czwartek, 9 grudnia 2010

O latającym kotoczołgu III, czyli żal, żal, serce płacze

Witajcie!
Ta część przygód wszechmocnego elfiego kotoczołgu będzie częścią ostatnią – chyba że kiedyś zaliczymy nawrót epizodu masochistycznego i zapragniemy się trochę samoudręczyć. Tymczasem czeka na Was jeszcze więcej absurdu, obstrukcja zajebistości, zanik sensu, uwiąd gramatyki i ogólna bida z nędzą. Oraz – niczym wisienka na torcie - świecąca wulwa przechodząca konflikt pokoleniowy.
Indżoj.
Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar.
Adres blogaska: http://zycie-lodowej-elfki.blog.onet.pl/



[Przypominam: akcja tym razem toczy się w świecie gry „Giants: Citizen Kabuto”.]
Stałam przez dłuższą chwilę na tej samej plaży gdzie byłam z Razielem.Po kilku minutach takiego bezsensownego sterczenia udałam się wzdłuż brzegu morza.Nagle usłyszałam potworny szum, jakby jakiś statek kosmiczny zasuwał gdzieś z prędkością światła.
Szumiący statek kosmiczny?! Cóż, może na kadłubie wyrosły mu brzozy i to one tak szumiały podczas lotu...
To była kosmiczna husaria. Szumiały, rzecz jasna, skrzydła umocowane u kadłuba okrętu (których – ciekawostka – w rzeczywistości nigdy nie było).
Inna sprawa, że nikt nie wie, jaki dźwięk wydawałby obiekt poruszający się z prędkością światła. Pardon, AŁtorka wie.

I nie myliłam się.Po niebie sunął niebieskawy statek, dość mały, zawierający miejsce tylko na 2 osoby.
Sunął z prędkością światła, tak...? Strach pomyśleć, co będzie, gdy się rozpędzi.

Siedziało w nim 2 chłopaków (chyba po 20-stce).
I tyś to z ziemi zobaczyła. Co jeszcze? Ile mieli pryszczy, na przykład? I gdzie? ;>

Jeden z nich szykował się do opuszczenia statku, no i opuścił go w pięknym stylu, mianowicie:
...wyskoczył na długo przed lądowaniem statku – w związku z tym, kiedy sam „wylądował”, miał konsystencję gęstego dżemu – jednakże widowiskowości odmówić mu nie można było.
opuścił go w pięknym stylu, mianowicie:
...dynamicznie wyszedł z progu, w locie przybrał nienaganną pozycję (choć lekko odchodziła mu lewa narta), po czym wylądował klasycznym telemarkiem.

wysiadał, mamrotał coś (niedosłyszałam co, za duży szum), drugi koleś zatrzasnął właz przygniatając I-wszemu rękę przy okazji.Koleś zaczął walić w szybę, ten drugi otworzył właz, a ten pierwszy wypadł i gruchnął nieźle o ziemię.
Proszę Państwa, oto przed Wami zdziczały Element Komiczny. Proszę nie poświęcać mu zbyt wiele zainteresowania, bo zacznie się mnożyć.

Krzyknął coś w stylu:"Ty złośliwy draniu!!" i wyjął angielską flagę przybijając ją do ziemi, ale znalazło się złośliwe ptaszysko i wyrwało flagę odlatując z nią. (...) Nie mając nic lepszego do roboty postanowiłam pobawić sie z gościem w podchody. (...) Koleś od razu do mnie ze tkz.spluwą, a ja spojrzałam na niego i zwiałam.Było dość fajnie: koleś latał za mną w te i wewte,
To nie podchody, to berek. =.=’
Strzelaj, durniu, strzelaj!!!

ale w końcu mu się znudziło i zabawa się skończyła.Wtedy dostrzegłam okrążonego przez rozpruwacze bystrzaka, [Tu następuje tradycyjnie zbędny opis wspomnianych stworzeń z Giantsa. Ciach.] Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu i bystrzak był wolny.Przedstawił się jako Timmy.W końcu doszedł do nas także kosmonauta, a malec wręczył mu plecak odrzutowy, który świsnął drugiemu kosmonaucie, który się rozbił nieopodal.Bystrzak wskazał drogę kopalnianym szybem, ale zanim weszliśmy do szybu kosmonauta wykonał udany strzał w złośliwe ptaszysko i odzyskał swoja flagę.
Ja rozumiem, że panna streszcza questa, ale prosiłabym jednak o kilka drobnych szczegółów, właściwie prawie nieistotnych – mianowicie:
KTO? CO? I PO CO? I czemu on ją najpierw goni, a potem wchodzą razem do jakiegoś szybu?
Sensu, sensu, sensu dajcie,
A jak umrę – pochowajcie! *nuci*

W końcu weszliśmy do szybu i dostaliśmy się do małej wysepki, znajdowała się na niej niewielka górska płaszczyzna z której zwisały bystrzaki
*wizualizuje sobie tkwiącą w tunelu płaską górę, z której coś zwisa*
... Ma ktoś wódkę? Najlepiej dużo. Z góry dziękuję.

Założę się, że w grze wygląda to zupełnie inaczej, tylko Ałtorka – jak zwykle – nie potrafi się wysłowić.
Żal, żal, serce płacze
już cię, sensie, nie zobaczę!

-w ten sposób władczynie mórz chciały przepędzić je z wyspy.
Chciały je przepędzić, zawieszając je na jakieś górze? To taka delikatna sugestia była?

Władczynie były niby ludźmi (ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra) o potężnej mocy magicznej, wyglądałyby dość normalnie gdyby ich tułowiem nie był odwłok osy.
Fakt, bardzo normalnie. Na tej zasadzie można uznać, że szympans to taki człowiek, tylko bardziej owłosiony i niewyraźnie mówi.

