czwartek, 5 maja 2011

Samobieżna cycadela różu, czyli Zorro była kobietą II

Witajcie!

Pamiętacie, jak wygląda Zorro? Młody facet, czarne wdzianko, peleryna, maska na twarzy, nieodłączna szpada... macie to? No to teraz w miejsce faceta wstawcie babkę w typie bawarskiej Helgi z odpowiednimi „buforami” z tyłu i przodu, popylającą po dachach w obcisłych czarnych getrach i z różowymi kłakami wystającymi spod czarnej maski. Macie to? Macie przed oczami te wielkie cycki podskakujące przy każdym kroku, a przy przeskoku z dachu na dach wbijające lasce szczękę w mózg?
Tak?
To macie przed oczami naszą Sakurę. Tfu, Królową Miecza.
Doprawcie to jeszcze hektolitrami blogaskowych schematów, a będziecie mieli niejakie pojęcie, co Was czeka w tym tygodniu. Będzie ostro.
Indżojcie!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.
[Jak pamiętamy, Sakura dopiero co ocaliła Jiraiyę od rychłej śmierci na podium.]
Wpadka
Kobieta zatrzymała się przed domem Jirayi. Chłop zsiadł z konia.
- Proszę. - powiedziała rzucając mu sakiewkę pełną monet. Białowłosy rozwiązał woreczek i wysypał na dłoń zwartośc. Rozszerzył oczy ze zdumienia kiedy zobaczył monety.
Dla wzmocnienia wyrazu wydłużył też nos i pogłębił uszy.
A potem rozluźnił zwartość, trzymaną w dłoni.
- To powinno ci wystarczyc. Zapłacisz za podatki. - rzekła.
- Nie wiem jak senioricie dziękowac. - odparł wzruszony starzec.
- Weź je i nie dziękuj. - powiedziała do niego. Spięła konia i chciała ruszac, gdy zatrzymał ją głos chłopa.
- Jak cię zwą panienko? - zapytał się.
- Nieraz o mnie usłyszycie.- odparła i popędziła konia. Patrzył jak nieznajoma odjeżdża w stronę gór.
- Dziwne imię - mruknął do siebie i wzruszył ramionami. - Czego to teraz nie wymyślą...
*****
Minęło kilka dni, a Królowa Miecza zawsze zjawiała się, gdy działa się niesprawiedliwośc i krzywda niewinnym ludziom. Biedny lud szybko ją pokochał, bo im pomagała. I tak było tym razem. Kobieta wpadła do karczmy. W ręku trzymała sakiewkę pieniędzy, a drugą odpierała ataki żołnierzy z niesamowitą prędkośc.
Taa... a trzecią jeszcze pranie wieszała, bo akurat ładna pogoda była.
- To wszystko na co was stac? - zapytała się kpiąco. Weszła na schody.
- Jesteś otoczona. Poddaj się. - powiedział sierżant Tobi. Bandytka rozejrzała się dookoła.
Mężczyźni będący w karczmie obserwowali potyczkę.
Przysunęli tylko kufle z piwem bliżej siebie, coby walczący nie strącili im w ferworze walki cennego trunku.
Najbardziej szanowani przedstawiciele lokalnej społeczności miętosili w dłoniach kartoniki z cyframi, służące do wystawiania bandytce noty za styl.
- Naprawdę tak myślisz sierżanie? - zapytała się uśmiechając się chytrze. Schowała szablę i skoczyła. Złapła się żyrandola i po kilku minutach znalazła się po drugiej stronie.
Przez kilka minut huśtając się na żyrandolu jak małpa? Nie dziwię się, że przez ten czas nikt nie ściągnął jej za tyłek na dół - po prostu wszyscy pokładali się ze śmiechu na podłodze widząc, że laska nie wie, jak zeskoczyć z rozkołysanej lampy.
A może to nie była karczma, tylko skocznia narciarska, a walcząca to nie nasza Zorra, a Małysz - i on po prostu tak długo leeeeciaaaał i leeeeciaaał...?
Daj spokój, Pigmejko, nie obrażaj Adama. ;)
No co? Przecież pod maską bardzo łatwo ukryć wąsy...
- Przykro mi sierżancie. Nie dziś. - powiedziała i weszła do pokoju.
- Aha. To my przyjdziemy kiedy indziej - odparł sierżant zawstydzony, że jego natarczywość mogłaby być dla panienki uciążliwa.
- Za nią! - wydał rozkaz. Gdy znalazła się w środku zarygolowała drzwi. Usłyszała krzyk dobiegający.
A to są takie? Słyszałam o przenikliwych, urywanych, radosnych, stłumionych... ale dobiegający? Może jeszcze znienacka?
Krzyk dobiegający - innymi słowy: Krzyk Wieczny Tułacz.
Odwróciła się w stronę i zobaczyła dwójkę ludzi. Kobietę i mężczyzna.
Mężczyzn spojrzał na nią dziwnie swoim androgynicznym wzrokiem.
Spostrzegła, że sięga po broń.
- Nie robiłabym tego senior. Proszę go rzucic mnie- powiedziała trzymając muszkę.
Ale owocówkę czy taką, jaką nosi się zamiast krawata? Nie wiem wprawdzie, jak którąkolwiek z nich można kogoś sterroryzować, ale cóż. No chyba że muszka była zakończona Korwin-Mikkem.
Mam muchę i nie zawaham się jej użyć!


