pewno była ich córką, przecież by jej to powiedzieli gdyby było inaczej! Nigdy nie mieli przecież, przed nią tajemnic. Nie, to nie możliwe. To nie może być prawda… A właśnie przecież jest w Gryffindorze, więc jak ona mogłaby być córką tego ślizgona?!
- Hermiono tak mi przykro. – wyszeptał blondyn.
Tak mi przykro, że jesteś córką mojego szefa, więc już nie mogę nazywać cię szlamą.

Czuła, że złapał ją za rękę, że gładził ją swoim kciukiem.
Ale tylko samym kciukiem. Jednak nie do końca opanował odruch obrzydzenia, jak widać.

A ona powoli zapadała się w nicość, czarne macki łapały ją z każdej strony,
Yay, tentacle.
 

twarze przyjaciół, które migały jej w pamięci ustępowały na rzecz Jaszczurki, który śmiał się do niej złośliwie. Nie czuła nic… Nie chciała na to patrzeć, nie chciała, ale musiała… Wreszcie odleciała w niebyt.
*odhacza Standardowe Omdlenia Opkowe*

Rozdział VI - Po przebudzeniu
       
- Profesorze co zrobimy? – spytał przerażony Dracon, patrząc na twarz Riddle.
Kilka brązowych loków wyswobodziło się z splecionego warkocza i otoczyło jej bladą twarz, pełne usta były lekko uchylone, kończyny bezwładnie leżały porozrzucane na sofie.
Aha, czyli to nie było omdlenie, a bardziej coś jak... rozerwanie na kawałki?

Wyglądała pięknie, nawet gdy była nieprzytomna, zarówno młodszemu jak i starszemu mężczyźnie zabrakło tchu, gdy przyglądali się jej bezwładnemu ciału i z niepokojem odkrywali, że nekrofilia jeszcze nigdy nie wydawała się tak kuszącą opcją.
.

- Wejdź do mojego składziku, to drzwi po lewej i weź dwie fiolki z eliksirami cucącymi i uspokajającymi oraz regenerującymi. Wszystko masz podpisane, nie stłucz tylko nic i nie siedź tam za długo. – rozkazał.
Sam wziął dziewczynę ostrożnie na ręce, jak gdyby była z porcelany i zaniósł ją ostrożnie do swojej sypialni. Położył bezwładne ciało na czarnej satynie najdelikatniej jak umiał i patrzył się na nią.
Wiedziałam! Czarna satyna!

Jej mlecznobiała twarzy niesamowicie wkomponowywała się w jego, wielkie, szerokie łoże i czarną pościel. Było w niej coś mistycznego, coś odległego.
W nieprzytomnej dziewczynie na jego łóżku. Kolego, może lepiej, żeby to zostało czymś odległym, ok?
Ja to zrozumiałam tak, że Hermiona wsiąkła w pościel i jeszcze tylko sama twarz unosiła się na powierzchni...

Przypominała mu raczej odległą księżniczkę ze starych ksiąg niż, Wiem-To-Wszystko-Lepiej-Od-Ciebie. Była niesamowicie piękna, nie wiedział nawet kiedy jego dłoń sama zbliżyła się do jej policzka. Poczuł pod palcami jej chłodną, miękką skórę, starał się zapamiętać jej fakturę najlepiej jak tylko potrafił.
- Yyy… profesorze? – usłyszał koło ucha głos Dracona.(...)
- Masz wszystko co chciałem? – spytał.
Jego głos był naturalny, jakby to co robił było najnormalniejszą rzeczą na świecie.
- Tak profesorze. Proszę. – podał mu wszystko do ręki.
Severus ostrożnie wziął od niego specyfiki i drugą rękę włożył pod głowę dziewczyny. Odstawił buteleczki, wolną ręką odkorkował jedną i wlał do rozchylonych ust dziewczyny. Niemalże pieszczotliwymi ruchami gładził jej gardło, żeby dziewczyna przełknęła eliksir.
Ale on wie, że podawanie płynów nieprzytomnym grozi śmiertelnym zadławieniem, tak? (Tak tylko piszę, żeby odwrócić swój mózg od nekrofilskiego Snape'a.)
On musi mieć naprawdę DŁUGIE palce, skoro gładzi jej GARDŁO...

