czwartek, 24 lutego 2011

Harry Potter w pytajniki spowity – cz. 1

-->
Witajcie!

Najpierw ogłoszenie: Załoga Sierżant und Saper, teraz pod nazwą Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona, działa obecnie tutaj: http://niezatapialna-armada.blogspot.com. Dziś wypłynęła po raz pierwszy z portu z nową analizą - cieszymy się z tego ogromnie i trzymamy kciuki! :)


Chcecie jeszcze więcej dopakowanego Harry'ego? To macie^^. Teraz juz w innym blogasku i bez (póki co) domieszki krwi jednorożca, ale nie mniej zajebistego. Prześladują go białe fretki, Las Birnam podchodzi pod dom, obłażą go pytajniki... a na koniec spowija go Mrok.
Zagadka dla Czytelników: jak myślicie – czy w blogasku znajdzie się też miejsce dla wampirów? Odpowiedź jest jedyna słuszna: - NO JAK BY SIĘ MIAŁO NIE ZNALEŹĆ!!!
Indżojcie.
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.
Adres blogaska: http://hp-i-mm.blog.onet.pl/
Siedział na parapecie wpatrując się w gwiazdy. A dokładniej w jedną. Syriusza. Psią gwiazdę. Po jego policzkach płynęły łzy. Tęsknił. Za kim? Za swoim chrzestnym. Jedyną żyjącą i kochającą go rodziną. A przynajmniej do niedawna żyjącą.
To żyjącą, czy nieżyjącą, czy może rodziną-zombie?

Syriusz zginął, a on się o to obwinia. Dlaczego? Bo gdyby przyłożył się do oklumencji to by się nie stało. (...) Rozmyślał on o tym co by było gdyby Syriusz żył. Pewnie teraz, zamiast siedzieć tutaj, biegał by po lesie lub łące za czarnym psem, śmiejąc się i wygłupiając.
Jak on by chciał, by tak było. Niestety przez swoją głupotę stracił go. Jak by chciał teraz cofnąć czas, nauczyć się oklumencji i nie dać się oszukać Voldemortowi (...). (Napisałaś to już. Chwilę temu, trzy linijki wyżej, wiesz?) Jak Harry go nienawidził:
Łoboru, tak krótki fragment, a ileż w nim emocji! Aż polały się łzy me czyste, rzęsiste, na moją syfiastą klawiaturę.

To wszystko przez niego!!! - pomyślał - Gdyby nie Voldemort moi rodzice by żyli, nie byłbym Wybrańcem, Złotym Chłopcem Dumbledora, Syriusz by nie zginął i wszystko toczyło by się jak w normalnej rodzinie, Ale nie!!! Bo to jego przeklęte przeznaczenie!!!!!
Aaa... już rozumiem, Ałtoreczka ma reglamentowane wykrzykniki i uznała, że bardziej się opłaca zużyć pięć naraz niż po jednym tam, gdzie są naprawdę potrzbne.Bo jej się co pięć akapitów limit transferu odnawia.

Eh... Ale gdybym to nie był ja to inny dzieciak musiał by się poświęcić i nie miał by rodziny. Nie, ja nie chcę, żeby ktoś inny musiał to przeżywać.
Nazywam się Milijon – bo za miliony kocham i cierpię katusze!”

Jego rozmyślania przerwał perlisty głos ciotki:
- POTTER, KOLACJA!!!!!!!
Siedem wykrzykników dobitnie wskazuje, jak bardzo perlisty był to głos. (Siedem, do czorta! Może one w tym opku występują tylko stadami?)Może kropki wykrzykników mają symbolizować toczące się poprzez przestrzenie mieszkania perły…?
A pałeczki wykrzykników – parówki, które Petunia w ramach kolacji zaserwuje.

Harry niechętnie wypełnił polecenie cioci. (...) Zjadł i postanowił przejść się po parku. Gdy zamknął drzwi, usłyszał wycie. Popatrzył na księżyc. Pełnia. Remus??? - pomyślał -
- Sam jesteś Remus – odparł Stirlitz.
(Trzy pytajniki. Aaargh.)Tak, bo w okolicy nie ma żadnych psów, które mogłyby zaskowyczeć wieczorną porą. Kot Hermiony je przegonił.
Harry postanowił sprawdzić co, bądź kto wydaje te odgłosy. Dochodziły one z lasu niedaleko parku.
Ach, jak ja kocham te lasy wyrastające znienacka tuż pod Londynem…
Potter wyciągnął różdżkę, tak na "wszelki wypadek". Zaczął kierować się w stronę drzew. Była godzina 21:29.
Gdy skończył się kierować, dochodziła piętnasta.
(BTW, o tej godzinie latem to chyba jeszcze gwiazd nie widać?)Cóż: przykładowo, 1 lipca słońce w Londynie zachodzi o 21.19, a 15 lipca – o 21.10. Zatem na gwiazdy rzeczywiście trochę za wcześnie.
BTW – ktoś mi wyjaśni, po co on właściwie sprawdzał godzinę?

Jak się okaże – jest to kluczowe by stwierdzić, jak głęboko w las musiał się zagłębić Potter, by odpalił skrypt generujący Postęp Fabuły.

Pełnie kończy się o 7:00 - pomyślał
Kwik. Wilkołactwo działa na tej samej zasadzie, co reguły ciszy nocnej albo godziny policyjnej? „Od 21 do 7”? :D
No i z której strony by nie spojrzeć, pełnia wraz ze świtem się nie kończy – bo przecież Księżyc automatycznie nie staje się znowu nieszkodliwym rogalikiem.

- Jeżeli to Remus to nie mogę mu nic zrobić:
Możesz na przykład zawrócić i nie wchodzić do lasu.

- Lumos - szepnął.
Wszedł do lasu.
Dobra, nic już nie mówię…

Jedynie światło różdżki oświetlało ścieżkę, ponieważ gałęzie drzew, stykały się ze sobą, tworząc sklepienie, przez które w ogóle nie docierało światło księżyca. Szedł przez około pół godziny, chodź mu wydawało się jakby szedł całą wieczność.
Fajne muszą być te nieprzebyte, podlondyńskie puszcze. Muszę spytać koleżankę, która mieszka w Londynie, czy się nie boi po zmroku wychodzić. No wiecie, jeszcze ją mogą jakieś wilki pożreć, czy co…Polarne niedźwiedzie.

Wtedy usłyszał jakiś szelest. Skierował różdżkę w tamtą stronę. Nic nie zauważył. Ruszył dalej. Tym razem pękła jakaś gałązka.
Ale wciąż nie zaczął spierdzielać do domu. Bo PO CO.

Odruchowo odwrócił się w tamtą stronę. Ujrzał tam białą fretkę.
Ałtoreczko, I see what you did there.Dobrze, że fretkę, a nie Jeża jak Byka. (:D)
Odetchną z ulgą. Doszedł na polanę znajdującą się po środku lasu.
W samiuśkim środeczku, a jakże. I pewnie akurat był tam kamienny krąg/stół ofiarny/pomnik Cthulhu/spontaniczny zlot masonów-fetyszystów czy cokolwiek innego, na co w kiepskich opkach nagminnie napotyka się w środku lasu?Nie. Był za to słupek z napisem „Środek Lasu”.
Dochodziła 3:00 rano (Po kiego wuja on się sześć godzin szwęda po lesie?!). Po środku stało drzewo („STAŁO”? To nie drzewo, to ent! ), a pod nim jakaś postać. Harry nie umiał zobaczyć kim ona jest.
Zapomniał, o co chodziło z tymi wszystkimi pręcikami, czopkami i akomodacją.Latem o trzeciej rano to już się zaczyna powoli przejaśniać. Może on cierpi na kurzą ślepotę?
Zaczął się powoli do niej zbliżać. Krok po kroku. Cicho, by nie wystraszyć obcego.
Dla lepszego efektu przesuwał się zygzakiem za parawanem utworzonym z niewielkiego krzaczka.
Gdy był metr przed tym kimś, zobaczył, że to jest wilkołak.
Tu masz, aŁtoreczko, plusa za pamiętanie, że Harry ma słaby wzrok – nie wiem tylko, czy aż tak słaby.Ej no, bez przegięć – po coś jednak nosi okulary. A przecież nie poszedłby w NOCY do lasu bez okularów, prawda? ...
Nie no… powiedzcie, że by tego nie zrobił!

Strach go sparaliżował. Wilkołak obrócił się i zaczął iść w jego stronę.
Przez ten metr zaczął iść? I pewnie jeszcze nie doszedł?
No pewnie, że nie. Przecież wyraźnie ałtorka napisała, że tylko ZACZĄŁ iść.

Przerażony Harry zaczął uciekać w głąb lasu (A mówiłam od samego początku, żeby nie lazł do tego lasu? Ale NIEEE, po co słuchać takiej starej, marudnej Pigmejki!). Mijał setki drzew, ale cały czas słyszał sapanie za sobą.
To wilkołak dochodził.
Biegł ile sił w nogach. Jeszcze trochę - powtarzał sobie w myślach.
Jeszcze tylko pięć godzin biegu, dam radę...
Nie no, przecież pięć godzin szedł – biegiem droga przez las zajmie mu tylko jakieś 3 godziny. ^^
Posądzasz tego chuderlawca o taką kondycję...?

Nie wiedział ile czasu biegł. Znów znalazł się na tej polanie. Wilkołak szedł na niego spokojnie, choć w jego ruchach dało się wyczuć agresję.
Znacząco uderzał jedną, zwiniętą łapą w drugą.

