piątek, 4 listopada 2011

Koreczki z zergów, czyli nie będzie Obcy pluł nam w twarz!

Witajcie!
O ile mnie pamięć nie myli, nie brałyśmy jeszcze na warsztat opka z gatunku science fiction. Czas to zmienić! Tekst, który poddałyśmy czułej analizatorskiej opiece jest tym ciekawszy, że jest fanfikiem do biblii koreańskich nerdów, czyli "StarCrafta" (czego Pisak nie raczył zaznaczyć). Opko powstało w wyniku dwugodzinnego szału tffurczego - i to widać. Gdyby ałtor raczył przeczytać tekst i go poprawić... przeczytać i znowu poprawić i jeszcze trochę poprawić, nie miałybyśmy powodu, by się nim interesować. Ale tak - nie ma zmiłuj.
Napotkacie tu niewolników ud, ulewę powstającą bezpośrednio na gruncie, samobieżne schaboszczaki podążające za wojskiem, tajemniczego Człowieka-Pelerynę i Obcych rozgniatających wrogów swymi wielkimi zadami. Jest tu też patos i angstowanie oraz mocno gimnazjalne wulgaryzmy. I przecinki. Dużo, duuużo przecinków powstawianych w losowe miejsca.
Miłego!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.

Adres opka: http://literka.info/watek-Nieśmiertelny-Immortal-18

[od Pisaka]
Więc skończyłem dzisiaj, pisałem 2 godzinki ten tekst.
W pewien sposób zazdroszczę ludziom, którzy tak sobie na lajcie piszą tekst przez dwie godzinki, a potem hops!, publikują go w przekonaniu, że...

Nie uważam go za jakiś ponad przeciętny, ale wydaje się dobry.
No właśnie. Inna sprawa, że "wydaje się" jest tu dość adekwatne.

Mimo iż przekleństwa nie są częste, ale są. Dlatego daje +18. Późniaj planuję... inne, ostrze sceny, jeśli znajdę czas. Więc czytajcie i cieszcie się
W naszym przypadku - i rozpaczajcie.
Jeśli już we wstępie pojawia się szyk zdania à la pijany obcokrajowiec oraz ostrze sceny (czyżby nóż-atrapa, będący teatralnym rekwizytem?), to wiedz, że coś się dzieje.
A Ty, Pisaku, wiedz, że analizator się Tobą interesuje.


PROLOG – ŚWIT
Blade światło zalewało ziemię.
CHLUST!

Trupy zalegały na czerwonym gruncie, wzbogacając jego naturalną zieleń i brąz, o nową barwę.
Wzbogacały naturalną zieleń czerwonego gruntu? "Byłoby prościej, jakbym nie był daltonistą!"
Nie ma to jak zielona łączka wzbogacona lekką nutką czerwieni. I parujących jeszcze flaków.

Ruiny, rozerwanych na kawałki, budynków wyglądały jak zęby, wielkiej bestii planety. Obserwatorzy wszystko zapisali.
I dorzucili garść przecinków powstawianych w losowe miejsca.
Ruiny jako zęby...? Hm, ta planeta chyba powinna iść do dentysty.

Nic im nie umknęło. Żaden martwy potwór, nie został pominięty, żaden martwy wojownik, zapomniany.
Żaden przecinek, nie został użyty poprawnie.

Każdy miał swoje miejsce i historię. Blask Słońca przyodział resztki obrońców w nadzieję, ale też zalał ich strachem.
Na światło już zabrakło miejsca.
Najpierw przyodział, a potem oblał? Słońce zrobiło sobie Konkurs Mistera Mokrej Koszuliny?

Nowe zastępy krwiożerczych straszydeł nadeszły, a ich posiłki ciągle były w drodze.
Samobieżne schaboszczaki dobrze sprawdzały się w długich pochodach - same podążały za wojskiem. (Dobra, wiem, że chodzi o wsparcie, no ale.)

Sanitariuszki nie nadążały z opatrywaniem ran Ludzi, jak i Obcych. Egzoszkielety roboczo-konstrukcyjne łatały dziury w tylu miejscach, ilu się dało.
Z rozpędu połatały nawet te dziury, które były, ekhm, naturalne.

Wszystko było stracone. Nie zależnie od tego, ile tych potworów ubili, zawsze nadciągały następne. Nawet ich najnowsze nabytki technologiczne, nie mogły zniwelować ich przewagi masowej.
Przewagi masowej - znaczy się, za pomocą nadwagi ich pokonały? Usiadły na wrogach swoimi kilkutonowymi zadami, czy jak?

Obcy rozmawiali miedzy sobą, w swoich umysłach. Potrafili porozumiewać się jedynie w myślach, ale na bardzo wielkie odległości. W oddali, powiewały chorągwie, które miały wyznaczać pozycję do bombardowań orbitalnych. Między nimi, przeskakiwały wiązki energetyczne, widoczne z orbity. Ostrzał był bardzo celny, ale nie skuteczny na tyle, żeby zabić wszystkich. Ptaki i inne, lotne, zwierzęta umykały, na tym osobliwym świecie.
Na normalnych światach ani ptaki, ani lotne, ani inne zwierzęta (a nawet pewne ich ilości) nie umykają przed ostrzałem.

Kakaru, bo tak nazywały się te stwory, podobne do Pterodaktyli.
No i te kakaru CO?
Huków sto. (W końcu bitwa, co nie?)

Obrońcy dzielnie wypatrywali kolejnej fali, zauważonej kilkanaście kilometrów dalej. Idąca w setki tysięcy armia najeźdźców, nie mogła zostać pokonana, przez kilka tysięcy obrońców.
Na szczęście na jej drodze stanęła też barykada bezwzględnych przecinków. Nie zatrzyma ona co prawda wrogiej armii, ale mogła na dobre zastopować narrację.
Nie dziwię się, że obrońcy przegrywają, skoro wypatrują tylko zauważonych oddziałów wroga - zamiast tych jeszcze NIEZAUWAŻONYCH.

Nawet ta wiekowa twierdza, odpierająca tysiące ataków, musiała ulec.(...) Chmury, które zebrały się nad nimi, zapłakały nad ich losem, krzepiąc ich, słodkimi łzami.
Deszcz melasy - jakby mieli niewystarczająco przesrane.
Nie! To był Czekoladowy Deszcz z Krainy Kucyponków, zwiastujący nadejście Chaosu!
A ty znowu z tymi kucyponkami. Tu się próbuje angstować!

Naboje które im zostały, to nawet nad to. Nie zdążą wystrzelić wszystkich. Nawet jeśli, to zawsze mają ten jeden.
Jeden nabój, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.

Ukryty w małym rewolwerze, przy prawym udzie. Nikt nie chciał być ich niewolnikiem.
Tych ud? Rewolwerów? Naboi?
Mnie z szyku zdania wychodzi, że prawych ud. Ale czemu akurat tych, to nie wiem.
Chyba, że nie chodzi o uda, a o Oodów. Fakt, też bym nie chciała, żeby mnie zniewolili.

