piątek, 3 lutego 2012

Starannie wygotowane miecze, czyli elfio-wampirze wujwieco


Witajcie!

Domagaliście się blogaska z "Władcy Pierścieni" - i dostaniecie go, kiedy tylko znajdziemy coś, co nas zainteresuje. Tymczasem przedstawiamy opko o elfach - które mają tak wyraziste cechy gatunkowe, jak jasne włosy i oczy, ale które poza tym są dosyć krwiożercze, a jeden z nich prawdopodobnie jest strusiem. Gościnnie wystąpi Wiejski-magiczny-runiczny-kowalo-mieczniko-płatnerzo-sprzedawca koni, a jako dodatkowe atrakcje pojawią się: dzika puszcza bez jakiejkolwiek ilości zwierząt, łopoczące peleryny, krasnoludzka wieś i - oczywiście - Elementy Komiczne.
Indżojcie!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka
Adres blogaska: http://opowiadanie-o-wampirce.blog.onet.pl/2,ID355700862,index.html

Bohaterowie:

Sen
Wampirka (proszę zwrócić uwagę na szczególną urodę tego określenia) na skutek przekleństwa ojca zamieniona w elfką.
Przekleństwo polegało na tym, że na zawsze zatraciła umiejętność poprawnej odmiany wyrazów.
Spiczaste końcówki przeniosły się jej z zębów na uszy.

Wbrew własnej woli trafia do innego świata, w którym poznaje przyjaźń, miłość i defekujące tęczą kucyponki dowiaduje się o roli, jaką zaplanował dla niej los.
Albowiem, jak nauczyło nas fantasy, każdy świat tylko czeka na bohaterkę, która go ocali. Przed czym - jest kwestią drugorzędną.

Szybki Lopes
Struś Elf wygnany z wioski. Spotyka Sen dwa dni po jej przybyciu do tego świata i postanawia poprosić ją o pomoc w zbieraniu strusich jaj jej towarzyszyć. Jest wesoły i dość otwarty jak na ptaka elfa. Nie lubi posługiwać się magią. Uwielbia ptaki (wiadomo!).
Mnie się Szybki Lopez kojarzy bardziej z tym dowcipem:
Szybki Lopez baraszkuje w łóżku z panienką i nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Panienka oczywiście przerażona, bo przekonana, że to mąż wraca z pracy. Szybki Lopez, jak to Szybki Lopez, ubiera się błyskawicznie i wyskakuje przez okno. Panienka idzie otworzyć drzwi. Otwiera, a tam Szybki Lopez:
- Zapomniałem butów.

Lelek
Lelek- gatunek niewielkiego ptaka nocnego z rodziny lelkowatych (Caprimulgidae) wędrowny poeta, mający talent do wpakowywania się w kłopoty: jak nie kłopoty z damami(a raczej z ich mężami) to ze zbójcami (Znaczy się - gustuje w chłopcach?). Na początku milczący, potem otwiera się i okazuje się niepoprawnym gadułą i co ciekawe, bardzo dobrze rzuca nożami w rozmówców ale tylko tych, którzy mu przerywają. Mimo wszystko wierny druh i towarzysz a nawet kompan i przyjaciel.

Xaver
Syn "tego" Mozarta? Czy może profesor X w przebraniu?

Elfi rycerz, zdezerterował z dwóch armii w obu zarabiając bezterminowe wyroki śmierci.
Z dwóch armii... naraz? Znaczy się był podwójnym agentem?
Mnie to trochę Cahirem zapachniało. "Wieża jaskółki": A Cahir aep Ceallach w wielkim konflikcie Nilfgaardu z Nordlingami zdążył już walczyć w obu armiach i z obu zdezerterować, w obu zarabiając zaoczny wyrok śmierci.
Ciekawy jest ten bezterminowy wyrok śmierci. Znaczy co, że nie ulega przedawnieniu?
Jeśli umrze przed wykonaniem wyroku wskrzeszą go, a potem zabiją znowu - tacy są zawzięci!

Wie dużo o wojnie, jednak jest przekonany, że wszyscy się nawzajem wybiją a ostatni zgasi światło ten świat stanie się światem gnomów, które jako jedyne nie mieszają się do konfliktów zbrojnych.
Tak, bo na wojnie wystarczy nie mieszać się do konfliktu, żeby nie zginąć. Ofiary w ludności cywilnej biorą się więc zapewne stąd, że owa ludność masowo sama rzuca się pod czołgi.

Rozdział 1
-Nie zrobię tego!!! Nie i koniec. Nie zabiję już nikogo więcej! Nie potrzebuję tego!- dziewczyna miotała się po pokoju.
-Jesteś wampirem! Jesteś nim, czy tego chcesz, czy nie!- gładki głos ojca wbił się w jej przemowę jak w masło.
Dobrze, że jej przemowa miała konsystencję masła - inaczej nic gładkiego by w nią raczej nie weszło.

-Nie jestem! Nie mam czerwonych oczu, tylko niebieskie! We włosach mam jasne pasemko!
A na głowie kwietny mam wianek! W ręku zielony badylek!
Bo o wampirzej naturze decyduje wygląd zewnętrzny. Mnie przekonuje zwłaszcza to jasne pasemko. Nie można być wampirem z jasnym pasemkiem, przecież to elementarne. Aha, czyli jak nastroszę sobie włosy, żeby mieć grzywę i spiłuję zęby tak, żeby były bardziej spiczaste, to mogę zacząć wmawiać ludziom, że jestem lwem? Wmawiać możesz. :)

Nie jestem nim. I zróbcie mi co chcecie, ale nie zabiję już nikogo.
-W takim razie nie możesz tu przebywać.- z kolei głos matki zabrzmiał w okrągłej komnacie.
To głos ojca obijał się o ściany holu przed wejściem?
A matka siedziała w jakiejś tam okrągłej komnacie i wrzeszczała, żeby ją było słychać.

- jutro zdecydujesz, czy chcesz być wampirem, którym się urodziłaś, czy elfem. Chodź- złapała ojca za rękę i wyszli łopocząc pelerynami.
*łopotu łopotu*
Chyba mają tego samego krawca co Rahl Posępny, bo
on też łopotał. To źle wróży.
Zwizualizowało mi się, jak ci rodzice idą trzymając w wyciągniętych w tył dłoniach brzegi peleryn i energicznie nimi łopoczą. Może to taki napęd, jak śruba na statku?

Dziewczyna skuliła się na łóżku i spojrzała w lusterko badając kolor swoich oczu. Nigdy jeszcze nie widziała tak głębokiego błękitu. Potem przyjrzała się jeszcze jasnemu pasemku nad czołem. Odrzuciła włosy do tyłu i wstała. Stanęła przed dużym lustrem i podwinęła rękaw. Na bladej skórze widniał czarny symbol. Sen zasłoniła go dłonią i uśmiechnęła się. Lekko zbladł.
Co zobaczyła, przenikając wzrokiem dłoń.
Może miała przeźroczystą dłoń?