W jego oczach było widać żądze mordu. Był coraz bliżej. Harry cofną się gwałtownie, uderzając plecami w konar drzewa.
A Harry tę różdżkę nosi, by się po plecach podrapać?W zębach nią czasem dłubie, jak mu jedzenie utknie.
Potwór był już przy nim. Pazury wilkołaka były 2mm od jego twarzy.
No, w zasadzie to prawie 1,7 mm – stwierdził narrator po krótkim namyśle, chowając suwmiarkę za pazuchę.
(Pominiemy pytanie, dlaczego psowaty przecież wilkołak miałby atakować pazurami, a nie zębami, prawda?)
Zamknął oczy, wiedząc, że zaraz poczuje ból, ale nic się takiego nie stało. Otworzył ze zdziwienia oczy. To co zobaczył zdziwiło go.
Zapętlony w zdziwieniu, Harry popadł w stupor.Harry się tak pięknie dziwi
I ciągle wszystkim zaskoczony
W zdziwieniu swym aż traci siły
Lecz dalej jeszcze jest zdziwiony!


Zamiast wilkołaka na trawie leżał chłopak, mniej więcej w jego wieku. Harry szybko sprawdził czy chłopak oddycha. Całe szczęście tak.
Jupi! Może się jeszcze zdąży znów przemienić i jednak mnie pożre!
W Harrym obudził się syndrom DILDO (Damsel In Lethal Distress, Oooh!).

Po chwili z lasu wyszła fretka. Ta sama, którą widział wcześniej. Ale zachowywała się dziwnie.
Co chwila spoglądała na wielki zegarek i jęczała, że już późno?Próbowała tańczyć poloneza w pojedynkę?
Podeszła do nieprzytomnego i zamieniła się w czerwonowłosego chłopaka o niebieskich oczach.
No, faktycznie – po długim i żmudnym researchu przeprowadzonym na Wiki i forum miłośników tych zwierzaczków udało mi się ustalić, że rzeczywiście, fretki zazwyczaj się tak nie zachowują.
Zaczął budzić brązowowłosego.
Tu aŁtoreczka skazuje czytelnika na ciężki wysiłek umysłowy związany ze spontaniczną zmianą płci podmiotu i koniecznością przeprowadzenia skomplikowanej dedukcji w celu ustalenia, który z chłopców ma brązowe włosy. Uff!... Chyba sobie poczytam Schulza dla odprężenia.^^A mnie na seans z Bergmanem jakoś osobliwie wzięło.
Harry patrzył na nich zszokowany. W końcu wybąknął:
- Kim jesteś?
- Nazywam się Erick. A ty?
- Ja... jestem Harry Potter. (...)
Czerwonowłosy uśmiechnął się do siebie i powiedział:
- Powiem ci jedno. Jesteś inny niż wszyscy. Oni by uciekli.
Nom. Bo są rozsądnymi ludźmi z prawidłowo działającym instynktem samozachowawczym.

- Wiem. Moim znajomym jest wilkołak.
- Serio? A wiesz kim naprawdę jesteś?
Jeżu Kolczasty, zmiłuj się nad nami... tylko nie to! Nie kolejny półjednorożec – ćwierćotwieracz do konserw!

- O co ci chodzi?
- Nie mogę ci powiedzieć. Zaraz pojawi się ktoś kto ci wyjaśni.
- No ok.
- To lecę po niego.
- Spoko, ziom.

I zniknął razem z kolegą. Harry zastanawiał się nad sensem słów Ericka. Czół do do niego dziwne zaufanie.
Jego czoło wprost promieniowało pozytywną energią.Z oczu mu dobrze patrzyło. A poza tym nie miał zrośniętych brwi.
Takie... naiwne. Tak to jedyne dobre słowo. Po chwili pojawił się przed nim mężczyzna o ciemnobrązowych włosach i piwnych oczach:
- Cześć.
- Elo.
- Więc podstawowe pytanie: Co chciałbyś wiedzieć?
- W co się zmieniła sztuczna szczęka Piżmowca?*To może na początek… Jaka jest prędkość lotu jaskółki bez obciążenia?

(*Nie śmiejcie się, to jest naprawdę ciekawe. Tove Jansson pisała, że moja mama będzie wiedziała, ale ona nie puszcza pary z ust. :/)

- Jak się nazywasz? Kim jest ten cały Erick i jego kumpel wilkołak? O co mu chodziło? Czy ja czegoś nie wiem? Czy to jest związane z Dumbledorem?
I przede wszystkim, czemu moja jaźń uznała, że dobrym pomysłem jest łażenie przez całą noc po lesie? I CO W OGÓLE TU ROBI LAS?!
Może to jest Las Birnam?

- Stop!!! Stop!!! Stop!!! Daj mi odpowiedzieć.
- Ok! Ok!
- Jestem Igor. Erick i Michael tak jak ja są wampirami.
...
(Wymowne milczenie dużymi kropkami.)

- CO?!
- Spokojnie. Wszystko po kolei. Erickowi chodziło o to, że jesteś jednym z nas. (...) Harry, jesteś wampirem.
Jako człowiek byłeś za mało zajebisty. Niby miałeś jakiś tam talent, super ochronę od matki i inne takie... ale wampiryzm to wiesz – czad.

- Jesteś wampirem.
- A-ale j-jak??? Przecież moi rodzice byli czarodziejami, a nie zostałem ugryziony... - Harry zaczął panikować
- Tak. Masz rację. Twoi rodzice nie byli wampirami, a ty nie zostałeś ugryziony.
- W-więc jak t-to możliwe???
W szóstym miesiącu posłał Wen Pomysł do miasta nieznanego, do dziewicy mającej blogaska, na portalu Onet.pl. Pomysł wszedł do jej głowy i rzekł: „Bądź pozdrowiona, Wen z Tobą”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz Pomysł rzekł do niej: «Nie bój się, Ałtoreczko, znalazłaś bowiem łaskę u Wena. Oto wymyślisz i opiszesz wampira, któremu nadasz imię Harry. Na to Ałtoreczka rzekła do Pomysłu: «Jakże się to stanie, skoro nie ma to sensu?» Pomysł Jej odpowiedział: «Wen zstąpi na Ciebie i moc Jego osłoni Cię. Dla Wena bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Ałtoreczka: «Oto Ja służebnica Wena, niech Mi się stanie według twego słowa!»

- Zostałeś naznaczony przed swoim narodzeniem.
O cholera, miałam prekognicję! O.O

- Że co proszę?! - krzykną
- Eh... W czasach gdy żyli założyciele Hogwartu, po świecie chodził wampir imieniem Drake (Boru, chodzi o NIEGO?!) , wiedział, że prędzej czy później nastaną mroczne czasy, więc naznaczył pięcioro swoich następców.
A mroczne czasy budziły w nim lęk, był to bowiem wampir łagodny i miłujący pokój, dlatego znano go też jako „pierwsza pizda wśród wąpierzy”. I jak, Harry – jesteś dumny z przodka?
Legenda głosi, że będą oni władać harmonią i chaosem, czyli: mrokiem, światłem, ogniem, wodą i powietrzem.
Eej, a ziemia to co? Nie jest dostatecznie efekciarska?A mogę wiedzieć, który z tych żywiołów (i zjawisk) Ałtoreczka raczy przyporządkować do harmonii, a który do chaosu? Bo jak na razie chaos to ja widzę w tym opku.
Będą oni władcami, a jeden z nich zostanie władcą władców i najprawdopodobniej naszym królem.
Taaa, a potem zagra w filmie von Triera.
Harry, ty też masz takie niejasne przeczucie, że mowa o tobie?

Nie było dokładnie powiedziane kto nim zostanie, ale dwa dni temu wyrocznia zdradziła nam imiona wybranych. Ty jesteś jednym z nich. Każdy myślał, że to będzie czystej krwi wampir, a wyszło, że żaden z was nie jest czystej krwi. Wczoraj zwerbowaliśmy trzech chłopaków, teraz ty i zostaje nam poszukać ostatniego władcy.
- A co ci władcy mają właściwie robić??????
Żreć się ze sobą o władzę? Jak pokazuje przykład Bolesława i Zbigniewa – może być tylko jeden! ;>
(Widzę pytajniki.)
- A, zapomniałem ci powiedzieć. Będą oni główną tak jakby armią, a ich zadaniem będzie pokonanie zła. W tym wypadku Voldemorta.
Aaa, czyli chodzi jednak o odwalenie czarnej roboty. Tyż piknie.A, zapomniałem ci powiedzieć. Bo to w sumie taki nieistotny drobiazg jest.

Nauczycie się współgrać ze swoim atrybutem, walczyć bronią białą (I patykiem!!! :D), palną, zaczniecie trenować walki uliczne (Eee? Kurs obsługi koktajlu Mołotowa?) (Nie, moim zdaniem chodzi raczej o „Wsadź mu kosę w plecy i spierdalamy!”), wręcz, zostaniecie przeszkoleni na szpiega, dzięki czemu będziecie mogli poruszać się tak by nikt was nie usłyszał (To już chyba bardziej na ninję, jeśli już... Abstrahując od bezsensowności takiego rozwiązania u czarodziejów.), magia niewerbalna, bez różdżkowa i wampirza stanie się dla was tak łatwa jak rzucenie różdżką w kolegę, (Jeee, magia bezkijowa – jest!) - Harry parskną (Co tę nasz Harry taki „ę, ą”, ną!?) śmiechem - nauczycie się nie okazywać emocji (będą owijać twarz kamiennym jedwabiem pewnie), oklumencji, legimencji, animagii, eliksirów (Jak to, nawet eliksirów nie okazywać? ;n;) („Nie okazywanie eliksirów” osobliwie kojarzy mi się ze stowarzyszeniem AA…) i wielu innych przydatnych rzeczy, czyli jak dobrze rzucić Avade.
Żeby zabić, ale krwią się nie upaćkać.

