czwartek, 23 grudnia 2010

Czelabiński skorek w jaskini platońskiej, czyli komuno, wróć! – część II

Witajcie!

W tym tygodniu podążamy śladami dziarskiego młodziana, który wyruszył w las w poszukiwaniu sarenki, a znalazł tajemniczą, pradawną bestię. Czym jest potwór? Co czeka naszego dzielnego bohatera? Jak brzmi ratuszowy dzwon? Skąd Platon zaczerpnął inspirację do swej słynnej metafory jaskini? Dowiecie się już dziś!

PS. Analiza jest nieco krótsza niż zwykle, ale mamy nadzieję, że nam to wybaczycie.

PPS. Wszystkim czytelnikom serdecznie życzymy wesołych, pięknych, białych
Świąt, udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku!!! Niech Duchy Świąt otoczą Was ciepłem i radością!



Ogłaszamy jednocześnie Przerwę Świąteczną: na następną analizę zapraszamy już w 2011. ;)


Blogasek zanalizowały:
Kalevatar i PigmejkaAdres blogaska: http://opowiesci-z-ardei.blog.onet.pl

Rozdział II, będący wyjaśnieniem tego, co (lub raczej KOGO) można spotkać w górskich jaskiniach.
No bez jaj... przecież nie smoka, prawda? To nie może być smok. To musi być coś oryginalnego, odkrywczego, niespotykanego w żadnej innej podróbce „Eragona”. *zastyga w oczekiwaniu*

Dziedzictwo

Bestia leżała na samym końcu jaskini; na szmaragdowym łożu z mchu.
I czekała na pierwszy pocałunek miłości?Szmaragdowy mech – i co jeszcze? Przed wejściem do jaskini rosły rubinowe maki i ametystowe fiołki, a po jej ścianach ściekały diamentowe krople rosy?
Ciesz się, że to nie było łoże z kwiatów – inaczej okazałoby się, że ta bestia to kochanka Waltera von der Vogelweide. ^^

Całe jej ciało pokryte było zielonymi łuskami, nawet powieki, z pod których wyglądały złociste ślepia. Na głowie tego stworzenia znajdowały się trzy pary powykręcanych w różne strony rogów.
Niektóre nawet do wewnątrz.

Ogon wieńczyły imponujące szczypce mogące z łatwością jednym ruchem - jak Aron przypuszczał - zmiażdżyć pień sporego drzewa.
Jak skorek, panie tego, jak skorek...Widziałaś skorki miażdżące pnie drzew? Choć w sumie… Jeśli to się rzeczywiście dzieje w Rosji…
Właśnie. To jest czelabiński skorek.

Pysk tego zwierzęcia miał kształt trójkątny niczym grot strzały, opierało go o gładki głaz
Co tym pyskiem opierało o głaz? To niehumanitarne.

Szerokie nozdrza otwierały się raz po raz wypuszczając pod sufit kłęby dymu zmieszanego z siarką. W oczach zajaśniał żywy ogień, gdy chłopak się zbliżył ostrożnie.
Jak tak to czytam, to mam wrażenie, że ten smok długo nie pożyje: wkrótce dojdzie do samozapłonu.

W tej małej, wątłej istocie największy podziw jak i przerażenie wzbudziły potężne, białe i opierzone skrzydła złożone na szerokich plecach bestii. Widok tak niezwykłego stworzenia był nie do opisania, przyprawiał chłopaka o ból głowy.
Oj, niedobrze: synapsy mu się przegrzewają.

Wyczuwał bowiem w powietrzu obecność umysłu gada
Gdzieś tam pod sklepieniem jaskini latał sobie smoczy mózg? Ciekawe, czy też miał skrzydła i ział ogniem.

Wyczuwał bowiem w powietrzu obecność umysłu gada, uczucie tak obce, że aż przyprawiało go o mdłości i niewiele brakowało, żeby zemdlał.
Nie był przyzwyczajony do odczuwania umysłu? Cóż, to cecha typowa dla postaci marysuistycznych…

Natłok myśli, doświadczenia, wiedzy... emocje, uczucia tegoż stworzenia były nie do wytrzymania. Chłopak - mimo ogromnego strachu - z jakichś niewytłumaczalnych powodów wiedział, że TO go nie zaatakuje. Usiadł ostrożnie z boku, na ciemnym kamieniu, który prawdopodobnie był opalem.
Skoro w tamtejszych okolicach o opale można się potknąć, jakim cudem mieszkańcy klepią biedę? Powinni sobie wszyscy już dawno herby pokupować!O.O A ja głupia myślałam, że z tym szmaragdowym mchem to tylko taka metafora była…
Auć, to temu smokowi twardo na tym łożu musiało być.


Lustrując gada uważnym, młodzieńczym spojrzeniem (Pigmejka spojrzała na to zdanie krytycznym, starczym spojrzeniem…) uznał, że ten nie ma złych zamiarów. A przynajmniej tak mu się wydawało. Wstał z zamiarem dotknięcia zielonego zwierzęcia.
Jakie to typowe: „A mogę poomaacaaać?”

– Bez zbytnich poufałości, człowieku - gdy to zdanie padło z ust gada, szatyn aż przysiadł z wrażenia. Bez problemu można było zgadnąć, że jest to osobnik płci żeńskiej.
Po tym, że usiadł z wrażenia? ;]

– Ty mówisz?! - Wykrzyknął.
- Nie, to mój żołądek tak dziwnie burczy – zaburczał smoczy żołądek. – Wiesz, efekty uboczne siarki, te sprawy…

– Jak przystało na smoka. - Gadzina wysunęła z pyska karmazynowy język jakby chcąc polizać powietrze. Przy końcu był rozdzielony na dwie części, tak jak opisywały stare książki.
Jesteśmy w średniowieczu, czyli te „stare książki” to starożytne manuskrypty chyba. Do których chłop średniowieczny, do tego jedenastoletni, miał dostęp i które potrafił przeczytać.

