czwartek, 1 września 2011

Nadchodzi zimny por, czyli czarne żniwa na dupie rzeczywistości - część 2

Witajcie!

Uwaga! Jeśli któryś z czytelników chciałby poznać dalsze losy Sakury porwanej przez piratów (z tych analiz), to zapraszamy serdecznie na Niezatapialną Armadę: http://niezatapialna-armada.blogspot.com/2011/09/139-matka-piratka-i-smierdzace.html
Przedstawiamy Wam 12 stron tekstu, na których nie dzieje się absolutnie nic. Nikt nikogo nie obraża, nikt do nikogo nie pała Tru Loff, nikt nie schodzi na śniadanie, nikt nie ratuje świata, nikt nie interesuje się cudzymi penisami. Nuda. Nic się nie dzieje. Przez niemal całą dzisiejszą notkę bohaterowie wracają ze szkoły - i idą i idą i idą i nic się nie dzieje i absolutna nieobecność jakiejkolwiek akcji nasuwa skojarzenie z inspiracjami Bergmanem, tyle że nie. Jest potwornie nudno. Nuda. Nic się nie dzieje. Ale poza tym Pisak daje nam odczuć Moc Epitetu, a Konwent Czterdziestu Czterech Sorcererów planuje zarażać psychozą młodzież licealną. Poznamy sposób na upodobnienie się do Moniki Belucci, dowiemy się, że magowie zasiadają w jury "Top Model" i... ...przepraszam, idę na terapię. To było zbyt ciężkie. Indżojcie - jeśli macie odwagę!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.


