piątek, 25 listopada 2011

Mrocznianka Voldemordówna, czyli ściany mają nosy

Witajcie!
Dziś mamy dla Was obiecany jakiś czas temu potterowy blogasek. No, może nie do końca “potterowy”, bo samego Harry’ego nie będzie tu zbyt dużo... Będzie za to całkiem sporo marysuizmu. I Voldemorta. I elfów... A także mrocznych ksiąg, mrocznych pomieszczeń, mrocznych legend, mrocznych strojów i mrocznego mroku. Pojawi się Posępny Stolarz, Morticia Addams skrzyżowana z jeżem i tajemnicze rude dziecko. I żeby tylko to...

Indżojcie!

Adres blogaska: http://harrypotter7.blogx.pl/
Blogasek podrzuciła Raven. Dziękujemy!
Zanalizowały” Kalevatar i Pigmejka

[Streszczenie akcji: Harry ma 16 lat. Podczas ślubu Billy'ego i Fleur śmierciożercy zabijają pana Wesleya; Zakon barykaduje się w posiadłości Blacków i rozpacza, a Harry'ego nawiedza dziwna nieznajoma. W bibliotece młodzi znajdują książki pełne pradawnej magii i tajemnicze drzwi. Harry angstuje.]
Tej nocy Harry nie spal spokojnie. Widząc po raz pierwszy od dnia w którym przybyli do Nory twarze Weasleyów, czarne myśli nie dawały mu spokoju.
Widok rodziny Rona był dla myśli tak traumatyczny, że zmutowały i jako czarne pijawki z wielkimi oczami zaczęły napastować Harry’ego? To przykre.

Cały czas krążył po pokoju, mamrocząc do siebie i targajac powłosach
Czymkolwiek jest to “powłosach” - nie dziwię mu się. Też bym targała różne rzeczy, jakby unosiły się wokół mnie jakieś czarne farfocle z oczami.
Na tej samej zasadzie co powidok i pogłos, powłos to luźne kłaki zbierane z ubrania albo pozostałe po czesaniu. Harry po prostu zaczął sprzątać z tej wielkiej desperacji.

-To wszystko moja wina… Moja… Moja zguba… Moja wina…
...moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych, i was bracia i siostry o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego.

W depresji zamknął sie w sobie, nie opuszczał pokoju przez kilka dni. Nie wiedział dlaczego, ale światło, zaczeło mu nagle bardzo przeszkadzać.
Łohoho, wampiryzm instant?
Eee tam, prędzej został kindergothem.

Pozasłaniał okna grubymi kotarami i usiadł w najciemniejszym kącie pokoju, kiwając sie w przód i tył.
A nie, to tylko emo.
Albo choroba sieroca z opóźnionym zapłonem.

Nie wiedział jak długo tak siedzial. Przestał juz odczówać jakiekolwiek potrzeby swego ciała.
Niestety ciało nie podzielało jego opinii i dalej wytrwale produkowało wszystkie te rzeczy, których zazwyczaj pozbywamy się w ubikacji. Jako że Harry do ubikacji nie chodził, można zgoła niemetaforycznie stwierdzić, że tkwił po pachy w szambie.
Po jakimś czasie przestał nawet oddychać. A jeszcze później jego ciało lekko pozieleniało i zaczęło odrobinę śmierdzieć... ale on dalej twardo siedział.

Po długim czasie, drzwi pokoju otworzyły sie i weszła ta sama świetlista postać, ktora oderwała go od rozpaczy w dniu przybycia na Grimmund Place. Kobieta uciosła rękę, jakby coś przepędzała.
Znaczy: urąbała sobie rączkę i coś nią przepędzała? Hardcore.

Harry znów doznał cudownego uczucia spokoju i niewiedzy.
To pewnie to samo uczucie, które towarzyszy większości aŁtoreczek, kiedy piszą swoje blogaski. Bądź przeklęta, dziwna, świetlista babo!
Blogaskowy Budda! :D

- Kim jesteś?
Kobieta uśmiechnęla się lekko.
- Elfem, przybyłam by ci pomóc.
-Mi nikt nie może pomóc… Przeze mnie wszyscy tylko cierpią, giną… Odejdź zanim i ciebie dotknie ciąząca nade mna klątwa.
-Możliwe… Zanim jednak to uczynie, chcę, byś wysłuchał tego, co mam ci do powiedzenia. Nie ty jesteś przeklety, ponieważ to Voldemort spowodował już więcej cierpień przez ostatnie pięćdziesiąt lat, niż ty zdołałbyś wyrządzać w czasie całego twego życia.
A w porównaniu ze Stalinem... u-hu, Harry, nie ta skala.

A w odróżnieniu od zwyłego tyrana, nie mozemy czekać aż poprostu umrze.
HIK. Tak, bo wszyscy tyrani w historii umierali naturalną śmiercią.

Może szeżyć dzielo zniszczenia przez setki, nawet tysiące lat. prześladując i dręcząc ludzi. Musisz go powstrzymać. Wszyscy musimy. Teraz wstań. Już dośc długo zapadałeś sie w cień.
Ja bym powiedziała, że on się w coś innego zapadał... bardziej smrodliwego.

- Myślałem, że elfy…
- Miałeś nas za małe chochlikowate stworzonka, bez wieksej mocy magicznej.
Łojzicku, co za ciut-badoń! Tos to blektaki najcystse!

Tak jak reszta społeczności czarodzijów. Trzeba przyznać, ze w sumie to nikt o nas nie wiedział.
Za wyjątkiem Celtów i Wikingów i Szekspira i Tolkiena i och jej... Sapkowskiego, Pratchetta, Gaimana, Andersona, Berberick, Bradley, Brooksa, Kaya, McKillip, Williamsa... i wszystkich, którzy kiedykolwiek grali w D&D, Warhammera i World of Warcraft. ;>

Od około 5 tysiecy lat ukrywamy sie przed rasą ludzi.
Z przerażającą skutecznością, jak widać.

- jak ci na imię?
- Arien. O ile ma to jakieś znaczenie…
- Ma. Z istotami, których imiona są marną zrzynką z imion znanych bohaterów literackich nie rozmawiam. Do widzenia pani.

***
[Tymczasem u Voldemorta...]
Spowita w długi, czarny płaszcz postać, weszła do ciemnego pokoju. W mroku widać bylo jedynie czerwone oczy przybysza i jasną poświatę śpiącej, bladej właścicielki pokoju.
O, następna fosforyzująca baba? Geeez, co oni teraz za konserwanty pchają do tego jedzenia...

