piątek, 27 lipca 2012

Strzykwy we włosach potargał wiatr, czyli supernaturalna rocznica


 Witajcie!
Nie wiem, czy wiecie, ale pierwsza analiza na Przyczajonej Logice ukazała się 30 lipca 2009 roku - niemal równo trzy lata temu! Przez ten czas regularnie (z małymi wyjątkami) co tydzień przedzierałyśmy się przez otchłanie Internetu tropiąc blogaski i opka, ścigając zbrodnie na kanonie i zdrowym rozsądku, piętnując nielogiczności, błędy językowe, straszliwie złą pornografię i inne mniejsze lub większe zbrodnie na Literaturze - i rezultaty naszych łowów przynosząc Wam w postaci kolejnych analiz.
Zresztą sami przecież wiecie, jeśli to czytacie. Gdyby nie Wasz odzew i Wasze wsparcie, już dawno temu przestałoby nam się chcieć. Dzięki.

A teraz, gdy już zrobiło się nastrojowo i lirycznie - jedziemy z nową analizą! Tym razem przenosimy się do fandomu serialu "Supernatural" (jeśli nie wiecie, co to za dziwo, tutaj jest krótkie wprowadzenie) - mamy tu zatem słodziasznego i niewinnego jako lelija Sama i głupkowatego, prymitywnego Deana i z całą pewnością nie zgadniecie, który z nich będzie wybrankiem głównej boCHaterki. Nasza heroina jest łowczynią, co trzy zdania rzyga potokami angstu, a w przerwach pałaszuje śniadanka robione przez mamusię, ubiera się w tuńczyka i ma strzykwy we włosach.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres blogaska: http://supernatural-tale.blog.onet.pl


Bohaterowie:
Dean Winchester
  ur. 24 stycznia 1979 roku


O Dean'ie :
Tu nastęuje przydługi cytat z klasyki literatury w postaci tekstu piosenki "Myśl" niejakiego Pezeta. Nie wiem, jaka ekwilibrystyka mózgu kazała uznać, że Deana najlepiej scharakteryzuje kawałek polskiego hip hopu, ale nie wróży to dobrze reszcie blogaska.

Wygląd:
Szatyn czy też ciemny blondyn. Kolor włosów zależy od częstotliwości przebywania na słońcu, gdyż te zwykło je rozjaśniać.
To blog z opkiem czy ciekawostkami fryzjerskimi...?

Ma ciemnozielone oczy. Tak jak brat - dobrze zbudowany,  z tym iż nieco niższy.

Powiązania :
Sam Winchester
status: brat
Szlag, już raz miałyśmy opko, w którym bohaterowie mieli jakieś dziwne statusy... to nie wróży temu blogaskowi zbyt dobrze.
Znowu.

John Winchester
status: ojciec
A przed narodzinami Deana i Sama jaki miał status? (Pytanie z serii “A jak się nazywała Mama Muminka...?”)
Może "praca w toku"?

Mary Winchester[*]
status: matka
O, następna, co pewnie miała wcześniej status „Loading Baby, please wait: 5 months”.
Jestem ciekawa, jak Mary wymawiała te nawiasy i gwiazdkę.


Sam Winchester
[ a właściwie to Samuel ]
ur. 02 maja 1983 roku
Historia:  
"Rób swoje i bądź sobą, to jest w porządku" - tą myślą Sam kierował się przez pewien okres swojego życia
Eee tak? Co ma Sam do hinduskiego mistyka?
Takie myśli mogą być jednakowoż przyczyną pewnych nieporozumień, gdy chce się nimi kierować na przykład Hannibal Lecter...

a dokładnie do czasu zaginięcia ojca i śmierci ukochanej.  Dopiero po tych wydarzeniach pogodził się z rodzinnym przeznaczeniem, pozostając łowcą. Przez demony stracił również matkę ( w wieku 6 mies.)
Podróżuje z bratem w celu unicestwienia zła i niesienia pokoju na świecie odnalezienia ojca.

Cechy charakteru:
Sam jest usposobieniem dobra i uczciwości.
Gdy dobro i uczciwość cechują się Samem, to... auć! Zwichnęłam sobie moduł logiczny.

Każde ból zadający innym istotom zwykł głęboko przeżywać.
Taki Budda z shotgunem i torbą soli.
Aha, czyli rzecz się dzieje przed czwartym sezonem - a już na pewno przed piątym...

Ma spojrzenie  zawstydzenia mieszanego z niewinnością i smutkiem szczególnie wtedy gdy dzieje się coś złego.
O RLY?
 
A TUTAJ Sam jako ostoja niewinności, w momencie, kiedy dzieje się coś złego. A nie, wróć, tu on robi coś złego...
Oj no coś Ty, on tu tylko sięga po precla od obwoźnego sprzedawcy.
A tak serio: ok, Sam to zazwyczaj dobre, miłe i poczciwe stworzenie, ale robienie z niego smutnego papusiątka bez jaj to jednak przesada. Ludzie, ten koleś likwiduje wampiry, duchy, demony i inne bardzo złe ustrojstwa!

Ale jest mu przy tym bardzo przykro!

Wygląd :
Jasnobrązowe włosy i oczy. Muskularna budowa.  Charakteryzuje się wysokim wzrostem.
To brzmi tak, jakby wzrost to była główna cecha jego osobowości...

Powiązania:
Dean Winchester
status: brat

John Winchester:
status: ojciec

Mary Winchester[*]
status: matka

Jessica Moore[*]
status: zmarła dziewczyna
Dopisałabym tu jeszcze parę innych relacji, bo np. supernaturalowa wikipedia jest bardziej skrupulatna i wspomina o wilkołaczycy, kilku demonicach i innych takich, ale rozumiem, że to aŁtoreczce nie pasowało do nieskalanego wizerunku postaci?
Skoro już jesteśmy takie skrupulatne, to te statusy powinny brzmieć "zmarła matka", "zaginiony/martwy ojciec" i "wyluzowany brat". (Pomijając to, że status Jess brzmi jakby bycie zmarłą było jakimś dodatkowym bonusem.)

