czwartek, 29 września 2011

Bractwo kurkowych asasynów, czyli krucjata bezsensu




Witajcie!
Dziś mamy dla Was prawie historyczne opko, będące w istocie źle zakamuflowanym fanfikiem. Dzieją się w nim rzeczy straszne i mroczne: mamy krucjatę zorganizowaną na popołudniowej herbatce przez papieża-zombie, zbójców porywających martwe noworodki, rycerzy chodzących na... nogach oraz tajemnicze bractwo Asasynów, które ma w zwyczaju obcinać swoim adeptom palce. Pojawia się tu też spadająca krew, miła tawerna i strażnik-parkourowiec... I żeby tylko to!
Za podesłanie opka dziękujemy Meb i Mroznej!

Adres blogaska: http://www.digart.pl/zoom/2888822/Krucjata_czesc_1.html
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


PROLOG
W izbie panowała ciemność. Jedynie z sąsiedniego pokoju wlewała się mała łuna światła, oświetlając lekko izbę. Izba ta była niewielka. Przy ścianie (tej izby) stał niewielki, własnoręcznie zrobiony stolik, a przy nim krzesło. Po przeciwnej stronie (izby) stało łóżko, a w nim kobieta.
Też stała. W łóżku.
No co, nigdy nie stałaś sobie nocą w łóżku? A może ta pani na przykład... pajęczyny usuwa, albo na komara na suficie poluje?

Miała sięgające ramiona,
Znaczy - chwytne takie? O boru, a co z resztą rąk?
Miała na nich specjalne ssawki, którymi chwytała różne przedmioty.

rude włosy, sklejone potem, świecącym leciutko.
Fluorescencyjny pot?
Pewnie fosforem się wysmarowała.

Oddychała, przez lekko zakrzywiony do przodu nos,
No, należałoby się martwić, gdyby miała nos zakrzywiony wgłąb twarzy.
Albo gdyby oddychała uszami.
Dobrze, że w ogóle oddycha.
 a usta miała zamknięte. Na kołdrze było widać wybrzuszenie. Kobieta była w ciąży.
Bo kobiety w ciąży niebędące są dwuwymiarowe i nijakich wybrzuszeń na kołdrach nie tworzą.
Ja się potrafię tak sprytnie zwinąć, że mnie pod kołdrą nie widać, ha!

Stęknęła cicho i pokój ponownie spowiła cisza. W sąsiednim pokoju na stole spał mężczyzna. Pochrapywał cicho, kiedy kobieta, obudziła się i krzyknęła z bólu. Mężczyzna zerwał się ze snu i podbiegł do żony, która rodziła.
Tak znienacka rodziła. W jednej chwili nic, w drugiej - skurcze parte. Kurka, mało brakowało, a babka przegapiłaby poród!
“kiedy kobieta, obudziła się i” … urodziła dodatkowy przecinek?

Po kilku minutach stękania i krzyczenia, urodziła chłopaka.
O, poród instant, fajnie.

Matka zemdlała z wycieńczenia. Ojciec ułożył dziecko do snu i sam poszedł spać.
I zostawił matkę i dziecię takie uwalane krwią, wodami płodowymi, z łożyskiem wesolutko płożącym się między nogami? Fuuj.
Hm, jeśli urodziła się Mary Sue, to jest duża szansa, że obyło się bez tych ohydnych substancji. Co najwyżej pewnie trochę tęczy w płynie pociekło i to wszystko.

Po trzech dniach śpiączki, matka obudziła się. Powoli wstała z łóżka i zataczając się podeszła do dziecka.
Które było już sinozielone i zaprzyjaźniało się z muchami. Bo kto niby miał je karmić przez ten czas?

Ojciec był w pracy.
Żona zdycha w łóżku uwalana krwią, noworodek podśmiarduje tuż obok, a ten sobie pomyka do roboty. Jaki to poziom wdupiemania?
Powiedziałabym, że to raczej syndrom uciekania w pracę, żeby się uchylić od domowych obowiązków... poziom hard.

Mały Aidan spał spokojnie ssąc kciuka,
Był to świeżo inkarnowany tybetański lama, który z pogodą ducha znosił takie niedogodności jak głód czy pełna pielucha.
Mam mroczne podejrzenia, że to nie był żaden lama, tylko już jednak zombie. A ssał własny kciuk z braku mózgu do pożarcia.

kiedy nagle drzwi otwarły się z hukiem. W progu stało dwóch wysokich, barczystych mężczyzn. Kobieta wystraszyła się, a z kolebki, którą kupił ojciec rozległ się donośny płacz. Mężczyźni weszli do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
No cóż, przynajmniej w ten sposób okazali dobre wychowanie.

Jeden z nich usiadł na krześle i dał znak drugiemu, aby zrobił to, co do niego należy.
Na znaku było wypisane dużymi literami "CZYŃ SWĄ POWINNOŚĆ".
Niech zgadnę... znak wyglądał tak?

-Oddaj mi dziecko. - rzekł niskim głosem
Skupuje nieświeże noworodki?
Może to ten gościu z Monty Pythona i Świętego Graala?

-Kim jesteście? - spytała. Na jej twarzy odmalował się strach.
-Oddaj mi dziecko.-
-Ono należy do mnie.-
-Zanim się urodziło należało do Bractwa.-
-Czym jest Bractwo?-
-Lepiej, żebyś nie wiedziała. Oddaj mi dziecko.-
-Nigdy!
Po tych słowach rozmówca ruszył w stronę łóżeczka, popychając matkę Aidana, która upadła na kant stołu przecinając sobie głowę.
Zawsze w podobnych momentach ktoś upada i uderza głową o kant czegokolwiek, co kończy się oczywiście zgonem. Te kanty dybią na ludzkie życie, nic innego.
Ano. Na mnie na przykład ciągle wyskakują, sadystyczne szuje.

Krew rozlała się po podłodze. Mężczyzna wziął dziecko i wyszedł z domu. Drugi powoli wstał z krzesła, wyjął krzesiwo z kieszeni i podpalił dom.
Dom już wcześniej był strategicznie wysypany słomą i posypany siarką. Wszystko po to, by bohater nie musiał się za bardzo użerać z tym krzesiwem.
To było krzesiwo 2.0, z funkcją samozapłonu.

