czwartek, 6 października 2011

Chopin u bram Akki, czyli krucjata bezsensu - część 2



Witajcie!
Dziś druga część analizy opka o przerażającej, krwawej krucjacie i dzielnym młodym asasynie... Czy też raczej o krzyżowcach, którzy kwitną pod murami Akki i nie mogą się zdecydować, czy zaczynać oblężenie, oraz o najbardziej niezgułowatych strażnikach pałacowych ever. Tymczasem po okolicy pałęta się Hiszpańska Inkwizycja i Fryderyk Chopin, a krzaki aż pękają w szwach od upchniętych w nich trupów. W pakiecie także: Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Skrytobójców, Zły Brat Bliźniak Ryszarda Lwie Serce oraz pałac położony na ruchomej platformie.

Indżojcie!

Blogaska zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Aidan wdrapał się na najwyższy budynek w okolicy i zaczął obserwować pałac. Otoczony był murami, na których nie stał żaden żołnierz.
Za to co 200 metrów stały tabliczki z napisem "Szanowni skrytobójcy, prosimy tędy, have a nice day".
“Skrytobójców planujących atak na mieszkańców budynku prosi się o uszanowanie pracy sprzątających:
1. Wycieranie butów przed wejściem (przy czym przez wejście rozumie się każdy wykorzystywany przez skrytobójcę otwór wiodący do celu).
2. Posprzątanie po dokonanym czynie karalnym.
3. W miarę możliwości dokonywanie mordów przeprowadzane być powinno w godzinach 6.00 - 22.00, z uwagi na ciszę nocną.
Z poważaniem,
Wspólnota pałacowa”

Po wschodniej stronie pałacu chodziło pięciu strażników, a po zachodniej sześciu.
Na strony północną i południową już nic nie zostało.
Optymistycznie uznali, że skoro nie ma wejścia, to nie ma tam czego pilnować.

Sam pałac był zbudowany z tak czystego kamienia, że można było się w nim przeglądnąć.
Znaczy - z kwarcu. A podobno dopiero "Big brother" wprowadził modę na podglądactwo...
Eee, skoro można się było “przeglądnąć”, to obstawiałabym raczej płyty lustrzane. Hm, ależ to od niego musiało walić po oczach w słoneczny dzień...
Pewnie ściągał wszystkie sroki w promieniu 50 kilometrów.

Było na nim mnóstwo balkonów, na których stali strażnicy. Razem na balkonach stało około trzydziestu strażników,
Jak boCHater do tego doszedł? Możliwości są trzy:
- wszystkie balkony położone były tylko z jednej strony domu
- boCHater przenika wzrokiem ściany
- pałac położony jest na ruchomej platformie i obraca się wokół własnej osi niczym kebab na rożnie

Było na nim mnóstwo balkonów, na których stali strażnicy. Razem na balkonach stało około trzydziestu strażników, więc w środku musiało ich być około dziesięciu. W głowie zaczął mu się rodzić plan.
Mnie w tym momencie w głowie zaczęło rodzić się zadanie matematyczne...

Najpierw wdrapie się na wschodnią ścianę muru, potem zabije tych pięciu strażników chroniących wschodnią bramę.
A potem pójdzie dalej i zabije tych trzydziestu pięciu pozostałych. Taki to był plan - subtelny i przebiegły.

Wejdzie do środka, zabije ewentualnych strażników w środku i wyeliminuje tych na balkonach.
Ej no! Ja żartowałam... :/
Co chcesz, mnie się ten plan podoba. Nie ma słabych punktów, brzmi bardzo optymistycznie i w ogóle.

Następnie zabije Szirkuha i opuści Kair.
Po drodze zabijając wszystkich, tak na wszelki wypadek.
Dbanie o brak świadków jest wszak rzeczą ze wszech miar rozsądną. Wciąż nie wiem, czego się czepiasz... ;D

Tak jak zaplanował tak zrobił.
A całe napięcie i rozwój akcji poszły się... też opuściły Kair.

Ruszył w stronę wschodniej ściany murów.
Rozległy to musi być mur, skoro sam w sobie ma wschodnią ścianę...