Ryan Doggmor Nazwisko jednoznacznie wskazuje, że jest fanem Dużych ilości naraz psów.
niejednokrotnie bawił się czasem, żadna taka podróż nie była zauważona przez innych magów, nikt nie poznał jego tajemnicy, nie miał tyle siły aby załamać sfery przeszłości, teraźniejszości i przyszłości zaklęciem. Za to ja czuję się załamana całkiem skutecznie. Cóż, może te zaklęcia miały efekty uboczne.
Gdy wybierał pierwszy raz białych wiedział, że posiadają już doświadczenie więc wytypowanie uczniów nie było trudne, resztą zajmą się inni nauczyciele. Eleros od dawna oberwała jego poczynania, nikt inny nie nadał się do tego zadania. Obrywanie poczynań jest bowiem czynnością trudną i wymagającą wysokich kwalifikacji. Eee, spieprzyć czyjąś robotę to każdy głupi potrafi.;)
Pierwsze spotkanie nie odbyło się w dobrych stosunkach. Stary czarodziej należał wtedy do Rady Osiemnastu Wizardów, którzy ...byli ciałem doradczym Konwentu Czterdziestu Czterech Sorcererów
strzegli międzynarodowego prawa istniejącego w świecie magii, Ryan pragnął nagiąć zasady, chciał przebudzić pewne potężne stworzenie, aby otrzymać od niego dar żywiołów. Chciał przebudzić Harry'ego - Władcę Żywiołów z analizy NAKWy? Ktoś musi go powstrzymać!!! A nie ma tam żadnego magicznego dyngulca, co by przebudził potężne stworzenie, napieprzające po głowach tych, którzy nie umieją korzystać ze słownika?
Dostał odwołanie (w trzech kopiach, z pieczątką prezesa...), gdyż głos Elerosa przeważył na decyzji przeciw. Doggmor miał burzliwe zachowanie i mocno to zapamiętał, odgrażał się strzelając piorunami i grzmocąc, kogo popadło. Później jednak otrzymał przeprosiny jednak to nie wystarczyło, młodzieniec długo nie chciał z nim rozmawiać. *bezskutecznie próbuje pojąć, kto jest kim i co się tu u licha wyprawia* Ech, to ja już chyba wrócę do zagadnień genealogii rodziny Forresterów...
Przed kolejną podróżą chłopak zatrzymał się w małej kawiarence, Bela, Bela donna, wieczór taki piękny chodźmy więc nad morze do maleńkiej kawiarenki...”
tam umówił się ze swoją dziewczyną, czekał do późna w nocy i stracił cierpliwość. Pod wpływem ognistych trunków Wielki wódz Pisarz Jak Z Bawolej Rzyci Trąba wypił za dużo wody ognistej i teraz wypisuje takie pierdoły. A ja chcę wierzyć, że chodziło o takie ogniste trunki.
napadł na zgraję Olbrzymów, które zatrzymały się w pobliskim lesie i wykarczowały większość drzew. Jego wyczyn groził karą ponieważ obowiązywał sojusz z tymi stworzeniami podpisany pięć lat temu. Zakończyło się na wielu siniakach Zgraja olbrzymów zrobiła mu tylko kilka siniaków? To chyba były olbrzymy z tego gatunku...
a Ray trafił do aresztu. Swoimi wpływami wyciągnął go nie sam kto inny jak Eleros. Czyli... wyciągnął go ktoś inny, w dodatku z wsparciem?
Resztę nocy spędzili na rozmowie, choć często przerywała ją drzemka starca, który jednak zdołał przekonać młodego maga. Chrapał bardzo przekonująco.
Następnego dnia obaj przenieśli się do Werunium, gdzie jednym z najwyższych czarodziei był właśnie wybawca. Zbawca mierzył równe 210 cm - i to bez spiczastego kapelusza!
Chłopak pozostał tam przez kilka kolejnych dni, poznał obyczaje miasta, spodobał mu się dom na obrzeżach, gdzie w wielkiej klatce trzymano kiedyś chorego smoka. Liczę, że smok ten nie był chory na żołądek, a nawet jeśli, to że “zapach” już wywietrzał.
Znalazł tam idealne miejsce dla swojej hodowli mistycznych ptaków. Taoistycznych wróbli, buddyjskich kukułek i kurczaków zen. A smród guana, jakie produkowała mistyczna hodowla, transcendował poza zdolności wyobrażeniowe jednostek ludzkich, powiadam wam.
Nie obeszło się bez zatargów z innym wyższym magiem, lecz konflikt załagodził Eleros. Miał zapasową parę trzewików na koturnach.
Ryan poznał nowych ludzi i szybko zaprzyjaźnił się. Z białymi prowadził ostre zajęcia, najpierwszych zabrał wszystkich na stadion i przeprowadził pojedynki, Uczył ich obsługi kija bejsbolowego i kastetu, trenował ich w sztuce ucieczki przed policją, a wieczorami mieli grupowe warsztaty dziergania szalików na szydełku i ćwiczenia z nauki śpiewu hymnów klubowych.
odkrył nowe talenty, raz oberwał w nos, do końca dnia śmiał się ze swojej porażki. Ahihihi, takie to śmieszne, że zaraz sobie zadek odśmieję. Co chcesz, śmiech to dobry sposób na przepracowanie traumy. ;)
Kolejnym etapem miał być egzamin z ksiąg jednak dostał wiadomość od dwojga swoich przyjaciół i opuścił miasto bez żadnego wyjaśniania. Po następnej tragedii zapomniał o przygotowaniach białych, zapuścił się w mroczne zakamarki świata, polował na bestie, które były zagrożeniem. Bestie pokojowo nastawione do świata wyjątkowo pozostawił w spokoju. Póki co.
Kiedy uświadomił sobie swoją marną pozycję pomyślał o zakupieniu Kamasutry opuszczeniu gór, tam odnalazł go Eleros i dialog nakłonił go do zakupu pakietu programów telewizji cyfrowej podjęcia kolejnego wyzwania. Dwa dni później zawitał w innej części Werunium. Będąc w poczekalni nazywaną Garderobą dostał hasło do przejścia przez pospolity wtedy środek transportu. Czekajcie: bohater zmienił płeć i w poczekalni został ochrzczony jako Garderoba, by następnie dostać tajny greps umożliwiający mu (jej) przejście przez autobus. Ja dobrze rozumiem...? No patrz, a ja umiem przejść przez autobus nawet bez hasła i też mam fajny nick! *dumna* Ale za to nie umiem zmieniać płci, chlip.
Po drugiej stronie z wielką radością przywitała go babcia autobusowa starsza kobieta Madam Ivanes, zaprosiła go do stolika gdzie stały dwie ciepłe herbaty. *wizualizuje sobie dwie wielkie filiżanki stojące przy stoliku* *co gorsza, filiżanki z nóżkami*
Zasiedli w fotelach i przeprowadzili krótką pogawędkę. Ryan miał małą niechęć do bliskich znajomych Elerosa. Miał do nich smuteczek i niesmaczek. A także odrazunię.
- Oczywiście chętnie ci pomogę, przyjaciele Nimfadosa są również moimi , tylko nie wiem czy to na pewno dobry pomysł. Psychoza na młodych osobach może być niebezpieczna, Lepiej zacząć na lajcie, z depresją, a do bardziej hardkorowych zaburzeń dojdziemy później.
na dodatek nie są nawet z rodzin magicznych, pierwszy kontakt jest nieprzewidziany. Oni chcą ich szkolić, czy zmuszać do jakichś traumatycznych “pierwszych kontaktów”? O.O
