czwartek, 31 marca 2011

Irytacja w piczkowozie III, czyli rzyć z łuku ustrzelona

Witajcie, kochani!
Dziś mamy dla was trzecią część przygód Irytki, która z notki na notkę jest coraz bardziej denerwująca. Legolas staje się jeszcze bardziej emo, natomiast Thranduil, dla odmiany, ma przebłyski normalności - co jednakże nie przeszkadza mu wyruszyć do Rivendell tylko dlatego, że Elrond chce z nim pogadać. Bohaterów atakuje Czarna Bestia z AAARRRRGGHH, strzały zmieniają tor lotu, poduszki okazują się świetnym remedium na zakwasy, a na koniec na scenę wkracza jęcząca Ałła Pugaczowa.
Indżojcie!

Odcinek VII Koszmarny sen i...koniec problemów?
Niestety, nie chodzi tu o problemy z migrującą spacją.

Cześć i czołem. Chciałam was przeprosić za kilka żeczy, po pierwsze statystyka.
Przeproś Ty raczej za ortografię, moja droga...

Pisze że jest 12 komci a naprawdę jest

...a naprawdę JEST NAPISANE.

np. 5 nie wiem jak to się stało że mi się to zaczęło chrza... ekhym psuć ale postaram się to naprawić. (...)
***

Gandalf nie odpowiedział, tylko razem z królem wyszli z komnaty. Legolas położył się do łóżka ale nie mógł zasnąć. Dobry humor opuścił go zupełnie. Powróciły natomiast złe myśli i gorzkie poczucie winy, że przez niego będzie musiała zginąć ukochana osoba. Długo jeszcze nie mógł zasnąć, przewracał się z boku na bok, w końcu wstał z łóżka i podszedł do szafki w której schowane były sztylety. Wyjął je i zaczął z wściekłością siekać powietrze.
A już myślałam, że swoje nadgarstki.
Plasterki poszatkowanego powietrza opadały bezgłośnie na ziemię.

W końcu dysząc ciężko upadł na podłogę i zasnął niespokojnym snem. Przyśniło mu się, że jest na
...sali treningowej, gdzie łudząco podobny do sierżanta Urgayle’a instruktor natrząsa się z jego mamejowatości i żenującej kondycji.
Niech się cieszy, że to tylko sen. Prawdziwy Urgayle zrobiłby z niego dżem o smaku elfów leśnych. Co ja mówię, dżem zrobiłaby z niego Jordan O'Neil – sierżant po prostu wsmarowałby go w ścianę.

polu bitwy. Wszędzie pełno trupów, a ziemia zalana była krwią. Rozejrzał się i jego wzrok padł na Iritchien. Ze zgrozą dostrzegł że jest ranna.
No tak, stosy trupów i ziemię rozmiękłą od krwi jeszcze da się znieść, ale ranna Iritchen to była czysta rozpacz, zgroza i katastrofa humanitarna.

Wołała go na pomoc ale on nie mógł się ruszyć, widział jak powoli osuwa się na ziemie, a jej głos słabnie, chciał do niej biec, pomóc jej ale coś go trzymało i mimo rozpaczliwych starań nie mógł uczynić kroku.
Pewnie noga mu się zaplątała we wnętrzności jakiegoś trupa – ale kto by tam zwracał uwagę na jakieś zwłoki, które nie są Irytką.

W końcu Iritchien padła martwa na ziemię.
W końcu! Nareszcie, uff!

Rozpaczliwy krzyk wydobył się z piersi Legolasa. Szarpał się chciał do niej biec ale coś nie pozwalało mu zrobić kroku. Obejrzał się za siebie i wtedy…AAAAAA!!!!!
Zobaczył Zamek AAAAA? A może przestraszył się Skomasowanego Ataku Pięciu Wykrzykników?
Zaraz zaatakuje go Czarna Bestia z AAARRRGGGHH!

Legolas z okrzykiem obudził się i spostrzegł, że leży na środku swojej komnaty a obok niego porzucone leżą jego sztylety. I wtedy przypomniał sobie swój koszmar. Poczucie winy powróciło z całą mocą. Okropny krzyk wydarł się z jego piersi.
Znowu? =.= Serio, ten fick można streścić w
30 sekundach. Po prostu podstawcie Legolasa w miejsce Rosomaka.
Okropne krzyki to zaraz ja zacznę wydawać, jak tak dalej pójdzie...


Rzucił się z rozpaczą na ziemię i zaczął uderzać w nią zaciśniętymi ze złości pięściami. Wtem do komnaty wbiegł wystraszony Thranduil za nim Gandalf a na końcu Iritchien.
Że Irytka go usłyszała, to jeszcze rozumiem, ale król i czarodziej? Hm, a może Leguś ma w pokoju taką kamerkę z czujnikiem, jakie się czasem montuje u małych dzieci, żeby matka widziała, co się dzieje z jej maluchem wtedy, kiedy jej przy nim nie ma?
Zapomniałaś, że „pokój” Legolasa jest oddzielony od sali tronowej tylko bawełnianą zasłonką? ;) Nie dziwię się, że pół pałacu się zleciało.

Thranduil podbiegł do niego i podniósł z ziemi z pomocą Gandalfa doniósł go do łóżka.
- Wyjdźcie proszę, ja z nim zostanę. - powiedziała Iritchien.
- Jesteś pewna?
- Tak wyjdźcie już.
No już, wypad, natrętny Królu i Majarze.

Gdy król z Gandalfem opuścili komnatę, elfka podeszła do łóżka Legolasa.
- Wiem co teraz przeżywasz, powiedziała.(...)
- Czuję strach, czuję się jak elf który patrzy na śmierć wielu ludzi zabijanych przez wroga, a mimo że jest uzbrojony nie może nic zrobić , czuję się jak ktoś, kto wie, że może za chwilę zostać zabity, ale nie wie z której strony padnie śmiertelny cios i trwa w niepewności , czuję się jak elf który jest wyzuty z wszelkiej nadziei, radości i pociechy.
- Czuję też, że w moim monologu szaleje interpunkcja, że mnożą się spacje i czasem nawet wyrastają przed przecinkami... których i tak jest za mało, zawsze za mało... - dodał i zapłakał gorzko.
- Może żyletkę? Nowa, ostra... - wspięła się na szczyty empatii Pigmejka.

Nie mam już nadziei. - powiedział i równocześnie popatrzył na Iritchien wzrokiem, przez który przelewała się nieograniczona gorycz i żal do samego siebie.
Fala goryczy przelała się przez wzrok i chlusnęła na posadzkę w miniaturowym tsunami boleści.

- Wiem jak ci pomóc - powiedziała elfka i pocałowała Legolasa, a on spojrzał na nią i powiedział:
- Jesteś na dobrej drodze, ale zejdź z tymi pocałunkami trochę niżej. - Uśmiechnął się chytrze.

- Widzę, że ty mniej ode mnie się tym przejmujesz, więc chyba nie ma sensu bym ja też się tym zadręczał - powiedział elf i wstał z łóżka.
- Chodźmy - powiedział Legolas i razem z elfką poszli do sali tronowej.
- Czy czujesz się już lepiej Legolasie? - zapytał zatroskany Thranduil, który ciągle chodził w kółko ze zdenerwowania, nie zwracając uwagi na Gandalfa, który bezskutecznie próbował go uspokoić.
- Tak. Już czuję się dobrze.
Dlatego szwędam się po zamku, zamiast pójść z powrotem spać. O.o

- Myślę, że wszystkie zmartwienia opuściły mnie na dobre.
To znaczy że umarł?

- Świetnie - powiedział Gandalf - Więc możemy zaczynać?
- Tak. Tylko Iritchien jeszcze o niczym nie wie.
- A o czym mam wiedzieć ?
- No więc ustaliliśmy że musisz nauczyć się walczyć.
- Ja? Ale dlaczego, przecież jestem elfką, a to zwykle mężczyźni posługują się bronią.
Dlatego ty pozostaniesz wierna tradycji i będziesz gromić wrogów narzędziami typowo kobiecymi – kłuć wrzecionem, dusić kądzielą i rozbijać łby bijakiem od maselnicy.Nie zapominajmy o starej, dobrej patelni i wałku do ciasta.

- Niekoniecznie, powiedział Legolas znam przynajmniej jedną elfkę i jedną kobietę które umieją posługiwać się mieczem, a jedna nawet brała udział w wojnie.
Wypowiedział to tak prędko, że biedny narrator nie zdążył dojść do głosu.
Może znowu gdzieś polazł i robi teraz brzydkie rzeczy w śpiworze bohaterów z sąsiedniego fandomu.

- Jak to, pozwolili jej?
- Nie, ale przebrała się w męską zbroję.
Albowiem zbroje damskie, jak wiadomo, mają napierśniki wyklepane na kształt pancernych cychalterów.

- Jak się nazywały te kobiety?
- Ta która przebrała się za mężczyznę to Eowyna .A ta druga to Arwena. Córka Elronda.
No ja bym filmowej Arweny o jakieś niesamowite zdolności szermiercze nie posądzała - bez przesady, ona tylko przez chwilę trzymała ten miecz w ręku.
(Biedny Glorfindelu, któż jeszcze pamięta, że to ty ocaliłeś Froda przy brodzie Bruinen!)

- Tego, który mnie wyleczył?
Ja rozumiem, że ta elfka żyła wśród ludzi, a nie elfów, ale nie wiedzieć, kim jest Elrond? No bez jaj...

- Tak, ona uratowała powiernika pierścienia, niziołka Froda przed nazgulami i przewiozła go do Rivendell (Taaa, krrwa, ona, no któż by inny...), gdzie jej ojciec miał go wyleczyć ze strasznej rany zadanej przez miecz ciemności, należący do króla upiorów pierścienia.
- Jestem pełna podziwu dla nich.
Znaczy dla tych upiorów, tak?

- Więc zmieniłaś zdanie co do nauki walki?
- Tak, chcę się nauczyć walczyć.Tylko kto mnie będzie uczył?
- No, a kto w moim królestwie brał udział w wojnach i wielu bitwach?Zapytał Thranduil.
Och, z całą pewnością jedynie Legolas!
Reszta się tajniaczyła po krzakach. Bo elfy leśne płochliwe są jako te sarny przecie.