Każdy wiedział, że lepiej odstrzelić się, niż dać im pole do popisu, pozwalając na użycie kłów, pazurów i innych, naturalnych narzędzi śmierci.
NIE WKURZAJ KOTA, ODSTRZEL SIĘ SAM!!!
Hyhyhy:

Mała grupa ludzi, rozpaliła ogień.
Dorzućcie przecinków do ognia, będzie wam cieplej.
Tylko nie dorzucajcie kropek i spacji, są kiepskie na rozpałkę.

Tymczasem, stary Protoss, przechadzał się wśród swoich braci. Tak wielu Khala, nie powróci. Są dzielni i odważni. Nie znają strachu, nie znają bólu i litości. Kilka kamieni poruszyło się, gdy przeleciał nad nimi.
Są takimi badassami, że nawet kamienie przed nimi spierdzielają.

Kilkoro ludzkich kobiet siedziało przy Templariuszach, łatając ich rany.
Wycinały im skórę z pośladów (czy co tam Protossi mają) i wszczepiały ją w brakujące miejsca. Trochę cerowania i Templariusz jak nowy!
Z braku pośladów łatały ich fragmentami starych prześcieradeł i nienoszonych już ubrań. Taki Templariusz z policzkiem w czerwone różyczki wygląda bardzo groźnie.

Zasiadł na skale, przy swoim bracie. Torklor, potężny templariusz, był opatrywany przez sanitariuszkę. Wiązała mu bandaż, dookoła zszytego ramienia.
A nie lepiej obwiązać tym bandażem samo ramię? Żeby nie wiem, na przykład się zakażenie nie wdało, czy coś? Tak tylko mówię...

Niebieski płyn, spływał powoli, po zaschniętym szlaku. o.O Turystycznym. Złoty pancerz, poplamiony czerwienią i fioletem (chyba nie chcę wiedzieć, co tam i komu krwawiło na fioletowo), miał spore ubytki, ale wciąż chronił najważniejsze organy.
No tak, bo jak mu utną rączkę i nóżkę, to przecież nic się takiego nie stanie.

Gdy tylko Shirdril, podszedł do niego, odsunął kobietę od siebie i wyprostował się.
- Wielki Templariuszu Shiril. - Pokiwał głową i przyklęknął. - Miło widzieć cię, w dobrym stanie. - Usiadł na skale i posadził kobietę obok.
- Znaj swoje miejsce, babo! A w ogóle to czemu nie jesteś w kuchni?!

Miły dzieciak. Stanowczy, tradycyjny i ciągle taki dumny. Mimo tego, że stracił tylu znajomych, ciągle zachowywał zimną krew.
Cóż, gorzej było ze znajomymi, którzy nie zachowali żadnej krwi.

Chociaż się starał. Wielki Templariusz, miał bowiem swoje sposoby, na sprawdzenie stanu wojowników.
Poranna inspekcja pod prysznicem, czy po prostu szpiegował ich opisy na GG?
Stalkował ich na facebooku.

Sięgnął w stronę jego umysłu, szukając emocji. Szare, pełne obojętności, ostępy jego umysłu, zdradzały to, że nie prowadzi bogatego życia wewnętrznego jest debilem? już się poddaje. Nie liczy na dalsze życie, a przecież, nie dalej jak dwa dni temu, gdy zaczynało się to piekło, był taki podekscytowany.
- Tonight we dine in hell!!!
- Yay!

Jego głowa, wręcz tryskała wolą walki i chęcią wykazania się.
Uszami tryskała, gwoli ścisłości.
PLASK!

Ale wtedy, wciąż miał z kim rozmawiać. Jego przyjaciele, znajomi, wszyscy zostali rozszarpani. Shiril schylił się.
- Młody bracie, to nie koniec świata. Pamiętaj, że mimo naszej śmierci, przetrwamy w pamięci innych. - Podniósł jego głowę. - To trudne czasy, ale przetrwamy je, tak jak wszystko inne. -
W tym bądź innym stanie skupienia.

Czół, że nie dowierza mu.
Czoło mu nie ufało, ale nos był pełen nadziei.

Cofnął się i odszedł. Nie może dawać mu nadziei na coś, czego sam nie jest pewien. (...) Nawet z Kolosami i Ravierami, nie mieli dużych szans. Niebo, wprost zaniosło się płaczem, teraz, ulewa utworzyła spore kałuże. Gdyby nie to, że mógł lewitować, zapewne zmoczyłby się nie raz.
A skoro nie dotyka gruntu, to deszcz go nie tyka? Czy może jest tak zwinny, że omija krople w locie?
Nie rozumiesz. W tym świecie ulewa nie pada, tylko od razu tworzy kałuże. Tak się wiesz, materializują nagle i są jako te samotne łzy deszczu na policzku ziemi. =.=

Podszedł do panelu komunikacyjnego.(...) W małym zagłębieniu, spoczywał kryształ. Źródło energii w każdym, nawet najmniejszym, urządzeniu. Ten jednak, był popękany i do tego, kilka kawałków, spadło na ziemię. Templariusz wydał z siebie jęk, nie będzie posiłków.
Bufet znowu nawalił i przyjdzie im walczyć na głodniaka.
Zawsze można upiec zabitych wrogów. Zawsze to jakaś porcja pożywnego białka i tłuszczu.
Bear Grylls approves.

- Pamiętacie, jak jeszcze takie cudeńka, przygotowywała nam mamuśka? Myślę, że niedługo będą dobre. – Wskazał małe kawałki mięsa Kakaru. - Nie wykrzywiajcie się, jest bardzo smaczne i smakuje prawie jak kurczak. Tyle, że jest naturalnie przyprawione.
Nazywał się Mad. W Dyrektorium był Kapralem. Z pochodzenia był Amerykaninem i cieszył się z tego.
Amerykanin o imieniu MAD? Tia, a siostrzyczka pewnie nazywała się Really Crazy.

Wykształcili go na historyka i wiedział, jak wyglądało życie ludzi wiele wieków temu.
Co na polu bitwy miało niebagatelne znaczenie za każdym razem, gdy wrogowie chcieli porozmawiać np. o wielkiej wędrówce ludów.
Albo o technikach zdobniczych przedmiotów użytkowych w starożytnej Grecji.

Wyglądał jak każdy przeciętny facet: krótkie, lekko przystrzyżone włosy, kilka blizn na twarzy, średnio-białe uzębienie, brązowe oczy i garbaty nos.
Proszę mnie przenieść do miejsca, gdzie przeciętny facet ma śnieżnobiałe zęby. Natychmiast.
Kal, kiedy właśnie on ma ŚREDNIO-białe. Czyli to się akurat zgadza.
Heh, to musiało być czytanie życzeniowe.
Mnie bardziej zastanawiają te blizny i garbaty nos... Pierwsze wskazuje na to, że Pisak musi obracać się w dość dziwnym środowisku, co do drugiego - żałuję, że nie jest prawdą...

Wszystko, okryte czarną skórą, przyozdobioną wojennymi bliznami.
Znaczy - miał blizny na płaszczu, czy może był murzynem?
Mógł to też być Człowiek-Peleryna.