- Zadbam o wszystko bardzo szczegółowo, nie popełniam takich błędów, nic się nie stanie. Miałem przeprowadzić ankietę ale okazało się, że to beznadziejny pomysł. Fakt, nienajlepszy. *przypomina sobie własne użeranie się z analizowaniem danych z ankiety*
- Gdzie zaczniesz szukać swoich pierwszych białych? W Europie powinno być ich całkiem sporo... Szukaj w pobliżu klubów i galerii handlowych.
- To nie jest skomplikowane, w tym mieście jest szkoła i pełno młodzieży, kontakt z nimi wszystkimi naraz będzie najgorszy. O tak, te tabuny biegających, wrzeszczących i bijących się ze sobą dzieciaków w każdym mogą wywołać dreszcze.
Tylko przygotuj się, nie chcę tracić czasu. - Nie martw się chłopcze, świat iluzjonu już tworzy się w mojej głowie. Pod wieczór będzie całkiem realny. Tylko wezmę jeszcze te dwie kolorowe pastylki... Słoniu, dokąd lecisz?! Słoń jak słoń... widziałaś tego lwa w kuchni?! Wyżera marcepan, skubany!!!
- Jutro z rana wszystko się zacznie, czemu się angażowałem.- Westchnął popijając herbatę i odstawiając ją na talerzyk. I zagryzając widelcem.
- Czy Eleros przysłał dla mnie artefakty? Ależ oczywiście. Pięć toporków kamiennych, trochę ceramiki i gliniane paciorki, wprost z wykopalisk w Pcimiu Dolnym. Wszystko czeka na opisanie i skatalogowanie.
- Schowałam je w tej skrzyni. Nie uciekaj tak szybko, powróżymy z fusów.- Zawołała kiedy wstał z fotela. A potem wspólnie zastosujemy plastry oczyszczające z toksyn "Aikido"!
Kilka godzin później kiedy od nowa urządzał się w swoim domu przyszła do niego przesyłka, w której znajdowało się mnóstwo zdjęć młodych osób. ZDJĘĆ? To wybór adeptów magii czy konkurs na Tap Madl?!
Osobiście zabrał je do wyroczni, usłyszał niewiele znaczących przepowiedni, Większość z nich brzmiała “Ty szajning lajk e star!” i “Tfoje oszy som hipnotajzin!".
zarys przyszłości nie zapowiadał się pozytywnie. Wyglądał, jakby narysował go student pierwszego roku ASP na olbrzymim kacu. Albo Beksiński. Nadchodził jeden z wielu październikowych wieczorów tego roku, Albowiem październik trwał w tym świecie przez dokładnie pięć miesięcy.
koniec zwyczajnego dnia jak zawsze, nic niezwykłego. Słońce chowało się już za horyzont, powoli ustępowało niebo srebrnemu księżycowi, ciemność ogarniała miasto Werunium. Uwielbiano widok najpiękniejszego tutaj zachodu, kiedy świeciły pomarańczowe promienie dając jeszcze jasność i trochę ciepła. Zawsze, kiedy czytam takie opisy, wizualizuje mi się coś takiego: Dni jesienne robiły się coraz krótsze, zbliżała się zimna pora. *wizualizuje sobie wielkiego pora wyciągniętego z lodówki, nadchodzącego zza horyzontu*
Dwóch młodszych uczniów wracało właśnie do domu po dodatkowych zajęciach w szkole. Thomas Frans i Max Morgans, bo tak się nazywali, szli wolno gdyż byli bardzo zmęczeni. (...) Chcieli jak najszybciej znaleźć się w ciepłych mieszkaniach i wypić coś ciepłego na rozgrzanie, znaleźć czas na rozrywkę. Żadne zwyczajne dziecko nie lubi szkoły, chyba same kujony, Ależ oczywiście. A potem takie ZWYCZAJNE dziecko wpada na genialny pomysł, żeby napisać opko - szkoda tylko, że efekty tego są zazwyczaj opłakane.
do tego mieli nieznośnych nauczycieli, jeden z nich uwziął się najbardziej. Tak tak, wszyscy nauczyciele to psychopaci, co do jednego, tak tak. (Lekarz kazał przytakiwać.) *pociąga nosem* Wyczuwam smrodek Pilipiuka w powietrzu.
Niektórych specjalnie zostawiano na następny rok, im zawsze udało się wybrnąć. Tym powtarzającym klasę. Tak, tak.
Tom i Max chodzili razem do tej samej klasy w publicznej szkole tego miasta, nie znano lepszych przyjaciół niż oni dwaj. Cały czas przeznaczali na rozmowy, również w czasie zajęć. Że im szczęki nie odpadły od takiego ciągłego napieprzania...
Znali się od wczesnego dzieciństwa i dlatego tyle ich łączyło nawet wygląd. O szlag, czemu nie znałam we wczesnym dzieciństwie Moniki Belucci?! *biegnie przykleić się do Moniki* Może jeszcze nie jest za późno!!!
Obaj byli blondynami choć Tom miał oczy błękitne a drugi brązowe, dorównywali sobie wzrostem. Rysy twarzy Maxa były mniej wyraziste niż kolegi. To, że należeli do dalekiej rodziny nic nie zmieniało, uważali się za kumpli, Mhm. Podobieństwo wynikało zatem z przyjaźni, a nie z łączących ich więzów krwi - ale za to więzy krwi najwyraźniej mogły stanąć na drodze przyjaźni.
nawet urodzili się tego samego dnia. Zdarzało się, że ich rodziny zasiadały razem do jednego stołu ale rzadko. Jeden niósł kurtkę zarzuconą na plecy, drugi trzymał plecak w ręce, Kupię lizaka temu, kto znajdzie mi ciąg przyczynowo-skutkowy pomiędzy tymi dwoma zdaniami. Ja nie wskażę, ale czuję nieodpartą potrzebę zwiększenia stężenia absurdu w analizie. Uwaga, nadchodzi: "Siedzą dwie mleczne krowy na słupie telegraficznym i plotkują. Nagle nadlatuje stado dzikich hebli. Przewodnik stada pyta: - Którędy do Afryki? - Tam - odpowiada jedna z krów pokazując na południe. Krowy siedzą dalej i wciąż plotkują, gdy wtem nadlatuje stado dzikich hebli. Przewodnik stada pyta: - Którędy do Afryki? - Tam - odpowiada jedna z krów pokazując na północ. Heble odlatują. - Czemu pokazałaś niewłaściwy kierunek - pyta druga krowa mleczna. - A na chuj w Afryce tyle dzikich hebli?"
nie przeszkadzał im lekki wietrzyk, odpoczywali a słońce świeciło im prosto w twarz. Odchodzili w kierunku zachodzącego słońca, a w tle powiewał gwieździsty sztandar.
Wracali przez miasto długim kamiennym chodnikiem wzdłuż drogi, najpierw przez jedną z głównych ulic Liethmina koło szkoły, później bocznymi. A te wszystkie ulice składały się z jednego chodnika. Kamiennego. *niepewnie rozgląda się za wódką* *polewa Pigmejce i sobie* Dzięki. Bez wódki nie razbieriosz...
Ta część zabudowań jest dość nowa, miasto szybko się rozbudowuje.
Wieczorami o tej porze mało kto jeździł, więc czuli się bezpiecznie chodząc z jednej strony na drugą całą szerokością. Mogli oddychać świeżym powietrzem i czuli zapach kwiatów w październiku?, dochodzili do parku Wiellon. Nie zwracali uwagi na czas, który tak szybko płynął.
Szybko?! Ja tu osiwieję i mchem porosnę, zanim oni do domu dojdą!

