czwartek, 14 kwietnia 2011

Nie idźcie tą drogą!, czyli egipskie ciemności - cz. 2

Witajcie!
Oto przed Wami jeszcze więcej absurdu w scenerii starożytnego Egiptu wg. AŁtoreczki. Na scenę dramatu wkracza Zła rywalka Sakury gustująca w ludzie pracującym, faraon rozważa bycie singlem, Mikoto ze zgryzoty zapada na straszliwą chorobę objawiającą się wmuszaniem w syna pomidorowej... a Sakura uznaje, że bycie niewolnikiem ssie i idzie sobie w diabły. Dodatkowo mamy tu też faraońskie źrenice z oczami, wiatr podcinający końcówki włosów, rachmistrzów spisowych w przebraniu strażników... i wiele, wiele innych.
Indżojcie.

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.

Papirus 4
Sakura zachowywała się normalnie. Uśmiechała się, czytała, pomagała i spędzała czas z Mikoto. Gdy spotykała Uchihę kłaniała się i szybko odchodziła nie odzywając się. Nikt nie podejrzewał, że dziewczyna w środku cierpi.
A nawet gdyby, nikogo to nie obchodziło.
I nawet niebo nie spadło im wszystkim na głowy. Ba! Nawet marny piorun nie trzasnął w nikogo za to, że Mary Sue Cierpi. Bezduszne niebiosa milczały niewzruszone.

Ukrywa to w sobie. (...) Myślała, że nikt tego nie dostrzeże, ale myliła się i to bardzo. Czesała włosy swej pani, która obserwowała swoje odbicie w lustrze. Czarnowłosa dostrzegła smutek w jej oczach.
- Co się stało? - zapytała.
- Nic. - usłyszała odpowiedź.
- Sakura.- kobieta odwróciła się.- Mnie nie oszukasz. Widzę smutek w twoich oczach. -
Pigmejka dostrzegła kiczowatość tego opka.
- To opko jest kiczowate! - powiedziała Pigmejka.

dziewczyna zmieszała się.
- To nic takiego. - uśmiechnęła się. Zrozumiała, że nie chce z nią rozmawiać.- Czy to ma związek z moim synem? - strzał. Zielonooka odwróciła wzrok.
Tajemniczy asasyn gestem nakazał jej milczenie schował za pazuchę spluwę z tłumikiem i bezszelestnie zniknął za oknem, pozostawiając na podłodze stygnące zwłoki Mikoto.
Nazywał się Leon. Też tu sprzątał.

- Nie. - skłamała. - Naprawdę się nic nie stało.- zapewniła.
- Skoro tak mówisz.- westchnęła.- Gdybyś jednak miała problem przyjdź. Wysłucham cię. - dodała.
- Oczywiście.- zgodziła się. Zamarła. W lustrze zobaczyła sylwetkę Uchichy.
W takim kontekście jak w TYM filmie?

- Muszę już iść pani. Jesteś zmęczona. Dobranoc. - oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. - I nawet nie próbuj czytać papirusów pod kołdrą!

- minęła bruneta.- Dobranoc faraonie.- ruszyła szybko przed siebie. Nie uszło to uwadze czarnookiej.
Bo zazwyczaj Sakura chodziła bokiem po skosie, jak goniec na szachownicy.
Masz pecha, kochana aŁtoreczko - czytam właśnie tekst o władcach starożytnego Egiptu znaleziony w internecie, więc nie ma, że boli - google nie gryzie! Jest tu też fragment dotyczący zasad etykiety dotyczących zwracania się do władcy. I jak byk stoi tam: „(...)należało mówić o nim w trzeciej osobie, używając określenia Jego Majestat”.
I nie sądzę, by etykieta zezwalała komukolwiek, zwłaszcza niewolnicy, na odwracanie się do niego plecami przy opuszczaniu pomieszczenia.

Podszedł do matki.
- Co cię do mnie sprowadza o tak później porze? - uśmiechnęła się ciepło.
No jak to co? Dobranocka i buzi!
Pewnie przyszedł, żeby przeczytała mu bajeczkę - „O dwóch analizatorkach i Bardzo Złym Opku”.

- Cóż. Kapłani mówią, że powinien się ożenić.- oświadczył. Zmarszczyła brwi.
- Kto? - zapytała.

- A kochasz jakąś? - zapytała się.
- Nie.- padła krótka odpowiedź. Zamyśliła się.
W zasadzie sama nie wiedziała, po co padło to pytanie. W długim spisie cech, jakimi powinna charakteryzować się kandydatka na królewską małżonkę, wiele było o nienagannym rodowodzie, sporo o bliskim pokrewieństwie z królem, ale żadnej wzmianki o Tru Loff.

- Chcesz tego? - popatrzyła na niego uważnie.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami.- W zasadzie, to wolałbym pozostać singlem. Na co mi jakieś śluby, płodzenie potomków... Imperium jakoś sobie poradzi, co najwyżej wybuchną walki o tron i temu podobne, ale przecież ja i tak już wtedy nie będę żył, to co się mam przejmować?

Yamanka powiedział, że jutro przedstawi mi odpowiednią kandydatkę.- dodał.
- Zrób tak: Poznaj ją. Jeśli ci się spodoba ożeń się, a jeśli nie. To mam inną osobę. - uśmiechnęła się myśląc o pewnej dziewczynie.
No nie wiem, Pigmejko... któż to może być? Ach, AŁtorka jest taka tajemnicza!
...coś mówiłaś? Przepraszam, zawiesiłam się w momencie, w którym matka faraona mówi mu, żeby przy wyborze małżonki kierował się swoimi upodobaniami i popadłam w stupor.
Może jej chodziło o to, by ocenił, czy wybranka ma biodra dość szerokie do rodzenia synów?

Następny dzień. Nie mogła uwierzyć.
Jednak nadszedł! Co za niespodzianka.
Faraon jednak się na coś przydał - zebrał się w sobie i znów zrobił dzień.

Szła szybko. Musiała to zobaczyć. Serce waliło jej jak oszalałe. Sala tronowa. Przystanęła i zajrzała. Dostrzegła go. Siedział ubrany we wspaniałe szaty , dumny i wyniosły. Aż dech zaparło jej w piersiach. Był taki przystojny. Jego wzrok zwrócony był w kierunku wejścia. Spojrzała tam. I zmarła.
TAK! *otwiera szampana* Że co? Że to tylko literówka...? ;(
*wykorzystuje nieuwagę Kalevatar i zabiera jej szampana* Dawaj, ja się napiję i tak. Coś czuję, że odrobina alkoholu jest tu niezbędna...
Tylko korka nie oblizuj...

Do pomieszczenia weszła blond włosa kobieta o niebieskich oczach.
Kolejna? Rzeczywiście, Nil obrodził blondynkami tego roku.

Ubrana w obcisłą suknię, która podkreślała jej kształty. Włosy spięte.
Oj tam, to i tak tylko peruka. *macha dłonią z lekceważeniem* A miała też na głowie stożek tłuszczu zmieszanego z pachnidłami, który pod wpływem ciepła spływał na włosy i ramiona?
Daj spokój, takie brzydkie rzeczy to tylko w rzeczywistości. W uniwersum opka boChaterki pachną same z siebie - Zajebistością No. 5.

Wyglądała jak bogini.
Cóż, biorąc pod uwagę, że egipski panteon najczęściej był przestawiany ze zwierzęcymi głowami, nie świadczy to o niej najlepiej.

Szła wyprostowana i dumna jak na arystokratkę przystało. Patrzyła na wszystkich z pogardą. A gdy dostrzegła faraona uśmiechnęła się słodko. W końcu stanęła przed Sasuke i ukłoniła się.
- Witaj Faraonie.- ukłoniła się. Czarne tęczówki nie spuszczały z niej oczu.
Faraon ma tęczówki z oczami? O szlag, aż się boję pytać, co mają jego źrenice... pewnie całe głowy.
A tak w ogóle, to mam wizualizację:


Z szeregu wystąpił kapłan.
- To moja córka. Ino. Arcy kapłanka Izydy.
- Jest tak arcy-zajebista, że aż generuje nadprogramowe spacje! - powiedział z dumą.
No tak, Ino jako ta zUa rywalka biednej, dobrej Sakury to też już pewien kanon... Kto by tam zwracał uwagę, że w kanonie jest o wiele bardziej rozgarnięta i mniej zołzowata od Sakury.

