piątek, 27 kwietnia 2012

II Zjazd Robotniczej Rady Rivendell, czyli Śródziemie po aŁtoreczkowemu cz. 4


Witajcie!

Bez owijania w bawełnę, grzecznych wstępów i kurtuazyjnej zapowiedzi: czwarta część potwornie strasznej i nieziemsko dziwnej opowieści o masakrowaniu Tolkiena właśnie ląduje na waszych talerzach, niczym wciąż parujący but Charliego Chaplina. Jako że atmosfera gęstnieje a stężenie absurdów osiąga pułap, przy którym poruszanie się czymś innym niż czołgiem jest niemożliwe, analizatorzy zapakowali się do własnego walca drogowego, wyciskając z tForu Pisaka ostatnie soki - oczywiście ku chwale Ojczyzny. Przygotujcie się na solidne pidżama party, desant zakamuflowanych rycerzy Jedi, zalew rynku podróbkami z Chin, wieczorki poetyckie i walkę z imperialistami, przed którymi drży nawet Nicolas Cage.

Rada Ocalenia Rivendell wprowadza stan braku logiki na terenie całego Śródziemia...


Blogaska zanalizowali: Kalevatar, Vivaldi i Pigmejka


Rozdział 3 - NARADA W REVENDELL

A gdzie to...?
W Dolinie Żywych Trupów.

ARTANISJak cicho...ptaki śpiewają tak słodko, że aż lżej się oddycha...Rivendell.
Zwłaszcza jak taki ptaszek z emocji pryknie kupką i ta kupka spadnie nam prosto na głowę.
Jak te ptaki śpiewają, że jest "tak cicho"? W trelu migowym?

Wreszcie chwila spokoju w szalonej gonitwie... strachu, niepewności.
Idą, idą! Strach na prowadzeniu, ale Niepokój tuż za nim, ledwie o długość łba, ale Głupota już ich dogania, idzie jak burza!

Arwen jest już bezpieczna a to najważniejsze.
Jak wróci Sauron to mu ją oddamy na pożarcie, będzie z niej jakiś pożytek.
Daj spokój, jaki Sauron? Przecież on od początku jest jakby na dalszym planie, w formie mrocznych dekoracji ozdabiających scenę, na której rozgrywa się dramat rannej elfki.
I zbiorowy gwałt na Kanonie.

Aragorn u niej był... nie wiem czy mam się z tego cieszyć czy martwić... Gwiazdko...


Moje rozważania przerwał, spacerujący ze mną Legolas... -Pani...-spojrzałam na niego karcąco, ale po chwili odpowiedziałam uśmiechem. -Wiem że wszystko co dzieje się teraz wokół Ciebie, jest trudne do ogarnięcia...
Prawie jak u studenta w czasie pisania magisterki.
Galadriela spojrzała na otaczającą ją pustynię i uznała, że nie ogarnia tej kuwety.
Ale akurat Legolas ma rację - to, co się tu wyprawia, JEST trudne do ogarnięcia.

Lecz bądźmy dobrej myśli... Jesteśmy tu, gdzie została podjęta ważna logiczna i słuszna decyzja posłania kilku pokurczów do Mordoru... Pewien jestem że i tym razem tak będzie...
To miejsce ma taką aurę - sprzyja wysyłaniu obcych gości w pełną niebezpieczeństw wyprawę, żeby zrobili coś, czego nam się nie chce. W sumie trochę jak dziekanat.

Położyłam mu delikatnie dłoń na ramieniu w podzięce za dobre słowa...

Później przyszedł Aragorn i zawołał nas, byśmy na życzenie Arwen poszli z nią porozmawiać. Była słaba lecz wyglądała dobrze... to miejsce i jego Pan, potrafili działać cuda...
Przekonywaliśmy się o tym nie raz, przez wieki...
No ba, zmieniać wodę w wino, chleb rozmnażać i zwoływać narady, na które ludzie z drugiego końca świata przyłażą. Poza tym musiał być jakiś powód, dla którego mu córkę oddałaś, nie?
To brzmi raczej tak, jakby Rivendell było jakimś ośrodkiem uzdrowiskowym, a Elrond - wyjątkowo zmyślnym szefem uzdrowiska.
Przez wiele wieków Elrond nakładał na ludzi ręce i raził ich bioprądami.

Rozmowa była krótka.... Na powitanie podeszłam do łoża w którym leżała i delikatnie ucałowałam Ją w czoło... chwyciła mnie za dłoń, usiadłam obok niej. -Proszę przekonaj Ojca bym mogła brać udział w naradzie...Chcę wiedzieć co robimy dalej?
Bo ja muszę, bo tam będą tacy śmieszni ludzie i wata cukrowa, i baloniki, i w ogóle będzie fajnie i kucyponkowo!
Bo poprzednią naradę ominęłam, zajęta staniem na mostku i czekaniem na Aragorna, żebyśmy mieli razem takie fajne pamiątkowe ujęcie przed wodospadem.

-Co dalej??!! Masz nadzieję że po tym co sie stało weźmiesz udział jeszcze w jakiejkolwiek wyprawie??!! Nawet po kabaczki do warzywniaka? Jeśli tak to jesteś w błędzie.-odparłam ze złością. I tupnęłam nóżką.
-Ależ babciu!!-jęknęła Arwen
I też tupnęła nóżką.
To ja też sobie tupnę, a co. *tupie nóżką*

-Przecież Cię prosiłam!! Nie mów do mnie...BABCIU!!!
You will call me... Commander!
Albo Stefan.