Nie chciała go widzieć. Nie chciała go mieć. Nie chciała być wampirem.
A to bycie wampirem zależy - oczywiście oprócz koloru włosów - od jakiegoś znaku na przedramieniu (Mroczny Znak anyone?)? Łoboru, ktoś tam znakuje te wąpierze, jak nierogaciznę? Pewnie jeszcze mają w uszach kolczyki z numerkiem.
Może z tymi znakami charakterystycznymi to jak z grą w papier-kamień-nożyce, gdzie nożyce pokonują papier, a papier - kamień itd. - tylko tutaj np. pasemko pokonuje tatuaż, a jasny kolor tęczówki - kły?

Do życia nie była jej potrzebna krew śmiertelników.
No to z niej dupa, nie wampir. Dylemat rozwiązany.

Wiedziała, co ją czeka. A mimo to nie rezygnowała. Chciała opuścić ten zamek z tymi grubymi, zatęchłymi murami.
Ciężko będzie zabrać mury ze sobą, zwłaszcza jeśli są grube, ale może ktoś jej pożyczy jakąś większą taczkę... albo tira.

Zaczęła się pakować. Między brwiami pojawiła się zmarszczka. To ją też spakowała. Schowała niezbędne rzeczy i poszła do pokoju rodziców zabierając plecak. Zapukała i weszła.
-Zdecydowałam się i odchodzę. Nie napiję się krwi w Dzień Miesiąca.
-Nie?- ojciec wstał z fotela- w takim razie odejdź stąd! I nigdy nie wracaj! Nie chcę cię widzieć!!! NIE JESTEŚ JUŻ MOJĄ CÓRKĄ!!!
-Nie jestem nią od dawna.- odpowiedziała mu uprzejmie.
Jasne pasemko mam po listonoszu.

- A teraz wybaczcie, idę. Pa mamo, podaj temu panu coś do picia. – odwróciła, się i poczuła coś.
-Co… co ty robisz!- wrzasnęła, unosząc się w powietrze
-Przeklinam cię! Traf do kraju magii, gdzie niechybnie zginiesz! Stań się elfem! Nienawidzę cię!
Elfem? Tylko? Panie wampirze, cieniutka ta pańska zemsta, ja bym ją zmieniła w wróżkę zębuszkę. Albo w kucyponka.
A w gnoma to nie łaska? Albo krasnoluda?

Sen poczuła, leci, że ale zaraz zapadła w odrętwienie. Wyrwało ją z niego mocne uderzenie. To Pigmejka kopała narrację, żeby przywrócić właściwy szyk w zdaniach. Podniosła się. Stała na polanie w lesie. Przygryzła wargi ze złości i poczuła coś dziwnego. Nie miała kłów. Pomacała się po twarzy pełna sprzecznych uczuć. Porwała włosy, które z kruczoczarnych zmieniły się w jasne.
Zapamiętać: czarnowłose elfy nie istnieją. Noldorowie to wymysł hobbickiej propagandy.

Poderwała rękaw. Nie było nic. Znak zniknął. Zamiast niego pojawiła się jasna blizna. Jeszcze jaśniejsza niż blada skóra. Wiedziała, że będzie musiała ją ukrywać. Bo przestała być wampirem, a stała się elfem.
Oczywiście nie sprawdziła cechy, że tak powiem, zasadniczej, czyli spiczastości uszu... ale w tym blogasku żadna magiczna rasa nie jest tym, czym być powinna.

Rozdział 2
Sen szła już dwa dni zastanawiając się po co sprzeciwiła się rodzicom. Była zmęczona, bała się i w ogóle nic nie wiedziała.
Nawet tabliczka mnożenia sprawiała jej trudności.
Tak się kończą nastoletnie fochy.

Nagle usłyszała szelest. Wyostrzony słuch informował ją, że ktoś się zbliża.
Ja wiem, że Wy wiecie, ale trzeba to stwierdzić głośno - był to Jeż Jak Byk! *szelestu szelestu*

W panice schowała się w krzakach trzymając w ręce sztylet. Marna to była broń, ale zawszy broń….
Taka broń to rzeczywiście... dobra chyba tylko na wszy.
Te wszy na pewno mają coś wspólnego z nadprogramową kropką na końcu zdania.
To nie kropka, to bardzo mała wesz!

W polu widzenia pojawił się młody elf.
-Młody!- zbeształa się w myślach- po elfach nie widać wieku.
Jedno było pewne: to był elf rodzaju męskiego z długimi białymi włosami, wysoki i smukły. Zatrzymał się i nałożył strzałę na cięciwę.
-Wyjdź. Pokarz się!- zawołał.
Zbiczuj się!
Uhuhu, dopiero początek blogaska i już BDSM? *Pigmejka lubi to*

Głos miał melodyjny, dźwięczny i w ogóle miły dla ucha, jednak Sen zamknęła oczy i cicho zaklęła. Wyszła ostrożnie zza krzaków i popatrzyła się na elfa.
-Nic ci nie zrobię- powiedział ten i opuścił łuk.
-To dobrze- odpowiedziała mu, ale nie schowała noża. Był pierwszą istotą, jaką widziała od kilku dni. Jednocześnie była zadowolona, jednocześnie przestraszona.
Jednocześnie, zauważcie.
Typowe “i chcę, i boję się”. Tru Loff jak nic.

-Jestem Lopes- elf  schował strzałę do kołczana. - Szybki Lopes - dodał, gdy było już po wszystkim.
-Ja…- Sen przełknęła ślinę. Wampirom często nadawano imiona uczuć i stanów istot,
Z pewnością uroczo było mieć wujka Ogólne Zmęczenie i ciotkę Hercklekotkę.
A jeszcze fajniej - siostrę Notoryczne PMS i brata Dziś Też Mi Nie Stanął.

jednak teraz powiedzenie ,,Jestem Sen” wydawało się jej strasznie głupie. Westchnęła i zrezygnowana powiedziała:
-Jestem Sen.- spojrzała na niego by zobaczyć jego reakcję.
-Sen?- zdziwił się.- ale fajne. Bo moje w starym języku oznacza przebudzenie.
W którym starym języku?
Mniejsza o to - mnie ciekawi, co jego imię znaczy we współczesnej mowie. "Poranne wory pod oczami"?

-O.- powiedziała tylko. Stali tak przez chwilę, nie wiedząc co powiedzieć. Pierwszy odezwał się Lopes.:
- Czy ty też wędrujesz przez ten las?

-Dokąd idziesz?
-Ja…- a skąd mam wiedzieć?- pomyślała- nawet nie wiem, gdzie wylądowałam
-Nie wiem
-Acha. To tak jak ja.
Wśród elfów szwendanie się bez celu i sensu najwyraźniej jest zajęciem bardzo popularnym. Może to jakieś podróże zen?
Oj tam. Łazi to po lesie, zje jakieś podejrzane grzybki, które się okażą halucynkami, to i później trochę nie ogarnia, normalna rzecz.

