piątek, 11 listopada 2011

Uważajcie na karczochy, czyli Dziewięć Krain Grafomanii

Witajcie!

Najpierw małe ogłoszenie parafialne: w komentarzach domagacie się analizy blogaska z fandomu Harry’ego Pottera - obiecujemy, że dostaniecie ją, kiedy tylko znajdziemy takie dzieUo, które nas zainteresuje. ;)
Tymczasem mamy dla Was śliczne opko. Czemu jest śliczne?
Po pierwsze, występuje w nim Jasza.
Po drugie, opowiada ono o trójce dzielnych i miłych dzieciaków, które... no cóż, robią to, co wszystkie miłe i dzielne dzieciaki robią w kiepskiej fantasy, czyli wyruszają w daleką i niebezpieczną podróż w celu Pokonania Zła i Uratowania Świata. Będzie się działo! Będziecie musieli zmierzyć się z bardzo małym, lokalnym sztormem płożącym, domami uprawiającymi szydełkowanie artystyczne, plagą gigantów i karczochów oraz z (a jakże!) Cthulhu. Poza tym czekają na Was jeszcze dożynki miejskie, kosmiczny Titanic i wpływanie do portu na kontynent... cokolwiek to znaczy.

Adres opka: http://literka.info/watek-Opowieści-Dziewięciu-Krain-Księga-I-II

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Opowieści Dziewięciu Krain
Księga I: Zagrożenie

Jak co roku o tej porze, chodziłem po plaży, zbierając bursztyny.(...) Odkąd sięgam pamięcią, robię z nich naszyjniki i bransoletki. Sprzedaję je później na targowisku, co przynosi wcale nie mały zysk.
Nagle, z oddali usłyszałem wołanie. Najpierw nie wiedziałem, kto to może być, ale po chwili zrozumiałem, że ten ktoś woła do mnie po imieniu – Mark! Mark! - To była Jasha.
Hej, panie Jaszo, co pan robi w naszej analizie? W dodatku w przebraniu?
Może to Zła Siostra Bliźniaczka Jaszy? o.O Tak czy siak, trzeba się bać.

Ten cienki i nieco irytujący głosik rozpoznałbym wszędzie.
Jaszo, proszę schować ten balon z helem i zachowywać się poważnie.
Taki groźny analizator, a takie zabawy mu w głowie? Nie no, świat się kończy. Jeszcze trochę, a ja ubiorę się na różowo i zacznę śpiewać piosenki Biebera... Ale wtedy zróbcie mi tę przysługę i mnie zastrzelcie, ok?
Masz to jak w banku.

Jasha jest ode mnie o rok młodsza, ale wyglądem, mając czternaście lat, przypomina jedenastolatkę. Ma długie, rude włosy, splecione w długi warkocz sięgający do pasa.
Chciałabym zobaczyć krótkie włosy splecione w długi warkocz.

Małe oczy, rozmieszczone po obu stronach nosa wyglądały tajemniczo.
Bo to, że ktoś ma oczy po obu stronach nosa (górnej i dolnej?), a nie np. oba na brodzie, jest faktem godnym odnotowania i wielce tajemniczym.
Może ma je na skrzydełkach nosa, tuż nad dziurkami? To rzeczywiście wyglądałoby dość nietypowo.

- No, nareszcie Cię znalazłam – odezwała się pierwsza Jasha
Trzy inne siedziały cicho.
Czyżby osobowość wieloraka? Cóż, zaczyna się ciekawie...

– Dużo już nazbierałeś? – spytała, spoglądając do kosza, który leżał za moimi plecami.
- Cały kosz, możemy już wracać do miasta.
Zrzuciłem kosz ze skały,
I wszystkie bursztyny wypadły z kosza w diabły. Ktoś tu chyba lubi dokładać sobie roboty...

- Zbiera się na kolejny sztorm. – powiedziałem, spoglądając nad horyzont, gdzie zbierały się czarne chmury.(...)
Dotarliśmy do bramy miasta. Przy obu kolumnach stała straż w lśniących, srebrnych zbrojach. Nad łukiem wisiały dwa symbole: złoty smok na czerwonej tarczy z mieczem w jednej i buławą w drugiej ręce – godło Królestwa. Nad nim wisiał brązowy lew z koroną na głowie. To z kolei jest godło miasta Southfolk.
Risercz, Pisaku. Po pierwsze: nie godło, a herb. Po drugie: herb (albo flaga) państwowa zawsze powinna wisieć nad herbem miasta.

Niebo stawało się coraz ciemniejsze, a wiatr przybierał na sile. Błogą ciszę, która zawsze panuje w mieście,
Bowiem jest to miasto ludzi umarłych.
A Ty zawsze tak dramatycznie. Może po prostu kiedyś  w wyniku zarazy wszystkim pousychały i poodpadały języki?

przerwały pierwsze grzmoty. Zaczął padać ulewny deszcz, a my pobiegliśmy w stronę rynku, przy którym nasze domy.
Uprawiają szydełkowanie artystyczne przez płotki?
Zajmują się ekstramalną hodowlą dzikich bakłażanów?

Gdy wbiegłem do domu, poczułem łagodny, słodkawy zapach. (...)
- Idź się przebrać i wysuszyć, a ja podam obiad – powiedziała [matka], stojąc przy piecu, mieszając dużą, drewnianą łyżką garnku z parującą potrawą, – A i dzisiaj rano, jak wyszedłeś, listonosz przyniósł list, leży na komódce przy schodach.
Wychodząc z kuchni, wziąłem białą kopertę i po schodach udałem się do mojego pokoju. Gdy tylko wszedłem, rzuciły się na mnie moje koty, Lares i Medard.
Pierwszy rozciął mu pazurami skórę na twarzy, a drugi wbił się mocno zębami w łydkę i nie zamierzał puścić.
Jak to koty.

