piątek, 16 marca 2012

Anathema Perdita von Trompke, czyli Szatan jest tu nieprawdopodobny (1/2)

Witajcie!

Jako odtrutkę po mózgotrzepiącym pedofilskim pornosie przygotowałyśmy na dziś blogasek o upadłych aniołach - cieszycie się? Spotkacie tu całe stado postaci o niedorzecznych imionach, syna szatana, szatana w bujanym fotelu, szatana zasuwającego co rano do roboty, szatana nie potrafiącego złapać nastolatki... generalnie Szatan jest w tym blogasku nieprawdopodobny. ;) Oprócz tego są tu też zboczone wiaterki, bohaterki lekko się prowadzące, gwałcone duchy i inne takie przyjemności. Jako że opisy bohaterów były nieco rozwlekłe, na właściwą akcję będziecie musieli poczekać do następnej notki.
Miłego!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Adres blogaska: http://zemstaaniola.blog.onet.pl/



Imię : Vivienne
Nazwisko: Jenkins
Data urodzenia:15 sierpnia 1994 rok
Miejsce zamieszkania : Crashwill
Nazwa tej miejscowości jest znacząca. I nie wróży zbyt dobrze...

Wygląd:
Vivienne posiada długie,ciemno brązowe włosy (nabyła je drogą najmu...). Jej oczy są duże i niebieski.
A nos długi i zakręcone.

Pełne,wyraziste usta zazwyczaj pomalowane są na jasno czerwony kolor ,co nadaje dziewczynie sexowny wygląd .
Taki?

Dziewczyna jest wysoka i szczupła . Ma sylwetkę klapsydry .
Znaczy ma duży zad, ze śladami klapsów na nim?
Ale czemu zaraz duży zad? IMO figura klepsydry jest ładna, tylko że zakłada, że ma się nieco ciała na biodrach i piersiach. No ale przyjmujemy, że dziewczyna wszędzie poza tym jest szczupła.

Lubi podkreślać swoją urodę nosząc dopasowane ciuchy.

Charakter :
Vivi jest dziewczyną buntowniczą i beztroską . Nie obchodzi ją szkoła i nauka . Uważa ,że liczy się wiedza praktyczna ,a nie wykłute na pamięć formułki.
Mimo wszystko jakoś tej wiedzy praktycznej - przynajmniej na temat ortografii - nie ma. W związku z tym chętnie jej WYKŁUJĘ kilka formułek na skórze. Może się wtedy nauczy...
Eej, dziewczyna ma (w czasie powstania bloga) siedemnaście lat - to już dawno NIE JEST ten wiek, kiedy podstawą osobowości jest stosunek do szkoły i nauczycieli. No ale może to i lepiej - przynajmniej nie dowiedzieliśmy się, że "płynie przez mroczny ocean życia czarrrrnym katamaranem samotności", czy jakoś tak.

Pozostałe informacje:
Rodzice Vivienne zginęli w porzaże .
O Bosze Wrzehlistny.
Dwa razy strzelała - ani razu nie trafiła. W sumie to też jakiś sukces.

Reszta jej rodziny mieszka w innym kraju. Nikt z nich nie wysysła jej nigdy kartek i nie dzwoni.
Ja bym była szczęśliwa, gdyby mi rodzinka nie wsysała kartek, no ale to ja.

Dopiero kiedy poznaje Xawier'a i Nate'a jej życie się zmienia.
Odkrywa mroczny magnetyzm apostrofów powstawianych w przypadkowe miejsca?

Kiedy mama i tata Viv umarli dziewczynę chciano oddać do domu dziecka.Niestety ona nie zgodziła się na to .
Wielkie kwik z motywu wymagania zgody sieroty na umieszczenie jej w domu dziecka. Obawiam się, że gdyby była ona potrzebna, żadne dziecko by tam nie trafiło.
(W Stanach mają raczej sierocińce, niż domy dziecka, prawda?)

Udało jej się przekonać sąd do pozostania w domu.
Znaczy... areszt domowy na nią nałożyli? Można i tak...
Niee, przekonała sędziego i ławę przysięgłych, żeby nie wyłazili z domu. Rozpyliła w mieście sarin.

Mało kto wie ,że dziewczyna zarabia na siebie tańcząc na różnych imprezach za niewielkie pieniądze.
Poza tym okazjonalnie spotyka się sam na sam z samotnymi panami, za jeszcze mniejsze pieniądze.
Jak się za te małe i mniejsze pieniądze utrzymuje, pozostaje tajemnicą.