-Ależ Babciu-jęknęła żałośniej
-Ugh! Arwen! Czy Ty naprawdę nie rozumiesz że mogłaś zginąć!? Czy nie widzisz że wszyscy, jak tu stoimy włącznie z Twoim ojcem martwimy się o Ciebie?! Czy jesteś tak bardzo samolubna i lekkomyślna że nie dbasz o to co czują inni?! -prawie już krzyczałam.
Da się zauważyć - gdyby krzyczała, potrzebowalibyśmy zdecydowanie więcej wykrzykników.
Rozumiałabym tę scenę, gdyby Arwena była w tym opku nastolatką. Rozumiałabym, gdyby panie kłóciły się o wyrzeczenie się nieśmiertelności na rzecz towarzyszenia Aragornowi. Ale tak - to ni w ząb nie rozumiem.
A ona nie jest nastolatką? Kilkusetletnim kobietom nie daje się szlabanu na imprezy.

Moje słowa sprawiły że pobladła, lecz podejrzewam większym efektem było to, iż Aragorn i Legolas byli przy tej rozmowie...
Co tam dziura w boku, widmo śmierci, Fritz-Elrond i rugająca babcia - CIACHA to wszystko zobaczyły i teraz będą się ze mnie śmiać i nie zabiorą na dyskotekę.
A do kina Aragorn zaprosi pewnie tę różową, pustą blondi, Eowynę.

Wstałam i podeszłam do drzwi... -Zrobię co mogę... naleśniki po meksykańsku? Pierogi z grzybami! Pranie? lecz pamiętaj. Ty sama musisz dojść do porozumienia z Ojcem,
Chciałam tu wrzucić sążnistą aluzję do Campbella i Bohatera o tysiącu twarzy, ale w porę się opamiętałam.

musisz z nim porozmawiać. On i Twoi bracia naprawdę sie o Ciebie troszczą. - dodałam nieco łagodniejszym głosem - Dziwie się, że Obaj nie stoją na straży przed Twoim pokojem.
Jak przystało na porządnych cieciów, poszli do kanciapy oglądać komedie i zajadać się donutami.

Posłałam jej uśmiech i życzyłam dobrej nocy...Aragorn i Leg, pożegnawszy sie również wyszli.
Trzymając Arm pod pachą.

W nocy przybył Amras, wiem że spędził na rozmowie z Elrondem kilka godzin... Jeszcze sprawa Odyna... moje serce mówi że nie jest złym człowiekiem...
Bo w ogóle nie jest człowiekiem?
Ale jakoś mu dobrze z oczu patrzy.
Zwłaszcza z tego, którego nie ma.

walczył z nami ramię w ramię, pomógł mi i Arwen... mam u niego dług... Ale reszta ostrzega mnie przed nim... miło mi że martwią się o mnie ale... nie mam bądź co bądź kilku lat..
Co najwyżej kilka tysięcy. Mniej więcej 12 474 lata, według moich pobieżnych obliczeń. Co w sumie i tak nie robi różnicy, bo zachowuje się, jakby tydzień temu z jaskini wyszła.
Oj tam zaraz z jaskini... Raczej z przeciętnego gimnazjum.

Nazajutrz rano obudził mnie dźwięk trąb i śmiechy bliźniaków. Wyjrzałam na taras mojej komnaty... widoki zapierały dech w piersiach...
Te wszystkie zdobienia, obłe powierzchnie, detaliki, kolorki, układające się w cudną feerię kształtów... tak, to był ładny taras.
Och nie, moim zdaniem chodzi raczej o to, że z tarasu można było zobaczyć swawolących bliźniaków - tak jak TUTAJ.

Była późna wiosna...wszystko kwitło..
I komary bzykały. A nie sorry, to tylko Aragorn...

Z tarasu widziałam jak dwaj starsi bracia Arwen toczą udawany pojedynek na miecze...
Machają kijami i robią *wzzzium*, *wzzzium*?
Miecze, muehehehehehehe... *zarechotała Pigmejka, po czym umilkła, zażenowana własnymi skojarzeniami*

Śmiech wypełniał podwórze... na schodach obok przysiedli Legolas i Aragorn śmiejąc się z popisów bliźniaków.
Przepraszam, mowa jest o STARSZYCH braciach Arweny, tak? Mających w tym momencie ponad 3 tysiące lat?
Taak, a nieopodal Elrond rozsiadł się w bujanym fotelu, przykrył się kocem, wziął kota na kolana i dręczył każdego napotkanego nieszczęśnika opowieściami o tym, co też robili z Gil-Galadem i Isildurem na wojnie w 3441.

Z niedaleko stojącej ławy, pod pięknym ażurową altanką przyglądał się wszystkim Odyn... milczący i zamyślony, siedział bez ruchu.... sam. Ubrany w odświętny kaftan... teraz poznawałam... Nordyckie odzienie.
Wiózł je ze sobą cały czas, idealnie zaprasowane w kant, specjalnie na podobne okazje.

