niedziela, 18 września 2011

MotoWilki z Marsa i Falujące Pralki Franie, czyli mądrości z du... z szafy wzięte

Witajcie!
Na wstępie jeszcze raz przepraszamy za opóźnienie. Widzimy, że w podobnych przypadkach w przyszłości stosowanie rozczulających szczeniaczków może się okazać całkiem pomocne... :)
A teraz konkret, czyli blogasek podrzucony przez Shigellę (dziękujemy!). Blogasek oryginalny, bo szafiarski - nie będziemy jednak analizować trafności odzieżowych stylizacji AŁtorki, a dwa mhrrroczne opowiadanka, które są owych stylizacji dopełnieniem. A dzieją się w nich rzeczy straszne.
Są tu złowrogie motowilki uprowadzające bydło na kształt łat i niewiasty u wodopoju, które to wilki buddyjska wichura próbuje zmusić do przejścia na weganizm. Pomiędzy małymi, stożkowatymi drzewami w białe pasy biegnie dzika baba z lasu, która nie zna idei "dom", ale pojęcie "aranżacji" oraz żydowskie święte teksty ma w małym paluszku. Jest tu też pole na którym dojrzewają pralki Franie, a po którym wierzchem na kombajnie grasuje inna dzika baba z wiklinową karocą, która... eee... ma jakiś dziwny uraz do ludzi przytulających słupy ogłoszeniowe? I w głowie której grasuje głuchy przeciąg? Nie wiem. Obawiam się, że w moim mózgu zaszły nieodwracalne zmiany.
ZUa poezja boli przez całe życie.
Miłego!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Kopiec Z Wilczych Głów