Posiada moc kontaktowania się z duchami,aniołami i innymi ludźmi przez sny.
Duchy i anioły to inni ludzie? Taa, a zombie i wampiry to “żywi inaczej”.
Polecam zacząć od skontaktowania się we śnie z Freddym Kruegerem.
(To duchy i anioły śnią?)

Jej ojciec był upadłym aniołem.
Lekko łysiejącym szatanem, zasuwającym co dzień na szóstą do roboty.
Bo to przecież normalne, że upadły anioł ginie w pożarze.

Posiada diament Vic w naszyjniku.
Ten zmarły ojciec...?
No chyba.

Imię : Miranda Katherina
Nazwisko: Blandvir
Data urodzenia:23 stycznia 1834-1851.
Jeżu Borski, to był chyba najdłuższy poród świata. Biedna matka...
No musiała mieć jakoś powód, żeby dać jej na imię "Miranda".

Miejsce zamieszkania : XIX wiek. Crashwill
To coś jak wojskowa definicja czasoprzestrzeni: okopujesz się od tej sosny aż do wieczora.

Wygląd:
Miranda ma jasną cerę,która kontrastuje z ciemnymi włosami i błękitnymi oczami oczami.
Zaś błękitne oczy oczy kontrastują z czerwonym nosem nosem.

Ma nienaturalnie czerwone usta. Dziewczyna jest wysoka i szczupła. Nosi wiele ozdób.

Charakter :
Panna Blandvir jest młodą dziewczyną,a raczej duchem .
No rzeczywiście, co za różnica...
Jest młoda duchem po prostu.

W snach Vivienne zachowuje się bardzo rozsądnie i poważnie . Nie jest szczęśliwą duszczę (?),gdyż jedyne z kim może rozmawiać to Vivienne.
O lol, aŁtorka sama nieźle podsumowała swoją bohaterkę.

Pozostałe informacje:
Rodzinę dziewczyny zabił Lucyfer .
Uznał, że chromoli to całe "kuszenie", tylko bierze za łeb i srrru! do piekła.

Kiedy chciano zabić również ją uciekła.
Ten Lucyfer chciano, tak?

Zmarła jednak z przemęczenia w lesie .
A Lucyfer, jak wiadomo, po śmierci danej osoby nie ma dostępu do jej duszy.
No i nie dogoni uciekającej nastolatki i wgl.

W miejscu ,w którym często przebywa Vivienne.
Vivienne przebywa w tym miejscu już w XIX wieku?

Miranda również miała być upadłym aniołem .
Ale źle wyszła z progu i została tylko aniołem szorującym zębami o bruk.

Szatan chciał jej ,ponieważ mogła przewidywać przyszłość z wyprzedzeniem o 2 dni.
A Szatan pałał przemożną chęcią wygrania w totka.

Nie zgodziła się na bycie jego pośrednicząk ,więc jej rodzina umarła .
Nie wiem, czym jest "pośrednicząk", ale brzmi to niepokojąco.

Przez wiele lat gwałcono ją i torturowano.
Jako tego ducha...? No patrzcie, a myślałam, że ektoplazma nic nie czuje.
Chociaż w sumie... [link +18!]
Obowiązkowy gwałt i tortury jako składnik mrocznej przeszłości. *odhacza*

Imię :Nate
Nazwisko : Wixon
Miejsce zamieszkania : Crashwill
Oo, ktoś tu odkrył magiczną moc klawisza "Tab". Szkoda, że akurat tam, gdzie nie jest to potrzebne.
Ej no,
przecież takie pisanie
wygląda super.
=.=

Data urodzenia : 115 r pne
(W dowodzie : 17 lipca 1993r.)
Czyli bohater ma 2126 lat. Ciekawe, na ile będzie się zachowywał.
2126, pomyślmy... 26 - 21 = 5. Masz odpowiedź.

Wygląd :
Nate jest przystojnym młodym chłopakiem z ciemnymi włosami i błękitnymi oczami.
Ma piękne , wysokie ,szczupłe , wyrzeźbione ciało .
Chłopak najczęściej chodzi w luźnych koszulach lub ciemnych podkoszulkach .
Tylko w nich. Lubi wystawiać na słońce dolne partie ciała.

Zawsze ma przy sobie słuchawki , z których dobiegła rockowa muzyka.

Charakter :
Każdego dnia potrafi być inny .
Zdarzają się dni kiedy zachowuje się jak dzieciak , a za parę minut jest znów śmiertelnie poważny.
Znaczy, cierpi na schorzenie zwane borderline...? Cóż, współczujemy.
Noo, ale w XXI wieku da już się to leczyć. Może czas skorzystać?

Nate jest arogancki , opiekuńczy ,wesoły.
No mówiłam, borderline jak nic.

