środa, 2 lutego 2011

Próżno się przed miłością schronić, bo jako wampir nie ma księżniczki dogonić?


Witajcie!

Mamy dla Was dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra jest taka, że z ulgą pożegnałyśmy nasze miłe wampirzo-diable siostrzyczki i znalazłyśmy dla Was całkiem nowe opko. Zła natomiast... cóż, dobrze, że Dracula nie czyta blogasków, bo sam by się wyssał z rozpaczy.
Czeka Was zatem opowieść o księżniczce, co w ciężkich sukniach po lasach hasała – i nie, wcale nie była Demi Lovato – oraz o zakochanym w niej wampirze, który nie, wcale nie był jednym z braci Jonas, skąd Wam to w ogóle przyszło do głowy?
Posiniaczone księżycowe blaski, tortury i program służący do uwodzenia included – zaś wszystkiemu przyglądają się z niemą grozą Picasso i Podkreślające Urodę Loki, kaligrafujące starannie czerwone wykrzykniki w swoim notesiku.

Blogasek: http://blooming-love.blog.onet.pl/

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar

Rok 1610, Perspektywa widzenia księżniczki Demetrii.
Miejmy więc nadzieję, że księżniczka nie ma zeza ani astygmatyzmu, bo inaczej będzie nam ciężko to czytać.
Księżniczka Demencja byłaby jednak ciekawsza, pragnę zauważyć. Jej narracja także. ^^Nie martw się, objawy demencji będą tu także. Ale nie uprzedzajmy faktów…
Był środek nocy. Siedziałam nad rzeką,a blask księżyca odbijał się o taflę wody.
Po kilkunastu bolesnych metrach obijania się blask był już solidnie posiniaczony i bardzo nieszczęśliwy.
Przemieszczał się po niej jak ten robal
.

Przyjemny wiatr omotał moje ciało na którym pojawiły się dreszcze.
Po chwili straciłam czucie w lewej ręce, bo skubaniec związał mnie za mocno.

Otuliłam się cieplej peleryną wpatrując w jeden punkt bez mrugnięcia powieką.Uwielbiałam przychodzić tutaj o północy i w milczeniu siedzieć, rozmyślając nad sensem życia.
Bo o godzinie 22 rozważania czynione nad brzegiem ruczaju nie mają nawet połowy tej doniosłości i stylu, jak te snute o północy. To tak jakby Szatanowi składać w ofierze nie czarnego kota, a patyczaka.
Nad czym tu rozmyślać? Tacy Jedni już udzielili odpowiedzi: To nic nadzwyczajnego: „Bądź miły dla ludzi, nie obżeraj się, czytaj książki, chadzaj na spacery i próbuj żyć w zgodzie z ludźmi innych wyznań i narodowości”.

Podskoczyłam przerażona ,gdy usłyszałam trzask łamanej gałęzi. Zerwałam się z miejsca i z paniką w oczach rozejrzałam się wokół siebie. Serce biło mi jak szalone. Zaczęłam cofać się do tyłu ,gdy
…gdy nagle cofnęłam się do przodu!
ktoś złapał mnie za ramię. Krzyknęłam,lecz uspokoiłam się widząc jednego z moich podwładnych.
-Księżniczko Demetrio ,twój ojciec wysłał wszystkich swoich ludzi na podzukiwania. Tylko ja wiedziałem, gdzie cię znajdę.
-Dziękuję,że mnie nie wydałeś. Jesteś godzien zaufania Marcus.
-Wszystko zrobię,by księżniczka była bezpieczna.-Powiedział nachylając się u moich stóp.
Chce jej zawiązać sznurówki przy trzewikach, skoro pochyla się „u”, a nie „do” jej stóp?
-Musimy wracać. Wojska mego ojca nie długo tutaj dotrą.
Król wysyła za swoją zaginioną córką wszystkie siły zbrojne? Ha, szkoda, że jego wróg o tym nie wie… Można by to sprytnie wykorzystać: wystarczyłoby tylko porwać królewnę, poczekać, aż wojsko rozlezie się za nią po okolicznych lasach i… dawaj, przez granice! :D
Chcieliśmy odejść gdy nagle coś wyskoczyło za drzewa i zaatakowało mężczyznę. Krzyknęłam przerażona chcąc uciec, co było trudne gdyż miałam na sobie ciężką suknię.
KWIK. Aż strach pomyśleć, ile w takim razie wysiłku wymagało od niej dostanie się nad to jezioro. Pewnie ze trzy dni tuptała dzielnie, walcząc z ciężarem odzienia.
Tak swoją drogą… ja rozumiem, historia mody rzeczywiście zna pewne stroje, jakie
utrudniały swobodę ruchów, ale, na Bora, panny nie hasały w nich po łąkach! Do takich celów służyły takie suknie!
Odwróciłam się i ujrzałam jak owe coś wysysa z Marcusa krew.
To pewnie lotne brygady urzędników skarbówki.

