czwartek, 7 kwietnia 2011

Sterczące pinakle i Japonki z dupy wzięte, czyli egipskie ciemności - cz. 1


Witajcie!
Wciąż jeszcze tkwimy w głębokim szoku, gdyż przy ankiecie dotyczącej PLUSowej maskotki jak byk (nomen omen) stoi, że zagłosowało prawie 800 osób - nie sądziłyśmy, że tak wielu ludzi nas czyta! Serdecznie Wam dziękujemy za tak masowy odzew. :*
Uwolniliście nas od dylematów, dlatego teraz z prawdziwą przyjemnością oznajmiamy, że maskotką Przyczajonej Logiki zostaje...
*werble*
Niczym Aleksander i Bucefał, niczym Janek i Szarik, niczym Woland i kot Behemot -
Kamiennojedwabny Snape oraz Jeż Jak Byk!
*frenetyczne owacje*
Wizerunki obu pojawią się wkrótce, gdy tylko Pigmejka zaprzęgnie swego Wena do roboty.
A teraz dalszy ciąg programu.
Irytka stała się już zbyt irytuąca, więc w tym tygodniu przerzuciłyśmy się na stary, dobry fandom Naruto. Z naciskiem na „stary” - bowiem akcja tego konkretnego blogaska dzieje się w... starożytnym Egipcie. Nie pytajcie nas, jak to możliwe, że japońscy bohaterowie (z których kanonicznych osobowości nie pozostało nic oprócz imion) znaleźli się w kraju faraonów. Nie pytajcie nas, jakim cudem kraj ten mógł w tym samym czasie przejąć kontrolę nad Fenicją i walczyć z Rzymem, na dodatek z nim wygrywając. Nie pytajcie nas też, jak to możliwe, że zwykła niewolnica mówi do władcy po imieniu i jest lepiej wyedukowana niż niejeden ówczesny urzędnik państwowy. W ogóle o nic nie pytajcie - zwłaszcza nie zadawajcie fundamentalnego pytania „a po cholerę to wszystko?!”
Nie przedłużając: zapraszamy na kurs historii starożytnej według aŁtoreczki! Schodzenie na śniadanie, poranne czynności, zUa antagonistka Marysójki oraz narrator z zadyszką i rozmnażające się na podłodze łzy included.
Blogasek podsunął nam sam boski Jasza, za co mu serdecznie dziękujemy!
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar
Papirus 0
Czyli po prostu brak papirusu. Może powinnyśmy ominąć tę notkę?Agatha Christie nauczyła mnie, że „godzina zero” to moment, w którym zostaje popełnione morderstwo. Może więc „papirus zero” to moment, w którym zostaje popełniona zbrodnia na literaturze?
Pustynia. Palące słońce i mnóstwo piachu.
Tyle, że nawet najdzielniejszy lew nie ogarnie tej kuwety.
Żadnego zwierzęcia w pobliżu czy wody. Nikt nie przeżyje w tym suchym zakątku ziemi.
Jedynie dromadery, owce grzywiaste, chrząszcze, jaszczurki, skorpiony, węże, skoczki pustynne, kuropatewki pustynne, sępy, fenki, antylopy...
Nawet człowiek, który bez kropli wody i jedzenia umarłby natychmiast.
Ale z kolei człowiek, który da radę wytrzymać bez jedzenia i picia nieco dłużej, ma już jakieś szanse.
Bo, jak wiadomo, człowiek w każdej chwili swojego życia musi mieć przy sobie choć odrobinę wody i żarcia: jeśli się go tego pozbawi, umiera natychmiast - ze stresu, że nie może nic wchrzaniać.
Ale znaleźli się tacy co przyzwyczaili się do tego.
Do umierania natychmiast? Czyżby tę pustynię zaludniały koczownicze plemiona zombie?
Tak: właśnie dlatego tam nakręcili film Wzgórza mają oczy”. Mało kto wie, że jest to dokument, a nie horror.
Zamieszkali oni blisko rzeki Nil. Zaczęło przybywać coraz więcej ludzi, aż powstało państwo zwane Egiptem.
Ot, wzięło i powstało. Nie ma to jak historia cywilizacji streszczona w dwóch zdaniach.
Zapamiętać: wielkie zgromadzenia ludzi prowadzą do powstania państwa.
Okres predynastyczny i kultury Nagada I i II, wczesnodynastyczny - i zjednoczenie Górnego i Dolnego Egiptu, Stare Państwo, Pierwszy Okres Przejściowy - i tak dalej... to tylko nieistotne szczegóły, grunt, by się dużo ludu zebrało!
Była to rozwinięta cywilizacja.
W odróżnieniu od cywilizacji prymitywnych.Oraz cywilizacji zwiniętych.
Dzięki podbitym terenom kraj rozrastał się.
Hm, zawsze myślałam, że cywilizacja ta rozwinęła się dzięki temu, że ludność zamieszkująca te tereny potrafiła sprytnie wykorzystać wylewy Nilu i prężnie rozwijało się tam rolnictwo... cóż, widać moi nauczyciele mnie okłamywali.
Z wojen przywozili różne skarby i jeńców, którzy pochodzili ze zdobytych ziem.
No patrzcie, kto by pomyślał - byłam przekonana, że z wojen przywozi się jeńców pochodzących z niezdobytych ziem...
I tak było tym razem. W pochodzie znajdowała dziesięcioletnia dziewczynka. Szła w szeregu za innymi. Żołnierze nie ulitowali się nad nią. Tylko potraktowali ją tak samo jak dorosłych jeńców.
Olaboga, łojzicku & bożesztymój, naprawdę? A powszechna deklaracja praw człowieka, a konwencja genewska, a konwencja o prawach dziecka i reszta zdobyczy XX wieku? Oh wait...
Ręce i nogi miała zakute w kajdany, które sprawiały jej ból przy każdym ruchu i robiły rany. Pot spływał kropelkami po jej ciele. Długie włosy i brudne ubranie przylepiły się do ciała. Była spragniona i głodna. Oddałaby wszystko za łyk wody. Powiodła wzrokiem po innych współwięźniach. Przeżyli to samo co ona. Nadal przed oczami miała śmierć rodziców. Zrobiono to na jej oczach. Z jej oczu poleciały łzy. Żołnierze wdarli się do ich domu i zgładzili ich, a ją wzięli ze sobą.
„Zgładzili”. Dość, że nie „inhumowali”.
Nie rozumiała dlaczego zabiją niewinnych ludzi. Cenimy ten jakże szlachetny w swej naiwności banał, ale niestety, wojna mniej więcej na tym właśnie polega, żeby zabić jak najwięcej Tych Po Drugiej Stronie.
Ale przecież ona nie rozumiała, bo jej prekognicja szwankowała i włączyła się bez modułu „odczytywania sensu”.
Przecież nic nie zrobiła im.
Co mistrz Yoda potwierdził opinią swą.
Wkroczyli do miasta. Mieszkańcy witali przybyłych okrzykami i machali rękami. Cieszyli się. Patrzyła na to. Nie wiedziała z czego się cieszą. Z tego, że powybijali wszystkich Fenicjan czy z tego, że ich pojmali?
Znaczy: najpierw ich powybijali, potem pojmali? Mówiłam, że to jakieś pustynne zombie.
Zagadka na dziś: na co Egipcjanom cały transport trupów?
I zabili tak wszystkich-wszystkich, z całej KRAINY? To kim w takim razie rządził Egipt od XVII w. p.n.e. do XII w. p.n.e.? Bo w tym okresie Fenicja była pod jego kontrolą. I nawet musiała mu płacić coroczną daninę i wgl - więc pytam, kto płacił? Duchy?
Niektórzy pluli na nich lub patrzyli z pogardą. Bała się. W końcu przemarsz się skończył. Zaprowadzono ich do dużego pomieszczenia, gdzie zamknięto ich na klucz.
Ale kogo zaprowadzili, skoro podobno wybili wszystkich? Zaraz, a może to się dzieje w jakimś państewku, które walczyło z Fenicją i teraz cieszy się z jej upadku, mimo że też przegrało z wojskami egipskimi? Buuu, niech mi to ktoś wytłumaczy!
Rozejrzała się po wnętrzu. Było tu ciasno i ciemno.
Ani chybi, egipskie ciemności.
Jedyne światło stanowiło małe okienko. Czuć było okropny zapach niemytych ciał. Chciało się jej płakać.
Atak na jej kraj, śmierć rodziców, pojmanie w niewolę - nic to: złamał ją dopiero fetor niemytej pachy!
Nuu, już wcześniej jej się na płacz zbierało... a taki porządny fetorek rzeczywiście może sprawić, że człowiekowi łzy z oczu polecą.
Co ona tu robi? zastanawiała się. Wolała już umrzeć. Usiadła w kącie z dala od innych współwięźniów.
Eee, to trzymali ich w całkiem niezłych warunkach (a w każdym razie nie w ścisku), skoro mogła sobie swobodnie usiąść z dala od innych.
Bo to jedyna prawdziwie blogaskowa aktywność, jaka jej teraz została - wyalienować się!
Skuliła się i skrzyżowała ręce. Dano im jedzenie. Wszyscy rzucili się na nie jak dzikie zwierzęta na swą ofiarę.
Za to ona patrzyła z wyższością na tę niewychowaną tłuszczę i krzywiła dystyngowanie swoje marysuistyczne usteczka.
Sądząc po, ekhem, stanie świeżości więźniów, jedzeniem musiały być jędrne i soczyste mózgi.
Co zostało zjadła.
Opróżnione wcześniej przez innych miski trochę chrzęściły w zębach, a na pustym dzbanie złamała sobie ząb, ale przynajmniej żołądek był pełny.
Z dnia zrobiła się noc, a potem ranek.
