czwartek, 31 marca 2011

Irytacja w piczkowozie III, czyli rzyć z łuku ustrzelona

Witajcie, kochani!
Dziś mamy dla was trzecią część przygód Irytki, która z notki na notkę jest coraz bardziej denerwująca. Legolas staje się jeszcze bardziej emo, natomiast Thranduil, dla odmiany, ma przebłyski normalności - co jednakże nie przeszkadza mu wyruszyć do Rivendell tylko dlatego, że Elrond chce z nim pogadać. Bohaterów atakuje Czarna Bestia z AAARRRRGGHH, strzały zmieniają tor lotu, poduszki okazują się świetnym remedium na zakwasy, a na koniec na scenę wkracza jęcząca Ałła Pugaczowa.
Indżojcie!

Odcinek VII Koszmarny sen i...koniec problemów?
Niestety, nie chodzi tu o problemy z migrującą spacją.

Cześć i czołem. Chciałam was przeprosić za kilka żeczy, po pierwsze statystyka.
Przeproś Ty raczej za ortografię, moja droga...

Pisze że jest 12 komci a naprawdę jest

...a naprawdę JEST NAPISANE.

np. 5 nie wiem jak to się stało że mi się to zaczęło chrza... ekhym psuć ale postaram się to naprawić. (...)
***

Gandalf nie odpowiedział, tylko razem z królem wyszli z komnaty. Legolas położył się do łóżka ale nie mógł zasnąć. Dobry humor opuścił go zupełnie. Powróciły natomiast złe myśli i gorzkie poczucie winy, że przez niego będzie musiała zginąć ukochana osoba. Długo jeszcze nie mógł zasnąć, przewracał się z boku na bok, w końcu wstał z łóżka i podszedł do szafki w której schowane były sztylety. Wyjął je i zaczął z wściekłością siekać powietrze.
A już myślałam, że swoje nadgarstki.
Plasterki poszatkowanego powietrza opadały bezgłośnie na ziemię.

W końcu dysząc ciężko upadł na podłogę i zasnął niespokojnym snem. Przyśniło mu się, że jest na
...sali treningowej, gdzie łudząco podobny do sierżanta Urgayle’a instruktor natrząsa się z jego mamejowatości i żenującej kondycji.
Niech się cieszy, że to tylko sen. Prawdziwy Urgayle zrobiłby z niego dżem o smaku elfów leśnych. Co ja mówię, dżem zrobiłaby z niego Jordan O'Neil – sierżant po prostu wsmarowałby go w ścianę.

polu bitwy. Wszędzie pełno trupów, a ziemia zalana była krwią. Rozejrzał się i jego wzrok padł na Iritchien. Ze zgrozą dostrzegł że jest ranna.
No tak, stosy trupów i ziemię rozmiękłą od krwi jeszcze da się znieść, ale ranna Iritchen to była czysta rozpacz, zgroza i katastrofa humanitarna.

Wołała go na pomoc ale on nie mógł się ruszyć, widział jak powoli osuwa się na ziemie, a jej głos słabnie, chciał do niej biec, pomóc jej ale coś go trzymało i mimo rozpaczliwych starań nie mógł uczynić kroku.
Pewnie noga mu się zaplątała we wnętrzności jakiegoś trupa – ale kto by tam zwracał uwagę na jakieś zwłoki, które nie są Irytką.

W końcu Iritchien padła martwa na ziemię.
W końcu! Nareszcie, uff!

Rozpaczliwy krzyk wydobył się z piersi Legolasa. Szarpał się chciał do niej biec ale coś nie pozwalało mu zrobić kroku. Obejrzał się za siebie i wtedy…AAAAAA!!!!!
Zobaczył Zamek AAAAA? A może przestraszył się Skomasowanego Ataku Pięciu Wykrzykników?
Zaraz zaatakuje go Czarna Bestia z AAARRRGGGHH!

Legolas z okrzykiem obudził się i spostrzegł, że leży na środku swojej komnaty a obok niego porzucone leżą jego sztylety. I wtedy przypomniał sobie swój koszmar. Poczucie winy powróciło z całą mocą. Okropny krzyk wydarł się z jego piersi.
Znowu? =.= Serio, ten fick można streścić w
30 sekundach. Po prostu podstawcie Legolasa w miejsce Rosomaka.
Okropne krzyki to zaraz ja zacznę wydawać, jak tak dalej pójdzie...


Rzucił się z rozpaczą na ziemię i zaczął uderzać w nią zaciśniętymi ze złości pięściami. Wtem do komnaty wbiegł wystraszony Thranduil za nim Gandalf a na końcu Iritchien.
Że Irytka go usłyszała, to jeszcze rozumiem, ale król i czarodziej? Hm, a może Leguś ma w pokoju taką kamerkę z czujnikiem, jakie się czasem montuje u małych dzieci, żeby matka widziała, co się dzieje z jej maluchem wtedy, kiedy jej przy nim nie ma?
Zapomniałaś, że „pokój” Legolasa jest oddzielony od sali tronowej tylko bawełnianą zasłonką? ;) Nie dziwię się, że pół pałacu się zleciało.

Thranduil podbiegł do niego i podniósł z ziemi z pomocą Gandalfa doniósł go do łóżka.
- Wyjdźcie proszę, ja z nim zostanę. - powiedziała Iritchien.
- Jesteś pewna?
- Tak wyjdźcie już.
No już, wypad, natrętny Królu i Majarze.

Gdy król z Gandalfem opuścili komnatę, elfka podeszła do łóżka Legolasa.
- Wiem co teraz przeżywasz, powiedziała.(...)
- Czuję strach, czuję się jak elf który patrzy na śmierć wielu ludzi zabijanych przez wroga, a mimo że jest uzbrojony nie może nic zrobić , czuję się jak ktoś, kto wie, że może za chwilę zostać zabity, ale nie wie z której strony padnie śmiertelny cios i trwa w niepewności , czuję się jak elf który jest wyzuty z wszelkiej nadziei, radości i pociechy.
- Czuję też, że w moim monologu szaleje interpunkcja, że mnożą się spacje i czasem nawet wyrastają przed przecinkami... których i tak jest za mało, zawsze za mało... - dodał i zapłakał gorzko.
- Może żyletkę? Nowa, ostra... - wspięła się na szczyty empatii Pigmejka.

