piątek, 29 czerwca 2012

Inny świat Severusa II, czyli "Zróbmy sobie wnuka" po czarodziejsku

Witajcie!
Jako że potterowe opko najwyraźniej przypadło Wam do gustu, w tym tygodniu kontynuujemy jego analizę. Na początku musimy Was ostrzec, że momentami jest naprawdę żenująco i przerażająco (tak, da się BARDZIEJ niż ostatnio). Snape ćwiczy się w Weltschmerzu i truciu wszystkim dupy, pije soczek pomarańczowy i histeryzuje bardziej niż Edward Cullen przed nocą poślubną, Hermiona ma czekoladowe oczy na całej twarzy i tradycyjne już krągłości kuszące cały męski świat, a pani Weasley opanowała sztukę jedzenia biustem.
I żeby tylko to...
 Indżojcie!

Opko zanalizowali: Kalevatar, Pigmejka i Vivaldi (który pomógł, kiedy nam zabrakło już sił).








- Twoja córka Panie? – zapytał wstrząśnięty. Lord i dziecko? On chyba sobie z niego żartuje.
I know, right?!

- Tak Severusie. Obiecujesz się nią zająć? Związać się z nią i dać mi dziedzica? – świdrował go wzrokiem.
Nie, żebym miała wiele do powiedzenia, ale wiesz, Voldi, do tanga z reguły trzeba dwojga...
Na pewno mają na to jakąś magię. Dla niechętnych kobiet - eliksir miłosny, dla podstarzałych panów - zaklęcie Petrificus Penis, albo coś podobnego.

- Żyję by służyć. – schylił głowę na wyraz posłuszeństwa,
Miał wyhaftowane na szacie, tuż pod szyją, wielkie "OBEY!".

mimo że kontrolował swoje emocje, wewnątrz niego szalała prawdziwa burza. Miał się związać z jakąś smarkulą?! Co do cholery ten dupek sobie myśli?
O ile nie jest do końca zdegenerowanym dupkiem, to raczej miał na myśli to, żebyś się z nią wiązał, jak przestanie być smarkulą. Myślę nawet, że inne rozwiązanie by go nieco wkurzyło.
Swoją drogą, jeśli Voldiemu chodzi tylko o rozpłód, mógł sobie znaleźć buhaja krwi lepszej niż półmugolski Severus.

- Daj dłoń Severusie. Złożysz wieczystą przysięgę. – Na gatki Merlina, zaklął Mistrz w myślach.
- A niech to dunder świśnie! - zaklął plugawie. - O kurczątko!

Grzecznie jednak podał mu dłoń i wyciągnął różdżkę.
- Czy obiecujesz chronić moją córkę?
- Tak. – srebrna nić wystrzeliła z różdżki ciemnego jak tabaka w rogu czarodzieja i oplotła ciasno ich prawe dłonie.
- Czy zwiążesz się z nią i dasz mi dziedzica? Bez względu na to, czy ona będzie tego chciała, czy nie... :/
- Tak. – zielona wstęga w ślad za poprzedniczką owinęła się wokół złączonych rąk.
- Czy ślubujesz mi miłość, wierność i uczciwość... szlag, nie ta formułka.

- Czy pomimo tego, że jest Gryfonką, sprawisz że będzie mi posłuszna? – wszystko zdawało się krzyczeć w Snape’ie. No to wpadł w bagno. I do niemal po uszy…
Ano wpadł. Bo inaczej jak eliksirami tego nie załatwi. Tak, tatuś Voldzio musi naprawdę kochać swoją córeczkę...
A nie byłoby prościej samemu wychować dzieciaka w posłuszeństwie do ojca?

- Tak. – złota nić na moment zabłysła pośrodku dwóch poprzednich i zniknęła wraz z nimi.
Potem pojawiła się nić czerwona, czarna, a po chwili na ziemię opadła cała serwetka w łowicki wzorek.

Na twarzy Lorda pojawiło się zadowolenie, gdy puścił dłoń Mistrza.
- Severusie zaopiekujesz się Hermioną? – Granger?! Szlag!
- Oczywiście panie. – starał się opanować buzujące w nim emocje.
- Możesz odejść. – łaskawie stwierdził. Severus ukłonił się i wybiegł z komnaty. Na drodze do wyjścia stanął Lucjusz.
Własnym ciałem gotów bronić szczególnie pysznej balustrady.
Wystarczyło, że Severus wyżarł mu połowę holu głównego.

- Czego chciał Lord od ciebie Severusie? – w jego stalowych oczach pojawił się groźny błysk.
- To nie istotne bracie.
Od kiedy Śmierciożercy mówili do siebie "bracie" i "siostro"? Chociaż w sumie skoro Voldemort jest ojcem wielokrotnie przełożonym...