- albo - zrobiło pauzę.- Może stac się krzywda pańskiej narzeczonej. - dokończyła uśmiechając.
- Tak lepiej panie mecenasie.- odparła łapiąc broń.
Sama sobie odparła?
Tak. Bo ona samowystarczalną bandytką jest. Sama sobie grozi, sama siebie okrada - czasem nawet sama siebie gwałci.... Ups.
Oj tam, to akurat się zdarza w jej wieku. :>
- Podjąłeś właściwą decyzję Uchiha.- powiedziała mając nadal go na muszce.
- Kim jesteś? - zapytał się wściekły.
- Królowo miecza wychodź stamtąd! - usłyszała wrzask dobiegający zza drzwi.
- Różowa Dupo złaź! - zawtórował wrzaskowi wilk.
- Już pan wie senior. Miło się rozmawiało.- odparła i podeszła do okna. Otworzyła je.
- Gratulacje. Życzę panu szczęścia.- rzekła i wyskoczyła. W tej chwili drzwi zostały wyważone. Do środka wszedł Tobi z zołnierzami. Podbiegli do okna.
- Do zobaczenia sierżancie. Pozdrów kapitan.- powiedziała i odjechała na koniu.
- Znowu nam uciekła.- stwierdził kapral Deidara.
Kapral Deidara. Boru drogi. *spycha go razem z sierżantem Tobim głęboko do podświadomości* Uff... wyparłam. W ostatniej chwili.
Ja chyba pójdę odstresować się przy kapralu Nobbsie i sierżancie Colonie.
Jest nocia. Wiem denna. Pewnie wam się nie spodoba. Echh... Ale to wy oceniacie.
Nom. I nawet analizujemy, sasasa...
I nawet nie łudzimy się, że ta samokrytyka nie była wyłącznie krygowaniem się, by sprowokować czytelników do komciania.
Miyako-chan.
Plan
- Cholera! - krzyknął Orochimaru. Chwycił wazon z kwiatami, który uderzony o ścianę potłukł się na tysiące kawałków.
- Spokojnie kapitanie jeszcze ją dorwiemy. - rzekł poprawiając okulary.
Ten wazon to powiedział? o.O
A może to był Kolonas Waazon? Ale co on tam robi?!
Spada?
- Jak? - zwrócił się do Kabuto.- Próbowaliśmy różnych pułapek, ale nie wpadła w żadną. Jakoś zawsze wyjdzie cało.
Wnyki ominęła, z potrzasku się wydostała, a pułapka na myszy okazała się na nią za mała.
- A pamięta pan, jak opowiadałem o polowaniu na mamuty? - Kabuto poprawił okulary i podjął swym zwykłym, mentorskim tonem. - Oddziela się wybraną sztukę od stada, zapędza na skraj urwiska i spycha z niego na skały w dole. Mamut nie ma żadnych... - urwał, widząc spojrzenie przełożonego.
A sierżant jest tak głupi, że sam w nie wpada.
Niechcący złapaliśmy też zająca i dwa lisy.
Jest bardzo sprytna i przebiegła. Pokrzyżowała wszystkie moje plany. - syknął wściekły.- wywiesiłem list gończy.
Jeden, na szafce w moim gabinecie. Ślinię się do niego, jak nikt nie patrzy.
Daję za jej sto tysięcy peso, za to kto ją złapie. Wielu próbowało, ale wracali z kwitkiem.
Większość rezygnuje już na etapie zrozumienia, kto i za co dostanie te sto tysięcy.
Musi byc jakiś sposób - dodał zły (Szatan?). Szarowłosy w milczeniu patrzył na czarnowłosego.
- Chyba wiem jak ją złapac.- powiedział po chwili jego prawa rękę.
- Mów do ręki, psie!
- Opowiedz mi swój plan. - zażądał wężowaty.
*****
Siedział i rozmyślał. Przymknął oczy, lecz szybko je otworzył. Przeklął. Ilekroc zamknął oczy. Miał ją przed oczami. Kobietę. Bandytkę. Musiał przyznac, że jest bardzo piękna (co dobrze widać dzięki masce, jaką nosi) i przebiegła jak mówiły plotki (fakt, że do tej pory nie dała się złapać był bez znaczenia w porównaniu z plotkami). Uśmiecha się ciągle i szydzi z niebezpieczeństw.
Czasem jeszcze chodzi nocą sama w króciutkiej spódniczce i oszukuje w karty w najbardziej podłych mordowniach, ale to z pewnością nie jest tak, że dziewczyna jest absolutnie szurnięta i brak jej instynktu samozachowawczego.
I jeszcze ten cięty języczek.
I to silenie się na ironię... Łojezu, jęknął w duchu, przypominając sobie to ostatnie „To wszystko, na co was stać?”
Jest bardzo szybko i dobrze posługuje się bronią przypomniając sobie jak chciał chwycic pistolet, lecz nie zdążył była szybsza.
Ona dobrze posługuje się bronią tylko wtedy, gdy przypomni sobie jego ślamazarność? Hmm... ciekawa prawidłowość.
Potem pożegnała się i wyskoczyła przez okna. Żałował, że się upił wtedy, a Karin wykorzystała to i zaciągnęła go.
Gdzie go zaciągnęła?
No, zamiast rolety go zaciągnęła. To musiało boleć.
Skrzywił się. Tylko pijany przespał by się z taką paskudą.
Taak, AŁtoreczko, nie żałuj sobie. Wszyscy wiemy, że skoro na swoje alter ego wybrałaś Sakurę - która urodą dupy nie urywa, nie czarujmy się - to wszystkie inne dziewczyny musisz przedstawić jak ciut ładniejsze od posłanki Sobeckiej. A akurat Karin wygląda wcale nieźle*.
*Abstrahując od manii Kishimoto, by swoje bohaterki ubierać jak damy negocjowalnego afektu, ale nvm.
O zdrowych umyśle nie spał z nią.
Dlatego przed spełnianiem obowiązków przedmałżeńskich umyślnie zapominał zażyć swoich pigułek z suszonej żaby.
Przed każdym położeniem się z narzeczoną w łożu zakładał jej papierową torbę na głowę.
Zaręczył się z nią dla pieniędzy, aby ratowac ich majątek. Gdyby nie miał problemów finansowych na pewno wziąłby sobie za narzeczoną jak Sakura Haruno.
Czyli przebywającą od dziesięciu lat za oceanem? Wiesz, Sasuke, związki na odległość nigdy nie trwają długo.
Nie no, czasem trwają. Ale nie takie, w których nie ma się od ukochanej osoby żadnej wiadomości przez 10 lat.
-Sakura.- powtórzył jej imię. Był zaskoczony, gdy ją zobaczył. Wypiękniała. (I zaokrągliła się!!!) Ach, te życie pomyślał i westchnął.
Po czym zanucił: „Życie, życie, jest nowelą, raz przyjazną a raz wrogą, czasem chcesz się pożalić, ale nie masz do kogo...”
Nie wiedział, że w jego wiele się zmieni. Ale czy na lepsze? Zobaczymy co przyniesie mu los.
W bliskiej perspektywie, to pewnie burrito z fasolą.
A w dalszej frustrację, problemy z prostatą i łysienie plackowate.
*****
- Doskonały plan. Tym razem na pewno ją złapiemy.- odparł zacierając ręce. - Twój koniec jest bliski Królowo Miecza. - dodał patrząc na kartę, którą po podarł i spalił. Roześmiał się. Jego złowieszczy śmiech było odbijał się od ścian roznosząc się po całym pomieszczeniu.
Po chwili śmiech przestał się odbijać i zatrzymał się, krzywiąc się z bólu i rozcierając poobijane kończyny.
Za to zły smak pognał dalej na oślep, tratując rozsądek i wgniatając w ziemię wyczucie obciachu.
Stary przyjaciel i zaproszenie
[Do Sakury przybywa posłaniec od kapitana, który - uwaga, będzie nowość! - zaprasza ją na bal.]
- Przyjdę. - oznajmiła [Sakura]. - A przy okazji. Nic się nie zmieniłeś Chouji. Nigdy nie myślałam, że wstąpisz do armii. - dodała. Akimichi zamarł i spojrzał na kobietę.
- Sakura? - zapytał z największym zdumieniem.
To on miał dostarczyć to zaproszenie nie wiedząc, jak nazywa się adresatka?
I poznał ją po głosie, skoro zorientował się dopiero wtedy, jak się odezwała?
Choć to w sumie ma sens, struny głosowe się nie zaokrąglają.
- Tak. To ja. We własnej osobie. - rzekła.
- Tak dawno cię nie widziałem. Zmieniłaś się . I to bardzo. - rzekł patrząc na jej bujne kształty ukryte pod suknią.
Bo Sakura przez te dziesięć lat wyhodowała sobie prawdziwie rubensowską sylwetkę.
***
[Sakura decyduje się zasponsorować bal także Hinacie, która spodziewa się spotkać tam Naruto. Dziewczęta radośnie ignorują fakt, że tylko Haruno została zaproszona i...]
- Dobra. Chodźmy na zakupy. - powiedziała rozbawiona i ruszyły w kierunku wyjścia.
A to „seniority” nie stać na własnego krawca, musi biegać po sklepach i kupować masówkę? Pomijając to, że w takim zakuprzu nie ma prawa być sklepu oferującego suknie balowe...
A weź, nawet najlepsza krawcowa nie zastąpi ZAKUPÓW! To przecież podstawowa rozrywka boChaterek opkowych, nasza aŁtoreczka miałaby swojej poskąpić takiej atrakcji?
Zakupy
Dziewczyny weszły do sklepu z sukniami.
Taa... Opierając się na fakcie, że fabuła tego g...łupiego opka dzieje się w realiach zorropodobnych, można czas akcji ustalić na początek XIX wieku. Wiem, że może być trudno wyobrazić to sobie osobom z pokolenia galerii handlowych, ale wówczas naprawdę nie było sklepów oferujących wszystko, od mleka poczynając na trumnach kończąc. Suknie balowe szyto na zamówienie.
Zaczęły rozgladac się po pomieszczeniu. W środku znajdowało się wiele sukien. Od kolorowych i obcisłych po luźne i w dużym rozmiarze.
Obcisłe? No raczej na pewno nie, złotko. Gorset, wąska talia i szeroka spódnica - taka wtedy obowiązywała moda. Dla przykładu fotka z „Maski Zorro”.
Fajnie tak pisać opko bez nawet najmniejszego, najbardziej podstawowego riserczu. Chyba wezmę i walnę sobie opowiadanko: akcję osadzę w Indiach, a bohaterowie będą tam codziennie jeść wołowinę i nosić kimono.
- Jaka piękna. - zachwyciła się Hinata dotykając suknię koloru granatowego z białymi falbankami. Nagle przed nimi pojawił się czarnowłosy mężczyzna z dużymi, krzaczastymi brwiami. Był ubrany w zielony garnitur, który był przetykany złotymi nićmi.
- W czym mogę służyć senioriom? - spytał się Gai.
- Komu? O.O
Ziemiom feudała wraz z osiadłymi na nich ludźmi. O.O
- Cóż panie Gai.- zaczęła.- Moja przyjaciółka chciałaby przymierzyć tą suknię. - dodała. (...)
- TĘ, kurwa! - warknął pod nosem sprzedawca.
- Jak wyglądam?- zapytała się granatowowłosa wychodząc z przymierzalni.
- Ślicznie. Bierzemy ją.- oznajmiła Sakura.
- Ale nie myślisz, że jest za droga? - spytała się nieśmiało biało oka.
- Nonsens. Poza tym należy, gdyż przez tyle nie było mnie tutaj opiekowałaś się mym ojcem.- oznajmiła.
Ale z trudem, bo skąpstwo tak chwyciło ją za gardło, że ledwie można ją było zrozumieć.
Suknia była taka droga, że Sakurze nie starczyło już pieniędzy na orzeczenia i przecinki.
- Proszę pana niech pan wybierze dla Sakury także jakąś suknię.- zwróciła się do czarnookiego.
- Proszę.- rzekł wręczając jej różową suknię z zielonymi falbanki. Haruno westchnęła z rezygnacją i poszła do przymierzalni.
Różowo-zielona suknia z falbankami. Pozwólcie, że sobie haftnę... Yyy, to znaczy, pójdę poćwiczyć haft krzyżykowy.
***
- Kochanie, a jak wyglądam w tej?- spytała się Karin wychodząc z przymierzalni.
Czekaj, AŁtoreczko, nie kończ, daj mi zgadnąć: Karin w czymkolwiek będzie wyglądać jak potomstwo Jabby Hutta i Jożina z Bażin pracujące pod latarnią, zaś Sakura będzie olśniewać wszystkich urodą i stylem. I Sasuke będzie żałował, że nie wyrwał jej zamiast Karin. Mam rację?
- Doskonale.- skłamał, choć zbierało mu się na wymioty. Nie ważne, którą przymierzyła. Wyglądała w niej jeszcze gorzej niż w poprzedniej.
Jak widać, to wcale nie było do przewidzenia.
*ziew*
Rudowłosa uśmiechnęła się zadowolona i poszła się przebrać. Sasuke czekając, aż narzeczona się przebierze rozglądał się po sklepie.
- Wyglądasz olśniewająco.- usłyszał czyiś głos.
O, i nawet z „olśniewaniem” trafiłam.
Kal, ta Twoja prekognicja robi się już nużąca... ;))
Taa, mnie samą męczy to, że ałtoreczki są równie kreatywne co scenarzyści pornosów.
Zaciekawiony odwrócił się i spojrzał tam. Znieruchomiał. Ujrzał anioła, który zstąpił na ziemię.
Ależ oczywiście. W zieleni i różu, wedle opisu:


Wyglądała tak pięknie. Jak zahipnotyzowany.
Znaczy, ten anioł był taki piękny, bo wyglądał jak zahipnotyzowany?
Miał takie piękne spojrzenie, nieskażone myśleniem...
- Chodźmy Sasuke.- zapiszczała okularnica. Skrzywił się. Gdy odwrócił się znów. Jego anioła już nie było. Szkoda pomyślał i ruszył do kasy.
O, zaborcze kropki w natarciu. Zagarnęły całą przestrzeń i odebrały życie bezbronnym przecinkom!
Spór
Sakura nie mogła uwierzyc, że dała się przekonac do kupienia tej sukienki.
Dziewczyny wyszły ze sklepu z pakunkami.
- Dlaczego to zrobiłaś? - rozzłościła się różowowłosa.
- Nie mogłam pozwolić, żebyś mi kupowała sukienkę, a sobie nie.- odparła granatowowłosa.
Wiesz, to lepiej naciągnąć cię na dwie sukienki, niż na jedną.
Jak nie chcesz tej sukienki, to możesz oddać ją mnie! - dodała jeszcze przebiegle.
- To co innego. - upierała się przy swoim.
- Nieprawda. - pokręciła głową.- Tak jest sprawiedliwie.- zakończyła białooka kończąc temat. Sakura westchnęła. Ona także się zmieniła. Nie była już tą nieśmiałą dziewczynką.
Teraz naciągała koleżankę z pełną stanowczością i bez żadnych skrupułów.
Bal częśc 1
Wieczór. Karoce pojeżdzały pod budynek, z którego wysiadały pięknie wystrojone kobiety i eleganccy mężczyźni.
Wychodzą z budynku do karoc? Już po balu, czy ktoś puścił narrację tyłem do przodu?
A może bal ma się toczyć w karocach? Nawet by się dało zorganizować, tylko nie wiem, jak rozwiązać np. problem tańców...
I wtedy zajechała następna karoca i wysiadły z niej dwie, piękne, młode kobiety, które weszły do środka.
Tak dla odmiany.
Męźczyzni patrzyli z zachwytem na nie, a kobiety z zadrością.
- Dwie dziwki. A tamta różowowłosa stroi piórka niczym paw. Ja jestem ładniejsza. Prawda Sasuke-kun? - spytała narzeczonego uśmiechając się do niego słodko. Zrobiło mu się niedobrze.
Mnie też. Wpychanie takiej ilości schematu do jednego opka jest jak słodzenie marcepanu karmelem - tyle tego dobrego, że aż zęby bolą.ZUA antagonistka bohaterki jest ZUA, a Haters Gonna Hate.
Obrzucił jej suknię.
Błotem. Niech sobie zdzira nie myśli, że może dobrze wyglądać w obecności Sakury.
A kiedy była już cała ubłocona, przyczepił jej do włosów soczystą inwektywę.
Wygląd jej mówił sam siebie, ale nie skomentował. Sama wygląda jak dziwka pomyślał
...i zadumał się nad tym, jak gargantuiczne muszą być kompleksy Ałtoreczki, że swe alter ego dowartościować musi kosztem innych postaci kobiecych.
Była raz sobie panna wielce szpetna
A przy tym: głupia, fałszywa i wredna.
Z każdym dniem brzydła coraz bardziej
Mając kosmetyczki i dietę w pogardzie.
Aż razu pewnego, dziw się stał nad dziwy
I sam jej wygląd przemówił prawdziwy!
I głos jego zabrzmiał jak spiżowy dzwon:
Ludzie, zabierzcie ją ode mnie, won!
Sensacją wielką i dziwną przywabieni,
Zbiegli się dziennikarze i kronikarze podnieceni,
Lecz wygląd zamilkł, odmówił komentarza:
Łkał tylko cicho – w wielkiej rozpaczy to się zdarza.
Dziewka ratunku w pomadach i pudrach szukała,
Lecz wtedy „Zorra!” – czyli „prostituta”, o sobie słyszała.