Nie mam już nadziei. - powiedział i równocześnie popatrzył na Iritchien wzrokiem, przez który przelewała się nieograniczona gorycz i żal do samego siebie.
Fala goryczy przelała się przez wzrok i chlusnęła na posadzkę w miniaturowym tsunami boleści.

- Wiem jak ci pomóc - powiedziała elfka i pocałowała Legolasa, a on spojrzał na nią i powiedział:
- Jesteś na dobrej drodze, ale zejdź z tymi pocałunkami trochę niżej. - Uśmiechnął się chytrze.

- Widzę, że ty mniej ode mnie się tym przejmujesz, więc chyba nie ma sensu bym ja też się tym zadręczał - powiedział elf i wstał z łóżka.
- Chodźmy - powiedział Legolas i razem z elfką poszli do sali tronowej.
- Czy czujesz się już lepiej Legolasie? - zapytał zatroskany Thranduil, który ciągle chodził w kółko ze zdenerwowania, nie zwracając uwagi na Gandalfa, który bezskutecznie próbował go uspokoić.
- Tak. Już czuję się dobrze.
Dlatego szwędam się po zamku, zamiast pójść z powrotem spać. O.o

- Myślę, że wszystkie zmartwienia opuściły mnie na dobre.
To znaczy że umarł?

- Świetnie - powiedział Gandalf - Więc możemy zaczynać?
- Tak. Tylko Iritchien jeszcze o niczym nie wie.
- A o czym mam wiedzieć ?
- No więc ustaliliśmy że musisz nauczyć się walczyć.
- Ja? Ale dlaczego, przecież jestem elfką, a to zwykle mężczyźni posługują się bronią.
Dlatego ty pozostaniesz wierna tradycji i będziesz gromić wrogów narzędziami typowo kobiecymi – kłuć wrzecionem, dusić kądzielą i rozbijać łby bijakiem od maselnicy.Nie zapominajmy o starej, dobrej patelni i wałku do ciasta.

- Niekoniecznie, powiedział Legolas znam przynajmniej jedną elfkę i jedną kobietę które umieją posługiwać się mieczem, a jedna nawet brała udział w wojnie.
Wypowiedział to tak prędko, że biedny narrator nie zdążył dojść do głosu.
Może znowu gdzieś polazł i robi teraz brzydkie rzeczy w śpiworze bohaterów z sąsiedniego fandomu.

- Jak to, pozwolili jej?
- Nie, ale przebrała się w męską zbroję.
Albowiem zbroje damskie, jak wiadomo, mają napierśniki wyklepane na kształt pancernych cychalterów.

- Jak się nazywały te kobiety?
- Ta która przebrała się za mężczyznę to Eowyna .A ta druga to Arwena. Córka Elronda.
No ja bym filmowej Arweny o jakieś niesamowite zdolności szermiercze nie posądzała - bez przesady, ona tylko przez chwilę trzymała ten miecz w ręku.
(Biedny Glorfindelu, któż jeszcze pamięta, że to ty ocaliłeś Froda przy brodzie Bruinen!)

- Tego, który mnie wyleczył?
Ja rozumiem, że ta elfka żyła wśród ludzi, a nie elfów, ale nie wiedzieć, kim jest Elrond? No bez jaj...

- Tak, ona uratowała powiernika pierścienia, niziołka Froda przed nazgulami i przewiozła go do Rivendell (Taaa, krrwa, ona, no któż by inny...), gdzie jej ojciec miał go wyleczyć ze strasznej rany zadanej przez miecz ciemności, należący do króla upiorów pierścienia.
- Jestem pełna podziwu dla nich.
Znaczy dla tych upiorów, tak?

- Więc zmieniłaś zdanie co do nauki walki?
- Tak, chcę się nauczyć walczyć.Tylko kto mnie będzie uczył?
- No, a kto w moim królestwie brał udział w wojnach i wielu bitwach?Zapytał Thranduil.
Och, z całą pewnością jedynie Legolas!
Reszta się tajniaczyła po krzakach. Bo elfy leśne płochliwe są jako te sarny przecie.

- Pewnie jakiś dzielny dowódca armii - odparła ze śmiechem Iritchien.
- Nie zgadłaś - powiedział roześmiany Thranduil.
- Ten ktoś bardzo dobrze strzela z łuku. - wtrącił niewiadomo kto.
- Tutaj wielu dobrze strzela...
- No dobrze, więc wskazówka, ten ktoś cię bardzo lubi.
- Czyżbym miała jakiegoś cichego wielbiciela? - teraz Elfka nie panowała nad chichotaniem.
- Nie, próbuj dalej.
- Hm, ten ktoś dobrze strzela z łuku, brał udział w niejednej wojnie, i bardzo mnie lubi. Wiem, to Legolas.
Brawo! Wygrałaś prenumeratę miesięcznika „Elementy komiczne dla (t)opornych”.

- Zgadłaś. - powiedział elf. Cały czas tłumił śmiech ale teraz wybuchnął takim chichotem, że łzy mu popłynęły z oczu. Thranduil popatrzył na niego z dezaprobatą.
Borze, dla króla jest jeszcze nadzieja, ma przebłyski normalności!

- Dobrze, a od czego zaczniemy? - spytała Iritchien Legolasa.
- Myślę że zaczniemy od strzelania z łuku.
- A więc dobrze, chodźmy do ogrodu. - powiedział król
- To wy też idziecie? - spytał elf - Myślę, że lepiej byłoby, żebyście zostali w zamku, bo wasza obecność może peszyć Iritchien .
Myślę, że w czasie walki też warto poprosić wrogów, by się oddalili, by nie peszyć boCHaterki.
Ojtam, on pewnie planuje w tym ogrodzie postrzelać z nieco innej „amunicji” i dlatego chce, żeby byli sami...