Byłam roztrzęsiona. Potwór zerknął na mnie, a po chwili znalazł się tuż obok mnie . Spojrzał mi głęboko w oczy ,a ja poczułam że robi mi się słabo. Jego twarz była wręcz idealna. Był przepiękny, nieyobrażalnie piękny,
Dopiero teraz to zauważyła, skoro wcześniej był dla niej „czymś” i potworem? Ona jest krótkowidzem? Hm, w kontekście pierwszego zdania tego blogaska – nie jest to dobry znak.
Był przepiękny, nieyobrażalnie piękny, jakby zerwał się z jakiegoś drogiego obrazu.
DROGIEGO obrazu. Acha. Czyli na przykład
TAK wyglądał?
Albo wręcz tak:
klik.

Rozciął zębem swój nadgarstek ,a ja zemdlałam wpadając prosto w jego ramiona.
Precyzyjne obliczenie toru lotu jest kluczowe dla zdobycia Tru Loffa.
Krople jego krwi wypełniły moje usta ,bym za chwilę mogła umrzeć.
W sensie że stosuje wobec niej
torturę wody? Chce ją upoić aż do śmierci?

Zrobił to bym żyła przez całą wieczność u jego boku.
Mhm. Czyli z grubsza miałam rację.
Ta księżniczka zdaje się doskonale we wszystkim zorientowana...
Obudziłam się w jakieś starej szopie. Czułam jak strasznie pali mnie gardło. Byłam głodna. Bez zastanowienia doskoczyłam do stołu i zaczęłam wpychać w siebie wszystkie owoce. Głód nie ustawał. Ktoś wszedł do środka. Obejrzałam się i rozpoznałam w nim potwora ,który mnie zaatakował.
Zaatakował? On tylko do Ciebie podszedł i się zaciął w rękę, to Ty rzuciłaś się na niego i wyssałaś jego krew. :P

-To nie ukoi twojego głodu ,księżniczko Demetrio. Potrzebujesz czyjeś krwi.
-Kim jesteś ! Dlaczego mi to zrobiłeś ? Dlaczego !-Krzyknęłam,a on podszedł bliżej ujmując moją dłoń.
Zdaje się, że to już ustaliliśmy – żebyś mogła żyć wiecznie u jego boku.

-Bo cię kocham całym sercem. Kiedyś byłem rycerzem twojego ojca ,zanim stałem się potworem. Musiałem odejść, lecz nigdy o tobie nie zapomniałem. Pojawiałaś się w każdych moich snach. Musiałem być z tobą, musiałem to zrobić. Inaczej nic by się nie udało.
Nic… czyli właściwie co? Kły mu się nie chciały wysuwać, nietoperki go nie słuchały, wacek mu nie stawał?
Nie dopełniłby się Imperatyw Narracyjny.
-Dlatego musiałeś zamienić mnie w potwora ! Jak mogłeś ? Jak śmiałeś to uczynić ! -Krzyknęłam opadając na łóżko i chowając twarz w dłoniach.
Było mdleć mu w ramiona i siorbać z nadgarstka, a? To teraz cierp.
Gdzie ona znalazła łóżko w jakiejś starej szopie? O.O
-Chciałem byś w końcu mnie spostrzegła. Chciałem byś była taka jak ja. Byśmy mogli być razem przez całą wieczność.
To bardzo szlachetne, cny rycerzu, że tak dwornie raczyłeś zawczasu zapytać ją o zdanie.
Oj tam, wystarczyło zasparklić przed nią i zrobić słodkie oczka oswojonego lwa, a jeszcze by cię błagała, byś ją przemienił, mówię ci.
-Nigdy z tobą nie będę potworze ! Nigdy !-Krzyknęłam,a on kucnął naprzeciw patrząc mi głęboko w oczy.
To chyba musiał kucać pod łóżkiem i przewiercać je wzrokiem na wskroś, bo ona zdaje się miała paść na nie i ukryć twarz w dłoniach.
A tak w ogóle: łóżko i stół w… szopie?
Ciesz się, że to nie śpiwór. ^^
-Myślisz,że chciałem być wampirem? Zostałem zaatakowany, ale w bardziej sadystyczny sposób niż ty.
Oj, już się tak nie usprawiedliwiaj, tylko opisuj. Nic mi tak nie robi, jak odrobina ekstra brutalności.
Dla miłości byłem godzien zrobić wszystko.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym...