Oczywiście nie odmówiłam pomocy, razem z Bazem (jak się przedstawił) lataliśmy wyłapując spadające z góry bystrzaki.Gdy już żaden nie wisiał udaliśmy się następnym szybem, by uratować zwisającego z klifu swojego statku kosmonaute-
A potem uratowaliśmy innego, który zwisał z przełęczy.
Statek, który ma klify? Może oni latali Wielką Brytanią?

ten z kolei nazywał się Tel.Rozwaliło się po drodze z dwa tuziny rozpruwek, wyciągnęło się Tela znad przepaści i powiedziałam chłopakom papa i przeszłam portalem do NO.
Zatem cała ta sekwencja miała dla fabuły znaczenie przeogromne, by nie rzec: kluczowe >.< .

Lee czekał już tam na mnie z niecierpliwością i zaproponował przechadzkę nad rzekę.Posiedzieliśmy tam trochę, a późnij Lee zebrało się na wygłupy i wylądowałam razem z nim w dość głębokim jeziorze za obozem.
Hm, najpierw było taplanie się w morzu, teraz w jeziorze... Czyżby aŁtorka miała jakiś wodny fetysz?
Zostały im jeszcze ścieki.

Oczywiście próbował mnie złapać pod wodą, lecz nie bardzo mu to wychodziło bo byłam 20 razy szybsza pod wodą niż on.
Tylko dwadzieścia razy? Wstyyyd. Powinnaś być szybsza milion pięćset sto dziewięćset razy!

Wykorzystując moja przewagę nad nim, zaczęłam błyskawicznie przepływać obok niego łaskocząc go przy tym ( było łatwo bo miał ściągniętą górę zbroi),
Rozsądnie – gdyby tego nie zrobił, rdzewiał by sobie gdzieś na dnie, a ryby miałyby na kolację człowieka z puszki w sosie własnym.
Ale on tylko górę ściągnął. Skoro pływał w stalowych nagolennikach i trzewikach, nic dziwnego, że ruszał się dość niemrawo.

chłopak nie wytrzymywał tego i musiał wypłynąć na powierzchnię, nie przeszkadzałam mu przy tym, ale nawet jak był na powierzchni, to nie mógł się oprzeć łaskotaniu.Widać że zmęczony i rozchichotany (pod wpływem łaskotania),
A żeby Was tam wszystkich skurcze w tej wodzie połapały od tego chichotania i łaskotania i żeby brzeg był ZA DALEKO!
I żeby w wodzie roiło się od wrednych i zbereźnych pijawek, przysysających się akurat do TYCH miejsc!

Po wyjściu z jeziora, odpłacił mi się z nawiązką po łaskotaniu, tyle że teraz ja umierałam ze śmiechu.
To znaczy co zrobił, ściągnął gacie?

Widać nie miał zamiaru przestać mnie łaskotać, kompletnie stracił poczucie czasu, więc postanowiłam mu przypomnieć że co za dużo to nie zdrowo.
Ano – w końcu byście się wzajemnie do swoich flaków dogłaskali.

Korzystając z chwili jego nieuwagi, chwyciłam go za ręce, nogi oparłam o jego brzuch i odepchnęłam-w ten sposób
...wyrwałam mu ręce?

wylądował w jeziorze.Wyszedł trochę oburzony, ale mnie już wtedy nie było, (...)
Kolejne dni mijały szybko, wręcz z prędkością światła, miałam już wtedy 2,5 roku, a sięgałam wysokością do szyi Lee (koleś ma 190 cm wzrostu)
I wychodzi na to, że jest pedofilem.

Znudzona już pobytem w obozie postanowiłam sprawdzić co słychać u Lei.Poleciałam do Szarogórza i dowiedziałam się że Lea zmierza na Lodowe Bagna, więc udałam się tam za nią.Po kilku minutach drogi spotkałam ją wraz z jednym z rycerzy Świtu Uriasem i Mrocznym Elfem.Elf miał chyba ponad 2 metry wzrostu, miał lśniącą zbroję i dwa długie miecze w rękach.Miał on śliczne błękitne oczy i lśniące czarne włosy, wprost promieniowało od niego doświadczenie nabyte w walce.
Z tych ślicznych oczu. Migotały w nich takie waleczne kurwiki.
A nad głową unosił się taki wielki, żółty wykrzyknik – znak, że doświadczenia starczyło mu już na nowy level.

A nazywał się Craig Un'Shallach.Jeden z najleprzych mrocznych wojowników był teraz na Lodowych Bagnach gdyż ostrza przeciągły na swoja stronę elfy z jego rodzinnych stron, z Shall Dun.Było to niegdyś piękne miasto Mrocznych Elfów, zachwycało pięknymi budowlami i ornamentami.
Ornamenty, wraz ze zdobieniami i dekoracjami, stały na rynku między ratuszem i kościołem i były bardzo znaną atrakcją turystyczną. Jak bowiem Faerie długie i szerokie, nigdzie więcej nie ma takiego dziwactwa.

Chaty w których mieszkały elfy, były wykonane jedynie z wyjątkowego, magicznego drewna, nie mogły spłonąć, a i wichury by ich nie zmiotły, były poprostu idealne, zdobione pięknymi freskami i ornamentami.
Jak miło. Tyle że fresk to malowidło powstałe na mokrym tynku, aŁtorko – a nie na drewnie. I raczej nie spotyka się ich w chatach – no chyba, że takich bardziej wypaśnych osób, na przykład papieża i Boga.
W takiej właśnie kolejności. ^^
Tak w ogóle - chaty z samego drewna, bez komina, bez fundamentów? Elfy musiały cenić sobie ten chroniczny reumatyzm...

Na niektórych z nich umieszczano nawet sceny z walk,
Nawet! Czyli najczęstszym tematem była, tradycyjnie, praca na roli?

kiedy to jeszcze rasa mroczna nie była akceptowana (...).Cechą ludu Norcainów była bardzo wielka odwaga, co prawda gardziły one pomocą zwykłych ludzi, ale potrafiły ją docenić jeśli było trzeba.
Innymi słowy: pomiatali nimi, póki ci nie byli im potrzebni.
Kim są ci Norcainowie i skąd się nagle wzięli w narracji?