Mrok począł wypełniać szpary pomiędzy zdrętwiałymi z zimna ramionami drzew.
*próbuje sobie wyobrazić drzewo, pomiędzy którego gałęziami są SZPARY*
#niemamskojarzeń...
#niktcinieuwierzy
Z czterech stron świata dochodził już jedynie głuchy lament wiatru. Lament po nadchodzącym od północy odejściu.
Ktoś odchodzi, ktoś dochodzi... samo życie.
Mam nadzieję, że to nie wody odchodzą od północy. Kosmiczny poród nie jest tym, co chciałabym sobie wyobrażać.
Wiatr często przedwcześnie zdradza co ma nadejść.
Ojej... smutny to wiatr, co zbyt szybko kończy.
No... na przykład opady atmosferyczne spowodowane różnicami temperatur, które... wait, to chyba miało być poetyckie. Ok, już nie będę.
A wilki potrafią wsłuchiwać się w wiatr równie uważnie, jak spowiadać księżycowi z poczynionych mordów. Wychwyciły i tym razem ze smętnych zawodzeń, gdzie znajdą swą bezsilną w obliczu przyszłości ofiarę.
A świat wykrzywił się ku zachodniej stronie mroku, błyskając ślepiami potępienia...
Nie, dobra, koniec, ja tak nie umiem na dłuższą metę.
A drzewa nocą bezduszne i nienawistne na kształt drogowskazów układały gałęzie,
O TAK?
"W lewo - będziesz żył, w prawo - umrzesz, na wprost - będziesz pochujany."
wiodąc ojców likantropów misternymi skrótami.
Ścieżki miały artystycznie haftowane brzegi, kunsztownie wypolerowane kamyki i inne takie...?
Oj weź, she said OJCÓW LIKANTROPÓW. Znaczy, wataha składała się nie dość, że z samych samców (homo-wataha, o matko borsko), to jeszcze z wilkołaków.
...team Jacob?
Czekały na miłe ich skroniom igrzysko,
Skronie były kontente, czoła jednakże nieco zdegustowane.
A potylice zaczynały już łysieć ze wstydu.
a były niecierpliwe.
Kobieta o włosach i twarzy tej samej, płowej barwy słaniała się na nogach.
Miała żółtoszarą twarz? Nic dziwnego, że się słaniała, to mi wygląda na zaawansowaną żółtaczkę.
Mróz był bezlitosnym katem, biczującym ją po twarzy ile sił w rękach. Na domiar okrucieństwa wyrwał jej z uścisku tajemnicze zawiniątko i oddał na pastwę Wielkiej Wichury.
Czy tylko ja mam wrażenie, że antropomorfizacja poszła tu trochę za daleko? Szkoda, że ten mróz jej jeszcze z dyńki nie posunął.
Ja z kolei wyczuwam ducha Rodziewiczówny unoszącego się nad nami:
W marcu jędza-zima bezczelna wściekła wstała jeszcze raz do boju. Całe hufce zegnała, szare pułki chmur, watahy wichrów północnych i cisnęła tę armię na pęczniejące drzewa, na wyzierające źdźbła, na rzesze ptaszę, co jej urągały weselną pieśnią. Na poczynające życie z chmur tych, przy rechotaniu wichru, poczęły się walić śniegowe zwały jak gzło śmiertelne. (...) Trzy dni mróz katował ziemię, trzy noce wichry się szamotały, za bary się wodząc i zmagając, w tumanach śnieżnego kurzu, z wyciem, poświstem, warczeniem, jękiem (...).
.
Wielka Wichura choć często porywcza i impulsywna, potrafiła współczuć.
Ludzki pan... a mógł zabić.
Współczuła ofiarom swej niepohamowanej siły, a każdą z nich miała na sumieniu.
A nie, to jednak zabił. :/
...bo gdyby ich nie miała na sumieniu, to nie byłoby powodów do współczucia. Niby proste - a jak widać nie.
Każda z nich stanowiła jątrzącą się bez ustanku ranę.
Mróz-kat pięść z kleszczami ścisnął. Jęknęły lasy z bólu rwanych tkanek, na całun
śmiertelny padały ich członki - jędza cieszyła się zgubą młodego życia...
Aby rany się wreszcie zabliźniły musiała uratować od zguby jedno istnienie.
Pff! Niezbyt wygórowana cena.
To dałoby Wielkiej Wichurze nie tylko wewnętrzny spokój (“wichura zen” \m/ Buddyjski wiatr porusza wyłącznie chorągiewkami modlitewnymi!), ale również możliwość zostania niegroźną bryzą, która nigdy nikogo by nie krzywdziła.
Leć nad morze, będzie prościej.
Dlatego Wichura miast stratować ukryte na dnie tobołka stworzonko ukryła je skrzętnie wśród korzeni drzew i nakazała im strzec go niczym ptasich jaj.
Innymi słowy: porzuciła niemowlaka w krzaczorach. Zimą. o.O
Oj no, trudno tak od razu przestawić się na niekrzywdzenie. Trochę wyrozumiałości. ^^
Do czarnej, ażurowej chusty w którą dziecię było owinięte przywiązała klepsydrę ze skruszoną wilczą krwią
Fajnie, szczyl przynajmniej będzie znał godzinę swojej śmierci. No, przez jakieś kilka sekund.
Gdy watasze rozentuzjazmowanych, rozochoconych wilków udało się wyindywidualizować się z tłumu prestidigitatorów dotrzeć na miejsce, wybiedzona kobieta zmaltretowana przez Mróz już tylko dogorywała. Nieco rozczarowani dogodnościami i ułatwieniami oprawcy nie tracili ani chwili, gdyż jak zwykle byli głodni niczym wilki.
- Pumba... Ty jesteś świnią!
- Prawda...
Uczta trwała, aż po biały świt. O brzasku nawiedziła ich Wichura, która to też była głodna? przed wieloma laty zgładziła najpotężniejszego wilczego wodza. Od tej pory wszyscy drżeli na jej widok i stali się jej podwładnymi.
- Słuchajcie mnie cudzożywna gawiedzo!
- Słuchaj mnie niedouczona aŁtoreczko! Używaj wyrazów, które wiesz, jak odmienić!
- I które choć trochę pasują do stylistyki tekstu! No proszę Cię! Czemu nie "słuchajcie mnie organizmy cudzożywne o komórkach eukariotycznych, bez ściany komórkowej, w większości zdolne do aktywnego poruszania się!"?!
Wydałam na świat dziecię. Potomek mój będzie małym zefirkiem? waszym władcą O___o pff! jakieś feudalne relikty, gdy mnie zabraknie, gdy ja odejdę w nadmorskie strony.
To brzmi tak, jakby cmentarzysko wichrów znajdowało się nad morzem... Hm, to by było JAKIEŚ wytłumaczenie tego, czemu mamy tu zawsze taką chędożoną pogodę.
Rozpoznacie go po klepsydrze, w której zaklęta w piach została krew waszego protoplasty.
Czyli takiego sympatycznego, niewielkiego stworzonka, zwanego przez naukowców miacis? Czy może nie cofajmy się tak daleko wgłąb ewolucji...
Serio, AŁtoreczka naprawdę powinna przestać używać słów, których nie rozumie. Wódz ≠ protoplasta, to naprawdę nie jest skomplikowane.
I zapamiętajcie, że za każdym razem gdy niebieski piach
Od kiedy to zakrzepła krew jest niebieska? Ok, wiem, że AŁtoreczce było to potrzebne do sweet foci, no ale.
będzie przechodził z jednej połowy klepsydry w drugą, jesteście zobowiązani do wypełnienia każdego rozkazu waszego pana. A kto zasadę tę naruszy biada jego pobratymcom, ciału i duszy.
A kto zasadę tę świętą złamie
ten usłyszy: zjeżdżaj, chamie!
Złam tę zasadę, wredny zbóju,
a prędko szczeźniesz, zwiędły...
Wilcza Rada Starszych czekała na przybysza wiele miesięcy, a może nawet lat.
Towarzyszyła jej Brooklyńska Rada Żydów.
Nikt jednak nie nadchodził. Co poniektórzy zaczynali powątpiewać, że ktokolwiek kiedykolwiek się pojawi. Lud zaczął szydzić z złowieszczych słów wichury.
Przypomnijmy: ludem jest losowa wataha wilków. Tak, poza tym wszyscy zdrowi.
Powstawały o jej osobie paszkwile i satyry,
Ktoś obsmarował ją na Pudelku, ktoś inny zwołał koleżków i zrobił trollswarm na jej wallu... tak, wciąż mowa o wilkach.
a jej ostatnie słowa miast tkwić w sercach i głowach, tkwiły jedynie na końcu jelita grubego językach pełnych jadu i kpiny. W końcu wszystko to co zostało przez Wichurę, wiele lat temu wyryte na Strzelistej Skale zaczęło się zacierać.
A co zostało wyryte? Powszechna Deklaracja Stowarzyszenia Wegańskich Wilków?
Wszystkie ustanowione przez nią zasady wilki zaczęły zakopywać głęboko pod ziemią, zalewając cementem, by nic w owym miejscu nie mogło już zakiełkować.
Ale to się solą posypywało, żeby nic nie wyrosło... Ale rozumiem, wilki mogą się nie znać, więc wybaczam.
Zalewając cementem... srl, teraz nie opędzę się od wizji watahy wilków w żółtych kaskach i flanelowych koszulach. Jeden miesza cement w betoniarce, a reszta przygląda mu się leniwie, opierając się o szpadle i kopcąc szlugi. Taak...
Zasadzali za to nowe. Swoje własne. I może nie byłoby to nawet takie najgorsze, gdyby nie to, że każdy stosował się jedynie do praw i obowiązków, które sam sobie ustanowił.
Bo wilki to tacy indywidualiści, nieprawdaż. Also, widzę tu skryte przekonanie, że innych trzeba trzymać krótko za mordę, bo zapanuje chaos i zUo.
Zapanowała anarchia. Wilki przestały spowiadać się ze swoich zbrodni księżycowi, musiałyby to bowiem robić codziennie.
A było to złe, ponieważ... ach tak, ponieważ nie musiały się nikomu podporządkować. Wyrwanie się spod czyjejś wydumanej kontroli jest zUe, Drodzy Czytelnicy. (Nie będę nic mówić o kościelnej spowiedzi, serio.)
Ucierpieli na tym niepomiernie ludzie z pobliskiej wioski. Z kołysek zaczęły znikać dzieci w niewyjaśnionych okolicznościach. Panienki zażywające kąpieli w jeziorze zostawały uprowadzane w nieznane skąd nigdy nie powracały.
A ja znowu mam filmowe skojarzenia...
Gospodynie dojące krowy rozpływały się w powietrzu wraz z bydłem na kształt łat.
Znaczy się, to bydło było tak jakby... nieregularne, poszarpane, miejscami okrągłe? Hm, nic dziwnego, że w końcu znikło.
Bydło na kształt łat, nie nie mogę.
A wilki obrastały zarówno w tłuszcz jak i siły militarne.

