czwartek, 4 sierpnia 2011

Deklaracja Niepodległości Kuchni, czyli o piracie wyglądającym jak pirat - cz. II

Witajcie!
Dziś dalszy ciąg przygód piratów, którzy mieli pecha zabrać na pokład swojego statku Sakurę. Co czeka Was tym razem? Och, właściwie nic wielkiego: patrzące ręce, morze lepiące bałwanki, wiatr płci żeńskiej latający po świecie z pianką modelującą, zapętlony narrator, który już zupełnie przestał ogarniać rzeczywistość i bardzo, bardzo wiele facepalmów.

Indżojcie!

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Słońce znajdowało się u szczytu, górowało.
Dobrze, że nie szczytowało...
Po wyrzuceniu wszystkich niepotrzebnych słów: "Było południe".

Pod pokładem unosił się zapach gotowania, przez dziewczynę.
Ciekawe, czy zapach gotowania przez faceta składałby się wyłącznie z aromatu zalewanej wrzątkiem zupki chińskiej?
Taaaaa. I spalonego czajnika elektrycznego.

Przyjaciółka posprzątała to co musiała, i wszystko błyszczało. Wiedziała, że on już tam czekaj na obiad, ale mieli małą niespodziankę. Wzięła jedno danie w rękę i zaniosła do nich, przyjaciółka, wlewała w inne dobrze przyprawioną zupę.
Przyjaciółka wzięła jedno danie w rękę (na przykład zupę w garść nabrała?), gdy tymczasem przyjaciółka w inne danie wlewała zupę. Dziwne... Może to jest ta kuchnia fusion, o której tyle się mówi?

Sakura cichutko się zaśmiała, zauważyła ich kapitana, który patrzał się w okno, podała mu wszystko.
Tę garść zupy i zupę w innym daniu. I przyjaciółkę jako przystawkę.
Zaśmiała się, bo rozbawiło ją to “SIĘ” z rzyci wzięte.
I "patrzał".

I odeszła pod drewnianą ścianę.
Drewnianą, serio? Ja to się na okrętach spodziewałam zastać taką solidną, kamienną.
A ja z papieru. Papierowy statek piracki to byłoby coś!

Jego oczy nic nie wyrażały, wreszcie będzie miał nauczkę, ktoś mu ją da.
Nauczkę mu da, nie zupę? I że niby zupa pomaga na niewyrażające niczego oczy? Tak, narratorze, to jest doskonale sensowne. *potakuje ostrożnie*
Może to zupa na kroplach do oczu?

Niech szanuje innych, tylko siebie szanował, nikogo więcej.
Bo Sakura wie, że droga do serca mężczyzny itd., więc uznała, że wyrąbie sobie Tru Loff przez żołądek. Albo przynajmniej rispekt, jeśli na Tru Loff jest za wcześnie.
Najprostsza droga do serca mężczyzny prowadzi ostrym nożem przez klatkę piersiową, zawsze to powtarzam.
Prawda, ale ona nie ma dość jaj, by zastosować to w praktyce, niestety.

Odwróciła wzrok wpatrując się w okno, gdzie morze falowało, robiąc bałwany.
- Łiii! - zakrzyknęło morze radośnie i wetknęło dorodną marchew w twarz bałwana.
Taaa, a rekiny robiły w tym czasie “aniołki”, tarzając się na śniegu.

Lekko spojrzała na mężczyznę, który wziął do buzi łyżkę z zawartością.
Zatrzymajmy się chwilę przy tym zdaniu. Oto brutalny, okrutny pirat bierze łyżkę do BUZI. Hm, czekam, aż Sakura zacznie go karmić za pomocą metody “Leeeeeci, leeeeci samolocik! No, otwórz buzię... Oooo, grzeczny chłopiec!”

Zrobił się cały czerwony na twarzy, i wypluł zawartość powrotem do talerza. Załoga patrzała na niego zdziwiona, nie wiedzieli o co chodzi. Chwycił szybko szklankę z wodą i wypił jednym chłystem,
A potem zagryzł jednym ladacem.

wiedział dokładnie, że to jej sprawka, i zrobiła to specjalnie. Widać było, że jest wściekły na nią.
No więc CO robi straszliwy, bezlitosny i oziębły kapitan piratów, gdy jakaś smarkula próbuje sobie z nim pogrywać? No co, Drodzy Czytelnicy?

Załoga wpadła w głośny śmiech,
...który był rozlany na podłodze, najwyraźniej. Skoro w niego wpadli...

popatrzał się na każdego po kolei zimno, wiedział, że to na nich zadziała, że się uspokoją. Cisza! (A to, przepraszam, było do kogo? (Cii, to narrator rozmawia z głosami w jego głowie.)) Popatrzał na nią, ręce miała założone na piersi, i wpatrywała się nadal w daleki horyzont za oknem, na twarzy pojawił się nikły uśmiech, który świadczył o satysfakcji. Usłyszała szuranie krzesła, i kroki, wyczuła w nich wściekłość,
Sasuke przytupywał srogo niczym Kozak zaporoski wywijający kazaczoka i krzesał iskry ostrogami.
W poprzedniej analizie były Złe Kroki, a w tej są Wściekłe Kroki - ot, i mamy tytuł na sequel.

wyczuła w nich wściekłość, spojrzała w tamtą stronę, On szedł w jej stronę. Zauważyła w nim wściekłość,
Czy to nowatorska & awangardowa konstrukcja zdania na modłę rymu okalającego, czy też może ktoś powinien zresetować narratora?
Nie no, po prostu ta wściekłość była tak silna, że aż namacalna i wyczuwalna... Uch, naszły mnie dość smrodliwe skojarzenia.

i to dużą (skojarzeń ciąg dalszy), nie umiała tego opisać, mógłby nawet coś zrobić,
Taaaa. Kupę by zrobił z tej złości. (I jak ja mam nie mieć takich skojarzeń...?)
Jakie to szczęście, że moje koty tylko rzygają, gdy się je zdenerwuje. Jak widać, mogło być gorzej.

ale ona sobie nic z tego nie robiła, była tak samo na niego wściekła jak on na nią.
Tylko że widzisz, złotko - to on trzyma wszystkie asy. Może, ale tak teoretycznie, byłoby niemądrze stroić sobie żarty z kogoś, kto w każdej chwili może kazać przeciągnąć cię pod kilem?