Mężczyzna majestatycznym krokiem obszedl łóżko dziewczyny i spojrzał na nią.
Zapewne również majestatycznie. Oraz ponuro. Wszyscy mroczni antagoniści łypią na świat tak, jakby właśnie zdechł im ich ulubiony chomik.
Nie mogę oprzeć się wizji Voldemorta przemierzającego sypialnię dygając co trzeci krok jak do poloneza.

Była nieziemsko piękna, jej blada, jasniejaca skóra niemal zlewała sie z perłowobiałą, jedwabną pościelą.
Niech tylko się całkiem nie zleje... bo kto to później dopierze?

Długie, czarne rzęsy wspaniale podkreślały jej piękne, duze, lekkoskośne oczy.
Urodę i wielkość oczu wspaniale można było dostrzec przez zamknięte powieki.

Cienkie skośne brwi i małe, malinowe skośne usta wraz z nienaturalnie prostymi a nie skośnymi? Łeee, brzydal., lśniącymi czarnymi włosami jak włosy mogą być nienaturalnie proste? Wszystkie stały pionowo do góry, jak na jeżu?, przy jej bladości, tworzyły skrajności nieziemskiego piękna ze szpecącą chorowitością.
KWIIIIIIIIIK. No dobra, wiem, że w XIX wieku TRU i COOL było wyglądać tak, jakby się miało gruźlicę... I wiem też, że mody lubią wracać, ale - no błagam: chude, sinoblade skrzyżowanie zombie i Morticii Addams? I jeża.

Oddychała niezwykle spokojnie,
Jak jogin na pełnej kurwie.

jej twarz nie zdradzała żadnych emocji. Uciósł różdżkę (Uciosał? To jakiś Mroczny Stolarz? Posępny Stolarz, kwik.) wyczarowując sobie wyskoi fotel z czarnej skóry (pfff, szpaner), poczym (...) usiadł, z zamiarem czówania nad nią całą noc.
Nie wiem, czym jest czówanie, ale brzmi zbereźnie.

[Dziewczę ma koszmary i się budzi.]
- Co się stało, Elien? Kto, lub co śmiało wtargnąć do umysłu mojej królewny i ją niepokoić? Opowiedz mi…
"Królewny"? Jeżu, żeby jej tylko nie zaczął śpiewać kołysanek!

Zwiesiła głowę, tuląc się policzkiem do spoczywającej na oparciu fotela zimnej dłoni swego ojca i z najdrobniejszymi szczegółami opowiedziała swój sen. Mężczyzna zamyślił się. Czyżby przez te szesnaście lat jego nieobecości jego córka zadarła z kimś, lub też którys z jego wrogów dowiedział sie o niej, a ona mu o tym nie powiedziala? Nie, niemożliwe… Zawsze mówiła mu o wszystkim, nigdy nie musiał używać wobec niej legilimencji.
Ojej, jaki kochany, troskliwy tatuś. Troskliwy do tego stopnia, że nie widzi nic złego w zaglądaniu jej do głowy. I nuuu, to wcale nie jest psychopatyczne.
Szesnaście lat - i wszystko jasne. Za chwilę mu zejdzie na śniadanie, a potem nie ma przebacz, Voldi - zostaniesz anihilowany, jak wszyscy blogaskowi rodzice. Opór jest daremny.

Mozliwe, ze to poprostu zwykły, zły sen. Siedzieli tak jakiś czas w milczeniu, kiedy ciszę przerwał dziwny trzask dochodzący spod łóżka.
To był Mroczny Karaluch Zagłady!
Albo to pradawny syf pod łóżkiem właśnie wybijał się na niepodległość.

Elien Podniosła głowę, jej twarz zastygła w przerażeniu. Dobrze wiedziała co to jest i wcale niebyło jej na rękę, by to coś ujawniło sie przy jej ojcu z prostej przyczyny : nie powiedziala mu o tym. Wiedziała że będzie o to zły. Poza tym miał on ostrą karaluchofobię. Złąmała obietnicę, że już nigdy nie będzie hodować w domu żadnych robali, oszukała go. Jej usta zatrzeły drżeć w niemym szlochu. Wiedziała do czego jest zdolny kiedy jest zły, choć nigdy nie podniósł na nią reki. Ojciec cały czas ją obsewował, jego twarz wykrzywiał złośliwy grymas. Wyczuł jej strach i z satysfakcją napajał sie nim, choć z drugiej stony był dumny ze swej córki.
Jak być ojcem-psychopatą, vol. 2.

- Wyjaw swą tajemnicę, wyciagnij to – rozkazał cicho wskazjąc na łóżko.
Dziewczyna spojrzała na niego błagającymi oczyma. Nie powtórzył rozkazu. Jego oczy zwężyły sie drapierznie.
A nos się znosorożcował.
A Pigmejka zawisła drapieżnie nad aŁtoreczką, z wielgachnym słownikiem wymierzonym prosto w głowę swojej ofiary.

Elien cała drżąca położyła sie na podłodze, sięgając pod łóżko. Po chwili stanęla przed nim z pękającym jajem smoka w rękach. Wykluwał sie. Widok jaja go przeraził.
OK, jednak nie karaluchofobia, tylko jajofobia. Hmm... dla mężczyzny musi być to nieco problematyczne.
Oj tam, Voldzio już dawno pozbył się tego krępującego fragmentu anatomii. Sądząc po jego książkowych poczynaniach, brakowało mu jaj, by atakować kogoś groźniejszego niż nastolatek.

Juznie miał watpliwosci. Ogarnęla go straszliwa furia. Czarny Pan wstał, wyciagając różdżkę, którą wycelował w jajo i mając nadzieję, zę nie jest zapóźno rozbił je zaklęciem. (...)
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bliska byłaś swego zatracenia – zaczął cicho celując różdżką w jej gardło – Ale fakt twej głupoty i nieświadomości ci nie pomoże… Zawiodłem się na tobie. Okazałaś się taka sama jak reszta tych słabych kretynów, pasjonujacych sie swą pozorna władzą nad życiem i śmiercią.
Nie to co ja, nieprawdaż.

Crucio!
Jak być ojcem-psychopatą, vol... ech, nie ma sensu tego liczyć, prawda?

