czwartek, 28 lipca 2011

Zbędny balast miłości, czyli o piracie wyglądającym jak pirat

Witajcie!
Z radością ogłaszamy wszem i wobec, że dziś wybija druga rocznica istnienia Przyczajonej Logiki. Z tej okazji mamy dla Was dwie niespodzianki: możecie pokazać, jak bardzo nas lubicie... na facebooku (bo przecież nas lubicie;)), a także zobaczyć, jak nasz jubileusz świętują Kamiennojedwabny Snape i Jeż jak Byk.

EDIT: Jedna z Czytelniczek, Spika, przygotowała dla nas prezent urodzinowy! Jest tak cudny, że nie będziemy trzymać go tylko dla siebie. Proszę Państwa, oto Snape, Jeż oraz Latający Kotoczołg!

Dziękujemy! :*

W tym tygodniu ponownie spotykamy się ze znaną i lubianą przez Was „Jest nocia. Miyako-chan” i kolejną reinterpretacją przygód Sakury w z-dupy-wziętych realiach. Jak zwykle znajomość fandomu nie tylko nie jest potrzebna, ale wręcz przeszkadza w przedzieraniu się przez kolejne warstwy idiotyzmów. Czekają Was owłosione kabiny, brykające floty, bardzo gęsto zaludniona WYSPA PIRATÓW, flagi z oczami, samotransmutująca broń biała i kapitan, który jest #nieczułymdraniem.

Indżojcie!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka



Prolog
Ocean! Co to jest? Każdy z pewnością wie, ale dla ścisłości, jest to duży zbiornik wody, w którym żyje pewna ilość zwierząt.
Lol. Pierwsze zdanie, a ja już jestem załatwiona. :D
Kwiiii. Czyli, na przykład, jak ktoś ma duży basen i napuści do niego kijanek, to będzie miał ocean?
Myślę, że gdyby podliczyć wszystkie zwierzęta żyjące w szklance kranówki, też wyszłaby "pewna ilość".

Lecz po powierzchni wody można zauważyć różne okręty
No więc? Okręty po powierzchni wody... Skaczące po niej jak nartniki?
Noo... jeśli zauważysz galeony skaczące po twoim basenie to wiedz, że masz w ogródku ocean.

Lecz po powierzchni wody można zauważyć różne okręty – floty : angielskie, francuskie, japońskie i wiele innych, które oznaczone są flagami państwowymi.
Oznaczone... jak bydło? Mają te flagi wypalone np. na rufie?
Urzeka mnie wizja flot skaczących po powierzchni oceanu zawierającego pewną ilość zwierząt.

Tylko od wielu lat szlaki, którymi płyną żeglarze są zagrożone, nie były już tak bezpieczne tak jak kiedyś.
Noo - tak bezpieczne jak przed 1350 rokiem p.n.e., na kiedy to datuje się najstarsze wzmianki o piratach... Ech, ten dzisiejszy upadek obyczajów.

Postrachem mórz byli nie kto inni jak (podstępni zmieniacze czasów w zdaniu?) najgroźniejsi, z najgorszych – piraci.
Łeee, nuda...
Podstępnych zmieniaczy czasów wspierają przebiegli wstawiacze przecinków w przypadkowe miejsca. Nikt nie jest bezpieczny.

Okradali okręty z dobytku, wszystko co było cenne,
Niemożliwe. A ja myślałam, ze okradali z masztów i pustych skrzyń...
Z wyjątkową złośliwością kradli śmieci, zbędny balast i puste butelki po rumie.

wzbogacali się za każdym razem. Chodziły także plotki o ich morderczym kapitanie: bezwzględny, bez uczuć, bierze co mu się podoba,
Niedobry. A do dobrego tonu należy przecież zapytanie okradanego, czy te pieniądze i kosztowności są mu jeszcze potrzebne!

nie zwraca na nikogo uwagi oprócz swojej załogi, płci piękna nie interesuje go w ogóle, uważa je za zbędny balast jeśli chodzi o miłość.
O, to zupełnie jak mężczyźni w starożytnej Grecji. No, albo geje - w każdej epoce. :D
W przypadku kapitana obie wersje są prawdopodobne, zwłaszcza, że “zwraca uwagę tylko na swoją załogę”.
Uważam za wyjątkowo karygodne to, że morderczy i złowieszczy kapitan piratów NIE DBA O MIŁOŚĆ i w ogóle jest #nieczułymdraniem.

Potrafi posługiwać się bronią : mieczami wszelkiego rodzaju, pistoletami, jest sprawny fizycznie i odporny na innych uwagi.
A mową mistrza Yody mówi on?

Nie daje się nigdy nikomu podejść, na miejscu zabija, gdy coś nie pójdzie po jego planach, nie lubi jak ktoś nie umie używać związków frazeologicznych ktoś mu się sprzeciwia, ma do nich ostra rękę,
Nich, czyli do kogo?
Do tych, którzy mu robią wbrew. Manie ostrej ręki polega na wysmarowaniu jej smołą, obsypanie tłuczonym szkłem i zastosowaniu jej w zabawach zazwyczaj wymagających dwojga chętnych i dorosłych ludzi oraz duużej ilości lubrykantu.

aby nikt go nie omotał wokół siebie, woli być z daleka od kogokolwiek, lecz kobiety mu zawsze ulegały. Dlaczego?
Booo... nie miały wyjścia, gdyż je gwałcił tak czy siak?
(No, jest jeszcze wersja optymistyczna, zawierająca przegigantycznego pytonga, ale coś mi mówi, że ta pierwsza jest bardziej prawdopodobna.)

Plotki głoszą o jego przystojności, i seksowności, każda kobieta, gdy go widzi mdleje lub wzdycha.
O, podobno na Mickiewicza też tak reagowały. Adam Mickiewicz był piratem?
Myślę, że ma to jakiś związek z włóczeniem się po świecie w rozchełstanej koszuli w poszukiwaniu seksu.

Piraci zawsze byli skryci i nieśmiali oraz zamknięci w sobie, kwik, nikt nigdy nie potrafi ich odnaleźć, jest to nadzwyczaj trudne, przesiadują w swoim ukrytym miejscu, i nikt nie potrafi tego miejsca odnaleźć (wspomnij jeszcze, że nikt nie potrafi ich odnaleźć!)
Gdzieś są, lecz nie wiadomo gdzie...
I nikt nie potrafił ich odnaleźć!

który nazywany jest WYSPĄ PIRATÓW (nad tą nazwą myśleli długo i wytrwale...), po za nimi nikt nie zna drogi do tej wyspy.
I ci WSZYSCY piraci świata mieszczą się na tej jednej wyspie? Dalibór, to chyba musi być Grenlandia, albo co...
Zauważ, że nikt nie potrafił ich odnaleźć. To chyba jest warte drobnych wyrzeczeń, prawda?

Ale to tylko plotki, ale jeszcze nikt na własnej skórze nie przekonał się o gniewie kapitana,
Bo tak naprawdę to Miś Przytulinek był, tylko wyglądał tak groźnie.
(“Nie jest agresywny, tylko czasem kogoś pierdolnie, drze mordę i rzuca przedmiotami.”)
Kapitan starannie rozpuszczał plotki o swojej złowrogości i paskudnych obyczajach, modląc się, by nikomu nie chciało się ich weryfikować.

ani o prawidłowości plotkach (hę?), każdy musiał sam się przekonać co znaczy spotkać się z nim w oko w oko. A okręt Jego zawał się: Czarna Róża
Nabieram coraz większej pewności co do orientacji pana kapitana...
A ja nie mam żadnych - to był Kapitan Shakespeare z "Gwiezdnego pyłu"!

Jeden z okrętów japońskich płynął przez ocean, białe żagle były rozwinięte popychane przez lekki ciepły wiatr,
Żagle były “popychane”, ale sam okręt już nie? Hm... ciekawie to musiało wyglądać.

płynął w wytyczoną stronę przez kapitana, który patrzy czy nie stoi nic na przeszkodzie i nie zagraża nic statkowi.
Statkowi nie zagrażało nic, oprócz piranii składniożernych i mistrza Yody, co wody mową swoją zatruł, czego wskutek nawet ryby bąbelkować na opak zaczęły.
Jednak okręt wciąż płynął - przez kapitana, który co rusz to dmuchał w żagle, to holował okręt za sobą ciągnąc cumę w zębach.

Jedna kobieta, dorosła już, właśnie schodziła na śniadanie z sypialni w sukni sięgającej po kolana,
Po kolana to można stać w guanie, a nie suknię mieć.
Ale ona miała sypialnię w sukni, no weź. W dodatku schodziła na śniadanie, co automatycznie niweluje wszelkie inne idiotyzmy w zdaniu (taa, chciałabyś, AŁtoreczko, nie?).

i butach na obcasach.
KWIK. Po prostu - KWIK.