Pozostałe informacje :
Jest upadłym aniołem , któremu za karę sprzeciwu (Hm...?) wymazano pamięć .
Ukarano go za sprzeciw, za brak sprzeciwu, czy może sprzeciwem? Zagwozdka.

Odzyskał ją całkiem nie dawno .
Dzięki Kryształowi Vic mogą go widzieć ludzie , a on może zachowywać się jak prawie normalny człowiek.
Czasem tylko sobie ryknie albo podrapie się piętą po uchu...

Zakochany w Vivi.
Jego dziadek i ojciec byli upadłymi.
A babka i matka - powstałymi. Miały lepszą przyczepność na drogach.
*Wyobraża sobie pomarszczonego szatana siedzącego w bujanym fotelu z kotem na kolanach*
Ej no, skoro Marlon Brando w “Ojcu Chrzestnym” mógł, to szatan też!

Posiada moc widzenia przyszłości.

Imię : Xawier
Nazwisko : Traund
Miejsce zamieszkania : Crashwill
Data urodzenia : 2350 r. p.n.e
W dowodzie : 2 maj 1991r.
Łoboru, no jeszcze wcześniej mógł się urodzić, z pewnością wiele to wniesie do fabuły. Jego narodziny przypadają na koniec okresu wczesnodynastycznego w Sumerze - no ale jestem absolutnie przekonana, że prezentuje współcześnie akceptowany typ urody i zachowania.

Wygląd :
Atrakcyjny,sexowny , interesujący...
Stary. No ale to nie pierwszy raz, gdy bohaterowie blogasków nawet nie tyle, że psychicznie się nie starzeją - oni nie dorastają.

Wysoki chłopak o pięknym ciele i czarnych oczach,które zawsze zdradzają jego nastrój. Xawier ma półdługie , blond włosy . Często przeczesuje je ręką .

Charakter :
Mało w nim ludzkich cech.Każdy kto wejdzie mu w drogę zostanie prędzej czy później zniszczony.
No to jest akurat zdecydowanie ludzkie.

Nie dba o uczucia innych ,a swoimi rzadko się przejmuje . Podczas gorszych dni zabija i pije ,
O, jak doktor Watson w Sherlocku BBC. [KLIK]
SH: Yes, punch me, in the face. Didn't you hear me?
JW: I always hear "punch me" when you speak but it's usually sub-text.
SH: For God's sakes!
SH: Thank you, that was... OK, I think we're done now, John!
JW: You want to remember, Sherlock, I was a soldier. I killed people.
SH: You were a doctor!
JW: I had bad days!
Podczas lepszych dni tylko zabija.

tak aby zapomnieć o złych rzeczach i wspomnieniach. Kiedy trzeba potrafi być kulturalny.
A kiedy nie trzeba, dalej zabija i pije.

Pozostałe informacje :
Jest upadłym aniołem .
Jeżu, ludzie (i anioły), trzymajcie pion! Chodzenie nie jest aż takie trudne.
Bycie upadłym jest fajne. Zamienia się wtedy tę wieśniacką białą szatkę na lateksy, skórę i pejcze. Ty byś nie chciała?
Nie no, w sumie...

Może jednak chodzić po ziemi (ale kiepsko mu idzie) (no, jakieś konsekwencje z bycia upadłym muszą być), a ludzie go widzą , gdyż posiada pierścień z Kamieniem Vic . Jego najlepszy przyjaciel to Nate.
Xawier chce pomścić się na Lucyferze , za odebranie życia jego dziewczyny.
No bo przecież jaka może być motywacja blogaskowej zemsty - zaciukanie dziewczyny (przez LUCYFERA, mwahahahaha!!!), przecież to proste. Co z tego, że jako upadli aniołowie obaj jadą na jednym wózku.

Ma romans z Aylyn.
Jego moc to manipulowanie ludźmi.

Imię:Aylyn
Nazwisko: Crowd
Jeżu, czy w tym blogasku nikt nie może nazywać się normalnie?
Naprawdę jeszcze doszukujesz się tu normalności?

Data urodzenia: 05.marzec.1993
Miejsce zamieszkania: Crashwill

Wygląd:
Aylyn to dziewczyna o pięknych blond włosach i ciemnych oczach. Jest kobietą wysoką i szczupłą .
Gdy jest kobietą, jest wysoka i szczupła, a jako dziewczyna ma tylko włosy i oczy. Okeeej...

Ubiera się dosyć wyzywająco , co przyciąga wzrok wielu facetów .

Charakter :
Jest wredna i arogancka . Nie martwi się zdaniem i uczuciami innych . Lubi prowokować i podrywać chłopaków.
Zatem w blogasku jest po prostu wcieleniem zła wszelakiego i w prostej linii potomkiem Belzebuba.
Innymi słowy to jakaś wariacja na temat klasycznej “różowej blondi”.