Tak robił z każdym eliksirem. Draco przyglądał mu się uważnie. Teraz był już pewien, że coś jest nie tak.
- Mogę o coś spytać proszę pana? (...) Co panu tak sterczy pod szatą? pana łączy z Gran… znaczy z Riddle? – Severus powoli odwracał wzrok od dziewczyny.
- Nie powinno to pana interesować panie Malfoy. – jego głos zmroził blondyna. – Proszę wracać do siebie.
(...) Spojrzał na dziewczynę, jej klatka piersiowa unosiła się w rytmicznych ruchach. Patrzył na nią zahipnotyzowany, ostrożnie przesunął dłonią po jej szyi. Nie obudziła się. Gładził dekolt, nawet nie zauważył, gdy jego palce wsunęły się dziewczynie pod bluzkę. Czuł pod palcami skórę jej piersi, był zdumiony jak szybko zmieniły twardość pod wpływem jego dotyku. Nie zastanawiając się dłużej pochylił się nad nią, musnął jej usta swoimi. Raz, drugi a potem trzeci. Nie zauważył nawet, gdy zaczął pieścić jej wargi swoim językiem. 
 AŁtoreczko - podstarzały facet molestujący i obmacujący nieprzytomną dziewczynę, która mogłaby być jego córką - poważnie sądzisz, że to takie fajne i romantyczne?
Tak, rzeczywiście, ktoś tu robi “cudowny” użytek ze swojej wyobraźni. Nic, tylko siedzieć, podziwiać i głaskać niszczarką.

Oprzytomniał dopiero, gdy dziewczyna jęknęła. Szybko oderwał się od niej, a przynajmniej próbował, bo dziewczyna zwinnym ruchem przyciągnęła jego głowę, do wcześniejszej pozycji.
Bo oczywiście ona też na niego leci, a jakże, to wcale nie jest efekt tych eliksirów, które jej podał... Tak to było, Wysoki Sądzie.

Tym razem czuł, jak ona pieści jego wargi swoim językiem. To było dla niego niesamowite przeżycie, nigdy tego nie robił, a ona zdawała się wiedzieć czego chce. Zdziwiony poddał się, gdy próbowała mu językiem otworzyć usta, czuł jak wiruje on w jego buzi, jak zachęca on go do szaleńczego tańca.
Wiruje w jego buzi. A myślałam, że nie da się spierdzielić tej sceny jeszcze bardziej!
Jak naprawdę mocno zawiruje, to mu w końcu ten język utnie. Bo to tak, jakby go podetknąć pod działający wiatraczek.

Poddał się temu uczuciu. Nie wiedział nawet kiedy, jego ręce zaczęły odpinać stanik dziewczyny.
Nie wiedział, nie zauważył... Snape ma zdumiewająco małą kontrolę nad sobą jak na superopanowanego podwójnego szpiega i wgl.
To się samo robiło. “To nie ja, to moja ręka!”

Oprzytomniał dopiero gdy zobaczył jej nagie, okrągłe piersi. Odskoczył od niej jak oparzony.
Takie brzydkie były?

- Profesorze nie. – jęknęła na wpół przytomna.
- Ubieraj się do cholery Granger! – warknął na nią.
Odwrócił się od niej, nie chciał, żeby zobaczyła w jakim jest stanie. Jego przyrodzenie boleśnie pulsowało.
- Pomóc panu? – szepnęła, stając za nim, przez co o mały włos mężczyzna nie rzuciłby się na nią.
Tak, zabij ją, to przez nią ci stoi!!!

- Wynocha Riddle! – krzyknął.
Nie będziesz mi się tu podstępnie zakradać do pokoju, kłaść na łóżku, rozbierać i ocierać się o mnie tymi wielkimi cyckami, zrozumiano?!
Wstydź się, smarkulo!

- Ale ja chciałam pomóc. – w jej oczach zabłysnęły łzy.
Severus prychnął i złapał ją za rękę ciągnąć w stronę łóżka, popchnął ją brutalnie w jego stronę i sam usiadł koło niej.
- Chciałaś pomóc, czyż nie? – zapytał już opanowanym głosem.
Dziewczyna odpowiedziała mu skinieniem, Snape uśmiechnął się drwiąco i złapał jej dłoń. Pokierował ją tak, żeby dotknęła najpierw jego przyrodzenie przez materiał spodni, a później sam rozpiął rozporek i szybkim ruchem ściągnął z siebie spodnie. Został w samych bokserkach.
Dziewanna, będę rzygać.
Ja też. W ogóle najchętniej bym to wywaliła wszystko w cholerę z analizy - ale nie, niech każdy zobaczy, jakie to opko fajne i sympatyczne, i jak nie ma żadnego powodu, żeby je krytykować.