Słuchaj, to może razem będziemy podróżować, co? W grupie raźniej i bezpieczniej.
I może w końcu wymyślimy, dokąd, u licha, chcemy dotrzeć.
Zwłaszcza że nowo poznany prawie na pewno nie jest gwałcicielem ani złodziejem... tak mu dobrze z oczu patrzy!

-Hmm… właściwie… to nie mam nic przeciwko…
-No to super!
-…ale mam jedną prośbę. Nie pytaj mnie kim byłam wcześniej. Nie pytaj mnie o przeszłość, ja też nie będę. Nie chcę. W porządku?
Skrywanie mhhrocznych tajemnic jest niezbywalnym prawem każdej boCHaterki.

-Dobrze. Właściwie to nawet lepiej. Mnie też się o przeszłości nie chce rozmawiać. Te gwałty i morderstwa to nie jest coś, czym lubię się chwalić, rozumiesz. To co, idziemy?
-Wspaniale. Tylko gdzie?- spytała się uprzejmie.
-Hmm…  Nie za bardzo do miasta, lepiej się trzymać na uboczu…
Oho, ktoś tu się ukrywa. Mnie by coś takiego niezbyt entuzjastycznie nastroiło do spotkanego na odludziu nieznajomego, no ale to mnie.

Najlepiej na południe, nie ma tam wielu miast, są wsie, elfickie, ludzkie i Krasnoludzkie…
Pytanie do Czytelników: słyszał ktoś z Was kiedyś o elfickiej wsi? A o krasnoludzkiej? Ja też nie.
*wizualizuje sobie rozsiane wśród pól skromne kopalnie krasnoludzkie pokryte strzechą*

Gnomie bardziej na wschód, ale nie musimy tam iść…
No nie mogę - ciekawe, czy w tej krainie smoki też mają swoją wieś.
*Smocza Wólka*

Przy wsiach się lepiej trzymać, w razie czego będzie pomoc. A ty nie jesteś z tego świata, prawda?- zadał to pytanie takim tonem, jakby się pytał czy słońce świeci. Sen upuściła nóż, który zaczepił o udo i zostawił na nim czerwoną smugę. Zaklęła paskudnie i podniosła go.
Jeszcze chwila, a się o własne nogi zabije.

-Nie. Ale miałeś się nie pytać o przeszłość.
-To takie pytanie organizacyjne… Nie wyglądasz na taką z tego świata, bez urazy.
A co, ma nad głową wielki świecący neon z napisem "Królestwo moje nie jest z tego świata"?
Nom. A poza tym ma na sobie ubrania modne jakieś trzysta sezonów temu.

Uważam, że kilka słów o sobie nie zaszkodzi. Dobra, ja zacznę. Chodź- złapał ją za rękę i pociągną między drzewa.
Wow, naprawdę jest szybki. Tak szybki, że urywa mu od końcówek rzeczowników.

-Nazywam się Lopes. To ci wystarczy, ja sam nie umiem dobrze wypowiedzieć swojego nazwiska, mimo że uczyłem się go 56 lat. Mam 62 lata.
Boru, ciekawe, jak długo uczył się wiązać buty i nie wycierać nosa w rękaw.
O pisaniu i czytaniu nie wspominając. (Idąc tym tropem - czyżby wszystkie aŁtoreczki mające problem z poprawnym pisaniem miały bardzo trudne nazwiska - i nie mogły opanować zasad języka, bo uczyły się własnych danych osobowych?)

Uczono mnie magii, ale nie lubię się nią posługiwać… denerwuje mnie. Zostałem wypędzony z wioski… bo zaniżałem jej średni iloraz inteligencji o dobre 50 punktów nie chciałem czegoś zrobić. Myślę że wystarczy. Teraz ty.
-Muszę…?
-Tak.
-Nie chcę.
-Ejże, umowa to umowa!
Sen spojrzała na niego koso, ale nie sprzeciwiła się temu.
Kos też nie miał nic przeciwko.
Kosa tym bardziej, jako że jest tylko narzędziem.

-Ja nie jestem elfką. Nie urodziłam się nią. Rodzice… sprzeciwiłam się im. No cóż… przenieśli mnie tu. Nawet nie wiem gdzie jestem, w jakim świecie, w jakim czasie.
Normalni rodzice co najwyżej szlaban dadzą...

Czas jest chyba ten sam, ale inny wymiar.
-Kim byłaś wcześniej?
-Wampirem- nie popatrzyła się na niego tylko szła dalej. Mimo to usłyszała jak głośno wciąga powietrze- nie chciałam się napić krwi w rytualny dzień. Powiedziałam nie i papa, ale ojciec się wkurzył. I żeby tylko się wkurzył. Wpadł we wściekłość. Za pomocą zaklęcia spuścił na mnie przekleństwo.
Z dużej wysokości, za pomocą zaklęcia liny i kołowrotu.
W tych okolicznościach lepsze przekleństwo niż kowadło albo fortepian.
Fakt, szkoda fortepianu.

Przeniosło ono mnie tutaj i zamieniło w elfa. Wystarczy ci?
-W zupełności…
-Zdziwiony?
-Trochę… To prawda, że wampiry mają taki… śmieszny akcent?
-Znak?- dokończyła kpiąco-tak , to prawda.- podwinęła rękaw ukazują bliznę.- znikną mi.
Po tym opku chodzi jakiś Znikacz. Znika nie tylko znaki, ale i ostatnie litery w wyrazach. Znikaczu, idź precz!

Jest czarny i uważam to za głupotę, gdy ktoś chce zaszpanować i wykuwa sobie taki tatuaż.
Wykuwa w granicie i stawia w ogródku, ofkors. Fakt, to głupie.
Wgl skoro tutejsze wampiry są takie same jak te w świecie boCHaterki, znaczy to, że to ten sam świat, prawda?
Tak podpowiada logika - co oczywiście oznacza, że zapewne jest całkiem inaczej.

-O kurcze…- elf nie mógł zdobyć się na nic więcej. Przez chwilę szli w milczeniu. Słońce minęło już zenit.
-Może coś zjemy?- zaproponowała Sen
-Masz coś?- zainteresował się Lopes
-Trochę owoców. Robaków, korzonków, jagód zebranych w lesie...
-Ach… Myślałem że coś jeszcze…
Schaboszczaka.

-Ostatni kawałek chleba zjadłam dziś rano- odpowiedziała mu sucho- nie jestem wybredna, po za tym zmęczyłam się.
-Dobra, odpocznijmy. Ja też mam trochę owoców. Zapowiada się królewska uczta, nie ma co.
-Ale masz delikatne podniebienie… no no…- zakpiła elfka wgryzając się w jabłko.
Ciekawe skąd wzięli te jabłka. Z dzikiej jabłonki, czy może zajumali komuś z sadu?