Kiedy zamienia się w demona , cieszy się ,że będzie miała większą władzę . Po czasie stwierdza ,że ogranicza ją to .
Fakt, kopyta, rogi i buchanie siarką z paszczy może utrudnić wyrywanie facetów.

Zachowanie Aylyn częściowo ulega zmienie co do Vivienne z biegiem czasu .

Pozostałe informacje :
W upadłego została przemieniona w wieku 17 lat .
Zginęła w porzaże (Czyli to nie była seryjna literówka ani strzał aŁtorki - ona naprawdę sądzi, że tak to się pisze.) . Tym samym co rodzice Vivi.
Czyli jest martwa. Taki drobny szczegół, o którym wspomina się na samym końcu.

Ma romans z Xawierem.

Imię:William
Nazwisko:Vreetix
Data urodzenia:28stycznia.3012r.p.n.e
Jeszcze kilka postaci i aŁtoreczka sięgnie po protohominidy.
Czekam na to. Serio.

Miejsce zamieszkania:Crashwill

Wygląd:
Wysoki,dobrze zbudowany mężczyzna.Ciemne włosy swobodnie opadają mu na twarz.Świetnie wplata się w tłum.
A jeszcze lepiej - w warkocze dziewcząt (robi za wstążeczkę).
Albo w tureckie sweterki na bazarach (jako szlaczek).

Zwyczajnie ubrany,zwyczajnie wyglądający.
Zwłaszcza w formie sweterka.
(Oho, komuś się kończą pomysły.)

Charakter:
Arogancki,złośliwy,buntowniczy,porywczy.
Wykazujący wszystkie oznaki młodzieńczej burzy hormonów w wieku 5021 lat. Jeszcze 5000 i będzie potrafił zacząć rozmowę z dziewczyną bez wsparcia kumpli kibicujących mu za plecami!

Jeśli czegoś chce nic nie stanie mu na przeszkodzie.Zna najbardziej wpływowych i bogatych ludzi w mieście.
W mieście Crashville. Tak, z pewnością mieszka tam sama światowa elita i wgl Iluminaci, milordzie.

Sam również ma dobrą pozycję.
Najlepsza jest zawsze przy oknie.
I przodem do drzwi.

Pozostałe informacje:
Przywódca zbuntowanych aniołów.
Ee, a co się stało z Lucyferem? Mam nadzieję, że po prostu nie chciał występować w blogasku.
Nie no, przez moment się pojawił... ale po tym, jak mu nastolatka spierniczyła do lasu, załamał się i zamknął się w sobie.

Jeden z najlepszych i najsilniejszych.
Jak większość posiada diament Vic.
*sprawdza, czy posiada diament Vic* O, faktycznie, też mam!

Oboje jego rodziców było upadłymi(Lilith i Salpsan-syn szatana.)
Ja przepraszam, ale ten syn szatana mi się kojarzy.
A nie zginęli czasem w poRZaże?
O dziwo w apokryficznej ewangelii Bartłomieja podobno rzeczywiście występuje syn szatana o imieniu Salpsan. Czyżby ktoś tu się pokusił o minimum riserczu? Jaka szkoda, że nie sprawdził przy okazji, że Lilith nie była upadłym czymkolwiek.

Imię:Diana
Nazwisko: Owens
O, wreszcie jakieś normalne dane osobowe!

Data urodzenia: 01.czerwiec.1994 rok.
Miejsce zamieszkania: Crashwill
Wygląd:
Niska,szczupła dziewczyna.Jej rude , najczęściej rozpuszczone włosy swobodnie opadają na ramiona.Żadko się uśmiecha.Twarz Diany nie okazuje uczuć.
Zimna suka z tej twarzy...
To przez ten nieortograficzny uśmiech.

Choć nie należy ona do szkolnych piękności,urodę ma niespotykaną.Ciało nastolatki okrywają przeważnie szare ciuchy,wygrzebane z lumpeksowych pudeł.
Znaczy - hipsterka? (Niech się szarym papierem toaletowym owinie, to będzie dopiero alternatywne!)

Charakter:
W dziewczynie skrywającej uczucia ,tkwi dusza wojowniczej dziewczyny,o której na początku sama nie wie.
Dobrze, że nie wojowniczego chłopca, bo to by wymagało hormonów i interwencji chirurga.

Nie posiada żadnych koleżanek,rodzina chce by była tylko świetną uczennicą ,a nauczyciele myślą ,że jest idealną uczennicą.
A w rzeczywistości jest zajebistą uczennicą.
Ale tak naprawdę piątki ma tylko dzięki ściągom, mwahahahah!

