czwartek, 7 lipca 2011

Lodowe piratki na gigancie, czyli człowiek-żyto istnieje!


Witajcie!

Dziś prezentujemy Wam fandom, jakiego nie było u nas nigdy wcześniej - akcja tego opka dzieje się w świecie... Piratów z Karaibów! Co prawda, samego Jacka S. tu nie uświadczymy (na szczęście), ale nie martwcie się ̶ i tak czeka Was wiele wrażeń. Mamy tu dwie przecudnej urody Marysójki, które buntują się przeciwko narzuconym im zobowiązaniom i postanawiają uciec sprzed ołtarza na sam środek morza. Dowiecie się zatem, jak we dwie osoby kierować statkiem, jak uciec przed pogonią mając do dyspozycji tylko szopę z sianem, jak NIE zostać zombie ̶ oraz jakie działanie mają buty z cholewami. Skórzane kurtki z ćwiekami, wybuchające perły i brak logiki included.
Indżojcie!


Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

GŁÓWNE BOHATERKI OPOWIEŚCI

Villemo Turner:
Villemo? Zatem mamy tu Piratów z Karaibów z lekką nutką Ludzi Lodu?
*wzdech* Ok, jedziem z tym koksem...
I już widać, co AŁtoreczka czytuje... ]:->

Młodsza o rok od swojej siostry, Olivii Turner.
Ma ciemne - niemal czarne - długie do pasa włosy.
Oczy ciemnobrązowe. Wysoka i jedna z najpiękniejszych panien w mieście ;).
Oczywiście. Pewnie nawet jej kanarek ma jedną nóżkę bardziej.

Jest żywiołową dziewczyną, trudno jej usiedziec w jednym miejscu dłużej niż minutę. To ona wpada na pomysł o ucieczce. Jest prawowita właścicielką Czarnej Perły.
O. A to nie było tak, że ten statek zawsze należał do Jacka Sparrowa, ale kiedy Jack się zbuntował wobec przełożonych, za karę spalili oni okręt i dlatego Jack zawarł potem pakt z kapitanem Latającego Holendra, że ten wyciągnie mu go z głębin i... nie? Aha.
...ucieczce skąd...? *wzdech*

Olivia Turner:
Ma 21 lat i jest starszą siostrą Villemo.
Ma jasne, lekko kręcone długie blond włosy. Oczy szaroniebieskie. Wysoka, jedna z najpiękniejszych panien w mieście ;).
Oczywiście. A jej pudelek ma jedno uszko bardziej.
No oczywiście, że jedna ̶ bo tą drugą jest Villemo.

Jest ta rozsądną siostrą (co nie oznacza, że Villemo nie jest rozsądna ;)).
Nuuu. Olivia jest po prostu rozsądnieniesienieniejsza.

Po śmierci matki czuje się odpowiedzialna za Villemo, a także potrzebna ojcu. Mimo wszystko skrycie marzy o wielkiej przygodzie, dlatego przystaje na pomysl siostry i ucieka z własnego ślubu. Jest prawowita właścicielką Białej Perły.
...dobra, nic już nie wiem. Posiedzę cicho i poczekam, aż to nabierze sensu (by Szprota).

Obie dziewczyny są córkami obecnego gubernatora Port Royal, oraz kuzynkami Willa Turnera i Elisabeth Swann - Turner.
*Nic nie mówi. Siedzi i czeka.*

Rozdział I - "Ucieczka przed losem"

Cześć!!
Tak, wiemy, rozdział miał być wczoraj, ale były małe komplikacje.
Z góry dziękujemy za wytrwałość :) , a teraz zapraszamy do czytania i komentowania.
Z czego to drugie jest istotniejsze.

***
Rok 1655. Środek Morza Karaibskiego.
Dokładnie wytyczony metodą niwelacji przez Geralta i mistrza Aloesa z poprzedniej analizy. Co do jednej fali.

Ciemność... Wszystko spowijała gęsta mgła. Jedynym źródłem światła było właśnie wschodzące słońce oświetlające zaledwie cząstkę rozległych wód.
Oświetlało konkretnie cztery i pół morskiej fali - i ani kawałka więcej. (Może to nie było słońce, tylko zabłąkany świetlik...?)
To jest taaaakie dziwne, kiedy słońce jest jedynym źródłem światła, prawda? Normalnie jakaś aberracja.

Spokojne fale sennie kołysały dużym statkiem o pięknych białych żaglach, nie posiadającym jednak bandery.
Ale przepraszam, chodzi o to, że nie miał określonej przynależności państwowej, czy też może o to, że szlag trafił flagę?

Z minuty na minutę słabe promienie słońca rozświetlały coraz większą część statku na tyle, aby można było zobaczyć dwie postacie przy sterze.
Promienie powoli pełzły po burcie, bardzo uważając, żeby nie spaść do wody.
I czym prędzej skupiając się przy dwóch postaciach, żeby od razu było widać, kto tu jest najważniejszy.

Na pierwszy rzut oka nikt nie powiedziałby, że to kobiety, gdyż kapitańskie kapelusze skrywały włosy.
Aha, czyli kobieta = włosy? A cycki i ładna buzia to co, pies?
Ale znaczy że co - łysina automatycznie zmienia cię w faceta?Najwyraźniej. Yay, jestem zatem hiperkobietą!

Jedna z nich potrząsnęła głową i długie do pasa czarne proste włosy wyślizgnęły się z pod nakrycia głowy. Dziewczyna przyjęła to z ulgą, gdyż nie lubiła gdy włosy kłują ją w szyję.
Zaraz. Po pierwsze, skoro miała je pod kapeluszem, to jak mogły „kłuć” ją w szyję? Po drugie - ona ma wśród przodków jeża, skoro włosy ją KŁUJĄ?
To musiał być turban, skoro się takie długie włosy zmieściły pod spodem. Albo hełm garnczkowy.

Można powiedzieć, że włosy także były zadowolone "tańcząc" na wietrze.
Wyzwolone końcówki ruszyły w tango, by następnie zawirować w radosnym walcu.