- Pewnie jakiś dzielny dowódca armii - odparła ze śmiechem Iritchien.
- Nie zgadłaś - powiedział roześmiany Thranduil.
- Ten ktoś bardzo dobrze strzela z łuku. - wtrącił niewiadomo kto.
- Tutaj wielu dobrze strzela...
- No dobrze, więc wskazówka, ten ktoś cię bardzo lubi.
- Czyżbym miała jakiegoś cichego wielbiciela? - teraz Elfka nie panowała nad chichotaniem.
- Nie, próbuj dalej.
- Hm, ten ktoś dobrze strzela z łuku, brał udział w niejednej wojnie, i bardzo mnie lubi. Wiem, to Legolas.
Brawo! Wygrałaś prenumeratę miesięcznika „Elementy komiczne dla (t)opornych”.

- Zgadłaś. - powiedział elf. Cały czas tłumił śmiech ale teraz wybuchnął takim chichotem, że łzy mu popłynęły z oczu. Thranduil popatrzył na niego z dezaprobatą.
Borze, dla króla jest jeszcze nadzieja, ma przebłyski normalności!

- Dobrze, a od czego zaczniemy? - spytała Iritchien Legolasa.
- Myślę że zaczniemy od strzelania z łuku.
- A więc dobrze, chodźmy do ogrodu. - powiedział król
- To wy też idziecie? - spytał elf - Myślę, że lepiej byłoby, żebyście zostali w zamku, bo wasza obecność może peszyć Iritchien .
Myślę, że w czasie walki też warto poprosić wrogów, by się oddalili, by nie peszyć boCHaterki.
Ojtam, on pewnie planuje w tym ogrodzie postrzelać z nieco innej „amunicji” i dlatego chce, żeby byli sami...

- Nie obawiaj się, będziemy przyglądać się wam z tarasu.

VIII Tragiczne skutki lekcji...
Wybili się niechcący wszyscy, włącznie z Irytką? *dzika nadzieja*


- Jesteśmy. - powiedział Legolas podchodząc do Iritchien.
- Więc możemy zaczynać - powiedziała elfka.
- Tak, zwłaszcza że już przyszedł służący z łukami.
- Zatem zaczynajmy.
- Zaiste, słuszna jest ta decyzja.
- Cieszy mnie koherencja naszych opinii.
- Pragnę nadmienić, że mnie również.


- Prosiłem go, żeby przyniósł dla ciebie, Iritchien , jakiś mniejszy łuk.
- Ten jest dobry - powiedziała elfka, biorąc swój łuk od służącego.
- Ach, jak mi tego brakowało, westchnął Legolas i błyskawicznie napinając cięciwę wypuścił strzałę która utkwiła w jabłku wiszącym na drzewie, oddalonym od nich o trzy staje. Iritchien z podziwu aż zaniemówiła.
BWAHAHAHAHAA!!! *ociera łzy, ciurkiem płynące po policzkach* No nie mogę... AŁtoreczko, złotko Ty moje, umieszczaj ostrzeżenia przed następną taką rewelacją, bo ja tu zejdę ze śmiechu.
Stajanie, jak się przyjęło w fantasy, to ok. 2,5 mili, czyli jakieś 4 kilometry. Chcesz mi wmówić, że Legolas trafił w cel oddalony o 12 kilometrów? Haubice z czasów II wojny światowej ledwie donosiły pociski na takie odległości!
Bo jak Legolas zrobi pierdut, to nie ma chu... znaczy, nie ma elfa w lesie.

- Ja nie mam szans żeby tak strzelać.
- Nie mów tak, przecież jeszcze nawet nie zaczęłaś...
- No dobrze, spróbuję.
- Więc, na początku robisz tak - powiedział elf i wyjął strzałę z kołczanu
*facepalm* Fakt, bez tego trudno będzie zacząć.
Wiesz, zawsze mogłaby rzucić w kogoś kołczanem ze strzałami. Jest JAKAŚ szansa, że zrobiłaby mu tym krzywdę.

Teraz chwyć strzałę, jak ja to mówię „za ogon” i napnij cięciwę.
- Dobrze. A teraz ją wypuść. Elfka wypuściła strzałę a ta wbiła się w ziemię o 20 kroków od nich.
- Och, to nie ma sensu - powiedziała zrezygnowanym głosem Iritchien .
No, wreszcie mówi do rzeczy. Tak doświadczony łucznik jak Legolas powinien wiedzieć, że bez odpowiedniego wytrenowania mięśni rąk i grzbietu panna nigdy nie zdoła naciągnąć łuku jak należy.
A skąd wiesz, może ona już wygląda TAK.
W takim razie szacun dla Legolasa, że ją nosił na plecach. ^^

- Wcale nie, jak na pierwszy raz udało ci się strzelić całkiem daleko. Spróbuj jeszcze raz.
Bo, jak wiadomo, nauczenie się czegokolwiek jest wyłącznie kwestią powtarzania z uporem maniaka danej czynności. Znajomość strony technicznej jest absolutnie zbędna.

Za każdym nowym strzałem szło jej coraz lepiej. Ćwiczyli tak do wieczora, aż słońce schowało się za horyzont i stało się już za ciemno, żeby cokolwiek robić. Wtedy poszli do zamku. Gdy znaleźli się w swoich komnatach, każde rozpamiętywało tą lekcję. Iritchien była zadowolona, że już w czasie pierwszej lekcji uczyniła takie postępy.Nie zabiła żadnego ogrodnika, nie ustrzeliła wiewiórki... nie wspominając o samookaleczeniach!

Wiedziała, że gdyby miała innego nauczyciela, nie nauczyłaby się tak dużo, jak tego jednego dnia.

Bo przecież Legolas dał jej tyle doskonałych rad, zdradził tak wiele fachowych sztuczek!

Natomiast Legolas był z niej bardzo dumny. Była jego pierwszą uczennicą, ale on nie pierwszy raz uczył strzelać z łuku. Zawsze robił sprawdziany tym , którzy chcieli wstąpić do królewskiej armii. Dlatego ich łucznicy byli najlepsi w całym Śródziemiu, chyba tylko w Rivendell mieli lepszych.
Oż ty niewdzięczniku jeden! A łuk (ten niosący strzałę na 12 kilometrów, buehehehe!) swój gdzie dostałeś i od kogo?

W czasie wojny o Helmowy Jar właśnie oni wzięli udział w tej bitwie.
Nie, nie wzięli. =.= Abstrahując już od tej zrzynki z filmu - czyżby w pamięci Legolasa ziała wielka dziura w miejscu, gdzie powinny znajdować się wspomnienia z Lothlórien?
Widać aŁtoreczki nie było nawet stać na dokładne obejrzenie filmu...

Na drugi dzień wstał rześki i wyspany. Gdy wyszedł na korytarz spotkał, Iritchien wychodzącą ze swojej komnaty.
- Witaj. Wyspałaś się?
- Tak, ale pod ramiona musiałam podłożyć chyba dziesięć poduszek tak mnie bolały.
Ma taką długą szyję, że dała radę spać na 10 poduszkach?
Pod ramionami je miała. Nie mam pojęcia, jak poduszki leczą zakwasy, ale najwyraźniej się nie znam.

- Za pierwszym razem zawsze bolą.
Hihihihihi...
Taaak, wiem, ja i moje skojarzenia... już jestem cicho.

- Łatwo mówić komuś, kto ma w tym duże doświadczenie i jest silniejszy.
- Z tym doświadczeniem to się zgodzę, ale nie jestem tak bardzo silny lecz zręczny a to różnica.
A tu z kolei, Mili Czytelnicy, widzimy zrzynkę z mechaniki RPGowej. Przykro mi, Legolasie, ale w realu do biegłości w łucznictwie wysoka zręczność nie jest aż tak potrzebna, jak siła.

- Aha, może masz rację, ale ja uważam że siła i zręczność to nie to samo.
A czy on powiedział co innego?

- To co zaczynamy od początku?
- Yyy… No nie wiem.
- Czyżbyś miała już dość ? - zapytał ze śmiechem Legolas.
- Nie, ale wolałabym zacząć nowy etap, zamiast robić apiat' to samo.

Jak już nauczysz się dobrze strzelać, ból w rękach także minie.
- Tak, tylko zanim to nastąpi, to mi ręce odpadną.
- Nie przesadzaj, dobrze ci idzie a jak poćwiczysz to będziesz strzelać jak nasi żołnierze.
Za jakieś dwadzieścia... no, może piętnaście lat.

Gdy znaleźli się w ogrodzie Legolas powiedział do Iritchien:
- Teraz spróbujesz strzelić do tego drzewa, ja stanę koło niego i narysuję ci znak gdzie masz dokładnie trafić .
Hmm... Czy tylko ja widzę, do czego to zmierza...? >.>Nuuuuuuu, coś Ty. Ja się niczego nie spodziewam. :>

Legolas wyjął zza pnia pojemnik z białym mazidłem i zaznaczył dokładnie na środku drzewa krzyżyk.
No i po co marnujesz substancję leczniczą?!

- Masz trafić w jego środek, tylko nie spudłuj.
Iritchien napięła łuk wystrzeliła strzałę i już wiedziała że strzał był chybiony, ze strachem patrzyła na Legolasa, który krzyknął i upadł na ziemię.
Nie no, tak przewidywalnych plot twistow to nawet w „Naruto” nie ma.
A jeśli Legolas był takim kretynem, że stał na linii strzału, to mu się szyp w rzyci należał i tyle.
To pewnie ta przegrana rzyć z przepowiedni.

Odcinek IX Legolas królem, lecz na jak długo?
Aha, czyli AŁtoreczka znalazła sposób na pozbycie się Thranduila. Nic dziwnego, w końcu ojciec blogaskowego bohatera jest jak ten Romeo Bartkowiaka - musi umrzeć.

