czwartek, 28 kwietnia 2011

Seniorita Lucecita, czyli Zorro była kobietą!

Witajcie!
Wyruszamy ze starożytnego Egiptu do gorącego Puerto Rico. Tym razem zamiast piramid mamy hacjendę, a w miejsce fenickiej niewolnicy Sakurę „senioritę” Haruno. I tutaj Ałtoreczka nas nie oszczędza: będzie i morderstwo, i zawód miłosny, i schodzenie na śniadanie, a nawet marna podróbka Zorro – a to wszystko już w pierwszej części!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Powrót
Patrzyła na zbliżający się ląd. Już niedługo ich zobaczę pomyślała z uśmiechem. Ciekawe co u nich? Nie było mnie przecież 10 lat.
Ałtoreczko, zanim wynaleziono internet, maile i smsy, istniało coś takiego jak POCZTA. Ludzie pisali do siebie LISTY. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale to prawda, serio!

Westchnęła. Tak bardzo tęskniła za ojcem i przyjaciółmi i zatopiła się we własnych myślach.
Tak bardzo tęskniła, że aż się zatopiła. Niestety, nie dosłownie.
Przecież bohaterki opek ciągle w czymś toną: w myślach, we łzach, w spojrzeniu kochanka, potem znowu we łzach...

Jej rozmyślania przerwał krzyk:
- Zaraz wpływamy do portu. Ocknęła się i patrzyła jak statek wpływa do portu.
Bo statek właśnie wpływał do portu, rozumiecie.
Ale to była tylko iluzja, ponieważ tak naprawdę to port podpłynął do statku.

Nareszcie pomyślała (Bo generalnie zdarzało jej się to rzadko.) i poszła po swoje bagaże. Po chwili schodziła ze statku. Gdy zeszła zaczęła się rozglądac i ujrzała karetę podróżną.
Stała pomiędzy rzędami karet stacjonarnych, na stałe przyśrubowanych do podłoża. Były tam dla zmyłki.
Tuż obok stały karety toaletowe, z małymi kabinami prysznicowymi, oraz karety negocjowanego afektu, z czerwonymi zasłonkami w oknach, z których wychylały się sympatyczne panie, zachęcające przechodniów do wspólnej podróży.

Nie dała nikomu znac kiedy, że przyjeżdża, gdyż gdy wysyłała list miała zamiar jeszcze zostac, ale ciotka różowowłosej postanowiła wyjechac wcześniej do kuzynowsta i była zmuszona wyjechac wcześniej, a na wysłanie listu było za późno, bo doszedłby za późno.
Na wysłanie listu było za późno, bo było za późno, bo czyjaś ciotka wyjechała wcześniej i była zmuszona wyjechać wcześniej. Dobrze rozumiem? Uff, teraz już tylko ogarnąć, kto ma różowe włosy i gdzie leży Kuzynowst”... to gdzieś w Rosji?
A ja dalej nic nie rozumiem...

Musiała radzic sobie sama. Podeszła do karety, gdzie stał przy niej stangret.
Bilokacja twym przyjacielem - w przynajmniej jednym miejscu, gdzie się aktualnie znajdujesz, będzie przy tobie stangret.
Podchodzenie do karety, przy której nie ma stangreta miałoby sens tylko wtedy, gdyby chciała ją ukraść - więc właściwie ma to jakiś sens, jak nie patrzeć. ;>
Słusznie - jak na to nie patrzeć, to sens może i ma, ale gdyby jednak spojrzeć, to zaraz widać, że boChaterka podchodzi do karety przy której już stoi razem ze stangretem. Error 404, sens not found.
*próbuje czytać opko z zamkniętymi oczami* Cholera, ciężko idzie.

- Przepraszam.- zagadnęła.- Czy ten powóz jedzie do do Puerto rico?
KWIIK! Jeśli ta kareta w rzeczywistości jest amfibią, to być może tam właśnie jedzie. Ałtoreczko, wypadałoby sprawdzić, że Puerto Rico nie dość, że jest państwem, a nie miastem, to w dodatku leży na wyspie!
Fail.
A weź, przecież atlas ssie, a google maps śmierdzą. I w ogóle są dla lamerów.

- zapytała się młoda kobieta. Mężczyzna odwrócił się i rzekł:
- Tak seniorita.
- Kiedy odjeżdza?- zadała pytanie.
Bo kareta ze stangretem to w zasadzie taki autobus jest.
Zatem bohaterka ma zamiar jechać do Puerto Rico TAKIM CZYMŚ? Nie no, podróż na wypasie.
Jeszcze pewnie zaprzężoną w delfiny, żeby po wodzie śmigała.

- Zaraz.- odparł.
- Dobrze. Jadę.- rzekła do stangreta. On pokiwał głową i załadował jej kufer na górę karety i ruszyli. Przez całą drogę patrzyła na krajobraz.
Ani drgnęła przez całą podróż - w końcu zdrętwiało jej przez to całe ciało, ale cóż z tego, skoro krajobraz był taki piękny!