Jedynie Craig nie gardził innymi rasami, był urodzonym przywódcą-wystarczyło na niego spojrzeć by zobaczyć ile przeszedł i ile ma doświadczenia.
A po czym to było widać? Po licznych bliznach i ponurym spojrzeniu, w którym odbijały się wspomnienia tysiąca bitew, czy może raczej po klasycznej kwadratowej szczęce à la amerykański generał i chodzie pt. „mam zapalenie jąder”?
Wystarczy zajrzeć na jego kartę postaci i sprawdzić pasek doświadczenia. =.=

Staliśmy we trójkę (trójkącik:PP)
To chyba nie staliście. Chyba że im stały, a ty leżałaś.

niedaleko portalu prowadzącego do Południowej Godmarchii opanowanej przez ostrza.
*Wyobraża sobie siedzący na tronie topór, przewodzący senatowi mieczy, którym usługują noże kuchenne*

Tam należało się udać, aby uwolnić porwanego przez Rohena (jedynie ja wiedziałam że to Rohen) Satariusa.Ale zanim to nadeszło, Craig zlecił odnalezienie zwojów z wizerunkiem wojowników Mrocznych Elfów, ponieważ przy portalu stoi jedynie taki monument, i trzeba będzie odeprzeć atak ostrzy, by później dostać się na wschód do monumentu orków.
A może zamiast urządzać sobie wycieczkę krajoznawczą szlakiem zabytków architektury, zabierzecie się od razu do roboty?

Więc korzystając z rady Craiga udałyśmy się do najbliższego monumentu-monumentu orków.Rozbudowało się ładnie bazę, otoczyło ją wieżami ognistymi i gromadziło armię, składającą się głównie z ogniomistrzy, szamanów i wojowników.
Wspominałam już, że nienawidzę tej maniery pisania zdaniami bezpodmiotowymi?

Następnie z wstępną armią liczącą po 10 ogniomistrzy i szamanów udaliśmy się do najbliższego obozowiska, leśnych smoków, (...) Były to zielonkawe gady trochę wyższe od człowieka, miały duże zielone oczy, potargane skrzydła-dzięki temu nie potrafiły latać.
To ma być ich zaleta czy wada? A w ogóle pierwsze słyszę, żeby natura wykształciła aż tak niepotrzebne organizmowi dzyngulce.

Gdy tylko nas ujrzały, rzuciły się wielką gromadą.Rozpoczęła się bitwa.Smoki gryzły trując wszystko czego dotknęły ich ostre zębiska.Nasi szamani i ogniomistrze palili wszystko w zasięgu wzroku, a ja i Lea zajmowałyśmy się leczeniem chorych jednostek.Po 10 minutach walki co zdawało się wiecznością
- O RLY? – spytała Joanna d’Arc.

udało nam się pokonać smoki i zniszczyć ich gniazda, a w tym samym czasie lodowe golemy i elfy rozwalały nam wieże obronne.Natychmiast popędziliśmy do bazy, zostawiając tylko kilku orkowych robotników by zbierali lenye (liście z magicznego krzaka).
Orkowie mieli gustowne czerwono-żółto-zielone zbroje i byli bardzo pokojowo nastawieni do świata.
Otaczała ich specyficznie pachnąca, szarozielona aura.

Gdy dotarliśmy do bazy większość wież była rozwalona, a wrogowie na szczęście martwi, zaraz wznowiliśmy budowę.Wieże się już budowały,
Same. Tak, AŁtorka osiągnęła już ten poziom utożsamienia mechaniki RTSa z realnym światem.

a armia miała liczebność 80 jednostek więc ruszyliśmy szlakiem ku północy. (...) udaliśmy się do pobliskiego obozu lodowych golemów, przy których w oddali stał monument trolli.Ja i Lea weszłyśmy pierwsze do pieczary golemów, a za nami trochę już zmniejszona armia.
Cała armia się tam zmieściła? To nie była pieczara, tylko pieczarzysko!
To było osiemdziesięciu chłopa... Taka armia nadawałaby się jedynie do obrony Placu Broni, ale cóż.

Golemy zaczęły zamrażać wszystko dookoła, tylko nie nas, ponieważ stworzyłam tarczę i tym razem walka poszła bez problemu.Lea przejęła monument trolli i zaczęła produkować dodatnie 20 jednostek, by uzupełnić braki po walce z olbrzymami,
KWIK. Masowy poród ex machina.
No dobra, ex hiper-wulwa, ale wiecie, o co mi chodzi.

Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zaczęła produkować jednostki ujemnie. Hiper-wulwa-zasysacz, ot co.

a ja w tym czasie poszłam do obozu wysuniętego najbardziej na północ, był to obóz lodowych elfów.Gdy tylko podfrunęłam bliżej, wieże lodowe elfów zaczęły mrozić powietrze nie mogąc mnie trafić.Korzystając z potęgi żywiołów spowodowałam, zniszczenie wieży przez duże i grube kolce, które niespodziewanie wyrosły z ziemi.Po rozwaleniu wszystkich wież weszłam do obozu elfek.Gdy te mnie ujrzały zaraz wysłały swe najlepsze lodowe czarodziejki (...).Nie miałam z nimi najdrobniejszego problemu, wszystkie elfki poprzebijały kolce razem z ich budynkami.
Kolce miały budynki, czy też elfki kolce? Ot, zagwozdka.

Po chwili dołączyła do mnie Lea z armią i szliśmy teraz ścieżką ku południu.
Ciekawa jestem, jak ta ARMIA tą ŚCIEŻKĄ szła. Gęsiego, albo może parami, jak dzieci na wycieczce?

