piątek, 25 maja 2012

Wędliniarscy Nekromanci kontra Jeszcze Nie Powiem Kto


Witajcie!
Analizowane w tym tygodniu opko również jest o Diab(o)lo, tyle że wcale nie. O Tristram, Mrocznej Trójcy ani samym Diablo nie ma tu ani słowa - pozostały jedynie smętne resztki kanonu w postaci profesji nekromanty i czarodziejki oraz wykorzystywanych przez nich umiejętności, które pojawiają się co i rusz, sprawiając analizatorom wiele radości (zwłaszcza klątwy zwolnienia). Czytelnicy nieznający gry bądź też nielubiący jej mogą więc czytać spokojnie. W opowiadaniu znajdziecie wspomnianego w tytule mordercę doskonałego Jeszcze Nie Powiem Kogo, nekromantów bardzo przywiązanych do owiec, wampirzą grotę na środku wioski (albo gór, trudno stwierdzić), nowatorski chłopski system miar,  fluorescencyjnego Człowieka Dwie Włócznie i - jak w poprzedniej analizie - Rzydów oraz spiseG. I żeby tylko to...

Opko zanalizowali: Kalevatar, Vivaldi i Pigmejka

Adres opowiadania: http://diablo.phx.pl/czytaj/opowiadanie-noce-zywych-krwiopijcow-1


Noce Żywych Krwiopijców

1
I przyszedł czas że świat został pozbawiony plugastwa i wszystkich braci zła, razem z Władcą Demonów.
Nazywali to Edenem i Dżizas rozdawał wejściówki dla VIPów.
Siostry zła oraz Pierwszego Sekretarza Demonów pozostawiono w spokoju.

Wszystkie ich sługusy zostały zabite.
Oszczędzali na emeryturach.
I została zdobyta wielka ilość expa.

Zycie na ziemi przebiegało odtąd spokojnie, choć z morderstwami, napadami, gwałtami, grabieżami i inną przemocą z której ludzkość słynie od zarania dziejów.
To rzeczywiście spokojnie... jak na wojnie.
Na dworze przychodzi sługa do Pana.
- Janie, co tam słychać w naszym mieście?
- Nic specjalnego. Powiesili kilku cyganów, kowala obdarli ze skóry za gwałt na córce młynarza, straż miejska spaliła burdel, a ministranci znów zostali u biskupa po mszy.
- Eh, co za męcząca monotonia dnia powszedniego...
Tu sraczka, tam padaczka, syfilis, podatki i przemarsz wojsk. Ale poza tym było całkiem spokojnie.

Przez wiele wieków życie ludzi się nie zmieniło
Zero jakiegokolwiek postępu, gospodarczego czy społecznego? Czyżby te teorie, mówiące, że rozwój cywilizacji pcha do przodu postęp militarny były prawdziwe?
Ależ czemu? Tak wtedy, jak i teraz, głównym narzędziem wpływu jest miecz, kasa i cycki.
To Imperatyw Konwencji Fantasy. Po opracowaniu feudalizmu postęp technologiczny został zawieszony do odwołania.

aż do pewnych serii wypadków która wstrząsnęła okolicznymi miastami, bowiem ludzie nagle znikali a po kilku dniach zostali odnajdywani bez ani jednej kropelki krwi.
Chłopi z wrażenia wynaleźli trójpolówkę. I kilka narzędzi tortur.
Myślę, że może chodzić jednak o podatek VAT.

Wyglądało to na robotę seryjnego zabójce, wariata, który czerpał radość ze spuszczania krwi ze swych ofiar.
No nie gadaj, narratorze. Byłam przekonana, że po okolicy szaleje opętany wścieklizną pudel.
To robota dla CSI: Tristram.
Podoba mi się koncepcja, zgodnie z którą robota to seryjny zabójca.

Po kilku latach takich niewyjaśnionych wypadków cały świat zaczął się bać gdyż te morderstwa rozprzestrzeniały się na coraz większy obszar.
...i tak jakby zaczynało brakować żywych?
I przez tyle lat żadnemu wsiowemu znachorowi, na calutkim świecie, nie przyszło do głowy żeby sprawę zbadać i mordercę ubić? Ani chybi, za durnotę świat zasłużył na zagładę.
Wy nie łapiecie konwencji. Toż to erpeg - oni wszyscy czekają na Bohatera!

Nekromanta, Rogen mieszkający w niewielkiej wiosce z ojcem używali czasami bydła, do sprawdzania nowych zaklęć przyzywania, lecz nigdy na ludziach, ponieważ był to Nekromanta służący dobru.
Bo jak wiadomo każdy koleś służący dobru przeprowadza staruszki przez ulice, nie klnie, nie pije alkoholu i broń Boru nie wskrzesza trupów... zaraz, ja powiedziałem o trupach?
To byli Nekromanci Wędliniarscy. Wskrzeszali tylko padłe cielaki i jałówki, by rogacizna mogła zostać zjedzona dwu, a nawet trzykrotnie.

Do niego też doszła wieść o tych wypadkach ale nie przejmował się tym zbytnio, ponieważ był silny i mądry, i miał los reszty świata w rzyci a jego krów póki co nikt nie niepokoił znał wiele zaklęć którymi mógłby się z łatwością obronić przed mordercą.
A po obiedzie, zamiast gum Orbit, wcinał trzy ząbki czosnku. Taki on twardy był.
A osinowy kołek zawsze miał przy sobie, wetknięty w... po prostu wetknięty.
W pępek.

Lecz to nie był zwykły morderca,
Morderczy klaun z kosmosu?
Wąż chory na raka, jakim zaraził się od radioaktywnych myszy?
Bździągwa?

to był morderca doskonały,
Po robocie dokładnie sprzątał, mył narzędzia, ścielił łóżko, a następnego dnia przynosił kwiaty i czekoladki.
Wyglądał jak Sean Bean, miał poczucie humoru Tima Minchina, nie rozrzucał brudnych skarpetek po domu i robił zajebiste pierogi z kapustą i grzybami.

nie tylko zabijał ludzi wysysając z nich krew, lecz czasem tak ukrywał swe ofiary że nikt ich nie znajdywał, nawet po długich poszukiwaniach.
Ale tylko czasem. Pozostałe zostawiał w łatwo dostępnych miejscach, z wizytówką i profesjonalnie zebranymi odciskami palców.
Ale i tak wszyscy utrzymywali, że po zbrzuchaceniu żony pryncypała młody kowal nie zwiał za granicę, tylko mu się umarło gdzieś na bagnach.