Pod koniec wieczora dojechali do miasteczka. Miasteczko nic się nie zmieniło pomyślała patrząc na białe domy, karczmę. W tymczasie woźnica zdjął jej kufer.
Tymczas to jakieś miejsce postoju dla karet?
Tak. Tuż obok były wydzielone strefy Na papieroski” dla palaczy i Szybkie numerki” dla kierowców tirów.

- Proszę oto zapłata.- powiedziała dając mu pieniądze. Teraz zostało jej dostac się do hacjendy jej ojca i uśmiechnęła się przypomninając sobie rodzice.
...zapominając jednak o gramatyka i składnia.

- Seniorita Haruno to pani?- usłyszała za sobą znajomy głos. Sakura odwróciła się i ujrzała sędziwego parobka, który służył u jej ojca.Parobek musiał mieć wadę wymowy, bo po hiszpańsku jest señorita”, a nie seniorita”.

- Jiraya. To ty.- ucieszyła się i rzuciła się mu na szyję.
W poprzednim blogasku Tsunade była służącą, teraz Jiraiya został parobkiem... co za degradacja.

- Jedziesz do hacjendy mego ojca?- zapytała.
Nie, tak sobie tylko tu spaceruję, i wcale nie mam wbudowanego czujnika, wychwytującego przyjazd Mary Sue.
Kwik. Darujcie, ja nie mogę z tej hacjendy. Będzie też zły plantator don Orochimaru?

- Tak. Wezmę panienki kufer i jedziemy.- rzekł białowłosy i poszedł po bryczkę, gdzie po chwili się znalazł.
Aha - czyli tam karety mają stangretów wbudowanych jako stałe wyposażenie, a bryczki automatycznie generują służących?
Ciekawe też, że kareta służy tam za zbiorkom, zaś posiadacz ziemski pan Haruno może sobie pozwolić ledwie na bryczkę.

Kobieta usiadła obok mężczyzny na bryczce i ruszyli do domu. Nareszcie w domu pomyślała i uśmiechnęła się na myśl, że wkrótce zobaczy ojca.
Natomiast Pigmejka wykrzywiła się na myśl, że chyba nie ujrzy w tym opku poprawnie użytego przecinka.

Powitanie
Bryczka stanęła przed hacjendą Haruno. Dziewczyna zsiadła sama.
O mój Boru, nie pozwoliła się wynieść z niej na rękach? Dosyć awangardowe, jak na Mary Sue!

- Jiraya! Nareszcie wróciłeś. Przy....- mężczyzna nie dokończył i stanął jak wryty widząc różowowłosą.
- Sakura?-zapytał się z niedowierzeniem.
- Tata!-krzyknęła radośnie i podbiegła do niego rzucając mu się na szyję.
- To naprawdę ty. Córeczko tak za tobą tęskniłem. Ale wydoroślałaś.- powiedział wzruszony patrząc na córkę.
- Ja za tobą też.- rzekła zielonooka ucieszona odrywając się od ojca.
- Pewnie jesteś zmęczona po podróży. Idź do swojego pokoju i prześpij się. Zobaczymy się rano. - rzekł Jack.
- Tak. Masz rację ojcze.- odparła i ruszyła w kierunku hacjendy. Nagle poczuła, że jest głodna, więc postanowiła iśc do kuchni.
Która znajdowała się poza hacjendą, dobrze rozumiem?
BTW, czy czy „seniorita” nie powinna raczej polecić służącej, by przyniosła jej posiłek? No ale zapewne tutaj też dotarł już duch marksizmu i w hacjendzie panuje pełna samoobsługa.
Niech zgadnę... właściciel majątku ma pewnie całe stado przyhołubionych niewolników, których traktuje jak własne dzieci? ;]

[Sakura spotyka jeszcze swą przyjaciółkę Hinatę, po czym idzie spać.]
*****
Jack siedział przy biurku i przeglądał dokumenty.
- Mam. Nareszcie. Teraz nie uciekniesz przed sprawiedliwością. W końcu mam na ciebie dowody. - powiedział tryumfalnie pan Haruno.
Specjalnie powiedział to na głos tak, by postronny obserwator mógł usłyszeć i by dokonał się Postęp Fabularny.
(Nie ma sensu zwracać uwagę na kretynizm połączenia Jack Haruno mieszkający w Puerto Rico”, prawda?)
Prawda. W ogóle lepiej nie pytać tu o sens czegokolwiek.

Biedak nie wiedział, że ktoś podsłuchiwał. Nieznajomy odszedł od drzwi i zniknął w ciemnościach.
Ano właśnie. Pamiętajcie, Drodzy Czytelnicy: stała czujność!
Szkoda, że podłoga się nie wczuła i nie zrobiła skrzypu skrzypu”, kiedy odchodził.

