czwartek, 12 maja 2011

Chcesz cukierka - idź do Gierka, czyli Przedszkole Okrągłego Stołu

Witajcie!

Mam dla Was dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra jest taka, że w opku, jakie tym tygodniu wzięłyśmy na warsztat, nie ma ani słowa o Sakurze. Zła natomiast... cóż, niektórzy zapewne stwierdzą, że to, co jest w tym blogasku, jest o wiele, wiele gorsze. Ciekawe, co powiecie na... wesołe przygody Merlina i Artura. Tak, tego Artura od Okrągłego Stołu.
Warto wyjaśnić, że aŁtorzy blogaska nie wymyślili wszystkich tych idiotyzmów samodzielnie, lecz opierali się na serialu “Przygody Merlina”. Opowiada on o losach młodego (!) adepta sztuk tajemnych Merlina, który trafia na Camelot pod rządami króla Uthera. Merlin zostaje służącym (!!!) pyszałkowatego księcia Artura, ale oczywiście z czasem między chłopcami rodzi się przyjaźń. Uther zakazuje stosowania magii, gdzieś pod Camelotem schowany jest smok i dzieją się inne rzeczy pozbawione sensu.

Być może przez wzgląd na rojący się od idiotyzmów fandom powinnyśmy potraktować blogasek nieco łagodniej – ostatecznie z próżnego i Salomon nie naleje – ale jeśli ktoś nie dość, że ogląda takie brednie, to jeszcze pisze do nich fanfiki, nie zasługuje na zmiłowanie. Sorry, Winnetou.
Przygotujcie się zatem na zmasowany atak ciętych ripost i elementów komicznych, całkowity braku logiki i riserczu - oraz na zamek, który raz jest miastem, a raz pałacem - i w którym występują polany. I żeby tylko to...
Indżojcie!
Adres blogaska: http://noweprzygodymerlina.blog.onet.pl/
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka
Wstęp
Eleonora i hrabia Lizardus kłaniają się wszystkim, którzy ten blog czytają. I zapraszają, by przenieść się do Camelotu, pięknego zamku, gdzieś w Anglii. To tam dorasta Merlin, najpotężniejszy czarodziej wszech czasów.Tam przeżywa swoje pierwsze przygody, uczy się ujarzmiać swój potężny dar.Znajduje przyjaciół, ale i namnaża wrogów,
Chcę wiedzieć, JAK on ich „namnaża”?
W laboratorium, w kuwecie z pożywką.
a wszystko to pod czujnym okiem króla Uthera- pogromcy magii. A teraz poznajmy nowego bohatera...
***
Wysoka postać w ciemnej pelerynie weszła do karczmy "Goły but".
Tuż obok był zajazd “Prosta falbanka”, zaś sama miejscowość zwała się “Łyse Peruki”.
Na mieszkańców potocznie mawiało się “Oksymorony”.
Od razu, gdy tylko weszła, w karczmie zapanowała grobowa cisza i wszyscy ze strachem wpatrzyli się w przybysza, który nie zdjął nawet kaptura, ukrywając swoją twarz.
Oj tam... może miał wysypkę i się wstydził?
Czarna postać siadła wygodnie na krześle przy wolnym stoliku. W sali znów zapanował gwar i nikt nie zwracał już uwagi na przybysza.
Albowiem przybysz stojący wzbudza niewyobrażalną grozę, lecz kiedy tylko usiądzie, staje się mniej więcej tak samo groźny, jak nieopierzony kurczak. To stara prawda. Co, nie znaliście jej? No, to już znacie.
Nie no, bo oni się tak strasznie bali, że się do nich dosiądzie, ale na szczęście usiadł przy wolnym stoliku, więc spoko luz.
Jedyną osobą, która przyglądała się postaci był Gajusz.Siedział on przy stoliku przy drzwiach, a jego spostrzeżenia na temat obcego budziły w nim coraz większe zaciekawienie, zdziwienie i...strach.
Zwłaszcza gdy doszedł do tego momentu w którym uznał, że nieznajomy ma fajne łydki, a nogawice strasznie seksownie opinają mu się na tyłku.
We mnie też moje spostrzeżenie wzbudzają strach. Zwłaszcza, jak pomyślę, ile bym dostała lat, jakbym kiedyś jednak rzeczywiście użyła mojej dzidy bojowej na jakiejś aŁtorce.
Przybysz wyprostował nogi i spuścił głowę, przez co wyglądał tak jakby drzemał. I wtedy medyk zobaczył coś dziwnego; bogate czarne kozaki,
Kozacy afrykańskiego pochodzenia, do tego nadziani? To musiał być rzeczywiście dość nietypowy widok.
Eee, to jest akurat widok całkiem powszechny. Chyba że to były takie czarne kozaki:

które w ogóle nie pasowały do ubogiego (przynajmniej od spodu,bo zawsze wydawało się więcej na peleryny i płaszcze) stroju obcego.
A to szanowny doktorek zaglądał przybyszowi pod pelerynkę, że wie, jaki ten miał na sobie strój?
A co go wogóle obchodzi, czy jego buty pasują do reszty stroju? Kim on jest, Trinny i Susannah – wersja średniowieczna, czy jak?
Gajusz rozejrzał się, by zobaczyć czy ktoś jeszcze zauważył tą różnicę,ale nikogo takiego nie było.
Może zwróciłby na to uwagę sir Holmes, ale pojechał ze swoją drużyną podbijać plemię Moriartów, zaś wielmoża Poirot rozbijał się chwilowo ze swoimi wojskami gdzieś pomiędzy Eufratem a Tygrysem.
Za to Tomasz Jacykow namierzył go bezbłędnie.
W końcu medyk wstał i zbliżył się do obserwowanego.
-Witam-przywitał się.- Mogę się dosiąść?
Przybysz podniósł głowę, ale Gajusz nie zobaczył jego twarzy i powiedział zimnym głosem:
-Proszę.
Brak twarzy u nieznajomego skonfundował go do tego stopnia, że odpowiedział sam sobie.
Doktor usiadł, przyjrzał się obcemu i zapytał:
-Skąd jesteś?
-Z daleka.
-A jak się nazywasz?-pytał Gajusz, niezrażony niemiłą odpowiedzią.
-Prowadzi pan jakieś śledztwo czy co?!-Zapytał zły już przybysz.
Tak, nazywam się doktor Watson. Jestem medykiem, ale i detektywem-amatorem, wie pan. Takie moje małe hobby.
-Nie.Skądże. Po prostu jestem ciekaw, jak biednie ubrany człowiek może mieć skórzane buty i to w dodatku takie, co kosztują fortunę!
Oj tam, obdarło się jakiegoś trupa... mnóstwo ich teraz leży przy drogach. Takie czasy.
-Ach, o to panu chodzi-przybysz spojrzał na solniczkę stojącą na stole.
- A więc?
Niestety, solniczka odmówiła zeznań.
-Nie mogę panu powiedzieć-wstał i skierował się do wyjścia. Popchnął już drzwi i nagle odwrócił się i powiedział:-Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, Gajuszu.
Lubię takich wścibskich impertynentów.
Ja też. Zwłaszcza z keczupem.
******
Merlin wyszedł z domu jednego z pacjentów i od razu skierował się do domu Ginewry, gdzie czekała na niego zbroja Artura.
Zbroja czekała, wyglądając niecierpliwie przez okno.
Byli umówieni na małe polerowanko i trochę smarowania.
Gdy dochodził już do celu, usłyszał krzyk. Pobiegł do tamtego miejsca i zobaczył rycerza,żebrak oraz postać w czarnej pelerynie.
Oraz uciekającą w popłochu Odmianę Rzeczowników.
Rycerz i nieznajomy byli w bojowych pozycjach*,
Po tej gwiazdce sądząc spodziewałam się, że na końcu notki AŁtoreczka wyjaśni, jak wyobraża sobie tę bojową pozycję. Rzecz jasna, żadnego wyjaśnienia nie było, jednak wujek Google pokazał mi coś takiego:

a żebrak siedział na ziemi i ze strachem patrzył to na rycerza, to na obcego.
Znaczy, jak widzowie na piłeczkę podczas meczu tenisa?
-Hej!-krzyknął Merlin.-Co tu się dzieje?
Rycerz zmierzył go wzrokiem i wyżej podniósł miecz skierowany na obcego.
-Jak to co robię?!-zapytał rycerz.-Oczyszczam miasto z żebraków.
Jestem... Sprzątaczem.
Poluję na obcych. Jestem... predatorem.
Merlin spojrzał z wściekłością na rycerza, a jego oczy zapłonęły ogniem.
-Lucjusz!-barczysty rycerz wszedł w uliczkę.-Co ty robisz?!
-Oczyszczam z...
-Przestań i chodź! Król chce się z nami widzieć.
A on zostawił sieci i poszedł za Nim... Yyy a nie, sorry, to nie ta historia.
Lucjusz schował miecz do pochwy i wyszedł z ulicy za drugim rycerzem.
-Dziękuję wam-powiedział żebrak wstając.
-Nie ma za co -odpowiedział Merlin.
Właśnie, tym bardziej, że jego wkład w tę odsiecz ograniczył się do spojrzenia z wściekłością.
-Odprowadzić pana?-odezwał się łagodny głos. Zaraz, kurde, czyj?
-Jeśli możecie.
Wyszli z uliczki, a żebrak prowadził ich przez coraz brudniejsze i biedniejsze ulice Camelotu.
Pierwszy raz widzę zamek, który ma ulice.
W końcu zatrzymał się przed drewnianym i wynędzniałym domem.
A po drodze nie zaczepiali ich inni żebracy, złoczyńcy ani rzezimieszki, których pełno w takich dzielnicach. Merlin miał bowiem szacun na każdej dzielni.
No, jeszcze by na nich spojrzał z wściekłością i co wtedy?
-Wejdziecie?-zapytał.
-Ja nie skorzystam-odezwał się znów łagodny głos na prawo od Merlina.-Spieszę się. Muszę znaleźć nocleg.
I ciało. Głupio tak być samym głosem, wiesz.
-Rozumiem. A ty?
-Wpadnę kiedy indziej, muszę zanieść leki-Merlin uśmiechnął się.
No, pijawki same się nie przystawią.
-Szkoda. W takim razie do zobaczenia.
Merlin odwrócił się i zobaczył, że jego "ciemny towarzysz" (jak go ochrzcił w myślach) (Bardzo to grzeczne z jego strony. Takie... miłe.) kieruje się do miasta.
-Zaczekaj!-krzyknął i dogonił go.-Mogę pójść z tobą?
-Tak-głos zmienił się, stał się zimny.
- Stary, weź wyreguluj ten termostat - poradził Merlin życzliwie.
-Gdzie idziesz?
-Jeszcze nie wiem.
-Pomogę ci znaleźć miejsce do noclegu.
-Nie odczepisz się.
-Nie-odpowiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Merlin.
- Mimo wszystko, pięknie pana proszę, zjeżdżaj pan.
Szli przez chwilę w milczeniu, aż w końcu mag zapytał:
-Szukasz noclegu, tak?
-Tak.
-A może spałbyś u mnie?
Ale mam jedno łóżko, dosyć wąskie... nie przeszkadza ci to, mam nadzieję?
I zrobię ci śniadanie i umyję ci plecy... Zgódź się, prooooszę!
-Nawet mnie nie znasz.
-Ale rozpoznaję dobrych ludzi.
-Nie widziałeś mojej twarzy.
- Nie twarz jest dla mnie najważniejsza, lecz... inne atuty. A widziałem, jaki masz piękny i długi miecz.
- Poza tym lecę na mrocznych nieznajomych, wiesz.
-To mi ją pokaż.-Zatrzymali się.
Przybysz spojrzał na Merlina, który suszył zęby.
W sensie że co, wyjął sztuczną szczękę i zawiesił ją jak pranie, na sznurze od bielizny?
Albo wystawił paszczę do wiatru, jak pies jadący samochodem?
Przez moment się zawahał, apotem delikatnie ściągnął kaptur. Mag otworzył oczy szeroko ze zdumienia, a jego buzia otworzyła się baaardzo szeroko.
W końcu odpadła mu górna połowa czaszki.
Przybysz był kobietą.
I tym sposobem nadzieje Merlina na miły wieczór poszły się paść.
I to nie byle jaką; dziewczyna była młodsza od Merlina, miała długie, brązowe loki, pełne usta, niebieskie oczy i lekką opaleniznę.To właśnie jej piękność tak zaskoczyła Merlina.
-Wciąż chcesz mnie zaprosić do siebie?-zapytała łagodnie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! - odpowiedziała zawartość spodni Merlina.
-T-tak-wyjąkał Merlin.-Jak się nazywasz, bo ja jestem Merlin?
-Sophie.
Ale i tak wszyscy wołają na mnie Mary.
-Bardzo mi miło. Najpierw zaprowadzę cię do Gajusza.
***
Gajusz siedział przy stole i przeglądał kartę pacjenta.
KWIK. Dobrze rozwiniętą służbę zdrowia mieli w tym średniowieczu. I co jeszcze było? Może szczepionki i antybiotyki?
Usłyszał odgłos otwieranych drzwi i podniósł głowę. W drzwiach stał Merlin i...nieznajomy z karczmy! Spojrzał na przybysza ze zdziwieniem.
-Gajuszu-zaczął Merlin-to jest Sophie. Będzie u nas mieszkać.Oczywiście, jak się zgodzisz.
Nie wiem, kim dokładnie jest, skąd przybywa ani co tu robi, ale ładna z niej dupa - może zostać?
-Sądziłem, że nieznajomy z karczmy to mężczyzna-medyk zwrócił się do Sophie.
-Specjalnie tak modelowałam głos-odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się łobuzersko.
A to wybrzuszenie w spodniach to skarpeta.
A ten zarost to dlatego, ze jestem z NRD.
-A dlaczego?
-Tego niestety nie mogę powiedzieć. To będzie moja mała tajemnica.
Oj tam, bycie transwestytą to nie wstyd.
Gajusz zaśmiał się, a potem zwrócił się do Merlina:
-Przygotuj naszemu gościu pokój na strychu.
Merlin uśmiechnął się i wbiegł po schodach na górę.
-Napijesz się wody?-zapytał Gajusz wstając.
-Tak, poproszę-odpowiedziała Sophie z miłym uśmiechem.
Mamy także suchy chleb, jakbyś była głodna.