Dziewczyna zacisnęla zęby, starając sie za wszelką cenę nie krzyknąć i (...) za wszelką cenę pragnęła udowodnić, że nie jest tak słaba, jak sądzi jej ojciec. (...) W końcu zaklęcie przełamało częsć jej oporu. Złapała się na brzuch, nogi zaczęły sie pod nią uginać, jednak nie upadła, walczyła dalej. (...) Walczyła tak jeszcze jakieś piętnaście minut.
Dobry lolu... na miejscu Voldemorta umarłabym z nudów... a już na pewno poszłabym sobie zrobić herbatę.
***
[Z powrotem u Potterów. Arien w przerwach między nauczaniem Harry'ego "walki samurajskim mieczem" (kwik, #po co), przesiaduje w bibliotece.]
- Wiecie może, co to za drzwi? – [Arien] odłożyła księgę i wskazała na znajdujace sie najblizej, zapieczętowane, srebrne drzwi.
- Nie…. Ale sądząc po zabezpieczenich, lepiej tam nie wchodzić… – zaczeła niepewnie Hermiona.
- Nie wchodzic? A to dobre! Co możesz wiedzieć, o tym, jaki sekret kryje ta komnata, skoro jest zapieczętowana? A może nie złego, a raczej dobrego! Kto wie? Moze nawet ocalałe jaja smoków? – Arien zbyła ja z entuzjazmem.
A może wszeteczny pomiot Belzebuba, nieprawdaż.
Pomyślcie: znajdujecie dziwne drzwi, które mają tyle magicznych i mechanicznych zabezpieczeń, że napis “Nie wchodzić. W tym pokoju kryje się potężna, mistyczna siła, której nie wolno wypuszczać, ponieważ spowoduje koniec świata, zniszczenie całego kosmosu i nadejście wiekuistej ciemności!!!” jest całkowicie niepotrzebny, bo nawet kompletny idiota zrozumiałby aluzję. Co robicie?

- Jak to ocalałe? Przecież smoki żyją, mają sie bardzo dobrze…
- Ta jasne! – prychnęla elfka- Te głupie przerośnięte jaszczury wy nazywacie smokami?
Dobra, tak, jasne, wy macie smoki lepsze, ładniejsze i wogólniejsze. Ziew.

Widać niedobrze, że moja rasa odeszła z tego świata. Smoka nie umieją odrużnić od genetycznej pomyłki natury!
Ale może przynajmniej znają podstawy ortografii...

Prawdziwe smoki… – już chciała zaczać (zaczadzieć?) wykład, jednak po chwili zwiesiła głos. – Zreszta nieważne… Dowiecie się i tak, jak tylko przetłumaczę wam tę ksiażkę. Szybciej byłoby wyjaśnić, no ale jak wolisz. Teraz już chodźmy. Moja kampadre zarzadziła dzis wieczór poetycki.
Moja... kto? Yyy... chodzi o stronę internetową? Czy też może raczej o ten rodzaj powinowactwa?

W niczym nie przypomina tych waszych – nie mozna wprost na nich zasnać. Żyje się w akcji powieści…
To rzeczywiście musi być specyficzny wieczór poetycki, skoro będą na nim czytać POWIEŚĆ...
I bohaterka musi mieć bardzo specyficzne doświadczenia, skoro za niezwykłe uznaje niespanie na wieczorze poetyckim.

Podekscytowani zeszli na dół i powłócząc nogami (co wyraźnie świadczyło o ich ekscytacji) dotarli do salonu, gdzie (...) Otaczało ich całe mnustwo elfów. Pijace, rozmawiajace, tańczace, smiejące sie…
Pytanie: co na to reszta Zakonu i kto ich w ogóle zaprosił? Przecież Weasleyowie są w żałobie.

Po dłuższym czasie ( w którym każde z nich zdołało już obalić po 4 butelki Kremowego Piwa) (łojojoj, party hard!) wreszcie zacząl się kulminacyjny punkt prognamu. Na sierodek wyszła piękna, jasnowłosa sierotka elfka, w długiej, prostej zielonej sukni z lutnią na ręku i zaczęła śpiewać.
Harry (...) Nigdy nie słyszał czegoś tak pieknego i wspaniałego w swej prostocie i oryginalnej, wyrafinowanej formie. Harry niemalże wydział obrazy przedstawiajace opowiadana historię.
Wiem, że to może okrutne, ale pozwólcie, że zacytuję coś dla porównania:
“Nieświadomie, z łatwością nabytą przez wszystkie lata, kiedy grywała w pustelni za murem Brionii, później zaś przy świątynnych bramach, miejskich studniach i podcieniach kupieckich kamienic, jęła wplatać w melodie przyciszone głosy cykad w wyschniętych trawach u progu, szuranie myszy pomiędzy skrzyniami, szum fal uderzających o białe kamienie plaży, krzyki mew i narastający łopot wichru ponad zatoką. (...) Dźwięki napływały z mrocznych kątów chaty, a potem bez ostrzeżenia stanęły jej przed oczami marmurowe kopuły Brionii, różowe od brzasku w tamten ostatni dzień, zanim miasto rozpadło się niczym dziecięca budowla z piasku. (...) Przypomniało się jej także poranne bicie dzwonów, w których zaklęto głosy ponente, tivano i tramontany. Wielkie organy w katedrze Alharda, gdzie każda piszczałka była serafem schwytanym dla rozrywki księcia. Przyciszone pulsowanie serc skrzydlatych lwów. Szum deszczu w gardzielach gargulców, mruczenie kamiennych figurek w kapitelach i pilastrach. Nawet milczenie potężnych skalnych bloków w trzech pierścieniach murów i bastionach Brionii. Wszystko to układało się w lament nad miastem, które było całym jej światem.”
...jest różnica, prawda?

Białogłowa opowiadała o miłości pewnej pięknej elfki do zwykłego człowieka. On również odwzajemniał to uczucie.
Tak, to powinien być moment, kiedy przyjdzie nad do głowy ballada o Berenie i Lúthien, jednakże...
Białogłowa, no bez kitu. :/

Kochali się, pobrali…
Wzięli kredyt mieszkaniowy, kupili psa...

Pewnego dnia elfka zaszła ciążę i uciekła, od swego ukochanego. Wtedy skazała cały świat na zagładę.
...i tyle na temat intertekstualnych aluzji.
Nie dowiemy się, czemu uciekła, prawda?

Kiedy ona odeszła w sercu mężczyzny nie zostało już nic, zło zawłanlo nim całkowicie,
Też bym się zdenerwowała, gdyby ktoś potraktował mnie jak rozpłodnika.

zaczął mordować ludzi i sama naturę,
Mordował drzewa owocowe, marchewki w ogródkach warzywnych... nawet biednym stokrotkom nie przepuścił!
Rozkopywał trawniki, spuszczał wodę ze stawów i rozsypywał sól na chodnikach, śmiejąc się diabolicznie.

Ponoć jego serce zawsze było złe, ale ona uspiła to zło.
I pewnie jeszcze myślała, że po ślubie mu się odmieni... a on dalej obracał się w podejrzanym towarzystwie i sprawdzał przed lustrem, jak by wyglądał bez nosa.