Śmierc i złamane serce
Dziewczyna otworzyła oczy i szeroko ziewnęła. Wstała i zabrała się za poranne czynności.
Gdy skończyła zeszła na dół na śniadanie.
To jest tak rozkosznie kanoniczne, że aż nie mam serca się z tego natrząsać. Serio.

Weszła do jadalni, gdzie przy stole siedział jej ojciec i kończył jeśc śniadanie.
- Witaj ojcze.- powiedziała różowowłosa całując go w policzek i siadając do stołu.
- Witaj córeczko. - odparł Jack.- Dzisiaj jadę do miasta. Chcesz pojechac ze mną?- zapytał się pan Haruno.
E tam, taki kanon to ja chędożę. Powinien jej teraz powiedzieć, że muszą jechać do Niemiec!
A potem umrzeć.

- Chętnie ojcze. - rzekła jedząc śniadanie.
- Dobrze. Jadę dziś po południu, a teraz wybacz muszę zając się rachunkami.- odparł i wstał od stołu ruszając do swego gabinetu, zostawiając ją samą.
Przypominam: nie widział córki od dziesięciu lat. Mam dziwne wrażenie, że chciałby się jej pozbyć na następne dziesięć.
Dziwisz mu się?
Ani troszkę.

*****
Południe szybko minęło
Noł, rili? Ekhm, chciałabym zauważyć, że to w końcu tylko krótki moment w ciągu doby.

i obydwoje ruszyli do miasteczka. Haruno nie mogła się doczekac. Miała nadzieję, że go tam spotka. Od Hinaty dowiedziała się, że jest prawnikiem i to bardzo dobrym. Tylko dlaczego, gdy rozmawiały jej przyjaciółka miała wrażenie, że nie mówi jej wszystkiego? Było pewne, że coś ukrywa. Gdy wróci musi to z niej wyciągnąc.
To znaczy Hinata sama przed sobą ukrywała to, że nie mówi wszystkiego Sakurze? A może to Sakura ma jakieś sekrety przed Hinatą? Narrator miota się po tekście jak nekrofil w kostnicy.

I nagle usłyszeli rżenie konia za nimi. Oboje odwrócili się i zobaczyli, że w ich stronę pędzi na koniu ubrano na czarno mężczyzna. Na twarzy ma maskę. Bandyta przemknęło jej przez myśl.
Zorro”, pomyślał jej ojciec.
Stirlitz”, pomyślał Borman.
O Jeżu, litości...”, pomyślała Pimejka.

Jej ojciec na zaczął poganiac konie, lecz to nic nie dało, gdyż
...zanim skończył je poganiać, jeździec zdążył wyprzedzić ich trzy razy...
A nieprawda, bo jak znam opka, to zamiast ich normalnie dogonić, zapewne zaczął podążać” w ich stronę. :D

po kilku minutach bandyta zbliżył się do nich,
Po kilku minutach? To musiał być wyjątkowo niemrawy pościg. Wręcz entowy.
To zaczęcie podążania mu tyle czasu zajęło.
Oczywiście przeczytałam pożądania”. =.=
I na pożądanie jeszcze przyjdzie czas, spokojnie. ;)

wyciągnął pistolet i strzelił jej ojcu prosto w serce.
- Tato!-krzyknęła zrozpaczona patrząc na padające ciało ojca. Bandyta schował pistolet, zawrócił konia i uciekł. Zielonooka widząc, że z ojcem jest źle wzięła lejce i zaczęła poganiac konie, aby jak najszybciej znaleźc się w miasteczku. Po chwili wjechali do miasta. Błyskawicznie podjechała pod gabinet doktora i wbiegła do środka.
Gabinet doktora, jasne. Pewnie jeszcze przyjmował tylko na książeczki NFZ-u.
A ona, po dziesięciu latach nieobecności, bardzo dobrze wiedziała, gdzie ten gabinet się znajduje - albowiem przed bramą miasta znajdował się taki w kosmos wyrąbany, wielki szyld z napisem Do doktora - w lewo, a potem skręcić za fontanną, minąć karczmę - za karczmą pierwszy dom po prawej”.

Mężczyźni stojący blisko gabinetu podbiegli i wnieśli Jacka do środka. Weszła z nimi do środka. Doktor kazał jej poczekac. Wyszła i przechadzała się, gdy usłyszała za sobą zdumiony krzyk:
- Sakura-chan! To ty! Odwróciła się i ujrzała za są blondyna.
- Naruto.- rzekła rzucając się w objęcia przyjaciela zapominając na chwilę o swym ojcu.
Bo któżby się przejmował umierającym ojcem, gdy na horyzoncie pojawia się znajomy facet, nieprawdaż.

- Wyprzstojniałeś.- odparła/
- Zmieniłaś się. Kiedy przyjechałaś?- zapytał się.
- Wczoraj. A co u Sasuke?- zadała mu pytanie zanim zdążyła pomyślec, gdy sobie to uświadomiła.
Bo któżby się przejmował, co słychać u dawno niewidzianego przyjaciela, gdy można zdobyć info o Tru Loffie, nieprawdaż.
Od razu widać, jaka u niej hierarchia wartości.