Każdy dzień mijał tak samo, ich życie powtarzało się na tych samych czynnościach.
Zapętlali się na zmywaniu naczyń?
Działali na autopilocie.

Kiedy przechodzili obok pierwszych zaułków skweru
Zaułek skweru był tuż obok ronda skrzyżowania, jak sądzę.
Na płaskiej górce przy suchym stawie.

zza gęstych krzaków karłowatego jałowca wyskoczył mały Timmy.
*wyobraża sobie aŁtora piszącego to zdanie i myślącego: POCZUJCIE MOC EPITETU, SUKI!*
Nie mogę opędzić się od wrażenia, że zza krzaków wyskoczył na wózku ten Timmy.

Był on małym, pulchniutkim chłopcem o ciemnej karnacji i krótko przystrzyżonych włosach, cera mylnie wskazywała na mulata.
Palcem wskazywała. Bo to Cera Kłamczuszka była.
Ciemna cera była tylko podpuchą, bowiem chłopiec był rodowitym aryjczykiem. Przynajmniej taką wersję jego matka przedstawiała ojcu.

Mieszkał na tej samej ulicy co oni. Na plecach miał tornister, gdyż również skończył o tej porze lekcje, wyśmiewano się z naszywki ukazującej bohatera kreskówki, za którym przepadał, przyczepił ją własnoręcznie.
*patrzy ponuro na powyższy akapit* *chwyta za dzidę* Składnio, logiko, pomszczę Was!!!
"P jak Pigmejska vendetta" - już dziś na Twoim blogasku!

Młodszy od nich o kilka lat a mieszał się w sprawy starszych zwłaszcza ich dwóch. (...) Zaczął wtrącać się w rzeczy, które go nie dotyczyły i jeszcze nie rozumiał. Mógłby tego nie robić ale kochał dokuczać, zwłaszcza gdy tego nie chciano,
Bo przecież każdy z nas ma od czasu do czasu ochotę na to, żeby nam podokuczano.

(...) chciał aby ktoś wreszcie zwrócił na niego choć odrobinę zainteresowania i poświęcił mu trochę czasu. Dzieci lubiły być w centrum interesujących wydarzeń, czasem stosowały przeróżne i drastyczne środki.
Nóż, sznur i taśmę klejącą.

(...) Trzeba wrócić do jego paplaniny,
Stwierdził narrator niechętnie.

kręcił się wokół nich.
- Dostałem dziś piątkę za rysunek, nauczycielka bardzo mnie pochwaliła.- Powiedział dumne z uśmiechem na twarzy.
Po chwili zaczął grzebać w tornistrze, zapewne chciał pokazać swoje „arcydzieło". Gwałtownie wertował zeszyty i książki, wyrzucał pomazane kartki na środek drogi.
O, czyżby Element Komiczny?

Radość nie opuszczała go, myślał, że to ich może odrobinę zainteresuje. Zamalowany arkusz nie przedstawiał nic nadzwyczajnego.
- Za twoje okropne bazgroły nie postawiłbym nawet trói, nie masz za grosz talentu. Nie pokazuj tego, jeszcze ktoś się przestraszy. Pozbieraj swoje śmieci.- Rzekł starszy Morgans.
- Tobie zawsze coś nie pasuje, dlaczego nie jesteś milszy dla mnie, jestem twoim bratem Max!
Wkurzony podarł wykonaną pracę na strzępy (nie był już taki ładny jak poprzednio),
Zbrzydł w ciągu kilku minut?

rozrzucił więcej papierów i ruszył szybkim krokiem w stronę ulicy Jaśminowej, tam gdzie mieszkał ze swoim ohydnym bratem i rodzicami. Sprawca jego zdenerwowania wcale tego nie żałował, sam na to zasłużył aż się prosił.
Mnie się już nawet nie chce komentować źle użytych podmiotów, bo ile można. Umówmy się, że ja je widzę, i Wy je widzicie, ale ze względu na dobry humor Pisaczka poudajemy, że ich tu nie ma, ok?

Miejsce, do którego zmierzali było zupełnie inne od pozostałej części miasta, jedyna ulica gdzie zamiast barwnych róż rosły białe jaśminy, od tego ją tak więc nazwano, znajdowały się tu już od początku, wiele lat szczyciła się tą pięknością, przy takim zachodzie i wśród pięknych kwiatów wyglądało to cudownie.
W październiku, przypomnę, ten jaśmin kwitł?

Przed każdym garażem stał zaparkowany samochód (też cudownie piękny?), ludzie odpoczywali po dniu w pracy.
W tych garażach odpoczywali, że umieściłeś te dwie informacje w jednym zdaniu, Pisaku?
Wszyscy byli fanami garażowego punka, nic innego.

Ta ulica była najbardziej wyjątkowa ze wszystkich, każdy znał się dobrze, nikt przed nikim nie miał żadnych tajemnic (tak mogłoby się wydawać). Żadna plotka nie krążyła oczerniając czyjegoś życia (Ja pierdziu, co za Kraina Troskliwych Misiów i Różowych Kucyponków!). Tylko ci bracia kłócili się tak bardzo i często, nie było takiego momentu gdy żyli w spokoju.(...)
- Powinieneś być dla niego wyrozumiały, jest jeszcze młody, my też byliśmy w takim wieku i jakie rzeczy wyprawialiśmy. - Powiedział Tom.
- Nie mów, że też jesteś po jego stronie, wszyscy to mówią!- Powiedział oburzony.- Rodzice cały czas go chwalą i umilają mu życie.
Grają mu serenady pod oknem, rozwijają przed nim czerwony dywan...

