czwartek, 2 grudnia 2010

O latającym kotoczołgu II, czyli maksimum zrzynania, minimum sensu

Witajcie!
Dziś dalszy ciąg przygód latającej kociej czołgo-elfki. Przygotujcie się na jeszcze większą dawkę absurdu oraz fabułę, która jest wielce kreatywną... sklejką questów z różnych gier. Czeka Was spotkanie z nożami-samokrojami, gotyckimi smerfami, latającymi jezdniami oraz smokiem zionącym żelkami Haribo (i nie tylko). Dowiecie się, że można popaść w długi od samego patrzenia na obraz... a także wielu innych ciekawych rzeczy.

Wygląda na to, że niezwykle oryginalny opis boCHaterki z poprzedniej analizy pobudził Waszą wenę – dostałyśmy aż dwie przecudnej urody ilustracje „elfiej maszyny do zabijania”!
Oto obrazek autorstwa Kury z biura: klik!
A oto dzieło adawinry: klik!
Dziękujemy! :*

Blogaska zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka
[Przypomnijmy, że poprzednia część skończyła się na bohaterskim odparciu armii orków atakującej Jakieś-Tam-Miasto oraz na przedsięwzięciu przez boCHaterkę wyprawy odwetowej.]
Tam (na bliżej nieokreślonym wschodzie...) znajdował się jeszcze nie opustoszały obóz orków, wyglądało na to że szykują atak.
Ale na kogo? Na siebie nawzajem, tak? Chyba, że ten „wschód” to „niewielka dolina położona pół kilometra na wschód od naszej fortecy”.

Ale niestety dzięki mnie i pięciu żołnierzom im to nie wyszło.
To sześciu ludzi starczyło, by spacyfikować cały obóz? Chociaż nie, to pewnie ona „zabiła ich jednym zaklęciem”, a żołnierze grzali się w blasku jej zajebistości.
Następnie udaliśmy się do osady jakiegoś Lamuela (bodajże tak miał na imię) i trzeba było oczyścić ją z ataku orków.
Atak orków to regionalna nazwa na wyjątkowo uciążliwą plagę szczurów, jak się domyślam.
Niee, to tylko „grupa rezerwy szła do cywila”. ;) Ewentualnie pseudokibice.

Następnie udałam się z tą ledwie garstką ludzi na północny wschód i doszłam do Szarogórza.
I tak sobie łazili po całym kontynencie.
Czy Ałtoreczka naprawdę nie widzi, że to, co przejdzie w grze (czyli swobodne i szybkie przemieszczanie się po rozległym obszarze) w opowiadaniu brzmi po prostu absurdalnie?

Następnie wiedząc że za chwilę nastąpi atak nakazałam rzemieślnikom wybudować tuż przy wyjściu z miasta ponad tuzin wież kuszniczych.
Wieże wyrastały w tempie przyśpieszonym z sadzonek, czy jak?Tak właśnie. Założę się, że gdyby Ałtorka pokusiła się o rozleglejszy opis, okazałoby się, że aby zbudować tę wieżę wystarczy, że kilku chłopa zacznie walić młotkami w stertę desek.

Po tym teleportowałam się do Lei (...) i podziękowałam elfkom za nieocenioną pomoc.Przywódczyni elfich wojowniczek powiedziała żebym przy najbliższej okazji skontaktowała się z królową lodowych elfów Cenwen, powiedziała że znajdę ją gdzieś w Lodowej Marchii razem z panem smoków.Gdy skończyłam rozmowę z elfką, podszedł do mnie Lee i stwierdził że mnie nigdzie samej nie puści.No cóż, kiepsko mu to wyszło bo tuż po tych słowach powiedziałam krótkie „dziękuję” i wrzuciłam go do portalu razem z jego ludźmi prowadzącego do NO.
Bardzo to było grzeczne z jej strony: zwłaszcza, że facet specjalnie pofatygował się, by jej pomóc.Ni wdzięczność, ni grzeczność, ni przyzwoitość nie odwiodą boCHaterki od zachowywania się jak arogancka smarkula.

Następnie udałam się do Szarogórza gdzie czekała już na mnie Lea.Tam poszłyśmy do Satariusa, głównego generała Zakonu.Powiedziałyśmy o zdradzie i wtedy nadbiegł jeden z żołnierzy Zakonu i oznajmił atak orków na miasto,
Odchrząknął i wygłosił zwyczajową formułkę: „Atak orków na Szarogórze uważam za rozpoczęty”, podczas gdy w tle specjalnie oddelegowany ork ceremonialną pochodnią podpalił ratusz.
a że ja wiedziałam to wcześniej, to powiedzmy, że żaden z ludzi nie zginął bo orków wybiły wieże, także nie musiałyśmy iść walczyć tylko spokojnie rozmawiałyśmy z Satariusem.
Przy herbatce i ciasteczku. Krzyki walczących i umierających wrogów zagłuszali przygrywający nam muzykanci.
Powiedzmy, że nikt nie zginął? Czyli trzymając się faktów trzeba by przyznać, że wyrznięto ledwie jedną trzecią wojska?

Powiedziałam Lei że na razie tutaj nasze drogi się rozchodzą, a sama udałam się do krypt Muladndiru.Wiedziałam o istnieniu jednego jedynego artefaktu który potrafił zniszczyć Maga Kręgu.Był nim Kamień Feniksa ukryty w Mulandirze niegdyś bogatej kwaterze Magów Kręgu.W kamieniu został zamknięty przez trzynastu magów feniks-źródło wszechognia, a on po uwolnieniu z kamienia w ramach zemsty zabiłby wszystkich istniejących Magów.Był też bardzo groźną bronią przeciwko ludzkości.Dlatego wolałam go poszukać.
Jeśli rzeczywiście jest tak groźny, wszyscy szanujący się Źli Władcy Ciemności właśnie zakładają komitet kolejkowy by ustalić, który pierwszy sprowadzi na świat zagładę. ;)
Moim zdaniem lepiej nie dotykać tak łatwopalnych materiałów, bo się można poparzyć, ale co ja tam wiem.

Znalazłam jakiegoś gościa który uważał się za maga (tak naprawdę był klaunem) i nakazałam mu przekazanie mi Kamienia Feniksa.Na to on rzekł, że da mi go gdy znajdę dla niego fragmenty niegdyś pięknej mozaiki (to był obraz stworzony przez Magów i każdy kto na niego spojrzał zadłużał się w nim
Debet w obrazie? O tym nawet najstarsi bankowcy nie słyszeli.
Czego to ci finansiści nie wymyślą, żeby się wykaraskać z kryzysu...

i był gotów zabijać byle tylko go dostać, a obraz znany ze swej mocy został rozbity i ukryty w całym SpellForcie (Tak, w tym miejscu powinien być nawias zamykający. Pewnie powinniśmy go sobie wyobrazić.) .Powiedziałam mu że przyjdzie Sługa Run i przyniesie mu kawałki obrazu, wtedy dał mi kamień, a ja odeszłam.
Ok, nie grałam w SpellForce'a, ale u licha, nawet ja widzę, że to jest żywcem i bez znieczulenia zerznięty z gry quest. Brakuje tylko, by boCHaterka zaczęła wyliczać, ile expa za to dostała.
Uaktywniłam moc wszechognia zawartą w kamieniu, który wszedł we mnie, znajdował się dokładnie w mojej klatce piersiowej i dawał potęgę wszechognia.
Po czym rozpuściłam się jak na lodowego elfa przystało.
I została po mnie taka smętna biała plama, jak po Big Milku upuszczonym na chodnik. ^^

Nie korzystałam z tej mocy tylko wolałam się upewnić że Rohen go niedostanie (z pewnych powodów) (Bo jeszcze okazałby się równie zajebisty, co ja.) Następnie korzystając z wolnej chwili udałam się do Lodowej Marchii na spotkanie z Cenwen i Arynem.
Ot tak sobie zawędrowałam do sąsiedniej krainy, bo nie miałam co z popołudniem zrobić.

