piątek, 2 grudnia 2011

Chodzę na ciebie jak kaczka, czyli brudne gacie w warowni - cz. II



Witajcie!
Marysójka Voldemordówna była strasznie męcząca, prawda? W każdym razie dla nas była, więc w tym tygodniu wróciłyśmy do opka fantasy, ledwo napoczętego w tej analizie. Jak się okazuje, wrota większe niż sekwoja i ciamkający koń to nie wszystko, czym Pisak nas uraczył - dalej dzieje się równie źle. Zaczyna się od bardzo słabego Elementu Komicznego, a potem jest już z górki: biblioteka będąca zakamuflowanym bajzlem, elfy rozmnażające się przez przecinki, krasnolud chodzący jak kaczka w sposób bardzo ofensywny, czoło ogarnięte berserkiem... oraz dziwny, prawicowy smrodek przebijający z tekstu tu i ówdzie.
Miłego!
Adres opka: http://literka.info/watek-Pożracz-Życia-Prochy-Nadziei
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


- Więc, może powiesz mi, dlaczego tak na mnie patrzysz, z otwartymi ustami? -
- Bo mam oczy na zębach trzonowych, idioto. A poza tym byłem przekonany, że to jest cool:


Młodzieniec podskoczył na krześle, ruszając stołem. - Nie... Ja, zawsze jestem w szoku, gdy widzę elfa.
No to mruganie w obecności elfa musi dla postronnych wyglądać jak atak epilepsji.

- Cóż, miło mi. Działo się coś specjalnego, jak mnie nie było?
- Nie, nic specjalnego, a czemu tak długo cię nie było? Zwykle znikasz na kilka dni, a teraz na cały miesiąc! Możesz się wytłumaczyć? - Odstawił wszystko co miał i wpatrzył się w elfa.
Myślałby kto, że facet gada z kotem, a nie z innym facetem...

- Potrzebowałem trochę czasu, dla rodziny. Musiałem odchować kocięta. Dobry koci tatuś to rzadkość! Zresztą, miałem trochę zaległego urlopu, więc go wykorzystałem.
Uhu, do średniowiecznego fantasy zawitały zdobycze socjalizmu! Ciekawe, czy mają też chorobowe i macierzyński.

-Sięgnął po butelkę z wodą.
- Poza tym, dlaczego miałbym ci się spowiadać? -Nalał pełną szklankę.
- Ależ nie, jestem tylko ciekawy, zawsze bardzo mnie interesowała wasza rasa. Ale najbardziej ciekawiło mnie to, dlaczego wymieracie.
Bo elfki zbyt często boli głowa.
Bo tak to już jest, jak się ma pięćset lat na karku: jest z kim, jest gdzie, nawet jest czym - ale po co...?

- Nie wymieramy! - Uniósł się dumą .
Po prostu mamy niż demograficzny.
Hm, w kontekście tego, co wyżej napisałam... #niemamskojarzeń

- Jedynie wy, szybciej płodzicie potomków, niż umieracie. - Chwycił szkło.
- Nas nie dotyczy problem śmierci, po jakimś czasie, więc nie potrzebujemy, aż tylu, dzieci.
Za, to, przecinki, cieszą się, u nas, ogromną popularnością.
Nie rozmnażamy się - mnożymy przecinki.

- Człowiek, lekko posmutniał.
Miał do dyspozycji tylko jeden przecinek. :(

Mierzył wzrokiem swojego przyjaciela, ale gdy zobaczył, jak przechyla pełną szklankę wody, krzyknął coś niezrozumiałego i rzucił się, by wyrwać ją z jego dłoni. Spóźnił się. Gorący płyn, wpadł wprost do gardła pijącego. Elf, na początku, nie rozumiał strachu, u człowieka. Ale po chwili poczuł, jak płyn, lekko poparzył jego gardło. Po chwili, poczuł ciepło w żołądku i lekką słabość. Zjadł szybko kilka ogórków i czekał na reakcję.
Po chwili z uszu buchnęła mu para, a z dziurki w nosie wysunął się pęd ogórkowy.

Spojrzał z gniewem na człowieka. Sądził, że czymś zatruł wodę. Ale nie docenił go, przecież w kilka minut, może się jej pozbyć.
No, wody tak, ale trucizny chyba niekoniecznie?
Może ma nadaktywną wątrobę czy coś.

- Ty! Co ty dosypałeś do tej wody?! Mów szybko, zanim to z ciebie wymuszę. - Dzieciak, wyglądał na bardzo przerażonego.
Wyglądało na to, że cały worek pigułek gwałtu nie wywarł na elfie należytego efektu.

- Nic nie dosypałem! Poza tym, to nie jest woda, spójrz. - Przetarł napis na butelce.
Gdy tylko trochę zaległego kurzu i lekka warstwa brudu opadła, elfowi ukazał się napis, bardzo podobny do wody.
Znaczy się, był przezroczysty i mokry? *uparcie gra głupa i udaje, że nie ma pojęcia, na czym polega Element Komiczny w tej scenie*

elfowi ukazał się napis, bardzo podobny do wody. Jednakże głosił, nie woda, a wóda.
W dodatku głosił po polsku, żeby grze słownej stało się zadość. Nasi tam byli?