...Dzień trzeci. I widziała Pigmejka, że to nie było dobre.
Nie wie jak długo tam siedziała, gdy usłyszała zgrzyt w w zamku. Wzięto ich wszystkich z celi i wyprowadzono ich. Dostrzegła podium zbudowane z drewna. Wszystkich wyprowadzano tam i sprzedawano.
Tych wszystkich martwych Fenicjan? Spore to podium musiało być.
Po chwili domyśliła się. To był targ niewolników.
O szlag, bystra jest.
Chcieli ją sprzedać. Dlatego ich wykąpano i ubrano tak schludnie.
O, a zrobiono to? Bo wcześniej w narracji mi to tak jakby... umknęło.
No a co ty byś chciała? Toż to boCHaterka jest! Miała się pokazać ludziom bez wykonania porannych czynności, jak zwierzę?
W końcu nadeszła jej kolej. Popchnięto ją.
- Proszę państwa. To mała dziewczynka.
- No coś ty! - odkrzyknęli ludzie z przekąsem.
Fenicjanka.
W odróżnieniu od wszystkich pozostałych niewolników, którzy Fenicjanami nie byli.
Aha, zatem jednak jest to okres przejęcia przez Egipt kontroli nad miastami fenickimi, czyli okolice 1600 roku p.n.e., więc - mniej więcej - początki Nowego Państwa (albo koniec Drugiego Okresu Przejściowego, po tym blogasku trudno się rozeznać). Zobaczymy, jak tam realia epoki, sasasasa...
Zobaczymy, jak tam CO?
Czysta, pracowita. Cena wywoławcza: 30 000. - powiedział mężczyzna.
30 000 CZEGO? Cegieł? Rydwanów? Czeskich koron? Batów może?
Jeśli to mają być okolice 1600 r. p.n.e., to powinni ją wycenić w zbożu albo w żywinie - waluty jako takiej wówczas nie było. Ale jak znam blogaski, to chodzi o 30 tys. polskich nowych złotych.
Przechadzała się po mieście. Nie posłuchała męża.
Co? E? Jakiego męża?… Aaa, to narracja niespodziewanie przeskoczyła w stronę innej bohaterki. Uff, jakie te opka są trudne w interpretacji.
Nie posłuchała męża. Uwielbiała przechadzki dlatego wymknęła się z pałacu przebrana w strój służącej.
Taa, na pewno. Ja wiem, że w disneyowskiej wersji „Aladyna” to działało, ale - uwaga, to istotne - to była tylko bajka.
Zatrzymała się. Właśnie sprzedawano niewolników. I wtedy jej wzrok zatrzymał się na małej dziewczynce. Była przerażona. Zrobiło się jej żal. Postanowiła ją kupić. Gdy miano już potwierdzić trzeci raz cenę, przebiła ją:
Tę dziewczynkę. Oszczepem. A co się będzie męczyć w jakimś burdelu, biedactwo...
- 50 000. - wszyscy odwrócili się.
I spojrzeli dziwnie na SŁUŻĄCĄ, która rzekomo dysponuje tak wysoką kwotą i do tego kupuje SOBIE niewolników. Jeden z handlarzy chwycił ją za szaty i warknął:
- Przyznaj się, kogo okradłaś!? A może z nas drwisz?! Zaraz zaprowadzą cię do twojego pana, pożałujesz wtedy swoich żartów!
I zaraz padł trupem, rażony mocą Blogaskowego Prawa Ignorowania Realiów Świata Przedstawionego.
- Sprzedano tej pani. - czarnowłosa kobieta podeszła i zapłaciła mu. - Chodź. - poszła za nią posłusznie.
Wyszło mi, że kobieta poszła gdzieś za handlarzem niewolników, który pomiędzy jednym a drugim zdaniem dokonał operacji zmiany płci. O.O
Weszły do olbrzymiego pałacu. - Wreszcie się Wasza Wysokość wróciła.
Pałacu. Wasza Wysokość. Tak, powiedzcie mi jeszcze, że taki cyrk odstawia żona faraona.
- pojawiła się przy niej blondłowosa (Słowiańska niewolnica? Skąd ona tam?) (Nie wiem, czy słowiańska. Słowianki, które znam, nie miewają blondłowosów - czymkolwiek one są.) kobieta. - Faraon jest zdenerwowany.- dodała.
FARAON. *odgłos głowy opadającej na blat biurka*
A gdzie się podział „Ten-który-należy-do-pszczoły-i-trzciny”, wcielenie Horusa, syn Re i inne takie? Ale pewnie ta służąca jest krewną pana Zdzisia, służącego na dworze króla Thranduila z poprzedniej analizy.
I wtedy dostrzegła różowowłosą dziewczynkę. - A to kto? - zapytała patrząc na zielonooką.
Ja też nie wiem. Narrator pierwszy raz raczył wspomnieć, że ktoś tu ma różowe włosy.
- Kupiłam ją na targu niewolników.- powiedziała.
- Panu się to nie spodoba. - odparła.
Tak rozmawia służąca z żoną faraona? Hm, ja wiem, że w czasie Drugiego Okresu Przejściowego w Egipcie źle się działo, ale żeby aż tak...?
Może to nie służąca, a teściowa dająca do zrozumienia, że Jej Synuś będzie niezadowolony?
- Niby co? - usłyszały.
- Witaj kochanie.- przywitała się.
*parsk* No bo w końcu CZEMU faraon z żoną nie miałby się witać tak:
- I love you, Pumpkin.
- I love you, Honey Bunny. („Pulp fiction”)
- Widzisz ja kupiłam ją. - wskazała na dziecko. Mężczyzna spojrzał na nią.
- Oddaj ją. - rzekł.
- Ale kochanie. To biedne i przerażone dziecko.
Pani faraonowa jest chyba antenatką Angeliny Jolie... inaczej tej sceny się NIE da wytłumaczyć.
Nie podobał się jej ton głosu tego pana. Schowała się bardziej.
Gdzie, jak? Zakopała się w piasku?!
- Widzisz. Boi się ciebie. - dodała.
Och ty okrutny i niedobry faraonie! Jak możesz straszyć biedne i przerażone i nieletnie przedstawicielki ludów przez siebie podbitych i zniewolonych? Fstyt.
- No dobrze.- westchnął i odszedł. Zawsze dostawała to czego chciała.
- Chodź do mnie.- przemówiła łagodnie.
Moja ślićna, śłodka, nowa niewolnićko!
- Ona chyba nie rozumie nas.- odezwała się Tsunade widząc, że dziewczynka nie poruszyła się.
I oto mamy - bohaterka Naruto ex machina. Marna rola jej tu przypadła: ze słynnej ninja stać się służącą... to smutne.
- Pewnie tak Ciekawe jak ma na imię? - zastanawiała się Mikoto.
O, następna. Wyjdę na bardzo czepialską, jak spytam, skąd do jasnej febry Japonki w starożytnym Egipcie?
Z dupy - podpowiedziała Kalevatar uprzejmie. - Są tylko kilkoma z bardzo wielu Rzeczy Z Dupy Wziętych, jakie występują w tym blogasku.
- Sakura.- usłyszały cienki głosik.
...i jakim cudem kolejna, młodziutka Japonka jest Fenicjanką, znającą język najeźdźcy swojego kraju?
Nie pytaj. Rozum ludzki nie jest w stanie tego ogarnąć.
Spojrzały na dziewczynkę.
- Jednak umie.- oznajmiła. - Chodź. Przedstawię ci moich synów.
Aha, czyli ta pani ją tak jakby adoptowała? Ok, czyli to rzeczywiście jest Angelina Jolie - dobrze mieć jasność.
*przestawia się na tryb: akceptuj wszystko, co przeczytasz, bo tu i tak nic nie ma sensu*
- poszła za nią posłusznie. Weszły do ogrodu. Dostrzegła dwie postacie.
- Itachi, Sasuke.- obaj jak na komendę odwrócili się.
To nieco pocieszające, ze przynajmniej są synami tej samej osoby, co w kanonie. Jednak widzę już oczyma duszy mojej, kto tym razem będzie Tru Loffem...
Mieli czarne włosy i oczy. Tylko starszy wiązał je w kitkę. - To Sakura.- przedstawiła im ją.
- Witaj. - uśmiechnął się starszy. Młodszy przyglądał się jej. Zakłopotana spuściła głowę. Był chyba w jej wieku. Jej życie od tej pory zmieniło się.
No tak, z prostej Fenicjanki na dwór faraona - taką niewolę to i ja bym chciała!
Jest nocia. Miyako-chan.
Widzę, niestety. Pigmejka.
Papirus 1
6 lat później...
- Dzień dobry pani.- szesnastoletnia dziewczyna weszła do komnaty Królowej. Musi pomóc jej się ubrać jak co rano. Mikoto siedziała już ubrana przy lustrze.
- Dlaczego pani się ubrała? - powiedziała służąca.
- Oj Sakura nie przesadzaj. Umiem się ubrać. - rzekła.
Chędożyć urząd i etykietę: żona faraona lubi bratać się z ludem, a w wolnych chwilach poczytuje pisma filozofa Karleheta Marksenhotepa i jest przeciwna wyzyskowi klasy pracującej. Dlatego ubiera się, sprząta i gotuje sama.
I prowadzi lud na barykady.
- Dobrze. - wzięła grzebień i zaczęła czesać włosy kobiety. Były takie lśniące i miękkie.
- Dziękuję. - powiedziała uśmiechając się, gdy różowowłosa skończyła.
- To mój obowiązek pani. - odparła.
- Ile razy ci prosiłam byś mówiła mi po imieniu.- skarciła ją.
- A najlepiej, gdybyś mówiła mi po prostu „towarzyszko”.
- Nie mogę. Faraon by się pogniewał. - rzekła.
- Ale jego tu nie ma.- oświadczyła. Niedawno Sasuke został faraonem.
Niby to było do przewidzenia, ale mimo wszystko... OŻ KRUWA NAĆ. Czy Ałtoreczka naprawdę nie widzi, jak kretyńsko to wygląda?
Fugaku i Itachi zginęli w wojnie z Rzymem, ale wygrali.