- przedstawił ją. - To twoja przyszła żona. - usłyszawszy ostatnie słowa wycofała się. Łzy nabiegły jej do oczu.Wiedziała, że ma ją poznać i zdecydować. Tak słyszała od Królowej.
Nie słyszała jednak o tym, że nadużywanie zaimka rzeczownego w roli podmiotu jest złe i sprowadza gniew bogów.
*ciska w boChaterkę piorunem*

Ale od razu to dostrzegła. Była od niej ładniejsza i bogatsza. A ona nie miała nic. Jedynie co mogła mu zaofiarować to miłość. Myślała, że to wystarczy. Ale teraz to dostrzegła. Nie miała szans.
Jak to mówią: lepiej późno niż później. Nawiasem mówiąc, ten Sasuke to niewdzięcznik, że za takie kochanie nie miłuje. ;P
Od razu dostrzegła, ale myślała, ale teraz dostrzegła. Przy czym zdania są sformułowane tak, że każde z nich może dotyczyć zarówno Sakury, jak i Ino oraz „Królowej” (nawiasem mówiąc, matka faraona raczej nie nosiła takiego tytułu, ale mogę się mylić... (Już choćby „królowa matka” byłoby lepsze.)).

Wiedziała, że nigdy nie będzie jego żoną, ale naprawdę to sobie dopiero uświadomiła. Odwróciła się i pobiegła przed siebie by się wypłakać w ciszy.
Czyli do tej pory naprawdę łudziła się, że faraon poślubi niewolnicę? Muihihihi... aż znów zacytuję pewien mądry tekst:
W przypadku dynastii faraonów Egiptu, ze względu na ich święty, boski status w tamtej kulturze, mieli oni bardzo zawężony wybór potencjalnych małżonków. Wydanie niektórych sióstr faraona za kogokolwiek innego, niż on, byłoby świętokradztwem.
Sorry, Mary Sue, za wysokie progi.
Dla Marysi nie ma za wysokich progów. Obawiam się że to raczej ona zniża się, by obcować z bogami. ;)

Patrzył na nią. Dobrze patrz.
Ee? To taka nowa moda - narrator wydający polecenia bohaterom?
Awangarda opkowa zawsze smaczna i zdrowa.

O to chodzi uśmiechnęła się. Starannie się przygotowała Wybrała tą suknię (TĘ, na Ozyrysa! Zaraz rzucę narratora krokodylom na pożarcie.), bo podkreślała jej kształty. Spędziła sporo czasu nad wszystkim. Udało się. Zrobiła na nim wrażenie. Była na dobrej drodze.
Jest nocia. Miykao-chan.
No widzę przecież. =.=

Papirus 5
Zatrzymała się dopiero w ogrodzie. Nie mogła uwierzyć. To ją bolało. Bardzo. Co mam teraz zrobić? Została sama ze złamanym serce.
Nie deliberuj tyle, tylko piel te grządki! Jesteś tu w pracy, a nie na występach.
Możesz też poszukać zagubionych literek - albo poczytaj sobie o tym, jak powinna wyglądać poprawnie zastosowana mowa pozornie zależna.

- Sakura. - usłyszała głos Mikoto. Podniosła głowę. Dostrzegła królową. Szła w jej stronę. Nie może zobaczyć ja płacze. Szybko otarła łzy.
Czarnowłosa dostrzegła to. Usiadła obok niej na ławce.
- Co się stało? - zapytała się. (...) - Mnie możesz powiedzieć. - powiedziała łagodnie. Dziewczyna popatrzyła na nią. Uśmiechała się. Przypomniała się jej mama.
- Mama...- szepnęła. Po czym przytuliła się do niej i zaczęła płakać. Przez chwilę była zaskoczona reakcją Sakury, ale zaraz uśmiechnęła się ponownie i objęła ją mocniej. Jak matka córkę.
Jak tamta matka, którą zabili żołnierze Królowej Matki kilkanaście lat temu? ;>


Oboje przechadzali się po pałacu. Sasuke chciał ją lepiej poznać. Ino uśmiechała się do niego. Milczeli. Jeśli chce ją bliżej poznać musi nawiązać rozmowę.
Właśnie. Niech się trochę stara, gbur jeden!
Urzeka mnie odkrywczość tego zdania, naprawdę.

- Powiedz mi Ino. - zaczął.- lubisz bogactwo? - zapytał się. Musiał ją wybadać czy jest jedną z tych rozpuszczonych bogatych panienek, które szukają tylko bogatego męża.
*odchrząkuje znacząco* Wiesz, Sasuke... być może dotychczas żyłeś w przekonaniu, że bycie faraonem to coś jak bycie gwiazdą rocka, wystarczy tylko zamienić gitarę elektryczną na dwa śmieszne kijki i obciachowy czepek, a grupetki są takie same... Pozwól, że wyjaśnię: za twoim stołkiem stoją całkiem realne obowiązki i całkiem realna władza. Jest to dla dowolnej arystokratycznej rodziny DUŻO ważniejsze, niż jakakolwiek kasa.
No, ale nie przeszkadzajcie sobie. Ustaliliśmy już, że Ino jest zUą i niedobrą, pustą blond lalą lecącą na kasę. Kontynuujcie.
Głupi, powinien ją spytać, czy podobają jej się bogowie. A co, jeśli ona leci na niego tylko dlatego, że jest on wcieleniem Horusa?

- Oczywiście, że nie. - zaprzeczyła. - To, że jestem bogata nie znaczy, że chcę cię upolować dla tytułu i władzy panie.
Ależ skąd, panie. W ogóle. Nic a nic. Wcale. Czy wspominałam już, że nie lecę na twoją kasę?

Jestem arcykapłanką Izydy. Ojciec nauczył mnie wiele rzeczy. Wszystko trzeba robić dla dobra państwa. Ja tylko wykonuję rozkazy ojca. - powiedziała.
Przynajmniej ona jest na tyle ogarnięta, żeby wiedzieć, że w tym małżeństwie nie chodzi o to, kto się komu spodoba...

Zmarszczył brwi. Wyglądało to na szczere wyznanie.
- A ty panie czego oczekujesz od swej przyszłej małżonki? - zapytała się blondynka.
- Zależy jaka będzie. - padła odpowiedź. Czyli? zastanawiała się. Mógłby powiedzieć jaśniej.
- ...zależy, jaka będzie w łóżku, oczywiście - dokończył myśl.
Ale to i tak dość fatalistyczna postawa jak na władcę: zobaczyć, jaką żonę mu los przyniesie i dostosować do niej swoje oczekiwania. Ech, żeby przynajmniej dobrą pomidorową gotowała...

Wieczór. Haruno dobrze się poczuła, gdy się wypłakała. Ulżyło jej. Teraz szła niosąc wieczerzę do komnaty Faraona. To był posiłek dla niego i dla niej. Stanęła.
Obejrzała się konspiracyjnie, po czym starannie i obficie splunęła w porcję dla niej. Cóż, rozsądni ludzie wiedzą, że lepiej nie narażać się tym, którzy mają dostęp do twojego jedzenia.

- Posiłek dla ciebie panie i twojego gościa. - oznajmiła.
- Wejść. - usłyszała. Weszła do środka. Dostrzegła jego "narzeczoną". Jej włosy były potargane, a ubranie pomięte. Wstała z łoża.
A, czyli jednak miałam rację z tym łóżkiem? :D
Ej, ale ja wtedy żartowałam...
A mnie wyszło na to, że to Sakura z łoża wstała. O.O

- Zaraz wrócę. - rzekła niebieskooka. I wyszła. Wiedziała co się stało. Ale nie pokazała tego po sobie. Podeszła i postawiła wszytko na stole. Rozłożyła. Uchicha bacznie obserwował zielonooką.
Intrygowało go. Jak ze zdania. Na zdanie. Sakura zmieniała. Się. W Ino. I z powrotem. Szlag. Trzeba zmienić. Narratora. Pomyślał Sasuke. Teraz czuję się. Jakbym się zawieszał. Tak się. Nie da pracować!

Nie odzywała się i nie patrzyła na niego. Ale na chwilę dostrzegł jej twarz. Czerwone oczy.
Uaktywnił jej się Sharingan? Przebóg, wyjdzie na to, że jest zaginioną siostrą Sasuke!

Płakała. Ciekawe dlaczego? zastanawiał się. Rozłożyła wszystko szybko i sprawnie. Skierowała się w kierunku wyjścia. Poczuła uścisk na nadgarstku. Nie wyrywała się.
To dobrze. Gdyby się zaczęła szarpać, mogłaby niechcący naruszyć zasadę nietykalności faraona, a takie występki dość często karano śmiercią.