Aż w końcu i samo lustro nie strzymało, pękło pewnego dnia
Krzycząc „Caramba, dosyć mam!” – i tak się kończy bajka ta.
i swój wzrok skierował ku Sakurze. Jaka ona piękna przemknęło mu przez myśl. Spojrzał na gorset, który ledwo przytrzymywał jej obfity biust.
Czyli był to model z serii „uwolnić orkę”, prezentowany ostatnio przez Liszowską? Naprawdę, źle dobrany stanik to fail, niezależnie od rozmiaru biustu. BTW, przykro mi, ale Sakura jest akurat płaska jak EKG nieboszczyka.
Suknia podkreślała kolor włosów i oczy. Poczuł jak robi mu się ciasno w spodniach.
Oh my... *próbuje ściągnąć brew z czoła* Naprawdę, złotko, to było niesmaczne.
Jeśli reaguje tak na widok samobieżnej cycatej fali różu, to chyba nie świadczy to o nim i jego męskości zbyt dobrze.
Przeczytałam „cycadeli różu”. W sumie można tak streścić image Sakury.
Cholera przekląl w duchu. Pragnął jej. Sakury Haruno, którą odrzucił. Teraz będzie się męczył całe przyjęcie. Zrozumiał, że popełnił błąd.
*odkreśla ostatni punkt z listy Schematycznego Schematu* Taa. Bo czymże są pieniądze i konieczność ratowania rodzinnego majątku w obliczu faktu, że Sakura ma duże cyce i on ją musi zerżnąć tu i teraz, najlepiej po hiszpańsku, bo ma stójkę w spodniach. Doprawdy, AŁtoreczko - żal.
Facet, nie narzekaj, wyszło jak wyszło, wybrałeś Karin (i jej pieniądze), to teraz nie gap się na obce cyce, tylko kładź się z nią i myśl o Anglii.
Spojrzał z obrzydzeniem na Karin. Biustu w ogóle nie miała. Płaska jak deska.
Nie zapominaj o rozstępach, czyrakach, trądzie, świerzbie i szparce w poprzek. Aha, no i jeszcze głupia była. I pusta. Coś jeszcze, czy możemy już wrócić do refrenu „Ooooch, Sakura jest taka zajebista, fap fap fap”?
I miała łupież, i krzywe zęby, i pełno garbów na całym ciele, nawet na kolanach i palcach u stóp.
Nic dziwnego, że aby się z nią przespac musiał wypic dwie butelki wina.
A że wtedy i tak nie mógł stanąć na wysokości zadania, „przesypianie się” zachodziło jedynie w najbardziej dosłownym sensie.
Tak swoją drogą, to nie wiedziałam, że do dobrego seksu niezbędnie potrzebny jest duży biust partnerki. No chyba, że ktoś jest fetyszystą, to wtedy co innego.
Wiedział, że tego już nie zrobi. Jedyny aut, który powodował, że była atrakcyjna to pieniądze.
Oprócz atrakcyjnego autu miała też całkiem ładny gol i niezłą bramkę.
Ruda była jedynaczką i to ona miała odziedziczyc wszystko w przyszłości co czyniło ją pożądaną partią dla wielu męzczyzn. Zabiegali o jej względy tylko po to, aby wżenic się w jej majątek. A ona była tak głupia, że w to wierzy.
Czyli naprawdę nie chcieli jej majątku? To czemu się tak o nią zabijali? Z masochizmu czy turpizmu?
Uchiha postanowił porzucic towarzystwo brzyduli. Ruszył w kierunku zielonookiej.
***
Jest nocia. Przepraszam,ale nie miałam neta. Na samuraju jest już notka, a na piłce postaram dodać w czwartek. Miyako-chan.
Tak, moi mili: nasza aŁtoreczka pisze także o Sakurze w świecie samurajów i w świecie sportu. I żeby tylko to...
Bal częśc 2
[Tymczasem Naruto prosi Hinatę do tańca, przez co oboje dyskretnie znikają z narracji.]
Rozpromieniona [Hinata]poszła tańczyć z chłopakiem. Przynajmniej on się nie zmienił, a nie co niektórzy przemknęło jej przez myśl wspomnienie jak Sasuke przeszedł koło niej jakby była powietrzem.
- Zmieniłaś się i to bardzo.- usłyszała za sobą czyiś głos. Odwróciła się. Przed nią stał nie kto inny jak Uchiha. Prychnęła.
- O to ty Sasuke.- rzekła pozwalając pocałować mu swoją dłoń. Poczuła jak jego usta dotykają jej dłoni. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Co to było? zastanawiała się.
No dreszcz.
Albo może ukąsiła ją kobra. *nadzieja mode on*
Pewnie jest mi zimno pomyślała. Kątem oka obserwował jej reakcję. Chciał zobaczyć coś w jej twarzy, ale niczego się nie doszukał.
Zwłaszcza jakichkolwiek znamion posiadania mózgu. Usprawiedliwiony tym, powrócił do wgapiania się w jej cycki wylewające się ze źle dobranego gorsetu.
Cycki odpowiedziały mu potępiającym spojrzeniem.
Zauważył, że nie traktuje go tak samo jak było w dzieciństwie.
Nie bije go po głowie łopatką, nie zaprasza do grania w linkę... Dziwne.
Nie podskakuje na jego widok, nie krzyczy na jego widok jak inne jego fanki czy Karin. Interesujące przemknęło mu przez myśl.
Uuu, gra niedostępną? Znaczy - prawdziwe trulaw będzie.
Niespełnione marzenie i początek planu.
Oderwał swoje usta od jej dłoni.
Śśśśluuurrrrp!
Podniósł głowę i spojrzał w jej oczy. Stali tak i patrzyli sobie w oczy. Nie można było dostrzec w ich oczach żadnego uczucia. Nic. Jednak jeśli dobrze by się się przyjrzeć można było zobaczyc w ich oczach tajemnicze ogniki.
To były z całą pewnością błędne ogniki, powstałe w skutek samozapłonu metanu - widoczny znak, że tym dwojgu się w dupach poprzewracało.
Na falach metanu, wypełniającego pustą, pozbawioną mózgu czaszkę, unosiły się maleńkie kurwiki, które czasem podpływały w okolice oczodołów i patrzyły przez nie na wielki, obcy świat. Innym ludziom wydawało się, że widzą tajemnicze ogniki - ale tak naprawdę to były one: wabiki erotyczne Renaty Beger.
- Widzę, że spełniłeś swoje marzenie.- odparła Sakura przerywając ciszę.
- W połowie.- rzekł.
- W połowie? - powtórzyła za nim. - Jesteś bogaty i przystojny. Masz narzeczoną. - rzekła.- Dlaczego? - spytała patrząc na niego w milczeniu.
Na migi mu pokazała. A on puszczając znaki dymne odparł: „Wiesz... przystojny jestem po mamie, bogaty będę dopiero jak przyszły teść zejdzie... a co do narzeczonej - to ma daleki związek z tym, skąd się biorą dzieci. Jak będziesz starsza, to zrozumiesz.”
- Nie zrozumiesz tego.- powiedział. Zmarszczyła brwi, ale o nic spytała.
Wolała nie zdradzać się z tym, że facet ma rację.
- A ty? - spytał.
- Moje marzenie nigdy się nie spełni.- odparła.