Przeczytał go głośno i westchnął, co to jest?
Ten napis głosił. A później sam siebie przeczytał przeczytał i westchnął. Bo to magiczny napis był.

- Wóda, co to jest? - Człowiek uderzył się w czoło, zapomniał.
- To nasze, ludzkie, najnowsze odkrycie w dziedzinie alkoholi. -Dotknął czule butelki.
- A co w nim, - wskazał butelkę – takiego, nowego?
Hm, na przykład to, że pewnie dopiero niedawno ją ktoś wymyślił?

- Jest dużo mocniejszy niż wino, czy piwo. Szybciej powoduje stan upojenia i jest bardzo smaczne. Do tego, dochodzi jeszcze tani koszt produkcji i możliwość mieszania go, z jakimkolwiek, innym, napitkiem. - Uśmiechnął się, po zademonstrowaniu swojej wiedzy.
No szaleństwo. Tyle że “nowość” wódki w porównaniu z piwem i winem polega raczej na tym, że została wymyślona dużo później od nich, bo jej początki to mniej więcej VIII wiek naszej ery, podczas gdy piwo i wino wytwarzali już Sumerowie.
Z kolei praktyka mieszania wódki z czymkolwiek tak, by powstał koktajl, to już XX wiek. Wspomnę jeszcze, że tę wydestylowaną w VIII wieku gorzałę używano jako bazę do perfum i pachnideł, a później w celach medycznych, a nie jako zwykły trunek. Także - fail.

-Która godzina? Chyba za długo tu siedzę. -Spojrzał na zegar.
Wielka, metalowa, konstrukcja, z odsłoniętymi kołami zębatymi i wieloma nadprogramowymi przecinkami ruchomymi częściami, zajmowała sporo miejsca, ale była przydatna. Krasnoludy twierdziły, że odmierza czas, z dokładnością, do trzech minut. Jednak nikt, za bardzo, w tym temacie im nie ufał.
Tak, to - w przełożeniu na realia naszego uniwersum - VIII wiek. Zegar mechaniczny też pojawił się w tym czasie. Co prawda w Chinach, no ale nie bądźmy już tacy drobiazgowi. ;>
Z kolei w kwestiach socjalnych wyraźnie przodują, bo są gdzieś na przełomie XIX i XX wieku. ^^
Tak w ogóle, to skoro mają jeszcze dość (jak na nasze realia) niedokładne zegary, to z jakiej paki mają potrzebę znania czasu co do minuty?

Zegar, właśnie wybił dwudziestą pierwszą godzinę. Czyli dziewiątą.
Wiecie, takie kółeczko zawieszone na haczyku zawiniętym w lewo.

Strażnik wstał i sięgnął do skrzyni. Zapukał w nią cztery razy i przekręcił klucz. Następnie dopiął, do obręczy, klucz od strażnicy i otworzył wieko. Wyciągnął, z pozoru mały, idealnie na nie niego czyli na kogoś innego? pasujący pancerz i diadem strażnicy.
Znaczy była tam jeszcze jakaś wielka stróżująca baba, która miała diadem?
Nuu, to ta warownia miała diadem. Elf założył sobie na głowę koronę blanków, czy coś.

Wziął halabardę spod ściany i wyszedł, wcześniej nakładając zbroję i żegnając się z człowiekiem. Ledwie otworzył drzwi, zobaczył krasnoluda, uzbrojonego po zęby, w młoty, topory, miecze, kusze i bełty.
KWIK. Ciekawe, jak był w te bełty uzbrojony... Chyba je powtykał sobie w różne otwory w zbroi i na ciele i wyglądał jak wyjątkowo przerośnięty jeż.
Młot, topór, miecz i kuszę miał - naraz. I pewnie jeszcze cztery ręce.
(Wiem, w erpegach nie taką zbrojownię się ma przy sobie, no ale.)

Miał na sobie hełm, ozdobiony czaszką, którą wygrawerowano na metalu.
Obok czaszki wygrawerowano kilka kwiatów róż i parkę jaskółek, trzymających wstęgę z napisem “Kocham mamusię”.

Prócz tego, miał pełną zbroję płytową, barwy miedzi.
Hoho, może jeszcze wykonana była też z miedzi? :D

Gdy spostrzegł elfa, zdjął hełm, spod którego wylała się ruda broda CHLUST! i czerwone brwi. PLUM!
A spod zbroi wychlupnęły sinawe flaczki.

Wyglądał, jakby jego skórę ktoś rozciągnął do granic możliwości, a następnie puścił, swobodnie, żeby innych straszyła.
To się lifting nazywa.

- Znowu się spóźniłeś, – zawyrokował – tyle razy ci powtarzałem, że nigdy, ale to nigdy, strażnik nie może się spóźniać! Co tym razem?
- Zacny Thlougie, - schylił głowę – zapewniam cię, że nie szczędziłem konia, ale ta pogoda mnie zwolniła. Wiesz jak to jest.
W czasie deszczu trzeba wolniej jechać, bo koń może wpaść w poślizg.
A jeśli nie ma ABSa, to już w ogóle.