Wszyscy mówili na niego Maruder Mad. Jego uzbrojenie właśnie, było takie jak u marudera.
Czyli jak u kogoś spóźnialskiego? Czy może u cywila włóczącego się za wojskiem w poszukiwaniu łatwego zarobku? Bo jeśli chodzi jednak o tę jednostkę ze "StarCrafta", to wypadałoby ją pisać wielką literą.

Bardzo ciężka zbroja, którą nosił cały czas. Twierdził, że jest lekka i chyba tak było.
*napawa się urodą dwóch powyższych zdań*

Do walki używał dwóch granatników, dwulufowych, które miał na rękawicach. Jego plecy przyozdabiał mały zbiornik substancji wspomagających jego reakcję.
“Przyozdabiał”, bo to tylko atrapa była, żeby zadać szyku przed pannami.

- Ładnie się rumieni. - Dotknął kilkakrotnie mięso patykiem. (...)
Podniósł się Grigori. Rosjanin, który przybył tu, jako specjalista od broni krótkozasięgowej. Miał na składzie miotacz ognia. Nazywał go pieszczotliwie ,,Smoczuś” co wywoływało u nas śmiech.
O, przegapiłam moment, w którym ktoś podmienił narratora na pierwszoosobowego?
Znienacka się wkradł skubaniec, jak zawsze.

Nie przedstawił się, nie mówił po co tu przybył. Jego pancerz, był cały czerwony, z czarnym popiołem, pozostałym po jego przeciwnikach.
Zbroję się, kurffa, czyści. Co za syfiarz.

Wycelował miotacz, zamontowany na przedramieniu, w ognisko i mięso, a po chwili wystrzelił słupem ognia.(...)
- No ładnie – skomentował Mad. - spaliłeś ten obiadek. Nic innego nie usmażę, bo nie mam co. Mogę jedynie życzyć smacznego.
Cherry skrzywił się, na widok takiego mięska.(...)
- Kurwo spalona! - Trącił Grigorego w ramię. – To, że ty wpierdalasz popiół, to nie znaczy, że wszyscy inni też muszą, siwa pało!
A tu mamy próbkę żołnierskiego żargonu.

- Pięknie, kurwa, pięknie. - skomentował Józef. - (...) Mad, jesteś dla mnie najbardziej pojebanym kucharzem, jakiego nosiła ziemia. - Rzucił w niego mięsem, które odbiło się od niego. - Wiem dlaczego ten chuj, który jest za mną, nie wsadził twojej czarnej dupy do garów.
Boru, ja mam wizualizacje. Bardzo dosłowne.

Józef był Niemcem (...) Sprawował posługi kapłańskie, uprawniony przez papieża, Jana Pawła XVI. Był jednym z niekonwencjonalnych księży, który wyruszył z ekspedycją.
Jak bardzo był niekonwencjonalny? Zamiast opłatków dzielił Bratwurstem? Mówi do wrogów "Skopię wam tyłki w imieniu Pana"?
To był TEN KSIĄDZ!

Nosił na sobie lekki pancerz i hełm, z celownikiem, który wykorzystywał namierzanie cząsteczkowe. Dzięki takiemu cacku, wspomaganym przez karabinek snajperski, z celownikiem laserowym i nabojami kalibru trzydziestu centymetrów, był w stanie, rozstrzelać jednego człowieka na pół, z odległości czterech kilometrów.
A jak się dobrze przyłoży, to trafi człowieka, który będzie w danym miejscu dopiero w przyszły wtorek.

Nikt nie chciał walczyć z nim sam na sam, nawet w ręcz.
Nawet z odległości czterech kilometrów.

Miał ze sobą półtorametrową katanę, której nigdy nie chował do pochwy. Zawsze na kolanach, albo w dłoni.
Sorry, ale nie ma czegoś takiego jak półtorametrowa katana - zazwyczaj miały do 90 cm razem z rękojeścią. Półtora metra mogły mierzyć no-dachi.
No to używanie tego "karabinku" musiało być problematyczne, skoro obie ręce ciągle miał zajęte mieczem.
Może nie trzymał jej rękoma, tylko jakimś trzecim... odnóżem.

Błękitne oczy spoglądały na zachód, wyszukując wroga.
Zielone zezowały na okolice lazaretu, gdzie kręciły się cycaste pielęgniarki.

Blond włosy falowały na wietrze. Kilka liści, przeleciało smutno, niosąc wieść, o nadchodzącej zgubie.
- Jesteście w czarnej dupieeee... - zaszemrały liście i opadły, kołysząc się lirycznie.

- No, ale mniejsza z tym. Widział ktoś naszego kalekę? Znowu obcuje z predatorami?
Ej, obcować z predatorem to nawet fajna gra słów. ^^
Niezwizualizujęsobietegoniezwizualizujęsobietego... AAAAArghhh!!!
Poguglałam. Tak, jest takie porno. O_o

Czy flirtuje z nimi? - westchnął cicho. - nigdy nie sądziłem, że tak nisko upadnę. Zawsze, stawiałem sprawy jasno i wszystkich traktowałem równo. Czy to pies, czy człowiek.
Wszystkich po równo wyprowadzałem na spacer i sadzałem przed telewizorem.
Wszystkich karmił kośćmi i psimi chrupkami?

Ale teraz nie mogę tego przeboleć, że tak się wozi.
- Już uspokój się i ty. - Podniosła się Rose. - Nie zamierzam wysłuchiwać dwójki samców, którzy nie są w stanie zrozumieć, że to nie ma sensu?
Ona sama nie może się nadziwić, że nie zamierza wysłuchiwać.
Tyle dużo samców alfa naraz?

Jak możecie się kłócić, gdy zostały wam ostatnie godziny życia? - Zasiadła na przyniesionych noszach. - Jesteście jebnięci i to zdrowo. Jako lekarz wiem to. Powiem nawet więcej! Pierdolnięci i zjebani, z zakładu psychiatrycznego, są bardziej zdrowi od was.
O boru, cóż za fachowa diagnoza! Sześć lat studiów i długa praktyka zawodowa upoważnia ja do stwierdzenia, że pacjent jest jebnięty, no lol.
BTW, ten bluzg i generalnie sposób używania wulgaryzmów w opku jest taaak baaaardzo gimnazjalny...

Takie zjeby jak wy, trafiają do ekspedycji kolonialnych i zastępów,
Tak jest, druhno drużynowa!
A House’a się czepiają, że jest niemiły...

Położyła się i pozwoliła, żeby dwójka obcych zabrała ją ze sobą. Zniknęła wśród niebieskich skór i złotych pancerzy. Jednak jeszcze coś powiedziała. - Chuje moje i dzikie węże.
Hmm... Czy ona właśnie się przyznała, że jest, że tak powiem, wielokrotnym transseksualistą? Dzikie węże pozostawiam bez komentarza.
Jakby mnie miała taka lekarka opatrywać, to już chyba bym wolała zginąć w bitwie...

