czwartek, 9 czerwca 2011

O wampirzych amiszach tańczących wśród kwiecia

Witajcie!
Wbrew pozorom żyjemy (ale ledwo, ledwo!), dzielnie walczymy z sesją - a pomiędzy jednym a drugim egzaminem skończyłyśmy wreszcie analizę. Jako że tydzień temu nie zdążyłyśmy jej przygotować - dziś czeka Was w nagrodę za cierpliwość i wyrozumiałość większa porcja niż zwykle. ;)
Czego możecie się spodziewać? Wampirów-amiszów kicających jak zające, księżniczek tańczących boso wśród kwiecia, samotnych łez i sporej dawki egzystencjalizmu dla ubogich.
I pamiętajcie: siadanie na ławkach zabija!
Indżojcie!


Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


Serce przepełnione strachem, ciało bólem… W oczach jedynie ciemność, a w uszach…?
A w uszach woskowina.
A nie kolczyki?
Kolczyki są za mało mroczne.

Tylko ten szelest, jakby podmuch wiatru, ale to na pewno nie jest to zjawisko!
Nie dam się oszukać.
W tym momencie Jeż Jak Byk uznał, że jego w maszynie do robienia “szelestu-szelestu” wyczerpują się baterie.
Jednak "zjawisko" w takim kontekście, choć użyte poprawnie, wygląda zjawiskowo niedorzecznie.

Czuję oczy potwora na sobie, co przepełnia mnie poczuciem dyskomfortu.Gdyby poczuła na sobie zęby potwora, byłaby to doprawdy irytująca uciążliwość.
Gdyby mnie obmacywały jakieś oczy potwora, również odczuwałabym dyskomfort.

Moje serce jak oszalałe rozbija się w klatce piersiowej, czyżby przeczuwało, że niebawem przestanie mi być potrzebne?
Tak. Twoje serce protestuje przeciw cięciom etatów w sektorze organów i właśnie wraz z płucami zakładają związki zawodowe.

Nie chcę myśleć, że mogłabym zginąć w tym ciemnym lesie podczas, gdy na niebie jest tyle pięknych migoczących gwiazd….?
Gdyby był nów, nie miałaby nic przeciwko umieraniu?
Taak, jasne. A to gwiazdy na niebie, a to dzieci do odchowania, a to Ten Zły do pokonania... jak ktoś się chce wymigać od umierania, wymówka zawsze się znajdzie!

Nie mam czasu zastanawiać się nad zjawiskową urodą tego miejsca…
Zaczynam biec. Dlaczego dopiero teraz przyszło mi to do głowy?
Właśnie. Jeśli gdzieś w okolicy czai się dybiące na ciebie zło, sugeruję zająć się nim, a nie gapić się w gwiazdy.
Jeśli to Imperatyw Blogaskowy, to powinnaś się zaraz jeszcze potknąć, więc uważaj. Jeśli to tylko Standardowy Marysuistyczny Debilizm - nie przejmuj się, to nie Twoja wina, to wrodzona cecha.

Już byłabym daleko stąd, może to zwierzę… Czy to jest zwierzę? Co by to nie było i tak nie mam szans…
No weź nie przesadzaj... może to tylko grzybiarze albo co. Dasz radę. *pociesza* No chyba że jakikolwiek bieg w ogóle nie wchodzi w grę, bo - nie wiem, na przykład pobrudzisz sobie szpileczki. Wtedy pozamiatane.

Panika wypełnia me ciało po brzegi. Serce jest zbyt silne, czuję jak maltretuje moje płuca – coraz trudniej jest mi oddychać… a może to tylko lodowate powietrze?Lodowate powietrze maltretuje jej płuca? Okrutne! Może jeszcze robi to... tlenem?!
Armatką wodną, jak na tłumiciela strajków przystało.

Boże… nie mam już siły.
Moje nogi stają się coraz cięższe, wiele wysiłku wkładam w każdy pojedynczy krok. Nie… Już nie mogę… Upadam i ciężko dyszę.
*myśli* Imperatyw to, nie Imperatyw...?
Albo Imperatyw, albo szpileczki. Nie widzę możliwości, by ktoś tak zmęczył się w siedmiu zdaniach.

Nawet nie mam ochoty rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu zagrożenia…
Już mi wszystko jedno czy umrę, czy jednak przeżyję tę noc.
Ej no, to co ona robiła, jak na wuefie były biegi wytrzymałościowe? Też kładła się na bieżni i oświadczała "Śmierci, przybywaj!"?Raczej nie. Teraz jej grozi tylko śmierć, a takie zachowanie na wf-ie groziłoby jej... złą oceną!

- Nie bój się – słyszę nad głową melodyjny głos kobiety i wbrew jej prośbie strach napływa do mnie kolejną falą.
Podnoszę delikatnie głowę.
Jej ciało jest tak blade, że kontrastuje z czernią nocy, niemal świeci, a mimo to nie widzę jej wyraźnie.
Bo to była gigantyczna żarówka energooszczędna we mgle.

Wiem, że nie przyszła mnie uratować – to ona jest potworem, przed którym uciekam!
- Nie bój się – powtórzyła, ale moje serce nie ma zamiaru ulec jej spokojnemu tonowi – wali z ogromną prędkością.
Nie powiem, walenie z ogromną prędkością kojarzy mi się z rzeczami raczej zbereźnymi.

Powiedz, że nic mi nie zrobisz, a się uspokoję! – szantażuję ją w myślach, nie mając siły wypowiedzieć ani słowa.
Zaiste, szantaż to przedni. Wiadomo, że gdy Ten Zły chce komuś uczynić zło i by się nie szarpać i nie trudzić mówi temu komuś, by się uspokoił - gdy ofiara jednak się nie uspokoi, Zły bezzwłocznie rezygnuje ze swych złych planów. "Jeśli będziesz chciał mi zrobić krzywdę, będę wrzeszczeć i się szarpać! - Ach, w takim razie przepraszam, już sobie idę." To absolutnie logiczne.Wiesz, może Ten Zły - w tym przypadku: Ta Zła - jest wyjątkowo wrażliwa na krzyki, czy coś...