Diana ogólnie jest zagubioną,zamkniętą w sobie wiedźmą.
Pozostałe informacje :
Diana jest czarownicą.Will porywa ją i zamyka w piwnicy,
Niee no, ale żeby zaraz w piwnicy?

aby potem zrobić z niej ofiarę.
Bo wcześnie była agresorem, prawdaż.


Prolog.
Rok 1851.Nad Crashwill unosiły się deszczowe,masywne chmury.
Instrukcja: “Jak ŹLE użyć synonimu słowa ciężkie”.

Wszystko dzisiejszego dnia wyglądało tajemiczo i mrocznie.Mgiełka deszczu lekko muskała moją bladą skórę.
Muskając, chichotała subtelnie.

Wilgotne,ciemne włosy przylegały mi do ramion.
A nie do głowy? Łomatko... to jakaś gorylica?

Zmęczona usiadłam pod dębem w podartej,brudnej sukni,teraz już poszażałej , a wcześniej błękitnej jak niebo .
Kto ubiera dęby w sukienki, w dodatku brudne? ;)

Odchyliłam głowę i zaczerpnęłam głęboki wdech.
A potem pochyliłam głowę i zaczerpnęłam wydech.

Wilgotne powietrze było zmieszane z krwią i potem ludzi .
Wyrażenie "gęsta atmosfera" zyskało właśnie nowe znaczenie.
I one się tak tym potem i krwią sztachnęła? O fuuuu...

Zamknęłam oczy,które napełniły się łzami.
Te, które się nie napełniły, zostawiłam otwarte.

Mój diamentowy naszyjnik stał się ciężki.Ścisnęłam go w dłoni.Poczułam nieprzyjemne pieczenie. Szybko oderwałam rękę od biżuterii . Była poparzona w miejscu ,w którym dotykałam diamentu . Szybkim ruchem zerwałam łancuszek i rzuciłam go najdalej jak tylko mogłam.
*łapie łańcuszek, w końcu diamentowe naszyjniki piechotą nie chodzą*

-Ty przeklęty skur...-Łzy i brak sił przerwały moją wypowiedź.
Łzy rzuciły jej się do gardła!
Pewnie okazały się kryształowe i się nimi zakrztusiła, bidulka.

Podkuliłam nogi i ukryłam twarz w dłoniach. Było mi zimno. Dreszcze przechodziły po moim ciele. (tup, tup, tup...) Tak bardzo chciałam wstać i ich ratować. Moją rodzinę. Mój dom.Ale nie potrafiłam . Szok i strach mnie sparaliżował.
Eej, to jej rodzina jest tam gdzieś właśnie mordowana, a ona rozwodzi się nad tajemniczością klimatu, kolorem sukienki i mgiełką deszczu muskającą skórę? Wtf?

Wiedziałam jedno- kiedyś się zemszczę .
Ale teraz tylko posiedzę i poprezentuję się malowniczo pod dębem w sukience i wgl, zamiast robić coś konstruktywnego.
Oj weź. Ona chce być dramatyczna i mroczna, a Ty wszystko psujesz. Może jeszcze każesz jej przestać truć dupę?
No. :)

Nie ważne jaka będzie tego cena. Każdy tego pożałuje.
Noo, ja już zaczynam.

Ostatkami sił podniosłam się i poszłam w stronę nieznanych mi stron.
Znała tylko południe, reszta stron była dla niej tajemnicą.
Po chwili podjechał pociąg bylejaki, więc do niego wsiadła. Niestety, konduktor ją z niego wypierdzielił, bo nie miała zielonego kamyka.

Pozwoliłam nieść się instynktowi . Chciałam być jak najdalej stąd.

Rozdział I
Ach, te szyszki wbijające się w stopy!
Ach, te igły kłujące w pięty!
Ach, ci martwi rodzice akapit temu!

Pogoda była wyjątkowo piękna. Słońce górowało nad wysokimi , drzewami .
Drzewa wyniośle odgrodziły się od niego, przecinkiem.
I uznały, że to skandal, że one nie górują nad nim.

Moje ciało okrywała jedynie mała szatka , która zasłaniała intymne części ciała .
Strategicznie zawiązana chustka do nosa. BTW, nie nazwałabym tego "okrywaniem".

W stopy wbijały się patyczki i szyszki . O dziwo jednak nic nie czałum .
Całe szczęście! Cokolwiek to znaczy.
Jeśli pod “czałum” kryje się “czułam”, a nie “całun” lub “czambuł” - znaczy to, że ma stopy jak hobbit, ze zrogowaciałą podeszwą.

No może tylko łaskotanie...
To chyba jakiś defekt czucia w stopach. Pewnie da się to leczyć.