Katelyn Evans
ur.24 stycznia 1985

Historia oraz cechy charakteru :
Co ciekawe, jest dłuższa niż historie braci - mimo że, jako żywo - ich losy były o wiele ciekawsze.
Sam przynajmniej dostał cztery zdania i bon mota hinduskiego jezuity - a biedy Dean tylko kawałek polskiego hip hopu.

Kate przez część życia mieszkała w Missouri z rodziną. (...) Interesują ją zjawiska paranormalne (marzy by pójść na studia w tym kierunku już we wrześniu) (STUDIA? Ja wiem, że Ameryka to dziwny kraj, ale mimo wszystko chyba jeszcze w college’ach nie uczą technik mordowania wampirów? Z tego co wyguglałam - w kilku krajach, w tym USA, istnieją uczelnie kształcące parapsychologów i astrologów. A teraz wybaczcie, idę stracić wiarę w edukację.) oraz przyroda. (...)  Bardzo lubi zdobywać wiedzę , ale raczej nie w banalny sposób. Niech zgadnę, wchłania ją za pomocą osmozy? Zasysa nosem, ale tylko lewą dziurką. Ceni sobie oryginalność. Nie wierzy w miłość,  w życiu stawia na dobrą zabawę i wszystko z czego można czerpać radość.
Bo miłość oczywiście wyklucza dobrą zabawę i radość. Jak się zakochasz, to po Tobie, następne kroki to psychiatryk albo cmentarz.

  Ma w sobie ogrom wiary i nadziei w innych ludzi mimo ogólnej niechęci do ich samo destrukcyjnych zachowań.  
Może powinna zmienić towarzystwo na nieskładające się z samych emo?

Dziewczyna z  nieco feministycznym podejściem do życia.  
Jak się dowiemy pod koniec analizy, wg. boCHaterki "feministyczne podejście" = "faceci to bezrefleksyjne penisy na nóżkach, więc należy ich wykorzystywać i porzucać dla zabawy". Nie będzie to ani pierwsza, ani ostatnia demonstracja tego, że aŁtorka nagminnie posługuje się słowami, których nie rozumie.

Wygląd :
Zielonooka, wysoka dziewczyna o kasztanowym odcieniu włosów.  Nie posiada nienagannej figury niczym  jakby sobie to każdy wyobrażał.
Nigdy sobie nie wyobrażałam nienagannej figury, więc spytałam o to google. Odpowiedziało TYM. Rzeczywiście, chyba lepiej jej nie mieć...
Trochę wychudzona ta nienaganna. Pozostaje już tylko domyślić się, kim jest "Jakby sobie to każdy wyobrażał".

Nie. Jest po prostu normalna.
I nie ma żadnych nadzwyczajnych mocy, Lucyfer nie jest jej najlepszym kumplem, dzieckiem w kolebce nie urwała łba hydrze? Taaakurat.

Powiązania:
[Ma brata i rodziców.]


PROLOG. Pokój 666
W serialu była “Droga 666”, tu mamy “Pokój 666”. Oryginalnie.

Szpital Princeton-Plaisboro , New Jersey  rok 2010
Ooo, to tam, gdzie leczy doktor Gregory House! :D
(Sam szpital oczywiście tak naprawdę nie istnieje.)
Ale mamy nadzieję na crossover. No dobra, wcale nie.
(Poza tym jesteśmy mniej więcej na wysokości piątego sezonu. Dobrze wiedzieć, zwłaszcza w kontekście zachowania bohaterów.)

Ciemnowłosa kobieta poruszała się po korytarzu, to w jedną, to w drugą stronę.
Niestety, w grze były błędy i nie mogła otworzyć żadnych drzwi, nawet za pomocą kodów.

Z każdym krokiem jej wysokie szpilki wydawały charakterystyczne "stuk". Był to jedyny odgłos na przestrzeni kilkunastu najbliższych metrów.
Ale już na piętnastym metrze miejscówkę zajęło przenikliwe pingolenie maszyny robiącej "ping!".

Biała podłoga i ściany doprowadzały do szału.
Mam zatem nadzieję, że to nie oddział psychiatryczny (chyba że jakiś specjalny dla katatoników i to ma być terapia pobudzająca).

Sprawiały wrażenie kompletnie obojętnych na losy osób, które przewijały się przez szpital.
Ściana napięła wszystkie mięśnie w desperackiej próbie przywołania współczującego wyrazu twarzy - ale po chwili z rozpaczą przypomniała sobie, że nie ma ani mięśni, ani twarzy.
Zła ściana, niewspółczująca ściana! Do kąta marsz!

Szpital,w którym miała zginąć kolejna osoba.
Mam dziwne wrażenie, że w szpitalu takie rzeczy są raczej na porządku dziennym.
Może jeszcze była tam... staruszka?!

Sala numer 666. Och, co za pechowa liczba. Bo szatana - największego wroga boskiego. Złoczyńcy nieznającego litości ani dobra.
*ekhu* “Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.” *ekhu*
W numeracji pomieszczeń często pomija się liczbę 13, ba, czasem nawet 14 piętro następuje zaraz po 12 - a tu zostawili salę nr 666? W szpitalu? Już wierzę.

Tego, którego obwiniano za wszystkie krzywdy świata.
Jeszcze zależy w jakim kręgu kulturowym... ale nie bądźmy zbyt merytoryczne, prawda.

Szatan jest ojcem, a raczej twórcą demonów. Demonów, równie okrutnych jak on.
One też pewnie przebiegle i niecnie sadzają przecinki w jakichś dziwnych miejscach.

Dlaczego więc to one godzą się na te całe pakty?
For money souls? For fun?

Nie bądźmy obłudni - nie z przejawu nawrócenia (E? Kto je niby miał nawracać i na co?), ale z czystego zysku.  Wiadomo w końcu iż osoba podpisująca pakt musi oddać w zamian za swe życzenie własną duszę.
Dobra, po kolei. AŁtoreczko:
1. Nie każdy demon powstał w ten sposób. Na przykład Lilith została stworzona bezpośrednio z duszy Lucyfera. A demony mu służą, bo... Chcą? A poza tym nie mają za bardzo wyjścia -  w końcu jest ich ojcem i w ogóle.

2. Paktami zawieranymi ze śmiertelnikami o dusze zajmował się Crowley i jego podwładne. Inne demony nie mają z tym nic wspólnego.
Więc pytam: what the hell...?