No – a on miłość miał, więc był wielką personą, i był godny takiego czynu: czaicie?
Zrozum księżniczko jak wielkie jest moje uczucie do ciebie.
- Waćpanno! - ciągnął rozpłomieniony - Tak waćpannę miłuję, że dychać nie mogę... Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu..
-Nigdy nie wybaczę ci tego,że zrujnowałeś mi życie,że zamieniłeś mnie w potwora ! Nigdy ! -Krzyknęłam wybiegając z domu.
Domu. A więc jednak nie szopy. Ok, nie przeszkadzaj sobie – zniosłam kanapę w śpiworze, zniosę i to.
A może ona na normalu w szopie mieszkała?
Mój głód był co raz silniejszy. Nie miałam pojęcia co mam robić.
-Nie panujesz nad sobą, muszę się teraz tobą zaopiekować, zanim pozabijasz całą ludzkość.
Śmiem twierdzić, że to by było mimo wszystko dość trudne zadanie. Chyba, że ona też jest wilkiem Skollem, jaki Saki z
tej analizy.
-Ty to robisz ! Zabiłeś Marcusa z zimną krwią ! -Krzyknęłam,a on przyłożył mi dłoń do ust, bym się uspokoiła. Odepchnęłam jego rękę ,a przechodzący mieszkańcy wioski patrzyli na mnie z szeroko roztwartymi oczyma.
O, czyli że mało, że dom, to jeszcze w środku wioski, a oni pomykają po ulicy w biały dzień i nic im się nie dzieje? Zresztą, czego ja się czepiam, przecież teraz wampirom wszystko wolno…
Mieszkańcy wioski nie mogli się nadziwić, że chłop zamiast swą babę normalnie, po męsku, karności nauczyć i kijem jej grzbiet otłuc, widowisko z siebie robi przed narodem.
-To przecież księżniczka. Co jej się stało ?
A nic, błyszczy się trochę, bo z brokatem przesadziła.
No właśnie, żeby księżniczka się ze swym gachem gdzieś po szopach tłukła – koniec świata...!
-Musiałem to zrobić ,bo by wszystko zepsuł. Na ogół nie żywię się ludzką krwią, tylko zwierzęcą.Tobie radzę to samo.
-Nie będę zabijać zwierząt. Nie będę !
Nie będę zabijać! Ale muszę coś jeść! Więc będę kraść krew do transfuzji ze szpitali!!!
Ale najpierw poczekam parę wieków, aż je wymyślą. Nic to! Mam czas.

-Krzyknęłam,a on wciągnął mnie do środka chaty. Był starszym wampirem ,więc miał więcej siły ode mnie. Przyniósł mi plastikową torbę pełnej krwi.
Plastikową torbę zdobył pewnie u wędrownego kupca. Ci to mają dziwne rzeczy do sprzedania… drzazgi z krzyża Chrystusa, lampy z dżinami w środku, trujące jabłka, przedmioty przywiezione przez takich dziwnych ludzi, co raz przybyli w takiej śmiesznej kapsule i mówili, że to jakiś Wehikuł…
Czasem nawet parchate dywany z dalekiego Peru...

-Nie jest ludzka, to zwierzęca. Ja je zabijałem,więc pij.
Nie obwiniajmy o nic Hitlera, to nie on zabijał!
Chyba ,że chcesz umrzeć.
-Dawno już umarłam.
Może „od wczoraj” to nie tak dawno, ale ogólnie to ma rację.

Obudzila się we mnie inna osoba. Już nie jestem księżniczką Demetrią, nie jestem nią przez ciebie !-Krzyknęłam rzucając w niego torbą pełnej krwi. Roześmiał się głośno i złapał ją szybkim ruchem zanim rozbiła się na podłodze.
Torba tylko fuknęła z irytacją, chowając sprzęt biwakowy na powrót w swe przepastne głębiny.

-Księżniczko mimo,że minęło sporo czasu ty nadal nie znasz mojego imienia. Jestem Joe.
Wampir Joe. Czujecie ten klimat?
Skoro może być wampir Bill
PS. W tym momencie powinna zapalić się nam czerwona lampka, ponieważ
Demetria i Joe to NIE są przypadkowe imiona.
Czy możemy przejść na ty ?
-Pod żadnym pozorem potworze! Dla ciebie jestem księżniczką Demetrią.
Jeszcze kilka godzin wcześniej był zniewalająco piękny, a teraz znów jest „potworem”? Ech, jakie te kobiety jednak czasem zmienne są…
-Ale przed chwilą powiedziałaś,że obudziła się w tobie całkiem inna osoba,że już nią nie jesteś. Jak to jest księżniczko ?-Zakpił,a ja uderzyłam go w twarz.
No tak, kiedy zawodzi siła argumentu, pozostaje tylko argument siły.
-Jak śmiesz sobie ze mnie żartować ? Zniszczę się ,po prostu zniszczę.
A masz, ty wstrętny wrogu!
Ona mu grozi aktem autoagresji?
[Od Ałtorki]
No i jest. W pewnym sensie nawet jestem trochę zadowolona z tego rozdziału. Nie wiem jak podoba się innym, ale starałam się. Kolejny piszę Sara jako Joe ;) ;*
O, druga Ałtoreczka? Cóż, może ta nie będzie miała żadnej wady wzroku…

"Musiałem to zrobić...
Dla niej...
Nienawidzi mnie, ale to z czasem minie, mam nadzieję, że jak najszybciej, a
wtedy, będzie mi wdzięczna za to co zrobiłem.
Nie wiem tylko jak do niej dotrzeć.
Przez klatkę piersiową, ostrym nożem.
A jeśli ta wersja Ci nie odpowiada – to na początek radziłabym słowną perswazję. Bardziej bezpośrednie środki mogą zaowocować dość bolesnym „plaskaczem”.