Wybacz, ale właśnie muszę wychodzić. – wyminął blondyna i wyszedł z tej pysznej posiadłości.
Zagryzając klamką i odłamkiem parapetu.
W kieszeni schował kilka brył schodów (na czarną godzinę).

Od razu, gdy drzwi się zamknęły aportował się do Hogwart.
Do Hogwartu nie można się aport... A, zresztą, to i tak tyko kolejny absurd.

Stanął po chwili na polanie i ukrył twarz w dłoniach. Co on teraz ma zrobić? Musi związać się z dziewczyną? Ale jak…
Sznurkiem, kurczątko.
Albo za pomocą taśmy klejącej.

Ona ma tylko 16 lat. To tak niewiele… Biedna dziewczyna… Nikt chyba nie chciałby mieć takiego ojca, pomyślał kierując się w stronę zamku.
Hm, jeśli dobrze zrozumiałam Voldemorta, to masz pełnić inne funkcje, niż ojcowska...

Jego kroki dudniły głucho, gdy wbiegł po schodach. Automatycznie skierował się do gabinetu Minerwy. To właśnie z nią chciał porozmawiać. Nie miał ochoty mówić o tym Albusowi teraz, później z nim porozmawia. Zapukał do mahoniowych (:D) drzwi.
A drzwi zaskrzypiały ozięble: “zajęte!”.

Krótkie „proszę” pozwoliło mu wejść. Zamaszystym ruchem otworzył je i wszedł go gabinetu. Szata śmierciożercy powiewała za nim groźnie.
Syczała, prychała i stroszyła rękawy. Samopowiewająca była, ani chybi. Albo Minerwa ma zamiłowanie do siedzenia w przeciągu.

- Synu! Co się stało? – z niepokojem w głosie odezwała się McGonagall, ruchem ręki wskazała mu miejsce naprzeciwko niej.
“Synu”? Może jednak o czymś nie wiemy...?

Mężczyzna zajął je i ściągnął maskę z twarzy.
- Lord zmusił mnie do złożenia przysięgi… - urwał, na jego twarzy widać było ogromy ból.
- Czego dotyczyła? – nie pamiętała, kiedy jej przybrany syn był w takim stanie. Od śmierci Lily, chyba ani razu.
- Powiedział… powiedział, że mam przestać oglądać My Little Pony! ma tutaj córkę w Hogwarcie… I kazał… kazał… - głos mu się załamał, nabrał powietrza i spojrzał w oczy Opiekunki Domu Lwa. – kazał mi oddać jej wszystkie płyty z odcinkami serialu! się z nią związać i dać mu dziedzica. A w razie pojawienia się dziedziczki, próbować do skutku.
- To… to niemożliwe. – wyszeptała. – Kim ona jest?
- Gryfonka. Granger. – dwa słowa zdawały się dzwonić w gabinecie. Severusowi ciążyły z głowie bardziej niż Ognista. Kobieta załamała ręce, Snape wiedział, że Hermiona była jej ulubienicą. Martwiła się pewnie jak to się ułoży…
E tam, równie dobrze mogła sobie przypomnieć, że zostawiła zupę na gazie.

- Jak to możliwe Severusie? Hermiona córką Toma? To absurd. – próbowała przekonać samą siebie.
- Nie wiem. Ale Lord na pewno sobie tego nie wymyślił. – jego głos był zupełnie wyprany z emocji.
- No może masz rację… Boisz się? – jej głos był delikatny, czuły.
Oczywiście to Severus jest w tej relacji stroną pokrzywdzoną, o tak.

- Tak. Nie wiem co o tym myśleć… Przecież Gran… Hermiona… ja i ona? To takie… dziwne…
Sev, jesteś w blogasku. Za chwilę okaże się, że jesteś pół wampirem i ćwierćjednorożcem, przyzwyczajaj się.

- Wiem Severusie. Odpycha cię ta dziewczyna? – spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem znad okularów.
Bo to jest w tej sytuacji najważniejsze, taa. Bo jeśli dziewczyna jest ładna, to już z nią można wszystko robić.

- Właściwie to nie. – uśmiechnął się. – Przypomina mi Lily…
Zatem ogłaszam Tru Loff między wami.
I już niedługo będzie O TAK!

- Tak, do panny Evans jest podobna. – w jej oczach zabłyszczały wesołe iskierki.
Hurra! Wreszcie dostaniemy becikowe!

- Może nawet trochę za bardzo. – stwierdził cierpko.
- Severusie wierzę, że dasz sobie radę.


Halo, halo, tu Huston! Czy wy nie powinniście się przypadkiem zastanawiać, jak NIE wywiązać się z tej przysięgi? Znaczy, come on, to jest kompletnie porąbane, nie widzicie tego?
No ale becikowe...