Zdjąłem mokre ubrania i przebrałem się w suche, po czym usiadłem na łóżku i otworzyłem kopertę, w której znajdowała się śnieżnobiała kartka (W sensie, że bez jakiejkowiek treści? Cóż... widać list wysłał ktoś bardzo nieśmiały.), pachnąca różami. Po tym rozpoznałem, że to jest list z Kapitolu od Majora Itarika.
Major Itarik zawsze nosił różowe strusie pióra przy hełmie, chodząc, kołysał lekko biodrami i wysyłał perfumowane listy do piętnastoletnich chłopców. Lubię majora Itarika!

Drogi Marku!

Oficjalnie oświadczam Ci, że zostałeś zaproszony na wieczorny bal dożynkowy. Godzinę i miejsce najprawdopodobniej znasz. Obowiązują galowe stroje i białe rękawiczki.
Kwiik! I jeszcze pewnie fraki, szapoklaki i laseczki z białą gałką. Na balu dożynkowym (Sic! Dożynki to święto chłopskie!), na który zaproszenia wysyła się w przeddzień uroczystości, jej czas i miejsce zostawiając domyślności zapraszanego. ;)

Z poważaniem
Major Itarik
PS Buziaczki.
<3 <3 <3

Wspaniale! To będzie mój pierwszy bal. Zostają na niego zaproszeni tylko poważani obywatele miasta, a ja mając już piętnaście lat, byłem jednym z nich.
Był poważanym wytwórcą wysokiej jakości bransoletek z bursztynów nanizanych na sznurek.
Co chcesz, może to były bardzo ładne bransoletki.

Szybko zbiegłem do kuchni, a na stole stały jeszcze ciepłe potrawy.
Czarne niebo przecinały błyskawice i padał ulewny deszcz. Sztormy są o wiele silniejsze i wyrządzają większe szkody, od kiedy pojawiły się dwa księżyce. Dzieją się też inne dziwne rzeczy.
"Pola obsiane pszenicą rodziły trawę i grzyby, i nawet w małych ogródkach nie przyjmowały się karczochy. Był upalny dzień w grudniu i niebieskie migdały. Wydrukowano kalendarze z miesiącem złożonym z samych niedziel, a dwaj sprzedawcy polis otrzymali za życia Order Podwiązki. Rozstąpiła się ziemia, ukazując wnętrzności kozła powiązane marynarskimi węzłami. Słońce pociemniało, a z niebios padały rozmokłe czipsy ziemniaczane."

Niektórzy twierdzą, że widzieli smoki, które wyginęły tysiące lat temu.
W tym akurat nie ma nic niezwykłego - u nas też co i rusz słychać o kimś, kto widział potwora z Loch Ness, Yeti, Jezusa na toście albo komu Obcy zainstalowali sondę analną.
Znaczy się, zobaczyć "smoka, który wyginął tysiące lat temu" to też nie jest problem - wystarczy odkopać szkielet dinozaura.

W lasach otaczających miasto zaczęli ginąć ludzie, więc władze zakazały wchodzenia do lasu bez specjalnej przepustki i ochrony.
O ja, w tym opku nie ma klucza do lasu - są bilety wstępu! :)
A dzikie bestie też zgłaszają się po przepustkę, jak np. chcą kogoś porwać z przedmieść?

Statki, które wypływają na kontynent do portu Rosetown giną bez śladu, mimo tego, że od Southfolk dzieli je odległość zaledwie 300 mil.
Pytanie pierwsze: jak można "wypłynąć na kontynent", w dodatku do portu? Wiesz, taki jeden wpłynął raz na suchego przestwór oceanu... Ten kontynent jest w porcie? Może to nazwa jakiejś knajpy portowej?
Pytanie drugie: po statkach słuch ginie po wpłynięciu do portu, a nie po wyruszeniu w morze? To faktycznie dziwne. ;)
Pytanie trzecie: 300 mil to prawie 500 kilometrów - mniej więcej tyle, ile z Warszawy do Frankfurtu nad Odrą. Czyżby Pisak sugerował, że to blisko?
Ledwie mgnienie oka, nieprawdaż.

Najgorsze jest to, że kurierzy przybywający na wyspę ze Wschodnich Archipelagów mówią o potężnych bestiach zwanych Gigantami, które niszczą wszystko, co spotkają na swojej drodze.
Siedziałem przy kominku i ogrzewałem się od płomieni, gdy nagle otworzyły się wszystkie okna i drzwi. Zerwałem się z fotela, aby je zamknąć, ale wiatr nagle ustał, a na niebie pojawiło się słońce. Musiałem wyjść z domu i zobaczyć, co się stało.
Olaboga, deszcz się skończył, chodźmy zobaczyć!
Co chcesz, też tak reagowałam. Jak miałam trzy lata.

Pobiegłem na rynek.
To, co tam zobaczyłem zabrało mi dech w piersiach i długo nie mogłem się otrząsnąć. Wszędzie leżały zniszczone stragany, budynki z zerwanymi dachami i powyrywane drzwi oraz okna.
Wszędzie leżały budynki? Ale na boczku czy na pleckach?
Piwniczkami do góry.