Strach wiąże mi gardło.
- Jak masz na imię?
Zmusiłam się, by spojrzeć jej w oczy. O Boże! Miała czerwone tęczówki!
O borze! Poprawnie użyte "tęczówki"!

- Nie bój się mnie… Jak masz na imię…?
Kręciłam głową by dać jej do zrozumienia, że nic nie powiem, że śmiertelnie się boję i jeśli chce, abym przestała się bać to niech sobie pójdzie! Nie rozumiała tego niemego apelu…
Cóż za namolny, źle wychowany potwór! Jak ona tak może, nie rozumieć mowy ciała polegającej na kręceniu się i dramatycznym wykrzywianiu!

W ułamku sekundy znalazła się obok mnie, nawet nie zauważyłam jej ruchu…
- Jak masz na imię?
- Tanya – informacja wydobyła się ze mnie, ale brzmiał tak obco, jakby dyktował ją strach.
Nieznajoma pochylił się w moją stronę.O ja cię, Mroczny Transwestyta!

- Nie bój się, Tanyu – wyszeptała. – Wszystko będzie dobrze…
A chwilę potem poczułam niesamowicie silny ból szyi…
Rzeczywiście, wszystko było dobrze.

Rzeczywistość rozpłynęła się w mroku jak przerwany sen nad ranem…
Ueee... Mój sen nad ranem nie rozpływa się w mroku, tylko jest rozrywany na strzępy podwójnym combo jazgotu budzika i zUego dziennego światła - to nieuczciwe!
Ból minął tak niespodziewanie jak się pojawił, choć już zapomniałam jak to jest, gdy go nie ma. Myślałam, że spłonęłam, trawiona jakimś piekielnym płomieniem, który zmuszał mnie do krzyku i próśb o miłosierdzie, o sprowadzenie jak najszybszej śmierci.
Nikt się nie podjął tego zadania…
Nikt nie wyruszył w długi, pełen prób i niebezpieczeństw quest w poszukiwaniu śmierci? To wbrew Imperatywowi Epickiemu!

Powoli otworzyłam oczy.
Kolory były niemożliwie wyraziste, kontury ostre, a wszystko takie, jakbym patrzyła na świat przez babcine okulary.
Znaczy jakie? Niewyraźne i takie jakby za grubym szkłem?
No co, jeśli babcia boCHaterki permanentnie jest na haju po ecstasy, to pewnie tak właśnie widzi.

Jednak wzrok powoli wracał do… normy? Nie wiem, widziałam wyraźniej niż kiedykolwiek.
A tak, każda starsza pani tak widzi, to oczywiste.
Te bardziej rozrywkowe babcie na pewno. ^^

Usta miałam spierzchnięte, jak po przebytej gorączce. Moja gorączka była torturą i na samo jej wspomnienie zadrżałam.
- Obudziłaś się – usłyszałam delikatny głos, dobiegający zza mojej głowy.
Dobrze, że nie Z głowy...

Odwróciłam się bardzo szybko – wręcz za szybko – teraz widziałam ją wyraźnie.
Kobieta z lasu – potwór, który zadał mi tak wielki ból!
Z mojego gardła wydobył się chrapliwy odgłos, coś jakby powarkiwanie, ale byłam zbyt zajęta bladą pięknością, żeby się tym przejąć.
O, potwór awansował do miana “Piękności”? Wraz z wampiryzmem ta kobieta zaszczepiła lesbijstwo? (A nie wściekliznę?) Przypomniał mi się ten film...

Natychmiast wstałam z czegoś, co wydawało się łóżkiem – nie jestem pewna.
Mogłoby być też akceleratorem normatywnego bytowania żelków miśków, ale nie zastanawiajmy się zbyt długo nad tą opcją.

Moja uwaga skupiona była tylko na tej rdzawowłosej kobiecie z czerwonymi tęczówkami
A nie, przepraszam, jednak nie zaszczepiła jej lesbijstwa, tylko skrajny debilizm.

Znowu warknęłam – tym razem byłam tego w pełni świadoma. Chciałam ją zabić! Jeszcze nie wiedziałam jak to zrobię, ale miałam to w planach.
Rozpisz sobie może plan tego projektu...

Zrobiłam krok w jej stronę. Zachowywałam się jak drapieżnik, okrążający swoją bezbronną ofiarę, by zaatakować ze skutkiem śmiertelnym.
Myślę, że niezwykle trudno będzie ci okrążyć cokolwiek w pojedynkę - oczywiście jeśli nie jesteś pytonem czy czymś takim.
Uważaj tylko, bo kiedy policja znajdzie denatkę, na pewno dokona stosownych oględzin i zdobędzie informacje, mające pomóc w ujęciu sprawcy przestępstwa.

Przed kobietą wyrosły dwie postacie – nienaturalnie piękne dziewczyny, warczące na mnie.
- Irina, Kate, spokojnie – odezwała się kobieta do swoich strażniczek. - Dziewczęta, ona jest nowonarodzona. Dajcie mi jej wszystko wytłumaczyć.
Jaka jestem? Co mi chce tłumaczyć? Niby rozumiałam słowa rdzawowłosej, ale ich sens do mnie nie docierał – nic nie rozumiałam z tej krótkiej przemowy.
To rozumiała, czy nie rozumiała? Ma mózg Schroedingera, czy jak?
Jestem PEWNA, że istnieje przynajmniej jedna teoria filozoficzna, która odróżnia rozumienie od poznania sensu. Nie przepuściliby takiej okazji. =.=

- Garibio, chyba nie myślisz, że zostawimy cię z nią sam na sam? – odezwała się szatynka, stojąca po mojej lewej stronie.
- Irino, poradzę sobie – uśmiechnął się rdzawy potwór.
Drobna wskazówka: w opisie warto być bardziej precyzyjnym, bo np. google po wpisaniu “rdzawy potwór” pokazuje TAKI obrazek.
A może to krew ją zalała?