Wiking?! Dłuższe włosy zaczesane i porządnie ułożone, Po czym poznać Odyna? No przecież, że po odświętnym kaftanie i fryzurze, a nie po braku oka, magicznej włóczni czy towarzyszących mu dwóch krukach i wilkach oraz ośmionogim koniu. To elementarne.
Zgodnie z tym tokiem rozumowania, filmowy Aragorn po bitwie na polach Pelennoru stał się wikingiem - w końcu umył i nawet uczesał włosy!

miecz który dostał od Legolasa gdzieś znikł... czyżby Elrond też uważał go za niegodnego zaufania?
Obcy facet, który nie wiadomo skąd się wziął i czego chce, ale jest w stanie zabić jednym ciosem dwa trolle - no faktycznie, chamstwo ze strony Elronda, że jednak nie pozwala mu łazić z żelastwem u pasa.

Spojrzał w moją stronę i zamarł. Uśmiechnęłam się do niego. W odpowiedzi wstał i złożył mi bardzo wytworny ukłon spoglądając dziwnie na mnie. Przez skórę przeszło drżenie... przyjemne... dziwny człowiek.
I wszystko wiadomo - Arti sfiksowała, bo dawno chłopa nie miała.
Było siedzieć u boku Celeborna, a nie szlajać się po lasach. Wtedy by jej dreszcze na widok obcych typów nie przechodziły.
Ale Celeborn trochę mydłkowaty, a ten obcy taki męski...
Mięski raczej. Mięsisty znaczy się.

Dostrzegli mnie walczący na dole Elladan i Elrohir równierz skłonili się dwornie i zawołali dźwięcznie jeden przez drugiego...
-Jasna....
-Łuna...
-Wstała...
-Nad...
-Naszym....
-Domem....
-Cieszmy się!-zakończyli chórem
- Tuliiiimyyyy!!! - krzyknęły jeszcze na koniec elfie teletubisie.
Wreszcie ktoś do robienia nam kanapek do szkoły.
A oni nie dawali właśnie subtelnie do zrozumienia, że ktoś im dach podpalił?

Zaśmiałam się ciepło i pomachałam im. Aragorn i Legolas wstali (muszę przyznać że w tych odświętnych szatach wszyscy wyglądali jak książęta... hm... piękni)...
Nie to co elfy w Lorien, jakieś takie brzydkie, włosy w uszach mają i im z gęby cebulą zajeżdża.
W dodatku czepiają się stopami gałęzi i obrzucają przechodniów łajnem... a nie, to jednak szympansy.

-Artanis! - zawołał Aragorn - Elrond prosił żeby dać mu znać kiedy się zbudzisz. Teraz będziemy śniadać, a po jedzeniu rozpocznie się narada...
Odparłam ze zaraz schodzę i poszłam ubrać się tuniki w bardziej oficjalną szatę...
Założy szatę na naramkach, zrobi letki makijaż i zejdzie na śniadanie, ołje!
Ale wcześniej jeszcze ubierze tunikę w szatę.

Białą długą suknie, prostą i ozdobioną tylko pasem kutym z Mithrilu w srebrne liście...
Galadrielo, jesteś pewna że sięgnęłaś do właściwej szafy?

na uczesane włosy, opadające luźno wpleciono mi perły i krople do nosa kryształków górskich...
W związku z czym przy każdym poruszeniu głową błyszczałam jak kula dyskotekowa.

Zeszłam na śniadanie. TAK!!! Na zebranych wokół stołu gościach wyczytałam radość z mojej osoby...
No ba! A teraz babo jazda do kuchni, bo mięsiwo niegotowe i wino jeszcze w piwnicy leży, raz, raz, raz!
Ciekawa jestem, gdzie ci goście mieli tę radość wypisaną. Na szatach, albo na czole? A może mieli te naszyjniki z literek układających się w określone wyrazy?
Ktoś tam chodził z nożykiem i wycinał pracowicie.
Czyżby porucznik Aldo Raine?

ale wejście Arwen było równie efektowne bo w slow motion...jej suknia koloru szarego srebra bo “srebrny” jest dla plebsu eeee, ja tam bym wolała złote srebro migotała przy każdym ruchu niczym sygnalizacja świetlna
 
Arwena pomyliła śniadanie z galą wręczenia Oscarów?

dekolt skrywał tyko jedną ozdobę jej osoby.
Jeśli tę ozdobę trzeba było SKRYWAĆ i to pod DEKOLTEM, to ja naprawdę nie chciałbym poznać Arweny...
Nie wiem, o czym pomyślałeś, ale mnie się skojarzyło to:

Ee tam, po prostu dziewczyna wyjątkowo ładny mostek miała. Każdy ortopeda jej to mówił.

Klejnot zawieszony na cieniutkim łańcuszku...włosy czarnymi falami spływały na ramiona.
Z tego klejnotu? O.O

Aragorn oniemiał. Biesiada była wyborna....
No po prostu
 

Nasuwa się pytanie, co oni tam tak naprawdę konsumowali. Albo kogo.
Siebie nawzajem, na to wygląda.

Tuż po niej zaczęli przybywać posłowie z zaproszonych na naradę państw...Gondoru i Rochanu.
Przyszli na sępa, więc zostały dla nich tylko okruszki.
Do tego jeden był z jakiegoś dziwnego RoChanu, spoza Śródziemia. Aż dziw, że nie Ruchanu.

Zebrani w pięknej sali pełnej białych marmurowych posągów Elfów, rozmieszczeni na wygodnych krzesłach przebrani znów w zwykłe skromne ubiory goście gospodarze i posłowie przyglądali się sobie ciekawie.
No, pobawilim się, pojedlim, popilim, to można smoking wsadzić do szafy i w dresie pogadać o ratowaniu świata.
Może to nie narada, tylko pidżama party?
Ciekawe, czy Arwena zmieniła tę oczojebną kiecę...