Może nie było by to ciekawe opowiadanie gdyby nie jeden szczegół.
Pisak nie potrafi pisać.

To nie człowiek zabijał, ale jeszcze nie powiem kto.
To był Ten, którego Imienia nie powinno się wypowiadać - Hast... < plask! >
Albo Sami-Wiecie-Kto.
Albo nowy typ narratora - Dupa, Nie Narrator.

Ale u ofiar znajdywano 2 dziurki na szyjach.
Zemsta Piekielnego Dziurkacza.
Krwiożerczy Mors Zagłady?
Bluźnierczy Szpikulec Do Szaszłyków.

Tak więc Rogen nie przejmował się tymi zabójstwami aż do pewnej nocy. Gdy jego ojciec Maxeres wyszedł wziąć owce do eksperymentów (eksperymentów, taaa...?), zauważył jedna martwą wyciągniętą od stada jakieś kilkanaście metrów. Żaden wilk nie przywlókł by jej tam bo wokół owiec jest zagroda wysoka na 2 metry.
A wydawało się, że facet zajmujący się babraniem w nieumarłych będzie wiedział, że w świecie w jakim żyje wilki nie są jego największym zmartwieniem...
To Chupacabra!

Powoli poszedł do owcy by zobaczyć co się z nią stało.
Powoli, żeby jej nie spłoszyć.

Gdy doszedł na miejsce ujrzał że nie ma w niej ani trochę krwi.
Po czym to poznał? Possał i nie pociekło? Walnął siekerką i nie trysnęło?

Pomyślał dlaczego ten morderca zrobił to i z owcą. Czyżby znudził się ludźmi?
To BARDZO źle brzmi.

A w sumie to nie był 1 morderca bo nie wyrobili by się z zabijaniem,
Nie śpię, bo trzymam tasak?
Nie śpię, bo zapierdalam w przemyśle nienawiści.
Nie śpię, bo znudziłem się ludźmi i robię to z owcą.

to musiała być jakaś banda zabójców.
Nazywali ich Rzeźnikami z Tristram.
Teoretycznie powinni być sojusznikami Wędliniarskich Nekromantów... To jak przepis na perpetuum mobile - jedni rzezają, drudzy wskrzeszają.

Nagle zobaczył czerwone oczy w krzakach!
Jeż jak Byk atakuje znienacka.
Jeż, co Ty robisz w tym blogasku?! Wracaj w tej chwili!
Jest też szansa, że ktoś tam łypie sharinganem.

Osobnik z czerwonymi oczami rzucił się na Maxeresa który zdążył tylko głośno krzyknąć.

Rogen usłyszawszy krzyk ojca rzucił się w stronę krzyku!
A potem, ujrzawszy światło, poszedł w stronę światła.

Gdy dobiegł na miejsce zobaczył tylko ojca leżącego koło owcy. Zobaczył też że owca nie ma krwi a jego ojciec ma te charakterystyczne dziurki na szyi i też nie ma krwi.
Oni musieli coś dziwnego robić z tymi zwierzakami - inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że facet najpierw sprawdza stan owcy, a potem swojego starego.

Użalał się że nie dobiegł dość szybko.
"Zabili mi ojca, biedny ja..."

W płaczu usłyszał szelest w krzakach.
Szelestu, szelestu...
To krzyk płakał? Może chodziło o ten...?

Zobaczył te same czerwone oczy! Domyślił się że to on (ten czerwony ócz?) i z determinacją puścił w tamtą stronę włócznie z kości którą opanował mistrzowsko.
Szkoda, że pewnie nie opanował rzutu nią.
Bo to była włócznia półautomatyczna.
Kije samobije, włócznie samorzuty.
(Czemu nie ma pierogów samolepów?)

Osobnik wystraszył się i pobiegł w czarny cień nocy prosto przed siebie.

Rogen przygotował godny pogrzeb dla ojca. Tradycja nakazywała pochować go na rodzinnej ziemi czyli koło domu.
Pochował go w ogródku, między grządką kapusty i ogórkami.
To już za stodołą byłoby chyba godniej. (Przynajmniej by go kompostem regularnie nie podlewali.)

Po kilku dniach od tego zajścia Rogen doszedł do wniosku że musi zabić wszystkich tych morderców.
Zazwyczaj bohaterom opowieści o zemście dojście do takiej konstatacji zajmowało kilka sekund. Widać, że początkujący w tym biznesie.
Oj no, musiał dojść do siebie po stypie.

Przygotował się do wędrówki, wziął całą swoją broń oraz niewielki wózek, na który ją załadował, zostawił dom pod opieką przyjaciela. Ale gdy wyruszał nocą do walki (a co za idiota wyrusza w nocy? To pytanie retoryczne, jak rozumiem...?) zobaczył rozkopany grób ojca! Szybko pobiegł w tamtą stronę i zobaczył połamaną trumnę z zadrapaniami od środka a grób wyglądał jakby kopano go od środka.
Wlazł do tej trumny,  że zobaczył te zadrapania? Po co? Chciał sprawdzić, czy ojciec nie zamienił się w kornika i nie schował się w którejś desce?
Wnioskuję ostrożnie, że trumna była otwarta i pozbawiona wkładu.
To musiała być erupcja energii, skoro pochował staruszka koło domu i przez te kilka dni nie zauważył, że ojcu się w trumnie nudzi i chce na dziewczynki.
Kto jak kto, ale nekromanta powinien wiedzieć, że trupy niekoniecznie muszą lulać w trumienkach...

W tej właśnie chwili Rogen zrozumiał wszystko. WAMPIRY!! Tak wampiry to zrobiły, na całym świecie są wampiry! I RZydzi! Dlatego na szyi ludzi są dziury po kłach.
A więc to jednak nie pudel, ani wściekły mors? :(
Jak na nekromantę wydaje się zszokowany istnieniem żywych trupów.
Bo wcześniej miał tylko do czynienia z krówkami i owieczkami, które z przyczyn oczywistych z trumien nie wyłaziły.