- Legolas!!! Krzyknęła rozpaczliwie elfka i najszybciej jak mogła pobiegła do niego. Gdy znalazła się przy nim zobaczyła ze zdziwieniem że Legolas siedzi i próbuje wyrwać z rany strzałę.
- Przecież ty, ty powinieneś nie żyć.
Bo, jak wiadomo, oberwanie strzałą = instant kill, bez względu na miejsce oberwania.A może ona nie trafiła go strzałą, a strzałką, nasączoną kurarą? (Tak, wciąż nie tracę nadziei.)
- Miałem dużo szczęścia strzała musnęła zaledwie moją szyję ale na szczęście trafiła mnie w bark.
Skręciła w locie, skubana! Pewnie nawet słychać było, jak hamowała z piskiem lotek.I on tak z tego barku ją sobie wyszarpuje? W sumie szacun...
- Pokaż. Rana jest na tyle poważna żeby się nią poważnie zająć.
Poważnie, Legolasie, to poważna sprawa.
Bądźże poważny!
- Nic mi nie jest to tylko draśnięcie. Ałła. Jęknął.
Ałła Pugaczowa? A co ona tam robi?Jęczy.
- No właśnie widzę jak nic ci nie jest. Musimy pokazać tą ranę królowi.
Niech zobaczy, jakiego niedorajdę spłodził. A król podmucha, pogłaszcze po główce i da mu lizaka, jak na dobrego tatę przystało.
- Nie, tego nie zrobisz, powiedział z przestrachem Legolas.
- Dlaczego?
- Mój ojciec jest co do mnie bardzo wymagający a taka rana według niego to tylko draśnięcie zresztą ja też tak uważam, nie wiem czy jest w ogóle godna uwagi.
Legolas podchodzi do sprawy z godnością Czarnego Rycerza!
- Żartujesz chyba. Ta rana jest bardzo poważna
- Dobrze tylko zrób to dyskretnie.Jak wygląda dyskretne zajmowanie się poważnie raną? Zawiezie go na oddział ostrego dyżuru dla tajniaków?

Gdy dotarli do komnaty Legolasa (...) Legolas z pomocą Iritchien położył się na łóżku i znowu jęknął z bólu bo jak się okazało elfka niechcący walnęła go w zranioną rękę.
- Ojej strasznie cię przepraszam, nie wiem co mi się dzisiaj stało ciągle przytrafiają mi się same wypadki.
- Nie tylko tobie.
- Ach ja tu sobie gadam a ty się zaraz wykrwawisz.
Ależ nie przeszkadzaj sobie.
(Ja już nie wiem, to ma być scena dramatyczna, czy może element komiczny? Bo mnie to już wygląda tylko na TragiFarsę.)
- Nie jest aż tak źle. Powiedział blady już Legolas.
No mówię - Czarny Rycerz:
– Ha, wygrałem!
– Bynajmniej.
– Co?! Nie masz rąk!
– To tylko draśnięcie.
– Słuchaj, głupi trepie, straciłeś w walce obie ręce!
– Bywało gorzej.
- Już się biorę za tą twoją ranę, gdzie masz bandaże ? Legolas powiedział Iritchien gdzie znajdują się potrzebne rzeczy.
- Dobrze a teraz wyprostuj rękę.
- Będziesz wyciągać strzałę ?
- Tak , więc lepiej żebyś się nie ruszał bo morze boleć.
*kontempluje dorodnego, rzadkiej urody byka pasącego się w powyższym zdaniu*Morze Boleści zaiste zaleje go.
- Ałłłłłłłłłaaaaaaaaa!!!!!!
Powiedział kilkusetletni elf, doświadczony w bitwach wojownik.
- No już po wszystkim.(...) No dobrze teraz muszę cię opatrzyć.
- Mam co do tego pewne zastrzeżenia.
- Cha cha bardzo śmieszne. Och z jakiego materiału szyją ci te ubrania nie mogę ci rozerwać tego rękawa a muszę to zrobić żeby cię opatrzyć.
Jeżu, dziewczyno... skoro już wyrwałaś tę strzałę, to każ mu po prostu zdjąć ten ciuch... oczywiście o ile przerasta cię obsługa nożyczek.Cichaj tam, ona chce Wzmóc Dramatyzm Chwili, do tego logika niepotrzebna.
(Swoją drogą, narzekanie, że ciuch jest beznadziejny, bo nie rwie się od byle szarpnięcia, jest co najmniej kuriozalny, nie uważacie?)
(Wyczuwam tu - znowu - przedawkowanie filmów, tam wszystko drze się jak stara pielucha. Nie wspominając o tym fenomenie łańcuszków, które bez trudu zerwać można silniejszym szarpnięciem.)
- Są szyte z lnu mój ojciec chciał żeby były z jedwabiu ale ja się nie zgodziłem.
Chciałem je sklecić z worków od kartofli powiązanych drutem, ale ojciec zagroził, ze mnie wydziedziczy.
Ale może będzie prościej jak zdejmę całą koszulę co?
Eureka.
- No tak to o wiele prostszy sposób nie będę musiała ci niszczyć obrania.
- Myślę że krew się i tak nie spierze a dziura jest zbyt duża do zaszycia więc chyba będzie ją trzeba wyrzucić.
Och nie! Co powiedzą elfy na takie marnotrawstwo?
Teraz to dopiero Król się wścieknie!
Bo kto to widział wyrzucać dobry materiał. Ścierki do podłogi nie rosną na drzewach. ;P
- Legolas z pomocą elfki wyplątał się koszuli przy okazji plamiąc Iritchien krwią. Gdy Legolas pozbył się koszuli elfka popatrzyła na niego z podziwem
A tymczasem elf wykrwawiał się dalej i już po chwili był tylko pięknie umięśnionym trupem.
- Czy ty mówiłeś że nie jesteś silny? Powiedziała Iritchien patrząc na umięśnione ramiona elfa- Z takimi mięśniami nie dziwię się że strzelanie z łuku to nic trudnego.
Ano właśnie. Dlatego, moja panno:

Słyszałam niedawno rozmowę dwóch strażników o twoich wyczynach na wojnie. Mówili że sam jeden zabiłeś Olifanta razem z całą załogą która bezbronna nie była.
- Och, no weź. - Legolas zamachał ręką w powietrzu. - Wszyscy wiedzą, że to taki durny zabieg scenarzysty, żeby dzieciarnia miała radochę. Żeby przebić czaszkę olifanta, musiałbym strzelać przynajmniej z arkbalisty.

- Och, no dobra powaliłem Olifanta ale inni też dokonali czynów godnych uwagi.
Aczkolwiek mniejszej, niż moje czyny.

- Dobra nie bądź taki skromny.
- Dobra, masz rację. Sam wygrałem tę wojnę, reszta mi tylko przeszkadzała. Czy ktoś coś mówił o Frodzie i Pierścieniu?
Barloga też tak naprawdę ja pokonałem, Gandalf to tylko podły uzurpator.

Gdy Legolas z nowym ubraniem na sobie i zabandażowanym ramieniem postanowił pokazać się królowi który już zaczął się o niego niepokoić bowiem już dawno minęła godzina w której miał skończyć ćwiczenia z Iritchien .
Legolas co wieczór meldował się u ojca, pokazywał odrobione zadania domowe, recytował lekcje na jutro, odmawiał paciorek i dopiero wtedy szedł spać.

- Legolasie, wykrzyknął król na widok syna, nie zauważyłem kiedy wróciłeś do zamku.
-No tak dzisiaj odpuściłem trochę Iritchien.. (...)
- Królu racz wybaczyć że przeszkadzam ale przyjechał posłaniec z Rivendell, Elrond cię wzywa.Powiedział służący który wszedł właśnie do komnaty.
- Elrond cię wzywa, królu - rzucił pan Zdzisiek od niechcenia i wrócił do swojej kanciapy, gdzie kontemplował ryciny nagich elfek przyczepione do ściany.

- Pewnie chce się dowiedzieć czegoś więcej o Iritchien poza tym prosiłem go o pewną przysługę. Dobrze więc wybieram się w drogę. Legolasie powierzam ci na czas mojej nieobecności panowanie w królestwie.
Na całe to 10 minut, jakie w tym blogasku zajmuje droga do Rivendell? Wow.
Łomatulu, czyli Thranduil teraz wyruszy na wyprawę, bo Elrond CHCE POGADAĆ? Ekhm... byłam przekonana, że elfowie wynaleźli jakieś inne sposoby porozumiewania się poza komunikacją paszczą.
Najwyraźniej obu panom przesyłanie sobie czułych liścików przestało już wystarczać. Żeby było kanonicznie, powinni jeszcze umawiać się na ryby. ;D

- A kiedy wrócisz?
- Przecież jeszcze nie wyjechałem.
- Wiem ale nie chciałbym długo zarządzać królestwem nie mam w tym wprawy.
Przez kilkaset lat wcale mnie do tego nie przyuczano.

- Nie martw się poradzisz sobie w końcu jesteś księciem i po mojej śmierci obejmiesz całkowicie panowanie w kraju. No to na mnie pora.
Przez myślenie typu „Poradzisz sobie, w końcu jesteś księciem” upadło kilka mocarstw, pragnę zauważyć.
Jeśli to królestwo jest zdane tylko na Legolasa, to i tak upadnie, prędzej czy później.

Odcinek X Panowanie nie jest takie proste.

- Przecież jeszcze nie wyjechałem.
- Wiem ale nie chciałbym długo zarządzać królestwem nie mam w tym wprawy.
Chyba mam déjà vu... Oh wait, to tylko AŁtoreczka sztucznie nabija sobie długość notki.

- Nie martw się poradzisz sobie w końcu jesteś księciem i po mojej śmierci obejmiesz całkowicie panowanie Mrocznej Puszczy. No to na mnie pora
- Przygotujcie mojego konia Halaja. Powiedział król zwracając się do sługi którego wcześniej wezwał.
- Dobrej podróży ojcze.
- Do widzenia synu mam nadzieję że podczas mojej nieobecności nie dojdzie tu do żadnego wypadku.
Thranduil w głębi serca truchlał ze strachu. Mina Legolasa wyrażała jedno: „Starych nie ma, chata wolna - oj, będzie bal!”

- Nic złego się nie stanie. Bądź spokojny.
Wyjechali do Elronda wszyscy co zbyteczni
Gdy nie ma króla w domu – to jesteśmy niegrzeczni
Wyjechali do Elronda wszyscy co zbyteczni
Gdy nie ma króla w domu – to jesteśmy niegrzeczni!

Trasa bardzo dobrze znana od jednego drzewa do drzewa
Poznaje się orków albo entów i atmosfera się podgrzewa
Jeśli wiesz o czym ja mówię. Natomiast zupełnym rankiem
Wychylam patrząc tępo ostatnią miruvoru szklankę!

Król wyszedł z komnaty a Legolas zaczął się zastanawiać nad tym że nie będzie miał teraz czasu żeby ćwiczyć z Iritchien strzelanie z łuku.
Był to problem tak głęboki i złożony, że musiał go sobie rozrysować.