Zewsząd było słych (a gdzieniegdzie też wid) płacz i lament osób, które straciły dobytek swojego życia.
Ej no, to w domu boCHatera tylko okna się otworzyły, a tu krajobraz jak po przejściu Katriny. BoCHater mieszka w schronie atomowym?
Może ta straszliwa nawałnica była jak te chmurki w bajkach, z których pada deszcz nad głową tylko jednej, konkretnej postaci?

Każdy próbował ratować, co tylko się dało.
To się szaber nazywa. ^^

- Mark, nic Ci się nie stało? – podbiegła do mnie Jasha sprawdzając, czy wszystko w porządku.
- Ze mną tak, ale spójrz, co się stało z miastem. Takiej burzy jeszcze nie było.
No, u mnie aż wszystkie okna pootwierało!

- Masz rację, gdy tylko pojawił się drugi księżyc, straszne rzeczy się dzieją i to nie tylko na wyspie.
Burza w mieście portowym, no do czego to doszło! Jestem oburzona.
O tempora, o mores. Sztorm nad morzem... jak  żyję o czymś podobnym nie słyszałam.

Podobno na kontynencie pojawiły się smoki i nawet w małych ogródkach nie przyjmują się karczochy, a ze świątyń wychodzą bestie.
A to nie tylko w opku. :>
 

Na dodatek nie ma żadnych wieści z zachodniego wybrzeża.
- Trzeba dowiedzieć się, o co chodzi. Chodźmy do ratusza, może tam nam coś wyjaśnią.
Ratusz stoi na wzgórzu i chyba on ucierpiał najmniej podczas sztormu.
Tak, wzgórza zdecydowanie są najbardziej osłonięte od wiatru. A może Pisak pojechał ewangelią i motywem domu zbudowanego na skale?
Może to był nisko płożący się sztorm. Taki wiecie, z karłowatymi błyskawicami i chmurami przemykającymi tuż nad powierzchnią wody. Wtedy ratusz mógłby ocaleć. :D

Gdy dotarliśmy na miejsce, w drzwiach budynku zatrzymali nas strażnicy.
- Burmistrz już na was czeka, sir. – powiedział jeden z nich. Nie rozumiałem tego. Jak to na nas czeka?
Spoko luz, pewnie chce ci powiedzieć, że musisz uratować świat.
*ziew* Tak mnie to dziwi, że aż wcale.

Jeden z nich zaprowadził nas do wielkiej Sali, w której zamiast okien były lustra. Na jej końcu, przy kamiennym stole stał Burmistrz z jakąś osobą.
- Jesteście już – powiedział – miałem wysłać po was posłańca, ale jak widać sami się do mnie pofatygowaliście. To jest Mistrz Svein, przybył tutaj z Fortu Magów. Twierdzi, że wie, co może być przyczyną zaistniałych zdarzeń.
Eee... różnica ciśnień atmosferycznych nad lądem i wodą? No come on, co może być przyczyną sztormu? :/ (Dobra, wiem, za chwilę się okaże, że to Pradawne ZUo podnosi łeb w Mordorze...)

Po chwili do sali wszedł syn Burmistrza, Sahir. Znamy się ze szkoły i jesteśmy przyjaciółmi. Często z Jashą przychodziliśmy do ratusza i razem się bawiliśmy.
Bo ratusz to idealne miejsce na dziecięce igraszki, prawda. :/ Niech zgadnę, na sali obrad pewnie jest piaskownica, a w korytarzach huśtawki?

- Jesteśmy w komplecie, możemy zaczynać. – powiedział Burmistrz, a salę rozświetliło światło pochodzące ze stołu.
Kwik. Mieli w wielkiej sali stół kreślarski?
Skoro mogą mieć plac zabaw...

Przed nami pojawiła się mapa królestwa
I rzutnik... o.O

- Nie tylko na wyspie dzieją się dziwne rzeczy. – odezwał się Mistrz Svein – Port Rosetown nachodzą potwory wyłaniające się z morza. Najstarsi mieszkańcy tego miasta uważają, że to są legendarni Giganci, widziani na Wschodnich Archipelagach.
Ci trochę młodsi skłaniają się do opinii, że to jednak wyrośnięte kraby.
Lepsi giganci niż nasze bałtyckie sinice. Przynajmniej przy gigantach wciąż można się kąpać.

W Tropikalnym lesie zaczęły pojawiać się niespotykane dotąd zwierzęta, które napadają na wioski i obozy ludzi.
A ogrodnicy strasznie skarżą się na karczochy...

Nadal nie mamy żadnych informacji z Bastionu na Bagnach. Jeżeli ktoś tam przeżył, to nie mamy szans im pomóc.
To brzmi, jakby pożądanym stanem było, by nikt nie przeżył.
Bo gdyby przeżyli, to można byłoby im pomóc.

Nawet w stolicy nie jest spokojnie. Król Tellan zmarł dwa dni temu w tajemniczych okolicznościach, a jedyny dziedzic tronu, zachorował na chorobę, na którą nie znamy lekarstwa. Góry północne też nie są bezpieczne.
W ogóle wszędzie jest do dupy. Możemy przejść do rzeczy?

Prawie wszystkie ludzkie osady zostały zniszczone przez Smogule.
Skrzyżowanie Smeagola z Nazgulem? Małe, łyse, w czarnych szmatach, na przemian syczące i skamlące "my preciousss"?
Albo kule ze stężonego smogu - zemsta ekologów, czy coś.

