piątek, 2 marca 2012

Życiodajna pomidorowa i stopy w worku, czyli Sherlock w dwóch odsłonach

Witajcie!

W tym tygodniu nie musicie się bać ani bardzo źle napisanego porno, ani przekombinowanych scen walk - czeka jednak na Was coś równie złego.
Kiedyś, dawno temu, Arthur Conan Doyle stworzył fascynującą postać genialnego detektywa, który dzięki ogromnej inteligencji oraz wiedzy rozwiązywał zagadki kryminalne... Cóż, Wy go zapewne pamiętacie - niestety, aŁtoreczki już jakby trochę mniej. Mamy dla Was dwa krótkie opowiadania: oba szybciej się skończyły, niż zaczęły - i dobrze, bo większej dawki takiej pisaniny analizatorki by nie zniosły. W pierwszym znajdziecie całkowity brak gramatyki i opisy rodem z ostrego tripu po prochach, w drugim - odgłosy z zaburzeniem tożsamości i dużo lukru.

Indżojcie!

Blogaski zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

http://detektyw-i-doktor-jekyll-yaoi-story.blog.onet.pl/

Tak. Ten adres mówi sam za siebie.

[aŁtoreczka o sobie]
Lina Inverse
Nick: Lina Inverse
Imię: Alicja
Znak zodiaku: Strzelec
Urodzinki: 26 listopad
Innymi słowy: listopad, 26 rok n.e.?

Urodzinki bloga: 14.02.2009
Ulubiony kolor bloga : niebieski i zielony oraz czerwony
Ulubiony zwierzak (bloga...?) : nie mam
O sobie:
Jestem czarodziejką, o mylącym wyglądzie małej, bezbronnej nastolatki, w istocie jestem jedna z najpotężniejszych osób władających magią. Moimi cechami charakterystycznymi jest długa, ruda czupryna i ... eksplozje, które często, gęsto mi towarzyszą (Szkoda, że jej któraś przy okazji nie uszkodzi...).


Sherlock Holmes
To niski chłopak.
Chłopak. *ciężkie, ponure milczenie*
AŁtoreczko! Spójrz na swojego Sherlocka

a teraz na tego
jeszcze raz na swojego

i znów na tego
Szkoda, że twój nie wygląda jak tamci, ale gdyby nie występował w yaojcu, mógłby zachowywać się, jakby był nimi. Popatrz na dół i na górę: gdzie jesteś? Jesteś w Internecie i piszesz yaojcowego blogaska o Sherlocku Holmesie zeslashowanym z panem Hydem, zupełnie jakby to miało jakiś sens. Co masz w ręku? Spójrz na mnie - trzymam podręcznik do gramatyki polskiej, z którym powinnaś się zapoznać. Spójrz jeszcze raz - słownik zmienia się w dwuręczny topór! Wszystko jest możliwe, gdy robisz rozmemłaną pizdę z Sherlocka Holmesa.
Analizuję blogaski.

W ogóle nie jest on ani trochę cichy, ani zbytnio wygadany.
Czyli co - mówi mało, ale głośno?
Jest milczkiem, który tylko czasem sobie ryknie...

Jest natomiast bardzo sprytny i jednocześnie spostrzegawczym chłopakiem.
I tym spostrzegawczym chłopakiem CO? Szydełkuje?
Zamiata podłogę.

Nie lubi jak ktoś go okłamuje czy przemilcza fakty pod pretekstem, że niby to robi ktoś to dla jego dobra to.
Proszę wyprowadzić i rozstrzelać narratora.
Detektywi, czy w ogóle jakiekolwiek organa śledcze zazwyczaj nie lubią, jak się ich oszukuje, ale rozumiem, że TEN Sherlock nie lubi BARDZIEJ. (Wtedy pewnie płacze i tupie nóżką.)

Henry Jekyll
Skromny i cichy lekarz. Jednak gdy coś się dzieje złego z jego bliskimi (a tu okazuje się, że jest niby to tylko Sherlock)
Znaczy - niby to tylko Sherlock dzieje się jego bliskim?
Tak. Znienacka spadł na nich z nieba.

pokazuje swoje prawdziwe oblicze i bynajmniej to nie jest pan Hyde lecz duch walki i chęć niesienia pomocy.
Dysząca żądzą ciężkiego mordobicia siostra miłosierdzia.
Naprawdę wkurwiony miłosierny Samarytanin.

Zamienia się w Hyde po wypiciu czystej wody.
O, to jest prawie jak Gremliny.
Czyli ta przypadłość dręczy go od wczesnego dzieciństwa... chyba że nigdy nie miał kontaktu z czystą wodą.


Holmes
Ciszę przerwało przeraźliwy krzyk bardzo młodej osoby.
Osoba bardzo donośnie domagała się zmiany pieluszki.
("Dziecko" to rodzaj nijaki, dlatego "przerwało".)

Zapewne jakiegoś chłopaka.
Ale mógł to być też pan Jezus.
Albo jelonek Bambi.

Pobiegłem ile sił w nogach w tamtym kierunku nie zważając jakie mogą być konsekwencje później tego owego czynu.
Takie lub owakie.
(Jakie mogą być konsekwencje wcześniej?)

Uważałem że najważniejsze jest odnalezienie i uratowanie nieszczęśnika bez względu na to co się mogło później wydarzyć.
Zwłaszcza jeśli to nas będzie trzeba później ratować.
Lub też jeśli to strona drąca ryja okaże się tą atakującą i niebezpieczną.