Skoro już zakwaterowali ją na strychu, to w sumie nic dziwnego.
***
Nad Camelotem szalała burza. Ciężkie krople deszczu chłostały drzewa w pałacowym ogrodzie.
Chwila, moment, bo coś przegapiłam: od kiedy to Camelot stał się pałacem? Gdzie się podziały wszystkie obwarowania i inne takie?Zamek, miasto, pałac... co za różnica w sumie.
Gradowe kulki rozpryskiwały się na brukowanych ulicach miasta. Co chwila uderzały w okiennice i drzwi.
Wartownik kilkakrotnie wstawał i sprawdzał, czy ktoś nie stoi na dziedzińcu zamku. Ale tylko zbity lód uderzał w drewniane futryny.
Zbity lód jęczał przeraźliwie, że on więcej nie będzie, tylko żeby go już nie bić.
Na znak dobrej woli uderzał tylko w futryny, starannie omijając drzwi.
Król Uther siedział przy kominku. W rękach trzymał pergamin. Był to list od starego przyjaciela. Na twarzy króla malowała się smutek i zatroskanie. Po raz setny przeczytał list, którego treść była następująca:
"Panie, w młodości byłeś mi przyjacielem. Jestem teraz w potrzebie. Moja rodzina straciła cały majątek. Jesteśmy teraz biedni jak myszy kościelne lub, jak wolisz, biedacy na Twoich ulicach.
Bo kiedyś byliśmy przyjaciółmi i potrzebuję twojego wsparcia, ale to jeszcze nie powód, żeby ci nie pocisnąć, mój panie.
Nie ma to jak mała inwektywka na samym początku listu. Król na pewno będzie mu sprzyjać po czymś takim.
Wyświadczyłem Ci wiele przysług,których nie muszę wymieniać, teraz ja potrzebuję pomocy. Ja i moje dzieci nie mamy gdzie się podziać, ponieważ byliśmy zmuszeni sprzedać dwór, wioskę i uprawy. Bardzo Cię teraz błagam, nawet na kolanach, czy możemy wprowadzić się do twojej fortecy? Znaczy się zamku!
Znaczy ten... co to ja chciałem... a tak, tak, pamiętam! Nauczyciel tyle razy mi mówił, że nie powinno się pisać co ślina na język przyniesie!Chwilę temu chciałam spytać, co u licha mogło sprawić, że wielmoża tak nagle przestał być wielmożą, ale jak czytam ten list, to chyba zaczynam rozumieć.
Oczywiście, możesz odmówić, ale i tak zamieszkamy w Camelocie.
Bo niby tam jesteś jakimś królem czy czymś, ale nie czarujmy się - sprowadza się to do tego, że nosisz śmieszną czapkę. Naprawdę myślałeś, że masz coś do powiedzenia w sprawie tego, kto mieszka na twoim zamku? No bez jaj.
Jednak jest zła strona medalu mieszkania "nie w zamku", rozpowiemy o twoim skąpstwie. (;p)
Mamy tu naoczny dowód, że emoty wynaleziono znacznie wcześniej niż w XX wieku.
A król się tym na pewno przejmie. I wcale nie każe ich ściąć albo wtrącić do lochu za taką impertynencję, o nie.
A w rozpowiadaniu pomogą mi moje dzieci, których mam więcej od ciebie.
Mam ich setki - i ciągle przybywa nowych! Bo tak naprawdę jestem myszą, która nauczyła się pisać.
Bo chwalenie się sukcesem reprodukcyjnym daje +10 do punktacji w Rankingu Męskości.
Twój oddany sługa, przyjaciel z młodości, Rycerz nad Rycerzami,
Hildegard II Morwin
Przeczytałam, oczywiście, “Morświn”.
Kolejny transwestyta? Strasznie mi przykro, ale Hildegard to żeńskie imię.
P.S. Zdziwisz się, jak poznasz moje panny na wydaniu i kawalera (też na wydaniu).
A to tylko taka drobna aluzja, jakbyś, panie, miał może ochotę na mały handelek ludźmi.
P.S2. Spodziewaj się nas każdego dnia i nocy."
Eee... ten cały list to taki długi Element Komiczny, tak?
Nie sądzę, ale nie traćmy nadziei.
Uther wstał z fotela i podszedł do okna. Zobaczył (i usłyszał) grupkę ludzi wykłócających się z wartownikiem. Najgłośniej krzyczał wysoki mężczyzna w średnim wieku. Jego głos (ciepły, łagodny i głęboki) był dziwnie znajomy.
No tak, ja też, jak się wydzieram na kogoś w czasie kłótni, to mam ciepły i łagodny głos. Zawsze.
Nagle zza "znajomego" wyskoczył nieco niższy od "krzykacza" i rzucił się na strażnika.
Jak sam się rzucił, to niech się teraz sam broni. *wzrusza ramionami*
*****
-Stać!-krzyknął Uther wbiegając na dziedziniec.
Rycerz i chłopak przestali się szarpać i spojrzeli zaskoczeni na króla.
-Cześć, Ucio!-zawołał znajomy głos.
-Hidelgard?-zapytał król.
-A któż by inny! Stary, jak miło cię widzieć!-Morwin przytulił zaskoczonego Uthera.
Taak... A teraz, gdy już się pośmialiśmy, pozwólcie że wyjaśnię, dlaczego ta scena jest failem. Pomijając nawet to, że bezceremonialność bardzo łatwo przeradza się w bezczelność - brak szacunku dla króla był wówczas zachowaniem bardzo niebezpiecznym. Nie dlatego, że król był pomazańcem bożym i obrażając go, obrażało się samego Boga (to przyszło w wiekach późniejszych) - dlatego, że wówczas koronę nosił ten, który spośród wszystkich starających się o nią drani i rębajłów wyróżniał się największą skutecznością. Można się spodziewać, że nadszarpywanie jego pozycji pociągało ze sobą bolesne i gwałtowne konsekwencje.
*****
Cały zamek zebrał się w sali balowej.
Potrzeba pół sekundy by wklepać w gugla “Król Artur” i drugie pół, by w pierwszym wyniku - wikipedii - przeczytać, że rządził na przełomie V i VI w. Drodzy potencjalni autorzy! Sekundowy research pozwoli Wam uniknąć takich byków, jak wyposażenie Camelotu w salę balową!