Hermiona czuła, że się rumieni. Właściwie co ona sobie myślała, pytając czy może mu pomóc? Teraz wpatrywała się zawstydzona w bieliznę nauczyciela, która była nienaturalnie wielka.
Taaaaakie wielkie majtochy! Rozmiar XXXXL, z podwójnym golfem!
 

Takie o, tylko bardziej posępne.

Tak wielka, widziała już kilku facetów w takim stanie, ale przyrodzenie Snape ledwo mieściło się w bieliźnie.
Tak tak, i zwali go Chujogromem, wiemy.
Dobrze, że nie musiał sobie tego przyrodzenia przez ramię przerzucać, żeby w ogóle móc chodzić.

Spojrzała na niego niepewnie.
- I? Panna – wiem – to – wszystko – nie – wie – wszystkiego? – zadrwił z niej nauczyciel.
Przestała pieścić jego przyrodzenie przez materiał, jęknął zirytowany. Powolnym ruchem dłoni, pieszcząc opuszkami jego gładką skórę, wsunęła dłoń pod materiał. Wolną ręką zaś, zsunęła z niego bokserki. Musiała przecież widzieć co robi, nieprawdaż? Jej oczom ukazała się ogromna, przygotowana do działania męskość. Delikatnie złapała ją i zaczęła gładzić powolnymi ruchami. Severus jęknął z rozkoszy, spojrzała na niego i widząc jego nieprzytomny wzrok zaczęła śmielej bawić się jego członkiem. Jej zwinne palce doprowadziły go do szału, kilka minut później Hermiona miała dłonie pokryte nasieniem swojego nauczyciela.
Mam nadzieję, że macie dość. Bo my tak. I to bardzo.
Ano. I jeśli wciąż twierdzicie, że pisanie takich rzeczy jest "pozytywnym wykorzystaniem wyobraźni", to
 

57 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nieprzytomna Hermiona i dobierający się do niej Snape... Aż mi się kropki rozmnożyły...
Swoją drogą słowo "kuśka" mnie zauroczyło :)
Rzabcia

Tarja pisze...

No... Obrzydliwe. Znaczy się opko, bo analiza była wyśmienita. Tak swoją drogą, to ciekawe, czy ałtorka pisała coś takiego z premedytacją, czy naprawdę nie widziała jakiego zboczeńca zrobiła ze Snape'a.
Pozdrawiam, Tarja.

Anonimowy pisze...

"Jej twarz przybrała tak łagodny wyraz twarzy (...)"

Yyy..jej twarz miała swoją własną twarz? O.0

Anonimowy pisze...

Dżizas. Po prostu Dżizas Krajst. e____e

Weszłam na waszego bloga, paczę, i widzę, że jest nowa analiza. Za jednym zamachem przeczytałam wszystkie części, przy wszystkich płakałam ze śmiechu. Jednakże, gdy doszłam do tej analizy, tzn do fragmentu w którym Snape... I Hermiona... *nie może się opanować i wyciąga spod biurka kubełek* Szacun dla aŁtoreczki, która wymyśliła Snape'a lubiącego soczek pomarańczowy i podziwiającego swoją "kuśkę" (xD) w lustrze.
Ale fragment o cyckach mnie rozwalił na części elementarne. xDD

Pozdro, Mona.

Anonimowy pisze...

SUPERNATURAL!!! Więcej gifów proszę :D

Mnie najbardziej zastanawia, co to się stało z Hermioną, która wcześniej była taką cnotką-niewydymką i w ogóle wstydzi się i ucieka. A tu nagle będzie "pomagać".

Masakra, masakra. Bywały oczywiście gorsze seks-opka, ale to plasuje się zaraz za Różowym Pamiętniczkiem z Akatsuki ;)

Ag

Miss Derisive pisze...

- Nie jestem żadną Mionusią! – obruszyła się. Nie nawiedziła jak ktoś do niej mówi Miona, porażka…
>> Nie próbujcie nazywać Hermiony Mionusią, bo nigdy, przenigdy was nie nawiedzi!

- Ale do Pokoju Wspólnego Gryfonów mogę dalej wchodzić? – spytała.
- Oczywiście. Hasło do twoich komnat brzmi: „tulipan”.
>> Prosta gra słowna: TULI-PAN. I już wiemy, do czego mają służyć te komnaty.

Pomarańcze wyciskane na klatę i flakowatą mózgownicę ogłaszam daniem dnia.