- I jak się czujesz ?Do komnaty weszła elfka wyrywając Legolasa z zamyślenia.
- Dziękuję czuję się znacznie lepiej. Mam dla ciebie złą wiadomość. Nie będziemy mogli przez jakiś czas kontynuować nauki. (...) mój ojciec wyjechał i muszę go zastąpić.
- O! no cóż widzę że rzeczywiście nie będziesz miał czasu. Powiedziała elfka i wskazała na drzwi do komnaty. Legolas popatrzył w tamtym kierunku i zobaczył dwóch żołnierzy z armii królewskiej których prowadził dowódca armii o imieniu Ekilion.
Czemu mi część tych imion osobliwie zalatuje greką?
Czekamy jeszcze na Sedesa z Ebonitu.

Skłonili się przed Legolasem a dowódca powiedział:
- Książę przed chwilą złapałem tych dwóch na gorącym uczynku kiedy uzbrojeni próbowali okraść wędrownego sprzedawcę biżuterii który przyjechał do zamku.
To po Mrocznej Puszczy, pełnej ogromnych pająków i innych okropieństw, łazili akwizytorzy? A konsultantek Avonu tam nie było?

Na te słowa Iritchien wybiegła z komnaty.
- Jak mogliście !? Krzyknął zdenerwowany Legolas. Sama kradzież jest zła ale żeby napadać z bronią w ręku bezbronnego człowieka to wręcz odrażające.
Oj tam, zaraz odrażające. W dodatku koleś przecież popełnił samobójstwo - bo to samobójstwo, pchać się bez broni do Mrocznej Puszczy. :D

Kradną zbiry, wyjęci spod prawa, włóczędzy ale żeby elfy?! I to jeszcze żołnierze królewskiej armii. Czy czegoś wam brakuje że kradliście ?!
Najwyraźniej brakuje im biżuterii. Tylko nie za bardzo rozumiem, czemu w związku z tym napadali kogokolwiek, w końcu ozdoby elfów są dużo cenniejsze i piękniejsze od tego, co zapewne można nabyć u jakiegoś wędrownego kupca. o.O

- Nie, odpowiedzieli struchlali żołnierze.
- Więc dlaczego go okradliście? Przecież macie wszystko co jest wam potrzebne. A pieniędzy wam też nie brakuje bo dostajecie zapłatę za służenie w armii.
Oj Legolasie, wyszedłbyś z zamku co jakiś czas. Zobaczyłbyś, jak jest - wszystko drożeje, a żyć trzeba...

Więc wytłumaczenie jest jedno kierowała wami zwykła chciwość. Splamiliście swoją godność.
You have no honor!

- Nie jesteście godni służyć królowi. Powinienem was wyrzucić z zamku bez zastanowienia.
I bez procesu, jak widzę. Takie są standardy prawa w państwie elfów?
(BTW, samo wyrzucenie z zamku wystarczy? Przecież większość leśnych elfów i tak mieszkała poza nim.)

Gdy to powiedział żołnierze spojrzeli na niego z przestrachem.
- Ale na razie zostajecie tylko zawieszeni. Musicie jeszcze zwrócić handlarzowi wszystko co ukradliście a za karę będziecie mieć podwójną wartę w nocy na murach i nie będziecie dostawać wynagrodzenia przez okres trzech miesięcy.
I koniec z komputerem i dobranocką!
A karny jeżyk to gdzie? Legolasie, jesteś zbyt pobłażliwy.

- Ale Książę…
- Bez dyskusji. Wykonać. Markotni żołnierze wyszli z komnaty i tylko dowódca miał wesołą minę.
Cieszył się, że wpoił złe wzorce (albo raczej, że nie umiał wpoić tych właściwych) swoim podwładnym?
Bo pewnie wrobił tych kolesiów wiedząc, że naiwne książątko uwierzy mu bez zbadania dowodów.

Gdy wychodzili w drzwiach minęli się z Iritchien (...)
- O widzę że coś sobie kupiłaś?
- Tal powiedziała elfka i uśmiechała się szeroko. Popatrz jakie ładny. Powiedziała i wyciągnęła w stronę Legolasa piękny naszyjnik. Był to srebrny łańcuszek a na nim wisiał biały kamień w kształcie serca na którym widniał napis : Miłość jest jak diament wytrzymała i piękna.
Jest ukryta pod tonami skał i ma takie ładne węglowe wstawki? Wow. Bo gdyby chodziło ci o brylant, to byś to napisała, prawda?

- Prawda że śliczne?
Zaiste przecudowne. Boru, a myślałam, że scenograf Władcy Pierścieni miał marny gust...
Taa. W Jablonexie mają ich miliony.

- Tak, masz to od tego handlarza biżuterią?
- Tak.
- A słyszałaś jak ci żołnierze mówili że napadli na niego i go okradli?
- Tak. Mówił mi że ukradli mu kilka złotych pierścieni i dwa naszyjniki takie jak mój.
Wiedziałam. Masówka. *prych*

- A oddali mu to wszystko ?
- Oczywiście. Mówił że wyglądali przy tym na bardzo wystraszonych. Kiedy to mówiła Legolas uśmiechnął się w duchu. I pomyślał że dobrze zrobił nie wyrzucając ich z armii.
No, żołnierze napadający na obwoźnych handlarzy tandetą są niezwykle cenieni w każdej armii - wiadomo, że zgodzą się służyć za psie pieniądze.

- Nie wiesz kiedy wróci król?
- Niestety nie ale mam nadzieję że jak najszybciej.
- Cóż morze skoro ty nie możesz mnie uczyć to ja pouczę się sama.
Skoro morze nie może cię uczyć, poproś o pomoc jezioro. Albo rzekę.

- No dobrze morze to dobry pomysł ale jak coś źle będziesz robić to nie będę cię mógł poprawić bo nie będę cię widzieć a przecież będziesz ćwiczyć w ogrodzie.
- Aha no To rzeczywiście problem ale może poćwiczę tutaj?
- Co ? Zapytał Legolas ze zdziwieniem. Tutaj w komnacie?
- Tak, dlaczego nie?
-Zwariowałaś?! Jak mój ojciec się o tym dowie to nie wiem co mi zrobi. Nie. Nie ma mowy.
Nie wspominając o tym, że ćwicząc w zamku może:
a) kogoś zabić
b) coś zniszczyć
c) ogólnie sam pomysł jest debilny
d) wszystkie powyższe

- No dobrze żartowałam, ale nie wiadomo kiedy król wróci a nie możemy tak zwlekać z ćwiczeniami.
- Niestety ja też nie wiem co w tej sprawie zrobić.
A nie mógłby jej uczyć... *werble* jakiś inny elf? *fanfary, kurtyna opada litościwie*

czwartek, 24 marca 2011

Irytacja w Piczkowozie II, czyli miłość rośnie wokół nas

Witajcie!

Jak pamiętacie, analizowany tydzień temu blogasek zakończył się akcentem nader dramatycznym: boCHaterka okazała się być tą, która przegrała życie. W związku z tym ponurym faktem przez resztę opka przetaczają się na przemian fale angstu i mdłej ckliwości, bowiem między młodymi elfami rodzi się (prosto z dupy) Tru Loff. Następuje ogólny zanik mózgu, przepowiednie okazują się mieć swoje update'y zawierające happy endy, Thranduil cofa się w rozwoju, a złe wiersze są naprawdę złe.
Miłej lektury!

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.

Siemka. Postanowiłam dodać nowy odcinek już w piątek bo nie chciałam was męczyć czekaniem aż do soboty (chociaż to dopiero jutro) i bardzo was proszę piszcie komemty bo ja nie wiem czy komuś się ten blog podoba. Na razie tylko Bogo dał komentarzyk za co mu dziękuję, mam nadzieję że wy też zaczniecie pisać ,
No przecież zaczęłam! Łoboru, jaka ta młodzież teraz niecierpliwa...
a na razie zapraszam do przeczytania III odcinka. W VI odcinku wydarzy się coś ciekawego ale na razie cicho sza.
Zatem po odcinku III nie ma co obiecywać sobie zbyt wiele akcji. Może to i lepiej.
***

- To straszne imię, jak ktoś mógł cię tak nazwać? - przerwał elfce Legolas. - Nikt, kto cię kochał nie mógłby zrobić czegoś takiego.Ojtam ojtam. Zawsze mogła się nazywać Esmeralda Margaret Uwaga Pisownia z Lancre, albo Fryderyka Eugenia Zabierzcie Stąd Tego Kota.
Albo - w wersji męskiej - Ziemowit Pędziwiatr.

- Tak, tylko ten kto mnie tak nazwał mnie nie kochał. Imię nadała mi elfka o imieniu Garnhalda .
To bardzo elfickie imię. Niemal tak jak Brunhild. Albo Frauke.
Uuu, skoro imię nadał jej ktoś wrogo do niej nastawiony, to w takim razie chyba powinna się cieszyć, że nie nazywa się na przykład... Klaszcząca u Rubika, czy coś w tym stylu.
Albo Nie Płakałam Po Smoleńsku.

Była wyrocznią i przepowiedziała mi, że zginę w obronie tego którego kocham

No, to rzeczywiście bezcelowa śmierć i bardzo złowróżbna wieszczba. O ileż zaszczytniej byłoby zginąć w skutek pechowego upadku z konia albo spożycia źle przyrządzonej ryby fugu...

- przerwała i popatrzyła ukradkiem na Legolasa - A moja śmierć będzie straszna. Wydarzy się to, kiedy ostatnia gwiazda złączy się z ostatnim białym królem.Słyszałam o zoofilii, pedofilii... ale o astrofilii jeszcze nie.
Aha, zatem należy czekać, aż wypalą się gwiazdy, a ostatnia z nich spadnie na łeb Karolowi XVI Gustawowi, Janowi Karolowi I Hiszpańskiemu, Haraldowi V albo Albertowi II Koburgowi. (Michaela Jacksona wypada pominąć - chyba że gwiazda spadnie na jego grób.)
Czy ona wspominała, że umrze WKRÓTCE?

A w tym czasie rozpęta się wojna która będzie straszniejsza od wszystkich wojen w historii Ardy.
Taaa, będą walczyć o dominację białej rasy zapewne.

I możliwe że ja będę jej przyczyną.

Niczym Helena Trojańska! Moja twarz wygna na morze tysiąc okrętów - będzie to ostateczny exodus elfów stanowczo nieżyczących sobie, by je ze mną kojarzono.