Nie chce pić zwierzęcej krwi. Minęło już kilka dni a ona nadal chce kogoś zabić. Muszę coś wymyślić, aby zmieniła zdanie..."
Jest tak humanitarna, że chce ukatrupić człowieka, byleby tylko oszczędzić zwierzątka? Taki anty-Edzio? Już ją lubię!

-Gdzie byłaś?- zapytałem i zamknąłem pamiętnik odkładając go na półkę.
Postanowiłem pisać wszystko, co mi się przytrafi. Przecież byłem wampirem, jak dobrze pójdzie będę żył bardzo bardzo długo, więc będzie co wspominać za parę, ładnych lat.
Drogi Pamiętniczku!
Dziś wyssałem pięć dziewic. Choć nie, właściwie, to cztery – ostatnia okazała się nieco przechodzona… Och, muszę kończyć – za oknem widzę płomienie, a moim zamkiem wstrząsają jakieś uderzenia. To chyba znów wściekły tłum szturmuje wejście. Dokończę później, papatki! :* ;)))


-Niech Cię to nie obchodzi- syknęła.
Momentalnie stałem przy niej
…to miłe.

trzymając mocno za nadgarstek. Popchnęła mnie na ścianę naszego drewnianego domku. Odgryzłem się jej tym samym. Usiadłem na niej i unieruchomiłem jej ciało.
Wciąż stojąc…

Po chwili przestała się szarpać. Spojrzałem na jej kremową suknię, która była poplamiona krwią. Zobaczyłem w jej pięknych oczach triumf.
-Było mi go szkoda, ale głód był silniejszy, a on taki naiwny...- oblizała wargi. Jej włosy, piękne loki, opadały zwiewnie na ramionach, podkreślając urodę, jaką matka Natura ją obdarzyła.
Loki starannie podkreśliły urodę grubą, czerwoną kreską.
I wykrzyknikiem.

Spróbowałem wejść w jej myśli, ale sprytna, wytyczyła sobie barierę, przez którą nie mogłem się przedostać. Nie miałem pojęcia kiedy się tego nauczyła,
Po drodze spotkała Bellę ze Zmierzchu i wzięła u niej przyśpieszony kurs.

lecz mogłem się domyślać, że z każdym dniem będzie ode mnie silniejsza, gdy nie zachowa diety.
Silniejsza jak silniejsza, ale większa i cięższa to na pewno.
Przytłoczy go żywą masą.

Otworzyłem usta aby coś powiedzieć, ale mnie uprzedziła.
-Przyszłam się pożegnać Joe...
Spojrzałem na nią wzrokiem pełnym bólu.
Chyba oszalała, tyle dla niej ryzykowałem, a ona odchodzi?
Co dla niej ryzykował, oprócz blizny na nadgarstku?
I w którym momencie ona wyraziła chęć, by ryzykował cokolwiek?

-...ale pozwalam ci mnie pocałować.
Zbliżyła się do mnie i zaczęła uwodzić.
Zaraz, przecież on na niej siedzi, to jak mogła się jeszcze bardziej zbliż…
A nie, zapomnijcie, że pytałam.

Rozpoczęto proces: Uwodzenie. Proces w toku. Wykonano: 99%...

Zapomniałem o całym świecie i zrobiłem to.
Operacja zakończyła się sukcesem! Proszę umieścić instalator Penis© w napędzie VulvaROM...

Pocałowałem ją. Chwile potem nic nie czułem.
Wot, skubana miała truciznę na wargach!

***
[Czasy obecne- rok 2011]
Szedłem przez szkolny korytarz raz po raz spoglądając na chichotające dziewczyny.
Nawet nie ma na kim oka zawiesić, same A,B- pomyślałem.
To mówi mężczyzna. Ale mówi to też wampir. I tu rodzi się dylemat: ma na myśli rozmiar stanika, czy grupę krwi?

Skierowałem się do sekretariatu po odbiór planu lekcji.
-Zaraz znajdę Ci kogoś, aby oprowadził Cię po szkole- rzekła starsza sekretarka i wręczyła mi plik kartek w których znajdował się szkolny regulamin, wykaz książek i inne niepotrzebne mi do niczego rzeczy.
Następny, który jest najzajebistszy na świecie, ale mimo to chce mu się uczyć ułamków po raz pincet tysięczny? Och, jakie to oryginalne…
Dlaczego mam wrażenie, że to jest żywcem bez znieczulenia zerżnięte ze „Zmierzchu”? Tam Edzio w identyczny sposób odbierał plan lekcji z sekretariatu.

-Dziękuję, ale nie trzeba. Bardzo dobrze znam tą szkołę...
-Nalegam, szybciej oswoisz się z tymi murami i zyskasz nowe towarzystwo- męczyła mnie dalej.
Czy ona musi tak cały czas gadać i być uprzejmą?
Lepiej, żeby była mrukliwa i wredna?