-Nie będziesz pogrywała jak ty chcesz. – stał tuż obok niej, ona nic sobie z tego nie robiła,
Nie, zdecydowanie, zresetujcie narratora, plz.
Albo najlepiej wyłączcie to CAŁE!

milczała. Obiecała przecież, że się do nich nie odezwie, a szczególnie do kapitana. Chwycił dziewczynę za przed ramię, mocno, zwięźle,
Zdawkowo ją chwycił. Tak... lakonicznie. Półsłówkiem.
("I niech pan powie tej famie, że może mnie w dupę pocałować i vice versa!")
Przeczytałam, że chwycił ją za przednie ramię, po czym zwizualizowałam sobie ramię tylne i wyobraziłam Sakurę w postaci czegoś w rodzaju kobiety-pająka...

aby się nie wyrwała. Bolało ją, cichutko syknęła. On nic sobie z tego nie zrobił...
Narratorowi przydałoby się też zupgradeować słownik.
Ojoj, nie popłakał się i nie zaczął jej przepraszać? A to niewychowany buc.

– Od teraz będziesz myła pokład. Może się wtedy uspokoisz i będziesz grzeczna.
Straszliwa kara. Och jej, ten kapitan jest naprawdę niewyobrażalnie okrutny.

– pociągnął ją schodami do góry, miał dosyć jej, i tego wszystkiego co zaczęła robić. Wepchnął ją na pokład, (...) Zawiał przyjemny wiatr, który ułożył w nieładzie włosy Sakury.
Wiaterek przyleciał z grzebieniem, prostownicą i pianką modelującą.

– Masz! I nawet niczego nie próbuj, bo na tym na pewno nie przestanę. – podał wiadro z wodą, a w niej była szczotka do czyszczenia pokładu.
Ej, sam jej wiadro podał, ale pokazać co i jak to już nie łaska? No co za kapitan nieużyty.

Wzięła wiadro, a on odchodził.
I teraz nie wiem: facet klasycznie “zaczął podążać”, czy na umieranie mu się zebrało?

Wytknęła mu język na złość, on przystanął – Czy coś zrobiłaś? – zapytał,
Wyczuł ten język, skubany! Ale jakim cudem? Hm, może pannie tak mocno śmierdzi z pyska...?

ta jedynie prychnęła i oddaliła się z wiadrem pełnym wody i szczotką do czyszczenia. Szorowała jak umiała, nie lubiła tego jak ktoś rozkazywał jej, ale jak już musiała to robiła to.
Szczególnie wtedy, kiedy alternatywą była randka z rekinami.

Tylko, że jako córka gubernatora miała większą swobodę, nie musiała tyle pracować.
Szorowała pokład tylko w dni nieparzyste.

Teraz wszystko się zmieniło, musi pracować dla kanalii, która pływała po morzach. Piraci! Nienawidziła ich całym sercem, wolałaby już u kogoś służyć, niż im pomagać we wszystkim, sprzątać, prać gotować. Chyba sobie z niej robią jakąś pokojówkę, aby wszystko im robiła.
No shit, Sherlock. A teraz pytanie kluczowe: niby czemu mieliby tego NIE ROBIĆ? Sama, na własne życzenie, wyleciała do nich z pyskiem, przegrała pojedynek - więc w czym problem?
Oj, bo ona myślała, że oni są tacy rrhhomantyczni i szaleni, i że będą razem pić rum na bezludnej wyspie, i wgl - a tu nagle jak ją rzeczywistość nie pierdolnie...

Ona na to nie pozwoli.
Zastosuje sabotaż! Wyrwie im pokład spod nóg, jak wcześniej.
A potem... *werble* Spojrzy krzywo na kapitana!

Podśpiewywała jakąś piosenkę, która obijała się o uszy w dzieciństwie, albo i to ktoś śpiewał w jej snach, bardzo często śniła jej się kobieta podśpiewująca piosenkę i obiło jej się o uszy.
Nie, serio: proszę, zresetujcie narratora, chłopina wyraźnie się zapętlił. Może to jakiś konflikt sprzętowy? Nawet on nie jest w stanie wyartykułować takiej ilości (pewnej ilości zwierząt, hehe) bredni naraz?
co minęły daremnie
Nie wiem skąd znana mi
Ta melodia gra we mnie...

Uśmiechnęła się kończąc pracę, wstała, wyglądała okropnie a w szczególności jej suknia.
Nie mówcie mi, że ona to całe sprzątanie, gotowanie i szorowanie pokładu uskuteczniała w eleganckiej sukni z gorsetem. :/
Ależ oczywiście! W tej rozciętej sukni, przypomnę - ergo: z cycami na wierzchu. A wiecie, jak kobieta szoruje np. pokład na kolanach, to się tak charakterystycznie porusza... OK, chyba zaczynam rozumieć koncepcję kapitana. ;>

Westchnęła, była to jej ulubiona jaką miała. Jeszcze nigdy nie pobrudziła jej, a teraz tylko spojrzeć wygląda okropnie, wszędzie plamy...
Zawsze mogła ją ściągnąć i biegać w samej halce... Cała załoga na pewno poparłaby ten pomysł.