Jasnowłosa przestała śpiewać. Harrego zdziwilo to, ze opowiesć ta nie miała jasnego końca, jakby urywała sie gdzieś w środku. Przedstawił swą wątpliwość Arien, która miała niezwykle dziwny wyraz twarzy, a do jej oczu napłyęły łzy. Zdawała sie być jakby nieobecna.
- Kim… Kim była tamta dziewczyna? Kimś z elfów, to jasne… Spotkałaś ją może kiedyś?
Arien podniosła głowę i spojrzala mu glęboko w oczy.
- Tak… I ty też ja spotkałeś… To ja nią jestem… Tak… Kiedyś kochałam całym sercem pięknego młodzieńca imieniem Tom Riddle…
Drama button!


"Jakiż to chłopiec piękny i młody?
Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świtezi wody
Idą przy świetle księżyca.
Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej Avada Kedawra!"


[Meanwhile w Fortecy Zagłady. Córka Voldemorta zamierza dowiedzieć się czegoś o swojej matce - i w tym celu uprowadza jakiegoś elfa ze świty Pottera (nie pytajcie), podstępnie mamiąc go swą nieziemską urodą. Niestety, prawdopodobnie nie będzie go gwałcić. :<]
Pomarańczowe światło wschodzącego słońca nieśmiało wdarło się przez nieliczne szpary w kotarach, lekko oświetlając mroczne korytarze zamku.
Mocniej nie śmiało się wedrzeć, żeby nie burzyć atmosfery Angstu i Mhhrrroczności.
Oni mają zasłonki w oknach wzdłuż korytarzy? Powinni zmienić dekoratora wnętrz.

Elien szła wzdłuż chrapowatych ścian
Znaczy, takich z tapetą w końskie chrapy? OMG, aranżacja wnętrz jak w teledyskch Lady Gagi...
Wzgórza mają oczy, ściany mają nosy. Tylko dla Voldemorta zabrakło. :(

po bezsennej nocy, spędzonej na rozmowie ze swym ojcem,
Rozmowie polegającej między innymi na jej wrzaskach z bólu i jego złośliwym chichocie, przypomnijmy.

nie czuła sie jednak ani trochę zmęczona.
Wiadomo: co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Ubrana w długą czarną suknię z gorsetem i rozpuszczonymi, długimi, grubymi czarnymi włosami,
Suknia z włosami... może to był kostium narzeczonej Chewbacci?

w których igrały refleksy cienkich wiazek światła wyglądała jak upadły anioł.
Włochaty.
No mówiłam, Morticia Addams.

Upadły, wciąz jednak nieziemsko piękny. Urodzonym wręcz, majestatycznym krokiem
Jak wygląda urodzony krok? Znaczy się... jest taki jakby lekko usyfiony od krwi, wód płodowych i takich tam?
Jej krok miał koronę. Żyjąc w pewnym oddaleniu od prawdziwego życia, bohaterka nie do końca ogarnęła ideę spirali domacicznej.

zeszła w dół, do lochów i zniknęła za jednymi z cieżkich, dębowych drzwi. Przykuty do ściany, jasnowłosy mężczyzna podniusł sie z ziemi i zwrócił ku niej otępiały wzrok. (...) Podeszła do siedzącego na posadzce z zimnych koamieni mężczyzny i wlała mu do ust kilka kropel napoju.
To pewnie jakieś lekarstwo na te jego kamienie... Nerkowe, jak sądzę. Biedny, musi ich sporo wydalać, skoro aż posadzkę z nich zrobili.

Wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił, rysy jego posągowej twarzy napięły sie w gniewie, wstał dźwięcząc łańcuchami.
- Ty!!! – wydyszał mściwym tonem, zaciskajac dłoń na jej gardle – Zabije cie, ty obłudna hipokrytko!!! – ona jednak pozostała niewzruszona, całkowicie ignorując zaciśnięte na swym gardle palce. Na jej twarzy pojawił się drwiacy uśmieszek, kiedy tak spoglądała na niego, zimnymi jak marsjański lód oczyma.
Bo ten ziemski jest za mało zimny, prawda.

- Uduszę cie ty szmato!
- Wątpię… Zapominasz sie mój drogi… Było nie składać mi przysięgi, że będziesz zawsze i wszedzie mi służyć… Gdyby nie to, mógłbyć mnie skrzywdzić.(...) Przysięgałeś i słyszałam również, że powtarzałeś potem cicho każde słowo w starożytnej mowie elfów.
- N-n-n-niemożliwe! S-s-skąd wiesz o…
- Elfach? – wpadła mu w slowo – To cię nie powinno odchodzić.
Te kilka sesji D&D z młodymi śmierciożercami było wspomnieniem zbyt krępującym, by je przywoływać.
Ostatni konwent fantastyczny też nie był czymś, co lubiła wspominać. Ta międzygatunkowa orgia podczas LARP-u w uniwersum Śródziemia to nie był najlepszy pomysł...

- Skoro wiesz o elfach, wiesz zatem kim była twoja matka i kim ty jesteś? – pokiwała głową. Zdesperowany, zaczął gorączkowo myśleć nad możliwymi do rozmowy z nia tematami,
Tak, zabaw ją rozmową, szybko!
Gadajcie o pogodzie! To się zawsze sprawdza!
I o jedzeniu. :)

[Eilen rozkuwa więźnia i wyprowadza na zewnątrz.]
Dziewczyna otworzyła ciężkie skrzydło, wpuszczajac do sali wejściowej chciwe rozgromienia mroku światło,
Światło wpadło z bojowym okrzykiem, napieprzając mrok ze wszystkich sił.

które oświetliło również jej gładką, bladą twarz. Skrzywiła sie. Nienawidziła słońca.
I żelków, i czekolady i takich małych kaczuszek. Programowo nienawidziła bowiem wszystkiego, co Piękne i Dobre.
Lubiła jedynie czarne, czarne piwnice, z czarnymi, czarnymi pająkami, snującymi czarne, czarne sieci na czarnych, czarnych narzędziach tortur... i takie tam.

Sprawdziła, czy na pewno ma ze sobą różdzkę i poprowadziła towarzysza-wieźnia do rosnacego przy zamczysku lasu. Bijąc się ze samym sobą Tilian posłusznie dał się jej prowadzić, nie wyrywając sie, ani nie planujac choćby próby ucieczki.
Tylko od czasu do czasu sam dał sobie po mordzie albo kopał się w kostkę.
Przynajmniej tyle. To znak, że resztki rozumu walczyły o życie.

Chwilę spacerowali w milczeniu, póżniej jednak córka Czarnego Lorda odezwała się.
- Myślisz, że wiesz o mnie cokolwiek? Masz mnie za kogoś kim nie jestem, kim nie chcę być!