- Będziemy się uczyć zabijać?!
A skąd. Voldemorta też pokonacie łagodną perswazją.Wampiry i zabijanie?! A gdzie tam! Słyszał kto w ogóle, żeby wampiry kogokolwiek kiedykolwiek zabiły?!

- No tak. A jak niby zamierzasz pokonać Voldemorta??? Co??? Podejdziesz do niego i będziesz liczył, że umrze ze śmiechu????
- N-no nie...
- No. To zostaje tylko jeszcze jedna sprawa.(...) Czy zgadzasz się uczyć w naszej szkole??? Szkolenie potrwa cztery lata.
- Cztery lata?! Ja nie mogę oddalić się na 4 minuty, a ty chcesz bym uciekł na 4 lata?!
- Cztery lata w naszym wymiarze. Tu minie tylko cztery sekundy.
Jak ja lubię ten zabieg, gdy wszystkie majaczące na horyzoncie trudności cudownie omijają głównego boCHatera. Od razu rośnie moja sympatia do niego.Ten motyw sprawdza się w różnego rodzaju baśniach – ale tam jest zazwyczaj przekleństwem, bo np. odbiera bohaterowi możliwość obserwowania, jak dorastają jego dzieci itp. Tutaj zaś… Ech.

- A no chyba, że tak... - uśmiechną się Harry - A jak to w ogóle możliwe???
Ja nie wiem, ale przestań już naśladować ten pseudofrancuski akcent, bo jak ci lutnę z bagietki balistycznej…

- Dzięki zaklęciu Pętli Czasu. Nie martw się. Też się nauczysz tego na szkoleniu.
- Fajnie. No to będzie super, tylko jest jeden mały problem.
- Tak? Jaki?
- Bo mnie cały czas szpiegują członkowie Zakonu Feniksa i...
- Członkowie Zakonu Pieczonego Kurczaka??????
Taak... Bo my jesteśmy zajebistą grupą wompierzy, co to wychynęła w fabule jak dupa zza krzaka i sypiemy wyrafinowanym dowcipem by pokazać, jak dalece jesteśmy fajniejsi od postaci kanonicznych. Tak w ogóle to wspominałem ci już, że jesteśmy zajebiści?

- Eeeee... Tak, chyba tak.
- Tam przecież są Syri i Remi.
I Dąbi!

- Eeee... Skąd znasz Syriusza i Remusa???
- Chodziliśmy razem do szkoły. (...) A co u nich słychać???
- U profesora Lupina na pewno wszystko dobrze, ale z Syriuszem gorzej...
- A co mu jest???
- On nie żyje. - szepnął
- Co? Nie dosłyszałem.
- ON NIE ŻYJE - wydarł się na całe gardło, a po jego policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Harry, ale jak... Od kiedy???
- Zmarł tuż przed wakacjami. I to przeze mnie... Gdybym się przykładał do oklumencji ze Snapem, to bym nie uwierzył w te brednie, które pokazał mi Voldemort, nie poszedłbym do Ministerstwa i Syriusz nie musiałby mnie ratować!!!!!!!! - mówił coraz głośniej, a na końcu rozpłakał się jak pięcioletnie dziecko.
Wykrzykniki rzuciły się na niego niczym stado (pół)harpii zwabionych angstem i beznadzieją.

- Harry... Ciii... Spokojnie... - mówił przytulając Pottera do siebie - To nie twoja wina... Uspokój się... Oddychaj... Przecież Tom oszukał wielu wybitnych czarodziei... Nie ma co się zadręczać... Taki był kaprys losu... Może dzięki temu, że Syriusz zginął, dowiesz się czegoś ważnego... No bo przecież każdy popełnia błędy... Ciiiii... Nie płacz... Harry...
Wielokropki stwierdziły, że nie będą gorsze i przystąpiły do szturmu na narrację.

- T-to wina tego durnego TRZMIELA!!!!!!!! - zaczął krzyczeć waląc pięścią w tors starszego mężczyzny.
Tak! Broń boże, nie twoja, Harry. Wszystkich, tylko nie twoja.

- Wiem, że nie powinienem pytać, bo to na pewno boli, ale... Jak on zginął?
- Gdy walczył... Ze swoją kuzynką... Bellatrix Lestrange... Ona rzuciła Avade... i on wpadł... Za zasłonę... W ministerstwie Magii...- mówił pociągając co jakiś czas nosem.
- A to na pewno była Avada???
- Tak mi się wydaje a co???????
Mów głośniej, bo cię nie widzę zza tych pytajników!

- Nic, nic... Jak sobie przypomnisz to mi powiedz. Dobrze?
- Dobrze.
- No dobra. My tu gadu gadu, a ja dalej nie wiem czy chcesz się u nasz szkolić. - wyszczerzył się mężczyzna.
Tośmy se popłakali, posmarkali, ale pora już przejść do ciekawszych tematów!

- Jakbym miał jakiś wybór... Taka oferta jest raz na całe życie i nie do odrzucenia... Hmm... Zastanówmy się... Wszystkie Za i Przeciw... No cóż... Trudny wybór, ale...
Harry, Ty się jeszcze zastanawiasz? Jakiś totalnie nieznany Ci kolo oraz jego kumpel wilkołak (który chciał Cię pożreć) chcą Cię zabrać Bórwiegdzie, wmawiają Ci, że jesteś Wampirem Przeznaczenia, a Ty jeszcze się WAHASZ?!

- Ej no. Pospiesz się. Ja chcę to wiedzieć dzisiaj!!!!!!!!
- Eh... Zgadzam się kretynie!!!!!!!!!!!!!
- YEAH!!!!!!!!!!!!!!!! Już nikt nie powie, że nic nie umiem dobrze zrobić!!!!!!!!!!!!! YEAH!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - zaczął skakać z radości w okół Pottera
- Hahahahahahahaha!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Harry zaczął się z niego śmiać.
- No wiesz!!!!! Tak śmiać się z cudzego szczęścia!!!!!!!! - udał oburzonego i odwrócił się plecami do leżącego na ziemi chłopaka.
- Ale ja się wcale z tego nie śmieję!!!!!!!!! Naprawdę.
Masz, aŁtoreczko, nie żałuj sobie:!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Ta jasne...
- Ale to najprawdziwsza prawda (masło maślane ^^ dop.autorki)
(Dop.? Ano, tak coś podejrzewałam, że dopalacze miały swój skromny wpływ na oblicze tego opka.)

- Dobra. Idź się prześpij. Jutro o godzinie 7:00 RANO pojawię się w twoim pokoju i teleportujemy się do Arkanents. - powiedział podkreślając słowo rano. (...)
Harry zaczął iść w stronę ulicy Privet Drive, gdy nagle zorientował się, że za nic w świecie nie może sobie przypomnieć w którą stronę iść
- EJ!!!!!!!!! - krzyknął, ale było już za późno. Wampir zniknął - Kua... I co ja mam zrobić???? IGOR!!!!!!! IGOR!!!!!!!!!! IGOR!!!!!!!!!!!!!
Nic. Żadnego odezwu.
To znaczy, że ten Igor był tylko nędznym uzurpatorem. Prawdziwe Igory pojawiają się natychmiast i bezszelestnie.
I podają rękę, gdy trzeba.

Spróbował znowu. Dalej nic. Zdenerwowany zaczął wrzeszczeć:
- REMUS!!!!!!!! MOODY!!!!!!!!!! TONKS!!!!!!!!!!!! KTOKOLWIEK!!!!!!!!!!!!! - Cisza - REMUS!!!!!!!!!!!!!!! TONKS!!!!!!!!!!! MOODY!!!!!!!!!! PROFESORZE LUPIN!!!!!!!!!!!!! SZALONOOKI!!!!!!!!!!!!!!!!! LUDZIE!!!!!!!!!!!!! - Nagle z lasu zaczął ktoś biec.
Ani chybi, ktokolwiek. Albo ludzie.
To ja biegłam, z dzidą bojową skierowaną prosto w niego.

Po chwili Harry zauważył, że to Snape w swojej ulubionej pelerynie, który przeklina Mundgusa Fleatchera
- Potter. Do diabła. Co ty tu robisz???????
- Eeee... Stoję????? I wołam o pomoc.
I jestem jako to dziecko zagubione we mgle.I trzepię pytajnikami jak interpunkcjoholik-onanista.

- Daj sobie spokój. Co robisz w lesie????
- Ja??? No... Eeee... Usłyszałem wycie... I... I myślałem, że to profesor Lupin... I... No... Eeee...
- Dobra. Rozumiem. Chciałeś pokazać jaki jesteś wspaniały, próbując uspokoić wilkołaka.
- Nie!!!! - zaprzeczył Harry.(...)
- Więc co ci przyszło do głowy??!!
- N-nie wiem...
A coś tam przyszło, ale rozejrzało się, zobaczyło, że wokół pusto, to sobie poszło…

- Eh... Mam tego dość. Zaprowadzę cię do wujostwa i zamienię się z Tonks...
Harry nic nie powiedział, tylko ruszył za nauczycielem. Szli bardzo szybko. Peleryna Snapea powiewała za nim. Teraz wyglądał dokładnie jak stary, przerośnięty nietoperz.
Bo wszystkie stare nietoperze powiewają pelerynami.