Doszedł do nich i zaczął się wspinać. Wspinaczka zajęła mu kilkanaście minut (to był Mur Chiński? Albo TEN?), ale wreszcie znalazł się po drugiej stronie. Dwóch strażników stało kilka metrów przed nim i rozmawiało ze sobą.
I bardzo starannie go nie dostrzegali. Coś mi się zdaje, że ten cały Szirkuh nie cieszy się wśród podwładnych zbytnią popularnością...

Pozostała trójka pilnowała bramy, również pochłonięta rozmową.
W międzyczasie grali też w karty, zabawiali się z dziewkami ulicznymi... Co tam jakaś ochrona pałacu, co tam jacyś szpiedzy, skrytobójcy, najeźdźcy...

Aidan wyciągnął dwa noże do rzucania. Wycelował i trafił bezbłędnie obydwóch w krtań.
Bo jedną wspólną mieli, toteż trafienie nie było takie trudne.
W ogóle wyjaśni mi ktoś, po co ten cep morduje strażników stojących przy bramie w murze, który zdołał już pokonać drogą wspinaczki?
...bo może?

Podszedł do martwych strażników i wyciągnął noże z ciał. Trójka strażników dalej rozmawiała.
Bardzo starannie głucha na wszelkie łomoty padających ciał i inne takie dźwięki.
Może tam przy murach gdzieś dywan leżał i to wygłuszył?

Wziął ciała i schował je w krzakach.
Mam rozumieć, że przed tym pałacem jakieś chaszcze rosły? Tak, krzaczory ex machina. A może boCHater brał zwłoki na plecy i zapierdzielał z nimi z powrotem za mury? Oj tam, zakopał je w rabatkach. Też bym tak zrobiła, jakbym była na tajnej skrytobójczej misji... Hm, chociaż może jednak nie. No właśnie.

Skradając się doszedł do bramy i strażników chroniących ją. Wysunął sztylet i wyjął miecz. Wyskoczył z krzaków i jednocześnie wbił sztylet w gardło jednego, a miecz w brzuch drugiego strażnika.
I zaklął szpetnie, bo brak trzeciej ręki znowu dawał mu się we znaki.
A jako że strażnicy stali dość daleko od siebie, dzielnego chłopaka rozerwało w wyniku tego czynu na pół.

Trzeci oniemiały nie wyciągnął nawet miecza.
Zgodnie ze wszystkimi prawidłami profesji Nieudolnej Ochrony Tego Złego.
*ze znudzeniem odznacza kolejny punkcik Żelaznego Kanonu Blogaskowego*

Aidan schował sztylet, wyciągnął swój miecz z ciała (oj, to jednak i on ranny został?) i odciął głowę żyjącemu strażnikowi. Wytarł miecz o płaszcz trupa i włożył go do pochwy też trupa...?. Schował ciała strażników w krzaki
W tych krzakach musiał się robić tłok... Pięciu chłopa tam upchnął.

i wszedł do pałacu. Na korytarzu nie było nikogo.
No ależ oczywiście. Żadnych domowników, służby, nic. Jak wygodnie.
Bardzo starannie pospierdalali do swoich komnat. Jeszcze by im ktoś potem jakieś pytania zadawał, o wygląd mordercy pytał... a po co im to.
Wszystko drożeje, a żyć trzeba.

Skręcił w prawo i schodami poszedł na wyższe piętro. Znalazł się w kolejnym korytarzu. Na końcach korytarza były wyjścia na balkon, na których stali strażnicy. Aidan wszedł na jeden z nich i bezszelestnie zabił wszystkich strażników.
Czujecie dramatyzm opisu? ;)
Ja tak. Ciekawam, jak on zabił ich wszystkich BEZSZELESTNIE. Magią bezkijową chyba...
No i znowu mordowanie straży, na wuj komukolwiek potrzebne... zaczynam sądzić, że boCHater czuje do nich jakiś głęboki żal. Normalnie "chłop żywemu nie przepuści".

Tak samo zrobił na drugim. Nikt nie wydał żadnego dźwięku. Chłopak wyszedł na kolejne piętro.
Tam też zabił wszystkich. Tak na zaś.
Potem zabił całą służbę, niewolników i jeszcze wędrownego kupca, który akurat zapukał do kuchennych drzwi.

Powoli wyjrzał zza rogu. (Czego, piętra?) Przy drzwiach stało dwóch strażników, a na balkonie po przeciwnej stronie było trzech strażników. Aidan wyjął dwa noże i dwoma celnymi rzutami zabił strażników.
Wszystkich pięciu? O LOL. Pewnie jakieś samonaprowadzające noże miał.
Noże samowbije, ani chybi.