A ludzie ginęli bo po kilku dniach zamieniali się w wampiry, a gdy zostali znajdywani wcześniej palono ich i nie zamieniali się.

Zrozumiał też że jego ojciec, zamienił się w wampira. Powaga sytuacji była spora ponieważ nekromanta wampir jest o wiele bardziej potężniejszy od wampira piekarza i wampirzej burdelmamy oraz od nawet bardziejszego nekromanty krasnoludka  prawdopodobnie zostanie wodzem wszystkich wampirów.
Co oznacza, że wampiry są bandą idiotów, skoro jakiś kmiotek, co dzień wcześniej wstał z grobu, nagle dostaje nominację na wampirzego Imperatora.
Wampir-nekromanta jest prawie tak samo durny jak demon opętany przez demonologa, co się dziwisz.
Ale teraz będzie miał ojca na stołku!

Kawałek dalej od grobu zobaczył owce pozbawione krwi świadczące o tym że Maxeres po wyjściu z grobu pożywił się nimi.
Ach, czyli go pochował nie w ogródku, tylko na pastwisku? Ekstra, to się nazywa synowska miłość!
Może ojciec był za życia... bardzo przywiązany do owiec?

Rogen zaczął fedrować i pogłębił się w rozmyślaniach, że będzie musiał zabić swojego ojca, swojego kochanego ojca który od tygodnia jest martwy, ale w końcu jest wampirem, musi to zrobić, dając mu wieczny spoczynek.
Jak zamienić człowieka w wampira? Urwać mu od gramatyki.
Albo pochować na pastwisku.

Tak więc Rogen ruszył do walki z wampirami zaczynając od przeczesywania okolicy.
 
Skrócił jej włoski, zrobił pasemka i trwałą.
Hm, jeśli przeczesywał ją specjalnie zaostrzonymi widłami albo jakąś machiną wykonaną z kołków osikowych, to nawet ma sens...
Głębokie oranie pola pozwala pozbyć się uciążliwych wampirzych szkodników! \m/

I wiedział że będzie miał jeszcze ułatwienie, gdyż prawdopodobnie Maxeres zbierze wszystkie wampiry do siebie, więc nie będzie musiał chodzić po całym świecie w poszukiwaniu wampirów.
Biorąc pod uwagę, że ów wannabe wódz jest bezdomny, już widzę te zastępy starych i młodych krwiopijców, skuszonych ogłoszeniami o bezkresnym niebie nad głową i miękką trawą pod nią. Ach, no i darmową owcą dla każdego.

Ale będzie miał utrudnienie bo będą ich tysiące. Z ta myślą Rogen wyruszył by zabić ojca...
Przypomniał mi się w tym momencie “Wiedźmin” Sapkowskiego i tłumaczenia Regisa, dlaczego przekonanie o przemianie człowieka w wampira po ugryzieniu jest idiotyczne... W każdym razie, jeśli przez kilkanaście lat tysiące wampirów wysysały przynajmniej jednego faceta tygodniowo, rodząc kolejne wąpierze, to ilu ludków zostało na koniec?
Właśnie, wysysanie ludzi podpada pod prześladowanie mniejszości.
BTW, czy na początku opeczka nie stało czasem jak wół, że "świat został pozbawiony plugastwa i wszystkich braci zła, razem z Władcą Demonów. Wszystkie ich sługusy zostały zabite"? Skąd tam wampiry?
Wiesz, podział, pączkowanie, te sprawy...

2
Rogen podróżował po lasach, łąkach, jaskiniach i górach w poszukiwaniu wampirów i ojca.
Niestety, ciągle trafiał tylko na jednorożce, rusałki, syrenki i garnce ze złotem na końcu tęczy.
I bezpańskie questy.

Po drodze zabijał marne wampiry które nie dorastały mu do pięt,
Znaczy - boCHater był o niebo lepszym wampirem niż one.
A ojczulek zdążył ledwie krzyknąć. Rzyć blada, a nie prawdziwy nekro z niego był...
Oj, był już stary, refleks miał nie ten, co kiedyś... trochę wyrozumiałości! ;)

bo to były tzw. pospolite wampiry wskrzeszone ze zwykłych wieśniaków.
Pospolity powiadasz? I oczywiście przez kilkanaście lat absolutnie nikt ich nie zauważył? A bohater, który ledwie kilka dni temu dowiedział się o wampirach, nagle buduje ich typologie?  
Ale widzicie tę klasowo-arystokratyczną nomenklaturę i przekonanie, że ze zwykłego chłopa będzie taki tam sobie wąpierz, a ze szlachcica - Posępny Imperator Ciemności?

Rogen bez problemu zabijał je puszczając wyjątkowo śmierdzące bąki klątwy ze smyczy i magiczne duchy, więził je w więzieniach za niepłacone podatki z kości a duch i strzała z kości robiły swoje,
To jest opis walki, czy nekrofilskiej orgietki na starym cmentarzu?
Nope - jest to oczywiście zrzynka z gry.
Ich nehm dich zärtlich in den Arm
doch deine Haut reißt wie Papier
und Teile fallen von dir ab
zum zweitenmal entkommst du mir...

klątwy zatrzymywały uciekające tchórze szczury, wydry, fretki i pieski preriowe i tak Rogen przemierzył prawie cały świat docierając w końcu do wioski u podnóża wielkiego łańcucha gór.
Kameralny ten świat. Rzekłbyś - świateczek. No, ale skoro u niektórych pod byle wiochą mogą być trzydziestodwupoziomowe podziemia, pod którymi są jeszcze jaskinie i kazamaty, to czemu nie?
Jestem ciekawa, co boCHater jadł przez ten czas. Te fretki i łasice?

Na środku, według miejscowych jest wielka ciemna grota wysoka na 3 mężczyzn i szeroka na 5.
Na środku wiochy, tak? I w czasie festynów wybierano jednego kmiotka, którego stawiano na krawędzi i dawano kopa z okrzykiem “TO... JEST... TRISTRAM”?
Mam wrażenie, że na środku gór jest ta grota. Ciekawe, jak wymierzyli ten środek.
Swoją drogą, Pisak zapomniał, że używa w tekście systemu metrycznego?
No jak to, to Ty nie mierzysz wszystkiego chłopem? Nie kupujesz jednej dziesiątej chłopa kartofli i dwóch chłopa zasłonki prysznicowej?
Ciekawe, czy jako miarka posłużył Danny DeVito, czy raczej Liam Neeson?

