piątek, 20 kwietnia 2012

Jucha bucha, czyli Śródziemie po aŁtoreczkowemu, cz. 3



Witajcie!

Analizowanie tego LotRowego blogaska ma w sobie coś z sadomasochizmu: czytamy kolejną notkę  nie mogąc uwierzyć, że to takie złe, a jednak jest, jest bardzo niedobre, jest tak fatalne, że aż nie możemy się od tego oderwać. Istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy go analizować aż do haftu, wychodząc z założenia, że albo on, albo my.
I oto mamy dla Was kolejną część, której przyjrzeliśmy się z fascynacją i grozą niczym kanapce znalezionej w torbie po wakacjach. Jako że nasze mózgi zaczynają powoli wypływać przez uszy, znów sięgnęłyśmy po pomoc Vivaldiego, który zdążył już ochłonąć po wiedźmińskich slashach.
Trzymajcie się, jedziemy z tym koksem.

Zanalizowali: Vivaldi, Pigmejka i Kalevatar.


ODYN
Byłem zbyt osłabiony, by móc skutecznie pomagać im w walce. Jak tylko mogłem walczyłem, choć ból lewej nogi ciągle dawał o sobie znać.
Uczepił się zębami i nie puszczał mimo gróźb.
Przyssał się do łydki jak pijawka i wysysał z niego wszystkie skille typowe dla boga wojny.
Oraz mózg.

Gdy wszystko ucichło, słychać było już tylko wiatr grający w trawie...
Rozgrywał z kumplami partię Munchkina.
Zaś niektóre podmuchy próbowały gry na perkusji.


Nie było dobrze z Arweną. Krew sączyła się ze jej boku, jak woda z górskiego strumienia.
Jucha bucha. Wodogrzmoty Arweny.
Ciekawe czy płynąc, szemrała tak samo jak ten górski strumień.
I czy dało się w niej łowić łososie.
I schłodzić stopy po długiej wędrówce.

Postanowiłem pomóc im, choć byłem szkolony w do walki, moja babcia znachorka nauczyła mnie pewnych sztuczek.
Dzięki babci znachorce opanował do perfekcji sztukę walki wręcz laską, technikę zabójczej siatki z zakupami, cios morderczej sztucznej szczęki i szybkiego galopu na balkoniku.
Oraz że jak się użyje Coca Coli, to nie będzie dzieci.
Pisak lekką ręką załatał znaczące luki w mitologii nordyckiej - dotychczas nie było wiadomo, kto był babką Odyna, ale teraz już wiemy, że pani Goździkowa.

- Czy rosną tutaj czarne pokrzywy ? Rzekł Odyn. - Słucham ?! Obcy!
Szósty członku drużyny zakapiorów!
A co, naszła go ochota na zdrową sałatkę z zieleniny?

Nie widzisz, że Ona umiera ?! Odparł Aragorn. - Znam przepis na pewną miksturę...
Miksturę powiadasz... no cóż, o brodę wypada dbać, tylko nie wiem, czy to dobra chwila na dbanie o higienę...
Ja bym chętnie wyleczyła Pisaka z używania wielkich liter tam, gdzie nie powinien.

Tylko potrzebuję czarnej pokrzywy, jeśli takowa tutaj w ogóle rośnie ? - Czekajcie, z tego co się orientuje te pokrzywy rosną niedaleko osady trolli. Powiedziała Artanis.
Brzmi jak quest.
No oczywiście. W końcu składniki mikstury ratującej życie nie mogą sobie ot tak rosnąć w najbliższym rowie.
Cieszmy się, że bohaterowie nie muszą wyruszyć na poszukiwania do Mordoru.
Albo na Księżyc.
Albo, jak nakazywałaby logika, do Skandynawii.

- Nie mamy czasu na kolejną wędrówkę ! Musimy czym prędzej ruszyć do Rivendell. Krzyknął Legolas. - A pomyślałeś Legolasie, że może nie przeżyć już tej wędrówki ? Co się stanie gdy znowu zaatakują nas orki ? Jest was trzech, ja nie jestem jeszcze w pełni sił...
To on się w końcu przejmuje życiem Arweny, czy tym, że jest ich zbyt mało do walki z wrogiem? Empatia godna podziwu.
Chciałaś boga wojny, to masz. Co tam jakaś lala, ważne by głowy spadały!
A to seksista, Gala, tfu!, Arti nie doliczył.

Pomyślcie co by zrobiła Arwena na waszym miejscu ?
Poszła sobie zapalić trawkę, jak przystało na zbuntowaną nastolatkę.
Arwena jak Arwena...
 

Spokojnym tonem powiedział Odyn, próbując przemówić grupie do rozsądku. W głowie kłebiły mi się tysiące myśli. Pomogli mi, wiec i ja pragnę im pomóc, ale co zrobić ? - Artanis ! Pójdziesz z Odynem do tej osady i przyniesiecie składniki, ale wiedz jedno Nordzie !
- Fus Ro Dah!!! - odparł Odyn rad, że może podczepić się pod inny fandom.

Jeśli coś będzie nie tak, Twój kark straci głowę ! Chłodno powiedział Aragorn. - Ruszajmy więc... Artanis z Odynem powędrowali po czarną pokrzywę...
Pomyślmy: Galadriela wyrwała Gandalfa ze szponów śmierci po walce z Balrogiem, w Rivendell wyleczono Froda z ran zadanych przez Upiora Pierścienia, a tym ciulom nie przyjdzie nawet do głowy zatamować krwawienie.
Bo to nudne by było. A tak? Dodatkowy dramatyzm, groźby, a potem można jeszcze sobie opisać, jak to trolle siekli. Sielanka.
No i zawsze jest szansa, że Arwena zejdzie po drodze, a oni nawet nie będą musieli kłamać zwalając to na orki.
W cuda wierzysz?

AMRAS
Minęło już dwa dni odkąd Amras opuścił drużynę.
No i czas najwyższy, bo też i nie odzywał się chyba od czterech notek.
Nagły przebłysk rozsądku?
Aż tu wtem... Pisak odkrywa istnienie narratora trzecioosobowego!
Obawiam się, że związek Pisaka i narracji trzecioosobowej nie ma długiej przyszłości. Co i rusz widać, że się starają, że próbują ze sobą kręcić, ale narracja pierwszoosobowa nie odpuszcza i co chwilę daje o sobie znać. Nie wspominając o tym, że Pisak największym afektem zdaje się darzyć narrację popierdoloną.