Eee, co tam historia, co tam logika, kiedy można zadać szyku!
Uther wszedł na podest, na którym znajdował się tron.
-Witajcie!-zaczął.-Zebraliśmy się tu, aby powitać rodzinę Morwinów.-Wskazał głową na Hildegarda i jego dzieci.- To jest lord Hildegard II Morwin, a to jego dzieci: Aaron i Eve.
Gwen i Morgana przyglądali się szlachetnie urodzonej rodzinie. W końcu król napotkał ich zaciekawione spojrzenia i podszedł do nich z Morwinami.
-Hildegardzie, Eve, Aaronie to jest Morgana i jej służąca-Ginewra-przedstawił ich sobie król.
Dobre maniery wymagają, by osoby mniej ważne przedstawiano ważniejszym, czyli zupełnie na odwrót niż tutaj. Nie mam tez pojęcia, jaki jest sens przedstawiania komukolwiek służącej... ale to pewnie dopiero początek rzeczy, których w tym opku nie ogarniam.
Wiesz, jeśli służąca miała różowe włosy i cyce jak para dorodnych arbuzów...
Uch, Sakura rzuciła mi się na mózg.
"Przedstawieni" uśmiechnęli się do siebie nieśmiało.
Zwłaszcza wielmoża Hildegard spłonął zapewne panieńskim rumieńcem...
Rozdział 1: Król, Artur i Gwen
Był piękny wrześniowy dzień. Dobra, co będę okłamywać; dzień był fatalny.
Kolejny typ narratora: narrator niezdecydowany.
A nawet robiący dobrą minę do złej gry.
W kółko padał deszcz. Sophie i Merlin byli jedynymi osobami na ulicy (nie siedzieli w domu, jak normalni ludzie), tylko skakali po kałużach i wpychali się nawzajem w błoto.
A ile te słodziaki mają lat? Bo ja z takich zabaw wyrosłam mniej więcej w okolicach siódmego roku życia.
Myślę, że oni mentalnie tam właśnie zostali.
Bawili by się tak dłużej, gdyby nie to, że przestało padać. Ludzie zaczęli wychodzić z domów, a nasi bohaterowie stali jak ostatnie matoły na środku dziedzińca.
I zastanawiali się, kto i czemu zakręcił kurek od kosmicznego prysznica.
Mieszkańcy Camelotu uśmiechali się widząc Sophie i Merlina upapranych błotem i mokrych od stóp do głów.
Wspominali szalone czasy młodości i Przystanek Woodstock, ani chybi.
[Gwen zaprzyjaźnia się z naszymi rozkoszniakami i zabiera ich do domu.]
***
-Przyniosłam ci rzeczy-Ginewra weszła do pokoju Sophie i położyła suche rzeczy na łóżku.
-Dziękuję-odpowiedziała Sophie.
-Nie sądziłam, że tak wyglądasz-powiedziała Gwen, przyglądając się jej dłużej.
-To znaczy jak?
-Tak ładnie. Ale to nie znaczy, że wcześniej wyglądałaś brzydziej, tylko...
Tylko to błoto było takie nietwarzowe.
-Nie tłumacz, rozumiem-dziewczyna uśmiechnęła się.-Powiesz Gajuszowi i Merlinowi, że wyszłam?
-Tak oczywiście.
Sophie wyminęła Ginewrę i wyszła z domu. Skierowała się od razu w stronę dziedzińca, gdzie miała zamiar pomyśleć
Wymagało to odpowiedniej scenerii i starannych przygotowań.
i kupić coś do jedzenia, bo mężczyźni mieszkający w domu przestali gotować, gdy pojawiła się kobieta.
WRRRRR.
To niech jedzą tynk ze ścian, co ją to obchodzi?
Jednak od razu wiedziała, że porzuci myślenie,
Słusznie, od razu widać, że nie ma ku temu predyspozycji.
gdy zobaczyła co się dzieje na dziedzińcu; zebrali się tam bowiem żebracy i czekali na coś.
Co takiego mogło ją skłonić do “porzucenia myślenia”? Przyjechali kupcy z błyskotkami i pachnidłami?
-Co się dzieje?-zapytała najbliższego żebraka.
-Czekamy, aż król wyda nam jedzenie.
-Ludu Camelot!-powiedział król, stojąc na schodach.- Wiem, że czekacie na jedzenie, ale, niestety, nie mogę go wam dzisiaj dać, ponieważ mam go bardzo mało i nie starcza nawet dla mnie.
Kwiiii, kwiii, umieram, posadźcie na mym grobie rosiczkę, biedny głodujący król, rozdający OSOBIŚCIE jedzenie biedakom, KWIIIIIII...
Oj bo ci żebracy uznali, że żebranie u takich zwykłych ludków jest nieekonomiczne, lepiej żebrać u źródła!
“Chcesz cukierka - idź do Gierka,
Gierek ma, to ci da!”
Przez tłum przeszedł gniewny pomruk, a Uther dodał:
-Ale nie martwcie się! Gdy tylko coś znajdę od razu wam dam!
Wczoraj chyba widziałem pod stołem skórkę od chleba...
Idealny patent na tłumienie niepokojów społecznych! Wyobrażacie to sobie? Strajkują górnicy, wyją syreny alarmowe, opony fajczą się aż miło - a premier wychodzi, mówi, że w tej chwili nie może im dać kasy, bo dla niego samego jest za mało (tu wstawcie oczka à la kot ze Shreka), ale daje słowo harcerza, że gdy tylko jakieś pieniądze znajdzie, to zaraz im da.