Rogen domyślał się że tam może być siedziba reszty, najmocniejszych wampirów i jego ojca.
Świadczyły o tym jaskrawe neony z napisem “Do leża wampira. Tanio. Wolne pokoje”. “Opłata za 1 nocleg - 0,5 litra krwi od osoby. Na teren obiektu zabrania się wnoszenia czosnku i drewnianych, zakończonych ostro przedmiotów.” “Przypominamy, że o lustro w łazience należy poprosić w recepcji.”

Spędzając noc w mieście, pilnował się by i jego podczas snu nie dopadły.
W jakim mieście, jak przyszedł do wioski? W międzyczasie rozrosła się i nadano jej prawa miejskie?

Rogen był sprytny, szukał pomocników, najemników do pomocy lecz nie znalazł żadnego a tyle odważnego.
On nie był sprytny. On po prostu nie był idiotą.

Ale w tawernie " Wielki topór" zobaczył czarodziejkę. Pomyślał że gdyby ją namówił miałby ogromne szanse ze względu na umiejętności czarodziejek.
Nie wiem czemu znów przyszedł mi na myśl “Wiedźmin”. A tam faktycznie czarodziejki miały różne umiejętności i hojnie z nich korzystały...
Wiły też są dosyć utalentowane w tych kwestiach, jakby mu się z tą panną nie udało.
Czyli Wy też sądzicie, że namawianie czarodziejki w tawernie "Wielki Topór" brzmi dość dwuznacznie?
(No i ciekawe, skąd wzięła się tawerna w górskiej wiosce.)

Powoli podszedł do jej stolika i przysiadł się. Przedstawił się lecz czarodziejka nie odpowiadała, wyglądała jakby była pogrążona w rozpaczy i próbowała przepić to kubkiem wina.
Nawet paczki żelków nie przyniesie i dziwi się, że go kobita olewa?
Pewnie zapijała świadomość tego, że trafiła do opka. W pełni rozumiem jej rozpacz.

Rogen spytał się czy pomoże mu zabić kilka wampirów które prawdopodobnie są w tej grocie w górach. Czarodziejka słysząc to walnęła z całej siły kubkiem w stół ze złości i jeszcze bardziej zaczęła płakać.
Zapewne z powodu braku wina w kubku.
Albo tego, że co i rusz podchodził do niej ktoś proponujący wspólne wbijanie kołka.
Liczyła na spotkanie Tru Loffa (w końcu obecność w opku zobowiązuje), a tu coś takiego.


Domyślił się że prawdopodobnie ktoś z jej rodziny zginął przez wampira i postanowił zachęcić ją do zemsty. Więc Rogen twardym głosem powiedział: " Wiem że ktoś z twoich bliskich umarł przez te okropne wampiry więc pomóż mi i pomścijmy wszystkich których zabili".
Cóż, w świecie Diablo sesje psychoanalityczne były krótkie i treściwe, a i kozetka jakaś taka bardziej... kameralna?
Te okropne, niedobre, zupełnie niefajne wampiry!

Na te słowa czarodziejka przedstawiła się i opowiedziała że jest potomkinią Ashery
I znów ci RZydzi!

która dawno temu pokonała ostatniego potwora na ziemi, lecz przez babkę i matkę przekazywały sobie historie o tym że wampirzyca Kixen obudzi się lada moment i że gdy to nastąpi trzeba ją zniszczyć.
Zabiła ostatniego potwora na Ziemi? Gdzie byli obrońcy przyrody, ekolodzy, Greenpeace?! I skąd ta wampirzyca i reszta tałałajstwa, skoro wszystkie monstra wybito? Czyżby...?
 

A jej siedziba znajduje się właśnie w tej grocie. Ale nie mogła tego zrobić ponieważ jej matka zginęła gdy zaczęły się ataki.
Nie będę pytał, dlaczego matka ani babka się tą śpiącą królewną nie zajęły wcześniej. Zapewne nie były wystarczająco tru wizardami...
Ja też chciałam już zdanie wcześniej spytać, czemu wampirzycy nikt nie zaciukał, jak jeszcze spała, ale nie chciałam wyjść na jakąś sukę bez krzty honoru i moralności...


Kilka wampirów, bardzo silnych napadło na ich dom oddalony od wioski a matka Ashery, na cześć jej praprababki musiała zrobić pole siłowe by nie dopuścić by zabiły Ashere.
Aleeeeeooosooochoooziiiii?
*robi pole siłowe na cześć matki siostry stryja z pierwszego małżeństwa sąsiadki z piętra wyżej*
No i kto tam się w końcu nazywa Ashera? Ta czarodziejka w knajpie czy jej prababka, która zaciukała ostatniego potwora? A może Ashera jest potomkinią samej siebie?

Ale wampiry tak długo czekały że musiała się poświecić by pole siłowe trzymało do rana.
Trzeba było użyć Kropelki - trzymałoby do następnej imprezy.
A nie łatwiej byłoby zaciukać te wampiry? Tak tylko pytam.

Ashera od tej pory boi się wampirów ale powiedziała że jeżeli on idzie to mu pomoże.
Bo pan doktor powiedział, żeby swe lęki zwalczać. Najlepiej ogniem i mieczem.
Trzeba słuchać lekarza:


Rogen i Ashera spali do rana. O świcie ruszyli do lasu w stronę góry. ścieżką wyznaczoną przez wieśniaków.
Przed wymarszem zrobili im krótki briefing, wyznaczyli zadania, nakreślili trasę marszu i w krótkich żołnierskich słowach kazali zabić te sukinkoty.
Drogę znaczyły osikowe kołki, wbite w ziemię w regularnych odstępach wzdłuż trasy.
Wieśniacy urządzają pielgrzymki do wampirzej jamy, a analizatorzy się potem dziwią, skąd się tyle tych krwiopijców namnożyło...