Powinien wiedzieć jak naprawdę jest, musi się nauczyć prawdziwego życia.
Chcesz, żeby Twój młodszy brat umiał radzić sobie w życiu?!
Zniszcz go psychicznie!!!
Uchiha Itachi likes it.

- Daj spokój, jesteś przewrażliwiony, ja na twoim miejscu cieszyłbym się z młodszego brata nawet podobnego, do Timma. Mój rzadko ze mną rozmawia, minęły lata kiedy miał dla mnie dużo czasu.
Chłopcy są nastolatkami, Thomas mówi o MŁODSZYM bracie... więc wnioskuję, że braciszek miał dla niego czas w okresie niemowlęcym? To miło ze strony oseska...

(...) Wracali do domu zupełnie inaczej niż zazwyczaj, czasem potoczy się inaczej niż chcą. Słońce w połowie schowało się wzdłuż linii horyzontu naznaczonej daleko.
Też umiem pisać tak jak aŁtor! Zobaczcie:
“Biały motyl opadł delikatnie na kwiat jabłoni, co dwie głowy to nie jedna. W ziemię walnął meteoryt, zabijając krowę pasącą się na pastwisku.”
*sięga po butelkę* Zaprawdę powiadam Wam - rozum nie jest w stanie tego ogarnąć. Po pijanemu ani na trzeźwo, we dnie ani w nocy, w metrze ani w swetrze, na skos, wspak ani po rumuńsku - po prostu nie. Uwaga, nadchodzi dowcip.
"Pewien młody Izraelita miał jechać na stypendium do Paryża. Przed wyjazdem Rabin mówi do niego:
- Pamiętaj, życie jest jak fontanna!
Chłopak wyjechał do Paryża. Studiował tam i co wieczór przypominał słowa rabina! Ukończył studia i pracował w Paryżu. Co wieczór jak wrócił z pracy, przypominały mu się słowa rabina. Wziął ślub i miał dwoje dzieci i co wieczór jak się położył spać przypominały mu się słowa Rabina. Po dwudziestu latach wrócił do Izraela, gdzie spotkał Rabina.
- Rabinie, studiowałem, pracowałem zagranicą, ale powiedz mi co znaczy "Życie jest jak fontanna"?!!
- A nie jest jak fontanna?!
- Nie.
- Jak nie to nie..."

Blade światło rozjaśniało im jeszcze drogę powrotną, ciepłe powietrze ledwo docierało do nich (W związku z tym powoli zaczynali się dusić z braku tlenu. ^^). Musieli dojść do peryferii miasta, to dość daleko do szkoły.
I tak szli i szli i szli... A czytelnicy umierali z głodu przed monitorem... Dorastali, żenili się i mieli dzieci, które miały własne dzieci... Pokolenia rodziły się i umierały... czekając, aż ONI DOJDĄ DO TEGO CHĘDOŻONEGO DOMU!!!
Pierwsza wzmianka o tym, że chłopcy wracają ze szkoły, znajduje się równe sześć stron temu.

Byli sąsiadami od długich dziewięciu lat, tak dużo już razem przeżyli, czas płynął dla nich spokojnie. Byli dobrymi przyjaciółmi o normalnym życiu, czekali jedynie na coś niezwykłego aby przerwać monotonność.
Niech ich potrąci nisko przelatujący kombajn marki bizon, tylko błagam - niech się coś zacznie dziać!!!

Tak się złożyło, że każdy miał brata, jeden młodszego drugi starszego. Rodzice Maxa byli adwokatami, pracowali razem w centrum tworząc wspólną spółkę,
W odróżnieniu od spółek osobnych, nieprawdaż.
Bo to była spółka z jedną nóżką bardziej. =.=’

dobrze zarabiali, mogli pozwolić sobie na lepsze życie. To nie był przypadek, od wielu pokoleń Morgansowie pracowali w tym zawodzie i szczycili się sławą. Najmłodszy wolał jednak robić coś zupełnie innego w przyszłości, nie interesowało go to wcale, nie czuł nic w tym kierunku. Toma zaś pracowali w urzędzie miasta,
Toma CO? Kuzyni? Chomiki? Hodowla glonojadów?!

nie było tak źle, nie potrzebowali zbyt dużo, rodzina jest najważniejsza, nie pieniądze.
Ach, jakie to piękne, jakie to wzruszające. Szkoda tylko, że pieniądze są potrzebne, żeby tę rodzinę utrzymać.

Zatrzymali się w końcu między dwoma podwórkami oddzielonymi niskim murkiem, mieszkania numer sześć i siedem.
Doszli! Jeżu drogi, Matko Borsko, doszli!!! *otwiera szampana i ociera łzy szczęścia*

Chłopcy byli tutaj prawie jedynymi dziećmi, oprócz Timma. Nie mieli więc blisko innego towarzystwa, ich koledzy z klasy mieszkali bliżej centrum. Mogli cieszyć się, że mają więcej spokoju od nich, nie musieli wysłuchiwać odgłosów miasta, wielu hałasów panujących w dzień, warkotów przejeżdżających samochodów w nocy tuż przy oknach, prace uliczne były najgorsze.
Już widzę, jak jakikolwiek nastolatek napawa się ciszą i spokojem. Pisaku, jesteś pewien, że piszesz o dzieciakach, a nie geriatrycznych staruszkach?

- Czyli jutro jest klasówka z fizyki, tak jak zwykle?- Odezwał się wreszcie Max, nie mógł tego przedłużać.
To brzmi jak dramatyczne rozstanie dwóch kochanków. I'm just sayin'.