- Twoje słowa nie rozwiały moich wątpliwości, a przysporzyły dużo nowych pytań na które nie znam odpowiedzi. - Odezwał się Gandalf
Tłumacząc: nie mam pojęcia, o czym do mnie mówisz.

- Czy to już koniec historii?
- Tak.
Gandalf podniósł się z krzesła i podszedł do okna, patrząc na ciemniejące niebo.
Legolas pogrążył się w myślach, ale te myśli nie były pogodne. Co znaczy, że umrze za tego kogo kocha? Czyżbym miał się stać przyczyną jej śmierci? Nie, to niemożliwe, ona mnie nie kocha - próbował sobie wmówić elf, ale prawda była inna.
Imperatyw Blogaskowy był bezlitosny. Od kilku lat bezskutecznie próbował pobić rekord ustanowiony przez Imperatyw Baśniowy (który wynalazł miłość od pierwszego wejrzenia) albo chociaż dorównać Imperatywowi Disneyowskiemu (miłość rodząca się pomiędzy drugą a czwartą zwrotką piosenki), dlatego nie oszczędzał swoich bohaterów - był tak zdeterminowany, że nie zważał na skopaną przy okazji logikę i kwilący rozpaczliwie sens.
To już nie jest nawet miłość ex machina - to jest po prostu miłość z dupy wzięta.

- Legolasie - zwrócił się do elfa Gandalf - Czy mogę dostać od ciebie pozwolenie na wgląd do zbiorów tych najstarszych ksiąg, które są w waszym zamku?
- Chodzi ci o te stare zwoje zapisane w języku Sindarów?Czyli, ekhem, w WASZYM języku, tak nieśmiało zauważę.

- Tak, o te.
- Oczywiście, możesz tam wchodzić, kiedy tylko będziesz chciał. Drzwi strzeże dwóch strażników, powiem im, że masz moje specjalne pozwolenie.
- Dziękuję ci Legolasie, pójdę teraz omówić całą sprawę z Królem i Elrondem. - powiedział czarodziej i wyszedł.
W komnacie zaległa niezręczna cisza.
- Może zejdziemy na dół? Spytała cicho Iritchien.
- Jesteś jeszcze za słaba, żeby wstawać z łóżka.NO NARESZCIE NA TO WPADŁ.

- To mnie zanieś, muszę zobaczyć się z królem.
Bo przecież trzeba NA ŚNIADANIE!Zanieś mnie - teraz, już! A najlepiej zawołaj lektykę! Albo nie, pojadę do króla bryczką! Słyszysz? Chcę bryczkę! Aha, przy okazji możesz mi też załatwić trochę ptasiego mleczka i francuskiego szampana, dobrze? I nic mnie nie obchodzi, że król teraz gada z Gandalfem! Szanowny Istari POCZEKA!
A tak w ogóle ten zamek to straszna nora, przydałby się jakiś remoncik, nie sądzisz? Co powiesz na róż?
- Uparta jesteś - powiedział z lekkim uśmiechem Legolas.
Wstał z krzesła podniósł elfkę z łóżka i skierował się do drzwi. Po chwili znaleźli się w komnacie króla.
- Legolasie, Iritchien czekaliśmy na was. Gandalf opowiedział nam twoją historię Iritchien Tasartir - powiedział z przekąsem Thranduil.Z przekąsem, bo zniesmaczyło go stężenie kiczowatego mhhrocku w niej zawarte, na 100%.
Dodatkowo żywił podejrzenie, że to imię zostało wygenerowane za pomocą tego typu strony.

Wszyscy w komnacie zamarli, po twarzy Iritchien spłynęły dwie łzy.
Obie pojedyncze, warto zaznaczyć.

Widząc to Legolas krzyknął.
- Niech się Varda zlituje nad nami wszystkimi, gdyż widzę teraz, że zaprosiłem pod dach nasz Marysójkę!

- Jak możesz tak do niej mówić. - zawołał z oburzeniem Legolas.Przeproś ją w tej chwili! Na kolana i błagaj o wybaczenie, nędzny psie!
Krzyknął i zawołał! Podwójna moc oburzenia!

- Nie po to opowiadałem ci tą historię, żebyś jej robił wyrzuty z powodu czegoś czemu nie jest winna - powiedział równie oburzony jak Legolas Gandalf.A co on niby jej takiego powiedział? No kurczę, ja wiem, że zazwyczaj krzywe spojrzenie na Mary Sue = karzący piorun z nieba, ale bez przesady - to jest KRÓL, czy jakiś pastuch?!
To jest kanoniczna postać drugoplanowa. Z braku perspektyw na zostanie Tru Loverem ma siedzieć cicho i napawać się obecnością istoty wyższej.

- Nie jest winna ? Ha! Widzę Gandalfie że ciebie też omamiła ta wiedźma.
- Ona nie jest wiedźmą, nie nazywaj jej tak - krzyknął ze złością Legolas podbiegając do króla.
Zaraz mu w mordę da, jak babcię kocham. Albo zrobi tulipana z wazonu do kwiatów.

- Widzę, że ciebie też omotała.
Legolas krzyknął i wyciągnął z pochwy sztylet.TAAAK, ZABIJ OJCA, BĄDŹ KRÓLOBÓJCĄ PRZEKLĘTYM PRZEZ BOGÓW, bo jakaś lafirynda o durnym imieniu Ci się spodobała, TAAAAK!!!
Jestem pewna, że to japońskie trzęsienie ziemi wywołane zostało przez obracającego się w grobie Tolkiena.

- Uspokójcie się - wykrzyknął Gandalf stając między nimi. - Krzykiem nic tu nie zdziałamy.
W odwodzie miał też wiadro pełne zimnej wody i nie zawahałby się go użyć.

- Thranduilu, musisz przeprosić Iritchien. To co jej powiedziałeś, nigdy nie powinno paść z twoich ust.*wplata węże we włosy, zakłada tygrysią skórę i naszyjnik z czaszek* Ja Was mogę... przeprosić. W każdym razie ujmę Was za serce, możecie być pewni.

Król wahał się przez chwilę ale kiedy napotkał rozjuszone spojrzenie Legolasa zmienił zdanie.
Szkoda, że nie napotkał mojego rozjuszonego spojrzenia. Poszłoby mu w pięty tak, że jeszcze Elwe by poczuł.
BTW, mam wrażenie, że to Legolasowi przydałaby się Superniania. Najwyraźniej był wychowywany bezstresowo.

- No dobrze, poniosło mnie, przeproszę ją ale przyznaj że po tym co nam powiedziałeś miałem ku temu powody.
Nie zapominajcie, że jestem małym, cienkim żuczkiem, który absolutnie nie może we własnym państwie i własnym domu robić i mówić tego, co uważa za stosowne.Ach, gdzie jest ten Thranduil, który wtrącił krasnoludy do więzienia tylko dlatego, że go zdenerwowali?! Wróóóóć!

- Ciekawe jakie? - wtrącił ze złością Legolas .
- Przepowiednia mówiła, że będzie musiała oddać za kogoś życie.
- Dobrze, dobrze. Przeproszę ją, nie krzycz już na mnie. - powiedział Thranduil i rozejrzał się po komnacie.
Szukał jakiegoś ciemnego kąta, żeby się w nim zwinąć w kłębek i skamleć cichutko, jak na zbitego psa przystało.
- Tylko gdzie ona jest? Wszyscy zaczęli rozglądać się po komnacie, ale elfki nigdzie nie było.Fochnęła się i wyszła, bo chamstwa nie zniesie.
Poszła się szlajać po cudzym domu. To normalne u takich jak ona.

- Poszukam jej. - powiedział Legolas
- Pewnie wyszła z komnaty po tym co od ciebie usłyszała. - powiedział Legolas i wyszedł, pozostawiając Thranduila zaczerwienionego po uszy ze wstydu.Nie no, kur... Nie no, wszetecznica, nie zdzierżę!
...a echo niesie po polach i lasach „mać... mać... mać...”

Elf wyszedł z komnaty i zastanawiał się gdzie mogła się podziać. Zrozpaczona elfka może zrobić wszystko, tak bardzo smutek działa na elfy.Tak, oczywiście. Są one bowiem przewrażliwionymi, smętnymi emo, tnącymi się przy byle okazji i piszącymi łzawe wiersze o tym, jak bardzo świat ich nie rozumie. Wyglądają mniej więcej tak jak ten na drugim planie.
Skrajnie zasmucone elfy nie chcą jeść swoich owoców, łysieją i wyrywają sobie pióra z piersi. Oh wait, może to jednak były papugi...

Legolas martwił się,czy nie zrobiła sobie krzywdy po tym jak ją potraktował król.

A niechby się nawet z tego wielkiego żalu przepuściła przez maszynkę do mięsa i spuściła w kiblu - CO TO KOGO OBCHODZI?

Wciąż zły na ojca Legolas postanowił pójść do swojej komnaty i tam poszukać elfki.
W dalszej perspektywie planował tez odmrozić sobie uszy.

Ale komnata była pusta. Legolas zadrżał ze zgrozy, kiedy zobaczył że znikł jego sztylet, który zostawił w swojej komnacie, gdy szedł z Iritchien do króla.
I jeszcze kradnie, durna, egzaltowana cipa. Zaorać ją, zaorać i posypać solą.

Pełny złych przeczuć poszedł poszukać elfkę w ogrodzie.W łazience jej poszukaj, łamago. Tnie się dziewczyna jak nic.

Odcinek IV

Ogród przy zamku graniczył z lasemOgród. Przy. ZAMKU.
Pozwólcie, że przemówi Dzieło:
*okadza Dzieło, żeby nie splamiły go złe fluidy blogaska*W ogromnej grocie, o kilka mil od skraju Mrocznej Puszczy, na jej wschodnich brzegach, mieszkał podówczas najpotężniejszy król leśnych elfów. Pod kamiennymi drzwiami jego siedziby szumiała rzeka, która spod wzgórz leśnych płynęła przez puszczę dalej, na moczary rozciągające się u stóp zalesionej wyżyny. Olbrzymia grota rozgałęziała się na niezliczone mniejsze i miała wyjścia na wszystkie strony, a sięgała pod ziemię daleko i dzieliła się na mnóstwo korytarzy oraz wielkich sal; była jednak jaśniejsza i suchsza niż lochy goblinów, mniej też od nich głęboka i nie tak niebezpieczna. Zresztą poddani króla elfów przebywali najczęściej w lesie, tam polowali i tam budowali sobie domy lub szałasy z gałęzi.”
Taaaaak, WSZETECZNA NIERZĄDNICA, zameeeek, JA PIĘLĘ PERALGONIE JEGO MAĆ.