Wielkie, białe potwory, które sylwetką przypominają człowieka. Nikt nie wie, skąd one przybyły. Na Martwej ziemi też nie jest spokojnie. Nieumarli, którzy do tej pory pozostawali w swoich fortach zaczęli atakować karawany przejeżdżające ze wschodniego na zachodnie wybrzeże.
Niegrzeczni nieumarli! Lulać w trumienkach, ale już!

Asassyni (Ssss... sss...) zamieszkujący Pustynię wpadli w kompot konflikt z Mistykami ze Stepu i prowadzą z nimi wojnę.
Asasyni z Pustyni vs. Mistycy ze Stepu
Round 1
Fight! *Mortal combat!!! Tu tu tu tu tu-ru, tu tu tu tu tu-ru*
Nie no, to piękne jest.
Zgłaszam do turnieju drużynę Dzikich Małży z Wybrzeża, dorównuje powyższym mrokiem...

Jedynym bezpiecznym miejscem w królestwie jest Las Druidów i Fort Magów.
Czekam już tylko na Fortecę Zagłady.
Ja na Piwnicę Zepsucia.

Otoczyliśmy je magicznym pierścieniem, który jak na razie się sprawdza.
Karczochy rosną jak wściekłe.

- Dobrze, ale co to ma wspólnego z nami. – powiedziałem.
- Otóż, uważam, że równowaga Kryształów została zachwiana.
TAAK!!! Szybko, weź ten Pierścień i wrzuć go do wulkanu!
Po drodze uratuj te księżniczki *podaje listę* i zabij tego smoka *podaje kartkę z rysopisem* No, to w drogę!

Wiele lat temu działy się podobne rzeczy. Wtedy Stare Królestwo zostało całkowicie zniszczone. Dziewięciu władców krain (TAK!) postanowiło uwięzić całe zło w krysztale, który potem podzielili między siebie.
Typowe. Bo po co zniszczyć zło raz na zawsze - nie, lepiej je tylko chwilowo przystopować tak, żeby za sto lat jakiś ćwok mógł złożyć Pradawny Artefakt do kupy i wyzwolić diabloapokalipsę czy co tam jeszcze.
Czepiasz się... przecież tak jest ciekawiej! :D

Ktoś najwyraźniej próbuje znaleźć wszystkie części ukryte w różnych zakątkach Królestwa.
No i oczywiście Pradawny Artefakt musi być rozczłonkowany i poutykany po różnych zadupiach, żeby mogła stworzyć się Drużyna, która wyruszy na Wyprawę w celu jego odnalezienia. :/

- Nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego z nami – zdziwiłem się.
- Otóż ty, Marku, jesteś posiadaczem jednej części kryształu – odpowiedział mi Mistrz.
Niech zgadnę... dostał go w spadku od stryja?

- Ale jak to?
- Tak, masz go nawet przy sobie. Jeden z nich został ukryty na tej wyspie, a ty go znalazłeś, nie wiedząc nawet, jaką on moc posiada.
I wywiercił w nim otworek i nawlókł na sznurek celem zrobienia bransoletki? Oj, to się Pradawne Zło wkurzy, gdy przebudzi się z dodatkową dziurą w dupie.
Albo kiedy odkryje, że zostało wyrzeźbione w kształt Helołkici i ozdobione różową perełką.

Postanowiliśmy, że ty i twoi przyjaciele odnajdziecie pozostałe osiem kryształów i zniszczycie je w Smoczych Górach.
TAAAK!!! Musicie zebrać drużynę (przed wyruszeniem w drogę, ofkors) i iść uratować świat, to rozkaz! Albowiem wy jesteście The Czołsen Łan (a nawet Sri) i tylko wy możecie tego dokonać, choć...

- Co?! Ale mamy dopiero po piętnaście lat! – powiedział z oburzeniem Sahir.
Pff! Co to za żałosne wymówki! W końcu...

- Wiek tu nie ma znaczenia – odpowiedział mu Svein
Właśnie! Liczy się tylko odwaga, czyste serce i... Oj dajcie spokój, młodsi od was ratowali świat w jRPG-ach.
No jasne, przecież siła fizyczna, wytrzymałość i doświadczenie nie ma nic do rzeczy, kiedy trzeba iść cholernie daleko w świat opanowany przez potwory.

– odkąd Mark znalazł kryształ, bacznie was obserwowałem i doszedłem do wniosku, że wy najlepiej sprawdzicie się w tej misji. Dzieci nikt nie będzie podejrzewać.
Ani nie będzie ich żałować, jeśli im się nie uda, ekhu, ekhu.
Już ktoś kiedyś wpadł na podobny pomysł, ale to się niezbyt dobrze skończyło.

- Może warto by było się spytać naszych rodziców o zdanie. – Zaprotestowała Jasha.
Co to za nieepicka postawa, obywatelko bohaterko? Nie chcesz ratować świata?

- Wasi rodzice wiedzieli o tym od początku.
Spisek, wszędzie spisek.
I nie mają nic przeciwko temu, żeby ich dzieci szły gdzieś w nieznane? Hm, zazwyczaj fabuła opka zaczyna się od likwidacji rodziców - a tu mamy sytuację odwrotną.