Ale... przecież kto w dzisiejszych czasach wierzy w brednie o demonach, to prawie jak wierzyć w duchy. Absurdalne...
Taak, narrator prezentuje info pochodzące z kanonu serialu, w dodatku będące sporym zaskoczeniem dla bohaterów - kim więc jest i czemu, u licha, skoro jest tak dobrze poinformowany, dyskredytuje własną wiedzę?

W pomieszczeniu numerowanym liczbą szatana leżała młoda kobieta. Może jeszcze dziewczyna.
Kasztanowe, lśniące w świetle słońca wydobywającym się przez szerokie okno (okno emitowało światło, bucząc cicho) włosy bezwładnie pochłaniały dużą część poduszki,
Bezwładnie pochłaniały? To nie były włosy, tylko jakieś bardzo cienkie strzykwy!

małe oczy ukryte w większości pod opuchnięciami od wielu dni były zamknięte. Duże usta - zwykle w malinowym kolorze teraz były sinoblade. Jednak nie siniaki były największym problem. Jej stan zdrowia można było określić jako krytyczny. Dzień wcześniej bowiem lekarze wykryli poważne uszkodzenia mózgu.
Ale dziewczyna jest nieprzytomna od wielu dni. Ani chybi, przez ten czas czekała w kolejce do tomografu.

- Nawet jeśli się obudzi , nie mamy pewności czy będzie prawidłowo funkcjonowała. przykro mi. - Z wyuczonym już wyrazem smutku lekarz właśnie informował Grace o stanie zdrowia jej siostrzenicy.
Lekarze tu widać równie bezduszni co ściany. (Przychodzi baba do lekarza, a lekarz też ściana...)

W piwnych oczach zaszkliły się łzy , które pod wpływem nadmiaru spłynęły kobiecie po policzku.
*czoło Kalevatar pod wpływem opadu grzmotnęło w blat biurka*
Nadmiaru czego? Emocji, czy też raczej stężenia aromatu cebuli w powietrzu?

- Sam ? - Zapytała bruneta (To jakiś inny Sam, tak? Bo tamten ze wstępu miał jasnobrązowe włosy.), siedzącego wraz z innym mężczyzną na krześle.
Kto komu na kolanach, ja się pytam?

Chłopak uniósł niechętnie głowę , również był bliski rozpaczy.
- Chodźmy zapalić.
- Ja nie palę. - Odparł od niechcenia. Choć to nie było do niego podobne . Zawsze kopcił jak parowóz był grzeczny i wyrachowany. Nie to co jego brat.
Który z kolei był nieuprzejmy, ale bezinteresowny. Razem tworzyli zgrany duet niezgadzający się w żadnej sprawie.
Ciekawe, jakie słówko miała tak naprawdę na myśli aŁtorka. Wyluzowany? Wyrafinowany?

- Ja też nie ... - Wyszeptała i skierowała się na koniec korytarza.
Ona proponowała mu wyjście na fajki, a potem przypomniała sobie, że nie pali?
Bo palenie to taki imperatyw, wiesz. No i najłatwiej dostępny - może akurat nie było herbaty na stres (choć to akurat bardziej Brytyjczycy...), a o kieliszek brandy w szpitalu byłoby trudno.

- A ja mam ochotę się nachlać. - Powiedział sąsiad chłopaka po czym również wstał z zamiarem podążania za Grace.
Będą niepalić razem; dodatkowo on przypomni sobie, że nie pije.

- Czy Tobie jeszcze jest do śmiechu ?! - Brunet wybuchł nie mogąc więcej tłumić w sobie złości na brata. Zacisnął zęby i spojrzał na niego nienawistnie
A która część zdania "mam ochotę się nachlać" brzmi dla ciebie zabawnie?
Bo zapijanie smutków jest taaaakie rozrywkowe! Przecież każdy pijak się zatacza ze śmiechu, a nie przez alkohol!

- Daj spokój... - odpowiedział bez emocjonalnie po czym zrobił  bez ceremonialnie kilka kroków w przód.
- Jak ty tak możesz co Dean ?! Jak !? Ona umiera ... UMIERA ! Czy do Ciebie to nie dochodzi ! brunet nie przestawał.
Niech go ktoś walnie, może przestanie histeryzować. Ani to pierwsza śmierć w serialu w życiu braci, ani nie ostatnia. Poza tym o ile pamiętam, chłopcy mieli w tamtym czasie zmartwienia o wiele poważniejsze, niż randomowa umierająca laska. *ekhu*lucyfernawolności*ekhu*
*ekhu*Nadchodzi Armageddon a anioły mają to w rzyci*ekhu*


Chciał zrobić kolejny krok. Walczyć z poczuciem winy , walczyć z tak beznadziejną sytuacją. Przecież zawsze się udawało. Nie chciał poddać się jak Sam. Pragnął tłumić wszystkie uczucia. W końcu musiał być twardy. Musiał chronić brata i zabić w końcu to draństwo. Ale pierwszy raz starszy Winchester się poddał.
Pierwszy? Bo ja sobie przypominam kilka załamań w jego życiu - i to raczej przy poważniejszych okazjach.
Daj spokój, zakładam, że to Mary Sue umiera - co tam koniec świata, co tam zniknięcie Boga, co tam wszystko inne!
(Z tego wynika, że śmierci wszystkich innych ich przyjaciół, które nie powstrzymała ich przed dalszą walką, były mniej ważne. Fajnie. SPOILER ALERT!!!  Zwłaszcza śmierci Ellen i Jo, które akurat w tamtym czasie miały miejsce.)

