czwartek, 19 maja 2011

Skarpeta śmierdzi, co dowodzi, że Konioświniorożcojeleń tu nadchodzi!

Witajcie!

Lojalnie uprzedzam: to, co się będzie działo w drugiej części analizy opka o Merlinie i Arturze, będzie bardzo, ale to BARDZO złe. Pojawią się rewolucjoniści, teściowa Dartha Vadera (która została szwaczką), Konioświoniorożcojeleń z piekielnych czeluści - oraz, o zgrozo... skarpetki. W roli nadwornych minstreli wystąpi zespół Rammstein, a zza kurtyny będą zerkać z przerażeniem sir Terry Pratchett i Edgar Allan Poe.

Indżojcie - o ile macie odwagę!

Blogasek zanalizowały:
Kalevatar i Pigmejka

Rozdział II: Plan
W ciemnym pokoju, w którym obudziła się Sophie, było zimno i mokro, co wskazywało na to, że znajduje się gdzieś pod ziemią. Siedziała już tam od kilku godzin (choć jej wydawało się, że to dni) i do tej pory nikt nie wszedł do zamkniętego pokoju.Zaraz, a skąd ona to wie, skoro spała? Aaa... to narracja nie może się zdecydować, czy rozwijać się z punktu widzenia bohaterki, czy narratora wszechwiedzącego. Ok, już nadążam.
Warte uwagi jest stwierdzenie, że żaden z porywaczy nie był Jezusem i nie wchodził przez zamknięte drzwi.
Aż w końcu dziewczyna usłyszała odgłos otwieranego zamka i do pokoju wszedł wysoki, barczysty mężczyzna.
-Dzień dobry-przywitał się mężczyzna.-Dobrze się spało?
-Tak. Czy mogę wiedzieć, dlaczego tu jestem?-zapytała Sophie.
-Ależ oczywiście, że możesz! Otóż jesteś nam do czegoś potrzebna.
- Zali wżdy?!
-Nam?
-Mi i powstańcom.
- MNIE, do wszetecznej ladacznicy! - warknęła ukryta za firanką Pigmejka.
-Powstańcom? Powstańcom przeciwko królowi?
Ja tam bym na jej miejscu wypytała, do CZEGO jestem potrzebna, a nie KOMU. Bo jeśli przez “do czegoś” on rozumie np. “do odprawienia krwawego rytuału, muahahahah!!!” to byłoby mi całkowicie obojętne, czy porwali mnie Szaleni Czciciele Zielonej Galaretki, czy posłowie radykalnej prawicy.
-Tak. Przeciwko królowi, a robimy to dlatego, ponieważ nie zgadzamy się z jego władzą.
Niezwykłe. Większość powstań wynikło przecież z euforycznego wręcz stosunku obywateli do władzy.
-A co zrobicie, jak powstanie się uda?Hm... aby zadbać o sprawiedliwość i porządek, ogłosimy Deklarację Praw Człowieka i Obywatela, potem dla pewności, że jesteśmy rewolucyjni, będziemy nazywać nasze dzieci Bastylia albo Lilia Rewolucja, zetniemy króla i zaostrzymy wszelkie możliwe przepisy - ale ciągle będziemy drżeć ze strachu przez zaplutymi karłami monarchii, więc dla jeszcze większej pewności zetniemy głowy całej opozycji, a potem...-Cóż...Najpierw może rozdamy jedzenie, a potem pieniądze ludziom, zaczniemy leczyć chorych i różne inne rzeczy, których nie robi król.Niedobry król, jak on mógł nie leczyć chorych?! I może jeszcze nie niańczył dzieci samotnych matek i nie wyprowadzał na spacer psów okolicznych staruszek?!
I pewnie jeszcze nie bił monety na potęgę, żeby spowodować hipermegainflację, co?
-Do czego jestem wam potrzebna?-Sophie zmieniła temat.
-Chodzi ci o to, dlaczego cię porwaliśmy, tak?
- Nie, tak tylko zmieniam temat, bo przynudzasz.
- Właśnie, get on with it!
-Tak. A więc dlaczego?
-No więc, porwaliśmy cię z pewnego bardzo, bardzo ważnego powodu... A mianowicie: ja i powstańcy chcemy żebyś została naszym przywódcą.
KWIK. Oni są prawie jak Czerwona Armia porywająca Rincewinda, tylko jeszcze bardziej nieudolni. Nie mogli jej zwyczajnie spytać?
Mary, niczym Simba, musi zająć należne jej miejsce.
-J-ja?!
-Tak, ty. Mój brat opowiedział mi o twoim "kłótni" z królem i księciem.
-Kłótni? Ja się wcale z nimi nie pokłóciłam!
Ja tylko zrugałam go jak psa!
To była tylko gra wstępna!
-To była przenośnia. W każdym bądź razie, po tych wydarzeniach zostajesz naszym przywódcą!-powiedział to z taką radością, że dziewczyna uśmiechnęła się.-To jak zgodzisz się?
- A jak się nie zgodzisz, to utniemy Ci głowę! - twarz rewolucjonisty rozciągnęła się w radosnym uśmiechu.
-Żeby zrobić na złość królowi?-Sophie zastanowiła się.-Ależ oczywiście!
Że też historycy nie wpadli jeszcze na to, że te wszystkie rewolucje były przeprowadzane na złość władzy!
Ale...-przerwała, bo mężczyzna wydał okrzyk radości, a zza drzwi odezwały się podobne krzyki.Odczekała aż wszystko ucichnie i dodała:-Ale pod jednym warunkiem: nazywam się El.
Skrót od Eldorado, El Greco, Eli lama sabahtani. Sam rozumiesz, trochę długo.
-Jasne! Jestem Phil-potrząsnął gwałtownie jej dłonią.
-Miło mi cię poznać Phil. Czy możesz mi objaśnić plan powstania?
Zebranie rozpoczęli od odśpiewania kilku rewolucyjnych pieśni, ale że komuś o agatejskim charakterze nieposłuszeństwo wobec władzy nie przychodzi łatwo, miały one tytuły takie jak “Ciągły postęp i ograniczone nieposłuszeństwo przy zachowaniu ściśle określonych dobrych manier”. (...)
- Delikatnie odepchniemy siły represji! - krzyknęli chórem. (...)
- Właśnie - zgodził się. - A potem, towarzysze, musimy uderzyć w samo serce zgnilizny. Musimy ruszyć do szturmu na Pałac Zimowy!

