piątek, 29 czerwca 2012

Inny świat Severusa II, czyli "Zróbmy sobie wnuka" po czarodziejsku

Witajcie!
Jako że potterowe opko najwyraźniej przypadło Wam do gustu, w tym tygodniu kontynuujemy jego analizę. Na początku musimy Was ostrzec, że momentami jest naprawdę żenująco i przerażająco (tak, da się BARDZIEJ niż ostatnio). Snape ćwiczy się w Weltschmerzu i truciu wszystkim dupy, pije soczek pomarańczowy i histeryzuje bardziej niż Edward Cullen przed nocą poślubną, Hermiona ma czekoladowe oczy na całej twarzy i tradycyjne już krągłości kuszące cały męski świat, a pani Weasley opanowała sztukę jedzenia biustem.
I żeby tylko to...
 Indżojcie!

Opko zanalizowali: Kalevatar, Pigmejka i Vivaldi (który pomógł, kiedy nam zabrakło już sił).








- Twoja córka Panie? – zapytał wstrząśnięty. Lord i dziecko? On chyba sobie z niego żartuje.
I know, right?!

- Tak Severusie. Obiecujesz się nią zająć? Związać się z nią i dać mi dziedzica? – świdrował go wzrokiem.
Nie, żebym miała wiele do powiedzenia, ale wiesz, Voldi, do tanga z reguły trzeba dwojga...
Na pewno mają na to jakąś magię. Dla niechętnych kobiet - eliksir miłosny, dla podstarzałych panów - zaklęcie Petrificus Penis, albo coś podobnego.

- Żyję by służyć. – schylił głowę na wyraz posłuszeństwa,
Miał wyhaftowane na szacie, tuż pod szyją, wielkie "OBEY!".

mimo że kontrolował swoje emocje, wewnątrz niego szalała prawdziwa burza. Miał się związać z jakąś smarkulą?! Co do cholery ten dupek sobie myśli?
O ile nie jest do końca zdegenerowanym dupkiem, to raczej miał na myśli to, żebyś się z nią wiązał, jak przestanie być smarkulą. Myślę nawet, że inne rozwiązanie by go nieco wkurzyło.
Swoją drogą, jeśli Voldiemu chodzi tylko o rozpłód, mógł sobie znaleźć buhaja krwi lepszej niż półmugolski Severus.

- Daj dłoń Severusie. Złożysz wieczystą przysięgę. – Na gatki Merlina, zaklął Mistrz w myślach.
- A niech to dunder świśnie! - zaklął plugawie. - O kurczątko!

Grzecznie jednak podał mu dłoń i wyciągnął różdżkę.
- Czy obiecujesz chronić moją córkę?
- Tak. – srebrna nić wystrzeliła z różdżki ciemnego jak tabaka w rogu czarodzieja i oplotła ciasno ich prawe dłonie.
- Czy zwiążesz się z nią i dasz mi dziedzica? Bez względu na to, czy ona będzie tego chciała, czy nie... :/
- Tak. – zielona wstęga w ślad za poprzedniczką owinęła się wokół złączonych rąk.
- Czy ślubujesz mi miłość, wierność i uczciwość... szlag, nie ta formułka.

- Czy pomimo tego, że jest Gryfonką, sprawisz że będzie mi posłuszna? – wszystko zdawało się krzyczeć w Snape’ie. No to wpadł w bagno. I do niemal po uszy…
Ano wpadł. Bo inaczej jak eliksirami tego nie załatwi. Tak, tatuś Voldzio musi naprawdę kochać swoją córeczkę...
A nie byłoby prościej samemu wychować dzieciaka w posłuszeństwie do ojca?

- Tak. – złota nić na moment zabłysła pośrodku dwóch poprzednich i zniknęła wraz z nimi.
Potem pojawiła się nić czerwona, czarna, a po chwili na ziemię opadła cała serwetka w łowicki wzorek.

Na twarzy Lorda pojawiło się zadowolenie, gdy puścił dłoń Mistrza.
- Severusie zaopiekujesz się Hermioną? – Granger?! Szlag!
- Oczywiście panie. – starał się opanować buzujące w nim emocje.
- Możesz odejść. – łaskawie stwierdził. Severus ukłonił się i wybiegł z komnaty. Na drodze do wyjścia stanął Lucjusz.
Własnym ciałem gotów bronić szczególnie pysznej balustrady.
Wystarczyło, że Severus wyżarł mu połowę holu głównego.

- Czego chciał Lord od ciebie Severusie? – w jego stalowych oczach pojawił się groźny błysk.
- To nie istotne bracie.
Od kiedy Śmierciożercy mówili do siebie "bracie" i "siostro"? Chociaż w sumie skoro Voldemort jest ojcem wielokrotnie przełożonym...

Wybacz, ale właśnie muszę wychodzić. – wyminął blondyna i wyszedł z tej pysznej posiadłości.
Zagryzając klamką i odłamkiem parapetu.
W kieszeni schował kilka brył schodów (na czarną godzinę).

Od razu, gdy drzwi się zamknęły aportował się do Hogwart.
Do Hogwartu nie można się aport... A, zresztą, to i tak tyko kolejny absurd.

Stanął po chwili na polanie i ukrył twarz w dłoniach. Co on teraz ma zrobić? Musi związać się z dziewczyną? Ale jak…
Sznurkiem, kurczątko.
Albo za pomocą taśmy klejącej.

Ona ma tylko 16 lat. To tak niewiele… Biedna dziewczyna… Nikt chyba nie chciałby mieć takiego ojca, pomyślał kierując się w stronę zamku.
Hm, jeśli dobrze zrozumiałam Voldemorta, to masz pełnić inne funkcje, niż ojcowska...

Jego kroki dudniły głucho, gdy wbiegł po schodach. Automatycznie skierował się do gabinetu Minerwy. To właśnie z nią chciał porozmawiać. Nie miał ochoty mówić o tym Albusowi teraz, później z nim porozmawia. Zapukał do mahoniowych (:D) drzwi.
A drzwi zaskrzypiały ozięble: “zajęte!”.

Krótkie „proszę” pozwoliło mu wejść. Zamaszystym ruchem otworzył je i wszedł go gabinetu. Szata śmierciożercy powiewała za nim groźnie.
Syczała, prychała i stroszyła rękawy. Samopowiewająca była, ani chybi. Albo Minerwa ma zamiłowanie do siedzenia w przeciągu.

- Synu! Co się stało? – z niepokojem w głosie odezwała się McGonagall, ruchem ręki wskazała mu miejsce naprzeciwko niej.
“Synu”? Może jednak o czymś nie wiemy...?

Mężczyzna zajął je i ściągnął maskę z twarzy.
- Lord zmusił mnie do złożenia przysięgi… - urwał, na jego twarzy widać było ogromy ból.
- Czego dotyczyła? – nie pamiętała, kiedy jej przybrany syn był w takim stanie. Od śmierci Lily, chyba ani razu.
- Powiedział… powiedział, że mam przestać oglądać My Little Pony! ma tutaj córkę w Hogwarcie… I kazał… kazał… - głos mu się załamał, nabrał powietrza i spojrzał w oczy Opiekunki Domu Lwa. – kazał mi oddać jej wszystkie płyty z odcinkami serialu! się z nią związać i dać mu dziedzica. A w razie pojawienia się dziedziczki, próbować do skutku.
- To… to niemożliwe. – wyszeptała. – Kim ona jest?
- Gryfonka. Granger. – dwa słowa zdawały się dzwonić w gabinecie. Severusowi ciążyły z głowie bardziej niż Ognista. Kobieta załamała ręce, Snape wiedział, że Hermiona była jej ulubienicą. Martwiła się pewnie jak to się ułoży…
E tam, równie dobrze mogła sobie przypomnieć, że zostawiła zupę na gazie.

- Jak to możliwe Severusie? Hermiona córką Toma? To absurd. – próbowała przekonać samą siebie.
- Nie wiem. Ale Lord na pewno sobie tego nie wymyślił. – jego głos był zupełnie wyprany z emocji.
- No może masz rację… Boisz się? – jej głos był delikatny, czuły.
Oczywiście to Severus jest w tej relacji stroną pokrzywdzoną, o tak.

- Tak. Nie wiem co o tym myśleć… Przecież Gran… Hermiona… ja i ona? To takie… dziwne…
Sev, jesteś w blogasku. Za chwilę okaże się, że jesteś pół wampirem i ćwierćjednorożcem, przyzwyczajaj się.

- Wiem Severusie. Odpycha cię ta dziewczyna? – spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem znad okularów.
Bo to jest w tej sytuacji najważniejsze, taa. Bo jeśli dziewczyna jest ładna, to już z nią można wszystko robić.

- Właściwie to nie. – uśmiechnął się. – Przypomina mi Lily…
Zatem ogłaszam Tru Loff między wami.
I już niedługo będzie O TAK!

- Tak, do panny Evans jest podobna. – w jej oczach zabłyszczały wesołe iskierki.
Hurra! Wreszcie dostaniemy becikowe!

- Może nawet trochę za bardzo. – stwierdził cierpko.
- Severusie wierzę, że dasz sobie radę.


Halo, halo, tu Huston! Czy wy nie powinniście się przypadkiem zastanawiać, jak NIE wywiązać się z tej przysięgi? Znaczy, come on, to jest kompletnie porąbane, nie widzicie tego?
No ale becikowe...

- Musisz porozmawiać z nią i powiedzieć jej wszystko jak tylko będzie w szkole.
"- Panno Granger, otrzymałem nowe wytyczne z... eee... z Ministerstwa, tak. Wszystkie uczennice będące córkami Czarnego Pana zostają objęte Programem Ochrony i Rozpłodu, a ja zostałem wyznaczony do jego realizacji. Czy jesteś córką Czarnego Pana, panno Granger?
- Nie!
- Źle, minus dziesięć punktów dla Gryffindoru."

- Ale przecież ona ma chłopaka! Jak ja mam jej to powiedzieć? Hermiono rzuć go i zostań ze mną? – w jego głosie słychać było desperację.
Bo w sytuacji bycia dzieckiem Voldemorta i perspektywy uprawiania seksu z Severusem i urodzenia mu dzieci - gdy się ma szesnaście lat - to, że ma się chłopaka jest oczywiście największą przeszkodą.


- Nie wiem jeszcze jak. Mamy dwa tygodnie, jak pojawi się tutaj razem z innymi uczniami. Do tego czasu coś na pewno wymyślimy. A teraz mój drogi idź ochłonąć, prześpij się. Ja porozmawiam z Albusem, dobrze? Pomyślimy nad jakimś zaklęciem, które ją ogłupi na tyle, żeby cię pokochała. Zdaje się, żeby było takie... Imperativus blogaskum, czy jakoś tak? – troska jaka przez nią przemawiała, sprawiła, że Severus posłusznie skinął głową i udał się do swoich komnat.

***

Hermiona Granger, szesnastoletnia gryfonka siedziała w pokoju swojej przyjaciółki na łóżku i rozczesywała swoje długie brązowe włosy.
Wiem, że to wina bardzo złej składni, ale posada "przyjaciółki na łóżku" musi być nie byle czym!

- I pomyśleć, że rodzice się zgodzili na coś takiego! – zapiszczała z przejęcia Ginny pakując swoje ciuchy do ogromnej torby.
- Ja tam nie narzekam. – zaśmiała się Hermiona.
- Ja też nie. Dwa tygodnie u chłopaków! Ehh. – rozmarzyła się.
- To będzie odjazd. Bez Harrego i Rona tylko z Alexem i Victorem to będzie raj. – podsumowała starsza dziewczyna.
Tak, będzie zajebiście. Tak wgl, kim są ci ludzie?

- Dokładnie! A ty masz gotowe walizki? – spojrzała w stronę przyjaciółki.
- Tak. – wyciągnęła z kieszeni dwa pudełka wielkości zapałek.
Pudełka były długie na pół palca i bardzo cieniutkie. Po chwili, gdy Hermiona usiadła nieostrożnie, z jej kieszeni dobiegł cichy trzask sygnalizujący, że może lepiej było jednak zmniejszyć bagaż do wielkości pudełka zapałek.

– Ja jestem gotowa.
- Szczęściara. – mruknęła Ruda.
- Wiem. – wyszczerzył się Czekoladowooka.
Ojej, nawet klasyczna zmiana płci jest. *wzruszona*
I określanie ludzi poprzez kolor oczu! *pada w ramiona Pigmejki roniąc łzy wzruszenia*

- Dziewczyny, na dół! – usłyszały głos mamy Ginny, posłusznie zbiegły do kuchni.
- Tak mamo? – zapytała jej jedyna córka.
- Macie pół godziny jeszcze. Później przybędzie po was pan Swan.
Ojciec Belli?