- Musisz porozmawiać z nią i powiedzieć jej wszystko jak tylko będzie w szkole.
"- Panno Granger, otrzymałem nowe wytyczne z... eee... z Ministerstwa, tak. Wszystkie uczennice będące córkami Czarnego Pana zostają objęte Programem Ochrony i Rozpłodu, a ja zostałem wyznaczony do jego realizacji. Czy jesteś córką Czarnego Pana, panno Granger?
- Nie!
- Źle, minus dziesięć punktów dla Gryffindoru."

- Ale przecież ona ma chłopaka! Jak ja mam jej to powiedzieć? Hermiono rzuć go i zostań ze mną? – w jego głosie słychać było desperację.
Bo w sytuacji bycia dzieckiem Voldemorta i perspektywy uprawiania seksu z Severusem i urodzenia mu dzieci - gdy się ma szesnaście lat - to, że ma się chłopaka jest oczywiście największą przeszkodą.


- Nie wiem jeszcze jak. Mamy dwa tygodnie, jak pojawi się tutaj razem z innymi uczniami. Do tego czasu coś na pewno wymyślimy. A teraz mój drogi idź ochłonąć, prześpij się. Ja porozmawiam z Albusem, dobrze? Pomyślimy nad jakimś zaklęciem, które ją ogłupi na tyle, żeby cię pokochała. Zdaje się, żeby było takie... Imperativus blogaskum, czy jakoś tak? – troska jaka przez nią przemawiała, sprawiła, że Severus posłusznie skinął głową i udał się do swoich komnat.

***

Hermiona Granger, szesnastoletnia gryfonka siedziała w pokoju swojej przyjaciółki na łóżku i rozczesywała swoje długie brązowe włosy.
Wiem, że to wina bardzo złej składni, ale posada "przyjaciółki na łóżku" musi być nie byle czym!

- I pomyśleć, że rodzice się zgodzili na coś takiego! – zapiszczała z przejęcia Ginny pakując swoje ciuchy do ogromnej torby.
- Ja tam nie narzekam. – zaśmiała się Hermiona.
- Ja też nie. Dwa tygodnie u chłopaków! Ehh. – rozmarzyła się.
- To będzie odjazd. Bez Harrego i Rona tylko z Alexem i Victorem to będzie raj. – podsumowała starsza dziewczyna.
Tak, będzie zajebiście. Tak wgl, kim są ci ludzie?

- Dokładnie! A ty masz gotowe walizki? – spojrzała w stronę przyjaciółki.
- Tak. – wyciągnęła z kieszeni dwa pudełka wielkości zapałek.
Pudełka były długie na pół palca i bardzo cieniutkie. Po chwili, gdy Hermiona usiadła nieostrożnie, z jej kieszeni dobiegł cichy trzask sygnalizujący, że może lepiej było jednak zmniejszyć bagaż do wielkości pudełka zapałek.

– Ja jestem gotowa.
- Szczęściara. – mruknęła Ruda.
- Wiem. – wyszczerzył się Czekoladowooka.
Ojej, nawet klasyczna zmiana płci jest. *wzruszona*
I określanie ludzi poprzez kolor oczu! *pada w ramiona Pigmejki roniąc łzy wzruszenia*

- Dziewczyny, na dół! – usłyszały głos mamy Ginny, posłusznie zbiegły do kuchni.
- Tak mamo? – zapytała jej jedyna córka.
- Macie pół godziny jeszcze. Później przybędzie po was pan Swan.
Ojciec Belli?

- Pół godziny? – wyjąknęła Ruda. – O nie! – z krzykiem uciekła na górę. Miała jeszcze tyle do zapakowania…
- Hermiono tylko bez szaleństw u chłopców dobrze? – dziewczyna przytaknęła głową. – I opiekuj się Ginny.
Już widzę, jak pani Weasley wysyła swoją córkę na takie “wakacje”... Czyżby wzięła przykład z Dumbledore'a i też liczyła na becikowe?
Tak tylko przypomnę, że Hermiona jest dwa lata starsza od Ginny, więc jeśli ona ma 16 lat, to Ginny 14 - nie za wcześnie trochę na posyłanie ich na wakacje z nieznajomymi kolegami?
BTW - jeśli są dwa tygodnie do rozpoczęcia roku szkolnego, to Hermiona jeszcze formalnie nie ma 16 lat, więc seks z nią jest przestępstwem. O Ginny nawet nie wspomnę.

- Dobrze pani Weasley. – zdążyła wydukać zanim kobieta przytuliła ją mocno do piersi. W nosie poczuła zapach pieczeni, którą jadła na obiad.
Znaczy... uścisk był tak silny, że obiad jej się ulał nosem?
Albo pani Weasley jadła biustem.

Po kilku minutach wyswobodziła się z uścisku i wyszła na dwór. Miała jeszcze ponad 20 minut.
Co Molly robiła z nią w uścisku przez dziesięć minut? Próbowała ją zasymilować?

Lekki, przyjemny wiatr rozwiał jej długie, brązowe loki. Uśmiechnęła się do siebie. Skierowała swoje kroki do pobliskiego stawu.
Znaczy, wlazła do niego. Chciała nazbierać pijawek na drogę.