Kadra umikła.
- Przepraszam (...) - odezwał się ktoś po chwili. - Przecież mamy czerwiec.
- W takim razie uderzymy na Pałac Letni!(Pratchett)
***
Merlin wszedł do komnaty Artura obładowany upranymi rzeczami.
-Dzień dobry-przywitał się, a potem odbił od kolumny. W końcu potknął się o stół i wpadł wprost do misy z wodą.
Och jej... od tych Elementów Komicznych zaraz mnie brzuch rozboli. *ziew*
-Dawaj to- Artur wyrwał mu ubrania i położył na krześle.-Długo cię nie było.
-Tak, tak... Wygłupiałem się z Sophie.
-To twoja dziewczyna?
-Nie skądże...
-Pewnie jest brzydka, co?
-Tak, jasne-Merlin uśmiechnął się. Gdyby Artur zobaczył Sophie z pewnością zmieniłby zdanie o "brzydkich" (z wyglądu) ludziach z niższych klas.
Powszechnie wiadomo, że bogactwo dodaje +200 do urody, ja tam rozumiem Artura.
Samo bogactwo może nie, ale lepsze żarcie i czas na to, by się stroić i upiększać już owszem.
-Dziś wypierzesz kilka rzeczy-książę wstał i wręczył magowi jeszcze więcej rzeczy do prania niż wcześniej. Merlin rzucił mu wściekłe spojrzenie znad rzeczy, na co Artur tylko się uśmiechnął. Mag pokręcił głową i wyszedł z komnaty, zastanawiając się nad dwoma rzeczami: czy Artur kiedyś się zmieni
To znaczy, przestanie brudzić ubrania z prędkością niechlujnego bachora?
i gdzie jest Sophie?
***
Eve siedział na krześle przy oknie i czytała książkę.
Książka miała tytuł “Jak zmienić płeć w trzy sekundy”.

Była zimna noc, więc miała na sobie ciepły płaszcz. Usłyszała pukanie i powiedziała :"Proszę", ale nikt nie wszedł do komnaty.
Raz w północnej, głuchej dobie, gdym znużony siedział sobie
Nad księgami dawnej wiedzy, którą wieków pokrył kurz -
Gdym się drzemiąc chylił na nie, usłyszałem niespodzianie
Lekkie, ciche kołatanie, jakby u drzwi moich tuż.
"To gość jakiś - wyszeptałem. - Puka snadź przy drzwiach mych tuż.
Nic innego chyba już". (...)
Więc nabrawszy męstwa wstałem, z ugrzecznieniem mówiąc całem:
"Panie albo pani, błagam, nie obrażaj się ni chmurz,
Bo zasnąłem ze zmęczenia, a twe lekkie uderzenia
W drzwi mojego tu schronienia nie zbudziły mnie. Więc cóż
W tym dziwnego, żem nie słyszał?" Tu otwarłem drzwi - i cóż?
Ciemność w krąg - nic więcej już.
(Edgar Allan Poe)

Wyjrzała przez okno i o mało co nie krzyknęła. Za oknem stała Sophie, Eve nie zauważyłaby jej, gdyby nie odsłonięte błękitne oczy.
Oczy owe świeciły niczym Oko Saurona, tak?

Otworzyła okno i wpuściła ją do środka.
-Cześć siostra-przywitała się Sophie, zwinnie i lekko lądując na podłodze.
-Cześć. Już sądziłam, że nigdy nie przyjdziesz...Co ty masz na sobie?!
Strój dementora!

-Ciszej! A tak w ogóle to ja zapytałabym o to samo.
-Ha,ha. Bardzo śmieszne. O co chodzi?
-Chcę żebyście wyjechali z miasta.-Oznajmiła Sophie.
-Dlaczego?! Dopiero co przyjechaliśmy!
-W mieście odbędzie się coś, czego wolałabyś nie zobaczyć. (Dalibóg - festiwal dziecięcych zespołów oazowych?! )Więc jeżeli zdecyduj się i to szybko-dziewczyna weszła na parapet.
-Zaczekaj! A ty zostajesz? I tak w ogóle, to JEŻELI CO?! Tyle razy ci matka mówiła - mów pełnymi zdaniami!

-Tak. To mój obowiązek.
-A moi obowiązkiem jest zostanie z rodziną i przyjaciółmi.
Sophie zmrużyła oczy, a potem wskoczyła w ciemność.
Ona się nigdy nie zmieni-pomyślała Eve.