Doszli do parku i zaraz na Privet Drive. (...) Harry po cichy wszedł po schodach i wślizną się do pokoju. Zmęczony padł na łóżko w ubraniach. Po chwili zasnął.
Uwaga ogólna: bohaterom opek sen przychodzi chyba jeszcze łatwiej, niż kotom.

***
Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca. Młody chłopak właśnie spał sobie w najlepsze. Jego czarne włosy były porozrzucana naniezwykle jasnej twarzy.
Która, jak to u wampira, pod wpływem pierwszych promieni słońca, powoli zaczęła ulegać zwęgleniu…
Uśmiechną się przez sen. Wyglądał tak słodko. Któż by się ośmielił budzić takiego aniołka??? Na pewno nikt. I tu jest właśnie błąd.
Ocućcie to urocze chłopiątko, bo zaraz będziemy mieć słodziaka z rusztu!

Pewien mężczyzna właśnie zakradał się po cichu do łóżka młodzieńca. Uśmiechną się i...
CHLAST
Krew obryzgała ściany. Harry uśmiechnął się do niego drugimi ustami, które otworzyły się na szyi.

Harry obudził się z krzykiem. (...) Spojrzał pod swoje nogi i zobaczył Igora: (...)
Pod nogami go zobaczył? Może to był wampir płożący?

- Zamorduje!!! Wypatroszę!!! Wykastruję!!! - Harry rzucił się na mężczyznę.
- Daj spokój Potty!!! To tylko woda...
Paliłeś się pod wpływem słońca, musiałem przecież to jakoś ugasić!

- Tylko woda?! Była lodowata!!! - krzyczał Potter - A miałem taki piękny sen - powiedział siadając na podłodze - I dlaczego Potty??? - zapytał.
- Bo brzmi tak słodko... I pasuje do ciebie... Halluś... - zaśmiał się.
Boru, zaraz go zacznie molestować. =.=Zaraz, to on go poprosi o zaprezentowanie honoru.

Harry uśmiechnął się do siebie i powiedział:
- Chyba nie przyszłeś tu na pogaduszki no nie???
- Co??? - zapytał zdezorientowany.
- Jak możesz AŻ TAK gwałcić gramatykę?! – dodał z przerażeniem w głosie.

- Miałeś mnie zabrać na szkolenie pamiętasz?
- Aaa... No tak - zaśmiał się.
Przepraszam, rozkojarzyłeś mnie, mój ty słodziaku.
=.=’

Mizi-mizi, rozkoszniaki.
(Bleeeh...)

Harry pokręcił głową i spakował kufer. Odwrócił się do Igora:
- Gotowy.
- Ok. Złap się mnie mocno. Teleportacja międzywymiarowa nie należy do najprzyjemniejszych.
Harry wykonał polecenie mężczyzny i po chwili poczół nieprzyjemne szarpnięcie (To ostrze dzidy Pigmejki wbiło mu się pod żebro. „To na pewno poczUjesz!”, warknęła mściwie.)i teleportowali się na wzgórzu. Miejsce, w którym się znaleźli było piękne i wypełnione potężną, ale uspokajającą i dającą poczucie bezpieczeństwa, magią.
Innymi słowy, ktoś rozpylił tam gaz rozweselający.
Albo podpalił plantację konopii.

Z tego miejsca był wspaniały widok na miasto. Małe domki oraz duże wille (a niech się wampiry nacieszą xD dop. autor.) (A niech to Twoje opko cholera weźmie! dop. Pigm.), pomiędzy nimi wąskie i kręte ścieżki oraz szerokie i proste drogi.
A także dwupasmówki, autostrady i kilka akweduktów.

W centrum znajdował się park, pełen różnych drzew, po środku płynęła bystra rzeka. Za parkiem znajdował się wielki zamek. Był wykonany z czarnego marmuru z wielkimi wrotami, ozdabianymi szczerym złotem.
I wyglądał absolutnie i niepodważalnie jak centrala ZUSu.
Alboliteżjakoby kibel Nowych Ruskich.

Mieszkańcy byli radośni i wydawało się, że w ogóle nie wiedzą o zblirzającej się wojnie.
Wydawało się też, że absolutnie nie są wampirami. W każdym razie takimi prawdziwymi.Nie wiedzieli także nic o ortografii, ale kto by się tym przejmował.
O dziwo świeciło słońce, a każdy wie, że wampiry są na nie uczulone.
Mhm. Wysypki od niego dostają. ;/

Harry spojrzał pytająco na Igora:
- O co chodzi? - zapytał starszy z nich.
- Przecierz wampiry są uczulone na słońce. To dlaczego ono świeci?
KWIK. No właśnie, dlaczego? Zgaśmy je!

- No tak. Wampiry są na nie uczulone, ale żeby żyć normalnie w dzień używamy specjalnego eliksiru. Pomyśl. Jak ja bym inaczej dostał się do twojego pokoju???
Harry uśmiechną się delikatnie. No tak. Jak inaczej by się dostał??? Igor zaczął iść w stronę miasta.
O, następny, który ma problem z dochodzeniem? Kurczę, na to też jakiś eliksir powinni sobie wynaleźć.

Potter jeszcze chwilę patrzył się na park i zszedł za nim. Dorównał kroku starszemu i zapytał się:
- Ej, ale ja nie wypiłem tego eliksiru. Czemu jeszcze żyję?

- Ej. A tak dokładnie to gdzie my jesteśmy???
- Jesteśmy w Mieście Mroku (nazwa pożyczona... sry... dop. autor.) („Sry” – tak, to jest dobre określenie na ten blogasek.). Jest to miejsce, w którym wszystkie wampiry mogą żyć spokojnie, bez obawy o to, że zaraz jakiś pogromca wampirów się na niego rzuci.
Fakt, mrok się z tej lokacji aż bokami wylewa.No co, marmur mają czarny! :D
Przeszli przez park i staneli przed wielkimi wrotami prowadzącymi do wnętrza zamku. Były one tego samego koloru co cały budynek. Zielonooki przyjrzał się im dokładnie i zobaczył dziwne słowa wyrzeźbione na obu skrzydałach wrót. Prubował zrozumieć co tam pisze, ale nic z tego nie rozumiał.
Gdyby „spróbował”, to by zrozumiał. ;P
Wampir spojrzał na dzieciaka i uśmiechną się. Sam pamiętał, że jak był w jego wieku też chciał się dowiedzieć co tam pisze (JEST NAPISANE, rrrrwamać!!!). A kto powiedział, że i Harry ma czekać aż do rozpoczęcia treningu i zarywać noce na poszukiwania w bibliotece??? Uśmiechną się:
- Na prawym skrzydla pisze: "Memento Morii'' (No, pamiętam. Czytałam „Władcę Pierścieni”.) , czyli "Pamiętaj o śmierci", a na lewym: "Per Aspera Ad Astra", czyli "Przez Cierpienie Do Gwiazd" (pożyczone z hpizdn.blog.onet.pl dop. autor.).
Łoboru...! Nie no, cóż za wysublimowane i oryginalne sentencje! A jakie niespotykane! Trzeba przynajmniej dwudziestu lat intensywnej pracy lingwistycznej, by je odcyfrować.A mnie smuci to, że aŁtoreczka wzięła te sentencje z innego bloga. NAPRAWDĘ mnie smuci.
Jednakowoż „hpizdn” to naprawde uroczy adres. ^^

- Skąd to wiesz???
- Umiem czytać. - zaśmieł się.
A to co, gwara?

- Ale...
- Ale to jest w języku wampirów.
Nie, złotko, to jest po łacinie. Nie pogrążaj się... Przecież sporo kanonicznych zaklęć też jest w tym języku.
Ja chędożę, starożytni Rzymianie byli wampirami?! O.O
No tak – przecież wszyscy nie żyją!

Igor pchnął wrota i wszedł do środka. Za nim ruszył Potter. Szli długim mrocznym korytarzem. Wszędzie wisiały bronie różnego rodzaju, od mieczy, przez bronie mugolskie (To miecze nie są mugolskie? O.O) (Może tam wisiały same Durendale i Żądła?), łuki, na pistoletach skończywszy. Szli przez pięć minut i znaleźli się przed wielkimi machoniowymi drzwiami (TAK!!!) z klamką w kształcie kła. Igor zatrzymał się i spojrzał na Harry'ego:
- Teraz tam wejdziesz i ukłonisz się przed radą. Oni wykonają pewien rytułał, który pokaże im który z atrybutów do ciebie pasuje, czyli jakim jesteś władcą. Mroku, światła, wody, ognia czy powietrza. Potem się ukłonisz i wyjdziesz, a ja zaprowadzę cię do twojego pokoju. Będziesz uczyć się z resztą władców. Trening zacznie się jutro, bo znaleźliśmy ostatniego z was. Pamiętaj, żeby się ukłonić
I powiedz „dzień dobry”. I nie dłub w nosie.I nie mlaskaj.
- powiedział Igor otwierając drzwi i wpuszczając Hatty'ego.
Mnie się to idiotyczne zdrobnienie kojarzy z Hatifnatami, a Wam?