Odwróciła się z zamiarem odejścia, ale drogę zastawił jej brunet, który oglądał pokład.
"Noo... to porządny pokład, to naprawdę ładny pokład", stwierdził ukontentowany.
Darowanemu pokładowi się w klepki nie zagląda.

Wywróciła oczami, na jego ustach powstał nikły uśmiech.
Powstał... z martwych? Z piany morskiej?
Z klocków LEGO.

-Trzymaj – podawał jej jakiś materiał, spojrzała na niego, była to sukienka, ale nie taka jak jej, bardziej uboga – pospolita.
- W takiej szmacie szorować pokładu nie będę! - warknęła.

Spojrzała na niego podejrzliwie, nic nie powiedział. Chwyciła z ociągnięciem materiał, co go denerwowało,
Ociągnięcie to osiągnięcie w ciągnięciu dru... eee, nieważne czego.
A jego to denerwowało? Miałaś rację, Pigmejko - on rzeczywiście w sprawach miłosnych woli te greckie klimaty.;)

daje jej czystą rzecz, a ona jeszcze bierze to powoli. Ruszyła do kuchni, w której wcześniej była.
Do tej samej? Ojapierdziu, to oni mają na tym okręcie kilka kuchni?

– Przebierz się, bo nie wyglądasz w tej za dobrze. – zaśmiał się (Polazł za nią popatrzeć jak się przebiera? Hm... no dobra, to przynajmniej jest całkiem prawdopodobne.), nic nie powiedziała, prychnęła. Przebrała się szybko, gdzie była przyjaciółka, która sprzątała po obiedzie. Wolała nie wychodzić, od niej, ale musiała jeszcze z wodą się uporać którą zostawiła.
Nagły mistrza Yody atak widzę tu.

Wyszła , i otarła z czoła malutkie kropelki potu, sukienka podkreślała jej walory urody (czytaj: opinała się jej na tyłku i cyckach, aż szwy trzeszczały), dekolt odkrywał przedziałek jej piersi.
Przedziałek...
Ciekawe, czy taki klasyczny, czy może zygzak. :)

Może i była mniej elegancka, ale podkreślała bardziej jej walory niż tamta, nie peszyło ją to.
A powinno, gdyby wzięła pod uwagę, że dookoła niej są sami wyposzczeni faceci, a uciekać może tylko na dno oceanu. No ale do tego potrzeba odrobiny myślenia perspektywicznego.
Może ona jest jak ta pani z dowcipu, co to szła przez las, w którym gwałcili, a potem poszła tam jeszcze raz, i jeszcze...

-Gotowa? – zapyta kapitan – Jeśli tak, to proszę bardzo (!!!) umyć ponownie pokład, nie postarałaś się. A gdy ktoś się nie stara, to myje jeszcze raz. – postawił przed nią wiadro. I odchodził, miała go dosyć, jak śmiał odchodzić, zamiast dochodzić niby co zrobiła źle, wszystko błyszczało. Wiedziała, że robi to specjalnie,
Oczywiście - specjalnie po to, by zobaczyć jej wypięty tyłek i "przedziałek piersi" odkryty w nowej kiecce.

ręce trzęsły się jej ze zmęczenia, nie widział tego, ale ona odczuwała, że zaraz nie wytrzyma i go uderzy, tak, że pożałuje tego.
Tak, pożałuje z pewnością. Ale ONA, nie on.

Uklękła podwijając sobie sukienkę, odkryła ty sposobem nogi zaczęła szorować. Załoga lustrowała ją wzrokiem, każdy skrawek ciała przemierzyli dokładnie.
Następnie przeszli do etapu drugiego: palcem po mapie ciała Sakury.
A potem ją spenetrowali.

Odgarnęła kosmyki różowych włosów za ucho. – Na co się tak gapicie? Do roboty! – krzyk kapitana rozniósł się po statku, sam spojrzał na nią mierząc węglowym wzrokiem.
Jego wzrok służył do datowania izotopem węgla C14. Sasuke chciał sprawdzić, czy pewne fragmenty jej walorów nie są aby młodsze od reszty ciała.

Zaczął chodzić po pokładzie, robił to specjalnie, by dać nauczkę dziewczynie, już nie wytrzymywała, to co zrobiła to zadeptywał, i powstawały czarne plamy. Zacisnęła dłonie w pięść, paznokcie wbiły się w skórę. Wstała i rzuciła na deski szczotkę do czyszczenia, ramiączko od wiadra
RAMIĄCZKO od WIADRA. Czekam na widły z dekoltem.
I szczotkę na naramkach.

chwyciła i zawartość wody wylała na bruneta.
Zawartość wody - czyli wspomnianą już wcześniej pewną ilość zwierząt.
Kwik.

Brud i woda znalazły się na głowie,
Brud oddzielnie, woda oddzielnie?

Brud i woda znalazły się na głowie, ociekając po czarnych włosach, patrzał na nią wściekły.
Po czyich i po KTÓRYCH czarnych włosach ociekał kapitan? I CZYM “ociekał”? Bo mnie się to kojarzy z pewnym płynem ustrojowym, jakim każdy pan dysponuje...
No chyba, że to brud ociekał i patrzył wściekle - nie, żeby ta wersja była lepsza...

Zaśmiała się z tego co zrobiła.
-Przegięłaś złociutka! – powiedziała jakaś stara baba, znienacka zajmując miejsce kapitana piratów zły, zaczynał żałować, że ją porwał, nie myślał, że ktoś będzie stawiał tak na swoim.
A w wyrzuceniu jej za burtę przeszkadza mu...?