Rozdział III: Afera skarpetkowa
Dobrze, że nie bokserkowa. Choć bokserkowa mogłaby być w sumie ciekawsza...
Afera sockgate.

Dedykuję ten skromny rozdział ludziom, którzy choć raz ten blog odwiedzili.
O, czyli mnie i Kalevatar też? Jakże nam miło. ^^

Merlin właśnie przechodził przez ciemną, wąską uliczkę. Myślał o Sophie. A właściwie to próbował o niej nie myśleć. Bo im dłużej myślał, tym więcej się martwił. A im więcej się martwił, tym bardziej upewniał się, że z Sophie łączy go nie tylko przyjaźń. Ale teraz musiał choć na chwilę przestać. Artur na pewno wykorzystał by jego uczuciową niedyspozycję i dał mu dużo więcej pracy niż zwykle,
No i słusznie by zrobił, bo ogrom obowiązków często pomaga na “uczuciowe niedyspozycje”. Swoją drogą, Ałtoreczce niechcący wyszło całkiem fajne określenie.

albo jeszcze zaczął by się nabijać. A tego młody czarodziej by nie zniósł. Może jest sługą, ale swój honor ma... I nie będzie dawał się poniżać nawet osobie, nawet tej która każe tytułować się "księciem".
I co by mu zrobił, potknąl by się o niego? Tak BTW to on rzeczywiście jest księciem, face it. :/

W bramie zobaczył patrol dwóch gwardzistów, rozmawiających ochoczo o wczorajszym pobycie w karczmie. Z ich min i zachowań można było stwierdzić że jeszcze dzisiaj nie wytrzeźwieli.
Nie dziwię się, że monarchia chwieje się tu w posadach, skoro straż chleje tam potężniej, niż stereotypowy student na Juwenaliach.
A może oni się zlali w trupa tak z tej wielkiej radości - wizyta w karczmie musiała być u nich nie lada wydarzeniem, skoro rozprawiają o niej jeszcze następnego dnia.

A z ich skarpetek unosił się oliwkowy obłoczek, o niezbyt przyjemnej woni.
No, oliwki nie pachną jakoś szczególnie powabnie. Ale po co oni sobie stopy nacierali oliwą z oliwek? Suchą skórę na piętach mieli?
Myślę, że to miała być jakaś nieudolna synestezja. Albo raczej totalnie bezmyślne przełożenie disneyowskich elementów komicznych na prozę.(Tak przy okazji: jak ktoś się nachleje, to raczej capi mu z mordy, a nie ze skarpetek. Choć ze skarpetek może oczywiście też.)

***
-Wejść- zawołał Artur, kiedy mag zapukał do drzwi. Książę był w bardzo złym humorze. Merlin miał nadzieję że nie zacznie rzucać w niego toporami, tak jak ostatnio.
Bo toporów miał książę w mieszkaniu tyle, co malarz tubek z farbą. Khę, gdzie on mieszka, w zbrojowni?
Znowu wyczuwam smrodek Disneya. Poza tym takim toporem raczej niełatwo rzucić, pragnę zauważyć.

-Co tu tak śmierdzi?- zapytał młody czarodziej. Na jego twarzy malowało się obrzydzenie najwyższego stopnia.
Artur bez słowa podszedł do szafy. Otworzył drzwi. Z wnętrza obszernego mebla zaczęły wysypywać się szare skarpetki z wyraźnym godłem Camelotu.
-To- brzmiała odpowiedź.- Przez trzy tygodnie zaniedbywałeś swoje obowiązki. A teraz ja muszę cierpieć. Przez ciebie.
Ale jak to - to książę nie ma żadnych innych służących, którzy są odpowiedzialni za pranie? Chyba zaczynam się gubić...
I wszystkie zużyte onuce skrzętnie zwija w pary i ładuje do szafy, by wzbudzić w słudze wyrzuty sumienia - zamiast po prostu wydać mu polecenie? Sensie, wróc!

I przysięgam ci Merlinie, że jeśli w przeciągu pół godziny nie zrobisz czegoś z tymi przeklętymi skarpetami, to każę cię utopić, później zakuć w dyby, a następnie znowu utopić...
Zabiję cię! A potem zakopię, odkopię, sklonuję i te klony zabiję!

Ty sobie pracuj, a ja idę do Morgany, pamiętaj: czas płynie.- i wyszedł.
-Na jednorożce ze złamanym rogiem- zaklął Merlin. - Czy on sądzi, że w ciągu marnych trzydziestu zdołam wyprać całą górę?... .
Hm... obstawiam, że skarpetek było nie więcej niż 21 par - a i to zakładając, że książę codziennie zakładał nowe. Zatem na jedną parę Merlin ma nieco ponad minutę... Eee tam, da radę. Może upierze je niezbyt dokładnie, ale przynajmniej zdąży.

I mag zabrał się do pracy. Do wielkiego trofeum, które Artur zdobył na jakimś turnieju,
Że CO? To wielki książę nie ma nawet zwyczajnej balii? :D
To na turniejach wtedy dawano puchary? Oh wait - to wtedy już organizowano turnieje?

wlał wodę i wyszeptał parę zaklęć. Kiedy woda spieniła się i zabulgotała, czarodziej wrzucił do niej skarpetki.
PFFF... pierze je MAGICZNIE i jeszcze przeżywa? Matko, co za delikatniś wychuchany, ja myślałam, że on będzie je ręcznie szorować! =.=
Ja też nie wiem, jak przy takim podejściu do obowiązków ma zamiar pracować jako pokojowiec. Choć sądzę, że idealnie nadawałby się na panią z dziekanatu.