Spojrzałem na grafik - pierwszą lekcją okazała się być fizyka.
Udałem się do sali, a właściwie powlekłem się do niej. Zająłem ostatnie miejsce i wyciągnąłem telefon. Zaczęło mnie to wszystko bawić.
Gdy do klasy weszła młoda, bardzo ładna, młoda kobieta, zagwizdałem. Spojrzała na mnie karcącym wzrokiem i usiadła na miejscu nauczyciela. Położyłem nogi na blacie biurka i spojrzałem na zegarek.
Wampirasek poszedł do szkoły chyba tylko po to, by go zawiesili w prawach ucznia już pierwszego dnia. W sumie… sprytne.

Właśnie zadzwonił dzwonek i do klasy zbiegła reszta bachorów.
A on jest baaaardzo dorosły. Zwłaszcza mentalnie.

-Dzień dobry wszystkim, nazywam się Charlotte Flow i przez kolejny rok będę waszą wychowawczynią. Jak dobrze wiecie, na moich lekcjach macie zachowywać się przyzwoicie, jak na uczniów przystało- podeszła do mnie i zwaliła moje nogi na ziemię- panie...?
-Jonas, ale możesz mi mówić Joe.- uśmiechnąłem się do niej.
A nie mówiłam, że te imiona to nie przypadek?

Wiedziałem, że się wkurzy.
-Mam nadzieję, że zapoznałeś się z obowiązkami ucznia, a jeśli nie, masz to zrobić najszybciej.
-Mhm- mruknąłem.
-Jakieś pytania?- rozglądnęła się po klasie.
-Właściwie to ja mam jedno.
-Słuchamy.
-Ile masz lat? - posłałem jej ogromnego banana na twarzy.
Twarz wraz z bananem była zawinięta w papier pakowy, przewiązany wstążeczką.

Klasa zaczęła się śmiać. Charlotte już otwierała buzię gdy do klasy wpadła jeszcze jedna osoba.
-Panna Lovato (Ha! I tu miałam rację!) raczyła nas odwiedzić! Co się stało! - spojrzałem w stronę drzwi. Od tamtego czasu nic się nie zmieniła. Nic a nic.
Oh my… mamy więc niemalże kanoniczne spotkanie po setkach lat wampira i jego ukochanej – ale, mój Boru, w jakiej formie!
*łka rozpaczliwie* Prawdziwy Draculo, gdzieżeś…?

Może i lepiej, że nie tutaj... Draculi w szkole bym nie zniosła.Ale ja w tym sensie, żeby on ich na przykład zeżarł.

Poprawiła spódniczkę i udała się na swoje miejsce. Obdarzyła mnie jednym, gardzącym i zdziwionym spojrzeniem. Mój humor poprawił się. Będę mógł się zemścić za to co zrobiła. Przypomniałem sobie tą scenę, pamiętałem ją doskonale, choć chciałem wymazać ją z pamięci.
Całowaliśmy się zachłannie. Myślałem, że uda mi się ją zatrzymać, posunąłem się dalej.
Zaczęła szybko poruszać ręką w głębi swojej sukienki.
Nie, to nie jest to, co myślicie, zbereźnicy. Nie tym razem…

Przerwałem swoje poczynanie i spojrzałem na nią. Zbyt szybko to zrobiła, wyciągnęła zaostrzony kołek i wbiła go w moje serce
…tym razem to też afekt, ale taki, jaki towarzyszy zbrodni.

następnie uciekła. Upadłem na ziemię.

Ocknąłem się gdzieś na polanie. Myślałem, że umarłem, lecz ktoś mnie uratował. Nie wiedziałem tylko, kim była ta osoba...
Och, znając to opko, to pewnie jakaś wieśniaczka, Miley Cyrus

Tamtego dnia, na polanie, moje uczucia do niej wygasły zupełnie. Nawet nie musiałem się wysilać, aby ją znienawidzić. To stało się momentalnie. Teraz chciałem ją tylko zniszczyć.
I dlatego czekałeś parę wieków, aż spotkacie się w szkole...?

35 komentarzy:

Fraa pisze...

Łojzicku, pamiętam ten tekst ze śpiworkiem i kanapą^^ Laska zrobiła plagiat z bloga jakiegoś gostka, nie pozmieniała i później w komciach improwizowała z wytłumaczeniem. xD Boskie to było. xD

A ten tekst... Rozbroiło mnie jedno zdanie:
"Gdy do klasy weszła młoda, bardzo ładna, młoda kobieta, zagwizdałem." - była młoda, młoda, a ponadto młoda. ;]

A na serio: laska, która biega po lesie w kiecce, która ją wgniata w ziemię. Renesansowy, wiejski wąpierz, który trzyma krew w plastikowych torebkach. I pisze pamiętniczek. Potęga blogaskowych opowiadań czasem mnie po prostu pokonuje.

kura z biura pisze...