Niedaleko za obozem, stał ogromny lodowy golem pilnujący wielkiej skrzyni.Zaraz nakazałam wszystkim szamanom i ogniomistrzom razem rzucić czar, ale i to nie pomogło, golem zdawał się odporny na tego rodzaju ciosy, więc kazałam atakować bronią białą.I wyszło, powoli udawało nam się osłabiać przeciwnika, aż w końcu po jakiś 30 minutach udało się go zabić,
Golema bronią białą to oni mogli co najwyżej oskrobać. Albo wzorek jakiś na nim wyrzeźbić.
I co, przez te pół godziny ten golem nic nie robił, tylko dał się żgać mieczami? Też mi wyzwanie...

Zaraz po zabiciu potwora Lea otworzyła skrzynię i wyjęła z niej zwoje Mrocznych Elfów.(...) gdy mieliśmy juz wszystko postanowiłam się pożegnać i wrócić do NO i tak też zrobiłam.(...) Gdy wróciłam do NO była już ciemna noc, ale i to nie mogło mnie uchronić przed litaniami Lee-gdzie to ja byłam przez dwa dni.Będąc wściekłą na Lee za to że nie dał mi się wyspać tylko całą noc prawił te swoje litanie, opuściłam obóz by znów dołączyć do Lei,
Co za niezdecydowana baba, no.

która toczyła teraz zaciętą walkę z ostrzami w Południowej Godmarchii.
Gdy tam przybyłam większość obozów wroga została zniszczona, został tylko jeden, największy obóz ostrzy.Lea przywitała mnie z radością i oznajmiła że przyszłam w odpowiedniej chwili.Chwilę porozmawiałyśmy i zaraz ruszyłam unicestwić wielką wieżę ostrzy.Nie można było do niej podejść więc trzeba było podlecieć.Wyjęłam moje dwa miecze i bez problemu rozcięłam wieżę na pół.
Wieżę? Mieczami? Tak jak ten drwal?

Następnie do obozu ostrzy wkroczyła ogromna armia orków i czarowników Mrocznych Elfów.Lodomioty ostrzy nie dawały za wygraną, ich obrońcy walczyli zaciekle, a ja postanowiłam wykorzystać miecze żywiołów, jeden z nich przedstawiał ziemię,
Miecz w kształcie grudy ziemi? Nowatorskie.

jego obwódka miała kolor zielony,
Obwódka dookoła czego?

a na końcu jego rękojeści widniał zielony klejnot w kształcie deltoida,
Tak, konkretnie rĄba – żeby ci nim urąbać głowę. :/

następny miał żywioł ognia, (...) kolejnym żywiołem była błyskawica (...).Postanowiłam wykorzystać miecz błyskawicy i oto rozcinałam ostrza które przy zetknięciu z klingą porażał piorun.W końcu gdy wroga się trochę zebrało postanowiłam wykonać widowiskowy atak, mianowicie:wykonałam gest podnosząc szybko klingę miecza ku niebu, a z niego wydobyła się błyskawica która trafiła w miecz-był on teraz naładowany i wbiłam klingę miecza w ziemię, wtedy otoczył nas-wrogów i przyjaciół niebieski krąg i wszystkich naszych wrogów w zasięgu kręgu poraziły setki piorunów, które wystrzeliły z nieba.
Nie, AŁtorko – wtedy ładunek elektryczny zwyczajnie uziemił się i tyle go było widać. Przykro mi.

Przeszliśmy przez portal do centrum wyspy (ja i Lea) i tam zobaczyłyśmy Satariusa przykutego kajdanami.Lea zaraz poszła go uwolnić, a on wykrzykiwał że to pułapka i mamy natychmiast stąd odejść.Lecz my nie posłuchaliśmy, gdy tylko Lea dotknęła kajdan pojawił się Mroczny Mag (Rohen) i nas pozamrażał, ja nie dałam za wygraną, wchłonęłam lód i rzuciłam sie w stronę maga, a ten tylko zrobił gest zabijając przy tym Satariusa
Och jej, co za fuszerka, co za galopujące partactwo... Co się stało, wszechmoc ci nie odpaliła?

i deportował się zostawiając kilka swoich sług by nas wykończyli, nagle z portalu wyłonili się Craig z Uriasem i pomogli nam w walce.Wszyscy mieliśmy ogromną żałobę po stracie największego generała Świtu
Trzymali ją w gustownej czarnej skrzyneczce.
Żałoba jak żałoba, ale ten ból przekłutego ego!

i dobrego przyjaciela.Postanowiliśmy się zemścić, ale Lea nas uprzedziła, powiedziała tylko że to sprawa między nią a Magiem i kazała nam zostać, a sama ruszyła w stronę Nocnego Szeptu ku Dolinie Sharrow. (...) wiedziałam że kiedyś będzie trzeba się pozbyć tego Maga i że to ja będę musiała go zabić,
Bo...? Może dlatego, że nie zrobiłaś tego, dy miałaś ku temu sposobność?

co mi się specjalnie nie widziało
Bo...?

dlatego znalazłam inne rozwiązanie.Maga Kręgu mógł zabić tylko feniks, a ja miałam Kamień Feniksa, (...) którego mogłam użyć ja, dowolny Mag Kręgu albo Wybraniec Feniksa-(...) był [nim] właśnie Lee, to jego Kamień namierzył i to przy nim tlił największą mocą.Postałam jeszcze chwilkę z Uriasem i Craigiem i wróciłam do chłopaków z NO.Gdy znalazłam się już w obozie Lee znowu prawił mi litanie i jak zwykle
...nie umiałam używać poprawnie związków frazeologicznych.

go nie słuchałam.Gdy już skończył prawienie, przeszłam się z nim nad jeziorko i przesiedzieliśmy tak ze 3 godz.
Trzymając się za ręce i patrząc sobie głęboko w oczy, jak na parę przedszkolaków przystało – aż od tego siedzenia na zimnej i mokrej ziemi oboje dostaliśmy wilka.
I może te nowo nabyte trudności w oddawaniu moczu skłonią ja w końcu, by nie spędzała bór wie ile czasu na bezsensownym gapieniu się na siebie, a zamiast tego zaczęła robić coś pożytecznego.

