czwartek, 16 grudnia 2010

Komuno, wróć!, czyli satyra na leniwych chłopów

Witajcie!

Tak jak obiecałyśmy, w tym tygodniu nie będziecie skazani na przygody elfiego kotoczołgu.Tym razem mamy dla Was swojski i miły blogasek o dzielnych, poczciwych i dobrych, ale biednych i uciemiężonych mieszkańcach radzieckiej wsi, którym zagraża zepsuty duch imperializmu. Po lasach straszy tu dziarski nastolatek oraz pradawna bestia, upychająca po jaskiniach swoje penisy.
Indżoj!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka
Blogasek: http://opowiesci-z-ardei.blog.onet.pl


Prolog.

Nargalandia... świat pełen magii i tajemniczych stworzeń.
Spora część z nich drze Biblię na koncertach i prowadza się z Dodą. ;)

Przyjazny, ale i też niebezpieczny, piękny i straszny, życiodajny i śmiercionośny.
Ja wiem, że ambiwalentność jest sprawą fajną i poetycką wielce, ale od ambiwalencji niedaleka droga do zwyczajnego absurdu. Prosiłabym o ostrożność w tej kwestii – bo jeszcze nam wyjdzie z tego kraina mlekiem i krwią płynąca.

Ziemia urodzajna, pełna bujnych, zielonych lasów i szumiących rzek, wysokich gór piętrzących się nad osadami spowijając je w złowrogim, mrocznym cieniu, a tuż obok niej zawsze niespokojne Bezkresne Morze na wschodzie o wiecznie spienionych falach.
Kurde, nasz wschód ma tylko przejście graniczne z Białorusią, a ich ma spienione fale. Buu.A ja zastanawiam się, jak urodzajny może być kraj, który składa się głownie z lasów i gór.
Chyba że oni tam sadzą owce na halach, a nie rośliny.

Jednym z większych państw była i jest Ardea leżąca na nabrzeżu wielkiej, słonej wody. Po wsze czasy zamieszkiwały ją mocarne rasy, przedziwne, dzikie i nieprzystępne.
Tutaj narrator ujawnia swe wieszcze zdolności, a mocarne rasy oddychają z ulgą – najwyraźniej ich istnieniu nic nigdy nie zagrozi.
Skoro największe państwo było osadą rybacką (nic innego raczej nie może „leżeć na nabrzeżu”) to nie chcę wiedzieć, jakie były te mniejsze.
A wioski pewnie zakładano w starych skarpetach i koszach na pranie…

Każda z nich posiadała jakąś kryjówkę, azyl. Zwykły las, czy też dolina w górach mogły być początkiem jednej z wielu kampanii, które przez wieki przetaczały się nad całą Nargalandią czyniąc mniejsze, bądź większe szkody.
Kampanii? Czyżby w Ardei mieli program „Juliusz Cezar w każdej wiosce”?
Las początkiem kampanii? Znaczy się, jak ten birnamski, czy jak?

W krótkim czasie na szczyt władzy wybiło się kilka z nich (kampanii?) - między innymi majestatyczne smoki, rodowici mieszkańcy tegoż kraju, a także szlachetne Elfy, które jeszcze na długo przed początkiem Nowej Ery przypłynęły zza morza opuszczając dawne mieszkania położone bardzo, bardzo daleko.
A Tolkien właśnie bardzo, bardzo szybko przewrócił się w grobie.

Z biegiem czasu pradawne istoty wymierały, a tylko nieliczne, najsilniejsze przetrwały najgorsze tysiąclecia, które ciągnęły za sobą wiele wojen.
Zawsze wygrywają ci z dłuższymi mieczami. To logiczne.
Elfowie skryli się na dobre w głębi swego lasu - Sinertiss i nie wychodzili z niego przez tyle czasu, że uznano ich istnienie za zwykłą legendę. Natomiast w Isin Ull i jego okolicach na dobre rozpanoszyły się krasnoludy około 1500 roku Nowej Ery. Znalazłszy głęboką wnękę w ziemi wykuły multum komnat, sal, korytarzy i grobowców pod ziemią osiadając tam,
I to wszystko w tej wnęce...? A z tymi grobowcami są bardzo zapobiegliwi – z pewnością są to budynki pierwszej potrzeby w przypadku osiedlania się na nowym terytorium.
Mieli nastawienie studenta, który przed napisaniem egzaminu pyta o termin poprawkowy.

a swoją siedzibę śmiało ogłosiły Starą Kopalnią.
By uprawomocnić nazwę, rozpylili wszędzie mnóstwo patyny w sprayu i porozwieszali po kątach gustowne kurzowe girlandy.
Poznosili też z okolicy pająki, by ozdobiły korytarze nastrojowymi pajęczynami.

W późniejszych latach większość z krasnoludów skryła się pod ziemią ryglując monumentalną bramę, a tylko nieliczni pozostali na powierzchni i zawarli sojusz z Garańczykami. Ten buntowniczy, czarnoskóry lud przywędrował daleko z południa w tym samym czasie co zwykli ludzie.
Mamy wnioskować, że czarni są niezwykli? ^^
Elfy schowały się w lasach, krasnoludy zaryglowały się w jaskiniach… Co oni tacy wszyscy aspołeczni?

Pół tysiąca lat później biała, krótkowieczna rasa przewyższyła liczbą swych członków wszystkie inne.
No ba, któż by śmiał wątpić w dominację białego człowieka. To naturalna kolej rzeczy. ;)
Im coś krócej żyje, tym się szybciej i efektywniej rozmnaża. Porównajcie takie na przykład wieloryby i robale.