- Czemu? - zdumiał się.
- Bo zamiast próbować cię zarwać, emuję się w kątku i ganiam po mieście w obcisłych getrach, walcząc ze zbrodnią i bezprawiem. Dlatego - oświadczyła i prewencyjnie strzeliła focha.
- Stało się nieosiągalnie.- rzekła cierpko. Usłyszał w jej głosie smutek. Pełen goryczy.
A potem na ramieniu usiał mu Ból i tradycyjnie zaczął truć dupę.
- Panie i panowie! - usłyszeli głos kapitana. Odwrócili się w jego stronę.
- Jestem bardzo wdzięczny, że przybyliście na moje przyjęcie. Życzę miłej zabawy. Bawcie się.- zakończył swój monolog Orochimaru. Wszyscy byli brawa.
Uwielbiali krótkie przemówienia.
Napad
Ta rozmowa zaczynała ją nudzic. W dodatku schodziła na zbyt niebezpieczne tematy.
- Zamierzasz wyjść za mąż? - spytał się. Tego już za wiele przemknęło jej przez myśl. Już otwierała usta by dać mu reprymendę, gdy do pomieszczenia wparowała grupka bandytów.
- Rączki do góry.- rzekł mężczyzna, który wszedł do środka. Prawdopodobnie ich lider. Wykonali polecenie.
- A teraz machamy rączkami i robimy pajacyki! Raz, dwa, raz, dwa! - Krzyknął. Bo tak naprawdę to był Zamaskowany Oddział Trenerów Fitnessu.
Bo wuefiści zawsze atakują znienacka!
- Przepraszam, że przerywam wam zabawę. Jestem El Dorado.- ukłonił się.
Szkoda, że nie Dolce Gusto albo Alfa Romeo. Też by pasowało. *wzrusza ramionami*
Pan El Dorado wyglądał tak: KLIK.
Gdyby było „El hombre dorado”, to jeszcze by pasowało, a tak: znowu fail.
- Teraz wszyscy grzecznie oddacie mi wasze kosztowności, które będziecie kłaść do tego kapelusza.- pokazał im nakrycie głowy.- Nikomu nic się nie stanie. Wystarczy wykonywać moje polecenia.
Dobra, chwila: próbuję ogarnąć sytuację, w której „grupka” bandytów napada na bal wyprawiany przez komendanta policji.
Komendant jest przecież po pracy, nie może nic zrobić. ]:->
Diego. Zbierz od nich dary.- zwrócił się do chłopaka. Ten pokiwał głową i zaczął się przechadzać między gośćmi. Kapitan był wściekły. Stał z rękami podniesionymi do góry.
I ten cały groźny komendant nie zadbał o zapewnienie swoim gościom bezpieczeństwa? Żadnej straży dookoła? *wzdycha zrezygnowana*
I jako komendant nie zaprosił nikogo ze swoich podwładnych, a ci podwładni nie wzięli ze sobą żadnej broni, więc nikt, ale to nikt, nie ma tam czym się bronić przed bandytami?... Aha.
Obserwował bandytę. Powoli opuścił rękę i wyciągnął pistolet, który skierował na lidera.
- Opuść broń! - krzyknął do niego.
- Nieładnie kapitanie. - zwrócił się do niego.- Raczej niech pan opuści broń, bo ta seniora chce jeszcze pożyć. - uśmiechnął się i wskazał na przerażoną Karin. Orochimaru zacisnął zęby i rzucił pistolet.
- Tak lepiej. - odparł. Cholera przeklął wężowaty. Teraz byli zdani na niego.
Ej, człowieku, skąd ten pesymizm? Przecież za chwilę Mary Sue ocali was wszystkich!
Nagle Diego, który zbierał kosztowności zachwiał się i upadł.
Pod ciężarem tych wszystkich bogactw pewnie.
- Diego! - krzyknął bandyta.- Kto to zrobił? - zapytał z wściekłością.
- Ja.- usłyszał głos. Wszyscy zebrani skierowali wzrok na tajemniczą osobę.
- Królowa Miecza! - krzyknął ktoś z tłumu.
Reasumując: w ciągu tych paru chwil - dwóch minut? trzech? - Sakura zdążyła:
spławić Sasuke
dyskretnie opuścić salę balową, nie zwracając uwagi bandytów
w obcym domu odnaleźć ustronne miejsce, w którym mogła:
sama (!) rozsznurować wierzchni gorset
zdjąć kilka warstw spódnic i halek
sama (!) rozsznurować spodni gorset
rozprostować balową fryzurę
założyć swój czarny i obcisły strój służbowy, który wcześniej miała schowany a) między olbrzymimi cyckami, b) w wielkiej walizce podróżnej, z którą nigdy się nie rozstawała, c) w dupie (niepotrzebne skreślić)
uzbroić się za pomocą ekwipunku ukrytego w podanych wyżej lokalizacjach
powrócić na bal.
A ja się cieszę, jeśli uda mi się załatwić „poranne czynności” w dziesięć minut...
Ot, masz potęgę Mary Sue.
- Bierzcie ją! - rozkazał im. Podwładni jego ruszyli na kobietę.
On sam zaś kierował się w stronę wyjścia ciągnąc ze sobą Karin. Szybko się z nimi rozprawiła.
- Proszę ich związać kapitanie.- rzuciła w stronę czarnowłosego.
Rzeczywiście szybko jej poszło - tak szybko, że aŁtoreczka nie zdążyła tego opisać. Panna pewnie zmiotła ich siłą przeskoków w narracji. Walczyli dzielnie, ale wobec dziur fabularnych byli bezsilni.
- Puść ją.- usłyszał za sobą jej głos i czując na plecach szpadę. Wykonał polecenie. Szlochając czerwonowłosa rzuciła się na szyję bruneta, który skrzywił się, lecz ją przytulił. Bandyta odwrócił się i zaatakował ją. Zaczęła się walka.
Zabijcie mnie, ale za diabła nie wiem, co tu się właśnie stało. :( Karin spacyfikowała bandytów, rozkazała kapitanowi ich związać, po czym stanęła za nim i kazała mu kogoś puścić, a on czując na plecach szpadę. Dalej Karin rzuciła się Orochimaru na szyję, on niechętnie ją przytulił, ale jakiś bandyta się odwrócił (wcześniej stał do nich tyłem?) i ją zaatakował. Tak mniej więcej.
Wszyscy obserwowali z jaką łatwością i zwinnością unika jego ciosów. (...)Odparła atak i kopnęła go. Biedak zatoczył się i wylądował w objęciach żołnierzy.
- Do aresztu z nim.- rozkazał.
Ten biedak rozkazał. Bo to żebrak o wielkej charyzmie był.
Odwrócił się, lecz jej nie było. Wszyscy wybiegli na dwór. Siedziała już na koniu.
- Chętnie bym została na przyjęciu, lecz nie jestem mile na nim widziana.Do zobaczenia kapitanie. - uśmiechnęła się i odjechała na koniu w stronę.
- Jest dobra.- rzekł Uchiha. Potaknęli głowami i patrzyli na znikającą sylwetkę bandytki.
Dziwna rozmowa
[Sakura napastuje Sasuke w jego gabinecie.]
Odwrócił się. Ujrzał ją. Królową Miecza. Teraz mógł się jej przyjrzeć z bliska. Ubrana na czarno. Z maski spoglądały na niego zielone oczy.
Czyli że były namalowane na tej masce?
Jej różowe włosy opadały na ramiona. Obcisły strój uwydatniał jej duży biust.