Podszedł do tych na balkonie i odciął im głowy.
A nie, tylko dwóch nożami zaciukał. Ale wizja asasyna włażącego z buciorami na posterunek straży i mimochodem użynającego łby wartownikom, którzy patrzą na niego z uprzejmym zdziwieniem... urzekające.
To takie... dyskretne, prawda. A tak w ogóle to BŁAGAM, niech mu się wreszcie skończą ci strażnicy, ja bym chciała jakiś rozwój akcji. :<

Schował noże do kabury i wyjął krótki miecz z kołczanu. Powoli otworzył drzwi i wszedł do środka. Na środku stało łóżko z baldachimem, a w nim śpiący Szirkuh.
Też stał.
No, jeśli coś miłego mu się śniło, to czemu nie.

Odsłonił zasłony i spojrzał na niego.
Szirkuh odsłonił.
Przez sen. Bo lunatykował.

Aidan przysunął miecz do szyi i poderżnął mu gardło. Po pościeli rozlała się krew. Wyciągnął pióro z kieszeni i pomoczył je we krwi.
Pomoczył, taa... A przy okazji jeszcze przepierkę w tej krwi zrobił.
Gacie od dawna domagały się prania.

Wyszedł z komnaty i udał się na dwór. Podbiegł do muru, wyszedł na niego i zeskoczył na konia czekającego po drugiej stronie murów. Popędził konia i galopem wypadła z miasta. Opuścił Kair.
Nie mordując po drodze połowy populacji? Eee, nie wierzę.
Cóż, może sobie to jeszcze zrekompensuje i zabije konia...
Byle go wcześniej nie bił. ;)

V
Akka, 1189 r. n.e.

Fryderyk stanął przed murami Akki, ale to nie był Barbarossa.
To był Chopin.
Albo Nietzsche.

To był Fryderyk Szwabski jego syn. Po śmierci Barbarossy armia rozpadła się.
Ej, hola, po jakiej śmierci?! Barbarossa umrze dopiero w przyszłym roku! W ogóle oni powinni być jeszcze daleko na Bałkanach.
Cicho, historycy się MYLĄ.

Jedynie Fryderyk wraz z kilkoma oddziałami został, aby pochować cesarza. Kiedy jechali w stronę Antiochii, dogoniła ich armia Ryszarda Lwie Serce.
W 1189 roku? Nigdy w życiu. Ryszard pojawi się na miejscu dopiero za dwa lata.
Może to był jakiś jego zły brat bliźniak?

Fryderyk dołączył do nich. Pochowali Barbarossę w Antiochii i ruszyli do Akki.
Pięć zdań temu Fryderyk już stał pod Akką. Cofnął się?
Aha. W rozwoju.

Stanęli pod murami miasta, ale nie zaczęli oblężenia.
Czekali, aż wróg da się zaskoczyć.
Zaczęli budować wyjebiście wielkiego konia z drewna.

Wojsko Aladyna, mimo nieobecności władcy.
Całe wojsko wyciągnięte z cudownej lampy? No i nie dowiemy się, mimo nieobecności władcy CO ta armia, prawda?
No, ta armia po prostu... była sobie, no. Armiła się po koszarach, czy co tam armie robią w wolnych chwilach.

Dwaj świetni dowódcy sprawowali władzę nad armią, a w armii Ryszarda również nie było głównodowądzocego.
Pisak pisze robiąc dzikie błędy, a Kalevatar również ma skarpetki w różowe paski.

Król razem z kilkoma najlepszymi oddziałami został na Cyprze, który podbił po obeldze rzuconej przez Izaaka Kommena.
Komnena. Ale niech Ci będzie, zrobiłeś risercz.

Husajn al Taid dowódca konnicy i Tamir ibn Luhaj dowódca piechoty byli najlepszymi dowódcami i asami w rękawie Saladyna. Wojsko rozłożyło obóz i czekało na Ryszarda. Minęły już dwa tygodnie, ale król nie wracał.
Skoro wracał, to znaczy, że już pod Akką był i teraz powinien przyjść znowu. Następny władca, co się miota po całej okolicy jak wesz na sznurku?
Król nam nie wraca; ranki i wieczory
We łzach go czekamy i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory
I pełno zbójców na drodze...