- Sasuke został prwanikiem i...- nie dokończył zdania, gdy usłyszał głos przyjaciela.
- Naruto z kim rozmawiasz?- zapytał się brunet pojawiając się obok.
Opko z bohaterami ex machina. Czy też raczej ex dupa.

Jej serce przyspieszyło, gdy go zobaczyła. Jest jeszcze przystojnieszy niż przedtem rzekła w duchu.
- Nie pozanajesz mnie?- zadała mu pytanie. Sasuke usłyszawszy znajomy głos odwrócił się.
Sasuke zapytał przyjaciela, z kim rozmawia, podszedł do niego i specjalnie odwrócił się tyłem do tej nieznajomej osoby, by móc odwrócić się ponownie gdy ta go zagadnie. Jeżu.
Bo on z obcymi nie rozmawia. Mamusia mu zabroniła.

- Sakura.- powiedział ze zdumieniem.
- A któż by inny. Co u ciebie słychac?- zadała mu pytanie. Już miał odpowiedziec kiedy jakaś ruda rzuciła mu się na szyję z krzykiem:
- Sasuke-kun! Gdy zobaczyła Sakurę naburmuszyała się.
Jest to z całą pewnością zUa ruda zdzira kradnąca Trulawerów. Kto tym razem pełni tę zaszczytną funkcję? Rude włosy... obstawiam Karin. W obozie SasuSaku jest to niemal jej emploi.
Nie od dziś wiadomo, że rude = wredne.

- Kim ona jest?- zadała pytanie pokazując palcem na różowowłosą.
- To jest moja przyjaciółka z dzieciństwa Sakura Haruno.- Sakura to moja narzeczona Karin Nagasaki.- zwrócił się do niej.
Nie, to nie była prekognicja. To była tylko znajomość kanonu.
BTW, Nagasaki*... już widzę te krople potu perlące się na czole AŁtoreczki, gdy wysilała cała swą inwencję przy wymyślaniu nazwiska dla Karin.
____
*Karin Nagasaki, dla przyjaciół Fat Man. Co się będziemy rozdrabniać.
Miała ona dwie młodsze siostry bliźniaczki, o pseudonimach Hiroszima i Fukuszima.

Czuła jakby uderzył ją w twarz. Zaręczył się. Nigdy nie czuła takiego bólu w sercu.
Takiego, jaki musi teraz czuć twój umierający tato z wielką dziurą w miejscu klatki piersiowej, złotko? Pamiętasz o nim jeszcze? Och tak, wiem - chrzanić ojca, tu się cierpi z odrzuconej miłości!
Jak on śmiał nie czekać przez dziesięć lat na jej powrót! Co z tego, że nie wysłała mu nigdy żadnego listu. Miał czekać i już!

Teraz wiedziała co granatowłosa i blondyn chcieli jej powiedziec.
A chcieli coś? Bo w tekście nic o tym nie ma.
Nasz narrator ma sklerozę i o pewnych drobiazgach zapomina. Bądź bardziej wyrozumiała dla staruszka.

- Gratuluję.- wydusiła z siebie zmuszając się do uśmiechu.
- Panienko Haruno.- usłyszała głos doktora. Odwróciła się w jego i ujrzała na jego twarzy smutek.
- Przykro mi, ale pani ojciec nie żyje.- zaczął lekarz.
- Nie!- krzyknęła i po jej policzkach zaczęły płynąc łzy. Poczuła większy ból w sercu.W tym dniu straciła dwie bliskie osoby, została sama.
Większy, naprawdę? Jakoś sekundę wcześniej nie sprawiałaś wrażenia, że los ojca jakkolwiek cię obchodzi.

Obietnica i pożegnanie
Bandyta wzedł do pomieszczenia.
Wszedł i mina mu zrzedła, narrator po prostu ujął to zwięźlej.
Wszedł i usiadł na zydlu.
Wszedł i zzuł buty?

- Robota wykonana. Starzec nie żyje. Chcę moją zapłatę.- powiedział morderca.
- Dobrze. Oto twoja zapłata.- powiwedział czarnowłosy i strzelił mu prosto w serce.
- Pozbyłem się świadka. Nie ma jacka i nie ma dowodów pomyślał w duchu mężczyzna.
Reasumując: do pomieszczenia wszedł bandyta, morderca zażądał zapłaty, zabił go czarnowłosy, a mężczyzna pomyślał w duchu, ale na głos. Zagadka: ilu ludzi było w pokoju i kiedy AŁtoreczka nauczy się poprawnie zapisywać dialogi?

*****
Patrzyła jak zakopują trumnę z ciałem ojca w środku. W ciągu jednego dnia straciła dwie bliskie jej osoby. Nie czuła nic. Tylko pustkę, którą nie zapełni już nic. Nie zostało jej już nic.
Bo hacjendę zarekwirował Kononowicz.
Zaiste, marność nad marnościami i wszystko marność.