Córka gubernatora Japonii,
Taaaa i kogo jeszcze? Padyszacha Ameryki? Cara Azejberdżanu?
Sołtysa Minas Tirith?

różowe włosy dość długie sięgające do połowy pleców, które po drodze zwijała w kitek opinając w niektórych miejscach czarnymi wsuwkami.
Plecy. Zwijała. W kitek.
Ja rozumiem, że chińskie gimnastyczki potrafią naprawdę wiele, ale i tak... auć.

Weszła do pomieszczenia, w którym siedział jej ojciec czekając na swoją pociechę.
-Dzień dobry – przywitała się
-Dzień dobry, Sakura. – powiedział, a ona zasiadła naprzeciwko niego konsumując przygotowany posiłek przez kucharzy.
Jeszcze nie usiadła, a już konsumowała? Oj, upadek obyczajów na tym gubernatorskim dworze... :D
Ale ona jakoś za pośrednictwem kucharzy konsumuje... To znaczy co: oni przeżuwają, a potem podają jej... porcję... z ust do ust? Ble.
Może nie miała już zębów, bo w dzieciństwie jadła za dużo słodyczy? Słyszałam, że niektóre księżniczki miały takiego pecha. To by wyjaśniało, czemu kucharze muszą za nią żuć jedzenie.

– Mam dla ciebie miłą niespodziankę. – przełknęła posiłek.
-Tak? A jaka to niespodzianka? - zapytała, ojciec patrzał na pogodną twarz swojej córki, nie widział aby cokolwiek tego dnia mogło jej zepsuć,
Zepsuć co? Uszko, jak temu misiu?
Albo kolejny ząb (jeśli jeszcze jakieś ma).

więc postanowił jej to powiedzieć, będzie z pewnością zadowolona.
-Postanowiłem wydać cię za Nejego Hyuge. - wypowiedział,
Omg, i znowu ta sama drama... Bez jaj, aŁtoreczki mają jakieś szablony do takich wątków czy jak?
(Nie będę zwracać uwagi na błędy w odmianie, nie będę zwracać uwagi na błędy w odmianie...)

można było usłyszeć w pomieszczeniu metal, spowodowany upadkiem noża,
A potem zobaczyli, że spod stoły wystają stopy metali ciężkich.

który ześlizgnął się Sakurze. – Hiashi też się zgodził, będziecie wspaniałym małżeństwem. - jej ręce znalazły się pod stołem i dłonie zacisnęły się w pięść. Nie mogła uwierzyć, bez jej zgody ojciec chce ją wydać za mąż, to było nie możliwe. Decyduje o życiu swojej córki, co nie powinien robić,
Powinien, powinien, to jego ojcowski obowiązek, by zabezpieczyć przyszłość córki... no ale rozumiem, że tu się nastaje na swobody Mary Sue. Kontynuuj (jeśli musisz).

chciała mieć wolną rękę, a teraz nie będzie tak łatwo jak myślała.
Tak, bo życie samotnej kobiety było przecież w tamtych czasach taaaaaakie różowe...

Wstała kładąc drżące dłonie na blacie stołu.
-Dlaczego? Dlaczego mi to robisz? – pytała. W oczach stanęły łzy, które po chwili rozbiły się na blacie stołu.
Z hukiem i łomotem, rażąc siedzących odłamkami. Bo to były Kryształowe Łzy.

Ojciec uchwycił ją za dłoń, która ona odepchnęła
Z liścia mu! I z dyńki!
Stołem go, stołem!!!

- Wiesz dobrze, że chcę sama wybrać sobie miłość, ale ty mi na to nie pozwoliłeś!
Bo teraz, gdy zasugerowałeś mi męża, już nigdy w nikim się nie zakocham!!!!!!!!!!!11!!
A już na pewno nie w hipotetycznym mężu, nawet jeśli będzie miły, przystojny i bogaty!!!

Wybrałeś za mnie męża. Tato mam dwadzieścia dwa lata, jestem już starą panną dosyć dorosła, abym odpowiadała za siebie. Masz mnie nadal za ta małą dziewczynkę? – zapytała.
Ja zawsze myślałam, że to z dorosłymi córkami rozmawia się o małżeństwie, nie z małymi... no ale co kto lubi.
No nie wiem, może panna gustuje w pedobearach i innych Romanach P.? Oni chyba wolą młodsze...

-Robię to dla twojego dobra, jesteś moją jedyną córką, dla której zrobię wszystko, aby była szczęśliwa. A Neji to dobry chłopak, zapewni ci dobytek, szczęście, a także dużo dzieci ile zapragniesz. – mówił miło, z przekonaniem. Chciał, aby córka przejrzała na oczy, że może być z Hyugą szczęśliwa, lecz ona tego nie przyjmowała do wiadomości.
Jakoś mnie to nie dziwi. To by wymagało od niej tzw. rozsądku. Znaczy, nie mówię, że ma się na wszystkie plany ojca bezrefleksyjnie zgadzać - ale może na przykład spróbować go zrozumieć i przekonać do swoich racji zamiast stosować instant foch & darcie mordy?

-Tylko, że ja tego nie chcę. – wyjąkała zalana łzami – Nigdy nic nie mogłam sama robić, zawsze ktoś był przy mnie, a gdy chodzi o miłość, chciałam się usamodzielnić i dobrze wybrać, ale musiałeś za mnie wybrać. Jak wszystko inne!
Nawet smaku płatków na śniadanie nie mogłam sama wybrać!
Toż on jej męża wybiera, a nie Tru Loffa, na litość!
BTW - Wy też starannie wybieracie osoby, w których się zakochacie? Ja tak robię cały czas!
Ja wymagam, aby przedstawili mi swoje CV ze szczególnym uwzględnieniem tego, czy lubią: koty, książki i... no dobra, całą masę innych rzeczy.
I czy mają szczepienie przeciw wściekliźnie.
W etapie drugim robię im psychotesty, a w finale jest egzamin praktyczny. ]:->

– wypowiedziała ostatnie zdanie głośniej, nie dokończając śniadania ruszyła do swojej sypialni.
No, nie dokończyła śniadania, what a drama. Teraz jeszcze powinna pójść spać.
No przecie idzie do SYPIALNI! ;>

Przeszła przez pokład i weszła do swojej kajuty, usiadła przy okrągłym oknie, gdzie wpatrywała się w fale robiące przez okręt i horyzont,
Fale robiące CO przez okręt i horyzont? Fikołki?
Zapewne. Skoro okręty mogły brykać po oceanie...

na którym nic nie mogła zauważyć, żadnego lądu, żadnego innego okrętu, była jedynie woda.
I pewna ilość zwierząt. W końcu to ocean.

Rozmyślała, nad tym co zrobiła, na krzyczała na swojego ojca, że chciał ją wydać z dobrych intencji, ale ona tego nie chciała, pragnęła sama znaleźć sobie prawdziwego mężczyznę, który zawładną by jej sercem i przywłaszczył dla siebie, tylko dla siebie, i nie oddał jej już nikomu.
Tak, wszyscy kochamy tych naszych zaborczych, chorobliwie zazdrosnych despotów, którzy kontrolują każdy aspekt naszego życia i związek rozumieją jako nadanie im praw własności. Haha, nie.
Aha, czyli fajny facet, wybrany przez ojca = “NUUUU!!!!!111!!!1!” ale nieznany facet o zapędach psychopatycznych = “YESYESYES!!!”?

Łzy ciekły po policzkach, próbowała je powstrzymać, ale nie potrafiła, wycierała co chwilę wierzchem dłoni. Nie ma ochoty brać ślubu, musi się z tego jakoś wyplątać. W tej chwili wiedziała gdzie płyną – do miasta Konoha, aby spotkać się z swoim narzeczonym,
Cała załoga ma swego narzeczonego w Konoha? Któż to taki, Bohun - "kochanek wszystkich kozaków"?
Niiieeee, to pewnie taka metafora, że ona płynie tam jako reprezentacja swojego ludu, żeby ożenić swój kraj z jego... czy coś.

a bardzo chciała być wolna. Czyżby ten czas minął? Gdyby ktoś przyszedł z pomocą, aby nie brać tego ślubu!
Jak uparty bębna ton
Moim mężem ma być on
Czy sen najcudowniejszy zgasł?
Czy wciąż mi dajesz
Panie mych marzeń
Ten za łukiem rzeki świat...

Ona nie może, nie kocha go i tyle, a bez miłości nie wyjdzie za mąż. Wstała i ruszyła przed siebie, wytarła pozostałości od łez,
Ciekawe, czym ona płacze tym razem, że łzy zostawiają jej na twarzy warstwy osadowe?
Sól się jej skrystalizowała, ani chybi.
Albo tak naprawdę wytarła się ze smarków, wywołanych długim rykiem, a te “łzy” to taki eufemizm jest.

musiała porozmawiać ze swoją przyjaciółkę, o tym całym zajściu. Weszła z kajuty,
...a Kalevatar weszła z siebie...
A ja - dla odmiany - wyszłam, bo chamstwa nie zniesę.

w której przesiadywała przyjaciółka, miała długie granatowe włosy i białe oczy, wpatrywała się na horyzont.
Ta kajuta się wpatrywała. Boru. Czego dodają do wody na tym statku? Też chcę.Nie no, wpatrywać się jeszcze mogła - za okno od biedy może przecież robić bulaj. Mnie bardziej interesuje, gdzie ta kajuta miała włosy.

