piątek, 28 października 2011

Strych pełen niespodzianek, czyli Poznańska masakra piłą ręczną

Witajcie!
Na odtrutkę po rzymsko-sakurzo-piłatowym tfforze z zeszłego tygodnia przygotowałyśmy dla Was opko o kilka klas lepsze. Mamy tu dość poprawny język, bardzo mało ortów, no i całkiem ciekawy pomysł na fabułę. Cóż z tego, skoro Pisak zupełnie nie przemyślał jego realizacji? W rezultacie otrzymujemy dziką, pełną wilków puszczę na przedmieściach Poznania, samobójcze szczury, niezniszczalne dziecięce mebelki i drwala, który psychologiczne sztuczki ma w małym palcu.
Mimo to, pisak rokuje pewne nadzieje.

A teraz zapraszamy do indżojenia!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.
Adres opka: http://www.inkaustus.pl/temat-wróciłeś-tato


Wróciłeś, tato

Dom Adama nie wyróżniał się niczym od innych domów. W niektórych miejscach pękające ściany z zewnątrz, stary dach, z którego czasem spadała dachówka.
Jedna i ta sama. Po każdym upadku wpełzała z powrotem po rynnie.
Wszystkie domy miały pęknięcia w tych samych miejscach, a dachówki spadały z nich zawsze o tej samej porze. Ciekawe, gdzie może znajdować się takie niezwykłe osiedle...

Z małego komina od zawsze leciał dym.
Zwłaszcza gdy nikt nie palił w piecu.
Nawet latem? Matko jedyna, gdzie oni mieszkają, że przez cały rok muszą ogrzewać dom, na Syberii?

Mimo, że budynek był już stary, można było dostrzec jasnobrązowy kolor ścian. Adam mieszkał na przedmieściach Nowosybirska? Irkucka? Poznania (...aha. OK.), gdzie było tylko parę domów. Wszystkie takie same.
Internet tam zawracał, a na noc mieszkańcy zwijali asfalt. Standard przedmieść Poznania.
A psy szczekały tam dupami!

Okolica wydawała się być spokojna, w pobliżu mały staw, gdzie czasem ubodzy rybacy przesiadywali, mając nadzieję, że jednak coś złowią. Za domem Adama zaczynał się wielki las,
Hmm... cytując koleżankę z Poznania: "nooo... ja znam taki las, co obok są trzy wydziały, sporo buldożerów, wielkie osiedle, pętla tramwajowa i dworzec pks. Stawu nie zauważyłam, rybaków nie zauważyłam". :D
Myślałam, że przedmieścia właśnie dlatego są przedmieściami, bo wciąż stanowią teren raczej zabudowany, niż zalesiony, no ale może ja się nie znam.

w którym drzewa rosły tak blisko siebie, że w dzień nie dało ujrzeć się tam nawet małego promienia słońca.
Zapewne tam właśnie schowały się entowe żony - na przedmieściach Poznania. ;D
Entowe żony, Cthulhu, Yeti... i kto wie, co jeszcze.

Wydawałoby się, że w tym lesie ciągle panuje noc. Tu - w małej wiosce Poznań nikt nie posiadał samochodu. Żeby dostać się do najbliższego sklepu, trzeba było iść około trzech kilometrów.
Czyli jednak Irkuck... Ewentualnie “gdzieś w Nizinie Amazonki”.

Rzadko kiedy ktoś obcy tędy przechodził. Większość ludzi nie ma pojęcia, że to miejsce w ogóle istnieje.
Ho ho, to może koleżanka jest po prostu niewtajemniczona w przedmiejską konspirę!
*myśli* Puerto Baquerizo Moreno? W sumie też jest na P...
O, faktycznie - nie miałam pojęcia, że to istnieje!

***
Adam miał sześć lat. Mieszkał jedynie z ojcem. Swojej matki nigdy nie nie poznał. Z długimi, gęstymi, czarnymi włosami, gładką cerą i brązowymi oczami wyglądał niczym dziecko idealne.
Aha. Czyli piegowate dziecko z krótkimi rudymi włosami i zielonymi oczami to przekleństwo dla rodziców?
No ba.

Jak na sześciolatka miał mocno rozwiniętą wyobraźnię. (...) Ulubioną zabawą Adama było przyciskanie paznokci z obu rąk do starej, ceglanej ściany na strychu i mocnym ruchem w dół i górę sprawdzanie, który paznokieć bardziej się ustrzępił.
Raczej ile paznokci zedrze się do krwi - ale co kto lubi.
Zaiste, ta zabawa wyraźnie świadczy o jego mocno rozwiniętej wyobraźni. Jak myślicie, świadczy to o jego predyspozycjach do zostania seryjnym mordercą, czy tylko psychopatą?