Dziewczyna była ubrana w piracką czarną skórzaną kurtkę z ćwiekami,
Kwik - zaiste, bardzo piracki strój. Czyżby panna wyglądała TAK?
Stawiam raczej na taką opcję. BTW, skąd bierze się ten pomysł, że piraci to skóry + ćwieki?
Z tego samego miejsca, co większość rzeczy w opkach: z dupy.
spod której niechlujnie wystawały białe rękawy koszuli.
Spod kurtki wystają rękawy?! Czyżby ałtoreczce chodziło o skórzany gorset z haftkami, tylko coś się jej pomyliło?
Może zapomniała, że ta część rękawa wystająca spod kurtki nazywa się „mankiet”. Tylko czemu wystaje „niechlujnie”?
Żeby było bardziej TRU? Stroje piratów w filmach kostiumowych są zazwyczaj jakieś takie rozchełstane...

Druga z dziewcząt miała równie cudowne długie blond włosy (Pisałaś to już. My nie mamy sklerozy, naprawdę.), teraz częściowo ukryte pod kapeluszem. Jej biała koszula wystawała spod długiego skórzanego płaszcza.
To chyba musiała być koszula nocna. Ciekawy imidż mają, nie ma to tamto...

Obie były do siebie bardzo podobne - równie wysokie, i to nie dlatego, że miały na nogach wysokie buty z cholewami.
Wręcz płonę z ciekawości by dowiedzieć się, jak też cholewka wpływa na wysokość noszącej but osoby.Hm... chyba muszę zacząć nosić buty z cholewami. Kurde, że też wcześniej na to nie wpadłam!

Obie miały na szyi srebrne wisiory w kształcie kotwicy. Rózniły się one tylko jedną rzeczą - perłą wysadzoną w samym środku medalionu.
Wysadzoną... w powietrze? Panny miały wisiorki z bombą w środku, dobrze rozumiem?
O tempora, o mores... Kiedyś dobrze urodzone panienki nosiły w nich zdjęcia ukochanych, a nie materiały wybuchowe.
Wiesz... samotne kobiety muszą sobie jakoś radzić w świecie pełnym niebezpieczeństw. :)

Czarnowłosa miała w medalionie perłe czarną, a blondwłosa - białą.
A Kalevatar - niepasteryzowaną. I dzięki niej trochę mniej przejmowała się tym wszystkim. :)
A, to o TAKIE perły chodziło! Pfff... wielkie mi coś. Tylko czemu we wstępie aŁtorka napisała o nich używając wielkiej litery?

Dziewczyny miały przewiązane na rękach kolorowe rzemyki. Przy pasie miały przyczepione (gumką recepturką) (albo pinezką) szable i pistolety na proch.
To niesamowite, że na proch. Przecież mogłyby być np. na wodę - albo na takie kolorowe, plastikowe kulki.
Chwalmy Logikę, że to nie pistolety automatyczne typu Beretta.

Blondynka miała takze busolę. Teraz trzymała ją zamkniętą w dłoni i wpatrywała się weń dokładnie.
Prześwietlając rentgenowym wzrokiem kości sródręcza.

-No, otwórz ją! Samym patrzeniem nic nie wskórasz. -rzekła brunetka. -Musimy przecież w końcu obrać kurs!
I to jest dobry moment na to, by zadać dwa proste, ale kluczowe pytania:
1. Kto był na tyle głupi, że dał im statek?
2. Jaka załoga zgodziła się płynąć na pokładzie z kobietami, do tego jeszcze w roli... pań kapitan, jak zgaduję?
3. Jakim cudem dopłynęły na sam środek morza, tfu – jakim cudem dopłynęły dokądkolwiek?

-No i co to da, Villemo? - odpowiedziała zażenowana. -Już wiele razy próbowałam i nic. Igła wciąż kręci się w kółko.
-To dlatego, że tęsknisz za ojcem!
Hę? Czyżby ta też miała magiczny gadżet z wbudowanym GPSem pokazującym nie północ, ale położenie tego, za czym się tęskni?
Tylko że to powinien być kompas, a nie busola.
Znaczy że co, tego ojca wciągnął wir czasoprzestrzenny i dlatego busola nie może go znaleźć? Czy też może było to Najbardziej Kretyńskie Usprawiedliwienie Ever?

--(...) Martwię się...
-O co?
-Nie ważne...
-O CO?! - Villemo naciskała.
-O NASZEGO OJCA! - nie wytrzymała Olivia, ale po chwili uspokoiła się. -Boję się, że nie poradzi sobie bez nas.
-Przecież ma służbę. Pełno ludzi tam wokół niego. Z resztą pewnie nawet nie zauważył naszego zniknięcia...
-Przez poł roku? Miałby nie zauważyć?
Nooo, o ile otacza go naprawdę baaardzo, baaaardzo dużo ludzi...
I biorąc pod uwagę okoliczności zniknięcia...

Zresztą, przecież dobrze wiesz, że ktoś nas szuka. Tia tak powiedziała... -Olivia spojrzała znowu na busole iwestchneła.
iWestchnienie, nowy gadżet made by Steve Jobs.

Dziewczyna otworzyła busolę i spojrzała na igłę. "Znów to samo..." - pomyślała. Igła kręciła się między północą a południem. Olivia dobrze wiedziała dlaczego tak jest. Na południu jest ich dom, ojciec...
Jednak pomimo watpliwosci Olivia wiedziała jaka decyzje musi podjąć. Po chwili przekręciła gwałtownie ster i zwróciła się na północ. Statek zakołysał się niebezpiecznie.
I ruszył z piskiem opon.

W tym samym momencie zawiał silny wiatr i Olivia przytrzymała kapelusz ręką. Kilka kosmykow jasnych włosów wyrwało się spod nakrycia głowy. Tymczasem całkowicie nie przygotowana na taki obrot sprawy Villemo (Znaczy, na wymsknięcie się kosmyków. Straszne.) zdążyła tylko zobaczyć, jak jej piękny kapelusz zrywa się jej z głowy i unosi w powietrze. Dziewczyna próbowała za wszelką cenę złapać swoją zgubę jednak nic z tego.
No, mamy oto Element Dramatyczny. Napawajmy się.