-Od miesiąca jem tylko owoce. Nawet tobie by zbrzydło. Mam ochotę na porządny kawał mięsa.
Mówiłam, coś krwiożercze te elfy.
*wizualizuje sobie elfa wchrzaniającego golonkę*

-Po co nosisz łuk?- popatrzyła się dziwnie na niego.
-Mam polować!- wykrzyknął wstrząśnięty. - To uwłacza mej godności! - Sen uniosła ironicznie brwi.
-Nie musisz, możesz złapać ptaka i zjeść go na żywo- parsknęła ze złością.
Możesz też zjeść go w formie retransmisji, po wcześniejszej obróbce w studio.
(A od polowania różni się to tym, że...?)
(Niczym, oprócz tego, że nażarłby się przy okazji pierza.)

Lopes zakrztusił się gruszką (Chyba jednak zajumali komuś te owoce z sadu, bo w dziką jabłonkę ORAZ dziką gruszę nie uwierzę.)
-Słucham!? Zbyt kocham ptaki, żeby je jeść. I tu jest problem, bo w tym lesie żyją tylko ptaki.
-Wiewiórki? Jelenie? Nietoperze? Mrówki? Jeże?
-Nie. Dlatego nie ma mięsa.
Wioski krasnoludów, las bez zwierząt... jakie jeszcze cuda zafunduje nam aŁtoreczka?

No, mrówki są, ale nie jestem aż tak głodny…
To chyba są jakieś mocno jadowite i mordercze mrówki, które wybiły pozostałe zwierzęta - innego logicznego wyjaśnienia dla opustoszałego lasu nie znajduję.

Zamilkli. Po chwili skończyli jeść i poszli dalej. Sen w ogóle nie orientowała się w otoczeniu i na jej gust mogli się również kręcić w kółko, dlatego zdała się na instynkt elfa.
-Jak duża jest ta puszcza?
-Dość duża, żeby się po niej długo błąkać. My jesteśmy na skraju, w ciągu półtora tygodnia powinniśmy wyjść na równinę.
I na całym tym obszarze nie żyje ANI JEDNO zwierzę niefruwające. Lecę uwierzyć. Elfie, naprawdę lepiej byłoby, gdybyś się przyznał, że jesteś dupa, nie myśliwy.
Może przez sześćdziesiąt dwa lata życia zdążył już wybić i zeżreć wszystko, co tu żyło?

W ciągu miesiąca dotrzeć do jakichś wiosek.
Gdzie oni wywędrowali? Na Kołymę?
Najwyraźniej.

Zatrzymali się po kilku godzinach na noc. Sen poszła poszukać czegoś do jedzenia, a Lopes zajął się przygotowywaniem obozu. Zjedli iście królewski posiłek: gruszki i jabłka jakimś cudem rosnące w tym lesie.
Ok, wyjaśniło się - to nie las, tylko naprawdę, naprawdę duży sad. Albo aŁtoreczka w życiu w lesie nie była.

Trafiła również na śliwy, tak jakby nie było tutaj pór roku.
Rozumiem, ze według aŁtoreczki śliwy błyskawicznie wyrastają późnym latem, dają owoce i zaraz usychają?
Niech dobrze poszuka, może jeszcze w tym przedziwnym lesie trafi na krzak dżemowy i zarośla konfiturowe. Potem tylko musi znaleźć drzewo chlebowe i kolacja jak znalazł.
I strumyk, którym kakao płynie z wolna.

Rozdział 3
-Dzień dobry!- rzuciła Sen do Lopes
-Ja jeszcze śpię…- jęknął elf i przewrócił się na drugą stronę. Na twarzy dziewczyny pojawił się złośliwy uśmiech. Złapała jakiegoś żuka (W tym lesie są podobno tylko ptaki i mrówki!) i bez ceregieli wrzuciła mu go za koszulę. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Elf najpierw poruszył się mrukną, w końcu poderwał się z ziemi z głośnym okrzykiem:
-Cholera jasna!- zerwał koszulę a nieszczęsny owad pomkną daleko stąd…
Oto przed państwem Element Komiczny. Gdy już przestaniecie się śmiać, możecie wrócić do lektury.

Lopes popatrzył się na nią z wyrzutem- odbiło ci?
-Nie reagujesz normalnie jak chcę cię obudzić, to muszę sięgać po radykalne środki. Masz śniadanko i niezłą klatę-Sen wyszczerzyła się głupio patrząc się na nagi tors elfa.
Ten tors również mu zaserwowała do pożarcia, jak rozumiem?
Nie, tors zaserwowała sobie - nabrała bowiem ochoty na coś mięsnego.

Założył koszulkę i smętnie popatrzył się na kilka owoców.
-To wszystko?
-Nie, pociągnij za sznurek a dostaniesz resztę- prychnęła Sen i popatrzyła się na niego ponuro. Miała identyczne śniadanie i tak samo jak on była z tego zadowolona. Elf szybko zjadł posiłek i spakował się. Szli w milczeniu. Słońce prażyło niemiłosiernie.
W lesie? Nie, aŁtoreczko, o ile nie idą właśnie przez tropikalną dżunglę, to nawet podczas upału w lesie nie będzie im gorąco.
Kolejny argument za tym, że to jakiś w cholerę wielki sad.

Około południa doszli do małego strumyczka, który na szczęście płyną na południe. Sen zdjęła plecak i siadła na brzegu. Byłą okropnie zmęczona. Lopes również siadł na trawie.
-Możemy iść strumieniem, nie będziemy musieli się martwić o wodę- odezwał się po chwili. Był zmęczony. Sen nie odezwała się. Nie chciało się jej marnować sił na gadanie.
Nie chciało jej się z nim gadać po prostu. Najwyraźniej robi wszystko, żeby zniechęcić nowego towarzysza podróży.

-Sen- rozmowę znowu zaczął Lopes. A podobno elfy są skryte-pomyślała- czy umiesz walczyć mieczem?
-Oficjalnie czy nie?- Sen dziwnie się uśmiechnęła.- oficjalnie to nie. Wampiry jak już muszą walczyć, robią to dzięki swoim umiejętnościom.
Wszyscy inni walczą polegając na swoim braku umiejętności.
O przepraszam, ja moją dzidą władam bardzo umiejętnie.
Już ustaliłyśmy, że jesteś wampirem. Choć kolor włosów może działać na
Twoją niekorzyść.


Ja jednak czasami brałam stary miecz i wywijałam nim razem z min sługą.
Chodzi o sługę min przeciwpiechotnych czy sługę dostępnego na minuty?
W każdym razie jest to najwyraźniej sługa przyczepiony do miecza. A ona okrutna nim wywija - przecież się temu słudze może w głowie zakręcić! :(

Uczył mnie- dziewczyna uśmiechnęła się do wspomnień.- więc od biedy trochę umiem.
-Acha. Pytałem się, bo ostatnio jest trochę niebezpiecznie.
Mrówki w tym lesie stały się ostatnio jeszcze bardziej agresywne.