Przeniknęłam przez lód zamykający jaskinię i podeszłam do królowej i smoka leżącego na końcu jaskini.Wtedy rzekłam:
-Witaj wasza wysokość czy życzysz sobie czegoś ode mnie?
-Witam cię tu królowo wszystkiego co żywe i martwe, ty się narodziłaś, a za tobą ktoś jeszcze.
Tak. Harry Potter. Pamiętamy.Czemu Cenwen informuje ją, że się urodziła? O.o Wydaje mi się, że nawet średnio rozgarnięty kotoczołg powinien wiedzieć, czy istnieje, czy nie.
Weź proszę ten podarek na wyraz mojego uznania twego panowania Laro-powiedziała po czym podała mi duży, zawinięty w koc pakunek.
To się wysiliła przy pakowaniu...
No weź, może ma tam garnek bigosu i chce, żeby był jeszcze ciepły. ^^

Następnie nakazała natychmiastowe odejście.Więc zrobiłam tak jak powiedziała.
Parafrazując znane powiedzonko: „Murzyn dostał swoje, Murzyn może odejść”.

Wzięłam pakunek i udałam się z nim do NO.Tam odwinęłam go i okazało się to wielkie, białe jajo.Było to jajo smoka.
Rozdział VII. Zefir
I to FCALE nie jest zerznięte z Saphiry z „Eragona”.
Po przyjściu do NO Lee znowu wygłosił mi litanie jak to mam więcej nie wrzucać go w portale bo coś tam, oczywiście go nie słuchałam (:P).
No bo po co. Jeszcze okazałabyś tym samym grzeczność i co wtedy?!
Po jego litanii i pójściu sobie do swojej jaskini, ja zajęłam się jajem (To znaczy co zrobiła? Zaczęła je wysiadywać?), które dostałam od królowej Cenwen w ramach uznania mojego panowania.Z tego co stwierdziłam było to jajo lodowego smoka, ale było jakieś inne, przesiąknięte magią, aura tego jaja była bardzo potężna (...).
To się nazywa amoniak, złotko. Obawiam się, że twemu smokowi skończył się termin przydatności.
Po 2 tyg. (...) z jaja było słychać skrobanie.W końcu po 3 godz. takiego skrobania, jajo pękło.Wyłonił się piękny lodowy smoczek.Był wielkości świnki morskiej.Miał śliczny malutki pyszczek z olśniewająco błękitnymi oczami.Miał dwa małe różki i ogonek porośnięty maleńkimi białymi kolcami.Jednym słowem był śliczny.
Ojejujeju, ciumci ciumci, mój ślićny potwozie.

Po paru dniach nauki smoczątka latania, w końcu wzniósł się w powietrze.Myślałam że ma zamiar przefrunąć całego Gothica-bo tak długo go nie było.
Przefrunąć od intra aż po creditsy na końcu? To jakieś 60 godzin grania!
Po 5 godz przyleciał piękny, wielgachny lodowy smok, był naprawdę ogromny..
Taak. Jak wspomniałam, to przyspieszone, napowietrzne dorastanie smoka FCALE nie jest zrzynką z „Eragona”.On nie urósł, on się w czasie lotu za bardzo powietrza nawdychal, bo paszczy nie zamknął, i go wzdęło jak żagiel.

-Witaj wasza wysokość mam na imię Zefir, od tej pory jestem twoim smokiem, a ty moim Jeźdźcem-powiedział z "uśmiechem" na paszczy.
... wyszczerzając w „uśmiechu” długie, ostre kły. A potem zrobił taką minę.
-Miło cię poznać Zefirze, jesteś naprawdę pięknym smokiem, ale i potężnym, wyczuwam w tobie ogromną aurę-powiedziałam zadowolona z podarku Cenwen.
-Jeżeli chcesz mogę cię zabrać w podróż i zademonstrować swoje zdolności-powiedział pokazując swoje mięśnie, był naprawdę potężny.
Obdarł się ze skóry dla lepszej prezentacji?To nie smok, to kogut, prymitywnie popisujący się przed kurami. Oszukała ją ta Cenwen.

-Myślę że masz już dość na dzisiaj Zefirze, lepiej będzie jeśli polecisz na polowanie i coś zjesz, w Gothicu zwierzyny nie mało-po moich słowach smok wystartował z prędkością światła i zniknął mi z oczu.
Dopiero teraz będzie polować? To co on robił przez ten czas, jak go nie było? Widoki podziwiał?
[Tu następuje fragment, w którym boCHaterka i jej zwierzak udają się do uniwersum „Eragona”, gdzie pobierają nauki – choć, rzecz jasna, nie są im one wcale potrzebne, bo i tak już wszystko potrafią. -.- CIACH.]
Po powrocie przybiegł do mnie (normalnie z prędkością światła) Saturas i stwierdził że porwano Myxira (jednego z magów wody), powiedział że pojawił się mag z kapturem na głowie, porwał go i zniknął.
„Mag z kapturem na głowie” – fak je, nie ma to jak dokładny opis i znaki szczególne. Jak myślicie: to był Potter w pelerynie-niewidce czy przedstawiciel Ku Klux Klanu z supermocami?
A może Gandalf? Snape? Vilgefortz? Ten, no... Riddiculus Zu'l Zorander, czy jak mu tam było? No naprawdę, kaptur to dla maga wręcz strój służbowy.

Powiedziałam Saturasowi żeby się nie martwił i wskoczyłam na Zefira by po chwili szybować w powietrzu.Wtedy powiedziałam do smoka
-Zefirze myślę że przyszedł czas aby sprawdzić twoją potęgę, musimy odbić Myxira-powiedziałam myśląc nad czymś całkowicie innym.
O zbliżającej się nieuchronnie wizycie u kosmetyczki?