Aragorn z Legolasem pilnowali Arweny.
Czyli od (prawie) dwóch dni z Arweny bucha górski strumień a ona dalej dycha? Kurde, to jest elfka czy Snorlax?
Może pilnowali jej jak cieknącej rury pod zlewozmywakiem - co jakiś czas wyżymali szmatę zatykającą pęknięcie i opróżniali strategicznie ustawioną miskę?

Byli już bardzo zaniepokojeni gdyż słońce kończyło swoją wędrówkę po niebie a ona jeszcze nie wyzionęła ducha, no ile można dziś był wyjątkowo piękny zachód niebo malowało się różnymi odcieniami czerwieni.
No, mnie też biorą lęki egzystencjalne, gdy zapatrzę się na piękny zachód słońca.
Czerwony był, bo Arwena zachlapała.

Jednak nikt z towarzyszy tego nie zauważył (całe szczęście mieli narratora) ich myśli trapiły ostatnie wydarzenia.
Wydarzenia były naprawdę bardzo przejęte tymi myślami.

Zastanawiali się jak wiele im przyjdzie wycierpieć zanim dotrą do celu wędrówki.
Bo Legolasowi kończył się szampon do włosów, a Aragorn miał nierozchodzone buty i mu się odciski porobiły na piętach.

Aragorn wpatrywał się w ranna towarzyszkę nie mógł od niej oderwać wzroku teraz gdy nikt nie widział mógł skończyć z ukradkowymi spojrzeniami,

I zacząć macać w żywe oczy.

gdyż Legolas wyruszył zobaczyć co z resztą drużyny.
Pokonaliśmy orki, kompanka nam zdycha, idealna pora, by się rozdzielić, nie sądzicie?
JUŻ się rozdzielili... A teraz Legolas będzie po nich objeżdżał i pytał, co słychać, robiąc za elfią wersję mobilnego facebooka.

Nagle strażnik północy usłyszał hałas za swoimi placami szybko dobył miecza myśląc że zginie jeśli będzie musiał (a jeśli nie będzie musiał? Wtedy ciasto upiecze Wtedy też zginie, a co!) lecz ujrzał nie wroga lecz starego druha Amras.
Druh Amras, stary trapista, przykolebał się krokiem chwiejnym, trzymając w dłoni solidną, pękatą butelkę z zawartością wiadomą, acz smaczną.
Z konstrukcji zdania wynika właściwie, że Amras zmienił płeć.
Nie, to był ten inny Amras - tamtego poznali przy Jedynym Ognisku i zaraz potem się rozstali, więc nikt tu niczyim starym druhem nie był.

Uśmiechną się. - Myślałem że szybciej dotrzecie do Rivendell - powiedział niespokojnym głosem
Bo Amras ma torpedkę w tyłku i popierdala jak malutki samochodzik.
Amras rozpieprza system: kiedy nikt nie patrzy idzie w krzaczory i mówi “Beam me up, Scotty!”
A niespokojny jest, bo w Rivendell przygotował im imprezę powitalną z tancerką w torcie i teraz martwi się, że jeśli to będzie tyle trwało, wygłodniałe dziewczę zeżre ciasto od środka.

- Witaj przyjacielu - odparł nie wiedząc co powiedzieć. Był zaskoczony ale cieszył się z szybkiego powrotu Amrasa
Wychodzi na to, że Gondor tuż za miedzą, skoro w dwa dni można obrócić tam i z powrotem. Po co w takim razie leźć do trolli po pokrzywska, skoro miasto niedaleko? Oh, wait... czemu ja się tutaj doszukuję logiki?
Skoro Odynowi odessało boskość, to czemu innym nie miało odessać mózgu?
Mnie zastanawiało, czemu Aragorn nie skorzystał ze swoich królewskich skilli uzdrawiających, którymi uleczył rękę Eowiny po walce z Czarnoksiężnikiem z Angmaru, ale zaraz potem przypomniałam sobie, że w tym blogasku Aragorn nie jest królem.

- Witaj. Arti miała rację grozi nam wielkie niebezpieczeństwo. Pierścienie wracają do życia, ale nie czas i miejsce musicie się spieszyć ja nie mogę jeszcze z wami podróżować nie dowiedziałem się jeszcze wszystkiego legendy bywają bardzo tajemnicze - posmutniał jeszcze bardziej
Bo odkrył, że ktoś mu zeżarł wszystkie przecinki.
Legenda założyła ciemne okulary i osłoniwszy twarz kołnierzem płaszcza pokłusowała tajemniczo w krzaki.
A Pierścienie zakwiliły metalicznie i szaleńczo odpełzły w zarośla.

- musicie się śpieszyć bo niewiele czasu zostało Sauron uknuł jeszcze jeden spisek zanim został pokonany moc pierścieni osłabła tylko po to aby uśpić naszą czujność on powróci już niedługo a pozostałe pierścienie przejęły moc jedynego i pozostałych które już nie istnieją.

Ten pomysł jest 20% bardziej pierdolnięty niż ustawa przewiduje...
Czy aŁtorzy nigdy się nie nauczą, że nie ma nudniejszego motywu na kontynuację niż respawnujący się villain?
Czekam tylko na pomysł, że pierścienie są tylko horkruxami Saurona.
Ja czekam na zombie-Saurona.
A ja na Saurona-licha z duszą skitraną w skrzyneczce, którą dzielna drużyna będzie musiała odnaleźć.

Ja muszę ruszać dalej w drogę to czarna pokrzywa - wręczył zawiniątko Aragornowi - następnym razem wbijajcie do Herbapolu, ciołki, zamiast bujać się po pustkowiach w jakichś biedaquestach reszcie się nie udało się jej zdobyć niedługo powinni już być ruszajcie czym prędzej i wypatrujcie minie w Rivendell - rzekł te słowa i znikną w zaroślach.
Ło... Pisak stosuje nielinearną narrację! A przy okazji potwierdza, że Amras jest cziterem, co to teleportu używa. Cienias.
Skąd czarna pokrzywa, skoro poszedł po nią Odyn?
No z Herbapolu przecież. BTW ciekawa ta kuracja, skoro pokrzywy używa się głównie przy zapaleniach dróg moczowych.

ARTANIS
Jechałam konno już kilka godzin...nawet nie dostrzegając towarzysza jadącego konno obok...
Cóż, jak to z babcią, wzrok już nie ten, a okulary zostały w innej kapocie.

Moje myśli wirowały... -Gwiazdeczko...-pomyślałam a przez moją pierś przetoczył sie ciężar 16 ton bólu... JEBUDU! - Maleńka...
Tyci, tyci niepozorna Arwenko, okruszyno ma.