-Vivienne...- Usłyszałam głos , który szeptał me imię .
A zaraz potem dodał:
- Do dooomu, zupa stygnieeeee...
- Pomidoroooowa, zdrooowa, przynajmniej doobraa...

Wiatr zawiał mocniej , a powietrze zrobiło się chłodniejsze. Rozejrzałam się dookoła , ale nic nie ujrzałam .
Nawet drzewa się pochowały, skubane.
Był już las bez zwierząt - oh well, może być i bez drzew.

Nikogo kto byłyby w pobliżu . Uznałam więc ,że wszystko co dobiegło do moich uszu jest tylko urojeniem .
-Vivienne ! - Dźwięk męskiego , głosu stał się potężniejszy .
Za chwile dowiemy się, że głos należy do Anioła Muzyki, który nauczy ją śpiewu?
To przynajmniej miałoby jakiś sens...

W tym samym czasie słońce schowało się za szarymi chmurami .
Myk!

Z drzew opadły wszystkie,zielone liśćie .
Srrru!

Zrobiło się strasznie ponuro .
Szelestu-szelestu!

Gdy podeszłam bliżej do miejsca , z którego pochodził głos poczułam straszny ból . Patyki , które wcześniej mi nie przeszkadzały,teraz kaleczyły stopy i sprawiły,że zaczęła z nich lecieć krew.
No co za złe patyki!

-Cholera! - Krzyknęłam zdenerwowana. Było mi coraz zimniej .
Ale mimo to lazła w ten mroczny zakątek dalej.

Dreszcze przechodziły po całym drobnym ciele.
Ciało leżało w krzakach przysypane liśćmi i wyglądało przygnębiająco.

Kiedy spojrzałam w dół zauważyłam ,że jestem całkiem naga.
Jakiś zboczony wiatr tam wieje, ani chybi. Albo to ten las, w którym grasował Szybki Lopez.
Po prostu jakiś nadaktywny patyk zahaczył o tę jej szatkę i rozebrał (i tak dobrze, że tylko to).

Ze strachu zakręciło mi się w głowie . Serce zaczęło mocniej bić. Słyszałam jego każde uderzenie.
- Vivienne... - Poczułam ciepły oddech na szyji. Mężczyzna stał za mną.Chciałam uciekać , krzyczeć i wołać o pomoc ,ale strach mnie sparaliżował .
Poza tym mężczyzna był całkiem wyględny.

Poczułam jak mej klatki piersiowej dotyka coś zimnego . Ujęłam przedmiot i podniosłam go do poziomu swoich oczu , ujrzałam piękny diamentowy naszyjnik. Kiedy zapięto mi go na szyji postać zniknęła ,a biżuteria zaczęła palić moją mleczną skórę .
Zdejmijcie to mleko z ognia, bo wykipi!
Wy też rozwodzicie się nad odcieniem swojej skóry, gdy oparzycie się patelnią albo gdy upierdzieli Was komar? Ja też nie.
BTW, ten koleś nie mógł założyć jej tego naszyjnika, gdy miała wciągnięte majtki?
W takim razie cieszmy się, że to naszyjnik, i że założył jej go na szyję...

Otworzyłam szeroko oczy i zerwałam się z ciepłego łóżka . Byłam spocona i zdenerwowana. Ten sen możnabyło zaliczyć do moich najgorszych.
Starannie wpisałam go w odpowiednią tabelkę rejestru snów oraz opatrzyłam stosownymi trzema wykrzyknikami i czaszeczką.
Hę? A co w nim było takiego strasznego? Chyba że panna ma niedosyt po spotkaniu z tym tajemniczym typkiem z lasu.

Przeczesałam ręką wilgotne , czarne włosy . Drugą natomiast wymacałam pstryczek od lampki , która po naciśnieciu zapaliła się mocnym światłem . Z otworzego okna wylatywało rzeźkie powietrze .
Uciekało w popłochu. Trzeba było je otwierać, a nie otworzać.

Zaczerpnęłam głęboki wdech i podniosłam mój tyłek , aby móc podejść do okna .
Obok mnie leżały rzędem cudze tyłki, których tym razem nie ruszałam.
Sprawdź, czy tam nie ma mojego, bo go sobie odeśmiałam jakiś czas temu i nie mogę go teraz znaleźć.

Pierwszy krok był dosyć niepewny . Nieochłonięta ze snu bałam się ,że pozostawię na białym dywanie ślady krwi od stóp . Spojrzałam w dół i upewniłam się , że to była tylko moja podświadomość .
Jej cień w ujęciu Jungowskim rozpościerał się na dywanie i łypał złowrogo.
Dodać trzeba, że leżał tam ZAMIAST jej stóp.