-Witajcie-wstał Elrond i pierwszy zabrał głos... - Większość z was wie dobrze po co zebraliśmy sie tu na naradę.
Konieczność przerzucenia na wschód kilkudziesięciu kradzionych sztuk sprzętu RTV nie ulegała wątpliwości.
By połączyć świętym węzłem małżeńskim...
Otwieram obrady VI zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej...

Chciałbym powitać przybyłych tu gości.
Ale tego nie zrobię.

Jest z nami Namiestnik Gondoru Faramir syn Denethora.
Eomer bratanek króla Theodena.
Przy okazji sam król, ale kto by sobie tym zawracał łeb.

Tolman zwany Tomem syn Sama Gamgee z Hobittionu i absolutnie nikt z Hobbitonu Tom Bombadill który zaszczycił nas swoją obecnością przyprowadzony tu przez Amrasa na postronku. Już widzę jak facet, na którego Jedyny Pierścień nie miał wpływu i dla którego wiekowe elfy były bandą gówniarzy teraz idzie grzecznie podyskutować o czymś, co zapewne obchodzi go w stopniu znikomym.
Jeeejku... ty ciągle szukasz tu logiki? :D
Właśnie, może po prostu mieli darmowe ciastka?

Wiem też od niego że Drzewiec, z lasu Fangorn miał przybyć tu do nas lecz jakieś ważne sprawy zatrzymały go po drodze.
Zapewne zauważył absurdalność tej narady i wykpił się problemem z korzonkami.

Zebrani Elfowie i młody hobbit uśmiechnęli sie do siebie, wiedząc ze nawet krótka myśl jest w stanie zatrzymać na godzinę pasterza drzew,nie zbyt pochopnego w działaniach.
Dzięki Boru, choć on jeden myśli...

-Tym którym nie jest znana historia - ciągnął dalej Elrond - niech może Artani s (czyli Artani w rozmiarze 36)- nasz droga przyjaciółka wyjaśni po krótce, a wtedy zabierzcie głos w sprawie...
Nie, żebyście mieli jakikolwiek wpływ na decyzję, no ale skoro to fantasty, to narada musi być. A że przy okazji propagujemy demokrację, może Hollywood sypnie groszem na adaptację.

Wskazał na mnie ręką. Wstałam skupiając na sobie wzrok zebranych.
-Jest wiadome wam obecnym że źle zaczęło sie dziać w Śródziemiu...
Ktoś wlał Sauronowi truciznę do ucha, a na baszcie straszył duch Gandalfa.
A królowa Gertrudiela zaczęła zdradzać męża z nowym królem Danii, Ody... to jest, Klaudiuszem.
Orły znoszą kwadratowe jajka i nawet w małych ogródkach nie przyjmują się karczochy.

-Widzę tu twarze mi znane ale i obce mej pamięci (za to bardzo zaprzyjaźnione z jej sklerozą). Świat się zmienił... to co było znane nam jako wyzwolony świat spod władzy i mocy  opresyjnego patriarchatu czarnych chmur Saurona...przepada znów pod ciemnym widmem zwątpienia...
< krzyczy cicho z kąta > Więcej patosu! Więcej patosu!
*rozsypuje dookoła konfetti z marmuru*
*dorzuca Jar-Jar Binksa, żeby mrocznemu widmu stało się zadość*

-Coś czai się w sercach ludzi i Elfów... Mrok rozsiewany prze (w sensie że rodzi?) jeden z pierścieni darowanych przed wiekami Elfom... Narya... pierścień przemieniony mocą złego.
Czyżby Gandalf przeszedł na ciemną stronę Mocy?
Balrog go chytrze podmienił!

Mam powody przypuszczać że świat nasz jest w ponownym niebezpieczeństwie. Moc trzech wchłonęła w siebie moc pozostałych zniszczonych już pierścieni.
Ciamkając przy tym i robiąc OM NOM NOM NOM.
Bo w przyrodzie nic nie ginie, a już w ogóle Ci Źli.

Jednym z nich jest ten oto - Nenya- pierscień światła i wiedzy.
Który teraz zmienił się w pierścień ciemnoty i głupoty, co wiele wyjaśnia.
No to już wiadomo, czemu tu tyle bieda-polityki.

To mówiąc pokazałam uniesioną w górę dłoń na której palcu (ołje, pierścień stał się zUy, ale to nie jest powód, żeby przestać go nosić, prawda.) błyszczał oprawiony w Mithril magiczny diament...Westchnienie odbiło się od ścian sali...
I obolałe wypadło przez okno.

-Hej dol merry dol!- Zakrzyknął Tom Bombadill - Piękny pierścionek...mądrością zabłyszczał, rosa w nim świeci i oczy zamydla! A w Falloucie radzili, co by z dala się trzymać od świecącej wody...Tom chyba wypił tej “wody” zbyt wiele...
To jest Tim Benzydryna!
"W żyłę wal! trawę pal! Zagryź meskaliną!
Wdychaj hasz! Łykaj crash! Popraw metadryną!
Nie ma odlotu bez kompotu! Jam jest Tim Benzedryno!"