Nie dajcie się zabić. Jak ty Mad, pierdolniesz gdzieś tutaj, to wierz mi, że znajdę twoje pierdolone zwłoki i tak im przykurwię, że wrócisz do życia!
Dlaczego mam wrażenie, że do uniwersum "StarCrafta" desantu dokonała ekipa kapitana Bomby?
Ja bym raczej powiedziała, że to Alex z Madagaskaru. “Zamorduję cię Marty! Normalnie uduszę! A potem zakopię, odkopię, sklonuję i zabiję te klony!”
Miałam na myśli raczej dobór słów, niż treść. ^^

Nasze bliźniaki nazwę Mad i Mud, specjalnie dla ciebie.
Czyli Szalony i Błoto. A tyle się mówi o ekscentrycznych imionach które krzywdzą dzieci...
Oni tam wszyscy są jacyś tacy z lekka mad... I ja też zaraz będę, jak ta laska nie skończy.

Zjebie pierdolony.
Wszyscy spoglądali, jak w potoku przekleństw, znika wraz z pozostałymi obcymi. Wycofywali się w kierunku wrót czasoprzestrzennych. Planowali odwrót, bo tutaj, już nic dla nich nie zostało. (...) Ktoś musiał zabezpieczyć ich ucieczkę. Zostawili im kilkanaście Robali i Olbrzymów. (...) Jednym strzałem, taki robaczek, mógł zniszczyć cały oddział pancerny.
O, ja, ale, fajnie!
Ogniostrzelne, dżdżownice, są, super! Prawie, tak, jak, przecinki!

Natomiast ci wielcy, mogli spalić cały pluton marines, w kilka sekund. Te ich promienie, wypełniały kształty, uzyskane przez odpowiednie zwężenia luf wylotowych. Ludzie, dopiero teraz, zrozumieli.
A ja wciąż nie. Promienie wypełniały kształty zwężonych luf? No chyba że te lufy miały na końcu takie fikuśne otworki jak szpryce do kremu - gwiazdki, serduszka itp.
Kwik, widzę to. Śmiercionośny strumień ognia w kształcie serduszka - najnowszy wojenny krzyk mody!

Już więcej się nie zobaczą, bo nadchodzi ich koniec.
- Sądziłem, że jesteście ograniczeni i głupi. Zaślepieni żądzą mordu i chwały, jak wielu moich braci. Teraz jednak widzę, że się myliłem.
Wszyscy obrócili się, w stronę, z której drapała ich czaszka.
Hej, Morte, nie drap tych trepów, jeszcze się czymś zarazisz!

Normalny objaw, gdy Protoss przemawiał do nich. Shiril opierał się o drzewo (...) Jego popękany pancerz, ciągle się trzymał i mógł zatrzymać cios, lub dwa. Nie patrzył na nich, tylko z nich.
Ja bym się cieszyła, gdyby pancerz na mnie nie patrzył - choć nieco niepokoi mnie perspektywa patrzenia ze mnie. Jak to wygląda, koleś włazi im na plecy?
Nie, oni po prostu mają na sobie pancerze z oczami.

- Wiedziałem, że kiedyś nadejdzie taki dzień, w którym ten sekretny świat upadnie. Jednak nie sądziłem, że stanie się to w takich okolicznościach.
Myślałem że pierdyknie jakiś asteroid, wiecie, coś epickiego... a tu taka dupa. I tak dobrze, że nie wykończyła nas inflacja.
W tym momencie zza drzewa wychylił się Czesław Miłosz. “Innego końca świata nie będzie!” burknął autorytarnie i oddalił się czym prędzej.

Zawsze wiedziałem, że umrę, walcząc z Rojem. Jednak nie spodziewałem się tak doborowego towarzystwa. - Ukłonił się, pierwszy raz, w całym życiu.
Szanowny, Obcy. - Cherry wstał.
- Przyjmij, proszę, ten przecinek w dowód naszego uznania.
Przywitał ich chlebem i przecinkami.
- Przecinków ci u nas dostatek - odparł Protoss - ale i ten przyjmiemy jako zapowiedź zwycięstwa.

- Dlaczego nie idziesz wraz z innymi? Przecież każda chwila się liczy! - Starał się jak mógł, budować dramatyczny nastrój, ale usłyszał śmiech w swojej czaszce.
Zapomniał zapuścić motyw z "Requiem for a dream" w głośnikach, więc dramatyzmowi nie stało się zadość.
Pomylił soundtrack z “Requiem...” z “Pussy” Rammsteina. Nie miało to zbyt dobrego wpływu na morale walczących.

- Zostaję z wami, z własnego wyboru. - Uniósł rękę. - Ale nie zostaję sam. - Uderzył w powietrze.
A powietrze oddało mu z liścia (akurat przelatywał).

Wszyscy zdziwili się, gdy jego ręka zatrzymała się tuż przed korą drzewa i wydała dźwięk, jakby uderzył o metal.
A to była ręka Gadżeta!

Po chwili, trawa zgięła się pod pniem.
Ciekawą tam mają roślinność, skoro źdźbła trawy mają pnie...

Nagle, z cieni słonecznych i promieni ciemności, wyłonił się kształt. Powoli, oswobadzał się, z objęć ciemności. Zielone oczy, jako pierwsze, odcięły się od reszty ciała.
Stanowczo oświadczyły, że z takim ciałem nie chcą mieć nic wspólnego.
Potem od korpusu odłączyły się ręce, a tuż po nich suwerenność ogłosiły nogi i jelitka. Zebrani z niejakim zdziwieniem spoglądali na rozczłonkowane ciało.
- Mam to upiec na grillu, czy jak? - spytał jeden z żołnierzy.
- Posiłki przyszły! - ucieszył się inny.

Po chwili, pojawił się zarys głowy, następnie, cała czaszka. Wielką głowę Protosa, przyozdabiała czaszka Hydraliska. Oczyszczona z mięsa i krwi. Biała, aż do bólu, jednak bardziej bolesny, był widok twarzy, tego Obcego. Pocięte oblicze, odcięty fragment głowy, zastąpiony metalowym implantem. Wyrwane oko, ziejące pustką i mrokiem.
Ludzie, on się rozpada! Jeszcze przed chwilą miał dwoje oczu.
Mówiłam, że taki pocięty to on tylko na grilla albo do gulaszu się nadaje.

Masował swoją twarz, po spotkaniu z rękawicą Shirila. Jego ciało, przyozdabiała zwiewna szata, której spód, był poszarpany.
Yay, nie ma to jak międzygalaktyczny barbarzyńca w sukni w stylu empire.
Yay. Co będzie nastepne? Wiking w bikini?

Na klatce piersiowej i lędźwiach, miał czarny pancerz, który ozdabiało siedem zielonych klejnotów.
Pancerz chronił to, co najważniejsze - klatę i wacka.
Co się czepiasz, właściwe części osłaniał.

Podniósł się i wyprostował.
Ten pancerz. Tudzież - ten klejnot.

- Panowie, przedstawiam wam moją freghennę, Firro. - Przemknął, po zdezorientowanych twarzach ludzi.
Ale jak, tak z buciorami po twarzach?

- Zapomniałem, że nasz język, nie przypomina waszego. Więc przedstawiam wam, moją siostrę, Firro.
Aaa, więc to jednak babka...
A ja chyba zaczynam się gubić w narracji...