Obrócił jej twarz ku sobie. Złapał za podbródek i spojrzał w jej oczy. Serce biło je jak oszalałe.
Kogo biło?! Te oczy może? A to wredne serce...

Mimo tego nadal go kochała.
- Płakałaś. - stwierdził.- Dlaczego? - zapytał. się. Odwróciła głowę.
To „się”, nie dość, że absolutnie zbędne, to jeszcze oddzielone od czasownika zdziczałą kropką, było tak bluźniercze i odrażające, że musiała się odwrócić.

- Mogę już iść? - puścił ją.
- Tak. - wyszła.
Nie dziwię się, że w okresie Nowego Państwa majestat faraona zmalał - jeśli władcy pozwalali służącym na takie odzywki...


Następny dzień. Jak zawsze szła do królowej
- Słyszałaś? - pojawiła się Tenten.
- O czym? - zdziwiła się.
Ale kto?! :C

- Nasz pan zaręczył się z tą Ino. Widać, że to łowczyni posagów. A on..- nie dokończyła.
Myśl, że Ino była bezwzględnym transwestytą, wyhaczającym posażne panny, a Sasuke dziewczyną w przebraniu, na moment odjęła jej mowę.
KWIK. Pomijając ten nieszczęsny „posag”... AŁtoreczko, przykro mi, że zburzę twą wizję zUej blondi, polującej na bogactwa swych mężów, ale w starożytnym Egipcie „kobieta zachowywała prawo własności wszystkiego, co wniosła do małżeństwa, dziedziczyła także majątek swych rodziców. Miała też prawo do 1/3 jakiejkolwiek własności nabytej podczas małżeństwa.” Widzisz tu coś o przejęciu części majątku męża? Nie? Czy jest to dla Ciebie jakaś wskazówka?
Nie? ^^

- Muszę iść. - przerwała jej. Nie zostanie w tym pałacu ani dłużej. Po tym jak odnosi się do służby i do niej.
No naprawdę, cóż za chamstwo, panie tego, chamstwo, sromota i upadek obyczajów. Żeby Jego Majestat tak się nie spoufalał z służką!
Masz rację, Sakuro - rzucaj w diabły tę robotę! Chwila, moment... czy ty przypadkiem nie jesteś niewolnicą?

Nie chciała o tym myśleć. Pobiegła do czarnowłosej.
- Pani.- zaczęła.- Proszę pomóż mi. Ja nie mogę na to patrzeć. Nie zniosę tego. - w jej głosie czarnooka słyszała rozpacz. Jej podejrzenia były słuszne. Różowowłosa kochała jej syna, a on odrzucił ją. Nawet tego nie dostrzegł.
Ach, to straszne! Jak mógł nie zwrócić uwagi na jedną z wielu służących pałacowych?! Ozyrysie, Ty widzisz i nie grzmisz?!
Zaiste - od tej pory wszystkie kury faraona powinny przestać się nieść, krowy dawać mleko, a Nil popłynąć w diabły z powrotem do źródła. I trwać to będzie, dopóki nie zostanie przywrócony stan równowagi, kiedy to Marysójka zejdzie się z Tru Loffem.

Rozumiała ją.
- Dobrze. Pomogę.- oświadczyła.- Ale musisz mi wszytko opowiedzieć.- pokiwała głową.


Od dwóch dni nie widział swej przyjaciółki. Gdy pytał służba mówiła, że nie.
O, a teraz narratorowi zaczęło urywać od orzeczeń. Naprawdę, ja rozumiem, literatura współczesna rządzi się swoimi prawami, ale to chyba jednak zbytnie eksperymentatorstwo...
No nie, Pigmejko - to po prostu służba oznajmiała mu, że jej nie widział. ^^
Rozmawiali jak student z paniami z dziekanatu.
Faraon: Przepraszam, czy...
Służący: NIE!
*intensywne szamanie ciastka*

Więc poszedł do matki.
- Mamo, gdzie jest Sakura? - zapytał się. Dopiero to zauważył.
Że „się zapytał”? Hm, coś chyba mu świadomość szwankuje... Albo pamięć krótkotrwała.

- Nie ma jej. Już nie wróci - rzekła.
Nic nie powiedział. Zrozumiał aluzję. Odszedł bez słowa.
Jest nocia. Miyako-chan.

Nic nie powiedział. Wyszedł. Wiedział, że matka jest na niego zła. Jakby winiła go za odejście Sakury. A w ogóle co go obchodzi jakaś służąca? prychnął pod nosem i ruszył w kierunku sali tronowej.
Bo obowiązki faraona, jak niejasno kojarzy AŁtoreczka, polegają w całości na siedzeniu w sali tronowej - i jeszcze spożywaniu posiłków, zwłaszcza śniadań.

Była na zewnątrz. Pełno ludzi. Ostatni raz spojrzała na pałac.
Skończ. Z tą dziwną narracją. Bo. Piana z ust Pigmejki. Błyskawice z oczu. Groza. Demon Apophis przemierza świat w poszukiwaniu aŁtoreczki...

Kończył się pewien jej etap w jej życiu. Będzie tęskniła za Mikoto. Tylko ona ją kochała i Tsunade. I nikt więcej. Sai jej najlepszy przyjaciel okazał się zdrajcą. Przyłapała go na potajemnej schadzce ze służącą.
Sama go nie chciała, a teraz ma pretensje o inną? Co miał biedaczyna zrobić: wykastrować się albo zamurować z rozpaczy?

Nikt nie będzie po niej płakał. Nawet on. Jej serce zabiło boleśnie na jego wspomnienie. Wychowała się nim, lubiła i pokochała. A on wybrał inną. Ino blondynkę o ponętnym ciele.
Ino się wziąć i pociąć, takie to straszne.

- Sakura czas na nas. - usłyszała za sobą głos.
- Już idę. - oświadczyła. - Żegnaj Sasuke.- szepnęła. Po czym odwróciła się i odeszła. Wyjeżdzała z państwa na zawsze.
Z państwa, czyli z Egiptu, tak? Ciekawe, gdzie ją poniesie...
Strach się bać.

Czarnowłosy jednak jakoś się przejął. Ruszył na poszukiwanie Saia. On powinien coś wiedzieć. Tylko nie wiedział, gdzie go znaleźć.
Oj, biedne faraoniątko, zagubione jak dziecię we mgle. To on za każdym razem, gdy czegoś potrzebuje, gania po pałacu w poszukiwaniu odpowiedniego służącego?

Wtedy usłyszał chichot. Zatrzymał się. Rozejrzał się. Ustaliwszy źródło ruszył w tamtą stronę.
Chichot sączył się bowiem wąskim strumyczkiem po posadzce.

Zamarł. Dostrzegł bruneta flirtującego z brązowołosą.
Jak czytam takie opisy, to wyobrażam sobie coś takiego:

- Znowu to robisz.- warknął. Kobieta dostrzegłszy faraona uciekła przerażona.
- Czego chcesz? - burknął tamten.
- Uważaj do kogo mówisz.- prychnął. - Gdzie jest Sakura? - zmienił temat. Usta jego byłego rywala rozciągnęły się w uśmiechu.
Byłego rywala? To faraon w ogóle musiał pytać w tej kwestii kogokolwiek o zdanie? :D

- Nie ma jej. I watpię by wróciła. Nie wiem, gdzie jest.- rzekł.
- Jak to?
- Tak to. Po prostu zniknęła. - wzruszył ramionami. Bez słowa odszedł. Nie lubili się obaj, ale tym razem mówił prawdę.
Niestety, prawdomówność nie zmieniała faktu, że swoim zachowaniem obraził swego władcę i swego boga - dlatego został skazany na śmierć.

Ino przeglądała się w lustrze.
- Jaka jestem piękna. - uśmiechnęła się.
Trochę dziwił ją unoszący się nad jej głową jaskrawożółty neon „Głupia, pusta, zUa blĄdi kradnąca Trulawerów”, ale starała się go ignorować.

Spojrzała na siebie.
I zmieniła zdanie.

Nie chciała mieć dziecka, ale skoro on chce poświeci się.
A potem przyciemni.