Maluch bardzo kochał swojego tatę. Był do niego niesamowicie przywiązany. Niestety, jego trzydziestopięcioletni ojciec zupełnie inaczej postrzegał swojego jedynego syna. Nienawidził go za to, że jest. Od zawsze trzymał go na strychu i nie pozwalał prawie w ogóle wychodzić.
*scenicznym szeptem* Piwnica będzie lepsza...
Nie dziwię się, że maluch go kochał. Przecież wszystkie małe dzieci uwielbiają zimne, ciemne, zakurzone miejsca pełne pudeł ze starymi ciuchami oraz hordą pająków... prawda?

Odkąd Adam rozumiał co się do niego mówi, jego ojciec wymyślił historię o złych ludziach, którzy są na zewnątrz. Adam miał bujną wyobraźnię, więc tymbardziej bał się wychodzić z domu. Wierzył ojcu w każde jego słowo. Myślał, że chce dla niego jak najlepiej. Za wszystko co dla niego robił, Adam dziękował. Za dzienną porcję paru zeschniętych kromek, kilka szklanek wody w ciągu dnia, a nawet za jakiekolwiek słowa wypowiedziane przez ojca, on dziękował. Był drobnym malcem o delikatnej skórze.
...dlaczego zwracanie uwagi na gładkość skóry sześciolatka wydaje mi się mocno creepy?
Czyżby jakiś fetysz? Albo może podświadoma fobia przed pryszczatymi bachorami, mająca jakieś podłoże w traumatycznych wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa?

Na barkach można było zauważyć pojedyncze blizny po gaszonych przez ojca papierosach. Adam nigdy nie płakał. Ból go łaskotał.
Niech zgadnę: łaskotki go bolały, a pieczenie swędziało?A jak był głodny, to nie chciało mu się jeść?

Ojciec rzadko kiedy rozmawiał z synem. Raczej zwracał się do niego prostymi słowami jak: ucisz się, jedz, śpij.
Módl się i pracuj.

Nie potrafił pojąć zachowań swojego syna. Wstydził się go, a nawet trochę bał.
Też bym się bała osoby, która kocha mnie psią miłością, mimo że ją kopię, podpalam, głodzę i zamykam na strychu.

***
Strych, gdzie przebywał Adam przez całe swoje życie można nazwać jego pokojem.
Cokolwiek, co ma cztery ściany, drzwi i sufit, staje się pokojem:

Było tam dziecinne łóżeczko ze starym, cienkim, potarganym kocem.
Oh my... dobrze, że nie pogryziony przez myszy i pełny pcheł siennik. o.O

Wszystkie ścianki były ze spruchniałego drewna.
O, ort.

Na strych można było wejść po drabinie. Otwór, przez który się wchodziło, był zaraz obok łóżka. Dziura w podłodze nie miała żadnej klapki. Zawsze, kiedy Adam nie mógł zasnąć, wlepiał swoje wielkie, brązowe oczy w tę dziurę. Zasypiał wtedy spokojnie, gdy widział i czuł, jak miliony małych robaków wchodziło przez otwór i okrywało go, zastępując kocyk.
Oki, creepiness level? Its over 9000!!!
A, czyli jednak były pchły, nawet sporo. Oh well...

Przez niewielkie okienko miał widok na las. Jego ojciec był drwalem, więc kiedy wracał z lasu i na podwórzu rąbał drewno, Adaś wszystkiemu się przyglądał. Na przeciwko łóżka znajdowała się mała szafka, w której roiło się od szczurów, nie koniecznie żywych.
Taaaak, a pod jego łóżkiem mieszkali Mechagodzilla i hrabia Dracula.

Czasami ojciec pozwalał mu zejść na dół, żeby pomógł mu palić w piecu. Wtedy radość sześciolatka była ogromna, ponieważ mógł przebywać z ojcem, być obok niego, pomagać mu, widzieć go.
Dawać się podpalać papierosem...

***
Wieczory Adam spędzał przy oknie, oglądając w lesie głowy na gałęziach drzew. Co dzień walczyły one, aż do upadłego.
Srl, ktoś naprawdę powinien przepisać dzieciakowi mocniejsze pigułki.
Walczące drzewa z głowami... czyli to jednak rzeczywiście są enty!