Dobrze by było, jakbyś umiała walczyć. Moglibyśmy wieczorami ćwiczyć patykami. To nie to samo, ale trochę bym cię podszkolił. W jakiejś wsi załatwiłoby się broń.
Taa, kurna, chyba cepy.
Co chcesz, takimi widłami to już można niejedno zrobić, o kosach nie wspominając.
Szermować nimi akurat nie można, a zdaje się, że o to boCHaterom chodzi.

-Jest niebezpiecznie?
-Jeszcze się pyta… Acha, ty nie wiesz… Jest wojna. Król krasnoludów wypowiedział wojnę jednemu ludzkiemu miastu…
Ja to zawsze myślałam, że wojny toczą, że tak powiem, jednostki równorzędne, a nie - cesarstwo z powiatem.

I tak to się potoczyło.
-Reakcja łańcuchowa?
-Coś w tym stylu… Elfy znowu przypomniały sobie o czymś, co im krasnoludy zrobiły 200 lat temu, a ludzie, że elfy zabrały im 120 lat temu jakieś wzgórza.
Bo ludzie, zamiast walczyć przeciwko wspólnemu wrogowi, woleli wplątać się w naparzankę każdy przeciw każdemu.
W sumie... to akurat typowo ludzkie zachowanie.

-A ty nie chciałeś iść na wojnę…- Sen spojrzała na niego
-Tak. Po cholerę mam się bić jak idiota o to co było 100 czy 200 lat temu? Fakt, dla elfa to niewiele, jednak ja nie mam ochoty ginąć z powodu kaprysu wszystkich królów.
-Wszystkich?
-Tak. Król Kazu, elficki. Król Zazu, ptasi. Król Yuidestext (Yyy... Król Unisex?), krasnoludów. Królowa Vikollina, ludzi. (...)

Rozdział 4
Minęło 4 dni. Rzadziej rozmawiali, co można było przypisać zmęczeniu. Jednak tego dnia wywiązała się między mini dość ciekawa rozmowa.
-Słuchaj- zaczął Lopes- jak walczą wampiry?- zgodnie z obietnicą Lopes zadbał o to, aby Sen nauczyła się walczyć mieczem. Teraz siedzieli przy ognisku opatrując siniaki, których mieli już  wspaniałą kolekcję w przeróżnych miejscach.(...)
Siniaki po patykach? Oni się chyba kłodami drewna naparzają, a nie patykami...

-Ech… wampiry mogą rzucać uroki, lewitować lub latać, zależnie od okoliczności,
Raz wyrastają im skrzydła, a raz nie - zależy jak się trafi.
Lewitowanie i latanie to metody walki? Pojedynkują się na to, który wyżej podfrunie, czy co?

czytać w myślach, czasami mają wizję przyszłości. W pełnię księżyca mogą zmieniać się w nietoperze, stają się niewidzialni. Są najlepszymi szpiegami, w bezpośrednim starciu rzadko biorą udział.
-Ty straciłaś te zdolności, tak?
-Tak- odpowiedziała po chwili milczenia- szlifowałam je przez 50 lat…
A teraz - wszystko to jak krew w piach, jak psu w dupę...

-A Ile tak w ogóle masz?
-52. To bardzo mało, dalej jestem nastolatką.
-Jak u elfów?
-Coś w tym stylu… Elf jest najbliższy wampirowi.
No, pod względem zainteresowania fanów, to na pewno.
(Mam wrażenie, że Edward C. wziął to sobie za bardzo do serca.)

-A co ze światłem słonecznym?
- Przystosowali się- Sen przykryła się kocem i popatrzyła na niego poważnie.
-A kiedy u wampira są zawierane związki małżeńskie?- coś mu się przewróciło w brzuchu, jednak nie odwrócił wzroku.
-Po osiągnięciu dojrzałości, jak wampir skończy 120 lat.
- A jak wampir robi kupę?
Sto dwadzieścia lat? Uuu, to dobrze, że ją zamienili w elfa, inaczej by szanowny Tru Loff musiał trochę poczekać. Chyba że to Roman Polański.

Rozdział 5

Kilka dni później dotarli do wioski. Było to około południa. Pierwszym miejscem, do którego poszli była gospoda. Zamówili tyle jedzenia, że właściciel zażądał opłaty z góry.
Pojedli sobie i spytali o 2 miejsca: gdzie można kupić wierzchowe konie i broń.
Na co karczmarz zaniósł się śmiechem grzmiącym i odrzekł, że to nie erpeg, tylko porządna wioska, tu się takich rzeczy nie sprzedaje.
Ja zaś zanoszę się złośliwym chichotem, bo myślę sobie, skąd błąkający się od dawna wyrzutek i przybyła z innego świata mieliby mieć pieniądze na to wszystko - i przychodzi mi do głowy tylko zapłata w naturze.

Wskazano im kowala, będącego jednocześnie płatnerzem: robił miecze i sprzedawał konie oraz inną broń.
W wolnych chwilach przepisywał księgi zaklęć, tkał magiczne szaty +10 do defa, warzył mikstury uzdrawiające i prowadził spis questów zlecanych przez okoliczną ludność.
(Tak się składa, że płatnerze robili akurat zbroje, a nie broń... no ale rozumiem, w grach miecznicy nie pojawiają się aż tak znowu często.)
AŁtoreczko, bez jaj - po wór wiejski kowal miałby się zajmować takimi rzeczami? Kto by to od niego kupował, skoro wieś jest oddalona o lata świetlne od najbliższej cywilizacji? Jeszcze konie sprzedawał... ani chybi lęgły mu się gdzieś za kuźnią. Za stodołą. Na wsi wszystko, co ciekawe, dzieje się za stodołą (ewentualnie w stodole na sianie).

Poszli we wskazane miejsce; na końcu małej wioski ukazała się duża kuźnia.
Sądząc po asortymencie, ja bym się jeszcze stajni z wozownią spodziewała.
Zza drzewa się ta kuźnia wychyliła.

-Dzień dobry-rzucił Lopes wchodząc do pomieszczenia. Powitał ich sam kowal: chłopisko wysokie i barczyste, z mięśniami jak się patrzy. Miał ciemne, proste włosy i szare oczy.
-A dobry, dobry. Ja jestem kowalem.
Było to najwyraźniej jedyne zdanie, jakie potrafił wyartykułować. No srl, kogo można by się spodziewać w kuźni?
KuŹnierza?

-Acha. My w sprawie mieczy i koni.
-Ach tak, interesy…Proszę za mną, co pierwsze? Miecze czy konie?
A może queścik do tego?

-Miecze- odezwała się Sen
-Jak sobie panienka życzy- kowal zaprowadził ich do pomieszczenia z tyłu kuźni. -Proszę- kowal pokazał im skład z bronią. O szlag, zbrojownia. :D Znajdowały się tam miecze, sztylety, tarcze, zbroje, łuki, kusze oraz bełty do nich.
A także dwie balisty, armata, oddział bojowych nosorożców, Jedyny Pierścień (Sauron included) oraz dziad z babą.
To nie kuźnia, to jakiś kanał przerzutowy handlarzy nielegalną bronią!