Ale na wspomnienie jej ciężarnych niewolnic skrzywiła się. - Raz trzeba.- mruknęła. Cel przyświeca środki pomyślała.
Jesteś pewny, że „przyświęca”, narratorze? A może „poświęca”, jak jajka na Wielkanoc? Bo przecież nie „uświęca”, to byłoby zbyt banalne...
Przyświeca” sugeruje, że rzecz cała odbędzie się przy świecach. W domyśle pozostają też czerwona pościel i płatki róż.

Wziął głeboki oddech. Ostatni raz porozmawia z matką. Wszedł do jej komnaty. I znieruchomiał. Jego matka płakła.
- Co się stało? - spytał cicho.
- Nic. - wytarła łzy. Od śmierci ojca i jego brata nie płakła. Musiało się coś stać, że płakła.
Musiało się coś stać, że Pigmejka kwikła.
Blogasek!” - pomyślał Stirlitz.

- Powiedź mi. - odezwał się łagodnie.
- Dobrze. Sakura, ona....już nie wróci....to sobie przed chwilą uświadomiłam.- wyszeptała zropaczona i przytuliła się do syna. Objął ją.
Acz z pewnego oddalenia. To „zropaczenie” sugerowało poważną chorobę skóry, może nawet trąd.

Jej słowa wstrząsneły nim. Co to miało znaczyć? zastanwiał się.
Że umarła, muahahahhhaha!
*ekhm* Przepraszam, ponosi mnie, wiem.

Ale teraz liczyła się ona. Gdy się uspokoiła zapytał:
- Gdzie ona jest? - milczenie.
Zaraz mi zacznie brakować ciętych ripost na podsumowywanie form zapisu kwestii dialogowych w tym opku...

- Nie mogę ci powiedzieć. Obiecałam jej.- rzekła. Próbował, ale , milczała. Nic nie wskórał.
Ja chyba nie chcę wiedzieć, co on próbował...
No ale próbował! Znaczy, piwka sobie łyknął dla kurażu.

Szli przez pustynię. Jej przewodnik prowadził ją przez te wydmy.
Ale przez tamte już nie.

- Kiedy bedziemy na miejscu? - padło pytanie z jej ust.
- Kilka dni. - odparł.
A oni tak pieszo przez te piaski...? Królowa kocha swoją podwładną, a marnego wielbłąda na drogę jej poskąpiła? Ot, łaska pańska...


Wieczór. Patrzył w gwiazdy.
Ten Wieczór patrzył.

Teraz rozumiał lepiej. Ona nie wróci. I musi się z tym pogodzić.
Myśl, żeby wysłać kogoś na poszukiwania, nieśmiało zapukała do jego czaszki, ale odpowiedziała jej tylko głucha pustka.

Jest nocia. Miyako-chan.

4 lata później.....
Patrzył na przekrzywioną bólem twarz matki. Kolejny spazm bólu przeszedł przez jej ciało. Nie krzyknęła.. Ścisnął jej rękę mocno, pokazując w ten sposób, że jest przy niej.
To nic, że zbyt mocny uścisk jeszcze zwiększył jej ból. Ważne, że Jej Pokazał!

Kobieta spojrzała na syna uśmiechając się do niego. Widział, że cierpi i to bardzo chciał, aby już przestała odczuwać ból. W końcu zamknęła powieki i odpłynęła błogi sen. Westchnął z ulgą. Na twarzy rodzicielki malował się spokój.
- Śpij dobrze mamo.
Z męczarni prosto w „błogi sen”? I jeszcze ten spokój na twarzy... Cóż, obawiam się, że twoja matka zasnęła, ale tak jakby... na wieki.
Ej, może po prostu prochy zaczęły działać.

Na zewnątrz czekał już na niego lekarz.
- Co dolega mojej matce? - spytał się. Białowłosy westchnął.
- Królowa jest bardzo chora. Nie mogę jej pomóc. - oznajmił. Brunet zamarł. Nie może pozwolić na stracenie kolejnej osoby. Najpierw ojciec i brat. A teraz matka. Nie wspominając jej.
- Nie ma jakiegoś wyjścia? - zapytał. Kapłan dostrzegł w jego oczach rozpacz.
Chciałam tu wstawić ironiczny komentarz o tym, jak to faraon-wcielenie Boga załamuje bezsilnie rączki, ale w sumie w okresie Nowego Państwa w prawdziwą, realną boskość władcy wierzyli już tylko prości obywatele, więc niech tam AŁtoreczce będzie... udam, że wierzę, że ona o tym wiedziała.
Dlatego ja już tylko wyrażę zdumienie faktem, że lekarz znienacka przeistoczył się w kapłana.

Była. Ale nie wiedział czy powiedzieć. Ona mu zabroniła mówić. Zakazała będzie lepszym słowem. Ale widząc rozpacz w oczach faraona postanowił powiedzieć.
Nic to, że faraon był dla niego najwyższym możliwym zwierzchnikiem - ona mu zabroniła!

- Jest nadzieja. - rzekł. - W mieście Suna żyje kapłanka, która potrafi leczyć. Już niejednego uratowała od śmierci.- powiedział.
Suna? Uoj, to rzeczywiście wyniosło ją z dala od Egiptu - wróciła do rodzimego fandomu!
Czyli na niemal dokładny drugi koniec świata, ze 3,5 tys. lat później i do alternatywnej rzeczywistości. Oto jest moc odtrąconej miłości!

- Czy może pomóc mojej matce? - chciał wiedzieć tylko to.
- Możliwe, że tak. Tylko ona może jeszcze pomóc Królowej. - rzekł.
- Dobrze. W takim razie pojedziesz i ją tu sprowadzisz. - polecił mu. Jiraya znieruchomiał.
Jiraiya kapłanem? Ten stary zbok? No ludzie...

Przełknął ślinę. Przecież ona go zabije. Jeszcze chciał pożyć.
Well, jeśli odmówisz zdesperowanemu faraonowi w potrzebie, z pewnością czeka cię długie, dostatnie i spokojne życie.

- Obsypię cię złotem jeśli to zrobisz. - powiedział. Czarnookiemu zaświeciły się oczy. Nie mógł się temu oprzeć. Musiał wybrać. Śmierć lub złoto albo życie.
Zaraz, a to nie jest w takim razie: złoto albo śmierć? :P

- Dobrze panie. - ukłonił się. - Wyruszam natychmiast. - po czym odszedł.
Skoro chce być bogatym trupem... Co kto lubi.
Ja się tylko zastanawiam, czemu wszyscy tak trzęsą portkami przed byle niewolnicą, która jeszcze niedawno nosiła faraonowi obiady.

Ubrana w szaty kapłanki spacerowała po świątyni. Nie mogła uwierzyć, że spędziła tu 4 lata. Miała tu dobre i złe chwila. I tutaj zamierzała zostać, aż do śmierci. Wyrzekła się miłości. Ba. Dawno przestała w nią wierzyć.
Och jakże jesteś cyniczna i zgorzkniała, Sakurciu...!
I doświadczona przez życie.

Zastąpiła to pomaganiem innym. Leczyła chorych, którzy potrzebowali jej pomocy. Znała się na ziołach i leczeniu, gdyż nauczyła ją tego pewna kobieta, której ojciec był medykiem.
Ojciec był medykiem, więc ona zdolności medyczne wyssała z mlek... Yyyeee, to znaczy, odziedziczyła w genach, tak?
Mnie fascynuje, że ucząc się pokątnie od jakiejś randomki, Sakura w cztery lata została takim masterem w leczeniu. No ale rozumiem, blogasek.

Oczywiście w tajemnicy. Kiedyś była niewolnikiem i służyła w pałacu. Ale już nie. To przeszłość. Teraz była tutaj. Wyszła do ogrodu. Powiał wiatr, który bawił się jej włosami.
Potem powiał inny wiatr, który przyciął jej rozdwajające się końcówki i przy okazji zrobił trwałą.
A potem powiał Wind of Change, który z niewiadomych przyczyn przywiał tablicę z postulatami sierpniowymi i grad zapalonych zapalniczek.

Spojrzała na niebo. Słońce świeciło wysoko. Było dziś bardzo gorąco.
Było to warte odnotowania, jako że Suna była wioską leżącą pośród totalnej pustyni.

Usiadła na ławce. Usłyszała szczekanie. Po chwili leżało na niej ogromne psisko, które lizało ją po twarzy.
- Tak. Ja też się cieszę. - powiedziała ze śmiechem. - A teraz zejdź ze mnie Saba. - pies wykonał polecenie.
Rany jeżu, Saba? Ludwiku Dorn, jeśli mnie słyszysz: zabieraj psa i nie idź tą drogą!!!
I ani mi się waż kraść psa Nel! To tylko dziecko!