A to, co aŁtorka zaserwowała na zakończenie... Jak ktoś się zabiera za opisy scen erotycznych, to widocznie jest dość dorosły, by przyjąć krytykę, IMHO.

Leleth pisze...

Blagrh, obawiam się, że ostatni akapit może nawiedzać mnie w koszmarach... Analiza jak zwykle świetna.

Serenity pisze...

Przy okazji ostatniego fragmentu tej analizy przypomniał mi sobie kawał o King Kongu, którego jednak tutaj nie przytoczę. Ale jeśli Analizatorki byłyby zainteresowane to może kiedyś gdzieś, zademonstruję ;)

Babatunde Wolaka pisze...

"Zazwyczaj patrzy się zza okularów, można też znad nich - ale o spoglądaniu spod okularów jeszcze nie słyszałam."
Po prostu Dumbel miał okulary zsunięte na czoło.

"Spojrzał na swoje przyrodzenie.
Czeka nas opis kuśki Snape'a. Yay..."
Jak mówi poeta: "Czy to róża, czy konwalia? Nie, to moje genitalia!"

"Ręcznie zapinał swoją nauczycielską togę, w której było dość dużo guzików.
(...)
Nie no, mógłby zapewne użyć jakiegoś zaklęcia, ale wolał to zrobić ręcznie, jak mugol, żeby... bo ja wiem? Być bardziej TRU?"
W ten sposób ćwiczył mięśnie, a co!

"- A może wampiry i wilkołaki? – spytała profesor mugoloznastwa.
- A może dziwki i alfonsi? - wtrąciła Pigmejka.
- Jasne to znaczy, że Lupin już strój ma gotowy. – sarknął Mistrz Eliksirów."
Wtrącenia są zUe :D

"W Hogwarcie potworzyły się jakieś Gangi Nowego Hogsmeade, że trzeba aż tak strasznie się zajmować tymi uczniami?"
Ano, z Hufflepuff Hools nie ma żartów.

"Duża, przestronna toaleta z jacuzzi"
Eee... że niby kibel z bąbelkami?

"zaciukał do Dumbledore’a i poprosił o zwolnienie z przynajmniej trzech lekcji podobnie jak dwójkę nastolatków"
Literówka; powinno być "zaciupciał".

"...nie stłucz tylko nic i nie siedź tam za długo. "
I nie wypij soczku, bo zabiję!

"Profesorze nie. – jęknęła na wpół przytomna"
Profesor Nie to daleki krewny Doktora No.

Szlafrok Dracona i Snape biegający po Hogwarcie w samym ręczniku zrobiły mi dzień. A co do ostatniego fragmentu - to chyba nie była Mionka, tylko Milenka.

A tak poza tym, to w ogóle nie rozumiem, jak się tego opka można czepiać :)
Hasło: reksin. Czyli krzyżówka Reksia z rekinem. Pasowałoby, żeby kogoś pogryzł.

Anonimowy pisze...

To... to... to było paskudne!
*kiwa się miarowo i wpatruje w ścianę*
Ten ostatni fragment będzie mi się śnił w koszmarach, tak samo jak Leleh.


"na ich miejsce wchodzą: u ślizgonów Mikael Lind"
Chyba mamy tutaj uciekiniera z Sagi o Ludziach Lodu. Niech biedak wraca czym prędzej, tam było znacznie sensowniej i sympatyczniej!

hasło: ghichre
Tak, wydawałam podobne dźwięki podczas czytania.

Pozdrawiam
Lawina

Winky pisze...

Nie no, ja się nie zgadzam, żeby ten borski anal kończył się w tak emocjonującym momencie. Na tym aŁtorka skończyła? Żadnych angstów ani dalszych akcji? Nienasycony lud żąda wiency!

Anonimowy pisze...

a jaki jest adres tego opka? Bo ten adres z poprzedniej analizy nie działa.

Anonimowy pisze...

Jebłam żem mym zacnym łbem w monitor.

G E N I A L N E !


Kuśka?

Anonimowy pisze...

Wyciskanie pomarańczy na klatę wygrywa. I na tym poprzestaniemy, bo co sobie przypomnę końcówkę analizy, to już nie chcę żyć na tej planecie.

To miało być romantyczne?
To miało być jakiekolwiek inne niż tylko przerażające?
Gwałcenie nieprzytomnej dziewczyny i ofiara ochoczo "pomagająca" gwałcicielowi natychmiast po przebudzeniu?

Morfeuszu, ratuj, gdzie moja niebieska pigułka...

Natalia SStefania Borucka pisze...