Villemo tupneła nogą i zwróciła się do siostry:
-Wiedziałaś, że tak będzie!
-No jasne - uśmiechnęła sie dziewczyna. -A teraz lepiej wciągaj się po linach na gniazdo i ściągnij ten kapelutek zanim całkiem ci umknie.
Aaa - czyli one sterują tym statkiem same, we dwie? :D Powodzenia w czasie sztormu...
Powodzenia w czasie czegokolwiek. We dwie to mogą kajakiem płynąć.

-O nie! Nie ma mowy! - krzykneła oburzona Villemo.
-Tak, tak... Identycznie było na początku. "Ja tego nie zrobię, tamtego nie zrobię..." A teraz chyba nikt cię nie prześcignie we wchodzeniu po linach, hmm?? - zaśmiała się Olivia.
Znaczy się, ten kapelusz jej notorycznie ląduje na tamtym gwoździu? Hm... To niech go sobie może przywiąże, albo przybije gwoździem... do głowy?
Vlad Tepes likes it.

Villemo naburmuszona poszła po kapelusz, a Olivia zapatrzyła się we wschodzące słońce. Obu dziewczynom przypomniało się nagle, jak się to wszystko zaczęło...
Synchroniczne retrosy. Czemu mnie się to nie zdarza?
Mają wspólną jaźń. Wiesz, wspólnota siostrzanych dusz i inne takie.

***
Pół roku wcześniej...
*dorzuca jeszcze kilka wielokropków dla spotęgowania klimatu* …............................

Był słoneczny dzień. Na ulicy gwarno. Przechodnie co chwilę się potrącali, jednak nikt nie miał nikomu tego za złe. Był to bowiem szczególny dzień.
Na ulicach rozpylili gaz rozweselający?
Może to był Dzień Potrącania Ludzi Na Ulicy?
No co, skoro może być Dzień Łapania za tyłki i cycki...

Wszyscy zmierzali do kościoła, by być świadkiem niecodziennego wydarzenia. Otóż dziś był dzień ślubu córki dwa lata temu wybranego gubernatora Turnera - Olivii Turner, z synem admirała flot królewskich, Alexandrem Malcolmem.
I co, wszyscy są tym tak zajebardzo przejęci, że wprowadzili na ulicach Pokój Boży, czy jak? Bo w NORMALNYM świecie nawet wybieranie papieża nie powoduje, że wszyscy stają się hipisami.
A ja zagubiłam się w podmiotach i wyszło mi, że gubernator żeni się z synem admirała.

Panna Turner skońzcyła w tym roku 21 lat, więc zgodnie z prawem królewskim stała się starą panną, jak na tamte czasy? pełnoletnia i mogła, a nawet musiała wyjść za mąż. Jej siostrę, rok młodszą Villemo Turner czekał taki sam los w następnym roku. Już wiadomo było, że została ona przeznaczona komodorowi Christianowi Acklesowi.
Bardzo ładny ten komodor. Nie wiem, czy chciałabym za niego wyjść, ale i tak jest milusi.

Oczywiście ojciec obu panien, Thomas Turner był przez wszystkich chwalony za wybór przyszłych zięciów. Prawdę mówiąc i siostry Turner powinny być zadowolone, gdyby nie to, że żadna z nich nie pokochała "swojego" wybranka.
Traaadycyjnie. Kurde, czy boCHaterki choć raz nie mogłyby nie utrudniać innym życia i jednak pokochać? =.=
Albo pogodzić się z losem - ale weź, to by stawiało je na równi ze sryliardem innych dziewczyn, jakie żyły w tamtych czasach: a przecież one są wyjątkowe!

Obaj byli już pod trzydziestke, ale to nie stanowiło problemu. Nie byli też brzydcy, wręcz przeciwnie, byli bardzo przystojni. Problemem nie było też pochodzenie, ani nic podobnego.
Niech zgadnę: problemem było to, że żaden z nich nie był Jackiem Sparrowem. Bleh.
Jeszcze inaczej: nie byli Johnnym Deppem.

Największy problem miała teraz Olivia. Prawie wogóle nie znała swojego przyszłego męża. (…) Dziewczyna, ubrana już w piękną ślubną suknię, z włosami upiętymi w ładny kok, siedziała w niszy przy oknie. Smutna i zapatrzona w morze. Nawet nie zauważyła, że do jej pokoju weszła czarnowłosa dziewczyna w rózowo-kremowej sukni. Podeszła ona do siostry, usiadła obok i objęła ją delikatnie.
-Olivio... Za chwilę wyjeżdżamy do kościoła. Jesteś gotowa? - zapytała cicho. Olivia oderwała wzrok od widoku za oknem i spojrzała na siostrę. Przez chwilę milczała, po czym powiedziała drżącym głosem:
-Jjaa... Tak, Villemo. Jestem gotowa.
Villemo uśmiechnęła się delikatnie.
-Posłuchaj... Wiem co czujesz. Za rok będę przeżywała to samo. Chcę być teraz dla ciebie oparciem siostrzyczko. Tak samo jak zawsze.
Mogę nawet legnąć razem z tobą w małżeńskim łożu w noc poślubną, jeśli chcesz. Będzie ci raźniej!
Serio, znacie jakieś rodzeństwo, które mówi do siebie per „siostrzyczko” i „braciszku”?

Olivia usmiechnęła się do siostry i przytuliła ją.
-Dziękuję... Bardzo ci dziękuję. - szepnęła.
Przez chwilę dziewczyny trwały tak w milczeniu, kiedy nagle usłyszały pukanie do drzwi. Obie wstały i poprosiły o wejście.
Synchronicznie. Wizja wspólnej nocy poślubnej zaczyna być coraz bardziej prawdopodobna.
A wstają, bo...? Rozumiem, gdyby to były służące, ale to córki pana domu. Hm.

W drzwiach ukazała się ich najwierniejsza służąca, ich niania. To ona po śmierci ich matki zajmowała się nimi.
-Panno Olivio, panno Villemo. - służąca skłoniła się lekko. -Wasz ojciec, panienki, kazał mi przekazać tę szkatułkę jako prezent ślubny dla panie, panienko Olivio.
SZKATUŁKĘ jako prezent ślubny? Dobrze, że nie dołączył pary skarpet i kubka okolicznościowego...
Prezent ślubny wręczony przed ślubem? Przez nianię? Od ojca?
*siada obok Pigmejki i czeka na sens*

W środku znajduje się list, który wszystko wyjaśnia.
Wyjaśnia między innymi to, czemu nie dał porządnego prezentu, jak się domyślam.