Na Ozyrysa, CO?! W okresie, w którym Egipt zaczął sprawować pieczę nad Fenicją, tereny Italii zamieszkiwały plemiona Italików, którym nawet nie śniło się własne państwo, o podbijaniu innych nie wspominając! Wojny poza Italią Rzym rozpoczął trzynaście wieków później, zaś za sam Egipt wziął się w I wieku p. n. e., ZDOBYWAJĄC go w roku 30.
Panno Ałtoreczko, jaką ocenę ma panna z historii?
Pigmejko, odetchnij głęboko i spójrz jeszcze raz: Fugaku - I - Itachi - Zginęli - W - Wojnie - Z - Rzymem - Ale - Wygrali*. Czy w starciu z tak piramidalnym (nomen omen), bluźnierczym wręcz kretynizmem jakiekolwiek historyczne niezgodności cokolwiek znaczą?
*Niewątpliwie zginęli, lecz odnieśli moralne zwycięstwo. Kolejny z pokładów głupoty kryjących się w tym zdaniu.
Wrócili na tarczy, ale z tarczą, o! Tacy są zajebiści!
Czyli jak - opakowani w dwie warstwy tarczy jak krem w markizie? :)
To była egipska wersja eklerki wojskowej.
Królowa bardzo to przeżyła. Został jej tylko młodszy syn. Czarnowłosa była dla niej jak matka.
Mam rozumieć, że królowa była dla samej siebie jak matka? Ja wiem: Egipt, kazirodztwo, różne rzeczy się działy, ale to już wymagało jakiejś wyższej metafizyki.
Wychowała ją razem z Tsunade.
Litości... Samą siebie wychowywała?
Miała dobre dzieciństwo. Bawiła się często z brunetem, a także z Itachim, którego traktowała jak starszego brata.
Jednakże Itachi był niedostatecznie brunetowatym brunetem, by na miano bruneta zasługiwać.
Minęły lata, a stosunki jej i Sasuke ochłodziły się, ale całkowicie straciła z nim kontakt po śmierci ojca i brata.
No ja myślę, że straciła z nim kontakt! W końcu z chwila intronizacji Sasuke stał się królem, pośrednikiem pomiędzy swym ludem a bogami. Zabawy z niewolnicami raczej nie przystawały do jego godności.
Chyba że chodziło o zabawy polegające na wymianie płynów ustrojowych - ale boChaterce chyba nie o takie kontakty chodzi...
Rozumiała go i chciała pocieszyć,
Pewnie, że go rozumiała. W końcu to jego ojciec przyczynił się do śmierci JEJ rodziców, napadając na jej kraj.
ale jedynie co zobaczyła to obojętność i chłód, aż przez jej ciało przeszedł dreszcz. Ale jej zdaniem było to chwilowe potrzebował tylko czasu.
- Chodźmy na śniadanie.- rzekła.
KWIIIIK.
PARSK.
Czarnooka wstała. - A potem na spacer.- dodała.
- Dobrze, ale mi poczytasz.- oświadczyła.
- Niech będzie.- Haruno jak na kobietę była wykształcona. Potrafiła czytać, pisać,liczyć, a także znała parę języków: perski, rzymski, grekę, łacinę,
O, fajnie, kolejna bzdura. Lingua romana to określenie na język, jakim posługiwały się ludy z terenów podbitych przez Rzym: wykształcił się on na przestrzeni wieków z łaciny, która podlegała wpływom narzeczy miejscowych i był niejako przeciwstawiany lingua latina, łacinie klasycznej - literackiej mowie najeźdźców. Zatem ta panna chyba musi podróżować w czasie, skoro zna i łacinę, i coś, co powstało dobre kilkaset lat później...
Ale taki tylko taki drobny szczegół: kontynuuj, narratorze.
egipski, mezopotamski
Mezopotamski? Kwik, po raz wtóry: masz na myśli różne dialekty rozlicznych ludów zamieszkujących tę jakże ROZLEGŁĄ krainę?
Jaki to peszek, że japońskiego nie znała...
i swój rodzinny, czyli fenicki. Czasem odgrywała rolę skryby. Większość płci żeńskiej nie potrafiła tego co ona, więc miała szczęście.
Cóż, jakkolwiek kobiety w starożytnym Egipcie miały całkiem sporo praw i cieszyły się względną wolnością, to w kwestii czytania i pisania (o pełnieniu ważnych urzędów państwowych nie wspominając) już nie było tak różowo. Pozwolę sobie zacytować pewną pracę naukową:
W starożytnym Egipcie umiejętność pisania i czytania była rzadka. Uczeni zakładają,że tylko 2% Egipcjan posługiwało się pismem. Czytać i pisać potrafili przede wszystkim mężczyźni, bardzo rzadko kobiety , a i to tylko te z bogatych rodów. Tylko na niewielu malowidłach możemy zobaczyć kobietę czytającą dokumenty. Na żadnym nie widnieje kobieta trzymająca w rękach papirus i pędzelek. Umiejętność czytania i pisania wśród
kobiet wzrosła dopiero w czasach hellenistycznych, po podbojach Aleksandra Wielkiego.
Jednakże „większość płci żeńskiej” to bardzo urocza konstrukcja.
- Panie.- zaczął arcykapłan.
- Tak? - popatrzyła na kapłana świątyni Horusa.
- Niedługo Nil powinien wylać. - rzekł.
Z jakiej racji zajmuje się tym kapłan świątyni Horusa, skoro za wylewy Nilu był odpowiedzialny bóg Chnum?
- To dobrze. - mruknął. Było mu to obojętne.
Było mu nawet obojętne, czy następnego dnia słońce wzejdzie, czy nie wzejdzie. Dlatego w imię buntu postanowił nie schodzić na śniadanie.
Cięcie się co rano pozostawało wciąż otwartą perspektywą.
Yamanaka (Czysto egipskie imię, prawda?) (Nawet nazwisko. Cóż, przynajmniej nie został służącym.) westchnął. Widać, że w ogóle nic go nie interesowało.
- Wasza Wysokość. - zaczął. - Wiem, że rozpaczasz po swym ojcu i bracie. Jest to wielka strata dla naszego państwa, ale oni oddalił życie za nas, za przyszłość twego kraju. Musisz schować smutek w sercu i pogodzić się z tym. Zacząć władać nami sprawiedliwie i dobrze.- zakończył. Faraon bez słowa wstał i wyszedł. Blondyn nie poszedł za nim.
Kolejny blondyn? Ten może z Litwy, albo ze Skandynawii?
Nie no, dobra: wiem, że w starożytności było dużo więcej osób o jasnych włosach niż obecnie (także w Egipcie), ale mimo wszystko... Dwie jasnowłose postacie na jedno opko to jednak przesada.
Cóż poradzić - to kolejny Japończyk. Jak powszechnie wiadomo, tam jasnowłosych jest od groma.
Wiedział, że młody musi sobie przemyśleć wszystko na spokojnie.
„Młody”. Dobrze wiedzieć, że król jest przez poddanych traktowany z należytym szacunkiem.
Po zjedzeniu najważniejszego posiłku w ciągu dnia
Już starożytne Merysójki wiedziały, że śniadanie jest najważniejsze! :D
kobiety wyszły na spacer do ogrodu. A był on ogromnych rozmiarów. Pełen rożnej zieleni, drzew.
A była to zieleń jasna, ciemna, zgniła, butelkowa, seledynowa - a gdzieniegdzie też wzdłużna, poprzeczna i sercowata.
Zieleń ta prezentowała się wyjątkowo dorodnie. Miała duże, rozłożyste liście i drobne kwiaty o delikatnych płatkach. Pierwsze sadzonki sprowadzono dla faraona z Indii - ku jego radości, przyjęły się bez problemu.
Królowa wciągnęła powietrze.
- Jak dobrze być na świeżym powietrzu.- odezwała się.
Te 30 stopni Celsjusza w cieniu działa tak ożywczo, nieprawdaż...
Nie to co ten zaduch w pałacu. Ta klimatyzacja okropnie działa na zatoki!
- O tak.- przyznała jej różowowłosa.
- Przysiądźmy gdzieś na chwilkę. - usiadła na kamiennej ławce. Służąca przysiadła. Wzięła papirus i rozwinęła go. Zaczęła czytać.
Jakie te służące były wtedy wyedukowane, no wciąż się nadziwić nie mogę...
Był to mit o Izydzie i Ozyrysie.
Och, oczywiście już wtedy był uznawany za mit. Przecież nawet Egipcjanie nie mogli na serio wierzyć w te opowiastki o poszukiwaniu członka Ozyrysa. ^^
Spacerował właśnie, gdy do jego uszu dobiegł melodyjny głos.
Nie, to nie jest treść mitu. To tylko powrót przeskakującej bez żadnego ostrzeżenia narracji.
Zaintrygowany ruszył w tamtym kierunku. Przystanął widząc swą matkę w towarzystwie zielonookiej. Podszedł bliżej.
- Witaj synu.- ucieszyła się na widok Uchihy.
Sama wszak Uchiha nie będąc, o nie!
- Właśnie Sakura czytała mnie (MI, ty niedouczona mrówko faraonko!) mit o Ozyrysie.- dodała. Przeniósł wzrok na nią. Ich spojrzenia się na moment spotkały. Po chwili spuściła głowę speszona.
- Witaj panie. - usłyszał jej głos.
Powiedziała służąca do aktualnie panującego faraona. Fak je.
Kiwnął głową. Po czym zwrócił się do matki:
- Możemy porozmawiać? - zrozumiała. Wstała zwijając papirus w rulon i przewiązując go. Nie powiedziawszy nic odeszła cicho i niezauważalnie nim matka czy syn zdążyli ją powstrzymać była już w drodze do pałacu.