-Ta, ta – burknął – spódniczka twojej miłej, sama się rozerwała, a ona teraz chodzić nie może, bo się przewróciła.
Ja bym powiedziała, że jeśli już, to raczej przez coś innego nie może chodzić...

Oczywiście, ja wszystko rozumiem. - Podniósł ręce do góry, zginając łokcie i chodząc jak kaczka – Tylko to nie powód, żeby się, do jasnej cholery, spóźnić na wartę!
Elf, aż poczerwieniał ze złości, ten prymityw, ten paskudny dzikus, ten brudny, niedomyty szczur górniczy, tak go osądził.
Ej, koleś, ostrożnie że słowami! To podpada pod gatunkizm!
Ale zobacz, co za zjadliwa szydera! No co byś zrobiła, gdyby ktoś na Ciebie chodził jak kaczka?

- Ty zawszona małpo! Jak śmiesz?! Gdyby nie to, że jesteś tutaj dowódcą, tak bym cię zbił stłukłbym cie na kwaśne jabłko!, że nie poznałaby cię twoja własna matka!
Dowódca pozwala na to, żeby jego podwładny tak my ubliżał? Na dodatek po tym, jak nie wywiązał się z obowiązków?! Racja, to jest jakaś pipa, a nie krasnolud.
Obuszkiem przez łeb zdzielić i po sprawie, a nie chodzić jak kaczka.

-Ja wiem swoje, a ty wiesz swoje, Illmasirze...
Elf nie słuchał. Poszedł prosto, do sali dalej. Na oknach, radośnie tańczyły krople deszczu, zmieniające się co chwilę i trzymające się za rączki oraz śpiewające wesoło przeboje Fasolek. Wiatr porywał je do tańca, by bez litości, cisnąć nimi o ziemię.
Brzmiało to zatem tak:
Kolorowe kredki w pudełeczku noszę
Kolowe kredki bardzu lubią mnie
Kolorowe kredki kiedy je poproszę namalują wszystko to co...
JEBS!

Pogoda nie zamierzała się poprawić i kilkakrotnie, niebo, przeszyła złota lanca przecinka błyskawicy. Strażnik, po chwili doszedł do wielkiej sali. W jej wnętrzu, kręciło się trochę osób. Dwoje elfów, w białych szatach, coś omawiali. Kamerdyner roznosił przekąski i wino, dla zmęczonych umysłów, kilka służek, przynosiło i odnosiło księgi.
Znaczy się, rozumiem, że dla zmęczonych umysłów były... służki? Hm, bardzo dyplomatyczne określenie...
Wino i żarcie były dla umysłów! ;D Cokolwiek te umysły robiły.

Cała sala, była jedną, wielką biblioteką. Biblioteczne półki, wprost uginały się, pod ciężarem tych tomów, a świece, niemal się dopalały. Nie było tu miejsca na lampy,czy też pochodnie.
Świece się zmieściły, ale jakieś kandelabry już nie? Może chociaż lampy naftowe, skoro już tak anachronicznie lecimy z wynalazkami.
To na pewno mieli tam świetne warunki do czytania. (Za to idealne do... spędzania czasu ze “służkami”.)

Wszystkie ściany, zajmowały regały. Na samym środku sali, stał samotny stół, pełen posegregowanych ksiąg. Pod stołem, spokojnie leżały czyjeś nogi,
No, jeśli same nogi leżały, to się nie dziwię, że były spokojne.
Requiescant in pace...

Pod stołem, spokojnie leżały czyjeś nogi, w białych bamboszach i białej szacie.
A na lewej pięcie dyndała sobie szlafmyca.

Illmasir, obszedł ten przeciążony obiekt, który trzeszczał, gdy tylko nowe tomy, na nim lądowały. Za tym murem ksiąg, siedział znajomy elfa, który ciągle kartkował kolejne księgi. Był taki sam, jak go zapamiętał : blada, niemal przezroczysta, skóra, biała broda, długie wąsy i niebieskie, z białymi plamami, wyłupiaste oczy.
I znowu ta katarakta.

Na ręku, którym przerzucał kartki, miał sygnet rodowy, złoty pierścień, z czerwonym okiem.
Chyba bransoletkę rodową, skoro miał to na ręku...

Natomiast na drugiej ręce, miał rękawicę ze skóry, którą pozłocił.
I co jeszcze? Szlafrok ze stopów srebra? Rodowe tramposzki z alabastru?
Gacioszki z kamiennego jedwabiu.

Starzec, nawet nie obrócił się na elfa, tylko natychmiast przemówił.
- Znowu się spóźniłeś, mimo iż prosiłem, żebyś tego nie robił. Przeszkadza mi to twoje wpadanie, w nieodpowiednim momencie. - Właśnie czekałem na służkę i dla zabicia czasu przeglądałem najnowszy numer bardzo interesującego czasopisma ze skąpo odzianymi elfkami. Oczywiście, prenumeruję je tylko ze względu na wywiady i felietony... Wyrzucił to z siebie, jak z armaty.
- Ciągle, nawet gdy walczyliśmy razem, spóźniałeś się na bitwy, z uderzeniem, z obroną.
Pfff... Do dupy z takim żołnierzem, co to wszystko robi po czasie.
KWIK. Przychodził już po bitwie? Za to pewnie z pola walki wracał ostatni, ale z kieszeniami wypełnionymi “fantami” zabranymi jego kolegom, którzy... już ich nie potrzebowali.