Podszedł do młodszego i chwycił energicznie dłońmi za ramiona brata po czym spojrzał w jego oczy...
- Posłuchaj , myślę o tym co się stało 24 godziny na dobę i wiesz co ? To nie jest łatwe kiedy wiesz ,że to twoja wina. Dlatego nie mogę już. Tak Sam to mnie zżera od środka ! To przeze mnie tu trafiła. Ale ja się nie poddam . Fakt ,że będziesz tu siedział nie przywróci jej życia. Trzeba poszukać innego sposobu. Więc zastanów się do cholery. Czy będziesz tutaj tkwił i się użalał nad całym tym popieprzonym światem czy może w końcu spojrzysz na to racjonalnie ?!
Słowa kluczowe: już nie mogę, ale jednak mogę, angst, angst, ból dupy, out of character, mazgajenie.
Gdzie ci Winchesterowie, prawdziwi taaaacy... *wyje*

- Dean ... racjonalnie ?!  - Chłopak uniósł brwi. W naszym życiu nic nie jest racjonalne.
Mężczyzna zaśmiał się kpiąco i puścił brata.
- Masz racje... ale właśnie dlatego to MY możemy jej pomóc. Zrobię wszystko... dla niej.
*zapuszcza w tle "(Everything I Do) I Do It For You"*

[od AŁtorki]
Jest to coś na typ prologu ;) Zaczyna historię z tym, że faktami w przód.
A z gramatyką w tył, och jak bardzo w tył.
(żeco?)
Chodziło tu zapewne o inwersję czasową fabuły (trudne słowo).
Zapamiętać: inwersja czasowa - historia z faktami w przód. *notuje w kajeciku*

Kolejne części będą pisane zaczynając kolejno od roku 2005.

1.Z pamiętnika młodej łowczyni
"Będąc młodą łowczynią, …"
Nigdy nie wierzyłam ,że dożyje apokalipsy tak samo jak nigdy nie czułam ,że śmierć może być czymś przypadkowym.
Czyli że nie ma czegoś takiego, jak śmierć przypadkowa, ale tak naprawdę za wszystkim stoją reptilianie? Albo Tusk? ...w porządku. *odsuwa się na bezpieczną odległość*

Wierzyłam w duchy a największą brednią była dla mnie siła miłości.
Będąc młodą łowczynią, byłam zbuntowaną małolatą uznającą tylko siłę i nienawiść, tak tak.
*głosem Voldemorta* There is no good and evil, there is only power... and those too weak to seek it!

Życie nauczyło mnie wytrwałości i wiary w ludzi , wiary w dobro.
Ale w miłość już nie. Miłość to samo zło (i wyklucza radość).
Duch Marka Hłaski w nią wstąpił, czy co?
(“Cała literatura o miłości to jak dotąd tylko wspaniałe gówno. Cóż to ma wspólnego z miłością. Boże mój drogi. Chciałbym cokolwiek przeczytać o sobie i swoich uczuciach, kiedy leżę dwudziestą noc bez snu i patrzę w sufit.”)

Ale czym byłaby sama wiara skoro nie można było by wykorzystać nic w praktyce ?
Czego wykorzystać? Tej wiary czy tych ludzi?
Cóż, Inkwizycja świetnie radziła sobie z wykorzystywaniem w praktyce i wiary, i ludzi. Tłum miał wtedy niezłą zabawę.

Ja...zawsze pragnęłam robić coś dobrego dla innych. Wiedziałam ,że całego świata nie zbawię... teraz zbawienie wydaje mi się czymś śmiesznym. Stojąc po środku największej wojny , której większość ludzkości nie jest świadoma jedyne nad czym się zastanawiamy to jak walczyć o przetrwanie.
Jak to jak? Siłom i godnościom osobistom!
Oraz z choć odrobiną sensu, błagam.

Będąc świadomym nikłych szans na wygraną. Ale jak już mówiłam mam w sobie ogrom wiary i nadziei... To ona pozwala mi jeszcze funkcjonować patrząc bezradnie jak giną niewinni ludzie, giną bliscy. Rzuciłam dotychczasowe życie i paradoksalnie zajęłam się walką o nie. Ale po kolei.

Nazywam się Kate , mam 26 lat. Jestem łowcą. Brzmi śmiesznie prawda ?
Nie, ja też gram w erpegi.
Niech zgadnę - jest chaotyczna dobra?

Ale jeśli wierzycie w siły nadprzyrodzone uwierzycie i w to.
A wierzymy?

Historia którą chce się z wami podzielić dotyczy mojego absolutnie stukniętego życia. Jeśli nie jesteś na nie gotów to nie bierz się za czytanie kolejnych linijek.
Nie wiem, czy jestem gotów, no ale co zrobić.
Taka praca, pani, taka praca...

Wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie tkwi w mojej pamięci... i skutecznie zżera we mnie wszystkie uczucia.
Co widać po absolutnie beznamiętnym tonie tego pamiętniczka.

Kiedyś marzyłam o tym by nie czuć nic ,
Rozumiem cię, ja też miałam kiedyś 15 lat.

dziś jestem przerażona tym co się ze mną dzieje. Czy potrafię zabić ? I to z premedytacją. Ale tylko w celu unicestwienia zła. Mimo to sumienie o mnie nie zapomina. Więc w końcu... jestem dobra czy zła ?
A kogoś to obchodzi? Hint: AŁtoreczko, nie wyjeżdżaj z nieokreślonym potokiem angstu w pierwszej notce, bo czytelnicy, nie wiedząc kto ani z czego robi taki wielki problem, nie dadzą żadnego fucka.
Cóż, Stephenie Meyer zaczynała podobnie swoje powieści, to teraz dzieci myślą, że tak trzeba...

I czy w ogóle mamy wierzyć tylko w dobro i zło ?
Nie no, jest jeszcze galaktyczny imperator Xenu... zawsze to jakaś opcja.

Aktualnie poszukuje alternatywy między jednym i drugim dla siebie. Ale jak nazwał to Bobby tchórzostwem jest poszukiwać usprawiedliwień na swoje zachowanie. I wiecie co ? Pieprzyć to ;> Nazywam się Kate i zniszczę każde cholerstwo, które stanie mi na drodze bądź spróbuje tknąć kogoś z bliskich...
*włącza "Eye of the tiger" i zaraz wyłącza, bo przypomina sobie, że Dean ma wyłączność na ten utwór*


2.W przypadku poznania wybrańca...                  W przypadku poznania wybrańca...
                                                     skonsultuj się z Lucyferem bądź jego farmaceutą.
Czytelnicy - przedstawiam Wam Straszliwie Wymęczony Element Komiczny. Elemencie Komiczny - poznaj Znudzonych Czytelników.