Do mieszania użył książęcego miecza.
A to co ma być? Element Komiczny, czy inna swołocz?!
Element, a jakże. Istny fajerwerk dowcipu.

Dla zabicia czasu śpiewał starą rycerską piosenkę o legendarnym mieczu Lar' Thung.
Jest to miecz tak niesłychanie legendarny, że nawet Google o nim nie słyszało. W zamian spytało, czy chodziło mi o Mao Tse-Tunga.

***
-Merlinie, co ty do licha robisz?!!!!!!!! Mój miecz! Moje trofeum! Przestań śpiewać!!!- krzyknął książę, wchodząc do pokoju.- I coś ty zrobił z tymi skarpetami?- dodał nieco ciszej- ta ciecz wyżarła materiał, i zostały same dziury. A zresztą, i tak były w nie najlepszym stanie... łap!
Młody mag w ostatniej chwili chwycił dwa długie szpikulce oraz kłębek osobliwego sznurku.
Sznurku było zaiste bardzo osobliwe. Do tego stopnia, że nikt nie wiedział, czym jest.
Podejrzewano tylko, że było odpowiedzialne za nadnaturalny przyrost wykrzykników.

- Co to?- zapytał
- Merlinie, nie rozśmieszaj mnie... To są druty i wełna. Do jutra masz zrobić pięćdziesiąt par skarpetek, z naszywką z herbem Camelotu. I biada ci, jeśli zabraknie chociaż jednej! A teraz możesz już sobie iść... Nie słyszałeś?! Zjeżdżaj mi stąd?!!!!!!!!
Artur ciska w biednego Merlina tymi wykrzyknikami jak Zeus piorunami w tytanów. Auć.
Jestem ciekawa, jak za pomocą drutów wykonać tę naszywkę z herbem. I w ogóle po wór umieszczać herb na skarpetach? I czemu Artur nosił przy sobie druty i wełnę? Na 50 par musiało być jej całkiem dużo... No i czemu Artur mówi o "herbie Camelotu", podczas gdy chodzi o herb Pendragon? Ja nic nie rozumiem... Gdzie mój emo kącik... :(

Kłaniając się uniżenie, opuścił najpotężniejszy mag mieszkanie porywczego księcia. Przybył do swojego domu ( od jakiegoś czasu nazywał tak dom medyka Gajusza) i zabrał się za robótkę,
Merlin, potężny mag, przy robótce ręcznej. To takie fajne i słitaśne, że zaraz unoszące się pod sufitem kucyponki zapaskudzą mi całą podłogę tęczowym guanem.

i zabrał się za robótkę, oczywiście przy pomocy magi.
Dzięki czemu skarpetki może nie były szczególnie piękne, ale za to dobrze przyprawione.I specyficznie pachnące - ale to akurat cecha powszechna u skarpetek.

Przez całą noc Merlin szeptał skomplikowane zaklęcia i starał się nie zasnąć, choć oczy kleiły się strasznie, a w mózgu, zamiast gonitwy myśli panowała błoga cisza.
Taaak, to typowe, że bohaterowie blogaskowi są najszczęśliwsi wtedy, kiedy nie muszą myśleć.
Jestem ciekawa, kto wcześniej wymyślił zaklęcie stwarzające skarpety. W innych uniwersach to tylko fireballe i inne narzędzia masowej zagłady, a tu proszę, jaki pragmatyzm.

Oczywiście, co chwila sen próbował zabrać maga do swojej krainy pełnej cudów, gdzie razem z Sophie, trzymając się za ręce przemierzali Pola Elizejskie,
Ja przepraszam, ale czemu Celt (legendy o spłodzeniu go przez inkuba puszczam w niepamięć, bo z postacią kanoniczną ma on tyle wspólnego, co pchła z krokodylem) marzy o czymś, co było elementem wierzeń starożytnych Greków?
"Trzymając się za ręce", czaisz? Ile on ma lat, dwanaście? ;>

skąpane w srebrnym świetle księżyca. Właśnie chciał wyznać jej swoją miłość, gdy zaczarowany komar-budzik, boleśnie ukuł go w ramię.
- Na jednorożce ze złamanym rogiem!- szepnął rozczarowany chłopak.- Dlaczego teraz? A miałem taki piękny sen...
Profesor Freud zmusza mnie do wysunięcia przypuszczeń, że jednorożec ze złamanym rogiem stanowi wyraz utajonych lęków kastracyjnych Merlina.

***
Nad ranem, kiedy złote promienie słońca wpadły przez malutkie okno w pokoju Merlina, ten już skończył robić pięćdziesiątą skarpetę. Zapakował wszystkie do wiklinowego kosza i pomaszerował do zamku. Artura zastał już na nogach... i w świetnym humorze.
-No, no Merlinie, wszystko zrobione? Widzisz, chcieć to móc!- i poklepał maga po ramieniu. Wziął jedną do ręki.- Merlinie, to MAJĄ BYĆ SKARPETY???!!!!!!!!?!!!!!
-To są skar...- brzmiała nieśmiała odpowiedź.
-Nie, to są szaliki. Zabieraj te szmatki i wynoś się, pókim dobry... I radzę ci szybko znaleźć kogoś, kto zrobi te przeklęte skarpety.Niech leci do Hogwartu, Hermiona nocami robiła na drutach ubranka dla skrzatów, to powinna mieć wprawę w skarpetach...
...
Wybaczcie, zaniemówiłam w obliczu tego jakże błyskotliwego plot-twista polegającego na nieodróżnianiu skarpet od szalików. *trwa w stuporze*