Gdy szli wgłąb wielkiego lasu rozmawiali o sobie i swojej przeszłości.
“- A, bo wiesz, jak miałem dwanaście lat to ożywiłem mojego pierwszego kota i straszyłem nim dziewczyny na zabawach.
- Fajnie. A ja latałam po polach i wypalałam trawy, ciskając w nie fireballe.
- Ekstra!”

Rogen powiedział jej wszystko, o ojcu i o tym że poprzysiągł zabić wszystkie wampiry. Byli już mniej więcej w połowie drogi gdy wysokie drzewa zasłaniały prawie całe słońce. Było ciemno prawie tak jak w noc.
Jeżu Borski, przez co oni lezą, przez Dziką Dżunglę Starożytnych Sekwoi?!

Ale w ciemności Rogen zauważył ślady krwi prowadzące daleko od ścieżki.
Zapewne jarzyła się fluorescencyjną zielenią, skoro po ciemku ją zauważył?Może to była krew jednorożca?
W drugim Wiedźminie Geralt widział ślady krwi po wypiciu eliksiru Kot. Może boCHater też jest wiedźminem? Albo chociaż wieśmakiem?

Zaryzykowali i poszli tym śladem. Zobaczyli dom
To był...




a dookoła ruszały się drzewa i powietrze było niespokojne.
Trafili na ciut niewłaściwy czas.














Już chcieli zapukać aż tu nagle usłyszeli wrzask dziecka. Szybko wyważyli drzwi i ujrzeli 10 wampirów. Rogen szybko uwięził kilku, Ashera zamroziła 2 ale kilku szybko zabrało dziecko i uciekło w las.
Chata musiała być bunkrem przeciwatomowym - inaczej nie wyobrażam sobie, jak mogłaby jeszcze stać po tym, jak w środku rzucano tego rodzaju zaklęcia.
W sumie nie jest powiedziane, że chata została nienaruszona... mnie bardziej ciekawi, co DZIESIĘĆ wampirów chciało zrobić z JEDNYM dzieckiem. Na diecie wszystkie były, czy co?
Robili koreczki.

Ashera pobiegła go ratować (bo rozdzielanie się w takim momencie wcale nie jest idiotycznym pomysłem) (daj spokój, przecież rozdzielanie się w dramatycznym momencie należy do Imperatywu Narracyjnego Strasznych Historii) a Rogen ujrzał mężczyznę leżącego na podłodze podszedł i zobaczył 2 dziurki na szyi.
Znaczy się co? Wszystkie tak niehigienicznie wciskały się w ślady po kolegach? A fuj.

Wiedział że trzeba go spalić by nie zrobił się z niego wampir.
Taa, a własnego ojca skremować to nie łaska. No i teraz ma.

Sięgał po pochodnie i zobaczył na półce jakąś buteleczkę. Przeczytał że to środek do odwracania skutków ukąszenia wampira.
Znaczy co, po zażyciu cała krew magicznie wraca z wampirzego żołądka do krwiobiegu ofiary?

Już chciał napoić nim człowieka lecz przypomniał sobie ojca, że mógłby go odczarować. Po krótkim namyśle pomógł człowiekowi.
Potworny przykład nie-ludzkiego rasizmu, pomagać CZŁOWIEKOWI.

Ashera niestety nie dogoniła wampirów i wróciła do chaty. Rogen ocucił człowieka który z wrzaskiem powiedział: " Gdzie mój syn! Gdzie on jest!".
Powiedział z wrzaskiem. Jedną stroną ust mówił, drugą wrzeszczał.
Zjedlim go, omnomnomnomnom!

Powiedzieli mu że wampiry go mają a on błagał o uratowanie go, dał Rogenowi jeszcze jedną buteleczkę z tym płynem do uzdrawiania a Rogen obiecał mu że go uratuje.
I ani słowa o nagrodzie? Do bani z takimi sub-questami!
Dowiemy się, co to za lek, skąd, i jakim cudem ma go prosty wieśniak?
(Wiem, że nie. Pytam z czystej złośliwości.)


Spytał się czy ma jeszcze takie butelki ale człowiek odpowiedział że nie ma i nie może zrobić ponieważ rośliny używane do tego wywaru już nie rosną.
Już nawet proste fantasy nie uchroni się przed rabunkową gospodarką i pędzącym kapitalizmem.
Ratujcie lasy! Kto wie, czy nie rośnie w nich lek na wampiryzm albo zombiactwo! *przykuwa się do drzewa*

Rogen ruszył z Asherą z myślą że nie uratuje ojca i musi go zabić...
Bo dotychczas wędrował z myślą, że razem pójdą na piwo, a potem wrócą do swoich, ekhm... owieczek.
Jak nie uratuje? Została mu jeszcze jedna buteleczka odwampirzacza!
No ale to przecie dla tego dziecięcia słabego i niewinnego...

3
Tak więc szli przez las w stronę gór gdy w końcu zaszło słońce a w lesie zrobiło się ciemniej i w końcu nasi bohaterowie nic nie widzieli. Bo ta noc tak bez uprzedzenia przyszła.Dokładnie taka sama scenka miała miejsce TU. Jak widać lasy, w których grasują wampiry, już tak mają, że po zachodzie słońca - siup! I nic nie widać. Ciekawe, czy ci bohaterowie też zaraz spotkają echo Kononowicza...

Rogen zatrzymał się, wziął jakiś kij, zdarł z siebie jakiś kawałek ubrania, który okazał się spodniami owinął na kiju i kazał Asherze podpalić pochodnie. Podpaliła ją małą kulką ognia i mogli iść dalej. Szli i szli, las wydawał się ciągnąć w nieskończoność.
I szli i szli i szli i szli...
Jak chodziłem swoim nekro po lasach Kurast miałem podobne wrażenie.

Nagle usłyszeli hałas na drzewie, Rogen spojrzał w górę gdy ktoś skoczył na drugie drzewo i następne.
Wiewiórka. Albo Pan Jezus. Albo Naruto.
Narutowicz, dla przyjaciół Gecko-Man.
Albo Kuna jak Struna, kuzynka Jeża jak Byka.