I, kurwa, w program atomowy. Wzbogacały uran i wgl.
Powstały zupełnie nowe gatunkowo legiony nazwane likantropami.
Nie będę mówić o tempie, w jakim powstają nowe gatunki. Nie będę mówić o fiksacji na punkcie wilków jako zbrodniczego reżimu dybiącego na cnoty niewiast u wodopoju. Powiem tylko, że "likantropi" pojawili się już na samym początku fabuły, więc coś się komuś pomerdało z chronologią.
Przed nimi drgali najbardziej chrobrzy mężowie w osadzie.
To się padaczka nazywa. I to się leczy.
Gah, znając AŁtoreczkę, te wilki raziły ich paralizatorami.
Nie mieli z nimi najmniejszych szans, dlatego musieli pogodzić się z zaistniałą, uwłaczającą ich godności sytuacją. Wilki uczyniły sobie poddanych z ludzi, a z ich córek swoje żony.
Taka jakby ciut odwrotność TEGO?
Pewnego zmierzchu, gdy mrok począł wypełniać szpary pomiędzy zdrętwiałymi z zimna ramionami drzew, z czterech stron świata zaczęła dochodzić triumfalna pieśń wiatru. Wywołało to popłoch w wilczym plemieniu. Pieśń bowiem była nowa, zupełnie inna niż dotychczasowe.
Brzmiała bardziej jak ssssssssssszzzzzuuuuuuuuuuuuuuuu, ssszzzuuuuuuu, a nie wziiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii, wziiiiiiiiiiiiiii.
A nie jak dotychczasowe: Nie Będziesz Krzywdził Żadnych Czujących Istot, A Już W Ogóle Niewiast U Wodopoju.
I mimo, że była radosna jak nigdy dotąd ciarki tańczyły po wilczych skórach, niczym ważki i nartniki nad stawem.
Dziki wzrok przedzierał się przez najmroczniejsze zakamarki boru.
...To zdanie broni się samo, nie uważacie?
Wabiona podszeptami leśnych duchów i żywiołaków zapuszczała się daleko jak nigdy dotąd, będąc pod wpływem emocjonalnego transu.
Że ktoś tu był “pod wpływem”, to ja nie wątpię...
Sunęła między niewidocznymi w ciemnościach pachołkami z drzew
I teraz nie wiem: drzewa jej robiły za służących, uchwyty... czy też może przez gdańskie pagórki lazła?
Wizja małych, stożkowatych drzewek w biało - pomarańczowe pasy urzekła mnie niezmiernie.
jakby znała ich układ na pamięć. Palce kasztanów i dębów grały na kosmykach jej srebrzystych włosów jak na harfie.
A ich dolne gałęzie muskały delikatnie jej łono...
Na jej piersi widniała poprzedzielana w wielu miejscach chusta.
A na jej włosach jawiła się pianka modelująca.
Poprzedzielana, ergo: słabo zasłaniała piersi. To pewnie od tego muskania.
Widać było, że jest przy niej od zarania jej dziejów.
A dzieje te liczyły, niech zgadnę... szesnaście lat?
Nagle przez sylwetki drzew zaczęło przedzierać się światło i ciepło domowego ogniska.
Światło ogniska przedzierające się przez drzewa... fajna definicja pożaru lasu. Spodobałaby się piromanom.
Przedzierające się światło i ciepło... mówiłam, że wilki przeprowadzają próby jądrowe.
Mimo, że dziewczyna nie znała tego zjawiska bardzo jej było do niego tęskno. Była to tęsknota spowodowana jakąś wewnętrzna potrzebą, która skrywana bardzo głęboko nigdy nie została zaspokojona.
Piromanka in spe? Miło nam, dzień dobry.
Albo przez szesnaście lat nigdy nie poczuła ciepła. Tajemnicą pozostaje, jak przeżyła do osiągnięcia wieku produkcjnego.
Płynęła więc niby zjawa przed siebie, jak ćma wabiona światłem. Gdy dotarła przed zgrabną chatkę krytą strzechą
Chata miała smukłe, chętnie otwierające się... drzwi. I krągłe... okna, okna oczywiście.
dostrzegł ją jeden z mieszkańców. Prowadzona przez nieznajomego nim się spostrzegła znajdywała się już w dziwnie ograniczonej przestrzeni, którą zwano domem.
Znajdywała się skrupulatnie: tu rączkę, tam nóżkę.
Wydawała się jej tak równomiernie zaaranżowana, że, aż zaczęło jej się od tego kręcić w głowie.
Nie znała słowa “dom”, ale w jej umyśle funkcjonowało pojęcie “aranżacji”. No tak, to przecież naturalne.
I tak czując się jak na karuzeli wsłuchiwała się w opowieści domowników o tym co się dzieje w tych okolicach, rozumiejąc, niewiedzieć skąd każde ich słowo.
Och jak mi przykro, że jest to praktycznie niemożliwe.
Beztroskie dziewczę nie znało ni strachu, ni zła, ni nawet niebezpieczeństwa, dlatego też postanowiła uratować uciśnionych wieśniaków.
Nie znała pojęcia "zła", ale znała ideę "ratowania" i "ucisku". A AŁtoreczka słyszała o "logice", ale postanowiła nie mieć z nią nic wspólnego.
Zapuściła się ponownie w leśną otchłań krocząc z niewiarygodną dumą i pewnością siebie, zupełnie jakby była świadoma tego kim jest i jaką moc posiada. Być może zdradzały jej to ultradźwiękowe szepty nietoperzy, lub werbalny szelest liści.
A liście zrobiły: *SZELESTU SZELESTU* Z wyjątkiem liści klonu, które miały zęby. Te zrobiły: *DZIAB DZIAB*.
"Werbalny szelest liści". Fajna nazwa na alternatywną kapelę.
Grającą ambient, na przykład.
Spod jej kroków ulatniała się triumfalna melodia,
Ojapierdziu, runo z soundtrackiem.
Ziemię porastał Mech Rubika. Klaskał, gdy ktoś po nim przechodził.
triumfalna melodia, tożsama do tamtej, która niedawno zawitała w progi wilczych uszu.
A melodia chociaż wytarła buty na wycieraczce, czy weszła jak do chlewu?
AŁtoreczko, skup się: tożsama - z kim, z czym?; podobna - do kogo, do czego?
Wilczy wysłannicy postanowili wyjść swojemu przeznaczeniu naprzeciw. Jak zwykle byli napędzani żądzą krwi, triumfu i władzy, niczym sztucznym silniczkiem doczepionym do kończyn.
A silniczek robił TRRRRRR, TRRRRRRRRR...
MOTOWILKI Z MARSA. Serio, to opko powinno się tak nazywać.
Gdy tylko przed ich kaprawymi ślepiami wyłoniła się ludzka postać, pozami swymi wymownie wyrażali gotowość do ataku.
Stali na tylnych łapach i wymachiwali kałaszami, co i rusz posyłając serie w powietrze?
Zastygli jednak w bezruchu gdy znaleźli się w zasięgu wzroku swojego przeciwnika.
Niepozorna dziewczynka nie zatrzymała się nawet na ułamek sekundy. Nie opuszczając brody w dół ani na chwilę, szła po linii prostej
A jakby opuściła brodę, to by skręciła w lewo? Ma tam jakiś kierunkowskaz?
W brodę miała wbudowany mechanizm kierowniczy. Serio, to jak z gałką pada: kierujesz ją do góry - idzie przed siebie, w dół - cofa się; lewo i prawo nie wymagają wyjaśnienia.