Skąd w ogóle pomysł, że ktokolwiek chciałby ją powstrzymywać? No doprawdy, przez te marksistowskie zapędy królowej matki służba zaczyna już zapominać, gdzie jej miejsce.
Popatrzyła ze smutkiem w na nich. Mieli tylko sobie. A ona nikogo. Była sama.
Biedna, wykształcona, żyjąca na dworze sierotko, mówiąca do faraona i jego matki niemalże po imieniu - jakże mi Ciebie żal.
Och, no wiesz, to już ten wiek - Sakura osiągnęła rok szesnasty i odzywa się w niej zew Tru Loff.
Odwróciła się i popędziła do swoich zajęć. Nie wiedziała, że była obserwowana. Zza kolumny wyszła Tsunade. Współczuła jej.
- Biedactwo. - szepnęła.- Nie ważne co będzie robić nigdy nie będzie jedną z nich. Jakie to smutne.- dodała.
Nigdy nie będzie tak zajebista, jak faraon. Jak to w ogóle możliwe? Ten świat jest zbyt okrutny dla tej niewolnicy, naprawdę.
Fakt, życie jej nie oszczędza.
Papirus 2
- Chodzi ci o twego ojca i brata. - powiedziała.
- Skąd wiedziałaś? - zapytał się.
- Matki zawsze wiedzą co dręczy jej dzieci. - odparła. - Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz się z tym pogodzić. - rzekła.- Fugaku i Itachi oddali życie w słusznej sprawie. By ochronić swój lud i nas.
Mein goth, dydaktyczny smrodek „Naruto” wciąż unosi się nad tym blogaskiem. Inaczej nikt nie twierdziłby, że faraon na wojnie „oddał życie za swój lud” - tylko ci ninja od siedmiu boleści sądzą, że to jedyny godny uznania patent na umieranie.
Niestety nic na to poradzimy. Oni nie żyją, a mu musimy dalej z tym żyć. Mijają dni, miesiące,
lata. Strasznie cierpisz. Wiem o tym.
Ej, to już lata minęły? Moment, kiedy?! Podczas tej rozmowy?
Oj, zagadali się po prostu.
Nie jesteś sam. Tęsknię za swym mężem i starszym synem. Załamałaby się, gdybym nie miała ciebie Sasuke. Dlatego chcę żyć. - pogładziła go czule po policzku. - Rozumiem cię. Ten ból jest nie do zniesienia po stracie bliskiej osoby. Ale można z tym żyć.
Zawsze mi się wydawało, że w kulturach, w których wiara w życie pozagrobowe była głęboko zakorzeniona (a egipska do takich należała), pogodzenie się ze śmiercią bliskich powinno być łatwiejsze do zniesienia. Cóż: jak widać - myliłam się.
Ten kraj.- wskazała ręką na pałac, ogród.- To twoje dziedzictwo.
Pałac i ogród? Na Bora, a reszta Egiptu czyja? Wielkiemu wezyrowi oddali?!
- A to takie ciemne miejsce? - zapytał Sasuke.
- To już nie należy do nas i nie wolno ci tam chodzić.
Ojciec i brat zostawili ci go, bo wierzyli w ciebie, że sobie poradzisz.
Oj tam, bez ściemy. Po prostu dali się zabić, a innego dziedzica nie ma.
Czas, abyś wziął państwo na swe barki i zaczął rządzić. Kraj cię potrzebuje, lud. - uśmiechnęła się. Matka miała rację. Złapała jej ręce.
Ta matka złapała ręce jej, czyli... hm, faraon jest kobietą?!
- Dziękuję mamo. - powiedział.
- Nie dziękuj. Od tego są matki. - dodała.
O, czekaj jeszcze, masz taką plamkę na nosie. Gdzie ja mam chusteczkę...
Sakura wypełniała swoje obowiązki sumiennie. Właśnie kończyła. Zamierzała iść do Królowej by dokończyć przerwaną wcześniej opowieść. Skręcała do komnat Mikoto, gdy ktoś złapał ją za rękę i wciągnął za kolumnę zasłaniając usta różowowłosej ręką. Serce biło jej jak oszalałe. Była przerażona. Próbowała się wyrwać, ale napastnik trzymał ją mocno. Już widziała najczarniejsze scenariusze. Jak ją gwłaci czy zabija.
No tak, cóż innego może zrobić mężczyzna Merysójce! =.=
Pomocy pomyślała.
A gdyby miała wolne usta, zawołałaby: „Gdzieee mnieeee wleczeeeeesz, łotrzeeee...”
Została wciągnięta. Po chwili uścisk żelzał.
Zżelaział? To chyba niedobrze, co?
Zdjął rękę. Po chwili była wolna. Bała się odwrócić, ale zebrała się na odwagę i zrobiła to.
Nie zamierzała jednak uciekać, w razie gdyby hipotetyczny gwałciciel rzeczywiście miał się okazać gwałcicielem.
Jakie było jej zdumienie kiedy go dostrzegła. Przerażenie zamieniło w ulgę, lecz potem we wściekłość.
- Czego chcesz Sai? - skrzyżowała ramiona.
Och, a oto i kolejny wesoły ninja, cudem przetransportowany do Egiptu. Jakże nam miło.
- Wyglądasz groźnie, gdy tak robisz. - stwierdził.
- To dobrze. A teraz przejdź do rzeczy. Czego chcesz? Bo nie mam czasu. - czekała cierpliwie co powie. Sai był jej przyjacielem. Tak jak ona był jeńcem pochodzącym z Etiopii.
O, jeszcze lepiej: w tamtych czasach (zarówno, jeśli przyjmiemy, że akcja dzieje się w okolicach 1600 roku p.n.e., jak i w I w. p.n.e.) nie istniała Etiopia jako taka. Mądre książki (i internet też) mówią, że prawdopodobnie około X wieku p.n.e. na tamtejsze tereny przywędrowały ludy z południowej części Półwyspu Arabskiego, a w na przełomie V i IV wieku p.n.e. na terenie OBECNEJ Etiopii powstało imperium Aksum, którego rozkwit nastąpił w pierwszych wiekach naszej ery.
Pigmejko, dobrze Ci radzę: weź zapomnij. Naprawdę chcesz dociekać, jak japoński ninja znalazł się w Etiopii i trafił do pałacu faraona? Bo tu w grę mogą wchodzić wyłącznie magicznej natury trąby powietrzne, jak te powodujące, że z nieba padają ryby - zasysają bohaterów jakiegoś fandomu i wyrzucają ich w innym.
Może przenoszą ich te słynne jaskółki afrykańskie? Zamkniętych w kokosach, z których się potem wykluwają jak pisklaki z jaj.
Stracił rodziców. Tylko nie zabito ich na własnych oczach.
Nie, zabito ich na twardym gruncie. Brutalni żołdacy nie cenią sobie ekstrawagancji w stylu Kuby Rozpruwacza.
Trafił tu jako służący. Zaprzyjaźnili się. Nie wiedziała dlaczego, ale on i Sasuke nie lubili się. Ta niechęć została im do dziś. Nie rozumiała tego.
Ja też nie rozumiem, jaka siła mogła utrzymać w pałacu służącego, którego syn faraona nie lubił. Może się przyssał do koryta, jak nasza klasa polityczna?
Faraon trzymał go specjalnie, i zlecał mu same najpodlejsze prace - sprzątanie po jego ulubionym krokodylu, kiedy ten akurat miał kłopoty żołądkowe, takie rzeczy.
- Więc? - niecierpliwiła się.
- Mam czas.- rzekł.
- Ty zawsze masz.- wytknęła mu.- A potem Kakshi szuka cię po całym pałacu. - dodała.
Och, więc on też tu jest... Tylko coś mu urwało od imienia, bo w oryginale nazywał się Kakashi.
- No dobra.- wziął głęboki oddech.- Chodzi o to, że....- zaczął. Oparł dłonie po obu stronach jej twarzy.
- Co ty robisz? - zbliżył twarz do jej.
- Zaraz zobaczysz.- odezwał się.
Wracał pokrzepiony do pałacu. Teraz rozumiał. To dzięki jego matce.
Z wrażenia. Aż dostał. Mentalnej zadyszki.
Przechodził właśnie koło jednej z kolumn, gdy usłyszał rozmowę. Przystanął. Ustalił, że hałas dochodzi z drugiej kolumny.
Ze środka kolumny? Ani chybi, jakieś bóstwo przemówiło!
Podszedł tam i zamarł. Na jego twarzy pojawiła się wściekłość. Oto jaki zobaczył obrazek: Sakura była oparta o kolumnę, zaś czarnooki miał położone ręce po obu stronach jej głowy. Właśnie się pochylał ku jej wargom.
Zbrodnia to niesłychana!
Trzeba zasadzić mu z glana
Gniew wyładować na Saiu
Co do sekretnego gaju
Wtargnąć chce Sakury.
Swołocz i cham ponury!
Wnet ostrze miecza bardzo ostrego
Zetnie łeb typa tego bezczelnego
Co śmiał położyć bluźniercze dłonie
Na dziewicy licu (dobrze, że nie na łonie)!
- Co to ma znaczyć? - drgnęła. Słysząc znajomy głos. O nie. Spojrzała w kierunku skąd dochodził głos.
Jak Horusa głos, usłyszała go. Powiedział jej: patrz - tak to on... Na rozstaju dróg stoi dobry Szu, on wskaże Ci drogę...
- Sasuke. - szepnęła niedosłyszalnie. Widziała furie w jego oczach. Nie było dobrze. Mieli kłopoty i to duże.
Jeśli były to TE PANIE, to rzeczywiście - dobrze nie jest.
Sai nawet się nie ruszył.
- Zamiast się migdalić. Wracajcie do pracy. - oświadczył zimno. Widział jej przerażone spojrzenie, ale nie przejmował się tym. Haruno odepchnęła lekko przyjaciela. Ukłoniła się w stronę faraona i uciekła stamtąd jak najprędzej zostawiając dwóch mężczyzn samych.
- Gratulacje. Jeszcze trochę, a stracisz u niej szanse.- uśmiechnął się ironicznie.