Wszyscy zaczęli się rozchodzic, aż w końcu została sama.
-Dlaczego? Dlaczego mnie opuściłeś ojcze? dlaczego?- powiedziała zrozpaczona Sakura, ale nie otrzymała odpowiedzi. Jedynie co słyszała to szum wiatru.
Drzewa opadły z liści, wiatr szarpał jej włosy, słońce zachodziło oblewając niebo krwistoczerwoną łuną... wszystko po to, by cała ta scena była tak kiczowata i pretensjonalna, ile tylko wlezie.
*****
Minęło kilka dni od śmierci jej ojca. Wszystko wracało do normy. Mieszkańcy miasteczka dawno zapomnieli o nieszczęściu jakie spotkało Haruno.
Bo w takim miasteczku codziennie tyle się dzieje, że jakieś tam morderstwo lokalnego bogacza na nikim nie robi wrażenia.
Ale zwróć uwagę, że wszyscy mieszkańcy nie przejmowali się samym morderstwem, a uczuciami bohaterki! Ot, być Mary Sue!

Tej dziewczynie co niedawno współczuli już zapomnieli i zajęli.
Znaczy, co jej zajęli?
Zaprawdę powiadam Ci, nie chcesz wiedzieć.

Różowowłosa szła ulicą. Na jej wargach widniał sztuczny uśmiech.
Z kącika ust zwisała metka 100% synthetic, dry clean only”.

Odpowiadała na pozdrowienia mieszkańców. A w środku rozpaczała. Nagle stanęła jak wryta zobaczywszy jak do uchihy przykleja się czerwonowłosa.
Niczym mózgożerny ślimak z Futuramy!

Przeszli koło niej nawet jej nie zauważuwszy. To ją zabolało. I to bardzo.
No, żeby tak nie zauważuć znajomej na ulicy... Mnie by serce pękło z boleści.
Ani nie zauważyli, ani nawet nie przeżuli... Wstyd.

Zapragnęła wrócic do domu. Odwróciła się i powoli ruszyła w kierunku bryczki. Położyła zakupy, wzięła lejce i ruszyła w kierunku hacjendy.
ROTFL. Oni chyba rzeczywiście nie mają służby w tym domu, skoro „seniorita” musi się osobiście wybierać do miasta po zakupy. No ale AŁtoreczka najwyraźniej uznaje, że w każdym czasie pod każdą szerokością geograficzną żelazną częścią codziennych obowiązków jest skoczenie do sklepu po mleko, bułki i srajtaśmę.
Król Artur podróżował po Anglii za pomocą kokosów, a ta wędruje z lejcami w garści. :D

Gdy znalazła się w domu zobaczyła czyjegoś konia.
Siedział w salonie i popijał kawę, niecierpliwie oczekując powrotu gospodarza.
Skarżył się też na brak kostek cukru w cukiernicy.

Weszła do środka i zobaczyła Naruto i Hinatę całujących się.
No jeżu drogi... I to pewnie też jest jakaś niesamowita zdrada z ich strony? I kolejny powód do emowania się boCHaterki, a nie - dajmy na to - do cieszenia się szczęściem swoich przyjaciół?
To nie wiesz, że Mary Sue musi mieć monopol na szczęście, bo inaczej jest ból, płacz i zgrzytanie jajników?

Zamarła i cicho odeszła. Jej przyjaciele mają rodziny, a ona.
A.
Ona.
Nie.
A słowik śpiewał w krzaku leszczyny.
Ta narracja to coś pomiędzy poezją konkretną a kalekim haiku. Zgroza.

Straciła wszystko nawet ukochanego.
Łojzicku, ukochanego straciła! No to trzeba było siedzieć w domu na dupie i łapać chłopa, a nie szlajać się po świecie, skoro go tak niesamowicie kochała. =.=

Nie wiedząc weszła do gabinetu ojca.
Nie wiedząc czego, do jasnej chędożonej przez pułk ułanów Anielki?!

Usiadła na biurku. Przeglądała szuflady. Nagle zobaczyła jakąś kopertę. Wyciągnęła ją. W kopercie znalazła jakieś dokumenty. Zaczęła je przeglądac i wszystko się zaczęło układac w jedna całą.
Bo to puzzle były, nie dokumenty.
A może w jedną całkę?
Tak w ogóle, to bystra jest, skoro jakieś dokumenty znalezione w jakiejś kopercie dały jej tyle do myślenia...

To on pomyślała przypominając sobie jak składał jej kondolencje. Zrobiło się jej niedobrze. Ohydły drań rzekła wściekła.
Przebrzydły, niecny i niedobry - dodała nie przebierając w słowach.
Ohydły mordbójca, pomyśtchnęła dziewczórka zabitrupa.
A zbłąkinie zarykoświstąkały.