A ONI SŁUCHAJĄ.
Tłum zaczął się rozchodzić,
Znaczy, że naprawdę wierzyli, że im coś da? PARSK.
Aj, bo bo to przecie lud prosty, ale poczciwy, biedny, ale lojalny wobec swego pana i pokorny.
a król odwrócił się w stronę zamku.
-Hej!-krzyknął ktoś.
Wszyscy gwałtownie się odwrócili i wpatrzyli w Sophie.
-Jak możesz ich tak okłamywać!?-Sophie zwróciła się wprost do króla.
-Oskarżasz mnie o kłamstwo?!-zapytał spokojnie Uther, choć zaczął się już denerwować.
- A tak w ogóle, to skoro nie macie chleba, jedzcie ciastka! warknął.
-Tak. Kłamiesz. A mówię to z tego powodu, że wiem jak wyglądają piwnice bogaczy. Szkoda ci po prostu jedzenia na twój lud!
-Jak śmiesz?!
-Jak śmiem?! Niech pan lepiej uważa, bo pewnego dnia kłamstwa mogą odwrócić się przeciwko tobie.
A tak w ogóle to rezprezentuję biedę! Szacunek ludzi ulicy! - zakrzyknęła, a gdy lud odpowiedział jej owacją, zawołała gromko - Wiecie co z nim zrobić!
I lud wziął sprawy w swoje ręce.
Tak kończą frajerzy.
-po tych słowach Sophie szybko odeszła, nim Uther zdążył wydać rozkaz pojmania jej.
Zauważam kolejne prawo Kanonu Blogaskowego: jeśli w opku występuje jakakolwiek WŁADZA, jej prawodawcy i wykonawcy są skrajnie opóźnieni w rozwoju.
***
Sophie szła jedną z uliczek, gdy nagle usłyszała szyderczy i pełen dumy głos:
-A umiesz chodzić na kolanach?
Założyła kaptur i wyjrzała zza rogu; na polanie do treningów
Tak, na polanie, z pewnością. Może jeszcze las gdzieś tam był między jedną a drugą chałupą? Ja wiem, że podzamcza raczej nie bywały szczególnie imponujące architektonicznie, no ale bez przesady!
Ale zauważ, że to była taka ekstraordynaryjna polana, specjalnie do treningów! Taka to pewnie nie potrzebowała nawet lasu dookoła.
stało kilka rycerzy, a jeden z nich (wysoki blondyn) mówił coś do młodego wieśniaka.
-Zadałem ci pytanie: czy umiesz chodzić na kolanach?
Ale to pytanie kto zadał? Bo narrator przed momentem jeszcze nie wiedział, co rycerz mówi do wieśniaka. Może podpowiedzi z reżyserki napływają z opóźnieniem?
Nie, to tylko narrator ma lagi na łączach. Albo może znowu się plącze w zeznaniach, jak na początku rozdziału.
-Umiem-odpowiedział roztrzęsionym głosem chłopak.
-W takim razie, na kolana.No już!-dodał, widząc, że wieśniak nic nie robi.
-Nie klękaj-odezwała się Sophie męskim, zimnym głosem, wychodząc z ukrycia.
Bo nic tak nie wywołuje respektu wśród uzbrojonych młodych mężczyzn jak dziewczyna mówiąca basem. Mówię Wam, 100 procent skuteczności.
Żeby to był bas, to jeszcze... Próbowałam sobie wyobrazić, jak brzmi taki zimny głos i zwizualizowało mi się coś pomiędzy Antropomorficzną Personifikacją Dziadka Mroza a szczękającym zębami z zimna wikingiem.
-A ty to kto?-zwrócił się do niej rycerz.
-El. A ty to zapewne książę Artur, tak?
-Tak. Można wiedzieć, dlaczego nam przeszkadzasz?
“Można wiedzieć”...! To przez ten bas się taki potulny zrobił, na pewno.Nie, to pewnie miało być takie pełne dystansu zblazowanie. Wiesz: Jestem taki maczo, och och, i do tego jestem taki cyniczny, miauuuu”...
-Zostaw tego chłopaka. Nie masz lepszych zajęć?
-Nie.-Artur uśmiechnął się na wspomnienie poznania Merlina.-A ty masz lepsze zajęcia?
Tak w ogóle to co robisz wieczorem? Bo nie wierzę, że prowadzimy taki idiotyczny dialog tak absolutnie bez powodu musisz być moją tru loff.
-Mam. I mam też zajęcie dla ciebie: idź i zajmij się swoimi podwładnymi, a nie ich torturuj.
No przecież się zajmuje! Od czegoś trzeba zacząć.
Weź idź, a nie...!” ostra jest, nie ma co.
Albo lepiej nie: idź do zamku, nadęty gogusiu, i porozmawiaj ze swoim ojczulkiem, bo jak wyjdziesz na spotkanie z mieszkańcami Camelotu, to zaczną uciekać widząc twój wygląd.-mówiąc te słowa Sophie cofała się coraz bardziej w uliczkę.
To kretynizm tej przemowy był tak gargantuicznych rozmiarów, że zajął całą dostępną przestrzeń na polanie, zmuszając boCHaterkę do cofania się.
Zaczęła biec w stronę targu, ale do niego nie dobiegła, bo ktoś wciągnął ją w ciemną i zakazaną uliczkę, zatykając jej usta dłonią...
A niech to coś ją porwie i zeżre, na zdrowie.