- Dobry piesek. - machał ogonem zadowolony z pieszczot. Pies był jej wierny. Wszędzie za nią chodził. Choć inne kapłanki były przeciwne to w końcu przełożona jej zgodziła się, ale pod warunkiem. że zwierzę będzie nocowało na dworze.
Hm, pies, zwierzę w starożytnym Egipcie szanowane i czczone, mające boskie konotacje podobnie jak koty, niemile widziane w świątyni? Wot, kolejna dziwność...
Toż to się w tej całej Sunie dzieje, czyli niby-że w Japonii... Tam do psów dla zabawy strzelano z łuków.
Fakt. Ech, zaraz przez te zmiany czasoprzestrzenne doszczętnie głowę postradam.

Dostrzegła lecącego orła. Zmarszczyła brwi.
- To jakiś znak. - powiedziała do siebie.
- To coś znaczy, tylko nie wiem co - poparł ją serialowy Geralt.
Gdyby akcja działa się w średniowieczu, jeszcze miałoby to sens. Ale że dzieje się w starożytności, bardziej na miejscu byłby sokół. Cóż, miało być mistycznie, a wyszło jak zwykle.


Białowłosy stał. Znajdował się na końcu państwa. Przed nim rozciągała się pustynia.
Jeżu, na końcu, czyli GDZIE?! Tam?
(Mapka akurat z okresu Nowego Państwa - specjalnie dla Ciebie, AŁtoreczko!)
Pozwolę sobie zauważyć, że nie ma czegoś takiego, jak koniec państwa - chyba że Jiraiya obserwował właśnie upadek Egiptu. Podróżny może znajdować się przy granicy kraju, jeśli już.
BTW, wyobrażam sobie już tę kłótnię Kaszubów z góralami, gdzie jest koniec, a gdzie początek Polski. :)

- To będzie długa droga. - mruknął do siebie.
- Ale po co ci ja? - zapytał się blondyn.
- Nie marudź. Tylko chodź. - ruszył przed siebie. Niebieskooki jęknął i poszedł za nim. Jakoś nie chciało mu się iść. Ale skoro musi to pójdzie.
Nie chcem, ale muszem.

- Jaki jest nasz cel? - zrównał z nim krok.
- Idziemy do Suny po nią. - oświadczył. Chłopak najeżył się.
- Pieszo, przez całą Azję i 3,5 tysiąca lat? - zapytał. - Ja rozumiem, rozkaz to rozkaz, ale są jakieś granice...
Będą Egipcjanami Wiecznymi Tułaczami.

- To nie jest dobry pomysł.- oznajmił.- Musimy zostawić ją w spokoju. Obiecałem, że nigdy po nią nie wrócę. - dodał krzyżując ramiona.
Spróbowałam skrzyżować i niby się trochę da, ale... auć.
Ja się napawam tą aurą grozy, jaką AŁtoreczka postanowiła spowić naszą drogą Sakurcię. Brakuje jeszcze tylko wspomnienia, że nikt, kto jej szukał, już nigdy nie powrócił.

- Naruto. - odezwał się.
No, a już się dziwiłam, że nie ma nigdzie naszego tytułowego bohatera.

- Rozumiem, że dałeś jej słowo, ale Królowa potrzebuje pomocy. Umiera. A on jest zrozpaczony.
- Nic mnie to nie obchodzi. Skrzywdził ją.- upierał się.
No no no, patrzcie państwo, jak to się w tym Egipcie szerzy krytyka polityczna. Pewnie mają nawet Hyde Park.

Choć wzmianka o Mikoto poruszyła jego serce.
- Zróbmy tak. Pójdziemy i powiemy jej. Sama zdecyduje czy będzie chciała z nami iść czy nie.- poszedł na kompromis.
A początkowe rozkazy zakładały przywleczenie jej w wielkim worku?

- Dobra. - zgodził się. Obaj ruszyli w kierunku Suny.
Z tego końca państwa, tak? Szerokiej drogi... ;>

Jest nocia. Miyako-chan.

Sasuke bał się o matkę. (...) Teraz znów przy niej siedział. Patrzył na spokojną twarz Królowej. Nie chciał jej stracić. Tak właściwie bał się zostać sam.
Oj biedaćtwo Ti moje, falaonku mój malutki, no jak Ti siobie poradziś?
Kto ci będzie bajki opowiadał i ocierał nosek?

Nie miał żony ani dzieci. Cóż miałby za partnerkę Ino. I ożeniłby się z nią gdyby nie przyłapał ją z Saiem.
Ze służącym?! Matko, mało jej było faraona, urzędników, kapłanów? A... chyba że ona lubi takich prostych, nieskomplikowanych mężczyzn.
Wszyscy byli wyjebani,
Nawet księża, kapelani.

Wściekł się wtedy. Dowiedział się wtedy, że zdradzała go z nim trzy tygodnie. Wszyscy o tym wiedzieli tylko nie on. Na szczęście przyłapał ich. Jego wyrzucił, a z nią zerwał.
Zerwał z nią...! Ach, widać jego boska duma nie ucierpiała tak bardzo, by kazać ją wrzucić do jamy ze skorpionami czy coś. W sumie dla faraona to był chleb powszedni, że jego narzeczone puszczały się z niewolnikami.

Nie miał zamiaru spędzić resztę życia z kobietą już dla niego upadłą.
I która by mogła, ekhem, zamiast potomka bogów, urodzić zwykłego bękarta. Ale to tylko taki drobny szczegół.

Nie pomogły błagania i prośby jej ojca. Po prostu ją rzucił.
Straszne. To nic, że w rzeczywistości tę panienkę zapewne spotkałaby okrutna śmierć.
Ano właśnie.

Od tamtej pory nie miał żadnej kobiety. Miał parę niezobowiązujących romansów ze służkami bądź kapłankami.
Acha, a one to nie kobiety? :D Czy też może, wybaczcie mój klatchiański - uważa, że np. od tyłu to się nie liczy?
Ty lepiej obczaj ten motyw: „romans ze służącą”. Nie wiem, jak to wygląda w słowniku AŁtoreczki, ale dla mnie romans obejmuje oprócz seksu przelotny związek emocjonalny, flirty, ukradkowe schadzki, drobne prezenty... Służącą to można po prostu wziąć i wychędożyć, jak Jego Majestat ochota najdzie. :/

Nawet blondynki nie kochał.
No, jak już NAWET blondynki nie kochał, to znaczy, że praktykował ostrą ascezę.

Jeszcze nie spotkał tej jedynej. Westchnął. Z rozmyślań wyrwał go głos matki:
- Jeszcze jesteś tu synku? - spojrzał na twarz czarnowłosej. Uśmiechała się delikatnie.
- Niedawno przyszedłem.- powiedział.
- Nie powinieneś ciągle przy mnie siedzieć.Idź i coś zjedz. Nic mnie nie będzie. - rzekła.
Zupę zjedz, talerz gorącej, pomidorowa, przynajmniej dobra.


Szli już dłuższy czas. Pot spływał po nich strumieniami. Ale byli przyzwyczajenie.
- Ile potrwa podróż do Suny? - spytał się.
- To zależy. Jeśli będziemy szli dzień i noc to dwa dni, a jeśli będziemy robić postoje to cztery dni.- oznajmił Jiraya.
- Nie będziemy robić postojów. Im szybciej tym lepiej. Tu przecież chodzi o życie Królowej.- oświadczył poważnie Naruto.
Kwik. Będą SZLI przez PUSTYNIĘ (czyżby jakaś dziwna i nagła epidemia wybiła wszystkie wielbłądy, konie, osły i inną swołocz nadającą się do jazdy?) bez najkrótszego nawet postoju? Pewnie nawet na siku się nie zatrzymają, tacy są twardzi!
To nic, że temperatura na pustyniach gorących może sięgać w dzień nawet 50 stopni Celsjusza.
Dodam jeszcze, że najwyraźniej chcieli robić postoje w systemie 12 godzin marszu - 12 godzin odpoczynku, skoro bez postojów czas podróży skrócił im się o połowę.


- Powinniśmy się pospieszyć. Zaraz będzie się ściemniać. - rzekł czarnooki. Towarzysz pokiwał głową.
W Egipcie nie “robi się ciemno”, tylko raczej srrrru i jest ciemno. To trwa dużo krócej, niż u nas.