Młody Potter wszedł do pomieszczenia i ukłonił się. Spojrzał na radę. Stało tam cztery osoby.
Ale nie stało piątej, co by gramatykę zdania poprawną uczynić.
Pierwsza była kobieta o niezwykle jasnych niebieskich oczach i bląd włosach (Pewnie typowa blĄdynka.). Była ubrana w długą niebieską suknię i stała koło jakiejś misy. Obok niej stał mężczyzna o bląd włosach i piwnych oczach. Był bardzo młody. Miał czarną koszulkę z białym napisem w języku wampirów (Niech zgadnę – było na niej napisane: „I do not drink…wine.”?) i czrne jeansy. Za nim stała kobieta o zielonych oczach i brązowych włosach. Zielone rybaczki i niebieska koszulka idealnie do niej pasowały. Była, na oko, mniej więcej w wieku tamtego chłopaka. Najbliżej Harry'ego stał mężczyzna o czarnych włosach i takiego samego koloru oczach. Ubrany był w białą koszulkę i brązowe spodnie, a na ramiona miał zażuconą czarną peleryna.
Abstrahując od wszystkich bluźnierczych błędów ortograficznych – szalenie poważnie i dostojnie wygląda ta rada, prawda? Zwłaszcza rybaczki muszą dawać +50 do charyzmy.
Wszyscy byli dość młodzi. Nie mniej niż 25 lat i nie więcej niż 30. Niebieskooka zawołała go ruchem ręki do siebie.
Ma mówiącą rękę? Fajnie! Szczególnie mężczyznom usta na ich własnej dłoni by sprawiły wiele radości.

- Wyciągnij rękę. - powiedziała blądynka.
[W skrócie: chlasnęła go sztyletem przez ramię, upuszczając mu krwi do misy.]
Chłopak mimowolnie włożył dłoń do krwi. Na około niego zaczęły się bić: woda, ogień, mrok, światło i powietrze.
Światło jebało po oczach, powietrze piździło prosto w twarz, woda siekła ulewą, ogień jarał mu ciuchy aż miło, a mrok położył mu się cieniem na duszy i truł dupę. I żadne nie chciało ustąpić.
Raz wygrywało światło, raz mrok.
To musiał być efekt trochę jak na dyskotece ze światłem stroboskopowym.
Reszta atrybutów okrążała go. Nagle nastąpił wybuch. Kłęby dymu zasłoniły władcę. Wszyscy ze zniecierpliwieniem wpatrywali się w miejsce gdzie dopiero stał Harry. Kurz powoli opadał.
Na dywanie widniała niestety tylko mokra plama. Na jej środku siedział Mrok i patrzył na zebranych z miną niewiniątka.
Zobaczyli Pottera, którego okalała czarna poświata. Wygrał mrok. Nikt się tego nie spodziewał.
Nie no, dla mnie to akurat było oczywiste... ale ja z blogaskowych chwytów fabularnych mogłabym się już doktoryzować.


czwartek, 17 lutego 2011

Ja jestem bardziej wybrańcowatym wybrańcem niż ty! – czyli magiczne mieszańce cz. 2

Witajcie!
Na początek ogłoszenie: zaprzyjaźniona analizatornia Sierżant und Saper z powodu problemów technicznych ma w tym tygodniu małą przerwę - ale wróci niebawem, bez obaw. :)
EDIT: Załoga SuS, teraz pod nazwą Niezatapialna Armada Kolonasa Waazona, rusza pod nowym adresem: http://niezatapialna-armada.blogspot.com/. Trzymamy kciuki, żeby nowa analiza pojawiła się jak najszybciej!


Dziś druga część przygód naszej wesołej mieszanki, o pardon – wesołej kompanii. Tym razem bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby brali udział w konkursie na Najwypaśniejszego Wybrańca, Dumbledore okazuje się NIEDOBRYM Dumblem, Malfoy dobrym elfem, Harry patrzy w gwiazdy, a Lupin jest ślepy jak Nietoperz, który z kolei czyni Złe Rzeczy, ale nie do końca wiadomo jakie.
Zgubiliście się? A to dopiero początek… ;) Miłej lektury!

Blogaska zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka



-Jeszcze jedno-powiedziała Alex- ale najpierw się napijcie-wyczarowała 6 butelek piwa kremowego.
- Może ja też się lepiej napiję... - mruknęła Kalevatar ponuro.

-Wiesz, co-oburzył się Dav
-Do poprzednich informacji musieli być trzeźwi, bo by im się wszystko pomieszało, a gdy to usłyszą na trzeźwo mogą nam tylko Kwaterę rozwalić.
Zaraz, przecież piwo kremowe było bezalkoholowe. Choć w sumie… skoro na skrzaty domowe działało, to może i na te skundlone hybrydy podziała. :D

-Takiej mocy to my nie mamy- przerwał Ron
-Jeszcze jej nie znacie.
Wypili piwo.
-Więc ostatnią wiadomością jest...że dyrektor o wszystkim wiedział, no prawie-powiedziała na jednym wydech blondynka.
Na wydechu powiedziała? Zdolna jest.Jak na blondynkę – na pewno.

-CO!- Krzyknęła cała trójka jednocześnie-I NIC NIE POWIEDZIAŁ-szyby zaczęły pękać.
A to oni przypadkiem nie byli pod ziemią?Ojtam, ojtam, szczegółów się czepiasz. Może wstawili okna, żeby oglądać fascynujące wędrówki dżdżownic, na przykład?

-KWATERĘ NAM ROZWALĄ-krzyknął Dav
-A, CZEGO CIĘ NEKROMANCI UCZYLI WIESZ, CO ROBIĆ-odpowiedziała Alex.
Wskrzeszaj zmarłych! Przywołuj demony! Zapieczętuj swoją duszę w filakterium, by stać się liczem! Niekoniecznie w tej kolejności!Naślij na nich oddział ożywionych szkieletów, niech ich pożre!!!

Karolina David i Alex stanęli w kręgu (We troje to oni mogli co najwyżej w trójkącie stanąć... geometria jest bezlitosna.) mrucząc coś pod nosem i wykonując skomplikowane ruchu rękoma.
Też tak mam, jak zamek błyskawiczny w mojej ulubionej bluzce się zacina.
Też stajesz w jednoosobowym kręgu? ^^

Przy ścianach Kwatery pojawiły się olbrzymie tarcze, które zaczęły je osłaniać. Po kilku minutach wszystko ustało i cała szóstka padła na fotele bezsilnie.
-Co to było? -Spytał Harry.
-To wybuch-odpowiedziała spokojnie Alex-w dodatku potrójny osób połączonych przyjaźnią. Wybuch jest odzwierciedleniem mocy każdy kolejny uwalnia nowe jej pokłady, z których można później korzystać.
Mówiąc językiem specjalistycznym – trwale zwiększyliście swój limit many.

To był wasz drugi wybuch. Pierwszy jest zanim jeszcze pójdziesz do szkoły. Chodzież w twoim przypadku Harry chyba trzeci.
A Lubiana czwarty. Na poziomie dwudziestym dostaje się Rosenthala.
Dziwne zbiegi okoliczności, gdy nie panuje się nad swoją mocą jest ich kilka to tzw. wybuch rozbity. Żaden 6 latek nie wytrzymałby uwolnienia całego pokładu mocy na raz.
Acha, czyli mam rozumieć, że młodzi czarodzieje co jakiś czas wysyłają w atmosferę coś w rodzaju magicznej, niszczycielskiej fali uderzeniowej ostrego wkurwu? Hm… mam nadzieję, że nie powoduje to zwiększenia dziury ozonowej albo czegoś podobnego.

Teraz wam powiem jak zapobiec wybuchowi, gdy w pobliżu są ludzie. Należy rzucić na tego, co wybucha jakieś zaklęcie torturujące. Ból fizyczny zagłusza ten psychiczny.
Jestem pewna, że troskliwi rodzice nagminnie stosują tę metodę wobec swych latorośli w wieku przedszkolnym.
Jesteście rozgoryczeni zachowaniem Dyrektora. Ja to rozumiem. Gdybym kogoś takiego spotkała i zaufała a on by mnie okłamywał na każdym możliwym kroku mogłoby to się źle skończyć.
Wybaczcie, że wam rujnuję wizerunek zUego Dumbledore'a, ale co zrobił gorszego niż np. państwo Weasleyowie, którzy ukrywali przed własnymi dziećmi, że są półwampirami (i półszczupakami zapewne też)?

-Gościu by nie żył-wyjaśnił Dav
-Żyłby przysięga Dav przysięga.-Odparła dziewczyna
-Fakt
-Jaka przysięga-Harry był zaintrygowany ci ludzie byli dziwni, ale mówili mu prawdę.
Wiedział, że to prawda, bo tak im dobrze z oczu patrzyło.Czyyyy teee oooczyyy mooogą kłaaaamaaać…

-Przysięga dobra. Mówiąca, że nigdy nikogo nie zabijemy i nie zdradzimy tajemnic kręgu. Z chwilą, gdy się o niej dowiedzieliście musicie ją złożyć.
Kurde, to jest lepsze niż te drobne druczki w umowach kredytowych. Ich przynajmniej nie musisz podpisywać.

-Harry im ufał tak jak jeszcze nikomu nie licząc Syriusza, ale jego już nie ma.
No jaaasne, gdyby ze mną ktoś sobie tak chamsko pogrywał, też zaufałabym mu bezgranicznie i w trybie instant.Tak, ja też zaufałabym ledwo poznanym ludziom, którzy poinformowaliby mnie, że jestem jednorożcem. Na pewno.