Wszyscy popatrzeli na uśmiechniętego Toma, który wpatrywał się w moją dłoń.
-Pani- wtrącił Amras...pozwól że przejmę opowieść.- skinęłam głową siadając na miejscu. Amras wyszedł na środek sali...i założywszy dłonie za siebie, począł przechadzać się w koło przed zebranymi.
Bawił się hula-hop, racząc zebranych czerstwymi żartami.
Wydało się, to nie Amras, to Karol Strasburger.
To nie był Amras, tylko hostessa z ciasteczkami. Ale rozumiem pomyłkę, te elfy wszystkie do bab podobne...

-Wiem że moc pierścieni jest podzielona...z moich ustaleń wynika że, żeby moc wszystkich trafiła do tego jedynego...musi być zniszczona pozostała dwójka z których jeden przed chwilą widzieliście.
Bo może być tylko jeden! < rzekł pierścien, skracając przeciwnika o rubinowe oczko >
Jestem ciekawa szalonej pracy umysłowej, jaka bez wątpienia stała za tymi ustaleniami.

-Wytłumacz nam jednak elfi mędrcze, skąd pewność że pierścienie są w stanie znów nam zagrozić. - wtrącił Eomer.
Ja się przede wszystkim zastanawiam - jak? Rzuci im się we śnie do gardeł ten pierścień i spowoduje śmiertelne zakrztuszenie?
Był zabójczy kondom, była mordercza opona, było żarłoczne łózko, czemu więc nie pierścień?

-Czyż nie powiedziano nam, że całe zło było w tym jedynym, zniszczonym już pierścieniu?
I Love Parade, związki partnerskie, tolerancja dla orków, dopłaty dla rolników, las Fangorn na liście Natura 2000, męskie torebki i folk metal.
I Legolas surfujący na tarczy.

-Właśnie- odezwał się hobbit Tolman -Czyż mój ojciec nie był przy zniszczeniu tego strasznego siedliska złych mocy? Amras zamyślił się na chwilę.
- Masz na myśli squat Elba?

-Nie do końca....-odrzekł po chwili. Przez zebranych przeszedł szmer.
-Jakimś cudem Sauron ostatnimi resztkami sił opętał kogoś, kto wszedł w posiadanie Naryi.
Nicolasa opętał? Jestem skłonna uwierzyć. :/

Przelał w niego moc zwątpienia i rozpaczy, a przez to że trójka jest połączona z sobą mocą bliźniaczą, została przeniesiona na trzy pozostałe.
Innymi słowy zatruwając jeden zepsuł wszystkie... co za baran kuje pierścienie, które można splugawić w tak durny sposób?
Zaczynam podejrzewać, że na tych pierścieniach jest taki maleńki napis “Made in China”...
A ja zaczynam podejrzewać, że Sauron w jakiś sposób przelał też swoją moc na mój kubek z herbatą, bo zwątpienie i rozpacz ogarniają mnie teraz bezustannie.

Tylko po zebraniu pozostałych dwóch jest w stanie przywrócić moc temu jednemu.... Którego już nie ma, ale wuj z tym -Jak to?! - Oburzył się Odyn- Nawet Ja słyszałem o wojnie toczonej na tych ziemiach...
W XX wieku książka o tym była hitem, naprawdę! A jeszcze jak film nakręcili...

o jakiej przywróconej mocy mówisz?
O Mocy spajającej wszechświat, oczywiście!
O skalarnej wielkości fizycznej określającej pracę wykonaną w jednostce czasu przez układ fizyczny.
O zachwianej równowadze, kosmicznym konflikcie dobra i zła, czyli wszystkich tych rzeczach które sprawiają, że boru ducha winnego kolesia wyciąga się z domu, bo Quest.

Przemawiający spojrzał na Odyna wzrokiem mówiącym wiele o rozmówcy, zapewne jednak nic dobrego...
U R talkin to me?
 

-Mówię o Mrocznym Cieniu, Zagładzie nadziei o Czarnym Panie -
Hrabim Draculi?
Darthcie Vaderze?
Lordzie Voldemorcie?
 

Suronie... Aaaa, to nie znam. nazywaj to jak chcesz....obcy.... - Pozostali wydali z siebie przeciągłe westchnienie niedowierzania.
Ja bym się raczej urewsko zdziwił, ale widocznie dla zebranych nemezis powracające zza grobu to nic nowego czy dziwnego.
Dla mnie w sumie też nie, toż to standard.

-Nie chcesz chyba nam wmówić ze Sauron może powrócić!?- spytał cicho Legolas
Cóż, nie pierwszy i nie ostatni, który poleżał trzy dni w jakiejś jamie i respawnuje...

-Niestety jest taka możliwość -odparł Amras siadając w fotelu
A to oznacza kolejny quest. I nici ze śniadania.
I jeszcze przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę, a komu się chce...?

-Muszę przyznać Amrasowi rację....-odezwała się cicho Arwena. Wszyscy zaskoczeni spojrzeli na nią.
-Jako nielicznym wiadomo mam dar właściwy w memu rodowi... widzenia przyszłosci.
Miała baba dar,
Powstał wielki gwar,
Elrond wiedział
Nie powiedział
Bo był bucem.

Miałam takowe widzenie... w 86’ w zakładzie w Ciechocinku Widziałam tam zło... strach i ból i trucie dupy. Jeśli nic nie zrobimy... świat pogrąży się znów w mroku... Po jej słowach zapadła cisza którą przerwało pytanie Legolasa...
- Srsl, ludzie, wiele razy mamy jeszcze przechodzić przez ten shit?