- Pół godziny? – wyjąknęła Ruda. – O nie! – z krzykiem uciekła na górę. Miała jeszcze tyle do zapakowania…
- Hermiono tylko bez szaleństw u chłopców dobrze? – dziewczyna przytaknęła głową. – I opiekuj się Ginny.
Już widzę, jak pani Weasley wysyła swoją córkę na takie “wakacje”... Czyżby wzięła przykład z Dumbledore'a i też liczyła na becikowe?
Tak tylko przypomnę, że Hermiona jest dwa lata starsza od Ginny, więc jeśli ona ma 16 lat, to Ginny 14 - nie za wcześnie trochę na posyłanie ich na wakacje z nieznajomymi kolegami?
BTW - jeśli są dwa tygodnie do rozpoczęcia roku szkolnego, to Hermiona jeszcze formalnie nie ma 16 lat, więc seks z nią jest przestępstwem. O Ginny nawet nie wspomnę.

- Dobrze pani Weasley. – zdążyła wydukać zanim kobieta przytuliła ją mocno do piersi. W nosie poczuła zapach pieczeni, którą jadła na obiad.
Znaczy... uścisk był tak silny, że obiad jej się ulał nosem?
Albo pani Weasley jadła biustem.

Po kilku minutach wyswobodziła się z uścisku i wyszła na dwór. Miała jeszcze ponad 20 minut.
Co Molly robiła z nią w uścisku przez dziesięć minut? Próbowała ją zasymilować?

Lekki, przyjemny wiatr rozwiał jej długie, brązowe loki. Uśmiechnęła się do siebie. Skierowała swoje kroki do pobliskiego stawu.
Znaczy, wlazła do niego. Chciała nazbierać pijawek na drogę.

Usiadła nad brzegiem zapatrując się w taflę wody.
Uwaga! Zapatrzyć się ≠ zapatrywać się. Niestety.

Przed sobą miała dwa tygodnie z Alexandrem.
Kimkolwiek był. Mam nadzieję, że nie chodzi o Macedońskiego.

Już tak bardzo się za nim stęskniła. Tak długo nie słyszała jego głosu, nie całowała jego pełnych ust.
Całowała tylko te pełne w połowie (nie chcę wiedzieć, gdzie je ma).

A teraz… Dwa tygodnie z nim… To zapowiadało się cudownie. Z nim i Ginny i Victorem. Victor był młodszym bratem Alexa. Był na tym samy roku co ona i Harry, a Alex miał być teraz na siódmym roku. Jego ostatni rok w Hogwarcie…
W pewien sposób doceniam to, jak aŁtorka sparowała Hermionę z jakimś totalnym randomem, żeby go potem bez żalu zamienić na Snape'a. Zniknięcia jakiegoś tam Alexa z narracji nikomu nie będzie szkoda.

Ich ostatni wspólny rok w szkole. Muszą to wykorzystać. Spędzą ze sobą tyle czasu ile tylko się da…
Będą się rypać nawet na lekcjach, bo wiadomo - tuż za murami Hogwartu czeka na absolwentów pluton egzekucyjny.

- Miona! Chodź! – usłyszała głos Rudej. Wstała i podreptała do niej. Na jej twarzy rósł coraz większy uśmiech.
Rósł i rósł, aż w końcu zakrył nos i oczy. W końcu Hermionę zawieziono do świętego Munga, żeby usunąć tę dziwną opuchliznę.

Rozdział II - Niespodziewane Spotkanie
       
Mistrz Eliksirów skulił się na swoim łóżku, od ponad godziny próbował zasnąć. Ale upragniony sen nie przychodził. Był rozbity.
Biedny, rozbity sen. Jakiś prozac mu podajcie, czy co...
Oraz - to mistrz eliksirów nie może sobie uwarzyć czegoś nasennego?
Nasennego jak nasennego, ale na nocny angst pomaga tylko dobra drama. Snape powinien szybko znaleźć kogoś, komu będzie mógł wyżalić się, że nikt go nie kocha.

Przed spotkaniem z Lordem wszystko wydawało się takie proste… O ile bycie szpiegiem może być proste. A teraz? Jego życie prywatne miało stanąć do góry nogami.
Podwójne życie, służenie psychopacie bez nosa, groźba wojny - to wszystko było jak wakacje pod gruszą w porównaniu ze zmianami w życiu prywatnym!

W jego życie miała już nie długo wtargnąć dziewczyna…
Nie, żabciu - to ty masz wtargnąć w jej życie. To nie ty masz tu być uwodzony, pamiętasz?

Właściwie młoda kobieta… Miał ją chronić, poślubić… Nawet mieć z nią dziecko. To go przerastało. Bał się tego zadania bardziej niż czegokolwiek innego… Głupio mu się było przyznać nawet przed sobą ale najbardziej przerażała go myśl kochania się z dziewczyną.
(Bo z chłopakiem byłoby w sumie spoko.)
Zamknij oczy i myśl o biszkopcikach.
To jak wstrząsanie soczku pomarańczowego, na pewno sobie poradzisz. Tylko na bora, umyj włosy.

Będą śmierciożercą powinien być wzorowym kochankiem,
Yyyy... tak? Rozumiem, że Voldemort każdego kandydata osobiście sprawdzał pod tym kątem? A czasem nawet pod kilkoma kątami?
Fuj.

ale prawda była taka, że był świadkiem licznych orgii,
Chyba w pokoju nauczycielskim Hogwartu. Śmierciożercy tworzyli raczej męskie towarzystwo...
Oj tam, męskie towarzystwo i orgie bardzo dobrze się komponują, spytaj jakąś yaoistkę.

ale tylko je obserwował i to nigdy nawet nie do końca, zawsze wymawiał się czymś.
- Kurczątko, zostawiłem ogórkową na ogniu!
Laboga, biszkopciki mi się w piekarniku spalą!

Odkąd stracił Lily nie potrafił myśleć o czymś takim jak seks.
W końcu był Brytyjczykiem!

To było takie odległe… Jego romantyczna część osobowości zawsze widziała ten pierwszy raz ze swoją jedyną i ukochaną Lily.
A ta pragmatyczna uznała, że skoro do czterdziestki nie doczekał się seksu, to już cud się raczej nie zdarzy.

A że ona już nie żyła, to i marzenia o intymnej sferze spychał na bok.

Mimo, że czasem czuł ogarniające pożądanie nigdy nie zaspokajał się sam, zawsze zimny prysznic dobrze mu robił…
Cóż, innemu robi dobrze młoda Azjatka, innemu prysznic... nie mnie oceniać.
Heroiczne powstrzymywanie się od masturbacji jest heroiczne. Come on, Snape, i ty nie wiesz, czemu jesteś taki zgorzkniały?

A teraz? Jak przemoże się żeby obnażyć swoje ciało przed kimś obcym?
Biedny, wstydliwy Snape. Naprawdę, jak ty robisz badania okresowe?

Wiedział, że jego pokryte licznymi bliznami i blade ciało nie było tym, czym młoda dziewczyna mogła by się zachwycić…
Oj tam, kilka minut w solarium i kilkadziesiąt na siłowni i będzie ok.
I tabletka gwałtu. Albo lepiej dwie.

Nie był kimś odpowiednim dla młodej i atrakcyjnej gryfonki. Był nikim. Wiedział to, był strzępkiem człowieka. Tylko w swoich komnatach potrafił być sobą, jedyną osobą która coś o nim wiedziała była Minerwa. Ale teraz nawet ona nie mogła mu pomóc.
No, mogłaby założyć czarną szatę, nie myć włosów i transmutować w faceta, ale nie wiem, czy to by załatwiło sprawę z prokreacją...
Snape nie może jej po prostu zrobić jakiegoś abrakadabra in vitro?

Musiał wypełnić powierzone mu zadanie, czy chciał czy nie chciał. Chociaż może lepiej byłoby zginąć niż je wykonać. Przed oczami stanęła mu twarz Lily, która smutno na niego patrzyła.
Nie mogła uwierzyć, że jej niedoszły kumpel nawet nie próbuje pomyśleć, jak się z tego wykręcić.

Nie! Musi jakoś sobie dać radę. On – Severus Snape nie może się poddać. Musi wydupczyć boru ducha winną dziewczynę! Z tą myślą udało mu się nareszcie zasnąć.
W snach za to męczyły go koszmary, że w decydującym momencie nie chciał mu stanąć.
Albo że ściąga gatki, a Hermiona stwierdza pocieszająco, że widziała mniejsze.

***
- Alexander! – Hermiona rzuciła się na szyję wysokiemu blondynowi i pocałowała mocno na przywitanie. Chłopak tak samo mocno spragniony jej ust oddał jej zachłannie pocałunek.
- Witaj Aniołku. – czule przywitał swoją ukochaną, złapał ją w talii i poprowadził do swojego pokoju. Dziewczyna z zadowoleniem rzuciła się na jego łóżko wtulając się w jego pościel, gdzie zapach chłopaka był intensywny.
Hm... ja na jej miejscu wtuliłabym się w samego chłopaka, no ale co kto lubi.
(Boru, tamten - prysznic, ta - poduszki... Przynajmniej pod względem dziwnych fetyszy będą dobrze dobrani.)

- Jak wakacje? – spytał kładąc się koło niej i czule pogłaskał jej rumiany policzek.
- Puste były bez ciebie. – uśmiechnęła się słodko mrugając do niego.
- Moje były takie same. – pochylił się aby ją pocałować, jedną dłoń wplątał w jej włosy.
Robiąc jedyny swoim rodzaju kołtun z palców.
*haft tęczą*

Czuła jak palce Alexandra powoli wślizgują się pod bluzkę i mocują się z zapięciem stanika. Pozwoliła mu na to, gdy uparte zapięcie nie stwarzało już problemów, dłoń gryfona delikatnie objęła jej pierś. Jęknęła z zachwytu w jego usta. Lubiła taki pieszczoty, co prawda nigdy się jeszcze nie kochali, ale na takie „zabawy” pozwalali sobie dość często. Lekko zszokowana poczuła na swoim brzuchu usta Alexa,
Też bym była zszokowana - w jednej sekundzie ma jego usta na swoich, a w drugiej wędrują po jej brzuchu. Jakieś samobieżne, czy ki diabeł?
Może to są te drugie usta, półpełne?

jego ręce zajmowały się tym czasem pozbawiania jej bluzki.
"Czas pozbawiania bluzki" to nowa właściwość chemiczna idąca w parze z "okresem połowicznego rozpadu moralności"?
Przeczytałam “okresem płciowego rozpadu” i popadłam na chwilę w stupor.

To przecież nic groźnego, przemknęło jej przez myśl. Jej naga skóra żywo odbierała nieznane jej dotąd bodźce.
Takie jak dotyk. Hermiona przy myciu omijała brzuch szerokim łukiem.
A jeszcze parę zdań temu stało jak byk, że "pozwalali sobie dość często".
No ale widać wtedy miział ją po jednym cycku, bez zdejmowania ciuchów. A teraz jest NAGA!!!!!111!!!1!

Pocałunki chłopaka zdawały się okrywać każdy najmniejszy kawałek jej ciała.
*okrywa się pocałunkiem jak kołderką*
Hm, jeśli koleś ma naprawdę wielkie usta...

Gdy językiem podrażnił jej sutki momentalnie poczuła jak twardnieją, to było cudowne doświadczenie.
Hermiona starannie zapisała tę obserwację w kołonotatniku.

Alexander widząc, że dziewczynie się to podoba, zajmował się jej biustem kilka ładnych minut.
Tu powiększył, ta ujędrnił, a na koniec narysował kwiatki dookoła sutków.
Pod koniec zaczął rozważać wstrzyknięcie odrobiny silikonu.

Chłopak, który już dawno marzył o czymś więcej jedną dłoń delikatnie pomasował wewnętrzną część uda, dziewczyna zadrżała.
- Alex nie. – wyszeptała. – Nie jestem jeszcze gotowa. – Nie wierzył jej widział, jak żywo reagowała na jego pieszczoty. Musiała już być gotowa. Wsunął jej dłoń pod majtki i uśmiechnął się.
- Oczywiście że jesteś gotowa. – szepnął jej do ucha czując wilgoć w podbrzuszu dziewczyny.
To chyba nie wsunął jej ręki w majtki, a w jelita...
To krwotok wewnętrzny, wezwijcie medyka!

[Chłopak próbuje się do niej dobrać, ale Hermiona wyrywa się, ubiera i ucieka.]
Gryfonka biegła na oślep, drogę przysłaniały jej łzy ciurkiem spływające po policzkach.
Te łzy na policzkach przysłaniały jej drogę. Albo ktoś tu nie czyta tego, co pisze, albo Hermiona patrzy całą powierzchnią twarzy.
Albo Hermiona płacze W TEN SPOSÓB.

Nie patrzyła gdzie biegnie. Mugolski Londyn znała bardzo dobrze, więc nie obawiała się niczego…
Na każdej dzielni miała swoich ziomali, joł.

Usłyszała tylko pisk opon, odwróciła głowę i zobaczyła pędzący w jej stronę samochód…

***

Spojrzał na zegarek była 17:13. (...) Podszedł do szafy i wyciągnął czarny T-Shirt i takiego samego koloru spodnie. Szybko się przebrał, czarne włosy związał w kitek i wyszedł z sypialni.
Snape w kucyku.
Z całą pewnością miał  na nim różową gumeczkę z ozdóbką w kształcie uśmiechniętej truskawki.