-Proszę, jaki was miecz interesuje?
-Półtoraręczny, obusieczny, ma się rozumieć.- odezwała się zimno Sen.
Chciała chłodem zamaskować oczywistą ignorancję w temacie. Srl, nie ma jednosiecznych półtoraków, przykro mi.
Chciała mu od samego wejścia pokazać, gdzie jego miejsce. Klękajcie na kolana przed Mary Sue, nędzne psy!

Lejster spojrzał na nią zdziwiony. Przypomniał sobie, że faktycznie, podczas treningów czasem trzymała kij jedną, czasem dwoma rękami oraz cięła raz jedną, raz drugą stroną. Półtoraręczny miał dobrze wywarzone wygotowane wręcz ostrze do zarówno jednej jak i dwóch dłoni oraz odpowiednią rękojeść, obusieczny miał ostrze z obydwu stron, pozwalając ciąć, nie miażdżyć.
Dziękujemy, kapitanie oczywistość. Nie, jednosieczne bronie nie służą do miażdżenia. Nie, obosieczność półtoraka nie jest cechą fakultatywną.

-Proszę- odezwał się kowal pokazując rząd mieczy- półtoraręczne. Te z prawej są obusieczne.
A te z lewej to jakieś chujwieco.
A to z lewej to zasuszona ryba piła, jest w przecenie.

Sen podeszła do jednego. Wyjęła go z pochwy i wzięła mały zamach. Obróciła się w półpiruecie i cięła z wyrzutu.
Z wyrzutem to na nią pewnie ten kowal patrzył - za to, że zamiast kupować, jakieś tańce odstawia.
No i ona właśnie ten wyrzut przecięła.

Pokręciła głową i odłożyła miecz. Powtórzyła to z następnymi. Dopiero przedostatni zwrócił na siebie jej uwagę na dłużej. Trzymała go w dłoniach, jednak po chwili odłożyła. Popatrzyła się na ostatnie mrużąc oczy. Lopes i kowal patrzyli się to na nią, to na miecz, jakby oglądali mecz tenisa.
Raczej wyścigi w korkach na Zakopiance, sądząc po tempie akcji.
Na miejscu kowala dawno wzięłabym pierwszy lepszy miecz i wypróbowała go na jej tyłku za to całe wybrzydzanie.

W końcu elfka jednak wzięła do ręki. Zamachnęła się nim i przecięła lecącą muchę na pół.
Mieczem półtoraręcznym.
 
Może jej ojcu coś się pomerdało i zmienił ją w Ciri? W sumie... jasne włosy, elfia krew, wkurzający charakter - to by się nawet zgadzało!
Albo to była naprawdę bardzo duża mucha. Przyleciała z Rosji, czy coś.

Spojrzała na ostrze z uznaniem: było ostre jak brzytwa. Doskonale wywarzone ("przed wykuciem miecza gotuj żelazo przez 2 godziny na małym ogniu..."), rękojeść leżała w dłoni bardzo dobrze. Po smukłym ostrzu biegł rząd runów;
No ja pierdziu, jeszcze runy ten wiejski kowal wykuwał na mieczach.
Ciekawe, jaki ten miecz ma dmg.
Niech zgadnę... świeci się na niebiesko, kiedy w pobliżu znajduje się wróg, czy też może jest świeżo wyciągnięty z kamienia?

elfka nie potrafiła ich przeczytać,
No co może być napisane na mieczu? "Na pohybel skurwysynom!", to chyba oczywiste.
Albo "Nie krój mną marchewki, bo się wtedy niszczeję. Z poważaniem, miecz".

jednak podobało się jej migotanie światła w krawędziach.
-Biorę ten- powiedziała do kowala i włożyła miecz do pochwy.
-Dobry wybór, ładna z was para, ty i Noc.- odezwał się kowal całkiem szczerze.
-Noc?- odezwali się jednocześnie Lopes i Sen.
-A tak. Takie jest jego imię. To oznaczają runy na pochwie.
Wiejski-magiczny-runiczny-kowalo-mieczniko-płatnerzo-sprzedawca koni  i jeszcze poeta. Oto co znaczy być człowiekiem renesansu!
Sen, która ma Noc. Do kompletu powinna kupić sobie klaczkę i nazwać ją Śmierć, albo jakoś podobnie miło, jest trochę możliwości.

A pana jaki miecz?- zwrócił się do Lopesa.
-Krótki, oburęczny.
KWIK! Jak, konkretnie, jak aŁtoreczka wyobraża sobie krótki dwuręczny miecz? Trzydzieści cm rękojeści, a za tym drugie tyle ostrza? I jak się tym posługiwać - wyciągamy go, przeciwnik kwiczy ze śmiechu, a my go wtedy w oko, w oko! :>

Nie musi być obusieczny,
No jasne! Szkoda, że czegoś takiego nikt na oczy nie widział.
...a może mu o jakąś glewię chodziło? Tylko że to nie miecz...
Chciał broni, na widok której przeciwnik umrze ze śmiechu. To nawet logiczne, zważywszy, że nie lubi walczyć.

Ten tutaj będzie dobry.- wziął jeden z mieczy. Kowal wymienił cenę.
-Dobrze, cena dość uczciwa. Jeszcze łuk dla dziewczyny, i po dwa sztylety: jeden bardziej przydatny do jedzenia, drugi do walki.
Znaczy: sztylet i nóż.
Ale jakie to stereotypowe: baba wybrzydza pół dnia, a facet po prostu bierze co jest.

-A teraz konie- powiedział dziarsko Lopes, kiedy już włożyli noże zapłacili za nie kowalowi. Nagle stanął i popatrzył się dziwnie na Sen
-Ty umiesz jeździć konno?- spytał się nieswoim głosem. (...) Sen natomiast pokręciła z politowaniem głową, Lopes odebrał to jako przeczenie i jęknął głucho.
-Nie! No to mamy problem!- miał ochotę walić głową o ścianę.
-Daj spokój- krzyknęła dziewczyna odciągając go od ściany- umiem! Uczyłam się tego dłużej niż z mieczem! Umiem całkiem dobrze! Uspokój się!
Lopes ani myślał się uspokajać,
Ale z czego miał się uspokajać, skoro tylko "miał ochotę" walić głową w ścianę?
Głowa mu się kolebała na boki w wyjątkowo silnym tiku nerwowym.

dopóki ręce dziewczyny trzymały go za ramię. W końcu jednak oderwał się od ściany masując spory guz.
Z tej ochoty mu wyskoczył.
Może ma niekontrolowany syndrom Zgredka z "Harry’ego Pottera"? Tamten też ciągle uderzał głową w co popadło.