***
- Co ja zrobię, nieszczęśliwy...- lamentował młody czarodziej. - Gdyby tu była Sophie na pewno by mi pomogła.Chciałam napisać tu coś zjadliwego na temat testosteronu wyżerającego w mózgu ośrodki odpowiedzialne za radzenie sobie w codziennym życiu i traktowaniu kobiety jako mobilnej maszyny wielofunkcyjnej, ale przypomniałam sobie, że to średniowiecze, więc nic o tym wszystkim nie napiszę. ;>

- A dlaczego taki miły chłopiec, ma taki zacięty wyraz twarzy?- zapytał ktoś miłym głosem. Czarodziej odwrócił się. Stała przed nim stara, niska i tak pomarszczona kobieta, że gdyby nie była ubrana w suknię, jaką nosiły w Camelocie szwaczki, Merlin pomyślał by że pochodzi
z Leśnego Ludu N'ah. Zielono-szarymi oczami spoglądała na czarodzieja trochę smutno, trochę wesoło.
Lewe oko łypało ponuro, a drugie mrugało zalotnie.

- Kim jesteś chłopcze? Co cię trapi?
- Jestem Merlin, pani. - przedstawił się mag. I nie myśląc dalej, wypaplał staruszce o skarpetkach dla gwardii
Zaraz... to on się zajmuje skarpetami gwardii?!
KWIIIII... *ciało Pigmejki opada bezwładnie na podłogę*

Znaczy... to te skarpetki gwardii były w pokoju Artura? *pada obok Pigmejki*

oraz o zemście Artura, która dosięgnie i zgniecie go niechybnie.
- Nie martw się Merlinie, wszystko się ułoży. Ja jestem Dartha Vadera teściowa, z mistrzem Yodą spokrewniona i... mogę ci pomóc.
Pod warunkiem, że przejdziesz na ciemną stronę mocy. A tak przy okazji: jestem twoim ojcem... yyy, to znaczy matką!!!

Daj ten koszyk, przez dzień uszyję skarpetki, jutro możesz przyjść je odebrać.
- Dzięki ci, Dartho, jesteś bardzo dobra dla mnie. Ale... ja nie mam pieniędzy... znaczy mam, ale mało. Znaczy Artur ma, bo on jest księciem Camelotu. Ale on mi nie da, bo to straszne skąpiradło. Płaci mi po dwa grosze tygodniowo, a Gwen moja przyjaciółka i służka lady Morgany, dostaje przez ten sam czas trzy razy więcej!
- Nie musisz mi płacić. Przyjaźń z takim uroczym młodym człowiekiem jak ty, to wystarczająca zapłata. Dlatego wystarczy, że dostanę wynagrodzenie w naturze.
Nie ma zmiłuj, synek.

A teraz już idź Merlinie.

***
Kiedy młody czarodziej następnego dnia rano udał się pod Fontannę Szczęścia, gdzie poprzedniego dnia spotkał uczynną szwaczkę, nie zastał tam nikogo.Nikogo w stroju szwaczki. Stał tam za to ktoś ubrany TAK.
Straszliwy Lord Sith, Darth Sister?

Zaniepokojony, że został ofiarą oszustwa, raz po raz obchodził fontannę dookoła. Gdy przechodził tamtędy dziesiąty raz, pod wielkim kamiennym liściem zobaczył swój wiklinowy koszyk. Klęknął na brzegu, i ryzykując wpadnięcie do wody
(co byłoby STHHHRRASZNE!), nachylił się w kierunku koszyka. Końcami palców złapał za ucho i wyciągnął z ukrycia.
Nie wstając, zajrzał do środka. Na białym, miękkim pergaminie
...leżał Mojżesz.

Na białym, miękkim pergaminie
Biały i miękki? To nie pergamin, to prześcieradło, ty ośle.

widniały słowa z przeprosinami, że staruszka nie może się z nim spotkać.
- Kochana ta Dartha- pomyślał czarodziej oglądając aksamitne skarpetki z dopracowanym herbem umiejscowionym tuż pod kostką.
Skarpetki z aksamitu? To chyba do kompletu do stringów z koronki...

***
- ŁAPAĆ MERLINA!!!!!!!!- krzyknął ktoś z oddali. Chłopiec rozpoznał głos Gardraffa, wyjątkowo wielkiego i wrednego typka z gwardii Artura. Chciał uciekać, gdy jedna z nóg natrafiła na śliski, omszały kamień...
Noga zdziwiła się niepomiernie swoim znaleziskiem.

Po chwili Merlin był już w wodzie, a nad nim sterczał owy Gardraff, a właściwie jego wielka, jak szynka na królewskim stole, ręka i sina twarz.
Tylko ręka i twarz unosiły się w powietrzu? Ten strażnik miał chyba wśród przodków Kota z Cheshire.