Milczący dotąd Odyn odezwał się cicho. -Pani...niech Twoje myśli opuści mrok. Gwiazdooka Panna wydobrzeje. Wiem że ciężko jest odgonić zwątpienie z myśli, lecz jest Ona silną niewiastą.
A skąd on to może wiedzieć, skoro ich nie zna? Może faktycznie szpieg jakiś?
W nocy pewnie to sprawdził, jak na wikinga przystało. A nie, sorry, to dupa nie wiking. Więc faktycznie, chyba szpieg.
Póki co to bardziej Wujek Dobra Rada.

Do tej pory nie mogę sie nadziwić waszej sile...
Bo kobiety wikingów to generalnie chucherka są, co tylko kilimy wyplatają i haftują na tamborku.
Najwidoczniej Odyn lubi, jak kobieta udami potrafi zgnieść arbuza.

Spojrzałam na niego uważniej, wyrwana z myśli...
Myśl poczuła się zniesmaczona takim bezcermonialnym potraktowaniem,

Pochylił głowę jakby zawstydzony, lecz po chwili poderwał ją dumnym ruchem i spojrzał mi w oczy.
Dołączył tym samym do zacnego grona


-Przyznam żem chociaż słyszał o Elfach wiele opowiadań, wasz widok przeczy waszej sile.
Bo ta objawia się przede wszystkim w alkowie.
Nie ma sensu pisać, że Tolkienowskie elfy były wyższe niż ludzie, prawda?

Wybacz mi śmiałość....jesteście piękne nad słowa i zwiewne jak mgły nad fiordami w moich stronach...
Jesteście zawsze wilgotne, ale również zimne i ulatniacie się nad ranem.

lecz nie przypuszczałem iż w boju dorównać mogłybyście potężnemu wojowi...
Czy określenie “woj” nie odnosi się do polskich wojowników/rycerzy we wczesnym średniowieczu? No to wychodzi na to, że Odyn trząsł dupą przed naszym Bolkiem Chrobrym. W sumie... to tłumaczyłoby (w jakiś sposób) słabość do panienek.

-nie przerywając potoku słów jakby bojąc się własnej szczerości dodał. - Przeto wierzę że jest w Arwenie siła która nie podda się tej ranie.
Moc w tej sile była silna.
Siła wyrwie murom zęby krat i zakopie się w okopach.
I białej flagi nie wywiesi.
I się kulom ani strzałom kłaniać nie będzie. Przeto.

Zamilkł i czekał...
Odyn uses Mead of Poetry. It's not very effective.

Mijaliśmy właśnie zbocza niewielkiego wzniesienia (kilka zboczy naraz - po prostu wirowali wokół tego wzgórza i jego zboków) kiedy usłyszałam szelest...lekki i niedosłyszalny dla ucha ludzkiego, lecz i Odyn odwrócił się w tym kierunku... (w ich kierunku zbliżał się metafizyczny Jeż jak Byk szeleszcząc igłami) W biegu zeskoczyłam z siodła i podkradłam się tuż za najbliższy wyłom skalny...  
Innymi słowy Arti wpadła w skalną dziurę.
A wierzchowca zręcznie schowała do kieszeni, żeby nie zdradził ich pozycji.

za mną bezszelestnie zjawił się Odyn...raczej poczułam jego obecność niż usłyszałam... Odnoszę dziwne wrażenie, że w tym momencie też chodzi o jakąś dziurę, ale bynajmniej nie skalną...
A Ty tylko o jednym. Po prostu Odyn, jak na prawdziwego chłopa przystało, woniał potężnie potem własnym i końskim.

- Niezwykły człowiek - pomyślałam mimowolnie.
Trafił już za pierwszym razem?

Zza wyłomu rozciągał sie widok na przylegającą do skał wioskę Trolli z Równin.
Wioska przyrosła do skał jak huba drzewna.
Bo to była rzadka odmiana trolli mchowych.
Bo Trolle z Równin, jak sama nazwa wskazuje, miały wioskę w górach.
Chwila, moment - ten niesłyszalny dla ludzkiego ucha szelest trolle wydawały?!

Wioska była zaniedbanym zbiorowiskiem kilku zbudowanych z kamieni i grubych bali chałup, pokrytych darniną.
Darniną? Czyli co, trolle na dachach uprawiały sobie grządki, sadząc pomidorki i papryczki, żeby mieć dodatek do obiadków? Ja rozumiem, że np. Polacy w Kazachstanie budowali lepianki z darniny, ale panie, przecie tu ŚruTziemie jest!

W wiosce panował spokój. Nieliczne Trole siedziały zajęte swoimi sprawami jak oprawianie jakiegoś zwierzęcia - wyglądało jak ścierwo konia ( nie chciałam domyślać się co z jeźdźcem)
Pewnie oprawiały go jak Predator - bierze trofea a ścierwo zostawia. Bo przecież nie trudziły by się z oprawianiem, gdyby chciały go po prostu wpierdolić na obiad, nie?
No weź, trolle, które złapały Bilba w „Hobbicie” prezentowały w stosunku do niego całkiem wyrafinowane plany kulinarne.
Skoro zwierze wyglądało jak ścierwo konia, to może to był po prostu bardzo zabiedzony muł?
Ja jestem ciekawa, kiedy trolle zaskoczą, że nie są w D&D tylko w Śródziemiu i pod wpływem słońca powinny zmienić się w kamień.

Dwóch rosłych osobników siedziało na płaskiej skale i oporządzało jakąś prymitywną broń.
Ostrzyli widły do przerzucania gnoju?
Najwyraźniej. Bo chyba ciężko byłoby obdzierać jakąkolwiek broń ze skóry.
Oskubywali morgensterny z kolców.

Mieliśmy niejakie szczęście.
A jak nie takie, to jakie?
Chujowe, rzekłbym.

Trolle obecne tu były mniej butne (Addidas nie robił takich wielkich rozmiarów) (nie twierdziły, że zżerając podróżnych pielęgnują wielowiekową tradycję przodków i wszystkim wara od tego) i groźne od górskich, trochę mniejsze w kłębie i bardziej zbliżone fizjonomią do orków...
Ciekawe czy są podkute? I przy okazji niech im nie zapomną zajrzeć w zęby.
Fajne to ŚruTziemie - elfki o mentalności nastolatki, wymoczkowaci nordyccy bogowie, mędrcy z teleportem i trolle, które najwyraźniej spędziły kilka upojnych nocy z centaurami. Kurde, Tolkienowi zdecydowanie zabrakło wyobraźni.