Niestety w 4432 roku Nowej Ery potężny ludzki mag (był też w połowie Elfem, stąd zyskał dar nieśmiertelności) miał za zadanie obmyślić dobrą strategię i pokonać barbarzyńców i piratów przybyłych do Ardei z okolic sąsiedniego kraju - Mertanii. Podczas najbardziej zaciekłej walki życie utraciła jego umiłowana żona. Chociaż bitwa zakończyła się wspaniałym zwycięstwem mag popadł w obłęd. Na próżno zdały się błagania skierowane najpierw do Wszechojca - boga sprawiedliwości - później współbraci o próbę wskrzeszenia umarłej. Inne rasy nie mogły się na to zgodzić; wymagało to niewyobrażalnie wielkiej ofiary - zostałaby rozbita w perzynę struktura magii i równowaga tego świata, która rozdzielała Dobro od Zła.
W następstwie świat zalałaby złowroga fala Relatywizmu, Postmodernizmu i Gejowskiej Propagandy.*patrzy podejrzliwie na badaczy kultury i artystów XX wieku* Dobra, przyznawać się – kto tam kiedy wskrzesił i kogo, że teraz muszę żyć w epoce kiczu i symulakrów?!

Rasmorin,
Efekt gejowskiego związku Rasputina i Edgara Morina. I wszystko jasne.

bo tak brzmiało jego imię, mimo nieprzychylności ze strony władców postanowił działać na własną rękę. Najpierw wykradł ze świątyni w Farienhal Kamień Wyroczni, za pomocą którego rozpoczął przywołanie. Pozostali nie mieli pojęcia, czy udało mu się dopełnić wskrzeszenia, gdyż opętany mag przyzwał następnie z królestwa Matki Cienia najgorsze czarty, zjawy oraz demony i rozpoczął szturm nie pozwalając zbliżyć się do twierdzy.
Kogo szturmował, po co i komu nie pozwalał się zbliżyć, bo się pogubiłam?I po co robił to wszystko, skoro podobno chciał po prostu wskrzesić pewne zwłoki?

Najgorszą ofiarę za "niesubordynację" zapłaciły smoki... Starano się odnowić pradawną przepowiednię mówiącą o wojowniku, ktory obali Zło,
I będzie Ono przewrócone. Na plecki, łapkami do góry.
A potem Dobro podrapie Je po brzuszku i tym sposobem zwycięży.

jednak bezskutecznie.
A to przepowiednie trzeba odnawiać, jak umowę na wynajem, bo inaczej wygaśnie? O.o Zawsze myślałam, że proroctwa spełnią się i tak, choćbyś nawet pękł...Przepowiedniom trzeba co jakiś czas aktualizować sterowniki. Podobno ma to jakiś związek z aplikacją Teoria Chaosu.

Kierowany nienawiścią Rasmorin również to usłyszał i ogarnęło go przerażenie - a wiadomo, że ludzie ze strachu czynią rzeczy straszne. Podczas gdy jego armie pustoszyły kraj on sam siedział w dawnej stolicy Ardei i snuł kolejne plany.
Tymczasem nadszedł rok 4621, gdy kraj uginał się z bólu od wojen niszczących piękne ziemie, a rasy służące dobru walczyły o niepodległą Ardeę...
Albowiem Dobro=niepodległość=demokracja=Stany Zjednoczone Ameryki. Pigmejko, zapodaj Gwieździsty Sztandar!


Rozdział I, w którym dowiadujemy się o sytuacji w Ardei.
A to przed chwilą to było tak dla zmyłki?
Teraz osiągniemy pełny stan poznania, bliski iluminacji Absolutu.
Nadzieja powraca
Luke Skywalker nadlatuje na swym wiernym poduszkowcu.A za nim orły, orły nadlatują!

– No żesz cholera jasna! Co to za...! -Warknął zażenowany Aron czując jak cięciwa jego łuku pęka tuż przed zadaniem ostatecznego strzału.
Łuk: A teraz zadam ci ostateczny strzał!
Cięciwa: Oh no, you don't.

Odrzucił ze zrezygnowaniem swą broń wygrażając pięścią łani, która była jego celem, a uciekała teraz w podskokach znikając w mroku lasu. Chłopak podszedł do miejsca, w którym przed sekundą stało zwierzę i usiadł na pobliskim kamieniu przeklinając w duszy swoją głupotę. Był rok 4621 Nowej Ery - nieszczęsny czas dla całego wschodniego wybrzeża, lata napaści i terroru (szczególnie ze strony Rasmorina).
I ta data ma jakiś decydujący wpływ na to, że chłopakowi pękła cięciwa?
Był to bowiem bardzo ZŁY rok, również dla cięciw.

Z wiosek nagminnie były ściągane podatki, przez co ludność ogarnęło dotkliwe ubóstwo.
Kwik! Cudne zdanie, jak z kroniki policyjnej. Kompulsywne ściąganie podatków, oł je.
Tia, na pewno. Aż poborcy podatkowi nie nadążali ze zwożeniem łupów. :/

Dawna świetność tego świata przeminęła wraz z pierwszym Upadkiem Starszych, a każdy sam musiał sobie zapracować na godziwe jedzenie.
KWIIIK! No bo przed Upadkiem Starszych panował powszechny komunizm i każdemu dawano według jego potrzeb. :)Stacja trzecia: Starsi upadają po raz pierwszy.

Aron był to energiczny, jedenastoletni chłopiec mieszkający w wiosce Gaya otoczonej z prawie wszystkich stron Górami Razawskimi.
A tyle tych stron było do wyboru, ach…

Opiekę nad nim sprawowała matka, Sahra, ale on i tak większość czasu wolał spędzać poza domem, na polowaniach. Miał wiecznie rozwichrzone, brązowe loki i czarujący uśmiech. Mimo młodego wieku w jego ramionach zebrało się wiele pokładów siły,
Urzekła mnie uroda tego zdania. Naprawdę, Ałtorka wije się jak piskorz, byleby tylko nie napisać „był silny”.
Myślałam, że to zdanie będzie mieć nieco inne zakończenie. Na przykład: „mimo młodego wieku w jego ramionach zebrało się już wiele kobiet”. To miałoby minimalnie większy sens.

może przez to, że wymagały tego akurat okoliczności, jakimi była między innymi ciągła praca.
Rzecz to niezwykła – jak świat światem, górskie wioski zaludniają chłopcy w typie eterycznych Werterów, a tu taki rodzynek...!
Jak to: czyżby praca chłopa polegała na czymś więcej niż tylko słuchaniu ptasich treli i nawiązywaniu mistycznego kontaktu z naturą?! No nie, cały mój świat się zawalił…

Umysł jednak pozostał niedoświadczony - lekkomyślność często była powodem niemałych kłopotów, w które pakował się wraz ze swym przyjacielem.Oboje sądzili - a były to dziecięce marzenia -
Było to też karygodne niedopatrzenie ze strony boCHatera, bowiem przyjaciel najwyraźniej był przyjaciółką.Innymi słowy był niedojrzałym, nastoletnim osiłkiem.