-Przekonasz się jak jestem potężny, ale coś czuję że się niepokoisz, co się stało?-spytał ze zmartwieniem smok.
-Mam podejrzenia co do pewnego Maga Kręgu ze SpellForce, ale wolałabym nie mieć racji w tej sprawie.Bo widzisz pojawił się kolejny Mag w SpellForcie i jest zły,
To prawie jak Najbardziej Epicki Dialog w „Zemście Sithów”:
„- Anakin, kanclerz Palpatine jest zły!
- Z mojego punktu widzenia Jedi są źli!” :D
A mnie skojarzyło się z tym komiksem.

a co najlepsze w historii i w mojej wizji na jego temat było to że potrafił posługiwać się jedynie magią ognia, a ten posługuje się magią lodu jak Rohen.(...)
Po dość długim locie dolecieliśmy do wielkiej fortecy, miała ona czarne barwy z odcieniami brązu, takimi jakie zdobiły szatę Maga.
Jak myślicie, czy pytanie, gdzie forteca miała te barwy, nie będzie zbyt niedyskretne?
Ja jestem ciekawa, czy mag wybudował fortecę pod kolor swojej kiecki, czy może dobrał kieckę do barw zamkowej elewacji.

Poleciłam Zefirowi zostanie na zewnątrz, a sama weszłam do fortecy (przenikając przez ścianę bo nie było drzwi).Znalazłam się w pomieszczeniu przypominającą wielki korytarz, ale jakiś dziwny napełniony złą aurą.
Może tam toalety były? Albo palarnia?To była mroczna aura Złej Deklinacji i Koszmarnej Interpunkcji.
Czytając powyższy fragment nabrałam pewności, że niektórzy ludzie nie powinni oglądać Indiany Jonesa.
I rzeczywiście po moim pierwszym kroku ze ścian wyskoczyły noże, były tuż przede mną, jeszcze jeden krok i by mnie posiekały na drobne kawałeczki.Noże opierały się o podłogę i boki ściany, więc ja postanowiłam iść sufitem.
Noże, nie zastawszy nikogo do posiekania, wyraźnie zakłopotane dreptały w koło.
Wbiłam swoje kolce w sufit i przesuwałam się dość szybko do przodu.Po przejściu pół metra nad nożami, otworzyła się zapadnia, oczywiście mnie nic nie groziło bo byłam na suficie.A może jednak?Z zapadni doszedł zgrzyt i zaczęło wciągać powietrze, a przy okazji mnie też.Znalazłam się w pomieszczeniu gdzie produkowane były ostrza (wojska Maga, były one wykuwane z dusz schwytanych przez najwyższego z ostrzy Kowala Dusz),
Oto nowsza wersja kijów-samobijów: noże-samokroje.Dobrze rozumiem? Po Krainie Zmarłych hasał sobie jakiś scyzoryk i zapędzał niematerialne byty pod młot kowalski? Hm... To „wojsko” musiało być więc jak Armia Umarłych z Władcy Pierścieni – tyle że dość... plaskata.
a na środku stał ogromny (10 razy wyższy od człowieka) Kowal Dusz, szybko schowałam się za kolumnę i przyglądałam się jak rozmawia z Mrocznym.
Markiem z Mrochnej Cwoorcy? O.O A co on tam robi?

Po chwili ten zniknął i został sam Kowal.Nie mając już nic więcej do słuchania postanowiłam odnaleźć Myxira. Namierzyłam go telepatią i teleportowałam się do sali w której był on „przechowywany”.
Bo napisać, że go tam przetrzymywano, albo że był tam więziony, byłoby zbyt banalne.

Była to ogromna sala, która jak mniemam służyła do tortur, były tu najróżniejsze narzędzia, od laserów po noże i jeszcze inne gadżety.No cóż koleś musi być mistrzem elektroniki nowoczesnej-powiedziałam sama do siebie.
Nie to co starodawna elektronika, nieprawdaż.
Myxir był w kajdanach powieszony na ścianie i żałośnie jęczał (zresztą nie dziwię się).Podeszłam do niego, wyleczyłam i rozwaliłam kajdany pazurami.I już miałam się zbierać kiedy przyszedł Mroczniak.To jakiś nowy rodzaj smerfa? Coś jak Ważniak, tylko bardziej gotycki?Taki:
-Dokąd to się wybierasz nie ludzki pomiocie?-rzekł z uśmiechem (zadowolony bo udało mu się przyłapać intruza, no ludzie co za kretyn)
Tak, Ałtorko, mówi mi tak jeszcze:


-Nie musisz tego wiedzieć durna imitacjo Maga Kręgu-powiedziałam z ironią, a on rozwścieczony zaatakował mrożąc wszystko wokół.
BoCHaterko, jesteś pewna, że to mag, a nie ten gostek z reklamy Winterfresh?
Oczywiście jakoś nie udało mu się mnie trafić bo był za wolny-oczywiście mu to powiedziałam, wtedy wściekł się jeszcze bardziej.Mając już dość tej zabawy ze względu na bezpieczeństwo Myxira (bawiłabym się z nim dłużej ale mi się śpieszyło).Oczywiście gonił mnie dalej, a ja postanowiłam ściągnąć mu kaptur, po kilku jego unikach w końcu mi się udało i wtedy doznałam szoku to był.....ROHEN
TA DAM! Plot twist. Nie myślałam, że ujrzę go w tym blogasku... choć przypuszczam, że i tak został zerżnięty z fabuły gry.
Rohen...Ten najwspanialszy Mag Kręgu, który wymyślił portale, sam był najmądrzejszą osobą w SpellForcie poza Ereonem.To on stał za tym wszystkim, chciał zdobyć władzę mimo, że każdy go znał i szanował w tym świecie?Ale po co?Po co była mu potrzebna potęga Przywołania?Tego nikt nie wie, a może jednak.
No ja ci tego nie powiem. =.=’