*podaje Pigmejce nalewkę* Wiesz, dla AŁtoreczki jeśli ma być zamek, to tylko taki.

i tam właśnie skierował się Legolas. Podszedł do najbliższego drzewa, gdy usłyszał płacz. Skierował się w tamtą stronę i ku swojej uldze zobaczył Iritchien. Stała oparta o starą brzozę i zanosiła się płaczem. Legolas podszedł do niej i objął delikatnie ramieniem. Iritchien spojrzała na niego czerwonymi od płaczu oczami.

- Dlaczego? - załkała. - Dlaczego wszyscy, którzy dowiadują się o przepowiedni reagują tak samo. Wszyscy mówią mi, że będę przyczyną tej wojny, że przeze mnie zginą elfy i może też ludzie.Bo... bo tak właśnie mówi ta przepowiednia? Jak niby mają zareagować - “Nie martw się, będzie dobrze... Może nie zginą tak całkiem wszyscy”? ^^
Albo „W końcu cały najlepszy materiał generyczny i tak odpłynął już do Valinoru, więc to żadna strata”?
- Uważasz że wszyscy tak mówią? Zapytał łagodnym głosem Legolas.
- Tak, wszyscy którzy się o tym dowiedzieli.
- A ja?- A Ty jesteś miękką cipą na usługach Imperatywu Blogaskowego!

Elfka popatrzyła na niego czerwonymi od płaczu oczami w których już nie było smutku.
- Ty tego nie mówiłeś. - powiedziała Iritchien i przytuliła się do Legolasa, a on objął ją mocno ramionami i wytarł łzy z jej twarzy.
W tle rozbrzmiał sentymentalny podkład muzyczny, a słońce automatycznie zaczęło zachodzić, by stworzyć odpowiedni klimat.

- Nie zareagowałeś tak jak inni. - powiedziała elfka patrząc Legolasowi głęboko w oczy. Wyczytała w nich miłość, która już dłużej nie zniesie utrzymywania w tajemnicy.
Nie wyczytała jednak mózgu, co specjalnie nikogo nie dziwi.Legolas miał w oczach charakterystyczne różowe serduszka.

- Nie mógłbym tego powiedzieć. Kocham cię.
Elfka popatrzyła na Legolasa oczami, w których ukrywała się gorąca miłość.
- Ja ciebie też. - powiedziała Iritchien i pocałowała Legolasa. Trwali w pocałunku długą chwilę , ale dla nich czas nie istniał, liczyła się tylko ta chwila która była dla obojga najpiękniejszą chwilą w ich całym życiu.
Kamera: odjazd do planu pełnego, orkiestra: wysokie C proszę i... CIĘCIE! Mamy to! Oto najbardziej kiczowata scena sezonu! *oklaski*

Po chwili która zdawała się być wiecznością trwając cały czas w swoich objęciach rozmawiali:
Chwila trwająca wieczność we własnych objęciach. Czego to ten patos nie robi ze światem przedstawionym...

- Pokochałem cię od chwili, gdy znalazłem cię zranioną w lesie, wyglądałaś tak pięknie z rozrzuconymi włosami i z zamkniętymi oczami .A ta strzała stercząca z pleców tylko dodawała Ci uroku.
Gdy już będziemy konsumować nasz związek, musisz koniecznie wyglądać tak samo! Potargane odzienie, krew, zamknięte oczy... mogłabyś jeszcze nie oddychać?

Oczywiście wtedy nie wiedziałem że jesteś ranna spostrzegłem to dopiero gdy wziąłem cię na ręce.

Bo to była całkiem mała strzała. Właściwie, to to była taka mikro-strzałka, nasączona kurarą.
Niestety nie.

-powiedział cicho Legolas.
- Ja pokochałam cię od razu jak na ciebie spojrzałam. Byłeś pogrążony we śnie. I byłeś pierwszą osobą, na jaką padło moje spojrzenie po przebudzeniu. - powiedziała Iritchien.Czasem w baśniach też wykorzystuje się ten motyw, ale zazwyczaj w kontekście złośliwego zaklęcia, które się rzuca, by z danej osoby zadrwić. Potem panna się budzi i widzi na przykład Kogoś Takiego.
Mnie się to skojarzyło z małymi kaczuszkami, które uznają za matkę pierwsze, co zobaczą po wykluciu się z jajek.

- Każde z nas zakochało się w drugim od pierwszego wejrzenia.
- Tak… Słyszysz, jak wiatr szumi między gałęziami drzew? To brzmi jak muzyka, którą tylko elfy mogą usłyszeć.
Bo cała reszta słyszy szum wiatru i nie dorabia do tego ideologii.Tam wiatr szumi w ultradźwiękach?
Potem wstali z ziemi i trzymając się mocno za ręce poszli w kierunku zamku. Gdy przechodzili obok komnaty króla wyszedł z niej Thranduil. Legolas poczuł że ręka Iritchien zadrżała.
- Chciałem cię przeprosić - powiedział król do elfki.
- Zachowałem się bardzo głupio i te słowa nigdy nie powinny paść z moich ust, dlatego pragnę cię za to gorąco przeprosić.
Mówiąc nie patrzył na elfkę, dopiero po dłuższej chwili milczenia podniósł na nią zawstydzony wzrok.Żałował, że nie ma ogona, którym mógłby zamerdać - z jego braku rzucił jej spojrzenie zawstydzonego szczeniaczka. Ćwiczył je zapamiętale przez cały dzień, w nadziei, że jego siła złagodzi gniew Mary Sue.
Dlaczego znowu wychodzi na to, że to ona jego przepraszała?
Iritchien jakby wahała się z odpowiedzią, ale powiedziała:

- Nie wracajmy już do tego, jestem pewna że nie powiedziałeś tego, królu, specjalnie....ludzka pani, czyż nie?
Nie dość, że zwraca się do króla per „ty królu”, to jeszcze sugeruje, że nie wie on, co mówi. Szkoda, że go jeszcze protekcjonalnie nie poklepała po ramieniu. =.=

- Nie. Nie powiedziałem, nigdy bym tego nie zrobił. Zaślepiła mnie złość. Z powodu tej wojny. Przebacz mi proszę .
- Przebaczam ci. Dobranoc.Możesz już przestać bić te pokłony. Pozwalam ci też udać się na spoczynek. I nie pozwalaj mi się zatrzymywać, królu.

- Dobranoc, odpowiedział król i wtedy jakby się otrząsnął i spojrzał na Legolasa i Iritchien.
- Yyy… czy wy…
Tu Thranduil spłonił się, przygarbił i zaczął stukać opuszkami wskazujących palców. Tknięty złym przeczuciem Legolas wykrzesał z siebie resztki intelektu, skupił się i przejrzał zasłonę iluzji otaczającą jego ojca. Tak! To była Hinata!

- Dobranoc - ryknęli chórem zakochani i pobiegli po schodach na górę. Dopiero gdy znaleźli się pod drzwiami do komnaty Legolasa zaczęli się śmiać z miny jaką zrobił król.
- Cha cha cha - śmiał się Legolas - dobrze że mieliśmy refleks.Ha, ha, ha... *zaśmiała się słabo Pigmejka, tocząc dookoła nieprzytomnym spojrzeniem* Kwestorze, masz jeszcze pigułki z suszonej żaby?
Ja też poproszę, jeśli można.

- Tak, ale śmiesznie to wyglądało, twój ojciec zrobił minę jakby zobaczył orka we własnym pałacu.
- Tak. Idziesz już spać?
- Tak, położę się już, ale nie będę mogła zasnąć.
- Ja chyba też - powiedział Legolas i pocałował elfkę w policzek.
- Ale przecież ja ci nie przydzieliłem komnaty.O, Szalejący Dialog strikes back!

- Może dasz mi tę - powiedziała Iritchien i wskazała na drzwi znajdujące się zaraz obok komnaty Legolasa.
Tabliczka na nich wisząca nosiła enigmatyczny napis „Pomieszczenie gospodarcze. Nieuprawnionym wstęp wzbroniony.”

- A rzeczywiście, ta będzie odpowiednia. A więc życzę dobrej nocy.
- Tak .Dobranoc.
Gdy Legolas znalazł się w swojej komnacie, przebrał się w szatę nocną i położył do łóżka,Tak bez Wieczornych Czynności?! A to niechluj.

ale długo nie mógł zasnąć .Ciągle rozpamiętywał ich spotkanie w lesie. Ale nie był wesoły. Teraz już wiadomo, że to jego kocha więc to za niego ma oddać życie. Ale może nie wszystko stracone - próbował się pocieszyć Legolas. Są dwa wyjścia: albo przepowiednia kłamie (ale to wydawało się być niemożliwe), albo zakocha się jeszcze w kim innym.
Superaśnie, czyli że za innego to już panna może ginąć?

Legolas próbował sobie wmówić, że uczucie Iritchien do niego jest nietrwałe i może to tylko zauroczenie, ale w głębi serca wiedział że to nie prawda
.
Wiedział, że Miłość Z Dupy Wzięta jest tylko jedna na całe życie i aż po grób.

Odcinek V

Tak naprawdę Legolas miał nadzieję, że jej miłość do niego nigdy nie wygaśnie, ale czuł się okropnie myśląc że stanie się powodem jej śmierci. Elf jeszcze długo nie mógł zasnąć, w końcu zmęczony rozmyślaniami zasnął.A najlepszym lekiem na bezsenność jest zachorowanie na narkolepsję.

Kiedy się obudził, poczuł że ktoś trzyma go za rękę. Otworzył oczy i ujrzał na sobą Iritchien.

- Witaj - powiedział.
- Długo spałem?
- Tak, weszłam do twojej komnaty by cię obudzić.Kochana, rytuał porannego wstawania to u Ludwika XIV, nie u Thranduila, pomyliło ci się... W każdym innym przypadku włażenie rano do czyjejś komnaty to zwykła impertynencja.