Szelest który dobiegł do moich uszu zdawał się dobiegać z oddalonego kolka kroków od nich menhira.
Menhir niechybnie szumiał na wietrze.
Szumiał z bólu, bo miał kolkę.

Podkradliśmy się bliżej...Przy odrobinie szczęścia, niezauważeni oddalimy się od tej smrodliwej dziury byle by nie narobić szumu....
Jak ja nie chcę, żeby mnie nie zauważono, to spierdalam jak najdalej, zamiast się podkradać. No ale ja nie jestem elfią zbawicielką świata ani nordyckim bogiem.
Oj tam, pamiętaj: to babcia jest, krótkowzroczność ma, musi podejść bliżej!
Mówię Wam, że oni za moment chwycą dziarsko po iglaku i przedefilują przez sam środek wiochy skryci za tym zmyślnym kamuflażem wędrujących krzaków.

Za menhirem siedział oparty o niego mniejszy okaz mieszkańca owej wioski i bawił się w kości.......ludzkie!!!!!!
Asteriks, to ty? Aleś ty się zmienił!
No wielkie zdziwko, naprawdę – kto by się spodziewał, że trolle jedzą ludzi!

A więc tak skończył jeździec...
Konia dopiero oprawiają, a z jeźdźca już kostki zostały? Ktoś się chyba dorwał do książki “Gotuj z Lecterem”. Swoją drogą wydawało mi się, że u konia mięcha więcej jest no ale najwidoczniej te trolle to smakosze są.
Może po prostu ludzie się krócej gotują?
Człowiek poszedł na przystawkę jako koreczek (czytaj: z palem w dupie).

Nagle czaszka nieszczęśnika potoczyła się w naszym kierunku... Troll obejrzał się za nią... i koniec konspiracji....
Mam wrażenie, że oni skradali się, idąc na bezczela krokiem marszowym, pokazując palcami i głośno komentując co ciekawsze widoki.

to tyle na temat bezszelestnego przejścia niezauważonym.
Oni przyszli po jakieś chwasty, czy chcieli przelecieć najładniejszą trollicę z haremu wodza?
Trolle zapewne uprawiały te pokrzywy na dachach, co by zamiast Vegety do zupy sypać.
Pokrzywa jest zdrowa! Trolle używały też lebiody, żeby było bardziej hipstersko.

Podnosząc się z ziemi, delikwent narobił takiego rabanu i krzyku że po chwili mieliśmy na karku, czterech uzbrojonych w owe prymitywne, lecz bardzo użytecznie wyglądające maczety.
Jesteście pewni, że ci z maczetami to nie byli krakowscy kibole?

Ciężkim krokiem i sapiąc z wściekłości biegły wprost na nas...zwykle nie będące zbyt wrogimi.... teraz raczej nie należało spodziewać sie uścisków.
A tamtego jeźdźca to z sympatii jak rozumiem pożarły?
Jak przychodzisz na imprezę na sępa, to nie dziw się, że ludzie chcą cię wywalić za drzwi.
W tym wypadku nie tyle nawet na sępa, co zwyczajnie bez zaproszenia.
Zastanawiam się, co powstrzymuje ich od wskoczenia na konie i odjechania stamtąd w diabły.

Oboje dobyliśmy mieczy i zawirowaliśmy sycząc młyńcami ruszając na nacierające stwory.
A potem zapląsaliśmy na paluszkach, furkocząc piruetami, a potem ja uderzyłam w pogo, a Odyn w obertasa.
Don Kichot walczył z wiatrakami, a oni najwyraźniej używają ich jako syczącej broni siecznej.
To raczej sztuczne ognie były.

Odyn zaatakował z impetem i okrzykiem który na mgnienie oka zachwiał ich pewnością.
Na chwilę popadły w zadumę nad własną orientacją, kiedy tyłek Odyna wydał im się apetyczny.
Odyn użył skilla Okrzyk Bojowy, wywierając efekt losowy na grupę przeciwników: Zmiana Orientacji, Zmiana Poglądów Politycznych, Zmiana Tożsamości; dodatkowo wszyscy otrzymali czasowy modyfikator +10 do Apostazji i -10 do Światopoglądu.

Ten ułamek pozwolił mu jednym potężnym cięciem powalić dwóch z pierwszych osiłków.
U Tolkiena trolle były wielkimi, silnymi sukinsynami, które gustowały w świeżym mięsku, a tu Odyn rachu-ciachu, raz mieczem machnie i dwa trupy gotowe. Wypadałoby się cieszyć, że wymoczek wreszcie przypomniał sobie, co to znaczy być bogiem, ale... nie, to chyba nie jest dobry pomysł.
Marudzisz, masz tu po prostu klasyczne combo taunt + critical hit, nic dziwnego, że wrogowie padają jak muchy.

Ja zawirowałam w piruecie ustawiając się za plecami towarzysza i ze zwinnością odparowałam (atomówką) (brokuły, bo już były al dente) kilka ciosów jednego z dwóch pozostałych... towarzyszy. Bo to trollowa komuna była.

Nagle jeden z nich kopnął piachem w twarz Odyna i z okrzykiem triumfu rzucił się na niego...
Troll sypiący piach w oczy wroga to prawie jak wilkołak rzucający w walce w przeciwnika suchymi gałęziami.

w tej samej chwili, unikając ciosu przeciwnika cięłam go głęboko pod ramię... Ostrze przeszło jak przez wodę...przeciwnik padł konając od nagłego upływu krwi...
Reasumując: elfka postury zwiewnej tnie mieczem trolla - na oko - trzy razy większego i szerszego niż ona, ostrze robi mu wielkie bubu i stwór momentalnie zdycha. Innymi słowy, albo troll miał konsystencję galarety, albo Galadriela używała zaklętej piły mechanicznej + 15 do zajebistości.
Ja obstawiam wersję z galaretką. A Galadriela trafiła go akurat w tę część z owocowym nadzieniem.
Swoją drogą popatrz - troll dostał pod ramię i zdechł, a Arwenie od dwóch dni jucha bucha i wciąż zdechnąć nie może.
Bo Arwena nie jest galaretką, tylko fontanną do czekoladowego fondue.

Kontem oka dostrzegłam akcje za plecami i nagle...
A tam tylko rżnięcie i ruchawka.
A Tobie to tylko jedno w głowie - a może jej o takie bankowe akcje chodzi?
Jakby to była tylko moja wina...
Skoro „kontem”, to bezsprzecznie chodzi właśnie o bankowe. Poproszę o kubeł zimnej wody dla Vivaldiego, bo coś mu się te trolle nieprzystojnie kojarzą.