Ranek. Budzące świat do życia słońce powoli rozpoczęło swoje codzienne poranne czynności zaczynając od letkiego makijażu powolnego muskania promieniami koron drzew (o kurde, letki makijaż miał więcej sensu), a bezchmurne , błękitne niebo zwiastowało na bezczelnego kolejny wspaniały dzień.
Co za niewychowane niebo. O ileż przyjemniej angstuje się w strugach deszczu i napieprzającym gradzie!
No, w strugach potu trochę ciężko angstować...

"She's got a smile that it seems to me ... !" - Aaaaaa... - ziewnęłam na dzień dobry
A czy Wy też tuż po przebudzeniu śpiewacie kawałek utworu Guns N' Roses, w dodatku wyboldowany? Tak myślałam.
Ja po obudzeniu robię TAK.

przeciągając się po łóżku.
A potem przeciągając się pod kilem.

Chwile później podczołgałam się po nim w celu wyłączenia budzika w telefonie , który jak co dzień pozbawiał mnie dalszego spoczynku jednym z największych hitów Guns'N'Roses , po czym z powrotem klapnęłam w miejsce , gdzie przed 2 minuty byłam jeszcze powita słodkim snem.
Znaczy, sen ją powił, zanim powił 2 minuty?
Wynika z tego, ze bohaterka - jako dziecko Snu - jest Morfeuszem, Fobetorem lub Fantasosem. Osobiście stawiam na Fobetora.

[Bohaterka jest straszną krejzolką, co udowadniają ciuchy wypadające w bezładzie z jej szafy. Szalone dziewczę ubiera się w bokserkę i spodenki i zgadnijcie co?]
Ubrałam się w drodze do kuchni , gdzie czekało na mnie już obfite śniadanie przygotowane przez kobietę w jasnych lokach - czytaj moją mamę.
Ależ tak - schodzi na śniadanie! Czujemy się jak w domu, prawda?
Kobieta w lokach... znaczy, mieli w kuchni jakiś basenik wypełniony lokami i ona w nich pływała?

- Wiesz... mogłabym tak codziennie . - Powiedziałam zasiadając do stołu. Optymizm jak zwykle mnie nie opuszczał.
- To wpadaj częściej- odpowiedziała bez zbędnych filozofii rodzicielka , wlewając przecier pomidorowy do przygotowywanej zupy.
Ledwo wstał świt, a matka skończyła robić śniadanie i już przygotowuje obiad... bo przecież matki nigdy nie mają nic lepszego do roboty, prawda.

- Mamo wiesz ,że teraz będzie coraz ciężej. We wrześniu idę na studia. Wy spełniliście już swoje marzenia. Teraz ja chcę spełnić moje.
- Myślałam ,że nasze marzenia są też twoimi.- Atmosferę na dzień dobry trafił szlaq.
- Jasne , ale moje są bardziej poszerzone. - Odparłam wkładając kolejny kęs placka ziemniaczanego do ust.
No oczywiście. Marzenia matki zapewne zaczynają się i kończą pomiędzy pralką a kuchenką.
Ona ma marzenia 2.0. (oraz: łowca na studiach?)

- W dodatku jakąś PARAPSYCH... - kobieta nie zdążyła dokończyć gdyż z włączonego przeze mnie właśnie radia wydobył się dźwięk "Czerwonego jak cegła".
Ale... jakim cudem w amerykańskim radiu puszczają piosenki Dżemu?
Cóż, bohaterka jest widać z tych, co to wieczorem siedzi na gg i odrabia pracę domową z polskiego. Ameryka? Jaka Ameryka?

Ot moje małe zbawienie ! Od razu zabrałam się do hucznego śpiewania oraz wystawnego nucenia wprowadzając rodzicielkę w stan pobudzenia endrofinicznego - w wolnym tłumaczeniu do stanu złej gramatyki i poważnej literówki kompletnego rozśmieszenia (obawiam się, że nie ma czegoś takiego jak endorfiniczne pobudzenie...).

Tym samym matula odpuściła dalszą konwersacje na ten temat. Pokiwała przecząco głową jednocześnie dalej się uśmiechając i odparła :
- Tutaj jest obiad - wskazując stojące na kuchence garnki. - My z ojcem wyjeżdżamy na małe spotkanie do znajomych. Wrócimy nie wcześniej niż w niedziele. Cudnie... oczy zaświeciły mi się w istnie szatański sposób.
- I już ci różki rosną - zażartowała, nim czytelnicy zdążyli się połapać, kto co mówi zdążyła zniknąć z zasięgu mojego wzroku.

Lepiej chyba być nie mogło ! Brat u ciotki , a rodzice zostawiają mi swoją chatę na cały weekend ! Wreszcie będę mogła spokojnie się nawalić , bez wysłuchiwania ,że przecież dziewczynie to nie wypada. No gdzie my żyjemy ? W czasach szlachty ? haha.
“Czasy szlachty”. *zastępy historiografów postanowiły się pociąć*

Rzuciłam się na kanapę , napastując tym samym przycisk w pilocie odpowiadający za przełączanie miedzy kanałami. Nie wiem ile filmów obejrzałam , ale było ich kilka.
Czyli panna tę upragnioną wolność wykorzystała na totalnie bezmyślne gapienie się w telewizor, z zerową przyswajalnością oglądanych treści. Gratuluję.

Następnie Meg i Carmen zajmowały mój pokój i wspólnie wybierałyśmy kreacje na dzisiejszy wypad zwany powszechnie "szabatem czarownic".
Dlaczego nie szabasem, ja się pytam?
Jeżu borski, tutaj też Żydzi?! :(
(A może to są Szatanistki, i czczą świętą Szatę?)

Piątki z reguły należały do dni szaleństw dla wszystkich singielek, bo w pozostałe dni nosiłyśmy wory pokutne i biczowałyśmy się, aż furczało , toteż w co drugi spotykałyśmy się tylko my - wolne i jakże spragnione drugiej połówki. Hahaha ! Dobre... "drugiej połówki" ?! Po co mi ktoś bądź gorzej... coś przez co moje życie miałoby nasiąknąć problemami ?
1. Zapamiętać: facet=problemy.
2. Zostać lesbijką.
3. ?????
4. PROFIT!
Nie no, mnie z tego wyszło, że wszelki związek, z czymkolwiek (nawet z Jaszczurem z kosmosu) to problemy. Nic, tylko pas cnoty na dupę, klapki na oczy i można cieszyć się życiem!