Wkroczyłem razem z grupą obstawą policyjną (która zmaterializowała się automatycznie, na mocy Imperatywu Narracyjnego) bez najmniejszego zawahania wtargnęliśmy do wnętrz budynku (każdy wbiegł do innego wnętrza?) z którego co jakiś czas wydobywały się niepokojące odgłosy, które u niejednego wywołałyby gęsią skórkę.
Odgłosy zarzynanej interpunkcji.
No ale ej, skoro Holmes rusza na odsiecz z całą obstawą policyjną, to jaki tam z niego bohater?

Ale tam nikogo nie było. To duchy rozkręcały bibę - a wrzaski wzięły się stąd, że grał Eric Carr. Nadomiar złego wszystko pokrywała czerwona posoka życiodajnego płynu ukazując znaki okultystyczne.
Jeśli "czerwona posoka" nie jest dość wymowne i musi zostać doprecyzowane określeniem "życiodajnego płynu", może to znaczyć tylko jedno - chodzi o zupę pomidorową. W dodatku taką z łapkami, które za pomocą gorączkowej gestykulacji wskazywały na znaki okultystyczne. To była pomidorowa ze skrzydełkami kurczaka - i to te skrzydełka tak gestykulowały! Kim jest Nadomiar, pozostaje tajemnicą.

A gdzieniegdzie leżały poniszczone i rozszarpane ubrania. Wparowałem do każdego pokoju sprawdzając szybko pokolei pomieszczenia.
No dobrze, że pomieszczenia, a nie na przykład konfitury, prawdaż.
Nie lekceważ konfitur. Słoik to też pomieszczenie - np. dla takiej muchy na pewno.

Kiedy dotarłem do ostatnich drzwi. Te nie chciały mi się dobrowolnie otworzyć.
On do nich "Otwórzcie mi się po dobroci!", a one "Nienienienienie" i kłapały na niego kocioklapką.
A klamka złośliwie wykręcała się tak, że nijak nie mógł jej chwycić.

Zawołałem najbliżej stojących policjantów, którzy na moje polecenie wywalili drzwi.
Sami by na to nie wpadli. Właściwie już byli gotowi iść do domu.
Byli źli, że Eric Carr przestał grać i uznali, że pier...ą, nie robią.

Za nimi centralnie akurat przed moimi oczami ukazał się obraz zgrozy, którego nigdy nie chciałem zobaczyć.
Zgroza była bowiem koszmarną malarką, tworzącą pozbawione smaku landszafty łączące estetykę socrealizmu z jeleniami na rykowisku.
Ewentualnie wciąż chodzi o "najgorszą wersję wydarzeń", czyli slash Vilgefortza z Dijkstrą.

A który musiałem to oglądać.
Zgroza była przy tym bardzo natarczywa i ciągle wysyłała wszystkim zaproszenia na swoje wernisaże.
Nagminnie stawiając dopełnienia nie w tym miejscu zdania.

Na łożu leżało sine i bardzo silnie pokaleczone ciało chłopca. Nigdy nie zapomnę jego twarzy z bólu i strachu pokrytej po części jak i część jego ciała we własnej krwi ,
A ja nigdy nie zapomnę tej składni. Srl, jest potworna i to nawet nie po części.
“Z bólu i strachu pokrytej (...) we własnej krwi”. Znaczy co, tak się czegoś wystraszył, że aż się od tego lęku wykrwawił?

a z krocza skapywała zmieszana razem z niezidentyfikowaną cieczą .
Ta twarz skapywała.
Nie no, skoro z krocza to wiadomo, że chodzi o paliwo rakietowe.
Oj tam no... skoro się tak bał, to się pewnie posiusiał ze strachu.
Ja to wiem, Ty to wiesz, ale narrator chyba boi się nazwać to po imieniu.

Widać było, że pastwiono się nad nim nie jednokrotnie przed jego zgonem.
Biczowali go nadprogramowymi spacjami.

Co świadczyły o tym liczne, głębokie rany i sińce.
No właśnie, co konkretnie te sińce? Jaką przedstawiły wersję wydarzeń?

Ale nadal słyszałem krzyki, które nie milkły.
To ja.
To i tak lepiej, niż gdyby słyszał krzyki, które umilkły.

Wręcz przeciwnie. One narastały w miarę jak coraz bardziej przyglądałem się jego twarzy.
Im bardziej Kalevatar przyglądała się temu blogaskowi, tym bardziej nie było w nim sensu.

Zrobiło mi się słabo. Maiłem mętlik w głowie.
Przystrajałem go kwiatami i gałązkami. Nie wiem po co, no ale nie od tego jestem w blogasku, żeby moje zachowanie miało sens.
Ofelia też latała po zamku Hamleta z kwiatami z objawami mętliku w głowie - i wiadomo, jak potem skończyła.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Starałem zachowywać spokój oraz trzeźwość umysłu.
Myślałby kto, że co najmniej Cthulhu zobaczył.
Tak w ogóle to jej - można by sądzić, że w pracy detektywa trzeba być przygotowanym na takie widoki. No ale skoro w głównej roli obsadza się dzieciaka...
Bo prawdziwy Sherlock to by... *milknie, świadoma, że to i tak nie ma sensu*

Niestety nie potafiłem w ten czas i wybiegłem z budynku złapać powietrza.
Powietrz był już pięćset metrów przed nim i wciąż przyspieszał.

Niestety wybiegając wpadłem na kogoś.
*wzdech* Ta Tru Loff nie ma najmniejszego wyczucia chwili.
Nie no, właśnie ma dobre. Wiadomo, że Tru Loff bez zderzenia czołowego się nie liczy.