W tym czasie zebrali się wszyscy dowódcy. Wśród nich był Fryderyk Szwabski, William z Nottingham dowódca konnicy, Jon Rothert z Oxfordu dowódca piechoty i łuczników oraz tymczasowy zastępca Ryszarda Tom z Leicesteru świetny dyplomata. Zebrali się by omówić zaistniałą sytuację.
A głównie rozkminić to, skąd oni się tu, u licha, wzięli. Jedynie Fryderyk Szwabski nie miał wątpliwości co do swego istnienia; z drugiej strony czarna dziura narracji najwyraźniej pożarła Filipa II Augusta.
Oj tam, jeden władca w tą czy w tamtą nie robi różnicy.

-Trzeba zacząć oblężenie, a Ryszard do nas dołączy. To miasto może utrzymać się przez pięć lat.- zaczął Fryderyk.
-W zupełności się z tobą zgadzam. Ryszard może być już w drodze. Im wcześniej zaczniemy tym lepiej.- poparł Fryderyka William.
Komu w oblężenie, temu rdza w miecze, tyle wam powiem.
A komu w drogę, temu hemoroidy w zadki.

-Król zabronił czynić pochopnych kroków.- sprzeciwił się dyplomata.
Tak pochopnych, jak rozpoczęcie oblężenia miasta, pod którym stoi się tak czy siak. Geez.

-No nie wiem. Fryderyk ma rację, ale nie chcę być krótszy o głowę, kiedy Ryszard wróci.-
-Trzeba zacząć oblężenie.-
-Nie. Zaczniemy, kiedy król wróci.-
A do tej pory będziemy się tylko dyskretnie pałętać pod murami.

-Ryszard może wrócić za kilka miesięcy.-
-Trudno poczekamy.-
Jeśli tam naprawdę tak wyglądało jakiekolwiek planowanie, to cud borski, że oni dotarli pod tę Akkę, a nie tę na płycie Jelonka.
A może to miał być taki zakamuflowany Element Komiczny...?

-Nie mamy czasu, żeby czekać. Papież chce byśmy skończyli krucjatę jak najszybciej.-
Bo mu herbata stygnie i ciasteczka wysychają.
W ogóle to LOL, że oni wszyscy czekają na Ryszarda, jak na jakąś gwiazdę programu.
Jest z nami Marcin, jest z nami Krzysiek, nie ma z nami Ryśka, gdzie jest kurwa Rysiek?

-Nie. Sprawa skończona.- rzekł ze złością Tom i wyszedł z namiotu.
I dopiero tam tupnął nóżką.

Obóz rozciągał się przez kilka kilometrów, a piętnaście kilometrów przed nimi była Akka. Miasto było ogromne, ale otaczające ją mury jeszcze większe.
Hm, budowanie murów mniejszych niż miasto chyba trochę mija się z celem...

Dowódcy rozeszli się do swoich namiotów i spędzili w nich resztę dnia. Pierwszy zasnął William. Spał spokojnie, kiedy trochę po północy zerwał się ze snu, ubrał się i wyszedł na zewnątrz. Ruszył w stronę namiotu Toma. Po cichu wszedł do środka. Dyplomata spał. William wyciągnął sztylet i poderżnął gardło Tomowi. Krew trysnęła i spłynęła na posłanie. William wziął sakiewkę z pieniędzmi i udał się do swojego namiotu.
No nie mogę, i jeszcze go skroił na koniec. ;D
I nie, w tym momencie wcaaaale nie widać, że to jest pisane na podstawie gry...

Położył się i zasnął. Rano obudziły go krzyki. Po obozie rozeszła się wieść, że Tom nie żyje, a że nie było również sakiewki to cała wina spadła na jakiegoś mieszkańca Akki.
O kurwa.
Tak, wszyscy natychmiast łyknęli koncept, że jakiś trep teleportował się z oddalonej o 15 km Akki - albo przedarł się przez armie Gwidona de Lusignan i Saladyna, które jednocześnie w 1189 roku oblegały miasto - i przekradł się przez cały obóz do namiotu prawej ręki Ryszarda tylko po to, żeby go skroić z sakiewki. Przecież to brzmi tak prawdopodobnie!!!
Jeśli wszyscy w obozie byli równie rozgarnięci co strażnicy z pałacu Szirkuha, to wcale by mnie to nie zdziwiło. :P

William stanął na podwyższeniu i donośnym głosem uciszył wszystkich, ale zareagowali tylko co stali najbliżej.
To widać miał siłę przebicia jak TEN KUCYK.