- Idziemy- ryknął gwardzista, wyciągnął nieszczęśnika z wody i zawlókł do sali tronowej. Na nieszczęście, król był nieobecny, a na Głównym Tronie siedział Artur.
Eee... a to są Trony Poboczne?
- Nie wiedziałem że masz czelność przyjść jeszcze tutaj, po tym jak cie wygoniłem...- powiedział.
- A ja nie wiedziałem że chcesz zdetronizować swego ojca!- krzyknął Merlin.
- Za pomocą tych skarpetek? - zapytała ze znużeniem Kal.
- Będziesz mówił ciszej, Merlinie, czy Gardraff ma ci pomóc?
- Oczywiście Wasza Wysokość...- szepnął Merlin jadowicie.
- No, to teraz lepiej... A co ty tam masz?
- A nic takiego- brzmiała odpowiedź. Sprytny Merlin wymyślił że wcale nie odda Arturowi ślicznych skarpetek od Darthy, tylko sprzeda je na targu. To misterna robota, będą więc wiele warte.
Zaraz, przecież jeszcze chwilę temu pilnie potrzebował tych skarpetek, żeby Artur go nie zniszczył! O.o A zresztą, po co ja w ogóle pytam o takie rzeczy...
Szczwany był, sprytny i przebiegły, zaistee... I wcale nie żerował na współczuciu nieznajomej, która pomogła mu ze względu na grożące mu konsekwencje.
- No dalej, pokazuj, nie krępuj się...
Widząc że z wielkim gwardzistą nie ma większych szans, młody mag niechętnie postawił koszyczek pod tronem.
-Widzę, że nauczyłeś się robić na drutach-
Do tego wyszedł Ci aksamit! No, no... wyrabiasz się.
uśmiechnął się złośliwie książę z wyolbrzymionymi ambicjami.-
Wyolbrzymione ambicje siedziały na oparciu tronu. Wyglądały na nieco spuchnięte.
A może miał po prostu powiększone migdałki?
no, no niezłe te skarpetki...- po czym ściągnął swoje buty i przymierzył krwisto-czerwoną parę. - oto skarpety godne przyszłego króla!Rozdać skarpety gwardii! A Merlinie...te zanieś memu ojcu... .
Nie mając wyboru udał się czarodziej do króla, który w owym czasie walczył z potężną migreną.
-Witaj Wasza Wysokość... Twój szlachetny syn książę Artur Pendragon składa Ci w darze, o, Najjaśniejszy Panie, Słońce Camelotu, te przepiękne aksamitne skarpety, misternej roboty Jego Uniżonego Sługi,Merlina...
-Skarpety?!- w jednej chwili Uther Pendragon ożywił się.-To świetnie, to cudownie, przez ten przeklęty ból zrobiło mi się zimno,stopy zaraz chyba mi zamarznął...
Ja wiem, że migrena się różnie objawia, ale żeby marznięciem stóp? Układ krążenia mu nawalił przy okazji, czy jak?
No, bo to ten ból mu stopy zamarznął, rozumiesz. Rozumiesz, prawda?
Aaa.
- wydarłszy magowi tą przydatną część ubrania, natychmiast założył ją na stopy, i zaczął nucić jakąś starą piosenkę...
I nawet migrena przeszła jak ręką odjął! =.=
Ciekawe - od śpiewania minął? Od skarpet? Od rzeczy?
Merlin uznał za stosowne oddalić się. Składając ukłon,dyskretnie posuwał się w kierunku wyjścia.
A to nie mógł zwyczajnie wyjść? Król dostaje ataku histerii za każdym razem, kiedy wykonuje się przy nim gwałtowne gesty, czy co?
Oj, może jest paranoikiem.
Kiedy wreszcie udało mu wydostać się z Królewskiego Apartamentu,
To ten król w hotelu mieszkał?
postanowił że wymknie się z pałacu ( nie jest przecież już tam potrzebny) i wróci do domu, gdzie będzie mógł do woli rozpaczać po stracie Sophie.
***
Po powrocie do mieszkania Gajusza, mag udał się do swego pokoju i tam cierpiał w spokoju, aż w końcu usnął ze zmęczenia.
Jeśli to cierpienie go tak zmęczyło, to nie chcę wiedzieć, jak on się temu “cierpieniu” oddawał...
Obudziły go okrzyki ludzi na ulicy. Słońce zachodziło, rozlewając na ulicach Camelotu morze krwi.
Chlust!, z wiaderka.
Hier kommt die Sonne...
Przecierając oczy, chłopak podszedł do okna. Po drodze biegła Gwen,wrzeszcząc wniebogłosy.
- Merlinie! Ratuj!!!- krzyknęła, gdy zobaczyła maga w oknie.
-Ależ Gwen... co się sta... .- I w tej chwili młody czarodziej zobaczył wielki tłum kierujący się w stronę zamku. Ludzie biegli co sił w nogach, rzucając zatrwożone spojrzenia za siebie.- złap mnie za rękę!Wciągnę cię!!!! Szybko!!!!!
- Dzięki Merlinie- powiedziała dziewczyna chwilę później- uratowałeś mi życie!
- Ale Gwen przed czym tak uciekaliście?

- Zobacz Merlinie- wyszeptała i podeszła do okna- przed tym potworem.
I Merlin zobaczył duży kształt zbliżający się do jego domu. Kreatura była wielkości nosorożca, miała ciało świni, a na czole wielki ostry róg.No, czyli była nosorożcem - nosorożec, który jest wielkości nosorożca to zaiste dziwo. Przecież, jak wiadomo, większość nosorożców jest wielkości lisa.
Oj, bo to był świniorożec wielkości nosorożca. Doprawdy, jak można tego nie wiedzieć?