Na co mam ochotę? Zapytał sam sobie w myślach. Sok pomarańczowy durniu, skarcił go głosik w głowie.

 
Też macie podobną wizualizację?
Nie chcę wiedzieć, czym jego dealer wzmacnia ten “soczek”, skoro Snape słyszy głosy...

W domu nie usiedzę, stwierdził. Hogsemode odpada,
Tryb Nierogacizny! \m/ Po aktywacji użytkownik zachowuje się jak prosię.

Pokątna też… To Orange Pub w mugolskim Londynie. Mieli tam taki pyszny sok!



A pomijając już to - no bo ok, ostatecznie można, właściwie czemu nie - ale wizja Snejpa sączącego w pubie soczek jest taka trochę... ratunku. No, chyba że to pub ekologiczny, w którym szczyt silnego drinka to sok wiśniowy z imbirem i chilli.
(Tak, sprawdziłam, czy jest tak pub w Londynie. Znalazłam hotel połączony z restauracją o nazwie The Orange. W menu mieli co prawda sok pomarańczowy, więc może coś jest na rzeczy...)

No to postanowione, skierował się do Zakazanego Lasu do punktu aporatcyjnego.
W punkcie tym siedziała zramolała biurwa, z nieodłącznym papierosem w kąciku ust, która z pełną wyższości miną wydawała pozwolenia na aportację.
To nie prościej byłoby, nie wiem, samemu wycisnąć sobie ten sok? Chociaż gdybym miała tak bardzo napięty grafik jak Sev, też chwytałabym się każdej okazji, żeby zająć sobie choć chwilę.
 
Chłodny wiatr uderzył go w twarz gdy tylko wyszedł z zamku.
Wiatr wyszedł z zamku, patrzy - a tu Sev! No to sru go w mordę! Następnym razem będzie wiedział, jak się używa imiesłowy.

Wciągnął rześkie powietrze całym sobą.
Czołem, uszami, końcówkami włosów i każdym jednym porem skórnym, które zadziałały jak aparaty szparkowe u roślin.
Nasiąkł powietrzem jak gąbka, a potem przy każdym ruchu puszczał wiatry.

Wolnym krokiem szedł rozkoszując się ciszą jaka panowała na błoniach. Jeszcze tylko dwa tygodnie i miało jej tu nie być. Miała ustąpić krzykom, kłótniom, śmiechom i żartom. Ale teraz tutaj była, wsłuchał się w nią i wyciszył.
Po chwili zaczął powtarzać mantry.
Jakiś zabłąkany chochlik usłyszał dziwne mruczenie, ale spostrzegł, że to tylko Snape leci do lasu, unosząc się w powietrzu w pozycji lotosu, wrócił więc do swoich spraw.
.
Wolny od jakichkolwiek myśli i trosk
Znaczy, zidiociał nagle?
- Instant satori, bitches! - powiedział do buddyjskich mnichów, którzy akurat przechodzili w pobliżu. - Like a boss.

dotarł do polanki. Aportował się z cichym pyknięciem. Znajdował się w niewielkim parku, wybrał to miejsce bo nigdy nie było tutaj wiele ludzi. Ruszył wolnym krokiem do ulubionej kawiarenki.
A to park w środku Londynu? No, to na pewno nie było w nim ludzi...
Może chodziło o Lądek Zdrój?

Właśnie miał zamiar skręcić w jedną z niewielkich uliczek,
Niewielki park, niewielkie uliczki w niewielkim miasteczku Londynie.

gdy to co zobaczył sprawiło, że zapomniał o swoim celu. Jakieś 50m od niego biegła zapłakana Granger. Kierowała się w stronę ulicy, przez łzy nie widziała że jedzie rozpędzony samochód. Severus słyszał już pisk opon i głośny klakson, widział przerażoną minę gryfonki gdy spostrzegła auto. W trzech potężnych skokach znalazł się koło niej i mocno łapiąc za ramię ściągnął z jezdni.
Eee... znaczy, te 50 metrów pokonał w trzech susach? Google twierdzi, że ze wszystkich stworzeń najdłuższe skoki wykonuje irbis, który może skoczyć na odległość około 15 metrów. No cóż, Severus zawstydził irbisa.
Oj tam, po prostu leciał na skrzydłach Imperatywu Blogaskowego.
(Czy tylko mnie się zdaje, że naturalnym odruchem czarodzieja w takim wypadku byłoby raczej zatrzymanie samochodu zaklęciem?)
Oj no, może bał się dekonspiracji, a tak rzucił zaklęcie żaby na siebie i hooooop...

Drobnym ciałem Hermiony wstrząsnął szloch, chcąc nie chcąc Snape przytulił do siebie zapłakaną dziewczynę.
Ale zrobił to z obrzydzeniem, z najwyższej konieczności.
A zaraz potem, z rozpędu, przeleciał ją. Zawsze wolał kuć żelazo póki gorące.

- Dziękuję. – wyszeptała dziewczyna do swojego wybawiciela, podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę który trzymał ją w ramionach. Nie poznała go od razu. Lśniące czarne włosy spięte w kucyk, lekki uśmiech na twarzy, błyszczące ulgą oczy.
Kawałki pomarańczowych farfocli między zębami.
Powinna go poznać po tych lśniących włosach - ech, znów ich nie umył.

- Profesor Snape? – spytała z niedowierzaniem.
- Tak Garnuszku… Hermiono. – poprawił się, nie chciał aby maska Mistrza Eliksirów powróciła na jego twarz. Już nie długo wszystko miało się zmienić, musiał nad tym zacząć pracować już teraz.
Boru, on SERIO nawet nie PRÓBUJE wykręcić się z tej przysięgi.

- Co profesor tu robi? – otarła łzy uśmiechając się do niego lekko.
- Czy to ważne? Chodź za rogiem jest kafejka, napijesz się czegoś, ochłoniesz. – chciała pokręcić głową w proteście, ale widząc spojrzenie nauczyciela grzecznie przytaknęła. Snape pomógł jej wstać. Teraz mógł jej się przyjrzeć. Mimo zapuchniętych, czerwonych oczu wyglądała ślicznie.
Tak, oczywiście. Na pewno wcale nie jest zaczerwieniona od biegu, nie ma zatkanego od płaczu nosa, nie spłynął jej tusz z rzęs, tworząc wokół oczu dwie malownicze pandy...
Albo po prostu Sev woli takie roztrzęsione.

Długie rzęsy co chwila przysłaniały czekoladowe oczy, na policzkach lekki rumieniec, pełne czerwone usta.
Ja wiem, że to tylko konstrukcja zdania, ale przez moment miałam wizję całej twarzy pokrytej czekoladowymi oczami...

Miała na sobie obcisły biały top, który podkreślał jej szczupłą talię i krągłe piersi.
Tak, gap się piętnastolatce będącej twoją uczennicą w cycki, nie ma w tym nic zdrożnego.

Czarna niedługa spódniczka odkrywała długie, zgrabne nogi. Taak, Granger nie była już takim brzydkim kaczątkiem jak w dniu, kiedy trafiła do Hogwart. Teraz byłą łabędziem… Królową Łabędzi.
Dajcie jej jako towarzyszy żółwia, żabę i maskonura - bo najwyraźniej księcia już mamy - i można kręcić film!

Teraz byłą łabędziem… Królową Łabędzi. Szkoda tylko że tych czarnych, przemknęło mu przez myśl.
NIE! Nie, rrrwamać, żadnych więcej nawiedzonych czarnych łabądków z rozstrojem osobowości jak u rozwydrzonej nastolatki! Wystarczy mi, że zobaczyłam ten film o jeden raz za dużo!

Dziewczyna nie odzywała się w drodze do kawiarenki. Zajęli miejsce pod oknem. Usiedli naprzeciwko siebie.
- A więc co się stało panno Granger? – łagodnie spytał.
- Prawie wpadłam pod samochód, nie zauważył pan, profesorze? - Hermiona asekuracyjnie odsunęła się nieco.

- Nic profesorze. – wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza. Mała, krystaliczna i tak strasznie piekąca.
Co ona ma w oczach, rozcieńczony kwas solny?
Nope, obstawiałabym raczej rozmazany tusz albo eyeliner.

Snape odruchowo otarł ją dłonią.
*krztusi się tęczą* Snape, jak widzę, nie zasypia gruszek w popiele...
Taki odruch u prawie czterdziestoletniego prawiczka.

...right.

- Coś państwu podać? – do ich stolika podeszła kelnerka.
- Sok pomarańczowy – rzucił od niechcenia Severus.
- A dla pani? – kobieta spojrzała w stronę dziewczyny.
- Nic, dziękuję. – wykrztusiła drżącym głosem.
- Granger nie wygłupiaj się. – warknął na nią.
Pij, kurwa, jak ci stawiają!
No co ty, Granger, ze mną się nie napijesz?!

- To poproszę gorącą czekoladę.
- Za chwilę przyniosę wszystko. – grzecznie powiedziała i odeszła.
Kelnerka bardzo dyskretnie nie zdziwiła się, że dorosły facet siedzi z zapłakaną dziewczynką, najwyraźniej zmuszając ją do spędzania z nim czasu...

- No więc Hermiono co doprowadziło cię do takie stanu? – spytał już cieplej.
- Alex. – ukryła twarz w dłoniach. – My… pokłóciliśmy się.
- Zrobił ci coś? – zapytał ostrzej, świdrując ją swoimi czarnymi oczami. Nie odezwała
Biorąc pod uwagę to świdrowanie, zastanawiam się, czy to rozmowa w kawiarni czy początek przesłuchania na sądzie inkwizycyjnym.

- Hermiono co się stało? – ponowił pytanie.
- My… Ja… Cieszyliśmy się że tak długo się nie widzieliśmy i… zaczęliśmy się całować… Później on… - urwała, nie umiała opowiadać o tym co się stało zwłaszcza jemu. Snape’owi. Temu zgorzkniałemu kawalerowi.
Ta, bo skoro kawaler, zapewne o niczym nie ma pojęcia. Zwłaszcza o kobietach.
Ja tam nie wiem, ale w tej sytuacji na miejscu Hermiony i tak bym przejmowała się NAJMNIEJ jego stanem cywilnym.

- Co on ci zrobił? – wysyczał. Co ten idiota zrobił tej dziewczynie. Niech ja go tylko dorwę!
- Nic…Chciał… Chciał się ze mną kochać… Ale… - ponownie zaczęła płakać, Snape złapał jej drobne dłonie i uścisnął lekko.
- Uciekałaś mu tak? – nadzieja w jego głosie była wyczuwalna nawet dla zapłakanej gryfonki.
- Tak. – jej krótka odpowiedź sprawiła, że kamień spadł mu z serca. Temu dziecku nic się nie stało. Ten kretyn nic jej nie zrobił na szczęście.
- Bogu dzięki. – stwierdził z wyraźną ulgą.
I nie, Snape wcale nie sprawia wrażenia starego zbereźnika, pragnącego wianka Hermony tylko dla siebie...
Wiesz, co by go spotkało, jakby Voldemort się dowiedział, że jego córkę uwiódł jakiś obcy dawca spermy?!

- Profesorze?
- Tak, dziecko? – zwrócił się do niej ciepło.
- Nie wspomni o tym pan nikomu, prawda? – wyczuł w jej głosie desperacką prośbę.
- Pod jednym warunkiem. – upił łyk soku. – Dasz mi się przelecieć. Jeśli coś się stanie podobnego przyjdziesz do mnie i mi powiesz. Jeśli będziesz miała jakiś problem to pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. – w jej czekoladowych oczach zauważył nieme pytanie, dlaczego o to ją prosi.
Zamiast zachować się jak dorosły mężczyzna i wytłumaczyć jej, że to absolutnie nie ona ma się tu czego wstydzić.
Dziewczyna ma czekoladowe oczy i dziwi się, dlaczego faceci chcą ją skonsumować...
Jeśli to mleczna czekolada, to nawet ja bym była chętna.

77 komentarzy:

Anonimowy pisze...

przy zdjęciu Snejpusia z soczkiem pomarańczowym autentycznie się popłakałam. dziękuję, dobranoc, jesteście genialne.
a trzecia część będzie ?

Babatunde Wolaka pisze...

Pozwoliłem sobie kwiknąć parę razy. Nie wiem, czy ten Severus nie jest nawet LEPSZY od kamiennojedwabnego.

"- A niech to dunder świśnie! - zaklął plugawie. - O kurczątko!"
Kurtka na wacie! Blade majtki!

"... i wyszedł z tej pysznej posiadłości."
A może Malfoy mieszkał po prostu w chatce z piernika?

Co do pani Weasley jedzącej biustem - zwizualizowałem sobie biust jako dwie dodatkowe "kończyny" podające pokarm do ust (sorry, do buzi), trochę analogicznie do słoniowej trąby.