Ruszył do wyjścia z twarzą niewyrażająca żadnych emocji. Oboje wsiedli na konie (które z nich w międzyczasie zmieniło płeć?) i ruszyli drogą ku wzgórzom Golan do siedziby Bractwa.
O, to te hece się gdzieś w Palestynie dzieją?

Po kilkugodzinnej jeździe dotarli do siedziby, ukrytej wśród najwyższych wzgórz. Zeskoczyli z koni i ruszyli do pokoju Mistrza. Ukłonili się przed nim, a podpalacz rzekł:
-Oto dziecko, Mistrzu.-
- Dziękuję, Kapitanie Oczywistość. Odmaszerować - odparł Mistrz.



I
Rzym 1189 r. n.e.
Papież Grzegorz VIII siedział w Sali poselskiej w Bazylice św. Piotra.
Ech... *uses: Wikipedia* Strasznie mi przykro, ale w XII wieku wciąż stała tam jedynie bazylika z czasów Konstantyna (ok. 324 r.), która nijakiej Sali poselskiej nie miała. Prawdę mówiąc wątpię, by współczesna Bazylika takową zawierała.
Kij z salą poselską, papieżem jest ZOMBIE!!! Bo Grzegorz VIII zmarł w 1187 roku. Hm, to opko zaczyna się robić coraz ciekawsze.
Cóż, zombie są teraz w modzie; nic dziwnego, że w opku o krucjatach jakieś też wylądowały.

Przy stole oprócz niego siedzieli: cesarz niemiecki Fryderyk I Barbossa, król francuski Filip II August i król Anglii Ryszard Lwie Serce.
O lol, siedzieli przy herbatce i ciasteczkach.
Czy dwaj ostatni nie powinni właśnie toczyć ze sobą wojny?
Nie no, widać już skończyli wojować, w końcu z okazji krucjaty przerwali walki. Ale ja bym bardzo chciała wiedzieć co tam robi jakiś pirat. Bo cesarz niemiecki to się zwał Barbarossa.

Sala ozdobiona była różnymi freskami na ścianach i suficie, a z niego zwisał przepiękny, kryształowy żyrandol od króla Hiszpanii. Zebrani dyskutowali o obecnej sytuacji na Ziemi Świętej.
Takie normalne, popołudniowe pogaduchy uskuteczniali, niepomni na niedorzeczne odległości pomiędzy Paryżem, Londynem, Akwizgranem a Watykanem.
To przecież naturalne, że przed krucjatą wodzowie naradzają się w cztery oczy, zamiast wysyłać listy, posłów i inne takie.
(I tak już od niemal dziesięciu wieków państwa Zachodu próbują stworzyć „mapę drogową” dla pokoju na Bliskim Wschodzie... a tam jak trwała ruchawka, tak trwa do dziś.)
 
-Saladyn za dużo sobie pozwala! - krzyknął Ryszard, uderzając pięścią w stół. Jego kielich przewrócił się, a po stole rozlało się czerwone wino z Toskanii.
-Masz zupełną rację. - potwierdził ze złością cesarz.
-Sprawy potoczyły się za daleko.
Z tym się zgodzę. Saladyn ruszył na Jerozolimę, bo władca tego państwa pozwalał, by niejaki Renald z Chatillon ciągle organizował napady na karawany, okręty i miasta muzułmańskie, co w końcu doprowadziło do zerwania rozejmu, a w końcu właśnie wojny. Armia krzyżowców, jaka wyruszyła na niewiernych w 1187 roku była zdemoralizowana, źle przygotowana i źle poprowadzona: Saladynowi byłoby bardzo trudno z nią NIE wygrać, bo głównodowodzący chrześcijańskimi siłami był egoistycznym, zaślepionym idiotą. Mam mówić dalej?

 
Saladyn przejął ważniejsze miasta w Ziemi Świętej, Królestwo Jerozolimskie chyli się ku upadkowi, a krucjata w Egipcie okazała się niepowodzeniem.
Eee? Nie wiem, kto to mówi, ale w tym momencie prorokuje, bo krucjata egipska miała miejsce w roku 1202, podczas gdy mamy podobno 1189. Chyba że nam się w blogasku władcy zagadali zamiast ruszyć do walki z niewiernymi i tyle lat już minęło. 

 
Musimy coś zrobić.- wypowiedział się Filip
Wyrzućcie go ze znajomych na Fejsie.

 
-Macie rację, ale nie będzie łatwe zwołanie kolejnej wyprawy krzyżowej. Wasze skarbce świecą pustkami. - potwierdził papież.
Eee? Mnie się wydawało, że to papież nawoływał do krucjaty, a ci władcy tylko odpowiedzieli na jego wezwanie i to ONI wymyślili sposób, jak zebrać fundusze na wyprawę. Cóż, widać moje książki od historii się mylą...

 
-Oto się nie martw, Grzegorzu.-
Dodrukuje się. Znaczy, tfu, wybije się całe góry miedzianej, nic nie wartej monety.

 
-Dobrze, skoro mam się tym nie martwić to przejdźmy do kolejnego etapu naszej rozmowy.-
-Trzeba zaplanować odbicie Ziemi Świętej.-
1. Gdzie jest krzyż?!
2. A, tutaj leżał.
3. Dobra, macie miecze?
4. Ja mam widły, mogą być?
5. Mogą, nasz Pan i z widłami zaprowadzi nas do zwycięstwa.
6. Naaaaa wroooogaaaaaaa...!!!

 
-Zrobimy tak. Najpierw odbijemy Damaszek i ruszymy na Akkę. Tu może być najtrudniej, lecz jeśli się uda ruszymy w stronę Jerozolimy. Zdobędziemy ją i zniszczymy armię Saladyna.-
- Pójdziemy w rozproszeniu, małymi grupkami... tak po dwa, trzy tysiące... a środkiem puścimy konie.
- OBA? 