Nie mają nic przeciwko. Jutro o świcie przyjdźcie do miasta portowego,
Mała sugestia: jesteście w mieście portowym. =.=

Tego dnia nikt z nas się już nie odzywał, nawet rodzice byli zupełnie spokojni, jakby nic się nie stało.
Już cieszyli się na myśl wynajmowania letnikom pokojów po dzieciach.
Rodzice byli spokojni. Tylko cichutko nucili pod nosem: “Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci - to jesteśmy niegrzeczni...”

Następnego dnia spotkaliśmy się o umówionej porze w mieście portowym. Byli tam już Jasha z mamą, Sahir i burmistrz oraz Mistrz Svein. Czule pożegnałem się z rodzicami, po czym wziąłem bagaże i razem z resztą drużyny wsiadłem na pokład statku.
A co jeśli statek zniknie zaraz po wpłynięciu do portu na kontynent (czy jakoś tak)?
Jak to co?
Jedna flaszka, druga flaszka i też trzecia, kurde bele, leci
Dom stoi zupełnie pusty nocą kurzą się dookoła rupiecie...

- Niech Alarath ma was w opiece – zdążyła krzyknąć mama, a ja jej tylko odmachałem.
-Daj spokój, mamo, nie rób wsi.

- Pozwolą państwo, że zaprowadzę was do kajut – powiedział jeden z majtków, po czym zaprowadził nas pod pokład statku. Pokoje były przepiękne. Łóżka z jedwabną pościelą, złote puchary i talerze, obraz zmarłego króla Tellana. Wszystko wydawało się, jakby było z jakiejś bajki i nie ma tego naprawdę.
Tak, to z całą pewnością atrapa. Zwłaszcza te łóżka na statku. A może oni ich zaokrętowali na Titanicu?
Nooo, jeśli tak... to nie będzie zbyt długa podróż.

- Widzę, że ci się tu podoba.
- Ach, to Mistrz – odpowiedziałem lekko przestraszony i zdezorientowany. – Tak jest tu przepięknie.
- Cieszę się – odpowiedział – rozgość się i za kwadrans przyjdź na naradę w nadbudówce.

Przytaknąłem, po czym położyłem się na anielsko miękkim łóżku. Czułem się na nim jakbym szybował w chmurach.
A jednak Titanic. Do tego jakiś taki... kosmiczny.

Po piętnastu minutach wyruszyłem na ustaloną naradę. Gdy wyszedłem na pokład w oddali było widać tylko góry piętrzące się nad Southfolk. Wkoło było tylko morze i chmury na błękitnym niebie.
W piętnaście minut okręt wpłynął na pełne morze? O.o Przy takiej prędkości oni za pół godziny będą u celu... dokądkolwiek płyną.
No i dobrze. Im szybciej to opko się skończy, tym lepiej.

Szum morza rozluźniał wszystkie zmysły (żeby im się tylko nie te mięśnie co trzeba nie poluzowały), a statek powoli kołysał się na wodzie. Gdy dotarłem na miejsce spotkania wszyscy stali przy stole przypominającym ten, który stał w ratuszowej sali.
Kreślarskie stoły są tam bardzo popularne, jak widać.
Najnowszy krzyk mody w tym sezonie.

- Dobrze, jesteśmy już wszyscy – powiedział Mistrz Svein – musimy omówić wszystkie szczegóły waszej podróży. Na początku przybędziemy do Rosetown.
Wpłyniemy do kontynentu na port (czy jakoś tak) i może o nas słuch zaginąć, więc miejcie się na baczności.
Uważajcie też na gigantów. I sinice. I nie jedzcie karczochów.
Bo strasznie mało ich zostało.

Nie wiemy, gdzie mogą znajdować się Kryształy. Możecie się spodziewać, że ktoś je już znalazł lub będzie ich szukać. Podejrzewam, że nie tylko my wiemy o ich mocy. Przeszukujcie stare mauzolea, kurhany, a nawet groby, jeżeli będzie jakiś ślad.
Podsumowując: przeszukujcie groby, groby, a nawet groby.
Tylko nie zapomnijcie o grobach.

Jeżeli trop doprowadzi was do jakiejś osoby, spróbujcie go od niej odkupić. Musicie się postarać, aby nikt się nie dowiedział o waszych poszukiwaniach.
Dlatego nie mówcie, co konkretnie chcecie odkupić. Kupujcie wszystko po kolei póki nie traficie na kryształ albo sprzedawca nie zostanie w samych gaciach!
Czemu ta scena przypomina mi grę komputerową?
Chciałaś napisać: ta fabuła.

- A co się stanie, gdy któreś z nas zostanie aresztowane, na przykład za kradzież? – Spytała Jasha.
Oj Jaszo, skąd Ci do głowy przychodzą takie pomysły? :>
Tutaj się pisze Epicka Opowieść, a ta wyskakuje ze sprawami praktycznymi, no nie mogę...

- W takich sytuacjach, nie będę mógł wam pomóc – odpowiedział – ktoś mógłby coś podejrzewać, a moje wpływy na nic się nie przydadzą wobec złodziei.
Złodzieje mają większe wpływy.

- Mówiłeś jeszcze, że pomiędzy miastami nie jest bezpiecznie. Jak mamy się dostać do każdego z nich? – Spytałem.
No jak to "jak"? Wchodzisz na mapę i klikasz ikonkę wybranego miasta... oh wait.

- Co jakiś czas, z miast wychodzą karawany kupców pod ochroną Straży Królewskiej. Pomoże wam to się przedostać pomiędzy miastami na wybrzeżu. Będziecie jednak musieli zdobyć przepustki w ratuszach miast.
A przy okazji punkty doświadczenia.