Rogen i Ashera nie mogli go zobaczyć, a człowiek ten podczas skoków powiedział: Więc idziecie do groty, zabić wampiry, hmm pomogę wam, ja nie mam tyle odwagi by tam pójść ale mam coś dla was.
A nie mógł tego powiedzieć stojąc spokojnie, a nie miotając się po drzewach jak debil?
No co ty? Trzeba by go wtedy opisać i całą tajemniczość łoś by trafił!
To musiała być Niewidzialna Wiewiórka Ninja! To jedyne logiczne wyjaśnienie!

Wypowiedziawszy te słowa na ziemie koło Rogena spadły dwie włócznie z ostrzami bardzo błyszczącymi nawet w ciemności.
Człowiek Włócznia! A nawet Człowiek Dwie Włócznie! W dodatku skaczący po drzewach! I świecący w ciemności, znaczy - fluorescencyjny!
Kurde, takich cudów to nawet w opku o
Elfim Kotoczołgu nie było...


Po chwili spadło kilkadziesiąt noży do rzucania z tego samego materiału co ostrza włóczni.
I nawet dzieci przyprowadził!
(Albo wyjątkowo nieudolnie próbuje ich zamordować.)
Ja się raczej zastanawiam, jak można skutecznie skakać po gałęziach, będąc obwieszonym kilogramami żelastwa. No chyba, że te noże na drzewach rosły.
Lękam się zgadywać, skąd je wypuścił, jeśli jednak nie rosły na drzewach. Albo jeśli nie był nimi obwieszony jak wędrowny sprzedawca zegarkami.

Człowiek ten powiedział: Te przedmioty pomogą wam w walce z wampirami, są z najczystszego srebra, które zwykłe wampiry zabija natychmiast.
Zwykłe, czyli te zrobione z chłopów? Pewnie umierają z szoku, bo nie widzieli nigdy tyle srebra.
Lordowska mość przyniosła zastawę z rezydencji. Będziem wydłubywać wampirom kiszki łyżeczką do lodów.

Mówiąc to uciekł wgłąb lasu. Rogen z Asherą wzięli broń i poszli dalej.
Was też ciekawi, gdzie sobie wcisnęli te kilkadziesiąt noży?
Ona pewnie za stanik, ale on?
Do butonierki.

Po kilkunastu minutach znowu usłyszeli hałas na drzewach, Rogen już chciał podziękować temu człowiekowi myśląc że to znowu on lecz tego było kilkanaście.
Kilkanaście hałasów? Kilkanaście Człowieków Włóczni na drzewach?
Kilogramów absurdu.Może chodzi o liście? A ten hałas to był ich szelest na wietrze?

Zorientował się że to nie on lecz wampiry strzegące gór. Rogen i Ashera wyjęli włócznie (skąd? Jak to skąd? Z podręcznego ekwipunku!) i czekali na pierwszy ruch przeciwnika. Wampiry skoczyły na naszych bohaterów oddzielając ich od siebie. Oboje byli otoczeni przez kilka wampirów ale mając te włócznie bronili się zaciekle. Rogen szybkim dźgnięciem zabił jednego wampira a potem machnięciem drugiego który chciał skoczyć mu na szyje.
- Tulimyyyy - zacharczał wampir słabo i umarł.
Machnięciem? W sensie, on walczył włócznią, czy cepem?To była włócznia z funkcją cepa. I pewnie jeszcze przy okazji morgensterna. Albo wyrzutni rakiet.

Ashera też broniła się włócznią i lodowymi pociskami które po trafieniu zamrażały wampira na chwile a wtedy Ashera zabijała go jednym ruchem swej włóczni.
Śmiem twierdzić, że wbicie włóczni w ciało nie będące kostką lodu jest jednak łatwiejsze...

Powoli wygrywali walkę kiedy jeden z wampirów zranił Rogena w rękę i nie mógł sprawnie się bronić.
Wbił się w rękę Rogena zębami, a te utknęły na amen, stawiając wampira w kłopotliwym położeniu.
Niektórzy już tak mają.
 

Rogen uwięził kilku więzieniem z kości, a resztę zwolnił klątwą.
Klątwa miała postać pisemnego wymówienia umowy na wysysanie.
Wampirze związki zawodowe ssą na całej linii.

Włócznią z kości zabił dwa wampiry a w uwięzionych rzucił nożami. Ashera w tym czasie nie radziła sobie najlepiej gdy jeden zaszedł ją od tyłu. Ashera nie widziała go i już miał ją ugryźć w szyje (to jest tzw. agresywny flirt? oj tam zaraz agresywny... po prostu taki znienacka...) kiedy dostał w plecy nożem ze srebra. To Rogen który ranny w rękę ostatnimi siłami uratował czarodziejkę.
Resztę sił stracił na szamotanie się z zaklinowanym wampirem.

Ashera rozprawiła się z resztą i opatrzyła Rogena. I tak powoli przeszli las i nastał ranek.
Aaaa, czyli tam noc zapada, jak się wejdzie do lasu?

Nie musieli się już bać ataków padaczki ani sraczki i założyli obóz na jednym ze wzgórz, jakiś kilometr od jaskini.
O czym poinformowała ich tablica z precyzyjnym oznaczeniem kierunku, odległości i krótką historią wampirzej nory.
A ten kilometr... tak na chłopską miarę ile to będzie? 50 chłopów?

4
Ashera i Rogen szykowali się do bitwy, wampiry widocznie nie miały ochoty na kolejne ofiary, ponieważ siedziały w jaskini i o dziwo bawiły się, jakby było jakieś święto.
Mam wizję stadka wampirów szalejących na placu zabaw, oczywiście w odświętnych frakach i sukniach balowych.
A ja widzę raczej coś takiego:

Mam też TAKĄ wizję.
Nieustraszeni Pogromcy Wampirów 2: Powrót Wampirów Jaskiniowych?

Wampiry urządzały właśnie ucztę z ludzi na cześć ojca Rogena który został przywódcą wampirów.
A został nim, bo...?
Najstarsza wampirzyca zarzuciła mu na łeb białą chustkę i krzyknęła “Mój ci on! < siorb, siorb > Mój ci on!”

