piątek, 9 grudnia 2011

Półwiedźminka, ćwierćtoster, czyli cudowne dziecko dwójki bezpłodnych

Witajcie!
W tym tygodniu bierzemy na warsztat blogasek wiedźmiński. AŁtorka za pomocą wielkich nożyc wycięła z fabuły Ciri, usiekła Triss, dokonała lobotomii na Geralcie, zarżnęła chronologię oraz - nie spodziewaliście się, prawda? - wkleiła Marysujkę. Taką z gatunku mrocznych, posępnych i po przejściach. Cudowne dziecko dwojga bezpłodnych - córkę Geralta i Triss.
(W komciach jedna z czytelniczek punktuje ten babol, a Ałtoreczka odpiera, że wszystko wyjaśni później - co, jak łatwo się domyślić, nigdy nie następuje.) Oprócz tego znajdziecie też wojnę poliszynela, wiedźminów przeprowadzających staruszki przez ulice, zdalnie sterowanego ogiera, waleczny unik oraz zębatą wulwę strasznej baby.
Indżoj!

Adres blogaska: http://calthin-merigold.blog.onet.pl


Źle się działo na tym świecie.
W państwie duńskim też nie najlepiej.

Jednakże kiedy po serii wojen nastała chwila ciszy, ludzie myśleli, że wreszcie wszelkie konflikty zostały zażegnane. Elfy, Karsnoludy, Czarodzieje... Oni wiedzieli - ta cisza, jest ciszą przed burzą.
Oczywiście. Nawet Brytyjczycy wiedzą, że Cisza jest ZŁA. (Uwaga na spoilery z "Doctor Who"! :>)

Wrogowie znów uderzą. Ze zdwojoną siłą. Teraz liżą rany, ale Nilfgaardczycy już zbierają swoje oddziały na granicach. Dlatego właśnie tam jechali wszyscy najlepsi wojownicy.
Czyli panuje pokój, ale jednocześnie trwa całkiem jawna mobilizacja? Co to ma być, wojna poliszynela?
Jak rozpoczną działania wojenne, to będą mówić, że to tylko standardowe ćwiczenia, i to nie ich wina, że kula poleciała na teren wroga.

Była tylko jedna rasa, która nie podlegała żadnym rozkazom. Wiedźmini.
W liczbie - zależnie, czy akcja dzieje się przed, czy po II wojnie z Nilfgaardem - czterech bądź pięciu chłopa. Faktycznie, liczna ta rasa.
Bardzo... elitarna.

Przez ludzi zwani byli mutantami. Wysoce uwłaczało to ich godności, a jednak pracowali dla nich.
Kwik.
- Ty mutancie!
- To wysoce uwłacza mej godności.
- Ale będę dla pana pracować.

Zabijali potwory im zagrażające, chronili dzieci, kiedy tylko o to prosili rodzice.
Przeprowadzali staruszki przez ulice.
I karmili kocięta pod nieobecność tychże staruszek.

-Geralt, poczekaj!
Białowłosy mężczyzna zmierzał w stronę oberży. Miał na dzisiaj serdecznie dość towarzystwa swojego wiernego przyjaciela - znanego na całym świecie Jaskra. Grajka.
-Słuchaj. Możesz pisać ballady o czym tylko się tobie podoba, ale jeśli jeszcze raz usłyszę w nich swoje imię...- białowłosy nie zatrzymał się ani na chwilę- Możesz czuć się martwy.
A jak przez ciebie wyląduję na Pudelku, to nie żyje też cała twoja rodzina, kochanki i chomik.

-Piszę to, co się podoba moim słuchaczom. Jeśli chcą słuchać o Wiedźminie, o Białym Wilku, niech słuchają.
-Dobrze, więc idź im dalej grać.
"- Jeszcze raz to zrobisz, to cię zabiję.
- A jednak to zrobię.
- Ok."
Dobrze wiedzieć, że Geralt nie rzuca słów na wiatr.

Jaskier obrócił się na pięcie i wrócił do grona swoich wiernych słuchaczy. Były tam dzieci i dorośli, czarodzieje, elfy i krasnoludy. Na czas, kiedy Jaskier śpiewał wszelkie konflikty odchodziły w zapomnienie. Znikał rasizm.
*wizualizuje sobie Jaskra śpiewającego wraz z tłumem "We are the world, we are the children"*
Dzięki Jaskrowi znikał też problem głodu na świecie, skrajnej prawicy i chorób wenerycznych.
No, tego ostatniego to raczej wręcz przeciwnie.

Geralt tymczasem dotarł do oberży, gdzie wraz ze swoim przyjacielem zatrzymał się na noc. Byli w drodze do Kaer Morhen. Zbliżała się zima i obaj chcieli się gdzieś zaszyć. (...)
W oberży było przyjemnie ciepło. Kilku mężczyzn zdążyło się już upić i nagabywali teraz dziewki ze służby. Po za nimi w środku nie było praktycznie nikogo. Praktycznie. W kącie, przy stole siedziała jakaś postać. Geralt nie mógł się jej przyjrzeć, gdyż na oczy miała nasunięty kaptur.
Myślę, że wszystkie blogaskowe karczmy/oberże mają w kątku naszykowane specjalne miejsce opatrzone karteczką "Dla posępnego wędrowca z kapturem spadającym na oczy".
Albo może specjalnie takich wynajmują, żeby siadali w kątach sali i nadawali jej klimatu.

Czuł, że postać go obserwuje, a to zazwyczaj nie wróży niczego dobrego.
Zazwyczaj wróży to jakiegoś pretensjonalnego badassa, względnie Merysujkę. No ale czasem można też trafić na prawowitego następcę tronu Gondoru.

Ruszył więc w stronę tylnego wyjścia. Ledwo zniknął za rogiem, postać podniosła się, chwyciła swój miecz i ruszyła za nim.
Na dworze było już ciemno. Geralt ukrył się w wejściu do stajni. Po chwili na podwórzu pojawiła się ta sama postać, co przyglądała się mu w oberży. Wiedźmin miał nadzieję, że zdejmie kaptur... Nie uczyniła tego. W dalszym ciągu postać go obserwowała. Czuł na sobie przeszywający wzrok.
I leciutkie znudzenie.
Ten wzrok musiał być naprawdę przeszywający, skoro było go czuć spod kaptura.

-Kim jesteś?
Zapytał cicho wyłaniając się z cienia. W międzyczasie zauważył, że postać ma około metra siedemdziesięciu wzrostu. W walce miałby niewielką przewagę.
- Sugerujesz, że niscy nie umieją walczyć?! - warknęła Pigmejka, wynurzając się z cienia.
W ręku trzymała dzidę bojową.


-Geralt z Rivii.- odezwał się dziewczęcy głos- Biały Wilk. Szukałam cię od trzech miesięcy. Cóż za miłe spotkanie.
-Kim jesteś?
Ponowił pytanie Wiedźmin.
Postawił je tak dosadnie, że aż narratora do następnego wersu wybiło! Ten Geralt to ma krzepę nawet w głosie...

-Pozdrowienia od Triss Merigold, która zmarła dziesięć lat temu.
Och, to musiała być jakaś inna Triss Merigold. Ta, która była czarodziejką, żyła po wojnie długo i szczęśliwie.
(Nawet jeśli bohaterka pije do tego, że Triss błędnie uznano za zmarłą po bitwie o Wzgórze Sodden, to przecież Geralt spotkał ją już jakieś trzy lata po bitwie, więc...)