William wezwał Fryderyka i Johna i zaczęli się naradzać.
-Skoro Tom nie żyje to ja przejmuję dowództwo.-
-Dobrze. Jakieś rozkazy?-
-Tak. Poczekamy jeden dzień i zaczynamy oblężenie.-
-Tak jest.-
Brak mi słów na wyrażenie, jak bardzo jest to nieprawdopodobne. Znaczy, heloł - ktoś w środku nocy morduje jednego z głównych dowódców, a wszyscy znoszą to ze stoickim spokojem i zawsze skłonni oddać władzę w ręce kogo innego. Haha, nie.
Jeśli wszystkim to było na rękę... ;)

Zakończyli naradę i udali się do wspólnego namiotu. Dawno minęło południe, kiedy dotarła do nich wieść, że Husajn i Tamir nie żyją.
-Cóż za zbieg okoliczności. W takim razie zaczynamy oblężenie.- ucieszonym głosem rzekł William i wybiegł z namiotu w radosnych podskokach, żeby wydać odpowiednie rozkazy. Armia złożyła obóz i ruszyła pod mury Akki. Ponownie rozłożyli obóz i rozpoczęli oblężenie.
Z nadzieją, że tym razem wróg da się zaskoczyć.
Nikt się nie spodziewa Trzeciej Krucjaty!!! Nasza główna metoda to zaskoczenie... zaskoczenie i strach... Dwie metody: strach i zaskoczenie... i bezwzględna skuteczność. Trzy metody: strach, zaskoczenie, bezwzględna skuteczność... i niemalże fanatyczne oddanie Papieżowi. Cztery... Nie... wśród naszych metod... Wśród naszych metod są takie elementy jak... strach, zaskoczenie... Wejdziemy jeszcze raz.

VI

Aidan przechadzał się po dziedzińcu należącym do Bractwa.
Bractwo dzierżawiło ten dziedziniec od templariuszy zapewne. W najbliższym czasie planowali powiększyć swoją przestrzeń życiową o dwie bramy i stróżówkę.
I ogródek warzywny, jeśli dobrze pójdzie.

Dziedziniec był ogromny. Pośrodku stała fontanna, a wokół niej ustawione ławeczki. Po prawej był sad, a po lewej grządki z kwiatami, które pielęgnował właśnie ogrodnik.
Na wprost rosły kartofle, a z tyłu rozpierał się kiosk z gazetami.
Czujecie ten nastrój tajemnicy? Idealna siedziba tajnego bractwa! Do pełni turbo-mroku brakuje im tylko tajniackiej wygódki z serduszkami wyciętymi na drzwiach.

Aidan rozmyślał, kiedy pojawił się przed nim niewielki chłopak o rudych włosach ubrany w cienką koszulę i spodnie.
-Mistrz cię wzywa.-
-Dobrze. Dziękuję.- odrzekł, a chłopak zniknął po przekazaniu wiadomości.
...ok, zamiast wygódki mają tam rudowłose duchy...

(...) -Mam dla ciebie kolejną misję.-
-Słucham uważnie.-
-Masz zabić Husajna al Taida dowódcę konnicy oraz Tamira ibn Buhaja dowódcę piechoty.
Tamir syn Buhaja. Zaraz sczeznę. ;)
Parę akapitów temu to był "ibn Luhaj", ale nvm. Naprawdę nie spodziewaliście się, że to nasz dzielny asasyn wykończył tych ludzi, prawda?
Niech on od razu wybije całe wojsko... byleby tylko Pisak nie opisywał tego procederu zabójstwo po zabójstwie.
"I zabił go. Potem podszedł do drugiego i też go zabił. Podszedł do trzeciego i go zabił (...) podszedł do pięć tysięcy jedenastego i go zabił."

Znajdują się oni w Akce, którą za niedługo zaczną oblegać krzyżowcy.-
Już ją oblegają, robaczku. Gwidon de Lusignan, mówi to coś Mistrzowi?

-Czemu mam ich zabić?-
For money!
Żeby nie żyli, ty idioto.