Z wielkim impetem i upadłem na ziemię. Przede mną stał o brązowych włosach i błękitnych oczach chłopiec,
Stał o tych włosach i oczach jak o kulach, jednymi podpierając się z prawej, drugimi z lewej strony.
Jeszcze trochę i stanie na rzęsach.

które wykrzywione były w wielkim strachu.
Jeżu, jego włosy były wykrzywione? A może oczy?
Włosy - końcówki mu się z emocji porozdwajały.

Usłyszałem od niego tylko dwa słowa.
-Pomóż mi.
Nim wyłonił się za nim znikąd facet z ciemności.
A co tam robi Liam Neeson?

Widziałem tylko kształty oraz kolor jego krwisto czerwonych oczu.
Jedno oko było w kształcie serduszka, drugie - gwiazdeczki.
Trzecie natomiast, na środku czoła - w kształcie Hello Kitty.

Jednym szybkim i jednocześnie bardzo zwinnym ruchem pozbawił go życia. Nie wiem jak. Tylko coś świsnęło, a chłopiec padł przede mną bez życia. Po chwili leżał martwy w kałuży własnej krwi.
Padł martwy, ale leżał martwy dopiero po chwili. Tak długo padał?
Spadał w slow motion. To elementarne, moja droga Kalevatar.

Ja natomiast z przerażenia nie mogłem się opanować i krzyknąłem.
Przypominam: wciąż mowa jest o Sherlocku Holmesie.

Tym samym przekłuwając uwagę mordercy.
Jak balonik.
Uwaga wrzasnęła z bólu, przekłuwając z kolei uwagę policjantów, którzy tym samym ostatecznie stracili zainteresowanie czymkolwiek i rozeszli się do domów.

Jego wzrok przeszył mnie na wylot.
Przekłuwają, przeszywają... Co to, miejska gildia szwaczek?
Imperatyw Penetracji.

Cofając się do tyłu (=.=) na czworakach w niebogłosy
Cofając się wniebogłosy. Nie no, to już jest jakaś wyższa metafizyka.
On się cofał do tyłu... aaaa, to znaczy, że krzyczał coś, wymawiając litery w odwrotnej kolejności?

ni odrywając przy tym wzroku od napastnika, który w niebezpiecznym tempie zbliżał się do mnie.
W niebezpiecznym tempie pół kroku na minutę.
Tempo było tak niebezpieczne, że stanowiło większe zagrożenie niż napastnik.

-Inspektorze! Tu jest morderca! Inspektorze! Inspektorze!
Rozumiem, że ścigając niebezpiecznego przestępcę, Sherlock nie zabrał broni ani nic? Zresztą, pewnie i tak pozwolenie dostałby najwcześniej za 10 lat.

Nie dochodziło do moich uszu żadne odgłosy zbliżających się policjantów.
Było się bawić w to przekłuwanie uwagi?

Nie czekając dłużej próbowałem uciec. Gwałtownie się odwróciłem i wstając na równe nogi.
I wstając, urwało mi od imiesłowu. Znowu.
Bo on wstał i chciał biec, ale Imperatyw mu nagle przeszkodził, gdyż...

Niestety morderca okazał się o wiele szybszy i złapał mnie za gardło przy czym przyszpilił mnie do ściany. Zacząłem się dusić i wyrywać mu z uścisku.
Gramatyka bezlitośnie wskazuje, że obie te czynności były wykonywane przez niego świadomie, znaczy, że chłopiec sam się dusił.
A niech się zadusi, przynajmniej opka nie będzie.

Ten zamiast puścić lub poluźnić jeszcze bardziej ściskał powodują, że nie mogłem już w ogóle pod koniec złapać oddechu.
Eee... chyba o to mu chodziło, co? Czemu miałby cię puszczać?
W nagłym ataku miłosierdzia.

Na domiar złego wydawało się, że wogóle go to nie męczy takie mnie trzymanie.
No co za nieużyty morderca, ja nie mogę.
Za to mnie męczy gramatyka tego zdania. Do tego stopnia, że zaraz temu mordercy pomogę.

Wręcz przeciwnie. Przeszywał mnie swoim wzrokiem (dobrze, że nie wzrokiem babci Halinki), a widząc mój ból i strach, który ukazywał się pod postacią drgawek.
Widząc ból i strach, usadził kropkę w środku zdania.
Jak ja się wezmę za to opko, to ból i strach ukaże się pod postacią wypruwanych flaków.

Oblizał się łapczywie i zaśmiał się złowrogo zbliżając swoja twarz do mojej Poczułem
O, a tutaj dla odmiany kropki nie ma. Wniosek - one same się przenoszą. Pewnie chcą stąd uciec, biedactwa.

Poczułem obślizgły i mokry dotyk jego języka w okolicy mojego ucha gdy po chwili szepnął.
-Następny będziesz ty.
Po czym zaczął się śmiać, przerywają co jakiś czas obrysowywując językiem linię mojej szczęki docierając do mojej brody. Podnosząc kierował się ku górze, po czym oderwał i zaczął tak samo ciągnąć tak od czoła ku dołowi gdzie znajdowały się moje szeroko otwarte usta próbując złapać choć trochę powietrza w płuca.
*wzdech* Nie ma sensu komentować tej gramatyki, prawda?
Nie.