Ludzie, Odruchowo się obrócili. Ta kobieta, była pół-naga i nie wypadało, żeby się na nią gapili.
Uhu, jaki pokaz dobrych manier... a przed chwilą kto uzewnętrzniał się z gimnazjalną kulturą dyskusji?
Bluzgi bluzgami, a wobec damy grzecznym trzeba być. Zwłaszcza półnagiej - kto wie, może grzecznością skłoni się ją do stanu całkowitej nagości?
Chciałabyś doprowadzać do nagości kogoś, kto ma pocięte oblicze, odcięty fragment głowy zastąpiony metalowym implantem i oko ziejące pustką i mrokiem? Niby fakt, że żołnierz w pochodzie nawet dziurze po sęku nie przepuści...

Poza tym, coś nie coś wiedzieli,
No to co w końcu: coś czy nie coś?
To było Coś Schroedingera.

o takich jak ona. Przełknęli nerwowo ślinę i się przedstawili. Kobieta nawet na nich nie spojrzała. Jakby od dawna się nie widzieli, ale nie okazywali tego w żaden sposób. Wyglądali, jak dwoje pokłóconych kochanków, którzy czekają na przeprosiny z drugiej strony.
Znaczy, empire-barbarzynka i armia gimbusów nadąsali się, trzaskali drzwiami i bardzo starannie nie odzywali się do siebie?
Tak, dokładnie tak. *mamo, ja chcę do domu...*

Nagle, ludzie usłyszeli głos w głowie. To kobieta, żaden inny Protoss, nie miał tak wyraźnego i obcego kontaktu myślowego.
No tak, bo jak baba, to od razu dziwaczna i niezrozumiała. Wyborna klisza, mości Pisaku.

To nie były słowa, nawet nie uczucia, czysty odruch. ,, Patrzcie, na nasz dom.” Niewielu zrozumiało, o co jej chodzi.
Jakoś się im nie dziwię.

Spoglądał na zgliszcza ich pierwszej linii obrony. (...) Teraz, ten niegdyś piękny cud architektury, stanowiły spalone drogi (jak się podpala drogę...?) i ruiny domów. Jako pierwszy zrozumiał to, co przekazała im ta osoba. Nie pozostał kryształ przy krysztale i kamień na kamieniu. Trupy zaścielały ulicę. Nie było widać nic szczególnego.
No właśnie. Trupek tu, flaczki fam, urwana rączka gdzieś dalej - nic szczególnego.

Dym, ciągle się unosił. Jednak Niemiec, widział wszystko wyraźnie. Setki, tysiące bestii, jeszcze więcej zaś - przecinków nadciągało w ich kierunku. Żądne krwi potwory, nie znające strachu, ani bólu, ani interpunkcji. Żyły tylko w jednym celu. Zabij wszystko, co nie przypomina ciebie. Wiele Zergów, pędziło szybciej niż wiatr, ale niektóre startowały ze zgliszczy, przysłaniając niebo. Wielkie chmary podniebnych agresorów, były widoczne, nawet dla zwykłego człowieka.
Bo zwykły człowiek nie dojrzy nic mniejszego od czegoś, co przesłania całe niebo.

Wszyscy chwycili broń, ale coś ich sparaliżowało. Długie odnóża Olbrzyma, wbiły się dookoła nich, tworząc między sobą barierę.
Znaczy co, jakiś olbrzym zagrodził drogę samemu sobie za pomocą mackowatych nóg?

Protosi stanęli przy nich, przechodząc przez osłonę, gdy jedna z jej ścian zniknęła. Dopóki ta jednostka była sprawna, nie musieli się niczego obawiać. Jednak ciągle czuli niepokój. Nie zabiją wszystkich. Nawet połowy.
Ale czy to powód, żeby się zniechęcać? ^^

Nagle, powietrze przeszył ogromny huk. Wszyscy Ludzie, padli na ziemię, zakrywając uszy. Po chwili, usłyszeli brzdęk metalu i odgłos unoszenia wrót. Obrócili się i zobaczyli Pigmejkę, dźgającą kogo popadnie dzidą bojową, i warczącą pod nosem “Skończysz, krrrrwa, z tą biegunką przecinków?!” dowódcę. Ciężko ranny, w pierwszym starciu na planecie. Nie miał nóg, od kolan w dół. Nie posiadał również własnego, prawego oka. Miał tam wstawiony implant, umożliwiający widzenie w trójwymiarze.
Tak cichutko wspomnę, że normalnie też widzi się w trójwymiarze...
On widział BARDZIEJ.

Kapitan, spoczywał w wielkim korpusie.
Takim na zupę? Łał, więc jednak będą posiłki!
MLASK.

Użyczyli mu go obcy po tym, jak ocalił jednego z nich, (...) Przynajmniej dwie tony metalu i kabli. Siła ognia, zdolna do zniszczenia trzech czołgów oblężniczych, naraz. Tarcze plazmowe, zdolne znieść ostrzał tego Robaczka. Sam pancerz, dawał możliwość walki z czterema przeciwnikami jednocześnie.
Tak tak, a jego pierdnięcie niszczyło światy.
Skoro oni wszyscy mają tak zajebistą siłę ognia, czym w ogóle się przejmują?
Może lubią sobie popanikować przed bitwą.

Templariusz i jego siostra, spoglądali na korpus, pełni podziwu. Tylko ci, którzy zostali śmiertelnie ranni, mogli korzystać, z tego sprzętu.
Ale kryteria przydziału sprzętu mają jak w ZUSie - nikt, kto nie jest umierający, nie ma czego szukać.

Kapitan otrzymał nowe przezwisko, które nawet mu nie przeszkadzało. Mówili na niego ,,P.N.CH.” Tłumaczyli to: Pierdolony, nieśmiertelny chuj.
"Kapitan Bomba". To muszą być skutki oglądania "Kapitana Bomby".
Ej, ale jak chuj może być pierdolony? Myślałam, że to jest na odwrót...

- Dobra panienki. – Zamknął kabinę i włączył głośnik. - To już nie są ćwiczenia. Każdy z was mnie zna. Dla was, dalej będę starym i dobrym Gabrielem, Polakiem.
Yeah! Nasi górą! Pooolska, biało - czerwooni! Leeeeć, Adam, leeeć!

- Więc słuchajcie uważnie. Dzisiaj, nie walczymy dla siebie. Nie walczymy nawet dla naszych rodzin. Walczymy for freedooom!!! for money? dla obcej rasy, którą pobiliśmy i wielu rozstrzelaliśmy, biorąc ich za wrogów. Teraz, jak widzicie, są przyjaciółmi, których nie wolno nam tknąć. Robimy to, co trzeba zrobić. Jeśli zginiemy, nie zostaniemy zapomniani, bowiem oni, przekazują wspomnienia z pokolenia na pokolenie. Wpierdolimy się w historię, do kurwy nędzy!
*wizualizuje sobie Napoleona pod piramidami*
- Żołnierze, kurwa! Pamiętajcie, że czterdzieści jebanych wieków patrzy na was z wysokości tych pierdolonych pomników!