Lubię patrzeć jak śpisz.
- Czy to znaczy że wolisz gdy się nie odzywam? - zażartował Legolas.
- No co ty mówisz. - zaśmiała się elfka i poczochrała Legolasowi głowę.Auć. Nie wiem, na czym polega czochranie głowy (w odróżnieniu od czochrania włosów), ale brzmi jak wymyślna tortura.

- A ty! - powiedział z udawaną złością Legolas.
- Muszę się zrewanżować - powiedział elf i zaczął łaskotać Iritchien.
- Przestań - śmiała się elfka i prawie płakała ze śmiechu
- Cha cha cha cha cha. Przestań, przestań.
- O nie, będę bezlitosny - powiedział rozbawiony Legolas. Wtedy drzwi do komnaty otworzyły się i stanęli w nich Gandalf , król i Elrond. Kiedy zobaczyli Iritchien i Legolasa łaskoczących się wzajemnie, stanęli w drzwiach i nie mieli w tym momencie zbyt mądrych wyrazów twarzy.
Bardziej takie trochę zniesmaczone.

Kiedy Legolas i Iritchien zauważyli ich obecność natychmiast zamarli w bezruchu.Element Komiczny, przyłapany na gorącym uczynku, zamarł również.

W komnacie zaległa cisza. Pierwsza odezwała się Iritchien.

- Yyy.. ja właśnie przyszłam obudzić Legolasa - powiedziała zmieszana i zaczęła energicznie potrząsać Legolasem (który już dawno się obudził ) i krzyczeć
- Wstawaj, wstawaj.
- Ale Iritchien, Legolas z tego co widzę już się obudził - powiedział niepewnie Thranduil.
- A. Eee…Rzeczywiście, to ja już pójdę.Boru, Boru Najzieleńszy... Takich słabych żartów to nawet w najmarniejszej komedii slapstickowej nie widziałam. :(
To jest ten moment, gdy nawet „But Manitoupuka ci w sufit i zdajesz sobie sprawę, że jesteś na samym dnie.

- Nie, zostań, sprawa w której tu przyszliśmy dotyczy też ciebie - odezwał się Gandalf. - Przeglądałem stare zwoje i znalazłem historię tej przepowiedni, jednak jest druga część. - powiedział Gandalf.

Krótko po ogłoszeniu pierwszej wyszedł patch z updatem.

Podszedł do dużego stołu znajdującego się w komnacie i rozłożył na nim pożółkły zwój zapisany dziwnymi znakami, które przypominały runy.Tak naprawdę nie były jednak runami - a tekst rozpoczynał się od słów:中国制造

I zaczął czytać:
Gdy wybije ostatnia godzina
Wyjdzie z pieczary straszna gadzina
I potanieje wreszcie benzyna
Gdy nadzieja zawodzić zaczynaPozostaje tylko napić się wina
A potem wódki, a rano klina!
Gdy biała gwiazda z białym królem się spotykaM. Szczerski wstanie z grobu, by zrobić z czarnych i Żydów szaszłyka!
Tryumfy święcić będzie narodowców polityka
Wtedy wybuchnie wojna o jakiej nie wspomina historiaBo tak naprawdę, to tylko wątpliwa teoria
Cała Arda pogrąży się w rozpaczy
Aż z żalu wszystkich dotknie niewydolność odbytu zwieraczy
A ta co przegrała życie, swój żywot za miłość przeznaczy.
Tymczasem rym mój kończę, bo sens mi się krzaczy!
Ważne, by był patos, a nie, by tekst coś znaczył!
Gdy Gandalf skończył czytać, wszyscy w komnacie spojrzeli na Iritchien. Legolas podniósł się z łóżka i usiadł przy stole naprzeciwko Gandalfa.
- Jednak to nie wszystko, w dwadzieścia lat po napisaniu tej przepowiedni napisana została jej druga część.
- Dlaczego dopiero po dwudziestu latach? - zapytał Elrond.Bo pierwsza wersja nie uwzględniała Happy Endu, matole.

- Tego nie wiem, ale myślę, że tych przepowiedni nie pisała ta sama osoba, a o tej prawdziwej, pierwotnej przepowiedni od początku wiedziały dwie osoby....Aha, czyli ta druga wersja jest fałszywa, tak? To jaki sens w ogóle o niej rozmawiać?

- Garnhalda i ja. - powiedziała Iritchien smutnym głosem.
- Tak.
- Więc może ta druga przepowiednia jest nieprawdziwa? - zapytał z nadzieją w głosie Thranduil.Rozumiem, że król liczy jednak na tę wojnę i śmierć Irytki? Hmm, może jednak tak nie zcipiał do reszty?

Gandalf bez słowa rozłożył na stole drugi pergamin, nie tak zniszczony jak poprzedni i zaczął czytać:

Gdy rozpocznie się początek końcaI ucieknie ostatni obrońca
Gdy nadzieja już nie powita słońcaBo padnie bateria w aparacie Japońca
Co napotkał przy drodze zdechłego zaskrońca
Gdy ruszą do boju umarli co umarłych będą śmierci przyczyną(mniejsza, że logiki jest to ledwie popłuczyną)
(sens odszedł; teraz i zmarli do kwadratu giną)
Gdy miłość o swoje się upomni
Czego skutkiem będą liczni potomni
Chyba że zasięgną NPRu na bezdzietność rękojmi
Gdy przegraną od życia uwolni
A rym ten od brzemienia sensu zwolni
Wtedy rozpocznie się żywot i historia w której już nie będzie słońcaHistoria bez słońca to wszak jak las bez zaskrońca!
I aparat z baterią, ale bez Japońca!
W której już nie będzie nadziei
I wszystko ogarnie widmo Angstu i beznadziei
Mhrocku obstrukcji i patosu zawiei
Wtedy powróci ten co od początku świata jest czystym złem
No nie... Melkuś? O.O
Nie. Budzik.
Nie no, serio, teraz mam mroczne obawy, że ta cała przepowiednia to ałtoreczkowe przetworzenie proroctwa Mandosa.
Nagle w komnacie rozległ się wrzask. Wszyscy spojrzeli na Iritchien która zsunęła się z łóżka i z głośnym łoskotem upadła na ziemię.Łoskotem? Co ona, zamieniła się w kamień podczas upadku?!
Ten łoskot to były srebrne lichtarze i alabastrowe bibeloty, którymi panna hojnie ponapełniała kieszenie.

Odcinek IV Zabójcze piętno
Oglądałam dzisiaj ( nagraną na video) galę rozdania Oscarów. Film Piraci z Karaibów w którym gra między innymi Orlando Bloom dostał Oscara.
Taaa, bo Depp i Rush to właściwie tylko dodatki. To teraz już mamy jasność, skąd zainteresowanie aŁtoreczki Legolasem. Nie, żeby mnie to dziwiło...
Uff. Perspektywa, że panna rzeczywiście czytała Silmarilion, albo chociaż Hobbita, jest coraz mniej prawdopodobna.

A ja ostanowiłam że od tego IV odcinka będę nadawać noteczkom nowe lepsze tytuły,np. nie będzie już odcinków o tytule Odcinek II itd. ale odcinek II i tytuł charakteryzujący to co się w tym odcinku wydarzy lub o czym będzie mowa.
Szkoda tylko, że panienka nie potrafi zapisywać poprawnie cyfr rzymskich, skoro po rozdziale V nagle następuje IV... Ale co tam jakieś cyfry, skoro mamy wypaśny tytuł!
***
Legolas natychmiast znalazł się przy niej i wziął ją na ręce.
Oczywiście. Przecież on nic innego nie robi od początku tego blogaska.

Wtedy podszedł do nich Elrond .
- Połóż ją na łóżku i przynieś mi w jakimś naczyniu zimną wodę.
Mam zamiar wylać ja wam wszystkim na głowy - może wrócicie do zdrowych zmysłów.
Legolas natychmiast spełnił polecenie i przyniósł miskę z lodowatą wodą .Elrond wziął od niego naczynie i postawił je na krześle znajdującym się koło łóżka. Następnie podniósł na nie rękę
Ej no, co Ci to naczynie zrobiło, że je bijesz?!

i zaczął szeptać jakieś słowa w języku elfów.

A do tej pory w czyim języku rozmawiali? W suahili?

Woda zawrzała i zmieniła kolor na krwistą czerwień. Elrond zanurzył w niej rękę i zaczął kreślić na twarzy Iritchien dziwne znaki. Po chwili znikły, a Iritchien otworzyła oczy.Nie prościej było chlusnąć na nią tą zimną wodą? Przecież ona tylko zemdlała...
On ją oficjalnie naznaczył jako Marysójkę. Od tej pory każdy, kto ją spotka, będzie miał święty obowiązek ją zabić i przywrócić godność Śródziemiu.

– Iritchien!- krzyknął Legolas i nie zważając na Elronda przyklęknął przy jej łóżku

- Gdzie ty tu z ta dupą! - syknął, silnym wymachem biodra odpychając starszego elfa od posłania. - To miejsce jest zarezerwowane dla Tru Loffa!

i pogłaskał po bladej twarzy.
- Co jej się stało? - zapytał wystraszony Thranduil.
- Myślę że to ma związek z piętnem które w niej żyje i powoli ją zabije.
Tam zaraz piętnem... Prawie każda Marysia ma widowiskowe omdlenia wbudowane jako stałą funkcję. To bardzo sprzyja interakcjom z Truloffem przecież.

- Nie! - krzyknął Legolas. - To nieprawda.