Przybliżała się bardzo szybko, skacząc długimi susami.
Świniorożcojeleń!!!
Skóra potwora była na bokach szorstka o świńskim odcieniu różu.
Odcień ten był wyjątkowo wszeteczny. I opowiadał świńskie kawały.
Ale tylko bo bokach. I różnił się od najbardzieja tym, że najbardziej na brzuchu.

Przy okazji ciekawostka: po wpisaniu w grafikę google “świński odcień różu” wyszukiwarka pokazała mi między innymi szwedzką księżnę Wiktorię, flagę Polski i Monę Lisę. Hm.Na szyi zaczynało rosnąć długie, splątane czarne futro.
"Zaczynało" - znaczy, tak w oczach rosło, jak bambus?
Oczy płonęły nieziemskim blaskiem i miotały błyskawice, (nie miało to niczego z opisywanego w księgach piękna).Nie przypominam sobie żadnej księgi, w której błyskawice wyskakujące z oczu były czymś pięknym. Za to znam całkiem sporo ksiąg, w których spojrzenie ciskające błyskawice było metaforą wzroku gniewnego i złowieszczego... ale może ja niewłaściwe książki czytam.
Właściwie Raiden chyba miotał błyskawice z oczu... ale to było w Mortal Kombat, więc w sumie średnio się liczy.


Z długiego, świńskiego ryja toczyła się ślina.

I z łoskotem staczała się na ziemię.
Zwierze ryczało wściekle. Ohydnymi końskimi kopytami bił o bruk, a ogonem rozdzierał powietrze.
No dobra, to jednak nie nosorożec, a zwyczajny koniorożcoświń. Wielka mi rzecz, pff.
Konioświniorożcojeleń. Gwoli ścisłości. No co, u Was po podwórkach takie nie biegają?
Zdenerwowany Merlin zwalił na stół kilka książek. Zaczął je przeglądać drżąc na całym ciele.Dalibór, zupełnie jak Hermiona!
Dzika bestia tratuje twoje miasto? Zacznij czytać książkę, to na pewno pomoże!

Ale strzeż się - jeśli sięgniesz po książkę o myśleniu pozytywnym, to znak, że coś się dzieje!-Gwen to musi być świnioróg!!!
Kwik, byłam blisko.
-Świnio co?- zapytała Ginewra- to bardzo śmieszna nazwa!
-Świniorógi to bardzo groźne i niebezpieczne stworzenia. Zrodzone ze starożytnej magi i chęci nieujarzmionej zemsty, sieją przerażenie i śmierć!
I smród! I ryją klomby! (i mózgi.)
O tu... zabić je można... nie można ich zabić!
Cóż, bywa. Shit happens, rama rama, ding dong.
Są nieśmiertelne... i to takie ohydztwa... ja powinienem być nieśmiertelny!
Ot, patrzcie go: skarpet to nie ma komu zrobić, a do nieśmiertelności wszyscy chętni! :P
Pozbawić przyszłe pokolenia możności oglądania mojej pięknej twarzy, to zbrodnia
Zaatakowało nas wielkie, groźne, nieśmiertelne cholerstwo - ale co tam, pożartować zawsze można!
Bo to taka poza celem podrywu przyjęta, wiesz: coż mi tam jakieś kotoświoniojelenie, ha ha, jestem taaki męski!
-Masz rację Merlinie!- przytaknęła gorąco służka lady Morgany.- Co w takim wypadku zrobimy?
-Zdamy się na moją inteligencję!-
R.I.P.
-Zdamy się na moją inteligencję!- brzmiała chytra odpowiedź.
Zaiste, bardzo przebiegła. To wymyśl jeszcze jakiś chytry plan.
I młody mag podbiegł do okna.- Hej, ty głupi, świniorogu, wyzywa cię Merlin, najlepiej zapowiadający się mag na ziemi! Chodź tu, chyba że się mnie boisz ty ptasi móżdżku!!!
O lol. To z całą pewnością najnędzniejsza, najbardziej żenująca zaczepka w historii wszechświata - NAWET przyjmując, że ten świniojeleń go rozumie. =_____=
- wyzywającym ruchem spuścił na ulice swą jedyną rękawicę ochronną, którą kiedyś ukradł Arturowi.
Jak się coś spuszcza wyzywająco? Merlin dodatkowo wykonał tą rękawicą jakieś manipulacje w okolicach lędźwi?
Zwierzę uderzyło kopytem o kamień, i ruszyło w stronę domu Gajusza.
Wcześniej starannie stawiając przecinek przed "i".
Trrrrah... i po frontowej ścianie zostały tylko kamienie. Potwór natarł jeszcze dwa razy, robiąc z porządnego domu całkowitą ruinę. Merlin i jego przyjaciółka szybko wdrapali się na dach.Kwiii, kwiiii, ściany runęły, ale dach pozostał na miejscu. :D

A świnioróg gapił się na nich swymi małymi świńskimi oczkami.
Z których strzelał takimi malusieńkimi piorunkami.
A czyimi oczami miał patrzeć, przepraszam bardzo? Cudzymi?

Nagle, tuż za rogu wynurzyły się cztery wielkie cielska. Świniorogi otoczyły pozostałości domu, tak że nawet mysz by się nie prześlizgnęła. Na dodatek, przez cały czas patrolowały teren.Otoczyły dom i patrolowały teren jednocześnie? Szlag, chyba musiały mieć jakieś kamery w ogonach i czujniki ruchu na rogach.