- Ja pacyfikuję – oświadczyła blondynka z prawej i odsunęła się na bok – ale nie wyjdziemy z pokoju.
Nie jestem pewna, co znaczy to słowo, którego właśnie użyłam, ale co tam - brzmi tak mądrze i ma aż pięć sylab!” pomyślała wampirzyca.
To prawie tak rozkoszne jak przetłumaczenie "You are pathetic!" jako "Wszyscy jesteście patetyczni!" ;)

Ta, zwana Iriną, także odsłoniła mi kobietę.
Znaczy jak - rozdziały ją celem lepszego oglądu?

Nie spuszczałam ich z oczu. Chyba coś knuły… Może to one były drapieżnikami, a ja bezbronnym roślinożercą?Nuuu... niemożliwe.

- Nie bój się, Tanyu…
Już to kiedyś słyszałam… Bardzo dawno temu… a potem przyszedł ból.
Ach tak, pamiętam... to było wtedy, jak miałam dolne czwórki do borowania.

Wykrzywiłam twarz w grymasie obrzydzenia.
Już nigdy nie dam się złapać na bajer "nie będzie bolało".

- Nie bój się…
Tak, to było wtedy… w lesie! Serce tak szybko pompowało krew…
O Boże!
Przyłożyłam rękę do piersi, by poczuć, z jakim zapałem mała pompka dba o moje życie. Nic nie poczułam… Może pomyliłam strony? Z prawej – nic. Z lewej? To samo.
Z tyłu, z przodu, pod fotelem, za sałatą - wszystko na próżno.
Kwik. Sprawdź jeszcze pod kolanem i na dupie.

- Chcesz wiedzieć, dlaczego nie bije? – spytała, zagryzając dolną wargę.
Spojrzałam w jej paskudne oczy i przytaknęłam ruchem głowy.
Ruchem głowy? A nie jednostajnym podskakiwaniem na lewej nodze trzymając się za pępek? Cóż za ekstrawagancja.

- Usiądź – poprosiła i sama zbliżyła się do łóżka, z którego przed chwilą wstałam. Patrzyłam z jaką gracją stawia każdy krok, jakby była księżniczką… Jakby nie była człowiekiem.
To księżniczki nie są ludźmi? Czy też może zdaniem aŁtorki każda księżniczka krwi ma wbudowany gen odpowiedzialny za chodzenie TAKIM KROKIEM?
Oczywiście! Nie oglądałaś ślubu księcia Williama z tą tam? One wszystkie tak chodziły, słowo!

Usiadła i poklepała zachęcająco miejsce koło siebie.
Nie skorzystałam. Usiadłam zdecydowanie dalej.
Nie wiem czy ją tym uraziłam czy nie. Nie obchodziło mnie to ani trochę!
Uuu, ostra jest!
No, nie szczypie się, tylko wali prosto z mostu, co jej leży na sercu.

- Jestem Garibia – zaczęła łagodnie.
- Miałaś mówić o czymś innym – powiedziałam i nie poznałam swojego głosu. Był taki… taki… inny! Jak śpiew syreny.
Przywabiał żeglarzy?

- Zaczynam od początku, bo chcę, żebyś zrozumiała co się z tobą stało, rozumiesz? – spytała tak, jak pyta się dziecko.
Zabrakło tylko "a niu niu".

Przyzwoliłam ruchem głowy na kontynuację jej opowieści.
- To są moje córki – powiedziała, wskazując na kobiety rozstawione po kątach.
Na karnych jeżykach.

Irina – szepnęła w kierunku ciemnowłosej, a – Kate – w kierunku blondynki. Dziwo, ta druga mi pomachała.
Obie miały oczy po matce…? Zaraz, zaraz!
- Jesteś za młoda, żeby być ich matką! – krzyknęłam.
Komplementowanie potwory może nastawić ją łaskawie i zniechęcić do czynienia zła. Dobra myśl!

Uśmiechnęła się delikatnie.
- Mam przeszło sto lat…
Te nowoczesne kremy naprawdę czynią cuda.
Lifting, botox... sama rozumiesz.

- Taa… Jasne – przerwałam jej. – Może jestem prowincjonalnym dziewczęciem, ale wiem jak wygląda człowiek koło setki!
- Nie jestem człowiekiem – wtrąciła szczerze, a ja zamilkłam z szeroko otwartymi ustami. – Kiedyś nim byłam… dawno, dawno temu… ale spotkało mnie to samo co ciebie – zostałam przemieniona w wampira.
Eee, w wampira? Sorasy, ludzie, ale wampiryzm to już taki mainstream, że dalej jest już tylko codzienne wychodzenie do pracy i głosowanie na PO. Nikogo to nie zachwyca, wszystkich nudzi.

- Kiedy spotkałam cię tydzień temu w lesie… tak bardzo przypominałaś mi mnie! Początkowo chciałam cię zabić, ale szybko zmieniłam zdanie i teraz jesteś z nami… już na zawsze.
Ekstra! Macie zniżki na basen?
Przemieniła tę dziewczynę, bo była ona podobna do niej? Huh, ciekawe czy był już jakiś seryjny morderca zabijający swoich sobowtórów...
Dracula, ten prawdziwy, mógłby zacząć. Powinien wręcz.
- Na zawsze? – powtórzyłam jej dwa ostatnie słowa.
- Wampiry są nieśmiertelne, niezniszczalne, nadludzko silne i szybkie – ogólnie mamy wyostrzone wszystkie zmysły.
Ogólnie jesteśmy przepakowane, niedorzeczne i w wuj tandetne, ale nastolatki się nami jarają, więc wiesz - jakoś dajemy radę, chociaż w wewnętrznym światku fantastycznych stworzeń zaczynają nas traktować z góry nawet krasnoludki.