świst i stuk...strzała przemknęła tuż obok mojego ucha i wylądowała w samym środku czoła ostatniego z atakujących nas Trolli...
Strzały w kolanie są już passée. Swoją drogą, czaszki ten troll nie miał?
W Śródziemiu można olifanta strzałą w czerep uśmiercić, a Ty się czepiasz.

Zaległa cisza...Odyn otrzepawszy sie z piachu i przetarłszy oczy
Oczy. Odrosło mu jedno?

spojrzał w tym samym co Ja kierunku...skąd nadeszła pomoc... niedaleko nas na niewielkim pagórku stał z łukiem w ręku Amras.
Biorąc pod uwagę, ile pagórków było w okolicy wioski trolli z RÓWNIN, to ferajna chyba do Rzymu zajechała.
Mówiłam, że to podpucha z tą równiną.

Uśmiechał się. - Dobre wiatry mnie tu zawiodły.-rzekł pochodząc- Gdybym nie dostrzegł waszych koni nie zatrzymałbym się tu.
Jak widać ich konie robiły większy rumor niż wściekłe trolle.
Ja bym powiedział, że to jednak w pewien sposób dobry objaw - co ma się w cudzą ustawkę wpieprzać?
A odgłos rąbaniny oczywiście nie zwabił tam większej liczby trolli?

Niestety jeden z nich...biały...zdaje sie Legolasa...bo szczerze powiedziawszy to jego spodziewałem sie tutaj...- to mówiąc spojrzał na przecierającego oczy cudzoziemca i zaklął... -Co on tu robi? Jak sie tu znalazłeś...Co jeszcze z dawnych widm nawiedzi mój los...- te pytania nie były zbyt przyjazne,
Zdjęcia z pierwszej komunii.
I stado starych ciotek opowiadających wszystkim, że gdy miał dwa lata, dłubał w nosie i pokazywał ludziom smarki.
Odyn na pewno poczuł się dowartościowany, gdy został nazwany “czymś”.

zdziwiłam się....On zna Odyna? - Nie to jest teraz ważne...- mimo wątpliwości przywołałam naglącą sprawę. - Arwen...Jest ranna...bardzo...- głos mi sie załamał-...czarna pokrzywa musimy ją znaleźć...Odyn....
...obiecał zrobić... samogon... i racuchy ze szpinakiem... ale... wszystko... zeżarł sam.

- Tak wiem - przerwał mi Amras - I wiem gdzie jest niedaleko
Ja też wiem, gdzie jest niedaleko. Tuż obok nieopodal.
I nie mogłeś ich pastuchu nazbierać?
Widać konie zainteresowały go zdecydowanie bardziej...

ale jest mały problem z końmi.... - Nie rozumiem...co jest z końmi?- zapytałam...Odyn milczał przyglądając się chmurnie Amrosowi -Ten biały, jak wcześniej wspomniałem zdaje się okulał. Nie nadaje sie do jazdy...
Symulant pewnie, nordyckiego zadu mu się wozić nie chce, ot co.
Skoro przywykł do noszenia eterycznego elfa, a tu mu się ładuje na grzbiet 100 kilo chłopa...

ale mogę zebrać zioła i zawieźć je do Aragorna...
Pierwszy pomysł w opku, w którym widać przebłysk logiki.
Mam przerażające przeczucie, że pierwszy i ostatni.

Mam jeszcze Athelas...to da razem dobry efekt ale tylko Aragorn może tego dokonać....
No patrzcie, a jednak! Trochę w nim tego króla zostało.

-Ja to zrobię! - moje serce wyrywało się do Arwen.
Kano wie coś o wyrywającym się sercu...


Oj tak, wie...
 
Mój mózg w tym momencie wyrwał się i uciekł. :>

-Wiem że Twój koń pozwala Ci dosiąść tylko Ciebie i tylko Tobie pozwoli na zabranie pasażera....
Rączy był nad wyraz i na galop szybki pozwalał. Widać, że krew prawdziwego ogiera w nim płynęła.
Ogier, a na dodatek monogamista.
Bo jak ktoś inny próbował dosiadać Galadrielę, to koń zaraz kopał i gryzł.

mój niestety jest na to za słaby.
Miażdżąca samokrytyka.

Poza tym muszę wytłumaczyć coś Aragornowi... Nieprzekonana lecz nie mająca innego wyjścia skinęłam głową i z bólem dodałam... - Spinaj konia przyjacielu...błagam.
Dawaj, pokaż, żeś facet, a nie elfia ciota!

- Pewnie Aragorn już to zrobił ale i ja dodam....-spojrzał na Odyna. - Jeśli jej spadnie włos z głowy odpowiesz przede mną....nie zrobisz nic przeciw niewiaście jak myślę, ale wolę Cię ostrzec...
Ja tak sobie myślę, że jeśli się widzi kolesia, który jednym ciosem zabija dwa trolle i który póki co nie ma wobec ciebie złych zamiarów, to może rozważniej byłoby jednak NIE GROZIĆ mu, żeby nie zaczął ich mieć?
Kolejny przebłysk logiki - skoro Odyn łaskawie przypomniał sobie, jak się wojuje, to może sobie przypomnieć także to, do czego służy jego własny “miecz”...
Wypadałoby również ostrzec Galadrielę, czego powinna się obawiać, ale to byłoby już ZBYT logiczne jak na to opko.

Na wyjaśnienia przyjdzie czas- dodał już do mnie - Bywajcie!- usłyszałam gdy gnał już przed siebie... Obejrzałam się na towarzysza...Co tu jest grane?.... Dosiadłam Eltah i wyciągłam rękę w stronę mężczyzny...zawahał się ale uchwycił ją... Podciągnął się sadowiąc za mną...
Moszcząc zad niczym kura na grzędzie.

Zwróciłam konia w kierunku naszego obozu...

LEGOLAS
Aragorn został z Arwena a ja ruszyłem w poszukiwaniu Artanis lecz gdy doszedłem do celu jej już nie było, postanowiłem troszkę sie rozejrzeć może gdzieś są blisko lecz niestety nie było, w tej chwili postanowiłem udać się w stronę powrotną.
“Ja pójdę górą, a ty doliną, razem się za wuja nie spotkaaaaamy!” A Legolas był blondynką. Zdecydowanie.
Może oni mieli precyzyjnie wyznaczoną marszrutę – pierwszego dnia dojdziemy do tego krzaka, drugiego do tamtego kamienia – żeby Legolas mógł ich znaleźć i wymieniać ploty?