- A mnie dziwi jedna rzecz – spytał Sahir – dlaczego ty, albo inni magowie nie szukacie Kryształów?
No właśnie. Ci magowie to nigdy sami tyłków nie ruszą, tylko szukają kogoś od czarnej roboty.

- Otóż, gdybyśmy szukali Kryształów, ludzie by cos podejrzewali...
Na przykład co? Że jednak czasem bierzecie się do roboty, żeby uratować świat?
No. A to byłoby straszne.

– zaczął Mistrz, ale przerwało mu silne uderzenie, które zwaliło nas wszystkich z nóg.
- Co to było!? – spytała Jasha.
- Nie wiem – odpowiedziałem – wyjdźmy na pokład.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz naszym oczom ukazał się potwór, który swoimi oślizgłymi mackami próbował zniszczyć statek. Wyglądał jak ośmiornica, ale jego odnóża pokrywały ostre kolce, a w pysku miał tysiące cienkich zębów.
Cthulhu! :)
A na mój gust ktoś się naoglądał Piratów z Karaibów.

- Gigant! – wykrzyczał Svein,
 

po czym dobył magicznej włóczni i atakował napastnika. Szybko pobiegliśmy pod pokład, aby wziąć broń, którą zabraliśmy ze sobą z wyspy. Ja wziąłem zdobiony łuk, który dostałem na czternaste urodziny.
Najważniejszą rzeczą w łuku nie jest jego rozmiar, materiał ani naciąg, skąd - ważne, że jest ZDOBIONY.
Wiesz, może ładny szlaczek dodaje jakieś dodatkowe punkty mocy, czy coś.

Bronią, którą dysponował Sahir, był długi i ostry miecz ze złotą rękojeścią,
Kwik ze złotej rękojeści.
Cieszmy się, przynajmniej ten miecz jest nie tylko ładny (kwik), ale i ostry. To już coś.
I długi. W przeciwieństwie do mieczy kieszonkowych.

a Jasha miała ze sobą magiczną kulę, która pozwala na używanie zaklęć ofensywnych.
Kiedy umknął mi moment gdzie wyjaśniano, że trójka randomowych dzieciaków jest doskonale obeznana w magii i władaniu orężem?
Ojtam ojtam, nauczyli się tego... w międzyczasie.

Tak uzbrojeni wybiegliśmy na pokład stawić czoła bestii. (...) Ja ustawiłem się na rufie i próbowałem wymierzyć strzałę w głowę potwora, ale wstrząs pozbawił mnie równowagi i upadłem na pokład, a łuk mało co nie upadł do morza. Szybko wstałem chwyciłem broń i bez mierzenia wystrzeliłem salwę strzał w kierunku bestii.
Buahahaha!!! Salwę, jasne! Kanonadę! Ogień zaporowy! Co się będziemy ograniczać.
W dodatku bez mierzenia, no lol. Ośmielę się zauważyć, że w takich warunkach (na chyboczącym się okręcie) każda jedna strzała poleciałaby panu boru prosto w okno.
Też chcę łuk z turbodoładowaniem i automatyczną likwidacją drgań! Kto mi kupi?

Gigant głośno zawył ze zgrozy i osunął się ze śmiechu pod biurko to nie gigant, to akurat ja martwy w głębiny oceanu. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. To nie był jednak koniec naszych problemów. Na niebie zaczęły zbierać się czarne chmury, a wiatr wzmagał się z każdą chwilą. Czekała nas kolejna walka o przetrwanie. Zaczął padać ulewny deszcz, a sklepienie przecięły pierwsze błyskawice. Fale stają się coraz większe i zalewają statek z każdej burty.
“Zalał się” to raczej narrator, skoro mu tak czasy skaczą.

Na pokładzie panowało totalnie zamieszanie. Niektórzy próbowali złapać się czegokolwiek, aby nie zmyła ich fala, a reszta trzymała liny, aby utrzymać maszt w pionie.
Ja się też muszę złapać czegokolwiek, żeby nie osunąć się jak ten gigant. Maszt utrzymać w pionie? No litości... niby jaką ludzką siłą?

Sztorm skończył się dopiero nad ranem. Statek bardzo ucierpiał. Dwa maszty złamały się jak zapałki,
Mimo przykładnej postawy marynarzy, którzy trzymali liny nawet w zębach.

a trzeci był bardzo uszkodzony. Morze jest teraz tak spokojne i nic nie wskazywało na to, że jeszcze wczoraj rozgrywał się tutaj dramat.
W oddali usłyszeć można było lekkie popiskiwanie.
Szczury też były oburzone.
Nie, to ten Cthulhu popiskiwał. Bolały go odcięte macki. :(

Na początku nie wiedziałem, co to może być, ale później domyśliłem się, że to Albatrosy. To mogło oznaczać tylko jedno – niedaleko jest ląd.
No to się źle domyśliłeś. =.= Albatrosy są wielkie, mają skrzydła rozpiętości trzech metrów, można je spotkać bardzo daleko od stałego lądu  i bynajmniej nie popiskują.
...to były bardzo małe albatrosy.

- Ląd na horyzoncie! – wykrzyczał majtek, stojący na bocianim gnieździe.
Na jednym z tych połamanych masztów, czy na tym bardzo uszkodzonym?
A kto powiedział, że bocianie gniazdo było wysoko na maszcie? Może wala się po pokładzie, a on tylko tak z przyzwyczajenia na nim stoi.