w stronę dwóch sparaliżowanych stworzeń, niczym czołg, nie bacząc na nic.
Bo co jej tam jakieś pożarcie przez dzikie zwierzęta.
Dziewczę pruje tak, że minie je i nawet nie zauważy.
Krew w żyłach wilków zamarzła i zaczęła się kruszyć zamieniając w proszek.
Odzyskała swą płynność dopiero gdy enigmatyczna dziewczyna
Fascynuje mnie ta nieporadność w stosowaniu synonimów, naprawdę.
przyzwoliła na to słowami – Prowadźcie mnie do swojego wodza, pragnę z nim mówić. Pozwalam waszej krwi odzyskać ciekłość, a wam władanie w łapach. Na imię mi Ganieda, strzeżcie się mnie. - Przerażone zwierzęta bez zastanowienia wzięły swa wszechmogącą panią na grzbiet
Oba ją wzięły na grzbiet? Taka gruba była, czy co?
Wszechmogącą...?
i pogalopowały ku swojej głównej siedzibie. A drzewa widząc ich żałosną bezsilność zaczęły złośliwie podstawiać im korzenie pod nogi.
Aż w końcu, za którymś ich potknięciem, baba-dziwo się wyjeb... wyjąc z bólu, spadła na ziemię.
Kresem ich podróży było obmierzłe miejsce opanowane przez zapach padliny i krajobraz monumentalnych budowli
Zapach zajął funkcję dyrektora, krajobraz zaś zadowolił się stanowiskiem zastępcy.
Monumentalnych budowli. Wizja wilków-budowlańców ma coraz mocniejsze podstawy.
monumentalnych budowli z różnokształtnych, polichromowanych kości.
Czyli coś takiego. Pewnie też wilczki same zrobiły. Zębami wygryzły, czy coś.
I ogonami pomalowały.
Po środku stał wzniesiony z wilczych głów kopiec, na cześć kodeksu karnego ustanowionego przez jednego z wilków. Mówił on o tym, że wszystkie wilki, które nie będą stosowały się do zasad ustanowionych przez wilka Jonsi, muszą być skrócone o głowę. Nikt się nie mógł temu sprzeciwić, gdyż było tu ogólnie przyjęte, że każdy wilk miał prawo do egzekwowania swoich własnych praw.
Ale... to by oznaczało, że panowała tam całkowita anarchia! Jaa niiieee rozuuumiiieeeeeem... :<
Well, przynajmniej ten kodeks nie przewiduje miejsca dla kruczków prawnych.
Przy legowisku każdego z wilków klęczała młoda kobieta, gdyż według konstytucji wilka Luga każdy wilk ma obowiązek wziąć sobie za żonę osobnika gatunku ludzkiego.
Kodeks, konstytucja... Mam więc rozumieć, że wilki po wyzwoleniu się spod feudalnego zwierzchnictwa Wichury i obyczajowej kontroli Księżyca, stworzyły nowoczesny system prawny? I zaczęły tworzyć literaturę? I zbroić się? I prowadzić ekspansję? I wznosić monumentalne budowle? Słowem: stworzyły cywilizację?
O lol. No rzeczywiście, zbrodnia to z ich strony niesłychana.
Stąd po głównym placu przechadzało się mnóstwo zmutowanych stworzeń ni to wilków, ni to ludzi, zwanych po prostu wilkołakami.
Stefan, kurna, mówiłam, żebyś się przy dzieciach nie lizał pod ogonem! Jakie ty im dajesz wzorce?!
Ganieda nie wzruszona tym co tu ujrzała, wdrapała się dzielnie na szczyt kopca z wilczych głów. Wyciągnęła przed siebie klepsydrę z niebieskim piaskiem, którą zawsze dzierżyła u boku i zaczęła przemawiać głosem, który swoją donośnością przypominał dźwięk gongu.
Zagrzmiała na nich tubalnie? Hm, wizja walkirii o tuszy rocznego słonia staje się coraz bardziej prawdopodobna...
- Słuchajcie mnie uważnie, bo mam prawo wam rozkazywać, a rozkazuje wam słuchać mnie uważnie.
Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!
W skrócie: macie mnie słuchać bo macie mnie słuchać. Cóż za charyzma bije z jej słów.
Jestem potomkiem Wielkiej Wichury oraz transseksualistą , choć nie pod postacią kobiety się mnie spodziewaliście, a żywiołu, to jednak właśnie mnie się spodziewaliście.
To jest to niemowlę porzucone zimą pod drzewem? I niech zgadnę, wychowały ją... korzenie tego drzewa? (Może dlatego tak dziwnie gada...)
To dziewczyna Pinokia! Gdy kłamie, rosną jej cycki!
O to dowód, unoszę go tak wysoko byście wszyscy widzieli. O to krew najpotężniejszego z was zaklęta w piach. Wstydźcie się bo to do czego doprowadziliście jego królestwo to więcej niż Sodoma i Gomora.
O, wilki są zaznajomione z pismami świętymi judaizmu? Patrzcie, jakie te zwierzaki czasem zmyślne...
One jak one, w końcu już satyry układały... ale ona rzekomo nie znała nawet idei "zła" ani "domu", więc, ekhem, ktoś tu zasadził bullshitusa.
Jestem w stanie rozkazać wam byście sobie wzajemnie skoczyli do gardeł i znikli z powierzchni ziemi. Znajcie jednak moją dobroć. Jedyne czego żądam to odnowienia praw spisanych na Strzelistej Skale, przestrzegania ich i pielęgnowania.
Patrzcie, jaka łaskawa. To, że gdyby wilki się powyrzynały, nie miałaby kim rządzić, z pewnością nie ma tu nic do rzeczy.
Jak mnie wkurzają takie zagrania. Czemu żaden z motowilków nie może jej po prostu zasadzić z moździerza w ryj za takie głupie gadanie?
Zaprzestania zasiewania wilkołactwa oraz wypuszczenia tych biednych niewiast które żeście uprowadzili. Oraz najważniejsze, zabraniam wam zbliżania się do ludzi i krzywdzenia ich bez powodu, a i oni nie będą was nękać.
A tak w ogóle, to przestańcie jeść mięso, to takie okrutne! Od dziś żyjecie słońcem i miłością!
Kluczowym punktem jest "bez powodu". Cóż, ambicje terytorialne to wystarczający powód, by komuś najechać wiochę, czyż nie? ^^ Albo bycie w złym humorze. Albo krzywe spojrzenie. Albo...
Na mocy prawa które nadaje mi ta o to klepsydra pozbywam się anarchii, która tu zapanowała i przywracam stary porządek.
Który to z definicji jest lepszy. No i co to za anarchia? Z jednej strony grupa wieśniaków i dzikie dziecko z lasu, a z drugiej wilcze państwo z własnym wojskiem, kodeksem karnym i konstytucją... Kto tu właściwie reprezentuje porządek?
To wypowiadając przekręciła klepsydrę. Kopiec z wilczych głów zawalił się.
A jako że panna stała na samym jego szczycie, to zginęła, łamiąc sobie kark podczas upadku.
Zapanował ład.
W to nie wątpię.
A na morzu, do tej pory pełnym sztormów i ich straceńców oraz pewnej ilości zwierząt? i statków po prostu stojących w porcie, znowu zapanowała jedynie delikatna bryza przyjazna każdemu.
Pamiętajcie: kiedy na Bałtyku szaleje sztorm, to znaczy, że gdzieś w Karpatach wilk zżera jakiegoś wieśniaka.
opko drugie:
Zbieraczka Porzuconych Lęków