 
-Widzę jeden słaby punkt, który wcześniej zauważył papież. Na taką wyprawę potrzeba mnóstwa ludzi. Jak ją zbierzemy?
Tę mnóstwę ludzi? Mnie nie pytaj, ja tu tylko analizuję.
Eee... tak jak zawsze, czyli siłą? Chyba, że ci wielcy królowie nigdy wcześniej nie ruszali na wojnę i nie wiedzą, jak się mobilizuje ludność cywilną po średniowiecznemu. ;)

 
Czekając, musielibyśmy czekać kilka lat. I jak dotrzemy do Ziemi Świętej? Taka armia nie zmieści się do statków.-
To płyńcie na tratwach.
Proponuję teleport. Ten sam, którym transportujecie się na te popołudniowe nasiadówy przy herbatce.
Oh well, Barbarossa ruszył przez Węgry, Bułgarię i Azję Mniejszą, ale już Ryszard jakoś dał radę przedrzeć się przez morze.
Dla ojczyzny ratowania, nieprawdaż. No, ale oni się chcieli wszyscy razem zabrać, jak na zgraną paczkę przystało.

 
-Oto się nie martw, ale jeśli musisz wiedzieć (i psuć niespodziankę; w ogóle jaki ty jesteś ciekawski, ja pierdzielę!) to wynajmiemy najemników i pójdziemy na nogach.
Ci najemnicy nas zaniosą na plecach swych.
- CO ZA DOSKONAŁY POMYSŁ! - zakrzyknęli wszyscy.
No ba. Zawsze przecież mogli iść na rękach. Albo na rzęsach. To by dopiero zmyliło wroga!

 
A przy okazji dołączą do nas inne, chrześcijańskie państwa.-
Też będą nas nieść.
Pójdą za tłumem.

 
-To nie jest zły pomysł.-
W istocie, jest genialny.

 
-Czyli, sprawa załatwiona.-zakończył sprawę Grzegorz i wyszedł z sali.
Wszystko przebiegało zgodnie z planem:
 
Jejku, jakie te wyprawy wojenne banalne do zaplanowania. :D

 
Władcy rozjechali się do swoich państw.
Kolacja już im stygła.
I mecz się w telewizji zaczynał.

 
Ryszard i Filip zakończyli wojnę, podwyższyli podatki i zaczęli zbierać armię. Jednak pierwszy na krucjatę ruszył cesarz Fryderyk ze swoją armią. Poszedł przez Polskę* i Węgry, które dołączyły się do wyprawy. Przeszedł przez Turcję i dotarł do Akki.
Nastąpiła mała zmiana planów.
Na miejscu nie znaleziono Akki.
Pewnie jak zwykle Turki podpierdzieliły i sprzedały na targu. Tym niewiernym nie można ufać!
------------------
*Dla zainteresowanych – wtręt edukacyjny. Na apel papieża Honoriusza III o wyruszenie na krucjatę do Ziemi Świętej, Leszek Biały odmówił tłumacząc się, że w Jerozolimie nie ma piwa, a on niczego innego nie pija. ;)


II
Siedziba Bractwa. Kilkadziesiąt lat wcześniej.
No ale jakiego bractwa? Kurkowego?
*spływa na nią oświecenie* Czyżby templariusze?

Aidan stał na arenie z mieczem w ręku. Miał 15 lat. Był wysokim chłopakiem o ciemnych, krótkich włosach. Na niewyrażającej żadnych emocji twarzy znajdowały się bystre, niebieskie oczy.
Pomiędzy oczami położony był nos, zaś na południe od nich mieściły się usta.
Oczy na twarzy to rzeczywiście rzecz godna odnotowania. Przecież zazwyczaj znajdują się na różnych częściach ciała.

Miał lekko zadarty nos i cienkie wargi. Niewiele wystający podbródek był pokryty pierwszymi oznakami zarostu. Arena była pusta.
*w ciszy kontempluje urodę tego następstwa zdań*

Arena była pusta. W odległości kilku metrów przed nim stał mężczyzna z mieczem.
O, mężczyzna Schroedingera - ani jest, ani go nie ma...
To pewnie Schroedinger himself.

Aidan zdawał egzamin. Egzaminator podbiegł do niego i zaatakował. Chłopak sparował cios, ale pod siłą uderzenia cofnął się do tyłu.
Po czym, żeby zmylić przeciwnika, cofnął się do przodu.
A następnie spiralnie ruszył po linii prostej.

Wyprowadził kontratak z półobrotu celując w udo przeciwnika.
- Paruj kwartą z dexteru - poradził zza kadru Geralt geodeta.

Mężczyzna odbił cios. Chłopak znowu próbuje cięcia z góry przez prawe ramię.
Ukradkiem zapuścił bullet-time, bo coś się czasy w narracji pochromoliły.
To pewnie żeby dodatkowo zmylić przeciwnika.

Zaskoczony mężczyzna ledwo zdąża sparować cios. Widząc chwilową słabość egzaminatora próbuję pchnięcia, ale przeciwnik łatwo odbija miecz.
Tak to jest, jak narrator próbuje machać mieczem, nieprawdaż.

Aidan zalewa egzaminatora serią uderzeń, którą łatwo unika i atakuje go.
Aidan unika uderzeniami. To jest jakaś zaawansowana technika Szaolin, mam wrażenie.
Do tego to są uderzenia w płynie, zauważ.

Chłopak paruje cios, ale miecz wypada mu z ręki. Mężczyzna podnosi miecz, aby zadać ostateczny cios. Miecz opada na niego, a chłopak wyjmuje krótki, zakrzywiony miecz i blokuje cios. Aidan kontratakuje i przecina płaszcz i skórę egzaminatora. Z boku wypłynęła mu krew i spadła na arenę.
PRAWIE jak w Pieśni o Rolandzie:
Zaś Geryn wali Malprymisa z Brygalu. Tęga tarcz poganina niewarta mu jest ani szeląga.
Geryn kruszy jej kryształowy guz; połowa upada na ziemię, rozcina mu pancerz aż do ciała i wbija mu swą tęgą kopię w żywe mięso. Poganin wali się jak kłoda; duszę jego czart unosi. A jego towarzysz, Gerier, wali emira. Kruszy mu tarczę, rozdziera kolczugę, wbija mu w trzewia srogą włócznię; naciska mocno, przeszywa mu żeleźcem ciało i drzewcem ściąga martwego na ziemię.
...Niestety, “prawie” robi wielką różnicę.
Na mężczyznę opada jakiś miecz (Damoklesa?), a chłopak go paruje i kontratakuje, przez co z boku wypływa mu krew i spada (jebs!) na arenę. Cuda, panie tego.
Bo ta krew skrzepła w locie i dlatego spadła. Już jako taki częściowo zaschnięty glutek.