Faceci są teraz cholernie powierzchowni - pogodziłam się z tym bo nie wierzę w miłość.
Tak, bo twoje dotychczasowe przemyślenia tchnęły taką głębią refleksji, że nie zapuszczę się w nie bez batyskafu. Zwłaszcza to bezzwłoczne powiązanie wolnej chaty z narąbaniem się było przepojone subtelną mądrością.
Z każdym jej kolejnym zaznaczeniem, że nie wierzy w miłość, ja coraz bardziej się zastanawiam - Dean czy Sam?

Szkoda mi kobiet , które ją sobie wmawiają w obawie przed samotnością. Oj szkoda... Ale przecież rozerwać zawsze się można...
- Ubieraj tą tunie. Jest sexii ! - Carmen paradowała przede mną w ręku trzymając czarną , długą i obcisłą bluzkę z dekoldem. Skąd to się znalazło w mojej szafie !?
Dekold przywędrował z opkolandii wraz z bliźniaczą siostrą - bluzką na naramkach. Skąd wziął się tam tuńczyk, nie podejmuję się stwierdzić.
Kot wniósł i zostawił na później?

- Jaką TUNIE ? - Zapytałam co najmniej zdziwiona zastosowanym rzeczownikiem przyjaciółki.
- No tunikę. Ej Kate ! Tak się teraz mówi  -  wytłumaczyła nieco zdziwiona moim ostatnim brakiem zainteresowania najnowszymi skaleczeniami językowymi.
Nie wiem i nie chcę wiedzieć, gdzie się tak teraz mówi, ale określenie "skaleczenie językowe" jest bardzo adekwatne.

W czasie kiedy Meg , jako ostatnia zajmowała się układaniem swojej fryzury ja wręcz zmuszona przez obie dziewczyny wciskałam się w jasne rurki oraz "tunie".
Lady Gaga miała ciuch z mięsa, ta może mieć z tuńczyka... nie chcę tylko wiedzieć, jaki to wydziela zapach.

[Dziewczęta wbijają do pubu, a tam, ku naszemu zaskoczeniu, prawda...]
Po dłuższych oględzinach miejsca zainteresował mnie widok mężczyzny ( na oko nie dużo po 20 )
Zobaczcie, jaka zatwardziała singielka! Sam WIDOK mężczyzny ją zainteresował, ale mężczyzna już nie! A może to był pub tylko dla kobiet...?

mężczyzny ( na oko nie dużo po 20 )  samotnie siedzącego w stoliku (O jezu, mebel go wessał?) i popijającego tutejszy trunek. Dosyć intrygujący... co więcej było w nim coś takiego... Niewinnego ?
Tak, w tym Samie z piątego sezonu, walczącego z uzależnieniem od krwi demonów i wgl. Był niewinny niby sama Maryja Dziewica.
A tutaj akcja się nie cofnęła o pięć lat, do sezonu pierwszego? *nie ogarnia od samego początku*

Nie ukrywam , doskonały "cel" na dziś.W tym wszystkim był jednak mały haczyk. Tak. Brunet bowiem przez cały czas nie spuszczał oka z mężczyzny ,który obejmował dwie kompletnie wytapetowane blondynki. Hm... czyżby pedał ? Być może.
Ale z całą pewnością ktoś tu powinien popracować nad słownictwem.
Weź, przecież ona jest taka dojrzała, mądra, wrażliwa... Jak możesz ją pouczać?

Albo po prostu gościu lubi patrzeć...Po doszczętnym opróżnieniu trzeciej butelki piwa postanowiłyśmy skosztować "czegoś mocniejszego".
Ale te panny mają lat? Skoro dopiero idą na studia, to chyba niewiele? No cóż, sądząc po zachowaniu - na pewno.

(...)Nie pamiętam ile takich szklanek wprowadzającego w błogi stan napoju poszło w górę , ale zapewne było ich dużo bo Carmen nieźle rozkręciła się flirtując z barmanem , a Meg znikła z mojego zasięgu wzroku.
Nie chcę wiedzieć, od ilu lat te panny się zaprawiały, jeśli 3 piwa i kolejne dawki mocniejszego alkoholu wprawiają je w stan “rozkręcenia”.
(To urocze, kiedy aŁtoreczki piszą o piciu tak wyraźnie nie znając realiów.)

[Okazuje się, że Meg bawi się z Deanem.]
Podsumowując jednak - dziewczyny dobrze się bawiły , ja natomiast nie czułam się ani trochę weselej niż zwykle. Chyba dzisiaj alkohol na mnie nie działał. Po raz kolejny rzuciłam wzrokiem na bruneta , który widocznie znudzony obserwacją kolegi topił usta w butelce piwa rozglądając się po lokalu.
No i mam przed oczami Sama, który trzyma usta w dłoni i maczając je w piwie jak krakersa w herbacie, rozgląda się ze znudzeniem. Ała.

I nagle , ni stąd ni zowąd ogarnęła mnie silna pokusa , aby do niego podejść. A ,że pokusie stety bądź niestety zwykłam ulegać postanowiłam tak też uczynić.
- Bez obrazy , ale Twój kolega to chyba niezły palant. -  Postanowiłam być chamska bezpośrednia. Chociaż tak naprawdę ... nie wiem co pchnęło mnie do powiedzenia owego zdania na głos.
Szatan.
Albo Trickster.

- To mój brat -  w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawienia. Monotonne popijanie w samotności może przecież prowadzić do depresji !
A obrażanie czyichś braci może prowadzić do utraty zębów. Tak tylko mówię.

- W takim razie nie obraź się , ale Twój brat to niezły dupek. - Powiedziałam pragnąc jeszcze trochę poprawić mu humor.
I rzeczywiście poprawiła. Poczuł dużą radość, kiedy wreszcie udało mu się ją spławić.

Nie mogę ukryć mimo wszystko dziwnie się czułam obrażając czyjegoś brata. Mam zbyt wygórowane wyrzuty sumienia czy to perdfiność tego dnia...  pfuu ! Tej nocy mnie nie opuszcza ?.
Ludzie, którzy nie potrafią napisać trzyzdaniowego akapitu bez żenujących błędów językowych.