że stare rasy, które już podobno wyginęły, nadal zamieszkują Ardeę, a oni sami je przebudzą i wezwą do walki.
Wyklęty powstań ludu ziemi!
Powstańcie, których dręczy głód.
Myśl nowa blaski promiennymi
Dziś wiedzie nas na bój, na trud
. *nuci*A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat…

Teraz chłopak zrezygnowany zarzucił torbę przez ramię i kopiąc po drodze ze złością kamień ruszył do domu. Niebo było czyste i ciemne. Wiał lekki wietrzyk. Z wysokich gór i ich śnieżnych czap spływały wąskie, lśniące strumienie będące jedynym źródłem wody.
Lawiny...? Nie przychodzi mi do głowy nic innego, co mogłoby spływać ze śnieżnych czap.
To brzmi tak, jakby góry zaczęły płakać samotnymi, kryształowymi łzami.

Mgła leniwie unosiła się ponad poszyciem lasu sprawiając, że wydawał się on jeszcze mroczniejszy. Roiło się w nim od wielu niebezpiecznych stworzeń. Zamieszkiwały go watahy wilków, niedźwiedzie brunatne, rysie, a co gorsza – cieniostwory.
Boru, nie... Kolejna zrzynka z Gothica.Ciekawa jestem, jak wygląda taki watah wilków.

Potężne ssaki będące skrzyżowaniem lwa z wilkiem,
A Ałtorki nikt na biologii nie uświadomił, że krzyżówki między psokształtnymi i kotokształtnymi są niemożliwe? Zwróćmy uwagę, że taki centaur jest połączeniem, a nie skrzyżowaniem człowieka z koniem.

o szarej barwie sierści i wielkim, białym rogu na czole.
Oho, jeszcze róg ma! Wygląda na to, że gdzieś w linię genetyczną wmieszała się też koza. :)
Albo nosorożec.

Aron szedł szybkim krokiem mijając drzewa i przedzierając się z trudem przez leśną gęstwinę.
Zapamiętajmy: las składa się z drzew i gęstwiny.

Nie bał się tych wszystkich bestii, gdyż jego umysł zaprzątnięty był czymś innym.
Niestety, leśne bestie też się go nie bały, tyle że umysły miały zaprzątnięte wizją obiadu, jakim może się on dla nich stać.

Niedługo bowiem do Gayi – jak co roku zresztą – mieli przyjechać handlarze, kupcy, rzemieślnicy i bardowie zwiększych miast takich jak Aayga, czy Merithiel. Młodzieniec nie mógł się doczekać kolejnych ciekawych opowieści i wiadomości z reszty świata. Jak nic innego bowiem interesowała go przeszłość Iriandii, początek istnienia świata,
...sytuacja geopolityczna na bliskim wschodzie, kwestia natury bytu...
O kurka, prawie jak kujon biorący udział w swojej pierwszej konferencji.

losy elfów, a także powód zniknięcia smoków. Zamiłowanie do historii odziedziczył po swojej matce, która znała najosobliwsze z opowieści.
***
Zaczął padać letni, wiosenny deszczyk.
Zanim spadł, zdążyły minąć jesień i zima i nadeszła znów wiosna?
Zaiste, magiczna jest ta kraina.

Na niebie, daleko, zbierały się jednak ciemne chmury, co mogło zwiastować burzę. (...) Aron po dwóch długich godzinach marszu dotarł w końcu do rodzinnej wioski spowitej upiorną ciszą.
Upiorna cisza czepiała mu się nogawek spodni i brudziła mu buty.

Mieszkańcy pochowali się w drewnianych chatach, których dachy obłożone były dokładnie słomą, wyblakłą już od promieni słonecznych. W niektórych oknach paliły się słabe światełka świec, a domownicy akurat siedzieli przy stole spożywając wieczorną wieczerzę.
Na wieczerzę poranną było jeszcze ciut za wcześnie.

Większość z domów nie miała szyb
No shit, Sherlock. W końcu mówimy o pseudośredniowiecznej górskiej wiosce.Ale bogatszych kmieci stać już było na sprowadzanie szyb z przyszłości, a co! :D

– okna zatykano bibułą, tkaninami, czasem nawet kawałkami drewna. Przez to zimą w środku panował straszny ziąb, a mieszkańcy często chorowali.
Nie no, jasne, w końcu chłopi słyną z masochizmu i za żadne skarby nie wybudują takiej chaty, żeby wewnątrz było ciepło. Chrzanić ziemianki! Walniemy se okna na całą ścianę, najlepiej jeszcze z ostrołukiem, bo to tak modnie i gotycko. I zatkamy je szmatami, a co. Albo bibułą (sic!). Już słyszę ten dialog:
- Te, ociec... A skąd wyśta wiedzo, jak papier robić, co?
- Nie mędrkuj, Jontek, jeno zalepiaj, a żywo!
Ci nasi chłopi, co w zwykłych kurnych chatach mieszkali, to jednak za grosz fantazji nie mieli.

Psy szczekały i skakały na wszystkie strony
Heh, to chyba pchły były. A psy to to małe, co im się do nóżek przykleiło. ^^
Właśnie wyobraziłam sobie szczekającą pchłę…

starając się urwać z trzymających je łańcuchów, kiedy Aron przechodził obok.Olbrzymie, włochate bestie spoglądały na niego złotymi oczyma z czystą nienawiścią zażarcie starając się obronić swój teren. Młodzieniec traktował je z największą pogardą, nie rozumiał po co sąsiedzi trzymają przy swych chatach tak natarczywe stworzenia.
- My też jesteśmy oburzeni – wsparli go wędrowni złodzieje i zbóje z okolicznych lasów.
A lisy i wilki przytaknęły im energicznie.