Też bym wolała, żebyście wycięły tę ostatnią scenę. Jestem za tym, żeby ludzie bez przeszkód realizowali swoje najbardziej chore fantazje w fikcyjnych światach, ale zaczynam się zastanawiać nad tym, do jakiej szkoły chodzi aŁtoreczka.
Udowodniłyście, że to opko to straszny syf, oj jak udowodniłyście.

Dzidka pisze...

Widzę, że stare, dobre słowo "kuśka" powoli odchodzi w zapomnienie, dobrze, że PLUS je wskrzesił :)

Pominąwszy wszystkie obrzydlistwa, mamy też orty oraz idiotyzmy: już nie tylko Dumbledore patrzy spod okularów, ale Minerwa uśmiecha się znad nich! Widać nosiła je na brodzie...

Nie - rzeczywiście nie ma o co czepiać się tego opka, a aŁtoreczka absolutnie nie powinna spalić się ze wstydu i rozsypać w kupkę zawstydzonego popiołu. Skąąąąądże.

Niofomune no Goyousei pisze...

Uch, never again. Jeżeli znowu napatoczy się tu jakaś obrończyni uciśnionych ałtoreczek, to chyba pójdę się pociąć żelkiem. No jak wy w ogóle możecie się czepiać takiego fajnego i milusiego dzieuka? Bez serca normalnie.

Anonimowy pisze...

Dołączam się do pytania innego Anonima - jaki jest adres tego opka? Bo ten (adres) wcześniej podany nie działa.

Anonimowy pisze...

MOJE OCZY!

Jezu Chryste... Ja przepraszam, ale nie dałam rady przebrnąć przez całość D: Kto w ogóle wymyślił coś takiego?!

Ja Was z całego serca podziwiam, że udało Wam się to przeczytać i zanalizować, bo ja bym wysiadła na starcie.

Adres nie działa, bo autorka usunęła bloga ;) Ale na chomikuj są rozdziały, więc... :D

Pozdrawiam,
Phani

Dzidka pisze...

Tak jest, aŁtorka usunęła bloga, o czym jest w komentarzach pod pierwszą albo drugą częścią.

A taki był dobry, nie?

Shishuu pisze...

Analiza świetna. Padam Do Nóżek Patil zabiła mnie :D
A scena seksu... nie skomentuję X_X za dużo dla mnie.


Zastanawiam się, czy mój blog nadawałby się do zanalizowania...
www.shishuu.blog.onet.pl

Anonimowy pisze...

Aaaaa! zabijcie to zanim złoży jaja! Padam Do Nóżek Patil zrobiła mi dzień ale zastanawia mnie jedno: co stało się z Hermioną, która była przecież taka grzeczna itp. a teraz tak "pomaga" Snapeowi... Chyba wolę w to nie wnikać.

Yenna

hushczyta pisze...

Borze wszechszumiący, widzisz i nie grzmisz, a gdy grzmisz, to nie rzucasz piorunami, a gdy rzucasz to pudłujesz!
Mój poziom obrzydzenia sięgnął wyżyn. Pozostaję zniesmaczona.
Ale komentarze cuuuuudne. Nie wiem, co mnie najbardziej urzekło, waham się między Potterem i Weasleyem czekającymi tylko, by obrzucić się kupą czy może Snape rozpijający Malfoya, dupczący Granger-Riddle, a może by i dealerką się zajął. Facet ma mało zajęć, a hobby jakieś trzeba mieć.
Aha, i zawsze wiedziałam, że Dean Winchester da radę odpowiednio skomentować takie opka.
Pozdrawiam i do "zobaczenia" za tydzień. :D

Zmora pisze...

Czy ktoś ma informacje do do śmierci z zarzygania? Bo chyba zaraz umrę. Fuj.

Anonimowy pisze...

Opko jest delikatnie mówiąc niesmaczne... ale analiza za to bardzo kwikaśna, co chwila wybuchałam śmiechem, ale posępne gacie przebiły wszystko, dzięki ;D.

Drarry pisze...

Niofomune no Goyousei: wedle życzenia i miłego cięcia się, choć w tej sytuacji to marnowanie żelków.

Tym razem jednak nie chce mi się komentować odnośników do treści opowiadania samych w sobie, ale fakt, że - o ile się nie pomyliłam - aŁtorki bloga 6 razy zamieściły w swoich komentarzach aluzje do moich komentarzy z poprzednich analiz (że o komentarzach tutaj nie wspomnę). To miłe widzieć, że pozostawiło się po sobie zauważalny ślad na takim jakże zacnym i sympatycznym blogu.