"Przed sobą miała dwa tygodnie z Alexandrem.
Kimkolwiek był. Mam nadzieję, że nie chodzi o Macedońskiego."
A jeżeli to Harold Alexander?


"zawsze zimny prysznic dobrze mu robił…"
Ludzie miewają różne fetysze, ale i tak dobrze, że prysznic, bo już z odkurzaczem byłoby trochę... creepy.

"Z całą pewnością miał na nim różową gumeczkę z ozdóbką w kształcie uśmiechniętej truskawki."
Le KWIIIK!!!

A Snape pijący soczek w pubie przechodzi ludzkie pojęcie.

Borówka pisze...

Kucyk Snape'a prawie zrzucił mnie z krzesła. Brakowało mi ostatnio potterowskich opek. ;)
Będzie więcej? :>

Anonimowy pisze...

Dopiero jestem na początku, ale
po pierwsze gify pod tytułem: co jest z tobą nie tak wygrywają
po drugie Ginny jest o rok młodsza od Hermiony, przecież pojawiła się w szkole już w drugiej części! No ale to tak na marginesie ;)

tuptaczek

telewizjoner pisze...

"Pij, kurwa, jak ci stawiają!
No co ty, Granger, ze mną się nie napijesz?!"
xD
Jedna z najlepszych analiz PLUS-a jak dla mnie. Tylko tak dalej! :D

Anonimowy pisze...

Cudo!
I orgie w Hogwarcie i ze mną sie nie napijesz i wiatr który sru!
Analizy potterowskie mają klimat!

Chomik

hasło:otocipp

Drarry pisze...

Zastanawiam się czasem, kim trzeba być, albo za kogo trzeba się uważać, żeby gnoić innych ot tak, dla własnej (ewentualnie kogoś innego) satysfakcji. Owszem - niektóre opowiadania są pisane tak nieprzystępnym językiem (gramatyka i ortografia poniżej poziomu), że aż żal na nie patrzeć, nikt jednak nie powiedział, że trzeba się nimi zachwycać czy w ogóle je czytać.
Część jednak tych, które tu widziałam, jest wytykana palcami i bezlitośnie komentowana tylko dlatego, że osoba wstawiająca zrobiła gdzieś drobną literówkę (jak w tym przypadku np. "Monar") - przecież to każdemu może się zdarzyć, nawet po korekcie. Uczepienie się też "nitki" (przy Wieczystej Przysiędze) jest już całkowitą upierdliwością i szukaniem dziury w całym - nawet Rowling porównała światła pochodzące z różdżek do sznura, więc bez przegięć.
Powiem inaczej - spójrzcie na siebie. W samym "abc analizatorni" znalazłam 4 błędy, a podobno tak bardzo przestrzegacie wszystkich zasad i jesteście takimi wzorami dla innych. Jak dla mnie po prostu ktoś zalazł Wam kiedyś za skórę jakimś komentarzem, a teraz wyżywacie się za to na innych. Zresztą przy analizach też zdarzają Wam się niedociągnięcia.
Jeśli chodzi o kanon i zgodność z nim: nie wyobrażam sobie opowiadania, które w stu procentach będzie się z nim pokrywało - w końcu to opowiadanie, a nie kopia książki. I nawet, jeśli bohater zachowuje się inaczej niż w oryginale, to ma do tego prawo - opowiadania OPIERAJĄ się na książce (jak już napisałam), więc bohaterowie mogą nazywać się tak samo, ale być zupełnie innymi postaciami, to zależy od weny twórcy opowiadania.
Na zakończenie: ostatnie analizy są dla mnie przesadą, i to grubą. Czytam opowiadania tej autorki od dłuższego czasu, moje komentarze były mniej lub bardziej pozytywne, czasem nawet otwarcie krytykowałam treść, ale nigdy w życiu nie pomyślałabym, że można aż tak bardzo zmieszać kogoś z błotem tylko po to, żeby ludzie mieli frajdę.

Dziękuję za uwagę, ale zdecydowanie nie pozdrawiam, z obawy przed tym, że to nakręci Was na dogryzanie kolejnym osobom, winnym chyba tylko z tego powodu, że mają wyobraźnię i korzystają z niej w pozytywny sposób.

hushczyta pisze...

Oh jooooy! Drugi rozdział i mamy "Zmierzch" w wersji potterowskiej. No co? Nie skojarzyło wam się ratowanie dziouchy spod kół samochodu, a po wyratowaniu jej z opresji za szmaty i do kafejki? Słowo daję, czekałam, aż jej Snape wypali z oklumencyjnym zapoznaniem się ze stanami umysłu wszystkich klientów. ;)))
Boskie jak diabli, uśmiałam się jak zwykle. Będziecie dalej męczyć to arcydzieUo? XDDD

Babatunde Wolaka pisze...

I jeszcze do tego Wkurzony Komeć (TM)! Aż uroniłem samotną kryształową łzę wzruszenia...

Anonimowy pisze...

Piękna analiza, zrobiłyście mi wczorajszy wieczór. Opko jest dramatycznie wręcz absurdalne, a momentami żenada przechodzi poziom normy.

Do autora wkurzonego komcia:
Rozwalił mnie fragment o tym, że autor fanfika może dowolnie zmienić charakter bohatera, zostawiając tylko jego imię. Przepraszm, ale jaki to ma sens? Co innego rozwinięcie charakteru, nadanie głębi, ukazanie innej strony, które jest LOGICZNIE uzasadnione i WIARYGODNE PSYCHOLOGICZNIE. To jest jak najbardziej w porządku, tyko trzeba umieć zrobić. Niestety, w tym fiku żadnej wiarygodności psychologicznej nie ma, jest tylko Sev wrażliwy misio.

Lawina alpejska

Tinwerina Miriel pisze...

Ach, jaki ładny foch z przytupem i melodyjką. Jeszcze się może, Waćpanna, oflagujesz? Cztery błędy, powiadasz, w ABC...? Byłabyś łaskawa je wskazać?
"opowiadania OPIERAJĄ się na książce (jak już napisałam), więc bohaterowie mogą nazywać się tak samo, ale być zupełnie innymi postaciami, to zależy od weny twórcy opowiadania"
Bezedura oraz brak elementarnej logiki, moja panno! Jeśli opowiania OPIERAJĄ sie na książce, to bohaterami są POSTACI stworzone przez autora tejże, z konkretnym wyglądem, cechami charakteru itd. nie zaś samo imię i nazwisko.

kura z biura pisze...

"Bo to wszystko fikcja, a wy się nie znacie!!!"

hushczyta pisze...

Eee tam, mnie bardziej zauroczyły stwierdzenia, że ktoś kiedyś zalazł analizatorkom za skórę i teraz się wyżywają. No, przykro mi - pudło.
Albo że analizy są na opowiadaniach, w których ktoś popełnił drobną literówkę (tak, zdecydowanie chodzi tylko o "Manor", debilna fabuła, położenie postaci, brak logiki w wymiarze podstawowym i smród pedofilii nie ma z tym nic wspólnego), tudzież autorzy, którzy mają wyobraźnię i korzystają z niej w pozytywny sposób. Kochana Drarry (oj chyba wiem, co ci się najbardziej podoba) - sklecenie badziewia, dążącego do rżnięcia nastolatki przez nauczyciela to jeszcze nie wyobraźnia.
Ale jak ci się nie podobają analizy, to pozwól, że przedstawię ci twój własny argument - nie podoba się, nie czytaj i się nie zachwycaj.

XDDDDDDDDDDDDDD

Panna z Parapetu pisze...

Nie chcę pisać tego samego, co wszyscy przede mną, ale jesteście tak genialne, że muszę - popłakałam się ze śmiechu i "mój dzień został zrobiony". Obrazek Snejpa z soczkiem przebił wszystko. Zgodzę się też, że podejrzewam go o bycie lepszym nawet od Kamiennojedwabnego. Snape z soczkiem - to jest to! XD Jedna z najlepszych analiz, jakie ostatnio czytałam, jeśli nie najlepsza.

Foch z przytupem został już odpowiednio skomentowany, ale dodam jeszcze, że moim zdaniem literówki zdarzają się każdemu, ale ja zastanawiam się za to czasem, kim trzeba być lub za kogo się uważać, żeby wstawiać na stronę tekst pozbawiony logiki, za to przepełniony błędami i posiadający albo przesłodzony, albo pełen angstu świat przedstawiony. Fani analiz są i będą, przeciwnicy też, takie komentarze niczego nie zmienią. Skoro "Drarry" (i oto zresztą się wyjaśniło, dlaczego uważa, że postać z książki w ff może mieć zachowane tylko imię i nazwisko) napisała, że jak się czegoś nie lubi, to się tego czegoś nie czyta, to dlaczego czyta analizy...? Osobiście myślę po prostu, że głupotę należy tępić (jak napisano bodajże w ABC) i już, a z niektórych pozostaje tylko się śmiać.

Anonimowy pisze...

Dawno żadnych oburzonych nie było... Aż z ciekawości zajrzałam na ABC i jeden malutki błąd tam rzeczywiście macie - spację w środku słowa "dotyczy". Przy okazji, świetny obrazek absolutnie niesparklącego Alucarda.

Analiza bardzo dobra - Snape z soczkiem jest po prostu morderczy :D

Ely

Emma L. pisze...

@tuptaczek:
"po drugie Ginny jest o rok młodsza od Hermiony, przecież pojawiła się w szkole już w drugiej części! No ale to tak na marginesie ;)"

Hermiona urodziła się we wrześniu 1979 r., a Ginny w sierpniu 1981 r.,po prostu w Hogwarcie uczniowie jednego roku mieli urodziny w przedziale wrzesień - sierpień (? chyba), a nie styczeń-grudzień (jak w Polsce).

Anonimowy pisze...

Hm, zarówno pod tą jak i pod poprzednią analizą objawił się Oburzony Komć. Wnioskuję, że pod następną częścią pojawi się kolejny... przecież prawdziwa Ałtorka powinna bronić swojego Dzieua :p

Drarry pisze...

Co do nicku - "Drarry" może nie jest moim ulubionym połączeniem, ale nie przeszkadza mi ono, a przy okazji pasuje do mojego stanowiska o tym, że każdą postać można zmienić.
Analiz przeczytałam chyba pięć, w tym dwie ostatnie. Pierwsze mnie nawet rozbawiły, ale tam właśnie była totalna "anarchia językowa", i to właśnie rozumiem.
Myślę, że jako osoby tak zafascynowane wszelkimi analizami nie powinniście mieć problemów ze znalezieniem drobnych błędów, ale skoro jest inaczej to proszę:
1. "Jest to ich zemsta za popełnienie przez wyżej wymienione Ałtorki gwałty na Ortografii, Gramatyce, Dziele Kanonicznym i Zdrowym Rozsądku." - zemsta za popełnienie gwałtu/gwałtów albo zemsta za popełnione gwałty
2a. "emotkinek"
2b. (wymienione już) "do tyczą"
3. "ratowaniem świata przez zagładą"
I nie, nie jestem osobą, która napisała to opowiadanie. Po prostu irytuje mnie fakt, że ktokolwiek uważa się za tak mądrego, oczytanego i nieomylnego, żeby wytykać innym każdy, nawet najdrobniejszy błąd.

Ther pisze...

Dziękuję za fantastyczny początek wakacji! :) Snape popijający soczek pomarańczowy to mój idol. ;p Natomiast Hermiona zwierzająca się Severusowi ze swojego życia erotycznego przekroczyła granice absurdu... Będzie trzecia część? :D

Anonimowy pisze...

"...a przy okazji pasuje do mojego stanowiska o tym, że każdą postać można zmienić."

Nie, nie można zmienić każdej. Może ty nie widzisz nic złego w tym, że ktoś, posługując się "wyobraźnią", oleje całą psychologię postaci i np. zmieni cynicznego uwodziciela w ciamajdę rodem z animowanych haremówek, ale to nie znaczy, że to jest ok. Konstrukcja i charakter postaci to nie są kolczyki w sklepie - jak ci się nie spodoba kolor/kształt, to weźmiesz inne. Owszem, dzieło po wylądowaniu na półce sklepowej jest otwarte na interpretacje i autor nie ma tu wiele do gadania. I owszem, jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje, w których na przykład Geralt idzie do łózka z facetem, albo Arwena woli Gandalfa od Aragorna. Ale po pierwsze: taki tekst musi był przemyślany i logiczny. Po drugie: autor musi umieć dobrze pisać. A autorka tego tekstu nie potrafi żadnej z tych rzeczy.

Zresztą, wymowny jest fakt, że nawet osoba nie znająca fandomu HP stwierdziła, że z konstrukcją tego tekstu jest coś nie halo, a Snape zachowuje się niemal jak pedofil...

Anonimowy pisze...

Ale będzie jeszcze jedna część, prawda? Prawda?

Drarry pisze...