Mężczyzna spogląda na chłopaka i mówi do niego:
-Zdałeś. Idź do Mistrza.-
Chłopak chowa krótki miecz do pochwy, a dwuręczny oddaje egzaminatorowi.
Strasznie mi przykro, chłopcze, ale dwuręczne miecze weszły do użytku dopiero koło 1300 roku.

Aidan wychodzi z areny i udaje się do pokoju Mistrza. Staje przed drzwiami jego pokoju i puka w nie. Z pokoju dochodzi głos mówiący "wejdź". Chłopak otwiera drzwi do pokoju i wchodzi do środka pokoju. Przy biurku w pokoju siedzi osoba ubrana w czarny płaszcz i zarzucony na głowę kaptur zakrywający twarz.
Hm, ta osoba tylko w ten płaszcz jest ubrana? ;)

-Zdałem.- oznajmia chłopak Mistrzowi
-W takim razie trzeba rozpocząć Rytuał. Chodź za mną.- rzekł Mistrz i wyszedł z pokoju. Aidan ruszył za nim. Zeszli krętymi schodami do piwnicy. Po bokach paliły się pochodnie.
Piwnica miała boki, nie ściany? Hm, ciekawe rozwiązanie architektoniczne...

Piwnica była niewielkim pomieszczeniem, gdzie na ścianach były wymalowane różne wzory i słowa w nieznanym języku.
A pod ścianami stały worki z dziwnymi roślinami, nazywającymi się ziemniaki. Pod jedną ze ścian tajemniczo marynowały się w mistycznych słoikach ogórki.
Tajemnicze rytuały w mrocznych piwnicach. No nie, czekam już tylko na ostre Cyganki.

Mistrz wyjął nóż z kieszeni płaszcza i zaczął mówić przyciszonym głosem, coś czego Aidan nie dosłyszał.
- Co by tu zrobić, żeby dzieciakowi opadła szczęka – mruczał do siebie Mistrz. - Może jakieś przymierze krwi? To zawsze kręci małolaty.

Mistrz rozciął sobie skórę i zmoczył nóż swoją krwią.
-Wyciągnij prawą rękę, chłopcze.-
Aidan wyciągnął rękę, a Mistrz odciął mu serdecznego palca.
KWIK. No tak, teraz to chłopak na pewno będzie sprawnie walczył.
O w mordę. Czemu mu zaraz całej łapy nie upierdzielił? Przy samej szyi?

Po twarzy chłopaka przebiegł grymas bólu, ale nic nie powiedział.
Twardy jest! Nie pierwszy raz ktoś mu palec użyna, to się chłopina zahartował.

Za to Mistrz zaczął mówić.
-Od dziś należysz do Bractwa Asasynów. A na znak tego dostajesz sztylet, który ma każdy asasyn.
Wprawdzie możesz go już używać tylko lewą ręką, ale na pewno sobie poradzisz!
Ale haszyszu jeszcze nie dostaniesz. Dopiero jak będziesz pełnoletni.

A teraz twoja pierwsza misja.-
-Słucham, Mistrzu.-
-Zabijesz Szirkuha. Urzędnika i wysłannika Aladyna, który panuje nad Egiptem.
A to ciekawe, google mówi, że Egiptem nigdy nie rządził żaden Aladyn... czyżby jakiś uzurpator? Bo oczywiście aŁtor nie mógł popełnić tak głupiej literówki i na pewno nie chodziło mu o Saladyna, prawda?
W rzyci z googlem, mnie się zwizualizował ten Aladyn od lampy i latającego dywanu.
 
-Nie zawiodę Cię, Mistrzu - rzekł Aidan i ruszył w stronę wyjścia.
-Czekaj.-
-Tak, Mistrzu?-
-Masz tu pióro. Niech zaczerwienieje krwią Szirkuha.- i zarzynanej fleksji...
Tak w temacie krwi – to ktoś chłopakowi przewiązał ten kikutek po palcu, czy Mistrz ma nadzieję, że dzieciak się wykrwawi?

-Dobrze.- odpowiedział i wyszedł na dwór. Wsiadł na konia i ruszył. Tuż przed bramą podszedł do niego egzaminator i wręczył mu dwuręczny miecz.
-Od dziś należy do Ciebie.-
Przy skrytobójstwie na wuj ci się przyda, ale będziesz mógł używać go zamiast rożna. I wyrywać na niego panienki.

-Dziękuję.-
I ruszył drogą w stronę Kairu. Przed nim długa droga.
W stronę Kairu.

III
Aidan siedział na koniu ubrany w biały płaszcz, z zarzuconym na głowę kapturem, który zasłaniał mu twarz.
I wcale nikomu się nic nie kojarzy i w ogóle nikt nie ma najmniejszych podejrzeń, że opko jest nieudolnie zamaskowanym fikiem do Assassin's Creed...

U pasa wisiał mu długi, dwuręczny miecz z wystającą z pochwy klingą.
Co za oferma, nawet miecza do pochwy schować nie umie. No przecież mu wypadnie podczas jazdy!
Dwuręczny miecz sobie u pasa zawiesił, co za cep.

W kaburze na prawej nodze znajdowało się kilka noży do rzucania,
Niech zgadnę... miał też kołczan, w którym znajdowało się kilka szpad?

 
a na plecach miał krótki, zakrzywiony miecz. Na prawej dłoni miał mechanizm, dzięki, któremu w miejsce serdecznego palca pojawiał się sztylet, który nie przeszkadzał w poruszaniu się.
Za to bardzo ułatwiał upierdzielenie sobie kolejnego palca samemu. Genialne rozwiązanie.
Albo wrażenie sobie tego sztyletu w ucho czy do nosa. No brawo za ten pomysł.
 