Rozdzielili się w zgodzie, każdy poszedł w swoją stronę. (...) Max Morgans brał przykład z rodziców, często próbował ich naśladować i rozdzielał skłóconych, wydawało mu się często, że to jego powinność, sam jednak nie potrafił tak postąpić z własnym bratem. Wraz z rodzicami musiał chodzić na bankiety przygotowane przez ich firmę, to nie miejsce dla niego.
BAAAAARDZO prawdopodobne.

Był bardzo wychowany,
Rodzice bardzo starannie nacierali go co rano wychowaniem w kremie.

choć wolał pozostać zwyczajnym chłopcem, nie bujał w obłokach tak jak Tom choć trochę mu zazdrościł wyobraźni. Jego kolega miał takie marzenia i pomysły aż nie mieściło się wszystko w głowie.
Zwłaszcza te z kajdankami, małymi zwierzątkami futerkowymi i lejkiem.

- Synku, zaraz będzie podana kolacja, zejdź na dół.- Poinformowała go pani Amelia, jego matka.(...)
Przy stole siedzieli pan i pani Morgans, nie było jednak ostatniego członka rodziny, Timma.
- Gdzie mały rozrabiaka?- Zapytał lekkomyślnie zasiadając do stołu.
Akt zasiadania był karygodnie wręcz nieodpowiedzialny.
Widać tego dnia rodzice zapomnieli go wysmarować kremem wychowującym.

- Jest u siebie w pokoju, zamknął się i nie chce rozmawiać. Masz coś z tym wspólnego synu, chyba jesteś winowajcą w tej sprawie?- Zapytał pan Morgans.
Nie udało mu się opanować emocji, nie mógł się opanować.
- Ależ jasne! Zawsze co złe to moja zasługa, (tak, a to co dobre, to jego wina...) sam zaczynał, tyle razy mówiłem żeby się nie wtrącał do spraw moich i Toma. Dobrze wiedział, że nie powinien, jest zbyt natarczywy.
Bo pochwalenie się obrazkiem jest zbrodnią niewybaczalną.

- To cię w ogóle nie usprawiedliwia, masz go przeprosić i to natychmiast!- Powiedział ze złością ojciec.
- Nie ma mowy, nie poniżę się w takim stopniu, nie ja zawiniłem!- Wyparł się (czego?) uderzając ręką w stół.
Tak. Zdecydowanie widać, jak BARDZO jest wychowany...
Sztućce z jedzeniem upadły na wełniany dywan robiąc sporo hałasu,
Nie wiem, jak widelec upadający na dywan może narobić sporo hałasu - chyba, że sprzedawca dywanów ich oszukał i to nie była wełna, a kamienny jedwab.

wazon z kwiatami przewrócił się rozlewając wodę wokoło. Jego mama zdenerwowała się, będzie musiała położyć czysty obrus, jeśli czegoś nie zrobi drewno przesiąknie obrusem...?

- Uspokój się i nie podnoś na mnie głosu, trochę szacunku dla starszych. Marsz na górę, masz szlaban miesięczny, wybij sobie z głowy komputer, nie dostaniesz żadnego kieszonkowego.

No i na koniec - dowcip. Uwaga:
"Jaka jest różnica miedzy żydem a pizzą?
- Żyd to osoba wyznająca judaizm, a pizza to wypiekana potrawa składająca się z płaskiego, z reguły okrągłego ciasta pokrytego pomidorami, serem i innymi dodatkami."
A teraz już musimy iść, bo ten lew naprawdę wyżre nam cały marcepan. Ciao!

28 komentarzy:

Leleth pisze...

Ale o ssso wogóle chozzzi?
Nie rozumiem z tego absolutnie nic, a już zwłaszcza, jaki związek ma młódź wracająca ze szkoły z najwyższymi magami.Analiza świetna, imo ta część lepsza od poprzedniej, a dowcipy borskie :D Niemniej chyba już nie mam ochoty tego czytać.
Skomentowałabym konstruktywniej, ale nie mam w tym bełkocie punktu zaczepienia...

Anonimowy pisze...

W analizie napomknęłyście o dwóch bardzo smakowitych rzeczach, które uwielbiam i chciałabym konsumować bez końca: rzeczami tymi są, oczywiście, Itachi Uchiha oraz marcepan.

Poza tym - błagam, weźcie się za analizę innego opeczka. To wywołuje mdłości, nawet pomimo waszych genialnych dopisków i pyszności, o których wspomniałam wyżej.

Pozdrawiam!
Nefariel

Ther pisze...

"Kiedy przechodzili obok pierwszych zaułków skweru
Zaułek skweru był tuż obok ronda skrzyżowania, jak sądzę.
Na płaskiej górce przy suchym stawie."
:D

Przeogromnie nudny fragment - może Pisak pomylił sobie opowiadanka i do tego o magach wstawił fragment jakiejś telenoweli? o.O

Ale za to jaki zwrot akcji na końcu! Sprzeczka z rodzicami, cóż to za dramatyczny element fabuły!

Mimo całego "geniuszu" Pisaka dołączam się do błagań Nefariel - litości!

P.S. Hasło: burrism. czy to ma coś wspólnego z grzebaniem? Na przykład aŁtoreczek i Pisaków?

Anonimowy pisze...

Alez to jest opowiadanie terapeutyczne. Pisak probuje odreagowac traumy z dziecinstwa.

'N. pisze...

Nie można by ich dzikimi heblami poszczuć?

Popielaty pisze...