Cała służba była zaniepokojona stanem czarnookiej.
Nie „królowej matki”, ani nie „matki faraona”. Nie - to czarne oczy były najważniejszą cechą tej bohaterki. :/
I sugerują niejasny związek między nią a „czarnookim” kapłanem Jiraiyą. ;)

Wszyscy martwili się o nią. Dwie służące rozmawiały o sytuacji w Pałacu.
- Biedna Królowa. Cierpi. Nieraz słychać w nocy wrzaski.- rzekła fioletowowłosa.
Hmm... a któż to może być? W fandomie nie przypominam sobie kobiety o fioletowych włosach.

- Tak. Słyszałam. Jest z nią bardzo źle. - dodała brązowowłosa.
- Podobno faraon wysłał po kapłankę z Suny. - dodała ściszonym głosem pierwsza.
- Skąd wiesz? - spytała druga.
- Usłyszałam jak rozmawiał z medykiem. To on wyruszył po nią. - tamta poprawiła włosy.
Troska o królową swoją drogą, ale o fryzurę trzeba dbać!

- Nic dziwnego. Nasz faraon kocha ją nad życie. Tylko matka mu została. Dobrze, że pozbył się tej jędzy Ino. Nie lubiłam jej. - wyznała.
- Ja też nie. Rządziła się jakby była już wtedy naszą panią, a nie była.
Hm, może zachowywał się tak dlatego, że znajdowała się tak mniej więcej o kilkanaście szczebli drabiny społecznej wyżej niż Wy, więc było to całkiem naturalne?
Oj tam, przy każdej okazji trzeba podkreślić, że była zUą, pustą blĄdi kradnącą Trulawerów. Nawet lud pracujący się na niej poznał.

- Ciekawe czy znajdzie sobie jaką kobietę?
Nie, ale może przy odrobinie szczęścia trafi mu się jakiś mężczyzna.
W ostateczności pozostaje zawsze modna wielbłądzica.

Tsunade usłyszała plotki, dlatego postanowiła wkroczyć.
- Co wy tu robicie? - spytała przenosząc wzrok z jednej na drugiej.- Zamiast plotkować weźcie się do roboty. Chyba chcecie, żebym porozmawiała z wami o was. - dodała.
Kwik! W życiu nie słyszałam straszniejszej groźby, a Wy?
Chyba że Tsunade ma dar wygłaszania takich umoralniających przemów, jak kapitan Marchewa.

Ale była to prawda co one mówiły. Brązowooka także martwiła się stanem Królowej. Mimo, że pochodziły z różnych społeczności przyjaźniły się. Lubiła Mikoto.
Jacy tu wszyscy ze wszystkimi zaprzyjaźnieni, no ja cierpię dolę, jedna wielka szczęśliwa faraońska rodzina, zaraz mnie szlag jasny trafi!

Nie chciała by ona umarła. Gdyby była tu Sakura na pewno by pocieszyła ją. Była dla brunetki jak córka, lecz przez głupotę Sasuke straciła ją. Na zawsze.
Jeszcze może to właśnie z tej zgryzoty się tak pochorowała? =.=

- Ech. - ruszyła do swoich zajęć.
Jest nocia. Miyako-chan.

Szli już drugą noc. Niedługo powinni być na miejscu. Jiraya stanął na wzniesieniu z piasku.
Na wypukłości terenu pokrytej piaskiem w sposób ciągły. Potocznie zwanej wydmą.
Stanąwszy tam, skierował spojrzenie na granicę widoczności w płaszczyźnie horyzontu, będącą jednocześnie linią pozornego zetknięcia nieboskłonu z powierzchnią Ziemi - potocznie zwanej widnokręgiem.

Po chwili blondyn stanął obok niego.
- Na co patrzysz? - spytał się. Ten palcem wskazał przed siebie. Chłopak spojrzał tam. I zamarł. Dostrzegł z daleka miasto.
- Suna. - szepnął.
OMG, to Suna! Wracamy!

- Już dużo nie zostało. Przed nastaniem świtu dojdziemy tam.- czarnooki ruszył przed siebie, a za nim niebieskooki.
Niestety, nie wiedzieli, że była to tylko fatamorgana...

Kolejny ranek. Ciszę poranka w pałacu przerwał kobiecy krzyk. Sasuke usłyszawszy go zerwał się z tronu i pognał do komnaty matki.
Jak widać, miałam rację pisząc, że faraon dnie i noce spędza siedząc dupskiem na tronie. Jedno jest pewne - wisi nad nim widmo wyjątkowo okazałych hemoroidów.
Cóż, skoro faraon był bogiem, to i hemoroidy musi mieć iście boskie. Ale same się przecie nie zrobią - trzeba nad nimi solidnie pracować.

Tak. To był jej krzyk.
Stwierdziwszy to, uspokojony wrócił na swój tron.

Musi sprawdzić co się z nią stało. Jak szalony wpadł do pomieszczenia.
Tocząc pianę z ust i mówiąc językami.

- Wszystko w porządku? Mamo? - zapytał.
Tak, dla beki się drę na cały pałac, nie zwracaj na mnie uwagi.

Jego wzrok padł na łoże, gdzie siedziała Mikoto.
- Nic mi nie jest synku. - uśmiechnęła się.
=.=’ Dobra, już nic nie mówię...

- To dlaczego krzyczałaś? - podszedł do niej i ukląkł przy niej.
- Zabolało mnie coś tylko.- wyjaśniła. Kropelki potu spływały po jej ciele.
Aaa, rozuuumiem. AŁtoreczka próbuje nam chyba dać do zrozumienia, że Mikoto jest taka dzielna i mężnie znosi ból, jednocześnie ukrywając przed synem swoje cierpienia, żeby ten się nie martwił.
Hm, to piękne intencje, ale niestety - wyszło jak zwykle...

- Zostanę z tobą. - oświadczył.
- Nie idź. Musisz zająć się państwem. Idź. - powiedziała.
Musisz siedzieć na tronie, żeby cię nikt nie podsiadł.

- Jesteś pewna? - spojrzał na nią.
- Tak. Dam sobie radę.- zapewniła go.
- Dobrze. Ale w razie czego wyślij służącego. - pokiwała głową. Zostawił ją samą. Westchnęła. Musi uważać. Nie chce martwić syna. Kości ją bolały przy najmniejszym ruchu.
Kości ją bolały? Co to za choroba? O.o

Szarowłosy szedł korytarzem. W końcu skręcił w prawo. Na końcu korytarza były drzwi. Otworzył i wszedł do środka. Było tu ciemno. Jedyne światło padało przez mały okienko zasłonięte szmatą.
Czemu zwizualizowało mi się to jako fragment gry komputerowej?

Wnętrze było skromnie wyposażone. Stał tu tylko łoże, na którym leżał czarnowłosy mężczyzna.
Ta kombinacja kolorów owłosienia nasuwa dość jednoznaczne skojarzenia... Czyżby byli to Orochimaru-sama i jego wierny podlizus, Kabuto?

- I co działa? - spytał się.
- Lampka, zmywarka i lodówka, chociaż trochę buczy - odparł Orochimaru. - Ale od dziesięciu lat naprawiam pralkę...

- Tak. Królowa jest chora. - rzekł.
- Doskonale. - uśmiechnął się.
- Ale jest jeden problem.- odparł.
- Jaki?- padło z jego ust.
- Faraon wysłał Jirayę po jakąś kapłankę do Suny. - zmarszczył brwi.
- Kim ona jest?
- Nie wiem. To wszystko co wiem. - pokiwał głową.
Orochimaru zawsze chwalił ucznia, gdy ten cytował myśli wielkich filozofów. Sokrates był zawsze mile widziany.

- Ile dni nie ma go? Azaliż zaczniesz mówić poprawnie Ty?
- Dwa dni.
- Niedobrze już są w Sunie.- zacisnął dłonie w pięść.
O, a skąd wiedział, że nie robili postojów? :D

Ale zaraz twarz mu się wypogodziła.
- Poczekamy co z tego wyniknie, przecież ona może się nie zgodzić. - zaśmiał się.
- Mwahaha. MWAHAHAHAHA!!!!00111oneone! - zawtórował mu Kabuto, który nigdy nie przepuścił okazji, by zaprezentować swój Szatański Śmiech Z Pogłosem.
Ej, bez sensu. Każdy wie, że Głównym Złym zawsze był w takich okolicznościach Wielki Wezyr albo Najwyższy Kapłan. Mniejsza o kanon fandomu, ale to już jest atak na Imperatyw Narracyjny! :(
Każde odstępstwo od Imperatywu jest mile widziane. Nawet tak niezamierzone jak tutaj.