Klaskał, kiedy któreś z nich wygrywało, a następnie nie mógł się doczekać następnej walki. Śmieszyło go, kiedy rozrzuconymi kawałkami czaszek bawiły się wilki.
Dzieciak ma dość makabryczne poczucie humoru. Cóż, przynajmniej wilki są dość rozrywkowe.
Te wilki z przedmieść Poznania, rzecz jasna.
*czeka na polarne niedźwiedzie*

Wieczorowy seans przerwały mu trzy stuknięcia w drewno. Wiedział, że czas na kolację. Usiadł na łóżku i czekał, aż ojciec wejdzie do niego i da mu trzy suche kromki i kubek wody.
Pytanie zasadnicze: jak ktokolwiek w ogólności, a dziecko w szczególności jest w stanie przeżyć sześć lat żywiąc się wyłącznie chlebem?
Oj Kal, to jest Element Dramatyczny, a nie Logiczny! Nie musi mieć sensu!
Tu w ogóle są jakieś Elementy Logiczne?

-Adaś... - ojciec pierwszy raz w życiu powiedział do niego po imieniu.
To skąd w ogóle chłopiec wiedział, że tak ma na imię?
Miał na szyi obrożę z imieniem.
I czytać nauczył się sam z siebie?

Odpowiedziała mu cisza.
-Pamiętaj, że na zewnątrz czekają źli ludzie. Pamiętaj...
Ten świat jest brudny, Ten świat jest podły
I tylko mnie zaufać możesz w całym mieście

Ja jestem szansą twą
Ja cię żywię, uczę, strzegę stale
Ja bez wstrętu patrzę w twoją twarz
Dbając, byś bezpieczny był tu, ale
Zawsze być tu masz
Być tutaj masz...

***
Chłopiec nie miał pojęcia o czasie.
Dobra. Na podstawie dostępnych danych stawiam diagnozę: schizofrenia.

Nie wiedział, że coś takiego istnieje, więc budził się ze wschodem słońca.
A, to gdyby wiedział o czasie, nie wyłaziłby z łóżka przed jedenastą?

Wstał i podszedł do okna, bo zawsze o tej porze (ale nie postrzega upływu czasu, skąd) widzi ojca rąbiącego drewno. Tym razem było inaczej.
To drewno rąbało ojca.
A wilki bawiły się jego czaszką.

Coś się stało, nie wiedział, co. Usiadł na łóżku czekając na dwa stuknięcia, co oznaczało śniadanie. Teraz nie widział ani ojca, ani śniadania.
Drewno najpierw wszamało jego śniadanie, a potem zabiło ojca, żeby nie było świadków!
Te enty... ;)

Zaniepokoił się. Zastanawiał się co mogło zakłócić ten sześcioletni rytm.
Niepostrzegania czasu ciąg dalszy.

Kolejne dni wyglądały tak samo.
I on tak przez te wszystkie dni czekał na to śniadanie, tak? A nie wiem... nie zgłodniał, czy coś?

Myślał, że to może źli ludzie, o których tatuś zawsze opowiadał.
Bał się.
Bał, że przyjdą też po niego.
Bał się o swojego ojca.
Tak bardzo go kochał. Oddałby za niego wszystko.
Ale nie zszedł na dół po drabince, bo po co.

Chciał go jak najszybciej zobaczyć. Głód, który również czuł, był nie do zniesienia. Nie zszedł jednak ze strychu. Zaczął szukać czegoś w swoim pokoju. W zdechłe szczury w szafce były jedynym pożywieniem, jakie mógł znaleźć. Było ich dość sporo, więc jeśli chodzi o pokarm, miał na jakiś czas spokój.
A te szczury tak same z siebie zdychały? Bo jeśli to efekt trutki, nie radziłabym ich jeść.
Zdychały z nudów... i w sumie im się nie dziwię.

Kiedy skończyły mu się zdechłe szczury, łapał kolejne, które w jakiś sposób uśmiercał,
Puszczał im piosenki Comy, a szczury cięły się same.
Pytanie: skąd tyle szczurów na strychu, gdzie nie ma żadnego pożywienia, ani niczego, co by mogło takiego szczura zainteresować?

albo odrywał kawałki i konsumował na wpół żywe.
Ogłuszone Comą uznawały, że zjedzenie żywcem jest lepszą perspektywą.
Jakoś się im nie dziwię.