-Nic dziwnego, że jesteś taki głupi, skoro tak robisz!- Sen była wściekła. Żeby tylko wściekła. Dostała szału. Sen precyzyjnym ruchem kopnęła pniak, aby wyładować się na nim i bez trudu złamała go.
Czyli para w nogach została jej zgoła nieelfia.

Lopes błyskawicznie stał się grzeczny, a kowal przełknął ślinę.  Szybko pokazał najlepsze konie i spuścił z ceny.
I dobrze. Lepiej nie lekceważyć niezrównoważonych ludzi z napadami maniakalnymi.

33 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ej, ale ten dowcip o szybkim Lopezie jest bez sensu. Jak on mógł stukać, zanim wyskoczył?

AA aka Merkav pisze...

dowcip o szybkim Lopezie zajebisty.

Serenity pisze...

Kwikłam.
Mam teorię, co stało się z główną boChaterką: jak już się sprzeciwiła rodzicom, to ojciec wcale nie rzucił na nią przekleństwa - po prostu przyłożył czymś ciężkim w łeb, przefarbował jej kudły, zrobił operację plastyczną uszu, wykroił jej te wampirze znamie i dla pewności przyłożył jeszcze raz w łeb. Potem wyniósł do lasu i zostawił, a ona myślała, że trafiła do innego uniwersum.

Pozdrawiam
Serenity

Ps. Mam świetnego blogaska do analizy, podeślę wam na maila.

Mrunia pisze...

"Dziewczyna skuliła się na łóżku i spojrzała w lusterko badając kolor swoich oczu. Nigdy jeszcze nie widziała tak głębokiego błękitu."
To co, po raz pierwszy w życiu popatrzyła w lusterko?
Analiza świetna, jak zawsze.

Anonimowy pisze...

W tym lesie to były mrówki Siafu, które przylazły z lasów tropikalnych i zaczęły podbijać nowe tereny, o!
Przez cały fragment o kupowaniu broni zgrzytałam zębami ze złości. A najlepszym Elementem Komicznym byłyście Wy, moje Panie.

Buuka

Anonimowy pisze...

Analiza jak zawsze świetna. :)
Ale co do wiosek krasnoludzich, to może to nie jest taki samodzielny wymysł aŁtoreczki. Pewnie po prostu słucha za dużo power metalu :D
http://w447.wrzuta.pl/audio/4lVXIo112TW/rhapsody_-_the_village_of_dwarves
Hasło na dziś: hersec. Kojarzy mi się z headdesk... :)

Tarja pisze...

Kwiiik! Nie no, taka analiza to nawet brak LoTRa wynagrodzi! Jak zaczęłam kwikać to nie mogłam przestać. Najbardziej ómarł mnie kawałek o tym, jak się po leśnym sadzie błąkali.
Pozdrawiam ciepło!

Anonimowy pisze...

Siostra Notoryczne PMS i brat Dziś Też Mi Nie Stanął - :D
Analiza rewelacyjna. Opko mnie urzekło. Wampir, który stał się elfem... Po kiego wymyślać takie farmazony?
Czekam na pojawienie się opka o jaśnie nam gwiazdorzącym Krzysztofie Rutkowskim.

'N. pisze...

Że się przypiernikuję - miecznik to płatnerz jest.

Hasełko: manto :D

Anonimowy pisze...

"No co może być napisane na mieczu? "Na pohybel skurwysynom!", to chyba oczywiste."

umarłam...

Kocham Was :*

Panna z Parapetu pisze...

Dziękuję za świetną analizę! Elf wchrzaniający golonkę dobrem narodu.

Hasło - reantr. Chyba teatr...

Falco pisze...

"Najlepiej na południe, nie ma tam wielu miast, są wsie, elfickie, ludzkie i Krasnoludzkie…
Pytanie do Czytelników: słyszał ktoś z Was kiedyś o elfickiej wsi? A o krasnoludzkiej? Ja też nie.
*wizualizuje sobie rozsiane wśród pól skromne kopalnie krasnoludzkie pokryte strzechą*"
Stóg siana z tunelem pod spodem. Hał słit, taka mała, rodzinna kopalenka.

"-Nie. Ale miałeś się nie pytać o przeszłość.
-To takie pytanie organizacyjne… Nie wyglądasz na taką z tego świata, bez urazy.
A co, ma nad głową wielki świecący neon z napisem "Królestwo moje nie jest z tego świata"?
Nom. A poza tym ma na sobie ubrania modne jakieś trzysta sezonów temu."
Mnie to brzmi jak "wyglądasz na nieźle szurniętą".

"-Proszę- odezwał się kowal pokazując rząd mieczy- półtoraręczne. Te z prawej są obusieczne.
A te z lewej to jakieś chujwieco.
A to z lewej to zasuszona ryba piła, jest w przecenie."
KWIK!

"(...)Może jej ojcu coś się pomerdało i zmienił ją w Ciri? W sumie... jasne włosy, elfia krew, wkurzający charakter - to by się nawet zgadzało!
Albo to była naprawdę bardzo duża mucha. Przyleciała z Rosji, czy coś."
Ze Śląska.

"elfka nie potrafiła ich przeczytać,
No co może być napisane na mieczu? "Na pohybel skurwysynom!", to chyba oczywiste.
Albo "Nie krój mną marchewki, bo się wtedy niszczeję. Z poważaniem, miecz"."
MADE IN CHINA.

Podoba się :D Będzie dalsza część?

Anonimowy pisze...

Świetne!
brata Dziś Też Mi Nie Stanął.
Na co karczmarz zaniósł się śmiechem grzmiącym i odrzekł, że to nie erpeg, tylko porządna wioska, tu się takich rzeczy nie sprzedaje.
A może queścik do tego?

Bardzo się ubawiłam,dziękuję.
Chomik

roguemouse pisze...

Czytając tego opka miałam wrażenie, że AŁtorka usilnie próbowała skrzyżować Sapka z jakimś dziwnym eRPGiem. Sama to kiedyś zrobiłam (dziennik mojej postaci z RPG "Wiedźmin" do dziś wzbudza we mnie histeryczny śmiech)... ale jednak są pewne granice.

Analiza urocza. Będzie coś dalej z tego? Jestem ciekawa co jeszcze AŁtorka wymyśli :D

Mysza

Anonimowy pisze...

"Może jej ojcu coś się pomerdało i zmienił ją w Ciri? W sumie... jasne włosy, elfia krew, wkurzający charakter - to by się nawet zgadzało!"
Jak mogłyście? Ciri to biedne, pokrzywdzone dziecko, ofiara wojny. Nie krzywdźcie jej jeszcze bardziej! Swoją drogą skojarzenia z momentem gdy Ciri wraz z Bonhartem kupuje miecz są chyba na miejscu. Szkoda tylko, że AŁtorce nawet się nie chciało riserczu zrobić. Muchę. Mieczem półtoraręcznym... To trzeba być naprawdę Ciri. Albo Geraltem.
Autentyczna

Anonimowy pisze...