- Nie obawiaj się, będziemy przyglądać się wam z tarasu.

VIII Tragiczne skutki lekcji...
Wybili się niechcący wszyscy, włącznie z Irytką? *dzika nadzieja*


- Jesteśmy. - powiedział Legolas podchodząc do Iritchien.
- Więc możemy zaczynać - powiedziała elfka.
- Tak, zwłaszcza że już przyszedł służący z łukami.
- Zatem zaczynajmy.
- Zaiste, słuszna jest ta decyzja.
- Cieszy mnie koherencja naszych opinii.
- Pragnę nadmienić, że mnie również.


- Prosiłem go, żeby przyniósł dla ciebie, Iritchien , jakiś mniejszy łuk.
- Ten jest dobry - powiedziała elfka, biorąc swój łuk od służącego.
- Ach, jak mi tego brakowało, westchnął Legolas i błyskawicznie napinając cięciwę wypuścił strzałę która utkwiła w jabłku wiszącym na drzewie, oddalonym od nich o trzy staje. Iritchien z podziwu aż zaniemówiła.
BWAHAHAHAHAA!!! *ociera łzy, ciurkiem płynące po policzkach* No nie mogę... AŁtoreczko, złotko Ty moje, umieszczaj ostrzeżenia przed następną taką rewelacją, bo ja tu zejdę ze śmiechu.
Stajanie, jak się przyjęło w fantasy, to ok. 2,5 mili, czyli jakieś 4 kilometry. Chcesz mi wmówić, że Legolas trafił w cel oddalony o 12 kilometrów? Haubice z czasów II wojny światowej ledwie donosiły pociski na takie odległości!
Bo jak Legolas zrobi pierdut, to nie ma chu... znaczy, nie ma elfa w lesie.

- Ja nie mam szans żeby tak strzelać.
- Nie mów tak, przecież jeszcze nawet nie zaczęłaś...
- No dobrze, spróbuję.
- Więc, na początku robisz tak - powiedział elf i wyjął strzałę z kołczanu
*facepalm* Fakt, bez tego trudno będzie zacząć.
Wiesz, zawsze mogłaby rzucić w kogoś kołczanem ze strzałami. Jest JAKAŚ szansa, że zrobiłaby mu tym krzywdę.

Teraz chwyć strzałę, jak ja to mówię „za ogon” i napnij cięciwę.
- Dobrze. A teraz ją wypuść. Elfka wypuściła strzałę a ta wbiła się w ziemię o 20 kroków od nich.
- Och, to nie ma sensu - powiedziała zrezygnowanym głosem Iritchien .
No, wreszcie mówi do rzeczy. Tak doświadczony łucznik jak Legolas powinien wiedzieć, że bez odpowiedniego wytrenowania mięśni rąk i grzbietu panna nigdy nie zdoła naciągnąć łuku jak należy.
A skąd wiesz, może ona już wygląda TAK.
W takim razie szacun dla Legolasa, że ją nosił na plecach. ^^

- Wcale nie, jak na pierwszy raz udało ci się strzelić całkiem daleko. Spróbuj jeszcze raz.
Bo, jak wiadomo, nauczenie się czegokolwiek jest wyłącznie kwestią powtarzania z uporem maniaka danej czynności. Znajomość strony technicznej jest absolutnie zbędna.

Za każdym nowym strzałem szło jej coraz lepiej. Ćwiczyli tak do wieczora, aż słońce schowało się za horyzont i stało się już za ciemno, żeby cokolwiek robić. Wtedy poszli do zamku. Gdy znaleźli się w swoich komnatach, każde rozpamiętywało tą lekcję. Iritchien była zadowolona, że już w czasie pierwszej lekcji uczyniła takie postępy.Nie zabiła żadnego ogrodnika, nie ustrzeliła wiewiórki... nie wspominając o samookaleczeniach!

Wiedziała, że gdyby miała innego nauczyciela, nie nauczyłaby się tak dużo, jak tego jednego dnia.

Bo przecież Legolas dał jej tyle doskonałych rad, zdradził tak wiele fachowych sztuczek!

Natomiast Legolas był z niej bardzo dumny. Była jego pierwszą uczennicą, ale on nie pierwszy raz uczył strzelać z łuku. Zawsze robił sprawdziany tym , którzy chcieli wstąpić do królewskiej armii. Dlatego ich łucznicy byli najlepsi w całym Śródziemiu, chyba tylko w Rivendell mieli lepszych.
Oż ty niewdzięczniku jeden! A łuk (ten niosący strzałę na 12 kilometrów, buehehehe!) swój gdzie dostałeś i od kogo?

W czasie wojny o Helmowy Jar właśnie oni wzięli udział w tej bitwie.
Nie, nie wzięli. =.= Abstrahując już od tej zrzynki z filmu - czyżby w pamięci Legolasa ziała wielka dziura w miejscu, gdzie powinny znajdować się wspomnienia z Lothlórien?
Widać aŁtoreczki nie było nawet stać na dokładne obejrzenie filmu...

Na drugi dzień wstał rześki i wyspany. Gdy wyszedł na korytarz spotkał, Iritchien wychodzącą ze swojej komnaty.
- Witaj. Wyspałaś się?
- Tak, ale pod ramiona musiałam podłożyć chyba dziesięć poduszek tak mnie bolały.
Ma taką długą szyję, że dała radę spać na 10 poduszkach?
Pod ramionami je miała. Nie mam pojęcia, jak poduszki leczą zakwasy, ale najwyraźniej się nie znam.

- Za pierwszym razem zawsze bolą.
Hihihihihi...
Taaak, wiem, ja i moje skojarzenia... już jestem cicho.