Wciąż nie mógł pojąć, co się stało z jego ojcem. Czekał. Cały czas czekał, aż się pojawi. Przeczekał 20 lat.
KWIIIIK!!!
Nie no, ja wiem, że to miało być dramatyczne, ale srl - facet dwadzieścia lat siedział na dupie i żarł szczury. No, gdyby jeszcze w Wowa grał, mogłabym zrozumieć...
A przez te dwadzieścia lat domem nie zainteresowało się miasto? Sąsiedzi? Ktokolwiek?

***
W tym czasie po okolicy krążyły plotki na temat ojca Adama. Ludzie mówili, że zabił swojego jedynego syna, żeby wyrwać się z tej zatęchłej dziury.
Dzieciak był bowiem na stałe zakotwiczony w chałupie (na przedmieściach Poznania). Porzucenie go byłoby zbyt mainstreamowe.

Chłopiec był dla niego obciążeniem. Dom, w którym mieszkał, zaczął się powoli obracać w ruinę.
Wait wait - i nikt nie rozkradł całego wyposażenia? Nie wierzę. Nie w Polsce. ;)
Wiesz, może to była już taka ruina, że nawet nie było co rozkradać?

Jednak Adam nic o pogłosce nie wiedział.
Szczury mu nie powiedziały? Dziwne.

***
Ojciec Adama był jedynym drwalem w małej wiosce.
W małej wiosce POZNAŃ.
No, to tylko 551 627 mieszkańców.

Od jego zniknięcia chłopiec codziennie rano wypatrywał go z nadzieją, że wróci. Nagle dostrzegł mężczyznę wracającego z lasu, ciągnącego ze sobą drewno.
W zębach chyba. Co, wozy tam jeszcze nie dotarły?
Trwały właśnie prace nad wynalezieniem koła.

. Po dłuższej obserwacji zauważył, że ów mężczyzna nie idzie w stronę domu. Przestraszył się, że znów go straci. Bał się wyjść na zewnątrz, ponieważ wciąż miał w głowie historię z dzieciństwa. Jednak przełamał się, aby odzyskać ojca. Zszedł po drabinie na dół. Rozejrzał się. Nie wiedział, że jego dom jest w takim stanie,
Gdyż albowiem strych zachował się był w doskonałym stanie. Tym bardziej, że od dwudziestu lat nikt nie ogrzewał domu.
Sam facet też znajdował się w świetnym stanie. Zwłaszcza, że od dwudziestu lat się nie strzygł, nie mył, nie obcinał paznokci, nie zmieniał ubrania...
Raczej - w ogóle nie miał ubrania. Te łaszki sześciolatka musiały się zużyć już jakiś czas temu.

Stanął przed drzwiami, dławiąc się strachem. Wkońcu odważył się pociągnąć za klamkę. Poczuł ogromne rozczarowanie. To nie był jego ojciec. Ale stał w drzwiach i przyglądął się mu dokładnie. Jego uwagę przykuły dłonie. Takie same miał jego ojciec. Brudne z pęcherzami. Drwal szedł spokojnym, wolnym krokiem.
Adam był tak blisko, że mógł sobie obejrzeć dłonie faceta, ale ten go nie zauważył? Zapuszczonego borostwora niemytego do dwudziestu lat? Ha ha.
Może pomyślał, że drzwi otworzył mu orangutan?

Adam zakradł się do niego od tyłu.
Ha ha cz. 2. Przecież sam zapach Adama mógłby go zabić ze stu metrów. :/
...może przybysz miał katar? Bardzo silny?

Pewnym ruchem uderzył mężczyznę w głowę, ogłuszając go. Nikogo w okolicy nie było. Adam wziął go ze sobą do domu.
Sru za łeb i do wyra... gara... W sumie sama nie wiem, co gorsze. Tak czy siak - achievment jaskiniowca zdobyty!

***
Tego wieczoru Adam nie spędzał na oglądaniu walki drzew. Obserwował uważnie drwala, którego położył i przywiązał w swoim małym, dziecinnym łóżeczku
Zgrzyt pierwszy - jak on się tam zmieścił? Adam uciął mu główkę i nóżki, to się jakoś pomieścił.
Zgrzyt drugi - jakim cudem łóżeczko wytrzymało dwadzieścia sześć lat, skoro już po sześciu było spróchniałe?
Oj tam, to pewnie taki skrót myślowy. Zawsze łatwiej napisać tak, niż “na swoim małym, dziecięcym materacyku zrobionym ze skórek zabitych szczurów”.