Autorka zaczynała to opowiadanie przynajmniej 2 lata temu. Każdy miał jakieś początki, lepsze lub gorsze, i nie można wymagać, żeby od startu opowiadanie było na poziomie twórczości pisarzy z górnej półki. Z czasem każdy się rozwija, nabiera wprawy w pisaniu i poprawia wszelkie niedociągnięcia, ale do tego trzeba właśnie czasu i to też należałoby uwzględnić.
Co do psychologii postaci - owszem, wypadałoby przynajmniej ogólnie trzymać się kanonu, jeśli chodzi o ich charakter, ale też nigdy nie możemy mieć pewności co do każdej cechy. Jak na mój gust, nikt raczej nie podejrzewałby wyżej wspomnianego Snape'a o to, że gotów był poświęcić całe swoje życie za bezpieczeństwo jednej osoby, a jednak tak było. Dalej jestem więc zdania, że we własnym sercu każdy może być całkiem inny, niż to pokazuje na zewnątrz, a że pomysły autorów/autorek opowiadań są różne...

Anonimowy pisze...

Darry, nikt nie liczy na to, że autorzy/autorki blogów od razu wzniosą się na poziomy pisarzy pokroju Tolkiena czy Herberta (tego od "Diuny").
Wspomniałaś o kształtowaniu warsztatu. Niech będzie, ale bez wskazówek do tego, co należy poprawić autorka daleko nie zajdzie i będzie do końca życia taplać się w przekonaniu o świetności swoich pomysłów.
Analizy są jak uderzenie linijką po łapach. A to, czy ktoś wyciągnie wnioski (z przykładu własnego bądź cudzego) lub uzna, że jest doskonały i wszyscy czepiają się go bez powodu to już inna sprawa. Ja sama czytając PLUSa nauczyłam się omijania pewnych głupich błędów w opowiadaniach.

Wspomniałeś o motywie poświęcenia ze strony Snape'a. W książkach Rowling wątek ten był logicznie wyjaśniony i możliwy do przełknięcia. Próbujesz chyba wmówić nam, że można założyć bloga, opisać na nim trójkącik Hagrid-Lucjusz Malfoy-Ron, bo przecież o wielu cechach bohaterów mogliśmy nie wiedzieć. Są pewne granice absurdu i gdyby nie zostały przekroczone, analizatorki zostawiłyby blogaska o Severusie w spokoju.

Nolofinwë pisze...

Aż musiałam się wypowiedzieć.

Drarry, owszem, nikt się nie spodziewał, że Snape na koniec okaże się taki, a nie inny, ale Rowling wyjaśniła to logicznie i biorąc pod uwagę charakter postaci. Natomiast autorka tego opowiadania duby smalone plecie, byle się jej udało wsadzić do łóżka Snape'a i Hermionę. Sorry, to JEST różnica. Gdyby autorce udało się opisać Snape'a wiarygodnego, nikt nie czepiłby się tego nieszczęsnego "Monar", zaręczam.
"Każdy miał jakieś początki, lepsze lub gorsze"
I te początki są właśnie gorsze. I dlatego, że są gorsze, analizatorzy je analizują. You see?

hushczyta pisze...

Dziewczyny, dorzucę coś jeszcze w temacie. Autorka usunęła bloga. Szperałam za tym opowiadaniem, by sprawdzić, czy dalej jest jeszcze gorzej (jest...) i trafiłam na nie na chomiku. I najwyraźniej na chomiku samej autorki, która napisała przy nim, że nie kontynuuje, bo straciła do historii serce, bo zostało zanalizowane, co przyjemne dla niej nie było, ale sama też napisała, że to dowód na to, że to nie było najlepsze opowiadanie. Jak widać nie pływa w swej genialności, pewnie - czuje się kapkę dobita, ale nie popełniła też samobójstwa.
Zatem, Drarry, spokojnie, ochłoń trochę. A dobre debiuty się trafiają - napisane z ciekawym pomysłem i dobre językowo. Ale tych opowiadań, rzecz jasna, na PLUSie (hihi) nie znajdziesz z oczywistych względów.

Anonimowy pisze...

Błagam, powiedzcie, że będzie trzecie część! Och, jak ja pokochałam to opko :) Ofkors z waszą analizą w komplecie, która jest niczym 10 kilogramów wisienek na torcie. Ktoś tu usiłuje bronić tego tforu :/
Drarry, mierz wyżej. To opko to grafomański stek bzdur, ciężki gniot i nie zmieni tego nawet całe stado zauroczonych nim fanek. I nie dziwi cię, że ze wszystkich opek dostępnych w necie, załoga PLUS-a zabrała się właśnie za to? A wiesz dlaczego? Bo jest naprawdę fatalne, uwierz nam. I to dlatego się z niego śmiejemy, aż nam kryształowe, samotne łzy ciurkiem lecą.

Vespa pisze...

Nie wiem czemu, ale najbardziej urzekł mnie irbis. Bardzo, bardzo piękna analiza, ale opko debilne i w dodatku irytujące obyczajowo. jak Wy to znosicie?

Drarry pisze...

W odpowiedzi na pierwszy komentarz (w kwestii "linijką po łapach"): konstruktywna krytyka owszem. Tu jednak zamiast niej widzę przeważnie otwarte nabijanie się z autorek oraz wrzucanie wszystkich do jednego worka ("aŁtoreczki"), które dla mnie jest jak sprowadzenie wszystkich do pozycji maksymalnego debila/debilki, który nie umie poprawnie się podpisać i ogólnie jest sto lat za małpami.
@hushczyta: jeśli myślimy o tym samym chomiku, to nie jest to chomik autorki (nie jest też mój). I jestem spokojna - to nie nerwy, tylko raczej próba oddania pewnej sprawiedliwości.
A co do ostatniego - nie uważam się za zauroczoną tym opowiadaniem fankę. Czytałam je w całości (tak, żyję jak widać), widziałam w nim błędy, ale w dalszym ciągu nie jestem w stanie porównać go "poziomowo" np z tym przeanalizowanym jako "Kamienny jedwab Snape'a" czy "krew z miodem...". I tyle.

Changed pisze...

Autorce/Autorowi to raczej nie pomoże zbytnio, ale chociaż publika się pośmiała i w tym ja.
Dobrze by było, gdybyście oprócz błędów logicznych wytknęli kilka innych gaf.
Poza tym zgadzam z Drarry, chociaż ja całości nie ruszyłam i raczej nie ruszę.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Ojej, pierwszy komentarz na PLUS-ie i od razu odpowiedź na foch z przytupem.

Drarry:
- nabijanie się i wrzucanie do jednego worka "aŁtoreczek"
Wiem, że dla Ciebie i aŁtorki (tak, moim zdaniem zdecydowanie "aŁtorki") to bardzo fe, be i wgl niemiło, że ktoś ośmielił się drwić z tej cudownej historii. Ale czy naprawdę uważasz, że kogoś, kto pisze o "małych, krystalicznych i piekących (WTF?!) łzach" i kto w TAKI sposób pisze o seksualnych rozterkach Hermiony i Snape'a, przy okazji totalnie gwałcąc kanon bez wazeliny zasługuje na to, żeby nazywać go "autorem" czy "pisarką"? A może od razu "wieszczką"?

Pozdrawiam,
K.

Silka pisze...

OMG, musiałam dla uspokojenia zafundować sobie pomarańczowo - biszkoptową nirwanę, bo inaczej nie dotrwałabym do końca. Snape w kitek miażdży.
Znowu - jedna z lepszych analiz i mam nadzieję, że jest blogasek dostarczy jeszcze trochę materiału na ciąg dalszy.

Drarry pisze...

K.:
Nie uważam, że historia jest cudowna. Ma swoje braki, niedociągnięcia itd itp. Wiem też, że kanon jest kanonem i dla niektórych jest on bardziej święty niż wszelkie bóstwa. Ale wyznaję zasadę "żyj i pozwól żyć innym", a zgodnie z nią aUtor może sobie wymyślić sok pomarańczowy dla Severusa po ciężkim dniu. I nie rozumiem, co złego jest w krystalicznej czy kryształowej łzie (kryształ jest przezroczysty, błyszczy, łza spływając tak samo, więc porównanie jest jak najbardziej poprawne).
Nie przesadzajmy też z "wieszczami". Poza tym "pisarzem" określa się kogoś, kto utrwala swoje myśli na papierze (bądź w tym przypadku na komputerze) - wcale nie musi to oznaczać, że osiągnął w tym nie wiadomo jaki poziom.
I napisałam już - to nie foch z przytupem. Bez melodyjek. Po prostu nie wiem, kto dał niektórym prawo do oceniania innych, na dodatek w dość drastyczny sposób.

Anonimowy pisze...

@Drarry
Po prostu nie wiem, kto dał niektórym prawo do oceniania innych, na dodatek w dość drastyczny sposób.
A od kiedy to trzeba mieć pozwolenie, by ocenić czyiś tekst, który jest dostępny w publicznej strefie internetu? A może jeszcze zgodę aŁtoreczek, co?

Przeczytałam obie ostatnie analizy i stwierdziłam, że w życiu bym nie zdołała przebrnąć nawet przez pierwszy rozdział z tego blogaska, gdyby nie przecudowne komentarze Analizatorek. Tekst z blogaska zalicza się do tych, których poziom głupoty nokautuje czytającego na wstępie. Może wyraziłam się dość dosadnie, ale robienia z Severusa rozmemłanego ćwierć-idioty i totalnego kretyna zasługuje na wyjątkowo wnikliwą i miażdżącą analizę.

Wiem też, że kanon jest kanonem i dla niektórych jest on bardziej święty niż wszelkie bóstwa.
Nie wszystko musi być zgodne z kanonem, a czasem wręcz nie powinno być jego kopią, ale są pewne granice, których przekroczenie grozi analizą. Ałtoreczce przyda się kubeł zimnej wody.

Pozdrawiam,
Alice

Pigmejka pisze...

>Zastanawiam się czasem, kim trzeba być, albo za kogo trzeba się uważać, żeby gnoić innych ot tak, dla własnej (ewentualnie kogoś innego) satysfakcji.
Nie „gnoimy” nikogo – nikt nie obraża aŁtorki, komentujemy jedynie jakość tekstu. I nie dla satysfakcji, lecz po to, by wskazać, co jest w nim błędne. Każdy tekst, jaki zostanie upubliczniony, może zostać skrytykowany, jeśli na to zasługuje.

>Owszem - niektóre opowiadania są pisane tak nieprzystępnym językiem (gramatyka i ortografia poniżej poziomu), że aż żal na nie patrzeć, nikt jednak nie powiedział, że trzeba się nimi zachwycać czy w ogóle je czytać.
Tak samo nikt nie powiedział, że każdy musi zachwycać się analizami. Nie podoba Ci się to – po prostu nie czytaj. ;)

>Część jednak tych, które tu widziałam, jest wytykana palcami i bezlitośnie komentowana tylko dlatego, że osoba wstawiająca zrobiła gdzieś drobną literówkę (jak w tym przypadku np. "Monar")
Nie krytykujemy tekstów, w których jedynym uchybieniem są literówki. Tutaj największym problemem jest sam pomysł na fabułę. Snape – pedofil i Minerwa jako naganiaczka? Naprawdę takie to fajne? Pomijam już wszelkie inne wady – błędy stylistyczne, konstrukcję bohaterów i tak dalej.

>Jeśli chodzi o kanon i zgodność z nim: nie wyobrażam sobie opowiadania, które w stu procentach będzie się z nim pokrywało - w końcu to opowiadanie, a nie kopia książki.
Dlatego każdy ma prawo zrobić z bohatera idiotę, niemającego nic wspólnego z pierwowzorem – oprócz imienia. Oczywiście.

>bohaterowie mogą nazywać się tak samo, ale być zupełnie innymi postaciami, to zależy od weny twórcy opowiadania.
A to ma jakikolwiek sens, ponieważ...?

>nie pomyślałabym, że można aż tak bardzo zmieszać kogoś z błotem tylko po to, żeby ludzie mieli frajdę.
Nie mieszamy z błotem osoby – krytykujemy TEKST. A że jest za co, to już nie nasza wina.

>nakręci Was na dogryzanie kolejnym osobom, winnym chyba tylko z tego powodu, że mają wyobraźnię i korzystają z niej w pozytywny sposób.
Jeśli pozytywnym sposobem jest – powtórzę – robienie z nieszczęśliwego, dorosłego faceta kompletnie bezmyślnego, rozmemłanego ciołka interesującego się w obleśny sposób dziewczyną, która jest jego uczennicą i która mogłaby być jego córką – SERIO wolałabym, by ci ludzie korzystali z wyobraźni w sposób zdecydowanie niepozytywny.
Bo naprawdę nie chodzi o to, że Snape jest, olaboga, niekanoniczny – tylko że autorka wstawiła go w zupełnie chorą, obrzydliwą moralnie sytuację i tej obrzydliwości zupełnie nie dostrzega, koncentrując się na eksponowaniu rodzącego się „uczucia”, które w rzeczywistym świecie byłoby uznane za zboczenie.