Żaden zjebany obcy, nie będzie nam pluł w twarz! Ni dzieci nam alienił! Takiego chuja! - Wystrzelił kilka razy przed siebie. - Wpierdolmy im kilogramy naszej amunicji, w ich pojebane gęby! Te złamane pały, rozpierdolimy ich pod naszymi drzwiami. Jeśli będą głodni, damy im nasze kule, jeśli będą spragnieni, napoimy ich naszym ogniem! Kurwa, to nie brzmi najlepiej.
Wręcz przeciwnie - brzmi lepiej, niż cztery wcześniejsze zdania.
Właściwie to pierwsze w miarę sensowne zdanie, jakie pojawia się w tym opku.

Cała gromadka zakrzyknęła donośnie i rozbiegła na stanowiska. Gabriel ruszył na przód i dostrzegł mały ruch. Wycentrował obraz i poprawił jakość. Przełączył na termowizję i zobaczył, że te bestie są blisko. Ledwie kilometr dalej.
Huh, a gdzie ten koleś od czterech kilometrów zasięgu strzału? Zaspał?
Poza tym, jak mógł dostrzec tylko “mały ruch”, skoro dzieli ich ledwie kilometr?

Józef już strzelał, a Grigori trzymał w dłoniach zapalnik. Rozstawili wcześniej mini na tym terenie i czekali na moment, w którym zabiją najwięcej tych skurwysynków.
Ojej, jak pieszczotliwie. :*
Tulu miziu, pif-paf.

Po chwili, nastąpił wybuch.(...) Bestie wojny rozerwały się, a po kotlinie przeszedł przerażający wrzask. Chór szczękających zębów i trzeszczących kończyn Aleksandrowa, zatańczył w powietrzu i przebiegł obok każdego w tej dolinie śpiewając "Kalinka, Kalinka, Kalinka maja". Trzeszczące kończyny wyły donośnie: Die Die, we all pass away!

(...) Grigori, bez emocji i jakiegokolwiek znaku życia, spalał wszystko, co było przed nim.
Moim zdaniem kładzenie pokotem sił wroga to wystarczający objaw życia.

Kobieta Protos, gdzieś zniknęła, a jej brat, wytwarzał burze swego gniewu
Burze gniewu zazwyczaj wytwarza się po spożyciu dużej ilości kapusty.

Czysta rutyna i spokój, emanowały z jego umysłu, ale ciągle coś zakłócało całość. (...) Gabrielowi, zajęło chwilę rozszyfrowanie tego, ale wreszcie mu się udało. ,, Firro, uważaj na siebie, nie chcę znowu cię stracić”.
Yyy... mam się teraz wzruszyć tak? OK, niech Ci będzie. *wzrusza ramionami*

Mad cofnął się do obozowiska, po magazynek granatów toksycznych. Rozpylały trujący gaz, który wprost rozpuszczał, wszystkich od środka. Jednak działał jedynie kilka sekund.
Znaczy się - rozpuszczał ich tylko na chwilę? :D

Więc musiał strzelać precyzyjnie, w największe skupiska wrogów. Gdy wrócił, Rosjanin korzystał już ze strzelby, do której miał radioaktywną amunicję.
Obawiam się, że radioaktywność nie zabija od razu.
Może liczyli na to, że wrogowie zmutują w łagodne kucyponki?

Poruszał się z gracją, która nie pasowała do jego gabarytów.
Drobił kroczki, wywijał piruety i inne hołubce. Wyglądało to zupełnie jak na tym filmie.

Cherry cofnął się do trzeciej linii, którą upatrzył sobie na początku. Rozłożył się, a po chwili dołączyła do niego reszta.
Wszyscy jednocześnie ulegli procesowi gnicia.

Mieli zbyt dużą przestrzeń do obrony. Więc musieli się cofać. (...) Czteronoga machina nie nadążała ze strzelaniem i wkrótce, wielkie odnóża, jak wykałaczka nagie mięso, nadziewały na siebie kolejne stwory.
Koreczki z Zergów. Mniam!

Nagle, rozległ się alarm. Templariusz wskoczył za nich i upadł na ziemię, nad nim, przeleciało wiele kolców, które wystrzelały Hydraliski. Firra ściskała go za głowę. Po chwili, postawiła go i wyciągnęła swoją kosę. Długi, metalowy kij, z którego końców, wystawały zakrzywione ostrza energetyczne. Ale kosa tak chyba nie wygląda... Broń ociekała posoką, a jej oczy, emanowały gniewem.
Tylko niech tej broni posoka nie naleci do oczu, bo ją będzie piekło!

Dopiero po chwili, przypomnieli sobie o alarmie. Specyficzny dźwięk syreny, alarmował wszystkich, że zbliżają się zakopani wrogowie. Cała ekipa rozglądała się, w poszukiwaniu lekko rozkopanej gleby.
Polecam szukać kretowisk.

Wtem, tuż przed nimi, wyskoczyło osiem potworów. Wszystkie były większe od nich i bardzo do siebie podobne.
I wyglądały jak ON.

Polak, po dwóch seriach zastrzelił jednego, ale reszta już prawie strzeliła.
Już prawie-prawie, już miały pociski na końcach luf.

Mad (...) wstrzelił dwóm granaty w trzewia. Po chwili, położyły się, a następnie nieprzyjemny zapach, uleciał z ich mord.
Uch, nieświeży oddech. :/ Drogie potwory, Overmind was nie nauczył myć zębów po każdym posiłku?
W ich świecie nie ma gumy Orbit ani pewnie nawet Mentosów... nie możemy mieć do nich pretensji.

(...) Ostatniego, Cherry nauczył pokory, dziurawiąc go jak sito.
W końcu miał przed sobą bardzo pokorny durszlak.

Nagle, Olbrzym, który zwęglił tylu wrogów, padł na ziemię, powalony ich masą. (...) Maszyny dzielnie wycinały wzory w szeregach najeźdźców chmurki, kwiatuszki, słoneczka..., jednak nie więcej niż troje strzałów, opuściło ich korpusy. Gdy tylko zostały otoczone, błyskawicznie je rozmontowano, na części różnej wielkości. Larwy również kończyły swą błyskotliwą karierę.
Ojej, jakie to ironiczne, haha, tak bardzo, że aż wcale.

Nagle, tuż przed Madem wyskoczyła opasła bestia, która przypominała gigantycznego robala, z wieloma wyrzutniami. Jego kolec, zaczepiony na długim języku, wystrzelił z mackowatej gęby.
Zwierzątko z rodzaju “Mama puściła się z połową ogrodu zoologicznego”.