Już moim zaszklony od łez oczom, które zachodziły powoli mgłą ukazało jak są niebezpiecznie zbliża się do połączenia ust.
W ciemnym zaułku dusi cię psychopatyczny morderca? Spoko. Lada chwila cię pocałuje? Och nie, robi się niebezpiecznie!
Może ma wargi posmarowane trującą szminką?

Wtedy odruchowo zamknąłem oczy i ponownie je otworzyłem wstając gwałtownie ze swojego posłania. Cały oblany potem przejrzałem się po moim pokoju uspakajając się przy tym oddech oraz rytm serca. Czułem się tak jakbym przebiegł kilka kilometrów na jednym wydechu. Po chwili zorientowałem się, że nie jestem sam w pomieszczeniu. A na moim ramieniu leży cudza dłoń.
Jeżu jeżu, sama dłoń! Tak się kończy zasypianie na miejscu zbrodni.
Ta obecność Pana Rączki w każdym opowiadaniu powoli zaczyna mnie męczyć. Czego on szuka po tych opkach?!

Przerażony myśląc, że to ten sam facet ze snu odepchnąłem ją i chciałem uciec. Nie zdążyłem nawet wyskoczyć z posłania jak poczułem że moje ramiona są przez kogoś oplecione w żelaznym uścisku uniemożliwiającym mi ucieczkę. (...) Az tak byłem sparaliżowany strachem, że w końcu opadłem bez sił przygwożdżony do łóżka nadal czujem czyjś uścisk wokół moich ramion tworząc stalowe nie dającą się się przełamać obręcz. A z moich oczu poczułem, że spływają powoli łzy strachu…
A ja z moich ust poczułam, że wymyka się siarczysta wszetecznica.
“Niestety”, na tej notce blogasek się kończy i nie dowiemy się, kto dusił - tudzież tulił - chłopca zwanego Sherlockiem. Tak, wiemy, wszystkim Wam jest z tego powodu bardzo smutno.


Blogasek drugi
http://broadmoor-yaoi.blog.onet.pl/


Zaręczyny (Watson)-Tik, tak, tik, tak- kiedy ten idiota wróci?! Chciałem mu to powiedzieć pierwszemu jako że jest to mój przyjaciel.
Chciałeś mu powiedzieć "tik, tak, tik, tak"? Eeee... to fajnie.
Chciał mu powiedzieć, że czas mija, blogasek ma w tytule “yaoi”, a wazelina sama się nie zużyje.

Martwiłem się o niego... W sumie nie martwiłem się- odchodziłem od zmysłów. Ten wariat nie wracał od tygodnia. Zwykle znikał na 2-3 dni, ale nigdy na tydzień! Znając jego niebezpieczny tryb życia mógł już leżeć martwy w jakimś rowie za miastem.
Oczywiście jedynym słusznym skojarzeniem jest to, że narrator mówi o kocie.

Siedząc tak w opustoszałym pokoju dobiegł mnie odgłos ciężkiego wchodzenia, a raczej wczołgiwania się jakiegoś człowieka po schodach.
Tak, ten odgłos siedział w pokoju i dobiegał. Cierpiał przy tym na zaburzenia tożsamości i nie wiedział, czy był odgłosem wchodzenia, czy wczołgiwania się.
Miotało tym odgłosem jak szatan...

Niebawem w drzwiach ukazał się szczupły jegomość. Plecy miał zapadnięte, a oddech ciężki i płytki.
Łoboru, ktoś mu żebra zarąbał?
Nom. Najwyraźniej razem z płucami.

Na twarzy widnały świeże rany, które bez odpowiedniego potraktowania w przyszłości mogły przerodzić się w rozległe blizny. "zapewne znów wdał się w bójkę."-pomyślałem.
Mógł go też podrapać ten zaginiony kot.

Bez chwili zwłoki udałem się do mojej podręcznej apteczki po spirytus do zdezynfekowania ran. Kiedy do niego wróciłem (do tego spirytusu) spostrzegłem, że zapomniałem opatrunków. Sherlock opadł ciężko na sofę, a ja wróciłem się po plastry i bandaże. Gdy znalazłem się z powrotem na stole leżało już tylko pół butelki spirytusu, a mój nieprzytomny przyjaciel leżał w pluszowym fotelu.
No i słusznie, zdezynfekował się wewnętrznie.
Użył go jako środka przeciwbólowego po prostu.

[Następnego dnia.]
-Holmes mam ci do powiedzenia coś, co choćby w najmniejszym stopniu powinno cię zainteresować.
-Mhm...- burknął unosząc się na łokciach
-Panna Morstan uczyniła mi zaszczyt godząc się zostać moją małżonką-wydusiłem na jednym tchu. Jego spojrzenie przybrało pełen bólu wyraz.
-Cholerny idiota-mruknął pod nosem. Zabolało. Poczułem się dotknięty. Nowina, która od dobrych paru dni radośnie wypełniała moją pierś zmieniła się w bezużyteczny balast.
Chłopie, nie miej złudzeń. W tym opku panna Marstan jest balastem większym niż kiedykolwiek.