- Łatwo mówić komuś, kto ma w tym duże doświadczenie i jest silniejszy.
- Z tym doświadczeniem to się zgodzę, ale nie jestem tak bardzo silny lecz zręczny a to różnica.
A tu z kolei, Mili Czytelnicy, widzimy zrzynkę z mechaniki RPGowej. Przykro mi, Legolasie, ale w realu do biegłości w łucznictwie wysoka zręczność nie jest aż tak potrzebna, jak siła.

- Aha, może masz rację, ale ja uważam że siła i zręczność to nie to samo.
A czy on powiedział co innego?

- To co zaczynamy od początku?
- Yyy… No nie wiem.
- Czyżbyś miała już dość ? - zapytał ze śmiechem Legolas.
- Nie, ale wolałabym zacząć nowy etap, zamiast robić apiat' to samo.

Jak już nauczysz się dobrze strzelać, ból w rękach także minie.
- Tak, tylko zanim to nastąpi, to mi ręce odpadną.
- Nie przesadzaj, dobrze ci idzie a jak poćwiczysz to będziesz strzelać jak nasi żołnierze.
Za jakieś dwadzieścia... no, może piętnaście lat.

Gdy znaleźli się w ogrodzie Legolas powiedział do Iritchien:
- Teraz spróbujesz strzelić do tego drzewa, ja stanę koło niego i narysuję ci znak gdzie masz dokładnie trafić .
Hmm... Czy tylko ja widzę, do czego to zmierza...? >.>Nuuuuuuu, coś Ty. Ja się niczego nie spodziewam. :>

Legolas wyjął zza pnia pojemnik z białym mazidłem i zaznaczył dokładnie na środku drzewa krzyżyk.
No i po co marnujesz substancję leczniczą?!

- Masz trafić w jego środek, tylko nie spudłuj.
Iritchien napięła łuk wystrzeliła strzałę i już wiedziała że strzał był chybiony, ze strachem patrzyła na Legolasa, który krzyknął i upadł na ziemię.
Nie no, tak przewidywalnych plot twistow to nawet w „Naruto” nie ma.
A jeśli Legolas był takim kretynem, że stał na linii strzału, to mu się szyp w rzyci należał i tyle.
To pewnie ta przegrana rzyć z przepowiedni.

Odcinek IX Legolas królem, lecz na jak długo?
Aha, czyli AŁtoreczka znalazła sposób na pozbycie się Thranduila. Nic dziwnego, w końcu ojciec blogaskowego bohatera jest jak ten Romeo Bartkowiaka - musi umrzeć.

- Legolas!!! Krzyknęła rozpaczliwie elfka i najszybciej jak mogła pobiegła do niego. Gdy znalazła się przy nim zobaczyła ze zdziwieniem że Legolas siedzi i próbuje wyrwać z rany strzałę.
- Przecież ty, ty powinieneś nie żyć.
Bo, jak wiadomo, oberwanie strzałą = instant kill, bez względu na miejsce oberwania.A może ona nie trafiła go strzałą, a strzałką, nasączoną kurarą? (Tak, wciąż nie tracę nadziei.)
- Miałem dużo szczęścia strzała musnęła zaledwie moją szyję ale na szczęście trafiła mnie w bark.
Skręciła w locie, skubana! Pewnie nawet słychać było, jak hamowała z piskiem lotek.I on tak z tego barku ją sobie wyszarpuje? W sumie szacun...
- Pokaż. Rana jest na tyle poważna żeby się nią poważnie zająć.
Poważnie, Legolasie, to poważna sprawa.
Bądźże poważny!
- Nic mi nie jest to tylko draśnięcie. Ałła. Jęknął.
Ałła Pugaczowa? A co ona tam robi?Jęczy.
- No właśnie widzę jak nic ci nie jest. Musimy pokazać tą ranę królowi.
Niech zobaczy, jakiego niedorajdę spłodził. A król podmucha, pogłaszcze po główce i da mu lizaka, jak na dobrego tatę przystało.
- Nie, tego nie zrobisz, powiedział z przestrachem Legolas.
- Dlaczego?
- Mój ojciec jest co do mnie bardzo wymagający a taka rana według niego to tylko draśnięcie zresztą ja też tak uważam, nie wiem czy jest w ogóle godna uwagi.
Legolas podchodzi do sprawy z godnością Czarnego Rycerza!
- Żartujesz chyba. Ta rana jest bardzo poważna
- Dobrze tylko zrób to dyskretnie.Jak wygląda dyskretne zajmowanie się poważnie raną? Zawiezie go na oddział ostrego dyżuru dla tajniaków?