Alex wstała.
-Powtarzajcie za mną.
BY PRAWDA PRAWDĄ ZOSTAŁA
BY DOBRO ZŁO ZWYCIĘŻYŁO
MY TRÓJKA PRZYJACIÓŁ ODDANA
SKŁADAMY PRZYSIĘGĘ PRAWOŚCI
PRZYSIĘGĘ WIARY, NADZIEI
ŚMIERCI NIKOMU NIE ZADAMY
A TAJEMNICE NAM POWIERZONE
W GŁĘBI SERCA ZACHOWAMY.*
Alex powiedziała przysięgę a później powtórzyła ją w nieznanym języku.
Dodając chytre klauzule o tym, że w razie jej złamania wyrażają zgodę na (niekoniecznie pośmiertne) pobranie ich narządów do przeszczepów i sprzedanie całej ich rodziny do burdeli na Tajwanie.

Na ręku Rona, Hermiony i Harryego pojawiły się sie świecące bransolety.
Dobrze, że nie pierścienie czystości.Sparklące bransoletki na rękach chłopaków z pewnością dodały im męskości.

-Idźcie spać jesteście zmęczeni-Karolina uśmiechnęła się
Posłuchali jej rady i po 15 minutach spali w pokojach, które wskazał im Dav.
Kurde, pozazdrościć spokoju ducha. Ja po wysłuchaniu takich rewelacji nie zasnęłabym za Chiny Ludowe.Może im czegoś do tego piwa kremowego dosypali…?

***
[Tymczasem Zakon Feniksa w poszukiwaniu Harry'ego miota się jak Żyd po pustym sklepie...]
Lupin jakoś nie podzielał zdenerwowania reszty-Mówię wam, że nic im nie jest i 1 września zobaczymy ich w szkole.
-To nam łaskawie powiedz gdzie oni są- Moody nie dawał za wygraną.
-Nie wiem nie jestem jasnowidzem.
-To skąd wiesz, że nic im nie jest?
-Mam przeczucie.
Chodziłem na kursy wieczorowe do profesor Trelawney.
-Tak nie ma nic pewniejszego niż twoje przeczucia-zakpił Snape- Remus zerwał się z miejsca.
– Fusy po kawie mi to podpowiedziały! One się nigdy nie mylą!

***
[Tymczasem w przedszko... wróć!: w Kwaterze Głównej Zakonu Prawdy...]
Dav postanowił pokazać nowym kolegą Kwaterę a miejsca, w których się pojawili wyglądały jak po przejściu tornada.
-STAĆ, BO JAK SIĘ WKURZĘ YO NIE BĘDZIE DLA WAS NADZIEI.
-Ależ kochana przyjaciółeczko-Dav przeginał, o czym doskonale wiedział- Oni muszą się wyszaleć od dwóch miesięcy siedzieli na tyłkach jak grzeczne dzieci, więc daj im trochę swobody.
Dlatego demolują wnętrze jak banda niewychowanych pięciolatków z ADHD?
Boru, jak to czytam, to czuję się jak stara, stetryczała moralistka…

[Po uprzątnięciu burdelu nadszedł czas na naukę oklumencji. Harry zwierza się z traumatycznych przeżyć.]
-Nie zmusicie mnie nienawidzę Oklumencji.
-To całkiem fajna zabawa.
-Tak możliwe, ale na pewno nie z Nietoperzem. On mnie nienawidzi.
-Co słyszę. Nietoperz uczył cię Oklumencji co za inteligentny zwierzak-zadrwił David
-Nie zwierzak tylko nauczyciel eliksirów. Zobaczymy czy będzie ci do śmiechu jak go poznasz.-Odgryzł się Ron.
-Co maja eliksiry od Oklumencji -zapytała Alex-bo nie widzę powiązania.
...i przerasta mnie myśl o tym, że ktoś (poza mną) może specjalizować się w więcej niż jednej rzeczy.

-Psor jest byłym śmierciożercą - wyjaśniła Hermiona.
-Niech zgadnę- zaczęła Alex-czarne włosy, czarne oczy, czarna szata, szara cera, czarny charakter.
Nie zapominaj o czarnych bokserkach. I czarnej duszy.
Cera psuje Snejpowi tru mroczny imidż, też powinna być czarna.
I zęby też!

-Skąd wiesz-zapytał Harry
-Bo to nie taki znowu były śmierciożerca, ale śmierciożerca na usługach jasnej strony, który wcale nie przestał torturować ludzi.
Czyli łączy przyjemne z pożytecznym... a jeśli sobie nawet kogoś troszkę potorturuje, to przecież wyłącznie ku chwale ojczyzny!

-Skąd wiesz-powtórzył Harry
-Moja mała tajemnica powiedziała z uśmiechem -Ale jej oczy mówiły, że nie za wesoła ta tajemnica.
Dlatego właśnie się uśmiechała. Mhm.

-Nie martw się szefowo, jeśli to on to żywy ze spotkania ze mną nie wyjdzie.-Powiedział Dav
-A przysięga-Alex nie dawała za wygraną.
-Co mnie obchodzi przysięga nie pozwolę krzywdzić przyjaciół zresztą po inicjacji nekromanckej część o zabijaniu się mnie nie tyczy.
O, czyli rzeczywiście drobny druczek się nam pojawił. ^^

-O, co chodzi?- Zapytał, Ron (...)
-Przecież go nie zabijemy...
-Nie będę płakał-przerwał Harry-życzę mu rychłej śmierci. Ale, o co chodzi.
Podejrzewam, że w okolicy grasuje jakiś Potworny Pożeracz Pytajników. Znaków zapytania nigdy nie ma tam, gdzie są potrzebne.

-Nic takiego może kiedyś się dowiecie.
-Jesteśmy się drużyną - zaprotestowała Hermiona
Harry zobaczył w oczach dziewczyny coś na kształt... łez.
Ale tak naprawdę były to wszystkie zagubione znaki interpunkcyjne z tego tekstu.

Nic nie rozumiał. Alex zerwała się z miejsca i wyszła z salonu.
-Idę do parku krzyknęła drżącym głosem wyszła.
-Brawo-Karolina była zła- To nie są przyjemne wspomnienia...
-Rozumiem-przerwał Harry i po raz pierwszy od poznania nowych przyjaciół pomyślał o Syriuszu-wiem, co to znaczy złe wspomnienie-jego głos był smutny.
-Wiesz? -Zadrwił Dav-Mogę się założyć, że nie przeżyłeś nawet połowy tego, co ona.
Nie no, skąd. Naczelna Marysujka ma wszakże monopol na wspomnienia trudne i traumatyczne, gdyż te – jak Ałtoreczkom wiadomo – bezpośrednio przekładają się na zajebistość postaci.

-Nie wiesz ile przeszyłem.
Hej, chłopie, gdybyś ty wiedział...! Pięć kożuchów przeszyłem, takich grubych, baranich, i płaszczy skórzanych z piętnaście... Samych dżinsów przeszyłem już setki!Nawet biedne, chińskie dzieci tyle nie przeszyły, co ja!

-Tak.Wybraniec mający nieszczęśliwe dzieciństwo. Jakbyś ty jeszcze wiedział...
...że ona jest jeszcze bardziej wybrańcowata, a jej dzieciństwo było nieszczęśliwsze niż twoje! Znaj swoje miejsce, postaci kanoniczna.

-Harry nie musisz nikomu udowadniać, że miałeś trudne życie.
-Hermiono czy ja próbuję coś komuś udowodnić? (...) nie robię tego na pokaz. Idę do parku najwyżej mnie złapią.
-Nie pójdziesz.
-Co teraz trafiłem do drugiej klatki.
-To nie klatka Harry-powiedziała Alex …to loch bez okien, mwahahahaha! wchodząc oczy miała cały czas smutne.
-Ale ja muszę popatrzyć w gwiazdy-zaczął smutno Harry
Oż kurwa... =.= Jeszcze chwila, a zaczną wić wianki z wiosennego kwiecia.
-Jest południe teraz gwiazd nie zobaczysz - Blondynka uśmiechnęła się.
-Przepraszam- powiedziała Hermiona-nie powinnam naciskać, to twoje wspomnienia.
-Nie szkodzi. A w gwiazdy popatrzysz wieczorem.
No już nie płacz, malutki.

[Tak uspokojeni, kontynuowali naukę oklumencji.]
Do 10 wieczorem siedzieli próbując przekazać swoje myśli koledze. (...) Koło 10 przerwali ćwiczenia zjedli kolację i mieli zamiar wyjść na dwór. (...)
Wyszli na dwór niezauważeni przez nikogo.
-Dzisiaj pełnia-krzyknęła przerażona Hermiona
-Tak a co-zapytał zdziwiony Dav
-Mogli wysłać Lupina na poszukiwania-powiedziała Hermiona
Bo nie ma nic bardziej dyskretnego, niż wilkołak w Londynie.Wiesz, skoro po łódzkich parkach biega Kotojeleń, to w londyńskich może straszyć wilkołak…

Jakby na potwierdzenie tych słów zobaczyli wilkołaka, który szedł spokojnie w ich stronę, co oznaczało, że wypił eliksir tojadowy i ma pełną świadomość.
-No to wpadliśmy - powiedział David-przed wilkołakiem nie zwiejemy.
-Od razu wpadliśmy-przerwał Harry- Remus im nic nie powie. Prawda -ostatnim słowem zwrócił się do wilkołaka. Ten tylko zawył.
Ze zgrozy. Łatwowierność chłopaka go przerażała.