24 komentarze:

jasza pisze...

Nie wiem, co zabawniejsze, czy władca Camelotu prowadzący garkuchnię dla biedoty, czy ton listu Hildegarda, czy w ogóle sam pomysł, aby facetowi dać tak na imię. No bo wyobraźcie sobie sławetnego rycerza Jadzię. Wrogowie padają ze śmiechu na samą myśl, że mają z nim walczyć.

Analiza rewelacyjna! Jak zawsze, żeby czwartkowej tradycji stało się zadość, czytam szybko w Firmie, a wieczorem spokojnie będę się tym smakować. A jest czym!


traugfic. W tym jest wszystko. I tragizm, i trauma, i fanfic oraz WTF

Anonimowy pisze...

Jeszcze nie przeczytałam analizy, która pewnie sama w sobie jest jak zwykle fajne, ale mam jedną uwagę... ten serial jest naprawdę fajny, a nie beznadziejny czy idiotyczny. No, to jak już wyraziłam swoje zdanie, mogę zabrać się za analizę :)

BackSlash pisze...

Nareszcie brak Sakury aka samobieżnej cycadeli różu.

Opko całkiem miłe... Oczywiście, jako materiał pod analizę, która jako pierwsza od jakiego czasu (ok. miesiąca) naprawdę mnie cieszy i rozśmiesza, głownie przez brak wyżej wspomnianych postaci. Wasze komentarze jak zwykle na wysokim poziomie, jeszcze bardziej uwydatniły głupotę aŁtorów.

PS Wybacz, Anonimowy-Pod-Jaszą (w komentarzach przy poprzedniej analizie sam się tak podpisałem, jakby co), zniosłem Legendy Arturiańskie w SG-1, ale młodego (sikający pies) Merlina nie zdzierżę.

BackSlash pisze...

Sorry za dubla, ale znalazłem opko z ładną Mary-Sue, w stargejtowych klimatach.

Córka generała jeżdżąca po żołnierzach i uparcie twierdząca, że "cholera" to nazwa własna. AŁtorka na dodatek rzuca łaciną jak z rękawa, zgodnie z zasadą, że wszystko, co po łacinie, brzmi mądrze. Niestety, efekt nie jest identyczny z zamierzonym. Że już nie wspomnę o Kanonie, który wygląda, jakby go stratował wieloryb w zatopionym składzie porcelany.

Link do pierwszego rozdziału:
http://moje-11-kulku.bloog.pl/index.html?id=5328205&title=1-Ostatnie-chwile

Goma pisze...

Rewelacja, pewnie całe osiedle słyszało mój śmiech :) List do króla i "nie dam, bo nie mam" były przekomiczne, a Wasze komentarze dopełniły dzieła. To chyba będzie jedna z moich ulubieńszych analiz.
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Nie, nie i jeszcze raz nie. Ten serial wcale nie jest fajny - jest bezdennie głupi, infantylny i rozpaczliwie niskobudżetowy (efekty specjalne to kpina). Ale za to analiza... Cud, miód, malina i skórka od chleba :) (Ten komentarz był przeborski) Na was zawsze można liczyć. Jesteście świetne. Dziękuje za mile spędzony czas z waszą analizą.

Anonimowy pisze...

Coś tu chyba jest nie tak, bo wczoraj dodawałam komentarz, ale co tam mogę napisać po raz drugi, ten serial nie jest głupi i idiotyczny, bardzo go lubię, choć widziałam tylko kilka odcinków, a analiza jak zwykle ciekawa :)

pozdro dla Eve :* - tuptaczek

Anonimowy pisze...

Już myślałam że Wam i Armadzie blogspot zjadł analizy. Na szczęście jak widać już w porządku. Opko wybitnie głupie przez co analiz również wyszła jakaś mniej kwikaśna. Albo to mnie historia niezbyt przypadła do gustu.
Serialu wprawdzie nie znam jednak słyszałam o nim co nieco, jednak moja wiedza ogranicza się do ogólnego zarysu fabuły i co większych idiotyzmów.
A tak przy okazji macie może już upatrzone jakieś dzieło na przyszły tydzień? Czy może planujecie kontynuacje przygód Merlina?

Koyomi

Anonimowy pisze...

Widziałam może dwa odcinki tego cuda. To chyba taki najpiękniejszy sen o średniowieczu, nie? Ich stroje mi się podobały, ładne były. Choć, jak sądzę, zupełnie nierealistyczne?

Ałtoreczka chyba myśli, że Camelot to miejscowość... Całość jest raczej koszmarna, trochę mi się wydaje, że irytujecie się przy tym opowiadaniu bardziej niż przy innych okazjach. Tym niemniej komentarze są trafne jak zawsze :) Lubię bardzo Wasze obrazki ^^

Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy
T-chan

Anonimowy pisze...

Analiza cudowna jak zwykle :) Takie radosne światełko w życiu biednego studenta, wypełnionym mrokami pisania pracy magisterskiej. Po prostu made my evening :)
Mam nadzieję, że przygód Merlina i spółki ciąg dalszy nastąpi w przyszłym tygodniu.