Gdy dotarli do komnaty Legolasa (...) Legolas z pomocą Iritchien położył się na łóżku i znowu jęknął z bólu bo jak się okazało elfka niechcący walnęła go w zranioną rękę.
- Ojej strasznie cię przepraszam, nie wiem co mi się dzisiaj stało ciągle przytrafiają mi się same wypadki.
- Nie tylko tobie.
- Ach ja tu sobie gadam a ty się zaraz wykrwawisz.
Ależ nie przeszkadzaj sobie.
(Ja już nie wiem, to ma być scena dramatyczna, czy może element komiczny? Bo mnie to już wygląda tylko na TragiFarsę.)
- Nie jest aż tak źle. Powiedział blady już Legolas.
No mówię - Czarny Rycerz:
– Ha, wygrałem!
– Bynajmniej.
– Co?! Nie masz rąk!
– To tylko draśnięcie.
– Słuchaj, głupi trepie, straciłeś w walce obie ręce!
– Bywało gorzej.
- Już się biorę za tą twoją ranę, gdzie masz bandaże ? Legolas powiedział Iritchien gdzie znajdują się potrzebne rzeczy.
- Dobrze a teraz wyprostuj rękę.
- Będziesz wyciągać strzałę ?
- Tak , więc lepiej żebyś się nie ruszał bo morze boleć.
*kontempluje dorodnego, rzadkiej urody byka pasącego się w powyższym zdaniu*Morze Boleści zaiste zaleje go.
- Ałłłłłłłłłaaaaaaaaa!!!!!!
Powiedział kilkusetletni elf, doświadczony w bitwach wojownik.
- No już po wszystkim.(...) No dobrze teraz muszę cię opatrzyć.
- Mam co do tego pewne zastrzeżenia.
- Cha cha bardzo śmieszne. Och z jakiego materiału szyją ci te ubrania nie mogę ci rozerwać tego rękawa a muszę to zrobić żeby cię opatrzyć.
Jeżu, dziewczyno... skoro już wyrwałaś tę strzałę, to każ mu po prostu zdjąć ten ciuch... oczywiście o ile przerasta cię obsługa nożyczek.Cichaj tam, ona chce Wzmóc Dramatyzm Chwili, do tego logika niepotrzebna.
(Swoją drogą, narzekanie, że ciuch jest beznadziejny, bo nie rwie się od byle szarpnięcia, jest co najmniej kuriozalny, nie uważacie?)
(Wyczuwam tu - znowu - przedawkowanie filmów, tam wszystko drze się jak stara pielucha. Nie wspominając o tym fenomenie łańcuszków, które bez trudu zerwać można silniejszym szarpnięciem.)
- Są szyte z lnu mój ojciec chciał żeby były z jedwabiu ale ja się nie zgodziłem.
Chciałem je sklecić z worków od kartofli powiązanych drutem, ale ojciec zagroził, ze mnie wydziedziczy.
Ale może będzie prościej jak zdejmę całą koszulę co?
Eureka.
- No tak to o wiele prostszy sposób nie będę musiała ci niszczyć obrania.
- Myślę że krew się i tak nie spierze a dziura jest zbyt duża do zaszycia więc chyba będzie ją trzeba wyrzucić.
Och nie! Co powiedzą elfy na takie marnotrawstwo?
Teraz to dopiero Król się wścieknie!
Bo kto to widział wyrzucać dobry materiał. Ścierki do podłogi nie rosną na drzewach. ;P
- Legolas z pomocą elfki wyplątał się koszuli przy okazji plamiąc Iritchien krwią. Gdy Legolas pozbył się koszuli elfka popatrzyła na niego z podziwem
A tymczasem elf wykrwawiał się dalej i już po chwili był tylko pięknie umięśnionym trupem.
- Czy ty mówiłeś że nie jesteś silny? Powiedziała Iritchien patrząc na umięśnione ramiona elfa- Z takimi mięśniami nie dziwię się że strzelanie z łuku to nic trudnego.
Ano właśnie. Dlatego, moja panno:

Słyszałam niedawno rozmowę dwóch strażników o twoich wyczynach na wojnie. Mówili że sam jeden zabiłeś Olifanta razem z całą załogą która bezbronna nie była.
- Och, no weź. - Legolas zamachał ręką w powietrzu. - Wszyscy wiedzą, że to taki durny zabieg scenarzysty, żeby dzieciarnia miała radochę. Żeby przebić czaszkę olifanta, musiałbym strzelać przynajmniej z arkbalisty.

- Och, no dobra powaliłem Olifanta ale inni też dokonali czynów godnych uwagi.
Aczkolwiek mniejszej, niż moje czyny.

- Dobra nie bądź taki skromny.
- Dobra, masz rację. Sam wygrałem tę wojnę, reszta mi tylko przeszkadzała. Czy ktoś coś mówił o Frodzie i Pierścieniu?
Barloga też tak naprawdę ja pokonałem, Gandalf to tylko podły uzurpator.

Gdy Legolas z nowym ubraniem na sobie i zabandażowanym ramieniem postanowił pokazać się królowi który już zaczął się o niego niepokoić bowiem już dawno minęła godzina w której miał skończyć ćwiczenia z Iritchien .
Legolas co wieczór meldował się u ojca, pokazywał odrobione zadania domowe, recytował lekcje na jutro, odmawiał paciorek i dopiero wtedy szedł spać.

- Legolasie, wykrzyknął król na widok syna, nie zauważyłem kiedy wróciłeś do zamku.
-No tak dzisiaj odpuściłem trochę Iritchien.. (...)
- Królu racz wybaczyć że przeszkadzam ale przyjechał posłaniec z Rivendell, Elrond cię wzywa.Powiedział służący który wszedł właśnie do komnaty.
- Elrond cię wzywa, królu - rzucił pan Zdzisiek od niechcenia i wrócił do swojej kanciapy, gdzie kontemplował ryciny nagich elfek przyczepione do ściany.

- Pewnie chce się dowiedzieć czegoś więcej o Iritchien poza tym prosiłem go o pewną przysługę. Dobrze więc wybieram się w drogę. Legolasie powierzam ci na czas mojej nieobecności panowanie w królestwie.
Na całe to 10 minut, jakie w tym blogasku zajmuje droga do Rivendell? Wow.
Łomatulu, czyli Thranduil teraz wyruszy na wyprawę, bo Elrond CHCE POGADAĆ? Ekhm... byłam przekonana, że elfowie wynaleźli jakieś inne sposoby porozumiewania się poza komunikacją paszczą.
Najwyraźniej obu panom przesyłanie sobie czułych liścików przestało już wystarczać. Żeby było kanonicznie, powinni jeszcze umawiać się na ryby. ;D

- A kiedy wrócisz?
- Przecież jeszcze nie wyjechałem.
- Wiem ale nie chciałbym długo zarządzać królestwem nie mam w tym wprawy.
Przez kilkaset lat wcale mnie do tego nie przyuczano.

- Nie martw się poradzisz sobie w końcu jesteś księciem i po mojej śmierci obejmiesz całkowicie panowanie w kraju. No to na mnie pora.
Przez myślenie typu „Poradzisz sobie, w końcu jesteś księciem” upadło kilka mocarstw, pragnę zauważyć.
Jeśli to królestwo jest zdane tylko na Legolasa, to i tak upadnie, prędzej czy później.

Odcinek X Panowanie nie jest takie proste.