Tuśka pisze...

Oh My Forest. Aż zrezygnowałam z jedzenia pod koniec, bo myślałam, że nie wytrzymię. Jak chory mózg mógł spłodzić coś takiego o.O? Podziwiam, że dotrwałyście aż tak daleko. Szczerze podziwiam.
Ale jest też duża zaleta tej analizy - poznałam Sassy Gay Frienda, właśnie wzięłam się za oglądanie :)

Sineira pisze...

@Drarry: Nie kompromituj się jeszcze bardziej. Broniąc tego "tForu" wiedziałaś, co w nim jest, a mimo to usiłowałaś wszystkich przekonać, że to fajne, milusie i nieszkodliwe opko. Dziewczyno, dobre porno nie jest złe, ale to coś nie jest dobrym porno. To coś zalatuje wyjątkowo ohydnym fetorkiem, przy którym gnojówka wydaje się pachnieć lawendą.

kura z biura pisze...

To opko jest tak durno-wkurwiające, że nie dotrwałam do końca. Nawet komentarze go nie ratowały, bo w komentarzach słychać było przede wszystkim zgrzytanie zębów i łomot głów walących o biurka. Aaaargh!

Anonimowy pisze...

Dziewczęta, współczuję. Dobrnęłam do końca analizy tylko dzięki Waszym komentarzom, a to i tak z trudem. Końcówka jest... no po prostu straszna. Brak słów.

Próba obrony tego dzieua zaczyna mi trącić trollizmem.

Pozdrawiam i trzymajcie się dzielnie!
Nadira

Eris pisze...

Nie no, serio, Drarry...

Czego się spodziewałaś? Że analizatorki i czytelnicy nagle doznają olśnienia i na klęczkach zaczną przepraszać autorkę tego opka, bo przecież tylko "korzystała ze swojej wyobraźni w pozytywny sposób"?

Broniąc możliwości publikowania pedofilskich pornoopek, automatycznie zrobiłaś z siebie łatwy cel do krytyki. To nie tak, że analizatorki chciały akurat Tobie zrobić koło rzyci. Osobiście znam wiele osób, które uważają, że seks nastolatki ze starym pierdzielem to zupełnie normalna, fajna rzecz do opisania. Dzisiejsza analiza jest pstryczkiem w nos dla takich osób. Tyle w temacie.

o_O pisze...

Przeczytałam zarówno wszystkie trzy części analizy jak i komentarze i powiem tylko jedno... czy wy jeżdżące tak po Drarry wgl czytałyście co ona pisała? Bo ja przeczytałam i nie zauważyłam nic co by pałało miłością do opowiadania... Pomyśleć by można, że osoby, które biorą się za analizę czegokolwiek rozróżniają krytykę opowiadania/tekstu, a krytykę AUTORA, tak AUTORA... jak ktoś kiedyś zauważył autor to osoba która coś zrobiła/popełniła. Nazywajcie to jak chcecie. Widziałam kilka blogów z analizami i na żadnym nie spotkałam się ze zwykłym "gnojeniem" kogoś kto stworzył to co nazywacie "opkami". To w jaki sposób i analizatorzy i komentujący wypowiadają się tutaj o ludziach "popełniających opka" jest chore i niesmaczne.
Dla was to wyśmiewanie OPKÓW, ale ktoś spoza waszego "szanownego" grona widzi to zupełnie inaczej. Nauczcie się szacunku do drugiego człowieka, bo to każdemu się należy.
A co do analizy się nie wypowiem, bo nie ma to sensu.

Niofomune no Goyousei pisze...

Słowo "opka" inaczej się odmienia. Kogo, czego? "opek", nie "opków".

Pozdrawiam, Niofo

Babatunde Wolaka pisze...

@ o_O
"Pomyśleć by można, że osoby, które biorą się za analizę czegokolwiek rozróżniają krytykę opowiadania/tekstu, a krytykę AUTORA, tak AUTORA..."
A czyż to nie Drarry sama twierdziła, że "Krytykując tekst w taki sposób, uderzacie też bezpośrednio w jego twórcę - w końcu to jego dzieło, więc skoro jest takie denne, to on też musi taki być..."

"To w jaki sposób i analizatorzy i komentujący wypowiadają się tutaj o ludziach "popełniających opka" jest chore i niesmaczne."
Jasne, a wizje Snape'a gwałcącego nieprzytomną uczennicę i Hermiony całej od spermy w ogóle nie są chore i niesmaczne. Gdzie tam.