Chciała abyś przy tym był. Wzywała cię, ale nie przyjechałeś.
Geralt wiedział, że te słowa nie wróżą szczęśliwego zakończenia. Szybkim ruchem ręki dobył miecza. Dziewczyna jednak wcale nie była gorsza. Jej szybkość i zwinność zadziwiła Wiedźmina.
Ale nie zdziwiła analizatorek, które znały aŁtoreczki i ich ulubione sztuczki.

Dziewczyna pewnym ruchem dłoni przecięła powietrze ostrzem miecza.
Geralt tylko uniósł brew patrząc, jak dwa płaty powietrza opadają bezgłośnie na ziemię.
To córka Kserksesa, który po przegranej bitwie pod Salaminą ukarał morze, chlastając je bez litości mieczem!

Geralt w ostatniej chwili zdążył przeprowadzić unik.
Przez ulicę, ofkors.
To na pewno był bardzo waleczny unik, prawda.

Rozpoczęła się prawdziwa walka. Na śmierć i życie. Dziewczyna władała mieczem tak samo dobrze jak Wiedźmin. Była szybka i niesamowicie wytrzymała. Zaskakiwała go każdym zadanym ciosem.
Lecz ani razu nie zaskoczyła analizatorek, wiedzących że aŁtoreczki uwielbiają robić z Geralta łajzę, któremu każdy może dać wycisk.
Zwłaszcza jakieś drobne i smukłe dziewczątko.

W pewnym momencie kaptur zsunął się z głowy dziewczyny. Zamarła. On też.
Ten kaptur. Aż zdębiał i stanął na sztorc.
Podobnie jak miecz Geralta.

Dziewczyna miała około siedemnastu lat. Długie, złote loki opadały na jej ramiona. Oczy... Tak. Oczy były niesamowicie dziwne. Jeszcze przed chwilą miały zielono-żółty kolor, jak u prawdziwego Wiedźmina, ale teraz były błękitne, pełne ciepła i spokoju.
A chwilami migały w nich różowe kucyponki i turkusowe helołkicie.
iedy miała PMS, przybierały czerwoną barwę.

-Kim jesteś?
-Calthin Merigold. Córka Triss i...- spojrzała niepewnym wzrokiem na Wiedźmina- i niejakiego Geralta z Rivii. Wbrew wszystkiemu przyszłam na świat jako płwiedźmin, półczarodziejka.
Wbrew sterylności ojca i matki, wbrew pisowni, wbrew logice, urągając kanonowi i stanowiąc obrazę dla rozsądku czytelnika - urodziłam się! Ja, Mary Sue.
Czym jest płwiedźmin? Chodziło płaczącego wiedźmina? Wiedźmina-płetwala? Wiedźmina-bagienną wyspę torfową? Wiedźmina z Politechniki Łódzkiej?

-To przecież nie możliwe.- Geralt szybko przeanalizował te wiadomości- Ja nie mogę mieć dzieci. Twojej matce musiało się coś pomylić.
Na przykład uroiła sobie, że nazywa się Triss.
Jej ciąża urojona miała wyjątkowy dar przekonywania.

-Za kogo ty ją uważasz, co?!- oczy dziewczyny znów zapłonęły jadowicie zielonym kolorem- Matka wychowywała mnie przez sześć lat. Później zmarła. Był przy tym Coën.
Żeco?
Nie analizuj tego. Przeżywaj.

Zabrał mnie do Kaer Morhen. Szkolił przez pięć lat, aż w końcu mogłam wyruszyć w świat.
I przez te pięć lat Geralt w Kaer Morhen absolutnym przypadkiem nie bywał?
Małą chowali wtedy w szopie. Taaak, to jest całkiem prawdopodobne!

-Jako jedenastolatka?
Calthin zignorowała pytanie Wiedźmina gdyż było niewygodnie logiczne i kontynuowała dalej.
-Ludzie jednak nie rozumieją pojęcia samodzielności.
Nuuu, skądże. Zwłaszcza Geralt, przez całe życie utrzymujący się z pracy własnych rąk, jest wręcz modelowym przykładem braku samodzielności i ogólnego życiowego nieogarnięcia.
(Jedenastolatka na szlaku, jeżu przeczysty, widzisz i nie szeleścisz!)
Oj tam, przynajmniej jakieś przydrożne wilki będą miały uciechę. I obiad.

Bezdzietne chłopskie małżeństwo przygarnęło mnie pod swój dach. Zabrali mój miecz i zamknęli w klapie pod podłogą.
No racja, jeszcze się chudoba pokaleczy.
To na pewno była klapa pod podłogą, a nie komórka pod schodami?

Nie miałam pojęcia co będą chcieli ze mną zrobić.
Będą orać tobą pole, mwahahahahaha!

Przez pięć lat ciężko pracowałam w polu. Nie mogłam zdobywać wykształcenia.
Bo to byli bardzo źli chłopi - nie dali przybłędzie iść na uniwersytety, ino kazali w burakach robić. Skąd też wzięły się maniery dziewki.
Bo przecież każda chłopska CÓRKA zdobywała wykształcenie. Dziwnie konserwatywni ci jej opiekunowie...

Jednakże po nocach ćwiczyłam walkę. W końcu zebrałam się na odwagę. Nienawidziłam tych ludzi.
Przygarnęli, nakarmili, zabrali żelastwo, żebym sobie krzywdy nie zrobiła - nienawidzę ich!!!
Zapominasz, że orali nią pole. Jej feministyczna dusza cierpiała!

Kiedy nie było ich w domu wydobyłam swój miecz i wszystkie eliksiry, które dostałam od Coëna.
Chwilamomentwróć.
Ona miała miecz i eliksiry i przeszła cały wiedźmiński trening (mhm, na pewno) tak, że Coën wypuścił ją na szlak - a mimo to dała się rozbroić jakiemuś chłopu i zaprząc do pługa?
Kwik. Dobra, Coën po prostu chciał się jej pozbyć - dał jakieś żelazo, przelał trochę soczków do fikuśnych buteleczek i wykopał dziewczę za drzwi, zanim ogarnie ją burza hormonów. Jakoś trudno go winić. ^^

Już myślałam, że uda mi się uciec, ale wtedy oni wrócili. Nie planowałam tego, ale nie miałam nic przeciwko...
Calthin urwała. W jej oczach znów pojawił się ten błysk. Dopiero po chwili dotarło do Geralta co dziewczyna zrobiła. Zabiła ich.
A Geraltem ta nędzna i wykastrowana wersja historii Renfri wstrząsnęła tak bardzo, że aż wcale nie.
W sensie, że nie miała nic przeciwko zabiciu ich? No spoko, ja też nie mam nic przeciwko analizowaniu tego blogaska...

Ciemność rozświetliła błyskawica.
Z doskonałym wyczuciem kiczowatych chwytów fabularnych.
Niech zgadnę... tuż po tym ciszę rozerwał dźwięk grzmotu?

Zaczął padać deszcz. Dziewczyna jednak stała nie mając zamiaru się poruszyć.
Tylko nieco powagi odbierała jej Essi Daven zwana Oczkiem, wraz z gronem wielbicieli wykonująca w tle brawurowy układ choreograficzny i śpiewająca "It's raining men, hallelujah!".