-A nie mówiłem -uśmiechnął się chłopak.

[Tymczasem Ron zaczyna przeistaczać się w wampira... =.=”]
Ron nagle zbladł. Zaczęła się przemiana. Wszystko działo się bardzo szybko. Okrzyk bólu, wznoszące się ciało i bezwładnie leżący na ziemi wampir, który ciągle był podobny do Rona.
Choć nawet przyjaciołom ciężko go było rozpoznać w tym czarnym fraku i pelerynie ze stojącym kołnierzem.Delikatnie sparkląca skóra też nie pomagała.

Wilkołak podbiegł do chłopca.
-Nic mu nie będzie-powiedziała Alex, ocuciła Rona kubkiem wyczarowanej wody.
A nie grzeczniej byłoby ocucić go zaklęciem ocucającym?
No co. na pewno takie też mają.

-Co już?- Zapytał zaskoczony
-Tak teraz musisz to ukryć-odpowiedziała dziewczyna
-Ale jak?- Ron badał pazury i kły
-Pomyśl, że chcesz wyglądać jak przed przemianą
-OK
Już po chwili wyglądał jak dawniej.
Chyba jednak nie jestem wampirem. Gdy myślę, że chcę wyglądać jak Monica Belucci, absolutnie nic się nie dzieje. ;< Nie martw się, przynajmniej potrafisz stawiać kropki na końcu zdań. Moim zdaniem to wypaśniejszy skill niż wampiryzm. *głaszcze Kalevatar na pocieszenie*

Spojrzał na Harrego, który wpatrywał się w gwiazdy. Nagle zaczęło wschodzić słońce
Znienacka!
Mimo że wyszli o dwudziestej drugiej. Pory dnia zmieniają się w tym opku z prędkością teatralnych dekoracji.Bo to SĄ teatralne dekoracje…

a 6 przyjaciół zniknęła pod fontanną pozostawiając wilkołaka z mnóstwem pytań.
Jak widać, pozostawili miejsce swego pobytu w głębokiej tajemnicy.

***
Następnego ranka w KGZF znów trwało zebranie. Remus został postawiony w krzyżowym ogniu pytań, ale nie zapomniał o obietnicy złożonej Harremu.
-Jak to uciekli !? Wilkołakowi uciekli!?-denerwował się Moody
-Normalnie ile razy można wam to tłumaczyć (...) Najbardziej interesują mnie ich nowi znajomi.(...) Dwie dziewczyny i chłopak nigdy ich tu nie widziałem-odparł szybko Remus
-Jak wyglądali?
-Albusie było ciemno skąd mam wiedzieć? a te głosy słyszałem pierwszy raz w życiu.
-A wilkołaki nie widzą w ciemnościach - spytał Snape
-Widzą ale nie aż tak dobrze żeby rozpoznać kolory zwykle widzę tylko ruch-bronił się Lupin
I takie półślepe obijają się po drzewach i chaszczach i nigdy nie mogą nic upolować – bo wystarczy, że ofiara, zamiast uciekać, stanie nieruchomo – i już staje się dla nich niewidzialna. :D

-Dajcie mu spokój co nam da rozmyślanie nad tożsamościom tamtej trójki.
No jasne – po co nam wiedzieć, w jakim towarzystwie obracają się Harry i spółka. To przecież w żadnym razie nie mogą być śmierciożercy albo coś.

Większe szanse będą w Hogwarcie. Już jutro...
-Dzisiaj Albusie- przerwała Tonks.
- A tak masz rację. (...)
- To koniec zebrania?
-Jeszcze nie chciałbym się dowiedzieć co się stało Ronowi
Skoro jeszcze nie chcesz wiedzieć, to po co pytasz? ^^I chce, i boi się… Kal, Ty nigdy nie miałaś dylematów egzystencjalnych? :P

wczoraj nie wyglądał jak człowiek, miał pazury i kły, co jest grane???
- No wiesz Remusie to trochę skomplikowane- powiedział pan Weasley.
- Posłucham.
- No nasza rodzina to taka sobie mała mieszanka.
Tu Żyd, tam murzyn, tu znowu łuk tryumfalny... Wiesz, jak to jest.Nic nie poradzimy na to, że nasz przodek był zoofilem ORAZ właścicielem ogrodu zoologicznego.

- Nie rozumiem
- No bo Ron jest wampirem 5 pokolenia tak jak wszystkie nasze dzieci bo tak... jak ja mam to wytłumaczyć?
Gdy tatuś-wampir czwartego pokolenia spotyka mamusię-wampirzycę czwartego pokolenia...

- No dobra rozumiem czyli jesteście rodzinom (argh!) wampirów 4 i 5 pokolenia tak?
- Coś w tym stylu. Ale jak zrozumieliście to ja pójdę obudzić dzieci- Molly wstała i szybko wyszła z kuchni.
No spoko, po co się przejmować takimi drobnymi szczegółami jak wampiryzm. Nie przeszkadzaj sobie.

- Wy jesteście niebezpieczni , jak można wysyłać kogoś takiego do Hogwartu?
- Normalnie, chcę przypomnieć że nie jesteśmy 100% wampirami i nie pijemy krwi bo jakby tak było to możesz być pewny że długo byś nie pożył- warknął pan Weasley zdenerwowany zachowaniem byłego aurora.
Artur Weasley grożący Moody'emu... no tego jeszcze nie grali.

- Spokój- Dumbledore wstał. - Ja się będę zbierał muszę być w szkole przed uczniami- powiedział i wyszedł.
Po 10 min Giny, Fred i George zeszli na śniadanie a pół godzinie wyszli z domu i pojechali na stację. Każde z nich miało nadzieję na spotkanie przyjaciół i się nie pomylili.
Jak tylko weszli na peron 9 i 3/4 zobaczyli 6 osób rozmawiających o czymś wesoło p chwili 3 osoby odeszły w stronę pociągu zostawiając Harrego, Rona i Hermione. Zakonnicy szybko do nich podeszli.
A byli to karmelici bosi, rzecz jasna.Pewnie zbierali datki na odnowę klasztoru.

- A kim były te 3 osoby z którymi rozmawialiście- zapytał Moody
- Nowi w tym roku idą do Hogwartu i nie wiedzieli jak dostać się na peron więdz pomogliśmy- odpowiedziała Hermiona
- Aha...- inteligentna odpowiedź aurora rozśmieszyła młodzież.
A jak według Ciebie, Ałtorko, powinien odpowiedzieć, by było to dostatecznie inteligentne? Walnąć im wykład o fizyce kwantowej? A może zwrócić uwagę, że „więc” nie pisze się przez „dz”?Powinien jej odpowiedzieć: „Słowa pani radość wielką mi uczyniły, palącą ciekawość zaspokoiły bowiem z nawiązką. Ameeeeeen…”

[Towarzystwo pakuje zadki do pociągu, gdzie nawiązuje się rozmowa o Mistrzu Eliksirów.]
- Uwielbia się nademną znęcać, a po trzecie to Naczelny Postrach Hogwartu. [- powiedział Harry]
- Nie przesadzasz- zaczęła Alex (...) - Wy macie do niego jakieś uprzedzenia.
- On do nas też. Zobaczymy co powiesz jak go poznasz.
-Ale ja go znam i możesz być pewien że jak on pozna mnie to nie będzie podskakiwał.
Ależ jasne! Na sam jej widok połozy uszy po sobie i zaskomli.

- Mam dla was jedną przepowiednie -odparła (zupełnie z dupy i bez związku z toczącą się rozmową) Alex
-Tak jaką?
- Za 5 min pociąg się zatrzyma i wejdą do niego śmierciożercy i dementorzy by nas pozabijać
A ona takie wizje to tak… mimochodem ma, że nawet nie drgnie ani nie krzyknie, kiedy na nią ta wiedza spływa? Kurczę, twarda jest.

Nagle pociąg staną gwałtownie.
-I się zaczyna. Przygotujcie się na walkę.
Wszyscy wyjęli różdżki na zewnątrz coś wybuchło.
- Harry wołaj Gwardie zobaczymy czego nas nauczyłeś - Krzykną Ron
Harry wyszedł z przedziału i wzmocnił magicznie głos
-GD- krzyknął
A to da się krzyknąć coś, co nie ma żadnej samogłoski? O.oPróbowałam, ale brzmię tak, jakbym się dławiła. No, ale ja nie jestem tak zajebista jak oni.

Na korytarz wyszli członkowie Gwardii
-Słuchajcie śmierciożercy zaatakowali pociąg
-Skąd wiesz
-Nie słyszeliście tego huku (A czym różni się huk świadczący o zwyczajnej awarii pociągu od huku wywołanego przez Śmierciożerców zatrzymujących pociąg?)(W tym drugim pobrzmiewają takie mhrroczne nuty:D)) są tu też dementorzy ci którzy umieją niech wyczarują patronusy roześlijcie je po pociągu niech staną w wejściach i nie wpuszczają tych demonów. Podzielcie się na kilka grup brońcie młodszych uczniów...
-Zły pomysł -usłyszała za sobą głos Alex
Odwrócił się błyskawicznie
-Co ci się niepodobna
-Razem jesteście silniejsi."na tyle silni na ile zjednoczeni na tyle słabi na ile podzieleni" pamiętasz to-spytała
-Ale skąd...
-Nie zadawaj pytań tylko słuchaj
Powinna jeszcze rzucić mu w twarz odznaką FBI i grobowym tonem oznajmić, że „przejmuje tę sprawę”.Tiaaa. Harry, Chłopiec Który… Zaraz, kim on właściwie był?
Teraz już nikim, Pigmejko – powiedziała Kal i zadumała się egzystencjalnie...