– oparła sie o drzewo, jej glos załamał się, kiedy to mówiła. Spojrzał na nią podejrzliwie, lecz poczuł ukłucie w sercu na widok cieknacych z jej pięknych, czarnych oczu łez. W tej chwili wydała mu sie taka niewinna, taka bezbronna i skrzywdzona przez los.
Taa, jasne. I ktokolwiek się na to złapie?
Ahem. Idę o zakład, że na przykład on.

Ostrożnie podszedł do niej i objąl ramieniem. Mroczna Pani wtulila sie w jego dobrze umięśnione ramię, szlochając.
Mrocznie szlochając. I raczej Mroczna Panienka, bo jest córką Voldiego, nie żoną. (¬_¬)
Mrocznianka. Zaraz, jak to będzie? “Młoda Voldermortówna”?
Voldemorduchna! Voldemortowianeczkówna!

- Juz dobrze… Cicho… Nie płacz… Chodź. Tam jest polanka, usiadźmy… – Niemalże niósł w wybrane przez siebie miejsce, swą pogrążoną w bólu i rozpaczy a nawet w bulu i nadzieji w nadzieji zwłaszcza. Na... ekhm, niewaażne. towarzyszkę. Usiedli w wysokiej, pachnacej trawie. – A teraz powiedz mi wszystko, przez co musisz tak cierpieć. – powiedział, zaglądajac jej głęboko w oczy. Dziewczyna ponownie wtuliła sie w jego ramie.
- Nikt mnie nie kochaaaaa!!! - zawyła.
- I czarny kolor wychodzi z mody na rzecz jakiejś głupiej panterkiiiiiiiiii! A ja brzydko wyglądam w brązowyyyyyyyyym!!!

- Ja… Nieżyję… Umieram każdego dnia od chwili narodzin. To już tyle lat..
No, to faktycznie może się znudzić.

Jakim cudem jeszcze tu jestem? Kiedy ten koszmar wreszcie sie skończy? Jak wiele śmierci i krzywd On wyżądzi? Ja naprawdę nie chcę tak żyć – spojrzał na nią z nadzieją i pocałował w czoło – Proszę uwierz mi! Ja nigdy, nigdy nikogo nie chciałam zabić, naprawdę…
Taki mi się zawsze niechcący wymyka ta Avada.
To taki nawyk, jeszcze z dzieciństwa, rozumiesz.

Każdego dnia, każdej nocy muszę nosić tę przeklętą maske zimnej, niewzruszonej zimnej pani świata
Zapomniałaś o zimnej. Wait, pani świata? Myślałam, że Voldi nie dał sobie rady nawet z Wielką Brytanią.
Ale Voldi nie jest Mary Sue.

– prychnęła z pogardą – Te szesnaście lat, cały ten czas kiedy zniknał, to były najszczęśliwsze chwile mojego zycia…
Czternaście, słonko. Ja wiem, że matematyka jest domeną istot niższych, ale twój tato naprawdę objawił się już dwa lata temu.
Poza tym czternaście lat najlepszych chwil życia to i tak imponujący wynik, nie? Oj kochana, coś ci zaczyna urywać od mroku.
Oj ale wiesz, co to dla niej oznacza? Teraz już nie może świętować swojego “My sweet sixteen”, co najwyżej “My bloody sixteen”.

Nie wiem dlaczego ci to mówię… – Elien nagle oderwała się od niego i odwróciła głowę, bawiac się źdźbłami traw. Zawiał wschodni wiatr i wszyscy nagle poczuli zew Rewolucji, targajac korony drzew, które wpuściły na polanę troche słońca. Jasny promień padł na jej głowę.
Przez co boChaterka wyglądała, zależnie od (jednostkowych uwarunkowań aktu percepcji bsbfabhahfg) preferencji, albo jak Jezus, albo jakby Obcy zamierzali ją wessać do latającego spodka.
Wsiadł do autobusu człowiek z promykiem na głowie
Nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie
Tylko sie każdy gapi, tylko sie każdy gapi i nic...

Dziewczyna, a właściwie półelfka wydała się niemal przeźroczysta, jej mokre od łez, grube rzęsy wygladały niczym mokre platki czarnej róży.
Były takie wielkie, płaskie i jakby rozciaptane? O lolu, to nie jedna warstwa maskary tam rozmakała...
A było kupić tusz wodoodporny...

Jej głowa lekko drgnęła, zakrywajac twarz delikatniejszą i bardziej błyszczącą od jedwabiu falą czarnych włosów.
A to one wszystkie nie stały pionowo do góry?
Jeszcze kilka zdań tego opisu i będę musiała to sobie rozrysować.

Tilian przez chwilę patrzyl oniemiały. Jak ktoś tak piękny, że przewyzsza uroda nawet elfy, może być tak zły, jak sądził do tej pory?
Szybko, trzeba zneutralizować kretynizm!
Czul jak traci panowanie nad sobą. Po chwili, która zdawała sie wiecznością, zbliżył się do niej, wręcz niebezpiecznie blisko
- Ja chyba oszalałem… – wyszeptal i pocałował ją. Czuł się tak, jakby odlatywał, przez tę krótką chwilę przeżył wieki. Nagle wszystko się skończyło, jego duch boleśnie upadł na ziemię.
Ciekawe, czy duch może sobie obtłuc dupę. Czy duchy mają dupy?
A ja sądzę, że mu coś innego boleśnie opadło.

Elien odsunęła sie od niego, ponownie odwracając twarz, by na niego nie patrzeć i znów zaczeła bawić się trawą.
TRAWĄ. No tak, “aromatyczna trawka” wiele tłumaczy.

On również zwiesił głowę, wbijając wzrok w ziemię. Jakliś czas siedzieli tak milcząc wspólnie, kiedy nagle elf odwrócił się zaniepokojący odgłosem szelestu za jego plecami.
Szelestu szelestu! Wiecie, co to znaczy! ;D

[Znajdują ukrytą pod ziemią tajemniczą komnatę.]
Drzwi same otworzyly, ukazujac ozdobioną licznymi rzeźbami czarną komnatę. Wewnatrz sączyło sie znikąd wątłe światło. Elien wskoczyla tam pierwsza rozglądając sie dookoła. Wnętrze przypominało romańską kaplicę, w ścianach widać było kolorowe witraże,
Tak, witraże są bardzo romańskie (podobnie jak “liczne rzeźby”). W tym wątłym świetle było je widać? W ogóle jaki sens robić okna w pomieszczeniu pod ziemią?
Może to projektował Bezdennie Głupi Johnson?