No i trochę fail, bo teraz to Sasuke na pewno ją rozpozna... To znaczy, jak myślicie, ile osób w tym całym Puerto Rico ma różowe włosy, zielone oczy i miseczkę podwójne G?
Jego wzrok spoczął na jej długich i zgrabnych nogach. Poczuł jak robi mu się ciasno w bokserkach
Jeżu drogi, nie dość, że znowu żenująca wstawka z erekcją, to jeszcze te pieprzone bokserki!!!
*podaje Kalevatar kieliszek nalewki na uspokojenie nerwów, a sama sięga po dzidę bojową*
Ałtoreczko, zaprawdę powiadam Ci, zaczynasz przeginać.
( powiedzmy, że była wtedy taka bielizna. Unowocześnię to trochę. Dop. Autorki)
Nie, nie „powiedzmy”, nie „unowocześnię”, tylko się kurwa przyznaj, że bladego pojęcia nie masz, jakie się wtedy gacie nosiło! Bo obsługa googla najwyraźniej cię przerasta i nie wiedziałaś jak sprawdzić.
Pigmejko, jeszcze nalewki poproszę.
- Nic panu zrobię. Muszę tylko przeczekać. Chyba nie przeszkadza panu towarzystwo pięknej kobiety.- rzekła.- Proszę usiąść.- zabrała szpadę i schowała ją do pochwy.
W zestawieniu z tą wcześniejszą erekcją... Ja przepraszam, ale KWIIIK.
Sasuke rozsiadł się wygodnie na fotelu.
Dyskretnie osłaniając okolice krocza.
- Może się pani czuć jak u siebie w domu.- powiedział z nonszalancją.
- Jest pan prawdziwym dżentelmenem.- rzekła bandytka.
- Może porozmawiamy?- zaproponował. W ten sposób będzie mógł dowiedzieć się czegoś o niej.
Chwila, moment: czyli że on jej nie poznał? I będzie teraz jak Bella w „Zmierzchu” przez kolejne 15 rozdziałów zastanawiał się, kim też ona może być?
Wiesz, nie było wtedy internetu, więc nie może wpisać w wyszukiwarkę „zamaskowane różowowłose biuściaste xxx”.
- Chętnie.- odparła.
- Dlaczego pani to robi? - spytał się.
- Przykro mi, ale nie odpowiem na to pytanie.- oświadczyła.
- Przede wszystkim dlatego, że pytasz, panie, SIĘ, a nie MNIE.
- Dla zemsty? dla pieniędzy?- drążył temat.- Czego pani szuka? - zapytał.
- Odpowiem panu krótko na na moje dwa pytania: sprawiedliwość.- oznajmiła.
Odpowiedź na pańskie pytania zupełnie mnie nie interesuje, dlatego odpowiem tylko na własne.
- Powód? - spojrzał w jej oczy.
- Powodów jest wiele. Każdy je ma. Nic ze mnie pan ni wyciągnie. - odparła. Zrozumiał, że nie jest łatwo ją tak podejść. Jest cholernie inteligentna. Inteligencja i seksapil. Wybuchowa mieszanka przemknęło mu przez myśl.
Żenada. Żenada i podstawowe braki w wysławianiu się, przemknęło Kalevatar przez myśl, gdy przeczytała ten blogasek.
Unikanie odpowiedzi na pytania i produkowanie bełkotu zamiast nich jest dowodem na inteligencję? Yay, muszę to powiedzieć moim wykładowcom na egzaminach!
- A miłość? - pochwycił się tego.
- Cóż pokochałam pewnego mężczyznę, lecz on jest zajęty. Odrzucił mnie.- stwierdziła.
- Nie wierzę. Kto by chciał porzucić tak piękną kobietę.
- Wie pan, panie mecenasie... Bo on odrzucił mnie i wybrał swojego stajennego...
Ja na jego miejscu nigdy bym czegoś nie zrobił.- oznajmił z mocą.
- Dziękuję za komplement panie mecenasie.- rzekła.- Jest pan pewien? Dla bogactwa mężczyźni zrobią wszystko.- powiedziała.- Przecież pan zaręczył się z Karin dla pieniędzy, a odrzucił miłośc.- stwierdziła ze smutkiem.
Kobieto, stłum okres i ogarnij fakt: nie było cię przez 10 lat! Nie odezwałaś się do niego słowem! Z jakiej racji miałby na ciebie czekać?!
- Nieprawda.- zaprzeczył.- Skąd pani zna Karin?- zdziwił się.
- Znam wszystkim. Ja wszystko wiem. Nic mi nie umknie. - rzekła.
I mam teczki na was wszystkich, i stoję tam, gdzie stało ZOMO, mwahahahahah!!!
- Odwrót! - usłyszeli głos sierżanta Tobiego. Kobieta wstała.
- Miło się z panem rozmawiało, ale na mnie już czas. A przy okazji niech się pan dobrze rozejrzy nim zrani kobietę, która pana kochała. - rzekła i ruszyła w kierunku wyjścia.
- Czy my się znamy? - zapytał.
On naprawdę musi BARDZO powoli myśleć.
- Raczej nie. Życzę szczęścia panu i pańskiej narzeczonej obyście byli szczęśliwi. - powiedziała i ukłoniła się.
- Zaczekaj. Kim jesteś? - spytał się.
- Tym, którym szuka sprawiedliwości.
Transwestytą nieogarniającym deklinacji.
Królową Miecza.- rzekła. Wybiegł za nią.
- Adios.- rzekła. Skierowała się w stronę bramy. Patrzył jak zmierza w stronę gór, gdzie świeci księżyc.
Chwila, to ona odwiedziła go w nocy? Co on o tej porze robił w gabinecie, chował się przed narzeczoną?
List gończy
Sakura przyjechała do miasta. Tym razem sama, gdyż Hinata wraz z Naruto pojechali na pitnik.
Niezły eufemizm na ostrą libację. Albo imprezę polegającą na wspólnym wypełnianiu PITów.
„Weźmiemy całą ryzę arkuszy PIT28/A i jeszcze kilka PIT 36 L! Mówię ci, to będzie szalona noc!”
Na tym pitniku miał byc Sasuke z Karin.
Kwik, to nie literówka! :D
Zapraszli ją, ale odmówiła, gdyż nie chciała przeszkadzac im. Czułaby się jak kula u nogi.
Poza tym nigdy nie nauczyła się wypełniać PITów - a do alkoholu głowę też miała słabą.
Wolała spędzic samotnie popołudnie. Musiała się przyzwyczajac, gdyż wiedziała, że obie pary niedługo wezmą ślub, choc blondyn jeszcze nie oświadczył się granatowowłosej. Tylko ona jak do tej pory nie pary.
Niebiosa płaczą nad Twym losem, niewiasto.
- Życie jest okrutne. - mruknęła do siebie. Zeszła z wozu
...koniom lżej.
Ho ho, to i nagły kryzys ją dopadł, skoro teraz zamiast bryczką jeździ wozem. Pewnie jeszcze drabiniastym.
i ruszyła w stronę sklepu zrobic zakupy. Weszła i kupiła potrzebne produkty. Nagle zatrzymała się. Jej wzrok spoczął na liście gończym, na którym widniała podobizna Królowej Miecza. Powędrowała na dół. Napisł głosił za jej złapanie 20 000 peso. Bardzo im zależy na jej złapaniu przemknęło jej przez myśl.
O szlag, bystra jest.
Po czym ruszyła w kierunku bryczki. Położyła zakupy, wsiadła i odjechała w stronę hacjendy.
I tyleśmy ją widziały. Taka dawka Sakury wystarczy nam na dłuuugi czas. ;)