Rozkoszne to było, tylko krótkie jakieś! Będą dalsze części?
Kurde, zawsze się wściekamy na aŁtorki za brak riserczu... a tu nawet nie o risercz chodzi, a o odrobinę zwykłego pomyślunku, kojarzenia faktów... a może aŁtoreczki są przekonane, że tak pospolite rzeczy jak plastik istniały od zawsze?! Już kiedyś spotkałam opko, w którym bohaterka, osiemnastowieczna młoda dama, spotkawszy w lesie napastnika, przyłożyła mu w łeb reklamówką...
Komentarze o procesie uwodzenia i wkładaniu instalatora do napędu, Ómarły mnie i rozłożyły.

PS. Autokorekta Wam zaszalała, macie tu i ówdzie "aktoreczka" zamiast "ałtoreczka".

SStefania pisze...

O, czyli że mało, że dom, to jeszcze w środku wioski, a oni pomykają po ulicy w biały dzień i nic im się nie dzieje? Zresztą, czego ja się czepiam, przecież teraz wampirom wszystko wolno…
Ucieszyłabym się, że wampiryzm wreszcie wraca do korzeni (bo słońce im ciężko szkodzi dopiero od 1922), ale znając życie, ałtoreczka Draculę zna co najwyżej z filmu, a tych dwoje sparkli aż oczy bolą :/

Operacja zakończyła się sukcesem! Proszę umieścić instalator Penis© w napędzie VulvaROM...
Śmiecham gromko.

Króykie jakieś takie, ale urocze, więcej, więcej takich! :D

Leleth pisze...

Dziewczyny, przepraszam, że nie komentuję, ale można by prosić o trochę większą czcionkę? Bom ślepa dosyć, a jak co tydzień tęsknię wyczekuję nowej analizy. :)

Leleth pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Pigmejka pisze...

@Kura: blogasek jest świeży, żywy, pisze się właśnie, ;) więc jeśli aŁtoreczka dopisze więcej notek, to będzie być może ciąg dalszy! ]:->
I już lecę poprawiać te wordowe aktoreczki...

Leleth: Ok, zaraz dam większą. ;)

SStefania: Co do szkodliwości słońca... wiesz, to nie jest tak, że w 1922 roku Murnau je sobie od tak wymyślił. Zdecydowanie NIE.

PS. Hasło: "cardylse". Prawie jak Carlisle. No, w sumie i tym razem blogspot był całkiem blisko...

Anonimowy pisze...

*facedesk*
Jednak opka o wampirach mnie najbardziej rozkładają... pokolenie Disney Channel tworzące w epoce wampiścierw jest zaiste przerażające. Idę się kurować za pomocą piosenki "I'll never be an emo vampire", ona dokładnie oddaje mój nastrój w tym momencie...

A tak poza tym- uwielbiam Was, jesteście mistrzyniami w znajdywaniu i miażdżeniu najbardziej bezsensownych blogasków. Wasze analizy zawsze rozświetlają moje pełne nauki do matury dni. :D

Dżul.

hasło: uncef. Czyżby UNICEF chciał bronić praw Ałtoreczek? o.O

Goma pisze...

Żeby tak ich zeżarł, zgadzam się ^^ Ale wtedy nie byłoby co analizować, a tymczasem jest nadzieja - dzisiejsza część była świetna!
PS. Ale żeby tak człowieka niemal o zawał przyprawić - na hasło "zła wiadomość" wyobraziłam sobie, że za tydzień analizy nie będzie, a to już by był za duży wstrząs tuż po sesji.

Anonimowy pisze...

Disney Channel i Tłajlajt. Dwa nieszczęścia w jednym opku...
Aha - czy ja czegoś nie zrozumiałam, czy Joe ujrzał księżniczkę Lovato po raz pierwszy od kilku stuleci, kiedy to owa dama dziabnęła go kołkiem? Jeśli tak, to pogratulować zimnej krwi i nonszalancji...

Deszczowyjka pisze...

Matko, coś mi się zdaje, że ostatnimi czasy łatwiej na ulicy spotkać wąpierza niż miejskiego gołębia. Rozwaliła mnie plastikowa torebka z krwią. Ale, jak to mówią, potrzeba matką wynalazku...

Macie u mnie dodatkowego plusa za cytat z "Trylogii" :3

Adam pisze...

Proponuję przyjrzeć się dość popularnemu ostatnio serialowi "Pamiętniki wampirów". Widzę, że AŁtorki dość często wzorują się na fabule tegoż obrazu, zmieniając jedynie nazwy boCHaterów.

PLUS i SUS - jesteście jak dieta cud - 1 zanalizowane przez was opko i 1kg mniej w ciągu 30min.

Czy mógłby mi tylko ktoś wyjaśnić o cóż chodzi z tymi hasłami?

Pigmejka pisze...