jedne, przedstawiające wizerunki śmierci, następne coś jakby rzekę pełną dusz umarłych ludzi, a jeszcze inne kolejne, niezwykle zróznicowane bramy (...) Elf otrzepywal sie s kurzu, krocząc w jej kierunku. Rzucił tylko okiem na witraże i nagle w jego oczach zaplonęły ogniki fascynacji i euforii.
- O mój Boże!!! Który? Elfy są chrześcijanami? Nie sądziłem.. Nikt z nas nie sądził, ze ta komnata jeszcze istnieje, ba! zaczelismy już tracić nadzieję, czy ona kiedykolwiek powstała! To jest słynna, zaginiona Komnata Śmierci. A to znaczy, ze i ksiega Umarłych również musi gdzieś tu się znajdować!
- Yhm… Na przykład tam! – przytakneła Elien, wskazując oświetlony przez promień światła marmurowy piedestał w miejscu, gdzie w normalnym kościele powinien znajdować sie ołtarz. Oboje ruszyli w tę stronę i już mieli zbliżyć sie na tyle, by dotknąć księgi, gdy nagle, jakaś niewidzialna przeszkoda odrzuciła elfa na tyły komnaty.
- Tilian!! Nic ci nie jest? Gdzie jesteś?
- Wszystko wporządku… Najwyraźniej ksiega moze dostać sie tylko w ręce osób do tego przeznaczonych… No tak zapomniałem! Strażnicy Śmierci… – dodał z przekąsem.
- To oni cię zaatakowali?
- Nie. Spróbój wziąść księgę.
Tobie na pewno się uda. Nie mam nawet cienia wątpliwości.
Toż ona jest jako ten Artur z mieczem wydobytym z kamienia.

Wzieła księgę do rąk i podniosła do góry. Poczula przypływ goraca, jak wtedy, gdy kupowała swoja pierwszą różdżkę, zupełnie jakby jakaś niewidzialna więź połączyła ją z ową czarna księgą. [Blablabla, tniemy, tniemy!]
- Teraz to ty nim jestes. Strażniczką Śmierci. Możesz przenikać do świata zmarłych, przywracając dusze spowrotem na ziemię, wskrzeszać demony i tworzyć najróżniejsze półmartwe sługi, całkowicie uległe twym rozkazom.
Wstrzymywać Słońce, ruszać Ziemię, wskrzeszać zmarłych, zabijać żywych... tylko ortografii wciąż ni chuja nie opanowujesz.
To klątwa ciążąca na Strażnikach Śmierci, mwahahahhahahah!

Wystarczy, że przeczytasz księgę. Mozesz dawać i odbierać życie, a nawet czynić wybranych przez ciebie ludzi nieśmiertelnymi… I to w sposób nie kalający duszy tych osób… Jesteś teraz chyba najpoteżniejsza osoba na ziemi,

Widzicie? Bohaterom blogaskowym nawet bogowie niepotrzebni, oni mają Mary Sue.

- Czynić niesmiertelnym… – szepnęła sama do siebie, myslac o ojcu – Nauczysz mnie czytać te znaki?
- Oczywiście! Wierzę, że dzieki temu będziesz mogla wyrwać sie z kłamstwa w którym żyjesz… – powiedział nieswiadom jej prawdziwych intencji.- Powiedział narrator nieświadom niszczenia niespodzianki.
Daj spokój, zwroty akcji są takie passé.

- Dziękuję… Chodź! Wracajmy, pewnie już późno…
Opuścili Komnatę Śmierci i ruszyli w stronę zamku. Drzwi ponownie zniknęły pod warstwą ziemi i runa leśnego. Twarz dziewczyny ponownie przybrała zwykły, władczy i niewzruszony wyraz. Myślami była daleko, od otaczającego ją piękna przyrody i towarzysza.
Tak daleko, że aż postanowiła oddzielić się od nich przecinkiem.

Skupiala się głównie na pomyślności, zaplanowanego przez siebie zadania. Bo udalo sie jej, w oczach Tiliana jest skrzywdzoną przez własnego ojca, niewinną dziewczyną, która potrzebuje tak męczącego uczucia jak miłość i zrozumienie. Sama sobie musiala przyznać, ze aktorką jest dobrą. (...) Elien udała się do najwyższej wieży, gdzie znajdowały się komnaty Lorda Voldemorta.
Voldemort mieszkał w najwyższej komnacie najwyższej wieży.
Bo lubił, jak mu hulające po niej północne wiatry mroziły dupę.

W rękach trzymała czarna księgę, na jej ustach pojawił się jedyny tego dnia, szczery uśmiech. Z zimna satysfakcją pokonywała kolejne, strome schody i mroczne korytarze, aż w końcu bezlitośnie doszła do ciemnych dębowych, podwójnych drzwi. W tej części zamku nie było już żadnych okien, jedyne światło pochodziło z rozmieszczonych co kilka metrów pochodni, świeże powietrze, doprowadzane było przez ukryte w murach szyby wentylacyjne.
A nie przez klimatyzację? No weź, co to za zamek bez klimatyzacji!
Może klimatyzacja nie jest mroczna?

Zapukała cicho i nacisnęła klamkę. To co zobaczyła całkowicie zwaliło ją z nóg. Czarny Pan siedział w kącie, w fotelu, oglądając jakieś papiery, Glizdogon klęczał na dywanie a na jego grzbiecie, zupełnie jak na kucyku, siedział jakiś nieznany jej, mały rudzielec, śmiejąc się i bijąc śmierciożercę po głowie.
Nie no, teraz to już zdębiałam. ಠ_ಠ
Mały rudzielec? Czyżby był to...?
 

Peter wyraźnie nie był zadowolony z owego faktu, nie śmiał jednak wyrazić jakiegokolwiek słowa sprzeciwu. Źrenice stojącej w drzwiach dziewczyny powiększyły się niebezpiecznie, nos zmarszczył zupełnie jak u gotowej do skoku na zwierzynę lwicy, cała drżała z furii. Książka upadla na podłogę z jej bezwładnej ze złości ręki.
Panna wiotczeje ze wściekłości? Hm, idąc tym tropem - jak się naprawdę wkur... zirytuje, to pewnie zemdleje. Rzeczywiście, groza.

Hałas uświadomił wrzeszczącego z uciechy chłopca o jej obecności, jednak żaden z dorosłych nie zareagował. Maluch wyciągnął z kieszeni dżinsowych spodenek procę, wyjął z ust wielką, gumę do żucia i załadował nią procę, celując w nowoprzybyłą. Strzelił.
I nic się nie stało, bo świeżo przeżuta guma przylepiła się do procy.