By nie być gołosłowną:
- spacje przed znakami interpunkcyjnymi,
- pisanie zaimków osobowych wielką literą w zapisie zwykłych dialogów,
- kończenie zapisu dialogu kropką i rozpoczęcie następnego zdania wielką literą w sytuacji, gdy jest ono dookreśleniem wypowiedzi zawartej w dialogu i orzeczeniem jest czasownik opisujący mowę, taki jak "powiedziałam", "odparłam",
- pomijanie znaków interpunkcyjnych i łączników przy zdaniach złożonych,
- stosowanie połączeń wyrazów nieistniejących w języku polskim ("zbyt wygórowane wyrzuty sumienia"),
- błędy fleksyjne i literówki zarazem ("prefdiność"),
- nieumiejętne stosowanie wtrąceń (rozpoczęcie nowego zdania po "pfuu!", mimo iż stanowiło składniową i logiczną kontynuację poprzedniego),
- no i niczym wisienka na torcie - stawianie kropki po znaku zapytania.

- Do prawdy.
Albo i do diabła.
Do wuja pana.

Jesteś baaaardzo szczera ... . - Siadaj.
Mam nadzieję, że to przeciąganie głosek nie znaczy, że Sam mówi to z przekąsem, ale że jest narąbany. Bo w to, że aż tak desperacko potrzebuje towarzystwa, jakoś nie wierzę.
Prawdziwy Sam by nawet na nią nie spojrzał. Helloł, potrzeba było kilku serii, zanim wspomnienie Jessiki przestało go boleć i zechciało mu się spojrzeć na jakąś kobietę, a i wtedy często to Dean musiał go zachęcać do czynu...

- Powiedział wskazując na krzesło obite ciemnobrązowym materiałem. I to raczej z doskwierającej samotności niż zauroczenia moją błyskotliwością .
No i słusznie, bo też i gdybyś miała polegać na błyskotliwości, nie zauroczyłabyś nawet rolki papieru toaletowego.
Może ma podejrzenia, że przyjdzie im na nią zapolować...?

Zajęłam więc wskazane naprzeciw mężczyzny miejsce , który wyciągnął w moją stronę rękę z piwem. Przejęłam butelkę , na której jak w większości przypadków widniało Californijskie logo "Special Beer" i zachłysnęłam się trunkiem.
Udowadniając ponad wszelką wątpliwość, że mam 15 lat i po raz pierwszy zerwałam się rodzicom z łańcucha.
Niech jeszcze zapali i rozkaszle się od pierwszego zaciągnięcia.

Kiedy oddałam , brunet spojrzał nieco zdziwiony na resztę zawartości , ale nie skomentował moich zdolności pojenia.
Ani levelu dobrego wychowania, na który wzbiła się, wypijając nieznajomemu większość piwa.
(Z jakiegoś powodu mam wizję bohaterki z łbem w poidle dla krów.)
(Ja mam wizję bohaterki z pompą ssącą zamiast twarzy.)

- A więc... Katelyn Evans. -  Tym razem to ja wyciągnęłam rękę w stronę mężczyzny
- ee... Sam Winchester. - Odparł ściskając moją dłoń.
- Więc... Sam co tutaj porabiasz ?
Moja chęć poznania mężczyzny narastała. Nie ukrywam. Od dawien dawna nie pragnęłam aż tak normalnej rozmowy z kimkolwiek. Przepełnionej żartami i morałami życiowymi.
Paolo Coelho ściele się gęsto.
A z koleżankami do tej pory robiła... co? Przymierzała tunie?

Bo... chyba fajnie wieść takie życie. Poznawać , zakochiwać, być odwożoną do domu...
Przepraszam, ale to nie ty kawałek wyżej pisałaś, że co dwa tygodnie obowiązkowo wychodzisz z psiapsiółkami na imprezki?
I że facet to same kłopoty?

A już nawet zapomniałam jak to jest kiedy kto inny prowadzi.
Jeśli ona zawsze tyle chleje i potem zawsze sama prowadzi, to... nie, brak mi słów.
Oj no, ona kreuje się na taką niezależną i wyzwoloną, a ty psujesz zabawę.
Cała ja.

Przestałam wierzyć w piękny ułożony świat.
W ten, który zawierał piątkowe imprezki, śniadanka robione przez mamusię i studiowanie parapsychologii?
Ratunku, gubię wątek. Przestała wierzyć w ułożony świat, bo musiała sama prowadzić samochód? Rzeczywiście, koszmar. Może jeszcze bez niczyjej zgody wychodziła z kuchni?

Może z pretensji do niego samego ,a może po prostu się poddałam. Nie wiem , ale jedno spojrzenie w oczy nowo poznanego wymusiło na mnie myśli o lepszym świecie.
"Sam Winchester - warsztaty pozytywnego myślenia, psychoterapia wzrokiem. Tel: ..."

Nie pamiętam kiedy ostatnio zastanawiałam się nad tym bo zawsze doprowadzało mnie do smutku. Walczyłam z marzeniami jak z największym wrogiem. Dlaczego ludzie mają taką skłonność do idealizacji ? Może kiedyś się dowiem...
Tak, wiemy, masz 500 lat, pochowałaś trzech synów, jesteś stara i zgorzkniała. Możemy iść dalej?
Nie. Bo ja nic nie rozumiem z tego potoku słów! Będę tu siedzieć i to czytać tak długo, aż zrozumiem ciąg przyczynowo-skutkowy pomiędzy zdaniami!
*siedzi, czyta i powoli zaczyna porastać mchem*
*delikatnie odciąga Pigmejkę od monitora*

Tymczasem chłopak wyrywał mnie z beznadziejnego zamyślenia , w które wcześniej zostałam przez niego wprowadzona.
- Prawdę mówiąc jesteśmy tu z bratem... służbowo. Zaśmiałam się , co najmniej zdziwiona tym iż pobyt w barze można zaliczyć do służbowych.
Panna nie słyszała o sanepidzie?
Albo FBI? Albo policji będącej na tropie przestępców/nieletnich pijących alkohol?