Jego dom stał we wschodniej części wioski, trochę na uboczu. Stromy dach wznosił się wysoko, a ściany obrośnięte gęstym trującym bluszczem niemal całkowicie maskowały lichy budynek.
Ściany maskowały budynek... czyli same się za sobą kryły? Jeżu, w tym opku na każdym kroku coś zakrzywia rzeczywistość.

Przy południowej ścianie chaty były grządki z warzywami i piękne, białe róże.
A przy północnej sterta obornika, tak dla kontrastu.

Do domu przytwierdzona była niezgrabnie weranda, skrzypiąc, gdy ktoś na nią wchodził.
Wyobraziłam sobie dom, na którym zwisa jak narośl weranda, uczepiona poręczami do frontu i skrzypiąca na ludzi. Omójborze.KWIK! Ciekawe, czym ją przytwierdzili – sądząc po skrzypieniu, kawałkiem skórzanego paska albo innym sznurkiem.

Na niej zawsze szatyn siadywał wraz z przyjacielem obserwując to, co działo się w lesie. Od dzikich ostępów wschodnią granicę wioski oddzielała wysoka palisada dębowych pni stojąca za domem chłopaka.
No, to z tej werandy na pewno mieli spektakularny widok na rząd belek. Fascynujące.Łeee… a już sobie wizualizowałam dwóch młodzieńców przeczesujących wzrokiem las, podczas porannej kawki na werandzie.

Stanowiła marną ochronę; wilki, lisy czy inne zwierzęta z łatwością przechodziły na drugą stronę przez słabo załatane dziury, albo zwyczajnie wywracając spróchniałe pnie.
*Rotfl into space* Już widzę te potężne lisy, wiewióry i jeże, naporem mocarnych barków przewalające dębowe pnie. Może ktoś dorzuca do paśnika wzbogacony uran?
Wskazówka dla Ałtorki: płot palisada.A nawet jeśli coś jest zniszczone i spróchniałe, to ci chłopi mają co do jednego dwie lewe ręce, że nie mogą jej naprawić? A może uważają, że są wystarczająco uciemiężeni, żeby jeszcze jedyną formę ochrony odbudowywać?

Aron podszedł do ciemnobrązowych drzwi, zanim zdążył zapukać uchyliły się.
Fotokomórka w każdej chałupie!

Otworzyła mu wysoka, zgrabna kobieta wieku trzydziestu lat. Miała hebanowe włosy opadające w gęstych lokach na wąskie ramiona. Radosne, piwne oczy były zwierciadłem duszy - dojrzeć można w nich było ufność i troskę.
Ale tak… jednocześnie?

(...) kobieta zachęciła Arona do wejścia skinieniem dłoni. Młodzieniec zdążył upaćkać podłogę zaraz po przestąpieniu progu.
– Zmokłeś - stwierdziła kobieta mierząc go od stóp do głów uważnym, matczynym spojrzeniem.
– Wiem. Także i tym razem nic nieudało mi się upolować. - Odparł znudzonym głosem. - Jak tak dalej pójdzie będziemy jeść trawę.
A patrzcie ich, burżujów! Mięsa się zachciewa, najlepiej jeszcze dziczyzny! Lato w pełni, masa żarcia rośnie w ogródkach i w lesie, a ci tu głodują jak na przednówku. No, ale skoro się przy domu sadzi róże, a nie kapustę, to tak to się kończy.No tak, najlepiej w pańskich lasach kłusować. Się nie dziwię, że ich potem podatkami karzą. :/

– Och, nie przesadzaj Aronie! Mamy zapasy - Sahra weszła do kuchni, chłopiec podążył za nią. - Starczy jeszcze na jakieś cztery, pięć dni. Wiem jak się starasz i jestem ci za to wdzięczna, ale... to ja powinnam się troszczyć o nasze utrzymanie.
Zaoferuj swoje usługi w pracy przy żniwach czy na polu. Albo po prostu… zaoferuj swoje usługi.

– Jutro wychodzę ponownie o świcie, tym razem z Morganem. - Powiedział stanowczo siadając na krześle, Sahra podała mu ciepły gulasz. - Tym razem nie zawiodę ciebie, matko. Na pewno.
Zagrzmiało. Burza była bliżej niż mieszkańcy Gayi przypuszczali. Nikogo o tak późnej porze już nie było na zewnątrz, strach ogarnął całą wioskę - mówiono o wielkim cieniu na zachodzie, przelatującym nad Górami Razawskimi.
Cóż, kanoniczny cień nadciągał ze Wschodu, ale jako że w blogasku uprawia się nienachalną propagandę komunistyczną, ani chybi znad Gór Razawskich nadciąga Mroczne Widmo Imperializmu. ;)
Tak, bo mieszkańcy wsi na pewno boją się każdej burzy, jaka im się przetacza nad osadą. Normalnie drżą tak, że aż się trzęsą.

Z początku myślano, że to sam Rasmorin zaszczycił ich swą obecnością podróżując na skrzydlatym wierzchowcu, ale wątpliwości zostały rozwiane przez wędrownych handlarzy i traperów. Zapewniali oni, że nic się w górach niekryje.
W świecie tyranii i wszechobecnego zła potrzebny był ktoś, kto przyniósłby nadzieję ludowi.
Kwiik! :D
Prowadźcie, towarzyszu, lud pracujący miast i wsi ku dobrobytowi i świetlanej przyszłości!Ja zaraz trzepnę tego narratora. Sierpem i młotem, jak Dobry Wódz przykazał.
***
Gdy nadszedł świt Aron wziął z sobą łuk i kołczan,
Niestety zapomniał o strzałach.

i udał się do domu swojego najlepszego przyjaciela. (...) Wczorajsza burza poczyniła wiele potężnych szkód. Haleth, właściciel jedynego sklepu w wiosce,
Oo, to nawet sklep w wiosce mają! Wot,kakoe bogatstvo!Muihihihi, przecież wiadomo, że w Związku Radzieckim nawet pszczoły są jak gęsi.