Wpatrywałem się w podłogę, kiedy Sherlock wstał, bez słowa wyszedł z salonu i zatrzasnął swojej sypialni.
Po chwili w nozdrza uderzyła mnie woń palonego tytoniu,
Przebiła się przez drzwi. Nieźle, to musiał być wyjątkowo agresywny tytoń.
Też był wnerwiony i zawiedziony.

a za moment usłyszałe dźwięk strojenia skrzypiec. W chwilę później zebrałem w sobie dość odwagi, wstałem i zapukałem do jego pokoju. Zaprosił mnie do środka. W pokoju panował przygnębiający półmrok. Powietrze było gęste jak mgła od dymu tytoniowego, skrzypce leżały w poprzek jego kolan, a nad prawym mankietem jego koszuli widniał szkarłatny ślad nakłucia igłą. W przekonaniu, że brał narkotyki utwierdziła mnie strzykawka leżąca na gzymsie kominka oraz brak naturalnego błysku w jego oczach.
A cóż to za turbodeprecha? Podejrzewam, że ten foch i ćpanie, fajczenie i wgl wszystko naraz miały nam zasugerować, jak bardzo Sherlock się przejął. Szkoda, że się jeszcze nie zaczął ciąć.
Ja czekam aż nad jego głową zmaterializuje się mała czarna chmurka, która będzie miotać maleńkie błyskawice.

(...) Zabrał mnie więc [w ramach przeprosin] do pewnej eleganckiej restauracji. Dziwnym trafem była to też ulubiona restauracja Mary, jednak postanowiłem mu o tym nie wspominać, bo każda wzmianka na jej temat, niczym cierniowa pętla zaciskała się na jego dumie.
...auć. Mam dość bolesne skojarzenia.

Usiedliśmy przy stoliku wskazanym przez kelnera, blisko dużego okna wychodzącego na ulicę pełną gwaru. Gapiłem się bezmyślnie w okno obserwując przechodniów. Nagle wśród tłumu ulicznego dostrzegłem znajomą suknię. "O nie! Mary!" To ostatnie myśli, które przemknęły po mojej głowie zanim do restauracji weszła Mary ze swoją służącą Teresą. W międzyczasie podano nam posiłek. Nie zwracałem uwagi na moją narzeczoną, ale ona i tak nas zauważyła. Co gorsza, dosiadła się do nas.
No rzeczywiście, co za przykry zbieg okoliczności. Ale ten facet ma szczęście, że narzeczona nie słyszy jego myśli.
Przerywać takie miłe tête-à-tête... Doprawdy, nie ma wstydu ta dziewczyna.

I wtedy Mary popełniła wielki błąd-zaczęła opowiadać o naszym wspólnym przyszłym życiu. Sherlock podniósł się, zostawił pieniądze za kolację i powiedział coś na kształt "po słodkościach mam zgagę" po czym szybkim krokiem opóścił restaurację.
Przy okazji waląc paskudnego orta.

-Wybacz- zwróciłem się do Mary- ktoś czasem musi go pilnować. Wybiegłem za nim, a on zatrzymał mnie i przybliżywszy usta do mojego policzka pocałował go wyszeptawszy mi do ucha "przepraszam".
Wróciłem do Mary trzymając polika niczym skarbu.
Polik wyrywał się i wrzeszczał.
Niech zgadnę... i nie umył tej części twarzy przez następne pół roku?

W końcu doszedłem do wniosku, że zapewne nie całował mnie, a jego usta przypadkowo otarły się o mój policzek, jednakże przyjemnie było sobie wyobrażać, że zrobił to naumyślnie.
No, świetnie tak być pocałowanym przez naćpanego przyjaciela. W każdym razie dobrze, że Watson nie ma problemów z tym, że to go kręci.
Zwłaszcza zajebiście jest sobie o tym fantazjować tuż przed ślubem. Za chwilę się dowiemy, że Watson się żeni, gdyż chce zagłuszyć niespełnione uczucie do kolegi.

Pod obserwacją (Holmes)

[Sherlock stalkuje narzeczoną Watsona.]
Przeszliśmy parę przecznic i prawie wpadłem. Otóż (...) Mary zaczęła się uważnie rozglądać jakby przypuszczała, że ktoś ją śledzi, bądź obawiała się tego. Zapukała do mieszkania na Montague Street 80 i otworzył jej wysoki, przystojny mężczyzna. Miał długą pociągłą twarz i życzliwie się uśmiechał. Szacując miał ok 18,5 stopy.
Czyli ponad pięć i pół metra. Kurde, kawał chłopa.
Chyba że chodzi o jakieś ucięte stopy, które trzymał w worku.

Na samo powitanie zbliżył się do panny Morstan i począł całować ją po szyji (aaargh), ta rumieniąc się, usilnie zaczęła gestykulować by na tym poprzestał. Mężczyzna wciągnął ją w głąb mieszkania i pośpiesznie zatrzasnął za sobą drzwi. Będąc już pewnym swojej tezy spokojny powróciłem do mieszkania na Baker Street.
Jesteśmy w yaojcu, więc to niby oczywiste, że partnerka jednego z bohaterów okaże się niewierna i wgl wstrętna, ale i tak WTF? Po co ktoś miałby się zasadzać na tak kiepską partię jak dr Watson?
Żeby móc szpiegować Sherlocka?

[Watson oczywiście zrywa zaręczyny.]

Gra (Holmes) -Holmes’ie jeszcze nigdy nie byłeś tak pociągający…- mruknął Watson kończąc wpis do dziennika
I ozdabiając go mrowiem malutkich serduszek.
I posypując różowym brokatem.

[Watson zmienia temat, by Sherlock nie domyślił się, co mu chodzi po głowie.]
-No tak właśnie, coś mi się pomyliło, ten, no, właśnie… Muszę zrobić wieczorny obchód pacjentów. (...) Kiedy już się oddalił spostrzegłem, że zapomniał wziąć kronikę. Prawdę mówiąc zawsze ciekaw byłem co też Watson może w takim dzienniku opisywać.
Tyłek Sherlocka, przecież to elementarne.