W tym czasie Artanis z Odynem wrócili do Arweny i Aragorna natychmiast wzięli się za leczenie rannej, której stan był bardzo zły.
Jakby ze mnie wypłynęła krew zdolna do zapełnienia cysterny też czułbym się lekko nieswój.
A Legolas wiedział, co tam się dzieje pod jego nieobecność stąd, że na bieżąco śledził ich kanały na Twitterze.

- gdzie jest Legolas?! Spytała Artanis - poszedł was szukać bardzo sie niepokoił pewnie się minęliście. Odparł Aragorn - Żeby tylko zdążył wrócić. Odparł Odyn Ja w tym czasie byłem już bardzo blisko miejsca, w którym zostawiłem Aragorna i Arwenę.
*Napawa się pięknym przykładem narracji popierdolonej*

Zaczęło się ściemniać wiedziałem, że muszę sie spieszyć więc biegłem najszybciej jak mogłem
Chwila, moment - on się na poszukiwanie dwojga konnych pieszo wybrał? Racja, Viv - Legolas JEST blondynką.

gdy ujrzałem w oddali postacie krzyknąłem (chyba po to, żeby sobie kolejne orki na łeb zwalić) - Aragornie czy oni już wrócili?! - tak Legolasie już wrócili! odparł Aragon - A co z Arweną czy udało się pomóc? Spytałem - Tak Arwena została opatrzona i przeżyje ale w Rivendell Elrond będzie musiał ją zbadać i poddać leczeniu gdyż rana nie jest zagojona.
A gips i zszywki długo nie utrzymają.
- A czemu właściwie drzemy się do siebie na odległość?! - wydarł się Legolas.
- Nie mam pojęcia, ale mam wrażenie, że nakazuje mi to jakaś straszna siła! - odwrzasnął Aragorn.

Odparł ze smutkiem Aragorn Po czym udaliśmy się do Arweny, i gdy na nią popatrzyłem to Arwena się uśmiechnęła. - Musimy czym prędzej wyruszyć do Rivendell nie mamy czasu Arwena potrzebuje pomocy!
Uśmiechnęła się do mnie! To nie jest zdrowy objaw!

Krzyknąłem - Legolasie masz rację ruszamy! Odparła Artanis Wszyscy ruszyli w stronę Rivendell. Arwena jechała z Aragornem a ja pilnowałem tyłów by nikt nam nie zakłócił podróży...

ARAGORN
Z Arweną już było trochę lepiej na tyle żeby mogła wyruszyć a dalszą drogę ...
No ba, trochę pokrzyw i nawet wielka dziura w boku nie przeszkadza w jeździe konnej.
A co, ona niby bokiem, czy tyłkiem na koniu siedzi? :>

W mojej głowie było tysiąc myśli . Może to moja wina co się stało - pomyślałem, gdybym się nie zgodził aby przyłączyła sie do naszej wędrówki nic by się jej nie stało.
Na początku było Słowo, a Słowo było u Aragorna, i Aragornem było Słowo.
Ono było na początku u Aragorna.
Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
Co najwyżej Fritzl-Elrond kazałby jej wpierdzielać szpinak na śniadanie.
No, to już jedna myśl, czekam na 999 kolejnych. Albo nie, nie czekam.

Do Rivendell tak blisko już ... Jak ja spojrzę w oczy Elrondowi, nigdy mi nie wybaczy że nie potrafiłem jej ochronić. Powinnem (a przed winnem to już nie) to przewidzieć że może się tak stać - to jednak wszystko moja wina!!
Emo-Aragorn. Brakuje jeszcze, żeby się pociął własnym mieczem.
Oj tam zaraz pociął. Niech lepiej założy włosiennicę i się ubiczuje.
Albowiem bohater sponiewierany ma + 100 do zajebistości. *u*

A co będzie jeśli w ranę wda się zakażenie i Arwena nie dojedzie do domu ...
Brawo. Wpadli na to, że może wdać się zakażenie. Po dwóch dniach co prawda, ale zawsze coś.
Och mój boru, twa rana czernieje! Ach nie, przepraszam, to tylko te czarne pokrzywy...
Przez kilka dni krew z niej chlustała jak z przekłutego wampira, a oni się zakażeniem martwią.

- nawet nie chcę o tym myśleć. Czuje się taki bezradny ...
Niech mnie ktoś przytuli!

Moja wyprawa po mimo tego że jest moim przeznaczeniem w tym momencie straciła sens!!
To wszystko wina Francuzów:


Liczy się tylko życie i zdrowie Arewny muszę ją za wszelką cenę doprowadzić bezpiecznie do Rivendell.
Ta, co tam ratowanie świata, odradzające się zło i inne tego typu pierdoły - najważniejsze, żeby miał kto łóżko ogrzewać.
Ale czym on się przejmuje, skoro najwyraźniej ranna jest jakaś Arewna a nie Arwena?
Ale jaka wyprawa? To szwendanie się po Śródziemiu z Legolasem? Chyba że to jakiś Dunedainowy rytuał przejścia był.

Ostrzegłem moich towarzyszy że teraz musimy być bardzo czujni i ostrożni. - Legolasie ubezpieczaj tyły, a Ty Artanis i Odynie jeźdźcie na przodzie. - taka formacja pomoże nam lepiej ochraniać Arewnę przed niebezpieczeństwem ...
Z lewa i prawa nic nam nie grozi, przyjmijmy takie założenie.

Towarzysze posłuchali mojego polecenia i ustawili się w taki sposób jak im powiedziałem. Teraz trzeba mieć tylko nadzieje że bez żadnych przeszkód dotrzemy do celu ...
Ta formacja ma sens o tyle, że gdy orki zaatakują, to najpierw rzucą się na Legolasa lub Artanis i Odyna, a w tym czasie Aragorn ze swoją dupą będą mogli spieprzyć, gdzie ich nogi poniosą.
Gorzej, jeżeli wróg wespnie się na szczyty niecności i najpierw ich otoczy.
Albo nie da się zatrzymać przez jednoosobową straż tylną tudzież dwuosobową przednią.

AMRAS
Gdy zobaczyłem Odyna w gronie drużyny bardzo mnie to zaniepokoiło podczas podróży w dzikie ostoje północy (chyba żeby na renifery polować szukał endemicznych gatunków porostów) wiele o nim słyszałem (a poznał go zapewne po zapachu) (teraz już wiemy, że Śródziemie od północy graniczy z Asgardem. Ciekawe, czy na południu mają granicę z Narnią). Mam nadzieję że moi przyjaciele nie będą mu zbytnio ufać jednak nawet on może być pomocny w wyprawie w końcu nawet Golum okazał się pomocny w zniszczeniu jedynego pierścienia.
A nuż rzuci się na głównego złego i będzie mu podgryzał pięty.
Porównywać Golluma z Odynem...
No co, postmodernizm mamy, teraz inaczej się nie da!