Nikt nigdy mu się nie przeciwstawiał, a tu jedna zwykłą dziewczyna była po swojej stronie,
Kwik. A to zołza! Jak ona śmie być po swojej stronie?!

Tą noc i inne dni będziesz od teraz sprzątała, gotowała i prała. – zimne oczy lustrowały ją, a jej dłonie ponownie zacisnęły się w pięści.
-Niby dlaczego mam to robić, nie jestem twoją służącą. Ty obrzydliwy śmieciu! – krzyknęła na niego, wszyscy spojrzeli w ich stronę. Wpatrywali się w całe zajście, nie mogli ponownie uwierzyć, ze sprzeciwia się.
Nie mogli uwierzyć, że ktoś może być tak głupi i dożyć wieku produkcyjnego. Fakt, ja też nie mogę.
A ja popadłam w stupor i jest mi już wszystko jedno.

Byli pełni podziwu dla niej, że jakaś dziewczyna się sprzeciwia za miast robić to co chce.
Czyli ona sprzeciwiała mu się właściwie wbrew sobie, tak?
Tak. Robi to, co robi i poświęca się... za miasta - pytanie tylko, jakie i czemu.

-Nie masz wyboru. Jesteś moją zakładniczką, a to jest mój okręt, moja załoga. A ty jesteś na tym statku, więc nie będziesz mi robiła więcej takich numerów.
On... mówi... z sensem. Szybko, sprowadźcie kronikarza!

Twoje rączki trochę się zniszczą! – wypowiedział i zaśmiał się, wpatrywali się w siebie. Ona ze wściekłością, a on ze stoickim spokojem. – Nic dziwnego, że żaden cię nie chcę! – to było już przegięcie,
Ależ oczywiście. Można ją porwać, uwięzić, zmuszać do pracy, ubierać w łachmany - ale niech jej tylko ktoś spróbuje wypomnieć, że NIE MA CHŁOPAKA!!!
Dla Mary Sue to jest straszna obelga, co się dziwisz.

nie wytrzymała, jej dłoń znalazła się na jego policzku zostawiając czerwony ślad. Załoga pisnęła cicho,
Pisnęła. Załoga pirackiego okrętu. Pisnęła.
*mózg wykonał nieprawidłową operację i nastąpiło jego zamknięcie*
No wiesz, z taką nazwą okrętu (“Czarna Róża”!) i z kapitanem “nie zwraca na nikogo uwagi oprócz swojej załogi, płci piękna nie interesuje go w ogóle” - jakoś mnie to nie dziwi. ;>
Sugerujesz, że w wolnych chwilach szydełkowali? I bardzo lubili swoje towarzystwo? ^^

widząc to całe zajście. Popatrzał na nią, ale nie mówił nic. Musiał uderzyć w czuły punkt dziewczyny, i zauważył to.
-Ty mnie nie znasz, i nie masz prawa mnie tak osądzać!
TAK!!! Standardowy Ałtoreczkowy Tekst nr 1! Czekam teraz, aż poda go do Onetu za łamanie praw autorskich. :)
I postraszy wujkiem prawnikiem.

Wiesz dlaczego żaden mnie nie chciał?
Bo masz wyjątkowo nieświeży oddech? Bo nocą zmieniasz się w ogrzycę? Bo jesteś infantylną furiatką z przerostem cycków nad mózgiem?

Dlatego, że ja odmawiałam, każdy patrzał na coś innego, czego ja nie tolerowałam i nadal nie toleruje.
Znaczy co - jeden patrzył tylko na cycki, drugi okazał się fetyszystą stóp, trzeci pisał poematy o jej oczach (a jej to nie pasowało)?
Albo z innej strony - jeden patrzył na wysokie ceny w sklepach, drugi na podatek od zysków na lokacie bankowej, trzeci na niepłacenie za nadgodziny (a jej to nie pasowało). Chociaż... nie, to dalej nie ma sensu.

Ale teraz, to wszystko jest nic nie wartę.
Za to jest zdecydowanie PKO, a nawet trochę Ergo Hestię.

– pokazała mu palcem, który się trząsł ze wściekłości,
Wściekły Palec Zagłady!!!!!!!111!!11!oneone1!
Pałał słusznym gniewem.

ale nie dokończyła, tylko ruszyła wściekła pod pokład do przyjaciółki. Trzasnęła mocno drzwiami, aż prawie wypadły z zawiasów. Umyła ręce, teraz wiedziała dużo więcej,
Dodatkową wiedzę wyciągnęła ze starannej analizy linii papilarnych, dotąd ukrytych pod warstwą brudu, jak mniemam.
Albo po prostu panna wygląda tak:
I dziwi się, że nikt jej nie chciał...

trafił tam gdzie bardzo bolało ją.
Celnym szyderstwem prosto w mistrza Yodę.

Wolałaby być daleko od tego miejsca, dalej niż sobie ktokolwiek wyobrażał. Spojrzała na przyjaciółkę, która zaczęła przygotowywać im kolację.
A ta przyjaciółka to, przepraszam bardzo, ma jakieś życie wewnętrzne? Jakiekolwiek zdanie na temat swojej sytuacji? Bo tylko tak gotuje i zmywa i sprząta bez słowa...
Przecież to tylko PRZYJACIÓŁKA. Ma być ładnie zakomponowanym TŁEM i tyle.