W końcu. Stanęli u bram miasta. Strażnicy po wypytaniu ich wpuścili ich do Suny.
- Jak myślisz, Naruto, po co im było wiedzieć, kto jest moją ulubioną aktorką i jaki jest mój ulubiony cytat? - zapytał Jiraiya w zadumie.
Strażnicy byli bowiem studentami socjologii na badaniach terenowych.
Raczej sprytnie zamaskowanymi rachmistrzami spisowymi. ^^

- Gdzie jest świątynia, w której mieszka kapłanka, która leczy? - zapytał się.
Świata jako takiego.
- Ale która? Bo mamy ich tu w cholerę! - odpowiedział świat.

- W centrum miasta. - odparł świat. Ruszyli. Po przejściu parę metrów dostrzegli ogromną świątynię.
Wychynęła znienacka.
Wcześniej chowała się za rynną pobliskiego domu, chytruska!

- Niezła. - mruknął. Wspięli się po schodach i weszli do środka. Po chwili obok zjawiła się dziewczyna.
- W czym mogę pomóc? - zapytała się.
- My do Sakury. - wtrącił się Uzumaki.
Zastałem Jolkę?
- Można z Krysią?
- Z nimi wszystkimi można...

- Proszę za mną. - oświadczyła. Przeszli dziedziniec. Brązowowłosa zaprowadziła ich do ogrodu. Zobaczył ją. Siedziała na ławce i czytała.
- Tutaj jest. - kobieta zniknęła.
PUFF!!! W chmurze dymu.

Obaj podeszli do różowowłosej. Czytała, gdy cień padł na papirus.
Gdy na papirus świeciło słońce, zaczynała tańczyć pogo.

Ktoś jej zasłonił światło.
- Sakura.- usłyszała swoje imię. Zamarła. Ten głos. Znała go. Podniosła głowę. Dostrzegła znane twarze. Zastygła w bezruchu.
- Co tu robicie? - spytała.
- My...- zaczął białowłosy.
Jej zajebistość chyba uległa stężeniu i wytworzyła własne pole siłowe, skoro dorosły facet zaczyna się jąkać w rozmowie z nią...

- Potrzebujemy pomocy. Mikoto umiera.- na tę wiadomość zamarła.
Zamarła do kwadratu, a na dodatek jeszcze zastygła w bezruchu. Totalna petryfikacja. Mam nadzieję, że nieodwracalna.
Dobrze, że nie zamieniła się w słup soli.

Jest nocia. Miyako-chan.
A jako że każda akcja wywołuje odpowiadającą jej reakcję, jest i analiza. Kalevatar.


24 komentarze:

Adelaar pisze...

Tak! Od pierwszych akapitów analizy wiedziałam, że gdzieś między komentarzami zaczaił się Stirlitz. No i miałam rację! Ta-daam! Ma się te geny.
Ach, i jeszcze, tak przy okazji: bardzo zacny wystrój. Bardzo. Zacny.

Hasło: Yerifi. Tak mogłaby na imię mieć żona wuatcy!
Jest komć. Adelaar-sama.

Cyn pisze...

Wiedziałam, że Ino będzie tą zUą! No wiedziałam! :D

Myślę, że ta tajemnicza fioletowowłosa, co się nagle znikąd pojawiła, to może być Hinata Hyuuga, chociaż znam bardziej wersję, że jej włosy są granatowe.

Ale będzie następna część? Teraz to już muszę wiedzieć co jeszcze aŁtorka tam spieprzyła. :3

Anonimowy pisze...

ZERWAŁ z nią. Pewnie jeszcze SMS-em!

Sai chyba był trzymany na tym dworze specjalnie po to, żeby władca mógł z nim rywalizować na rwanie dup. Stracenie go za uwiedzenie przyszłej faraonowej byłoby zbyt proste, honor nindża (oksymoron/naleciałość z kanonu) nakazywał Sasuke konkurować z nim sportowo~
Względnie siedzenie na tronie było naprawdę nudne...

Opko niestety jakby mniej epickie niż ostatnio.

Chloe

hasło: color (włosów? nie kryję, że się gubię w tych 'opisach' postaci)

Anonimowy pisze...

Czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć co to jest "nocia", bo ja takiego słowa nie znam.
- wujek google wyświelta "czy chodzi ci o NOKIA"
- wg słownika języka polskiego i wyrazów obcych - brak wyników wyszukiwania w tej kategorii"
- za słownikiem angielsko-polskim - "nie znaleziono tłumaczenia słowa nocia"
- słownik niemiecko-polski - jak wyżej
- to samo wg słowników: francuskiego, hiszpańskiego, rosyjskiego i włoskiego

Ja wiem że istnieją jeszcze inne języki, narzecza, dialekty, gwary, alem ogólnie językowo cienka jest.

zdravim
Brahenn

Maniakalna pisze...

Jeszcze nie zaczęłam czytać analizy, ale nie mogłam czekać z napisaniem tego komentarza:

JEŻ JAK BYK! <33333
Chyba zbuduję Pigmejce pomnik za narysowanie Jeża :D Jest śliczny!

Karenaj pisze...

Po pierwszej analizie, stwierdziłam, że przeczytam kilka rozdziałów. I WIEDZIAŁAM, że napiszecie coś w tym stylu 'Jak tamta matka, którą zabili żołnierze Królowej Matki kilkanaście lat temu? ;>'

Pierwsza część lepsza, ale i tak jestem ciekawa analizy kolejnych rozdziałów ^^

Mao pisze...

@ Brahenn tłumacz Google odnalazł następujące znaczenia słowa "nocia":
- w katalońskim nocia = pojęcie
- po łacinie odnalazł "szkodliwych dla" (??)
- po walijsku ukazuje mi radosne słowo "Boccia" (co miałoby być... eee... grą zespołową?)
- względnie jeszcze języki słowiańskie proponują noc.

Przeraża mnie ilość blogów autorstwa ałtoreczki. Ile tego chłamu można w świat rzucać!? Czy ona nie ma litości?!

Tinwerina Miriel pisze...

Ach, Pigmeju wielbię Twój talent analizatorski i rysowniczy. Jeż jak byk jest przecudny!!!
> - Ciekawe czy znajdzie sobie jaką kobietę?
Nie, ale może przy odrobinie szczęścia trafi mu się jakiś mężczyzna.
W ostateczności pozostaje zawsze modna wielbłądzica.
A to mi pewien nieprzystojny dowcip przypomniało, ale jako że tu i młodzież nieletnia bywa, nie wiem czy mogę. :D

Pigmejka pisze...

Dajesz, Tin! Dowcip, jaki by nie był, to i tak nic w porównaniu z łazienkowymi wyczynami Kamiennojedwabnego. ;)

Cieszę się, że podobają się Wam maskotki, analiza i szata graficzna. :)

@Cyn: myślimy nad trzecią częścią. Jeśli czytelnicy chcą, to czemu nie. :D

psyence pisze...

nieeee dooość ~~ omg, nie wiem czy zniosłabym więcej tego gwałtu na historii ~o~

Recenzator pisze...

A ja jestem jak najbardziej zaaaaa! Ubóstwiam takie gwałty na historii i logice, a tutaj po prostu laska przechodzi samą siebie. To i nawet nie trzeba znać doskonale historii, żeby mieć pojęcie, że Faraon ma jakąś tam władzę, więc nie musi tupać nogą i wściekać się jak emo-bachor, za każdym razem, jak mu służba bruździ.. No, ale może to tylko ja mam takie skojarzenia xD.

Hasło: ematedes. Nawet blogspot ma większe wyczucie klimatu czasów starożytnych.

SStefania pisze...

O, aprobuję nowy wystrój. Widać rzeczy, a nawet komentarze. Kamiennojedwabny też śliczny.

Co do ogólności opka, powtórzę to, co napisałam pod poprzednią nocią: sam pomysł przeniesienia bohaterów Naróto do innego settingu jest fajny i świeży (a na pewno świeższy od Sakur w Akatsuki i sióstr Sasuke), ja osobiście bardzo lubię takie rzeczy. Problem z nimi jest jednak taki, że trzeba doskonale znać materiał na którym się opieramy, zarówno ten z którego przenosimy jak i ten, do którego zmierzamy. Wtedy czytelnik/widz ma ogromny ubaw, wynajdując smaczki i zabawy konwencją, którą przecież już zna.