Oparłam się o zimny parapet , który dał wielką ulgę mojemu gorącemu ciału .
Ciało z wdzięcznością przyjęło ulgę, podpisawszy wymagane pokwitowanie.

Przeniosłam zmęczony wzrok na jasnoświecący księżyc .
Łuna była tak potężna, że wywaliła spację z przymiotnika i odrzuciła ją tuż przed kropkę w zdaniu.

Kiedy od światła zaczęły szypać (szczypać?) mnie oczy (Aaaa, pewnie rzęsami ją szczypały, żeby powieki zamknęła.) zerknęłam na ciemną ulicę . Dostrzegłam ,że ktoś stoi pod drzewem. Wytężyłam wzrok i ujrzałam chłopaka palącego papierosa.
-Dziwne .- Powiedziałam sama do siebie. Zerknęłam na zegarek telefonu . Była 3.00 w nocy . - Komu o zdrowym rozumie chce się o tej porze spacerować ? - Pomyślałam .
Eee... całej masie ludzi? Zwłaszcza latem?

Nagle młodzieniec odwrócił głowę w moją stronę. Speszona schowałam się za zasłonką . Oddech mi przyspieszył , a serce zaczęło mocniej bić . Poczułam dziwny ból w klatce piersiowej i w myślach usłyszałam dźwięk mojego imienia ze snu.
Na jawie nosiła inne imię?
Wiesz, może jest jak te niektóre Marysie i Zosie, które w snach nazywają się Anathema Perdita von Trompke.

Dyskretnie spojrzała na ulicę .
Z wrażenia zmieniając formę narracji.

Nie zauważyłam tam już nikogo . Z dziwnym lękiem powędrowałam w stronę łóżka . Położyłam się wygodniej i otuliłam ciepłą kołdrą . Wiele myśli napływało mi do głowy. Kim był chłopak ze snu ? Co miał oznaczać ten sen ? Kto stał pod drzewem ?
I tym pełnym zagadek akcentem kończymy niniejszą analizę. ;]

23 komentarze:

Bumburus pisze...

Dzięki, dziewczyny, za kolejną porcję zakwiku. A już zaczynałam się martwić, czy was jakiś dunder nie świsnął...
Hasło iions loalmys. Lwy i lojalna mysz?

beata101 pisze...

Dzięki wielkie :) Dreszcze mi chodzą po skórze (tup,tup,tup) :D
I law ju :)

Anonimowy pisze...

Komentarz o zupie pomidorowej ubił mnie na miejscu. Leżę i powstać nie zamiaruję. Jesteście świetne ;)

Reinmar

Lothwena pisze...

Zachichałam się doszczętnie :-)
Szkoda, że na ciąg dalszy trzeba czekać cały tydzień, chyba przeczytam analizę jeszcze raz, ot by nadal chichać ;-)

Notabene, jeżeli mam zdolność manipulowania ludźmi, czy oznacza to, że jestem upadłym aniołem?

Pozdrawiam cieplutko.

Serenity pisze...

Biedny Lucyfer. Trafić do opka. Współczuję mu. Całe szczęście, że nie wystąpi już w dalszych częściach (nie wystąpi, prawda?).

Pozdrawiam
Serenity

Vivaldi pisze...

Lucyfer powinien wpisać swoje imię w rejestr nazw zastrzeżonych i zdzierać kupę kasy z każdego niewydarzonego frajera, który "uszczęśliwia" świat podobnymi tworami...

Mi wszystko opadło już na poziomie opisu bohaterów. To już rąbanie Jaska było zabawniejsze :>

Miss Derisive pisze...

Są takie dni, kiedy tym, czego człowiek potrzebuje najbardziej, jest dobra analiza. Dziękuję!

Tylko czemu, czemu nie doszło do protohominidów?

Anonimowy pisze...

czy zwróciłyście uwagę na niesamowitą pisownię dat...? liczba kropka nazwa miesiąca w mianowniku (O.o) kropka rok - jak się trzeba namęczyć, by coś takiego wymyślić...

pzdr ;)

Anonimowy pisze...

Upadło mi się :D Z materaca na podłogę. Ze śmiechu. Czy zaliczam się do grona upadłch, czy może mam spaść ze dwa piętra niżej?

Buuka

Babatunde Wolaka pisze...