- służąca ponownie się skłoniła i postawiła szkatułkę na stoliku stojącym u wejścia do pokoju.
Różne są niuanse s-v w kwestii wręczania prezentów, ale nie spotkałam się jeszcze z nakazującym, by prezent stawiać na stole zamiast dać przeznaczonej osobie.

Służąca obróciła się w miejscu, kiedy obie dziewczyny podbiegły do niej i przytuliły ją mocno. Kobieta wyglądała na równie zdziwioną co przestraszoną.
-Ależ panienki! Toż to nie godzi tak... W dodatku do służącej... Co by ojciec panienek na to powiedział!!
Że są dobrze wychowane, skoro dziękują kobiecie, jaka opiekowała się nimi przez wszystkie lata? Czy może jestem nie na bieżąco z ostatnimi metodami wychowawczymi?

-Mario... Wybacz, jeżeli twoim zdaniem robimy coś złego. - powiedziała Oliva lekko się uśmiechając. -My... Ja i Villemo chciałyśmy ci bardzo serdecznie podziękowac za opiekę nad nami. Po smierci naszej matki to ty stałaś się dla nas matką...
-Och, panno Olivio... To naprawdę miłe z waszej strony panienki, ale nie godzi sie tak mówić...
Ludwik XIV z wdzięczności do niani swoich dzieci, za to, że tak czule się nimi opiekowała, wziął i się z nią ożenił... Tak tylko mówię.

-Och godzi się, czy się nie godzi... - warknęła Villemo usilnie próbując się nie roześmiać. -Czy to takie ważne, Mario? Czy nie rozumiesz, że jesteś dal nas niczym matka? Że dzisiaj Olivia stąd odchodzi i ja także niedługo opuszczę ten dom?
-Och, panienki... - Maria sprawiała wrażenie jakby zaraz miała się rozpłakać. Właściwie to już łzy płynęły po tej pięknej poczciwej twarzy pooranej zmarszczkami. -Ja także was bardzo kocham. Jakże żal bedzie się z wami rozstwać, panienki... - Maria otarła łzy brzegiem fartucha.
Nie wiem, czym jest „rozstwat” - brzmi jak jakieś przekleństwo po rosyjsku. W każdym razie współczujemy.

-Tak, bardzo żal się z tobą rozstwać, Mario. - powiedziała Olivia usiłując się nie rozpłakać, ale to było takie trudne...
A kto jej broni wziąć ją ze sobą do nowego domu? W końcu niedługo sama będzie miała dzieci, więc niania w sam raz się przyda.

***
W pięknym hallu, ozdobionym malowidłami najwybitniejszych artystów
Da Vinci, Vermeer, Rubens... A wszystkie - jak to mawia moja znajoma - „O, takie ładne, sama ukradłam!”

stał wysoki mężczyzna w średnim wieku. Jego niegdyś łagodna i miłosierna twarz teraz przybierała codzienny srogi wygląd, odstraszający wieśniaczych młokosów rozglądających się za jego córkami.
Rozumiem też, że kiedyś szanowny tatuś patrzył przychylnie i miłosiernie, jak jego córki pokładały się z „wieśniaczymi młokosami” na snopkach siana?

Na głowie miał modną białą perukę z lokami. Ubrany był w swój najelegantszy i najdroższy frak. Teraz chodził tam i z powrotem wzdłuż pięknych fresków
Fresków? Co tam jeszcze było? Aleja Sfinksów, wiszące ogrody i kilka piramid przed domem?

nerwowo mnąc swoje białe rękawiczki. Gdy rozległ się odgłos sunących po podłodze sukien i lekkich kroków, obrócił się i spojrzał na swe córki schodzące po schodach z wyrzeźbioną gładko, lekko na końcu zakręconą poręczą.
Mam przed oczami obraz, na którym dziewczęta idą do ojca, trzymając tę poręcz przed sobą jak prezent. O.o
Aż drżę z niepewności... jakiego koloru była poręcz?

-Jesteście wreszcie. - burknął. -Cóż to byłby za skandal, gdyby moja WŁASNA pierworodna córa spóźniła się na WŁASNĄ ceremonię! - zagrzmiał.
Olivia zadarła głowę do góry i spojrzała na ojca spojrzeniem pełnym wyrzutu.
Pełnym wyrzuconego wyrzutu, zapomniałaś dodać.

-jesteś pewny, że tego chcesz ojcze? -zapytała wyniosle.
Jaki prezent ślubny, takie zachowanie panny młodej, co chcecie.
Co prawda, to prawda.

Ojciec nic nie odpowiedział, tylko podszedł do drzwi równie pięknych jak pozostałe wnętrze.
Niech zgadnę - miały złotą klamkę, a same były z marmuru?

Otworzył je i gestem kazał swym córkom iść w strone powozów. Olivia z siostrą - jej druhną - wsiadły do jednego powozu, a ich ojciec, zgodnie z zasadami przyzwoitosci, których zawzięcie przestrzegał , do drugiego.
Kwik. Zasady przyzwoitości w tym kraju muszą być zatem bardzo przeczulone na punkcie kazirodztwa - bo nie widzę innego powodu, dla którego ojciec nie miałby jechać razem z córkami jednym powozem.
Tym bardziej, że w wielu miejscach tradycja wręcz nakazuje, by to ojciec zaprowadził córkę przed ołtarz.
Chyba, że to jacyś krypto-arabowie są: tam prawie wszędzie kobiety są oddzielane od mężczyzn.
Olivia jak najdłużej ociągała się z tym, co ma zrobić. Jednak nie miała wyboru. Teraz nadszedł jej czas. Siostry siedziały naprzeciwko siebie. Olivia kurczowo trzymała się okna zerkając z żalem na domy, łąki, pola... Teraz jej wspaniałe życie, jej wolność pewnie sie skończy.
A co, jej nowy mąż planuje zamknąć ją w piwnicy?