Czekajcie, moment: czy to jest tekst wygłoszony przez etiopskiego niewolnika do faraona?!
Ach, no i przecież król Egiptu musi się starać o względy swojej niewolnicy. W końcu nie będzie jej bez zgody[e] zmuszał do intymnego pożycia. Pewnie byłoby jej przykro!
Nie zapominaj, że tak naprawdę tam wszyscy są marksistami. To całe faraonowanie to tylko dla zmyły, żeby się władcy innych imperiów z nich nie śmiali.
- Nie wiem o co ci chodzi. Mów do mnie z szacunkiem. Tym razem ci daruję. Zamiast podrywać kobiety zajmij się pracą. Następnym razem jak przyłapie cię na amorach gorzko tego pożałujesz.- oznajmił chłodno i odszedł.
Ale mu powiedział! Zaraz widać, kto ma rispekt na dzielni.
Następnym razem groźny faraon da mu pewnie klapsa - taki jest wszechwładny i okrutny!
Biegła ile miała sił w nogach. Miała kłopoty i to i wielkie. Stanęła. Zmusiła się do uśmiechu i weszła do komnaty pani.
- Już jesteś. Wszystko w porządku Sakura? - spytała uważnie się przyglądając.
- Tak, pani. Jestem tylko zmęczona.- skłamała. Pokiwała głową. Kończyła opowieść, gdy do środka wszedł szarowłosy.
- Faraon cię wzywa. - zwrócił się do dziewczyny. Znieruchomiała. Ale wstała i posłusznie ruszyła za Hatake.
Taka znieruchomiała ruszyła.
Jest nocia. Miyako-chan.
Jest dziwnie. Kalevatar-sama.
Powiem więcej, jest tragicznie. Pigmejka-bezorientalnychdodatków.
Papirus 3
Hatake czekał, aż wstanie.
Bo w tym wieku to już nie ma tak hop-siup. Na szczęście miód i liście akacji zawsze były na podorędziu.
Zrobiła to z ociąganiem. Gdy w końcu do niego podeszła on ruszył.
...po szynach ospale. Szarpnął wagony i ciągnie z mozołem...
Najpierw ona wstaje i rusza za nim, a potem z ociąganiem do niego podchodzi i on rusza... Oł je, nie ma to jak typowe blogaskowe zapętlenie czasoprzestrzenne! *mlask*
Dziewczyna szła za nim. Bała się, ale próbowała tego nie okazywać. Ich stosunki się zmieniły, ale nadal byli przyjaciółmi. Jej zdaniem.
Eee... co? W trakcie tej drogi te stosunki się zmieniły? Kogo z kim? I dlaczego tylko jej zdaniem? *rozgląda się bezradnie w poszukiwaniu sensu*
Teraz Ciebie wzięło na poszukiwanie logiki? No i po co? :P
Gdy byli z kimś bała się go, wręcz, gdyż był inny. Ale teraz?
Teraz byli bez kogoś i bała się go, wnóż, gdyż był sobą? E, nie, to dalej nie ma sensu.
Spokojnie, spokojnie uspakajała samą siebie. Wysłucha cię i zrozumie. Nic ci nie zrobi mówiła do siebie w duchu. Przecież to twój przyjaciel. Na pewno jej uwierzy przekonała samą siebie. Właśnie zbliżali się do jego komnaty.
Chodził w tą i z powrotem. Nie mógł pozbyć się tego wydarzenia sprzed kilku godzin.
Wydarzenie przykleiło mu się do buta i nijak nie mógł go usunąć, tak mocno przywarło do podeszwy.
Zacisnął dłonie. Był wściekły. Z Saiem się rozprawił. Czas zrobić to z nią pomyślał. Musi znać swoje miejsce.
No brawo, Sasuke, mordo ty moja! Ty myślisz! Niech cię uściskam!
To nic nie znaczy, że w dzieciństwie była jego przyjaciółką. Bawili się razem i dorastali. Są już duzi.
Teraz nie czas na zabawy, teraz pora na truloffowanie - a to poważna sprawa!
Jego rozmyślania skończył głos Kakashiego:
Faraon ma wyłącznik mózgu z czujnikiem głosu?
- Jest już. - spojrzał na niego.
- Wprowadź ją. - oznajmił. Ten zniknął za drzwiami. Po chwili do środka weszła ona. Czas zacząć bitwę pomyślał.
Bitwę...? Mam nadzieję, że nie na poduszki.
A ja myślę. Że narrator. Ma zadyszkę. Albo astmę. Niech ktoś go wyśle. Do lekarza.
Weszła do komnaty. Nigdy tu nie była. Rozejrzała się wokół. Był urządzony bogato i ozdobnie.
Kto, Sasuke? Zapewne miał przy kapitelu takie ładne pąki lotosu?
Jego piękny, sterczący dumnie pinakiel wieńczył kwiaton niezwykłej urody.
Bo laska faraona ma na czubku gałkę! ;D
Łoże było ogromne.
No nie, przecież FCALE nie widać, do czego to wszystko prowadzi. Nic a nic.Do bitwy na poduszki? ;>
Co się dziwić to dla przyszłej żony, którą skrycie marzyła zostać. Dlaczego? Bo go kochała. Ale wątpiła w to.
*próbuje zwalczyć opad łapek* Ona wątpi, że zostanie żoną faraona... no doprawdy, kochana, jesteś dla siebie zbyt surowa. Czyż nie wiesz, że "Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć"?A może ona wątpi, że go kocha? W końcu jako Mary Sue ma pewnie tylu adoratorów, że nie może się na żadnego konkretnego zdecydować.
Myśl, że kiedyś będzie miał żonę nie dawało jej spokoju. Ale nic na to poradzić nie mogła. Byli sami.
Moim zdaniem to całkiem sprzyjające próbie „poradzenia czegoś na to” okoliczności.
- O co chodzi Sasuke? - spytała się.
- Czego chce? - warknęła, a pet wiecznie przyklejony do kącika jej ust wycelował w niego oskarżycielsko. Sakura miała sprecyzowane poglądy o ludziach, którzy zawracali jej dupę.
- Po pierwsze nigdy więcej do mnie tak nie mów.- oświadczył.
- Ale....
- Nie jesteśmy już mali.- przerwał jej. Zabolało. I to bardzo.
Menstruacja wyrżnęła ją w brzuch, a pierwsze zmarszczki walnęły prosto w twarz.
Jej merysuizm poczuł się dotknięty do głębi. Ta zniewaga krwi wymaga!
...więc pojawiła się pierwsza miesiączka.
- Dobrze, panie.- wydusiła z siebie. - Po co mnie wezwałeś? - dodała.
- Nie będę ukrywał. Chodzi o dzisiejsze wydarzenie.- zaczął.
- Ja mogę to wszystko wytłumaczyć....
- Milcz. Nie mówiłem, abyś się odzywała.- skarcił ją. Gdzie jest mój przyjaciel? pomyślała.
Ale który? Kakashi pewnie za drzwiami, Sai - cholera wie, może w stajni. Bo ten facet przed tobą akurat przypadkiem jest faraonem.
Pamiętała go wesołego. Pozwalał jej mówić sobie po imieniu? A teraz.
A teraz.
Nie.
Ee.
O - mój - Borze! *oklaski*
A może. Narrator się. Naczytał. Białoszewskiego. I nieudolnie próbuje. Go. Naśladować?
Popatrzyła na niego. Dopiero to dostrzegła zmienił się i to bardzo. Nie chciał zadawać się z pospolitą służącą. Kolejny cios.
Tym razem to po prostu Rzeczywistość dała jej w mordę. Nie wiedziałam, że doczekam kiedykolwiek realistycznej sceny w jakimkolwiek blogasku.
*napawa się, póki może*
- Nie trzeba. Wiem co widziałem. - spojrzał na nią swymi czarnymi tęczówkami (oł je) (Może to Roni?), od których serce zaczęło bić jej szybciej. - Nie życzę sobie, aby więcej ta sytuacja się powtórzyła. Zrozumiałaś? - zwrócił się do niej.
- Tak.- odparła spokojnie.
- Możesz odejść. - odprawił ją ruchem dłoni. Ukłoniła się i wyszła. Teraz rozumiała. Była dla niego niczym.
No wreszcie!
Sprawił jej ból. To nie była jej wina, ale nie wysłuchała jej. Już nie była dla niego przyjacielem. O nie. Tylko nic nie znaczącą służącą spośród wielu.
Och, to straszne. Przecież faraon powinien zakochać się w niewolnicy i traktować ją jak równą sobie! Naprawdę, wstydziłby się.
I wtedy dała upust łzom. Czuła się samotna. Była zdana na siebie. Kropelki spływały jej po policzkach by robić się na kamiennej podłodze.
Łzy rozmnażające się na podłodze - no tego jeszcze nie grali.Łzy te były bowiem przodkami bąbelków w tej reklamie.
Widział to. W jej oczach. Ledwo się powstrzymywała, ale nie rozpłakała się. Słuchała jego obelg niczym trzcina smagana wiatrem.
A tak chciałoby się być jako ta klacz w zaprzęgu faraona...
Trwała. Wiedział, że ją zranił, ale nie miał zamiaru iść i ją przeprosić.
*krztusi się herbatą* Że niby co?!
Siedziała przed lustrem. Uśmiechnęła się. Była piękna. Poprawiła włosy. Nikt nie jest taki jak ja piękny pomyślała z uśmiechem.
A lustro odpowiedziało: Tyś piękna, panienko, jak gwiazdy na niebie, ale za piaskami, za piramidami, mieszka Sakura z różowymi włosami, tysiąc razy piękniejsza od ciebie.
Jej ojciec ma porozmawiać z faraonem o niej. Będzie jego żoną. Do końca życia będzie miała zapewniony luksus i służących tańczących wokół niej. Już to widziała. Już niedługo zatarła ręce.
Taadaaam! Niniejszym Ta ZUA wkracza na scenę. Atmosfera się zagęszcza - co będzie dalej, dowiecie się w następnym odcinku.