"Zdarzało się, że ich rodziny zasiadały razem do jednego stołu ale rzadko. Jeden niósł kurtkę zarzuconą na plecy, drugi trzymał plecak w ręce" - to najpiękniejsze co ostatnio widziałam. Dziękuję.

Anonimowy pisze...

Cały ten fragment opka brzmi tak, jakby był jedynie streszczeniem pełnej przygód, zaskakujących zwrotów akcji i rozwijających bohaterów doświadczeń opowieści. Niestety część małych karteluszków, na których Pisak rozwijał poszczególne sceny, najwyraźniej zaginęła. Dlatego możemy pochylić się z żalem nad nieudolnością wychowawczą rodziców (fiszka z dialogiem - zachowana), natomiast zwiedzanie nowego miasta (scena pojedynku w Zaułku Smoczej Woni - brak kartki; rozmowa z barmanem z podejrzanej spelunki, pełna Elementów Komicznych - zalana kawą i nieczytelna) zupełnie nas ominęło. Tak samo zresztą jak opisy fascynującego zapewne świata magów ( np.: kłótni Doggmora z Elerosem - błyskotliwe riposty + pioruny i grzmoty czy dramatycznej walki o wolność po zmasakrowaniu olbrzymòw, które weszły w szkodę:)
Istnieje również możliwość, że co bardziej bełkotliwe i "multipodmiotowe" fragmenty miał wypełnić akcją inny scenarzysta, ale pojechał do wòd..
Opko zachwycająco niestrawne i odmóżdżające:) Drogie Analizatorki, nie dotknęłabym go dlugim kijem, gdyby nie Wasze komentarze i dowcip o fontannie:)
Błagam o zaprzestanie dalszych tortur przy pomocy tego dzieUa!;)
JasminTea

Rozprosz pisze...

Hej, hej, osoba wyznająca judaizm to żyd przez małe "ż"!

Hasło "botfulle" - idę po butelkę fulla. Koszernego!

Anonimowy pisze...

Wy tak hahahihi z pisaka, a on ma szanse osiągnąć wielki sukces. Jako przedstawiciel nurtu Literatury Usypiającej, może pomóc wielu ludziom, cierpiącym na bezsenność. Lekarz przepisuje recepte na jedno z jego "dzieł" i zamiast liczyć barany, czy truć się chemia, wystarczy poczytać z dwa rozdziały o powracających ze szkoły dwóch kolesiach. Kamienny (jedwab) sen gwarantowany.
Analiza niezmiennie fajniusia :)

Dzidka pisze...

To słoneczko jest strasznie podobne do Lady Gagi :)

SStefania pisze...

JasminTea, podoba mi się Twoja teoria! I myślę, że wiele opek byłoby lepszych, gdyby ałtoreczki i pisaki mieli ghostów dopisujących za nich te fajne rzeczy...

Analiza wyjątkowo słaba, ale nie komentarze, nie, one, jak zwykle na świetnym poziomie - po prostu opko tak marniuchne, że ciężko się z niego śmiać, bo to jakby śmiać się z chorego dziecka... Tym bardziej jestem Wam wdzięczna że się przez to przedarłyście i wywołałyście dużo śmiechu. Mam jednak nadzieję, że to już koniec.

Mrunia pisze...

Kuczaki zen! Kurczaki zen! *dziki zaciesz*
I dzikie heble. I zaułki skweru. I wspólne spółki.
To opko jest... Nawet nie mam odpowiedniego określenia, jakie ono jest. Mam nadzieję, że to już koniec.

Anonimowy pisze...

To i ja opowiem dowcip

Podpływają rybacy łodzią podwodną do latarni i pytają się:
-Która godzina
Latarnia wyciąga termometr i mówi
-Dzisiaj czwartek
A telewizor podnosi oczy do nieba i wzdycha
-Jaka szkoda że nie mam drobnych

kura z biura pisze...

Hasło: gowni. Nawet blogger jest zdania, że to opko jest gówniane. I rzeczywiście - brnąć przez te niekończące się opisy nie wiadomo czego... Tak, życie jest jak fontanna!

Anonimowy pisze...

Zeusie, widzisz ty a nie grzmisz? Nie wytrzaskasz nikogo piorunami? Na pewno nie?

Szkoda...

Dobra Rada: Nigdy nie próbujcie równocześnie ziewać (hipnotyzujący styl Pisarczyka) i się śmiać (kurczaki Zen), to wywala bębenki z uszu.

Na kolana padam i szlocham o coś innego...

Anonimowy pisze...

A mnie się podoba. To opko.Raz jeden znalazło się takie,które przekracza moje możliwości "ogarnięcia", dlatego czasem rozważam możliwości:
1) jest to genialnie podrobiona prowokacja
2) napisał to ktoś z rozwijająca się schizofrenią
3)napisał to nastoletni Pisak z jakimś jeszcze nie klasyfikowanym schorzeniem(z rodzaju dysgrafii,dyskalkulii itp.),które organicznie nie pozwala mu wpleść odrobiny sensu do swoich wypowiedzi(miejmy nadzieję,zę tylko pisemnych,bo jeśli nie... wróżę mu wielką samotność z tym schorzeniem na pytanie: chcesz iść do kina? odpowiada się: moja matka lubi lamy.
Śmieszne nie jest, usypiające absolutnie, straszy trochę (bo ja się wariatów boję- cóż, taką mam słabość).
I dlatego trudno mieć pretensję,że analiza jest średnia. Bo świetnie analizować można coś głupiego,durnego, płytkiego,naiwnego itp. Tutaj zaś mamy do czynienia z czymś obezwładniającym moce pychiczno- intelektualne...

Anonimowy pisze...