Następnie udałam się do Giansta i akurat trafiłam na uroczystość Kabuto.Co roku odbywała się taka uroczystość-władczynie mórz zbierały sie wokół królowej Saffo (zła królowa władczyń)
Szefowa wszystkich szefowych? Fajno, też lubię von Triera.

a ta używała Kamienia Kabuto i przywoływała potwora, był on ze sto razy większy od człowieka.Tym razem władczynie złapały właśnie Timmyego i chciały go złożyć w ofierze dla potwora.Byli tam też trzej kosmonauci.Baz i Tel, których poznałam wcześniej i trochę szurnięty Reg oczywiście oni wszyscy wyglądali tak samo więc trudno było ich rozróżnić.Wśród władczyń była też najczystsza córka królowej -Delfi miała ona niebieską skórę, była najczystszą formą władczyń,
...Papa Smerf na prezydenta! Ludwik XIV musi odejść (albo chociaż się umyć)!

gdyż pod jej nogami widniała poświata i nie zgadzała się na to co robi jej matka.
Ja nie chcę nic mówić, ale skoro poświata była pod nogami, to źródło światła musiało być wyżej, pomiędzy nimi...
*wyobraża sobie wulwę – reflektor szperacz, emitującą snop światła niczym oko Saurona*
Fak je, nie ma to jak świecąca, posiadająca samoświadomość, przechodząca bunt pokoleniowy i na dodatek będąca dowodem dziewictwa elfia wulwa.

Kiedy przechodziłam przez portal właśnie przyszedł Kabuto, na podium ofiarnym wisiał Timmy, a chłopaki i dziadek Timmyego Burszusras (KWIK!:D (Oj kwik, zwłaszcza z tego „Burszusrasa” - w oryginale był Burszuras.;P)) schowani byli za chatkami bystrzaków, podeszłam do nich nie speszona widokiem Kabuto, wtedy do Reg właśnie wzywał posłki składające się z 2 osób Gordona i Benetta
Prawie jak bóstwo w dwóch osobach. Prawie.

-następni kosmonauci (...). Chłopaki przylecieli niebieskawym statkiem i z karabinku maszynowego w Kabuto-no cóż niebardzo im to wyszło bo
...zabrakło im orzeczenia i nie wiedzieli, co mają tym karabinkiem zrobić, więc po prostu rzucili nim we wroga.

Kabuto złapał statek trzepnął go pięścią i wyrzucił hen hen w dal.Kabuto pożarł Timmyego, zostawił swoje młode i se poszedł.
Jego drogę znaczyła słoma, która wysypywała mu się z butów.

Niestety musiałam dopuścić do śmierci Timmyego, nie mogłam zmieniać bardzo przyszłości.
Tak, jasne. Nie tłumacz się - i tak wiemy, że gdybyś zmieniła przebieg tego zerżniętego z gry wydarzenia, przy Twojej szczątkowej inwencji nie miałabyś pojęcia, co dalej zrobić z akcją.

Kiedy kabuto był już daleko Baz i chłopaki postanowili zająć się młodymi Kabuto, co im nie bardzo wychodziło, powiedzmy że Tel i Reg zostali zmiażdżeni, a Baz wylądował w morzu i bawił się z piraniami xD.
Powyższa emotka ma sugerować miłosierdzie i empatię głównej bohaterki, jak rozumiem?
Co tam robi to „powiedzmy, że”? AŁtorka wie, co się tam stało, czy nie bardzo?

Cóz ja się tylko przyglądałam, bo to wyglądało naprawdę zabawnie, tyciusieńcy ludzie na ogromne potworki.Naprawdę ciekawe, cóż stałabym przyglądając się dłużej gdyby mnie Burszuras nie opieprzył, że im nie pomagam.
Hm, no ja też tak właśnie chciałam delikatnie zasugerować, cobyś zamiast chichrać się ze śmierci sprzymierzeńców, ruszyła łaskawie swą parszywą dupę i zrobiła jakiś użytek z tych twoich hiper-mocy...

No to ruszyłam na młode z elektrycznym mieczem, z jednym poszło dość gładko bo było zajęte ludźmi.Potfrunęłam do młodego i wbiłam mu miecz w jego jedyne czułe miejsce (naprawdę, NIE chcę wiedzieć, w jakie), trzasnął je piorun i było po młodym.Drugi natomiast przyleciał z pomocą swojemu bratu i rzucał się na mnie, co mu nie bardzo wychodziło, cały czas skakał w furii chcąc pomścić śmierć brata.Pomyślałam że warto dać szansę kosmonautom na wykończenie młodego, więc powiedziałam Bazowi by strzelał w słaby punkt gdy ja będę zajmować młode.Po jakiś 15 min. walki młode padło i zwyciężyliśmy.
Bo to takie fajne, w kilka osób wykańczać przeciwnika. Rycerskie i wgl.
I oni tak przez 15 minut strzelali i trafić nie mogli?

Później poszliśmy na naradę wojenną i postanowiliśmy wykończyć królową władczyń i jej potworka.Ale najpierw musieliśmy się wybrać do fortecy władczyń by odbić Gordona i Benetta.Najbliżej byłoby przelecieć przez morze, a najdłużej z wyspy na wyspę.Chłopaki woleli dłuższe rozwiązanie bo nie lubili piranii,
Ale przecież przy przeLOCIE by im chyba piranie nie groziły...?
To była taka sprytna wymówka, by uniknąć towarzystwa boCHaterki.

ale nakazałam im wybrać krótsze bo sama niemiałam ochoty słuchać litanii Lee po powrocie do NO.Więc widząc bunt w oczach chłopaków nakazałam im zdjąć wszystkie wieżyczki w okolicy fortecy.Jak powiedziałam tak zrobili,
Gdzież nam w to wątpić, Wszechzajebista...