-Musisz ich zabić, aby ułatwić zdobycie Akki krzyżowcom.-
No właśnie, bo to obciach, żeby armia stała pod miastem przez trzy lata.
No. Żadne ciasteczka tyle nie przetrwają, herbatka tym bardziej.

-Nigdy nie mieszaliśmy się w sprawy państw chrześcijańskich.-
-Tu nie chodzi o państwa chrześcijańskie.(...) Z zaufanych źródeł wiem, że Saladyn chce podporządkować sobie nasze Bractwo, dlatego musimy odwrócić jego uwagę.-
Bo tak naprawdę uciemiężenie Bractwa jest jego głównym celem, a z krzyżowcami tłucze się tak mimochodem, z braku laku. Dla niepoznaki to robi.
Uwaga, pytanie dnia: co konkretnie powstrzymuje ich od tego, żeby zabić Saladyna od razu?
Hm, muszą nabić kolejne levele? ;>

(...) BoCHater Wyjechał z siedziby i ruszył w stronę Akki. Do miasta miał dzień drogi.
Eee... nie. Pomiędzy Akką a Wzgórzami Golan, gdzie mieściła się siedziba Bractwa, jest średnio licząc 100 km, więc jakieś dwa konnej jazdy.
Czepiasz się. To był wyjątkowo szybki koń.
Mechaniczny.

Popędził konia i w mieście był przed wieczorem.
No, mówiłam. ;)

Wjechał do środka. Tuż przed nim stał drogowskaz, który wskazywał drogę do najważniejszych miejsc w mieście.
A nie najeżona LEDami informacja turystyczna i punkt sprzedaży pamiątek? Co za dzicz.

Były na nim zaznaczone domy dowódców.
Sponsorowane przez Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Skrytobójców (nie mylić z Gildią!).
Obok drogowskazu była gablotka z ulotkami, na których znajdowały się informacje na temat posiadanych przez dowódców złych psów, agresywnych kotów, bojowych żon z wałkiem do ciasta, strażników itp.

[Podczas wykonywania pierwszego zlecenia...]
Szybkim krokiem ruszył w stronę mężczyzny, wyciągając miecz. Wbił mu go w brzuch, z którego trysnęła krew. Człowiek jeszcze żył, więc Aidan go spytał.
-Gdzie jest Husajn?-
-W pokoju obok.- rzekł mężczyzna i zginął.
- Strzeże go trzech ludzi - wycharczał jeszcze - dwa psy i bojowy hipopotam, ale możesz wspiąć się do okna po murze od wschodniej strony, jeśli unieszkodliwisz ochmistrzynę z wałkiem i uśpisz psy suszoną kiełbasą. Aha, i dostałeś 1000 punktów doświadczenia.

Na posłaniu spał Husajn. Wyciągnął krótki miecz i podszedł do dowódcy konnicy. Pochrapywał cicho.
Ten skrytobójca pochrapywał. Dla zmyłki zapewne.
Zawsze może potem wkręcać, że zabił niechcący, bo jest somnabulikiem.

[Drugie zlecenie. Aidan w brawurowy sposób przesłuchuje służącego.]
-Gdzie jest Tamir?- spytał go Aidan.
-Nie powiem.-
-Gdzie jest Tamir?- spytał ponownie Aidan wbijając nóż w udo nieszczęśnika. Dało się usłyszeć cichy jęk.
-Nie powiem.-
-Pytam po raz ostatni. Gdzie jest Tamir?- spytał wbijając nóż w drugie udo mężczyzny. I Znowu cichy jęk.
-No dobrze. Jest na północnych murach i robi obchód.-
Sługa skapitulował. Kończyły mu się uda.
Ja mam w lodówce udko kurczaka, mogę pożyczyć.

(...) Ruszył do akcji. Wszedł na mury i po cichu eliminując kolejnych łuczników dotarł do wieży.
Ją też wyeliminował. Miał kieszenie napchane trotylem.

23 komentarze:

Mrohny pisze...

Pierwszy!

Anonimowy pisze...

Urywa się w najlepszym momencie!

"Na posłaniu spał Husajn. Wyciągnął krótki miecz i podszedł do dowódcy konnicy. Pochrapywał cicho. "
W tym momencie odniosłam wrażenie, że to ten Husajn lunatykuje.