Przeniosła wzrok na przyjaciółkę, która stała w drzwiach, ze łzami, ruszyła w kierunku różowo włosej. Przytuliła ją do siebie.
-Powiedz mi co się stało? – zapytała, martwiła się o nią, nie lubiła jak Sakura płakała, a w dodatku przy niej. Podeszły do łoża
Stojącego pomiędzy kortem tenisowym a polem golfowym, czyli standardowym wyposażeniem pasażerskiej kajuty.

i usiadły na meblu, Sakura nadal płakała.
-Hinata mój ojciec chce mnie wydać za mąż, za twojego kuzyna Nejego. – wypowiedziała, a łzy leciały po policzkach rozbijając się na materiale czerwonej sukni.
BUM! PLASK! JEBUT!
(Ona nie płacze kryształami - mnie to bardziej wygląda na miniaturowe bomby...)
Albo przepiórcze jajka.

-Sakura. – powiedziała, i uśmiechnęła się. – Mój kuzyn nie jest taki zły. Zastanów się co chcesz tak naprawdę w życiu, masz już 22 lata, wiem, że pragniesz miłości wielkiej, ale ile zamierzasz na nią czekać, nie przyjdzie nie oczekiwania.
Najpierw obwieści i otrąbi ją herold, potem przejdzie procesja kupidynków, a na samym końcu nadejdzie TRULOFF w pełnej chwale.
A z ust jego będzie wychodził miecz obosieczny, ostry. I chór wielkim głosem zakrzyknie "WTF?!".
Ostatecznie może być też tak jak z tym gościem, co (kiedyś) przyjeżdżał i sprzedawał ziemniaki z ciężarówki. Stawał na ulicy, pod kamienicami i się darł “Kaartoooofleeeee!”. Tylko że ten nie będzie miał w ciężarówce ziemniaków, i będzie krzyczał “Truuuloooweeeer!”
Taaaanio sprzedam! Mało używany przez niepalącą właścicielkę! Garażowany!

Powinnaś wszystko przemyśleć dokładnie! – powiedziała głośniej – I nie płacz już, nie z tego powodu, wiesz, że boli mnie jak płaczesz. Nie rób tego więcej, nie przy mnie.
W samotności rycz ile chcesz, to mi nie robi. Ale przy mnie nie, nie lubię tego.”
Ludzie, patrzcie i podziwiajcie - przyjaźń idealna. :/
– uśmiechnęła się. Sakura odwzajemniła uśmiech, (...) musi wszystko przemyśleć, ale nie tu nie przy niej. Sama, najlepiej w cieszy, ale już jej nigdzie nie znajdzie, głosy w głowie były tak głośnie, że nic nie zdoła jej wyciszyć...
No tak, głosy w głowie... Pamiętaj - jeśli zaczną namawiać cię do podpalania kościołów/krzyżowania dziewic/startowania w wyborach prezydenckich, skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

-Dziękuję ci. Wybacz mi, pójdę gdzieś to wszystko przemyśleć – wypowiedziała wstając i ruszyła do wyjścia, usłyszała jedynie potaknięcie i wyszła z kabiny granatowo włosej.
Ej no, i nie dowiem się, gdzie ta kabina miała włosy? :(
A ja, jaki dźwięk wydaje potaknięcie?

Zeszła po schodach i stała na pokładzie wpatrując się w horyzont, gdzie nic nie zauważyła,
Nieba i oceanu też nie było?
A pewnej ilości zwierząt?

ale niebo (nooo, czyli jednak COŚ było!) wyglądało dziwnie tak przerażająco, jakby miało się coś stać,
A co, galopowało po nim na koniach tych czterech miłych panów i wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów?
A na czole jego wypalony jest znak ostatecznego i wszetecznego kurestwa?
Tak czy siak, miałam nosa z tym mieczem.

a wiatr wiał coraz szybciej, niosąc ich odrobinę szybciej.

Sakura spojrzała w taflę wody, która obijała się o drewno, po policzkach ciekły łzy (Komu? Tafli wody? Temu drewnu?), zauważyła ojca, który rozmawiał z ojcem Hinaty, nie chciała z nim teraz rozmawiać po tym co zrobił z jej przyszłym życiem, zniszczył je całe, a sama wszystko chciała ułożyć. Ułożyć szczęście, a przy tym miłość.
Taaaa, powodzenia. I krzyżyk na drogę.

Westchnęła ciężko, łza spadła w ocean, gdzie zmieszała się z wodą, pozostawiła po swojej podróży jedną rzecz - łzę – smutku, nieszczęścia i wściekłości.
Pozostawiła po swoim życiu jeden, jedyny ślad w postaci kropli łez w oceanie. Tak, moi drodzy, to jest właśnie exegi monumentum na miarę sakurzych potrzeb i możliwości.

Spojrzała się przed siebie. Na horyzoncie zauważyła okręt, który płynął z wielką prędkością w ich stronę, przyglądała się dokładniej, przeniosła wzrok na flagę. Źrenice powiększyły jej się, i lekko drgnęła. Nie spodziewała się, że kiedyś w życiu jakiegoś z nich spotka, a tu nadążyła się okazja.
Uff, to dobrze, że nadążyła, bo mogła nie zdążyć!
Po rozmiarze zdumienia i nadziei wywołanych pojawieniem się tego statku można by przypuszczać, że oto nadpływają przynajmniej Women on waves...

Flaga na maszcie, była czarno biała, z czaszką na środku, przymknęła i otworzyła powieki.
Flaga z oczami.

Piraci, pomyślała.
Myśląca flaga z oczami. O boru...

Rozdział pierwszy
Patrzyła przez okno. Teraz chciała być sama. Chciała wszystko przemyśleć na spokojnie. I wtedy usłyszała jakiś hałas i krzyki. Zaciekawiona wstała i ruszyła w kierunku wejścia na pokład.
Otworzyła drzwi. Po chwili znalazła się na pokładzie. Rozejrzała się. I zamarła. Zobaczyła statek piracki. Piraci! przemknęło jej przez głowę.
Ma rację! - pomyślał Stirlitz.

- Do abordażu! - usłyszała. Po chwili cała zgraja piracka była już na ich statku.
Eee a załoga ich statku tylko stała, gapiła się i czekała, aż piraci do nich podpłyną i zajmą statek, tak? Nie bronili się, nie strzelali z armat...? Zresztą, po co ja w ogóle zadaję takie pytania...
Właśnie, po co? Oni wszyscy też tylko czekali, aż Sas... tfu, kapitan piratów zabierze wreszcię tę dziewuchę w diabły.

Wszyscy zaczęli biegać po pokładzie.
- Sakura! Idź po pokład! - usłyszała krzyk ojca. Ale ona nie miała zamiaru go słuchać.
- Sam sobie idź! Skąd mam niby wiedzieć, gdzie go położyłeś! - warknęła.
Wyobraziłam sobie Sakurę silnym szarpnięciem wyrywającą piratom pokład spod nóg.

***
Jego załoga w mig pokonała ludzi gubernatora. Teraz napawał się tym zwycięstwem.
Eee ale kto się napawał, gubernator?
No. Już dawno tak porządnie po dupie nie dostał.

Gruba ryba pomyślał i podszedł do ubranie bogato mężczyzny.
I skąąąąd naadpłyyyywaaaa
Coo pooowieee ryyybaaaa
Kieedy Cięęę zdyyybaaaa...

- Co my tu mamy? - przejechał mieczem po jego ubraniu. Widział w jego oczach strach. - Bogaci mają wszystko. Pieniądze, wygodne życie. Rządzie krajem jak chcecie. (Też się zgadzam, że od rządu lepszy byłby nierząd.) Dbacie tylko o siebie. Gnidy lądowe. - splunął mu pod nogi.
A on to, przepraszam bardzo, wszystkie swoje łupy przekazuje ochronkom dla sierot?

Dziewczyna widząc to zacisnęła pięści. Jak on śmie.
- Jak śmiesz obrażać mojego ojca? - usłyszał melodyjny głos. Odwrócił się. Napotkał spojrzenie zielonych oczu, w których płonął gniew. Wyglądały jak dwa szmaragdy. Różowe włosy spięte w kitkę.
Też jak szmaragdy? Czy może też płonęły? :P

Ubrana w zieloną suknię z głębokim dekoltem. Duże piersi, szczupła, długie nogi. Zlustrował ją od dołu do góry. Pospolita taka. Widział piękniejsze kobiety. Żadna z niej piękność pomyślał.
- A co niby takie chucherko jak ty może mi zrobić? - zakpił z niej.
- Przygniotę Cię moimi dużymi piersiami i uduszę!