Usiadła nad brzegiem zapatrując się w taflę wody.
Uwaga! Zapatrzyć się ≠ zapatrywać się. Niestety.

Przed sobą miała dwa tygodnie z Alexandrem.
Kimkolwiek był. Mam nadzieję, że nie chodzi o Macedońskiego.

Już tak bardzo się za nim stęskniła. Tak długo nie słyszała jego głosu, nie całowała jego pełnych ust.
Całowała tylko te pełne w połowie (nie chcę wiedzieć, gdzie je ma).

A teraz… Dwa tygodnie z nim… To zapowiadało się cudownie. Z nim i Ginny i Victorem. Victor był młodszym bratem Alexa. Był na tym samy roku co ona i Harry, a Alex miał być teraz na siódmym roku. Jego ostatni rok w Hogwarcie…
W pewien sposób doceniam to, jak aŁtorka sparowała Hermionę z jakimś totalnym randomem, żeby go potem bez żalu zamienić na Snape'a. Zniknięcia jakiegoś tam Alexa z narracji nikomu nie będzie szkoda.

Ich ostatni wspólny rok w szkole. Muszą to wykorzystać. Spędzą ze sobą tyle czasu ile tylko się da…
Będą się rypać nawet na lekcjach, bo wiadomo - tuż za murami Hogwartu czeka na absolwentów pluton egzekucyjny.

- Miona! Chodź! – usłyszała głos Rudej. Wstała i podreptała do niej. Na jej twarzy rósł coraz większy uśmiech.
Rósł i rósł, aż w końcu zakrył nos i oczy. W końcu Hermionę zawieziono do świętego Munga, żeby usunąć tę dziwną opuchliznę.

Rozdział II - Niespodziewane Spotkanie
       
Mistrz Eliksirów skulił się na swoim łóżku, od ponad godziny próbował zasnąć. Ale upragniony sen nie przychodził. Był rozbity.
Biedny, rozbity sen. Jakiś prozac mu podajcie, czy co...
Oraz - to mistrz eliksirów nie może sobie uwarzyć czegoś nasennego?
Nasennego jak nasennego, ale na nocny angst pomaga tylko dobra drama. Snape powinien szybko znaleźć kogoś, komu będzie mógł wyżalić się, że nikt go nie kocha.

Przed spotkaniem z Lordem wszystko wydawało się takie proste… O ile bycie szpiegiem może być proste. A teraz? Jego życie prywatne miało stanąć do góry nogami.
Podwójne życie, służenie psychopacie bez nosa, groźba wojny - to wszystko było jak wakacje pod gruszą w porównaniu ze zmianami w życiu prywatnym!

W jego życie miała już nie długo wtargnąć dziewczyna…
Nie, żabciu - to ty masz wtargnąć w jej życie. To nie ty masz tu być uwodzony, pamiętasz?

Właściwie młoda kobieta… Miał ją chronić, poślubić… Nawet mieć z nią dziecko. To go przerastało. Bał się tego zadania bardziej niż czegokolwiek innego… Głupio mu się było przyznać nawet przed sobą ale najbardziej przerażała go myśl kochania się z dziewczyną.
(Bo z chłopakiem byłoby w sumie spoko.)
Zamknij oczy i myśl o biszkopcikach.
To jak wstrząsanie soczku pomarańczowego, na pewno sobie poradzisz. Tylko na bora, umyj włosy.

Będą śmierciożercą powinien być wzorowym kochankiem,
Yyyy... tak? Rozumiem, że Voldemort każdego kandydata osobiście sprawdzał pod tym kątem? A czasem nawet pod kilkoma kątami?
Fuj.

ale prawda była taka, że był świadkiem licznych orgii,
Chyba w pokoju nauczycielskim Hogwartu. Śmierciożercy tworzyli raczej męskie towarzystwo...
Oj tam, męskie towarzystwo i orgie bardzo dobrze się komponują, spytaj jakąś yaoistkę.

ale tylko je obserwował i to nigdy nawet nie do końca, zawsze wymawiał się czymś.
- Kurczątko, zostawiłem ogórkową na ogniu!
Laboga, biszkopciki mi się w piekarniku spalą!

Odkąd stracił Lily nie potrafił myśleć o czymś takim jak seks.
W końcu był Brytyjczykiem!

To było takie odległe… Jego romantyczna część osobowości zawsze widziała ten pierwszy raz ze swoją jedyną i ukochaną Lily.
A ta pragmatyczna uznała, że skoro do czterdziestki nie doczekał się seksu, to już cud się raczej nie zdarzy.

A że ona już nie żyła, to i marzenia o intymnej sferze spychał na bok.