Chłopak siedział w milczeniu. Minęły trzy dni odkąd wyjechał z siedziby Bractwa. Obok niego jechał Egipcjanin, jego przewodnik. Wtedy jego oczom ukazała się Kair.
Ta Kair tak podczas jazdy mu się znienacka ukazała? To musiała być ninja!
Ee tam, to tylko fatamorgana.
 
Zapłacił przewodnikowi i odprawił go. Poprawił się w siodle i przyspieszył konia kierując się w stronę miasta. Po kilkunastu minutach dojechał do miasta.
Seeeeeerio??? 

 
Przejechał bramę ozdobioną wizerunkiem bogów i znalazł się w obrębie murów. Jechał prostą drogą prowadzącą na niewielki plac. Dojechał do niego i rozglądnął się wkoło. Na placu było kilka mieszkań wolnostojących i gospoda „Pod Ciemną Gwiazdą”. Aidan wszedł do środka. Nikt na niego nie spoglądnął. Pewnie, dlatego, że jest bardzo wysoki i umięśniony jak na swój wiek.
A takie osoby w ogóle nie przyciągają uwagi, ani ciut ciut.
Takie, którym u pasa wisi dwuręczny miecz i które co i rusz urzynają sobie a co ucho, a to kawałek nosa? No ja bym się trzymała na dystans.

Podszedł do karczmarza i zamówił szklankę wody.
Kwiik! I może jeszcze z cytrynką?

Obok niego siedział przygarbiony mężczyzna. Ubrany w obdartą koszulę i za krótkie spodnie popijał z kufla coś dymiącego.
Wodę z sodą kaustyczną. Taki był twardy!

Karczmarz podał mu wodę w najbrudniejszej szklance, jaką miał.
Starannie wybrał ją spośród wszystkich dopiero czekających na umycie.
A wody zaczerpnął z wiadra z pomyjami.
 
Aidan zagadnął do faceta koło siebie.
-Wiesz coś o Szirkuhu.-
-Nie wiele, ale Abdul będzie wiedział więcej.-
-Kim on jest?-
-Pracuje u Szirkuha, ale nie przepada za nim. Wieczorem przesiaduje w tawernie w dzielnicy handlowej. Jak go poproszę to myślę, że Ci powie coś o nim.-
-Możesz to załatwić?-
-Jasna sprawa.- odparł i wyjął karteczkę na której zaczął coś rysować.
Karteczkę. Tak tak. Notesik wyjął. A potem jeszcze terminarz i laptopa.
I znów – nikomu absolutnie nie kojarzy się to z typowym erpegowym questem.

Jak skończył podał ją Aidanowi. Chłopak wziął ją i schował do kieszeni. Podał mężczyźnie kilka monet, dopił wodę i wyszedł wcześniej płacąc. Miał trochę czasu. Od karczmarza dowiedział się jak dojść do dzielnicy handlowej. Ruszył w jej stronę. Dojechał do tawerny i wszedł do środka. Tawerna w porównaniu do gospody „Pod Ciemną Gwiazdą” wydawała się być miła i przytulna.
Jak na tawernę przystało. Ściany były pomalowane na błękitno, a na każdym stoliku ustawiono wazonik z fiołkami, a z sufitu zwisały baloniki i serpentynki.
Po zapleczu miotała się Magda Gessler.
 
Usiadł przy stoliku i zaczął czekać na Abdula. Po kilku godzinach czekania skończył czekać do tawerny wszedł Abdul. Ubrany był w ciemny płaszcz z zwisającym na plecach kapturem.
No, przynajmniej jeden, któremu kaptur nie zasłania twarzy.

 
Na nogach miał trzewiki. Jego twarz zarumieniona od chłodu (typowego dla Egiptu) wyrażała radość po skończonym dniu pracy.(...) Aidan dał znak Abdulowi, aby usiadł koło niego. On zgodziwszy się na to, usiadł naprzeciwko niego i zamówił coś do jedzenia.
-Potrzebuje informacji o Szirkihu.(...) Mam coś od twojego przyjaciela.- powiedział, wyciągając karteczkę, którą dostał od mężczyzny w gospodzie i wręczył ją Abdulowi.
-Dobrze, ale jest jeszcze jeden warunek.-
-Zapłacę za każdą informację.-
-Nie oto chodzi. Dostarczysz tę paczkę - mówiąc to wyciągnął paczkę i położył ją na stole - do mojego przyjaciela na drugim końcu miasta.-
I dostaniesz za to expa!
(Wy też nosicie paczki i listy cały czas przy sobie, na wypadek, gdyby napatoczył się jakiś frajer, który je za Was doręczy?)

-Rozumiem. Wrócę przed zachodem Słońca.-
-Będę czekał.-
Aidan wiał paczkę i wyszedł z tawerny. Jego twarz owiał wieczorny, chłodny powiew. Wdrapał się na dach budynku i skacząc z jednego dachu na drugi udał się do wskazanego miejsca.
Czy jest jakiś niezwykle ważny powód, dla którego nie mógł iść jak człowiek, po ziemi?

Zeskoczył z dachu i zapukał do drzwi domu, do którego miał dostarczyć paczkę. Drzwi otworzył niski, otyły mężczyzna z kuflem w ręku.
-Paczka dla pana od Abdula.-
-Dziękuję. Długo na nią czekałem. Masz tu pióro i pokaż je Abdulowi na dowód tego, że dostarczyłeś mi paczkę.-
-Dziękuje. Do widzenia.-
Kurczę, średniowieczni szpiedzy są lepsi niż Poczta Polska.
Jakoś mam wątpliwości, by prawdziwi asasyni musieli sobie podbić level zanim zajęli się przedmiotem zlecenia.

Chłopak ponownie wskoczył na dach i udał się z powrotem do tawerny. Nagle przeskakując z dachu na dach zauważył go strażnik.
Strażnik zaś skakał po dachach, gdyż po pracy uwielbiał uprawiać parkour.
Aidan zeskoczył na dół, wyjął miecz i szybkim pchnięciem zabił strażnika.
Który stał i spokojnie czekał na rozwój wypadków.