- Ty. - warknęła. - Zaraz to odszczekasz. - dodała. Ojciec widząc co święci krzyknął:
- Sakura nie rób tego! - nie posłuchała go. Wydobyła szablę od blisko stojącego mężczyzny.
Oho, ja też widzę, co się święci. Laska zaraz objawi swój nadzwyczajny skill w szabli i upodli Sasuke na oczach jego załogi, przez co on zapała do niej podziwem i Tru Loff. Albo stanie się cokolwiek innego, ale Tru Loff będzie obowiązkowo. Nic tak nie zbliża ludzi jak porządne obsobaczenie czyichś rodziców.

- Pożyczę na chwilę. - powiedziała. - Wyszła z tłumu.- Wyzywam cię na pojedynek. Jeśli wygrasz weźmiesz wszystkie bogactwa. A jeśli przegrasz zostawisz nas w spokoju i odpłyniesz.- Jedyną odpowiedzią był jego śmiech.
Jakoś mu się nie dziwię. Teraz powinien przerzucić ją przez ramię i zawlec do kajuty w celu wychędożenia, podczas gdy jego załoga będzie plądrować okręt - ale to oczywiście wizja zbyt piękna, aby miała się sprawdzić...
Właśnie. Jaka szkoda, że laska nie zadała sobie pytania "Co konkretnie powstrzyma go przed zabraniem wszystkich fantów i zabiciem załogi niezależnie od jej opinii w tej sprawie?".

Albo była głupia lub odważna.
Nie, nie "albo". Po prostu głupia.

Nie dość, że wyszła wymachując tym śmiesznym mieczykiem. To go wyzywa na pojedynek i stawia warunki.
A narrator stawia kropki nie tam, gdzie powinien - to jest chyba gorsze.
A to, że wielki kapitan piratów nie odróżnia szabli od miecza?

Głupie dziewczę! pokręcił głową. I wtedy ból na prawym policzku. Dotknął twarzy.
Ten ból dotknął twarzy, dobrze rozumiem?
Taak. Bo ten ból zazwyczaj siedział mu na policzku, schowany w worach pod oczami.

Spojrzał na dłoń, na której dostrzegł swoją krew.
Krew ex machina? Dobrze w takim razie, że to jego, a nie czyjaś (ciekawe, po czym poznał?), bo mógłby mieć jazdy jak Lady Makbet:
Precz, przeklęta plamo! precz! mówię!
Ciągle ten zapach krwi! Wszystkie wonie
Arabii nie odejmą tego zapachu z tej małej ręki.

Wściekł się. Jak ta mała zołza mogła go zranić. Pożałuje tego.
- Niech ci będzie. - dobył szpady.
- Sakura nie rób tego. - usłyszała głos przyjaciółki.
- Nie martw się Hinata. Wiem co robię. - rzekła. Zrobiono miejsce.
Znaczy się co, posypano pokład piaskiem, żeby walczący mieli namiastkę pojedynku na ubitej ziemi?

Oboje patrzyli na przeciwnika.
Myślałam, że oni mają walczyć ze sobą, a nie razem przeciwko jakiemuś trzeciemu gościowi. Ech, to dopiero pierwszy rozdział, a ja już się gubię...

Teraz różowowłosa mogła przyjrzeć mu się uważnie. Czarne włosy i oczy, które patrzyły na nią z wściekłością. Ubrany był w białą koszulą rozpiętą pod szyją i czarne spodnie. Wyglądał jak typowy uczeń na zakończeniu roku szkolnego pirat.
A co, wszyscy piraci noszą białe koszule i czarne spodnie? Hm, myślałam, że to raczej standardowy ubiór każdego, kto idzie na oficjalne spotkanie, a nie pirata, ale ja młoda jestem, niewiele jeszcze wiem o świecie.
Jeśli "wyglądał jak pirat", to pewnie miał opaskę na oku, bujną brodę, drewnianą nogę i papugę na ramieniu. No w każdym razie mnie się z tym pirat kojarzy.

Kobiety za nim na pewno szaleją, ale ona nie.
Twarda jest. Ja bym się z miejsca zakochała w zbirze, który napadł na mój statek i prawdopodobnie zabije całą załogę, wraz z moją rodziną.

Zwykły szowinista dbający o siebie oceniła.
Bo większość piratów to romantyczni altruiści, prawda.
W ogóle co jest złego w dbaniu o siebie? Znaczy, w tych wszystkich saunach, pedicure'ach, maseczkach i balsamach? Ja tam lubię, gdy ludzie o siebie dbają. :)

Rozpuściła włosy, które tańczyły wokół jej twarzy.
Aha, to pewnie po to, żeby lepiej widzieć każdy ruch przeciwnika. Przecież nic tak nie poprawia widoczności, jak włosy, które przy byle podmuchu zasłaniają ci twarz oh wait.

Zaczęła się walka. Odpierała ataki i robiła uniki. Nie da się łatwo pokonać. O nie. Zaatakował zaciekle obroniła się. Nie zrobił na czas uniku. Kolejna rana na prawym policzku.
Przepraszam, czemu ona mu robi darmowe golenie, zamiast np. celować w serce, albo w szyję, albo pod żebra, albo gdziekolwiek, gdzie by mu mogła zrobić większą krzywdę?
Oj no bo ona się tak z nim tylko droczy. To jak gra wstępna na kilka dni przed seksem właściwym.

Teraz ona. Nieuwaga i przeciął jej sukienkę. Widać było jej gorset.
Straszne.
Noo... przy tak morderczej zaciekłości, jaką oboje przejawiają, za moment pozabijają się jak nic.
Huh, on przynajmniej coś z tej walki ma...

Ten uśmiechnął się kpiąco.
Gorset się uśmiechnął. Fakt, Sakura wiedziała, jak rozproszyć przeciwnika.

Załoga przyglądała się jej z podziwem. Nigdy nie widzieli by ktokolwiek zranił kapitana bądź mu dorównywał.
A ona mu dorównała? Jak na razie macha mu tylko wściekle bronią koło twarzy, to i draśnie czasem.
Ona chyba źle odczytywała powód tego podziwu - po prostu załoga już od baardzo dawna nie widziała baby, a tu się trafiła nie dość że młoda, to jeszcze z cycem na wierzchu.

I wtedy to się stało. Zły krok.
Cóż, był film Killer Condom, to może być i Złe Krocze, czemu nie. Nawet bym obejrzała.

Wykorzystał to i wytrącił jej szablę z ręki, która wbiła się w pokład.
Ta ręka się wbiła. Paznokciami, jak mniemam.

Zadowolony stanął za nią i przyłożył swą szablę blisko jej gardła.
Tej ręce przyłożył. Hmm, ręka posiadająca gardło to byłoby chyba spełnienie snów większości facetów...
Pewnie tak - ale mnie bardziej interesuje to, że Sasuke zaczynał pojedynek ze szpadą, a skończył z szablą.

Poczuła zimną stal na szyi.
- Świetnie walczyłaś. Ale przegrałaś. - szepnął jej na ucho. Nie drgnęła. Schował miecz.
O, kolejna transformacja broni. Ciekawe, czy potrafi też zmieniać pałasze w lemiesze.
Ja tam bym wolała starą, dobrą przemianę ołowiu w złoto.

- Zgodnie z umową biorę wasze pieniądze i kosztowności. - gdy wszystko zostało przeniesione na jego statek. Przerzucił sobie Sakurę przez ramię:
- Te dwie weźmiemy jako bonus. -
No i tak powinien zrobić na samym początku. Ale nic to, przynajmniej się ogolił.
Te dwie? Dwoiło mu się w oczach, czy po prostu miał na myśli cycki Sakury?

złapał linę i przefrunął by po chwili znaleźć się na "Czarnej Róży". Naruto przyprowadził Hinatę. - Ruszamy! - krzyknął.
- Nie! Tylko nie moje dziecko! Zostawcie je! Ono nawet nie ma płci! - krzyczał gubernator.
Krzyczeć to ty sobie możesz - i tak wiemy, że robiłeś wszystko, żeby się jej pozbyć. Inaczej byś podjął jakiekolwiek środki, by walczyć z wrogiem. Mógłbyś na przykład wezwać załogę do pomocy, albo co. Armaty też nie służą do ozdoby. Bo nie wmówisz mi, że nie mieliście żadnej broni - KAŻDY statek, jaki pływał po niebezpiecznych wodach, jakąś miał.
Ee tam, ma za swoje. Trzeba było pilnować córki, zamknąć ją w kajucie albo co, a nie pozwalać jej na odstawianie występów artystycznych przed bandą zbirów.

Patrzyła jak z statek i jej ojciec oddalają się. Gdy byli dostatecznie daleko postawił ją, ale nadal trzymał mocno w talii.
A co, bał się, że wyskoczy przez burtę prosto w odmęty oceanu?