Mimo, że czasem czuł ogarniające pożądanie nigdy nie zaspokajał się sam, zawsze zimny prysznic dobrze mu robił…
Cóż, innemu robi dobrze młoda Azjatka, innemu prysznic... nie mnie oceniać.
Heroiczne powstrzymywanie się od masturbacji jest heroiczne. Come on, Snape, i ty nie wiesz, czemu jesteś taki zgorzkniały?

A teraz? Jak przemoże się żeby obnażyć swoje ciało przed kimś obcym?
Biedny, wstydliwy Snape. Naprawdę, jak ty robisz badania okresowe?

Wiedział, że jego pokryte licznymi bliznami i blade ciało nie było tym, czym młoda dziewczyna mogła by się zachwycić…
Oj tam, kilka minut w solarium i kilkadziesiąt na siłowni i będzie ok.
I tabletka gwałtu. Albo lepiej dwie.

Nie był kimś odpowiednim dla młodej i atrakcyjnej gryfonki. Był nikim. Wiedział to, był strzępkiem człowieka. Tylko w swoich komnatach potrafił być sobą, jedyną osobą która coś o nim wiedziała była Minerwa. Ale teraz nawet ona nie mogła mu pomóc.
No, mogłaby założyć czarną szatę, nie myć włosów i transmutować w faceta, ale nie wiem, czy to by załatwiło sprawę z prokreacją...
Snape nie może jej po prostu zrobić jakiegoś abrakadabra in vitro?

Musiał wypełnić powierzone mu zadanie, czy chciał czy nie chciał. Chociaż może lepiej byłoby zginąć niż je wykonać. Przed oczami stanęła mu twarz Lily, która smutno na niego patrzyła.
Nie mogła uwierzyć, że jej niedoszły kumpel nawet nie próbuje pomyśleć, jak się z tego wykręcić.

Nie! Musi jakoś sobie dać radę. On – Severus Snape nie może się poddać. Musi wydupczyć boru ducha winną dziewczynę! Z tą myślą udało mu się nareszcie zasnąć.
W snach za to męczyły go koszmary, że w decydującym momencie nie chciał mu stanąć.
Albo że ściąga gatki, a Hermiona stwierdza pocieszająco, że widziała mniejsze.

***
- Alexander! – Hermiona rzuciła się na szyję wysokiemu blondynowi i pocałowała mocno na przywitanie. Chłopak tak samo mocno spragniony jej ust oddał jej zachłannie pocałunek.
- Witaj Aniołku. – czule przywitał swoją ukochaną, złapał ją w talii i poprowadził do swojego pokoju. Dziewczyna z zadowoleniem rzuciła się na jego łóżko wtulając się w jego pościel, gdzie zapach chłopaka był intensywny.
Hm... ja na jej miejscu wtuliłabym się w samego chłopaka, no ale co kto lubi.
(Boru, tamten - prysznic, ta - poduszki... Przynajmniej pod względem dziwnych fetyszy będą dobrze dobrani.)

- Jak wakacje? – spytał kładąc się koło niej i czule pogłaskał jej rumiany policzek.
- Puste były bez ciebie. – uśmiechnęła się słodko mrugając do niego.
- Moje były takie same. – pochylił się aby ją pocałować, jedną dłoń wplątał w jej włosy.
Robiąc jedyny swoim rodzaju kołtun z palców.
*haft tęczą*

Czuła jak palce Alexandra powoli wślizgują się pod bluzkę i mocują się z zapięciem stanika. Pozwoliła mu na to, gdy uparte zapięcie nie stwarzało już problemów, dłoń gryfona delikatnie objęła jej pierś. Jęknęła z zachwytu w jego usta. Lubiła taki pieszczoty, co prawda nigdy się jeszcze nie kochali, ale na takie „zabawy” pozwalali sobie dość często. Lekko zszokowana poczuła na swoim brzuchu usta Alexa,
Też bym była zszokowana - w jednej sekundzie ma jego usta na swoich, a w drugiej wędrują po jej brzuchu. Jakieś samobieżne, czy ki diabeł?
Może to są te drugie usta, półpełne?

jego ręce zajmowały się tym czasem pozbawiania jej bluzki.
"Czas pozbawiania bluzki" to nowa właściwość chemiczna idąca w parze z "okresem połowicznego rozpadu moralności"?
Przeczytałam “okresem płciowego rozpadu” i popadłam na chwilę w stupor.

To przecież nic groźnego, przemknęło jej przez myśl. Jej naga skóra żywo odbierała nieznane jej dotąd bodźce.
Takie jak dotyk. Hermiona przy myciu omijała brzuch szerokim łukiem.
A jeszcze parę zdań temu stało jak byk, że "pozwalali sobie dość często".
No ale widać wtedy miział ją po jednym cycku, bez zdejmowania ciuchów. A teraz jest NAGA!!!!!111!!!1!

Pocałunki chłopaka zdawały się okrywać każdy najmniejszy kawałek jej ciała.
*okrywa się pocałunkiem jak kołderką*
Hm, jeśli koleś ma naprawdę wielkie usta...