- Pięknie - powiedział młody mag. - Jesteśmy w pułapce!
Czy nasi bohaterowie przetrwają starcie z przerażającą bestią? Jaką mroczną tajemnicę skrywają aksamitne skarpetki? Odpowiedzi na te pytania poznacie w przyszłym tygodniu... ;)

14 komentarzy:

Sineira pisze...

To opko jest tak absurdalnie głupie, że niemal nie potrzebuje waszych komentarzy:D Stwierdzenie, że bohaterowie blogaskowi są najszczęśliwsi wtedy, kiedy nie muszą myśleć, należy dopisać do listy cech kanonicznych.
Swiniojednorożcojeleniodiabliwiedząco to ani chybi skrzyżowanie tatarigami z okkoto (Mononoke Hime, jakby ktoś nie kojarzył).

hasło: sobstivi. Nawet telewizor łka, gdy widzi ten kretyński serial.

kura z biura pisze...

KONIOŚWINIOROŻCOJELEŃ!

Przepraszam, zatchnęło mnie...
I afera skarpetkowa, JAKŻE komiczna... aaa...

Opko doskonale, kanonicznie durne, a jeśli, jak pisałyście, postać łajzowatego Merlina i foszącego Artura nie powstały w wyobraźni aŁtoreczki, a scenarzysty serialu - to tym bardziej przykre...

Anonimowy pisze...

Shit is epic.

Hachisu pisze...

Sam tytuł mnie ómarł i szczerze mówiąc bałam się czytać dalej. XD No ale się udało, chociaż w środku o mało co nie udusiłam się ze śmiechu. ^ ^
Konioświniorożcojeleń, skarpetkowa afera, bardzo inteligentne rozwiązanie Merlina i bystra Sophie - to za dużo dla mojej osoby, która śmieje się praktycznie ze wszystkiego!
Analiza stanowczo lepsza od poprzedniej części. ^ ^ Aż nie mogę doczekać się następnej...

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z przedmówczyniami - opko samo w sobie kwikaśne, a z waszymi komentarzami to już raj dla duszy!
Na dodatek dzisiaj na Armadzie Mistrz Yoda majstrował przy zdaniach, na PLUS-ie Darth Vader'a teściowa... Może to taki znak, żeby Gwiezdne Wojny obejrzeć? :P
Efka

Anonimowy pisze...

PATOLOGIA xD
Końcówka jest po prostu the best. I ten inteligentny pomysł z przywoływaniem koniopsoświniokotorożnorożnodziwnojelenia i fakt, że jest to stwór niezniszczalny mnie zamordował.
Znalazłam tego stwora: http://cdn1.ovh.janmedia.com/sprzedajemy/uploads/540x405_nosorozec-47007.jpg

Prawda, że arcygroźny?
Mao

atha pisze...

Nie, żeby coś, ale te świniorogi (świniorógi?) to zupełnie jak Analizatorzy- niezniszczalne, kwiczące i rządne zemsty i krwi opkowych kretynów :D
Już je lubię!

Analiza jak zwykle Borska!

dracomaleficium pisze...

Tu było... bardzo dużo skarpet. Naprawdę dużo skarpet. Prawdopodobnie więcej skarpet, niż jest to dobre dla zdrowia, a warto odnotować, że przed przeczytaniem analizy nie spodziewałam się, że JEST coś takiego, jak za dużo skarpet O_o Uczymy się codziennie, zaiste.

Blog kretyński i odmóżdżający. Analizatorki w świetnej formie. Dzięki za fragment "Ciekawych czasów" - uświadomiłyście mi, że czas to przeczytać znowu.

Freydis pisze...

Przyznam, że "Merlin" to jeden z moich ulubionych seriali na BBC One. Pomijając ostre nieścisłości historyczne i zgwałcenie kanonu legend arturiańskich, reszta jest na dobrym poziomie.
Ale TO... Nie. Po prostu nie. Myślałam, że znam fandom, ale to mnie przerosło. Rozumiem super-buntowniczkę Mary Sue, ale kompletnego spłaszczenia Arthura i Merlina nie wybaczę.
Przyłączam się do podziękować za fragment "Ciekawych czasów". Właśnie sobie uświadomiłam, że stęskniłam się za nadrektorem xD.

Anonimowy pisze...

Great site you have here but I was curious about if you knew of any community forums that cover the same topics discussed in
this article? I'd really love to be a part of community where I can get suggestions from other knowledgeable people that share the same interest. If you have any suggestions, please let me know. Thanks! details, http://yblsci.com/bbs/611

Anonimowy pisze...

Hey there this is kind of of off topic but I was wanting to know if blogs use WYSIWYG editors or
if you have to manually code with HTML. I'm starting a blog soon but have no coding skills so I wanted to get advice from someone with experience. Any help would be greatly appreciated!

Here is my web blog www.akibia.de

Anonimowy pisze...

Hi there, its nice paragraph concerning media print, we all be aware of media is a fantastic source of data.


my page :: kliknij

Anonimowy pisze...

We're a group of volunteers and opening a new scheme in our community. Your site offered us with valuable info to work on. You've done a formidable job and our whole community will be grateful to
you.

my website - kliknij

Anonimowy pisze...

Chwileczkę... Po przeanalizowaniu tekstów "Ja jestem Dartha Vadera teściowa" i "A tak przy okazji: jestem twoim ojcem... yyy, to znaczy matką!!!", wyszło mi, że Merlin jest bratem Padmy Amidali! :D