On potrzebuje Kamienia Feniksa, by cofnąć się w czasie i wygrać Wojnę Przywołania (wojna ras po między orkami Mrocznego i ludźmi Rohena {tak napisano w księdze opisującej Przywołanie}, a oni obaj walczący w fortecy Mrocznego).
Nie przejmujcie się, Czytelnicy. Ja też nie wiem, o co tu chodzi.Ona doznała właśnie jakiejś iluminacji, że o tym (cokolwiek by to znaczyło) wie, tak?
Gdyby wygrał wojnę uwolniłby potężną moc, która zniszczyłaby cały Układ Słoneczny, na co nie mogłam pozwolić
Wtedy to Mag powiedział:
-Czyżby dziwił cię mój widok pomiocie?Tak to ja Rohen i co w tym złego?
Fakt. Każdy ma prawo do szczęścia!*głosem dziewczynki z Jasminum* A co się dziwisz?!
A teraz oddasz mi Kamień Feniksa bo jest mi bardzo potrzebny do moich własnych celów.
-Prędzej umrę niż ci go oddam nędzny śmiertelniku-rzekłam nie wzruszona.
-Mówisz, masz-i po tych słowach ponownie zaatakował.Coś mu niespecjalnie wychodziło więc postanowiłam skrócić go o rękę.I jak postanowiłam tak zrobiłam, oczywiście wykorzystałam moment w którym to on jęczał, że ręka go boli i coś tam jeszcze
A tu mamy do czynienia z ciekawą odmianą bólów fantomowych, kiedy to kończyna zaczyna boleć jeszcze przed zranieniem.
-oczywiście nie słuchałam i zawołałam Zefira.
Dużo tu tych „oczywistości”... Widać boCHaterka rozpaczliwie próbuje utwierdzić Czytelników w przekonaniu, że jest bardzo nonszalancka.I zblazowana. One wszystkie są zblazowane.
Ten rozwalił pół wieży i dostał się do naszego poziomu.Następnie kazałam mu wziąć Myxira i sama wsiadłam-muszę powiedzieć że wszystko się działo w tempie ekspresowym.
Ależ naturalnie.
Lecieliśmy dość szybko, ale mimo to pościg Rohena nas dogonił.Składał się on z fruwających ostrzy, były one srebrne, a niektóre czarne.Jak na ich budowę muszę przyznać że były dość szybkie.
A co konkretnie wskazuje na szybkość w konstrukcji latającego noża? No i gdzie to-to ma napęd?Pewnie miały kamienne albo ołowiane rękojeści, które im ciążyły w locie.
Patrząc na to że szkolił mnie Oromis wykorzystałam to.
A Semantyka poszła się chędożyć ze Składnią i Interpunkcją w lesbijskiej orgii.
Leciałam tuż przed srebrnym ostrzem i wtedy nakazałam Zefirowi w myślach:
"Zwrot i atak", on natychmiast zawrócił i chuchnął ogniem?Tak wydobył z siebie taki płomień, że przypaliło poboczne ostrza.
No i...? Okopcenie ostrza unieruchamia je czy ki czort?Z czego te ostrza są, że ogień je PRZYPALA, a nie rozpuszcza? Chyba, że gonią je nie ostrza, a latające jezdnie, skoro przypaliło pobocze.
A później znów lecieliśmy powtarzając ten sam manewr z tym tylko, że Zefir raz zionął lodem, raz ogniem, a jeszcze innym razem błyskawicami.
Od czasu do czasu także knedlami, pianką montażową i żelkami Haribo.Ej, kupcie mi takiego, co by zionął kremem czekoladowym albo truskawkowym, co? Może być też masa kajmakowa.
Skrzydłami sprowadził śnieżną wichurę i ostrza zmyło z powierzchni nieba.Następnie po walce (...) polecieliśmy do NO.Oczywiście wszyscy z NO widzieli naszą akcję przez wizjer
*wizualizuje sobie wielkie, zawieszone nad Nowym Obozem drzwi i grupę ludzi przepychających się przed judaszem*
i wszyscy byli zachwyceni, tylko Lee jakiś taki nie dzisiejszy był.
Oj tam zaraz: niedzisiejszy. Po prostu był tradycjonalistą.
Albo był na kacu.


Saturas mi pogratulował, a Myxir szczelił że nie ma ochoty więcej latać na smokach.
Szczelił do smoka. Ze szczykawki.

Po kilku dniach mojego intensywnego rozmyślania nad sposobem bycia Rohena, ten znowu porwał mi kumpla, tym razem był to Wilk.
Kurde, niektórzy naprawdę nie wiedzą, kiedy skończyć.Jakby Twój rywal tylko siedział i myślał, zamiast wyzwać Cię na pojedynek, jak na dzielnego protagonistę przystało, to też byś mu zaczęła płatać psikusy.
Gdy Lee zauważył, że Rohen porywa ludzi rzekł do mnie:
-Czy nie mogłabyś mu dać tego przeklętego kamienia?
KWIIIK!!! Słyszysz, boCHaterko? DAJ KAMIENIA!!!

-Nie, nie mogę mu go oddać bo to ostatnia nadzieja na ocalenie, (...)
[Kolejna misja ratunkowa kończy się spektakularnym sukcesem. Przejdźmy dalej.]Ja Wam to streszczę: „Blablabla, znów byłam zajebista, bla”.
Obudziłam się następnego dnia-przynajmniej tak mi się wydawało i zobaczyłam wpatrzonego we mnie z przerażeniem Lee.(...) Popatrzyłam na niego pytająco, a ten rzekł:
-Laro spałaś cały tydzień, myślałem że już nigdy się nie obudzisz, dobrze że już jesteś z nami-mówił trzęsącym się głosem.
-A od kiedy zaczęło ci zależeć na moim towarzystwie, olśnienia doznałeś, Innos cię nawiedził, no powiedz?-powiedziałam (...) On tylko popatrzył na mnie i nic nie powiedział.Patrzał się tak na mnie z 15 min.
15 minut bez ruchu? To już jest katatonia. :/Może bawił się z nią w grę „Kto pierwszy mrugnie”?
Co zaczynało być męczące, więc zeszłam z dachu domku (...) i poszłam na skałę koło jeziora.Przez kolejne parę dni obserwowałam Lee, był jakiś taki nieswój i zachowywał się dziwnie, miał zwykle rozmarzoną minę i takie tam duperele.
Och tak, tego nam jeszcze brakuje: najemnik, żołnierz, chłop z jajami jak melony - zrywający kwiatki, by wywróżyć sobie, czy ona „kocha, lubi, szanuje...”

W końcu nie mogąc patrzeć na tego żałosnego najemnika poszłam do Orika, który zwykle z nim przesiadywał.Spytałam się co Lee odwaliło, a on do mnie ze Lee jest zakochany, a ja słysząc po raz pierwszy takie słowo spytałam co to znaczy, a ten mnie wyśmiał i odesłał z "kwitkiem".Nie mając lepszego pomysłu poszłam do Saturasa spytać o to samo, a ten powiedział żebym poszła do Lee się spytać.
Ja zaś bym jej powiedziała:
- A co cię to, kurwa, obchodzi?

Jak powiedział, tak zrobiłam, poszłam do Lee i spytałam:
-Podobno jesteś zakochany?,
Bardzo to takie jest... Nie, poddaję się – brak mi na nią słów.

a on na to nic nie powiedział, tylko się zaczerwienił i zwiał. (...)
Gubiąc po drodze zerwane wcześniej stokrotki i notesik z wierszykami miłosnymi.

Cóż zwykle starał się mnie unikać, ale w końcu udało mi się go złapać.Oczwyście to było poza obozem, siedział se nad rzeczką i skubał płatki z kwiatka.
O.O
...
Ale ja wcześniej z tymi stokrotkami i wyliczanką żartowałam... T.T


A ja myślałam że padnę ze śmiechu.Popatrzył na mnie znowu czerwony i nie mógł wykrztusić słowa.Spojrzałam w te jego olśniewająco błękitne oczy i gapiłam się na niego z 15 min.
Że też im się ta gra w niemruganie nie znudzi...
(Trulof ex machina?)


jak on przedtem na mnie.Później znudzona gapieniem się na Lee, wpatrzyłam się w wodę i prawie usnęłam,
Czujecie ten żar namiętności, te buzujące emocje? ;)
a tu niespodziewanie Lee pocałował mnie.Patrzyłam na niego trochę nieprzytomna i trochę zszokowana, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do obozu.. Gdy Lee mnie tak niósł, usnęłam.
Nie no, spoko. Niesie cię facet, o którym od dłuższego czasu wiesz, że jest w kimś zakochany i który cię nagle całuje – ale po co się tym przejmować, skoro można SPAĆ.