Gdy językiem podrażnił jej sutki momentalnie poczuła jak twardnieją, to było cudowne doświadczenie.
Hermiona starannie zapisała tę obserwację w kołonotatniku.

Alexander widząc, że dziewczynie się to podoba, zajmował się jej biustem kilka ładnych minut.
Tu powiększył, ta ujędrnił, a na koniec narysował kwiatki dookoła sutków.
Pod koniec zaczął rozważać wstrzyknięcie odrobiny silikonu.

Chłopak, który już dawno marzył o czymś więcej jedną dłoń delikatnie pomasował wewnętrzną część uda, dziewczyna zadrżała.
- Alex nie. – wyszeptała. – Nie jestem jeszcze gotowa. – Nie wierzył jej widział, jak żywo reagowała na jego pieszczoty. Musiała już być gotowa. Wsunął jej dłoń pod majtki i uśmiechnął się.
- Oczywiście że jesteś gotowa. – szepnął jej do ucha czując wilgoć w podbrzuszu dziewczyny.
To chyba nie wsunął jej ręki w majtki, a w jelita...
To krwotok wewnętrzny, wezwijcie medyka!

[Chłopak próbuje się do niej dobrać, ale Hermiona wyrywa się, ubiera i ucieka.]
Gryfonka biegła na oślep, drogę przysłaniały jej łzy ciurkiem spływające po policzkach.
Te łzy na policzkach przysłaniały jej drogę. Albo ktoś tu nie czyta tego, co pisze, albo Hermiona patrzy całą powierzchnią twarzy.
Albo Hermiona płacze W TEN SPOSÓB.

Nie patrzyła gdzie biegnie. Mugolski Londyn znała bardzo dobrze, więc nie obawiała się niczego…
Na każdej dzielni miała swoich ziomali, joł.

Usłyszała tylko pisk opon, odwróciła głowę i zobaczyła pędzący w jej stronę samochód…

***

Spojrzał na zegarek była 17:13. (...) Podszedł do szafy i wyciągnął czarny T-Shirt i takiego samego koloru spodnie. Szybko się przebrał, czarne włosy związał w kitek i wyszedł z sypialni.
Snape w kucyku.
Z całą pewnością miał  na nim różową gumeczkę z ozdóbką w kształcie uśmiechniętej truskawki.

Na co mam ochotę? Zapytał sam sobie w myślach. Sok pomarańczowy durniu, skarcił go głosik w głowie.

 
Też macie podobną wizualizację?
Nie chcę wiedzieć, czym jego dealer wzmacnia ten “soczek”, skoro Snape słyszy głosy...

W domu nie usiedzę, stwierdził. Hogsemode odpada,
Tryb Nierogacizny! \m/ Po aktywacji użytkownik zachowuje się jak prosię.

Pokątna też… To Orange Pub w mugolskim Londynie. Mieli tam taki pyszny sok!



A pomijając już to - no bo ok, ostatecznie można, właściwie czemu nie - ale wizja Snejpa sączącego w pubie soczek jest taka trochę... ratunku. No, chyba że to pub ekologiczny, w którym szczyt silnego drinka to sok wiśniowy z imbirem i chilli.
(Tak, sprawdziłam, czy jest tak pub w Londynie. Znalazłam hotel połączony z restauracją o nazwie The Orange. W menu mieli co prawda sok pomarańczowy, więc może coś jest na rzeczy...)

No to postanowione, skierował się do Zakazanego Lasu do punktu aporatcyjnego.
W punkcie tym siedziała zramolała biurwa, z nieodłącznym papierosem w kąciku ust, która z pełną wyższości miną wydawała pozwolenia na aportację.
To nie prościej byłoby, nie wiem, samemu wycisnąć sobie ten sok? Chociaż gdybym miała tak bardzo napięty grafik jak Sev, też chwytałabym się każdej okazji, żeby zająć sobie choć chwilę.
 
Chłodny wiatr uderzył go w twarz gdy tylko wyszedł z zamku.
Wiatr wyszedł z zamku, patrzy - a tu Sev! No to sru go w mordę! Następnym razem będzie wiedział, jak się używa imiesłowy.

Wciągnął rześkie powietrze całym sobą.
Czołem, uszami, końcówkami włosów i każdym jednym porem skórnym, które zadziałały jak aparaty szparkowe u roślin.
Nasiąkł powietrzem jak gąbka, a potem przy każdym ruchu puszczał wiatry.