Szarpnęła się.
- Uspokój się.- nadepnęła mu na nogę. Ten puścił ją.- Oszalałaś?! - pomasował bolącą stopę.
- Ałaaaa! No weź ty noooo, co tyyy mi robisz, noooo?! - załkał, delikatnie kręcąc bioderkami i trzepocząc rzęsami. - To są balerinki od Dolce&Gabbana, pobruuudzisz miiii!
Powinien jej w rewanżu strzelić ze stanika. Jak mają być końskie zaloty, to na całego!

- To przez przypadek. - uśmiechnęła się złośliwie co oznaczało, że zrobiła to specjalnie.
Och, ty mistrzyni podstępu.

I wtedy wpadł mu do głowy pomysł. Wyprostował ją.
Tę głowę. (O matulu...)
Albo Sakurę. Założył jej pajączka.

- Nie będę rozmawiać z bandą szumowin.- oznajmiła krzyżując ramiona.
- Nie masz wyboru. - ta tylko prychnęła.- Kiba, Lee zamknijcie je w kuchni.
Je? Sakura ze złości wyszła z siebie i stanęła obok i teraz są dwie Sakury?
Boru, uchowaj. Wolę wersję, że on wciąż mówi o jej cyckach.

Może tam spokornieje? Ugotuj tylko dobry obiad? - usłyszała jeszcze.
On ją PYTA o to? Ja dobrze widzę?
Resocjalizacja metodą "Do garów, kobieto!". :/

Zaprowadzili ją do małego pomieszczenia, gdzie stało pełno brudnych garnków i talerzy. Śmierdziało tutaj. Kiedy oni tu sprzątali? pomyślała. I ona ma tu pracować?
Jak oni tak mogą! Niech tylko SANEPID się o tym dowie!
Czekajcie, bo ja czegoś nie chwytam: laska uważa się za dorosłą i niezależną, chciała sama ułożyć sobie życie i gdy jej dobry, troskliwy ojciec chciał jej wybrać męża, był wielki hejt, płacz i bunt - a gdy obcy facet każe jej gotować i zmywać, ona zżyma się tylko na to, że dookoła jest brudno?!
Przecież mówiłam, że ona leci na zaborczych psychopatów.

Mężczyźni zamknęli za sobą drzwi.
- Ale tu cuchnie. - Hyuuga otworzyła okno.
- Mówiłam ci. I teraz jesteśmy więźniami piratów.- mruknęła tamta.
- Ok. Moja wina. Ale nie będę im gotować. Nie zamierzać być ich kuchtą i sprzątaczką.
Co najwyżej mogą mnie regularnie gwałcić.
I rozmarzyła się troszeczkę.

- usiadła na krześle. Umiała gotować, ale nie będzie. I wtedy wpadła na pomysł. Uśmiechnęła się złośliwie. Wstała.
- Zmieniłam zdanie. - odezwała się. Chce posiłek to będzie go miał przemknęło jej przez myśl.
Jest nocia. Miyako-chan.
I jest rocznica! Kalevatar i Pigmejka.



czwartek, 21 lipca 2011

Maniakalni sadzacze spacji, czyli co ja robię tuuu...? - cz. II


Witajcie!

Tak naprawdę wszyscy wiecie, czego należy spodziewać się po tffforach zmierzchopodobnych, a ten aktualnie analizowany jest tak uroczo kanoniczny, że w zasadzie pisanie wstępniaka wydaje się niepotrzebne. Jednak by tradycji stało się zadość, przybliżę, co czeka Was w dzisiejszej części.
- spacje (wszędzie)
- przecinki (tylko tam, gdzie ich nie powinno być)
- zamęt grubymi nićmi szyty (ogólny)
- absolutne zgąbczenie mózgu (Belli)
- rozterki duchowe Edwarda (bardzo głębokie)
- gustowanie Rocku i Puncku (trudno powiedzieć).

I wiele, wiele innych.
Indżojcie!


Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.


Spojrzałam na zdjęcie jeszcze raz „Nie , to nie możliwe” . Na zdjęciu byli wszyscy Cullenowie i ja. Mała 5 latka (w odróżnieniu od dużej pięciolatki) w brązowych loczkach z brązowymi oczami.
Loczki z oczami? Dalibór, co ona, Meduza?!

Siedziałam na kolanach Emmeta. Zdjęcie zrobione 12 lat temu , ale tylko ja się zmieniłam oni byli tacy sami. Zaczęłam kojarzyć fakty: anielska uroda , złote oczy , zimna skóra , nigdy nic nie jedli , ani nie pili. Tylko jedno przyszło mi na myśl
Michael Jaskson?!
Maniakalni sadzacze spacji przed przecinkami?

wampiry.
Eee... mało oryginalne.
*ziew*

Przeraziłam się ale nie dlatego , że z nimi mieszkałam. Nasunęło mi się pytanie „Co ja mam wspólnego z wampirami” ,
No jak to co? Kuchnię przecież. I pokój dzienny.
I jesz z ich talerzy, śpisz na ich łóżku, oglądasz ich filmy na ich odtwarzaczu DVD...

mam im ufała ale czy wiedział kim są ?
Ten mam czy wiedział?
Albo wiedziała. Kimkolwiek jest mam, najwyraźniej jest zmiennopłciowe.

Nie stop , to tylko głupi sen jak tylko się obudzę wszystko zniknie.
Mam dziwne wrażenie, że podobne zdanie powtarza sobie co dnia wielu kierowców na polskich drogach. Źle ustawionym znakom „Stop” mówimy stanowcze nie!

Zamknęłam oczy i zasnęłam.
Truizmem będzie wspominanie o blogaskowej narkolepsji, prawda?
Rozbraja mnie kanoniczność tego opka.

Gdy się obudziłam była 9 . Niebo było pochmurne ale nie padało.
To dobrze. Niebo spadające na głowy byłoby czymś zdecydowanie mało przyjemnym.

Wstałam , pierwsze co rzuciło mi się w oczy , to książka leżąca na szafce nocnej. Podniosłam ją i znów je zobaczyłam.
Te... litery. Brrrr!

A więc to nie był sen. I co teraz przyznać się , że wiem, czy może udawać , że nie wiem .
Mam lepszy pomysł:
PRZESTAŃ, KRWA, SADZIĆ TE SPACJE PRZED ZNAKAMI INTERPUNKCYJNYMI!

A co jak powiem prawdę typu „Hej wiem kim jesteście , ale nie musicie się martwić nikomu nie powiem” W 97% zostanę przekąską , nie wyglądają na morderców.
Albo jest to zapis tego, że boCHaterka cierpi na rozdwojenie jaźni, albo też coś wygryzło ze zdania związek przyczynowo-skutkowy.
Nie no, to MA sens. Morderca tylko zabija, a nie zjada swoją ofiarę. A oni jej najwyraźniej wyglądają na zombie pożeraczy mięsa, a nie na zabójców.

Choć Edward i te jego czarne oczy , na sama myśl przeszły mnie ciarki.
Oczi cziornyje, oczi diwnyje,
oczi strasnyjee i priekrasnyje!
Kak bajus' ja was, kak ljublju ja was

Ja uwidieł was w niecharoszij czias.


Lararira, lalalala, lalalala, lalalala *nuci*Ołje, ołje! *przygrywa na tamburynie*

Może to on odwala brudną robotę w rodzinie.
Znaczy się co - sprząta? I od tego ludziom oczy czarnieją? Wow!
*rzuca się po odkurzacz*
Tyle kasy zaoszczędzę na soczewkach!
Albo może tylko czarnoocy są mordercami? Hmm... ale podobno nie ma ludzi stricte czarnookich...

Nie , nie mogę tu o tym myśleć , muszę gdzieś wyjść na spacer tam wszystko przemyśle. Ubrałam się w ciepłe dresy , zabrałam plecak. W kuchni spakowałam trochę prowiantu i dużą wodę mineralną.
Ona idzie na spacer czy na kilkugodzinny maraton po lesie z grupą Dresów Wędrowniczków?

Zjadłam płatki i zostawiłam karteczkę „ Nie martw się Esme , poszłam w góry , będę trzymać się szlaków wrócę przed 16 ”
Ciekawe, czy niedźwiedzie i pumy też zostawią karteczkę przy jej zwłokach.
W stylu „Tu byłam, puma. PS. Dziękuję za obiad.”