23 komentarze:

Dzidka pisze...

Macie zdrowie, seniority :D Trzymałam się dzielnie aż do chwili, kiedy Sakura przebierała się na balu za Zorrzycę. Przypuszczalnie miała gdzieś tam budkę telefoniczną :D
Captcha: ninge. Pasuje :)

kura z biura pisze...

Umarłam, dziękuję, nie wstaję, pochowajcie mnie na hacjendzie.
Swoją drogą, panna Jest-Nocia-Chan jest niesamowita: prowadzić te piętnaście czy dwadzieścia blogów o Sakurze, naprawdę... trzaska te opka jak z maszyny, chciałabym tak umieć.
Choć właściwie, jak się nie traci czasu ani na risercz, ani na zaplanowanie fabuły, ani na korektę, to tak moze być.

Anonimowy pisze...

Że ktoś nie robi riserczu w temacie życia codziennego egipskiej niewolnicy, potrafię jeszcze zrozumieć. Ale "Zorro" był swego czasu pokazywany w TV, a jeśli nawet aŁtoreczka jest zbyt młoda, by te czasy pamiętać - czy sięgnięcie po filmy z Banderasem boli? Skoro mozolnego wyszukiwania informacji najwyraźniej się brzydzi...

Nawiasem mówiąc, sądziłam, że wizyta u krawcowej byłaby swego rodzaju nobilitacją dla bohaterki - wszak wtedy suknia uszyta by była z myślą o niej,żaden tam produkt masowy! Kto zrozumie aŁtoreczki...


Maryboo

Magdalena pisze...

Panna Fru Fru: dobrze, że zawartość dłoni rozluźnił, a nie zwieracze, bo.... buahaha!

Zajka pisze...

Taki mały przyczep: poprawnie jest chyba "sterroryzować", a nie "zterroryzować" ^^
Kod: somat. Nawet Blogger mi przypomina, że naczynia jeszcze nie są pozmywane :<

Anonimowy pisze...

Przeborskie jak zawsze :))
"Trzaska te opka jak z maszyny" - ale progresu ni huhu. Smutne.
Kurcze, kobiety - jesteście w tym naprawdę świetne. A wiecie, że niedługo skończycie dwa latka? :)

jasza pisze...

Kobieta wpadła do karczmy. W ręku trzymała sakiewkę pieniędzy, a drugą odpierała ataki żołnierzy z niesamowitą prędkośc.

> Taa... a trzecią jeszcze pranie wieszała, bo akurat ładna pogoda była.

Mężczyźni będący w karczmie obserwowali potyczkę.

> Przysunęli tylko kufle z piwem bliżej siebie, coby walczący nie strącili im w ferworze walki cennego trunku.

>> Najbardziej szanowani przedstawiciele lokalnej społeczności miętosili w dłoniach kartoniki z cyframi, służące do wystawiania bandytce noty za styl.

****
Jak ja lubię takie komentarze!
Cała analiza jest równie piękna, a dzisiejsze hasło brzmi asukco, co bardzo do niej pasuje.

Anonimowy pisze...

- Cóż panie Gai.- zaczęła.- Moja przyjaciółka chciałaby przymierzyć tą suknię. - dodała.

LOL. Powiedziałam dokładnie to samo co sprzedawca ;)

Anonimowy pisze...

Analiza borska, dawno się tak nie uśmiałam.
Ostatnio przypomniał mi się pewien blogasek o tematyce zmierzchowej, w którym się kiedyś namiętnie zaczytywałam:
www.alice-i-jasper.blog.onet.pl
Jest tam dwieście ileś rozdziałów, doczytałam chyba do setnego, potem całkiem o blogasku zapomniałam. Może go zanalizujecie? Zbyt wielu błędów tam raczej nie ma, ale za to większość kanonicznych elementów opka.

Goma pisze...

Cudowne, szczególnie od połowy mnie zaczęło bawić. Miałam nawet zapamiętane ulubione fragmenty, ale niestety pitnik i towarzyszące mu komentarze wszystko wywiały xD

SStefania pisze...

Coś jest nie tak z RSSami zarówno u Was jak i u Armady. O nowych analizach u nich dowiaduję się z Pingera Kury, do Was zapomniałam zajrzeć od Wielkanocy... Co ma swoje plusy, dwie części analizy uroczej zorretki naraz :)

Lubię tę ałtoreczkę. Ma fajne pomysły, które natychmiast psuje opkowością. Acz ujęła mnie, łącząc w parę Hinatkę i Naruto, serio, milusio :)

"Fotka z maski Zorro" nie działa w Firefoksie.

Jeśli reaguje tak na widok samobieżnej cycatej fali różu, to chyba nie świadczy to o nim i jego męskości zbyt dobrze.
W tym opku nic nie świadczy o Saske dobrze. To w sumie zastanawiające, że wszyscy inni bohaterowie daliby się polubić (gdyby dostali trochę więcej uwagi od narracji), a najbardziej odpychającymi, żałosnymi postaciami jest Mary Sue i jej Trulawer.