-Hinata ja to zrobię. Odpocznij trochę. Dużo się narobiłaś. – wypowiedziała z namaszczeniem pradawne a potężne zaklęcie.
-Ale…
-Nie zrobię tego co wcześniej. Nie martw się. Wszystko będzie już dobrze. Zrobię tak jak należy. – uśmiechnęłam się do niej. I poczęła robić kolację dla załogi i ich kapitana.
Zaprawdę powiadam wam: oto poczęła robić kolację dla załogi i ich kapitana, a dla kapitana i jego załogi była to kolacja. I uradowali się ludzie i zawołali: "Dzięki niech będą Panu za tę kolację, albowiem moglibyśmy zjeść konia z kopytami".
Księga Miyako-chan, rozdział 3, wers 666.

Łzy napłynęły jej do oczu, i pociekły po policzkach, szybko wytarła je, aby przyjaciółka niczego nie zauważyła. Usłyszała ciche hałasy, westchnęła, musiał tam iść i im to podać.
Te hałasy. A może tym hałasom podać? o.o
W trakcie westchnięcia Sakura zmienił(a) płeć.

Wzięła dwa talerze i poszła, postawiła na stół i zawróciła.
Jak rozumiem, Sakura jeszcze nie ogarnęła konceptu przygotowania posiłku w wielkim garze, skąd każdy chętny sam sobie weźmie swoją porcję? Woli zapierdzielać z talerzami z kambuza (tak, AŁtoreczko, okrętowa kuchnia ma swoją nazwę) do mesy i liczyć, że jej się to wszystko po drodze nie wywali?
A niech zapierdziela, przynajmniej piraci radochę będą mieli.

-Dokąd płyniemy, kapitanie? – zapytał blond włosy mężczyzna z niebieskimi oczami.
-Na Wyspę Piratów – usłyszała zimną odpowiedź bruneta. I wyszła do kuchni.
Po usłyszeniu informacji, wyszła z jadalni.
Trzeba to zaakcentować bardzo dobitnie, jak widzę.
Nie, po prostu wciąż jeszcze nikt nie zresetował narratora i biedaczyna znów się zapętlił.

Szła wolno jakby ją nic to nie obchodziło. W duchu jednak chciała jak najszybciej znaleźć się w kuchni i wszystko powiedzieć Hinacie. W końcu doszła do celu.
Cieszymy się. Zaiste wielkie jest to osiągnięcie.

Położyła pusty garnek z chochlą na stole. Obróciła się w stronę przyjaciółki.
- Wiesz gdzie płyniemy? - przecząco pokręciła głową.
A potem pokręciła potakująco, dla zmyłki.

- Na Wyspę Piratów. - oświadczyła. A gdzie PIRACI mają płynąć? Na Wyspę Laryngologów? Nie spodziewała się takiego spokoju po niej.
Po tej wyspie?

- Słyszałam o niej. - powiedziała wycierając kolejny talerz. (...)- Jest to mała wysepka położona, gdzieś na oceanie, ale nie wiadomo, gdzie. Podobno znajduje się na niej wioska, gdzie mieszkają wszyscy piraci.
Absolutnie wszyscy. Prowadzą taką pokojową, ekologiczną komunę.
Ale wysepka jest mała, czyli to jednak nie Grenlandia. Zatem... to musi być naprawdę ciasna komuna.

To jest coś jak miasto. To co zrabują wiozą na wyspę by mogli żyć z tego.
I oczywiście sprawiedliwie dzielą wszystkie łupy. I pewnie nawet mają tam powszechny socjalizm!
No chyba. Bo wersja z szeregiem pirackich skrytek, umiejscowionych wzdłuż wybrzeża i wcale-a-wcale nie okradanych jakoś do mnie nie przemawia.

- A co wiesz...- nie dokończyła. Wzięła leżący nieopodal niej nóż i cisnęła w kierunku drzwi. Ostry przedmiot wbił się blisko głowy kapitana, który wszedł do pomieszczenia.
- Chcesz mnie zabić kobieto!!!!!!! - krzyknął.
No, prawdopodobnie tak. I, niech zgadnę, nie spotka jej za to żadna kara?
Nóż był z gumy, skoro się odbił od jego głowy, czy też pan kapitan łazi w metalowym hełmie?

- Po pierwsze: Nie wchodź, gdzie nie powinieneś i nie wtykaj nos w nie swoje sprawy. - zaczęła.
Super. Teraz jeszcze zaczęła go pouczać - a ten stoi jak ta cipa i słucha.
Panienko, coś ci przypomnę, bo chyba zapomniałaś: TO JEST, KURWA, JEGO OKRĘT.

- Po drugie: Nie krzycz tak, bo twoja załoga pomyśli, że cię katuje i słyszę cię. - dodała spokojnie.
Ale że co?
Oj tam, kapitan zmienił płeć i teraz martwi się, że załoga nie zgodzi się na to, by kobieta wyręczała ich w znęcaniu się nad inną kobietą. Ale czemu chwali się, że ma dobry słuch, to nie mam pojęcia.

- To mój statek i mam prawo wchodzić, gdzie mi się podoba. - oświadczył dobitnie.
Taak, ciołku, tłumacz się przed nią zamiast po prostu złapać ją za kudły i wyrzucić za burtę. :/
To Trulower, nie wolno mu.

- To dobrze. Szykujesz się na śmierć wchodząc do tej kuchni.- odparła.
Super. Kiedy ogłosicie Deklarację Niepodległości Kuchni i Składzika na Miotły?
Talerze zaczną się zaraz upominać o Habeas Corpus Act, a garnki ruszą na Bastylię.

Prychnął pod nosem i wyszedł.
Wychodzenie przyszło mu z trudem, bo zaklinował się w drzwiach - gruba warstwa mentalnej pizdy, którą nagle porósł, dwukrotnie zwiększyła jego gabaryty.