Minął Grigorego i wbił się bezpośrednio w Amerykanina. Jego wrzasku, nie zapomni żaden z wojowników. Templariusz spojrzał w tą stronę i wiedział, co się stanie. Jego siostra, skakała od jednego rozpłatanego stwora, do drugiego, kontynuując, taniec śmierci. Józef błyskawicznie przeciął ten narząd,
Boru, jaki znowu narząd? Tam jakieś nerki i trzustki samopas biegają?
Tak. I też są mordercze i omackowane.

a Rosjanin złapał, przewracającego się Amerykanina. Obrócił go, ale nie zobaczył Mada. Zobaczył wypaczoną jego wersję, w której połowę jego twarzy zajmowały macki, zakrywające lewe oko i wszystko poniżej. (...) Ruski poczuł, że coś mu wdrożono, w jego ciało.
Ani chybi esperal, w ramach Programu Walki w Trzeźwości.
Zawsze mogła to też być jakaś ustawa albo system zarządzania jakością ISO 9001.

Rozerwało mu nogi, a z ran wyskoczyły łapy, uzbrojone w łuski i pazury. Krzyczał i
wrzeszczał, gdy wszystko w nim pękało, a z jego trzewi, wyskoczyły dodatkowe, dwie ręce.
Boru, on się zamienia w Śiwę-Nataradźę?

Nie miał wyboru. Odepchnął Józefa, który w międzyczasie, lekko zranił Mada. Ten zainfekowany, nie dawał za wygraną, mimo tego, że nie miał nóg i połowy czaszki, ciągle pełzł ku nim.
Był dzielny niczym Czarny Rycerz z “Monty Python i Święty Graal”!

Eksplozja zatrzymała ostrzał Gabriela, który nie mógł na to patrzeć.(...)
Coś wpadło mu na kamerę. Coś lepkiego i długiego. Przetarł ją automatycznie, po czym żałował. Niemiec stał jak wryty, z rozerwanym pancerzem, kilkoma kolcami, które sterczały mu w plecach i zerwaną skórą brzucha. Trzewia wylały się na zewnątrz, a jelita oderwano. Właśnie ściekały po pancerzu Polaka.
No i czego tu żałować? Że mu flaczki dalej nie zasłaniają widoczności?
Oj weź, to miało pokazać, jak wiele ma w sobie empatii.

[Jeśli kogoś ciekawi ciąg dalszy: wszyscy giną.]

42 komentarze:

Shady Eyes pisze...

Jednym strzałem, taki robaczek, mógł zniszczyć cały oddział pancerny.
Worms z bazooką, ani chybi!

(CAPTCHA 'cepin' - znaczy się Chopin z cepem czy co?)

Anonimowy pisze...

ha, pierwszy raz pierwszy

słodziutkie opowiadanie

"Dzięki takiemu cacku, wspomaganym przez karabinek snajperski, z celownikiem laserowym i nabojami kalibru trzydziestu centymetrów, był w stanie, rozstrzelać jednego człowieka na pół, z odległości czterech kilometrów.
A jak się dobrze przyłoży, to trafi człowieka, który będzie w danym miejscu dopiero w przyszły wtorek." :P

poza tym autorowi coś kalibry się pomyliły. 30 cm? to mógłby mną strzelać.

hasło: ingills - może w tym języki mówią bohaterowie?

AA

Anonimowy pisze...

Dobre!Bardzo!
Dobra ta wzmianka o Housie,alienienie dzieci i widzenie bardziej!
Ubawiłam się!
Rzadkiej urody utwór....
Chomik

Anonimowy pisze...

kucukowaty Chocolate rain! Tego jeszcze nie widziałem.
Squeeee :)

Agatha Makabresque pisze...

Fantastyka najczystszej wody! Występuje w niej pół-naga kobieta w metalowym bikini i stwory z mackami.
A Coś Schroedingera miażdży. Zwłaszcza jeśli był to Kuzyn Coś z rodziny Addamsów.

"Boru, jaki znowu narząd? Tam jakieś nerki i trzustki samopas biegają?
Tak. I też są mordercze i omackowane."
To były jelitka, te z "Martwicy mózgu".

Nefariel pisze...

To opko jest STRASZNE. Zwłaszcza ta przecinkowa sraka. Boli, normalnie boli.

Nefariel pisze...

To opko jest STRASZNE. Zwłaszcza ta przecinkowa sraka. Boli, normalnie boli.

Kalevatar pisze...

@ Agatha - To były jelitka, te z "Martwicy mózgu".
Pan Flaczek! Że też o nim zapomniałyśmy. ^^

Serenity pisze...

Opowiadanie równie dramatyczne, jak śmierć Hanki z "M jak Miłość" :D

Tinwerina Miriel pisze...

Boru, jakie to opko myncunce!

dracomaleficium pisze...

JA NIC NIE ROZUMIEM! :( Poważnie, przez całą analizę miałam ogromny problem z ogarnięciem, co się tam do jasnej-ciasnej dzieje. Wasze komentarze uprzyjemniły odbiór niesamowicie (ciągle jesteście w świetnej formie), ale to nie zmienia faktu, że to opko to jeden wielki bełkot. Że o przecinkach nie wspomnę.

Panie Pisaku, dwie godziny to naprawdę za mało na stworzenie czegoś o takiej długości, co byłoby nawet nie tyle dobre, ale chociażby STRAWNE. Tak na przyszłość.

Anonimowy pisze...

Nie przetrwałem do końca analizy. TFFUr jest tak męczący że po prostu nie dotrwałem do końca. Może dla tego że nie ogarniam i nie mam zamiaru ogarniać "StarCrafta".
BTW. Czy imię "Shiril" to nie jest przypadkiem zerżnięte z Sapkowskiego? Tam był taki miecz(o podobnej) co to go Geralt dostał od któregoś krasnoluda. Yarpena bodajże

Barranquill

Anonimowy pisze...

Te wulgaryzmy to pewnie wpływ twórczości Ziemiańskiego na młodego Pisaka. Biegunki przecinkowej nic nie usprawiedliwia. Tak samo jak popełnienia tego opka. Analiza kwikogenna, pozdrawiam
Stała Czytelniczka Lobo

ija-ijewna pisze...

I wszyscy, pomarli, w kałużach udręki, w których, taplały się, samobieżne trzustki, (bo, posiłki wreszcie nadeszły).


Nie będzie kosmit pluł nam w twarz
Ni dzieci nam alienił
Radioaktywny oddział nasz
Przypieprzy mu z promieni
Bunkrem nam będzie każdy głaz
Tak Ctulhu wspieraj nas!

Choć gramatyka to nasz wróg
(miażdżą nas metafory)
Z, przecinków, stworzym, hardy próg
Nie przejdą, go potwory
Ni samobieżnych trzustek las.
Tak Ctulhu wspieraj nas!

Pigmejka pisze...

@ija-ijewna: KWIK, cudowny wierszyk - i jaki celny! :D Ślicznie dziękujemy!

Vespa pisze...

Jaki piękny wierszyk!

A z opka nie zrozumiałam nic a nic. Za to kocham Coś Schroedingera.

kura z biura pisze...

Aaaaa, jaki cudny wierszyk!

Wiking w bikini: biking.

Opko myncunce i w cholerę nieprzemyślane - a komentarze miażdżą.

Zły angst boli cały weekend...

Anonimowy pisze...

Przecudna analiza! Opko obrzydliwe i straszne.
Dziewczyny, a mogłybyście wziąć na warsztat Harry'ego Pottera? Te analizy są najkwikaśniejsze...

Michaelle

Anonimowy pisze...