-Olivio... - szepnęła jej towarzyszka. -Nie chcesz tego robić, prawda?
-Przecież dobrze o tym wiesz... - z trudem udało jej się wydobyć z siebie te słowa. Jej broda drżała. Gorset miała tak mocno zaciśnięty, że ledwo mogła oddychać.
-Długo nad tym myślałam i... wiesz.... - szepneła Villemo. -Wcale nie musisz tego robić. Jeszcze masz szansę.
Olivia otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Wyrażały one jednoczesnie strach, nadzieję jak i wielką rozpacz.
A także radość, smutek i ogromną tęsknotę za rozumem.

-Jak to? O czym ty mówisz?
-Powóz ojca zatrzyma sie przed głównym wejściem do kościoła. Nasz przed bocznym.
Pigmeju, miałaś rację - to gubernator żeni się z synem admirała, nie jego córka. W przeciwnym razie to ona wchodziłaby do kościoła głównymi drzwiami.
Yay, moja prekognicja zaczyna dorównywać Twojej!

Będzie nas dzielił zakręt... Ojciec nic nie zauważy.
A nie będzie tam jeszcze przypadkiem, nie wiem, całego miasta? Tych wszystkich ludzi, którzy tak się przejmują tym ślubem, że nie zważają na potrącanie się na ulicach? Mało prawdopodobne, by nie zauważyli uciekającej panny młodej...

-Masz na myśli... ucieczkę? -spytała Olivia wachlując się wachlarzem.
Nie chcę chyba wiedzieć, co jeszcze można robić wachlarzem.

-Tak. - odpowiedziała stanowczo Villemo. -Dokładnie. To jest twoja ostatnia szansa. Inaczej przez całe życie będziesz cierpiała. Żyła pod jednym dachem z kimś kogo nie dość, że nie kochasz, to nawet dobrze nie znasz.... z kim nie łączy cię nic, a dzieli wiele mostów.
No ale kurna, przez lata małżeństwa chyba go POZNA? Nawet jeśli tylko w sensie biblijnym...
A skąd. Przez te wszystkie lata będzie cierpieć w wyniosłym milczeniu, uważając, by się aby zanadto nie spoufalić z tym strasznym, obcym człowiekiem. I symulować ból głowy, ofkoz.
BTW, coś mi pewnie umknęło w tej szalonej akcji, ale jakie konkretnie mosty dzielą ją i tego kolesia? Bo słyszałam o paleniu mostów za sobą, budowaniu mostów pomiędzy kimś... ale dzieleniu ich?

Nigdy sobie tego nie wybaczę, jesli przez to twoja dusza będzie nękana.
To brzmi tak, jakby panna miała brać ślub z jakimś Demonem z Piekieł.
(Yay, mogę stanąć przed ołtarzem zamiast niej?^^)

-Nie wiem, co mam począć... wszystko mi sie miesza w głowie. A co bedzie z tobą?
-Oczywiscie ucieknę wraz z tobą!
-NIE!! Nie możesz... (...)
-Przestań! - ofuknęła ją młodsza siostra. -Dobrze wiesz, że beze mnie będzie ci ciężko. Jesteś zbyt delikatna na takie życie.
To czemu jej je proponujesz?
A ja jestem twarda! Obronię Cię przed mordercami, gwałcicielami, handlarzami niewolników - jak na młodszą siostrę przystało! Nauczę cię nawet przeklinać i pić rum! Będzie fajnie!
Zresztą, dlaczego chcesz mi to uczynić? Jak myslisz, co ja pocznę bez ciebie? Będę skazana na taki sam los jak i ty obecnie.
Będę mieć męża, i dom, i służących... naprawdę chcesz mnie skazać na taką potworność?!
Bo czymże jest jakieś tam szczęście rodzinne bez TRU LOFF!!! I Jacka Sparrowa.

-No dobrze, już dobrze. Przyznać muszę, że i ja bez ciebie będe się czuła opuszczona.
-W końcu mądrze mowisz.
-Tylko gdzie my się udamy?
-Przemkniemy się przez cmentarz. Tam dalej jest mały las, a jeszcze dalej
I my będziemy biec przez te pola i lasy w naszych sukniach z gorsetem!
Zwłaszcza w tej ślubnej. Białej. Zapewnia sto procent kamuflażu - o ile zamierzają uciekać przez Syberię.

Tam dalej jest mały las, a jeszcze dalej czyjaś zagroda. Tam zawsze pasą się konie.
A my je ukradniemy, yay! A Ty zrobisz z trenu uzdę, łiii!
W tej zagrodzie się pasą. Zawsze. Bez niczyjej opieki. To pewne jak słońce na niebie.
Ich plan nie ma słabych punktów, nie?

Olivia wzięła głeboki oddech i kiedy powóz zatrzymał się obie siostry wysiadły prędko. Przemknęły się pod ścianą do cmentarza.
Woźnica zaś był ślepy i bardzo dokładnie nic nie zobaczył.
Tak jak i cała reszta tłumu przed kościołem.

Trzymając na wpoły suknie biegły między mogiłami jakby gonił je sam diabeł.
Nie umiem trzymać nic na wpoły. Jestem taka nieutalentowana, chlip.
A mówiąc serio - jak myślicie, to zdanie znaczy, że to były niezupełnie suknie, czy też one niezupełnie biegły?
Choć koleżanka podpowiada mi jeszcze taką możliwość, że to suknie biegły, trzymając poły. Hm, mogło być i tak.
Ja mam jeszcze teorię, że one trochę trzymały te suknie, a trochę nie, w wyniku czego zarówno suknie stały się niepełne (zaczepianie o krzyże i inne takie), jak i bieganie niezbyt im wychodziło (upadanie ryjem w mogiły co trzy kroki). *dumna z siebie*

Nie obracając się za siebie zbierały wszystkie siły, aby dobiec jak najszybciej do lasku.
Biegły w zasznurowanych mocno gorsetach - zatem wnioskuję, że z cmentarza wydostały się już jako zombie.

Udało się. Villemo z przerażeniem zauważyła, że z jej siostrą jest coś nie tak.
Gnije i gubi członki?