- Kim jesteśmy? – wytrąciłam zmieszana.
- Wampir… ami – powiedziała nie pewnie.
Wampir - amisz? No, to przynajmniej niesie ze sobą jakiś powiew oryginalności.

- Nie, nie jestem taka jak ty! – krzyknęłam. – Nie mogę taka być!
Nie zgadzam się na noszenie zgrzebnych sukien zapinanych po samą szyję!
A już na pewno nie zamierzam błyszczeć w słońcu jak te tandetne kryształki Swarovskiego!!!

Oddychałam ciężko, jak po ucieczce w lesie. Oto, co mnie spotkało, jak nagroda za moją religijność i niewinność – stałam się nieśmiertelnym potworem!
Ale amiszem, zauważ, co stwarza niejakie perspektywy do praktykowania dalej religijności i niewinności. Chociaż... wieczna egzystencja w warunkach społeczeństwa patriarchalnego... fakt, trochę przesrane.Oj tam, Edzio też mówił, że jest potworem, a żył w czystości i niewinności ponad sto lat - czyli da się. :>
No, czyli jak mówiłam: przesrane. ;)

Chciałam płakać, ale łzy nie chciały lecieć! Oczy piekły jak po kąpieli w słonej wodzie oceanu.
- Nie mamy łez - szepnęła Garibia.
- Jest jeszcze coś, co powinnam wiedzieć? – spytałam poirytowana.
Nie, tak poza tym to już nic. Ten brak łez był kluczowy.Bo BYŁ! Wiesz, jaka to trauma dla Mary Sue, nie móc ronić Samotnych, Kryształowych Łez?!

- Nie sypiamy…
- A co jecie?! – warknęłam wściekła.
- Żywimy się ludzką krwią – odpowiedziała, stojąca w kącie Kate.
Nagle zapiekło mnie w gardle, tak mocno, że musiałam za nie chwycić.
Za życia byłam wolontariuszką, ratowałam umierających, opiekowałam się chorymi… Teraz mam zabijać zdrowych?
Czemu zaraz zdrowych? A chorych to już nie łaska?
BTW, nie pomyliłaś czasem wolontariuszki z sanitariuszką? Bo moja koleżanka z wolontariatu raczej nie ratuje niczyjego życia... przynajmniej nie codziennie. ;)Szczegóły, droga Kal, wszystko to nieistotne szczegóły.

***
W ciągu dwóch ostatnich tygodni nie robiłam praktycznie nic, tylko się pożywiałam. Trochę to męczące – już nie schodzisz do spiżarni czy piwnicy po słoik dżemu, ale biegniesz dziesiątki kilometrów od domu, aby znaleźć coś dobrego.
Wiesz, gdybyście nie mieszkały tak jak ta baba w dowcipie, która "ma wszędzie daleko", to znalezienie czegoś na ząb mogłoby być ciut prostsze.Zawsze można też żyć jak wampiry z filmu “Kołysanka”. One schodziły po szamkę do piwnicy! :D

Przyzwyczaiłam się już do prędkości z jaką pokonywałam długie dystanse, do słodkawego smaku ludzkiej krwi, twardości mojej skóry, a nawet do szkarłatu moich źrenic.
Pamiętam jaka byłam wściekła, gdy po raz pierwszy zobaczyłam swe odbicie w przydrożnej kałuży. Wiedziałam, że jestem wampirzycą, tak samo jak Garibia, Irina czy Kate, ale nie myślałam, że to gwarantuje mi barwę oczu…
Bo normalni, niejadowici i niezajebiści ludzie mają barwę oczu jedynie czasami, jak uda im się wyhaczyć promocję w Tesco. Wampiry mają ją w pakiecie.

Teraz wampirze oczy są dla mnie normą, rzeczą akceptowaną w stu procentach.
Gratulujemy. Możemy przejść dalej?
Czy może chcesz jeszcze o tym porozmawiać?

Garibia zatrzymała się przed wioską.
- Pamiętasz? – spytała delikatnie.
A mogła też spytać z impetem...I przytupem oraz melodyjką.

- Pić tak, by niczego nie zmarnować? – odpowiedziałam jej pytaniem i uśmiechnęłam się
W gruncie rzeczy chodziło o to, żeby nie zostawić widocznych śladów zbrodni – dla mnie był to już tylko posiłek.
Patrzcie, jak szybko można się wyleczyć z religijności, niewinności i wolontariatu!

- Musimy potem ukryć ciała…
Westchnęłam z poirytowania.
Byłam tak spragniona, że chciałam jak najszybciej zatopić kły w gładkiej skórze śmiertelnika i poczuć równy rytm przepływu krwi przez tętnicę… Zalewająca fala ciepła…
Potrząsnęłam głową, aby odgonić od siebie te wyobrażenia.
Garibia spojrzała na mnie pytająco, zaniepokojona tym gwałtownym ruchem.
To w jej obecności nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów? Wampir - amisz - paranoik to też jakaś nowość...No przecie mówiłam już wcześniej, że widać to ten typ bestii, który boi się głośnych krzyków i gestów. Ech, jakie te potwory się teraz wydelikacone zrobiły...