- Przecież jeszcze nie wyjechałem.
- Wiem ale nie chciałbym długo zarządzać królestwem nie mam w tym wprawy.
Chyba mam déjà vu... Oh wait, to tylko AŁtoreczka sztucznie nabija sobie długość notki.

- Nie martw się poradzisz sobie w końcu jesteś księciem i po mojej śmierci obejmiesz całkowicie panowanie Mrocznej Puszczy. No to na mnie pora
- Przygotujcie mojego konia Halaja. Powiedział król zwracając się do sługi którego wcześniej wezwał.
- Dobrej podróży ojcze.
- Do widzenia synu mam nadzieję że podczas mojej nieobecności nie dojdzie tu do żadnego wypadku.
Thranduil w głębi serca truchlał ze strachu. Mina Legolasa wyrażała jedno: „Starych nie ma, chata wolna - oj, będzie bal!”

- Nic złego się nie stanie. Bądź spokojny.
Wyjechali do Elronda wszyscy co zbyteczni
Gdy nie ma króla w domu – to jesteśmy niegrzeczni
Wyjechali do Elronda wszyscy co zbyteczni
Gdy nie ma króla w domu – to jesteśmy niegrzeczni!

Trasa bardzo dobrze znana od jednego drzewa do drzewa
Poznaje się orków albo entów i atmosfera się podgrzewa
Jeśli wiesz o czym ja mówię. Natomiast zupełnym rankiem
Wychylam patrząc tępo ostatnią miruvoru szklankę!

Król wyszedł z komnaty a Legolas zaczął się zastanawiać nad tym że nie będzie miał teraz czasu żeby ćwiczyć z Iritchien strzelanie z łuku.
Był to problem tak głęboki i złożony, że musiał go sobie rozrysować.

- I jak się czujesz ?Do komnaty weszła elfka wyrywając Legolasa z zamyślenia.
- Dziękuję czuję się znacznie lepiej. Mam dla ciebie złą wiadomość. Nie będziemy mogli przez jakiś czas kontynuować nauki. (...) mój ojciec wyjechał i muszę go zastąpić.
- O! no cóż widzę że rzeczywiście nie będziesz miał czasu. Powiedziała elfka i wskazała na drzwi do komnaty. Legolas popatrzył w tamtym kierunku i zobaczył dwóch żołnierzy z armii królewskiej których prowadził dowódca armii o imieniu Ekilion.
Czemu mi część tych imion osobliwie zalatuje greką?
Czekamy jeszcze na Sedesa z Ebonitu.

Skłonili się przed Legolasem a dowódca powiedział:
- Książę przed chwilą złapałem tych dwóch na gorącym uczynku kiedy uzbrojeni próbowali okraść wędrownego sprzedawcę biżuterii który przyjechał do zamku.
To po Mrocznej Puszczy, pełnej ogromnych pająków i innych okropieństw, łazili akwizytorzy? A konsultantek Avonu tam nie było?

Na te słowa Iritchien wybiegła z komnaty.
- Jak mogliście !? Krzyknął zdenerwowany Legolas. Sama kradzież jest zła ale żeby napadać z bronią w ręku bezbronnego człowieka to wręcz odrażające.
Oj tam, zaraz odrażające. W dodatku koleś przecież popełnił samobójstwo - bo to samobójstwo, pchać się bez broni do Mrocznej Puszczy. :D

Kradną zbiry, wyjęci spod prawa, włóczędzy ale żeby elfy?! I to jeszcze żołnierze królewskiej armii. Czy czegoś wam brakuje że kradliście ?!
Najwyraźniej brakuje im biżuterii. Tylko nie za bardzo rozumiem, czemu w związku z tym napadali kogokolwiek, w końcu ozdoby elfów są dużo cenniejsze i piękniejsze od tego, co zapewne można nabyć u jakiegoś wędrownego kupca. o.O

- Nie, odpowiedzieli struchlali żołnierze.
- Więc dlaczego go okradliście? Przecież macie wszystko co jest wam potrzebne. A pieniędzy wam też nie brakuje bo dostajecie zapłatę za służenie w armii.
Oj Legolasie, wyszedłbyś z zamku co jakiś czas. Zobaczyłbyś, jak jest - wszystko drożeje, a żyć trzeba...

Więc wytłumaczenie jest jedno kierowała wami zwykła chciwość. Splamiliście swoją godność.
You have no honor!

- Nie jesteście godni służyć królowi. Powinienem was wyrzucić z zamku bez zastanowienia.
I bez procesu, jak widzę. Takie są standardy prawa w państwie elfów?
(BTW, samo wyrzucenie z zamku wystarczy? Przecież większość leśnych elfów i tak mieszkała poza nim.)

Gdy to powiedział żołnierze spojrzeli na niego z przestrachem.
- Ale na razie zostajecie tylko zawieszeni. Musicie jeszcze zwrócić handlarzowi wszystko co ukradliście a za karę będziecie mieć podwójną wartę w nocy na murach i nie będziecie dostawać wynagrodzenia przez okres trzech miesięcy.
I koniec z komputerem i dobranocką!
A karny jeżyk to gdzie? Legolasie, jesteś zbyt pobłażliwy.

- Ale Książę…
- Bez dyskusji. Wykonać. Markotni żołnierze wyszli z komnaty i tylko dowódca miał wesołą minę.
Cieszył się, że wpoił złe wzorce (albo raczej, że nie umiał wpoić tych właściwych) swoim podwładnym?
Bo pewnie wrobił tych kolesiów wiedząc, że naiwne książątko uwierzy mu bez zbadania dowodów.

Gdy wychodzili w drzwiach minęli się z Iritchien (...)
- O widzę że coś sobie kupiłaś?
- Tal powiedziała elfka i uśmiechała się szeroko. Popatrz jakie ładny. Powiedziała i wyciągnęła w stronę Legolasa piękny naszyjnik. Był to srebrny łańcuszek a na nim wisiał biały kamień w kształcie serca na którym widniał napis : Miłość jest jak diament wytrzymała i piękna.
Jest ukryta pod tonami skał i ma takie ładne węglowe wstawki? Wow. Bo gdyby chodziło ci o brylant, to byś to napisała, prawda?