Nefariel

Anonimowy pisze...

Kurcze, zaskoczyłyście mnie. Ależ wena wam dopisała, nono... Fantastyczna ta analiza! Jesteście w szczytowej formie. No co tu dużo gadać -zajebiste jesteście :) Piątek zaczął mi się rewelacyjnie. Dziękować bardzo :)

Telewizjoner pisze...

Altair się w grobie przewraca, ot co :D

Sineira pisze...

Ależ to opko jest głuuuupieeee:D
Na szczęście Analizatorki są w szczytowej formie!

dracomaleficium pisze...

Owszem, Analizatorki w pięknej formie. Ukwikałyście mi dzień, dziewczyny, dzięki!

Natomiast opko... Ekhym.

Anonimowy pisze...

Cudowna analiza, opko koszmare. Nie wiem jak się pisakowi nie znudziło po raz 50 opisywanie kolejnej egzekucji. Może sobie odbija swoje niepowodzenia w grze?
Podsyłam wam opko, moze was zainteresuje - http://www.popcorner.pl/blogi/myscream
Rinoasin

Anonimowy pisze...

Urwało się Wam może nie w najlepszym momencie ale na pewno niespodziewanie:-) szkoda,bo analiza jest rzeczywiście wyjątkowo dobra. Mam nadzieję na trzymający poziom ciąg dalszy:-)

hasło: ardsh- niczym onomatopeja wyrażająca konanie przebitego mieczem/nożem n-tego strażnika;nawet pasuje do klimatu.

Anonimowy pisze...

Piękne zakończenie, nie mogę przestać rechotać przez te uda :D

Cast.

Anonimowy pisze...

Oh shit. Przypomina mi się pomysł na 'nasze własne jutsu' na pewnym forum Naruto: 'wskazuję na kogoś palcem i on umiera'. ;)

Chloe

Anonimowy pisze...

Ohesusie, to naprawdę wygląda jak scenariusz jakiegoś erpega. Albo raczej pierwszy szkic, takie to marne.

Yaoja.

Anonimowy pisze...

Aż się sturlałem pod biurko! Kwikaśne~

Zanalizujecie? -> http://betweenworlds.blog.onet.pl/

Serenity pisze...

Powoli wyjrzał zza rogu. (Czego, piętra?)
Zza takiego rogu, co to do spożywania napojów stosowan był. :D A Aidan chował się za nim i co jakiś czas wychylał się, żeby wyjrzeć, czy przypadkiem nikt nie zwraca uwagi na samoprzemieszczający się róg :D

Stanęli pod murami miasta, ale nie zaczęli oblężenia.
Czekali, aż wróg da się zaskoczyć.
Zaczęli budować wyjebiście wielkiego konia z drewna.

Królika, wielkiego królika moje drogie. Konie są passe. Takiego królika jak tu:
http://www.youtube.com/watch?v=ssN0sdPNBu4
:D

Tinwerina Miriel pisze...

O Jeżu jak Byku, jakie to opeczko durne! Wcale a wcale nie widać, że oparte na grze. :D
No ale analizatorki, jak zawsze, świetne!

Goma pisze...

Cudo, cudo, cudo!
Dobrze się rozprawiłyście z opkiem :P

hasło: eyegg - oko, jajko? Tyle z tego rozumiem, co z tej twórczości.

Effice pisze...

Spadłam z krzesła przy udach. XD

Zabijanie wszystkich rządzi. Jak ja lubię tych asasynów, którzy bez wysiłku urządzają bezgłośną sieczkę...

Anonimowy pisze...

Wiwat TEN MUR, wiwat TEN KUCYK, wiwat analiza!

PS. Literówka się wkradła, 'kołacznu' jest zamiast 'kołczanu'.

Kocham Was!
Nadira

jasza pisze...

No nie, PLUSzaki, tak się nie robi!

Podbiegł do muru, wyszedł na niego i zeskoczył na konia czekającego po drugiej stronie murów. Popędził konia i galopem wypadła z miasta. Opuścił Kair.
>Nie mordując po drodze połowy populacji? Eee, nie wierzę.
>>Cóż, może sobie to jeszcze zrekompensuje i zabije konia...
>Byle go wcześniej nie bił. ;)

Jesteście zUe, bo Wasze komentarze (ten i wiele innych) rozłożyły mnie na amen.