Ta oto ałtoreczka pokazała, że świat Naróto zna nieźle, przynajmniej na tyle, na ile ja go znam z okazjonalnych spoilerów i śledzenia co się dzieje z jedyną wartościową postacią tam, Hinatą. Egipt... Nie bardzo, choć nie byłoby to tak straszne bo licentia poetica i tak dalej, gdyby było... Dobre, zwyczajnie interesujące i fajne. Niestety, nie jest, bardzo nie jest. Dlatego wyszło to kuriozum - ałtoreczka bez żadnego przygotowania porwała się na coś, co miało fantastyczny potencjał, ale wymagało dużo więcej pracy niż kolejna ukochana Itachiego. Z tym większą satysfakcją czytam Waszą analizę, już nie mówiąc o tym, że popisujecie się większą dawką oczytania i zdrowego rozsądku niż zwykle, a to właśnie u Was lubię najbardziej ze wszystkich analizatorni.

Jesteś pewny, że „przyświęca”, narratorze? A może „poświęca”, jak jajka na Wielkanoc? Bo przecież nie „uświęca”, to byłoby zbyt banalne...
Chyba jestem zboczona, bo bardziej zwróciłam tu uwagę na ciężki anachronizm. Ino jest Timelordem?

Mnie fascynuje, że ucząc się pokątnie od jakiejś randomki, Sakura w cztery lata została takim masterem w leczeniu. No ale rozumiem, blogasek.
Zwłaszcza, że kanonicznie nauczyła ją wtedy Tsunade, którą zostawiła w Egipcie.

No, a już się dziwiłam, że nie ma nigdzie naszego tytułowego bohatera.
A po co on komu?! Przecież na truloffa się nie nadaje, jest zbyt miły i szczery żeby knuć przeciwko Mary Sue, a to zbyt poważna historia, żeby ktoś się wygłupiał, przecież tylko to Naróto potrafi!

Troska o królową swoją drogą, ale o fryzurę trzeba dbać!
Bo to Hinata i martwi się o swojego Naróto i z nerwów tak robi! (Na niektórych fanartach ma fioletowe włosy - wszędzie ją wywęszę, moją Hinatkę!).

Swoją drogą, totalnie (poza Hinatą) zwisa mi ten fandom (jestem Blicztardem), ale mam pierdylion pomysłów jak można by to lepiej napisać. To chyba nie jest dobry znak.

Gud dżob!

Anonimowy pisze...

Pewnie przyszedł, żeby przeczytała mu bajeczkę - „O dwóch analizatorkach i Bardzo Złym Opku”.
Te bajki są najlepsze :D

Szła wyprostowana i dumna (…)
Czy tylko ja w pierwszej chwili przeczytałam „durna”?

Teraz czuję się. Jakbym się zawieszał. Tak się. Nie da pracować!
Trzeba. Zrestartować. System.

Szli przez pustynię. Jej przewodnik prowadził ją przez te wydmy.
Pustynię prowadził?...


Analiza cudowna jak zwykle: wizualizacja źrenic, Leon, wieczór patrzący w gwiazdy, Egipcjanie Wieczni Tułacze, długo by wymieniać wszystkie perełki.
Tylko błagam, następnym razem weźcie inne opko, chociaż w ramach przerwy, bo czytanie tego boli (a nawet bolly) i inaczej niż na raty się nie da.


Analizatorni gratulujemy wspaniałych maskotek, a Pigmejce talentu rysowniczego i boskiego Jeża Jak Byka *loffcia Jeża*

Pozdrawiam,
Mme Javert

Goma pisze...

Ja też podziwiam i wielbię za maskotki, Jeż jest niesamowity, i do tego ten stony silk ^^
Sama analiza również wielkiej urody i byłabym zachwycona kolejną częścią, bo im dłużej czytałam, tym bardziej mi się podobało, a od "Musisz siedzieć na tronie, żeby cię nikt nie podsiadł" do końca to już musiałam się trzymać krzesła, żeby z niego nie spaść.
A jeśli mogłabym coś zasugerować, to moim zdaniem nagłówek wyglądałby nieco lepiej, gdyby był tej samej szerokości co pole na analizę i linki, albo przynajmniej jakby go wypośrodkować, bo taka pustka po prawej świeci. Już od paru miesięcy miałam powiedzieć, a teraz mam pretekst xD
Pozdrawiam, brązowowłosa czytelniczka.

Kalevatar pisze...

Pokombinowałam trochę z nagłówkiem i teraz chyba jest już dobrze. :)

Tinwerina Miriel pisze...

Mówicie i macie :D Po angielsku to to oraz niepoprawne politycznie.
Arab na pokładzie samolotu wypełnia formularz. Sex - pyta stewardessa.
A: three times a week.
S: No,no. Man, woman?
A: Ah, man, woman, sometimes camel.

Pigmejka pisze...

Tin, kwiiik! Znałam to, ale za każdym razem śmieszy mnie tak samo. ^^

Hasło: "prose". Prose, aŁtorecko, nie pis jus.

M&M lecą w kulki pisze...

Pełniejsza wersja żartu tina ^^ : http://kwejk.pl/obrazek/46665/dobry,suchar,;%29.html

Anonimowy pisze...

Ptysie moje kochane, wali po oczach już na samym wstępie, sprawdzałam pięć razy, czy aby się nie pomyliłam, ale nie: po "wg" nie ma kropki.

LJC

Anonimowy pisze...

'Wizualizacja' z oczami i tronem mnie zniszczyła ;D

I Stirlitz był ! ;D

Cally pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
on bezpodpisowy. pisze...

Będzie kolejna analiza z tym czy zabieracie się za coś nowego?: d

Anonimowy pisze...

Ok... dalej jestem tego samego zdania co w poprzedniej analizie. Ale ta wyszła wam całkiem, całkiem... dlatego, mimo że lubię tą autorkę, uśmiałam się i umarłam... (i o dziwo, zmartwychwstałam!) Powodzenia przy kolejnych analizach...
Patrycja

Egiptolog pisze...

Te wszystkie anachronizmy walą straszliwie po oczach, błędy nie mniej, a ja tylko objaśnię wątpliwość Pigmejki: owszem, kapłani byli też lekarzami - w "Faraonie" Prusa Ramzes odwiedza świątynię, gdzie mieści się swego rodzaju szpital, u Ewy Nowackiej w "Ślicznej Tamit" uciekający Hori ukrywa się w świątyni boga Sobeka, pana lekarzy, a wcześniej jest mowa o tym, jak ojciec tytułowej Tamit, pisarz Ani, sprowadza kapłanów-lekarzy do chorej córeczki, w wyżej wzmiankowanym "Faraonie" zresztą jest scena z umierającym ojcem Ramzesa i leczącymi go kapłanami :3 Wątpię, by ałtoreczka znała cokolwiek z tych pozycji, raczej strzeliła na zasadzie "wiem, że coś dzwoni, ale nie wiem, w którym kościele". Należało to lepiej napisać, ale...cóż.
Co do boskich konotacji zwierzyńca...Nowacka opisuje, jak to matka Tamit przepraszała kota, bo zrzuciła go z kolan przez nieuwagę, i obiecywała mu dary z żywności. "(...)kotka była ważniejsza niż pies, chociaż psa też nikt nie śmiał uderzyć czy zwrócić się do niego z gniewnym słowem. Kotka miała prawo oczekiwać od domowników szacunku i pogrzebu w zabalsamowanej skrzynce. Rozgniewana, mogła ukarać dom, w którym ją źle traktowano".
Jeszcze co do tych małżeństw arcykapłanek z królami - Kama z "Faraona" musiała najpierw poprosić o zdjęcie z niej ślubów czystości (niby kapłanka Astoreth, ale wypbrażam sobie, że Egipcjanki też musiały), więc nieodmiennie mnie fascynuje, jak ałtoreczka by to przeprowadziła.
"Nic nie powiedział. Wyszedł. Wiedział, że matka jest na niego zła. Jakby winiła go za odejście Sakury. A w ogóle co go obchodzi jakaś służąca? prychnął pod nosem i ruszył w kierunku sali tronowej.
Bo obowiązki faraona, jak niejasno kojarzy AŁtoreczka, polegają w całości na siedzeniu w sali tronowej - i jeszcze spożywaniu posiłków, zwłaszcza śniadań."
W praktyce i tak część szła dla bogów na ofiary, część zaś zjadali kapłani...xD