od rana wraz ze swymi synami reperował płot wokół swojego domu zniszczony przez wiatr, a Karan – karczmarz – starał się doprowadzić ścianę gospody do poprzedniego stanu. Inni także mieli na głowie sporo zmartwień, brak pieniędzy na odbudowę zrujnowanych budynków i ogólna biedota jeszcze pogarszały sprawę.
Po burzy biedota uderzyła ze zdwojoną siłą.
A co do braku pieniędzy na remont – a po grzyba im one? Przecież mieszkają w lesie, to jakiś problem pójść i narąbać drewna na deski? Trzeba od razu przedsięwziąć długą i niebezpieczną podróż do Castoramy po trzy deski, pięć gwoździ i trzy wiązki słomy na strzechę?
Proszę Cię, toż powyższy fragment ma pokazać, jacy ci chłopi są biedni, ale dzielni, ubodzy, a poczciwi, pokrzywdzeni, a wytrwali…

Do najbogatszych ludzi w wiosce – elity – należała ta dwójka ludzi i dodatkowo kowal oraz garbarz.
Garbarz? Raczej nie. Garbowanie skór to paskudne i wybitnie smrodliwe zajęcie, ludzie parający się tą profesją musieli zakładać warsztaty poza granicami miast. To nie praca dla wioskowych elit.
Weź się schowaj z tą swoją historyczną wiedzą. Ałtorka i tak wie lepiej.

Zacni mężowie, nie odmawiali pożyczki przyjaciołom, gdy ci tego potrzebowali i dzielili się zapasami, jak Gayę dotykał głód. Cieszyli się wielkim szacunkiem i poważaniem wśród reszty mieszkańców. Chłopak dziękował Wszechojcowi (który był bogiem pobłażliwym i nie gniewał się za błędy w deklinacji), że czas zbiorów jeszcze nie nadszedł. Oznaczałoby to wielkie straty,
Aha, więc burza wyrządza szkody w uprawach tylko wtedy, gdy plony nadają się już do zbioru? No patrz, a co roku rolnicy biadolą, że im grad roślinki skosił, oszuści. :P
Zawsze wiedziałam, że kryje się za tym jakiś spisek! Przecież wiadomo, że takie zniszczone ulewą zboże spokojnie sobie odrośnie do czasu zbiorów.

a na przyjazd kupców ludność wioski nie miałaby się za co wymieniać. Był to jedyny powód, dla którego Gaya nadal istniała.
Aron spotkał po drodze Thane’a, syna garbarza, który mówił mu o wielu szkodach, jakie wyrządziła wichura na południu.Tamta część ich małego miasteczka oberwała najgorzej – zawalił się ponoć cały dom. Niestety, szybko musieli się pożegnać, gdyż Thane musiał sprowadzić stado przerażonych owiec z hal. Droga na rynek,
To oni w tej wiosce nawet rynek mieli? No, teraz czekam już tylko na ratusz i pałac wójta.
I pola mieli, i hale do wypasania owiec, i lasy bogate w zwierzynę, drewno, grzyby i jagody… ale generalnie to strasznie biedni byli.

gdzie stał dom Morgana, była na tyle szeroka, żeby pomieścić naraz trzy wozy. Przy obu krańcach uliczki były zagłębienia, a w nich płynęła czysta woda prosto z gór.
Zmartwię Cię, Ałtorko – to się nazywa rynsztok. I nie, ta woda nie jest czysta. ;)

Wynalazek rady wioski był niezwykle innowacyjny i przydatny. Każdy kto chciał mógł wyjść na zewnątrzi nabrać potrzebnej wody, a nie biec do studni w centrum Gayi.
Bo płynąca poboczem drogi woda, do której co i rusz dostają się śmieci, błoto i koński nawóz, jest czystsza niż ta czerpana ze studni.
Fuj, w wodzie ze studni są przecież żaby, traszki i inne szkaradzieństwa! Nie to, co dobry, zdrowy, bogaty w mikro- i makroelementy nawóz.

Swego przyjaciela spotkał już kilka domów dalej, na rynku spoglądającego z niecierpliwością we wschodzące Gwiazdy.
Gwiazdy? O jakiej porze dnia to się dzieje?

Stał przy studni, mając na plecach łuk. Widząc Arona uśmiechnął się wesoło Miał czarne, sięgające ramion włosy i wiecznie wesoły uśmiech na twarzy.
Bo uśmiech przecież może być też poirytowany i zrozpaczony.
– Nareszcie! Coś się tak grzebał?
– Ja się nie spóźniłem, to świat się niepotrzebnie spieszy – odparł szatyn krzyżując ręce na klatce piersiowej i udając obrażonego.
– Nieważne – roześmiał się Morgan. Zacisnął dłoń na uchwycie małego sztyletu,który chował za płaszczem. – Ruszajmy.
Ach! Czyżby spisek? Morgan jest imperialistycznym zachodnim szpiegiem?!

Wyszli na zachód od wioski mijając niezgrabną palisadę i kierując się w głąb lasu. (...) Otoczyła ich zewsząd cisza i mrok. Skradając się baczyli na każdy, nawet najmniejszy hałas trzymając w dłoniach łuki z już nałożoną cięciwą.
Bo cięciwę przecież się co i rusz zdejmuje.

Morgan ukląkł na ścieżce wydeptanej przez zwierzęta leśne mierząc ją uważnym spojrzeniem doświadczonego myśliwego. Ze śladów można było wyczytać, że stado jeleni niecałą godzinę temu przeprawiało się przez leśne ostępy w kierunku źródła wody. Znajdowało się tam także kilka odcisków nóg ścierwojadów – sporych nielotów o twardym dziobie zdolnym zmiażdżyć ludzką rękę. Mięso ptaków było zbyt cuchnące i trudne do oprawienia, więc młodzi Gayanie zrezygnowali z pościgu za nimi. Poza tym mieli na celu o wiele więcej się natrudzić przy tym polowaniu, a zabicie ścierwojada było dziecinnie proste.
Byli zagorzałymi nietzscheanistami i wiedzieli, że tylko w trudzie i znoju ukształtować można prawdziwego nadczłowieka.
Potem zaś wrócą do domu i będą jęczeć, że mimo wielu starań nie udało im się NIC upolować.