Zawsze się spóźniałeś. Chociaż dzisiaj, przyszedłeś na czas.
- Miło mi to słyszeć – odpowiedział – cóż tam wertujesz?
- A takie tam, stare dzieje. Durne kroniki waszych narodów, jakieś dzienniki i notatniki. I blogaski, oczywiście. Słowem, głupoty. Już dziesiąty rok, szukam sposobu na zabicie tego potwora i nic nie ma. Nic a nic. -Załamał ręce i położył się na stole, obrócił głowę, tyłem do elfa.
W ostatecznej desperacji położył się na stole, ten jednak milczał jak zaklęty.

- Durny bełkot i stare głupoty, nie mam na to czasu! Jestem poważnym magiem! (...) Co ty tam masz? -Rzucił do służącej, która podała mu jakiś tom.
- Religia? Religia?! Czy ty masz mnie za idiotę? Religia, to zabobon, głupie wierzenie i tyle!
Religia to nie wierzenie, to system wierzeń. Oraz praktyk religijnych... między innymi.

Po śmierci nic nie ma! Nic!
Byłem, widziałem - nic ciekawego.

- Kobieta zakryła rękoma twarz i wybiegła z sali.
- Mogłeś być delikatniejszy Dobrze, że nie powiedziałeś, że Mikołaja też nie ma! – warknął elf – to jeszcze dziecko, kto wie, co zrobi.
Ach ci źli ateiści... Wszędzie się wcisną z tą ich cywilizacją śmierci.
Dodaj do tego subtelne potępienie praktyk magicznych.

- Mało mnie to obchodzi, co tutaj mamy? Jakieś stare notatki, coś o stworzeniu świata, bzdety, bzdury, głupoty, jakieś historyjki. Co to ma być?!
Zaraz weźmie i wskoczy na scenę w stroju rockmana i podrze tę książkę, a potem znów się jacyś ludzie będą burzyć...

Spokojnie, tylko spokojnie. Zaraz... -Przyjrzał się dokładniej jednej ze stron.
-Mam - wykrzyknął radośnie – mam, znalazłem, nareszcie! Przekażcie tej dziewce, że dostanie podwójne wynagrodzenie i nowe stroje! Tak!
Strażnik mocno się zdziwił. Ostatni raz, widział Korneliusza Knota? w takim stanie,
Znaczy, w trakcie napadu maniakalnego? Pff... ciekawe, jak mag reagował, gdy mu się księga zaklęć wieszała... Pewnie chodził na nią jak kaczka.

gdy złamał szyfr jednego z najgroźniejszych bandytów, którzy napadali na karawany.
A na czym bandyta miał ten szyfr założony? Na wejściu do jaskini, w której ukrył skarby?
A gdzie tam! Zły bandyta wysyłał zakodowane wiadomości załogom swoich U-Bootów, które przyczajały się przy szlakach podróży statków handlowych.

Illmasir, zaciekawił się, odkryciem przyjaciela. Spojrzał na kartę.
,, Najpotężniejszą duszę otrzymasz ty, mój synu. Twój płomień roznieci w sercach odwagę i radość. Jednak spali każde żywe ciało. Nikt nie będzie silniejszy od ciebie. Jeśli jednak, pojawi się ktoś taki. (Uczynię cię niepokonanym. Ale gdyby jednak ktoś cię pokonał... shit happens, rama rama, ding dong.) Twa dusza zniszczy go, wraz z całym jego narodem, nie będzie bowiem nikt, ponadto, co ja stworzyłem! Nikt, nie podważy mego wyroku, nikt go nie zmieni i każdy będzie się do niego stosował. Mając naczynie, będziesz w stanie zgładzić nieśmiertelnych, będziesz mógł odwołać poległych, do mego królestwa, to będzie ci dane.”
Brzmi to trochę jak YHWH cierpiący na nadmiar przecinków.

Elfem wstrząsnął mały dreszcz.
A potem naszedł go Mały Głód.

Czy Korneliusz chciał. Ale że co chciał? Zupy ogórkowej? Nowego sezonu “Gry o tron”? Śniegu na Gwiazdkę?
Chleba i igrzysk?

Może planował, albo miał zamiar? Nie... Czy on naprawdę, chciał użyć smoczej duszy?
Aaaa...