@Goma: Przepraszam, że Cię przestraszyłam, obiecuję następnym razem pisać wstępniaki z większą ostrożnością w formułowaniu myśli. :D

@Adam: Ojej, ale jeden kilogram w tak krótkim czasie to podobno niezdrowo... Uważaj proszę na siebie. :]
A co do haseł - chodzi o te "słowa do weryfikacji", jakie trzeba wpisać przed opublikowaniem komentarza. Bardzo często brzmią bardzo zabawnie, albo się z czymś kojarzą. Na przykład ja teraz mam "mozessio". Mhm... "może byście tak poszły sio, durne wampirki!" ;)

Anonimowy pisze...

Nie jestem w stanie nadążyć za galopującymi zmianami w przedstawianiu wampirów i wszystkiego, co się z nimi łączy.
Pozbawiono ich lęku przed słońcem, dając w zamian idiotyczne w sumie tęczowe połyskiwanie, godne choinki w supermarkecie. Nie śpią w trumnach, krwi nie piją, brakuje tylko żeby zaczęły bać się ciemnego pokoju i baboka pod łóżkiem.

Śpieszmy się kochać wampiry, tak szybko dziadzieją...

Ale tu aŁtorka przegięła:

>Rozciął zębem swój nadgarstek
(...)
Krople jego krwi wypełniły moje usta ,bym za chwilę mogła umrzeć.

***
Czy to jest jakaś nowa moda na zwampirzanie ludzi? Do tej pory, każdy szanujący się wąpierz wgryzał się w gardło ofiary i chłeptał krew aż do wypęku. Teraz uprzejmie sam się dziabie w żyłę i daje possać?
Pytanie "jak wyobrażamy sobie krwiobieg u osoby zdecydowanie martwej i dlaczego krew im z ran nie tryska?" zostawmy bez odpowiedzi.
Nie zapominajmy, że wampir jeśli w ogóle ma w żyłach krew, to ma ją zepsutą, co grozi nabawieniem się srogiej sraczki lub torsjami z obrzydzenia - jeśli trafiła się ofiara bardziej lelujowata i subtelna. Lecz czy jest w stanie zwampirzyć kogokolwiek?

Analiza wielkiej urody, co widać na pierwszy rzut oka, inne smaczki będę wyłapywać wieczorem.

jasza

Pigmejka pisze...

Tia, zwampirzenie poprzez samodzielne wyssanie krwi wampira... To już chyba jest jakiś antywampiryzm - bo skoro wampir przestaje być biorcą, a staje się dawcą, to... nie, nawet nie będę próbowała znaleźć w tym choć odrobiny sensu. :D
Ale, Jaszu kochany, Ty nawet nie wiesz, jak wiele funkcji może pełnić obecnie taka wampirza krew... To, co pokazała nam tu aŁtoreczka, to zaledwie jedna z wielu opcji. Picie krwi wampira to niestety nie jest tylko durny pomysł w jednej historyjce. :(
Myślę, że panna wzięła to z serialu True Blood (Nie wiem, czy można spotkać się z tym gdzieś jeszcze - ale jeśli tak, to chyba nie na taką skalę, jak tu właśnie). Aby nie być gołosłowną, proszę: http://www.youtube.com/watch?v=QboavKlLIcA
Mówiąc najbardziej w skrócie... wampirza krew jest w tym serialu czymś w rodzaju magicznego eliksiru: może być narkotykiem, środkiem na potencję, ma moc ratowania życia - po napiciu się jej prawie każda rana ulega niemalże natychmiastowemu wyleczeniu. Ach, a pozwolenie na wyssanie się jest też sposobem na swego rodzaju uzależnienie od siebie danego człowieka - to znaczy, jeśli ktoś napije się krwi danego wampira, to potem o nim myśli, ma erotyczne sny i takie tam. Jako narkotyk o nazwie "V" jest sprzedawana na czarnym rynku. Jak to się ma do mocy uzależniającej nie wiem, nie wyjaśnili tego. Jak wielu innych rzeczy. :P
Mam nadzieję, że nie zrobiłam Ci zbyt dużej krzywdy... :< Na pociechę Ci powiem, że truebloodowe złe wampiry potrafią być naprawdę złe. Zawsze coś, prawda?

kura z biura pisze...

Hmmmm, a nie jest tak, że wampiry tworzą swoich "potomków", dając im possać własnej krwi? Jestem pewna, ze ten motyw gdzieś funkcjonuje.

Kalevatar pisze...

@ Kuro, jasne że tak - jednak niezbędne jest wcześniejsze wyssanie ofiary tak, by znalazła się na skraju śmierci. Już nawet w "Draculi" to było, a najbardziej wyeksploatowała ten motyw Rice w swoich "Kronikach wampirów". Samo wysysanie wąpierza niestety nie wystarczy.^^

Pigmejka pisze...

Nie, "potomków" tworzą akurat przez ugryzienie. To znaczy, w Sru Blacie tak jest. :P

Pigmejka pisze...

@Kura: Ano, właśnie, Kalevatar mnie ubiegła i bardziej precyzyjnie to opisała. :P

Anonimowy pisze...