następnie wzniosłam się w górę i przeniosłam chłopaków na skarpę przy pałacu.Zaszliśmy go od tyłu, bo od przodu byłoby znacznie niebezpieczniej.
Pałac był bowiem z natury nieufny i mógłby nam umknąć.
A tak dał się zaskoczyć. ^^

Szliśmy kawałek jeszcze za pałac, a następnie wznieśliśmy się za barierkę w pałacu i przeszliśmy do przodu gdzie na piętrze były wrota.Chłopaki weszli do środka, a ja zostałam wiedząc co się stanie.Wolałam uniknąć zamknięcia w klatce, zresztą wiedziałam że Delfi ich uratuje.
Ja pierdolę. Ałtorko, spróbuj ogarnąć tę koncepcję: skoro Twoja boCHaterka ZNA przyszłość i WIE, że ci kosmonauci i tak sobie poradzą – sama napisałaś, że nie możesz zmieniać historii, czyli fabuły gry – to PO JAKĄ CHOLERĘ ona w ogóle tam jest?

Następnie gdy wszyscy już wyszli udaliśmy się na tratwę Burszurasa, a przed tym u Baza i Delfi coś zaiskrzyło.
Jego kabel w jej wtyczce strzelił... prądem.
Nawet widać było, jak go prąd poraził, bo się w niej tak jakoś śmiesznie trzepał.

[BoCHaterowie, tradycyjnie, zaczynają walkę od rozbudowania bazy.]
Muszę przyznać że z tych bystrzaków byli nie źli budowniczowie, rozbudowali bazę: cztery murowane bramy, wielki sklep (centrum handlowe, na dodatek od razu z towarami?), centrum dowodzenia (...).Podczas budowy bazy nadchodziły coraz to większe jednostki gwardzistów władczyń (...), były to wojska lotnicze i piechotne (...).Nagle zobaczyliśmy potężną armię lotników z (jak ja to nazywam) pancerfausami (baaardzo duża wyrzutnia rakiet samonaprawadzających)
Nie, złotko – panZerfausT jest granatnikiem przeciwpancernym. Cóż to, wszechwiedza też zawodzi...?

i jeszcze większą armię piechoty, patrząc na to można się było nie źle przestraszyć, pomijając fakt że my nie mieliśmy jeszcze wybudowanej żadnej wieży tylko jedną drewnianą bramę, którą właśnie bystrzaki przerabiały na kamienną.
Jakby nie łatwiej było zbudować od razu kamienną... Serio, zły dotyk gier strategicznych boli przez całe życie.

Lotnicy dolecieli, a piechota doszła i
...rozległo się chóralne: „Dzięki, chłopaki!”, po czym wszyscy poodwracali się do siebie plecami i zasnęli.

rozpoczęła się bitwa (nas walczących było tylko 6).Lotnicy obszczeliwali wszystko wokół,
Dobrze, że nie obszczywali...

w tym nas, szczerze powiedziawszy ci kosmonauci nie mieli żadnych szans, musiałam wziąć sprawy w swoje ręce.Pierwsze co kazałam zrobić to schować się kosmonautom i bystrzakom do centrum dowodzenia, a sama wyszłam przed bramę i korzystając ze zdobytych pistoletów ostrzeliwałam wroga.
Eee tam, Rambo i tak był bardziej zajebisty – on wroga ostrzeliwał z łuku.

Następnie wzniosłam się w powietrze i za pomocą mieczy rozwalałam cielska latającym gwardzistom.Przez jakiś czas powtarzałam ten manewr dopóki wroga nie zmalało, a wtedy dołączyli się Baz z chłopakami, a bystrzaki wznowiły budowę bazy.Po kilku godzinach odpierania ataku ze strony gwardzistów baza była gotowa.Baz wziął helikopter i
Baza była gotowa, więc Baz wzniósł swój helikopter... a 9 miesięcy później urodziły się małe baziątka.

udał się z bombą wynalezioną przez Burszurasa do fortecy gwardzistów władczyń.To była dosłownie cisza przed burzą, żadnych gwardzistów, władczyń, normalnie nic i nikt nie pilnował koszar. Ani żywej duszy.
I tylko wiatr niósł po pustych polach głos Kononowicza...

[WTEM! boCHaterów atakuje jakiś ogromny czołg, na co boCHaterka przywołuje tornado.]
Wszyscy patrzeliśmy jak tornado roznosi wszystko wokół i w końcu postanowiłam je powstrzymać, co nie było specjalnie za proste.Razem z tornadem powstała również burza dlatego potrzebny mi był ktoś kto znał się na błyskawicach, a z opowiadań wiedziałam że to może być Zapdos-Pokemon błyskawica, tytan piorunów.Kazałam wszystkim chłopcom wracać do bazy, a sama udałam się do świata Pokemonów.
*kwili i chowa głowę w ramionach* Błagam, tylko nie Pokemony na dodatek...
Obawiam się, że nie zostanie nam to oszczędzone, Pigmejko. Bądź dzielna.

[Na szczęście, wątek pokemonów znikł równie szybko, jak się pojawił. Dzięki Wam, Boru i Jeżu.]
Po krótkiej rozmowie ze wszystkimi [pokemonami] udałam się z powrotem do Giantsa, gdzie czekali na mnie Baz, jego chłopcy, bystrzaki, Lee i Saturas (!).Ostatni dwoje w nie najlepszych nastrojach.
Ten ostatni w dodatku świeżo zmartwychwstały, jak widzę.

Gdy do nich doleciałam, Lee jak zwykle zaczął swoje litanie na temat że już nigdy mnie nie wypuści samej z obozu-co kompletnie olałam.
Matko Borsko, niech on jej nie męczy litaniami, tylko niech ją spali na stosie – i siebie razem od razu – błagaaaam!