- Nic – odpowiedziałam na to nieme pytanie. – Rozmarzyłam się tylko…
Wystarczyło, że podmuch wiatru przyniósł do mnie zapach ofiary, a ja już nie myślałam o niczym innym tylko o pociągającym trzepotaniu serca.
- Jak długo będę zachowywać się jak zwierzę? – Spytałam nagle, choć już od dłuższego czasu o tym myślałam.
Znaczy, drapać się nogą za uchem i obwąchiwać krocza obcych ludzi, te sprawy? Faktycznie, bajeczne życie.Ciekawe, czy znaczy teren...

- Wcale nie zachowujesz się jak zwierzę! – Zaprzeczyła szybko (...)
- Widzę wasze reakcję na zapach człowieka – nie rzucacie się na niego instynktownie – powiedziałam spokojnie. Nie miałam im tego za złe… - No więc?
- Jeszcze trochę – poddała się.
Jeszcze trochę, to znaczy ile? – Chciałam zapytać, ale ugryzłam się w język – naturalnie w przenośni, bo nie byłam pewna czy nie odgryzłabym go sobie przez przypadek…
Czy mnie się zdaje, czy ktoś tu wspominał o niezniszczalności?
Oj tam, pewnie by jej odrósł. W
Sru Blacie niektóre rzeczy im ciągle odrastają.

- Ile dokładnie masz lat? – Wypaliłam nagle. Nie za bardzo lubiłam ciszę.
- Przeszło sto – odpowiedziała szybko, trzymając się pierwotnej wersji.
To taka wampirza wersja "ciągle mam osiemnaście"?

No i po co kłamie? Że kłamie wiem pewno(...) Podobno tylko doświadczone wampiry umieją tworzyć nowe. Ile trzeba mieć lat, żeby być doświadczonym? Dziesięć? Dwadzieścia? Sto? Wiedziałam też, że Irina jest krócej wampirem niż Kate, ale nie znałam dokładnej różnicy… Dlaczego tak dużo przede mną ukrywają? Przecież już jestem jedną z nich i nic tego nie zmieni!Bo kobiety się o wiek nie pyta - nawet wampirzycy, o!

- Dwieście dziewięćdziesiąt cztery – powiedziała wolno.
- Faktycznie przeszło sto!
Wyszczerzyłam się do niej w szczerym uśmiechu.
- Nie chciałam cię wtedy przestraszyć… - usprawiedliwiła się.
Westchnęłam, przewracając szkarłatami.
Oczywiście, miała akurat w dłoniach szkarłatne flagi sygnałowe, za pomocą których przewracała różne rzeczy. A co myśleliście? Że wywracała szkarłatnymi oczami? No co wy! Gdyby tak było, AŁtorka by o tym napisała!

- Chodź, Starowinko, na obiad, bo głodna jestem.
- „Starowinko”? – Oburzyła się.
Zaśmiałam się szczerze z jej zbulwersowanej miny, nie dbając czy ktoś mnie usłyszy.
- Pani wybaczy, ale nawet jak na wampira to pokaźny zbiór wiosen – mówiłam przez śmiech.
- Wiesz…? Nie uderzę cię tylko dlatego, że jesteś ode mnie silniejsza i mogłabyś mi oddać.
OMG... No, to rzeczywiście pomoże jej zbudować autorytet (i pokazuje ogrom doświadczenia): nie uderzę cię bo się boję, że dostanę wpierdziel. Rispekt na dzielni murowany.

To prawda! Przez rok, jako nowonarodzona, miałam ogromną krzepę.
Zaśmiałam się jeszcze głośniej.
- Chcesz, żeby uciekł ci obiad? – W jej słowach też słyszałam rozbawienie, którego nie chciała pokazać. A to bestia!
- Polowanie czas zacząć – powiedziałam uroczyście i zaczęłam podskakiwać jak królik.
Bo miałam bardzo długie nóżki i króciutkie rączki.KWIIIIIIIIIK! Nie wiedziałam, że to są wampiry z TEGO FILMU!

Szybko wyprzedziłam Garibię, idącą ludzkim tempem.
- Przepraszam, masz zamiar upolować marchewkę?
Zgięłam się w pół ze śmiechu.
Coś mi się wydaje, że nie do końca wyjdzie mi dzisiejsze polowanie.
Wampir zanoszący się śmiechem – zjawiskowe!Zaiste. Każdy szanujący się wampir sterczy ukryty w mroku jak ten wrzód na dupie z Weltschmertzem wypisanym na zakazanej mordzie.
Eee, zaraz, tak chyba właściwie POWINNO być.
***
Dni i noce mijały mi na nauce(...).
Miałam piękny pokój w domu Garibii. Nie wiem skąd ona brała pieniądze na to wszystko, co mnie otaczało… Co jak co, ale ceny niektórych rzeczy nadal pamiętam. Jakie do dziwne… Ceny pamiętam, a nie potrafię sobie przypomnieć mojego ostatniego, ludzkiego dnia!
Moje cztery ściany znajdują się na poddaszu. Nie ma tu okien, są jedynie podwójne drzwi zakończone łukiem. Na balkonie stoją kwiaty w doniczkach.
Ciekawy pomysł – martwe wampiry opiekują się żywymi roślinami.
Ee, na odwrót byłoby znacznie ciekawiej.Fajnie byłoby też, jakby żywy pokój opiekował się martwymi roślinami, które mieszkałyby w czterościennych wampirach.
W zasadzie wszystko byłoby fajniejsze niż to.

Czy już zawsze będę skazana na paradoks mego istnienia?
Oh my, próbujesz brzmieć mądrze i egzystencjalnie, złotko? Lepiej już skończ.

- Kate? – Spytałam blondynki siedzącej koło mnie. - Jak to było z tobą? Jakie jest twoje ostatnie ludzkie wspomnienie?
- Byłam nad strumieniem… - szepnęła, wpatrując się gdzieś przed siebie. – Pamiętam zachód słońca… i nic więcej…
W drzwiach stanęła Irina. Nie wiem czy dobrze odbieram jej zachowanie, ale wydaje mi się, ze trzyma mnie na dystans.
Długi kij, jakim się ode mnie opędza, nasuwa mi pewne podejrzenia.