- Przecież sama ci to mówiła - powiedział Gandalf.
Legolas nie odpowiedział. Do końca miał nadzieję, że to nie może być prawdą, ale teraz nadzieja opuściła go ostatecznie. Gdy to sobie uświadomił gardło mu się ścisnęło a serce zaczęło krwawić z bezsilnej rozpaczy.
Oj, to chyba zejdzie szybciej niż ona.
Ej no, ale skoro lasce i tak zbiera się na zejście, to po co się martwić, że to akurat Legolas stanie się przyczyną jej zgonu? Co ma wisieć, nie utonie.
- Nie, to niemożliwe! – krzyknął, a Gandalf popatrzył na niego smutno. Rozejrzał się po innych twarzach, ale wszyscy zwiesili ze smutkiem głowy.
- Więc nikt z was nie ma już żadnej nadziei? - zapytał z rozpaczą Legolas.
No jak to nie? Arwena ma jedną, siedzi na tronie w Minas Tirith.
- Nie ma już nadziei. - powiedział czarodziej.
Boru mój, to Aragorn już nie żyje? O.O
- Nieprawda, nadzieja zawsze umiera ostatnia i tylko wtedy gdy nie ma już znikąd ratunku. - powiedział z rozpaczą Legolas i wybiegł z komnaty. Thranduil chciał pobiec za nim ale Gandalf go powstrzymał.
- Nie pomożesz mu, musi to sam zrozumieć.
Fakt, Legolasie - ludzie i elfy umierają, jesteś już dość duży, by to pojąć.
Wait, ten facet niedawno wrócił z wojny?
Chodźmy już stąd. - powiedział Gandalf i wyszedł z komnaty, a za nim Elrond i Thranduil. Tylko Iritchien została w komnacie. Po chwili zdecydowała się poszukać Legolasa. Z trudem wstała z łóżka i skierowała się do wyjścia z komnaty.
Ale tylko skierowała się w tamtą stronę. Niestety w połowie drogi znów zemdlała. :P
Tymczasem Legolas pobiegł do ogrodu i zaczął wyładowywać gniew na starej brzozie pod którą niegdyś wyznali sobie z Iritchien miłość.
A że zawziął się strasznie, skutki tego były opłakane.
Zostaw Boru ducha winną brzozę, bucu!!!
(Aczkolwiek tu aŁtoreczce trzeba przyznać, że trafiła w Kanon. W pobliżu siedziby Thranduila rzeczywiście rosły brzozy.)
Złość w nim pulsowała. Pragnął cofnąć ten dzień kiedy znalazł Iritchien w lesie.
A niech by zdechła w tych krzakach!
Tak przy okazji - nie dowiemy się oczywiście, któż mógł dybać na jej życie?
Używając strzał z promieniem wydrążonym i napełnionym prochem? Chyba tylko Bezdennie Głupi Johnson.
- Legolasie? - elf natychmiast obrócił się w stronę Iritchien .
- Nie powinnaś wstawać z łóżka.
- Czuję się już lepiej, zresztą leżenie w łóżku nie pomoże na moją chorobę. - powiedziała smutnym głosem jednak próbowała się uśmiechnąć. Natomiast Legolas popatrzył na nią smutno i nie próbował nawet ukryć tego.
- Dlaczego się uśmiechasz? - spytał.
- Przecież nie dane jest nam być razem do końca Iritchien popatrzyła na niego.
O, Narrator Nadpobudliwy wrócił!
- Nie ważne co będzie ważne co jest teraz. - powiedziała i pocałowała Legolasa - Cieszę się że tak zareagowałeś.
- Jak to? Cieszysz się z tego?
- Tak, bo to znaczy że zgodziłbyś się dla ocalenia mego życia ponieść najgorsze poświęcenie.
- Jakie?
Biskupa Głodzia z kropidłem. Waży pewnie ze 150 kilo.
- Wiem, jak mnie kochasz, dlatego największym poświęceniem z twojej strony byłoby to że chciałbyś cofnąć dzień w którym się spotkaliśmy. Wtedy nigdy byśmy się nie spotkali i moje życie byłoby ocalone.
A tam... Nie ten, to inny. Przecież to Mary Sue.
[I tak dalej w tym samym, słodkim jak ulepek tonie. Ciach.]
Tymczasem Thranduil z Gandalfem omawiali jakąś ważną sprawę
- Nie, musimy z nim porozmawiać - mówił Gandalf.
- A ja nadal myślę, że nie powinnyśmy go tym martwić, przecież już i tak miał zły dzień, a pozatym nie jest na to jeszcze gotowy.
- Skoro nie teraz to kiedy? - spytał Gandalf.
- Nie wiem, ale jeszcze nie teraz.
Bo Leguś ma przecież tylko kilkaset lat i nie udźwignie takiego natłoku złych wiadomości. Udział w Wojnie o Pierścień strasznie osłabił jego psychikę - musiał nawet uczestniczyć w terapii grupowej.
I lepić garnki z gliny w ramach terapii zajęciowej.
- Nie uchronisz go przed tym, i tak będzie musiał się o tym dowiedzieć, więc nie ma co z tym czekać. (...)
- No dobrze, niech będzie, chodźmy do niego. - powiedział Thranduil i poszedł za Gandalfem do komnaty Legolasa Zapukali.
Legolas nie spodziewał się gości o tej porze, a Iritchien raczej już spała.
Zdanie typu: jechały dwa tramwaje - jeden żółty, drugi w prawo. Lubię takie.
- Proszę - odpowiedział.
- Dobrze że jeszcze nie śpisz, Legolasie - powiedział Gandalf.
- Nie, ale już miałem się kłaść.
To takie subtelnie powiedziane „Przeszkadzacie mi, wynocha!”
- Będziesz musiał z tym poczekać - powiedział Thranduil, wchodząc do komnaty za Gandalfem.
- Co się stało? - zapytał z niechęcią Legolas. Dosyć już miał mówienia o tej przepowiedni a przeczuwał że to oniej
- Przyszliśmy tu w sprawie …
- Niech zgadnę, w sprawie przepowiedni czy tak? - przerwał zdenerwowany Legolas.
- Tak.
- Wiedziałem! - krzyknął.
Nie drzyj mordy, kobieta śpi za ścianą!
- Dość już mam mówienia o tej przepowiedni, o wojnie, o Iritchien i nie wiem jeszcze o czym.
- Rozumiem cię doskonale. - powiedział Gandalf - Ale niestety są sprawy, o których musisz wiedzieć. Szukałem w zamkowych zbiorach czegoś o tym białym królu i tej gwieździe, ale tym razem zbiory mnie zawiodły i niczego nie znalazłem.
A jakoś nie chce mi się jechać do Rivendell czy Minas Tirith, gdzie mają biblioteki ciut lepiej zaopatrzone, więc wiesz...
Ale musimy porozmawiać o wojnie. Ty umiesz świetnie walczyć i jeszcze lepiej strzelasz z łuku.
I umiesz strzelać zjeżdżając po schodach na snowboardzie!
- Dziękuję, walczyłem na wojnach i niejednej bitwie, ale co mają moje umiejętności do tej wojny?
Nie planuję z nich skorzystać. Tu będę siedział! Będę siedział i się ciął, względnie migdalił z moją lubą.
- No właśnie, mają i to dużo. Skoro wiadomo że Iritchien ma uczestniczyć w tej wojnie, chcielibyśmy żebyś nauczył ją tego, co sam umiesz czyli np. strzelania z łuku i może posługiwania się mieczem.
A to jej ma pomóc, bo...?
A to ona tego nie potrafi?
- Dobrze, mogę ją nauczyć strzelania z łuku, ale gorzej z posługiwaniem się mieczem. Walczę elfickimi sztyletami i walka mieczem bardzo się od tego różni.
NO CO TY?!?!?!?!?!
- Aha, więc może nauczysz ją walczyć sztyletami?
KWIK.
Lekcja pierwsza: Za który koniec trzymamy sztylet.
Lekcja druga: Jak podejść niepostrzeżenie do wroga.
Lekcja trzecia: W które miejsce najlepiej wbić sztylet i co zrobić, jeśli wróg jest w zbroi albo ma na sobie kolczugę z mithrilu.
Lekcja czwarta: Nauka szybkiej ucieczki - zajęcia prowadzi gościnnie prof. Rincewind.
- Mógłbym ale znowu jest ku temu przeszkoda, moje sztylety są jedyne w zamku.
Resztę przekuliśmy na lemiesze.
- Dlaczego, czy wy nie macie w ogóle broni?
- Oczywiście że mamy - odezwał się urażony Thranduil - Tylko sztylety Legolasa są unikatowe.
Zajebiste Sztylety Lansu; +5 do wyrywania lasek, +3 do darcia mordy, -10 do mózgu. Może używać tylko: postać blogaskowa.
- Tak, zrobili je dla mnie po wojnie współplemieńcy Gimlego.
A od każdego innego przeciętnego sztyletu różnią się (oprócz samej jakości wykonania, zdobień itp.) tym, że...?
A to elfy nie kuły własnej broni, bardziej nawet zajebistej? Takie choćby Żądło czy Glamdring...
- powiedział Legolas, podszedł do największej szafki jaka stała u niego w komnacie, otworzył szufladę i wyjął z niej 2 duże sztylety podobne do mieczy, ale o wiele od nich zgrabniejsze i pokryte napisami w języku elfów.
Bo sztylet to w zasadzie taki miecz, tylko ładniejszy. =.=’
No i pokryty napisami.
Legoloas wyjął je z pochew. Zadał cios w powietrze, potem okręcił je w rękach tak, że skierowały się rękojeściami w stronę Gandalfa.
- To, co robisz z tymi sztyletami jest niezwykłe. - powiedział z podziwem Gandalf, a Thranduila mało duma nie rozsadziła.
Przepraszam, co jest fajnego w mordowaniu powietrza i celowaniem w hipotetycznego wroga tym NIEGROŹNYM końcem broni?
Obaj nie posiadali się z dumy, że Legolas nie obciął nikomu uszu ani sobie palców. To i tak dużo, jak na niego.
- Dziękuję. Mogę z nimi robić co chcę, ale gdyby nie długie miesiące ćwiczeń, mógłbym się nimi co najwyżej pokaleczyć.
On potrzebował kilku miesięcy ćwiczeń do nauki obsługi sztyletu? Szlaaaaaaaaag, nie chcę wiedzieć, ile czasu zajęła mu nauka strzelania z łuku (o trafianiu w cel nie wspominając).
Pewnie nadal ma problemy z tym, czy przy strzelaniu wypuszcza się z dłoni łęczysko czy cięciwę. -.-
- Tak więc możecie od jutra zaczynać. Wiesz że jeśli będzie ta wojna to to że umie walczyć może uratować jej życie.
Tak, bo starożytne przepowiednie mają to do siebie, że da się je oszukać byle mykiem. To jasne jak słońce przecież.
Oj tam, szemrana przepowiednia, to i oszukać ją można.
- Nic nie uratuje jej życia, przecież przepowiednia mówiła jasno, że „ta co przegrała rzycie swój żywot za miłość przeznaczy”. - powiedział smutny Legolas.
KWWWWIIIIIIIIIIIIIK!!!
Zaiste, przegranie własnej dupy raczej nie należy do rzeczy przyjemnych. :))
Będzie dawać dupy z miłości! Nic dziwnego, że Legolas jest smutny. :D