LEGOLAS
Było już późno gdy dotarliśmy do Rivendell Aragorn szybkim krokiem poszedł po Elronda
Który najwyraźniej pełnił funkcję odźwiernego.
Po prostu Rivendell to przestrzeń w promieniu dwóch metrów od Elronda, ot wsio.

ja w tym czasie stałem przy Arwenie Artanis I Odyn rozglądali się wokoło. (nie wiem czy Odyn zagraża drużynie, ale najwyraźniej kradnie wszystkie kropki ze zdań) - Dziwne, nie sądzicie, że powinna być tu straż? Zapytałem. - Powinni i może są ale tylko nas obserwują! Odparła Artanis
Czają się w krzaczorach razem z Jeżem jak Bykiem.
Wstrętni skopofile.

po chwili oczekiwania wrócił Aragorn z Elrondem, który od razu zajął się ranną Arweną nas kazał zaprowadzić do sypialni byśmy odpoczęli (tak zwany “aktywny wypoczynek” we wspólnej sypialni, co?). nazajutrz obudzono nas i zaproszono na śniadanie, które było wykwintne nie brakowało niczego.
Prócz mięsnego jeża.

W trakcie śniadania dowiedzieliśmy się, że Arwenie nic nie grozi i dojdzie do siebie a co do naszej misji to Elrond zadecydował, że po południu odbędzie się zebranie komitetu centralnego i rodzicielskiego, na którym wysłuchamy Artanis oraz zadecydujemy co robić dalej w kwestii następnej pięciolatki i wycieczki klasowej do Mordoru, bo jak wiadomo
 

. Po śniadaniu każdy z grupy poszedł podziwiać piękne Rivendell ale Aragorn poszedł do Arweny, która się przebudziła. ja poszedłem razem z Artanis do miejsca podobnego do parku identycznego z naturalnym, w którym było mnóstwo ptaków i pewnej ilości innych zwierzątek,
I takich małych kaczuszek.
I tylko Fluttershy brakowało.
 

Artanis się nie odzywała cały czas była zamyślona a ja zastanawiałem się co robi Odyn.
To, co wikingowi przystało!
 

Zbliżało sie południe lecz Elrond jeszcze nie zwoływał na naradę.
Przecież miała być po południu, facet, aż tak ci do Mordoru śpieszno?
No weź, ile się można po parku włóczyć.

nagle do parku wbiegł Aragorn krzycząc - Artanis i Legolasie Arwena chce z wami rozmawiać. - A już się obudziła? Zapytałem
Nie, Pazuzu przez nią przemawia.

- Tak obudziła ona chce O boru! uczestniczyć w naradzie! rzekł Aragorn - W takim razie trzeba zobaczyć jak się czuje i co od nas che Guevara. rzekła Artanis Po czym udaliśmy sie do Arweny...

AMRAS
Przybyłem do Rivendell późno w nocy od strażników (o, już wyszli z krzaczorów?) dowiedziałem się że drużyna dotarła bezpiecznie w te spokojne ostoje i że okolica obfituje w tyle dużo endemitów z Arweną jest już o wiele lepiej co szczerze mnie ucieszyło. Bardzo ubolewałem nad tym że nie będę mógł jej teraz odwiedzić.
Bo pluje żółcią i wygina członki pod dziwnymi kątami?
Obraca głowę o 180 stopni i wyczynia nieprzystojne rzeczy z krucyfiksem?

Zaniepokojony byłem też poczynaniami Odyna więc czym prędzej udałem się do Elronda. Wyjaśniłem mu całą powagę sytuacji i doszliśmy (gratuluję, panowie...) że mamy dwa wyjścia albo ukryć pierścienie albo je zniszczyć.
Wywiezienie ich na zgniły Zachód było dla towarzyszy pomysłem obrażającym ich ideowe zaangażowanie?
A co z wątkiem elfów ze Wschodu i zniknięciem pierścieni na czarnym rynku?

Druga opcja była bardzo ryzykowna bo tak naprawdę nie wiadomo czy tylko te trzy pierścienie przetrwały jeśli przetrwałby czwarty to po zniszczeniu trzech Sauron wróciłby do życia, a ostatni pierścień stałby się jedynym.
Zaraz... dziewięć dla ludzkich władców, siedem dla brodatych pokurczów, trzy dla elfich wymoczków i jeden, który w Orodruinie zamienił się w kupkę popiołu, redukując tym samym Saurona do mokrej plamy.... O jakim urrwa pierścieniu my tu mówimy? oO
Może o tym?
Crossover - U doing it wrong.
Może z tymi pierścieniami władzy jest tak z rybkami zmieniającymi płeć: jeśli w okolicy zabraknie samca, jedna z samic zmienia sobie co trzeba i już gra; tak samo tutaj: z braku Jedynego Pierścienia inny pierścień nabiera jego cech?

Powaga sytuacji miała być przedstawiona na wykresie naradzie jutrzejszego dnia i na niej miało być postanowione co powinniśmy zrobić. Wyjaśniłem Elrondowi że z rana przybędzie potomek Sama nieustraszonego który towarzyszył Frodowi w ciężkiej wędrówce (a potomek miał na imię Marty Mcfly?),
Ale jaki znowu potomek? To ile pokoleń minęło od Wojny o Pierścień?

drzewiec (to od dzidy ten drzewiec, tak? Bo chyba nie Drzewacz) pasterz drzew z ciemnego lasu Fangornu, a także przedstawiciele Rohanu i Gondoru.
Boromir przybędzie na swym koniu, skoro już zebrało się wszystkim na powroty z mogiły. Jeżeli Martin nie wskrzesi Neda Starka, to może chociaż Tolkien Boromira?
Zostawcie Seana Beana w spokoju! Niech chociaż w tym blogasku nie ginie!