>Autorka zaczynała to opowiadanie przynajmniej 2 lata temu. Każdy miał jakieś początki, lepsze lub gorsze, i nie można wymagać, żeby od startu opowiadanie było na poziomie twórczości pisarzy z górnej półki.
Mimo wszystko opowiadanie wciąż wisi w sieci. Co oznacza, że może zostać poddane krytyce, jeśli na to zasługuje.

CDN.

Pigmejka pisze...

>Z czasem każdy się rozwija, nabiera wprawy w pisaniu i poprawia wszelkie niedociągnięcia, ale do tego trzeba właśnie czasu i to też należałoby uwzględnić.
O tak, jestem pewna, że potok pozytywnych komentarzy pod notkami wpływa korzystnie na warsztat. Przecież wszystkie co do jednego są konstruktywne, wskazują niedociągnięcia obecne w tekście i pomagają twórcy się rozwinąć. Haha, tylko że nie.

>Dalej jestem więc zdania, że we własnym sercu każdy może być całkiem inny, niż to pokazuje na zewnątrz, a że pomysły autorów/autorek opowiadań są różne...
Szkoda, że Rowling nie wpadła na to, że Snape może być pedofilem, planującym uwiedzenie dziewczynki, a Minerwa będzie przyklaskiwać temu pomysłowi. Naprawdę szkoda.

>które dla mnie jest jak sprowadzenie wszystkich do pozycji maksymalnego debila/debilki, który nie umie poprawnie się podpisać i ogólnie jest sto lat za małpami.
TY to powiedziałaś.
I nie, nie cieszy nas możliwość „dopiekania” Boru ducha winnym ludziom. Po prostu nie tolerujemy faktu, że Internet jest zaśmiecany przez słabe, pełne wad teksty. I tutaj powtórzę – blogasek to NIE jest miejsce na rzeczywisty rozwój pisarski. Z przyczyn dość oczywistych (brak ludzi, mających kompetencje w edukowaniu w tej dziedzinie – chociażby) jest to na nim niemożliwe.

>Ale wyznaję zasadę "żyj i pozwól żyć innym", a zgodnie z nią aUtor może sobie wymyślić sok pomarańczowy dla Severusa po ciężkim dniu.
Sam fakt lubienia soku jest ok. Rozpisywanie się o nim kilka razy, do tego tak, jakby sprawa dotyczyła Bór wie jakiego delikatesu, czyni ten wątek zwyczajnie śmiesznym.

>I nie rozumiem, co złego jest w krystalicznej czy kryształowej łzie (kryształ jest przezroczysty, błyszczy, łza spływając tak samo, więc porównanie jest jak najbardziej poprawne).
To jest złe, że jest to zwrot tak zbanalizowany, że już się chyba bardziej nie da. Oraz, oczywiście, kiczowaty – niestety.

>Poza tym "pisarzem" określa się kogoś, kto utrwala swoje myśli na papierze (bądź w tym przypadku na komputerze) - wcale nie musi to oznaczać, że osiągnął w tym nie wiadomo jaki poziom.
Jednak nie, pisarzem nazywa się zazwyczaj kogoś, kto ma jakieś osiągnięcia w tej dziedzinie – minimalnym wydaje mi się na przykład wydana książka albo publikacja w jakimś czasopiśmie. Idąc Twoim tokiem myślenia: mogę siebie nazwać piosenkarką, a nawet śpiewaczką, bo czasem zdarza mi się śpiewać „Hej sokoły” przy ognisku. To trochę absurdalne, nie uważasz?

>I napisałam już - to nie foch z przytupem. Bez melodyjek. Po prostu nie wiem, kto dał niektórym prawo do oceniania innych, na dodatek w dość drastyczny sposób.
Mamy dokładnie takie samo prawo oceniania czyjejś pracy, jak Ty do oceniania naszej. Wszystko, co zostaje upublicznione, może zostać poddane ocenie. Deal with it.
Poza tym, wielu osobom analizy pomagają unikać błędów w pisaniu – vide głosy niektórych osób wypowiadających się wyżej. A taka krytyka najbardziej zapada w pamięć, nawet jeśli może być dość mocna.

Pozdrawiamy,
Pigmejka i Kalevatar

Drarry pisze...

Widzę, że bez dokładnej analizy to nawet w komentarzach się nie obejdzie.
"Snape-pedofil": widzę, że większość z Was chyba nie przeglądała dokładnie zbiorów znajdujących się w otchłaniach internetu. Tam spora część jeśli nie większość) opowiadań zawiera motyw Severusa utrzymującego bliższe kontakty z (najczęściej) Hermioną lub Harry'm, którzy często jeszcze są uczniami. Zabrakłoby Wam czasu na analizy, gdybyście chcieli skomentować wszystkie z tego powodu. Choć wtedy częściej Dumbledore jest "dobrym wujkiem", który przymyka na to oko lub wręcz sam aranżuje taki związek, oczywiście "dla większego dobra", to pozostaje bez zmian.
Zmiany bohaterów mają sens, bo część osób np. nie widzi Harry'ego z Ginny w żadnym razie. Wg części osób powinien być np z Hermioną, część (co widać po opowiadaniach) twierdzi też, że fajnie byłoby połączyć go z Draconem (może ze względu na odmienne charaktery i pochodzenie - po prostu przeciwieństwa, tego nie wiem). Albo związek Hermiony z Draconem (dochodzi do wniosku, że "szlama też człowiek", ma w nosie wywody ojca o czystokrwistości - trochę utopijne, ale dość ciekawe).
Krytykując tekst w taki sposób, uderzacie też bezpośrednio w jego twórcę - w końcu to jego dzieło, więc skoro jest takie denne, to on też musi taki być, tak działa ludzka psychika. A opowiadanie w internecie może być w tysiącu różnych miejsc - nie każdy pyta autorów o zgodę, kiedy chce je udostępnić gdzieś u siebie.
Nigdy nie jest tak, że wszyscy co do jednego twierdzą, że coś jest świetne, cudowne, boskie i w ogóle "och i ach". Komentarze trafiają się pozytywne i negatywne, i każdy z nich w jakiś sposób wpływa na dalszą twórczość osoby piszącej.
Co do miejsca na rozwój pisarski - nie zgodzę się. Nie każdy ma w sobie tyle samozaparcia czy odwagi, żeby na żywo pokazać komuś swoje teksty, nie każdy też i nie ze wszystkim poleci od razu do wydawnictwa. W takim wypadku blog, czyli udostępnienie swojej twórczości publicznie, jest chyba jedynym miejscem, gdzie można zaistnieć, pozwolić ludziom na zapoznanie się z tekstem i na skomentowanie go. A komentatorzy nie zawsze są kompletnymi amatorami, czasem zdarzają się też ludzie znający się na rzeczy i mający w tej dziedzinie jakieś doświadczenie.
Rozumiem, że w opowiadaniu nie można używać banalnych zwrotów, trzeba na każdym kroku i w każdym zdaniu zabłysnąć górnolotnymi stwierdzeniami i najlepiej może jeszcze staropolszczyzną, bo to przecież takie nietypowe, a więc i nieoklepane.
W porządku, taka jest Twoja definicja pisarza, ale nazywanie autorów autorami już chyba nie jest aż takim wyolbrzymieniem, prawda...? Czemu więc im tego odmawiać? To, że reprezentuje sobą nawet niski poziom, nie przeczy temu, że napisał/napisała dane opowiadanie, a więc jest jego autorem/autorką.
I owszem - może i zapada w pamięć, ale przy okazji może całkowicie zniszczyć wiarę we własne możliwości.

Piotr 'Vivaldi' Sarota pisze...

>"Snape-pedofil": widzę, że większość z Was chyba nie przeglądała dokładnie zbiorów znajdujących się w otchłaniach internetu. Tam spora część jeśli nie większość) opowiadań zawiera motyw Severusa utrzymującego bliższe kontakty z (najczęściej) Hermioną lub Harry'm, którzy często jeszcze są uczniami."
Czyli co? Jeśli motyw pojawia się wystarczająco często, to nagle staje się normalny? Nagle nie podlega prawom logiki i językowej poprawności? To nie analizatorki mają problem z tym, że im się nie podoba - to aŁtorki powinny się zastanowić, dlaczego tak często-gęsto wrzucają to do opek.

>"Zmiany bohaterów mają sens, bo część osób np. nie widzi Harry'ego z Ginny w żadnym razie."
Jak już wcześniej powiedział - zmiany są ok. Ba, sam fanfik przecież bazuje na zmianie, czy to laski z która umawia się bohater, czy to jakiegoś epizodu... Ale czym innym jest pewna modyfikacja charakteru, a jej kastracja, zrobienie (na przykład) z herosa targanego wątpliwościami przygłupiego ciamajdy, który sznurowadeł sobie zawiązać nie potrafi...

>"Krytykując tekst w taki sposób, uderzacie też bezpośrednio w jego twórcę - w końcu to jego dzieło, więc skoro jest takie denne, to on też musi taki być, tak działa ludzka psychika."
Ten argument jest durny, serio. Po pierwsze: najwyraźniej nakładasz na analizatorki własne zwyczaje. To, że tekst jest durny, nie oznacza, że autor automatycznie również. Po drugie: jeśli autor tak mocno identyfikuje się z własnym tekstem, że mocną krytykę - nawet, gdy, jak w tym przypadku, jest ona usprawiedliwiona - automatycznie odbiera jako krytykę swej własnej osoby, to raczej nie powinien się zabierać za pisanie. Redakcji tekstu przed drukiem pewnie by nie przeżył...

>"Co do miejsca na rozwój pisarski - nie zgodzę się. Nie każdy ma w sobie tyle samozaparcia czy odwagi, żeby na żywo pokazać komuś swoje teksty, nie każdy też i nie ze wszystkim poleci od razu do wydawnictwa."
No weź ludzi nie rozśmieszaj... już nie chodzi mi o to wydawnictwo, ale o pokazywanie na żywo. Serio: pokazanie tekstu dwóm, trzem dobrym przyjaciołom jest bardziej stresujące niż wrzucenie opowiadania na bloga, gdzie mogą je przeczytać tysiące? Gdzie tu logika?

>"A komentatorzy nie zawsze są kompletnymi amatorami, czasem zdarzają się też ludzie znający się na rzeczy i mający w tej dziedzinie jakieś doświadczenie."
Masz ludzi z doświadczeniem. Zrobili analizę. Która ci się nie spodobała.

>"Rozumiem, że w opowiadaniu nie można używać banalnych zwrotów, trzeba na każdym kroku i w każdym zdaniu zabłysnąć górnolotnymi stwierdzeniami i najlepiej może jeszcze staropolszczyzną, bo to przecież takie nietypowe, a więc i nieoklepane."
Bullshit. Umiejętność używania języka polega na tym, że da się pisać dobrze i zrozumiale uciekania się w elitaryzm lub staropolkę z jednej strony, a kicz z drugiej. W tym wypadku chodzi o zwrot zbanalizowany właśnie przez aŁtorki, używające go zawsze w określonym kontekście. Jasne, kicz jest dobry. Ale wtedy, gdy jest użyty z rozmysłem.

>"I owszem - może i zapada w pamięć, ale przy okazji może całkowicie zniszczyć wiarę we własne możliwości."
Nie każdy musi pisać. A jeśli taki wstrząs powoduje, że autor chowa się do skorupy jak żółw oznacza to, że za pisanie nie powinien się brać. Bolesna lekcja też jest lekcją i nie ma, że boli.

Serenity pisze...

Nie wiem czy bardziej mnie ubawiła analiza, czy może jednak dyskusja z Drarry.

Czekam na kolejne równie udane analizy (może kiedyś sięgniecie przypadkiem po coś, co umieściłam w sieci, chętnie poczytałabym komentarze na temat pewnego mojego dzieUa xD).
Pozdrawiam
Serenity

Anonimowy pisze...

Łomatko, foch (bez przytupu)? Toż ja muszę iść i poczytać komentarze pod poprzednią częścią :D

Analizy potterowe mają w sobie coś sentymentalnego, pewnie przez nieśmiertelną Lochę Snejpa. Ubawiłam się setnie! Od teraz kamiennojedwabny Snejp tylko z soczkiem pomaranczowym, howgh.

Zaś do Drarry - nie szkoda Ci czasu na tak elokwentną obronę tak mizernego opowiadania? Prawda jest taka, że nie ma w nim nic godnego pochwały - można tylko wyrazić żal, że aŁtorka i czytelniczki marnują się pisząc i czytając. Szkoda, naprawdę szkoda, że Snape, jedna z ciekawszych i lepiej skonstruowanych postaci u Rowling, obrywa w tak potworny sposób, stając się obiektem bardzo nieprzyzwoitych fascynacji. No, ale na szczęście większość ludzi z tego wyrasta...

Nadira

Anonimowy pisze...