Gdzieś w oddali, gdzieś w tyle falują plantacje tego co przegonione, poszczute nowością.
Na krzaczkach rosną telegrafy, pralki typu Frania i dagerotypy.
Patrzcie państwo, a u nas na jarmarku handlarze antykami zawsze wciskają kit, że sprzedają unikaty - podczas gdy sprowadzają sobie wszystko z plantacji, oszuści!

Wypatruje ich, by czasem nie zostały rozwiane przez perspektywę powietrzną.
Albo zdeformowane przez atakującego znienacka kubistę.
Z kubistami jeszcze by nie było tak źle - ale pomyśl: rośnie sobie taka pralka Frania, dojrzewa w słońcu, AŻ TU WTEM! ...Jackson Pollock.

Tam gdzie zakładają gniazda, wzrok przytulonego do słupa ogłoszeń człowieka już nie sięga.
Ale czemu akurat do słupa ogłoszeń? A jak ktoś jest przytulony do stojaka na rowery, to już sięga?
*wyobraża sobie gniazdo lęgowe pralek Frań*


Bo ten sam wzrok posiał mgły zapomnienia.
Widziałam już wzrok ciskający gromy, ale siejącego mgły - nigdy. Może to były łzy w aerozolu?
Mgły zapomnienia są wtedy, jak ktoś budzi się ze “śpiochami” w kącikach oczu następnego dnia po mocno zakrapianej imprezie. Wtedy się i niewiele widzi, i niewiele pamięta...


A tak ich doglądał, że w skały resublimowały.
Droga AŁtoreczko! Owszem, poprawną nazwą procesu przejścia od gazowego do stałego stanu skupienia jest resublimacja. Brawo. A teraz wyobraź sobie, że jednak nie piszesz podręcznika do fizyki, tylko "baśń" - i odkryj tajemniczy i cudowny świat synonimów! "Stwardniały", "zakrzepły", "przemieniły się" - to tylko kilka propozycji.

By tylko nie mógł się przez nie przedrzeć, za żadne ostrza świata.
Tłumacząc: żadna powierzchnia tnąca nie skłoni człowieka przy słupie, by przedarł się przez skały zapomnienia do plantacji pralek Frań. Nie, ja też nie wiem, gdzie się podział sens.
Albo jeszcze lepiej: żadna powierzchnia tnąca nie skłoni ssaka naczelnego z rodziny Hominidae, bytującego w bliskim otoczeniu pionowej podpory w kształcie walca, do przetransportowania swego organizmu przez duże skupiska minerałów jednorodnych lub różnorodnych, posiadających właściwości degenerujące ludzki ośrodkowy układ nerwowy.


To co posiane, a nie zebrane, nie ginie, nie gnije, nie usycha. Samo w sobie się rozwija, rozrasta. Tak powstają plantacje porzucenia.
Serio? Bo ja bym powiedziała, że raczej zachwaszczone ogródki działkowe.