Czytając: "wykłute na pamięć formułki", wyobraziłem sobie wzór na pracę prądu elektrycznego (W=UIt) wytatuowany na przedramieniu.
Personalia bohaterów są rzeczywiście z kosmosu, chociaż oprócz Diany Owens do przyjęcia jest jeszcze Vivienne Jenkins. Co prawda to jest zestawienie typu "Apolinary Wróbel", ale jednak ma w sobie szczyptę prawdopodobieństwa.
Do śmiechu skłonił mnie szatan zasuwający do roboty, Lucyfer stwierdzający, że chromoli, oraz anioł szorujący zębami o bruk.
Przeskoczyłem do tej analizy prosto z "Antracytowych aniołów". Teraz, po tygodniu intensywnej penetracji archiwów Przyczajonej Logiki, muszę sobie zrobić szlaban na jakiś czas, bo już mi się po nocach śnią fabuły rodem z blogasków. Dobrze przynajmniej, że nie yaoi.
Keep up the good work!

jasza pisze...

Ciekawe, czy choć kilka z osób przedstawionych w prologu pojawi się w fabule. Idę czekać...

Nolofinwë pisze...

Znalazłam w tym wszystkim plus - mamy do czynienia z duchami, aniołami, upadłymi aniołami, ale NIE wampirami. Przynajmniej w tej kwestii ałtorka się postarała. Natomiast reszta... Cóż rzec...
Kiedy ja miałam te dwanaście lat i pisałam opka miałam przynajmniej tyle rozsądku, żeby nie walić spoilerów w opisach postaci. Miałam żelazną zasadę, że nie wrzucam opisu postaci, zanim takowa nie pojawi się w fabule. Ale widać co kraj to obczaj...

Tuśka pisze...

William długością żywota pobił nawet Wolfganga z mojej analizy. A to nie takie łatwe.

"Jego moc to manipulowanie ludźmi." - moc szefa korporacji!

Poraż... Porzaż... Cokolwiek - miażdży. Absolutnie. I wogle wygląda na to, że przeszło pół opka to opis postaci. Żenialne :D.

Pozdrawiam i czekam na następną część!

Tuptaju pisze...

Jak zwykle świetne.
Jestem świeżo upieczoną ałtoreczką i zastanawiam się, czy może nie przejrzałybyście czegoś z mojej twórczości.
Jeśli tak, to zapraszam - pełen wybór. http://tuptaju.deviantart.com/gallery/35979785

lilianistification pisze...

kocham Was za wstawienie linka do "Angel of Music", Upiór w Operze to mój ukochany musical.
Opko, szczerze mówiąc, nudnawe, czekam na kolejny odcinek, może będzie więcej akcji.
hasło: nglet eentsru.
To "sru" to świetny komentarz do tego opka...

Anonimowy pisze...

http://pysiunia10412.blog.interia.pl/

Znalazłam go dzisiaj i pomyślałam, że mógłby was zainteresować xPP

Swoją drogą czytam was od dłuższego czasu i muszę przyznać, że nie trudno się od was uzależnić 8D // Sureau

Anonimowy pisze...

Dziękować bardzo za kwikaśną analizę!
Bardzo mi się podobało i o szlaczku i zielonym kamyku i wojskowej definicji-świetne!
Co bardzo oryginalne w tym opku to twórcze podejście do pisania słowa pożar..
Szanowny Lucyferze!Uprzejmie donoszę:są na Ziemi ałtoreczki,które piszą o Tobie złą literaturę..
("Tylko sie nie pomyl i nas Pawlaków..")
Chomik

Anonimowy pisze...

Pryz definicji wojskowej czasoprzestrzeni się usmarkałam si ze śmiechu... A myślałam,ze juz mi toi nigdy nie grozi

Dzidka pisze...

Protohominidy i odeśmiany tyłek leżący wśród innych *rechocze pryskając marchewką* Moje kochane PLUSkiewki :*

Winky pisze...

Czytałam wasze analizy na wykładach. Przy Wiedźmińskim yaoi rżałam jak debil na cały wydział... Oby tak dalej. xD

Anonimowy pisze...

Z tego co mi wiadomo Semiazas jest określany jako władca upadłych aniołów, ale to chyba tylko w okultyzmie.

Anonimowy pisze...

Hello, i think that i saw you visited my web site so i came to
return the desire?.I am attempting to to find things to enhance my web site!

I assume its adequate to use a few of your ideas!

! link tutaj,
http://www.palkiajack.com/MagaretSl

Feanoriel pisze...

"Mój diamentowy naszyjnik stał się ciężki.Ścisnęłam go w dłoni.Poczułam nieprzyjemne pieczenie. Szybko oderwałam rękę od biżuterii . Była poparzona w miejscu ,w którym dotykałam diamentu . Szybkim ruchem zerwałam łancuszek i rzuciłam go najdalej jak tylko mogłam."

No jak...! Przecież...! MASZ MÓJ SILMARIL, DURNA JĘDZO! >-<