- Kate, zastąpię cię – zaoferowała się.
- Jasne – uśmiechnęła się szatynka. – Muszę się wyciszyć.Zen, moja droga, zen. A joga bardzo dobrze robi na sparklenie.

- Ucz się, młoda – szepnęła i wyszła, a jej miejsce na moim łóżku zajęła Irina.
- Co ja takiego powiedziałam? – Spytałam, uważnie się jej przyglądając.
Spojrzała na mnie z wyższością – często tak robiła, więc już przywykłam.
- Kate nie miała szczęśliwego życia – powiedziała ostro – i dlatego trudno jest jej o nim mówić, (...) ale za bardzo cię lubi, żeby ci czegokolwiek odmówić.
- Czyli ty nie za bardzo mnie lubisz? – Zgadywałam.
- Wieczność jest długa, ale wracaj do nauki – powiedziała wymijająco. –
Wymijająco”, to niezły eufemizm - odpowiedź jest godna naćpanego fajkowym zielem maga o złośliwym charakterze. “Magu, gdzie możemy znaleźć magiczne pierścienie?” “Drodzy moi, jeszcze pięć razy księżyc niebo obiegnie, zanim łania spotka swego myśliwego” - tak, to dokładnie ten sam klimat.

Masz jeszcze trzydzieści tomów [encyklopedii] do przeczytania.
Przeczytałam zaledwie kartkę, gdy do pokoju weszła Garibia.
- Jak nauka? – Zapytała zadowolona z życia.
Nie wiem jak to robiła,
Właśnie, ja rzadko kiedy bywam zadowolona z czegoś, czego nie mam.
Tak naprawdę czerpała występną satysfakcję ze zmuszania podopiecznych do wiszenia nad książkami. Swoją drogą, nie znam głupszego sposobu na zdobywanie wiedzy od uczenia się encyklopedii na pamięć.

ale wiecznie była szczęśliwa…
- Może byśmy się pobawiły w ganianego? – Spytała nagle.
A może w berka? Albo może chodźmy do piaskownicy i zrobimy konkurs na robienie babek z piasku na czas!

Odpowiedziałyśmy jej w tym samym momencie. Tyle, że kiedy ja wyraziłam swój entuzjazm słowami „jestem na tak”, Irina okazałą swoją dezaprobatę krótkim wyrazem „dziecinada”.
Lubię tę Irinę. Troszkę. Ma dziewczyna przebłyski normalności.

- Kate się zgodziła – westchnęła Garibia – więc najwyżej będziemy tylko trzy – zakończył smutno.
- No dobra, pójdę – poddała się Irina, co spowodowało kolejny uśmiech na twarzy trzystuletniej.

[Mysleliście, że skoro są wampiry, to zaraz będzie angst i lęki egzystencjalne? A w życiu! Garibii wkrótce stuknie trzysetka, więc dziewczęta w tajemnicy urządzą jej BAL. Słodko.]

W środę zaczęłyśmy wcielać nasz plan w życie. Oczywiście wszystko ustaliłyśmy pisemnie – innej możliwości nie było.
Garibia chyba niczego nie podejrzewała. Kto normalny by podejrzewał? O! Zapomniałam, że my nie jesteśmy normalne!
Ależ oczywiście, jesteście wszystkie sweet krejzolkami! Bycie normalnym jest tak bardzo passe...!
Wszystkie zaś wyglądały tak:


Gdyby nie sposób, w jaki zaspakajamy głód, nie odczułbym szczególnie zmiany statusu z człowieka na wampira.
Hmm... Czy ktoś coś wspominał o nieśmiertelności, niezniszczalności, jadowitości wyostrzonych zmysłach i całej masie innych kuriozalnych power upów?Mnie tam interesuje bardziej zmiana statusu z rodzaju żeńskiego na męski. Może wampiry są dwupłciowe?

- Chciałabym dzisiaj iść dalej – powiedziałam do Garibii, gdy stałyśmy pod domem. Dziewczyny maiły nasłuchiwać czy się zgodzi, [bo w tym czasie chciały robić zakupy na bal czy coś tam].
- Ale dlaczego?- Zdziwiła się i zaczęła mnie prześwietlać wzrokiem.
O, i jeszcze RTG w oczach do kompletu. Rzeczywiście, trudno odczuć różnicę.

- Przez te wszystkie lata zdążyłam się znudzić okolicą… - wyjaśniłam.
I przez te wszystkie lata NIKT nie zauważył, że w tej okolicy codziennie giną ludzie? No, tytankami konspiracji to one nie są.Może w tym lesie jest bardzo, ale to bardzo dużo krwiożerczych wilków i niedźwiedzi-ludojadów?

Cieszyłam się, ze nie musiałam kłamać, ciekawe jakby to wyszło? Zawsze mówiłam prawdę i obawiałam się, ze nie umiałabym inaczej. – Chcę zobaczyć coś nowego.
- Mam coś szczególnego – powiedziała, a jej oczy zalśniły tajemniczym szczęściem – obudziła we mnie destrukcyjną ciekawość, która uciszyła głód.Ciekawe, jak bardzo jest destrukcyjna ta ciekawość. Mam nadzieję, że BARDZO.

Wiatr rozwiewał moje pokręcone, miedziane włosy; czułam jego subtelny smak na ustach. Pęd sprawiał, że kontury mijanych drzew rozmazywały się – wszystko zaczęło tworzyć różnobarwną plamę. Przed sobą widziałam jedynie tak rdzawe włosy jak moje własne na głowie biegnącej przodem Garibii.
Widziała swoje włosy na głowie Garibii? O.O

Wkrótce opuściłyśmy teren, który przez sześć lat zdążyłam poznać jak własną kieszeń, więc zwolniłam. Wszystko wydawało mi się tu takie nowe i fascynujące. Nawet drzewa były smuklejsze, a ich liście bardziej zielone.
A wróbelki siedzące na konarach drzew miały jedną nóżkę bardziej.