Strażnik znał ten wers i jego interpretację. (...) Tylko smoczy duch, może przegnać upiory, które w normalnych warunkach, odradzają się.
- Korneliuszu, czy ty... - Człowiek mu przerwał.
- Tak, udało się! Znalazłem! Jeśli tu jest napisana prawda, to duch smoka, jest w stanie zniszczyć wszystko, rozumiesz? Wszystko! Nawet te przebrzydłe i opasłe, pełne zła istoty. Noszące miano Wampir. -Wszyscy w sali się wzdrygnęli.
Pozwólcie, że wzdrygnę się razem z wami, bowiem wczoraj próbowałam oglądać "Przed świtem".
To “Przed świtem” jest o wampirach? Myślałam, że to o wróżkach, które najpierw grają w karty i niszczą łóżka, a potem emują po kątach i kłócą się z wilkami...

- Wiesz, że to niemożliwe? - Człowiek się obrócił.
- Dlaczego - zapytał – jest to niemożliwe, według ciebie?
- Ponieważ – zaczął – smoki, jakbyś nie zauważył, od dawna znajdują się w podziemiach i nikt nie wiem, jak do nich dotrzeć.
Czemu mam wizje jakiejś podziemnej smoczej organizacji anarchistycznej?

Próz tego, elfowie nigdy się na to nie zgodzą, bo to pogwałcenie ich religii. Jak wiesz, jesteśmy ludem bardzo tolerancyjnym, ale i bardzo religijnym.
O, to dokładnie jak Terlik. "Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się moja religia, a moja religia sięga wszędzie."
Niech zgadnę... Oskarżą ich o “obrazę uczuć religijnych”?

Wielu, uznałoby to za świętokradztwo, a uwierz mi, wielu ich będzie, oj wielu. - Korneliuszowi wystąpiły żyły na czole, spocił się.
- Jak, tak rozwinięta rasa, może być tak zacofana? Ciągle wierzycie w te bajki o religii? To tylko jeden trop, który może okazać się bardzo mylny! Jutro przedstawię go radzie i nawet nie próbuj, mnie zatrzymać. -Illmasir, przeszedł pod drzwi.
- Nawet nie zamierzam, -uśmiechnął się – ale chętnie popatrzę, jak cię wszyscy wyśmiewają, a potem zapinają w dyby. To będzie ciekawe.
Dlaczego, ach, dlaczego "zapinanie w dyby" kojarzy mi się tylko z... argh! To nieuleczalne.
Nędza religijna
jest jednocześnie wyrazem rzeczywistej nędzy i protestem przeciw nędzy rzeczywistej. Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu!

Człowiek milczał, a elf zamilkł i rozglądał się po korytarzu. Patrzył na deszcz. Ciągle nie przestawał zalewać ziemi. Chmury płakały, nawet kichały, głośno grzmiąc.
A trąby powietrzne to pewnie smarki.
Nie, smarki to błyskawice.

Złociste liny, przyozdabiały czarne niebo, tworząc różnorakie wzory i mozaiki, mandale, kolorowanki, wycinanki... . Szelest papieru, wypełniał całą salę, zagłuszając wszystko inne. Piorun uderzył w dumne drzewo, które cały czas kpiło sobie z wiatru, zachowując prostą postawę.
Było takie wytrzymałe, bo regularnie wykonywało ćwiczenia korekcyjne przeciwko skrzywieniom kręgosłupa yyy... to znaczy, pnia.

Złamało się, zostało poniżone i spalone. Ogień, zachłannie pożerał koronę, niegdyś dumnego władcy, który teraz, leżał na ziemi, najniżej ze wszystkich. Płakał. Płakał, za całe, swoje, dumne życie, które przestał w jednym miejscu, nie wydając nasion, czekając, na odpowiednie pyłki. Teraz już nie będzie nowych drzewek, wszystkie zmarły, wraz ze swym ojcem.
Kwik.
Widzicie, Drodzy Czytelnicy? Płódźcie dzieci, byle szybciej, byle więcej, bo inaczej bozia was z nieba pierdolnie piorunem i się skończy.
(Czy tu jest jakiś prawicowy przekaz podprogowy, czy ja jestem jakaś nadwrażliwa?)
(Nie jesteś. Też wyczuwam jakiś dziwny smrodek unoszący się nad tym opkiem - i nie jest to jedynie woń rozkładającego się truchła interpunkcji.)

Zegar, przypominający ten w strażnicy, wybijał północ. (...) Nagle, potężny huk rozbiegł się po całym zamku wrzeszcząc opętańczo i wymachując rękami.

Wszyscy śpiący obudzili się, i cały korytarz zapełnił się postaciami. Ogromne ilości ludzi, elfów i krasnoludów, przetaczały się po drodze obijając się o ściany, szukając źródła hałasu. Ze strażnicy wypadli gwardziści i starali się wszystkich uspokoić. Illmasir złapał swoją broń i popędził na dół. Miał dziwne przeczucie. (...) Wpadł na spiralę domaciczną schodów i po chwili był na trzecim piętrze.
Spojrzał na bramę, która była otwarta na oścież. Nie było widać nikogo. Było też dziwnie cicho, chociaż...
Przypominam, że trwa właśnie zajebista burza, wiatr świszczy, drzewa się łamią, pioruny rypią... no ale może dla elfa to jest "dziwnie cicho". Pewnie za głośno słuchał muzyki w empetrójce.
Oj tam, może zamek miał po prostu dźwiękoszczelne ściany, żeby burżujom nic w gnuśnieniu nie przeszkadzało.