Obudziłam się w jego jaskini i rozejrzałam się, nikogo nie było. (...) Patrząc z góry na obóz pomyślałam, że czas znowu gdzieś wybyć.Moim następnym celem była dość smętna kraina wampirów, ale działy się tam rzeczy, które mogły działać tylko pod wpływem ogromnej magii, więc postanowiłam to zbadać.Świat nazywał się Soul Reaver.
Nie, rrrwa! Świat nazywa się Nosgoth, profanko. >.> Łapy precz, bo odgryzę.*cieszy się, że nie wie, o co chodzi i nawet nie chce wiedzieć*
Pomyślałam chwilę, a później przeszłam się do Saturasa oznajmiając mu, że wybywam, na znak tego otworzyłam portal i przeszłam.
Konkretny i treściwy komunikat, nie powiem.

Znalazłam się w jakiejś fortecy gdzie odprawiana była jakaś ceremonia i szybko schowałam się za (jakąś) kolumną.Było to miejsce umieszczone na jakiejś skarpie, gdzie na środku widniał niby zegar, używany dawniej do skoków w czasie.
Jakiś zegar i do jakichś skoków, zapomniałaś dodać. Tak poza tym to może być – opis jest cudownie mętny.
Po wschodniej stronie tego zegara stał tron, a na nim siedział zielonoskóry wampir.Z tego co udało mi się usłyszeć nazywał się Kain i był hersztem,
Hersztem? Czemu nie atamanem? No, aŁtorko, jak szaleć to szaleć!
za pomocą swojej magii tworzył kolejne pokolenia wampirów.Ta cała ceremonia odbywała się o oskarżenie jednego z wampirów,
Boru. Jak można TAK BARDZO nie móc się wysłowić? W tym tekście brakuje mi już tylko jąkania i „eeeee” pomiędzy zdaniami.Makumba, Kali się starać mówić dobrze, Kali umieć, ale Kali zapomnieć!
z tego co udało mi się usłyszeć, Kain stworzył go aby dowodził jednym z sześciu wampirzych legionów.
Nie. Ten legion to byli jego potomkowie.
Hmm... Jest takie trudne słowo na „i”... „ignorancja”.I inne, trochę łatwiejsze, na „l”: „lenistwo”.
Niestety nie udało mi się usłyszeć jak ma na imię.
Raziel. Nie, nie dziękuj.
Widziałam jak młody (dość przystojny) wampir klęka przed Kainem i wyjmuje skrzydła.
Z torby. Miał za zadanie nadrzeć Kainowi piór na poduszkę, ale zmitrężył i teraz będzie musiał robić to publicznie.Niech się cieszy, że mu nie kazali drzeć pierza z żywej kury.
Wtedy Kain podszedł do niego i swymi eee rękami
Ech, moja prekognicja tak mnie męczy... *wzdycha teatralnie*E-ręka? To jakieś nowe medium elektroniczne?
(mieli oni trzy szpony zamiast palców, Kain miał koloru czerwonego) podarł chłopakowi skrzydła,
Chłopakowi? Raziel wtedy liczył sobie już okrągły tysiąc lat... a boCHaterka rok.Kalevatar, nie pamiętasz „Tysiące, miliony, nieważne lat temu” z pierwszego rozdziału blogaska? Czego Ty wymagasz? :P
wszędzie było pełno krwi, no nic powiem że to miało okropny wygląd.
„TO” miało. Rozumiem, że czytelnik ma sam domyśleć się, co? To taka zagadka?

Następnie chwyciło go za ręce, dwoje wampirów i zanieśli nad skarpę.Była to bardzo wysoka skarpa (:D) , a obok niej taka sama, oddzielone były mostem.Następnie za tą drugą skartpą
Monumentalna formacja skalna w kształcie skarpety, jak rozumiem?Skarpa, która była za skarpą, która była obok skarpy? To mi przypomina dialog z „Testosteronu”, w którym jeden bohater wskazywał drogę drugiemu:
- (...)
potem w prawo, potem w prawo, potem w prawo...
- Zaciął się!
- Nie, tam trzy razy w prawo jest.
był niby wir, kolor miał jasno zielony.Kain kazał tam wrzucić tego chłopaka.Koleś niemiłosiernie próbował machać swoimi "skrzydłami", ale jakoś mu to nie wyszło i wpadł do wiru.
Tak, to, co przeczytaliście, było okrutnie zgwałconym przez aŁtorkę opisem intra z „Soul Reavera”. Własna inwencja tFFurczyni przejawiła się w tym, że pazury Kaina zyskały czerwony kolor. =_='
Po odejściu wampirzej kolonii, zbliżyłam się do wiru, wyglądał na jakiś kwas, po jakimś czasie mojego badania wiru, wszystko wokół stało się jakieś takie przestarzałe,
... i słychać było takie ciche chrobotanie – to skalne skarpety wychodziły z mody.... i przyszła pora na kamienny jedwab!
nabrało bladoniebieskiej barwy.A wir stał się niby rzeką.Więc weszłam w tę niby rzekę, i dostałam się do (niby) wnętrza, była tam jakaś roślino podobna istota która rozmawiała z jakiś stworem, z tego co zauważyłam miał podobną chustę do tego co wleciał w wir.
Po takiej ilości byków, jakie pasą się w tym zdaniu, zaczynam wątpić, że ona w ogóle widziała na oczy tę grę.
Ciekawam, jakie kwiatki ma w domu Ałtorka, że takie coś jest dla niej roślinopodobne.
Wyglądał jakby coś go zeżarło, a tylko zostawiło kości, aż dziwne że się jeszcze ruszał.
No i gadał. Widać języka i krtani mu nie zeżarło, a przynajmniej nie strawiło.

Miał tak wyżartą szczękę że musiał ją zasłonić chustą.Wyglądał poprostu jak potwór z czarną czupryną (o dziwo że mu włosów nie zżarło).
Widać to, co go żarło, nie przepadało za tym, co włoskie.
Miał dziwnie niebieskawą "skórę" (tę zeżartą, tak?) i w ogóle był dziwaczny.Ale za to głos miał miły.Jego oczy świeciły w zielonkawym odcieniu, a jego skrzydła (zeżarte?) były niczym niebieskawa szmatka. (Acha - pogniecione i wyplute!) Gadał o czymś z tą roślino podobną istotą, a następine poszedł uczyć się korzystania ze swoich dopiero co nabytych dzięki wirowi mocy.Nie mając nic lepszego do roboty, podfrunęłam do nieznajomego niby wampira, bo nie wiadomo czym teraz był.Gdy mnie zobaczył, przestraszył się z deczka, ale później udawał twardziela.
Boru, nie. Ona będzie gwałcić Raziela. Moje oczyyyy...
Podfrunęłam i stanęłam obok wampira i spojrzałam na na niego pytająco
-Jak masz na imię i co takiego zrobiłeś że Kain kazał cię tu wrzucić i co to za miejsce?-zalałam chłopaka pytaniami (hehe). On cały czas nie spuszczał mnie ze swoich świecących oczu, po czym odpowiedział:
- Spierdalaj.
A imię jego było wujek Staszek...
-Nazywam się Raziel, Kain chciał żebym dowodził legionami, lecz ja nie chciałem zabijać ludzi, nie chciałem być zły jak Kain