Wytarł miecz o jego płaszcz i schował do pochwy. Wziął ciało strażnika i wrzucił je do studni.
Studnia ex machina wyrosła tam specjalnie dla niego, żeby miał gdzie zutylizować zwłoki.
Nie ma to jak wrzucić trupa do studni i wytruć całe miasto. Cóż, to też jest JAKIŚ sposób na pozbycie się tego Szirkuha...
 
Oddalił się od miejsca zbrodni i doszedł do tawerny. Wszedł do środka. Na środku stało dwóch mężczyzn okładających się pięściami, a wokół nich krzyczeli inni obstawiając zwycięzcę. Aidan usiadł naprzeciw Abdula, który kończył jeść swoje danie.
Tak, bo przecież w takiej standardowej karczmie podobne bójki wcale nie przeradzały się w ogólne mordobicie i nie przeszkadzały pozostałym klientom w spożywaniu zamówionych dań.

 
-Masz oto pióro od twego przyjaciela, które zaświadcza o pomyślnym zakończeniu zadania.-
-Myślałem, że Ci się nie uda.
-Przykro mi, że Cię zawiodłem.-
-Miły i śmieszny.-
Idealny na słodką zabaweczkę, czyż nie?

-Dobrze, oto twoje informacje. Jego pałac znajduję się w północnej części dzielnicy królewskiej. Strzeże go około pięćdziesięciu strażników. Do środka można dostać się dwoma wejściami: od strony wschodniej lub zachodniej. W środku jest około dziesięciu strażników, więc najtrudniej będzie się dostać do środka.
Noł, rili?

 
Szirkuh zasypia zaraz po pojawieniu się Księżyca na nieboskłonie. Myślę, że tyle wystarczy. Masz jakieś pytania?-
-Tak. Czy jego komnacie są strażnicy?-
-Nie.-
-W takim razie to wszystko. Dziękuje za informacje.-
-Nie ma za co.-
Zawsze chętnie pomagam miłym skrytobójcom.

Aidan wyszedł z tawerny i udał się w stronę pałacu. Księżyc już wzszedł, kiedy jego oczom ukazał się pałac namiestnika Szirkuha.
Księżyc specjalnie czaił się za budynkami i czekał na ten moment!
Bo klimat jest najważniejszy.

27 komentarzy:

Hersilia pisze...

Matkohuto.. Z Waszymi komentarzami to kawał niezłego skeczu, bez kometarzy - kawał niestrawnej kluchy, tyle,że...
Moje kochane prześmiewczynie. Gdybyście spojrzały głębiej w digart.pl to zauważyłybyście, że autor to pisał mając lat 13 (autor rocznik 1995, tekst pisany w 2008. IMHO ciągle ma zerowe pojęcie o zabijaniu, polityce, a tym bardziej o kobietach i porodach. Kiedy ja miałam 15 lat zapisywałam podobnymi tekstami zeszyty w kratkę, bo nie było PCtów i neta. Teksty na pewno nie były logiczniejsze ani bardziej wypasione literacko. Miałam jednak to szczęście, że nikt nie mógł się nad nimi pastwić. Po latach przeczytałam je z większym zażenowaniem niż sentymentem i wywaliłam na śmietnik
Jak bardzo was lubię, tak bardzo wolałabym poczytać jak ostrzycie sobie pazurki na dorosłych grafomanach. Bo dziecko podkłada się nie dlatego, że jest głupie, czy nieoczytane, tylko dlatego, że po prostu jest dzieckiem, brak mu doświadczenia, przede wszystkim życiowego i o wielu sprawach nie ma rzeczywiście pojęcia.

kura z biura pisze...

Widzę, że i u nas i u Was dziś opka gierczane :) Co za zbieg okoliczności! To ma jakiś ciąg dalszy, czy skończyło się na pierwszym levelu z dostarczeniem listu?

A poza tym... Tajemnicze rytuały w mrocznych piwnicach - już Wy wiecie, z czym mi się to kojarzy! ;)

Dzięki za poprawienie humoru. Wyjątkowo potrzebne :)

Anonimowy pisze...

"Czy jest jakiś niezwykle ważny powód, dla którego nie mógł iść jak człowiek, po ziemi?"

Sam zadałem sobie to pytanie pisząc opowiadanie osadzone w świecie AC i po namyśle zrezygnowałem z dachów ;]

Analiza oczywiście spowodowała, że zacząłem się turlać pod biurkiem w pracy ze śmiechu. Mam tylko jedno ale: odcinanie serdecznego palca rekrutom było pomysłem twórców świata AC, więc nie autora, więc nie śmiejcie się z tego ;p Owszem, może się to wydawać bezsensowne (w końcu z tego zrezygnowano) - natomiast należy to do kanonu.

Tak samo niestety, jak strażnicy na dachach czy wrzucanie ciał do studni, ale z niektórych motywów łatwo można zrezygnować w opku, więc stosowny bat za nie się należy.

Co do wieku autora - niech sobie pisze, ale niech analizy staną się przestrogą zarówno dla niego na przyszłość, jak i dla innych. Nie akceptujmy publikowania niezgrabnych stylistycznie i logicznie (wy)miotów (nie)werbalnych.

Hasło: stabl. Na cześć Roberta de Sablé, który zrezygnowałby z walki o Jabłko Edenu, gdyby przeczytał to opko.

Anonimowy pisze...

"-Macie rację, ale nie będzie łatwe zwołanie kolejnej wyprawy krzyżowej. Wasze skarbce świecą pustkami. - potwierdził papież.
-Oto się nie martw, Grzegorzu.-"
Nie jestem pewna, ale nie wydaje mi się żeby ktokolwiek mógł zwracać się do papieża po imieniu. Czy to nie byłaby obraza majestatu?

Dżem Malinowy

Anonimowy pisze...