Cichy odgłos kapania, dobiegł uszu elfa. Wolno schodził na dół, nasłuchując co chwilę ruchu, jakiejkolwiek oznaki, że ktoś tu jest. Szukał, sam nie wiedział czego, ale po chwili uznał, że to wichura wepchnęła drzwi do środka.
Te stumetrowe "wrota większe niż sekwoja"? Serio? Pisaku, gdyby ten wiatr wiał aż tak mocno, to temu elfowi wywiałoby mózg przez dupę. :/
A może właśnie wywiało, skąd wiesz.

Strasznie wiało i wiatr zgasił pochodnię, oraz kilka lamp oliwnych. Był na samym dole. Dźwięk kapania nasilił się i dochodził od miejsca, gdzie zostawił konia.
Koń mu przecieka!!!
To pewnie od nadmiaru marchewek.

Podszedł tam powoli i najciszej jak umiał. Jego wierzchowiec leżał na podłodze, nieruchomy.
I ponad wszelką wątpliwość martwy. Nie wydaje mi się bowiem, by uwiązany koń chciał się kłaść na kamiennej podłodze.

Obrócił go i w tym momencie, niedaleko uderzył piorun. Błysk rozświetlił salę i strażnik zrozumiał trzy rzeczy.
Skąd przybywa, kim jest i dokąd zmierza.

Pierwszą z nich było to, że jego koń jest martwy i leży w kałuży własnej krwi.
No ja to zrozumiałam trochę wcześniej, ale spoko, nie każdy jest tak genialny. *u*
No już nie szpanuj tak tą prekognicją, nie szpanuj. ;>

Drugą rzeczą było to, że ktoś jest na górze i zbliża się do spiralnych schodów, bo zobaczył czyiś cień.
Ten ktoś zobaczył?
Albo ten koń. No, powiedzmy - duch konia.

Ostatnie co zrozumiał, to, to że zrobił błąd, przychodząc tu. Pobiegł na górę, ale było już za późno. Wrzaski dochodziły go z wyższych pięter i modlił się w duchu, byleby się pomylił. Wbiegł na trzecie piętro i po spiralnych schodach. Czół zapach, zapach krwi i spalonego mięsa.
Interesuje mnie zwłaszcza ten zapach czół. Ciekawe, czy różni się jakoś od zapachu nosa?
Hm... może zawiera w sobie lekką nutę zapachu mózgu? (Albo i nie.)

Nie mógł zostawić Korneliusza samego! Mimo iż był potężnym magiem, jego starczy umysł zawodził. Wbiegł na piętro. Zamurowało go to, co zobaczył. (...) Kobiety i mężczyźni, każdej rasy. Niektórzy pocięci, inni spaleni, jeszcze inni zalani własną krwią (to znaczy utopieni w niej?). Wszystkich łączył wspólny element. Ślady kłów, w wielu miejscach na ciele. Ktoś jeszcze żył. Młoda służka, która pokazała Korneliuszowi księgę, zwisała przy oknie, od pasa w górę, po drugiej stronie.
Czy ktoś ma jakiś pomysł, jak może wyglądać zwisanie od pasa w górę?
Tak, że “od pasa w dół” zwisa w innym końcu korytarza.

Illmasir wciągnął ją do środka i usadził przy człowieku. Nadepnął na coś twardego i bardzo śliskiego. Jego nogi rozjechały się i uderzył kolanem w czoło Thlouga. Martwy krasnolud, zmarł z przerażeniem na twarzy. Nie mógł teraz się rozpraszać, ale ciężko wystraszyć krasnoluda, szczególnie weterana wojen z panem zmarłych. Wstał i zamknął jego powieki, następnie podszedł do tych ludzi.
Znaczy się... ten martwy krasnolud podszedł?

Młodzik dalej się trząsł, a dziewczyna odzyskała przytomność.
- Musicie stąd uciekać, - wyszeptał do nich – jak najszybciej. Zanim jednak pójdziecie, co to było? Co sprowadziło tu tyle śmierci?
- W... W... Wa... Wa... -Chłopak się jąkał i wręcz umierał ze strachu.
Warząchiew! Magiczna i samobieżna.

- To był wampir, nie wiem dlaczego nas zostawił przy życiu, dziękuję, że wyciągnąłeś mnie z tego okna – Otarła pot z czoła i związała ranę na ręce, kawałkiem oderwanego materiału.
- Weźcie płaszcze i nie oglądajcie się za siebie. Nic tu nie zostało, dla was.
- Nichts bleibt für dich... für immer - zanucił Till zza kulis, ale szybko zamilkł i poszedł sobie, uznawszy, że to opko jest poniżej jego poziomu.
I miał rację.

[Elf wpada do biblioteki, gdzie spotyka wampira, który dopiero co zabił maga Korneliusza.]
- Zapłacisz, za wszystkie krzywdy, potworze! -Takiej furii, Illmasir nie czół od dawna, od chwili, gdy jego siostra została zamordowana.
Jego czoło wpadło w stan dzikiego berserka!