Zewsząd rozlegało się ciche pochrapywanie borsuków,
Boru, ja zazwyczaj w lesie słyszę dochodzące zewsząd ćwierkanie ptaków – bywam w takich nudnych lasach, chlip.

nieco dalej zatrzymała się też nieduża wataha wilków. Las był pełen niebezpieczeństw, jeśli nie bandyci, to groźne bestie mogły pozbawić niewinnego przechodnia życia. Jednak ta mała puszcza przy górach była niczym w porównaniu do
ogromnych zagajników?

niektórych borów na południu, szerokich i długich nawet na kilkaset mil (...). Obaj chłopcy nie przejmowali się zagrożeniami ze strony dzikich zwierząt. Pewność siebie i odwaga graniczyły zaraz z lekkomyślnością często wypominaną przez matki. Nie zwracali na to uwagę – wręcz przeciwnie, robili im na złość.
Błagam, niech coś ich edukacyjnie zeżre. Przynajmniej by się nauczyli, że starszych jednak czasem warto słuchać.

Przeszli przez jeden z wielu potoków spływających z gór balansując po kłodzie
Potoki również ceniły sobie wyzwania - spływanie korytem było banalnie proste w porównaniu z balansowaniem po kłodzie!

i zbliżając się do gór. (...) Chłopcy niezmordowanie przechodzili przez gęstwinę niezwracając uwagi na zadrapania.
Czepiając się krzaków, łamiąc gałązki i robiąc tyle hałasu, że nie uciekały przed nimi tylko drzewa.
Ja tak tylko dyskretnie zasugeruję, że przy polowaniu świetnie sprawdzają się też wnyki, sidła i inne takie. Ale co ja tam wiem.

Przed nimi rozciągała się duża polana porośnięta różnego rodzaju kwiatami. Rosło na niej kilka drzew.
To drzewa czy kwiaty w końcu? Bo leśna polana porośnięta drzewami to jest, ekhm, las.

Małe gryzonie i lisy pochowały się do swoich nor ukrytych głęboko pod ziemią widząc nieproszonych gości. Wiatr tego dnia był umiarkowany.
Zachmurzenie silne, ciśnienie zaś wynosiło 1003 hPa i rosło.

Liście, którymi targał wzlatywały wysoko zataczając szerokie koła. Ich cienie padały na ziemię przypominając stado ptaków, które wzbiło się właśnie w powietrze.
A za drzewami biegła Pocahontas z Johnem Smithem – śpiewali „Colors of the wind”.

– Aronie, wędrują na północ. Przetniemy temu stadu drogę jeśli się rozdzielimy. – Mruknął czarnowłosy beznamiętnie, zatrzymując się na środku polany i przyglądając się śladom pozostawionym przez ścigane jelenie.
Taa, powiedz jeszcze, że je dogonicie, bo wybrały okrężną drogę, a ty znasz skrót. Ja tam zawsze myślałam, że na jelenie poluje się albo z nagonką, albo z ukrycia, przyczaiwszy się gdzieś na ich szlaku, ale najwyraźniej się nie znam.Może jedno ze stada ma zaszczepionego GPSa?

Aronowi nie przypadła do gustu myśl o samotnej wędrówce w poszukiwaniu zwierzyny przez las. Bardzo dobrze znał Morgana, był on zbyt uparty, żeby zrezygnować ze swojej decyzji.
Szatyn westchnął i wywrócił teatralnie oczami. Nie miał zamiaru opuścić przyjaciela, szczególnie teraz, gdy opowiadano tyle przedziwnych i strasznych historii o krwiożerczej bestii w górach.
– Wiesz przecież, że nie dogonimy ich razem!– zawołał czarnowłosy. – Nic się nam nie stanie, znamy przecież ten las lepiej niż ktokolwiek inny.
Nawet jelenie.

– Dobrze. – Odparł Aron po chwili namysłu, w jego głosie dało się wyczuć niemalże namacalną niechęć. Próby przekonania Morgana do swojej racji były znikome.
Ja tam zaryzykowałabym stwierdzenie, że nie było ich wcale.

– Spotkamy się tutaj, w samo południe.
Udali się w przeciwne strony biegnąc z łukami w dłoniach. Szatyn wędrował wytrwale na zachód, podczas gdy jego przyjaciel kierował się w stronę wschodzącego Słońca,
No tak – zwierzaki poszły na północ, więc ja pójdę na wschód, a ty na zachód. Wiele nam z tego nie przyjdzie, ale chociaż przejdziemy się dla zdrowia. ^^”

a z nim Nubiana.
Statku królowej Amidali? O.O

Piętrzyły się przed nim szpiczaste szczyty Gór Razawskich spowitych dziwną, nieprzeniknioną mgłą.Tego dnia na las spadła aura tajemnicy i strachu.
Ani chybi, źli imperialiści stonkę na góry zrzucili.
***
Chłopak usiadł zmęczony na wapiennym bloku oddychając ciężko. Minęły dwie godziny nieustającego biegu przez dzikie ostępy. Odległość między nim, a stadem jeleni, które było jego celem niebezpiecznie się zwiększała. Szanse na upolowanie tego dnia jakiejkolwiek zwierzyny były bardzo małe, a on sam nie chciał dopuścić takiej możliwości.
No bo po co było pójść zapolować na te „dziecinnie proste” do upolowania ścierwojady, no PO CO.

Rozkoszując się widokiem całej doliny chłopak usłyszał nagle niepokojący szmer. W pierwszej chwili nie zwrócił na to uwagi, ale gdy ów hałas zaczął się nasilać ogarnął go lekki strach. Głośne dudnienie ze strony jednej z wielu jaskiń nie było normalnym zjawiskiem, dlatego Aron poderwał się i rozejrzał dookoła. Wszystko ucichło.
I tajemnica rozwiązana: to góra burczała, że ją jakiś chłystek rozgniata swoją ciężką dupą.