Wynajął bandytę i kazał go zabic, bo miał na niego dowody.
Interesujący sposób wymierzania sprawiedliwości: znaleźć obciążające bandytę dowody, następnie wynająć go i równocześnie zlecić jego zabicie. Czyżby kodeks karny napisał Bezdennie Głupi Johnson?
Tak chitrego planu morderstwa nie wymyśliłby ani sir Arthur Conan Doyle, ani Agatha Christie, tego jestem pewna.

Schowała dokumenty, gdzie były.
Czyli zUy przestępca, zagrożony przez dowody będące w posiadaniu ojca Sakury, zlecił zabicie go, ale odzyskania feralnych dokumentów już nie?
Oj tam oj tam - szczegóły.

Po czym wstała i wyszła z hacjendy. Kierowała się w stronę nagrobka. Po kilku minutach stanęła.
Nagrobek był więc gdzieś w obejściu, zapewne pomiędzy chlewikiem a stodołą? Jak miło.

- Obiecuję ci ojcze, że pomszczę twoją śmierc. Zapłaci on za to. Przyrzekam. - powiedziała pewnym głosem. Dośc rozpaczy, cierpienia. Czas zapomniec, wymazac wspomnienia, zwłaszcza o nim. Ma nowy cel.
Pożyczyć Ci gumkę?
(TAKĄ, żeby nie było wątpliwości!)

- Żegnaj ojcze i... Sasuke.- wyszeptała. Ostatni raz spojrzała na grób i odeszła. Czuła jakaś lekka i radosna. Szykuj się pomyślała z uśmiechem.

Królowa miecza
Jiraya zwykły chłop.
Tiaa...
Ajuści.

Parobek, który już jako chłopak służył u państwa Haruno. Lecz oni traktowali go jak członka rodziny. Był ich przyjacielem.
No przecież. Jedli przy jednym stole, razem zbierali bawełnę, a w wolnych chwilach razem czytali dzieła towarzysza Marksa.

Tak jak każdego ranka przyszedł pomagac w posiadłości Haruno.
- Dzień dobry panienko Haruno.- rzekł białowłosy.
- Witaj Jiraya.- rzekła Sakura całując go policzek.
- Szkoda mi panienki ojca. Był wspaniałym człowiek.- powiedział.
- To prawda. - odparła.
- To ja już pójdę.- rzekł i nakarmic konie.
Kali pić, Kali jeść, Kali nie rozumieć biały człowiek.
*****
-Ściągnij podatki od mieszkańców, którzy jeszcze nie zapłacili. Jak nie będą mieli pieniędzy zabierz cały dobytek.- rzekł kapitan.- A jeśli będą się stawiac aresztuj.- dodał Orochimaru.
- Po prostu zabij wszystkich - stwierdził i roześmiał się diabolicznie. Uwielbiał być zUy. Jego ulubionymi formami szerzenia chaosu było nękanie ludu podatkami, odbieranie krowom mleka, odklejanie znaczków z listów i płoszenie takich małych kaczuszek.
A kiedy brakło kaczuszek, zabawiał się rozdeptywaniem ślimaków.

- Tak jest. - powiedział Kabuto.
[Pierwszym aresztowanym jest oczywiście Jiraiya. Ach, jakże jesteśmy zdziwione i oburzone!]
****
Sakura wraz z Hinatą były w mieście kiedy wjechał do niego wóz z więźniam. Różowowłosa nagle znieruchomiła widząc wśród nich Jiraya. Znieruchomiła.
Z tego szoku aż jej się końcówki popierdzieliły.

Po czym podeszła do kapitana.
- Za co ich aresztowaliście?- zadała pytanie.
- Nie zapłacili seniorita.- powiedział i skierował się w stronę garnizonu. Po południu odczytano, że więźniowie zostaną straceni.
****
Białowłosy szedł na śmierc. Nie chciał umierac. Co się stanie z jego rodziną? zastanawiał się. Modlił się o cud.W końcu stanął na podmium.
On tam idzie na stracenie, czy na występy? Bo ten podest, na którym stoi szubienica, to szafot, a nie podium.
On nie stanął na podium, tylko na podmium. Może to takie coś, pod czym są ukryte miny - i jak się zrobi krok, to jest wielkie BUM?

Założono mu na szyję pętlę. Wiedział, że nic go nie uratuje. I wtedy stało się coś dziwnego. Pętla na szyji żelzała i upadł na ziemię. Dziękował za cud.
Jak pętla może zelżeć? A może ona była po prostu zetlała ze starości?
*****
Ludzie patrzyli na to ze zdumieniem. Nagle na drewwnianą platformę wskoczyła jakaś dziewczyna i szablą przecięła sznur skazańca Była w czarny strój.
Nie wiedzieli tylko, co była w ten strój, bo narrator z przejęcia zgubił orzeczenie.
Nie no, ona była w ten strój na tej samej zasadzie, na jakiej spódnica może być w grochy albo w kratkę.