- Prawda że śliczne?
Zaiste przecudowne. Boru, a myślałam, że scenograf Władcy Pierścieni miał marny gust...
Taa. W Jablonexie mają ich miliony.

- Tak, masz to od tego handlarza biżuterią?
- Tak.
- A słyszałaś jak ci żołnierze mówili że napadli na niego i go okradli?
- Tak. Mówił mi że ukradli mu kilka złotych pierścieni i dwa naszyjniki takie jak mój.
Wiedziałam. Masówka. *prych*

- A oddali mu to wszystko ?
- Oczywiście. Mówił że wyglądali przy tym na bardzo wystraszonych. Kiedy to mówiła Legolas uśmiechnął się w duchu. I pomyślał że dobrze zrobił nie wyrzucając ich z armii.
No, żołnierze napadający na obwoźnych handlarzy tandetą są niezwykle cenieni w każdej armii - wiadomo, że zgodzą się służyć za psie pieniądze.

- Nie wiesz kiedy wróci król?
- Niestety nie ale mam nadzieję że jak najszybciej.
- Cóż morze skoro ty nie możesz mnie uczyć to ja pouczę się sama.
Skoro morze nie może cię uczyć, poproś o pomoc jezioro. Albo rzekę.

- No dobrze morze to dobry pomysł ale jak coś źle będziesz robić to nie będę cię mógł poprawić bo nie będę cię widzieć a przecież będziesz ćwiczyć w ogrodzie.
- Aha no To rzeczywiście problem ale może poćwiczę tutaj?
- Co ? Zapytał Legolas ze zdziwieniem. Tutaj w komnacie?
- Tak, dlaczego nie?
-Zwariowałaś?! Jak mój ojciec się o tym dowie to nie wiem co mi zrobi. Nie. Nie ma mowy.
Nie wspominając o tym, że ćwicząc w zamku może:
a) kogoś zabić
b) coś zniszczyć
c) ogólnie sam pomysł jest debilny
d) wszystkie powyższe

- No dobrze żartowałam, ale nie wiadomo kiedy król wróci a nie możemy tak zwlekać z ćwiczeniami.
- Niestety ja też nie wiem co w tej sprawie zrobić.
A nie mógłby jej uczyć... *werble* jakiś inny elf? *fanfary, kurtyna opada litościwie*

20 komentarzy:

Mao pisze...

Jakim to trzeba być tłumokiem, żeby pisać takie opko nie czytając Władcy Pierścieni! To tak jak gdyby Ałtorka Snape Kamiennojedwabnego nie przeczytała wypocin Rowling. Albo ta od Rushovey Sakóry nie przeczytała Naruto.
W głowie mi się to nie mieści.
A fragment dotyczącym jabłka na drzewku. Analfabetka jedna.
Dzięki bardzo za umilenie mi wieczoru, drogie panie.

SStefania pisze...

Zbyt niszowe dziś te Wasze nawiązania. Kim niby jest Urgayle (i skąd niby ja mam to wiedzieć?) i co to jest Rosomak? Ten czołg?

To nie jest zabawne, gdy wyciągacie żarty, które zrozumiecie Wy same i jeszcze z pięć osób. Linkujcie chociaż, do bestii z Aaargh dałyście radę, więc to nie jest tak, że nie możecie.

Lol, tak jak wcześniej było tylko sugerowane, że ałtoreczka nie tknęła książek, tak teraz jest dokładny dowód, ach, bardzo ładnie go wyeksponowałyście. Choć akurat zastąpienie Glorfindela Arweną mnie się w filmach podobało :)

westchnął Legolas i błyskawicznie napinając cięciwę wypuścił strzałę która utkwiła w jabłku wiszącym na drzewie, oddalonym od nich o trzy staje.
Ach, boska ałtoreczka - jej Elementy Komiczne są żenujące, a te mające eksponować zajebistość bohaterów wywołują li tylko parskanie...

Chciałem je sklecić z worków od kartofli powiązanych drutem, ale ojciec zagroził, ze mnie wydziedziczy.
Jestem chora i czuję się paskudnie, powinnam się kłaść, ale czytam Waszą analizę. I dobrze! Dla takich tekstów!

@Mao: dziewczyno, w jakim Ty świecie żyjesz? Oczywiście, że ałtoreczki od Naróto i Pottera nie czytają książek ani nawet komiksów które są pierwowzorami, tylko oglądają filmy i kreskówki, duuuh!

Pigmejka pisze...

SStefanio, Urgayle to jeden z głównych bohaterów BARDZO znanego filmu "G. I. Jane". Żywię głęboką nadzieję, że zna go ZNACZNIE więcej, niż 5 osób.
A co do Rosomaka, to moim zdaniem wystarczająco czytelną podpowiedzią jest link, jaki Kalevatar zamieściła w tym samym komentarzu, zdanie wcześniej. Wystarczy uważniej czytać. ;)

Dziękuję za Twoje cenne uwagi, ale pozwól, że to my będziemy decydować, co możemy, a co nie. I tak na przyszłość: kiedy używasz trybu rozkazującego, warto czasem wtrącić "proszę". :)

sanra pisze...

Mnie bardzo się podobała dzisiejsza analiza, macie świetne poczucie humoru! Cieszę się, że trafiłam na Waszego bloga, już nie mogę się doczekać kolejnych analiz :)

Procella pisze...

O rety, przy poprzednich częściach tego opka myślałam, że już gorzej być nie może, a tu jednak... Perełka!

jasza pisze...

Boru! Mroczna Puszczo! Jakie to opko infantylne...
To, że aŁtorka Tolkiena nie czytała, to jedno, zresztą one i tak niczego nie czytają, co widać po opkach potterowskich, ale że niewiele co z filmu zrozumiała (poza tym że Legolas to przystojniaczek, a sala tronowa dość duża), to całkiem inna sprawa.
Robienie z Legolasa nastoletniego gówniarza, z zachowaniem godnym ociężałego umysłowo gimnazjalisty, to jednak wielka pomyłka.