-Co teraz? Obrzucamy się ciastem! Przecież to pidżama party, pora na wojnę na poduszki!
-Sprawa jest poważna. -odezwał sie dotąd milczący Faramir- W naszych granicach ,zastępy orków pustoszą osady i woski z okrzykami zemsty na Elfach....
I przebrzydłych imperialistach, monarchistach, kułakach, czarodziejach i rycerzach, co to po wioskach się klepanymi kobyłami rozbijają!
Pustoszą osady i woski... rozbijają świece i nie mają litości, kiedy trzymają w rękach Cif albo Domestos...
A ja siedzę na dupie i tylko się przyglądam, bo w końcu jestem tylko namiestnikiem.

ludzie kiedyś przyjaźni, teraz zaczynają za wszystko obwiniać wasz szlachetny ród...
A wszystko przez orczych agitatorów, żądających wolności w grabieży, równości w płacach i braterstwa w łożu z elfimi kobietami.
*wyobraża sobie randomowego ludzia, trollującego na Onecie i piszącego komentarze o wilczych oczach Elronda*
Myślę że w Śródziemiu trollowanie przybiera formy całkiem dosłowne.

nie jest dobrze...nie możemy stać spokojnie kiedy wróg próbuje poróżnić nasze światy, w których od tak dawna panowało przymierze. -Zgadzam sie z Faramirem - wtrącił Aragorn- nie możemy naruszyć przymierza sprzed wieków które i tak trzeszczy w szwach, ale to co robi wróg...nie nazwany jak do tej pory...plotkowanie albo zrzucenie stonki na pola że już nie wspomnę o odgrzewaniu fabularnych kotletów jest sprytną i potężną bronią... Zwątpienie i poróżnienie nas kolejnymi wpisami na Pudelku jest w stanie zaburzyć pokój w Śródziemiu, który tak ciężko było nam wywalczyć.
I który wywalczywszy, szlajamy się po tymże Śródziemiu bez ładu i składu, zamiast go utrzymywać.

Osłabiając szeregi chce ułatwić sobie zwycięstwo.
Każdy, kto ma trochę oleju w głowie by tak zrobił, ciołki.

-Właśnie dlatego staram się zebrać odległe i rozproszone klany Elfów...
Ciekawe, o ilu nowych, nie wymyślonych przez Tolkiena się jeszcze dowiemy.
Pewnie nastąpi zmasowany desant z innych fandomów. Ciekawe, czy pojawią się drowy.

to ważne żebyśmy byli znów sprzymierzeni.. - tu spojrzał wymownie na Arwen. Ta w odpowiedzi opuściła wzrok lecz po chwili znów dumnie uniosła podbródek.
- Nie będzie Wschodni Elf pluł nam w twarz ni łapał nas za tyłek - odparła zaczepnie.
Jeeeejku, Arwena ma aż takie fałdy tłuszczu pod brodą, że może tylko je same podnosić (i pewnie zarzucać sobie na twarz)?

-Nie wiem jak pozostali, lecz Ja jestem za umocnieniem naszych pokojowych stosunków poprzez rytualną orgietkę na dwadzieścia palców oraz obroną naszych ziem i ludów i pól przed stonką i cen skupu żywca wieprzowego przed spekulantami. Lepiej żeby pierścienie nie ujrzały światła dziennego a wtedy zło nie wróci...
Zbudujemy wehikuł czasu i zabijemy Saurona gdy był jeszcze w kołysce, o!
Oj tam, po co zaraz budować... trzeba tylko dorwać Doktora i pożyczyć od niego TARDIS i już. :D A wtedy można nawet robić COŚ TAKIEGO.
Wy takie plany snujecie, a oni przecież chcą tylko nakryć pierścienie taaaką wielką kołderką i udawać, że ich nie ma.

Z resztą powinniśmy sobie dać rade... co wy na to?- spytał Amras
-Jedno pytanie - odezwał się hobbit - Gdzie jest trzeci pierścień? - Vilya Eldrond popatrzył po wszystkich zebranych...
Nie miał pojęcia, kim jest ani skąd się tu wziął. Niestety, zebrani też nie mieli.

-Jest ukryty.
Zapewne po to, żeby Elrond przypadkiem nie zgubił go z palca, albo nie zapomniał go założyć na powrót po goleniu. A co, wróg nie śpi!

- Z tego co wiemy... - zmarszczył brwi Legolas- ...z czego Artanis mówiła.. Narya też był ukryty.
Na palcu Gandalfa. Który odpłynął na Zachód. Jak widać, przemyt w Trzeciej Erze miał się nadspodziewanie dobrze.
Wszyscy nosili szaty z baaardzo długimi rękawami. Ależ to było przebiegłe!
Oj no bo Gandalf nie od wczoraj działał w szarej strefie.

-Dobry przytyk Legolasie - uśmiechnął sie gorzko Elrond - Prawda Artanis? W odpowiedzi uśmiechnęłam się do złotowłosego Elfa w szarym stroju.
Kimkolwiek był.

-Tak Legolasie. Był strzeżony, lecz jak wam mówiłam podejrzewam zdradę w naszych szeregach.
Na przykład tamten zwalisty, trzymetrowy elf z wielką maczugą i plastikowymi uszami wygląda nieco podejrzanie, nie uważacie?
Dlatego jak przystało na elfią władczynię, jedną z potężniejszych istot w Śródziemiu, najzwyczajniej w świecie go podpierdoliłam ze skarbca.
To akurat bardzo pasuje do jej wizerunku w tym opku...