Olivia miała na wpół przymknięte oczy. Oparła się o drzewo. Z trudem łapała oddech. Villemo szybko poluzowała jej gorset. Olivia zachłysnęła się czystym powietrzem.
Łeeee, to jednak nie będzie zombie? :( To ja nie czytam dalej.

Przez krótka chwilę stały tak obie wspierając się i odpoczywając przed dalsza wędrówką. Brzegi sukien miały ubłocone. Piękne drobne buty w opłakanym stanie.
A lepiej nie będzie, moje panny.

Trzymając się za ręce dziewczęta szły dalej przez las.
Wymachując koszyczkami i wypatrując wilka.

Nagle rozległ się głos dzwonu bijącego w najwyższej wieży kościoła. "Teraz powinnam iść długim chodnikiem aż do samego ołtarza." - Olivia usmiechnęła sie pod nosem. Co by powiedziała jej matka widząc, co jej szlachetnie urodzona córka wyprawia.
Gdyby miała coś teraz mówić, pewnie byłoby to klasyczne „Mmmmóóóóóóózzgg...”
Ale myślę, że staruszka zwyczajnie przewraca się w grobie.

Las się skończył. I rzeczywiście - w malenkiej zagrodzie pasły się dwa konie.
Nad ich głowami wisiała tabliczka „weź nas, nikt nas nie pilnuje”.
I to jeszcze akurat dwa, jak miło. Chociaż szkoda, że nie więcej, wtedy bohaterki mogłyby sobie wybrać kolor.
Ee tam, i tak pewnie oba będą kruczoczarne. Albo jeszcze lepiej, pod kolor włosów.

Jeden brązowy kasztanek, drugi biało biały całkiem czarny. Bojąc się czy nie zauważono już ich zniknięcia, szybko dosiadły wierzchowców, popędziły je i gnały teraz w strone portu,
W tych sukniach i pantofelkach. Taaaakurwajasne. Wnioskuję, że uzdy zrobiły z włosów, a siodła z gorsetów?
Dzwon zaczął bić na mszę (BTW, nie jestem na bieżąco, ale dzwony chyba biją po nabożeństwie, nie przed?), ale nikt jeszcze nie zauważył braku panny młodej. NO OCZYWIŚCIE.

gdzie będą najbezpieczniejsze. Przecież nikt nie będzie ich szukał w porcie pełnym rybaków łowiących ryby, aby z ich sprzedaży zarobić na zapłatę cła.
Taaaa, bo porcie nie ma nikogo innego oprócz rybaków. Siedzą wzdłuż linii brzegowej i łowią ryby - pewnie jeszcze na wędkę. :D
No a jak, nie ma tam przecież pijanych marynarzy, pijanych dokerów, pijanych szumowin, pijanych złodziei i morderców, pijanych i baaaardzo wyposzczonych marynarzy... Bezpieczeństwo gwarantowane. Zwłaszcza dwóm samotnym pannom.
BTW, zapłatę jakiego cła, do jasnej? Ci wszyscy rybacy kursują z tymi rybami od jednej do drugiej karaibskiej wysepki, że muszą wnosić opłaty graniczne?

Siostry gnały... Ich suknie szeleściły na wietrze, a włosy... Włosy były już całkiem rozpuszczone - tak wielka była siła wiatru.
To okropne. Całkiem rozpuszczone...Jeśli wiatr zawierał sodę kaustyczną, to rzeczywiście mogło nie być to zbyt przyjemne doznanie.

Dziewczęta doskonale pamietały drogę do portu. Czasami Maria zabierała je tam ze sobą. Jej mąż był marynarzem. Pokazywał dziewczynkom jak robi się węzły, czasami zabierał na małą przejażdżkę.
Fajne rozrywki mieli w tym XVII wieku. Też bym się PRZEJECHAŁA po morzu.

Dziewczynki przygladały mu się wtedy. Marynarz czasami dopuszczał je do steru. Trzeba więc powiedzieć, że panny Turner były całkiem dobrze obeznane z żeglugą
Tak, bo widziały, jak się robi węzły. To przecież w zupełności wystarczy do sterowania dowolnym statkiem. Nawet galeonem.

- czego nie pochwalał ich ojciec. Gdyby mógł, to najchętniej zakazałby swoim córkom zbliżać sie do morza. Morza, które pokochały.
Wooo, prawie jak w tym ostrzeżeniu Galadrieli do Legolasa: „Legolas Greenleaf long under tree. In joy thou hast lived. Beware of the Sea! If thou hearest the cry of the gull on the shore, Thy heart shall then rest in the forest no more."

Po dość długim czasie jazdy, Villemo i Olivia zdały sobie sprawę, że konie są już nardzo zmęczone.
Jeżu jak Byku, to gdzie jest ten port, w sąsiednim państwie?
(Chyba że te ukradzione konie to jakieś wiekowe, przechodzone szkapy.)

Dziewczyny zatrzymały się przy strumieniu. Obie przedstawiały teraz żałosny widok. Suknie brudne przy ziemi (ale przy niebie czyste?), buciki już dawno straciły swój prawdziwy kolor,
Od czego się tak usyfiły, od koni?
Matko, mało że to jakieś przechodzone kobyły, to jeszcze nie czyszczone od nie-chcę-wiedzieć-ilu lat. Fuj.

a włosy były potargane przez wiatr. Jednak dziewczęta nie przejmowały się tym. Były szczęśliwe, że w końcu są wolne i mogą naprawdę cieszyć się życiem.
Bez złamanego grosza przy duszy - o tak, wróżę im wielce radosną przyszłość... spędzoną w najbliższym zamtuzie.

Siostry odpoczywały nad strumieniem już dłuższą chwilę rozmawiając o byle czym, gdy nagle usłyszały w oddali tętent kopyt. Obie zerwały się na równe nogi.
-Olivio... Chyba nie myślisz, że to... - zapytała nerwowo Villemo.
Jack Sparrow? A skąd.

-Nawet o tym nie my... - jednak nie skończyła zdania, bo przerwał jej krzyk gdzieś w oddali: "Tu jest biały skrawek sukni! Na pewno gdzieś tu są!" Olivia i Villemo wymieniły zaniepokojone spojrzenia. Olivia powoli spojrzała na rękaw swojej sukni. Niestety okazało się, że to własnie jej suknia stała sie przyczyną ich zdemaskowania.Nuuuu, to wcale nie było do przewidzenia.