A bujne są jak kłęby dymu nad kominem, jak paprocie w lesie. Dzikie jak grzywa fryza opętanego galopem. Dumy za to u nich ni źdźbła trawy nie znajdziesz. Pozbyły się jej, bo egzystowaniu na uboczu szkodzi jak chwast.
Ale przecież właśnie to, co sobie rośnie na uboczu, zazwyczaj jest chwas... a, zresztą, nie przeszkadzaj sobie.


Nie miała kosy, ani sierpa.
Miała za to... kombajn Bizon!

A mimo to jej wzrok potrafił przedzierać się przez skaliste mgły.
Bo jednak skusiła się na jakieś ostrza. Ja na przykład chciałabym Scyzoryk Przeznaczenia, który oprócz dwóch ostrzy ma jeszcze korkociąg, śrubokręt i otwieracz do konserw.

Docierał do osad wygnańców. Co więcej ona sama docierała tam zaraz za nim.
Bo gdyby docierała tam przed nim, to mogłaby się nieszczęśliwie wpierdzielić w jakąś latarnię czy coś.
Albo w ten słup ogłoszeń. To dopiero byłoby nagłe, bardzo mocne przytulenie!

Porzucała siebie i stawała obok biegła za wzrokiem, stając przed wygnanymi, stając się jedną z wygnanych.
A wygnani zachodzili w głowę, na co im ta baba-dziwo wierzchem na kombajnie, poprzedzana przez wzrok.
*wyobraża sobie babę na kombajnie, goniącą samobieżne gałki oczne, miotające się dziko pomiędzy pralkami Franiami*
Mechaniczny Żniwiarz TechApokalipsy.


Zamieszkiwały ją głównie porzucone lęki, pasje, namiętności, myśli i pomysły. Czasem można też było natrafić na porzucone miłości i przyjaźnie.
Znaczy się, ta baba była zamieszkana? Hm, wygląda mi to na ciężki przypadek osobowości wielorakiej...

Był to widok niezwykle rzadki, gdyż te ukrywały się w najciemniejszych zakamarkach. Gdy jednak się na niego natrafiało, całe ciało przeszywał bezdenny smutek.
A
Weltschmerz siadał na ramieniu i truł dupę.

Część plantacji było już jedynie cmentarzyskami, wysypiskami wypalenia. Te miejsca porzucona przez samą siebie, bez kosy i bez sierpa, omijała.
Kombajn jej grzązł na wertepach.

Interesowały ją plantacje żywe i kipiące niespełnieniem niczym lawa aktywnych wulkanów, lub krew dziecka.
Eej, krwi dziecka nie wolno doprowadzać do wrzenia - traci smak i trudno potem doszorowac kuchenkę!
Na Bora, muszę lecieć do kuchni, bo mi dziecko z garnka wykipi!


To dla nich wyrzekła się samej siebie, gdyż pragnęła nade wszystko by ujrzały światło za ścianą mgły. By światło dzienne ujrzało genialne nieurzeczywistnione idee
Takie jak ten niezwykle genialny pomysł? Ee... może jednak niech zostanie tam, gdzie jest.

i oślepiło szkaradne jak wrzody, niezaleczone lęki.
Gdzie mi świecisz tymi wrzodami?! No weź, nie po oczach!

Nazywano ją Zbieraczką Porzuconych.
Grasowała po mieszkaniach starych kawalerów i usuwała zwały porozrzucanych skarpetek. Taka wróżka - skarpeciuszka.

Uzbrojona była w wielki wiklinowy kosz, który niby karoca przewoził jej żniwo.
Rozumiem że był to samobieżny transporter wiklinowy? Bo inaczej nie użyłabyś słowa "przewoził", prawda?
Był jak te ożywione meble z disneyowskiej wersji Pięknej i Bestii
.

Wybrańców swych wyznaczała staranie. Pomysł musiał być genialny, pożyteczny, lub piękny. Namiętność nie mogła być niebezpiecznie destrukcyjna. Pasja musiała być wielka, lub niezwykła. Lęk musiał zaliczać się do grupy lęków powszechnych.
Takich jak np. lęk przed niezapowiedzianym kolokwium. Lęk przed morderczymi różowymi śliniaczkami duszącymi ludzi w zimowe przesilenie nie był brany pod uwagę.

Myśl natomiast musiała być świetlikiem, niegasnącą iskrą.
Wolałabym coś, co ma sens.
“Iskra - krótkotrwałe wyładowanie elektryczne, objawiające się jaskrawym świeceniem i trzaskiem” A wystarczyło użyć słowa “ognik” lub “płomień” i już by było logicznie...


Etyka jej zbiorów zawierała jeden, podstawowy zakaz.
Nie będziesz kradł cudzych pomysłów i udawał, że są twoje?

Pod żadnym pozorem nie wolno jej było zbierać płochliwych miłości i przyjaźni.
Ech, jak widać nie.

Bowiem w sferę uczuciową ludzkości nie wolno jej było ingerować.

Zbieraczka Porzuconych po płodnym, lub bezpłodnym dniu zawsze siadywała na swoim wiklinowym koszu.
Dni płodne lub bezpłodne wyliczała za pomocą tradycyjnych pomiarów temperatury i śluzu. Serio, bohaterko, plantacje rzeczy przestarzałych na pewno pełne są małżeńskich kalendarzyków, ale może czas zainwestować w pigułki?
W pigułki mogłaby też zainwestować aŁtorka: najlepiej w takie gwarantujące bezpłodność w dziedzinie tworzenia pseudopoezji.


Gdy był pusty wsłuchiwała się w melodię pustki. Gdy był wypełniony wysłuchiwała świdrujących w nim próśb, jątrzących się z każdą chwilą pragnień. Upajała się ich niespełnieniem.
Ekstra - siadywała dupą na pragnieniach i się nimi napawała. Trochę perwersja, nie uważacie?
Rzekłabym, że nawet sadyzm. Fajnie, robi się trochę ciekawiej.