Zamkniemy wszystkie drzwi i zostawimy tylko jedne otwarte Dav i Karolina już się tym zajęli my wszyscy ustawimy się grupą przy otwartych drzwiach i będziemy walczyć.
Złotko... Nie chcę podważać twego autorytetu, ale zapomniałaś o takim drobiazgu jak to, że śmierciożercy i dementorzy sami sobie potrafią drzwi otworzyć... Chyba nie wyobrażasz sobie, że zastawszy zamknięte drzwi zafrasują się i pójdą poszukać otwartych?
- Puk puk!
- Kto tam?
- Śmierciożercy, otwierać!
- Nikogo tu nie ma!
- A to przepraszam, to ja pójdę do sąsiadów…

Oczywiście tylko ci którzy chcą nikogo nie zmuszamy.
-A kto powiedziała,że będziemy cie słuchać- spytał Zachariasz Smith
- Jak nie chcesz słuchać to idź do przedziału i nie przeszkadzaj.
Aha – jak nie chcesz słuchać, to posłuchaj mnie i się nie wtrącaj. Genialne.1. Mary Sue ma zawsze rację.
2. Jeśli nie ma – patrz punkt 1.

-Dobra robimy tak jak ona mówiła ten plan jest lepszy niż ten mój.
No, Harry – spróbowałbyś powiedzieć co innego! (Nie muszę dodawać, że uważam zupełnie przeciwnie, prawda?)

Alex i Harry ruszyli na przedzie w stronę otwartych drzwi.
-Expecto patronum -szepnął Harry
Z różdżek prowadzących pochód wystrzeliły dwa Patronusy Jeleń i Feniks ten drugi wzbudził prawdziwy zachwyt tym bardziej że dziewczyna nie otworzyła ust.
Oczywiście. A w ogóle ten jeleń Harry'ego był kulawy i parchaty. W zasadzie to była koza, nie jeleń. I w ogóle nie działał.

Dementorzy zaczęli się cofać,a śmierciożercy patrzyli na to ze zdumieniem.
Jak żyli, nie widzieli patronusa. W zasadzie pierwszy raz trzymali różdżki w ręku.

Nagle rozległ się drwiący śmiech, który Harry rozpoznałby wszędzie Lestrange.
Śmiech o imieniu Lestrange (daleki kuzyn Zapachu Paskudnego Starego Rona) chichotał cicho, dryfując swobodnie w powietrzu.

-O dzieciaczki potrafią się bawić zobaczymy jak długo.
Harry i Alex machnęli jednocześnie różdżkami w jej kierunku. (...) Kobieta odleciała na drzwi najbliższego przedziału.
-Wycofacie się- powiedziała Alex była bardzo spokojna a w jej głosie wyczuwało się tyle chłodu że obrońcy pociągu aż się wzdrygnęli. -
Zdążyła wcześniej przeżuć gumę Winterfresh, skubana!

Nikogo tu dzisiaj nie zabijecie. Ci z was którzy mnie znają wiedzą że nie rzucam słów na wiatr.
- Jeśli to miał być jakiś żart dziewczyno to kieski (i sakiewki!) bo nas nie można zatrzymać- powiedział Lucjusz Malfoy
- Jak zwykle masz rację- powiedziała blondynka z kpiną- Tylko wiesz jest jeden problem bo ja wcale nie żartuje, liczę do 3 jeśli ciągle będę was przed sobą widzieć to możecie ulec małemu wypadkowi. - Wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę zarówno śmierciożercy jak i GD
Nie dziwię im się ani trochę. „Liczę do trzech”? „Małemu wypadkowi”? Na bora, i ona oczekuje, że ktokolwiek potraktuje ją poważnie?

- RAZ
Śmierciojady wybuchnęli drwiącym śmiechem ale Alex liczyła dalej
-DWA
Śmiechy wzmogły się
No oczywiście. Śmierciożercy będą posłusznie stać i czekać, aż smarkula ich zaatakuje. Bo przecież mają czas, by pieprzyć się z gówniarstwem...

- Pomóżcie mi- zwróciła się do przyjaciół- TRZY.
W tym momencie w kierunku napastników poleciało 6 zaklęć bardzo silnych z których tylko 3 szło zidentyfikować.
Pozostałe miały założone kominiarki.

Członkowie GD również włączyli się do dzieła zniszczenia zapoczątkowanego przez 6 przyjaciół. Po 5 minutach walki śmierciożercy zaczęli się cofać a po upływie 10 min pojawili się członkowie ZF z Dumbledorem na czele oraz Brygada Uderzeniowa Aurorów. Śmierciojady zniknęły.
- Hurra – powiedziała wcale nie zaskoczona Kalevatar.Rozumiem, że żaden dzieciak nie uległ najmniejszym obrażeniom? Hm, może Śmierciożercom się mana wyczerpała…?

-Dobrze sobie poradziliście- pochwalił dyrektor.- To ty Harry dowodziłeś obroną?
Chłopak pokiwał przecząco głowom wskazując równocześnie na Alex co potwierdzili członkowie GD.
Alex uśmiechnęła się.
- Panie dyrektorze to my wszyscy bez nich nic bym nie zrobiła tylko dzięki nim- wskazała na stojących z tyłu uczniów- się udało. A tak naprawdę to Harry dowodził a ja tyko trochę pomogłam.
Ja wiem, że powyższy fragment ma dowodzić niezwykłej skromności głównej bohaterki, ale tak RZECZYWIŚCIE było. Zaklęcia miotali wszyscy, a jej śmieszne pogróżki na samym początku miały raczej niespecjalny wpływ na przebieg walki.

- Nie znam waszej 3- powiedział [dyrektor] wskazując na Alex, Karolinę i Davida.
Nie mam zielonego pojęcia, jakich uczniów zgodziłem się przyjąć z Durmstrangu.No wiesz, Kalevatar, on ma już swoje lata, może mu to i owo z głowy ulecieć… ;)

- Jesteśmy nowi przysłano nas w ramach wymiany z Durmstrangu- powiedziała Alex - Czy możemy wrócić do przedziału jesteśmy trochę zmęczeni?
Nie pozwól nam siebie zatrzymywać, Panie Dyrektorze.

- Tak oczywiście- odpowiedział dyrektor, a 6 przyjaciół powędrowała do swojego przedziału.
- (...) zastanawia co tu robił Malfoy i dlaczego syn się do niego nie dołączył.- Harry nie wiedział co ma powiedzieć- Wiecie Malfoy powinien być w Azkabanie.
- Jak dementorzy są po stronie Voldemorta to co się dziwicie że śmierciożercy nie siedzą w Azkabanie to było do przewidzenia. Draco nie dołączył się do ojca bo ujawniła się jego elficka natura.
A w ojcu ta elficka natura się nie objawiła, tragicznym zbiegiem okoliczności?
BTW, wygląda mi to na jakieś pranie mózgu ex machina.Jednak dobrze, że jestem człowiekiem. Nie chciałabym pewnego ranka obudzić się ze zmienioną psychiką i spiczastymi uszami gratis.

Elfy są z reguły dobre więc nic w tym nadzwyczajnego.
Ech, więc teraz Drakuś będzie przytulaśnym, dobrym misiem? Jak słooodko…
Cóż, jest przystojnym chłopcem (przynajmniej wg fandomu, bo w filmie nie za zbytnio). Nie można pozwolić, by się marnował jako worek treningowy, gdy może być Tru Loffem.

[Nasi ulubieni przybysze z Durmstrangu przybywają na Ceremonię Przydziału.]
W tej chwili usłyszeli donośny głos spojrzeli na stołek z którego przemawiała do nich Tiara???
Mnie się pytasz, Szanowny Narratorze?
Gdy byłam jeszcze młoda
Gdy żyli czterej potężni
Przeczytałam Czterej Pancerni…

Gdy panowała zgoda
Gdy wszyscy byli tak mężni
Godryka nikt w tym nie prześcignął
Salazar sprytem się wsławił
Rowena mądrością
Helga zaś dobrocią
Nic nie zapowiadało klęski
Jaką poniosła ta czwórka
Zrywając nici przyjaźni
Dar marnując tak wielki
Bo przyjaźń magią tak wielką
że tylko miłość prześcignąć ją zdoła
By w czasach wojny rozległej
Gdy taka Wybranki rola
By znaleźć dziedziców
Przyjaźni nici odbudować
By szkoły bronić jak oni
Przed złem co kręgi ciasne zatacza
Jeden pomoże w zwycięstwie
Reszta przy życiu utrzyma
Bać się będą wrogowie
Gdy ósemka krąg utworzy potężny
Jak jeszcze nikt
Oj, coś Ałtore... znaczy: Tiara ani rymu, ani rytmu nie trzyma... Kiepścizna.

Pomóżcie Wybrance młodzieży
Przyjaciele trzymajcie się razem
Zwaśnione strony połączcie
By szkoła przetrwać zdołała
I jak za dawnych czasów
Potęgą znów się stała.
Tak, tak, łapiemy – pieprzyć Pottera, boCHaterka jest nowym, lepszym wybrańcem, bez niej sobie nie poradzą choćby nawet pękli. It's sooo boring... =.=