Hasło: diess

Dies irae, dies illa
"W gniewu dzień, w tę pomsty chwilę", czyli we czwartek dopełni się Sąd nad aŁtoreczką.

Dzidka pisze...

Boru liściościwy, zeszłam podwójnie! Raz, z powodu poziomu tego opka, dwa - z waszych komentarzy.
Weel done, my precious ;)

Fraa pisze...

A ja sobie tak wyobraziłam tego Legolasa, dorosłego chłopa... ba! Elfa, co to przeżył pierdylion lat i gigantyczną wojnę! No więc wyobraziłam sobie go, jak tak leży, krzyczy i tłucze piąstkami w podłogę i... i tak jakoś mi się go szkoda zrobiło. xD

A linka do Rosomaka można było nie zauważyć, jedno i drugie zielone, sama ledwo zauważyłam tę różnicę w odcieniu. ;)

atha pisze...

Legolas ma zasięg rażenia godny czołgu, a wybuchowy jest jak nitrogliceryna. On w tej wojnie robił za sprzęt wojskowy.

"- Może żyletkę? Nowa, ostra... - wspięła się na szczyty empatii Pigmejka."
Od dziś jestem wrażliwa, empatyczna i pocieszam ludzi ^^

Hasło: Trotteri - nawet blog sugeruje powiązania Legolasa z trotylem.

Anonimowy pisze...

Pierwszy raz to nie opko mnie ómarło, a wasze komentarze. A zwłaszcza ten o Rosomaku(i filmik). Zaiste i Zwiększ masę tylko mnie dobiły. Mimo to głupota autorki robi swoje. Nie jestem dobra w obliczaniu odległości, ale te jej własne staje to jakiś koszmar. Co prawda ryknęłam śmiechem, myślałam, że to jakiś głupi żart albo że nie doczytałam, ale komentarz Kelevatar utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie żart. Ja nie wiem, czy to naprawdę taki ciężki wysiłek dla aŁtorki wklepać w Gógla „staje” i dowiedzieć się ile to wychodzi metrów?
PS Snape wygrał, tak!

Ilmariel pisze...

"- Czy czujesz się już lepiej Legolasie? - zapytał zatroskany Thranduil, który ciągle chodził w kółko ze zdenerwowania, nie zwracając uwagi na Gandalfa, który bezskutecznie próbował go uspokoić.
- Tak. Już czuję się dobrze."
... Tylko strasznie boli mnie ramię ^^
Piękny Czerwony Koń Legolasa atakuje znienacka xD

Sedes z Ebonitu wygrywa wszystko, jednakowoż.

Pozdrawiam!
Ilmariel

Anonimowy pisze...

O żesz w mordę jeża jak byka!!!! O____o To jestem ja poprzeczytaniu kolejnego odcinka tego strasznego opka:
http://www.weebls-stuff.com/toons/aaaaaaaaaaaaahaha/

Błagam, nie katujcie nas już tym "czymś"

Nie no , a tak na poważnie,to nie wiem co mnie bardziej ómarło...te tragiczne opko czy Wasze komentarze. XD
Widać,że ałtorka w życiu na oczy książki nie widziała.(z resztą jak większość ałtoreczek).Żal mi Legolasa....taką pizdę z niego zrobiono. ;(

Wiktoria

Anonimowy pisze...

Warto jednak zauważyć, że mamy tu pewne odstępstwo od marysuistycznego kanonu - Irytka nie tylko nie przyswaja sztuki strzelania z łuku za pierwszym podejściem, natychmiast dystansując doświadczonych elfich łuczników, ale wręcz nie umie się tymże orężem posługiwać...Ba! Rani swojego trulawera!
Miłe odstępstwo od normy.

Maryboo

Sineira pisze...

Sedes był z Bakelitu!!!;)
Opis lekcji strzelania właściwie nie potrzebował komentarzy, kwiczałam przy nim jak zarzynane prosię. W połączeniu z waszymi komentarzami... Cóż, zaiste przeponę mą zalało Morze Boleści, ot co!

Yuki pisze...

Znalazłam w sieci bloga i chciałabym abyście go zanalizowały. Może nie jest aż tak beznadziejny jak chociażby one-shoty z SasuNaru ale mam nadzieję, że się nada, bo bardzo chciałabym przeczytać jego analizę. ^^.
oto adres:
corka-uzumakiego.blog.onet.pl

psyence pisze...

Te 3 staje to mnie nawet powaliły XD

Ha, wiedziałam, że ta opowieść o jakimś pierdzionku i niziołkach to tylko taka ściema, która przyćmiewa czyny Legolasa bo inaczej jego zajebistość rozmiękczyłaby nam mózgi, hue hue hue.

O litościwa Bogini, ześlij ałtoreczkom porządnego kopa na rozpęd by chociaż czytały wikipedię. Amen.

Anonimowy pisze...

Czytając komentarze do analizy przypomina mi się sytuacja z gimnazjum. Musiałam napisać opowiadanie nieawizujące do książki której nie czytałam, żeby to jakoś wyglądało musiałam korzystałam z wikipedii :D. Z pozycji do wyboru wzięłam wtedy "Hobbita".

Koyomi

Zajka pisze...

Wybaczcie, że "nabijam Wam komcia", ale takiego ładnego hasła jak "sumoc" nie można porzucić :3

Anka aka Eowyn pisze...

Cudna analiza. A i jeszcze pytanie: czy zostanie zanalizowana dalsza część tego opka? Materiał cudny i jest go dużo.


PS. Hasło - perepi. Ładnie!

Anonimowy pisze...

I am no longer positive where you're getting your information, but great topic. I needs to spend a while learning more or working out more. Thanks for wonderful information I used to be searching for this info for my mission. dokładne info, http://tsjechiewiki.nl/index.php?title=Overleg_gebruiker:DorotheaG