Nie wiem jak wam, ale mnie to opko zalatywało trochę Eragonem... i nie chodzi tylko o poziom sensu, ale głównie o motyw z walką na kije, podróżą cholerawiegdzie i kupowaniem ekwipunku u kowala.

Hasło: Lurefly - latajaca lura.

E.

Anonimowy pisze...

W temacie spuszczania, żona twierdzi że najstraszliwszą klątwą byłby gdy sam się na nią spuścił...

Hattress pisze...

Jeżu malusieńki, cudo. Już przy szybkim Lopezie prawie wpadłam pod stół ze śmiechu, zaś przy kuźnio-zbrojownio-bórwieczym turlałam się po podłodze. Aż nie mogę się doczekać następnej analizy.

Mam małą prośbę. Za namową koleżanek zaczęłam analizować... curz-rze-ze-szfecji.blogspot.com
Proszę o ocenę moich starań ^^''

Anonimowy pisze...

Wasza praca ani trochę nie wydaje się być śmieszna. To żałosne, co robicie. Tyle mam do powiedzenia!

Serenity pisze...

Och Anonimie, co piszesz wyżej - jesteś pewnie jedną z oburzonych aŁtoreczek albo ich koleżaneczek :D No cóż, zawsze znajdą się jacyś "oburzeni". Szkoda, że brak ci odwagi, by podpisać się jakimkolwiek imieniem, czy ksywką.

Tarja pisze...

Serenity, szkoda nerwów!
W sieci jest pełno troli, które tylko czekają, żeby wszcząć kłótnie.
Najlepiej takich ignorować, naprawdę.

Serenity pisze...

Tarja, ja wiem, że szkoda nerwów, ale od czasu do czasu trzeba dać trollowi przez łeb :D

Rylisa pisze...

czekam na część drugą ^_^
taaka charakterna dziewoja, co to pieniek na pół nogą... ciekawe, co by się stało, jakby się o nogę Lopeza potk(ne)ła :D

Tarja pisze...

Serenity, jak już trolla przez łeb, to słownikiem, słownikiem!
@Rylisa: Gdyby się potknęła o nogę Lopeza, to najpewniej zrobiłaby zajebiste salto i płynnie wylądowała na nogach. Albo na rękach. Bo te Maryśki to taaaakie zajebiste są, o!

Anonimowy pisze...

Salto? O nie, nie, nie! Mary Sue zrobiłaby salto, beczkę, korkociąg i przy spadaniu nabyłaby zajebistych supermocy! Do tego, zanim jej Stopa dotknęłaby podłogi, nasza kochana boCHaterka uratowałaby świat i zdobyła Tru Lofa. Przynajmniej jednego.

Voldemort od zawsze pisze...

Kwik, kwik, kwik.

SuperTuskafka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
SuperTuskafka pisze...

'Półtoraręczny, obusieczny, ma się rozumieć.- odezwała się zimno Sen.'
Chciała chłodem zamaskować oczywistą ignorancję w temacie. Srl, nie ma jednosiecznych półtoraków, przykro mi.

Skoro chodzi jej o miecz, nie o szablę czy katanę (skąd do wulwy nędzy katana w jakimś elfickim pipidówku?), to ostrze nie ma wyjścia, MUSI być obosieczne. Nie ma w ogóle czegoś takiego, jak jednosieczny miecz :P
(KWIK z jej kolegi, który wybrał miecz KRÓTKI-OBURĘCZNY i do tego JEDNOSIECZNY. Może aŁtorce pomemlało się z mieczem jednoręcznym i obusiecznym?)

A mucha z Rosji przecięta półtorakiem mnie zwaliła z krzesła, wciągnęła pod biurko i rozbryzgała po ścianach ^^
To była pewnie mucha-samobójca, czy coś. Jakby chciała żyć, to by się na ostrze miecza nie pchała.

Anonimowy pisze...

"Marna to była broń, ale zawszy broń…"
No tak, jeśli została za wszy kupiona to faktycznie musiała być kiepska ^^
Zmarszczka między brwiami - spakowana, mucha przecięta półtorakiem... Czego chcieć więcej?
Sen kopnęła ten pieniek tak precyzyjnie, cudownie i po marysuesku, że aż westchnęłam ^^
Słowem: eee, nie wiem jak to ująć jednym słowem, więc powiem tak - PODOBAŁO SIĘ! I ja tu - tadadadadam! - wrócę i będę czytać więcej! :D
Alicja Teoretycznie

Anonimowy pisze...

O Makaronie... Znaleźć tutaj swój blog sprzed kilku lat i poryczeć się ze śmiechu - bezcenne :D Blog usunęłam, ale dalej mam to swoje opowiadanie i tę ,,marysujkę", z której dzisiaj czasem się podśmiewuję. Ale, jak to mawia znajoma... Każdy kiedyś musi pobyć ałtorką i wykreować Mary Sue, żeby się nauczyć, czego nie robić ^^ Najlepsze jest to, że aktualnie udzielam się w pewnym projekcie literackim... Makaronie, dobrze, że spotkałam odpowiednich ludzi i piszę w miarę znośnie :D
Analiza miodna, jak zresztą większość waszych analiz. Pozdrawiam i życzę wytrwałości do obcowania z takimi blogaskami jak mój - ja dzisiaj do takiego poziomu nie mam już siły ^^

Lady N

Anonimowy pisze...

This paragraph will assist the internet people for building up new blog or even a weblog from start to end.

dokładniejsze informacje znajdziesz tutaj, http:
//occupedia.nl/index.php?title=Gebruiker:ScottyCot

Anonimowy pisze...

Hi mates, how is the whole thing, and what you desire
to say concerning this piece of writing, in my view its truly amazing for
me.

Look at my web site kliknij

Anonimowy pisze...

A wuj, archeologia doświadczalna i nekrofilia to moje sztandarowe hobby, niech się maluczcy śmieją z trzyletniego wykopu. Zaznaczam, że podobnie jak protagonistka nie wiem jak tu trafiłem, choć fenomen wiwisekcji na opkach znam nie od dziś i cenię. Prawdopobnie przywiał mnie los, muszę bowiem wciąć się w obronie jednosiecznych mieczy długich. Znanych pod hasłem grosse messer a różniących się poza konstrukcją ostrza, oprawą (rękojeść nitowana, w nawiązaniu do noża jako przedmiotu nie budzącego sensacji), z pobudek tak prawnych, jak finansowych. SuperTuskafka pisze, że nie ma jednosiecznych mieczy w ogóle - otóż szable, pałasze, nihonto, kordy, seax'y, falcatae, dao, wszelkie okołoafrykańsie mieczo-nadziako-sierpy, fundamentalnie stanowią wariacje na temat podstawowego narzędzia - podłużnej, ostrzonej metalowej listwy, dzierżonej za jeden koniec... Promieniuję miłość wzorem pierwszoligowych oszołomów i pozdrawiam ;*