Na nogach miała czarne buty i maskę na twarzy. W talii miała przewiązany czerwony pas. Z boku nosiła przyczepioną (pinezką) szablę, pistolet i bicz.
A za nią podążał legion prawników wrzeszczący coś o Zorro, nędznej podróbie i prawach autorskich.

- Na co się gapicie!-krzyknął.
Kto krzyknął? Ten czarny strój, pas, a może bicz?

Żołnierze dobyli szabli i rzucili się na nią, lecz ona się tylko uśmiechnęła i wzięła do ręki szable.
Szable tych wszystkich żołnierzy? Ja wiem, że do kanonu należy, by żołdacy Tego Złego byli nieporadni do granic autyzmu, ale to już chyba przesada.

Ku zdziweniu zebranych dobrze władała szablą.
Bo wszyscy oczekiwali, że nieznajome dziewczę stające naprzeciw grupy żołnierzy bronią posługiwać nie umie się za grosz. Innymi słowy, nie znali kanonu.

Jeden rzucił się na kobietę w masce, lecz ona uniknęła ciosu i kopnęła mężczyznę, który spadł.
Bo akurat żołnierze kanon znali i karnie ustawili się w kolejce, żeby boCHaterka mogła wykończyć ich pojedynczo, rzucając przy tym dowcipne” uwagi. Korzystanie z przewagi liczebnej było uważane za przejaw złego gustu.
A weź, toć to byłoby nie honorowe...

- Powinieneś lepiej pocwiczyc równowagę.- powiedziała z rozbawieniem. Gdy rozprawiła się z resztą. Gwizdnęła. Usłyszeli rżenie. Po chwili stał przy niej czarny koń.
I przez tę chwilę wszyscy stali nieruchomo i czekali, co z tego będzie. Mhm.
I pozwolili, żeby ten koń swobodnie przedarł się przez tłum tuż pod szafot.
A może to Pegaz, który sfrunął z nieba?

Wskoczyła na konia.
- Wsiadaj.- rzuciła krótko do Jiraya, który szybko na konia.
Bardzo szybko na konia, w popłochu wręcz, widział bowiem, jak tajemnicza czarna dziura w narracji urywa mu od orzeczenia.
Orzeczenie po prostu było za wolne i zanim zdążyło wskoczyć w odpowiednie miejsce w zdaniu, Jiraya już odjeżdżał.

- Kim jesteś?- zapytał się czarnowłosy. Ona się uśmiechnęła i ukłoniła.
- Do zobaczenia kapitanie.- powiedziała i ruszyła galopem. Mieszkańcy patrzyli na kobietę w masce jak ucieka. Orochimaru spostrzegł, że coś leży na ziemi. Podniósł ją.
Ziemię. A następnie ruszył znowu Słońce.
- Niech cię wszyscy diabli!!! - zaklął Kopernik w zaświatach.

- Królowa miecza.- rzekł patrząc na kartę.
*wykonuje research no-jutsu* Bleh... Ten blogasek to zrzynka do kwadratu: jest zrzynką z serialu Queen of swords”, który z kolei był zrzynką z Zorro”. Jestem zdegustowana.
Poza tym ta karta tarota to Królowa mieczy”, nie miecza”.
Mamy zatem do czynienia z literackim odpowiednikiem parówki wykonanej z wołowiny” wyciągniętej z Big Maca.
Ze znaczącym dodatkiem Lucecity czy innej niewolnicy Izaury.


17 komentarzy:

Tinwerina Miriel pisze...

Zorra, matko borsko bieberowsko, Zorra! :) Chociaż może nie powinnam tak brzydko* wyrażać się o Marysójce?

*Zorra, to rodzaj żeński od zorro, czyli lisa, ale w języku potocznym oznacza zwykłą wszetecznicę.

Mrohny pisze...

Piękne!
"Gdy znalazła się w domu zobaczyła czyjegoś konia." + "Weszła do środka i zobaczyła Naruto i Hinatę całujących się."
czyli, że seks! I nie chcecie wiedzieć jak zareagowałem na ten pierwszy cytat :D

Sineira pisze...

Cudborna opkoliza - zakwikotała Sine, świdrokrętnie pod biurtelem lolrotfląca.

Anonimowy pisze...

Matko borsko, ja mam naprawdę pokręconą wyobraźnię, ale na taki miszmasz nie wpadłabym, nawet gdyby mi ktoś zapłacił. Borskie!
Ino (dowcip zamierzony, nie było panienki) czemu tak krótko? :D

Nadira

Anka aka Eowyn pisze...

Oż kurczę, ja też łączyłam ze sobą bohaterów z różnych historii, ale nigdy raczej nie miałam takiego rozgardiaszu jak w tym opku. Analiza cudna,a ta aŁtoreczka napisała jeszcze inne opka o tematyce narutowskiej. Weźmiecie się za nie?

maruko pisze...