Dziewczeta niewiele myśląc wskoczyły na konie i pognały przed siebie. Villemo zdążyła usłyszeć tylko krzyk jednego z żołnierzy: "Słyszałem konie! Pogalopowały w tamta stronę!!"
-Mamo, pomóż nam jeżeli mnie słyszysz. Pomóż nam uciec... - szepneła Villemo.
Siostry słyszały galop koni i pokrzykiwania żołnierzy za nimi. Co prawda, i tak miały dużą przewagę, ale mimowszystko chciały się gdzieś schronić.
Skoro tamci usłyszeli tętent kopyt ich koni, to przewaga wcale nie jest taka duża... ale idę o zakład, że i tak uda im się uciec. Tajemnicą jedynie pozostaje, jak BARDZO okażą się głupi ich prześladowcy.

Wtem, niedaleko przed nimi między drzewami zamajaczyła im stara szopa na siano.
Ja pierdzielę, kryjówka idealna.
Serio, założę się, że ich tam nie znajdą.

Obie, kierowane instynktem (Nie wątpię. Rozum nimi na pewno nie kierował.), skierowały się w jej stronę. Gdy tylko dotarły na miejsce, Villemo zeskoczyła z konia i pobiegła by otworzyć spróchniałe drzwi. Olivia złapała oba konie i wprowadziła szybko do szopy. Zaraz za nią weszła Villemo zamykając drzwi. Obie rozejrzały się do okoła. Wszędzie, gdzie tylko spojrzały było siano.
Siano w szopie na siano - coś takiego. Zaraz chyba z szoku popadnę w stupor.
Za to opuszczona szopa pośrodku niczego, pełna siana - to już trochę dziwne. Może tam mieszka człowiek-żyto?

-No i co my teraz zrobimy? - zapytała zrezygnowana Villemo. -Żołnierze prędko nas tu znajdą.
-Niekoniecznie... - mruknęła Olivia. -Ukryjemy się w sianie, a konie zostawimy normalnie. Przynajmniej zjedzą coś pożądnego. - jak powiedziała, tak zrobiły.
A ci, którzy ich szukają, znalazłszy uprzednio skrawek sukni, po wejściu do stodoły i zobaczeniu koni wcale się nie domyślą, że uciekinierki mogły ukryć się w sianie...
Zresztą, co ja mówię - *wieszczym tonem* jasne, że się nie domyślą.
Nie zobaczą ich śladów... bo przecież idiotki zsiadły z koni, nie?

Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem i do środka weszło dwóch mężczyzn. Byli wysocy, przystojni, zadbani...
Męscy, seksowni i ponętni.I jeszcze ta miękka sterta siana, idealna do tego, żeby na niej... ekhm.

Ubrani byli w mundury królewskiej gwardii. U boku mieli strzelby.
Jak strzelby, to musieli być to raczej królewscy leśniczy.

-Zobacz, czy to nie te dwa konie, których zaginięcie zgłosił dopiero co ten wieśniak? - spytał jeden o bardzo głębokim (i seksownym) głosie.
Ha! Wiedziałam, że z tymi niepilnowanymi końmi to była podpucha. Pewnie tamta zagroda miała monitoring.

-Tak, dokładnie tak je opisywał. Jeden brązowy kasztan, a drugi cały w kolorze smoły. Tylko co one tu robią?
Hm... nie wiem, może bardzo mała trąba powietrzna - tak mała, że nie było jej widać - najpierw je porwała, a potem wdmuchnęła akurat tutaj?
Its a MIRACLE!!! Chwalmy Pana!

-Ej, a zagroda tego wieśniaka nie znajdowała się blisko kościoła?
-Twierdzisz, że... - Olivia i Villemo zamarły z przerażenia. Mężczyzna nagle wybuchł śmiechem. -Karl, co ty? Myslisz, że takie dwie paniusie umiały by jeździx konno?
To jest ten moment, w którym fala przepotężnej głupoty zmiotła mnie z krzesła.
Przecież „takie dwie paniusie” tym bardziej nie uciekłyby tak daleko piechotą! Chyba że są etiopskimi maratończykami - transwestytami.

-No tak... Rzeczywiscie to głupie. -Karl także zaczął się śmiać. Villemo zacisnęła pięści ze złości.
-Chodź Bart. Zabierzmy te konie do gubernatora.
-Co ty?! Myślisz, że gubernator bedzie przejmował się jakimiś końmi, podczas gdy zagineły jego córki?!
-Też prawda... Więc zabierzmy je od razu do tego wiesniaka.
-Boże, Karl, ale ty jesteś głupi. Wtedy nie dostaniemy żadnego wynagrodzenia.
-To nie weim, wsadź je sobie w dupę w takim razie. prowadź je gdzie chcesz. - meżczyźni zabrali konie i wyszli z szopy. Olivia i Villemo słysząc oddalające się gły wyszły ze słomy.
Gły oddalały się coraz bardziej, czymkolwiek były. Po chwili ich kroki całkiem ucichły.
Uwaga merytoryczna: słoma ≠ siano.

-Jak to dobrze, że już poszli... - odetchnęła Olivia.
-Dobrze to mają, że mnie powstrzymałaś! Miałam wielką ochotę dac im kopniaka, jak nas uczyła Elizabeth.
-Oj, nie denerwuj się. - usmiechnęła się Olivia.
-Nie denerwować się?! Dlaczego?! Mam zniszczone buty! brudna i podartą suknię! Jestem cała w słomie! A na dodatek, nie may koni!
I nie będzie lepiej, powtarzam. Przyzwyczajaj się.

17 komentarzy:

Ophelia pisze...