- Nie przychodź tu więcej męski szowinisto! - krzyknęła tak, by jego załoga usłyszała.
I to jest ten moment, kiedy przemówi Spock:
Co AŁtoreczka ma z tymi szowinistami, ja pierdzielę.
Wspominanie, że w tamtych czasach nie istniało takie pojęcie, jak męski szowinizm, więc załoga mogła co najwyżej zarechotać nad tym, że bohaterka bełkocze, pewnie jest daremne?

Weszła na pokład. Zawiał wiatr, który poruszył jej włosami. Wiedziała, że przyjaciółce podoba się blondyn.
Ten wiatr wiedział. Wiatr, który była kobietą.

Jej wzrok powędrował na mostek, gdzie stał sprawca jej utrapień. Nie słyszał jej i nie widział, gdyż stał odwrócony do niej plecami i patrzył w ocean. Na jej ustach pojawił się uśmieszek.
No... *wzdech* co teraz? Popchnie go? Obleje wodą? Uszczypnie w tyłek?

Zaczęła się po cichu skradać w jego kierunku. Lubił patrzeć w ocean zawsze go uspokajał i pozwalał zebrać myśli.
Kapitan piratów szukający ukojenia w szumie fal - jakie to... rzygliwie kucyponkowe.

A teraz musiał, a wszystko przez różowowłosą. Zacisnął pięści. Co za uparta kobieta przemknęło mu przez myśl.
Co za durna cipa, chciałeś powiedzieć.

Czuł czyiś oddech na szyi, chciał się odwrócić, ale w tym momencie ten ktoś go popchnął. Stracił równowagę i wpadł do wody.
Nie. To wcale nie było do przewidzenia. Ależ skąd.
Nie do wody, a to oceanu. Pełnego pewnej ilości GŁODNYCH zwierząt.

Wściekły wypłynął na powierzchnię. Kto śmiał to zrobić? doleciał go śmiech. Na mostku dostrzegł sprawczynię tego żartu. Pożałuje tego. Podpłynął do statku i złapał się liny. Wspiął się i wylądował na dziewczynie.
Ten fragment brzmi tak, jakby oni płynęli żaglówką...

Siedział na niej zły. Próbowała go zwalić. Czuła jego rękę tam, gdzie nie powinna być. Spojrzał na swoją dłoń, która znajdowała się na jej piersi.
Poczuł, że jego dłoń stała się ZŁA...

Poczuł ostry ból w prawym policzku, który spowodował, że wylądował obok niej.
Ten policzek? Noo, wreszcie jakieś porządne rękoczyny!

- Jesteś skończonym idiotą!!! - zwabiona krzykiem załoga szybko znalazła się na mostku. Zobaczyli stojącą naprzeciwko siebie dwójkę.
- Na co się wściekasz przecież to...- zaczęła.
- Zamknij się!- przerwał jej. Dostał drugi raz w lewy policzek. - Ty mała, pot...- chciał się na nią rzucić, ale Kiba i Lee powstrzymali go.
To nie piraci, to Amnesty International w przebraniu...

- Uspokój się. - patrzył na nią morderczym wzrokiem. Ona zrobiła to samo i odeszła.
Ot tak. Za próbę zabicia kapitana zrobili jej dokładnie NIC.
Kurczę, aż mam ochotę się napić rumu na pociechę...

Wyrwał się im.
- Jeszcze tego pożałujesz. - krzyknął za nią.- Na co się patrzycie? Do roboty. - warknął i poszedł się przebrać. Gdy to zrobił poszedł do kuchni. Wręczył jej mydło.- Miłego prania. - wyszedł.
Yyy... dobra, rumu nie mam, ale wódkę chyba tak. Do widzenia państwu...
- I niech mnie szlag, jeśli jeszcze kiedyś tu wrócę - mruknęła Kal, wiercąc dziurę w burcie Czarnej Róży.



33 komentarze:

Anonimowy pisze...

nie, no zaraz. Kapitan nie mógł "stać jak cipa".

Anonimowy pisze...

'A ta przyjaciółka to, przepraszam bardzo, ma jakieś życie wewnętrzne? Jakiekolwiek zdanie na temat swojej sytuacji? Bo tylko tak gotuje i zmywa i sprząta bez słowa...' Może chociaż ona czuje się w obowiązku ratować etos zakładniczki, gdy jej kumpela biega po pokładzie i robi wieś?

Bezwzględny kapitan piratów wytykający bohaterce jej BRAK FACETA.
*ociera łzy*
Jest-nocia-chan jest jednak bezkonkurencyjna. 10/10

Chloe

Anonimowy pisze...

To coś jest tak pociesznie głupie że pozostaje tylko się upić (rumem tudzież wódką).
Barranquilla
PS. Widły z dekoltem są bezkonkurencyjne.

Anonimowy pisze...

O rany... nie przypuszczałam, że narrator może być AŻ TAK beznadziejny. Po lekturze latającego kotoczołgu wydawało mi się, że gorzej być nie może...
Życie jest zaskakujące.

hasło: lumbs
Brzmi jak równoczesne polanie kogoś wodą i odgłos uderzenia o ziemię.

Anonimowy pisze...

Ałałała... Mój mózg uległ zgąbczeniu.

Anonimowy pisze...