Mnie się to jeszcze kojarzy ze starym anime o Zorro i - oczywiście - z wyjątkowym, niepowtarzalnym stylem Jest-Noci-Chan. Sądziłam, że po "Egipcie" w jej wykonaniu już nic mnie nie zdziwi, a jednak.
Czy to ZAWSZE musi być Orochimaru? Nawet sam Kishimoto uznał go za nędznego lamusa i zastąpił chłopcami z Akatsuki.

Opcjonalnie pisze...

Analiza jak zwykle genialna, zwłaszcza cieszyła karetamfibia.

Ale błagam, koniec z Naruto (przynajmniej na jakiś czas)! To się robi takie przewidywalne, ze nawet wasze komentarze tak już nie cieszą.

I hasło: neste.

Czyżby kryptoreklama?

;-) pisze...

" - Kim jesteś?- zapytał się CZARNOWŁOSY. Ona się uśmiechnęła i ukłoniła."

Ten czarnowłosy to Kapitan z dupy wzięty czy Jiraya - bo nie udało mi się rozgryźć ;D.

Opek przecudowny <3 Zajmuję drugie miejsce moich ulubionych zaraz po Wampirzycach Pussy i Catty
Oczywiście analiza świetna - życzę dużooo siły i wytrwałości w poszukiwaniu orzeczeń ^^.

jasza pisze...

Analiza wyjątkowo wspaniała i już wiadomo, że zUem jest czytanie PLUSa w kawiarence internetowej, bo nie wypada śmiać się w głos z Waszych komentarzy.
A co jeden to lepszy.

UWAGA!
To zdanie zawłaszczam, bo genialne:

>Narrator miota się po tekście jak nekrofil w kostnicy.

A hasło brzmi helen. Po prostu - Helen.

Kruk pisze...

Jūshirō Ukitake

"Bardzo szybko na konia, w popłochu wręcz, widział bowiem, jak tajemnicza czarna dziura w narracji urywa mu od orzeczenia."

Jeszcze trochę i ta czarna dziura, która urywa od orzeczenia zacznie urywać blogaski od neta! Chwała im! A może przekleństwo, w końcu gdy nie będzie blogaskuf nie będzie cud miód analiz!

Czytam Wasze analizy gdzieś tak od miesiąca - całe archwium nadrobione wykluczając tfurczość Meyer.

Jestem pod wrażeniem, Wasze analizy nieraz zwaliły mnie z krzesła i przysporzyły nieograniczonej głupawki. Piszcie tylko tak dalej a trafię do wariatkowa.

To mój pierwszy komentarz na tymże blogu, tak więc debiut mam za sobą. ;]

Ostatnio zaczęłam wrzucać swoje stare opowiadania na bloga więc gdy Was przyciśnie z brakiem materiału, proszę bardzo (powinien być w moim profilu). Choć wątpię żeby było tak kwikaśnie, bowiem ja nie urywam od orzeczenia jak ta czarna dziura. :D

Jestem mistrzem pisania długaśnych komentarzy. Kto mnie przebije? ;p

PS. hasło to tuarinth... cokolwiek to znaczy.
PS2. O co chodzi z tym podawaniem haseł?

Kruk pisze...

Jūshirō Ukitake ? o.0'

Aaa! Mojego komentarza zaatakował kapitan 13 dywizji!!

Pigmejka pisze...

Cieszę się, że analiza się Wam podoba! :D

@Kruk: Witaj nam! Wieść o każdym nowym i zadowolonym czytelniku raduje nas ogromnie. :D
A co do haseł - te słowa, które trzeba wpisać podczas publikowania komentarza, brzmią czasem bardzo śmiesznie albo się z czymś kojarzą - więc jeśli komuś trafi się takie ciekawe hasło, to dzieli się z innymi tą informacją. :)

kura z biura pisze...

Seniorita Lucecita, granda panda, mamma mia! Tak, wiem, że to bez sensu, ale tylko na tyle mnie stać po przeczytaniu hiszpańskiej Sakury (zwłaszcza zaraz po egipskiej Sakurze!)
Dzięki!

Anonimowy pisze...

Analiza wymiata.

anozognozja pisze...

Ja wiem, że nie wszystko da się skomentować, nie w takim, hmm, obfitym tekście. Ale mnie i tak najbardziej wymiotła "granatowłosa". Znaczy, że taka rozrywkowa dziewczyna raczej była? As in KABOOM?

Anonimowy pisze...

Przeczytałam: "Od Hinaty dowiedziała się, że jest prawiczkiem i to bardzo dobrym".
Jestem zboczona. :C

Phea pisze...

Dzień dobry. WIem, że analiza stara, a blog w sumie nieaktywny (chlip ;___;) ale poczułam potrzebę wyjaśnienia, że niestety żaden tabun prawników nic nie będzie wrzeszczał o nędznej podróbie, bo postać Zorro w zasadzie należy już do domeny publicznej.