Mężczyzna przebudził się, ale nie mógł wstać. Kiedy otworzył oczy, ujrzał Adama: wysoki, czarne włosy, żebra i kręgosłup sprawiające wrażenie, jakby miały za chwilę wyskoczyć. Włosy opadały mu na twarz lecz nie zwracał na to uwagi. Twarz miał dziecinną mimo wieku. Drwal był przerażony tym widokiem.
Zwłaszcza tym, że widział jednocześnie twarz i kręgosłup tego faceta. Wyginam śmiało ciało?
Takie właśnie są efekty nie dostarczenia dziecku odpowiedniej ilości witaminy D.

Adaś jak zahipnotyzowany podziwiał jego ręce. Nie obchodziła go cała reszta, tylko dłonie, które były tak podobne do dłoni ojca. Odwrócił się i wrócił do okna gdzie leżała siekiera. Kiedyś tatuś używał jej do rąbania drewna.
Dlatego zostawił ją na strychu.

Z biegiem czasu trochę zardzewiała i stępiała. Podszedł do leżącego drwala i bez wahania odrąbał mu prawą rękę aż po łokieć, a potem to samo zrobił z drugą. Z kikutów strzelały fontanny krwi, bryzgając spróchniałe ściany szkarłatną posoką.
Krew bryzgała krwią. A to ci niespodzianka!

Adaś przytulił do siebie dwie odrąbane ręcę, pocałował i delikatnie odłożył na szafkę. Ciało mężczyzny było dla niego jak uczta. W końcu mógł zjeść coś porządnego.
I to na ciepło!
I świeże, a nie martwe i wyschnięte!
I nie obrośnięte sierścią! No dobra, może trochę pod pachami.

Gdy się najadł, odłożył resztę na bok.
Na kolację będzie.

Wyszedł na zewnątrz i nie było żadnych złych ludzi. Był pewny, że ojciec już nie wróci. W jego głowie zrodził się cel, do którego postanowił dążyć mimo wszystko.
Po trupach, hłe hłe.

***
Z biegiem czasu zaczęło znikać coraz więcej osób. Ludzie zaczęli podejrzewać, że w niedalekim lesie czai się dzikie zwierzę, które zabija miejscowych.
No tak. Założę się, że do Poznania nie dotarła jeszcze instytucja policji.
Oczywiście że nie. Nawet najbardziej opieszały glina by się w końcu zainteresował, co zabija ludzi na jego terenie.

Jednak prawda była nieco inna...
Nie domyślamy się, jaka, czyż nie?
Ja się domyślam! To na pewno były Mordercze Wiewiórki Armagedonu!
Entowe żony na PMSie.

***
Po roku, sypialnia Adama przypominała rzeźniczy warsztat lub inkwizycyjne lochy. Na podłodze były rozrzucone rozkładające się jelita, które chłopak uznał za zbędne,
No jak to - flaczków nie lubił? -n-
Ej, flaczki są smaczne! To ja bym poprosiła te jelitka, jak jemu niepotrzebne.
...cholera, głodna się przez to opko zrobiłam.

niepasujące gałki oczne czy odcięte i gdzieniegdzie nadgryzione ręce, nogi i palce.
Tak, tak z całą pewnością wyglądały lochy Inkwizycji.
Przepraszam, ale gałki oczne NIEPASUJĄCE DO CZEGO? Nie mówcie mi, że on tworzy ludzką stonogę!
Eee, wtedy by dobrych jelit nie marnował. Pewnie po prostu zrobił sobie puzzle.

Łóżeczko, niegdyś symbol dzieciństwa i niewinności, zamieniło się w miejsce niewyobrażalnego cierpienia i mordu.
Aha - spróchniały mebelek przetrwał tak długo, gdyż taka była potrzeba Imperatywu Symbolicznego!
Zaimpregnowała go krew pomordowanych, mwahahahahahahaha(...)hahah!!!

Przed nim ziała ciemnością dziura, prowadząca do świata złych ludzi.
A dziura ta miała zęby...
Drogi Pisaku, pomówmy o Freudzie...

Wpatrywał się w zawinięte w worek, zakneblowane i związane ciasno ciało, które leżało w kącie, w kałuży krwi. Dziwne zawiniątko najwyraźniej odzyskało przytomność i nie rozumiejąc gdzie jest, zaczęło się szamotać. Adam tylko na to czekał. Widząc szaleńczy pęd do wolności swojej ofiary,
Raczej szaleńczy pełz.
Ano, że szaleńczy, to nie wątpię.

uśmiechnął się pod nosem i miarowym krokiem podszedł do niego.
Do tego ofiara. Albo do pędu (pełzu).
A potem odpadło mu oczko, temu ofiaru. Bo niepasujące było.