-Później szło już łatwiej. Nie bałam się. Wielu mężczyzn próbowało się do mnie dobrać. Szybko tego pożałowali. Nie wszyscy umierali od razu. Czary także bywają bolesne.
Hu hu, skoro dziewczę zaliczyło też przeszkolenie magiczne, to czemu po prostu nie posłała tym niewolącym ją chłopom fireballa w dupę?
Bo by nie mogła potem angstować.

Przez to wszystko zapomniałam kim tak naprawdę jestem.
Tak więc, moi drodzy potencjalni gwałciciele - kiedy następnym razem zobaczycie samotną dziewczynę, pamiętajcie że...

Ktoś jednak mi to uświadomił. Byłam w drodze do Skegg. Zatrzymałam się na nocleg w oberży takiej, jak ta. Był tam grajek-Jaskier. Śpiewał o walecznym Wiedźminie. Przypomniałam sobie przez kogo cierpiałam długie pięć lat.
Przez własne nieogarnięcie, kotuś, skoro pomimo znajomości miecza i magii wolałaś dać się zaprząc do buraków. No ale jak znam życie, to wszystko wina Geralta.

Nie tylko ciężka praca w polu mnie wykańczała...
Tia, scenka pt. #gdziebylirodzice. Ech...

W błękitnych oczach zalśniły łzy. Coën nie poddał ją mutacji. Ani nauce gramatyki. Nie musiał. Ona już bez tego była w połowie Wiedźminką.
Miała pionową źrenicę w prawym oku, wyczulony słuch w lewym uchu i przyspieszony czas reakcji w środy i piątki.

-Znalazłaś mnie. Co masz zamiar uczynić z tym faktem?
-Umiesz tylko pytać?- dziewczyna rzuciła Geraltowi gniewne spojrzenie- Skoro tak, to czemu nie zapytasz jak umarła moja matka?
- Lata mi to koło... miecza.

Zapadła głucha cisza przerywana tylko cichym parskaniem koni w stajni.
Konie nie wytrzymywały i parskały ze śmiechu.

-Nie chcesz wiedzieć. Triss Merigold była dla ciebie tylko przelotną znajomością.- Calthin zacisnęła mocniej dłoń na rękojeści miecza- Chcę się do ciebie przyłączyć.
Geralta prawie ścięło z nóg. Spodziewał się, że Calthin poprosi go o coś zupełnie innego.
O kieszonkowe?

Nie rozważał możliwości podróżowania razem z nią. Może dobrze włada bronią, ale w końcu to jest kobieta.
No już, już, nie rób z Geralta mizogina.
Skoro kobieta na statku przynosi pecha, to może na koniu też?
Znaczy - na koniu obok? Bo chyba dziewczę nie planuje wtarabanić się na Płotkę.

-I co z tego, że jestem kobietą?
-Czytasz w moich myślach?
Na twarzy Calthin pojawił się cień uśmiechu.
-Nie zapominaj, że jestem też czarodziejką.
A w co drugi czwartek opiekaczem do tostów - taka była impreza!
A gdzie babcia-jednorożec i wujek Voldemort? Bez jednorożca i Voldemorta się nie liczy!

Nagle drzwi oberży otworzyły się i pojawił się w nich Jaskier.
-Może zaprosisz panią do środka?
Calthin odwróciła się w stronę grajka i zmierzyła go uważnie swoim wzrokiem.
Cudzy wzrok odetchnął z ulgą.
I schował miarkę do kieszeni.

To był ten sam Jakier, z którym tak silnie się zaprzyjaźniła, kiedy Nilfgaardczycy wzięli ich w niewolę. To był przypadek. Kiedy oni siedzieli przy stole w oberży i dyskutowali o balladzie, do środka wpadł cały oddział wojsk z Nilfgaardu. Zaczęli mordować. Nie przeżyło zbyt wielu ludzi. Mało brakowało, a oni też by zginęli. Na całe szczęście matka nauczyła ją wystarczającej liczby zaklęć.
Wystarczającej, by z rozpędu pokonała całe Cesarstwo i wprowadziła wszędzie równouprawnienie. No ale skoro ona pokonała tych żołnierzy, to kto ich wziął w niewolę?
Może nieco skołowany Imperatyw Narracyjny... albo ktoś równie szemrany.

(...) Geralt i Jaskier siedzieli przy stoliku. Tylko ich sen nie zmorzył. Rozmawiali długo i zawzięcie.
-Przyrzekam ci Geralt na moją lutnię, nie miałem pojęcia, kim naprawdę jest Calthin. Będąc związanym i zakneblowanym dość trudno jest się porozumiewać.
-Jak ona was uwolniła?
Jaskier wzdrygnął się. Wspomnienia tamtych chwil były dość nieprzyjemne.
-Ta dziewczyna jest niebezpieczna. Nie waha się przed niczym.
No tak, jasne - mrok, groza, zło i nastoletnia badasseria. Pozwólcie, że się nie przejmę.
W porównaniu z nią Geralt to istny Miś Tuliś, prawda. Nikogo nie zabija, nikogo nie krzywdzi, przeprowadza staruszki przez ulicę...

Były z nami jeszcze trzy kobiety, które Nilfgaardczycy zabrali razem z nami... Calthin musiała poświęcić czyjeś życie. Mówię ci, to mi się dalej śni po nocach. Nie obraź się Geralt, ale ja nie będę mógł z wami jechać do Kaer Morhen.
-Jeszcze nie zdecydowałem, czy...
Jaskier uciszył Wiedźmina jednym ruchem dłoni.
-Jednak trochę cię znam. Jesteś inny niż wszyscy twojego pokroju. Bez urazy. Wiem, że zabierzesz Calthin ze sobą.
Właśnie. Uwielbiasz się udręczać.

Rano deszcz padał jeszcze mocniej. To jednak nie powstrzymało Calthin od wyprawy na pola za miastem, aby trochę poćwiczyć. Miecz w jej rękach wydawał się niesamowicie lekki.
Co ona chce robić tym mieczem, w deszczu i na środku pola? Zatęskniła za oraniem go, czy jak?

Niczym piórko. Było jeszcze ciemno. Jesienią dzień wstaje bardzo późno. Geralt siedział jakieś pięćdziesiąt sążni od niej i obserwował każdy krok.
Czyli jakieś sto metrów dalej. Tak bardzo bał się, że dziewczęciu miecz wyleci z rąk i pofrunie w cholerę?
Nie miał ochoty na grzebanie się w błocie w poszukiwaniu jakiegoś scyzoryka.

- Dobrze sobie radzisz.
-Gdyby nie Coën, to z pewnością zmarnowałabym ten wielki talent.- uśmiechnęła się- Kiedy ma się takiego ojca, to nic dziwnego... Właśnie. Jak mam się do ciebie zwracać? Tato, tatusiu?
“Mon père.”

-Wystarczy Geralt.
Dziewczyna usiadła obok Wiedźmina. Deszcz w dalszym ciągu nie przestawał padać. Niedaleko od nich leżały pozostałości po ognisku. Calthin wymruczała formułę zaklęcia i po chwili pojawiły się tam wesoły ogniki.
Który zgasł niemal w tej samej chwili, no ale można było poszpanować.
Ognik był tak wesoły, że chichotał opętańczo do ostatniej chwili swego krótkiego żywota.

Calthin ziewnęła i oparła głowę o ramię Geralta. Wiedźmin poczuł niesamowitą aurę bijącą od niej.
Skutek przewlekłego braku kąpieli, jak mniemam.