Analiza jak zwykle świetna, ale ja będę nalegać na ciąg dalszy 'momentów'. Dawno nic mi tak bardzo nie przypadło do gustu :D

Hasło: chedingi. Kojarzy mi się z chędożeniem, to chyba źle? ^^

Cast

Mrohny pisze...

Lubię to! :D

Anonimowy pisze...

Nawet, jeśli autor miał 13 lat publikacja dzieła w internecie była dobrowolna. Takie jest moje zdanie.

W opku kilkakrotnie czas przeszły transformuje się w teraźniejszy, ciekawe zjawisko, ciekawe, czyż nie?

hasło: nosta. Coś jak nospa, takie tabletki na żołądek co rozbolał ze śmiechu...

Anonimowy pisze...

Ło Jezusicku, uśmiałam się niebywale. Genialna analiza- gratuluję!;)

Najbardziej ubawił mnie Aladyn- mi też zwizualizował się zaraz ten z bajki Disneya ( na latającym dywanie). Ale jak wiadomo Ziemia Święta łaskami i cudami słynie, więc...xD
Mój drugi faworyt- nasiadówka u Grzegorza ( ciasteczka sponsorowała zapewne Sophia z "Siewcy wiatru", a herbatkę Aizen z "Bleacha". Zaplanować działa zbrojne to przecież bułka z masłem! Po co jacyś tam posłowie i tak dalej...

P.S Miałam cichą nadzieję, że choć epoka krucjat zostanie oszczędzona...Ale jak widać nic się nie ustrzeże.

Pozdrawiam,
Deidre

Anonimowy pisze...

Mało! Było tak fajnie, a tu nagle koniec. Znak po prostu rządzi :)ale kapitan Oczywistość też był rewelacyjny.
A w opku urzekł mnie ten kryształowy żyrandol. Z pewnością, w ciemnej dupie średniowiecza, kryształowe żyrandole były zjawiskiem normalnym.
A z tą bariera wiekową - czy najazdy analizatorni mogą być przeprowadzane na tekstach, które wypocił małoletni? Oczywiście, że tak. Co to za różnica czy autor ma 13 czy 113 lat. Gniot to gniot, rozczulać się nie ma co. I nikt nie ma obowiązku zaglądać pisakom czy ałtoreczkom w metrykę. Jest publikacja, to może pojawić się też krytyka. Nikt mu tekstu na siłę z szuflady nie wyszarpał.

Anonimowy pisze...

W Barranquillu obudził się ponownie fan Wieśka i po usłyszeniu że będzie wiedźmin napalił się na Geralta-geotetę i resztę "make niwelacja not war" a tu co? A tu Alladyn (też widziałem tego disneyowskiego) i tajemnicze rytuały w mrocznej piwnicy... Ale i tak to kocham.
Hasło: gardy. apropo bójki w karczmie

Anonimowy pisze...

A dla mnie jest różnica czy autor ma 13 lat czy 113. Normalnie bym napisał "zajebiste", a tak napiszę "naiwne".

Ogólnie bardzo dobrze się czytało.

Serenity pisze...

Czemu skończyło się to tak szybko? :(

Anonimowy pisze...

Nieprawda. Leszek Biały powiedział że lekarz nakazał mu spożywanie piwa bo działa mu dobrze na nerki.

Goma pisze...

@Anonimowy
"Nie akceptujmy publikowania niezgrabnych stylistycznie i logicznie (wy)miotów (nie)werbalnych."
A co jest złego w publikowaniu? Wiadomo, że zaśmiecanie netu tysiącami "jestnoci" to zły pomysł, natomiast w wielu wypadkach myślę, że publikować warto. Są, o dziwo, ludzie którym zależy na poprawie i dzięki publikowaniu prędzej zwrócą uwagę na swoje błędy. Może za rok, może za dwa, ale coś do niektórych dotrze. Trochę ostrzejsza ocena czy analiza może uświadomić, że komcie to jedno, a rzeczywistość to drugie. I zgadzam się z Hersilią, że dziecięcym tworom zwykle dużo brakuje i może nie wszystkim analiza się należy.
However, z drugiej strony to opko pod pewnymi względami nie jest aż tak tragiczne, więc może dojrzało do potraktowania analizą.
Niestety (na szczęście?) nie znam się na erpegach, więc miałam znacznie mniej okazji do oburzania się. Moim faworytem jest Abdul, który zgodził się usiąść obok, więc usiadł naprzeciwko xD
Pozdrawiam!

jasza pisze...

Władcy, lecący do Rzymu na popołudniową herbatkę z papieżem - zombie to nawet miła odmiana, pewnie też był "wiecznie żywy".

Natomiast walka na dachu i tym samym wrzucenie trupa do studni (powtarzam, na dachu) otumaniła mnie całkiem.

Piękna, wspaniała analiza!

j pisze...

*Szirkuh zasypia zaraz po pojawieniu się Księżyca na nieboskłonie. Myślę, że tyle wystarczy. Masz jakieś pytania?

- Mam. Co robi, gdy jest nów? Wałęsa się po krużgankach do świtu, czy co?

SStefania pisze...

Już chciałam Was zjechać za czepianie się asasyńskiego ukrytego ostrza wymagającego urąbania palca serdecznego (szczęściem do Renesansu design poprawiono i Ezio Auditore ma wszystkie palce), potem zobaczyłam, że jednak kumacie i znacie AC, a potem... Już sama nie wiem, ale na wszelki wypadek rypię: ryp, ryp.

No, przynajmniej jeden, któremu kaptur nie zasłania twarzy.
E, ale jaki to potem robi superancki efekt w takim trailerze do Assasin's Creed: Revelations!

Czy jest jakiś niezwykle ważny powód, dla którego nie mógł iść jak człowiek, po ziemi?
Chodzenie po ziemi jest dla zwykłych ludzi, a nie cool asasynów? (Good enough for me)

Kiedyś pisało się na podstawie sesji RPG, nawet anime takie zrobili (do dziś przez wielu wspominane z sentymentem Record of Lodoss War), dziś za wzór służą gry wideo, znak czasów. Serię AC zaczęłam poznawać dopiero od dwójki, więc o czasach Altaira i krucjat wiem mało, ale nie weydaje mi się, że research historyczny twórców aż tak leżał jak to widać u Pisaka...