Otworzyłem na pierwszej lepszej stronie i począłem czytać. Tekst sprawił, że resztki mojej herbaty wraz z potłuczoną zastawą Vol d’Or od Royal Albert trafiły na podłogę.
A więc rzeczywiście tyłek - i to dość obrazowo...

„… Mimo iż dopiero niedawno rozstałem się z moją narzeczoną już pałam sympatią (głęboką) do innej osoby…” pomyślałem, że to dobrze, że potrafi szybko otrząsnąć się po rozstaniu. Czytam dalej: „… Teraz już w pełni świadomym jestem mojego uczucia. Otóż dobrze jest to móc napisać: Czuję coś do Holmesa! Wstyd się przyznać i swoją drogą przerażającym jest bym miewał sny erotyczne z Holmesem w roli głównej.”
Fakt, trochę przerażające, zważywszy na to, że w tamtej epoce w Anglii prawo bardzo ostro karało “sodomitów” - nie wspominając o ostracyzmie, jaki by go spotkał, gdyby ta informacja wyszła na jaw.

Nie ulegało wątpliwości, że chodziło o mnie, i że był to dziennik Johna.
No shit, Sherlock... oh wait.

[Holmes został przyłapany i panowie troszkę się pokłócili, ale...]
W tej urazie mijały tygodnie i nic nie wskazywało na rychłe pogodzenie się obu stron. I choć Holmes był człowiekiem upartym i nie okazującym uczuć, boleśnie wpłynęło to na jego psychikę.
-Watson…
-Ekhem, ekhem…
-Oj, no nie wygłupiaj się…
-Ekhem…
- Dać jakieś tabletki na gardło, doktorze?

-No dobra, dobra „Doktorze Watsonie”- z trudem wykrztusiłem.
-Słucham?- z triumfem, ale nadal oschłym tonem odezwał się współlokator.
Nagle chwyciłem Watsona za krawat, przyciągnąłem zań do siebie o namiętnie pocałowałem.
“Zań” i “o”, czymkolwiek lub kimkolwiek były, musiały być w siódmym niebie.

Kiedy skończyłem, roześmiałem się serdecznie i spojrzałem na niego. Ten, ogłupiały wlepiał we mnie wzrok, a później po raz pierwszy (i zapewne ostatni) w życiu stracił przytomność. W oczach mu pociemniało, a gdy się ocknął spostrzegł, że ma rozpięty kołnierzyk. Na swoich wargach nadal czuł smak moich ust.
Ja wiem, że Sherlock był bystry, ale jak rozpoznał, co czuje Watson, tego nie wiem. Doktor oblizywał się żarłocznie, czy co?

Na zakończenie...

37 komentarzy:

Tarja pisze...

O maj gat! Spalić ałtorkę na stosie! Nie TYKAĆ mej ukochanej książki! No dobra, jednej z wielu ukochanych. Ale nie TYKAĆ!!!

Agatha Makabresque pisze...

Znalazłam dwie analizatorskie literówki:>
'Po' zamiast 'Bo' w: "Po prawdziwy Sherlock to by... *milknie, świadoma, że to i tak nie ma sensu*"
i 'wyli' zamiast 'byli' w: "Właściwie już wyli gotowi iść do domu."
Chociaż w drugim przypadku nie jestem pewna, może faktycznie wyli. Mi się trochę chciało wyć przy czytaniu.

Bumburus pisze...

Aarghh!
Dobra robota, dziewczyny.
Nie pytajcie, co mam ochotę zrobić ałtorkom (czego nie...).

Nietykalna pisze...

Też zwrociły one (te literówki) moją uwagę.

I mam trzecią!

Włosy - końcówki mu się z emocjo porozdwajały.

Cast pisze...

Uff, uff. Doszłam jedynie do waszej wersji 'siedzę na koniu'. Muszę to powiedzieć [y, napisać?] już teraz: KOCHAM WAS!

*leży i kwiczy*

*idzie odlewać cielca ze złota*

Anonimowy pisze...

To jest Sherlock Holmes, tak? /szczypie się, a następnie kłuje igłą/
Przepraszam, ale - nie. Ałtoreczka nie przeczytała ani jednej sylaby z takiego, na przykład "Psa Baskerville'ów" czy "Znaku Czterech", ręczę za to lewą nogą.
To nie jest Sherlock Holmes.
Jesteście wspaniałe, że w ogóle chciałyście to czytać.
Sherlock Holmes, chłopak w asyście Policji, taaaaa.
hasło: ee cuc gnewsr.
Cóż za nowiny!
Pozdrawiam serdecznie - Barty

Serenity pisze...

Moje drogie i wielce szanowane analizatorki. Widzę, że miejscami się wam udzieliła gramatyka pierwszego opka. Np. tu: [b]Watson zmienia temat, by Sherlock nie domyślił się, co mu doktorowi po głowie.[/b] lub tu: [b]Doktorem oblizywał się żarłocznie, czy co?[/b]

Tak tylko mówię. A analiza borska i nawet kwikaśna, zwłaszcza w pierwszej części :D

Pozdrawiam
Serenity.

Ag pisze...

ARGH. Wychowałam się na książkach pana ACD, SH BBC kocham, tak samo wersję kinową i poprzednie wersje... Więc cierpię teraz. Bardzo.

Tarja pisze...

Ej no, nie czepiać się błędów analizatorek. Przy takim opku to nawet największe mózgi wysiadają. Ale ale, drgie panie! Co z Władcą Pierścieni? Tęsknimy z Małżem, oj, tęsknimy...

Tarja pisze...