Balowali pijąc krew ze świeżych ciał ofiar z poprzednich polowań.
Z ciał, ergo - z trupów, tak? A fuj! Nie słuchali, co mówił tato Lestat?
Ale jest napisane, że ciała były świeże, więc może choć trzymali je w lodówkach?

Spijali krew jak owady nektar z kwiatów i chyba chcieli tak spędzić całą dzisiejszą noc.
Już wiem, co to były za wampiry...
 
*ma straszną wizję Draculi z różowymi skrzydełkami, polatującego nad zakrwawionymi ciałami wrogów*

Przygotowali broń, Rogen wymyślił plan ataku, a raczej dwa plany, zwykły i awaryjny.
Zwykły: rzucamy się do ataku na urrrraaaaaaaaaaaaaa!!!
Awaryjny: spierdalamyyyyyy!!!

Awaryjnym było przede wszystkim uciekanie :) i weź tu, analizatorko, ironizuj... i rozlewanie uświęconej wody za siebie w celu odstraszenia napastników. Uświęconą wodę natomiast Rogen miał od początku swojej wędrówki, a służyć to miało jako tajna broń ogłuszająca.
Noo, jak się kogoś walnie w łeb taką pełną szklaną butlą, to można go nieźle załatwić.
Na etykietce było napisane: “The Holy Spirit, 96%, w razie palącej potrzeby zbić szyjkę”
Zamiast koktailu Mołotowa - koktail Jezusa?

Nic nie mówił Asherze, bo nie widział powodu by to ujawniać, ale teraz musiał się podzielić butelkami z tą ów wodą.
Z tą ów... *wzdech*
Nie dziwię mu się. Przecież w tawernie wino ostro grzała, jeszcze by mu antałek w połowie drogi osuszyła.

Główny plan był prosty, wejść, rzucać srebrnymi nożami we wszystkich (bo srebrne noże się nie kończą, wiadomo), włóczniami bronić się od tych najbliższych, a w Maxeresa, ojca Rogena rzucić kilkoma butelkami uświęconej wody, i rzucić w niego włócznią (co z pewnością wystarczy na wampirzego cara-nekromantę).
Jak widzimy, plan ten nie ma żadnych wad.
Cóż, ja bym je tam wolał puścić z dymem za dnia, kiedy śpią, ale co ja tam wiem, heros ze mnie żaden, a boCHater tym bardziej.

Niby proste, ale nasi bohaterowie wiedzieli że w praktyce będzie o wiele trudniej.
Cóż, dobrze choć, że zdają sobie z tego sprawę... szkoda tylko, że ta świadomość nie skłoni ich do opracowania innego planu.

Więc zakradli się cicho z jednej strony i rozglądali się. Widzieli dziesiątki, a nawet setki świętujących wampirów które absolutnie ich nie
usłyszały/zobaczyły/wyniuchały. Nagle oboje rzucili zaklęcia na wyjście z jaskini. Ashera ścianę ognia, a Rogen ścianę z kości. Gdy wampiry to dostrzegły, zostali obrzucani ostrzami noży które błyskawicznie zamieniały ich w kupkę popiołu.
Znaczy, te wampiry ich obrzuciły - osobno nożami i osobno ostrzami?
To zapewne ówczesne noże sprężynowe - tyle że ostrze zamiast się wysuwać, robiło wziuuum! i leciało do przodu.
Zupełnie jak moja stara automatyczna parasolka. Mogłam nią strzelać do ludzi!
Szkoda, że jedyne zdanie w tym opku, które nosi znamiona prawdopodobieństwa, jest takie tylko dlatego, że aŁtorowi jak zwykle pomerdała się gramatyka...

Wszystkie rzucił się w ich strone. Kilkunastu weszło w ogień i się spaliło, po czym ogień zgasł. Potem kilkadziesiąt ruszyło by sforsować ścianę z kości, Rogen zwolnił ich klątwą (rozwiązane umowy latały w powietrzu razem z mięsem i przekleństwami te przekleństwa to ja mamrotałam - sorry, już mi nerwy puszczają), i dźgał włócznią.
Kilkadziesiąt razy zrobił . A pozostałe wampiry przez ten czas grzecznie czekały i nie atakowały.

Po chwili przedostali się przez przeszkodę i atakowały naszych bohaterów. Ashera rzuciła na siebie zbroje mrozu która zamrażała wampiry robiąc z nich łatwy cel. Rogen też dawał sobie rade machając włócznią i zabijając kilkunastu jednym obrotem, a po ataku wyzwalając golema do walki.
Front wyzwalania golemów dotarł tutaj z Ankh Morpork?
Miałam rację, to nie włócznia, to morgenstern z jakimś turbodoładowaniem!

Golem ten był tak gorący jak lawa piekielna i rozpuścił się w końcu od nadmiernej temperatury dzięki takim ciosom z łatwością zabijał wampiry. Gdy zabili prawie wszystkie zostały tylko 4, dwóch dowódców Maxeresa, on sam i syn mężczyzny mieszkającego w chatce w lesie. Golem rzucił się na pierwszego. To nie były zwykłe wampiry, to były elitarne, najsilniejsze wampiry, które nie dadzą się tak łatwo.
Kwi. Powiało grozą.
Gorący jak lawa piekielna, solidny jak czarci ogon, prężny niczym biesowska łydka i czerwony jak piekło! Nie jak piekło, tylko jak cegła! I rozgrzaaany jak pieeeeec!

[ Bohaterowie oczywiście zabijają wszystkich, choć wampiry tylko próbują rzucić im się na szyje.]
Oboje ruszyli na Maxeresa. Rogen wyjął miksturę zamieniającą wampira w człowieka, pomyślał chwile, że mógłby uratować ojca (zadumał się nad tym minutkę), gdy nagle Maxeres rzucił czymś w Rogena. Na szczęście odskoczył rzucając butelkę do Ashery. Ta oblała chłopca zamieniając go z powrotem w człowieka.
A skąd wiadomo, że był wampirem? Może właśnie nie i frajer zmarnował odwampirzacz?
Nie no, może pobladł wyraźnie na licu i szczerzył w ich kierunku całkiem nowe, ostre kiełki.