Niespodziewanie ziemią wstrząsnął potężny, mrożący krew w żyłach, niemal miażdżący uszy ryk. Szatyn przypadł do skały trzęsąc się ze strachu – a jednak te pogłoski o potworze w Razawach były prawdziwe! Zdobywając się na odwagę wyjrzał z ukrycia i zobaczył… zielone, wijące się „coś” wychodzące prosto z groty. Owa niespotykana rzecz przypominała jakieś pnącze, była jednak błyszcząca, a na jej końcu znajdowały się dwie ostre jak brzytwy płyty ze stwardniałych łusek.
– To zwierzę…? – Chłopak zapytał sam siebie, ale odpowiedział mu tylko kolejny ryk z wnętrza groty.
Wiedziony jakąś obcą siłą i czystą ciekawością zdołał pokonać wewnętrzny lęk i podążyć za potworem, który chował jeden ze swoich członków w tamtejszej kryjówce.
O mein goth, mam wizualizację chowania członków w jaskiniach. O.O”
Pradawna bestia chodzi i upycha po jaskiniach swoje penisy. Nie no, fajnie jest, co chcecie.

Jej wnętrze było na tyle ponure, że Aron zaczął się wahać. Pozwalając jednak działać swemu wewnętrznemu „ja” podążał ślepo dalej.
To się nie nazywa „wewnętrzne ja”, tylko głupota. Ewentualnie imperatyw narracyjny horroru.

Wychodząc z korytarza ujrzał coś, co zaparło mu dech w piersiach...
A co? Dowiecie się za tydzień!


19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Uwielbiam Was czytać, ale - wybaczcie mi szczerość - uważam, że tym razem dałyście ciała. Analiza cienka. Wzięłyście sobie kiepski materiał - opko, pomijając ogólną nieporadność i brak pomysłu, jest napisane całkiem nieźle (co nie oznacza, że dobrze, ale poziom ma jeszcze przyzwoity). A Pigmejka jeszcze nigdy nie była tak irytująca.

Oczywiście czekam na kolejną analizę, licząc, że będzie lepsza.

Pozdrawiam.
Incit

Is. pisze...

Ja tylko spojrzałam na link do tekstu analizowanego i mnie zgięło. Ardea - bohaterka i autorka "Piór w szkarłacie", które to z resztą analizowałyście XD

Anonimowy pisze...

Oj, a czemu za tydzień, ja chcę zaraz XD
Analiza kwikaśna, ci biedni chłopi mnie za każdym razem rozbrajali XD

Incit, uważasz, że to jest opowiadanie napisane przyzwoicie? Z tymi wszystkimi zakrzywieniami rzeczywistości? Bój się Boru :D

Hasło: blerjut. Niemalże jak te brednie przez aŁtoreczkę wypisywane :)

Pozdrawiam i trzymam kciuki za ciąg dalszy!
Nadira

Anonimowy pisze...

No tak, a na nazwę wiochy chyba nikt uwagi nie zwrócił.

Anonimowy pisze...

Biedny Gothic, znowu mu się oberwało, ale tym razem w kwestii fauny. Ciekawe, czy autorka grała w ogóle w tę grę, czy tylko popatrzyła, jakie potwory tam występują. Co jak co, ale jedenastolatek nie ubiłby ścierwojada nawet z łuku, bo zaraz całe stado by się na niego rzuciło.

Analiza była taka sobie. Bardziej śmieszyło mnie samo gadanie o biednych chłopach niż wasze komentarze. No ale cóż, opko nie jest zbyt ciekawe i porywające, to i analiza wypada trochę słabo. Mimo to, czekam na ciąg dalszy. Chcę zobaczyć, co to za zboczone zwierzę chowa swoje członki w jaskiniach.
Hasło: harew. Hmm... prawie jak harem. Czyżby aluzja do zielonego potworka z jaskiń? Kto wie, co on tam tak naprawdę chowa.

Fraa pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Fraa pisze...

Tu muszę się zgodzić, że miałyście kiepski materiał. Czytając rano tę analizę miałam wrażenie takie jak Incit - że opowiadanie, poza kiepskim pomysłem i ogólną nieporadnością, wcale do najgorszych nie należy. Myślałam, że to sprawdza mi się moje przeczucie, że po kotoczołgu wszystko będzie wydawało mi się świetne, więc dlatego postanowiłam się z tym przes... no poczekać trochę. Przespać niekoniecznie, bo na uczelni byłam. Ale widzę, że to nie tylko moje odczucie.

Sypała się składnia, dobra. Sypało się w paru miejscach merytorycznie, dobra. No i Haleth jest z Władcy Pierścieni, ale pal sześć. :P Ekstazy tak czy tak nie było. Sama nie wiem, w czym problem. ;|


hasło: etwortbc - i nawet hasło jakieś takie ni przypiął, ni przyłatał...

Anonimowy pisze...

"Odrzucił ze zrezygnowaniem swą broń wygrażając pięścią łani" - intrygujące! gdzie ta łania miała pięści? O.o

"Oboje sądzili - a były to dziecięce marzenia" o aŁtoreczko umniejszasz mojej inteligencji. Nie ogarniam tego zadnia.

"Niebo było czyste i ciemne(...)Na niebie, daleko, zbierały się jednak ciemne chmury(...) Aron po dwóch długich godzinach marszu dotarł w końcu do rodzinnej wioski spowitej upiorną ciszą."
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie...

"Także i tym razem nic nieudało mi się upolować. - Odparł znudzonym głosem. - Jak tak dalej pójdzie będziemy jeść trawę."
Sahra--> Sahara, już wiesz czemu głodujesz?

"Tamta część ich małego miasteczka"
Jak na biedną wieś, to szybko się rozbudowują. xD

"Swego przyjaciela spotkał już kilka domów dalej, na rynku spoglądającego z niecierpliwością we wschodzące Gwiazdy."
Skandal! Zaczarowane sklepienie Hogwartu nie działało jak powinno.

"Wiatr tego dnia był umiarkowany. Liście, którymi targał wzlatywały wysoko zataczając szerokie koła
Oho! Plączemy się w zeznaniach.

Eh śmiałam wtrącic swoje trzy grosze. :p
Czekam na ciąg dalszy. ^^

Anonimowy pisze...

> Zewsząd rozlegało się ciche pochrapywanie borsuków,

Boru, ja zazwyczaj w lesie słyszę dochodzące zewsząd ćwierkanie ptaków – bywam w takich nudnych lasach, chlip.