Ubrałam kurtkę i wyruszyłam na wycieczkę. Obiecałam sobie , że dopóki nie znajdę jakiegoś spokojnego miejsca na rozmyślania , to nie będę myśleć o wampirach , o przepraszam raczej o Cullenach .
Mam rozumieć, że to synonimy? Wampir - Cullen, Cullen - wampir, nosferatu - Dracula - Orlok - Carlisle? A TFU!
Weź nie obrażaj Nosferatu, co? :P

No dobra , a teraz gdzie ja mam iść. Alice wspominała , że zaraz przy szlaku , jest sklep Newtonów , z artykułami sportowymi i turystycznymi. Po 20 minutach drogi , zobaczyłam niewielki drewniany budynek.
*dosypuje garściami przecinki, a co tam - gorzej już nie będzie*
*bierze spacje i cierpliwie wydłubuje je spomiędzy znaków interpunkcyjnych, po czym odkłada ich truchełka do specjalnej trumienki*

Weszłam do środka . Podeszłam do lady , przywitał mnie chłopak o blond włosach , z pedantycznie ułożoną fryzurę.
- Cześć jestem Mike. Pomóc Ci w czymś.
Kaskader Mike? ]:->

- Tak , potrzebuje mapki okolicznych szlaków.
- Hmm... Ten przewodnik będzie najlepszy. Lubisz chodzić po górach.
- Nie wiem , szczerze to będzie mój pierwszy raz , od jakiś 10 lat
A, to powodzenia. Nawet puma nie będzie potrzebna, laska sama się wykończy.

(…) Wyszłam ze sklepu , szlak zaczynał się już po drugiej stronie .
Tego sklepu? Czy po drugiej stronie = zaoszczędziła czasu i pumie, i górom, i sama się przekręciła?

W momencie gdy weszłam na drogę , myknęło mi przed nosem jakieś srebrne „coś”. Odwróciłam się samochód zwolnił. To srebrne coś, okazało się być srebrnym volvo.
Przed nosem myknęło jej srebrne volvo? I co jeszcze, koło ucha przeleciał Boeing 737?
Też srebrny. To ważne.

Otworzyłam przewodniki i ruszyłam na szlak.
**** Punkt widzenia Edwarda ***
TAK!!! ***odhacza w kajeciku*** Już tylko samotna łza i będzie komplet!

Polowałem przez 3 dni w Denalii , miałem już tego dość ,
No, kto to widział, tak przez trzy dni żreć bez opamiętania.
Po ilu litrach krwi brzuszek Edwarda się uśmiechnie?

jak na złość trzeciego dnia dopadła mnie Tanya ,ze swoim kazaniem , że to z nią będzie mi najlepiej. On mnie kocha i uważa , że gdybym ją lepiej poznał , też odwzajemniłbym jej uczucie. Znam jej myśli , nie jest to uczucie tak silne , jak to którym darzę Belle.
Nie okazuję jej tak strasznej, morderczej pogardy. Ledwie ją lekceważę.
Ona po prostu nie ma chęci opleść się jak psychopatyczny bluszcz wokół osoby, którą ledwo zna.

Z resztą , nie mógłbym pokochać Tanyi jest jeszcze bardziej pusta niż Rose ,
Zapomniałeś dodać, że obie są tępymi plastikami czy coś tam w tym stylu.
I pewnie chodzą w różowych ciuszkach.

ona jeszcze przynajmniej wie czego chce , jest jak sadzawka z kilkoma niespodziankami , a Tanyia jest jak głęboka studnia bez wody.
Znaczy - głęboka jest, ale nie zamoczysz? Faktycznie, Edziu - dla Ciebie bezużyteczna.
A Bella jest jak sadzawka z pijawkami, ślimakami, zaskrońcem, starą oponą i rozbitą butelką? To... słodkie.

Nie o czym ja myślę , nie mogłem zakochać się w Belli , to nie możliwe. Jednak przez te wszystkie dni , miałem przed oczami jej obraz. Te piękne czekoladowe oczy , wpatrujące się we mnie ze strachem i przerażeniem. Nie mogłem sobie tego wybaczyć.
Dlatego warczałem na jej widok i raczyłem ją spojrzeniem zarezerwowanym dla gnijących resztek wygrzebanych zza zlewozmywaka. Oczywiście.
Oraz mamy dowód, że Edzio JEST psychopatą: rajcuje go jej przerażenie.

Widziałem , jak strach ją paraliżował. Co mam zrobić , żeby mi znów zaufała.
No bez kitu, kolego - rób tak dalej, a dziewczyna przejdzie przez obawę, nerwicę, psychozę i zbliży się do zaufania od przeciwnej strony. Genialne, prawda?
Kilka drobnych rad:
- bądź miły
- nie zjedz jej
- możesz kupić jej kotka
- jego też nie zjadaj.

Nie stop, o czym ja w ogóle myślę.
Fakt. Przynajmniej "Uwaga, dzieci", a już najpewniej "Zakaz wjazdu".
A jeśli pojawi się wilkołaczek Jacob, to będzie “Ustąp pierwszeństwa”?

W środę w nocy zadzwonił do mnie Jasper , co mnie zaskoczyło , bo zazwyczaj to Alice , nękała moje chwile samotności.
Goniła je z miotłą i muchozolem.
Biedne, nękane chwile. *głaszcze chwile po umęczonych główkach*

Nawrzeszczał na mnie ( co było dość dziwnym zjawiskiem w moim życiu ,bo nasz opanowany Jasper nigdy nie krzyczy )
W takim razie to było dziwnym zjawiskiem w życiu Jaspera, a nie twoim... ale rozumiem, że wszystko musi się obracać dookoła ciebie. No nic, kontynuuj.

i kazał wracać do domu. Powiedział , że juz nie wytrzyma dłużej widoku jej smutnych oczu , ciągłego zamartwiania się i obwiniania o mój wyjazd. Oczywiście pierwsze co mi przyszło na
myśl , to Alice , bo w czyjej innej sprawie mógł sie fatygować telefonem do mojej osoby.
O, jest nawet „moja osoba”. Kocham tę skromność blogaskowych bohaterów, no kocham.

Zaskoczył mnie stwierdzeniem , że nie chodzi o Alice tylko o Belle. No to pięknie pomyślałem , doprowadziłem do tego , że biedna dziewczyna obwiniała się o coś czego nie zrobiła . Nie była ani w 1% winna temu , że wyjechałem , nie miała z tym nic wspólnego.
Zaraz, a co z „muszę się od niej trzymać z daleka, ale czy rzeczywiście będę potrafił, czy znajdę w sobie tyle silnej woli”? Mam rozumieć, że to tylko taka ładna ściema, żeby móc swobodnie się poszlajać po okolicy?
Zaczynam wątpić. Może to chodzi o jakąś inną Bellę? Na przykład ?
(BTW, dramatyczna historia o zakazanej miłości wampira do podpaski byłaby... odświeżająca po całej tej sztampie, jak sądzę.)

Bo to nie jej wina , że tak słodko pachnie , w dodatku fascynowała mnie ,
Masz ci los, teraz nie mogę pozbyć się myśli, że chodzi mu o tę podpaskę.

nie znałem jej myśli. Pragnąłem w tej chwili ja przytulić , pocieszyć wszystko wyjaśnić , ale nie mogłem na to pozwolić .
Chce, ale nie może pozwolić... oh well, czyli jednak nie Bella, a Edzio ma rozdwojenie jaźni.

Dojeżdżałem już do Forks , minąłem jakąś dziewczynę , wychodząca ze sklepu, gdzy zwolniłem zobaczyłem , jej odbicie w lusterku , to była Bella. Co ona tu robiła ?
Eee... zakupy? A może już nie wolno jej opuszczać tamtego domu, co?

Czy nikt jej nie uświadomił , że idąc sama w góry naraża się na niebezpieczeństwo. Szybko odgoniłem tę myśl , jest inteligentna nie poszłaby sama w góry , pewno zwiedza tylko okolicę. Dojechałem do domu nikogo nigdzie nie było , no tak normalny dzień pracy. Wszedłem do kuchni na lodówce była napisana karteczka od Belli do Esme . Och no pięknie i co teraz , zostawić ją , czy może iść ją szukać.
Usiądź ty lepiej chłopcze do podręcznika gramatyki. Mówi się „JEJ szukać”, a nie „JĄ”.

W tym momencie , komórka zawirowała w mojej kieszeni. Sms od Alice „ Nie martw się Edwardzie , wróci szybciej niż planowała ”. Uspokojony poszedłem do swojego pokoju. Po jakiś 3 godzinach słuchania muzyki naszła mnie myśl , żeby odwiedzić jej pokój , zaznajomić się z jej zapachem ,zanim wróci .
I co jeszcze? Wytarzać się na łóżku? Nasikać w kącie?
Przymierzyć jej różowe, koronkowe majtoszki...

Wszedłem do jej pokoju , rozejrzałem się , popatrzyłem na filmy jakie ogląda. Hmm... wygląda na to , że nie ma swojego ulubionego gatunku filmu , wszystkiego miała po trochę. Inaczej było z muzyką po zespołach poznałem , że gustuje Rocku i Puncku ,
Moi drodzy, proszę się nie śmiać. Bella po prostu lubi muzykę pana Adriano Zanni, który przybrał sobie pseudonim Punck.
Co oznacza "gustować Rocku", na wieki pozostanie tajemnicą.