Wolnym krokiem szedł rozkoszując się ciszą jaka panowała na błoniach. Jeszcze tylko dwa tygodnie i miało jej tu nie być. Miała ustąpić krzykom, kłótniom, śmiechom i żartom. Ale teraz tutaj była, wsłuchał się w nią i wyciszył.
Po chwili zaczął powtarzać mantry.
Jakiś zabłąkany chochlik usłyszał dziwne mruczenie, ale spostrzegł, że to tylko Snape leci do lasu, unosząc się w powietrzu w pozycji lotosu, wrócił więc do swoich spraw.
.
Wolny od jakichkolwiek myśli i trosk
Znaczy, zidiociał nagle?
- Instant satori, bitches! - powiedział do buddyjskich mnichów, którzy akurat przechodzili w pobliżu. - Like a boss.

dotarł do polanki. Aportował się z cichym pyknięciem. Znajdował się w niewielkim parku, wybrał to miejsce bo nigdy nie było tutaj wiele ludzi. Ruszył wolnym krokiem do ulubionej kawiarenki.
A to park w środku Londynu? No, to na pewno nie było w nim ludzi...
Może chodziło o Lądek Zdrój?

Właśnie miał zamiar skręcić w jedną z niewielkich uliczek,
Niewielki park, niewielkie uliczki w niewielkim miasteczku Londynie.

gdy to co zobaczył sprawiło, że zapomniał o swoim celu. Jakieś 50m od niego biegła zapłakana Granger. Kierowała się w stronę ulicy, przez łzy nie widziała że jedzie rozpędzony samochód. Severus słyszał już pisk opon i głośny klakson, widział przerażoną minę gryfonki gdy spostrzegła auto. W trzech potężnych skokach znalazł się koło niej i mocno łapiąc za ramię ściągnął z jezdni.
Eee... znaczy, te 50 metrów pokonał w trzech susach? Google twierdzi, że ze wszystkich stworzeń najdłuższe skoki wykonuje irbis, który może skoczyć na odległość około 15 metrów. No cóż, Severus zawstydził irbisa.
Oj tam, po prostu leciał na skrzydłach Imperatywu Blogaskowego.
(Czy tylko mnie się zdaje, że naturalnym odruchem czarodzieja w takim wypadku byłoby raczej zatrzymanie samochodu zaklęciem?)
Oj no, może bał się dekonspiracji, a tak rzucił zaklęcie żaby na siebie i hooooop...

Drobnym ciałem Hermiony wstrząsnął szloch, chcąc nie chcąc Snape przytulił do siebie zapłakaną dziewczynę.
Ale zrobił to z obrzydzeniem, z najwyższej konieczności.
A zaraz potem, z rozpędu, przeleciał ją. Zawsze wolał kuć żelazo póki gorące.

- Dziękuję. – wyszeptała dziewczyna do swojego wybawiciela, podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę który trzymał ją w ramionach. Nie poznała go od razu. Lśniące czarne włosy spięte w kucyk, lekki uśmiech na twarzy, błyszczące ulgą oczy.
Kawałki pomarańczowych farfocli między zębami.
Powinna go poznać po tych lśniących włosach - ech, znów ich nie umył.

- Profesor Snape? – spytała z niedowierzaniem.
- Tak Garnuszku… Hermiono. – poprawił się, nie chciał aby maska Mistrza Eliksirów powróciła na jego twarz. Już nie długo wszystko miało się zmienić, musiał nad tym zacząć pracować już teraz.
Boru, on SERIO nawet nie PRÓBUJE wykręcić się z tej przysięgi.

- Co profesor tu robi? – otarła łzy uśmiechając się do niego lekko.
- Czy to ważne? Chodź za rogiem jest kafejka, napijesz się czegoś, ochłoniesz. – chciała pokręcić głową w proteście, ale widząc spojrzenie nauczyciela grzecznie przytaknęła. Snape pomógł jej wstać. Teraz mógł jej się przyjrzeć. Mimo zapuchniętych, czerwonych oczu wyglądała ślicznie.
Tak, oczywiście. Na pewno wcale nie jest zaczerwieniona od biegu, nie ma zatkanego od płaczu nosa, nie spłynął jej tusz z rzęs, tworząc wokół oczu dwie malownicze pandy...
Albo po prostu Sev woli takie roztrzęsione.

Długie rzęsy co chwila przysłaniały czekoladowe oczy, na policzkach lekki rumieniec, pełne czerwone usta.
Ja wiem, że to tylko konstrukcja zdania, ale przez moment miałam wizję całej twarzy pokrytej czekoladowymi oczami...

Miała na sobie obcisły biały top, który podkreślał jej szczupłą talię i krągłe piersi.
Tak, gap się piętnastolatce będącej twoją uczennicą w cycki, nie ma w tym nic zdrożnego.

Czarna niedługa spódniczka odkrywała długie, zgrabne nogi. Taak, Granger nie była już takim brzydkim kaczątkiem jak w dniu, kiedy trafiła do Hogwart. Teraz byłą łabędziem… Królową Łabędzi.
Dajcie jej jako towarzyszy żółwia, żabę i maskonura - bo najwyraźniej księcia już mamy - i można kręcić film!