35 komentarzy:

jasza pisze...

Z tego, powiedzmy sobie otwarcie - dość durnego opka zrobiłyście prześmieszne cudo.


Niewątpliwie zginęli, lecz odnieśli moralne zwycięstwo.
Wrócili na tarczy, ale z tarczą, o! Tacy są zajebiści!

Czyli jak - opakowani w dwie warstwy tarczy jak krem w markizie? :)

To była egipska wersja eklerki wojskowej.

I nie potrafię się pozbierać.

Hasło deramety. Niech to mówi samo za siebie.

Orszulija pisze...

Naruto. Egipt. ZUO.
Analiza mniodna i akacjowa, od Karleheta Markshotepa po faraonowanie dla zmyły. A tak nawiasem mówiąc, to chociaż o imporcie trupów, zwłaszcza fenickich, nie słyszałam, to egipskie wojska miały w zwyczaju wracać do domu z koszami rączek jako rodzajem suwenira. De gustibus...

"Fugaku i Itachi zginęli w wojnie z Rzymem, ale wygrali."
No comment. Zdanie to trafiło mnie niczym strzała z łuku Irytki. Leżę i jęczę wniebogłosy.
Nagrodę główną zdobywa jednak markizo-eklerka i wizje Spartaaaa-Upiora w postaci nadzienia. Zuo, mhrock i pokrak, słów brak.

P.S. Ja ginę, MI słabo! Jak tak już mitologicznie się zrobiło, tu Horus, tam Ozyrys z Izydą, nawet Szu wpadł z wizytą, to tylko Seta brakuje. A skoro już Naruto napadło na Egipt, to tylko patrzeć jak zza diuny nieopodal wychnie rudowłosy Gaara.

Anonimowy pisze...

'- Ona chyba nie rozumie nas.- odezwała się Tsunade widząc, że dziewczynka nie poruszyła się.'
Tse-tse-TSENADE.
*umarła, ale dyskretnie i w zaciszu własnego pokoju, żeby jej żadne plemię pustynnych zombie nie wcieliło w szeregi*

Zaprawdę, rozumiem potrzebę artystycznego wyżywania się w latach nastoletnich na bohaterach swoich ulubionych animu i, nieco mniej, publikowania tego, ale nie można w tych drastycznych przypadkach przykryć ich innymi imionami i zmienić nieznacznie powierzchownosć? :( Po charakterach i tak nikt nie pozna, a ile wstydu artyści sobie mogą oszczędzić.

'- Nie wiem o co ci chodzi. Mów do mnie z szacunkiem. Tym razem ci daruję. Zamiast podrywać kobiety zajmij się pracą. Następnym razem jak przyłapie cię na amorach gorzko tego pożałujesz.- oznajmił chłodno i odszedł.

Ale mu powiedział!'
Powiedział i wykonał błyskawiczny odwrót taktyczny, zanim jego własny niewolnik zdążył odszczeknąć. O tego się faraonowa matka nie musi martwić, że jej zginie na wojnie ;P

Analiza miodna, ale pomysł na egipską komunę ninja bije wszelkie komentarze, którymi by można go okrasić...

Chloe


PS.
Czy Kamiennojedwabny Snape będzie na pomniku dosiadał Jeża Jak Byka? :D Oj, wiem, ale w końcu jest kamienny i przecież dosiadał już większe hardkory.

Ramoneska pisze...

Nie zdzierżyłam T_T To było zbyt straszne, zbyt bardzo kocham Egipt i nie mogłam wytrzymać, jak zrobiono z niego takie gówno! Czy aŁtorka nie mogła chociaż nadać im imion egipskich? No choooociaż :c
Jestem antagonistką tej kretynki...
Ale ubóstwiam wojskową eklerkę.
;)

hasło: while
(Mean a while the in far far Egipt...)
A drugie, gdyż pierwsze najwyraźniej źle wpisałam:
bedinomb - tu z kolei mamy beduina...

Procella pisze...

Brak mi słów O.o

maruko pisze...

O, a już się bałam, że Jeż jak Byk przegra i cóż by to było za rozczarowanie!

"- Właśnie Sakura czytała mnie (MI, ty niedouczona mrówko faraonko!)"
Jest-Nocia-Chan co chwila popełnia ten błąd, musicie jeszcze przywyknąć. Mrówko faraonko... *leży*

"Tak jak ona był jeńcem pochodzącym z Etiopii."
Mnie w tym momencie zastanowiło, kiedy opkowa Sakurka zdążyła zmienić obywatelstwo z fenickiego na etiopskie.

"Gdy w końcu do niego podeszła on ruszył.

...po szynach ospale. Szarpnął wagony i ciągnie z mozołem..."
Zacytowałam w tym miejscu to samo xD

Ha. My z towarzyszką Item rozgryzałyśmy to opko całe dwa miesiące i - chociaż głupie, jak już zauważył Jasza - zauroczyło nas. Nawet po trzech analizach i dwóch miesiącach rzucania w siebie cytatami z opka, wciąż nie mamy dosyć nieumarłych Fenicjan, gadających kolumn i z dupy wyskakujących różnowłosych postaci. Jest mi niemal przykro, że [prawdopodobnie z naszej winy] aŁtorka nagle przestała pisać - a pisze w ilościach hurtowych, wyłącznie opowiadania o Sakurze i Sasuke. Ma nawet specjalnego bloga z tygodniowym harmonogramem dodawania notek do wszystkich tych potworków. Mniam.

Pięknie, spłakałam się [w przypadku tego opka nie pierwszy to raz]. Dziękuję! *ukłon*

Anonimowy pisze...

To przebiło. Wszystko. Co do tej pory czytałam.
Tfu, na członek Ozyrysa, ta mentalna zadyszka (cóż za genialne określenie!) jest zaraźliwa.
Ómarłam, po prostu ómarłam. Czoło mam czerwone od nieustannych facepalmów (wina Ałtoreczki), a lico uchachane (zasługa Waszych komentarzy). "Sasuke został faraonem" stanie się zapewne moim klasykiem w biblioteczce opkowych bzdur.