Usiadłem na łóżku na szafce ,
Łóżko stało na szafce, czy też Edward tak się spasł podczas tego polowania, że samo łóżko już jest na niego za małe?

nocnej była książka „Vanity Fair” Otworzyłem ją za pierwszym kartkami było zdjęcie , domyśliłem się „Wie na pewno juz wie” , a może jeszcze nie czytała tej książki, nie na pewno czytała i co teraz , a jak wcale nie szła w góry , tylko uciekała.
Na taki stosunek do gramatyki Kal zna tylko jedną odpowiedź:
Poczekam na Alice wróci za godzinę , powie mi gdzie jest , znade ją i wszystko wytłumaczę , tak zrobie .
Alice wróciła niedługo po 2.
Po dwójkę... z matematyki? Po dwa... piwa? Po dwóch... latach? Po drugiej... w nocy? (A to niegrzeczna dziewczynka!)

- Alice ona wie.
- Kto wie co wie ? Człowieku , mów po ludzku.
Może wszyscy weźcie to sobie do serca, co?

- No Bella o nas wie , że jesteśmy wampirami , znalazła zdjęcie.
- Och...
- No co nie wiedziałaś , a co z twoimi wizjami – powiedziałem najbardziej sarkastycznie jak tylko się dało.
Oj tam, każdemu się czasem zdarzają lagi na łączu.
Ja tylko dyskretnie zwrócę uwagę na szczyty sarkazmu, na jakie wspina się Edward.

- Sprowadzę co się z nią dzieje.
Czytaj: ściągnę tu wszystkie rzeczy, które aktualnie się jej przydarzają. Lawinę, grizzly i trzy pumy.

Alice spojrzała na mnie przerażona , nie widze jej , zniknęła z moich wizji.
Edwardzie - otwórz oczy. =___=

- Alice , co jak to zniknęła
Może całkiem przestała myśleć? :D

- Nie wiem po prostu jej nie widzę , zadzwonię do Jaspera jest na polowaniu , na pewno ją znajdzie. Edwardzie miej , że do niego trochę więcej zaufania.
Oto Przecinek Mocy! Mało, że standardowo otoczył się spacjami, to jeszcze wpierniczył się w środek wyrazu! Czujecie tę siłę, drodzy Czytelnicy?

Och no super Jasper , to już gorzej trafić nie mogła. Usiadłem przed fortepianem i przelałem całą swoją frustrację , na klawiaturę.
Zamiast pójść ją ratować, prawda. Bo to przecież byłoby takie banalne.
(Już pomijam fakt, że jakbym JA rozładowywała na czymś „frustrację”, to by wiele z tej rzeczy nie zostało. Ale Edzio to miękka faja, pewnie tylko żałośnie smyra klawisze, grając Gloomy Sunday, albo coś w tym stylu.)

Bella
Chodziłam po szlakach z jakieś 5 godzin , w końcu mi się znudziło, i bardzo mądrze postąpiłam schodząc ze szlaku , nie mogłam znaleźć sobie , godnego miejsc na rozmyślania.
Ten las był taki okropnie pospolity! Drzewa nie miały za grosz wyczucia chwili i nie chciały szumieć żałośnie, wiatr się uparł i szarpał jej włosy, zamiast unosić liście w malowniczym, bajkowym wirze... Na domiar złego zamiast słowika nucącego liryczną serenadę, na konarach siedziały boleśnie trywialne wrony i krakały chyba tylko na złość jej.
Żadna z mijanych Świątyń Dumania jak na złość nie chciała zawierać Hrabiego. Ani nawet Tadeusza.

To pomyślała , że tutaj coś znajdę, no i znalazłam na środku nie wielkiej polanki rosło drzewo z dość grubymi gałęziami, wdrapałam się na nie i usiadłam na jednej z gałęzi.
Zobaczyłam, że rosną na nim orzechy, więc natychmiast zabrałam się za rozłupywanie ich moimi mocnymi, ostrymi zębami. A potem nakryłam się rudym ogonem i zniknęłam w dziupli.

.Zamknęłam oczy i rozmyślałam. Rodzina z która mieszkam to wampiry , ale nie wygladaja na tych złych ,
Nie ubierają się na czarno, nie zanoszą szaleńczym chichotem, nie uchylają się od obowiązku szkolnego...

przecież Carlisle jest lekarzem , ma do czynienia z ludzką krwią codziennie , może nie polują na ludzi tylko na zwierzęta .Punkt 2 moich rozmyślań Edward.
OMG, ona potrafi ułożyć sobie plan myśli? To dopiero mind mapping...
Przy tak szalonej treści owych rozważań - jakoś mnie to nie dziwi. Bella wygląda na taką, która potrzebuje instrukcji obsługi mózgu żeby wykonać odruch bezwarunkowy.

O co mu chodziło, co mu we mnie przeszkadza jak zapytało go o to Esme (To Esme zapytało. Biedna, pozbawili ją płci?) to powiedział ,że wszystko też się wysilił na bardzo wymagająca opinię. Wszystko to znaczy , co ech nie wiem chyba wrócę do domu i powiem im , że wiem no cóż najwyżej zostanę przekąską ,no cóż raz się żyje.
Po co zatem żyć dłużej, skoro można krócej.
(Daj się zjeść, błagam, dłużej nie zniosę tej składni i interpunkcji...)

- Nie martw się nie zjemy cię.-usłyszałam nad swoim uchem ciepły baryton.
- Jasper a co ty tutaj robisz ?
- Ale miłe powitanie. Szukam Cię , cała rodzina odchodzi od zmysłów , ty wiesz która jest godzina?
- Wiem 13.
- 13 to była 4 godziny temu.
Tych czterech godzin jej mózg potrzebował na rozruch, jak sądzę.

A wracając do twojej rozmowy sama ze sobą , dlaczego uważasz , że chcemy Cię zjeść.
- No bo znam prawdę .(...)
- Nie Bello , nie jesteśmy mordercami , nie krzywdzimy niewinnych ludzi.
Tylko niewinne zwierzęta, w tym gatunki zagrożone wyginięciem, jak puma - ale ćśśś.

Choć ja to jestem, złym przykładem.
- Dlaczego ?
Bo czaję się w lesie i napadam samotne, małe dziewczynki oh wait.

- Kiedyś Ci opowiem.
- Trzymam Cię za słowo.-powiedział , że mnie nie skrzywdzi , to może zadam mu to pytanie- Jasper , a dlaczego Edward wyjechał ?(...)
- No więc Edzio wyjechał , jakby ci to powiedzieć , przez twój zapach.
Przechodząc do sedna: umyj się. Poważnie, cuchniesz potwornie.

- A więc jednak przeze mnie , poczucie winy powróciło.
- Nie to nie twoja wina , och Bello przestań się zadręczać , daj mi żyć kobieto.
Jak możesz być smutna, wiesz jak to MNIE męczy?!

- A skąd ty w ogóle wiesz , co ja czuje .
- Bo wiem , mam taki dar wyczuwam ludzkie emocje i potrafię nimi sterować o np.-nagle poczułam się szczęśliwa jak nigdy dotąd , jakbym się naćpała.
- Widzisz tak to działa .-w końcu powróciłam do normalnego stanu.
- A czy wszyscy maja jakieś dary?
- Nie tylko ja Alice i Edward też. Alice widzi przyszłość , a Edward czyta w myślach.
Aleee nie, nie jesteśmy dziwakami, którzy mogą Cię całkowicie kontrolować. Możemy tylko czytać twoje myśli i sterować twoimi emocjami.
I znać twoją przyszłość, a co za tym idzie - reagować z wyprzedzeniem. Wspominałem ci, że jesteśmy od ciebie szybsi i silniejsi?

zresztą możesz go o to spytać ,wrócił przed paroma godzinami.
- Wrócił- mimowolnie poczułam ulgę.
- Bello co za radość, czy ja o czymś nie wiem.-uśmiechnął sie łobuzersko.
- Czepiasz sie.- roześmialiśmy się oboje , pod silą śmiechu Jaspera , gałąź się zatrzęsła.
Niech się zaśmieje jeszcze głośniej, może wyrwie tym całe drzewo z korzeniami i będzie drewno do kominka.

Przerwało nam wilcze wycie .Jasper spoważniał i w mgnieniu oka znaleźliśmy się na dole , pod drzewem.
- Jasper co się dzieje spytałam , nic porostu jesteśmy na terenie wilków.
Taaa, „wilków”. A sąsiednia część lasu pewnie należy do niedźwiedzi, a jeszcze inna - do wiewiórek.
A do jeży która?

Nie chcę żeby te kundle miały się do czego przyczepić. Musimy się szybko przedostać poza granicę. Wziął mnie na barana i pobiegliśmy z szybkością , światła.
Dobrze, że nie wyszli poza orbitę.
Dobrze?

Po niespełna 15 minutach byliśmy już pod domem.
Kwik, z prędkością światła i pod domem dopiero po 15 minutach? Gdzie ona zawędrowała, na Biegun Północny?
Do odległej galaktyki.