-Teraz jednak ważniejsze jest co zrobimy, czy ukrywamy pierścienie czy idziemy w bój o ten trzeci...by mieć pewność że mamy kontrole nad złem.-zawołał Aragorn
-A jest sposób żeby zniszczyć pierścienie....-zapytała Arwen -Jest-odrzekł Amras ale to zbyt niebezpieczne i najpierw trzeba by odzyskać Naryę. A to wedrówki i niebezpieczeństwa lepiej było by ukryć te które mamy....
Ukryć już ukryte. Ależ to elementarne! No chyba że wcześniej trzymali te pierścienie w cukiernicy w kredensie.
Nie no, aż tak durni nie są. Trzymali je w puszce po ciastkach.
Podpisanej "Pieguski. Absolutnie nie Pierścienie Władzy, ależ skąd, no co Wy".

-Ukrywanie jak by nie było na dłuższą metę, jest niebezpieczne...- przemówił zamyślony Odyn.
-Prędzej czy później znajdzie sie ktoś kto znajdzie je i zechce wykorzystać, jak długo chcecie ich bronić do końca świata czy dalej- zapytał kpiąc

-Uważaj obcy! Nie jesteś tu bez skazy, ani mile widziany.- szepnął złowrogo Amras
Od stężenia złowrogości aż zatrzęsły się kandelabry.
Totalnie widzę, jak Amras szepcze złowrogo, oświetlając sobie twarz od dołu latarką, żeby wyglądać bardziej mrocznie.
To po co go wzięli na tajną naradę? (Tak, jestem świadoma daremności tego pytania.)
Żeby mieć na kogo zwalić winę, jak ich makiaweliczne plany się rypną, to elementarne.

-Nie powiedziałbym że nie mile...przynajmniej nie przez wszystkich...- tu jego wzrok z uśmiechem prześlizgnął się po mnie
Zostawiając po sobie mokry ślad i okruszki.
Mlaskając przy okazji lubieżnie.

- ...poz tym od kiedy to wielki uczony wierzy plotkom....hm? Nie wierz we wszystko co Ci przybłędy opowiadają...
-Niech Cię! - Amras zerwał sie z siedziska. A Odyn siedział spokojnie dalej, patrząc obojętnym wzrokiem na uniesionego Elfa...
Amras ze złości zaczął lewitować?
Elrond zaczął nim kręcić jak wskazówkami zegara.

-Spokój! - Krzyknął Elrond - Jest tu gościem jak każdy, poza tym pomógł ratować moją córkę oraz wspomagał drużynę,wiec jesteśmy mu winni chociaż odrobinę zaufania... - powiedział to bez wielkiego przekonania.
Gdyby przyniósł ze sobą skalpy trolli i najładniejszą brankę wodza, Elrond z pewnością popatrzyłby na niego łaskawszym okiem.
W każdym razie widać, że gościnność podupadła w Domu Elronda.

-A co do drużyny... niech odbędzie się głosowanie... Tylko jedna wypowiedź.
Kto ma poszukać niewiadomo gdzie ukrytego gadżetu nasączonego czystym zUem i dlaczego hobbit?

Czy lepiej jest iść na poszukiwanie przygody w niebezpieczne wojaże, czy bronić tego co mamy lękając się o stałe zagrożenie ze strony nieznanego zła....
Zło nie znane, pierścień cholera wie gdzie - fajnie wyprawiać się chcą. No chyba, że pierwszym etapem będzie odnalezienie faceta ze świecącym wykrzyknikiem nad głową.
Ojtam, do solucji zajrzą i już będą wiedzieli wszystko na 10 rozdziałów do przodu.
Taaaa, nawet nie wiedzą, JAKIE to mogą być niebezpieczne przygody i gdzie mieliby wyruszyć. To nie narada, to fabularna instrukcja “Jak najbardziej kretyńsko kupować kota w worku”.

Większość zadecyduje. Proszę o głosy. Później zobaczymy co dalej... - dodał Amras.
Czy weźmiemy te głosy pod uwagę, czy bezlitośnie je zignorujemy.


Cholera! Mam dość! Ja nie mogę tak wysilać Ekhm, ekhm... mózgu! Ratunku!Czy to się chociaż kupy trzyma?! Trzyma i sczyścić z butów jej nie idzie. Mam nadzieję. A nadzieja, jak wiadomo, jest matką... Wiec drużyno! Róbmy wiec! Pisać mi tu każdy za siebie! Co wolicie? W którą stronę ma iść opowiadanie.
A może pójść prosto w pizdu?

AMRAS
Pamiętajcie że jeśli pozostał jeszcze jeden pierścień o którym nie wiemy a zniszczymy pozostałe trzy tylko pomożemy naszym wrogom.
Zapewne chodzi o ten, który Sauron wygrał z losu na odpuście nad morzem. Chciał go podarować narzeczonej, ale coś mu jakby do oka wpadło i się chłop zwinął w sobie.
To ich nie ukrywajcie, tylko wywieźcie do Valinoru. Ja wiem, że macie mózgi jak kabaczki i pewnie trudno na to wpaść, ale really, i tak Was dawno powinno nie być w Śródziemiu.
Amrasa w ogóle nie powinno być wśród żywych.