To był Bardzo Magiczny Las, gdzie susły nie śpią, ale za to borsuki chrapią. A bobry pewnie bobrują w koronach drzew.

Wybrałyście świetne opko, a Wasza analiza sprostała wyzwaniu!
Czekam na resztę omówienia świata, w którym wioski otoczone są mizerną palisadą, ale za to lokowane są na prawie magdeburskim.
A dookoła kłębią się elfy, krasnoludy i inne potwory.

jasza z ciekawością mediewistyczną.

'N. pisze...

"Poradnik nieudolnego myśliwego, część I" względnie "Wyobrażenie dziecięce o chłopie - studium przypadku" - nudne to jak sto pięćdziesiąt. Powiedzcie, że dalej dzieje się COKOLWIEK, zniosę nawet zebranie partyjne, byle coś się działo!

Swoją drogą - jedenastoletni chłopak to materiał na zbawcę świata, tak, tak...

Szacun za to, żeście nie usnęły przy tym :)

SStefania pisze...

Chciałam zwrócić ałtoreczce uwagę, że podawanie adresu w creditach do Deviantarta i Google jest jak podawanie adresu do internetu i że rzucanie się o własne prawa autorskie, gdy nie szanuje się cudzych, to hipokryzja, ale widzę, że blogasek martwy od pół roku, mam nadzieję, że tak zostanie.

kraina mlekiem i krwią płynąca.
Jakaż poetyckość, no, no!

I po co robił to wszystko, skoro podobno chciał po prostu wskrzesić pewne zwłoki?
FOR TEH EVULZ!

Z wiosek nagminnie były ściągane podatki, przez co ludność ogarnęło dotkliwe ubóstwo.

Kwik! Cudne zdanie, jak z kroniki policyjnej. Kompulsywne ściąganie podatków, oł je.

Tia, na pewno. Aż poborcy podatkowi nie nadążali ze zwożeniem łupów. :/

Urocze, że zawsze symbolem ucisku są te straszliwe podatki.

Zapamiętajmy: las składa się z drzew i gęstwiny.
Może to taki, ten, eufemizm na krzole?

Cliffhanger! Ojacie!

I, serio, Ludziska, ten tekst jest beznadziejny, nie brońcie go aż tak - fakt, Kotoczołg to nie jest, ale brak ortów nie oznacza od razu wysokiego poziomu... Ten brak elementarnego riserczu aż boli. No ale ja jestem historykiem z zamiłowania.

Sineira pisze...

Jeśli potraktować to jako pisarskie początki, to źle nie jest. Brak riserczu i pieprzenie głupot, ale technicznie całkiem przyzwoicie, z aŁtorki mogą być ludzie. Na razie jest to etap radosnego opowiadania historii - myślę, że na refleksje nad budową świata przedstawionego przyjdzie jeszcze czas. Nie od razu Kraków zbudowano.
W tym przypadku analiza na spory walor edukacyjny, choć jest mniej zabawna niż to, do czego przywykliśmy.
Członki potwora mnie urzekły.

Konrad pisze...

Analiza dobra, ale same strzeliłyście sobie samobój - cięciwę NAPRAWDĘ zdejmuje się i zakłada za każdym razem. Nawet w dawnych zbrojowniach łuki i cięciwy trzymało się osobno, te ostatnie zawinięte w szmaty nasączone odpowiednimi specyfikami.

Anonimowy pisze...

Nie rozumiem negatywnych komentarzy, gdyż dla mnie była do najzabawniejsza analiza, jaką u Was przeczytałam. Jak dotąd w każdej trafiał się jakiś mały procent komentarzy, z których się nie śmiałam, a tu kulałam się po ziemi jak głupia od początku do końca. Efekt był pewnie wzmocniony tym, że Kotoczołg uważam za jedną ze słabszych (bo materiał był tak denny, że nie było na czym rozwinąć skrzydeł) a co za tym idzie, dostałam przy tej analizie więcej niż się spodziewałam.

Hagath

Anonimowy pisze...

Bosssz, tak to jest, jak wiedzę o tym, jak mógłby wyglądać pseudośredniowieczny świat czerpie się z "Eragona"...==" Niektóre fragmenty są niemal żywcem z niego przepisane, heh.
Czekam na następną część Waszej analizy, bo dzięki nim zawsze rozjaśniają mój dzień. :)

atha pisze...

Nie wiem, o co sie czepiają, bo rzadko zdarza mi się popłakać ze śmiechu, a tu to własnie miało miejsce :D

Goma pisze...

Ja tam nie narzekam, podobało mi się. Bez szału, ale bardzo sympatycznie i kilka komentarzy było naprawdę dobrych.
Inna sprawa, że już od ładnych paru tygodni nikogo nie budziłam swoim śmiechem, ani nie krztusiłam się herbatą nad żadną analizą - próbowałam nawet zrobić sobie krótkie wakacje dla nabrania nowych sił, ale nie wyszło, chyba się uzależniłam :P
Opko faktycznie wygląda na zerżnięte z Eragona, ale takie znowu złe nie jest (poza tymi wpadkami w stylu podchodzenia zwierzyny skrótami, to mi się podobało xD).
Nie wiem, czy ogólnie problem jest z nudnymi opkami, czy z tym, że po tylu analizach niewiele już może zaskoczyć.

Sineira pisze...

Co do komentarza Konrada - słuszna uwaga, chociaż wydaje mi się, że aŁtorce pierniczy się cięciwa ze strzałą. Hmm, wróć, to nadal jest głupie:) Dlaczego boChater nie miał zapasowej, pytam grzecznie? A w ogóle to smark powinien polować z procą na świstaki, bo tym wieku raczej nie byłby w stanie "obsłużyć" łuku nadającego się do polowania na zwierzynę płową.
Hasło: polesu. Po lesu z łuku lataju;)

Anonimowy pisze...

"o szarej barwie sierści i wielkim, białym rogu na czole."
*podnosi łapkę do góry*
Ja wiem, ja wiem! To jest... ściągnięte żywcem z gry "Majesty Północna Ekspansja" :/

Pozdrawiam,
Miv