Ojoj, napisałam,,drgie", zamiast,,drogie". Wybaczcie.

Anonimowy pisze...

No właśnie, to potworstwo się udziela, ja się tam literówkom nie dziwię, na miejscu Analizatorek padłabym na zawał i nie postawiła ni spacji, ni kropki :P

Coś koszmarnego te pseudo-Holmesy. Strach się bać, biedny Benedykt, dobrze, że nie musi tego czytać :D

PS. Nie wiem, czy wszyscy już wiedzą, ale Amerykanie pozazdrościli BBC serialu i będą robić własną wersję, gdzie Sherlock będzie wrednym ćpunem na odwyku (House), a dr Watson panią Watson z dalekiej Azji i niewątpliwie zdolnością kopania (bo gra ją Lucy Liu).
W ten prosty sposób zrywszy wszystkim psychikę na dobranoc, oddalam się lecząc ból szczęki po a) rwaniu zęba, b) nieopatrznym rżeniu przy analizie.

Nadira

Pigmejka pisze...

Dziękujemy wszystkim za wskazanie literówek i błędów! Wybaczcie nam - to wszystko przez nadmierny pośpiech przy tworzeniu analizy. Gdy się człowiek śpieszy... to później takie rzeczy wychodzą, niestety. ;)

@Tarja: analiza opowiadania o WP będzie, jak tylko znajdziemy odpowiedni materiał. Blogasków o tej tematyce jest bardzo mało, a spośród nich "analizowalnych" - jeszcze mniej. Ale jak tylko coś się nam trafi, to się za to weźmiemy, obiecuję. ;)

Anonimowy pisze...

Raz - adresy blogasków
Dwa - zarżnięcie Sherlocka
Trzy - zarżnięcie języka polskiego

Skazuję aŁtoreczki na dożywotnie przyklejenie klawiatury do sufitu... Analiza cudowna, zwłaszcza "jestem na koniu" :D

PS. Informacja o amerykańskiej wersji Sherlocka BBC wzbudza we mnie głęboki niepokój...

Ag

Serenity pisze...

@Tarja - ja w dobrej wierze te błędy wytykam... ;) Na blogasek o tematyce LOTR czekam...

Skoro już o tematyce tolkienowskiej mowa, to mi się ostatnio Irytka z Piczkowozu przypomniała, bo przeczytałam, że w filmowym "Hobbicie" ma pojawić się super-zabójcza elfka z Mrocznej Puszczy o słodkim imieniu Tauriel.

@Pigmejko - polecam się na przyszłość w wytykaniu błędów :P

Serenity

Rooda666 pisze...

oł em dżi...

nie wiem, co miota mną bardziej - żądza mordu na tfurczyniach tych 'tforuf', czy rozpacz wywołana gwałtem na moim ukochanym bohaterze....
Sherlockuję już tak z 15 lat, przerobiłam chyba wszystkie możliwe wersje Sherlocka (łącznie z rosyjskim serialem :P i wszelką powiązaną twórczością literacką), ale czegoś takiego to moje oczy jeszcze nie widziały... i nie chciały widzieć O.o

co do hamerykańskiej wersji - z tego co mi wiadomo Moffat czeka, aż powstanie, żeby ich później w sądzie dupsnąć za kradzież pomysłu... a obsadzenie J.L. Millera w roli Sherlocka jest ewidentnym prztyczkiem dla Benedicta, z którym pan Miller gra we 'Frankensteinie' i plotka głosi, że za sobą chłopaki nie przepadają...
No ale typowe to dla Hamburgerlandii, zrzynać cudze zajebiste pomysły i przerabiać na swoje, zdecydowanie mniej udane ;)

Dzidka pisze...

Pierwsze opko tak głupie, że się tylko prześliznęłam wzrokiem; po drugim leżałam usmarkana, zakwiczona, z bolącym gardłem i oczami pełnymi łez :D

Ten gach panny Morstan, który miał osiemnaście i pół stopy, o Boru...

kura z biura pisze...

Aaaaa! W pierwszym opku Sherlock jako dzieciak łażący wszędzie w obstawie policjantów, w drugim - cholera nie wie co. Aaaa! Straszne!

A komentarz "Chciał mu powiedzieć, że czas mija, blogasek ma w tytule “yaoi”, a wazelina sama się nie zużyje." zrobił mi dzień :D

Hasło: agaitom assof. Ass of Sherlock, of course.

Telewizjoner pisze...

Zwątpiłem w człowieczeństwo. Holy shit...

Anonimowy pisze...

"Na domiar złego wydawało się, że wogóle go to nie męczy takie mnie trzymanie."
Za to zdanie autor/autorka powinien/powinna smażyć się w piekle.

jak można coś takiego zrobić Holmesowi???

pozdrawiam, Klaus'-little-bitch
(nowa czytelniczka)

Babatunde Wolaka pisze...

Był to nie tyle Sherlock, co Herszlak, i nie tyle doktor Jekyll, co doktor KILL HER!!! (chodzi oczywiście o chałtoreczkę). A Watson, to chyba ten od tanich radiów sprzedawanych w supermarketach.

A do moich faworytów należy "oddech ciężki i płytki" - najwyraźniej efekt zbyt długich ćwiczeń z krótkim mieczem dwuręcznym.

minimysz pisze...