(...)- To nie miejsce i czas na rozmowy o tym. Powiedz lepiej czym ty się zajmujesz ?
- Dlaczego ? Chciałabym wiedzieć coś o Tobie...
- Kate... przecież COŚ już wiesz. Mam starszego brata , siedzimy w jednej branży...z tym ,że...
- To nie do końca Twoje powołanie ?
- Skąd wiedziałaś ?
- Masz to wymalowane na twarzy wraz tym niewinnym spojrzeniem.
Sam nie wiedział jeszcze, że tuż przed wyjściem Dean napisał mu na czole "I HATE MY JOB".

- Niewinnym ?
- Tak, jest takie... niewinne i nie potrafię znaleźć innego określenia.
- Powiedz mu lepiej od razu ,że na niego lecisz , zamiast wcielać go w rolę NIEWINNEJ niewiasty. - Nieoczekiwanie w rozmowę wtrącił się brat Sama.
- Dean daj spokój... - widać ,że brunet poczuł się nieco zmieszany całą sytuacją.
- Chciałem tylko wam pomóc. Wyzbyć się tych zbędnych podtekstów. Jesteście DOROŚLI. - Odparł Dean , obejmując rozanieloną Meg.
- Wyrywanie dziewczyn w barze jest bardzo dojrzałe. - Zaatakowałam starszego Winchestera.
- Powiedziała dziewczyna, która jasno stwierdziła, że idzie do pubu wyrywać facetów na jedną noc - odparła Kal mimochodem. - Poza tym to twoją przyjaciółkę wyrwał, złotko, więc nie rób jej wioski, dobrze?
Albo dla odmiany może sama wreszcie zrób coś, co będzie dojrzałe, hm?

-  Mylisz pojęcia skarbie. Po za tym kobiet to chyba też dotyczy.
- Coś sugerujesz ?- Zapytałam , mimo tego iż doskonale wiedziałam co mężczyzna ma na myśli.  Co za palant.
- Przewlekłe niedorżnięcie połączone z ostrym syndromem psa ogrodnika - zdiagnozowała Kal i zaordynowała boCHaterce podwójną lewatywę i płukanie żołądka.
- A mogę ją terapeutycznie natrzeć papierem ściernym? - spytała z nadzieją Pigmejka.
- Oczywiście.

- A powinienem ?
- Proszę was ! Skończcie już !  - młodszy Winchester przerwał naszą wymianę zdań.
- Rozumiem Meg ,że kolega Cię odwiezie do domu. - Powiedziałam ironicznie i spojrzałam złowrogo na przyjaciółkę , jednak ani to ani moja rozmowa z Deanem jej nie wzruszyła.
I bardzo dobrze. Pewnie jest przyzwyczajona do szczeniackich ataków zazdrości.

- Tak jakby - Odparła , a ja dosłownie ujrzałam gwiazdki w jej oczach wskazujące na totalne otumanienie.
Tak, Dean z pewnością niecnie zadał jej pigułkę gwałtu. To wcale nie ma związku z tym, że dziewczyna chce zachować spokój i dobrze się bawić mimo napadu wścieklizny boCHaterki.

Żal mi było przyjaciółki.
Znaleźć sobie przystojnego faceta i wyrwać go na noc - rzeczywiście, los godny pożałowania.
Jest jej tak żal Meg, że zapewne chętnie przyjęłaby na własne barki ten straszliwy los.

W końcu miałyśmy jedną ważną zasadę - NIE DAĆ SIĘ OSZOŁOMIĆ ŻADNEMU FACETOWI. To do nas należało to zadanie. Zakręcać ich , bez żadnych uczuć. Oj... już ja jej jutro zrobię stanowczy wykład na temat tego co wyczynia.
Kochanie, śluby panieńskie to w XIX wieku, teraz mamy XXI, więc... żyj i daj się bawić innym, ok? Bo chyba po to tu przyszłyście, prawda?

Starszy z braci wykonał w kierunku Sama minę w stylu " nie wracaj wcześniej niż rano" i wyparował gdzieś wraz z Meg.
Deportowali się.
A może to jednak była TA Meg...?
Nie, ta miała charakter, a nie tylko wściekliznę macicy.

- Kate , przepraszam za mojego brata.
Że co...? No chyba że za to, że wraz z tamtą dziewczyną nie uszanowali Prawa Wszechzajebistości BoCHaterki i dobrze się bawili, podczas gdy ona wcale nie.

- Nic się nie stało. - Odparłam choć tak naprawdę byłam wściekła na obie papużki.
Mężczyzna otworzył usta z chęcią wydobycia słowa , ale nasza rozmowa po raz kolejny została przerwana. Tym razem przez doszczętnie pijaną Carmen , która wręcz na czworaka dostała się do naszego stolika.
A z lokalu jej wcześniej nie wyprosili (ani nie upomnieli dziewczyn, żeby zajęły się koleżanką, ani nie przestali jej sprzedawać alkoholu, gdy już była nietrzeźwa) gdyż...?
Gdyż pracowali tam sami Demoniczni Barmani Zepsucia!

Przerażona jej stanem , zostawiłam niezorientowanego w sytuacji Sama (Który nigdy na oczy pijanej laski nie widział i już zaczynał się zastanawiać, czy na to dziwadło podziała raczej sól, czy żelazo) i podbiegłam do lady. Tajemniczego barmana nigdzie nie było zamiast tego natknęłam się na kilku innych , wpatrujących się na mnie ze zdziwieniem.
Trafiła akurat na Stanowy Konwent Barmanów.

Nie zważając na ludzi w okół wbiegłam przez drzwi , na których widniał napis : tylko dla upoważnionych i wparowałam do małej kuchni. Zdążyłam zaledwie rzucić okiem na pomieszczenie , nim zostałam z niego wyniesiona przez jakiegoś osiłka , zdawało mi się ochroniarza , ale jak się okazało później był to zwykły (bądź nie) kucharz. Z resztą co robiłyby ochroniarz w takim miejscu ?
Nie wiem, ale chciałabym wiedzieć, czego ty tam szukałaś i czemu zostawiłaś zalaną przyjaciółkę całkiem samą.
Chciała uciec, żeby mieć mieć kłopot z głowy? Ech, pewnie się nie dowiemy...