Czy w następnym odcinku będzie coś o służących, którzy tańczą wokół tej Zuej Rywalki? *zobrazowane za pomocą teledysku Jacksona* ;D I niech zgadnę, czy będzie nią... Ino? =.="

P.S Dobrze, że już napisałam wczoraj zaliczenie ze starożytności na historii, bo po dzisiejszej analizie zaczęłabym dziko wyć i kwiczeć sopranem przy każdym pytaniu o Egipt...

Dżul.

Khajitt pisze...

Zacznę może niezbyt optymistycznie. W mojej kochanej szkole wytworzyły się dwa stronnictwa, które uciekały się nawet do korupcji (słodyczowo-zadaniowej), żeby tylko jak najwięcej osób zagłosowało na ich idola: albo na Kamiennojedwabnego, albo na Jeża jak Byka. Owszem, sporo spośród tychże głosujących przejrzało analizy i przeczytało choć jedną, ale gdyby nie intensywna kampania wyborcza, nie byłoby tego ;)
Co do analizy, to przecież młoda jeniec popłakała się jeszcze przed okropnym zapachem ;)
Natomiast z fragmentu oppka: "Mieli czarne włosy i oczy. Tylko starszy wiązał je w kitkę" wywnioskowałam, że starszy wiązał w kitkę oczy (albo oczy razem z włosami).
Uśmiałam się setnie, jak co tydzień. Odniesienia do marksizmu wywołały u mnie KWIK. I bardzo dziękuję za pogodzenie obu szkolnych stronnictw iście salomonowym wyrokiem!

Deszczowyjka pisze...

Nie mogę doczekać się wizualizacji Waszej maskotki :)

Co do opcia, to było ono głupawe i w ogóle nie rozumiem powodu, dla którego możaby łączyć Naruto z Egiptem. Ale jest też plus - dzięki Waszym komentarzom dowiedziałam się paru nowych rzeczy ;) Miła odskocznia od odchodów borsuka...

Anonimowy pisze...

O jaaa, dwie maskotki, cudnie! A ja się tak martwiłam, że Kamiennojedwabny Snape przegra i dlatego również rozkręciłam kampanię, a tu proszę ;D

Analiza naprawdę kwikaśna. Teraz już wiem, czemu nie należy pić napojów czytając je. Ilość głupoty na jeden fragment opka jest naprawdę powalający, ale o dziwo, jest to tak poczciwa głupota, że nie da się jej nie lubić. Mimo, że kocham Egipt, to nie czułam gniewu do aŁtorki. To przecież takie głupiutkie stworzonka, które wikipedię(i inne środki informacji z dużą ilością tekstu) traktują jak jakiegoś paskudnego robala, więc nawet nie oczekiwałam, że ta do niej zajrzy.
Hasło: "Impaten". Brzmi egipsko!

Anka aka Eowyn pisze...

Opeńko było cudne. Też nie mam pojęcia po co i na co ałtorka posłała bohaterów Naruto do Egiptu. A natłok bzdur historycznych jest cudny
Czekam na kolejną część.

P.S. Hasło - legnion. Prawie jak legion. Egipski.

Sineira pisze...

Od dzisiaj jestem fanką eklerek wojskowych.
Pinakiel faraona wielce ucieszył mą architektoniczną duszę:D
Świetna analiza, jestem pod wrażeniem, zwłaszcza że udało się Wam w bardzo zgrabny i nienachalny sposób wkomponować tzw. "walor edukacyjny".
Zastanawiam się, czy przypadkiem aŁtoreczka nie chciała postawić śmiałej tezy, że Egipt zasiedlili uchodźcy z królestwa Yamato;)

ajrisz pisze...

"Mieli czarne włosy i oczy. Tylko starszy wiązał je w kitkę." - rozumiem, że te oczy, tak?

Analiza słodka, a opko całkiem ciekawe... Nie wydaje wam się dziwne, że aŁtorka zrezygnowała z uczynienia boChaterką jakiejś Kasi z letkim makijarzem, topem na ramiączkach i zdolnościami znacznie przewyższającymi typową szesnastolatkę, która dziwnym zbiegiem okoliczności zdobywa serce księcia/idola (no, w tym przypadku faraona)? Zawsze miałam wrażenie, że tworzenie takich wspaniałych postaci przychodzi im z łatwością i to fabułę muszą ściagać (najczęściej z sąsiedniego bloga), a tu jest odwrotnie. No proszę.

UWAGA, hasło: ausea. Nausea? :D

kura z biura pisze...

Ajrisz - ta konkretna aŁtorka specjalizuje się w parze Sakura-Sasuke i umieszcza ich w najróżniejszych dekoracjach, sceneriach i światach. Wraz z resztą bohaterów "Naruto". Ma ze dwadzieścia blogów z historyjkami o tej parze, był tam i Dziki Zachód, i ninja, i zwykłe liceum, i szkoła magii, i wampiry, i cholera nie wie, co jeszcze. Każdą swą notkę kończy natomiast zwrotem "Jest nocia. Miyako-chan".

Wiem, bo sama się kiedyś przymierzałam do analizy któregoś z jej dzieU.

Anonimowy pisze...

OMG!!!!oneone!!!

Co do elfa-żyda nindża robią w starożytnym Egipcie? (._____.) Cofnęli się w czasie czy co?
O dziwo, ałtoreczka nie jest jedyną co wpadłą na pomysł,żeby zrobic z Sasusia faraona, ktoś już na to wpadł:

http://th08.deviantart.net/fs29/PRE/f/2008/137/4/2/If_Sasuke_Were_Pharaoh_by_SilvrRainFell.jpg

kura z biura- o mamma mia! Dziki Zachód? Szkoła magii? Wampiry?Chyba ich tylko brakowało jeszcze w komosie( nindże w kosmosie, czujecie to? A Sasuś byłby pewnie Lordem Vaderem )



Wiktoria

Dzidka pisze...

Gubię się straszliwie z powodu niepełnej narracji - "powiedział", "spojrzała", "dotknął", ale zbyt rzadko pojawia się informacja, KTO. A pomysł przeniesienia naruto do Egiptu jest tak kretyński, że nie dziwie się, że Jasza skorzystał z pierwszej nadarzającej sie okazji i pozbył się tego opka :D

Weryfikacja słowa: hoparce. O tak, straszliwe hoparce wyczynia wyobraźnia aŁtoreczki!

Anonimowy pisze...

Ups, jeszcze raz wklejam link do Saska faraona, bo poprzedni troche mi się urwał, proszę:


http://fc09.deviantart.net/fs29/f/2008/137/4/2/If_Sasuke_Were_Pharaoh_by_SilvrRainFell.jpg

(przepraszam za spam)

Wiktoria

Anonimowy pisze...

Analiza genialna ^ ^ Powrót zajebistych żołnierzy na tarczy, ale z nią przynajmniej, mnie powalił... Podobnie jak eklerka xD
Co do samego opka, muszę powiedzieć, że to jedna z największych głupot jakie w życiu kiedykolwiek czytałam. Ja rozumiem, że można lubić jednocześnie i Egipt i Naruto... Że można nie mieć nawet krzty talentu, ale ludzie - są pewnie jakieś granice...

Goma pisze...

To była. Bardzo fajna. Analiza. I jaki zbieg okoliczności - akurat, kiedy cały dzień spędziłam na poszukiwaniu dobrych książek o mitologii Egipskiej wchodzę tu i widzę tyle interesujących wstawek. Przyjemne z pożytecznym :) Już się nie mogę doczekać kolejnego czwartku i przedstawieniu Snape'a (zagłosowałabym na niego chociażby po to, żeby zobaczyć jak coś takiego może wyglądać). Myślę, że z jeżem u boku będzie mu do (kamiennojedwabnej) twarzy.
Pozdrawiam!

Adelaar pisze...

Coś pięknego! Nieczęsto trafia się takie cudeńko. Żadnego schodzenia na śniadanie, żadnych strojów jak u pani spod lampy, żadnego "Byłam ubrana tak: klik, a mój pokój wyglądał tak: klik"... aż się łezka w oku kręci. Oczywiście Sasuke w roli faraona to kretyński pomysł, dziwi mnie jednak to, że nikt nie wpadł by z tego emonindża zrobić cesarza. Bo chyba czasoprzestrzennie miałby deczko bliżej...

Jakbyscie mogły - w której analizie pojawia się Jeż jak Byk? Bo jakoś nie mogę jej odnaleźć =="

Pigmejka pisze...

Cieszę się, że analiza aż tak przypadła Wam do gustu! :)

Adelaar, Jeż Jak Byk pierwszy raz pojawił się tu: http://przyczajona-logika.blogspot.com/2010/08/witajcie-na-poczatek-ogoszenie.html

jasza pisze...

@Chloe:
>Czy Kamiennojedwabny Snape będzie na pomniku dosiadał Jeża Jak Byka?

I będą wyglądać tak:

http://www.youtube.com/watch?v=bjZqZWbmXK4

W każdym razie jakoś podobnie.

Anonimowy pisze...

Co się dziwić to dla przyszłej żony, którą skrycie marzyła zostać. Dlaczego? Bo go kochała. Ale wątpiła w to.

*próbuje zwalczyć opad łapek* Ona wątpi, że zostanie żoną faraona... no doprawdy, kochana, jesteś dla siebie zbyt surowa. Czyż nie wiesz, że "Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć"?
Czyżby znalazło się miejsce i dla Om Shanti Om?