- No i jak się podobało- nic nie odpowiedziałam było mi niedobrze.
- Bello słyszysz mnie? -spytał mnie zaniepokojony, ponowił próbę ,ale ja nic nie odpowiedziałam ściągną mnie z pleców i zanióśł na rękach do domu , położył mnie na sofie jedyne co jeszcze usłyszałam to przerażony krzyk Edwarda – Co się stało ?
Nic, tylko przydarzył jej się odpowiednik lotu w kosmos, ale tak jakby była na zewnątrz, a nie wewnątrz rakiety.

Obudziłam się po paru minutach. Ktoś trzymał mi coś zimnego na czole , jak się okazało była to ręka Emmeta.
- I jak się czujesz ? - zapytała mnie Esme
- Dobrze.
- Jasper nam wszystko opowiedział , przykro mi tylko że nie dowiedziałaś się tego od nas .
- No właśnie Jasper , szkoda tylko ,że nie myślisz w praktyce ,
Jak to jest „myśleć w praktyce”? Zawsze myślałam, że myślenie to jednak etap teorii, a nie empiryki...
No wiesz, to zależy. Na przykład gdyby była magiem...
Dobra, już nic nie mówię. Ta wizja była zbyt bolesna.

mogłeś zainwestować w Aviomarin ,
To w sumie tylko pyłek przy wszystkich tych galopujących kretynizmach, ale jednak - jakim cudem amerykański wampir zna produkowany w Polsce lek przeciw chorobie lokomocyjnej?

a nie biedną dziewczynę do stanu przed zawałowego doprowadzać. Choć sadząc po minie Edzia to on był w tym stanie – powiedział jak zwykle rozbawiony Emett.
Zważywszy na to, że nie bije mu serce, to naaaaa peeeeewno.

- Bello może idź się już połóż , miałaś ciężki dzień , lekarz ci to radzi .
Myślałby kto, że rowy kopała...

- Dobrze już idę. Dobranoc wszystkim . Na Edwarda bałam się spojrzeć , bałam się że znowu zobaczę te jego ciemne oczy wpatrujące sie we mnie ze wstrętem i wściekłością.
Weszłam do swojego pokoju wzięłam piżamę i poszłam się wykąpać. Gdy wyszłam ujrzałam nie codzienny widok ,
Spacja w takim miejscu to widok rzeczywiście niecodzienny.
W tym blogasku? Niestety nie.

Edward siedział na moim fotelu. I wpatrywał się we mnie , swoimi oczami ale nie było już w nich cienia złości było tylko zainteresowanie.
Jeśli panna ma na sobie np. tylko cienki szlafroczek, to nie dziwię się, że był zainteresowany.

- A ciebie co tu przywiało , nikt Cię pukać nie nauczył – odpowiedziałam żartobliwym tonem , nie ma to jak udawać rozluźnioną..
- Nauczyli, właśnie w celu pukania przyszedłem. tyle tylko , że nie korzystam z tej umiejętności.
Aha, czyli wersję z wychowywaniem się w stodole należy odrzucić - Edward jest po prostu bucem, tak sam z siebie.

- zasmialam się
- Przyszedłem oddać Ci płytę pożyczyłem dziś rano , a przy okazji chciałem cię przeprosić .
- Za co . To chyba ja powinnam cie przeprosić to przeze mnie wyjechałeś. No może nie przez moją osobę , ale przez krew na pewno.
Przepraszam, że żyję, Edwardzie!!!!!!!!!111!!!!11!1!!oneoneone!!1!

- Nie Bello nie powinnaś się obwiniać , wszystko co się wydarzyło to tylko moja wina , tak poza tym , to uważaj na siebie chodzenie samemu po lesie nie jest zbyt dobrym pomysłem.
- Bo co bo jeszcze wpadnę na jakiegoś wilkołaka. Daruj sobie , nie potrzebnie się martwisz potrafię o siebie zadbać.- wkurzył mnie jak każdy , kto przeginał w moim kierunku z nadopiekuńczością.
Oj, radzę ci się przyzwyczaić do nadopiekuńczości, kochana.

- No cóż to przepraszam pania samodzielną , za uwagę o odpowiedzialności , dzisiaj naprawdę udowodniłaś jaka z ciebie odpowiedzialna dziewczyna , gdyby nie Jasper to na pewno błąkałabyś sie sama po lesie. - Dobranoc. Wyszedł trzaskając drzwiami no super , wkurzyłam go. A właściwie to co mnie ugryzło , jutro go przeproszę. Położyłam się i usnęłam
Wkurzyłaś faceta, który Ci się podoba i o którego martwiłaś się przez kilka dni? Wuj z tym, skoro można iść spać!

Obudziłam się rano o 8, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Zaczęłam na spokojnie analizować ,wydarzenia wczorajszego dnia. A więc , rodzina z którą mieszkam to wampiry, Edward wyjechał przez mój zapach , ale wrócił. No i istnieją jeszcze wilkołaki.
Ciekawe, czy jakby powiedzieć jej, że UFO i Święty Mikołaj też istnieją, to by się tak samo NIE przejęła?

Futrzane psy (a inne psy są... drewniane? marmurowe? z czekolady? (mnie się futrzane wydają raczej zabawki albo kołnierze:/)) biegające po lesie , nigdy nie lubiłam tych postaci, ani w filmach , ani w literaturze . Ciekawe czy czarownice, elfy i itp. Stworzenia też istnieją.
Aha, no to już wiemy, że nawet na wieść o istnieniu Wróżki Zębuszki by się nie zdziwiła. Chciałabym mieć jej nerwy...
Obawiam się, że to nie żelazne nerwy, a gąbczasty mózg.

Po wczorajszym , już chyba nic mnie nie zdziwi. Moje rozmyślania , przerwało uporczywe burczenie w brzuchu. Ubrałam się w dresy , niebieską bluzkę i zeszłam na śniadanie .
Ona non stop łazi w dresach. Świetnie pasuje to do nastoletniej fanki rocka i punku, nie sądzicie?
Ej no, ona "gustowała Rocku i Puncku", może oni się tak ubierają?

Gdy zaczęłam przygotowywać swoje śniadanko , usłyszałam tuż przy swoim uchu :
- Cześć Bells- przestraszyłam się , a płatki , które właśnie trzymałam w ręku, upuściłam. Edward złapał je w ostatniej chwili .
Z jego refleksem mógł je złapać w tej samej chwili, w której ona rozluźniła chwyt, no ale przecież musiał zadać szyku.

-Czemu nie jesteś w szkole?
-Do końca tygodnia zostały dwa dni , odpuszczę je sobie.
Święty Edward opuszcza lekcje OT TAK? Edziu, nie poznaję cię!
Wstyd. Nie dostaniesz batona za 100 procent frekwencji!

Usiadłam przy barku i zaczęłam jeść. Czułam na sobie jego wzrok i przyznam , że mnie to krępowało. W końcu moja cierpliwość się wyczerpała.
- Czemu mi się tak przyglądasz?
-Nic po prostu … zawahał się przez chwilę… fascynujesz mnie. Nie tylko twoja krew , ale i umysł.
Zanim cię zjem, muszę sprawdzić, jak to możliwe, że ktoś jest AŻ TAK pozbawiony zdolności myślenia.

No pięknie , przecież on potrafi czytać w myślach..
-A czemuż to mój umysł Cię tak fascynuje ?
Jest, żeby to ładnie nazwać, tabula rasa.

- Nie słyszę twoich myśli. „I chwalcie za to pana”- pomyślałam. Ale tylko twoich , potrafię odczytać każdą myśl , człowieka , czy wampira , po prostu każdą , prócz twojej.
Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym fascynacji ,
Oh well, też często patrzę z fascynacją na literackie płody aŁtoreczek.

ale za tym wzrokiem kryło się coś jeszcze , jakieś inne nie nazwane uczucie. Trudno dostrzegalne , ale jednak było. Gdy tak na niego patrzyłam ,on zesztywniał
KWIK, aż tak było... to... widać?
Ucieszył się na jej widok. ^^

i rozpłyną się w powietrzu [najprawdopodobniej wybiegł].
No tak, to zrozumiałe, że w tych okolicznościach potrzebował... chwili samotności.

Odłożyłam miseczkę do zlewu i poszłam na spacer.Odeszłam nie daleko , żeby znowu się nie martwili. Potrzebowałam chwili samotności (Ona też...? Ależ ich do siebie ciągnie!), tutaj w Forks powietrze było świeże , nie to co w Phoenix. Usiadłam na zwalonym konarze drzewa. I myślałam o Edwardzie (...). Tak lekko mi się z nim rozmawiało, co najlepsze pragnęłam tych rozmów, jak wody. Nie wiedziałam, co to za uczucie rodzi się we mnie.
Woda, nadzieja... Hm, to brzmi tak, jakby teraz panna była na kacu.