Łomatko, Łomatko – od początku:

- O kryształowej łzie już było, mogłabym napisać dokładnie to samo – KIIIIIIIIIIICZ!!!
- Wiem też, że kanon jest kanonem i dla niektórych jest on bardziej święty niż wszelkie bóstwa.

Dla niektórych pewnie jest, ja akurat do tej grupy nie należę. Ale jeśli ktoś pisze jakies ff o hp to zakładam, że przynajmniej PRZECZYTAŁ JE i polubił, a to IMO obliguje do minimalnego szacunku do autora, czyli niezamieniania stworzonych przez niego postaci w skończonych kretynów, którzy są zupełnie niepodobni do oryginału.

- Poza tym "pisarzem" określa się kogoś, kto utrwala swoje myśli na papierze (bądź w tym przypadku na komputerze) - wcale nie musi to oznaczać, że osiągnął w tym nie wiadomo jaki poziom.

Od dziś każdy tu obecny ma się do mnie zwracać per Mickiewiczówna, kmioty, albowiem rozprawkę, w której swe myśli na papierze utrwaliłam, onegdaj zaliczyłam na cztery.

- Co do miejsca na rozwój pisarski - nie zgodzę się. Nie każdy ma w sobie tyle samozaparcia czy odwagi, żeby na żywo pokazać komuś swoje teksty, nie każdy też i nie ze wszystkim poleci od razu do wydawnictwa. W takim wypadku blog, czyli udostępnienie swojej twórczości publicznie, jest chyba jedynym miejscem, gdzie można zaistnieć, pozwolić ludziom na zapoznanie się z tekstem i na skomentowanie go. A komentatorzy nie zawsze są kompletnymi amatorami, czasem zdarzają się też ludzie znający się na rzeczy i mający w tej dziedzinie jakieś doświadczenie.
A rozmawiamy o wydawnictwach i ludziach znających się na pisarstwie w kontekście tego blogaska, gdyż…? Poza tym chyba nie możesz odmówić odwagi osobie piszącej de facto o pedofilii?
- Rozumiem, że w opowiadaniu nie można używać banalnych zwrotów, trzeba na każdym kroku i w każdym zdaniu zabłysnąć górnolotnymi stwierdzeniami i najlepiej może jeszcze staropolszczyzną, bo to przecież takie nietypowe, a więc i nieoklepane.

- WASSSS UPP, Miona! O co kaman z tymi cyferkami, sista?
- Bądź pozdrowiona, czcigodna niewiasto. Cóż czynisz?
- Cześć, Hermiona. Dalej siedzisz nad numerologią?
Widać subtelną różnicę, c’nie?

- W porządku, taka jest Twoja definicja pisarza, ale nazywanie autorów autorami już chyba nie jest aż takim wyolbrzymieniem, prawda...?
Nazywanie autorów autorami nie jest wyolbrzymieniem, jest pewnego rodzaju uhonorowaniem, przynajmniej wg mnie. Nie nazywam siebie malarką, bo potrafię narysować konia. Dlatego autorów nazywamy autorami, a aŁtoreczki aŁtoreczkami.

- Czemu więc im tego odmawiać? To, że reprezentuje sobą nawet niski poziom, nie przeczy temu, że napisał/napisała dane opowiadanie, a więc jest jego autorem/autorką.

Moja wizja zdecydowanie różni się od Twojej, ale aŁtoreczki opowiadania raczej POPEŁNIAJĄ, a nie piszą.

Pozdrawiam, K.

Drarry pisze...

Vivaldi:
Nie wiem, co miałoby być tu moim zwyczajem. Nie twierdzę, że tak jest - mam na myśli to, że część osób może to tak odebrać, bo - wg Twoich słów - bardzo identyfikują się ze swoim tekstem. I jest też różnica między komentarzem napisanym w stylu: "ogólnie fajnie, ale musisz jeszcze intensywnie popracować nad tym i nad tamtym, a takich i takich błędów się wystrzegaj. I zaglądaj do słownika w momentach wątpliwości - on nie gryzie", a całkowitym rozłożeniem tekstu na czynniki pierwsze i wyszukiwaniem nawet najdrobniejszych błędów w każdym zdaniu.
Jeśli się uśmiałeś - Twoja sprawa. Osobiście uważam, że łatwiej jest pokazać coś osobom, których w życiu nie widziało się na oczy i najprawdopodobniej nigdy się nie zobaczy, niż dać tekst ludziom, których znasz. Zwłaszcza, że nie każdy ma osoby, z którymi mógłby podzielić się swoją literacką twórczością (albo nie ma tak dobrych przyjaciół, albo istnieją "w zupełnie innej bajce" i najzwyczajniej w świecie nie zainteresowałoby to ich w żaden sposób). I nie, nie mówię tego z doświadczenia - chociaż swoją twórczość również umieszczam w internecie.
A lekcja wcale nie musi być bolesna, po dobroci też da się przekazać to, co ma zostać przekazane.

Nadira:
Nie uważam, że marnuję czas. Opowiadanie może i nie jest cudowne, ale ja w żaden sposób nie próbuję bronić jego konkretnie - raczej ogólnie możliwości pisania bez obawy o brutalny najazd ze strony analizatorów i krytyków.

K.:
Słowo "autor" nie jest żadnym uhonorowaniem, tylko stwierdzeniem wykonania pewnej czynności. Napisałaś rozprawkę - jesteś jej autorką, narysowałaś konia - jesteś autorką tego rysunku. Tyle w temacie.
A wspomnienie o wydawnictwach było z powodu wypowiedzi Pigmejki ("blogasek to NIE jest miejsce na rzeczywisty rozwój pisarski") - resztę można doczytać.

Anonimowy pisze...

No muszę dorzucić swoje trzy grosze, nie ma bata.

ogólnie fajnie, ale musisz jeszcze (...)
Ja przepraszam bardzo, ale co w tym tekście jest fajnego? W którymkolwiek z analizowanych tu tekstów? Ani nie ma to fabuły, bohaterowie też zwykle bardziej płytcy niż woda w kałuży, o ortografii, interpunkcji czy składni lepiej nie wspominać, bo najczęściej czegoś takiego tam zwyczajnie nie ma.

A lekcja wcale nie musi być bolesna (...)
Ano nie musi, nie zawsze. Ale nie wiem jak Ty, ale ja bardziej wezmę sobie coś do serca, jeśli ktoś mi to wytknie ostrzej, niż jeśli owinie to we wstążeczki i zapakuje do pudełeczka.

Opowiadanie może i nie jest cudowne, ale ja w żaden sposób nie próbuję bronić jego konkretnie - raczej ogólnie możliwości pisania bez obawy o brutalny najazd ze strony analizatorów i krytyków.
I że się wyrażę sloganem: Life is brutal, full of zasadzkas and sometimes kopas w dupas. Jeśli wrzuca się coś do internetu, to powinno się mieć świadomość, że komuś się to może nie spodobać i że ten ktoś może swoje zdanie na ten temat wyrazić w taki sposób, jaki uważa za słuszny.

Słowo "autor" nie jest żadnym uhonorowaniem, tylko stwierdzeniem wykonania pewnej czynności.
Nie jest? Nie jestem pewna, czy można wrzucić Tolkiena i aŁtoreczki z tych blogów do jednego worka. I tak, według mnie aŁtoreczki, a nie autorki, bo to, co tworzą nie podchodzi pod kategorię "literatura".

(...) blogasek to NIE jest miejsce na rzeczywisty rozwój pisarski
Bo nie jest. Swego czasu czytałam je zapamiętale (Chryste, co też robi człowiek bez wyrobionego gustu) i absolutnie nigdzie nie widziałam komentarza "musisz coś poprawić". Pod każdym postem tylko gratulacje, serduszka, gwiazdeczki i prośby o więcej. Człowiek w takiej sytuacji nie zwiększy swoich umiejętności, bo będzie uważał, że wszystko jest cudownie!

Przy okazji chciałam jeszcze bardzo podziękować analizatorkom... analizatorom, przepraszam, za to, że robią to, co robią. Jesteście cudowni ^^
I przepraszam, jeśli źle zrobiłam kursywę, ale nie wiem, jak to tutaj działa D:

Pozdrawiam,
Phani

Piotr 'Vivaldi' Sarota pisze...

>"I jest też różnica między komentarzem napisanym w stylu: "ogólnie fajnie, ale musisz jeszcze intensywnie popracować nad tym i nad tamtym, a takich i takich błędów się wystrzegaj. I zaglądaj do słownika w momentach wątpliwości - on nie gryzie", a całkowitym rozłożeniem tekstu na czynniki pierwsze i wyszukiwaniem nawet najdrobniejszych błędów w każdym zdaniu.
Ta, w drugim przypadku mniejsze prawdopodobieństwo, że aŁtorka go oleje, zatracając się w samouwielbieniu.

> Osobiście uważam, że łatwiej jest pokazać coś osobom, których w życiu nie widziało się na oczy i najprawdopodobniej nigdy się nie zobaczy, niż dać tekst ludziom, których znasz. Zwłaszcza, że nie każdy ma osoby, z którymi mógłby podzielić się swoją literacką twórczością (albo nie ma tak dobrych przyjaciół, albo istnieją "w zupełnie innej bajce" i najzwyczajniej w świecie nie zainteresowałoby to ich w żaden sposób).
Ach, czyli lepiej oddać tekst komuś, kogo wiarygodności nie da się sprawdzić, nie musi być szczery i może sobie robić bezkarnie jaja, niż komuś, kto ci powie prosto z mostu, co jest z tekstem nie tak? Ekstra. Mam wrażenie, że szukasz każdego możliwego wytłumaczenia aby udowodnić, że człowiek musi publikować na blogu, żeby się rozwijać. Nie, nie musi. I serio, jeśli tylko dana osoba nie jest zupełnie aspołeczną jednostką, reagującą na innych głośnym warknięciem, z pewnością betę znajdzie.

>"A lekcja wcale nie musi być bolesna, po dobroci też da się przekazać to, co ma zostać przekazane."
A potem wszyscy będą zadowoleni i szczęśliwi. Ale nie, nie będą. I lepiej, żeby aŁtorka przekonała się o tym wcześniej, niż później.

>"Nie uważam, że marnuję czas. Opowiadanie może i nie jest cudowne, ale ja w żaden sposób nie próbuję bronić jego konkretnie - raczej ogólnie możliwości pisania bez obawy o brutalny najazd ze strony analizatorów i krytyków."
Jest na to prosta rada: pisać dobrze, z poszanowaniem logiki i bez błędów.

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie, że trochę wcinam się miedzy Ciebie, Drarry, a Nadirę, ale trudno - muszę.


Nie uważam, że marnuję czas. Opowiadanie może i nie jest cudowne, ale ja w żaden sposób nie próbuję bronić jego konkretnie - raczej ogólnie możliwości pisania bez obawy o brutalny najazd ze strony analizatorów i krytyków.


O, widzę kolejna zwolenniczka bezstresowego wychowania, najsss...
Ja pragnę pokoju na świecie! Własnego kawałka sieci dla każdej analizatorki i analizatora w tym kraju! Mieszkań komunalnych! Równouprawnienia kobiet do sikania na stojąco! I wolnych konopi, ludzie! Wolnych konopi!

Ad. sprawy o "aŁtoreczkowatość":
Jeśli tak bardzo lubisz dosłowne i "prawnicze" podejście do sprawy, oto co mówi Słownik Języka Polskiego (wersja internetowa, wybacz):


▸ autor
1. twórca dzieła literackiego, naukowego, technicznego, dzieła sztuki itp.;
2. sprawca; inicjator; projektodawca


Pogrubione fragmenty może jednak przekonają Cię, że aŁtoreczki można nazwać "autorkami", tylko dlatego, że swoje dzieła POPEŁNIAJĄ (patrz: sprawca), a to znaczenie jest zupełnie inne od tego, które Ty próbujesz im nadać.

Pozdrawiam,
K.

Drarry pisze...

Phani:
Nie mówiłam o tym konkretnym tekście, ani też o żadnym innym. Chodziło mi o ogólny fakt konstrukcji komentarza, który nie obraża nikogo ani nie zrzuca go od razu na samo dno drabiny społecznej, twórczej czy jakiejkolwiek innej.
Widzę, że w takim razie trafiałaś na same "cudowne" opowiadania - wśród tych, które czytam, często trafiają się krytyczne komentarze, sama również je otrzymuję.

Vivaldi:
Jak wyżej. Powiem jeszcze tyle, że mnie osobiście bardziej motywuje łagodna krytyka, bo traktuję ją właśnie jako łagodną krytykę i chęć pomocy, a nie jako dogryzanie mi "bo wiem lepiej".

K.:
Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania. A już zdecydowanie nie przepadam za wyolbrzymianiem i ironizowaniem, tak więc daruj sobie swoje pragnienia w odpowiedzi.
"Sprawca", a więc twórca, a więc autor - proste i logiczne. Nie wiem, co w tym trudnego, ale widocznie coś jest, skoro piszę to już chyba piąty raz, a i tak zawsze ktoś ma jakieś "ale".