W prawej ręcę trzymał ręczną piłę. Więzień jakby czując intencję swojego oprawcy, zamarł w bezruchu i nasłuchiwał z walącym sercem. Jednym zgrabnym ruchem rozwiązał worek i go zdjął.
Ten więzień. Może myślał, że jeśli będzie współpracował, to mu się upiecze?
Z tej chęci współpracy aż sam się porąbał.

Adam pierwszy raz w życiu był tak szczęśliwy. Nareszcie jest tak blisko zrealizowania swojego planu.

***
Mieszkańcy uznali w końcu, że nie ma żadnej bestii.
I już nawet zdążyli odwołać Grégoire'a de Fronsac. (klik)
Bo to przecież logiczne, że im więcej ludzi ginie, tym mniejsza jest szansa, że w okolicy grasuje seryjny morderca/krwiożerczy potwór/handlarz narządami.

Jednak gdy zaginął szanowany przez wszystkich rybak, postanowili to sprawdzić. Wybrali trzech najodważniejszych mężczyzn, uzbroili ich w siekiery, widły i piły, po czym kazali zbadać dom.
A pochodni im w łapy nie wsadzili? Buu, Poznań schodzi na psy.
DOM. Aha. Czyli oni od początku podejrzewali, gdzie ta “bestia” mieszka, ale nie wpadli na to, żeby to sprawdzić?

***
W pokoju nadal trwała nieznośna cisza. Przyzwyczajenie się do panującego półmroku, zajęło rybakowi dobrą chwilę. Przeraził się, gdy zobaczył przed sobą wychudzoną, bladą twarz chłopca.
Dwudziestosześcioletniego.
No co, może młodo wyglądał. Mnie np. wciąż pytają w sklepie o dowód.

Kości policzkowe prześwitywały przez cienką jak pergamin skórę.
Ale nie wmówisz mi, Pisaku, że TERAZ też była ona gładka.

-Jesteś Adam, prawda?- powiedział rybak, siląc się na mocny ton.(...)
-Tak, pamiętam cię. Byłem przyjacielem twojego ojca.
Przyjacielem ojca? Nie, NIE! On kłamie, ojciec nie miał przyjaciół. Zależało mu tylko na mnie! - w głowie Adama zakotłowało się jeszcze bardziej.
Rybak widząc niepewność chłopca, brną dalej.
-Nie musisz tego robić. Jesteś silniejszy, niż ci się wydaje.
Na drugi etat pracował jako policyjny negocjator.
A wieczorami chadzał na kursy psychologii.

Tego już było za wiele. Ten staruch miał czelność odwodzić mnie od mojego celu, planu, który tak długo realizowałem! (...) Chwycił rybaka za głowę, przyłożył mu piłę do gardła i jednym, płynnym ruchem przeciągnął po krtani. (...) Gejzer krwi splamił uśmiechniętą szeroko twarz Adama i skleił mu włosy. Dysząc ciężko chłopak zanurzał ostrze piły coraz głębiej. Usłyszał zgrzyt - narzędzie się zaklinowało. Adam poczuł przypływ sił. Ciął na kawałki krtań rybaka,
Zdolny jest, skoro obrabiając gościa piłą potrafi znaleźć krtań i jeszcze ją na kawałeczki pociąć.

Trzymał teraz w dłoni samą głowę.
***
Drzwi otwarto mocnym kopnięciem, po czym weszli ludzie i zaczęli przeszukiwać dom. Jeden z nich wdrapał się na strych. Inni podążyli za nim.
Trzech potężnych chłopów na jednej drabinie. Ohoho, już to widzę.

Wystawili głowy i zamarli widząc wnętrze pokoju.

***
Adam podszedł do swojego dzieła. Wyglądało to jak karykatura marionetki. Różne części cial złożone w jedno. Dopiero po uważnym przyjrzeniu się, stanowiły pewną spójną całość. Model był prawie gotowy, brakowało tylko jednego elementu. Chłopak z namaszczeniem ułożył głowę na miejscu i poprawił, by patrzyła na niego. Odszedł kilka kroków w tył i podziwiał swój twór.
"Wróciłeś, tato."
Jupi. I co, koniec? A gdzie opis, jak brygada ratunkowa spotyka Adama? Po co w ogóle był ten wątek?
Żeby Wzmocnić Napięcie.