Wiedział jak dobrą czarodziejką była Triss, ale w życiu by nie pomyślał, że Calthin będzie mogła odziedziczyć podobne zdolności.
Tym bardziej, że potomstwo czarodziejek najczęściej było niedorozwinięte, zidiociałe, z mózgiem wypalonym przez zbyt silną Moc. Oh wait...

Ona nie była na wpół czarodziejką i Wiedźminką.
Nie zapomnij o opiekaczu do tostów.
I jednorożcu.

Ona miała w sobie te obie postaci, a to stawało się niebezpieczne, jeśli nie potrafi się nad tym panować.
Ona znów tam była. Była w chłopskiej chacie. Leżała na deskach pokrytych słomą, które miały zastępować łóżko.
To w tej chacie nawet podłogę z desek mieli, a nie klepisko? Trafili jej się prawdziwi chłopi deluxe!
Pewnie to bogactwo zepsuło im charaktery - dlatego byli dla niej tacy niemili.

Przeraźliwe zimno przeszywało ją na wskroś. Nie mogła się niczym nakryć. Zawsze, kiedy próbowała coś wyczarować pojawiał się obok niej ten wstrętny mężczyzna - chłop.
Bo trzeba było pierzynę summonować, a nie chłopa!
(Ta wstrętna kobieta - baba.)
(A tuż za nimi: te wstrętne analizatorki - Kalevatar i Pigmejka)

Zabronił jej korzystać z magii, a ona sama bała się ją użyć.
Po prostu jej zabronił, zamiast na wszelki wypadek zatłuc dziwadło kłonicą, żeby uroku nie rzuciło albo nie sprowadziło nieszczęścia w obejście? Tajasne.
Dziwadło bało się też używać poprawnie zaimków, jak widzę.

Drzwi jej maleńkiego pokoiku otworzyły się.
Nawet swój pokój miała. Czekam tylko na żale, że odganiali ja od lodówki i telewizora.
Już wiem, czemu ona narzeka! Pewnie nie miała jak schodzić na śniadanie!!!
No, to faktycznie dramat.

Wszedł chłop. Jego oczy świeciły.
Radioaktywny chłop?
W końcu był wyczarowany przez bohaterkę - zatem kto wie.

Znów się upił. Przyszedł do niej aby zaspokoić swoje niepohamowane żądze. To czego nie chciała robić jego żona, musiała robić trzynastoletnia dziewczynka.
Eee... a ta żona miała coś do gadania w temacie obowiązków małżeńskich?
Może miała zębatą wulwę? Innego wytłumaczenia nie widzę...

-Znów się włóczyłaś po nocy? Z kim tym razem...
-Ja nie...- Calthin zaczęła płakać- To pańska żona. Ona mnie uderzyła.
-Najwidoczniej dałaś jej ku temu powód.
Chłop radioaktywny erudyta!
Łoj, ta dziewczyna musiała niezłym promieniowaniem miotnąć w biednego kmiotka...

Później działo się to samo, co każdej nocy. Ten potwór dobierał się do niej, a ona nie mogła nic zrobić. Za bardzo się bała. Miała w sobie potężną moc, ale jedno słowo i jeden czyn tego człowieka mogły zmienić jej życie jeszcze bardziej.
Noo... na przykład mogła zajść z nim w ciążę, nieprawdaż.
A nie mogła tej mocy wykorzystać, bo on miał... eeee, widły. Bardzo przerażające, mordercze widły gnojne miał.

Kiedy wszystko się kończyło, chłop zamykał drzwi pokoiku i blokował od zewnątrz metalowym kowadłem.
To był w końcu chłop czy kowal? Oraz: kurczę, szaleństwo - metalowe kowadło! Większość jest przecież drewniana albo porcelanowa, czyż nie?
Ja tam najczęściej używam pluszowych. Różowiutkich. ^^

[Koniec retrosów, wracamy do rzeczywistości.]
-Gdzie jest twój koń?
Calthin powiedziała coś w Starszej Mowie. Na odległym końcu pola pojawił się czarny ogier.
Taa... magiczny, zdalnie sterowany ogier, w dodatku czarny. A wiedźmin wciąż na tej bezpretensjonalnej i zgoła niemagicznej Płotce...
Weź, Geralt nie jest Mary Sue, tylko ona ma monopol na tandetę fabularną.
*ekhu*Kelpie*ekhu* :)

Galopował w ich stronę zarzucając przy tym łbem i puszczając baranki.
Robiąc CO?! *chwila guglania* Aha. Brykając.
A już chciałam pytać, którym, ekhem, końcem on te baranki wypuszczał...

-Maaras. Uparty zwierzak.
-Chyba mi nie powiesz, że jeździsz na tym czarnym szatanie?
Wierzchem na szatanie to czarownice na sabatach jeżdżą. ;)
A potem szatan wierzchem na nich...

***
Do Kaer Morhen mieli jeszcze ponad dziesięć dni. Droga zapowiadała się spokojnie. Czasem przejeżdżając przez jakieś miast lub wieś, miejscowi prosili o pozbycie się potworów, które straszyły na cmentarzach lub śmietniskach.
Ci miejscowi przejeżdżali przez miast lub wieś, poganiani przez źle użyte imiesłowy.
Bo to byli Miejscowi Wędrowni. :>

Zamierzali właśnie przejechać przez kolejną małą wieś, kiedy dziewczyna zatrzymała konia. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Geralt szybko domyślił się o co chodzi. Sam to poczuł.
-Nilfgaardczycy. Musimy znaleźć inną drogę.
A ci Nilfgaardczycy roztaczają przed sobą jakąś aurę złowrogości i niegodziwości, czy co? Taaa. Złowrogi smrodek raczej.
W ogóle skąd tam, u licha, Nilfgaardzkie wojsko? W Kaedwen, dziesięć dni drogi od Kaer Morhen?

-Nie ma innej drogi. Objazd zajmie nam zbyt wiele czasu. Nie zdążymy dojechać do Kaer Morhen przed pierwszym śniegiem.
-Calthin, chyba wiesz, że Nilfgaardczycy zmienili swoją politykę jeśli chodzi o Wiedźminów. Nienawidzą nas tak samo jak elfów czy krasnoludów.
Programowo nienawidzą pięciu chłopa. No paradne. I pewnie przebyli cała drogę od granicy aż do Kaedwen żeby ich ponienawidzić z bliska.
(Ale w Cesarstwie właśnie nie było takiej nienawiści do elfów...)
Nilfgaardczycy usłyszeli o wiedźmińskim niepokalanym poczęciu, które dwa razy w miesiącu produkuje tosty i przyjechali obejrzeć dziwadło.

Z pobliskiego lasku w ich stronę zaczął biec mężczyzna. Calthin już go kiedyś spotkała. Nie mogła sobie tylko przypomnieć gdzie...
-Chodźcie do lasu. Mam tak kryjówkę.
-Geralt. Ja nie wiem czy powinniśmy.
-Chcecie zginąć z ręki Nilfgaardczyków? Proszę bardzo.
Mężczyzna chciał już odejść, ale Wiedźmin zajechał mu drogę. Nikt w takiej sytuacji nie zgodziłby się pomóc nieznajomemu. Nie w bezinteresownie.
Bezinteresowno to nazwa tej wiochy, tak?