[Wśród wszystkich tych fascynujących okoliczności przyrody wampirzyce znajdują ruiny zamku (skąd zamek na takim zadupiu - nie wiadomo), w którym za życia mieszkała Garibia. Znaczy, Gabriela Bianka.]

Gabriela Bianka – piękna, pełna życia dziewczyna z blond włosami
Ale przecież Garibia jest ruda. Podczas zwampirzenia dostała gratis trwałe farbowanie?Skoro w pakiecie jest kolor oczu i ogólny zajebizm, to czemu nie włosy?

i iskrzącymi się szarymi oczami, nie chciała opuścić mojej wyobraźni nawet w drodze powrotnej. Wciąż widziałam jak tańczy bosa, gdzieś w ogrodzie nieopodal przepięknego zamku.
Gdyż albowiem wszak ulubioną rozrywką niewiast mieszkających na zamkach - ergo: księżniczek, innej opcji brak - było tańczenie boso wśród kwiecia, najlepiej jeszcze w deszczu. It's so canon.
Taaak, a z krzaczorów stalkował Beren:
Zielone liście, zieleń traw,
Wysoki jasny szalej -
A na polanie światło gwiazd
Na tle cienistych alej.
Tinuviel wiedzie tutaj tan
(Ton fletni - słyszysz - bliski),
A na jej włosach światło gwiazd
I w sukni gwiezdne błyski.

Beren tam przyszedł z mroźnych gór,
Wędrował wciąż pod liśćmi-
Aż ujrzał Rzeki Elfów brzeg
I rzek: gdzież dalej iść mi?
I spojrzał przez szaleju liść:
Na płaszczu złoto słońca
I fala włosów niby cień
Za głową szła - tańcząca.”

Co za potwór był we stanie ją skrzywdzić? Uosobienie dobra…?
Noo, bo tańczyła boso i w ogóle. Te złe nawet jeśli tańczą, to tylko zmysłowo i wszetecznie, a nie boso w ogrodzie. *kiwa głową*
Tak. A później jakiś mężczyzna traci głowę.

W mojej wyobraźni był to cień, który wciągał przerażoną piękność do ciemnego lasu.
Ojapierdziu, wciągnęła ją Gwiazda Śmierci?! O.O

Miałam ochotę spytać jak było naprawdę… Tylko czy Garibia chciała do tego wracać?
Byłam bardzo ciekawa jak to jest, widzieć na własne oczy, jak jedna epoka zostaje zastąpiona drugą… Niedługo się o tym przekonam.
No, jak stuknie ci setka, zobaczysz Okresową Zmianę Epok - wieczorem będzie jeszcze modernizm, a rano ludzie będą się budzić i mówić "Łoboru, to już postmodernizm? Jak ten czas leci..."Tak, a sam koniec dostaniesz dyskursem w twarz.*

*Absolutnie nieśmieszny komentarz hermetyczny z dedykacją dla pewnego Wujka ;)

Garibia biegła obok mnie – już nie musiała prowadzić, wracałyśmy po naszych śladach – trop był niesamowicie intensywny.
Wyżłobiły w ziemi ślady jak stado pędzących niedźwiedzi?
Albo rzeczywiście znaczyły teren, zadzierając kiecki przy każdym ciekawszym krzaczku.

- Dlaczego jesteś smutna? – Spytałam delikatnie.
- To tylko zaduma – powiedziała, potrząsając głową.
Nie patrzyła mi w oczy. Pozorowała to, ale spoglądała za mnie.
Pozorowała niepatrzenie w oczy? Czyli tak naprawdę patrzyła, ale udawała, że się gapi na krzaczek obok? Ja tak nie umiem... :(

Wtedy to do mnie dotarło… Wydawałam się Garibii bardzo do niej podobna… Może myślała, że nasze losy też były podobne?
- Tobie zabrano z życiem miłość – stwierdziłam głucho. Byłam sparaliżowana swoim odkryciem. Garibia tęskniła?
Spojrzała na mnie z bólem w oczach i bezgłośnie przytaknęła, a moje wyobrażenie o tańczącej śmiertelniczce zostało uzupełnione postacią przystojnego mężczyzny w białej, staromodnej koszuli i czarnym płaszczu. Tańczył z nią,
Też boso wśród kwiecia? OMG, it's soo gay. ;)
Oszlag, niechcący trafiłam z tym Berenem... =.=

a jego oczy emanowały miłością.
Zatem wyglądał tak:

- Wiesz jak trudno było w tamtych czasach zakochać się w kimś z odpowiednim pochodzeniem? – Zapytała.
Zwłaszcza, że większość książąt na wydaniu to były przepite, pięćdziesięcioletnie knury?!

Wiedziałam, że gdyby tylko mogła, zalewałaby się gorzkimi łzami – to niesprawiedliwe, ze nie mam łez!
- Tobie się udało – szepnęłam.
- Byliśmy zaręczeni… Pojechał na polowanie, a ja tak bardzo tęskniłam…
Boru, on się chyba na mamuty zasadzał, skoro to było dla niej takie wielkie halo.:/
BTW, gdzie to się w ogóle dzieje?
W blogasku. Ergo - nie ma to większego znaczenia.

Samotna łza spłynęła po policzku Garibii
TAK!!!
Eee... czy ktoś wspominał coś o tym, że "wampiry nie mają łez"?Jak widać, TEN RODZAJ łez stanowi wyjątek.