Riboq pisze...

Rewelacja... Musze podziękować znajomemu za podrzucenie linka :D.
Nawet jeżeli kiedyś sama stanę się ofiarą... xD

roguemouse pisze...

Cudowna analiza, nic tylko bić pokłony.
Najbardziej mnie rozłożyła Trzecia Krucjata, której nikt się nie spodziewa.
Swoją drogą, ciekawostka: Monty Python mylili się mówiąc, że nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji. Według źródeł, Inkwizycja na 30 dni przed planowanym przesłuchaniem zawsze uprzedzała oskarżonego o swoich zamiarach (podobno żeby mógł/mogła przygotować swoją obronę, ale ja twierdzę, że to była taktyka strachu :D)

Anonimowy pisze...

Jak zwykle cudne! Jedna tylko uwaga z mojej strony: w zdaniu pojawia się somnabulik, a powinien być somnambulik. Ot, szczegół :)

Anonimowy pisze...

I have been browsing on-line more than three hours lately,
yet I never discovered any interesting article like yours.
It is pretty worth sufficient for me. Personally, if all webmasters and bloggers made good content
material as you probably did, the internet can be much more useful than ever before.
ciekawa strona,
http://xanderworld.xhost.ro/guestbook/index.php

Minami Lady pisze...

*czyta, oddaje pokłony Analizatorkom, aż wreszcie siada do komentowania* Tu jest tyle asasyńskiego absurdu, że muszę to napisać. "Aidan wdrapał się na najwyższy budynek w okolicy i zaczął obserwować pałac. Otoczony był murami, na których nie stał żaden żołnierz." - tak. Oczywiście. Akka absolutnie nie była strzeżoną twierdzą, z pierdylionem strażników i żołnierzy (w grze z mnóstwem Krzyżaków i templariuszy). Oczywiiiście...
Mordowanie straży byłoby potrzebne, gdyby go, nie wiem, zaatakowali, zauważyli albo ewidentnie przeszkadzali w dotarciu do wroga...Ten cały Aidan chyba zapomniał o podstawie bycia asasynem - o Kredzie. Kredo wyraźnie zabrania zabijania niewinnych ludzi, którzy nic nie zrobili, a gościu i tak robi rzeź...Co tam alarmy, co tam możliwość wykrycia!
Co, u pioruna i grzmotu, robi Fryderyk Szwabski pod murami Akki?! I jak tam przybył, to po pierwsze?! Jego ojciec jest na Bałkanach, a on sam musiał przypłynąć statkiem! Jeżeli bierzemy pod uwagę statek, to ok - innej drogi jakoś nie widzę, chyba że po drodze stoczył x bitew z muzułmanami Salah Ad-Dina @_@ Ryszard przybywa na krucjaty dopiero w 1191. Jeśli już, to Aidan mógł zobaczyć co najwyżej Wilhelma z Montferratu, regenta Akki...oh wait *sarkazm*
Historia znowu RIP - i skąd angielscy dowódcy u Niem...ok, dobra, już nic nie mówię, doczytałam.
No cóż, mordowanie w obozie brzmi idiotycznie, ale z drugiej strony ojciec Altaïra, Umar, szpiegował i mordował w obozie Salah Ad-Dina. Inna sprawa, że został bodajże wykryty i zmarł, więc...>.>
Tenże Salah Ad-Din chce przejąć dla siebie Akkę i to, co nazywa się w grze Królestwem Jerozolimskim. A ten trep jeszcze zadaje pytania, po co ma zabijać...:aha: W tej chwili mistrz powinien mu przypierdolić albo wyjechać z gadką o powinnościach asasyna.
"Wjechał do środka. Tuż przed nim stał drogowskaz, który wskazywał drogę do najważniejszych miejsc w mieście." - ...em...a co z instytucją rafiqów, braci od map i rozdzielania zadań, co z informatorami...? Serio stał tam słup z napisem "tędy do Abbasa, ty kretynie"? Bo innej opcji nie widzę.
"Gdzie jest Tamir?- spytał go Aidan.
-Nie powiem."
...Absolutnie tak przesłuchuje się ludzi wroga, nie zwracając uwagi na to, że mogą krzyczeć, bronić się, cokolwiek...
Logika umarła, ale Wasza analizatornia jest nieśmiertelna! ;)