Elien w tej samej sekundzie uskoczyła, robiąc popisowe salto w powietrzu,
Salto... uskakując przed gumą do żucia...
Państwo pozwolą, że sobie sczeznę.
A ja ją rozumiem. Też bym zrobiła salto, jakby w moją stronę leciała guma ośliniona przez jakiegoś bachora.

wyciągając jednocześnie długi, rzeźnicki nóż, ukryty w cholewie wysokich butów.
I długi, kamieniarski młot ukryty w cychalterze.
(AŁtorko, daj spokój - rzeźnickie noże są tak bardzo w złym guście...)
A nie miała czasem siekiery ukrytej za pazuchą? Siekiery są cool.

Tym razem to ona zaatakowała. Rzuciła nożem, który śmignął koło głowy chłopca,
I poleciał gdzieś w cholerę, bo sorry, Winnetou - nożem, który nie jest specjalnie wyważony i przeznaczony do rzucania, a rzeźnickie noże wybitnie nie są, osiągnie się efekty takie jak ten pan: "Pamiętam jak rzuciłem w tarczę z desek nożem kuchennym i odbił się i uderzył mnie w mordę. Po rzucie zobaczyłem jak się odbija i leci mi prosto w twarz... W ostatniej chwili zasłoniłem się dłonią, którą potem trzeba było pozszywać Kolega jak mnie zobaczył na SORze strasznie się uśmiał, ale jak mu powiedziałem jak do tego doszło zapytał się czy to był ten "wielki kuty nóż" ? Jak potwierdziłem dodał tylko, tak od niechcenia:"to dobrze że Ci łba nie ujebało"". ;)

pozostawiając na jego szyi lekkie rozcięcie, poczym wbił się w sąsiednia ścianę. Malec wrzasnął, co natychmiast poderwało obu mężczyzn znajdujących się w pokoju.
- CO TY WYPRAWIASZ!?!!!! MOGŁAŚ CHYBIĆ!!!!! – wrzasnął Gilzdogon, wstając na równe nogi i łapiąc się za gardło, całkowicie zapominając o siedzącym na nim chłopcy, który stoczył się na podłogę.
- I CHYBIŁAM!!! ZRESZTĄ, I TAK MARTWISZ SIE O TO ŻE MOGŁAM TRAFIĆ CIEBIE GNIDO!!!CO TUTAJ SIE DZIEJE!!!??????!!!
- Ciszej proszę… Słuch mam dobry. Pytanie, co ty wyprawiasz?! – Voldemort wstał rzucając dziewczynie zimne spojrzenie, ona jednak, nie zrażona nawet nie próbowała tłumić złości.
- CO JA WYPRAWIAM????????!!!!!!!!! A CO – wskazała na czteroletniego rudzielca – TO MA BYĆ???????!!!!!!!! OD KIEDY TO OBCHODZIMY SIE Z WIĘŹNIAMI Z TAKIMI WZGLĘDAMI??????!!!!!!!! KIM DO CHOLERY JEST TEN BAHOR TAK WOGÓLE!!!!!!????
I kto tu nasadził tyle interpunkcji?
(Voldemort więzi czterolatka?)
"Osoby używające więcej niż 3 wykrzykników lub pytajników, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości" - że zacytuję klasyka.

- CISZA!!!!! – Czarny Lord podniósł głos. Dziewczyna zamilkła, przerażona – Zamknij drzwi i siadaj! – wskazał na stojącą pod ściana po swojej prawej, sofę. Elien trzasnęła drzwiami i niezwykle niedelikatnie usiadła, splotła ręce na piersi.
- Czy teraz wreszcie dowiem się co się tu dzieje?! Kto to jest ten gówniarz?
- Twój młodszy brat.
- SŁUCHAM?! JAKI BRAT?????!!!! DLACZEGO W TAKIM RAZIE JA NIC O TYM NIE WIEM????!!! SKĄD ON SIE TU WZIĄŁ!!!???
- No cóż… – Czarny Pan odpowiedział spokojnym głosem, całkowicie ignorując zaborczy ton córki – Jego rodzice nie chcieli wyjawić nam pewnych ważnych informacji i… tak już został.
Popatrzyła na niego osłupiała.
Ja też."I tak już został"? Może to jest Lord Unicef?
Albo Angelina Jolie w przebraniu.

Nie, to nie może być prawda, to mi się śni, pomyślała. Trochę to trwało, zanim pozbierała szczękę z podłogi.
- Czyś ty zdurniał?
- Zapominasz się. – odparł chłodno.
- Ty też. Boże… Co się z tobą stało?
Eksplozja instynktu ojcowskiego?
A jeśli pytanie dotyczyło boga, to podobno jakiś czas temu umarł.

[Wrzaski, wrzaski wrzaski - i bardzo dużo wykrzykników. Ciach.]
Elien splunęła ze wstrętem na ziemię. Po raz pierwszy w życiu wstydziła się za swojego ojca. Chciała mu dopiec, zeźlić, w obecnej chwili czuła silną żądzę mordu.
Coś czuję, że tatuś jednak nie stanie się nieśmiertelny. :D

Voldemort tylko westchnał.
- Coś ostatnio, nie bardzo mozemy się dogadać. Jakiż ten świat jest okrótny… Wystarczyło niespełna szesnaście lat by tak bardzo się zmieniła…
Udręki wieku dorastania. Ech, te hormony...

- Co ona znowuż wymyśliła? – wziął księgę do ręki. Rozpoznał wyeligrafowane na okładce symbole. Otworzył ją, jednak litery rozmazywały mu sie przed oczyma, chronione potężnymi zakleciami (...). – Ktoś powinien odpowiedziec mi na kilka pytań… Nieprawdaż, Beyd? – zwrócił się do rudego chłopca. Voldemort wstał i wyszedł z komnaty. Malec podążył tuz za nim.
[Eilen wyładowuje emocje napieprzając mieczem w śmierciożerców. Tniemy źle opisane i nudne sceny walki. Na końcu boCHaterka mierzy się z tym niewolonym elfem, który daje jej wycisk. To też tniemy.]
- Gdzie nauczyłaś się tak dobrze władać mieczem?
- Ostatnie zesnaście lat spędziłam na zwiedzaniu nieoficjalnych stron dalekiego wschodu.
Tajskie burdele, slumsy Kalkuty, niezapomniane noce w japońskim klubie dla fetyszystów używanych tamponów... To były czasy!
A mnie to bardziej brzmi, jakby chodziło o strony internetowe. Nie ma to jak nauka sztuk walki z filmików na youtube!

- Co cię do tego nakłoniło? Przecież jesteś czarodziejką!
- Uznałam, ze to nawet ciekawsze niż czary. Wyczarować coś jest przecież tak prosto. Lubię pokonywać przeszkody, stawiać czoła wyzwaniom… Poza tym było mi to potrzebne do wykonywania zawodu!
- Jakiego? Chyba nie powiesz mi, ze byłaś pracownica w jakiejś mugolskiej dziurze!
Tak, ciachała mieczem niepotrzebne dokumenty, zanim jeszcze wynaleziono niszczarki do papieru.