- Poszłam do ogrodu, na naszą ławkę… Byłam strasznie naiwna!
Noo, gdybyś posadziła dupę na krześle, wszystko byłoby inaczej!Pamiętajcie, dzieci, nie siadajcie na ławkach! Siedzenie na ławkach zabija!

Wierzyłam, że świat jest dobry, bo skąd miałam wiedzieć o źle? Skąd? Skoro nigdy niczego takiego nie doświadczyłam. Tam gdzieś w świecie mieli być niegodziwi ludzie, ale mieli też nigdy nie zrobić mi krzywdy…
Wot, macie: żeńska Siddartha Gautama się znalazła.
Weź nie obrażaj. ;P

Zawiesiła na chwilę swój chaotyczny monolog na haku i potarła czoło otwartą dłonią. Głowa nie mogła jej boleć w sposób fizyczny.
- Nie słyszałam kroków. Jedynie ból uświadomił mi, że nie jestem sama. Nawet nie krzyczałam… (...)
- Rodzice myśleli, że zabłądziłam w lesie i wysłali straż na poszukiwania. Moje pierwsze ofiary… Potem, niczym deser, byli mieszkańcy zamku. Chyba mnie nawet nie poznali… Mam nadzieję.(...) Mój kochany także wrócił lada dzień i zamiast ukochanej zastał potwora… zamiast serdecznego uścisku – zęby na karku… Zamiast miłości – śmierć…
Ze zdumienia otworzyłam usta.
- Teraz widzisz jakim jestem potworem. Zabiłam go – mojego Beniamina, zabiłam…
Pani w szkole krzyczy na Jasia:
- Jasiu, twoje zachowanie jest skandaliczne!!! Jutro przyjdziesz do szkoły
z ojcem!
- Ja nie mam ojca.
- A co mu się stało? - pyta zdziwiona nauczycielka.
- Walec go przejechał.
- No to niech przyjdzie matka.
- Matke też walec przejechał.
- A dziadka masz? - pyta nauczycielka z odrobiną zwątpienia.
- Nie.
- Jego też przejechał walec?
- Tak.
- A babcię?!
- Też.
- Ale chyba masz jakiegoś wujka czy ciocię, którzy uniknęli tej strasznej śmierci?! - pyta pełna najgorszych obaw nauczycielka.
- Nie, wszystkich przejechał walec.
- Biedny Jasio! I co ty teraz bedziesz robił sieroto? - użala się nad malcem nauczycielka.
- Będę dalej jeździć walcem.


10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Hey!
Na początku bardzo chciałam Wam podziękować - dzięki wam jestem zdrowszym człowiekiem (mamusia zawsze powtarzała, że 20 minut śmiechu przeponowego dziennie to podstawa egzystencji). Przypomniałyście mi też epicki dowcip, chociaż ja znałam go w wersji z traktorem. xD
Pozdrawiam!
Nefariel

kura z biura pisze...

Łiiii! Warto było czekać!

Maba pisze...

Witam, z analizy ukwikałam się setnie.
"moje wyobrażenie o tańczącej śmiertelniczce zostało uzupełnione postacią przystojnego mężczyzny w białej, staromodnej koszuli i czarnym płaszczu. Tańczył z nią,"
No, ale tak za przeproszniem, bez gaci? Za to był w płaszczu i koszuli, ekshibicjonista jakiś.
Pozdrawiam, życzę wytrwałości w trakcie sesji oraz kolejnych świetnych analiz.

Hasło: anchibb - an(i)chibb(i)

Anonimowy pisze...

Przy tej analizie nie było z mojej strony żadnego kwikania, niestety. Opko nie było takie tragiczne, ja bym raczej dała autorce spokój.

Goma pisze...

Szukanie bicia serca za sałatą było strzałem w dziesiątkę xD Tak samo religijność i wolontariat. Ale ostatecznie niby się taka krwiożercza zrobiła, a wszędzie tylko samotne łzy za utraconą miłością.
Dobrze, że sesja Wam nie odebrała humoru :)

o.O pisze...

O, wieeelki lol: przypadkiem szukając odcinka filmu natrafiłam na ten otóż idiotyczny blog: http://yukimi-akatsume.blog.onet.pl/
fandom od D-Gray Man'a (normalnie mi szkoda anime jak to czytam)

ZA ZANALIZOWANIE BĘDĘ MEGA WDZIĘCZNA BO CHCĘ TO ZOBACZYĆ W WASZYM WYDANIU!!

(TYLKO SIĘ NIE WYSTRASZCIE JAK BĘDZIECIE TO CZYTAĆ ;P)

Anonimowy pisze...

Ekstra! Macie zniżki na basen?

xD To zniszczyło. Końcowy kawał też.

Świetnie dziewczyny, że nie znikacie :). Popadła bym w żałobę ;P

Proponuję zanalizować coś o Sakurze albo Tokio Hotel. Przy analizach z tej serii zawsze padam.

Pozdrowionka.

CherryMerry (stała czytelniczka, nie zawsze komentująca ;))

Orphireus pisze...

Ahaha. Jeśli jest coś, co zyskuję przy czytaniu waszych analiz, to jest to wiedza o epicko cudownych filmach klasy B.

Dzięki za codzienną zalecaną dawkę śmiechu :)

Wilcza Jagoda pisze...

Autorka musi być młoda, bo widać, że zamiast wymyślić cokolwiek własnego o wampirach, przepisała wszystko ze "Zmierzchu" - nowonarodzony wampir jest silniejszy od starszych, wampirelle chodzą jak księżniczki, nawet to nieszczęsne pieczenie w gardle...

A ja znałam wersję z walcem :D

Shigella pisze...

http://static0.blip.pl/user_generated/update_pictures/2152249_inmsg.jpg Drogie analizatorki, zaopatrzcie sie moze w takie cudo. Na Edzia sie nada, a i altoreczke mozna sprac po rzyci ;)