Teraz byłą łabędziem… Królową Łabędzi. Szkoda tylko że tych czarnych, przemknęło mu przez myśl.
NIE! Nie, rrrwamać, żadnych więcej nawiedzonych czarnych łabądków z rozstrojem osobowości jak u rozwydrzonej nastolatki! Wystarczy mi, że zobaczyłam ten film o jeden raz za dużo!

Dziewczyna nie odzywała się w drodze do kawiarenki. Zajęli miejsce pod oknem. Usiedli naprzeciwko siebie.
- A więc co się stało panno Granger? – łagodnie spytał.
- Prawie wpadłam pod samochód, nie zauważył pan, profesorze? - Hermiona asekuracyjnie odsunęła się nieco.

- Nic profesorze. – wyszeptała, a po jej policzku spłynęła łza. Mała, krystaliczna i tak strasznie piekąca.
Co ona ma w oczach, rozcieńczony kwas solny?
Nope, obstawiałabym raczej rozmazany tusz albo eyeliner.

Snape odruchowo otarł ją dłonią.
*krztusi się tęczą* Snape, jak widzę, nie zasypia gruszek w popiele...
Taki odruch u prawie czterdziestoletniego prawiczka.

...right.

- Coś państwu podać? – do ich stolika podeszła kelnerka.
- Sok pomarańczowy – rzucił od niechcenia Severus.
- A dla pani? – kobieta spojrzała w stronę dziewczyny.
- Nic, dziękuję. – wykrztusiła drżącym głosem.
- Granger nie wygłupiaj się. – warknął na nią.
Pij, kurwa, jak ci stawiają!
No co ty, Granger, ze mną się nie napijesz?!

- To poproszę gorącą czekoladę.
- Za chwilę przyniosę wszystko. – grzecznie powiedziała i odeszła.
Kelnerka bardzo dyskretnie nie zdziwiła się, że dorosły facet siedzi z zapłakaną dziewczynką, najwyraźniej zmuszając ją do spędzania z nim czasu...

- No więc Hermiono co doprowadziło cię do takie stanu? – spytał już cieplej.
- Alex. – ukryła twarz w dłoniach. – My… pokłóciliśmy się.
- Zrobił ci coś? – zapytał ostrzej, świdrując ją swoimi czarnymi oczami. Nie odezwała
Biorąc pod uwagę to świdrowanie, zastanawiam się, czy to rozmowa w kawiarni czy początek przesłuchania na sądzie inkwizycyjnym.

- Hermiono co się stało? – ponowił pytanie.
- My… Ja… Cieszyliśmy się że tak długo się nie widzieliśmy i… zaczęliśmy się całować… Później on… - urwała, nie umiała opowiadać o tym co się stało zwłaszcza jemu. Snape’owi. Temu zgorzkniałemu kawalerowi.
Ta, bo skoro kawaler, zapewne o niczym nie ma pojęcia. Zwłaszcza o kobietach.
Ja tam nie wiem, ale w tej sytuacji na miejscu Hermiony i tak bym przejmowała się NAJMNIEJ jego stanem cywilnym.

- Co on ci zrobił? – wysyczał. Co ten idiota zrobił tej dziewczynie. Niech ja go tylko dorwę!
- Nic…Chciał… Chciał się ze mną kochać… Ale… - ponownie zaczęła płakać, Snape złapał jej drobne dłonie i uścisnął lekko.
- Uciekałaś mu tak? – nadzieja w jego głosie była wyczuwalna nawet dla zapłakanej gryfonki.
- Tak. – jej krótka odpowiedź sprawiła, że kamień spadł mu z serca. Temu dziecku nic się nie stało. Ten kretyn nic jej nie zrobił na szczęście.
- Bogu dzięki. – stwierdził z wyraźną ulgą.
I nie, Snape wcale nie sprawia wrażenia starego zbereźnika, pragnącego wianka Hermony tylko dla siebie...
Wiesz, co by go spotkało, jakby Voldemort się dowiedział, że jego córkę uwiódł jakiś obcy dawca spermy?!

- Profesorze?
- Tak, dziecko? – zwrócił się do niej ciepło.
- Nie wspomni o tym pan nikomu, prawda? – wyczuł w jej głosie desperacką prośbę.
- Pod jednym warunkiem. – upił łyk soku. – Dasz mi się przelecieć. Jeśli coś się stanie podobnego przyjdziesz do mnie i mi powiesz. Jeśli będziesz miała jakiś problem to pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. – w jej czekoladowych oczach zauważył nieme pytanie, dlaczego o to ją prosi.
Zamiast zachować się jak dorosły mężczyzna i wytłumaczyć jej, że to absolutnie nie ona ma się tu czego wstydzić.
Dziewczyna ma czekoladowe oczy i dziwi się, dlaczego faceci chcą ją skonsumować...
Jeśli to mleczna czekolada, to nawet ja bym była chętna.