Jaki miły zbieg okoliczności! Akurat mam w ręce tom SoLL o Villemo - dobra, była wariatką, która zakochała się w jednym z największych idiotów z całej sagi, ale ta tutaj wygrywa z nią już w przedbiegach Swoją drogą - to ich uciekanie przed ślubem, a raczej przed mężczyznami przypomina mi Anette, również bohaterkę SoLL.
Analiza kwiikaśna, a opko pocieszne! Ach, jak te przeboje kinematografii wpływają na te nasze młode talenta~! Wystarczy jeden cholernie przystojny aktor, kilku piratów i cudeńko gotowe.
Ale - życzę aŁtorce chociaż krótkiego biegu w mocno zasznurowanym gorsecie. Katorga to mało powiedziane.

Anonimowy pisze...

Ech to wyobrażenie aŁtorek o życiu w dawnych czasach. Grunt, że chociaż ta pamiętała o gorsecie i o tym, że nie jest on najwygodniejszy.
A tak btw. Ja mówię do brata braciszku, ale tylko wtedy, gdy chcę go wkurzyć. ^^
Hasło: foodyed. Hmm... może food yes?

Dzidka pisze...

Przecudnej urody analiza, zwłaszcza rada Karla, co Bart ma zrobić z konmi :D Pięknie :D
Tak mi się przypomniało, że kiedyś faktycznie pisało się o JECHANIU statkiem, łodzią, np. pojechaliśmy żaglówką po Wiśle... zawsze mnie to przyprawiało o dreszcze :)
Captcha: exiducl. Lekarstwo na opkowysypkę?

Gabrielle pisze...

Perła biała, czarna, pasteryzowana:D Główne bohaterki opka tak głupie, że aż śmieszne.

Anonimowy pisze...

Jeżu jak Byku! Toż to było genialne! :)) Kurcze, od czego by tu zacząć? Wiem - Super Komentarz:
"Hm... nie wiem, może bardzo mała trąba powietrzna - tak mała, że nie było jej widać - najpierw je porwała, a potem wdmuchnęła akurat tutaj?"
"It's a MIRACLE!!! Chwalmy Pana!"

Coś pięknego :)) Chapeaux bas, za to i za całokształt. Chcę więcej, więcej, more...
Dziękuję :)

Anonimowy pisze...

Ja chce Wiedźmina!
A tak w ogóle: analiza kwikaśna. Mnie rozwaliły te biegające suknie i etiopscy biegacze-transwestyci. Myślałam, że się udławie sokiem.
Oby tak dalej
Captcha: consid (co czyta się jako kon sit, czyli prawdopodobnie coś o koniach boCHaterek)
Barranquilla

Mrunia pisze...

Analiza piękna. Przypomina mi moje własne twory o piratach, w których bohaterki zwiewały sprzed ołtarza.

Anonimowy pisze...

Kwikam.
Analiza przecudna, świetnie poprawiłyście mi humor ^^ Ja chcę ciąg dalszy! Bo jak znam ałtoreczki, to któraś z przecudnych sióstr Turner zapała big loffem do Sparrow'a, (aż mi żal biedaka!)a tego nie mogę przegapić. Jeszcze raz dzięki, dziewczyny.

SStefania pisze...

Nostalgia! Była kiedyś cała jedna analizatornia przeznaczona tylko na teksty poświęcone Piratom, nazywała się "Czarna Perła to nie statek wycieczkowy". Nostalgia, mówię Wam!

Serio, znacie jakieś rodzeństwo, które mówi do siebie per „siostrzyczko” i „braciszku”?
Znałam takie co wołało się per "siostraa!" i "braat!". Ale w fikcji często rodzeństwo zwraca się do siebie w taki sposób, szczególnie anglojęzycznej (w tym momencie słyszę w głowie Liquid Snake'a i jego brytryjskie BRRRROTHERR :3)

Niech zgadnę - miały złotą klamkę, a same były z marmuru?
A zwyczajowe heban i mosiądz to gdzie?

Fantastyczna i prześmieszna analiza, dzięki za dobry humor!~

Mrohny pisze...

Chciałbym poznać ciąg dalszy tej historii, jednak nie będzie mi to dane. Smutek mnie ogarnął, chyba pójdę pobawić się sianem.

Anonimowy pisze...

Lol tysiąclecia. A tak BTW, mój młodszy brat kiedyś mówił do mnie "siostrzyczko", co było ubersłodkie. ;)
Pozdrawiam! Nefariel
PS: Blogaskowym zwyczajem Was podpytam - czy zamierzacie zrealizować moje "zamówienie"? Podesłałam Wam dwa straszne tfory i nie dostałam odpowiedzi. D:

Anonimowy pisze...

Świetna analiza ! xD A tak przy okazji napotkałam troche dziwny "tffór" i - o zgrozo - rowniez na blogspocie, mianowicie: obeprokonfort.blogspot.com

Pozdrawiam i życze dalszych sukcesów!

Anonimowy pisze...

Przy "It's a miracle! Chwalmy Pana!" kffiknęłam i ómarłam. I już mnie nie było :D
Rewelacja, czysta rewelacja, jestem w zachwycie :D

Nadira

PS. Hasło: "lowind". To taki "niski wiatr" do porywania marysójkom kapeluszy :D

PPS. Widział ktoś już jakieś blogaski o "Dragon Age", per chance? Chętnie bym sobie poczytała ;)

Goma pisze...

Oj tak, rada z wsadzaniem była świetna, i to tak z zaskoczenia. Cała analiza przecudna, tylko takich więcej!

Anonimowy pisze...

"-To nie weim, wsadź je sobie w dupę w takim razie." Cytat analizy. A śmianie się ze słowa "dupa" to ciągle klasyk.
Odpowiedź idealna i jakże prawdziwa ;)
L&T

kura z biura pisze...

Borskie! Panny piratessy rozłożyły mnie kompletnie, a człowiek-żyto dobił. :) Zajrzałam na oryginalny blogasek i widzę, że niestety aŁtorkom starczyło inwencji tylko na minikonkursik na temat własnego opka, buuuu... Szkoda, szkoda.
Analiza poprawiła mi humor - dzięki! :D

Anonimowy pisze...

Analiza cudna. Tylko mam drobną uwagę: "nie jestem na bieżąco, ale dzwony chyba biją po nabożeństwie, nie przed" - dzwony mogą też bić przed mszą (lub nabożeństwem) zwołując wiernych na liturgię.
Wracam do czytania pozostałych analiz. :D

Aqua