-Co chcesz w zamian?
Mężczyzna spuścił wzrok i zaczął czubkiem butów ryć w ziemi. Wyglądał na lekko zakłopotanego oraz niezdecydowanego. Może jeszcze lica mu pokrył dziewiczy rumieniec?
-Moja mała córeczka jest ciężko chora. Ja jestem czarodziejem, ale nie mam odpowiednich składników... Jesteś Wiedźminem...
A wiedźmin ze zdumieniem spostrzegł, że zamiast juków przy siodle ma ekran ekwipunku. I już wiedział.
Był w erpegu.

-Montgomery vor Rizzel. Wiedziałam, że skądś znam twą twarz.
Czarodziej żyjący w chatynce w lesie, na uboczu jakiejś zaplutej wiochy. Tajasne.
Oj weź, może mieli wspólnych znajomych na facebooku, czy coś.

Mężczyzna spojrzał na Calthin. Teraz dopiero przyjrzał się jej uważnie. Spojrzał w te błękitne, pełne uczucia oczy.
-Calthin Merigold. Ostatni raz widziałem ciebie, kiedy miałaś trzy lata. Jak to możliwe, że pamiętasz moje imię?
Jak to możliwe, że rozpoznałeś trzylatkę w siedemnastolatce?
Ani chybi, poznał ją po tych oczach niebieskich jak bławatki.

-Mam dobrą pamięć.- dziewczyna uśmiechnęła się wrednie
Pamiętam wszystko z fazy prenatalnej i jeszcze kilka chwil z wesołego żywotu komórki jajowej.

- Musimy się schować, zanim ci z Nilfgaardu nas wypatrzą.
Weszli do małego lasku.
Czyli zagajnika. Czyli to dupa, a nie kryjówka.

Panował tu lekki półmrok. Konie, chociaż przyzwyczajone do pokonywania trudnych tras, potykały się co chwila o wystające korzenie.
Bo to był najczarniejszy z czarnych szlaków, mwahahahahahah!

Po chwili czarodziej zatrzymał się pokazując coś, co dla Calthin i Geralta było kupą liści i gałęzi.
-Na dole jest nasza kryjówka. Nie wiem tylko, co zrobicie z końmi.
Zzipujemy je.
Powiesimy na drzewie, niech udają wiewiórki.

-Ja się tym zajmę. Idźcie na dół.
Rozsiodłali konie, a kiedy Geralt razem z Montgomerym zeszli pod ziemię, Calthin mruknęła pod nosem kilka słów tworzących formułę zaklęcia. Zwierzęta znikły.
To już wersja z wiewiórkami wydaje mi się bardziej prawdopodobna...

Dziewczyna zadowolona z efektu dołączyła do reszty ukrytej pod ziemą. Była tam trójka małych dzieci i kobieta, która prawdopodobnie była zwykłą szlachcianką i żoną Montgomera.
Nie to, co oni, nieprawdaż.
Szkoda, że nie było tam żadnej niezwykłej szlachcianki. Wtedy by dopiero była impreza!

Na ziemi, pod jedną ze ścian, leżało czwarte dziecko. Dziewczynka. Wyglądała na najstarszą. Jej drobnym ciałkiem wstrząsały dreszcze. Na czole perlił się pot.
-Wygląda to na ugryzienie przez mantikorę.- powiedział Geralt przyglądając się sporej ranie na nodze dziewczynki
Dowodząc swego nagłego zaniku pamięci albo tego, że robi sobie jaja - bowiem mantikory nie gryzą, a żądlą.

- Czy mogła mieć kontakt z tym zwierzęciem.
Nie, na odległość ją użarło.

Montgomery znów wbił wzrok z zakłopotaniem w ziemię.
-Nie wiem. Ariana znikała czasami na kilka dni. Ona ma w sobie magiczną moc i nic dziwnego, że chce ją wypróbować.
No masz, następna z magiczną mocą hasa po świecie. Gdzie nie spluniesz, tam czarodziejka.
Teraz naprawdę czekam już tylko na córkę Voldemorta...

Nigdy jakoś specjalnie się tym nie martwiliśmy. Ona jest taka zaradna...
-A ile ma lat? Siedem, osiem?- oczy Calthin przybrały jadowity, zielono-żółty kolor- Jesteście za nią odpowiedzialni. Jak mogliście doprowadzić do takiej sytuacji?!
#gdziebylirodzice, część 2.

Ugryzienia mantikory są bardzo niebezpieczne. Jeśli to był młody osobnik, to Ariana może ma jeszcze jakąś szansę.
Ja bym się bardziej niepokoiła tym, że dziewczynka z magicznym talentem nie trafiła do akademii.
Oj Kalevatar, Ty zawsze czepiasz się takich nieważnych, przyziemnych, elementarnych spraw...
...i jakoś tak zupełnie bez sensu zwracam uwagę na kanon, wiem. Wstyd mi.

Calthin uklękła obok dziewczynki. Wiedziała, że Geralt nie jest w stanie zrobić za wiele.
W przeciwieństwie do niej, nieprawdaż. Jejku jej, jak ja nie znoszę robienia z Geralta takiej łajzy. ಠ︵ಠ凸
Cieszmy się, że aŁtorka pozwoliła mu żyć... w końcu jako rodzic Mary Sue mógłby zginąć.

Ma tylko kilka eliksirów, które po podaniu tak małej osóbce, mogą mieć tragiczne skutki. Czarny też mogą nie pomóc za wiele, ale warto spróbować.
No jak to - Szatan nie może pomóc? Bluźnisz przeciw Kosmatemu, dziewko!
Zawsze można jeszcze wezwać Wielkich Przedwiecznych, ale oni raczej ucieszą się z krwawego, smakowitego obiadku...

Coën uczył ją zaklęć łagodzących ból i gorączkę. Może chociaż to coś da.
A od kiedy Coën zna zaklęcia? O.o
...oj tam oj tam!

Dziewczyna przyłożyła ręce do rany. Wymruczała cicho zaklęcie. Ariana przestała dygotać. Po chwili otworzyła oczy i uśmiechnęła się blado Rodzice dziewczynki padli sobie w ramiona.
-Jak to zrobiłaś? Próbowałem wszystkiego...
-To tylko chwilowe działanie. Jeśli nie podamy jej eliksiru, to wątpię czy coś jeszcze jej pomoże.
Geralt sięgnął do juków i wyciągnął małą fiolkę. Było w niej trochę zielonkawego płynu.
-Przez dwa tygodnie, codziennie proszę jej podawać trzy krople. Nie więcej.
Jeszcze niech im receptę wypisze i każe się skonsultować z lekarzem lub farmaceutą.

52 komentarze:

Deszczowyjka pisze...

"- Ty mutancie!
- To wysoce uwłacza mej godności."

W tym momencie umarłam na zakwik :D

Narsil pisze...

Oj, tym razem nie popisała się ani Ałtorka, ani Krytycy z których momentami wyłazi krytykanctwo.To ja też się będę czepiał, a co. ;p

"Czyli panuje pokój, ale jednocześnie trwa całkiem jawna mobilizacja? Co to ma być, wojna poliszynela?"

Wojska na granicach WŁASNEGO państwa to nie jest "jawna mobilizacja". Odsyłam do "Krwi elfów" gdzie wojska Demawenda i Meve stacjonowały przy granicy z Nilfgaardem na ładnych parę miesięcy przed prowokacją w Gleivitzgen.