Nie, o borze, nieeee!!! Nie dość, że zgwałciła, to jeszcze wykastrowała...I jestem dooobry, i miziaaasty, tylko złe ludzie mnie skrzywdzili... Psytulis mniieee?
i nie wiem co to za miejsce, pamiętam tylko że wpadłem w wir, a dalej nic poza tym.
-Nie jesteś już takim zwykłym wampirem, prawda-spytałam bacznie mu się przyglądając.
-Nie, nie jestem, należę teraz do pożeraczy dusz-odpowiedział w zadumie.
-To znaczy, że teraz posilać cię będą dusze twych wrogów?
Tak. Będą przynosić mu obiadki i karmić łyżeczką.
-jak zwykle nie kapująca ja :) a on na to odparł krótkie tak i rozpoczął wspinaczkę ku wyjściu z groty roślino podobnej istoty, która udzielała mu rad.(...) Po dłuższej wędrówce napotkaliśmy małe zgłębienie a w nim dziwaczne istoty, którymi Raziel chciał się samodzielnie zająć, na co mu pozwoliłam.
Tak, kurwa, nie ma to jak łaskawa Ty.Pewnie, spuść go na trochę ze smyczy, niech sobie pobiega. :/
Po kilku minutach istoty były już bez dusz, a my szliśmy dalej.Po jakimś czasie doszliśmy do sali (wyglądała na tę sama w której była ceremonia) z wielkim niby zegarem.Tam Raziel wykonał jakieś gesty
Takie jak te?



i zaraz kolorystyka otoczenia zmieniła się na współczesny-musieliśmy być w dalekiej przeszłości.
Absurdalnie proste, prawda?Tak, bo świat kiedyś był czarnobiały, a potem w odcieniu sepii i dopiero w XX wieku Stwórca wynalazł kolor – wszyscy to wiedzą.
Następnie chłopak poszedł dalej, a ja postanowiłam iść w jakieś bardziej przytulne miejsce. Oczywiście przed odejściem powiedziałam do pożeracza że jakby czegoś potrzebował to wystarczy mnie zawołać, po czym się ulotniłam do NO. (...)
.Po kilku godzinach obudził mnie szmer dochodzący od strony jeziora przy knajpie.Bez ostrzeżenia rzuciłam się w tamtą stronę i powiedziałam z zadowoleniem:
-Oooo udało mi się złapać wampira!-właśnie wylądowałam na Razielu, chłopak popatrzył na mnie skołowany i stwierdził, że potrzebna mu drobna pomoc.
To dziewczę pełni tam rolę solucji czy co? o.OSkoro wylądowała na nim, to chłopię potrzebuje po prostu miłej pani dominy, i tyle.
Wstałam z niego, a ten mnie za ramię i przez portal
Chwycił. Wciągnął. Proszę nie zapominać o orzeczeniach, tak?Dajże spokój, orzeczenia są przestarzałe. Teraz wszystko przyśpiesza, to i zdania muszą być coraz krótsze.
Weszliśmy do dość ponurej komnaty gdzie na środku sali była niby klatka, bardzo wysoka.A nad nią, na suficie znajdowały się opuszczane przez dźwignię kolce.Przy wejściu do komnaty znajdowała się ogromna bestia, miała taki niby kremowy kolor skóry, dwie ręce oraz duży i gruby ogon.Potwór przedstawił się jako Malichia,
O żesz go w sznycel. „Melchiah”, ty łunochodzie!Niby kremowa bestia w niby klatce. Czyli co, świnka morska w terrarium?
był ogromny chyba z 20 razy większy od nas, moim zdaniem był to jeden z tych średniowiecznych potworów nie do pokonania.
What the...O.O A ile było tych średniowiecznych potworów i czym się różniły od, dajmy na to, renesansowych?Bo te renesansowe były wychowywane w duchu humanizmu, ergo: były mniej straszne.
Nie... nie mówicie, że to był
on – wtedy tylko nagły atak serca u animatora może was uratować. ;)
Popatrzyłam na architektórę (oł je!) pomieszczenia, dźwignię i kolce oraz klatkę.
Rozwiązanie problemu podsunął mi Kapitan Oczywistość.A nie MacGyver?
Powiedziałam Razielowi żeby chwycił za dźwignię gdy ja będę przy dwóch bramach.Po chwili potwór zaatakował, a za cel wybrał młodego wampira.Raziel zwabił potwora do dwóch bram, a ja pociągłam (KWIIK!) za dźwignię i na Malichię spadł olbrzymi kolec, lecz zdążył chwycić go w ogon i odrzucić.No nic-pomyślałam.
Rzeczywiście: nic. Nic nie rozumiem, ni dudu.

-Teraz zaprowadź go do klatki-przesłałam telepatycznie wampirowi, a on robił co mu kazałam .Zaraz po tym jak Raziel wyskoczył z klatki, opuściłam dźwignię, a ta kolce prosto na potwora.Powiedzmy, że została tylko krwawa plama.
Tak, Drodzy Czytelnicy, intuicja Was nie myli – to również jest żywcem zerżnięty z gry opis pokonania jednego z bossów. Proszę o owację na stojąco dla inwencji Ałtorki.
Chłopak spojrzał na mnie z wdzięcznością i rzucił krótkie "dzięki", zaraz po tym odszedł w ciemnię świątyni w której byliśmy.
Musiał bezzwłocznie wywołać kilka zdjęć i wrzucić je do pamiątkowego albumu „Jak mordowałem moich braci”.Znajomi na facebooku dopominali się szczegółowej relacji, wraz ze słit fotkami.
Nie szłam za nim, tylko od razu wróciłam do NO.Następnego dnia gdy się obudziłam na dachu, nie byłam sama, koło mnie siedział Raziel i patrzył się na trochę przestraszonych ludzi.Spojrzałam na niego i spytałam co go sprowadza do NO.A on w odpowiedzi rzekł że ja.Spojrzałam w jego świecące oczy i spytałam:
-Czego ode mnie chcesz?
- Zajumałaś mi długopis. Oddawaj.

-Chcę poprostu podziękować ci za wczorajszą pomoc, bez ciebie by mi się nie udało-rzekł usmiechając się.
W zanadrzu miał też wielki tort z dedykacją, willę na Teneryfie i największy, najbardziej ordynarny pierścionek z brylantem, jaki znalazł.W kieszeni kurtki zaś paczkę prezerwatyw. Wolał się zabezpieczyć: nigdy nie wiadomo, co może wyjść z krzyżówki wampira-pożeracza dusz z elfim kotoczołgiem.

-Gdybyś się sprężał to by ci wyszło bez konieczności mojej pomocy-powiedziałam,
Dlaczego mam wrażenie, że Ałtorka w ten sposób odreagowuje swoje niepowodzenia w grach, te dłuugie godziny, kiedy nie mogła przejść jakiegoś etapu?
a ten spojrzał na mnie trochę rozkojarzony i rzekł:
-Noo możliwe, ale wolałem mieć ubezpieczenie,
OC, AC i NW też.

zresztą i tak nie dałbym rady, nie raz próbowałem, ale ledwo uszłem z życiem, dlatego
...poszłem po pomoc. A po wszystkim bekłem, pierdłem i wyszłem.

wolałem poprosić ciebie-po tych słowach zamilkł i popatrzył w niebo za jaskinią-zbierało się na deszcz.Wtedy niespodziewanie rzekł:
-Chodź ze mną. Spojrzałam na jego tajemniczą minę po czym poszłam za nim.
Niestety, była to pułapka: czekały na mnie wielkie elfiożerne chomiki, które rozszarpały mnie na strzępy.