Następnie po litanii Lee, Saturas się dołączył, bredząc coś na temat że jeszcze nie dorosłam do używania tak silnych zaklęć (...).Powiedzmy że Baz się wściekł, kiedy Lee wyzywał Delfi i trzepnął Lee co nie dało oczekiwanego skutku, mianowicie raczej go nie zabolało, czego nie mogę powiedzieć o Bazie, który dostał z lewego sierpowego i powiedzmy że sobie usiadł z wrażenia.Zaraz wszyscy ludzie Baza stanęli w pełnej gotowości do walki z Lee.Wszyskie cztery pistolety plus łuk Delfi zwróciły się ku Lee.Nie mając ochoty patrzeć jak z mojego przyjaciela od litanii
Co ona ma z tymi „litaniami”? Uważa, że to Trudne Słowo i nim szpanuje? Klawiatura by się spaliła, gdyby napisała chociaż raz „robił mi wyrzuty” albo „ochrzanił mnie”?

nic nie zostaje, stanęłam w jego obronie.Powiedzmy że
{rage mode:on} NIE, NIE KURWA „POWIEDZMY, ŻE”!!! ALBO UMIESZ TO OPISAĆ, ALBO ZOSTAW KLAWIATURĘ W SPOKOJU! JA PIERDOLĘ! {rage mode:off} Uff, uff.

osłoniłam go własnym ciałem i warkłam (czyli bardzo krótko warknęła) jedno głośne "DOSYĆ".Zaraz wszyscy wrócili do normalnego funkcjonowania, wyczuwając mój gniew, od którego się góra przy bazie zatrzęsła.
Nie pochlebiaj sobie, boCHaterko. To byłam ja i mój wkurw, nie twoje „warkłam”.

Chłopaki i Delfi spojrzeli na mnie nieco wystraszeni, a ja nakazałam Lee i Saturasowi udać się z powrotem do NO i nie zakłócać mi życia litaniami.
Kazała im śpiewać psalmy dziękczynne.

Następnie zwróciłam się do Baza, jego chłopaków i Delfi, że pójdę pozwiedzać świat Pokemonów, bo zainspirował mnie lodowy Aricuno.
I wreszcie znalazła swą niszę ekologiczną – małych, pokracznych dziwadeł mieszkających w chipsach i rogalach za zeta.
Po wyjściu z portalu znalazłam się w górach, no może nie całkiem ale na pierwszy rzut oka tak wyglądało.Powiedzmy że (Wrrrr...) były dwa wysokie szczyty, a reszta to parę dolin i las, duży mroczny las pełen niepokojących odgłosów
A ona tak to wszystko – i te szczyty, i las z odgłosami (treść żołądkowa mu się przelewała, temu lasu?) ogarnęła jednym spojrzeniem.

-no może dla ludzi.Moje rozglądanie po okolicy przerwało stado biedronko podobnych Pokemonów pędzących ku zachodowi słońca.
KWIIIIIIK! To była przecież armia Posępnego!!! XDPosępny!!! Mój ty promyczku radości w otchłani tego badziewia! Niech cię uściskam!



Wyglądały na bardzo zaniepokojone, więc postanowiłam polecieć za nimi.(...).Przelecieliśmy z kawał mil morskich, kiedy to zmęczone stworzenia zaczęły stopniowo obniżać lot i zbliżać się do wody, wtedy to złapałam opadające biedronko podobne stworki i wzięłam wszystkie w pole siłowe, które miało odholować nas tam gdzie chciały Pokemony.
Mary Sue – jest wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy! I nawet nie musi nosić majtek na rajtuzach!
[BoCHaterka widzi jakieś statki naparzające się z pokemonami – czy cokolwiek innego. Nieważne.]
gdy tymczasem tytany walczyły ze sobą, a mnie przypomniała się jedna legenda:

Nie zakłócać spokoju ognia, lodu ani błyskawicy
albowiem tytany zniszczą świat gdy dojdzie do starcia.
I choć strażnik wód wyruszy w samotny bój,
jego pieśń nie zabrzmi,
a świat zmieni się w popiół.
Wow, przy tym poziomie abstrakcji przepowiednie Nostradamusa to szczegółowe, analityczne rozprawy naukowe z konkretnymi wnioskami i metodologią.

To może być prawda-pomyślałam patrząc jak Moltres, Zapdos i Articuno walczą ze sobą.Nagle łódka w której byli ludzie spadła ze skarpy prosto na zamrożony przez tytana lodu ocean.I wtedy słychać było odgłos, dokładnie taki sam jak w legendzie,
*czyta legendę jeszcze raz*
Czy ja jestem ślepa, czy Wy też nie widzicie tam żadnej onomatopei?
Swoją drogą, fajna to musiałaby być legenda, która kończyłaby się słowami:
„A wtedy świat zrobił ŚLURP. I to był koniec.”

I to JEST koniec, Drodzy Czytelnicy. Po prostu nie zniosę tego już ani zdania więcej.


15 komentarzy:

Konrad pisze...

Brak mi słów, żeby w ogóle wyrazić swojego wkurwa. Ciekawi mnie, ile aŁtorka ma lat... Choć zresztą nie jest to takie ważne, nawet dziesięciolatki mogą się chyba poszczycić większym wyczuciem kiczu.

LathspellChan pisze...

Dzięki! Dzięki, że to już koniec, bo to opko było tak fatalne, że nawet wasze komentarze ledwo trzymały mnie przy życiu. A gdyby nie wy to pewnie po pierwszych kilku zdaniach bym odpadła. Potworność.
Jestem ciekawa co następnym razem wrzucicie na warsztat :D
PS. Patrząc na to opko wolę myśleć, że powstało w główce szympansiątka, które wysławiało się troszkę wyraźniej ;)

SnakeW pisze...

A wydawało mi się, że moje gimnazjum to największe zbiorowisko bezsensu. Ale to opko je przebiło. Z nawiązką -.-
Hasło: sterwo. Tak się nieco kojarzy pewną inwektywą, która mozna poczęstować aŁtoreczkę

Zajka pisze...

Boru, jak wy zdołałyście przez to przejść? Nie dziwię się, że kończycie z tym opkiem - ja zapewne wymiękłabym na pierwszym rozdziale.
Ómarłam nie raz i nie mogę doczekać się następnej analizy. Do tego czasu może uda mi się zmartwychwstać.