Nie jestem specjalistką od tych spraw ale pomysł zwampirzania się poprzez wypicie krwi wspomnianego nie jest wymysłem literatury. Niegdyś zabijano domniemane ofiary wampirów ponieważ, jak wierzono, również miały się nimi stać. Również jeśli wampir zaatakowała jakieś zwierze po zjedzeniu jego mięsa człowiek zmieniał się w krwiopijce.

Pigmejka pisze...

Droga Anonimowa - to, co mówisz, jest prawdą, ale ofiary wampirów nie piły ich krwi, one były przez nie ugryzione i wyssane. To podstawowa różnica.

Anonimowy pisze...

Tia, zwampirzenie poprzez samodzielne wyssanie krwi wampira... To już chyba jest jakiś antywampiryzm - bo skoro wampir przestaje być biorcą, a staje się dawcą, to... nie, nawet nie będę próbowała znaleźć w tym choć odrobiny sensu. :D
****

A ja mam! Idzie taki wampir do ośrodka zarejestrować się jako dawca krwi, i potem hulaj dusza!
Każdy pacjent po transfuzji budzi się z przydługimi zębami.

Anonimowy pisze...

> A ja mam! Idzie taki wampir do ośrodka zarejestrować się jako dawca krwi, i potem hulaj dusza!
Każdy pacjent po transfuzji budzi się z przydługimi zębami.
***
Za szybko poszło.
To był mój wpis - jasza.

Pigmejka pisze...

KWIK! Jaszu, tylko nie dziel się swoim pomysłem z tymi wampirami... :"-)

Anonimowy pisze...

Magda Kozak nie takie pomysły miała.

jasza

Anonimowy pisze...

O jejku! Mam nadzieję, że ja nie zgwałciłam postaci wampira aż tak bardzo jak aŁtorka tego... czegoś. Czy to jest w porządku, jeśli moje wampiry nie giną w słońcu tylko są przez nie osłabiane? Albo że kołek nie może im nic zrobić? Chciałabym dodać, ze moje wampiry piją krew wyłącznie ludzką, a by stworzyć nowego wąpierza muszą wpierw wyssać większość krwi z ofiary, a potem pozwolić jej wypić swoją. Aha i nie świecą w słońcu.

Dzidka pisze...

Torba pełnej krwi! Arabskiej? :D

Pigmejka pisze...

Droga Anonimowa: cóż, brzmi to na pewno lepiej niż to, co mamy w tym blogasku. Mam tylko jedno zastrzeżenie - obawiam się, że osikowy kołek działa na każdego*. ;)

*Z wyjątkiem zombie, ale to oddzielna para kaloszy. :P

Dzidka: Kto wie. Hm, ciekawe, czy taką torbę dałoby się szkolić do wyścigów albo innych zawodów. :))

Anonimowy pisze...

Uf, co za ulga, że moje wampiry są w miare normalne. :) Nikt jeszcze nie próbował wyskoczyć na nie z osikowym kołkiem, więc jest jeszcze szansa, by to zmienić.
Hasło: "schippie". Prawie jak szczypie serduszko po wbiciu kołka :P

Sineira pisze...

Jaszu, nie może być zwampirzenia w wyniku ugryzienia przez wampira, bo wówczas w krótkim czasie na Ziemi byłyby same wampiry. Zwłaszcza, że młode osobniki mają nieco problemów z samokontrolą;) Żeby stworzyć potomka, należy człowieka wyssać do cna i podać mu własną krew zanim wyzionie ducha. A kwestia krwiobiegu zależy od wieku wampira. Narządy wewnętrzne zanikają z czasem. Stary wampir przypomina gąbkę nasiąkniętą krwią. Motyw leczniczych lub halucynogennych właściwości wampirzej krwi też nie jest nowy.

Anonimowy pisze...

Analiza jak zawsze świetna.
A co do tego tworzenia wampirów - przed serialem "Czysta krew" (opartego na cyklu powieści Ch. Harris) były trzy części "Pamiętników wampirów" L. J. Smith. I wydaje mi się, że to od niej wszystko się zaczęło, bo cykl o Sookie Stackhouse został wydany aż 10 lat później.
No to by było na tyle.
Pozdrawiam,
Zafirina

Anonimowy pisze...

Błagam, nie dawajcie więcej linków typu "Średniowieczne narzędzia tortur". ;(( to nie było śmieszne, przeczytałam, zostały tam humorystycznie przedstawione gorsze tortury niż te, które stosowano na Chińczykach. Okropieństwo.

Anonimowy pisze...

A można poprosić o to: http://dyskretny-urok-smokow.blog.onet.pl/Bern,2,ID419424931,n ?

Anonimowy pisze...

O_O Ja znam inny sposób na potomka... No wiecie... Mamusia, tatuś, bocian, penetracja jamy ustnej... I takie tam...

;-) pisze...

wieśniaczka Miley Cyrus mnie zabiła,
definitywnie leżę i nie mogę się pozbierać xDDDDD.

Telewizjoner pisze...

Trucizna w wargach? Mmmm, prawie jak Poison Ivy ^^