Właśnie, Harry Potter! Lud woła o Snape'a!

Nie znam gry będącej podstawą do tego ff... tak czy siak, analiza świetna.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam komentarze pod opkiem na oryginalnej stronie - to jest dopiero tragedia. Czy tam nikt nie umie czytać? Albo to jest taka bełkotliwa nowomowa rozumiana tylko dla ludzi poniżej 15 roku życia? Oni go tam powinni zjechać równo, a ledwo go szturchają... Koszmar.

Ag

Panna z Parapetu pisze...

Jak na razie to opko zajęło u mnie pierwsze miejsce, jeśli chodzi o teksty nienadające się do zrozumienia w jakikolwiek sposób. xP

Anonimowy pisze...

Taaak! Zanalizujcie Harry'ego! Prosiiiimy... Analiza super, ale z opka nic nie czaję...
Muszę się zgodzić z Ag. Komentarze pod opkiem na oryginalnej stronie to masakra.

Lukuruku-SRU

Anonimowy pisze...

Łomamuniu! Zgubiłam się, gdzieś, w okolicach, trzydziestego, przecinka, w tym samym, zdaniu.
Strasznie dużo chaotycznych opisów no i oczywiście masa nadmiarowych przecinków, które powodują, że człowiek się gubi.
Analiza piękna. @ ija-ijewna, wierszyk kapitalny, chylę czoła.

Buuka

Anonimowy pisze...

W zupełności zgadzam się z Ag. Zamiast zjechać porządnie Pisaka, dają komentarze typu: Super opowiadanko bedzie jeszcze? A co do Pottera- Kal, Pigmejko, zanalizujcie fanfik o nim! Plosimy...
Gogi

Sineira pisze...

Mam nadzieję, że zawiadomiłyście Pisaka o analizie! Bory Szumiący, jakie to opko jest beznadziejnie spierniczone. Mogłoby coś z tego być, gdyby Pisakowi się chciało i gdyby trochę bardziej uważał na lekcjach... ale stawiam złote dolary przeciwko pustym orzechom, że praca nad tekstem to coś, co uwłacza jego geniuszowi, nioch, nioch.
Szemrzącymi liśćmi zrobiłyście mi dzień:D
P.S. Przecinki bolały.

M. Wolff pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Wilcza Jagoda pisze...

Szemrzące liście, Czesław Miłosz zza drzewa, Napoleon i... cóż, burze gniewu, ómarły mnie dzisiaj ^o^ Ja ostatnio przestałam komentować, za co przepraszam, ale musiałam nieco ponadrabiać zaległości w czytaniu PLUS-a.

A przez te przecinki czułam się, jakbym jechała po jakichś wybojach :/

Anonimowy pisze...

Kal, Pigmejko, nie dajcie się prosić. Zanalizujcie Pottera!

Anonimowy pisze...

Też jestem za Potterem:D Najlepiej z jakąś Mary Sue w roli głównej, tęskno mi za takimi opkami:D
Rinoasin

Anonimowy pisze...

Popieram Rinosain, Gogi, Michaelle i Lukuruku-SRU. Lud woła o Snape'a, jak napisał anonim. O Snape'a, Harry'ego, Albusa(Kiedy on wreszcie dostanie to becikowe?), no i oczywiście jakąś Merysójkę.
To, co robicie jest piękne, ale analizy z Harrym są... ZJECZEPISTE, że tak powiem.

Andrea

Anonimowy pisze...

Ech... Ómarłyście mnie. Samobieżne trzustki i biegunka przecinków- nie zapomnę tego do końca mego życia! Dziękuję Wam, że rozświetlacie każdy mój piątek, kiedy to z kotem siadam sobie przed komputerem(Już dawno się nauczyłam,że nie wolno jeś słonych paluszków). Co do Pottera- jestem za.

Anonimowy pisze...

Zerga też przelecieć się nie da...

Anonimowy pisze...

Łiiiii! Analiza jest super! Samobieżne trzustki mnie ómarły!
Wczoraj czytałam flamę z AŁtoreczką. Masakra. Naślijmy na nią Jeża Jak Byka!!!

Anonimowy pisze...

Ojojoj. Zapomniałam dodać, że z Ałtoreczką od.dominatorium Hogwardzkiego i Diany Mary Lestrange Sue. Buzaki.

Anonimowy pisze...

A wlasnie. Haslo mam cycerg. Zerg z cyckami?

Anonimowy pisze...

Ale gupie to co robicoe jest porombane i nadodatek bessensowne. Niepodoba mi sie.

Zdegustowana

Anonimowy pisze...

Ludzie mówią, że życie jest bezsensowne... człowiek się rodzi, umiera i co ma z tego? Panno Zdegustowana, czy mogłabyś poprzeć swoją opinię jakimiś konkretnymi argumentami czy po prostu jesteś kolejną wściekłą aŁtoreczką?(prawdopodobna opcja - patrząc na styl Twojego pisania...)

Anonimowy pisze...

Apropo kucyponków, które czają się na alienów pod postacią słodkiego deszczu - http://fc00.deviantart.net/fs70/f/2011/301/4/d/4dc1ec1a043ac28ee7082a8e7887d8c7-d4e7i5g.png :D
Mamo, coś musi być w tym, że DisQuord został zasymilowany do ST.

Anonimowy pisze...

I tak mi sie niepodoba bo śmiejecie sie z innih a oni mogli siem durzo napracować rzeby napisać opowiadanie. A wogule to misie niepodoba i tyle mam prawo do sfojej opinji.

Anonimowy pisze...

łomatko, w kwestii komentarza i opka. Dużo się napracował to Bułhakow, a nie gość który pisał coś przez 2 godziny, nie sprawdził interpukcji ani nic (gorszej od mojej interpunkcji nawet), a jego opko nie chce się nawet kupy kupy trzymać. A własną opinię bez argumentów można posiadać o ogórkowej, nie czyjejś twórczości. czy tfurczości

Coś Schroedingera było stanowczo najlepsze. No i ogólne "O boru" chyba sobie przejmę

Krasnolud

Tiganza pisze...

na Rogatego, już wiem!! wiem, skąd te przecinki w masakrycznych a chaotycznych ilościach!
to są, uważacie, pułapki na Analizatorów! No co? nigdy nie rzucałyście za siebie grzebienia podczas ucieczki? to działa podobnie, tylko inaczej ;> Jak się sypnie taką szuflą przecinki, zawsze nadzieja, że Analizator nadepnie i się zniechęci.
A przynajmniej zasroma ^^

roguemouse pisze...

"Żaden przecinek, nie został użyty poprawnie."
O Jeżu i Matko Przenajborska... ten pożal się boże AŁtor jest gorszy w przecinkach niż ja. A myślałam, że tak się nie da O__O

Lirycznie szemrzące liście były wisienką wieńczącą cudną analizę tej kupy niestrawnego badziewia. Rzekłam.

PS. Ostatni "Dzwonnik", teraz "Gnijąca Panna Młoda"... Pigmejko, czyżby maraton Disney'owski był ostatnio? :D

Mysza

pigmejka - corpse bride