Magrat pisze...

Nad tym opkiem praktycznie nie ma się co rozpisywać, wszystko zostało już powiedziane przez innych. Mi pozostało jedynie załamać ręce nad kompletnym brakiem dobrego smaku u aŁtorki. Co do analizy, to jest ona po prostu prześmieszna, aczkolwiek przyznać muszę, że miejscami rozbawienie walczyło u mnie z totalnym obrzydzeniem.

Lily pisze...

Ech, ja chciałam coś napisać o bezsensownym bronieniu opek, ale do takich ludzi jak Drarry czy o_0 nie da się przemówić. Zatem ja tylko posiedzę i pokwilę cichutko znad kubka melisy.

Anonimowy pisze...

Mam takie pytanko do czytelników. Czy jest mi ktoś w stanie powiedzieć, jaka analizatornia była pierwsza? Przejrzałam sobie te linki i praktycznie wszystkie mają ten sam schemat pisania notek, analiz, samego analizowania, nawet styl ripost mają podobny. Czy wszyscy inspirują się PLUSem, czy PLUS inspiruje się kimś? :)

Ther pisze...

O rety... Toż to chyba najgorszy zamach na kanon jaki widziałam. A Snape z soczkiem i biszkopcikami wydawał się taki niewinny! Uff, dobrze, że to koniec.

Cyn pisze...

Potworność. Jestem pod wrażeniem Waszej wytrwałości, dziewczyny. :)

Mam tylko jedno, małe "ale" - myślę, że akurat omdlenie Hermiony, mimo że tak typowe dla opkowego świata, było na miejscu. Dziewczyna dowiedziała się rzeczy wstrząsającej, szok emocjonalny wywołał omdlenie neurogenne i voila. Chociaż całej reszty nie da się wytłumaczyć w żaden sposób.

Już nigdy nie spojrzę na sok pomarańczowy tak samo.

Anonimowy pisze...

Hej, a to nie bylo czasem tak, ze jak sie zlamalo Niezlomna Przysiege(tm) to sie umieralo? I po to bylo to cale fiku-miku z rozdzka? Nie zeby od tego sytuacja w opku robila sie mniej chora(przelecisz pietnastke albo umrzesz - btw. Voldek raczej wolal usmiercanie zalatwiac samodzielnie) czy bardziej spojna psychologicznie (bo Snape mial wazniejsze dylematy niz wymienione w poprzednim nawiasie). Przynajmniej ten brak decyzyjnosci Snape'a robi sie mniej gryzacy.

A opko zUe oj zUe... Choc analiza przeborska :-) Za slowo kuska macie u mnie soczek pomaranczowy przy okazji

Pozdrawiam
Reinmar van Hagenau (zaden krewny poety)

__
Sent from my komorczak

Anonimowy pisze...

Analiza świetna,jak zwykle,ale tekst obrzydliwy.Uśmiałam się nad szlafrokiem i zaciukaniem,ale ta
końcówka...Pewnie,dobre porno nie jest złe,ale facet z nieprzytomna uczennicą ....Z kolegą nie chciała a tu taka do pomocy chętna od razu?
Z psychologią postaci w książce to nie ma nic wspólnego.Fuj.
Chomik

Silka pisze...

Wypowiem się w kilku kwestiach:

1. Odnośnie szacunku dla autorek blogasków: Chociaż wszystkim analizującym nie raz puszczają nerwy (nie dziwię się) to jeszcze nie natknęłam się na wyzwiska pod adresem wyżej wymienionych. Analizatorzy mówią o autorkach tak, jak autorki same siebie przedstawiły, nie snują obraźliwych domysłów ani nic w tym stylu. I naprawdę, jedyne do czego moim zdaniem można się przyczepić, to pisanie "aŁtoreczki", bo można by powiedzieć, że to umniejsza ich wartość. Ale, z drugiej strony, o jakiej wartości tekstu my mówimy? Jak tekst jest zły, to i autora trudno nazwać autorem.
2. Jak mogłyście wyciąć lekki makijaż? JAKŻE TO TAK?!
3. Ktoś anonimowo pytał o pierwszą analizatornię - nie mam dokładnych danych, ale najbliżej pierwszej jest http://lochasnejpa.blogspot.com/

Asoka Kira pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Shady Eyes pisze...

Spojrzał na swoje przyrodzenie.

A przyrodzenie spojrzało na niego i mruknęło porozumiewawczo.

(Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie dopisać)

Lily pisze...

A z perskiego kira znaczy... no, kuśka.

Anonimowy pisze...

Lily pomińmy ten fakt :p

emilyanne pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
kura z biura pisze...

@Anonimowy:
>Czy jest mi ktoś w stanie powiedzieć, jaka analizatornia była pierwsza? (...)Czy wszyscy inspirują się PLUSem, czy PLUS inspiruje się kimś? :)

Pierwsza chyba rzeczywiście była Locha Snejpa, dziś dostępna tylko w internetowym archiwum (choć niedawno ktoś zebrał do kupy wszystkie dostępne analizy i zamieścił je na nowym blogu) - to rok 2005. W 2006 zaczęły działać Złe Kaśki, w sierpniu 2008 powstały trzy dość znane analizatornie: Sierżant und Saper (aktualnie znana jako NAKWa), Ściany Niewiedzy i Mury Tępoty, i Mroczna Czwórca. PLUS powstał w czerwcu 2009. Z wymienionych, do dzisiaj działają jedynie PLUS i NAKWa. To taka historia analizatorni w skrócie :)

limonka pisze...

Oj jakie to wszystko dobre jest :)

Anonimowy pisze...

A w Biednej Ronce akurat była promocja na biszkopty i co? No i teraz sobie nie kupię, bo mi jak nic w gardle staną...

Anonimowy pisze...

To jedna z najlepszych analiz jakie kiedykolwiek czytałam!!! Już dawno się tak nie uśmiałam. Wy macie talent, że sprawiłyście, że śmiałam się w głos (co mi się dosyć rzadko zdarza), natomiast aŁtoreczka miała "talent", że w ogóle takie coś wymyśliła xD . Snape i jego obsesja na punkcie soczku pomarańczowego i biszkopcików będzie mi się śnił po nocach O_O .

Pozdrawiam, Mai.

Luna Paryska pisze...

Dla tych którzy się "zainteresowali" tu jest dalsza część jest na chomiku pod tytułem "Hermiona Riddle - Severus Snape" xD

Anonimowy pisze...

Nie doczytałam ostatnich trzech zdań. Tak mi się niedobrze zrobiło, że zwyczajnie nie byłam w stanie. Borze Najzieleńszy, jal można stworzyć coś tak odrażającego Oo
Nami

Stella Jones pisze...

Więc tak... Pierwszą część tej analizy przeczytałam w nocy, tak żeby sie pośmiać... I sie udało, prawie płakałam ze śmiechu za co bardzo wam dziękuję :D
Resztę zostawiłam na następny dzień, usiadłam sobie do śniadanka i zaczynam czytać....
O mój Boru, Ble!!! Naprawdę, prawie mi sie cofnęło.
Jak można napisać coś takiego... Jak?! To jest czysta makabra. Ciekawa jestem min rodziców aŁtorki po przeczytaniu tego czegoś... Musiały by być naprawdę bezcenne (y)

Anonimowy pisze...

Analiza przecudna, ale sam tekst ohydny. Rozśmieszyła mnie Hermiona, która po pojedynku z trollem, zmianie się w kotołaka, spetryfikowaniu, walce w Ministerstwie, itp., zemdlała od jednej wiadomości :P
"No i tu mamy problem Malfoy. Granger to nie szlama. – zaakcentował ostatnie zdanie, świdrując chłopaka czarnymi oczami.
TRRRRRR TRRRRRR TRRRRR - dźwięk świdrowania niósł się korytarzem."
Akurat wiercili u mnie za ścianą, miałam podkład dźwiękowy :D

Deatheater Potterhead pisze...

jak odnalzec tego bloga?
doprowadzil mie do lez ale chce zobaczyc jak sie zakonczyl haha
wasze analizy sa genialne
jednak link do bloga ktory podalyscie jest bledny...
Licze na wsza pomoc :D

Anonimowy pisze...

Leżę sobie w łóżku, czytam i kwiczę ze śmiechu. Dziękuję za wasz wkład, bez was czytanie tej historyjki należało by zaliczyć do tortury. Oryginalny tekst jest bez sensu -Hermiona się budzi z gołymi cyckami, w sypialni swojego profesora, obmacującego ja bez pytania a ona chce mu ulżyć? A to dobra Samarytanka!
A Snape? Nawet gdyby sytuacja była wiarygodna, to Severus zabrał się za to w sposób tak kretynski i idiotyczny, że się wierzyć nie chce. Fuj.
Fox xx