Anonimowy pisze...

Chyba nigdy tak się nie ucieszyłam na widok przydomka "Posępny" :D
Całe szczęście, że to już koniec, bo szału można dostać czytając opisy bitew.

Anonimowy pisze...

Moje niespełna pięcioletnie dziecię potrafi sensowniej streszczać fabułę gry. Nawet jeśli jest to tylko symulator pociągu.

Anonimowy pisze...

Powiedzmy, że to opko jest do kitu.
A to też nie odda nędzy tego tekstu.

Gorsze mogłoby być jedynie opko tej samej aŁtorki napisane na podstawie gry "Wiedźmin".

Natomiast analiza - mjodna.

jasza

PS I tak nikt nie uwierzy, ale hasłem jest penbumpl.

Fraa pisze...

A ja Wam wieszczę: każde następne opko będzie teraz wydawało się jakieś takie... poprawne. Ambitne. Logiczne. Żeby nie rzec: dobre. oO

Już teraz tak miałam: zobaczyłam "Posępny", przypomniałam sobie analizę o Posępnym i doszłam do wniosku: "łał, tamten tekst nie był taki zły!"...

Co do samej analizy: no od pierwszej części tak się zastanawiałam, czemu autorka tak wielbi słowo "litanie". Normalnie akapit bez "litanii" byłby akapitem zmarnowanym. xD

"Lotnicy dolecieli, a piechota doszła" - tu się rozpłakałam ze śmiechu, Wasz komentarz jeszcze to pogorszył. xD Czy jestem niewyżytą dewiantką? ^^

Ahh, no i dostałam spazmów, kiedy Lea masowo produkowała jednostki. xDDDDD Jak karabin maszynowy! Ja to sobie wyobraziłam! xDDD Tratatatatatata! i spomiędzy nóg lecą noworodki, najlepiej już uzbrojone. xDDD

"Ja i Lea weszłyśmy pierwsze do pieczary golemów, a za nami trochę już zmniejszona armia.
Cała armia się tam zmieściła? To nie była pieczara, tylko pieczarzysko!"
(i dalej, że armia szła ścieżką) - o co Wam chodzi w ogóle? Przecież napisała wyraźnie, że armia była zmniejszona. xD Teraz to wyglądało bardziej jak szwadron Ciutludzi. ^^

SStefania pisze...

Ja też chyba już za dużo w gry gram, bo za każdym razem, gdy aŁtorka pisała o golemach, miałam przed oczyma pokemona o tej nazwie. Który z lodem nie ma nic wspólnego, ale to, ot, szczególik.

Ja pierdolę. Ałtorko, spróbuj ogarnąć tę koncepcję: skoro Twoja boCHaterka ZNA przyszłość i WIE, że ci kosmonauci i tak sobie poradzą – sama napisałaś, że nie możesz zmieniać historii, czyli fabuły gry – to PO JAKĄ CHOLERĘ ona w ogóle tam jest?
Żeby świecić aurą doskonałości?
Tak, też się zastanawiam.

potrzebny mi był ktoś kto znał się na błyskawicach, a z opowiadań wiedziałam że to może być Zapdos-Pokemon błyskawica, tytan piorunów.Kazałam wszystkim chłopcom wracać do bazy, a sama udałam się do świata Pokemonów.
Cholera, wykrakałam. Moje pokiemuny!

I wreszcie znalazła swą niszę ekologiczną – małych, pokracznych dziwadeł mieszkających w chipsach i rogalach za zeta.
Ej, czuję się osobiście obrażona. Choć pewnie czystym opkiem byłabym jeszcze bardziej (TO BYŁ ARTICUNO!!!1!!)

Acz, w sumie, mam takie wrażenie, że ałtorka swej wiedzy o Pokemonach również, jak Wy, nie czerpie ze, skądinąd miodnych gameplayowo, jRPGów, a kreskówki dla dzieci. Bo ta końcówka żywcem wzięta z drugiej kinówki. Ech.

Arratoi pisze...

Och,koniec! Mogę nareszcie ómrzeć w pokoju.
Analiza bardzo owocna, a tfór iście przerażający. Naprawdę cieszę się, że w większości momentów nie miałam pojęcia o czym ałtoreczka pisze i mogłam mieć radość z czystej głupoty. Niech to demoniszcze, przecież moja siostra, jedenastolatka w krytycznej fazie ałtoreczkowości, pisze lepsze opka.
Niech wam Bór wynagrodzi cierpienia!
Pozdrawiam,
ómarta przez wulwę Arratoi
PS Kod "hemism". To brzmi jak nazwa choroby albo niebezpiecznej dewiacji. Może można to złapać od kontaktu z czystym tekstem opka? Brrr.

Goma pisze...

Niech mnie ktoś zmobilizuje, żebym skończyła czytać tę analizę, bo mnie tylko głowa rozbolała jak na razie. Opko jest tak tragiczne...
Następnym razem nie zmuszajcie się dziewczyny, to jest ponad ludzką wytrzymałość. Sto razy bardziej wolałam Towarzysza.
Pozdrawiam.

kura z biura pisze...

Kotoczołg rządzi. Opko jest straszliwe, ale analiza zrobiła mi dzień!

Serenity pisze...

O Boru... przeczytałam wszystkie trzy części jednego dnia. Mam nadzieję, że nie odbije się to na moim zdrowiu psychicznym.

Anonimowy pisze...

Jawna profanacja tylu moich ukochanych gier/kreskówek/książek z dzieciństwa... Jeżu kolczasty, aŁtoreczkę to tylko pod ścianę i serią z kałacha poczęstować. -.-"
Ale analiza miodna, uśmiałem się jak nigdy.

Wilczur

Anonimowy pisze...

Najlepsze jest to, ze ten blog jak zajrzałam ma chyba z 30 ponad notek już...