To potwierdziło moje przypuszczenia. Nasz rejs już wkrótce się zakończy.
Znaczy się, nareszcie wpłyną do tego portu na kontynent (czy jakoś tak) i zaginą w tajemniczych okolicznościach? YAY!!! :D

31 komentarzy:

Ola pisze...

"Jeżeli trop doprowadzi was do jakiejś osoby, spróbujcie go od niej odkupić." Po ile obecnie chodzą tropy?

Anonimowy pisze...

Hmmm... według boCHatera 500 km, czyli dystans pomiędzy miastem z którego pochodzę a tym, w którym studiuję to niedużo. No tak, ale on nie musi się targać 14 godzin kochanym PKP, tylko ma kosmicznego Titanica!! Ja też takiego chcę!
Opko i analiza świetne. Trzymanie masztów mnie ómarło :D
Pozdrawiam,

Buuka

Cast pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Cast pisze...

"Oj, to się Pradawne Zło wkurzy, gdy przebudzi się z dodatkową dziurą w dupie."
Piękne, jak zawsze, ale jednak tęsknię za momentami ^^ Zerknęłam na onet i proszę, pierwsze opko jakie znalazłam jest kwikogenne samo w sobie, mam tylko nadzieję, że nie jest za krótkie :D
http://harry-potter-i-czarny-pan.blog.onet.pl/
Hasło: squatie. Hm, squeaking Jasza'n Albatrosy? Nie, Boru, Jasza JEST albatrosem! Ziemnym!

Anonimowy pisze...

'W Tropikalnym lesie zaczęły pojawiać się niespotykane dotąd zwierzęta, które napadają na wioski i obozy ludzi.'

Ani chybi były to KRÓLISY!

Croyance

p pisze...

Kolejna genialna recka. Brzuch mnie boli od śmiechu. Kocham wasze randomowe, totalnie absurdalne i sarkastyczne komentarze.
No i kolejne nawiązanie do Doktora Ktosia. Weee!

Anonimowy pisze...

"A jednak Titanic. Do tego jakiś taki... kosmiczny."
W takim wypadku statek uderzy nie w górę lodową, a w kometę, z kolei Leo nie zniknie w odmętach Atlantyku tylko zacznie dryfować w przestrzeni kosmicznej niczym królowa Obcych w Aliens. ^^
To by nawet pasowało, ten sam reżyser.
"Kiedy umknął mi moment gdzie wyjaśniano, że trójka randomowych dzieciaków jest doskonale obeznana w magii i władaniu orężem?
Ojtam ojtam, nauczyli się tego... w międzyczasie."
Wymienili punkty nauki u nauczyciela! Ja tak zawsze robię, gdy wyruszam do nowej lokacji.
Cudna analiza, cudna. Zwłaszcza obrazek: "Nie chronię się przed sztormem bo trzymam maszt". Epickie!

Serenity pisze...

Widzę w tym opku duże wpływy Conana 3D - dzielenie artefaktu na części i rozrzucenie go po świecie, gdzie ostatni kawałek znajduje się prawie (a tutaj nie prawie, a rzeczywiście) w posiadaniu głównego bohatera. Scena z burzą i statkiem wygląda jakby była zerżnięta wprost z "Podróży wędrowca do świtu", gdzie również statek stracił maszty a tuż potem dopłynęli do lądu (wyspy, na której Eustachy zmienił się w smoka).

Analiza jak zwykle miodna :D

PS. Co wy macie z tymi karczochami? ^^

Kod: deduct - czyżby jakaś forma "deduction"?

Anka aka Eowyn pisze...

Jak dla mnie to to opko jest krzyżówką LotRa, Harry'ego Pottera i Narnii. Jakby to trochę podrasować, to mogłoby się nadawać na fantasy z najniższej półki (podłogi?). Przynajmniej pisak by zarobił. A analiza cudna, jak zwykle. Będzie następna część? Bo czuję lekki niedosyt.

Kod - mookt. Brzmi jak nazwa kolejnego fantasy świata.

Goma pisze...

No nie mogę, osunęłam się ze śmiechu pod biurko i nie mogę się po tym pozbierać xD Miła odmiana po zeszłotygodniowym opku, z którego rozumiałam tyle, co się dało wywnioskować po Waszych komentarzach. Dzisiejsze było słodziaśne i aż się zdziwiłam, że to nie AŁtoreczka go napisała, bo te bursztynki, kryształki i zdobione łuki były mylące :)
Z nadzieją na kontynuację - pozdrawiam!

ręka i głowa (pseudo)Artysty pisze...

Cześć!
Bardzo chętnie czytam i śledzę Wasze bieżące analizy, a w wolnych chwilach chętnie wracam do poprzednich;). Spodobał mi się sposób, w jaki rozkładacie 'opka' na czynniki pierwsze (i tym samym powalacie czytelników na łopatki;))
Zainspirowałyście mnie do stworzenia własnej analizatorni, do której zapraszam http://analizy-po-promocji.blogspot.com/ .
Czekam na kolejne analizy! :D.

Anonimowy pisze...

No co tu dużo mówić-zanalizowałyście moje opowiadanie! Jupi! Wielkie dzięki, teraz będę wiedziała, jakich błędów nie popełniać. A poza tym, to świetna analiza. Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Polecam Waszej uwadze ten tekścik:

http://www.fantastyka.pl/4,5695.html

Ponieważ nie jest na blogu tylko na stronie Nowej Fantastyki, podejrzewam, że się nim nie zajmiecie, ale i tak warto przeczytać bo jest rozkosznie wprost złe. Moje ulubione zdanie to "Gdy tak zachodził w głowę, na horyzoncie wyłoniły się sarenki." Tego typu kwiatków jest tam zatrzęsienie.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Za Titanica z Doctora Who, wielkie "bóg zapłać". A poza tym jak zawsze, analiza wspaniała. Ło matko, sama się dziwię, że komuś tak słodzę...