Tak swoją drogą, to nie wiedziałam, że do dobrego seksu niezbędnie potrzebny jest duży biust partnerki. No chyba, że ktoś jest fetyszystą, to wtedy co innego.
Ależ to stała śpiewka w japońskiej popkulturze - wszyscy w mangach mają obsesję na punkcie jak największych cycków. Trochę się to w ostatnich latach zmienia pod wpływem płaskich moe bohaterek, ale nadal cyc = seksowność. Ałtoreczka naoglądała się za dużo japońskich kreskówek i wpłynęły na nią w ten sposób.

Tak, moi mili: nasza aŁtoreczka pisze także o Sakurze w świecie samurajów i w świecie sportu. I żeby tylko to...
Uwaga nr 1: akurat świat samurajów jakoś wyjątkowo nieźle by pasował do tych postaci. Już pominąwszy oczywisty fakt, że historycznie samuraje i nindże koegzystowali, ale nawet z settingu by wreszcie te postacie tak nie wystawały (bo mogłyby wreszcie pić herbatę, nosić kimona, używać katan i mieć japońskie nazwiska).
Uwaga nr 2: to niepokojące i zarazem smutne, że ałtoreczka tworzy tyle alternatywnych historyjek wykorzystując cudze postacie jako aktorów. Jasne, gdyby stworzyła swoje własne (choćby również odgrywające różne role) pies z kulawą nogą by nie zajrzał (wszak fanki takich opek czytują je tylko dla pairingów), ale coś mi mówi, że nie failowałaby tak ostro.

[Tymczasem Naruto prosi Hinatę do tańca, przez co oboje dyskretnie znikają z narracji.]
ZMARNOWANY POTENCJAŁ! Kurczę, serio, dużo bardziej wolałabym przytulaśne i ciepłe opeczko o Hinatce i Naruto. Nawet w Płertoriko. Ale nie, zawsze tylko Sakura i jakieś siostry Saske :/

Milusia analiza, chętnie zobaczyłabym więcej od tej szalonej ałtoreczki, choć, z drugiej strony, Naruto robi się już strasznie nudne. Tyle tylko, że ciężko je czymś zastąpić - jakoś opek o Bleachu czy Fullmetal Alchemist jak na lekarstwo... Może wkrótce wróci wysyp tych o Piratach z Karaibów, tak po cichu zacieram łapki :)

sig pisze...

Łiiiihaaa!
Kocham tę ałoterczkę. Nie porzucajcie jej tak szybko, dawno się tak nie uśmiałam.

Stłum okres i ogarnij fakt: nie było cię 10 lat! - chyba mój ulubiony komentarz. I cycadela ;D

Anonimowy pisze...

Tak się zastanawiam: nie byłybyście może zainteresowane zanalizowaniem czegoś z fandomu "Avatar: The Last Airbender"? Jestem pewna, że znalazłoby się parę blogasków mordujących ten kanon. Ostatnio jestem na mocnej fazie po obejrzeniu tego serialu (totalnie jeden z najlepszych, jakie widziałam w życiu) i ciekawi mnie, czy znacie i czy wzięłybyście na tapetę, choćby celem urozmaicenia :)

Natomiast kolejne wcielenia Sakury - nie znam Naruto, ale nie muszę, żeby być przywalona debilizmem tego wszystkiego. Nawet mnie to boli, to co dopiero fanów anime...

Dzięki wam, dziewczyny, za umilanie mi dnia regularnie co czwartek i za te wszystkie kwiki. Jesteście wspaniałe i czytam was regularnie. Keep up the good work!

jasza pisze...

1. Daję za jej sto tysięcy peso, za to kto ją złapie. Wielu próbowało, ale wracali z kwitkiem.

2. Nagle zatrzymała się. Jej wzrok spoczął na liście gończym, na którym widniała podobizna Królowej Miecza. Powędrowała na dół. Napisł głosił za jej złapanie 20 000 peso. Bardzo im zależy na jej złapaniu przemknęło jej przez myśl.

A mnie przez myśl przemknęło, że po drodze jakaś dewaluacja była, skoro dają za nią zaledwie 20% sumy wyjściowej...

Pigmejka pisze...

@Jasza: No patrz, nie zauważyłyśmy tego! :)
Może władze uznały, że cycata Helga nie jest warta aż takiej fortuny? Właściwie, to byłby całkiem słuszny wniosek...

jasza pisze...

* - Cholera! - krzyknął Orochimaru. Chwycił wazon z kwiatami, który uderzony o ścianę potłukł się na tysiące kawałków.

Albo też Orochimaru w koszta wliczył sobie stłuczoną wazę z epoki Ming.

Anonimowy pisze...

Analiza prześwietna, jak zwykle zresztą. A co do tego:

A może bal ma się toczyć w karocach? Nawet by się dało zorganizować, tylko nie wiem, jak rozwiązać np. problem tańców...

to mogliby chyba urządzić habsburgową karuzelę :)

Pigmejka pisze...

@Jasza: to jest myśl! Patrz, ja bym nie zwróciła na to uwagi...
:D

@Anonimowy-Pod-Jaszą (ludziki, podpisujcie się jakkolwiek, bo będę linijką po rączkach biła!;]): A jak wyglądała taka habsburgowa karuzela?

Anonimowy pisze...

Czekam na dalszą część jej opowieści xD

Anonimowy pisze...

Jeżu z Marja! Macie to zamiar kontunuować?! Z tego co przeglądałam tego blogusia, to tam jest coraz gorzej... Ja rozumiem, że Mijako to jest super materiał na analizę ;) ale można by było zmienić repertuar? Chociaż na jeden tydzień? *robi oczy kotazeszreka*
hasło: gratin (eee... gratis?)

Geologia pisze...

Gratuitous Latin :P Eldorado Dolce Gusto Alfa Romeo.

Hasło: grabless. Sens nie do uchwycenia.

Chloe

Anonimowy-pod-Jaszą pisze...

Karuzela habsburgowa?

Dworska klasycystyczna zabawa polegająca na tym, że panowie jeżdżą jeden za drugim swoimi bryczkami-kabrioletami po okręgu, a panie z tyłu muszą prezentować swą gibkość. Tak przynajmniej twierdził speaker w Schönbrunn, ale nie wiem, czy można ufać komuś, kto brzmi jak twór ivony.

Hasło: unchutu. Co prawda, nie wiem, czym jest "chutu", ale musi to być coś przyjemnego, przemyślanego i ciekawego, skoro słowo nie określa opka.

Anonimowy pisze...

Już dawno nie czytałam czegoś równie durnego. Mowa oczywiście o opku z blogaska, bo analiza jak zawsze świetna. Poza tym dlaczego do jasnej cholery aŁtoreczki tych opek nie wysilą się choć troszkę i nie sprawdzą tego co wypociły przed kliknięciem "dodaj notatkę"? Pomijam treść, ale pomieszane końcówki, albo ich brak, dialog wymieszany ze słowami narratora... no przecież oczy bolą. No nic, wracam do czytania innych analiz ;).

Pozdrawiam,
Osa

hasło: wooge...? woog(i)e boogie? ;p