Anonimowy pisze...

Nie podaruję sobie moich pragnień, ponieważ jak każdy mam prawo do wyrażania siebie i publikowania tego w internecie.
I proszę, uważaj na swoje słowa, Drarry. Bardzo indentyfikuję się ze wszystkimi swoimi wypowieziami i olbrzymie mnie rani, kiedy ktoś je krytujue. Uważasz moje zdanie za złe - czyli automatycznie uważasz MNIE za złego człowieka. Nie mogłaś napisać "Ogólnie masz rację i wgl fajnie, ale popracuj nad..." Czy tak trudno postawić się na moim miejscu? Pomyśleć o uczuciach innych?


"Sprawca", a więc twórca, a więc autor - proste i logiczne. Nie wiem, co w tym trudnego, ale widocznie coś jest, skoro piszę to już chyba piąty raz, a i tak zawsze ktoś ma jakieś "ale".

"Sprawca", a więc autor - ale nie w tym znaczeniu, o jaki ty postulujesz - proste i logiczne, nawet za piątym razem.

Boże, to już mnie męczy.
K

Tarja pisze...

A niech to dunder świśnie!
To może po kolei. Analiza wybitna, to raz. Snape z soczkiem genialny, to dwa. Vivaldi wymiata, to trzy.
A co do zmieniania charakteru postaci... Wyobraź sobie, Drarry, że ktoś pisze o Tobie opowiadanie.
I robi z Ciebie mordercę, na ten przykład...
Pozdrawiam załogę PLUSa,
Tarja.

P.S.
Hasło-straort. STRAszna ORTografia.

Drarry pisze...

Aha, czyli Ciebie nie można ranić, krytykując Twoje wypowiedzi, a już krzywdzenie innych zbyt otwartą i brutalną krytyką jest ok...? I nigdzie nie napisałam, że uważam Twoje zdanie (czy Ciebie) za złe - po prostu się z nim nie zgadzam.
Nie ma tu innego znaczenia - autor to autor, twórca czegoś.
A skoro Cię to męczy - przestań pisać, nie ma przymusu.

A co do mnie jako mordercy... Czasem mam ochotę wziąć coś ostrego i wyjść z tym na ulicę (ale myślę, że przynajmniej część osób tak ma), więc proszę bardzo, jak ktoś chce to droga wolna. Jeszcze mu mogę dostarczyć swój dokładny profil psychologiczny, żeby mu łatwiej było :)

Lychnis pisze...

A może by tak jakiś avengersowy blogasek?

*.*

Ziutencja pisze...

Drarry, K. zastosowała ironię, brawo dal Ciebie i tak dalej.

Anonimowy pisze...

Drarry rozumiem czym się kierujesz, ale nie ma to sensu :) Tak naprawdę tylko pogrążasz się swoimi tekstami. Oczywiście każdy ma prawo pisać i wystawiać swoje teksty, ale za nim to zrobi powinien zadać sobie pytanie: Po co piszę? Jeśli dla przyjemności, to lepiej nie pokazywać tego w internecie, a cieszyć oczy wraz z garstką przyjaciół. Jeśli jednak ktoś piszę bo chcę się w tym rozwijać, aby w profesjonalny sposób przekazywać swoją wizje świata, to musi być przygotowany na krytykę :) Do tego nie załamywać się, a próbować dalej, nie popełniając tych samych błędów. To jest postawa pisarska :)
Niestety świat internetu stworzył miejsce dla tekstów, które nic nie mają wspólnego z poprawną polszczyzną. Do tego powstało przeświadczenie tych autorów, że tworzą coś niesamowitego bo znaleźli podobnie piszących. Na takie osoby internet też musiał znaleźć sposób. Bo najwidoczniej szkoła nie potrafiła pokazać im zasad pisania. Do niektórych autorów po prostu trzeba brutalnie, bo innej metody nie ma aby w końcu przejrzali na oczy i dostrzegli jakie brednie wypisywali. Oczywiście metoda dość drastyczna, ale ów teksty łagodnego traktowanie nie przyjmują. Sama parokrotnie próbowałam w miły sposób pomóc autorowi i zawsze potem mocno żałowałam :)
Dlatego jeśli autor pisze dla siebie, aby od tak przelać swoją wizję nagłym natchnieniem, nie biorąc pod uwagę zasad pisowni, to lepiej żeby robił to poza siecią :) A jeśli pragnie konstruktywnej opinii, to jest masę blogów i osób, które mu w tym pomogą :)

Ja sama też kiedyś miałam takie stanowisko jak Ty. Ale odpowiedziałam sobie na pytanie po co piszę i teraz dzięki ludziom, którzy znają się na pisaniu, nauczyłam się dużo, choć przede mną jeszcze sporo pracy :)

Pozdrawiam,

Kkohaku

Drarry pisze...

Ziutencja: tutaj to ja już niczego nie jestem pewna.

Kkohaku: wiem, że dla niektórych nadaje się tylko metoda na zasadzie "przybić piątkę, krzesłem, w twarz", ale mimo wszystko liczę na to, że są jednak jeszcze na świecie ludzie, którzy rozumieją po dobroci :)

Anonimowy pisze...

Tak, tylko często ''przybić piątkę, krzesłem w twarz'' dostaje się również za taką pomoc i człowiek, który posiada cierpliwość przestaje mieć ochotę na ''delikatne'' traktowanie autorów ;)

Kkohaku

Anonimowy pisze...

Okej, próbuję ostatni raz.
Jeśli w słowniku języka polskiego pod jakimś hasłem, np. “autor” masz cyferki, np. „1” i „2” to oznacza, że wyraz ma dwa znaczenia.
Poza tym nie możesz zaprzeczyć, że „autor” ma też znaczenie naddane, które właśnie honoruje ludzi takich jak Tolkien, Mickiewicz, Lewis.

K.

Zosia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nagualini pisze...

Uśmiałam się, Monar i kitek Snejpa mnie rozwaliły, obrazki takoż.
Jednego się czepnę jednak:
"Następnym razem będzie wiedział, jak się używa imiesłowy."
Kogo? Czego? "Imiesłowów". Ratujmy dopełniacz przed zagładą. Noblesse oblige.

Anonimowy pisze...

Droga Drarry, ja naprawdę nie rozumiem całego tego zamieszania. Dlaczego? Ałtorka tego blogaska sama ma analizatornie i również naśmiewa się z innych blogasków, a teraz co, oberwało się i boli? Czytałam jej opowiadania, przepełnione seksem opisanym w sposób niekiedy wręcz obrzydliwy... No chociażby w tym Herm w drugim rozdziale bodajże daje Severusowi. Masakra. Nie wspomnę już o tym, co się dzieje w Masce. Taki cios był ałtorce potrzebny i mam nadzieję, że przestanie ona w końcu zabijać kanon i pisać takie gnioty. Bo jak na razie im nowsze opowiadanie, tym głupsze.

Drarry pisze...

No dobra, niestety masz rację - niektórzy są odporni na wiedzę i trudni do zarąbania, jak to mówi moja mama...

Nie no nie wiedziałam, dzięki za informację... Nawet jeśli ma faktycznie dodatkowe znaczenie, to nie znaczy, że to podstawowe schodzi na boczny plan. I o to mi chodzi.

Co do rzekomej analizatorni - o tym nic mi nie wiadomo. Znam ją od jakiegoś czasu, byłam na paru blogach i czytałam kilka opowiadań, ale tego moje oczy nie widziały, więc się nie wypowiem.

Anonimowy pisze...

Drarry,
starałam się zrozumieć Twój niezrozumiały tok myślenia. Niestety, za każdym razem, kiedy próbowałam dojrzeć pierwsze znaczenie „autora” przy lekturze tego blogaska, na główny plan zawsze wysuwał się soczek pomarańczowy. Oczywiście w duecie z biszkoptem.

Czy tak trudno jest zrozumieć, że praktycznie wszyscy tutaj (i na innych analizatorniach) używają określenia „aŁtoreczka” w odniesieniu do znaczenia, które jest w ww. słowniku podane jako pierwsze? Nikt nie chce odebrać aŁtoreczkom możliwości podpisania się pod ich dziełami (lub raczej „dzieUami”).

K.


PS Ma może ktoś adres tego bloga z analizami? Chętnie zajrzę.

Anonimowy pisze...

Droga K,
Prosisz i dostajesz: http://naszeanalizy.blox.pl

Alice

Anonimowy pisze...

Dostaję i serdecznie dziękuję, Alice.
Już się biorę za lekturę.

K.

KasK pisze...

Przeczytajcie sobie to... opko... dalej, są lepsze kwiatki - jak scena "seksu" Hermiony i Severusa. Biedny Severusie, cóż złego zrobiłeś "autorce", że tak zmieniła ci charakter? A ty, Hermiono? To za Rona, prawda?
http://img43.imageshack.us/img43/7279/tumblrm5epeyelhs1qb0xxd.gif a to, jak dla mnie, obrazuje wpływ tej analizy na niektórych ludzi. :D

Drarry pisze...

W przyjęciu tego do wiadomości nie ma nic trudnego (a o to chyba chodziło), natomiast jeśli chodzi o zrozumienie to zrozumieć tego nie mogę, bo to podchodzi dla mnie pod nabijanie się z ludzi (a nie z tekstu), a tego tu się podobno nie robi.

Anonimowy pisze...

Drarry, to nie jest nabjanie się z ludzi. To "nazywanie rzeczy po imieniu".
I już koniec. To naprawdę męczące.

KasK, mam nadzieję, ze PLUS zanalizuje jeszcze przynajmniej tę scenę, więc na razie nie chce spoilerów, żeby nie popsuły zabawy, ale na pewno im dalej, tym zacniej :D

K.

Wilcza Jagoda pisze...

Cudowna analiza. Snape z soczkiem powinien wejść do analizatorskiego kanonu!
Co do obrony osoby, która napisała to opko... Drarry, nie warto, skoro ona sama analizuje, to pewnie nie widzi w tym nic złego. A w mojej opinii analizatornie są potrzebne (choć lepiej te na poziomie, nie byle jakie...), bo to, jak za sprawą Internetu pleni się zwyczaj okropnego pisania, zasługuje na tępienie! Opko-popełniaczki bardzo często czytają tylko opka, karmią się tą papką i potem nie potrafią stworzyć nic wartościowego. Nie wspominając o rażących błędach: za "moich czasów" (a nie jestem, do licha, taka stara!), nie do wyobrażenia byłby błąd w rodzaju "ów dziewczynka" - skąd się to w ogóle wzięło? Mam wrażenie, że jest to wynikiem opkowego chowu wsobnego i szzerzy się jak zaraza.

Anonimowy pisze...

Hej, nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, ze ktoś wam ukradł pomysł na bloga. Żałosną podróbkę znajdziecie tutaj: http://blogowahusaria.blogspot.com/
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Czekam, tęsknię, płaczę... cóż z nową analizą? :D

AzzureSky pisze...

Do Anonimowego od "podróbki" analizatorni:

A bo to jednemu psu na imię Burek? PLUS raczej nie ma monopolu na pisanie analiz.

Serenity pisze...

Ja się pytam: gdzie nowa analiza?

Tarja pisze...

Przyłączam się do pytania Serenity. Zaginiona w akcji...?

Bumburus pisze...

PLUSiki kochane, co z Wami? Nie musi być analiza, wystarczy znak życia. Ruszcie jakąś rączką czy nóżką, albo coś...

Hasło 13 Britedi. Trzynastego - Dzień Brytyjczyka?

Buka pisze...

Błagam, jakiś odzew chociaż...

Pigmejka pisze...

Analiza zaraz będzie, nastąpiły drobne utrudnienia czasowo-techniczne, spokojnie! ;)

emilyanne pisze...

Kurwa, tego nie da się czytać NAWET z Waszymi dopiskami... CHCĘ WIĘCEJ XD Hahahahhahaha, rzygam tęczą, ale analiza jest genialna :D

Mine pisze...

Yo! Czytanie was jest miłą propozycją na ciężkie dni. 8D Prosiłabym o analizę tego bloga:
http://sakura-i-sasuke-milosc.blog.pl/
A jeśli nie, to radzę go po prostu poczytać. Warto. 8D

limonka pisze...

Marzę sobie, żebyście dokonały analizy mojego opka sprzed lat, o Hermionie i buzujących hormonach. BOŻE, pisałam go mając jakieś 15 lat, czyli... no, prawie 10 lat temu. Jezu, co za paranoja, gdybym tylko je znalazła... :D

Anonimowy pisze...

O matko! Popłakałam się ze śmiechu. Zajebista analiza. Niestety macie stuprocentową rację w waszych komentarzach. To opowiadanie jest okropne, nie rozumiem jak można mieć odwagę na publikowanie czegoś takiego. Chociaż może to nie jest takie dziwne, w końcu ile osób zgłasza się do Idola nie potrafiąc zaśpiewać czysto ani jednej nuty. Myślę, że mamy tu do czynienia z podobną sytuacją.
Dzięki
Fox xx