Anonimowy pisze...

Nie wiedzieć czemu, najbardziej ómarli mnie Asassyni w kompocie XD
Opko czadowe, bierzcie więcej takich na warsztat, to będę podchodzić jeszcze ostrożeniej do tworzenia fabuły (i w panicznym lęku przed analizatorami nigdy więcej niczego nie napiszę :D).

Hasło: rernativ Coś jak retrospekcyjna narracja?

Nadira

Anonimowy pisze...

Ja to bym chętnie zobaczyła jakąś analizę Naruto, ale nie na temat akatsuki albo Sakury, tylko jakieś rzadsze postacie.

Fraa pisze...

Ej, ale te burze płożące to nie jest głupie. Przypominam, że w zeszłym tygodniu mieliśmy deszcz, który wykwitał od razu na ziemi w postaci kałuż i wystarczyło unieść się nad ziemię, by nie zamoknąć. Myślę, że tutaj mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem. :)

A Jasha budzi we mnie nieco niepokoju. Zobaczcie: przy informacji o Epickiej Misji, ona pyta, co na to rodzice. Jaka opkowa nastolatka pyta, co na jej poczynania powiedzą rodzice?! oO Tak samo później ma jakieś takie dziwne przejawy myślenia. Ona chyba szybko zginie, bo niszczy kanon. :P

Anonimowy pisze...

Jezus na toście zrobił mi dzień. Dzięki za regularną porcję kwików, dziewczyny.

Anonimowy pisze...

Assasyni i Jezus na toście. Nie ogarniam. Hasło mam,,tolkigó"
Tolkien górą?

Anonimowy pisze...

Czytam Was od pierwszej analizy, ale dopiero teraz komentuję:)
Analiza genialna. Poziom absurdu jest na tyle wysoki, że spowodował u mnie 10-minutowy atak kaszlu, a poziom komentarzy taaki wyysoki, że łóżko pode mną ledwie wytrzymało;P
De best:
"Podobno na kontynencie pojawiły się smoki -i nawet w małych ogródkach nie przyjmują się karczochy,-"
" Otoczyliśmy je magicznym pierścieniem, który jak na razie się sprawdza.
Karczochy rosną jak wściekłe"
"Jedynym bezpiecznym miejscem w królestwie jest Las Druidów i Fort Magów.
Czekam już tylko na Fortecę Zagłady.
Ja na Piwnicę Zepsucia."
"Gdy wyszliśmy na zewnątrz naszym oczom ukazał się potwór, który swoimi oślizgłymi mackami próbował zniszczyć statek. Wyglądał jak ośmiornica, ale jego odnóża pokrywały ostre kolce, a w pysku miał tysiące cienkich zębów.
Cthulhu! :)"
^ To mnie ómarło;)
Pyzdrywjim i życzyę dyżo cirpliwyści;)
Janet
captcha: fitre. Rzeczywiście, przydałby się filtr na aŁtoreczki;)

Telewizjoner pisze...

Jak widzę analizatornia w formie :D
Motyw z wysłaniem trójki piętnastolatków na Epicką Misję Ratowania Świata mnie zabił, a trzymanie masztów spaliło moje zwłoki i wrzuciło je do rowu. A można może liczyć na kontynuację...? Bo, jak widzę, Pisak, na tym nie poprzestał...;)

Anonimowy pisze...

Analiza genialna. Jak widzę jesteście w świetnej formie, oby tak dalej. Najbardziej podobało mi się trzymanie masztu.

Ekhem... Będzie Potter?

Ej, widziałyście? Pisak zawitał do nas! I jeszcze
się cieszy! Pozdrawiam panie Pisaku!

A hasło mam... CTHULUB
Lubię Cthulu?

Gogi

Anonimowy pisze...

Analiza bombowa. Pomysł z obrazkiem z masztem przedni:) Jak można pisać takie opowiadania? Tam nic prawie nie ma sensownego.
Hasło: surovece (surowica? surowa literka c?)

limonka pisze...

Buahahahahhahaha. Boże, aż mnie w tyłku kłuje z radości, że istniejecie :D

Wilcza Jagoda pisze...

Dawno się tak nie uśmiałam - a dodam, że byłam w sytuacji, w której musiałam się śmiać dyskretnie, co doprowadziło niemal do uduszenia xD
Cudowna analiza.

Happy Loser pisze...

Ostatnio w moje ręce trafił blog, który może Was - drogie Analizatorki - zainteresować. http://sakura-i-swiat-magii.blog.onet.pl/
Powodzenia w dalszej pracy!

Sineira pisze...

Kocham Was, dziewczyny!
Karczochy rządzą.

Anonimowy pisze...

świetna analiza!!!!!!!!11!!!1!!
Jak widać jesteście w formie...

mysza pisze...

Przeciez to jest fik do Igrzysk Śmierci!

mysza pisze...

Częściowo...

Anonimowy pisze...

Way cool! Some extremely valid points! I
appreciate you penning this post and the rest of the site is also very good.
icmelersunapart.com, http://www.
websitegespot.nl/user/profile/kathydunn/