Przeprowadził mnie przez portal prowadzący do Giantsa i zaprowadził na porośniętą bujną roślinnością plażę.
Eee... to się łąka nazywa.

Tam Raziel pozbawił dusz kilka piranii (a oto i dowód, że teolodzy nie mają racji – zwierzęta posiadają dusze!), dzięki czemu reszta trzymała się z daleka i weszliśmy
do pięknego szafirowego morza.
Te piranie w morzu pływały, tak? Pewnie jeszcze na wycieczce były?
Tam jednak zjadły nas rekiny, które, jak wiadomo, są okrutne i – uwaga – bezduszne.
Kilka godzin bawiliśmy sie w topienie (Jak na Pożeracza Dusz i maszynę do zabijania przystało), czyli ja topiłam jego, a on mnie i nam obojgu nie wyszło
No i co z Was za śmiercionośne bestie?

-on nie potrzebuje powietrza do życia, a ja mogę oddychać pod wodą, po kąpieli morskiej Raziel rzekł:
-To by było na tyle-i zmył się portalem do Soul Reaver.
- Nareszcie! Dzięki Ci, Borze! – zakrzyknęła Pigmejka.

20 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Chwała Boru, że nie znam zgwałconych przez aŁtorkę gier, bo pewnie miałabym już wielokrotny zawał serca... No i te opisy :D Jakieś, jakby, niby, coś?
Łojejku!

hasło: lbionie
O, Albionie...

Pozdrawiam!
Nadira

kura z biura pisze...

O żesz kurde... Tylko Wasze komentarze sprawiły, że dotrwałam do końca tej masakry. Jest to jedno z tych opek, które przy pozorach galopującej sensacyjnej akcji, w istocie zabijają nudą. Ghrrrr!

tyrald pisze...

Straszne opowiadanie jest straszne.
Ałtorka całkowicie zasłużyła na bycie nazwaną łunochodem, ponieważ jej miejsce jest tam, gdzie reszta jej przybranej mechanicznej braci...

SStefania pisze...

I to FCALE nie jest zerznięte z Saphiry z „Eragona”.
Oczywiście, że nie, przecież w poprzedniej części Waszej analizy napisała, że Eragona wymyśliła ona sama, więc to Paolini zerżnął z niej (i tylko z niej, bo Tolkiena też wymyśliła, hurr-durr)!

Przefrunąć od intra aż po creditsy na końcu? To jakieś 60 godzin grania!
LOOOOOOL

Nie no, spoko. Niesie cię facet, o którym od dłuższego czasu wiesz, że jest w kimś zakochany i który cię nagle całuje – ale po co się tym przejmować, skoro można SPAĆ.
This is her, giving a fuck.

Świat nazywał się Soul Reaver.
Nie, rrrwa! Świat nazywa się Nosgoth, profanko. >.> Łapy precz, bo odgryzę.

Teraz spuśćcie wodze fantazji i spróbujcie sobie wyobrazić, jak nazwałaby Śródziemie :D Bo ja już wyobrażam sobie nazwy dla Nevendaaru, świata w grze Disciples, derp. Albo w Pokemonach, albo którymś Final Fantasy... Ech, super zajęcie na wieczór!

... i słychać było takie ciche chrobotanie – to skalne skarpety wychodziły z mody.
... i przyszła pora na kamienny jedwab!

Splendid! :D

Dlaczego mam wrażenie, że Ałtorka w ten sposób odreagowuje swoje niepowodzenia w grach, te dłuugie godziny, kiedy nie mogła przejść jakiegoś etapu?
Doskonały pomysł. Też tak muszę zacząć! Moje opko będzie zawierało ożywienie paru opłakanych przeze mnie postaci z Okami i duuużo, duuużo anielskich flaków z Bayonetty! A, i Pokemony, wszystkie moje Pokemony!

Świetny anal, lubię Was czytać, och, jak lubię!

Nibi pisze...

wszędzie było pełno krwi, no nic powiem że to miało okropny wygląd.
„TO” miało. Rozumiem, że czytelnik ma sam domyśleć się, co? To taka zagadka?

idę o zakład, że to było To z książki Kinga.
analiza po prostu cudowna, można liczyć na jeszcze jedną część?

Anonimowy pisze...

> Po odejściu wampirzej kolonii,
@wciąż jeszcze słychać było śpiew rozbawionych kolonistów:
[...]stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj. Stokrotka rosła pooooolna[...]

zbliżyłam się do wiru, wyglądał na jakiś kwas, po jakimś czasie mojego badania wiru, wszystko wokół stało się jakieś takie przestarzałe,
... i słychać było takie ciche chrobotanie – to skalne skarpety wychodziły z mody.
... i przyszła pora na kamienny jedwab!

####
I to są komentarze, które niebezpiecznie ocierają się o absolutną doskonałość!

jasza z zachwytem


Hasło mam wprost nieprawdopodobne: jajcco
Pewno chodzi o jakiś smoczy pomiot.

Sineira pisze...

Samobieżne wieże wybijające orków, aghhr, aŁtoreczka udaje idiotkę czy naprawdę jest taka nierozgarnięta?
Przy amoniaku i smoku z terminem przydatności oplułam monitor. Jesteście zUe!

Anonimowy pisze...

nie dotrwałam do końca. Niestety, bo wszystko to mimo waszych komentarzy, strasznie mnie nudziło.
Nie analizujcie tego opka więcej, bardzo ładnie proszę!

Płetwa pisze...

Nie wierzę, że udało wam się to zanalizować bez kilku butelek wódki, no nie wierzę.

A to wszystko, co elfi kotoczołg opisuje jest takie "niby", że aż nie istnieje.

Opko tak niewiarygodnie pozbawione jakiegokolwiek sensu, że nawet wygrywa z wywodami mojego brata, zjaranego jak dzika świnia w ognisku. Właaaaśnie! Może aŁtorka przed pisaniem przekopciła jak komin kotłowni? *.*

"ale ledwo uszłem z życiem, dlatego
...poszłem po pomoc. A po wszystkim bekłem, pierdłem i wyszłem."
Obsmarkałąm sobie brodę.


"Gdy Lee mnie tak niósł, usnęłam."
Taak, droga aŁtorko. "Po co się męczyć? Mr Muscle cię wyręczy!"


"(mieli oni trzy szpony zamiast palców, Kain miał koloru czerwonego)"
Myślę i myślę, i nie mogę, kutfa, wymyślić, co takiego miał Kain...
Chociaż... Nie. Wolę nie wiedzieć. W wieku trzech lat nauczyłam się, żeby nie sikać do łóżka, w którym się śpi. I nie chcę, żeby ta nauka poszła w las.