Mam jeszcze jedną teorię. Być może nikt z nas nie potrafi objąć umysłem Wszechpotężnego Geniuszu pisaka? Nasze małe móżdżki po prostu nie są w stanie docenić ogromu niezwykłych i bo(r)skich słów spływających niczym krople życiodajne z Jego klawiatury...
Skutkiem ubocznym takiej Potęgi Umysłu nagromadzonej w tym tekście jest więc wymieniana już: senność, padaczka, biegunka, pandemia świńskiej grypy i wysypka na d...

Anonimowy pisze...

'Uspokój się i nie podnoś na mnie głosu, trochę szacunku dla starszych. Marsz na górę, masz szlaban miesięczny, wybij sobie z głowy komputer, nie dostaniesz żadnego kieszonkowego.' Uhuhu, czuję wpływ tragicznych wątków autobiograficznych.

Weźcie zmieńcie theme, choćby na mizianie się erekcjami, bo przez ten muł się brzebrnąć nie da...

Chloe

Anonimowy pisze...

Zaktualizujcie proszę ja Was starsze analizy, bo nie ma "czochrania się erekcjami" sprzed tygodnia.



MIMI

Kalevatar pisze...

Już zaktualizowane. Sorki za opóźnienie. :)

Anonimowy pisze...

Wszyscy Wielcy Przedwieczni! Dziękuję, że przetrwałam! Bez Waszych komentarzy byłoby nie do przeczytania. Odnoszę wrażenie, że Pisak chciał pisać, ale nie wiedział o czym, więc pisał to co samo wystukało mu się na klawiaturze.
hasło: sonheboa (brzmi jak nazwa jakiegoś węża)
Dżem Malinowy

Goma pisze...

To opko spowodowało u mnie poważny uraz. Jakiś uraz był zawsze, ale od tego można się nerwicy nabawić! Po samej tfurczości bym się nie spodziewała, że analiza mi się spodoba, a jednak poradziłyście sobie cudownie!
Ale naprawdę - opko było smutne.

Anonimowy pisze...

Zanalizujcie to kiedyś, proszę...:)

http://crpg.iml.pl/czytelnia/lodowy-zamek/653a

http://crpg.iml.pl/czytelnia/lodowy-zamek/340a

http://crpg.iml.pl/czytelnia/ostatni-z-archaniolow/818a

Anonimowy pisze...

To też zanalizujcie:
http://mortycjam.blog.interia.pl

Cudowny marysuistyczny hogwarcki pamiętniczek ultrapięknej elfki :)

Ayanamikawaii pisze...

...
*powoli budzi się z szoku...*
A-ale... *rozgląda się bezradnie, po czym bierze głęboki wdech i...*
KURWA JEBANA MAĆ!
O co w tym wszystkich chodzi?! Co za kretyn w ogóle może przeczytać choćby pięć akapitów i nie doznać poważnych obrażeń na psychice?!

Anonimowy pisze...

Ayanamikawaii, zredukuję swoją wypowiedź do treściwego: =.=

Analiza świetna, choć na dłuższą metę nużąca przez okropny styl pisaka. I w ogóle nic się nie dzieje. Idą. Zieeew.

Czekam z utęsknieniem na coś bardziej emocjonującego :) (jak np. szukanie Tró Loffera, malowanie paznokci lub ratowanie świata).

Tiganza pisze...

ja chcę nagrodę za przeczytanie tego kawęczenia do końca - i nie lizaka, o nie. Kebab chcę. Poproszę, znaczy.
A dla Analizatorek - podwójny kebab, z masażem gratis, należy im się jak cholera..
Wiecie co? ten pisak pomylił profesje. Jemu nie pisać, ale w kopalni rąbać urobek - toż każde zdanie rąbie i kuje jak granit, aż słychać kwik potu cisnącego mu się na czoło.. Ale materia oporniejsza - poległ..
mnie się rów spocił podczas czytania, ale nie z ekscytacji, o nie..

Kuba Grom pisze...

O jejku. Więc jeszcze się na to opowiadanie załapałyście?

Opowiem wam jak to powstawało, bo widziałem to naocznie. Gdy jeszcze istniało Grono, gdzieś w okolicach 2009 roku na wszystkich subforach literackich jakiś chłopak reklamował swoją "powieść" zachęcając, że czytajcie i oceniajcie. No i w końcu kilka osób, w tym ja, zaczęło czytać i komentować. Były to rzeczowe analizy z listą błędów i stwierdzeniem, że każde zdanie jest do poprawki. Autor zareagował charakterystycznie - stwierdził że on pisze dla siebie a poza tym zamiast się skupiać na gramatyce to powinniśmy oceniać treść i fabułę. No dobra, skoro sam chciał... wypisaliśmy mu nielogiczności fabuły i dłużyzny. Jakiś czas milczał, aż stwierdził, że jeśli naszym zdaniem pierwszy rozdział będący opisem powrotu ze szkoły jest nudny, to on dopisze prolog. I dopisał. A gdy pisaliśmy że opis powrotu do domu jest tak ogólnikowy, że o mieście wiadomo tylko tyle że jest w nim jedna ulica, to zaczął dopisywać kolejne opisy, wtrącać dygresje o obrzeżach, o położeniu itp. niczego nie poprawiając ani nie skracając.

I tak wyszedł mu nielogiczny, długaśny opis, nijak nie pasujący do niczego. Zdaje się że poprawił tylko kilka literówek. Aż w końcu się obraził i po napisaniu trzeciego tomu zaczął pisać nowy blog - horror w stylu Kinga. Jeszcze gorszy od tego tutaj.

Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że niektórym analizy nie pomogą.