"(Ale w Cesarstwie właśnie nie było takiej nienawiści do elfów...)"

Skąd ten pomysł? To, że Wiewiórki walczyły dla Emhyra nie znaczy, że Nilfgaardczycy je kochali. Vide historia naszego świata - to, że na froncie wschodnim po stronie nazistów walczyli niektórzy Ukraincy i Rosjanie nie oznaczało, że nie byli oni uważani za podludzi.

"Och, to musiała być jakaś inna Triss Merigold. Ta, która była czarodziejką, żyła po wojnie długo i szczęśliwie."

Again - gdzie tak było napisane? Mam nadzieję, że Komentujący zdają sobie sprawę z faktu, iż ani "Coś się kończy...", ani też żadne gry, komiksy czy systemy RPG nie są oficjalną kontynuacją Sagi.

"Geralt tylko uniósł brew patrząc, jak dwa płaty powietrza opadają bezgłośnie na ziemię."

Czepialstwo, czepialstwo, czepialstwo. "Przecięcie powietrza mieczem" to fraza powszechna nie tylko na blogaskach.

"I przez te pięć lat Geralt w Kaer Morhen absolutnym przypadkiem nie bywał?"

Why not? Wiedźmini nie zimowali w Kaer Morhen co roku.

"Konie nie wytrzymywały i parskały ze śmiechu."

Again - konie parskają. Czepialstwo całkowicie nieuzasadnione.

"Tym bardziej, że potomstwo czarodziejek najczęściej było niedorozwinięte, zidiociałe, z mózgiem wypalonym przez zbyt silną Moc. "

Zagadka na dziś, kim była matka Geralta?

"W przeciwieństwie do niej, nieprawdaż. Jejku jej, jak ja nie znoszę robienia z Geralta takiej łajzy."

Tak, mnie też wkurzało gdy Sapkowski robił z niego pantoflarza. Oh, wait.

A samo opko słabe, naiwne, nieudolnie z(a)rzyna (z) Wiedźmina - ale, to be honest, widywałem gorsze.

Anonimowy pisze...

"Dziewczyna pewnym ruchem dłoni przecięła powietrze ostrzem miecza."
To zdanie jest po prostu źle napisane i brzmi tak jakby bohaterka faktycznie przecięła powietrze. Ot, wzięła i przecięła. Brak tu dynamiki.
I przestań Narsil wtrącać te angielskie zwroty. To pretensjonalne.

Anonimowy pisze...

Oj, Narsil, czepiasz się. A co do tolerancji w Nilfgaardzie, to akurat nie masz racji. Nawet nie licząc plotki o elfich korzeniach Czarnych i faktu, że w żadnej innej armii Wiedźminlandu nie przyznano by nieludziom szlifów oficerskich, to zarówno język jak i kultura zdradzają ponoć sporo elfich naleciałości na skutek długiej koegzystencji. That's what she said.

Anonimowy pisze...

Radioaktywny chłop rządzi!

AA aka Merkav pisze...

Narsil czepiasz się.
opko zajebiste.

panny analizatorki znają kanon, a uwagi są uzasadnione.

Anonimowy pisze...

Ja mam takie niewinne pytanie... Pomijając kwestię bezpłodności. Jakim cudem bohaterka tego opka ma złote włosy? (zakładając, że odziedziczyła kolor po rodzicach. To raczej trudno o taki kolor włosów. Triss miała włosy koloru kasztana, natomiast Geralt stracił pigment w wyniku przeszkolenia na wiedźmina.[Chociaż moment... Przypuszczalny ojciec Geralta miał jasne włosy. To może z tego wynika.] Właśnie od kiedy wiedźmini i czarodziejki to rasa? Można mieć predyspozycje do bycia czarodziejką, a na wiedźmina się szkoli, a nie nim rodzi). Poza tym dzieweczka ma zero traum po szkoleniu u wiedźminów (jeśli je przeszła)? Żadnych zmian na ciele, żadnych blizn, żadnych koszmarów? Dobra dajmy sobie spokój z analizowaniem treści tego opka.
Opko samo w sobie nudne, przewidywalne i dość oklepane, co nie zmienia faktu, że lubię Sapkowskiego i bolą mnie takie bzdury.
Udało Wam się wykrzesać moim zdaniem maksimum z tego materiału. Mnie to rozbawiło i nie widzę, byście się jakoś bardzo czepiały. Ale to tylko moje prywatne zdanie.
Silje

Falco pisze...

Z Narsilem się zgodzę co do matki czarodziejki, chociaż wiadomo- debilizm może być nie musi i co do parskania koni. Natomiast zbieranie wojska NA GRANICY- no wyobraźmy sobie, że Ruskie właśnie szykują armię na granicy z Polską i twierdzą, że to takie ćwiczenia... Wypowiedzenie wojny to już tylko formalność. Jeśli chodzi o nienawiść- w porównaniu z innymi królestwami w Nilfgaardzie elfom było dużo lepiej. Nikt o raju nie mówił, ale porównawczo... No i Geralt- co innego stosunek do kobiet i dobre serce, co innego fajtłapowatość w walce i w działaniu.

Ja też nie daruję tej lobotomii na Geralcie T_T

Dżul pisze...

Opko głupie i nie trzymające się kupy, większość komentarzy mnie rozkwikała jak zwykle, tylko... zastanawia mnie, czy jest gdziekolwiek w Sapkowskim powiedziane, że Triss jest bezpłodna? Chociaż wiadomo, że nawet jeśli nie, to i tak niemożliwe, żeby miała córkę z Geraltem. Ot, z ciekawości pytam, bo akurat nie pamiętam. ;)

Danthienne pisze...

Rzadko śmieję się głośno przez cały czas analizy - dzisiaj tak było. Będzie ciąg dalszy, będzie? Prrroszę? Tak mało jest wiedźmińskich opek, a takie są fajne :D

Anonimowy pisze...

Już dawno nie czytałam o tak typowej Mary Sue. 100% marysueizmu!
Radioaktywny chłop jest the best!
Dżem Malinowy

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z poprzednikami - radioaktywny chłop jest genialny :D. A co do opka to wyraźnie widać, że ałtoreczka Sapkowskiego nigdy nie tknęła, całą swoją wiedzę czerpie z gier i uważa się za specjalistkę w dziedzinie Wiedźmińskiego Uniwersum (mój kuzyn ma tak samo, mądrzył się, mądrzył, a jak zapytałam go, kim jest Cahir, nie wiedział:P). Aż chce się zaapelować - dzieci, do książek, a nie do gier!
Rinoasin

Anonimowy pisze...

Ojej, chciałam zajrzeć na analizowanego blogaska a tu nic! Czyżby ałtoreczka tak się wystraszyła analizy, że go usunęła?:D
Znowu Rinoasin:)

Cast pisze...

Nie czepiać się czepialstwa! Toż to przecież prowadzi do najzabawniejszych sytuacji, zwłaszcza, gdy Analizatorki śmieją się z tego, co same dopisały chwilę wcześniej. Tak trzymać dziewczyny, macie ostatnio wenę :D

Anonimowy pisze...

Radioaktywny chłop zabłądził po weselu w Atomicach ;)
Analiza świetna, ale wiedźmina żal.. :)
Ely

Anna Tess pisze...

@ "zastanawia mnie, czy jest gdziekolwiek w Sapkowskim powiedziane, że Triss jest bezpłodna?"