Eako pisze...

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że od bliżej nieokreślonego odcinka czasu "przyczajona logika..." robi się, wybaczcie mi, nudna. Wasze riposty już nie śmieszą, a przyczepianie się do każdego zdania stało się oklepane. Śmiejecie się z każdej rzeczy, która, według Was, jest niegramatyczna i niepoprawna językowo, a i tak większość autorów (nawet długich i dobrych tomów) ich używa. Więc gdzie jest tu sens?
Prawdopodobnie obsmarujecie ten post, robiąc z niego wielką obrazę dla swej, niepodlegającej dyskusji, inteligencji.
Nie piszę tego posta dlatego, że bronię ałtoreczek. To dla ścisłości.
Pozdro.

Kalevatar pisze...

Eako, Twój post już jest obrazą dla inteligencji, my już niczego z nim nie musimy robić. ^^ Nie piszę tego posta dlatego, że jakoś strasznie mnie dotknęłaś. Po prostu urzekła mnie konstrukcja "autorzy długich i dobrych tomów". To dla ścisłości.
Podejrzewam, że nie ma sensu pytać Cię, którzy autorzy stosują błędy gramatyczne? Pozwól więc tylko, że sobie ziewnę.

Kod: bralman. Wyobrażam sobie Bralczykmana, z majtkami na garniturze, broniącego gramatyki i poprawności językowej. ;D

psyence pisze...

Eklerka wojskowa FTW!

Ja rozumiem crossovery i inne podobne cuda typu multiverse itd, ale tego gwałtu na historii nie zniosłabym gdyby nie historyczne sprostowania Pigmejki XD No już krew mnie zalewała, a tu pomarańczowy komentarz niósł oświecenie XD Great <3

hasło: winst - ... winston churchill? O.o no jeszcze tego w tym imperium egipskim brakuje... celtów @.@

Anonimowy pisze...

Hehe, bardzo mi się spodobał fragment: "Siedziała przed lustrem. Uśmiechnęła się. Była piękna. Poprawiła włosy. Nikt nie jest taki jak ja piękny pomyślała z uśmiechem."

Miałam dziwne wrażenie, że ałtoreczka codziennie powtarza to sobie przed lusterkiem, uśmiechając się radośnie i zastanawiając, gdzie tym razem ma umieścić biednych Sakórcię i Saska, których kupiła na targu niewolników od Kishimoto, który z kolei musiał ich sprzedać, bo od popularności ałtoreczkowych opowiadanek nikt nie kupuje jego mang.

A analiza świetna. Dziwi mnie to, co napisała Eako. Co ona czyta? (lub raczej "Czy ona w ogóle czyta?")
Hasło: sagan... prawie jak satan ]:->

Mao

SStefania pisze...

Dlaczego lejałt się zmienił? Nie dość, że brzydszy (tradycyjny nagłówkowy obrazek przesunięty ni w pięć ni w dziewięć), to jeszcze np. tytuł notki czy komentarze są niewidoczne bez zaznaczenia, bo są CZARNE NA CIEMNOSZARYM TLE. Doprawdy. Mam nadzieję, że to tylko eksperyment?
(No i cieszę się, że Jeż nie przegonił Snejpa :3)

Pigmejka pisze...

Twój ton znów mnie zadziwia, SStefanio. Doprawdy.

Wszystko tak wygląda, bo przy wrzucaniu analizy z niewiadomych przyczyn sypnął się nam html, a walka z nim idzie niestety bardzo opornie. Tak więc przepraszamy za nieudogodnienia, ale chwilowo nic nie poradzimy na to, że jest jak jest - musimy zatem prosić czytelników o tolerancję i cierpliwość w tej kwestii.

Tinwerina Miriel pisze...

Doprawdy, Sstefanio, mnie też się Twój ton nie podoba. Przede wszystkim, nie krzycz.
>Czyżby znalazło się miejsce i dla Om Shanti Om?
Niech mi się lepiej ałtorka z dala od Om Shanti Om trzyma, bo uryzę. Będę bardzo zły tygrys. :D

SStefania pisze...

Co.

Nie, serio, chyba za mało emotikon używam lub za mało się tłumaczę, że nie miałam zamiaru nikogo urazić. Bo nie miałam - doszłam do wniosku, że któraś z Was po prostu eksperymentuje czy coś, a nie ostrzegła (większość blogopisaków których czytuję ostrzega gdy przerabia wygląd - choć, z drugiej strony ja tego nie robiłam, no ale mnie NIKT NIE CZYTA, więc nie muszę :D), lub coś się popsuło, ale na ten temat informacji też nie było. Więc czyściłam cache i ciasteczka jak porąbana, z nadzieją, że to coś u mnie. Bo lubię komentarze Waszych czytelników, w przyjemny sposób przypominają najzabawniejsze rzeczy, a i sama chciałam napisać elaborat, że sam pomysł jest fajny (bo praktycznie wszystkie, kanoniczne i fanowskie, prace z przenoszeniem postaci do zupełnie innego settingu które znam są świetne), ale po raz pierwszy spotykam się z tak posysającym wykonaniem, co ładnie zaprezentowałyście. Bo zwykłe chwalenie, że analiza dobra to strasznie nudna sprawa - w końcu u Was to standard i jedna z podstaw funkcjonowania rzeczywistości.

I nie, Tinwerino, nie krzyczę, tylko podkreślam - normalnie używam do tego pogrubionej czcionki, ale tu i tak nikt by tego nie zauważył. Bo, well, słabo widać w ogóle. I tego się czepiam.

A w ogóle disregard that I suck cocks, OP is a fag i tak dalej.

Pigmejka pisze...

SStefanio: Ależ nie mam pretensji o Twoje uwagi - były one jak najbardziej na miejscu. Byłabym jednak zobowiązana, gdybyś wypowiadała je nieco innym tonem. ;) Chociażby pisanie caps lockiem: bez względu na to, jakie miałaś intencje, to w internecie jest ono powszechnie uznawane za krzyk - nie dziw się więc, że tak to odebrałyśmy.

Walka z grafiką na blogu wciąż trwa, więc obawiam się, że czytelnicy będą musieli przygotować się na różne (niekoniecznie miłe, niestety) niespodzianki. Liczę jednak na Waszą wyrozumiałość w tej kwestii. ;)

Cyn pisze...

Naruto w Egipcie. NARUTO w Egipcie.
KILL. ME. NOW.

Jak już przeżyłam pierwszy szok, zaczęło być całkiem wesoło; szczególnie, że pamiętam jeszcze kanon narutowski. Jeśli Ino będzie tą złą, to padnę na twarz i nie wstanę. :D

Loff wasze komentarze, czekam na drugą część! Trzeba się dowiedzieć, kto jeszcze z tej biednej mangi wleciał do aŁtorkowej betoniarki...

Anonimowy pisze...

Za sprofanowanie bogatej i wspaniałej kultury St. Egiptu aŁtoreczka powinna zostać skazana na smierć w paszczy Pożeraczki Dusz, ot co!

A analiza jak zwykle genialna. Jak zawsze stanęłyście na wysokości zadania. Nie wypiszę, co mi się podobalo, bo musiałbym skopiować całą waszą analizę.

PS Teraz czekam z przerażeniem na opko oparte na Świecie Dysku, Diunie lub Hyperionie. A wtedy, wtedy piekło zamarznie.

Anonimowy pisze...

Ok, powiem tak... analiza świetna jak zawsze. Ale się nie śmiałam. Dlaczego? Lubię tą autorkę... zanim zaczniecie rzucać we mnie mięsem, przeczytajcie do końca. Ta dziewczyna prowadzi około dwudziestu blogów... pewnie powiecie, że to za dużo. Zgadzam się z tym. Prawdopodobnie dlatego nie wszystkie jej blogi są napisane idealnie... tak jak ten o Egipcie, który przeczytałam zanim trafiłam na tą analizę. Ale to nie zmienia faktu, że niektóre jej blogaski są naprawdę dobre, i lekko się je czyta. Poza tym, dziewczyna ma naprawdę bujną wyobraźnię, i to się chwali. Miyako-chan powinna skupić się na kilku blogach, żeby wyszły dobrze, a tutaj... powiedzmy że złapała zbyt dużo srok za ogon. Ale to jeszcze nie powód, żeby odbierać jej pasję. Poznałam ją trochę... Może nie osobiście, ale wiem co jej w duszy gra... ona kocha pisać. Więc, przytoczę tutaj nieśmiertelny tekst każdego bloga: "Nie podoba się? Nie czytaj dalej!"
PS. Zacytuję słowa mojej przyjaciółki... "Ty masz prawo mieć swoje zdanie, ja mam prawo mieć je w dupie." Prawdopodobnie większość z was będzie miało w dupie mój komentarz... kij z tym. Mam was gdzieś. Lubię blogi Miyako-chan, i lubię czytać te analizy... ale jedno nie musi wykluczać drugiego, przynajmniej moim zdaniem. Więc bardzo proszę... to, że autorka popełniła kilka błędów, nie oznacza, że należy jej zabronić pisania. W końcu... uczymy się na swoich błędach, prawda? Pozdrawiam wszystkich, bez wyjątku... nawet tych, którzy teraz to czytają i rzucają we mnie obelgami. :)
Patrycja