Poradziłem też uważać na jednego z towarzyszy Aragorna ponieważ gdy podróżowałem po dzikich ostępach północy w poszukiwaniu niedźwiedzi polarnych spotkałem go w kurhanie jego braci
Pytanie co Amras robił w cudzym grobowcu?
No szukał rzadkich porostów, mówiłam przecież!
Czemu Wili i We leżą w kurhanie w Śródziemiu?

rabował go nie wiem po co tu przybył lecz warto na niego uważać a w podróży dla drużyny był pomocny zna się na ziołach (buch, buch, buch!) i wie jak ranić wroga.
Obraźliwymi i pozbawionymi empatii wpisami na facebooku.
*ekhu* bógwojny *ekhu*

Po długich rozmowach postanowiłem odpocząć przed dzisiejszą (całą noc gadali, tak? No jak gadali, jak doszli? Widać, po drodze coś im wypadło) naradą więc poprosiłem o kwaterę i jakąś strawę gdyż od paru dni nic nie miałem w ustach.
Trzeba było żuć te pokrzywska...

17 komentarzy:

Serenity pisze...

Analizujcie dalej! Please, chcę widzieć wasze komentarze do tej pożal się borze, narady...

Pozdrawiam,
Serenity

Babatunde Wolaka pisze...

Wodogrzmoty Arweny i akcja z trollami po prostu wymiatają. Całe to towarzycho o imionach przypadkowo zbieżnych ze sławnymi bohaterami Środziemia (plus Odyniec) ma znacznie więcej szczęścia niż rozumu i tylko dlatego zwycięża w walkach, że przeciwnicy są jeszcze bardziej mamejowaci. Rozłożył mnie też Aragorn gapiący się spokojnie na Arwenę, gdy ta buchała krwią.

Gify i obrazki bardzo dobre. "W górę serca, wznosimy je do Pana" - zaśpiewał Kano.

Coś mi się widzi, że dalsza część tego opka będzie próbowała odtworzyć fabułę LotR. Poważna rana? Była. Narada? Zaraz będzie. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Amras zginął w walce z jakimś big bossem, a potem powrócił w innym kolorze.

hasło: mplawkin. Dzisiejszą analizę sponsoruje M. Pławkin, rosyjski producent kąpielówek.

Nolofinwë pisze...

Zabiło mnie Śródziemie, które od północy graniczy z Asgardem, a od południa z Narnią. I Rivendall rozciągające się dwa metry od Elronda. Analizujcie to dalej, bo mimo że tekst jest profanacją Profesora, to wasze komentarze to arcydzieło.

Lady of the Hawk pisze...

A mi się podobało "Zwróciłam konia" - to ciekawe, kiedy zdążyła go połknąć i jak się jeździ na zwróconym koniu???

Anonimowy pisze...

Ok. Do każdej analizy tego opka zabieram się zawsze kilka razy. Nie mogę... to jest zbyt raniące. Dlatego pomimo Waszej cudownej analizy nie potrafię przeczytać tego tforu bez płaczu/lamentu/innych bzdur.
Z poważaniem,
Ja.


Hasło: dstity soludi. Pomysły?

Anonimowy pisze...

Mmmm, narada z taką dojrzałością i wyrafinowanym słownictwem będzie bardzo ciekawa. Musicie koniecznie zrobić kolejną część, dawno się tak nie uśmiałam z głupoty ~~

Anonimowy pisze...

Narada cudna,wiking i Mordor też.
Wpisy na facebooku i rybki mnie zjadły..
(teraz już wiemy, że Śródziemie od północy graniczy z Asgardem)
Chyba tym ze "Stargate'a"
"Chichocze jak głupek"
Chomik

Kot Pocztowy pisze...

„Poradziłem też uważać na jednego z towarzyszy Aragorna ponieważ gdy podróżowałem po dzikich ostępach północy w poszukiwaniu niedźwiedzi polarnych spotkałem go w kurhanie jego braci
Pytanie co Amras robił w cudzym grobowcu?”
Jak to co? To oczywiste - szukał ścian ze słowami mocy: http://4.bp.blogspot.com/-9J-G2x24ZzE/TtB3aDCV9EI/AAAAAAAAAME/ZbP3QCkv7dw/s1600/Skyrim_Word+Wall.bmp
No i ogólnie, YOL TOOR SHUL.

(A, no i pisze się "fus ro dah", nie "fus roh da". *czepia się*)

Joł.

Anonimowy pisze...

Dziś przeszliście samych siebie(wzmocniona załoga daje więcej mleka;-) dlatego żądam(!!!) więcej. Choćbyście mieli od tego opka sczeznąć a wcześniej odejść od zmysłów- analizujcie!

Anonimowy pisze...

Gdzieś tak od połowy, do samego końca dławiłam się żem śmiechem =)
Przeborsko.!

Anonimowy pisze...

Ja nie mogę tego czytać. To jest okropne i straszne. Ja nie wiem gdzie tu jest początek a gdzie koniec zdania, ani co kto mówi. Idę się popłakać, a Analizatorkom gratuluję silnej woli i współczuję gorąco. :'(

tuptaczek

Bolo pisze...

Muah, zajeanaliza :D

Nagle czaszka nieszczęśnika potoczyła się w naszym kierunku... Troll obejrzał się za nią... i koniec konspiracji....

No i wpizdu wylądował. I caly misterny plan też wpizdu...

Liczę na kontynuację, tak głupiego blogaska już dawno nie było. A jak był to bezkanonowy ;)

Bolo.

Anonimowy pisze...

Boskie :) Nie kończcie jeszcze tego opka! Błagam. Dawno żadne nie nadawało się do analizowania jak to.
A analizers przegenialny :)

Anonimowy pisze...

"Pomyślmy: Galadriela wyrwała Gandalfa ze szponów śmierci po walce z Balrogiem, w Rivendell wyleczono Froda z ran zadanych przez Upiora Pierścienia, a tym ciulom nie przyjdzie nawet do głowy zatamować krwawienie"

;-D

To mnie rozwaliło na części pierwsze i zamiotło pod dywan, a to dopiero początek. Już nie mogę się doczekać co będzie dalej, idę czytać dalej.

Wilcza Jagoda pisze...

Legolas i Aragorn wydzierający się do siebie pod wpływem strasznej siły wycisnęli łzy z ócz mych jasnych.
Może to i perwersja, ale chcę jeszcze xD

Pozdrawiam dzielnych analizatorów!

Anonimowy pisze...

Mi tam Amras kojarzy się z Gandalfem...

Ryszard Mikke pisze...

- Aragornie czy oni już wrócili?!
- tak Legolasie już wrócili! odparł Aragon
- A co z Arweną czy udało się pomóc? Spytałem
- Tak Arwena została opatrzona i przeżyje
- A Twoja siostra zdrowa?
- Zdrowa, zdrowa, dziękować!


https://www.youtube.com/watch?v=CaacZbixZ2E