Zatracała w nich, bo swoich nie miała. Miała jedynie cudze. Były kwiatowym nektarem, a ona pszczołą.
Nie miała własnych pomysłów, refleksji i myśli? Cóż... nie powiem, żeby mnie to dziwiło.

Pewnego razu, mimo pełnego kosza, nadal czuła pusty kosz.
To się nazywa dysonans poznawczy. Ja na przykład mimo pozornie poprawnego tekstu czuję porażający bełkot.
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było...


Czuła przeciąg głuchości.
"Przeciąg głuchości": kolejna fajna nazwa dla kapeli, na przykład punkowej. Serio, może AŁtoreczka zajmie się ich wymyślaniem, zamiast tworzyć prozę moralnego niepokoju i wątpliwego sensu?

Przed jej wzrokiem głębokim ukazały się dwa otwarte okna.
A przed jej słuchem szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz, stań - powiedz "nie jesteś sam" i piejo kury, piejo, nie majo koguta.
Mogłaby zrobić tę przyjemność czytelnikom i przez któreś z tych okien wyskoczyć, skoro już się jej ukazały.


A zamknięciem porzucona miłość.
A przed nim bieżyło stado dzikich hebli.
I wataha wściekłych kartaczownic.


Wiatr głuchością przeszywał.
No, bo był "przeciąg głuchości". Wspominałaś. Może lepiej zamknij te okna, bo dostaniesz zapalenia ucha.

Takie wielkie niespełnienie uczuła, jak porzucony, niedokończony pomysł. Przechyliła lekko kosz i zwróciła jego magnetyzm ku czmychającej cieniem porzuconej miłości.
O, to w samobieżnym transporterze wilkinowym typu kosz był też emiter promienia ściągającego? Wot, technika.
W kosz z pompą ssącą bym może jeszcze uwierzyła, ale tak...


Niespełniona miłość sunęła zahipnotyzowana niczym dostojna wdowa, w sukni z cienia i woalce z czarnej pajęczyny. Zwabiona możliwością spełnienia jak rybka utonęła w sieci. Kosz przechylił się, i upadł na grząską ziemię. Smoła powietrzna zalała wszystko w koło.
Prawdę mówiąc nie dziwię się, skąd taki styl opowiadania - skoro narrator czerpał inspirację z tego całego śmietniska porzuconych pomysłów, musiał natykać się na miliardy zdań równie niedorzecznych jak powyższe, wyrzuconych z myśli przez pisarzy wyposażonych w większe wyczucie obciachu.

Zbieraczka Porzuconych zamiast zaspokojenia poczuła pełnię podłości, wredoty, ohydy, kary i macki lepkiego jadu na sumieniu.
Poczuła pełnię macki? Ani chybi Cthulhu czai się w mroku.
Eee, gdyby to był Cthulhu, to poczułaby pełnię bluźnierczej otchłani frenetycznej grozy i obłędu.


Dotknęło ją wygnanie z wygnania. Nie mogła tu pozostać, ani wrócić do pozostawionej za mglistymi górami siebie.
No przykro mi jest straszliwie, tyle że nie.
A niech idzie sobie gdzie chce, byle dalej ode mnie.

25 komentarzy:

'N. pisze...

Czy ten pseudoliteracki bełkot to miała być "awangarda" tytułowej panny? Chyba w swej nieklepsydrowatości znowu nie czuję pierniczenia trzy po trzy para piętnaście..

Tfurczość pozbawiona sensu i, wyjątkowo, całość jest w takim samym stopniu bzdurna,
Czuję przeciąg głuchości!

P.s: W związku z ubawem nie będę pociągać do czyszczenia monitora :P

Anonimowy pisze...

Hmm... Ciągle się zastanawiam, co ma ten człowiek przytulający się do słupa do reszty historii.
Analiza jak zwykle cudowna.
Dżem Malinowy

Anonimowy pisze...

Czuję ten przeciąg głuchości w moim otępiałym mózgu... Nigdy nie zrozumiem, dlaczego komuś może się wydawać, że bełkot jest wyższą formą literatury.

Ale przynajmniej ortów nie było :) A powiadam Wam, parę dni temu w wywieszonym na ścianie menu znalazłam 'brokóła'. Piękna sprawa!

Nadira

PS. Hasło: 'upsorin'. Brzmi jak nazwa jakiejś pigułki na wypadki (pigułka na 'ups').

Anonimowy pisze...

Ta aŁtoreczka dogania w swojej... *chwila milczenia* kreatywności Pisaka za 4000zł.
"Niespełniona miłość sunęła zahipnotyzowana", "Spod jej kroków ulatniała się triumfalna melodia" i "Mrok począł wypełniać szpary pomiędzy zdrętwiałymi z zimna ramionami drzew" - jakim imbecylem trzeba być, żeby tak pisać?

sepulka pisze...

Dzięki, uśmiałam się jak norka. Teraz za każdym razem, gdy zobaczę jakąś reprodukcję Pollocka, nie będę mogła odpędzić się od wizji starej Frani. ;)

A żeby nie było zbyt słodko: robicie kawał świetnej roboty, dziewczyny, chwała Wam za to. Ale, na litość boską: moździeRZ, moździeRZ! Bo kiedy się piętnuje (i słusznie!) aŁtoreczki za orty, to samemu jakoś tak... nie wypada. Wiecie, noblesse oblige i takie tam;)

Anonimowy pisze...

"Werbalny szelest liści" brzmi dla mnie jak poetyckie określenie języka polskiego.
Rysia
Hasło: cultr. Nie, to nie jest kultura.

Anonimowy pisze...

Tego się nie da czytać na trzeźwo! Ileście wypiły zanim zaczęłyście analizę? No ale przynajmniej wyjaśniło się, czemu na Pomorzu taka beznadziejna pogoda, wszystko przez te wilki...

Anonimowy pisze...

Gnioty wagi super ciężkiej! Warto było czekać :) Przytulanie się do słupów ogłoszeniowych już nigdy nie będzie takie samo. Analiza ultrazajebista, co tu dużo gadać - kawał dobrej roboty! Jesteście świetne :)

Anonimowy pisze...