- A jak myslisz, do jakiego zawodu potrzeba umiejętności sztuk walki? Byłam płatnym zabójcą! Rozwalałam mugoli!
Kiedyż, ach kiedyż AŁtoreczki załapią, że bycie zabójcą na zlecenie nie jest zajęciem mrocznym, posępnym i pełnym romantyzmu? (ಥ_ಥ)
Nigdy.

Twarz Tiliana spochmurniała i nagle zawachał się, dając lekki upust emocją.
Wziął emocję i uderzył nią o blat stołu. A mógł zabić...

W chwili gdy Elien skoczyła ku niemu, obrócił się, rozcinając jej plecy w poprzek kręgosłupa. Rana była płytka, jednak sprawiała nieznośny ból. Padła na kamienna posadzkę, rzucajac sie na wszystkie strony.
Miotało nią jak Szatan!
Jeżeli rana jest blisko kręgosłupa, to ja nie radzę się zbyt mocno miotać.

[Pojedynek kończy się remisem.]
Smierciożercy zaprowadzili Tiliana spowrotem do lochów. Elien opuściła głowę, podchodząc z nadal obnarzonym (grrrrrrr grrrrr...) mieczem do schodów. Mały rudzielec ruszył w jej stronę, wyciagając ręce po miecz. Błynnęło ostrze, trysnęła krew. Głowa malca potoczyła się ze schodów. Wszyscy obecni w holu zamarli. Czarny Pan spojrzal na bezgłowy tłów chłopca, z którego tryskała krew, poczym przeniósł swój wzrok na córkę. Stała wyprostowana i dumna, wyraźnie oczekując na jego reakcję. Wymierzył jej szybki, mocny policzek.
- Do pokoju! – syknal. Dziewczyna nie ruszyła sie z miejsca. Voldemort warknał i chwycił ją mocno za ramię, prowadzac do pokoju.
Zabiłaś braciszka! Masz szlaban!
***
Czarny Pan brutalnie wepchnal bladą dziewczynę do komnaty, tak że ta padła na ziemię, a miecz wyleciał jej z ręki odbijając wątłe płomyki świec.
[Voldzio postanawia ukarać córeczkę zaklęciem Crucio.]
Czarny Pan cofnal zaklęcie z mieszanymi uczuciami. Przez chwilę bił się z myslami, w końcu jednak pozostawił jej na komodzie Czarną Księgę i zwitek pergaminu, poczym wyszedł, dokładnie zamykajac drzwi zaklęciem, pozostawiając córkę samej sobie, zemdlonej, na podłodze.
Ta tylko na to czekała. Nasłuchiwała odgłosu oddalajacych sie kroków, po czym, kiedy tylko uznała, ze jest bezpiecznie, zwinnie jak kotka wstała i doskoczyła do komody i rozwinęła pergamin. Zawierał alfabet i jakieś wskazówki, dopiski. Spojrzała na księgę. Podobne „robaczki” były wyemaginowane w skórzanej okładce, otworzyła ją i te same znaki pojawiły się na grubych, pożółkłych stronnicach księgi. Usiadła na łóżku i poczeła gorączkowo rozszyfrowywać poszczególne słowa, wykaligrafowane na pierwszej stronie.
Chwila, moment - czy AŁtorka właśnie sugeruje, że ta pradawna i przezajebista księga pełna wiedzy tajemnej jest napisana po angielsku, tylko innym alfabetem, więc wystarczy odcyfrować same literki? Buhahaha!!!
No, rzeczywiście mroczna, tajemna magia ochronna. :D

Część zgadzała sie z tym, co mówił na temat nekromancji poprzez księgę Tilian. Siedem Bram, możliwość odzyskiwania dusz, przywoływanie umarłych sług… I nieśmiertelność. To interesowało ją najbardziej. Zamkła księgę.
Argh.

[Nasza dzielna Mroczna Panienka próbuje zwiać] Po trzech minutach szukania, znalazła pusty punkt, pół metra nad swoją głową. Odetchnęła z ulgą. Bolaly ją palce, od ciągłego pukania i zaczynała się już niepokoić, czy czasem nikt nie przyjdzie sprawdzić, czy wszystko w porządku. Stanęła na krześle, aby łatwiej jej bylo siegnąć. Była bardzo blisko ściany. Wyprostowała dłoń, tak, że czubkami palcy, dotykała drewna.
- No dobra Pai-Mey… Dzialaj!
Błyskawicznie zagieła palce w pięść, zachowujac wymierzoną, krótką odległość i uderzyła z całej siły. (...) Uderzyła znowu i znowu, i znowu… Przed oczyma przelatywały jej wspomnienia sprzed jakichś 15 – 14 lat. Szkolenie u mistrza Pai-Mey w Chinach…
*ultimate kwiiiiiiiiiiiiiiiiiiik!!!*
(Czemu nie u doktora Pai Chi Wo, ja się pytam?)
Teraz, gdy wszyscy już znaleźliśmy nasze odeśmiane dupy, pozwólcie, że Wam coś wyjaśnię. "Kill Bill", jak większość filmów Tarantino, jest zlepkiem cytatów i puszczania oka w stronę widza. Quentin odwołuje się m.in. do szalenie popularnych w latach 70. filmów kung-fu, pełnych sędziwych chińskich mędrców uczących głównych bohaterów jakichś przekozackich technik. Mistrz Pai Mei to aluzja skierowana do widzów, którzy też kojarzą te klimaty - taki hermetyczny żart.
Nie ma na świecie rzeczy smutniejszej niż to, kiedy ktoś nie dość, że nie wyłapał żartu, to jeszcze się tym chwali.

[I na koniec fragment innego wątku - Harry i Arien zwiedzają jakiś elfi grobowiec. Nie mogłyśmy tego zostawić bez komentarza. ;)
Stał na samym środku komnaty, na mozaice w kształcie koła tworzącego chiński symbol ling liang,
Starożytny symbol chińskiego przedszkola?
Tak. To było bardzo mroczne przedszkole. Mieli tylko czarne klocki, a zamiast piłek - głowy swoich wrogów.

z wizerunkami smoków. Na obręcy koła widniał napis w starozytnej mowie elfów. Harry przyjrzał sie uważnie literom.
” STACH JEST IZUZJĄ KTÓRĄ SAMI W SOBIE MUSIMY ZWALCZYĆ”
There is no spoon, a Stach jest iluzją. Głębokie, ;)
Hej! Ja znam bardzo dobry sposób na zwalczenie tego, co straszne!!!