Przestraszony uciekł do lasu. Rogen i Ashera zostali sam na sam z Maxeresem, ostatnim wampirem. Nagle Maxeres wybuchł śmiechem. Powiedział też: Hehehe, lol2, rotfl  i wy mnie próbujecie pokonać? Ledwo co daliście sobie rade z tymi nędznymi robakami a chcecie zabić mnie? Nigdy wam sie nie uda. Zabije was a wampiry zawładną światem.
Boss, jak to przystało na Tego Największego Złego, zamiast ich w zamieszaniu ukatrupić, to się przyglądał. Nie nauczyły go filmy ze Schwarzeneggerem i Stallonem, że jak trzeba strzelać to się strzela, a nie bąki zbija?

Rogen, bądź mądrym dobrym synem i dołącz do mnie.
Join me, Obi-Wan!
Join us! We know, how to suck!
To naprawdę źle zabrzmiało...
Ssanie jak ssanie, ale ciekawe, czy mają darmowe ciasteczka.

Rogen odpowiedział: Nie ojcze, nie mogę, muszę cie zabić dla dobra ludzkości.
I dla demokracji i pokoju na świecie!!!
I dla naszyjnika z twoich zębów.
Sons of the Hounds Come Here and Get Flesh! - zawył i rzucił się na ojca.

Na co Maxeres odparł: Głupcze, teraz i ty zginiesz, a mogłeś żyć wiecznie ze mną, ale jak chcesz, AAARRRRGGGG!
< krztusi się > kłaczek...
Nie trzeba było gryźć ludzi w pachwiny. ]:>
Co, nie przeszedł Was dreszcz lęku, kiedy wyobraziliście sobie ten straszliwy okrzyk...? :>
Mnie jakoś nie. Viv, jak u Ciebie?
A powinien?

Po czym rzucił się z niesamowitą szybkością na Rogena. Rogen krzyknął do Ashery by wyszła z jaskini i czekała na jego przyjście, że to jego walka.
Bo on jest mężczyznOM i ma trzy pary wąsów.
NIE chcecie wiedzieć, jakie miałam właśnie wizualizacje w związku z umiejscowieniem tych wąsów...
Taaaa... :>
I tak wiemy.

Tak też zrobiła. Rogen walczył z ojcem z wielkim trudem, żadna klątwa nie działała, nie miał sił by wypowiedzieć jakieś silniejsze zaklęcie. Żadna rana z włóczni nie działała.
I nie ma nawet kto szklanki spirytusu podać, żeby gardło przepłukać.Czyli ta włócznia miotała ranami, dobrze rozumiem?
Tak. Wypuszczała z czubka taką ranę, która przylegała wrogowi np. do czoła, i wróg padał martwy. Sprytne, czyż nie?

Rogen rzucił w Maxeresa ostatnią butelką uświęconej wody po czym wybiegł z jaskini.
Realizując w ten sposób plan awaryjny. Wycofywał się na z góry upatrzoną pozycję.
To nie Rogen, to ROBIN!
Brave Sir Robin ran away
Bravely ran away, away
When danger reared its ugly head
He bravely turned his tail and fled
Yes, brave Sir Robin turned about
And gallantly he chickened out
Bravely taking to his feet
He beat a very brave retreat
Bravest of the brave, Sir Robin!


Maxeres poparzony i wkurzony powoli wychodził z jaskini.
Z taktem na trzy, jak do poloneza.
W takt Marsza Imperialnego. Stanowisko zobowiązuje.

Rogen kazał Asherze wejść na wzniesienie i czekać. Sam natomiast czekał u wylotu jaskini. Maxeres wyszedł wściekły i już miał rzucić się na Rogena gdy nagle słońce lekko wyjrzało znad horyzontu,
Hop!
 

a promienie słońca dotarły do ziemi i zaczęły świecić na Maxeresa.
Pizgu pizgu!
Blasku! Świecu! (Idu sobie i idu i patrzu...)
Te promienie to jakieś kosmiczne wojsko inwazyjne z latarkami?

Zaczęły go palić, spalać żywcem.
Trololo...
Ja bym tam żywcem wolał się upijać...

Maxeres jęczał, krzyczał z bólu,
Ale do jaskini nie wrócił, bo po co.
Był wierny starej dewizie: ani kroku wstecz!
Po prostu zrozumiał, że to jedyna szansa na wydostanie się z opka, więc się poddał.
(
Der Graf sitzt auf einem Berg und weint.
Ja, der Graf wartet bis die Sonne auf ihn scheint...)

a Rogen musiał patrzeć na cierpienia ojca. Wkońcu musiał zginąć bo był wampirem.
Eeej, co to za rasizm... żyizm... dyskryminacja ze względu na status ontologiczny?
Organizacje prolajferskie były kiedyś zdecydowanie bardziej bojowo nastawione.
No, Überwaldzka Liga Wstrzemięźliwości miałaby coś na ten temat do powiedzenia...
*wywiesza transparent z wielkim napisem
Undead yes, unperson no!*

Nagle mężczyzna z lasu wybiegł zza drzewa i krzyczał: Mam jeszcze jedną butelkę mikstury.
Teraz sobie o niej przypomniał, czy to nagroda za wykonanego questa?
Synek w kieszeni schował.

Rogen ucieszony szybko wziął wywar i wylał na ojca, który przemienił się w normalnego człowieka. Rogen ucieszył się bardzo że ojciec żyje.
- Yaaay - oświadczył Rogen.
To mi przypomina opowiadanie, jakie moja znajoma napisała, jak miała osiem lat. Historyjka opowiadała o dziewczynce, która się zgubiła - na końcu oczywiście następował happy end, dziecko zostało bowiem odnalezione, a tekst kończył się zdaniem: “Mama Oli tak bardzo się ucieszyła, że aż wstała z krzesła”.

Po rozstaniu z Asherą Maxeres zmęczony wrócił z Rogenem do swojego domu (gdzie żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo owiec a Bór im w małych owieczkach i barankach wynagrodził), a Ashera do swojego, a wszystkie wampiry zostały unicestwione.
Eeee... a co z tą prastarą wampirzycą Kixen, która miała obudzić się lada moment? Ktoś o niej pamięta w ogóle? Bohaterowie? ...Pisak? Ktokolwiek?
No shit, to materiał na sequel.
Vivaldi, nawet tak nie żartuj, bo wykraczesz...