Jejku jejku, jaka piękna katastrofa :) warto było czekać :D mam wrażenie, że autorka na chybił trafił otwierała słownik wyrazów obcych i usiłowała dopasować do tekstu...

Idę się tulić do słupa gdzie wzrok nie sięga :D

hasło: twinesat. istnieją anteny satelitarne-bliźniaczki? na pewno są pokrewnymi duszami.

Anonimowy pisze...

Jejku jejku rzekła Caltha :]

Deszczowyjka pisze...

Przez was nie uwolnię się od wizji wilków na placu budowy!

Bełkot tego opka jest ciężki do zniesienia, szkoda, że poczciwym psowatym się oberwało.

Anonimowy pisze...

PannaAwangarda jest ładna, robi(albo pozuje) niezłe zdjęcia i ma tylko jedną wadę- coś jej zryło beret.Czego objawem fascynacja słownikiem wyrazów bliskoznacznych oraz przekonanie,ze jeśli nikt nie rozumie,co się napisało,to znaczy,ze napisało się genialnie.A może to tylko młodość przez nią przemawia?.. jeśli tak,to życzmy jej aby szybko przestała.
Ale analiza była wspaniała- pola Frań i cywilizacyjne zdobycze watahy wilków wybitych na niepodległość... wejdą do jakiegoś kanonu.

Ayanamikawaii pisze...

OMG! Zakwikałam się po wsze czasy.
Naprawdę, podziwiam negatywnie osoby, które są w stanie napisać takie... to już nawet nie można określić słowem "dzieUo". Za to dziś NAPRAWDĘ poznałam znaczenie innego słowa - dno.
Analiza kwikaśna.

Anonimowy pisze...

Opko faktycznie jest avangardowo beznadziejne. Żadnych tró loffów, żadnej Sakury i żadnego Saske-ssie-laske, żadnych ortów. Ale jeśli mam być szczera, taki aŁtoreczek mi jest żal. Wrażliwe to-to, a nie jego wina, że pisać nie umie...

Analiza kwikaśna, ale bywały lepsze. Mimo to cieszę się, że ją widzę - w tamten nieszczęsny czwartek czułam się jak dziecko, które o 19:00 zobaczyło mecz zamiast dobranocki. Takie naruszenie tygodniowego rytmu. xD
Hasło: skica. Nie wiem, co to znaczy, ale brzmi słodko.
Pozdrawiam,
Nefariel

Anonimowy pisze...

Ta dziewczyna powinna zająć się robieniem zdjęć bądź pozowaniem, bo nie wiem, czy na tych fotach to ona czy nie. Akurat to jej wychodzi, a pisanie niech zostawi normalnym ludziom.

A analiza świetna, jak zawsze.

adawinry

Sineira pisze...

Cudowna głębia bełkotu, zupełnie jakby aŁtorka odreagowywała wyjątkowo ciężką sesję i peron jej odjechał. Analiza bardzo przypadła mi do gustu, bo tarzanie się w oparach absurdu to coś, co tygryski lubią najbardziej.
Mechaniczny Żniwiarz TechApokalipsy nadaje się na forumową rangę:D

jasza pisze...

Czuję, że właśnie obumarła mi część komórek mózgowych.

Anonimowy pisze...

wiatr dajacy z dyńki wymiata! ↲↲cherry

Goma pisze...

Motowilki zasadzające z moździerza sprawdziłyby się jako maskotki pomocnicze xD Pięknie. Trochę miałam trudności z przebiciem się przez ten bełkot, ale brawa za całokształt!

Leyla pisze...

Hm. Nie przesadzacie z tą krytyką skierowaną do autorki tekstu? Nie, żebym stała po jej stronie względem opka, uważam, że analizatorki pięknie go skwitowały, ale jednak...

Mówię stanowcze NIE wnioskom, jakoby dziewczyna miała na bakier z rozumem, była dziwna/psychiczna. Wszak naśmiewamy się z tekstu i błędów w nim zawartych, czyż nie? Zbyt obcesowe docinki celowane w autorkę uważam za dalece niesmaczne i niekulturalne. Nie możecie sobie odpuścić osobistych wycieczek? Aż przykro to czasami czytać.

PS Analiza podobała mi się bardzo, gorzej z niektórymi komentarzami czytelników. Chyba zbyt często zapominają, że analizatornia ma na celu przeanalizować tekst, a nie osobę.

Anonimowy pisze...

Brawo dla Leyli! Myślę, że napisała to, co wielu osobom chodziło po głowie, ale bali się/nie chciało im się powiedzieć tego na głos...

Nefariel

Anonimowy pisze...

wizja wilków budowlańców towarzyszy mi już od paru dni, czuję, że ze mną źle...
ps. a zdanie 'niczym sztucznym silniczkiem doczepionym do kończyn.' sprawiło, że zaryłam łbem o stół ^^ .
analiza o motowilkach wyjątkowo udana, naprawdę! przez drugie opko ciężko było przebrnąć, ale to nie wasza wina, tylko wyjątkowo tffórczej ałtoreczki. brrrrr.

Shigella pisze...

To ja, Shigella, ktora krzyczy "Dziekuje, dziekuje!".
Jesli kiedykolwiek bedziecie cierpiec na deficyt pomyslow, proponuje opowiadanie o juhasie - zoofilu http://pannaawangarda.blogspot.com/2010/11/zote-gory.html

Anonimowy pisze...

Motowilki obrastające w siły militarne i budujące monumentalne budowle mnie ómarły. Natomiast drugi opek był tak nudny, że po prostu nie dotrwałam do końca.

Zamordowana Logika

Tiganza pisze...

..wiecie, co jest najgorsze?
nie to, że zarwałam drugą z kolei noc, porykując wśród ciszy nad kolejnymi erupcjami Ał!toreczek i replikami Ekipy Anal-izatorskiej, ale to, że zaczyna mi się tak pierdzielić pod czaszką, że czasem zupełnie serio wydaje mi się, że komentarze pisane kolorem to też treść blogaska ^^. Poziom absurdu udawanego z nieudawanym miesza mnię się po prostu ;>
ale nic to, Baśka. Twardym trza być. Idę czytać dalej, ku chwale Matczyzny!! ;)