Jednak jeśli nawet pomogli byśmy wrogowi to mało prawdopodobne aby posiadał czwarty pierścień
Więc po wuj ta cała narada?


więc nie wszystko będzie stracone jeszcze będziemy mieli czas - popatrzyłem po zebranych spokojnym wzrokiem wyciągnąłem zawiniątko z kieszeni
Kurde, wszyscy się Odyna czepiają, a Amras nie dość, że teleportu używa, to jeszcze Mocą się posługuje, przesuwając wzrokiem przedmioty metodą “na Vadera”.
Wyobrażacie sobie kieszonkowców z takimi talentami? Zgroza.

[W zawiniątku były kamyczki do głosowania.]
ODYN
Moją głowę nachodziły przeróżne myśli.
Zazwyczaj oferowały tanie odkurzacze, markowe skarpetki i zbawienie w cenie promocyjnej.
Rozdawały ulotki “Czy wierzysz w Eru?”
Oraz proponowały przedłużenie męskości w atrakcyjnej cenie.

"Co ja tutaj robię w ogóle?".
Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest!
Stary, wszyscy czytający to opowiadanie zadają sobie dokładnie to samo pytanie!

Z dala od domu....Oni mają swoje problemy, a ja zastanawiam się co z moim ludem.... Z jednej strony mnie pociągało to wszystko, historia jakichś pierścieni, o których pierwszy raz słyszałem, a do tego walka o dobro świata.
Bo Odyn Tolkiena czytał, ale o takim pierścieniu Nibelungów nigdy nie słyszał, cóż za zdziwko.
Jak się klasyki fantasy nie czyta to tak bywa - potem się kończy w podrzędnym opku i pozostaje tylko kac moralny i ból rzyci.
Czasem też ból głowy, z której wystaje pigmejska dzida.

Kusząca wręcz propozycja. Ale z drugiej, powrót do ojczyzny, kolejne podboje.... podboje ?! Cóż mi z nich ? Skarby, złoto, na co komu to ?.
Jak to po co? Wszak In this country, you gotta make the money first. Then when you get the money, you get the power. Then when you get the power, then you get the women.
To nie Odyn, to Budda z rogatym hełmem na głowie...
Starzeje się chłop. Ma gdzie, ma czym, ma z kim - ale po co...?

Ci ludzie, w tej chwili chyba coś mi uświadomili... Moje dotychczasowe życie, miało na celu grabieże, które nie doprowadzały do niczego.
Ograbiani mogliby zaprotestować, machając odciętymi kończynami i jelitkami.
No Budda, jako żywo. Teraz pora, żeby zaczął praktykować skrajną ascezę.
Bo Budda za młodu gwałcił i rabował, oczywiście z pełnym współczuciem. ;D

Nagle stanąłem przed wyborem, powrotu lub kontynuowania podróży, jeśli Ci, z którymi ją zacząłem będą chcieli dalej widzieć mnie w drużynie...
No ba, każda drużyna potrzebuje solidnego tanka.

Wszyscy patrzeli na siebie, lekko coś pomrukując... Nikt się nie odważył jeszcze rzucić propozycji. - Czy czekanie coś wam da ? Wyruszycie dopiero wtedy, gdy będzie wiadome, że świat ulegnie zagładzie ?
I kiedy benzyna będzie po 10 złotych?
A cukier po 7?
No ba - im większy dramatyzm sytuacji, tym większa epickość i szansa na walkę w slow-motion przy patetycznym podkładzie muzycznym.
(Tak, bo przecież taka decyzja wcaaale nie wymaga chwili namysłu. O ile, oczywiście, potrafi się myśleć...)

a może gdy ciemne chmury zasnują tą [TĘ, do jasnej grzybicy!] okolicę.... Czyż nie lepiej zacząć działać, póki istnieje szansa ?
Nie. To byłoby zbyt logiczne.

Dla was może jestem tylko zwykłym obcym, ale wiem, że gdyby mój lud stał na krawędzi zagłady, to nie wahalibyśmy się długo, lecz tutaj chodzi o losy nie tylko mojego czy waszego ludu, tylko całego świata!
Wyobrażam sobie, jak Asowie w dzień Ragnaroku debatują, czy chwycić za topory, czy może poczekać, aż zmarli i olbrzymy sobie pójdą.
Z chęcią poczytałbym o bohaterze, który w dupie ma cały świat i obchodzi go tylko to, żeby mu w ogródku ładnie warzywa na grządkach wzrastały i kobieta co wieczór łózko grzała.
Rincewind tak ma. Tyle że on zamiast kobiet preferował ziemniaki, to się liczy?
Ale połówką cegły w skarpecie wywijał, to jako czyn zbrojny się kwalifikuje.

Ja podjąłem decyzję. Lecz co moje skromne zdanie może tutaj coś zmienić ? Decyzja i tak nie należy do mnie... Ale sami wiedzie, że Sauron prędzej czy później i tak się tutaj zjawi...
Bo jam jest Odyn i mogą zabrać nasze życie, ale nie zabiorą nam wolności, bo to jest Rivendell a wieczerzać będziemy w piekle, tak nam dopomóż Bór!
Nie będzie Sauron pluł nam w twarz
Ni dzieci nam plugawił,
Elfowy wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił!
Idziem i bomba,
Kto nie walczy, ten trąba.

Z góry przepraszam, tylko za swoje osobiste przemyślenia, ale gdzieś ulotniła mi się wena... To widać, słychać i czuć, och jak bardzo czuć! A jak coś źle, to proszę mówić Serio, mam zacząć od początku? :>
O nie, ja nie zdzierżę tego jeszcze raz.