- Taki porywczy... Przypominasz mi siebie, sprzed wielu lat. -Podszedł do truchła Korneliusza.- Szkoda, że nie chciał się zmienić. Byłby z niego potężny sojusznik, ktoś na tyle potężny, że sam bym się go bał. Ale wybrał śmierć.- Kopnął go w głowę, odrywając ją od reszty ciała.- Tobie proponuję to samo. Dołącz do mnie... - Nie dokończył, bo elf skoczył na niego, wraz ze swą bronią.(...)
- Revird! -Wampir momentalnie się zmartwił.
I stał taki, frasobliwy i skonfundowany.

Ostrze pomknęło w jego kierunku i rozcięło go w pasie na dwa kawałki. Następnie stracił głowę, na której malował się gniew. Wszystkie jego kawałki, padły na ziemię, rozlewając wokoło czerwoną posokę. Strażnik prychnął pogardliwie i podszedł do Korneliusza. Miał nadzieję, że jeszcze ma czas, ma szansę. Może go uzdrowić. Jednak ta oderwana głowa, mówiła jasno i wyraźnie, nie.
O kruwa. Nie no, urwany łeb jest nad wyraz subtelną sugestią co do stanu czyjegoś zdrowia... choć zawsze można spróbować przyczepić ją taśmą klejącą.
Niech użyje Kropelki, może wtedy podziała!

Mała i leciutka łza, pociekła, po ponad wiekowej skórze, wpadła do ust.
No i mamy samotną łzę do kompletu.

Wstał i przetarł twarz. Musiał najpierw się przewietrzyć. Odwrócił się i poczuł bul i brak nadzieji, na wskroś torsu. Otworzył usta i zobaczył swego oprawcę, który niedawno był jego ofiarą. Przecież rozciął tego wampira na kawałki, powinien mieć jeszcze czas, na odejście. Padł na książki, przybierając pozę, jakby siedział, pijany.
Styl Siedzącego Pijanego Mistrza!

Bestia opuściła miecz. Potężne ostrze, które przeraziło elfa. Głowicą tej broni, był mały kolec, pełen lepkiej, zielonej i zapewne, trującej ,substancji.
Znaaaaczy się... miecz dla samobójców? Bo skoro ta część, która jest przy dłoni, jest trująca... Hm, musi się cieszyć ogromną popularnością wśród pechowych samurajów.

Rękojeść, dłuższa niż ramię (Łojezu, co to, miecz dla olbrzyma? Jak to trzymać w ogóle?!), trzon, obłożony twardą skórą konia. Jelec, w kształcie litery ,,V” mogący sam zabić nie jedną osobę.
Znaczy - sam rzucał się na ludzi?
Skoro sama rękojeść jest taka mordercza, to strach pomyśleć, co potrafi głownia - czyli ta część, której się UŻYWA w walce.

Taszę stanowiła czaszka. Dokładnie oczyszczona i wypolerowana do połysku. Co chwilę rosła, lub malała, zmieniając swój kształt.
No masz - nie dość, że w zdecydowanie złym guście, to jeszcze wyraźnie freudowskie.
Boru, długo jeszcze ten opis każdej pojedynczej części miecza się będzie ciągnąć? Fajnie, że aŁtor wykonał risercz, no ale bez przesady...

Ostrze było bardzo cienkie, zdolne przebić każdy pancerz i dostać się w każdą jego lukę. Ząbkowane i falowane, nadawało się idealnie, do niesienia bólu.
Głównie na barana, choć czasem też w poręcznych torebkach.

Elf wytrzeszczył oczy, gdy poczuł, jak zimna kling przebija mu pierś na wylot. Nie mógł oddychać, nie mógł myśleć, ten ból. Zapadł się w mrok.
I tym optymistycznym akcentem bólau zapadającego się w mrok kończymy analizę!

21 komentarzy:

Panna z Parapetu pisze...

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego Ałtorzy notorycznie chorują na manię przecinkową. : )

Cast pisze...

OMG. Najlepsza analiza od czasu Harry Potter Special Yaoi Edition (czyli od września :O ) Myślałam że się uduszę, dziewczyny, jesteście niesamowite :D

Anonimowy pisze...

Znalazłam zły wpływ blogasiów na umysł! Pigmejka zawrzasnęła OPENtańczo. Swoją drogą to takie Open'erowe XD

Zaczynam bać się przecinków po tej analizie, brr...

Nadira (i Mężczyzna, który analizy słuchał i pękał ze śmiechu)

Procella pisze...

O mój Cthulhu, litości!

Anonimowy pisze...

Krople na szybie,szyfr i podziemna smocza organizacja -to było dobre!
Chomik

Serenity pisze...

Bu, a mi się analiza nie podobała. Zmęczył mnie Pisak straszliwie, zwłaszcza ta jego mania przecinkowa. Chciałabym jakąś lekką analizę, coś w stylu kamiennojedwabnego Severusa :P
Patrzyłyście na te blogaski, które podesłałam Wam kiedyś?

Niecna źrebaczka pisze...

Mnie też zmęczyła ta analiza, Serenity. I również wolałabym analizę w stylu Kamiennojedwabnego.