Pozdrawiam z szerokim uśmiechem na twarzy,
Bazylia

ajrisz pisze...

och, ale sala balowa jest jak najbardziej na miejscu! przecież wszyscy wiedzą, że nie ma opka bez balu. :D

Anka aka Eowyn pisze...

A weźcie, ale ja kiedyś bardzo ten serial lubiłam. Ale to chyba najbardziej zmodyfikowana wersja Artura, jaką miałam przyjemność poznać. A aŁtorzy opka zepsuli to kompletnie.

moonlight_dream pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
moonlight_dream pisze...

Ja czasem serial oglądam i nawet przyjemna bajeczka. Ale to opko to jakieś przegięcie. Za to analiza, jak zwykle doskonała. Pozdrawiam

Adelaar pisze...

Zgadzam się z ajrisz - sala balowa daje szansę na jakiś epicki bal -bo opko bez balu nie byłoby opkiem!
Poza tym, chciałam napisać coś bardziej konstruktywnego, no ale... cóż, czuję się zniszczona i chyba zrobiłam krzywdę siostrze, bo gdy chciałam zwrócić jej uwagę na pewien fragment analizy, uderzyłam ją w oko.
Brawa za obrazki. Mam nadzieję, że będzie kolejna część? C:

jasza pisze...

Nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło, czy arogancki ton listu Morświna dopraszającego się gościny w Camelocie, czy rycerz okaleczony przez rodziców imieniem Hildegard.

Bo wyobraźmy sobie strasznego woja Jadzię. Rycerz Jadzia stający do walki, gdy w tym czasie wrogowie kładą się jak łan zboża, ale ze śmiechu.

psyence pisze...

'Może zwróciłby na to uwagę sir Holmes, ale pojechał ze swoją drużyną podbijać plemię Moriartów, zaś wielmoża Poirot rozbijał się chwilowo ze swoimi wojskami gdzieś pomiędzy Eufratem a Tygrysem.'

Buahahahaha epicko boskie <3<3<3 lovam XD

'Gwen i Morgana przyglądali się szlachetnie urodzonej rodzinie. W końcu król napotkał ich zaciekawione spojrzenia i podszedł do nich z Morwinami.'

W takim razie rozumiem, że 'Gwen' to skrót od męskiego imienia 'Gwydion'? O.o

'-Hildegardzie, Eve, Aaronie to jest Morgana i jej służąca-Ginewra-przedstawił ich sobie król.'

Ginevra służącą Morgany? O.O ... *headdesk*

'- A tak w ogóle, to skoro nie macie chleba, jedzcie ciastka! – warknął.' - cytując Charlie'go Sheena - WINNING! XD

O, Bogini, ten serial na prawdę jest prawie tak potłuczony jak to opko? XD
Uśmiałam się jak morświn na plaży XD

Goma pisze...

Napisałam, zjadło, to powtórzę tylko, że moim zdaniem analiza jedna z lepszych w ostatnich tygodniach - mój śmiech pewnie słyszało całe osiedle. Świetny wybór opka!

`Adrielne pisze...

Analiza jak zawsze genialna, ale dziwi mnie jedno - nie skomentowałyście czegoś, co zawsze rzuca mi się w takich opkach w oczy (i je pali).

"Przygotuj naszemu gościu pokój na strychu."

NASZEMU GOŚCIU. A temu misiu oczko odpadło :P

hachisu pisze...

Świetna analiza! Co prawda nie znam fandomu, więc trudno bylo mi się połapać o co chodzi ale nieważne. XD podczas czytania musiałam powstrzymywać się od śmiechu aby nie obudzić sąsiadów. XD przyjacielski list do króla mnie rozwalił. Więcej takich analiz! ^ ^

Anonimowy pisze...

Wiecie co? W wolnych chwilach siedzę i czytam Wasze starsze analizy. Przy opowieści o Itachim i Waszych do niej komentarzach śmiałam się prawie w głos.

Nie wiem czy wiecie, ale Waszego bloga odwiedza bardzo dużo osób - tylko nie każdy zawsze komentuje (tak jak ja ;)).

Pozdro

Anonimowy pisze...

Heya excellent blog! Does running a blog like this take a
large amount of work? I have very little expertise in
programming however I had been hoping to start my own blog in the near future.
Anyways, should you have any recommendations or techniques for new blog owners please share.
I know this is off topic nevertheless I simply needed to ask.
Kudos! click here,
http://www.velocityruhr.net/wiki/index.php?
title=Benutzer:BelindaBl

Ryszard Mikke pisze...

Ale może to było polano do treningu? Leżało za rogiem i na nim stało kilku rycerzy? Ha?

Anonimowy pisze...

Uwielbiam waszego bloga, serio, ale wydaje mi się, że nie powinnyście obrażać w ten sposób serialu - jeśli już, powiedzcie, że waszym zdaniem serial jest bez sensu, a nie tak, jakby było to coś oczywistego, bo ja na przykład jestem wielką fanką "Merlina" i jest to zdecydowanie jeden z najlepszych seriali jakie widziałam. Podoba mi się całkiem inna adaptacja znanych wszystkim legend.
Jednak co do analizy - muszę przyznać, że jest ona tak samo fajna, jak zawsze :)