Następne kotoczołgowe analizy doprowadzą do tego, że zaduszę się własnymi smarkami. A że przez tą śnieżną popierduchę na zewnątrz mam katar, to...
Proponuję coś z gatunku yaoistycznego absurdu. Co szanowne panie analizatorki na to? ;]
Proponuję na przystawkę blog, który prześladuje mnie i we śnie i na jawie.
http://yaoioporozne.blog.onet.pl/Wstep,2,ID382013400,DA2009-06-24,n

Anonimowy pisze...

> on nie potrzebuje powietrza do życia, a ja mogę oddychać pod wodą, po kąpieli morskiej Raziel rzekł:
-To by było na tyle-i zmył się portalem do Soul Reaver.



***
Wiele komentarzy biło się tu o wpis, ale odeszły z podkulonymi ogonami.

Pozostał ten jeden, ostatni.
Finis coronat opus:

"I to by było na tyle".

jasza

Fraa pisze...

Wiecie... Prawda jest taka, że po tym opowiadaniu żadna analiza nie będzie już taka jak dawniej. To jest hardkor. Cały czas myślę nad słowem, którym można określić ten tekst. I nie wiem. Grafomania, idiotyzm, bezsens, głupota... To ciągle nie to.

Tak czy tak, przy profetycznych wzmiankach o kwiatkach i o "eee" popłakałam się ze śmiechu. To niedobrze - nie wolno rechotać o pierwszej w nocy, kiedy wszyscy śpią.

Hmm... hasło: drinesse. Istotnie, bez paru drinów to tu się nie obeszło. Przynajmniej w moim przypadku. xD

Anonimowy pisze...

Nudne... nie znam tych zerżniętych gier,ale i tak... NUUUDNO! :-( weźcie coś ciekawszego na warsztat,bo ostatnio jest cienko:-(

Anonimowy pisze...

O Borze, ten twór uwłacza nawet godności opciom, do których, ponoć, przynależy. x.x

http://arashi-rivil.mylog.pl/ a może to do analizki? Pasjonujące przygody Marysi Sue.

Paulina pisze...

Miał śliczny malutki pyszczek z olśniewająco błękitnymi oczami.Miał dwa małe różki i ogonek porośnięty maleńkimi białymi kolcami.Jednym słowem był śliczny.

Czytając ten tekst wyobraziłam sobie go tak:

http://img130.imageshack.us/img130/7126/smoekzefirek.png

A skoro aŁtoreczka pisze takie "zajebiste" opowiadania to ja wiem jaką ma roślinkę domową : D
Na pewno taką!
--> http://img19.imageshack.us/img19/3189/38513448.png


A ogólnie to analiza zajebista ;D

Mrohny pisze...

Ja sobie wypraszam jakiekolwiek insynuacje dotyczące mojej osoby w powiązaniu z jakimś kowalem, orkami i Mary Sue, o! :P
Pierwsza część o niebo lepsza, przy tej - niestety - się wynudziłem.

Dawno nie czytałem żadnego twincesta. Spełnicie mi jakieś marzenie na święta? :P

Vrolok pisze...

Wstałam z niego, a ten mnie za ramię i przez portal

Właściwie, to od dłuższego czasu już te opisy robiły się coraz mniej... eee... No, z braku lepszego słowa - literackie. A coraz bardziej. Hm. Potoczne. Tak to eufemistycznie nazwijmy.
Ale to tutaj, cytowane wyżej zdanie mnie już dobiło. Od tej chwili mam przed oczami wizję starej, ale jarej babiny, siedzącej przed chatą i opowiadającej dziatwie, jak to za młodu bywało.

Łazikanty pisze...

Wiem: temat trochę nie aktualny, ale muszę gdzieś się wyżalić. Jak można było tak skrzywdzić mojego Raziela! Zdaje sobie sprawę, że jestem dziwna, ale wychowałam się na grach z Razielem i Kainem i po prostu nie potrafię sobie wyobrazić w jakim umyśle zrodził się ten nieporadny błękitny demon. Chyba, że autorka grała w jakoś inną grę...W takim wypadku przebaczam.
P.S. Dzięki za analizę. Mimo wieku analiza wciąż śmieszna.

Ethlenn pisze...

A Einstein poszedł płakać cicho w kątku nad faktem, że ludzie poruszają się z prędkością światła...

Anonimowy pisze...

Ehh niestety znaczna część tego za co ją krytykujecie, to po prostu czepialstwo na siłę, i szukanie dziury w całym, byle tylko coś dopisać i wyśmiać.

Kilka przykładów:

"Ale na kogo? Na siebie nawzajem, tak? Chyba, że ten „wschód” to „niewielka dolina położona pół kilometra na wschód od naszej fortecy”."
A co za różnica? A bo to widać od razu na kogo się szykują orkowie? Albo szykują się do ataku, albo nie. Przecież nie chodzą z transparentami "Śmierć Wschodowi", ani nie ćwiczą "ok, to teraz ty będziesz udawał jednego z rycerzy Księcia Belzebiusza, a ja będę cię zabijać, żeby jutro wyszło wszystko jak trzeba"

To sześciu ludzi starczyło, by spacyfikować cały obóz?
Wykazując się sprytem, czemu nie? Fakt, mogła to jakoś rozwinąć, tzn. jak ta pacyfikacja przebiegała itp., ale nadal IMO nie jest to coś wartego gruchnięcia śmiechem. W wielu grach/filmach/książkach, jeden człowiek wystarcza żeby spacyfikować jeszcze większą masę wrogów - i jakoś jest ok.

Albo to zżynanie z Eragona. To co, teraz każde opowiadanie w którym będzie zawarty motyw dostania w prezencie smoczego jaja, będzie bezwstydnym kradziejstwem z Eragona? To może Eragon zerżnął to że smoki znoszą jajka, z jakiegoś innego dzieła? A wgl sam fakt istnienia smoków, od Tolkiena? No bez przesady, ludzie.

W ogóle zdecydowana większość tej waszej "krytyki" (bo ja bym nazwał większość tego raczej wrednym hejtem, bądź zwykłym wyśmiewaniem, niż konstruktywną krytyką) dotyczy fragmentów które wolelibyście żeby wyglądały inaczej. Kwestia gustu. W taki sposób to z DOWOLNEGO opowiadania - czy to ww. Eragon, czy któreś z dzieł Tolkiena, czy inne ostatnio popularne "hity" - komediowy szajs, ubierając go w opary absurdu i dodając takie właśnie głupawe komentarze.

Jeśli chcecie tak dalej, to doradzam zmianę nazwy bloga na "Trafiła kosa na kamień". Dwa błazny wyśmiewają trzeciego.

Niepozdrawiam, gimbusy :*

Anonimowy pisze...

O jaaa O.O Skisłam ^^
Geeze, podziwiam was, to opko jest masakryczne. Nie da się czytać...
Podziwiam,serio.
Pozdrawiam waszą prekognikcję
(to jest chyba najlepsze)
Uwielbiam was obie, ale dziś zachwyciła mnie Pigmejka (głosem dziewczynki z Jasminum)
~~~
Powodzenia przy następnych analizach... I trzymajcie się ciepło;*

~Bambi_w_nawiasie_Hope~