Chyba nie - ale jest powiedziane, że poza nielicznymi wyjątkami czarodziejki są bezpłodne. A brak jakiejkolwiek wzmianki, że Triss jest wyjątkiem.
No i można domniemywać, że skoro prowadzi bujne życie erotyczne, a brak jakiejkolwiek wzmianki o potomku, ciąży, usunięciu ciąży, strachu przed nią czy zazdrości Yennefer, to raczej płodna nie będzie.

Serenity pisze...

Miodna analiza. Dawno się tak nie uśmiałam :D Płwiedźminka, pół czarownica. Dobre sobie. :D

"Dziewczyna przyłożyła ręce do rany. Wymruczała cicho zaklęcie. Ariana przestała dygotać. Po chwili otworzyła oczy i uśmiechnęła się blado Rodzice dziewczynki padli sobie w ramiona.
-Jak to zrobiłaś? Próbowałem wszystkiego...
-To tylko chwilowe działanie. Jeśli nie podamy jej eliksiru, to wątpię czy coś jeszcze jej pomoże.
Geralt sięgnął do juków i wyciągnął małą fiolkę. Było w niej trochę zielonkawego płynu.
-Przez dwa tygodnie, codziennie proszę jej podawać trzy krople. Nie więcej.
Jeszcze niech im receptę wypisze i każe się skonsultować z lekarzem lub farmaceutą."
Aż ciśnie mi się na usta końcówka tej formułki:...bo każdy eliksir niewłaściwie stosowany może zagrażać życiu lub zdrowiu.

Sineira pisze...

"A wiedźmin ze zdumieniem spostrzegł, że zamiast juków przy siodle ma ekran ekwipunku. I już wiedział.
Był w erpegu." - Ómarłyście mnie tym:D

Anonimowy pisze...

Nie czepiać się analizatorek, odwalają kawał dobrej i ukwicznej roboty :D
Ze środka nocy pozdrawiamy: słuchający Mężczyzna i czytająca Nadira.

(Parskamy też od czasu do czasu ^.^)

Telewizjoner pisze...

Cudna analiza. A opowiadanie może nie tak złe, jak większość analizowanych - fabuła w miarę spójna i nie ma błędów ortograficznych - ale wciąż złe ;)

Tiganza pisze...

Narsil, idź się może połamać gdzie indziej z tymi teoriami wyjętymi kozie z zadu..
Po pierwsze primo:
co do śmierci Merigold, toś chyba nie czytał Pani Jeziora. Yennefer, jak rozumiem, zadymę w końcówce sagi - tę na kupie kompostu - skręciła sama?..
Po drugie primo: jakby się czytało uważnie, to by się doczytało, że akurat Visenna była nietypowym wyjątkiem, jeśli chodzi o poczęcia wśród czarodziejek. Wyraźnie jest zaznaczone, że czarodziejkom gonady i płodność generalnie trafiał szlag w trakcie parania się magią.
Po trzecie primo, zająłbyś się chłopie produkcją kapci z filcu, a nie szukał dziury w całym.
Po czwarte, marysójkom u boku wiedźmina mówię stanowcze NI!! Bo zaraz ałtoreczka dostanie żywopłotem przez łeb, lelum...

Anonimowy pisze...

Urzekła mnie wizja Jaskra śpiewającego "We are the world, we are the children". Podobnie jak bardzo przerażające, mordercze widły gnojne. Analiza cudna, oby tak dalej ;D.

Anonimowy pisze...

Tak jak przez zeszło tygodniową analizę nie przeszłam tak tą przeczytałam raz dwa i muszę przyznać, że ubawiłam się serdecznie. Dzięki. Czekam na więcej.

[kod - tingee... fajne c'nie?]

Gigi pisze...

A mi się nie podobało, mimo, że zwykle kwiczę...

gigi

Anonimowy pisze...

Opowiadanie mnie bolało do tego stopnia, że sama bym wzięła widły i potraktowała nimi ałtoreczkę, tak jak w książce potraktowano nimi Geralta.
Analiza dobra, ale były lepsze.

Buuka

Zajka pisze...

Jak dobrze się złożyło, jestem świeżo po Ostatnim Życzeniu :D
Analiza w skrócie mrr. Jesteście zdecydowanie w formie :3
Będzie dalszy ciąg?

Hasło: deact. Act of death.

kura z biura pisze...

Panna "Jestem Wszechzajebista i Mam Taaakie Moce" skojarzyła mi się z yautjańską córką z naszej analizy - ale tamta przynajmniej jakoś te swoje moce wykorzystywała, a ta? Daje się poniewierać i gwałcić, choć prawdopodobnie, jakby się skupiła, zdołałaby spalić całą wioskę jednym uniesieniem brwi. Sapkowski przynajmniej jakoś uzasadnił, dlaczego Ciri w pewnym momencie traci moc...
Opis wiejskiego życia rozczulił mnie, bo przypomniało mi się opko, które pisałam, jak miałam jakieś 11 lat - bohaterką też była uboga wiejska sierotka, która jednakowoż miała swój pokoik (na strychu, muhihi) i musiała codziennie wstawać potwornie wcześnie, to znaczy o siódmej rano! ;)

Anonimowy pisze...

Wczoraj oglądałam na TVN (po raz setny) Strażników i uznałam, że radioaktywny chłop musiał wyglądać jak Dr Manhattan czyli tak - http://fastcache.gawkerassets.com/assets/images/8/2009/03/watchmanhattan.jpg :D
Rinoasin

Anonimowy pisze...

Jedna z najlepszych analiz, jak dla mnie!

-Na dole jest nasza kryjówka. Nie wiem tylko, co zrobicie z końmi.
Zzipujemy je.

xD

Anonimowy pisze...

Wkopałyście biednego Jaskra. Teraz zostanie oficjalnie uznany za roznosiciela wszelkich chorób wenerycznych ;).
Ech, gwałty na "Wiedźminie" są bardzo bolesne. Bez Waszych komentarzy już dawno rzuciłabym się na Ałtoreczkę z pierwszym lepszym i ostrym przedmiotem.

Co powiecie na to:
http://scenki-wg-komisarza.blog.onet.pl/
i to:
http://luna-w-akatsuki.blog.onet.pl/

Pozdrawiam
oNyks

Ariana pisze...

Ech... No nie, nie podobało mi się. Ogólnie nie podoba mi się Wiedźmin. Ale radioaktywny chłop wymiata, zgłaszam go na trzeciego maskotka. Fakt, głupio, że boCHaterka daje się gwałcić i poniewierać, ale z drugiej strony to mroczna Marysia, więc MUSI być po przejściach. Zanalizujcie coś o Naruto, proooooszę! Coś całkowicie z dupy wyjętego, najchętniej. Pozdro,
Ariana

Anonimowy pisze...

A mnie się tam podobało! Opko uroczo kanoniczne i zacieszne, radioaktywny chłop śnił mi się po nocy.

Macie ostatnio wenę, moje panie. Zdecydowanie.

E.

Minisirnis pisze...

Błagam, niech mi kto wyjawi, o co chodzi z tym obrazkiem,,she saw you". Bo ni w chooya nie rozumiem. Analiza kwikaśna, przyłączam się do Ariany pod względem chłopa jako maskotka. Pozdrowienia śle
Minisirnis
P.S.
Hasło mam gunijink. Bajer, prawda?