Anonimowy pisze...

Ja sama nie umiem pisać przecinków, wiec nie zwracam na nie uwagi.
Analiza fajna, ale opowiadanie nudne.

http://ostatni-blask-ksiezyca.blogspot.com/ -wpadłam na to przez przypadek, warto zajrzeć, choć do niczego was nie zmuszam.

Anonimowy pisze...

"Ja sama nie umiem pisać przecinków, wiec nie zwracam na nie uwagi."
Wiesz, przecinek to taka mała kreseczka, taki plemniczek, nie jest trudno go narysować, naprawdę!

Anonimowy pisze...

Znacie blog:
http://ja-i-draco.blog.onet.pl/
czytałam kiedyś analizę z niego, ale była denna, tej analizatornii już nawet nie ma. A blog naprawdę zasługuje na porządne lanie.

Anonimowy pisze...

Jak dla mnie analiza była jedną z lepszych, jakie zagościły tutaj od września. Nogi wystające spod stołu, wylewająca się broda i jakiś staruszek drący bibl... to znaczy, książkę religijną zrobiły mi dzień.
Dodatkowo przytyki w stronę Tłajlajta (które popieram całym sercem) powinny być cytowane przez wszytskich anty-fanów Edzia w Polsce.

"To “Przed świtem” jest o wampirach? Myślałam, że to o wróżkach, które najpierw grają w karty i niszczą łóżka, a potem emują po kątach i kłócą się z wilkami..."

I sparklą na słoneczku!

Hasło: reacessi - to chyba ma jakiś związek z recesją, ale co to ma do...

I jeszcze jedno - ludzie, nie piszcie komentarza tylko po to, aby podesłać link do jakiegoś opka! Od tego jest mail na górze strony.

kura z biura pisze...

Co on, na litość, miał z tymi przecinkami? Termin ważności się kończył i musiał je zużyć, zanim się zepsują?

Opko zaiste menconce, w dodatku mimo dzielnego dobrnięcia do końca, nie mam pojęcia, o co w nim chodziło. Ale żołnierz spóźniający się na bitwy (i Wasze rozwinięcie tego motywu) rozwalił mnie :)

Hasło: redsut. Red Sut Chili Cycek?

Tiganza pisze...

przecinki mu się rozsypały, temu ałtoru. Że też się nikt nie pokłuł, chodząc...

Anonimowy pisze...

dostał dotacje unijną na wykorzystanie przecinków i musiał je gdzieś upchać w terminie

AA

Anonimowy pisze...

Pisak rozrzucał te przecinki na oślep, ale chciał je posiać. Miał nadzieję, że nowy zestaw znaków interpunkcyjnych wykiełkuje.
Strasznie męczące opko. Analiza świetna, ale same wypociny aŁtora... Bezsens.
Tymczasem podsyłam nowe różowe Winxowe opko, którym może zechcecie zainteresować. Niestety stare, ale tak tylko proponuję... Ostrzegam, przebrnąć przez ten (prawie) niekończący się tFFór jest trudno.
Ginger pozdrawia.

Anonimowy pisze...

Przepraszam, mail nawalił. http://winxclubepisodioms.blogspot.com/
Ginger

. pisze...

"Nie chce, żeby sobie ludzie pomysleli, że jestem jakąłś nadentął snobka. Ale jak zibaczął ciebie to ewnie też tak pomyślął."

to cytat z opka http://zmienionezyciesakury.bloog.pl/comment.html?q=1 piszę tutaj, bo ostatni maile mi jakoś nie dochodzą, dodatkowo wrzucam jeszcze http://the-story-of-justin-and-lexi.blogspot.com/ bo nie jestem pewna czy doszło.

Anonimowy pisze...

*wpatrując się w komentarze z linkami do blogów, milczy i pokazuje adres: przyczajona.logika@gmail.com na który można wysyłać maile, a jeśli nie działa jedna poczta to można założyć drugą...*

E.

Pigmejka pisze...

Ej ej, spokojnie, w komentarzach też można nam zostawiać linki. Fakt, wygodniej nam dostawać je na maila, bo wtedy łatwiej nam do nich wrócić, ale żadna tragedia się nie dzieje. Proszę się tu wzajemnie nie pouczać, od tego jesteśmy my! ;)

Anonimowy pisze...

Wiesz Pigmejko, obawiam się tylko, że zrobi się tutaj sytuacja podobna do tych na onetowych blogach, gdzie co drugi komentarz jest zaproszeniem do wejścia na dany blog (w tym przypadku mowa raczej o nakłonieniu do zanalizowania). W każdym razie, przepraszam za pouczanie.

E.

Anonimowy pisze...

Hi there, I found your site by the use of Google whilst searching for
a similar topic, your website came up, it appears great.
I've bookmarked it in my google bookmarks.
Hello there, just become aware of your weblog thru Google, and found that it's truly informative.
I'm gonna be careful for brussels. I will be grateful should you proceed this in future. A lot of folks might be benefited from your writing. Cheers! więcej, http://novell-data-recovery-exchange.dtidata.com/modules.php?name=Your_Account&op=userinfo&username=DamonDEJ