Też, w sumie, jestem przeciwna pojeżdżaniu dzieci, no bo przecież myśmy nie byli doskonali a wyrośliśmy, ale to opeczko jest tak przeurocze, że z chęcią zobaczę ciąg dalszy.

Anonimowy pisze...

A mnie tam powiewa,ile lat miał pisak i czy czegoś sie nauczy(bo to jak odrabianie filozofii do pieczenia ciasta, fakt ),oraz z jakiej gry BARDZIEJ to wszystko zerżnął(bo ja nie grałam w nic poza Wormsami;-) a z tego to chyba nikt jeszcze nie próbował opka robić;-)ważne,ze analiza była jędrna i z wykopem;-) a wizja Gessler miotającej się po zapleczu milej tawerny...miejmy nadzieję,pozostanie ze mną na długie,deszczowe wieczory:-0 i za to -dzięki wam wielkie!

Anonimowy pisze...

Kij z salą poselską, papieżem jest ZOMBIE!!!
Made my day :3 Nie jestem w stanie się zdecydować czy lepsze było to, czy 1. Gdzie jest krzyż?! *bije pokłony Pigmejce i jej złotemu mózgowi*
Jedna z Waszych najlepszych analiz, mnóstwo perełek; poza wyżej wymienionymi najbardziej urzekły mnie: OBA konie, Akka sprzedana na targu przez Turków (cytując jedną z parodii z youtube’a: 1000k gold please), wizualizujący się Aladyn (mi też się wizualizował, ten z Disneya), tawerna Magdy Gessler, I dostaniesz za to expa!.
Czy będzie ciąg dalszy, pretty please? ^^ Na pewno dzięki niemu jeszcze bardziej podbiłybyście sobie level ;)

Bazylia

Anonimowy pisze...

http://me-mylife-and-depp.blog.onet.pl/ Przeczytałam zaledwie kawałek tego bloga, ale urzekł mnie do tego stopnia, że chętnie zobaczyłabym analizę ^ ^ Tak jakbyście nie miały za co się zabrać...

Anonimowy pisze...

Ukwikałam się setnie, analiza była genialna ^^ Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jedna z lepszych w ostatnim czasie. Tak trzymać, dziewczyny!

KWIK! Z całego serca polecam powyższy blog do zaanalizowania, przed chwila przeczytałam kawałek, miażdży :D

Sineira pisze...

Gesslerowa w tawernie zrobiła mi dzień.
Lubię opka gierczane. Może analizy nie są takie kwikaśne i nie powodują zakwasów, ale robią mi dobrze w środku;)

Fraa pisze...

"Na prawej dłoni miał mechanizm, dzięki, któremu w miejsce serdecznego palca pojawiał się sztylet, który nie przeszkadzał w poruszaniu się."

Wy piszecie o upierdzieleniu palca, wsadzeniu tego w nos czy ucho... Ja chciałabym zobaczyć, jak gościu się podciera! xDDD


(AC uważam za źródło wielkiego zła, jeśli chodzi o literaturę :P )

Effice pisze...

*kwiczy ze śmiechu*

Jak ja lubię, gdy ktoś pisze o prawdziwych postaciach, nie mając o nich najmniejszego pojęcia.

A metryka mnie nie obchodzi. ;] Ałtorzy pozostaną ałtorami, nieważne, ile mają lat, jaką wynieśli ocenę z liceum czy co im utrudnia myślenie.

roguemouse pisze...

Sineira dobrze prawi :) Mnie też opka gierczane (nieważne, czy RPGi czy gry komputerowe) rozgrzewają w taki przyjemny sposób. Pamięć podpowiada jedno z moich pierwszych - i ostatnich - opowiadań na podstawie gry *rzewny wzdych* Pierwsza sesja RPG w życiu, na dodatek w Wiedźmina, pamiętnik postaci... jeżu, jaki ten tekst cudowny był. I mówię to zarówno z czułością, jak i ironią :P

A tawerna Magdy Gessler była cudna. Zamierzam o niej myśleć gdy tylko przypadkiem znajdę się w pobliżu jej wielu przybytków kulinarnych :D

Mysza

Minami Lady pisze...

Morze debilizmu level hard. "Mistrz rozciął sobie skórę i zmoczył nóż swoją krwią.
-Wyciągnij prawą rękę, chłopcze.-
Aidan wyciągnął rękę, a Mistrz odciął mu serdecznego palca.
KWIK. No tak, teraz to chłopak na pewno będzie sprawnie walczył."
Sama idea obcinania palca, żeby było ostrze, jest w miarę ok - ale wypada opatrzyć ranę, potrenować z dzieciakiem, i to wielokrotnie...
"Aidan zagadnął do faceta koło siebie.
-Wiesz coś o Szirkuhu.-
-Nie wiele, ale Abdul będzie wiedział więcej.-
-Kim on jest?-
-Pracuje u Szirkuha, ale nie przepada za nim. Wieczorem przesiaduje w tawernie w dzielnicy handlowej. Jak go poproszę to myślę, że Ci powie coś o nim.-
-Możesz to załatwić?"
...I znowu kłaniają się informatorzy zakonu, tawerny, ok...
*wzdycha* Morze głupoty niektórych ałtorów jest jednak nieprzebrane, że miałyście na to siły...podziwiam i zostawiam komentarz w uznaniu!

Minami Lady pisze...

A, no i kwestia papieża-zombie i innych ewenementów - zwróć się do papieża po imieniu. DO PAPIEŻA, OSOBY NAJPOTĘŻNIEJSZEJ W ÓWCZESNYM CHRZEŚCIJAŃSTWIE. Dziw się, czemu wezwano na ciebie straż, a potem skazano na śmierć lub więzienie, lub też chłostę za obrazę majestatu i brak szacunku do głowy Kościoła. Heloł, nawet królowie nie mogli tak zwracać się do papieża! Istniały jakieś tam zasady! Pominę może fakty dotyczące władców i krucjaty, bo mimo wszystko minęły lata świetlne i doszło do riserczu, zatem już milczę.