Serenity pisze...

@Minisirnis - "She saw you" - "zobaczyła Cię", ale "saw" znaczy również "piła" i "piłować". Taki językowy żart :D

Anonimowy pisze...

Dobre!
To najlepsze:
specjalne miejsce opatrzone karteczką "Dla posępnego wędrowca z kapturem spadającym na oczy".
Programowo nienawidzą pięciu chłopa. No paradne. I pewnie przebyli cała drogę od granicy aż do Kaedwen żeby ich ponienawidzić z bliska.
I zzipowane konie.

Bohaterka niesympatyczna,wiedźmin nijaki - bez wodki nie razbieriosz.
Chomik

Minisirnis pisze...

Dzięki wielkie, Serenity. Pozdrawiam.

Fraa pisze...

A ja już z tego wszystkiego zaczęłam guglać słowo "klapa", bo za chusteczkę nie wiem, jak można kogokolwiek przetrzymywać W klapie. oO Skołował mnie ten tekst. :P

roguemouse pisze...

Analiza cudowna, a i tematyka bliska memu sercu (Saga 4ever) więc i śmiechu było więcej niż zwykle. Z drugiej strony zgrzytania zębami też.

Dodatkowo po przeczytaniu analizy postanowiłam zostać Miejscowym Wędrownym :D

Mysza

Anonimowy pisze...

Wspaniałe. O ile przez poprzednią analizę ledwo przebrnęłam, to to przeczytałam kilka razy. Będzie może następna część? :)

Anonimowy pisze...

Ja tam tylko czekam na katatonię tudzież inną chorobę psychiczną u dziecka DWÓJKI BEZPŁODNYCH OSÓB, półwiedźminki (cokolwiek by to znaczyło bo wiedźminem staje się po mutacji z tego co wiem).
Tak swoją drogą, jakim cudem Triss zginęła? Rozumiem że zaklęcie "Gradobicie Merigold" wzięło nazwę ot tak, z dupy a Yennefer ukręciła je sama? To raz.
Inna sprawa, jakim kuźwa cudem Geralt i MerySójka spotkali wojska Nilfgaardu w Kaedwen, dziesięć dni od Kaer Morhen czyli zapewne gdzieś w górach? Ja rozumiem że wiedźminland nie ma konkretnej geografii ale risercz nie boli.
Sprawa następna, jakim cudem boCHaterka ma złote włosy? Z tego co wiem (ale ja tam jestem tylko czytelniczką a nie wszech wiedzącą AŁtoreczką) Triss miała włosy kasztanowe a Geralt białe (utrata pigmentu w wyniku mutacji). Czyżby Merigold miała w końcu to dziecko z kimś innym?
Sprawa kolejna i chyba ostatnia. Ktoś napisał że Geralt też był dzieckiem czarodziejki ale ta czarodziejka była wyjątkiem jeśli chodzi o płodność (radzę poszukać fragmentu z publikacji Tissai de Vries w którejś z części Sagi).
Starczy tego żeby się jeszcze bardziej nie rozpisać powiem tyle: analiza boska. Czekam na kolejną wiedźmińską.
Barranquilla

Gogi pisze...

Nie, prosze, nie analizujcie kolejnej części! Toż ja sie cała gotuję w środku, widząc jak aŁtorka robi z Geralta taką łajzę.
Gogi

Nuka pisze...

A czemu nie? Przecież to miodny materiał na analizę jest!

Wilcza Jagoda pisze...

A mnie ómarł wiedźmin z Politechniki Łódzkiej! :D Strasznie się z tego uchachałam.

Mimo to opko boli. Wciąż mam zbyt małą odporność na Merysujki... Po prostu koszmarnie działają mi na nerwy te niesłychanie urodziwe małolaty z super-hiper mocami i obowiązkową bezczelnością. Ale tak sobie myślę (a przynajmniej łudzę się nadzieją), że tworzenie takich postaci jest elementem bycia nastolatką i że z tego się wyrasta.

Nuka pisze...

@Wilcza Jagoda:Co do tworzenia Merysójek jako elementu bycia nastolatką, to się zgadzam. Ze mnie już stara panna z kotami jest, ale jak byłam nastolatką, to też tworzyłam fanfiki z obowiązkową Mary Sue. Potem oczywiście z tego wyrosłam, chociaż gdzieś głęboko w szafie mam jeszcze te wypociny. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Wydaje mi się, że to ma pewne psychologiczne uzasadnienie, jako obraz Dziewczyny Idealnej którą chciałaby być każda nastolatka. Kiedy ma się piętnaście lat, rośnie zapotrzebowanie na bycie lubianym, co jak wiadomo nie wszystkim się udaje. AŁtoreczki pisząc swoje opka dają wyraz swoim wewnętrznym traumom, uważają, że są odosobnione w swoich "strasznych" problemach. A jak jest na prawdę? Wiadomo. "Rodzice mnie nie rozumieją, najchętniej uciekłabym w inny świat i zostawiła to pier.... miejsce!" "Kiedyś pokażę tym wszystkim durniom, że nie jestem słaba!"

I tak powstają Mary Sue.


PS: Mogłabym jeszcze powiedzieć coś o ważnej roli, jaką w tym procesie odgrywają neurony "lustrzane" ale sobie daruję...

Nuka pisze...

Dziewczyny, a mogłybyście zanaliować coś o Naruto? Proooooooszę! *patrzy błagalnie*

Anonimowy pisze...

Ładne, bardzo ładne. Mam wrażenie, że potencjał dzieła został wykorzystany maksymalnie, najbardziej ujęły mnie mordercze widły (nie dosłownie) i programowa nienawiść do pięciu chłopa. Więcej poproszę!

(hasło: reawar. Make reawar, not badfic?)

Federalna pisze...

"-Maaras. Uparty zwierzak.
-Chyba mi nie powiesz, że jeździsz na tym czarnym szatanie?
Wierzchem na szatanie to czarownice na sabatach jeżdżą. ;)
A potem szatan wierzchem na nich..."
Kocham was!

Ałtorka powinna się wstydzić za takie sprofanowanie Sagi.

Narsillll pisze...

No.

Anonimowy pisze...

Co wy na pręgierz? Albo szafot?
Albo DRAKENBORG?

Barranquilla

Smerf pisze...

@Baranquilla: O ci ci chodzi?!

Anonimowy pisze...

"-Geralt, poczekaj!
Białowłosy mężczyzna zmierzał w stronę oberży. Miał na dzisiaj serdecznie dość towarzystwa swojego wiernego przyjaciela - znanego na całym świecie Jaskra. Grajka.
-Słuchaj. Możesz pisać ballady o czym tylko się tobie podoba, ale jeśli jeszcze raz usłyszę w nich swoje imię...- białowłosy nie zatrzymał się ani na chwilę- Możesz czuć się martwy.

A jak przez ciebie wyląduję na Pudelku, to nie żyje też cała twoja rodzina, kochanki i chomik."

Matko Boska... jeśli Geralt wymorduje wszystkie kochanki Jaskra, to 70% płci pięknej zniknie z powierzchni ziemi! Pozostałe 30% to panie w podeszłym wieku, i dzieci poniżej piętnastego roku życia! :D
A tak poza tym... Geralt jest bardzo pozytywnie natawiony do swojego najlepszego przyjaciela...
Analiza jak zwykle cudowna... poza wycinkami z blogaska. :)