W czasach, gdy moja fascynacja "Piratami z Karaibów" osiągała górne pułapy, wędrowałam z zapałem przez dżunglę fanfikszyn, szukając co ciekawszych opowiadań. Różnie prezentował się w nich mój ulubiony kapitan Sparrow - niektóre autorki potrafiły stworzyć całkiem udaną charakterystykę, często zdarzały się jednak odchyły w skrajnie różnych kierunkach. W zależności od upodobań twórczyni był to Jack - okrutny gwałciciel lub Jack - misio-tulisio. Ale nawet najbardziej zwyrodniałe przykłady tego drugiego gatunku nie dorastają do pięt bohaterowi dzisiejszej analizy. Boru, jakim cudem taka mameja została w ogóle piratem, o kapitaństwie nie wspominając? Czy aŁtorka blogaska w ogóle ma jakąkolwiek wiedzę na temat tego, czym byli morscy rozbójnicy? Słyszała o jakichkolwiek formach kary za niesubordynację na statku?

....Zaraz, to jest ta dziewczyna od Sakury w starożytnym Egipcie i Sakury-Zorro? W takim razie proszę moje pytania uważać za czysto retoryczne.

Nawiasem mówiąc - czy Sakura została przez nią umiejscowiona jeszcze w jakimś innym ciekawym otoczeniu? Ameryka w okresie Wielkiego Kryzysu? Anglia czasów Tudorów? Cokolwiek? Panna wyraźnie lubi tła historyczne, szkoda, że z wiedzą i riserczem nie najlepiej...


maryboo

Anonimowy pisze...

maryboo, za dużo wymagasz od ałtoreczek :)

I jest jeszcze Sakura na dzikim zachodzie!

dracomaleficium pisze...

O mój... Nie mogę nawet... Co to... Że niby...

Nie. Po prostu nie. To było tak kompletnie, doszczętnie i dogłębnie idiotyczne, że nawet wasze, genialne skądinąd, komentarze, nie mogły mi osłodzić lektury. Gąbka z mózgu, zaiste. Brrr.

Hasło: lessest. I bardzo pasuje. Dno dna, w końcu.

Szeszela pisze...

Analiza przekwikaśna! Z Sasuke memeja jakiś mało, z takiego kapitana to by nawet kapelusz nie został już po kilku godzinach z załogą... A, nie, przepraszam. Zapomniałam, że tutejesza załoga jest równie memejowata i niereagująca na nic jak ich kapitan. Toć dobrali się idealnie...

Widły przebiły wszystko. Kocham was dziewczyny!

@maryboo: Proszę, nie kracz o Anglii czasów Tudorów! Zaraz się okaże, że Sakura była siódmą żoną Henryka, która wdała się w romans ze stajennym, czy innym pospólstwem (chociaż nie, Sasuke pewnie zostałby od razu Lordem Tajnej Pieczęci).

Ophelia

Anonimowy pisze...

Na Tudorów nie ma szans, bo aŁtoreczka czerpie nie tyle z historii, co z popkulturowych schematów. Tudorowie, na ich szczęście, nie obrośli tka barwnymi legendami jak piraci czy Dziki Zachód. ;)

Anonimowy pisze...

Jeśli Sakura objawi się jako Anna Boleyn( "Dynastia Tudorów" nie jest może popularna wśród blogaskowych twórców, ale nigdy nie wiadomo...), to znajdę aŁtoreczkę i osobiście zastrzelę.

Analiza genialna! Uśmiałam się do łez ( w tym jednej- kryształowej).
Śmiem twierdzić, że "Czarna Różowa" pojawi się jako platforma na następnej Paradzie Równości , a Kapitan na tę okazję zamieni swoje pirackie łachy na coś w nieco innym guście. ;)

kura z biura pisze...

Ach, a zatem Sakura musiała okazać swój bunt przesalając/przepieprzając zupę? A nie słyszała, co się dzieje, gdy zupa jest za słona?
Nie mówiąc już o tym, że w tej sytuacji jedyną rozsądną decyzją kapitana byłoby "Nie umie gotować? Ok, niech obsługuje załogę w inny sposób!"

Analiza - cut mjut i ożeszki, samo opko zaś... Cóż. Wody całego oceanu (z pewną ilością zwierząt) nie są w stanie zatopić jego głupoty...

Hasło: auffsway. Droga pełna okrzyków "Au!" i "uff", że się skończyło...

Szeszela pisze...

@Ananimowy: Jeżeli ta panna tknie moją najdroższą Annę to się do ciebie przyłączę! I postaram się wykorzystać kilka bardzo ciekawych, tudorowych tortur.

Ophelia

Procella pisze...

Zaloffciałam się w piszczącej załodze pirackiego statku!

Anonimowy pisze...

Piersiasty przedziałek Sakury mnie prawie zabił, bo akurat piłam sok i się zakrztusiłam :D I pomimo całego opisywanego przez ałtoreczkę piękna różowowłosej dziewoi, ja ją wciąż wyobrażam sobie tak jak została przedstawiona Sakura w tym filmiku -> http://www.youtube.com/watch?v=LNPIYU7kTsY&feature=related
Rinoasin
Hasło: consty - konstytucja? Może dla piratów? :)

Anonimowy pisze...

"Podśpiewywała jakąś piosenkę, która obijała się o uszy w dzieciństwie, albo i to ktoś śpiewał w jej snach, bardzo często śniła jej się kobieta podśpiewująca piosenkę i obiło jej się o uszy."


"Lecę w dal, w dawne dni

co minęły daremnie

Nie wiem skąd znana mi

Ta melodia gra we mnie..."

Hah, też mi się z tym skojarzyło :)

Analiza świetna.

Anonimowy pisze...