Oko w kształcie Hello Kitty mnie rozwaliło na milion kawałeczków. Pewnie takie się zrobiło od patrzenia na Cthulhu ;P
Tylko nadal nie wiem, co się stało temu kotu i czemu Watson przestał się nim przejmować...
Hasło: gateld initectu - Innsmouth wzywa :)

Anonimowy pisze...

yaojce to analizujecie, a jakieś yuri to gdzie? na pewno znalazłoby się jakieś wystarczająco kwikogenne. no weźcie no.

Anonimowy pisze...

Fajna notka,a tak w ogóle dodam was do linków jeśli skomentujecie mojego nowego bloga. lauren-precambe.blog.onet.pl pozdrawiam. :)

June pisze...

"Kim jest Nadomiar, pozostaje tajemnicą."
Jak to kim? Zaginionym bratem bliźniakiem Natenczasa Wojskiego.
Rzekłam i powróciłam do lektury.

Tuśka pisze...

Przywykłam do gwałcenia przez aŁtorki wielu postaci, ale Sherlock?! Rili? Na blogaski to chyba tylko ten żenialny motyw z yaoi się nadaje, bo nie wyobrażam sobie opka usiłującego stworzyć jakąś sensacyjną historię z Holmesem w roli głównej.
A analizy świetne, zwłaszcza przy drugiej się uśmiałam :D. Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Och, jeszcze, jeszcze! :D

Piękne analizy, mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję poczytać podobne. ;)

Sineira pisze...

Nic nie napiszę, bo mnie Ómarło i nie żyję.
I proszę mi wyczyścić monitor.
W pierwszym opku przeoczyłyście pewien kwiatek, który aż się prosił: "... w końcu opadłem bez sił przygwożdżony do łóżka nadal czujem..."
Ale rozumiem, że byłyście już nieźle przygwożdżone oraz przekłute morderczOM gramatykOM;)

Anonimowy pisze...

...biedny, biedny Sherlock. Od zawsze miał przerąbane - albo robili z niego dziadka pod 50 (w pierwszy opowiadaniu kanoniczny Sherlock od ACD miał 27 lat, Watson 29), albo... albo to. *headdesk* czemu...?!

A analiza bardzo udana.:)

Angiebell pisze...

Analiza, jak zwykle, bardzo mnie ubawiła :D A jeśli mam być szczera to bardzo mi przypadły do gustu analizy Wiedźmina, więc byłabym bardzo zadowolona, gdybyście jeszcze znalazły na takową czas :) Poza tym, chciałabym wyrazić swój niesłabnący podziw dla analizatorek. Oby tak dalej, moje panie! =)

Panna z Parapetu pisze...

Jeżu... Jak można zrobić z Sherlocka taką ciotę? Ałtoreczki potrafią już wszystko zepsuć, dosłownie wszystko... Ale analiza? Świetna. (:

Pozdrawiam Nadomiara.

Anonimowy pisze...

"z tego co mi wiadomo Moffat czeka, aż powstanie, żeby ich później w sądzie dupsnąć za kradzież pomysłu"

No to powodzenia. Pomysły czy idee jako takie nie są objęte prawami autorskimi, Sherlock Holmes jest w domenie publicznej, a samo "przeniesienie Holmesa do współczesności" to zbyt szeroka koncepcja, żeby ją przypisać do konkretnego twórcy, bo to jest coś, na co wiele osób mogło wpaść niezależnie od siebie. Ale jak ma ochotę, to niech napiera.

Anonimowy pisze...

Excellent article. Keep posting such kind of information on your page.
Im really impressed by it.
Hey there, You have performed an excellent job. I'll certainly digg it and personally suggest to my friends. I am confident they'll be
benefited from this website. kliknij po więcej info, http://wiki.
ufanet.ru/index.php?title=%D0%A3%D1%87%D0%B0%D1%81%D1%82%D0%BD%D0%B8%D0%BA:KenlsshtS

Anonimowy pisze...

hey there and thank you for your information – I've definitely picked up something new from right here. I did however expertise a few technical issues using this web site, as I experienced to reload the website lots of times previous to I could get it to load correctly. I had been wondering if your web hosting is OK? Not that I'm
complaining, but slow loading instances times will often affect your placement in google and can damage your high-quality score if
advertising and marketing with Adwords. Well
I am adding this RSS to my e-mail and could look out for much more of
your respective fascinating content. Ensure that you update this
again soon.

Feel free to visit my weblog - kliknij

Anonimowy pisze...

Hello i am kavin, its my first occasion to commenting anyplace, when i read this paragraph
i thought i could also create comment due to this good
article.

My site; kliknij

KRSS pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Łomygy...
Kocham Sherlocka Holmesa, wielbię go prawie na kolanach, w tym serialowym jestem zakochana po uszy (<3), ale TO...
Gdy czytam pierwsze opko, oczami mojej bujnej wyobraźni nie widzę wysokiego, smukłego Sherlocka z ciemnymi lokami i w płaszczu, tylko jakiegoś takiego chłopca.
To drugie... Pomijając fakt, że oni pedałami nie są... A zresztą, szkoda gadać.
Aaliza jest przecudowna :3 Ten odgłos, którym miotało jak szatan, i Watson wracający do spirytusu...

Anonimowy pisze...

"Ten, ogłupiały wlepiał we mnie wzrok, a później po raz pierwszy (i zapewne ostatni) w życiu stracił przytomność. W oczach mu pociemniało, a gdy się ocknął spostrzegł, że ma rozpięty kołnierzyk. Na swoich wargach nadal czuł smak moich ust." Tekst Ałtoreczki

JAK-TO-BARDZO-JEST-ZERŻNIĘTE-Z-ORYGINAŁU-NIE-MUSZĘ-NAWET-PISAĆ.