Jako studentka filologii angielskiej i miłośniczka historii wysp - ze szczególnym naciskiem na rządy Henryka VIII - oświadczam, że zaproponowana przeze mnie wizja blogaska przeraża nawet mnie samą i w razie jego wystąpienia przyłączam się do krucjaty...
W znajomość przez aŁtoreczkę historii nie wierzę, ale był serial, był film z Baną, Johansson i Portman w roli głównej (oparty zresztą na 100 razy lepszej książce), także coś tam zobaczyć mogła...Ale nie kraczmy, nie kraczmy!

maryboo

Ps. A ja ostatnio znalazłam na onecie blog poświęcony Annie Boleyn...ale jak z zawartością, tego nie wiem, bom się nie zagłębiała w treść.

Dzidka pisze...

Załoga pisnęła? Powinna jeszcze chórem powiedzieć: - Ojej!

Stara baba, która znienacka zajęła miejsce kapitana, zrobiła mi dzień, natomiast przy Wyspie Laryngologów rozpłakałam się :D

I dziękuję za Spocka :)

SStefania pisze...

Borska analiza, borska! Blogasek głupi, ale w ten najzabawniejszy sposób, a Wasze komentarze prześmieszne. Ukwikałam się solidnie. Dziękuję!

Anonimowy pisze...

"Siedział na niej zły. Próbowała go zwalić." - A ja uważam, że to całkiem miłe ze strony Sakury i Sasek niepotrzebnie się wściekał... ;>
Zły Plantator

Anonimowy pisze...

Zaprawdę powiadam wam, dawno się tak nie ukwikałam. Ómarło mnie to! Morze lepiące bałwanki jest przecudowne.

Ther pisze...

A może z tą Wyspą Piratów było tak, jak z namiotem czy samochodami w HP? Niby z zewnątrz malutkie, a jak się jest w środku (w tym wypadku na lądzie...), miejsca jest w sam raz. ;)

Nie wiedziałam, że można aż tak się pogubić w narracji... O obecności jakiejkolwiek logiki w wydarzeniach i zachowaniu bohaterów nie wspominając. No, ale w końcu jak można przeciągnąć Mary Sue pod kilem? Toż to byłby skandal!

ginny358 pisze...

"Złe Kroki" - bolą całe życie.

"Panienko, coś ci przypomnę, bo chyba zapomniałaś: TO JEST, KURWA, JEGO OKRĘT."
Całkowicie się z wami zgadzamy, że ten pseudopirat powinien już dano wyrzucić Sakurę za burtę. Na pożarcie pewnej ilości zwierząt.

A swoją droga aż dziw bierze, że się ta krypa na jakąś rafę nie wtarabaniła, kiedy okropni piraci zamiast nią kierować wpatrywali się we wdzięki Mary Sue.

Analiza iście kwikogenna i choć fandomu nie znamy (z tego co tam między wierszami analizy obydwu odcinków zrozumieliśmy chodzi o jakieś anime ?) to po tym czymś mamy go ochotę poznać jeszcze mniej.

W oczekiwaniu na kolejne równie świetne analizy:
Ginny i Pan Tygrysek

Shady Eyes pisze...

Spojrzał na swoją dłoń, która znajdowała się na jej piersi.

Ani chybi to syndrom obcej ręki! Yay! :3

Anonimowy pisze...

E, lol. Ja pieprzę. Mam nadzieję, że w analizowaniu dotrzecie do lemonu, bo to będzie piękne.
BTW - czy w ff chodź raz padło imię "Sasuke"? xD
Pozdrawiam,
Nefariel

Anonimowy pisze...

Wyspa laryngologów rządzi!
Chomik

Anonimowy pisze...

kochane! dziękuję za tę i lipcowe analizy. Bella ze zgąbczonym mózgiem... zgąbcza! i wcale nie mam pojęcia, czemu Edłard nie słyszał jej myśli, wcale a wcale! a Sakura... brr, człekiem jestem łagodnym, ale za takie 'bunty' zobaczyłaby burty od drugiej strony. nie mogę się doczekać czwartku. niech moc będzie z Wami :)

Frrrra

Ray, znana kiedyś jako Just I pisze...

JEZUSU KOCHANY I DROGI ASFALTOWE! Kochane analizatorki, kłaniam się wam po samo klepisko, zamiatając kudłami! I miłość dozgonną wyznaję! A to wszystko dlatego, żeście w akcie miłosierdzia umieściły na swej zacnej stronie link do mrocznych archiwów Lochy Snejpa, z którą w czasach zamierzchłych współpracowałam.
Zrobiłabym wam kawę/herbatę i poczęstowała własnego wyrobu muffinami, ale niestety, ogranicza mnie ograniczona ograniczoność Internetów. Wobec tego jedynie lajknę was na fejsie. :)

Wilcza Jagoda pisze...

Ramiączko... od... wiadra!! xD
No, i przedziałek piersi (przed oczyma mojej wyobraźni stoi pierś tak kudłata, że aż można na niej zrobić przedziałek).

Cudowne nagromadzenie absurdów, ale główna bohaterka o mózgu wielkości orzeszka piniowego zaczyna mi działać na nerwy.

Pozdrawiam!

Sineira pisze...

Dziewczyny, podziwiam Was, naprawdę. Sakurcia tak ryje mózg, wkuropatwia i doprowadza do szału, że doprawdy nie wiem, jak się Wam udało to przeżyć;)

Hemafrodytka pisze...

myślałam że brakiem chłopaka to marysia zuzia potyrałą kapitana, nie na odwrót:/ kwikaśnie:)))

Anonimowy pisze...

When someone writes an paragraph he/she maintains the image of a user in
his/her brain that how a user can know it. So that's why this article is great. Thanks! kliknij po więcej informacji, http://stchristopherkcc.org/index.php?document_srl=5775

Anonimowy pisze...

No coś Ty, raczej dla kuchni i składzika na miotły.

Lynx