– S-smok...? - Chłopak zachłysnął sięnagle. - Smoki już dawno wyginęły! To... to niemożliwe! To tylko moja wyobraźnia! Tylko wyobraźnia!
Wpadł wpanikę. Obecność smoka w pobliżu Gayi mogła oznaczać pobyt samego Rasmorina w Górach Razawskich lub też może rychłe nadejście jego niszczycielskich wojsk w poszukiwaniu smoka. Poza tym – te latające gady były krwiożerczymi bestiami. Potężnymi narzędziami zniszczenia.
Czyli póki stwór wyglądający jak smok nie powiedział mu, że jest smokiem, to wydawał mu się niegroźny – ale kiedy okazało się, że potrafi mówić – ergo, jest dość cywilizowaną istotą – wtedy stał się nagle krwiożerczą bestią?
…Aha.


Nie miał pojęcia co teraz zrobić - uciec i podnieść alarm w wiosce jednocześnie ściągając niebezpieczeństwo na przyjaciół i rodzinę ze strony Szarego Maga, czy pozwolić by to całe zdarzenie działo się dalej.
Proponuję usiąść i poczekać, aż to nabierze sensu. Co ja też niniejszym czynię.
Powstrzymaj dzianie się zdarzeń! Wstrzymać czas – co to dla ciebie?

Owszem, Aron przez całe swe krótkie życie chciał zobaczyć jakiegoś przedstawiciela smoczej rasy, ale nie tak nagle! To było dla niego zbyt wiele...
To jak chciał zobaczyć tego smoka? Po kawałku? Łapa, ogon, mózg na ścianie, te sprawy?
Najlepiej już wypchanego.

wbrew pozorom jakie narzucały te czasy jedenastolatek nie potrafiłby sobie poradzić z rozwiązaniem tej sprawy.
Czasy narzucały pozory wszechmocy jedenastolatków? A to niehumanitarne czasy…

W tym samym czasie zielona smoczyca poczuła w stosunku do niego lekkie ukłucie żalu i współczucia. I również coś innego, co ją przyciągało jak magnez. Także przedmiot najdroższy jej wielkiemu sercu.
Gad uzależniony od magnezu jest? No patrzcie, coraz więcej demoralizacyj w tym opku!

Szybko jednak przegnała te uczucia przypominając sobie w duszy, że jest potomkinią pradawnego rodu i obce jej są troski istot tak malutkich jak ludzie. (...) Powinieneś się radować [myślał Aron], jest szansa na powrót smoków do Iriandii i unicestwienie Rasmorina!
A jako że smoki są „krwiożerczymi bestiami. Potężnymi narzędziami zniszczenia”, to wszyscy jak bardzo mocno życzą sobie ich obecności w najbliższym sąsiedztwie, tak?

Zbierając w sobie odwagę wstał i wrócił na poprzednie miejsce.
– Jesteś… oswojona? - Wyszeptał będąc wciąż w lekkim szoku.
Samica prychnęła.
– Żaden z nas nie był i nie będzie nigdy na usługach ludzi! – Potężny ryk przetoczył się echem po jaskini. - Pochodzę z rodu Dzikich Smoków, nieokiełznanych i silnych
...ale też niezwykle skromnych.

- w głosie gadziny zabrzęczało niczym dzwon z ratusza niemalże namacalne znużenie.
Dalibóg – dzwon z ratusza słyszę codziennie, ale nigdy nie zauważyłam, aby był znużony. W tym średniowieczu to nawet carillony były bardziej ludzkie…
A smoczyca najwyraźniej w międzyczasie skurczyła się jak przekłuty balon, skoro nagle stała się „gadziną”.

– Więc dlaczego się mnie nie pozbędziesz? Jaki jest powód, przez który nadal trzymasz mnie przy życiu? Czyżnie jestem dla ciebie zagrożeniem?
*wyobraża sobie dzieciaka stojącego przed ziejącym ogniem potworem*
Państwo pozwolą, że sobie ryknę?

Nie no, wiesz, to jest radziecka wioska. Ryzyko denuncjacji jest wszystkim doskonale znane. ;)

– Chwilowo obecny stan mojego zdrowiami na to nie pozwala. Spójrz na to sam, człowieku...
Obróciła się na prawy bok ukazując biały brzuch. Szponiastą łapą uniosła łuski w okolicy wątroby, pod nimi znajdowała się długa na kilka stóp i bardzo głęboka rana. Ściekała z niej nieustannie szkarłatna posoka, zapewne przyczyna znaczeń we wnętrzu tunelu jaskini.
W głębi tunelu siedziało kilku przykutych do skały ludzi, z umiarkowanym zainteresowaniem obserwujących cienie znaczeń majaczące na ścianie; w niewielkim oddaleniu stał Platon i notował gorączkowo.

– Poza tym wydajesz mi się ciekawą istotą, wręcz odpowiednią...
– Co? Co masz na myśli, smoczyco? -Zapytał Aron czując ukojenie w swym umyśle.
- Odpowiednią na kolację, ma się rozumieć. A jesteśmy dopiero w porze obiadu.
Nie odpowiedziała. (...)
– Czy to słudzy Rasmorina cię zranili?
– Istotnie... plugawe pomioty tego zagorzałego poplecznika Zła uniemożliwiły mi spotkanie z lordem... nie mam sił ponownie wzbić się w powietrze, nie wiem, czy mnie tu odnajdzie, (...)
– Wybacz, to co zaraz powiem, ale czy smoki nie powinny być martwe? W końcu nie widziano ich w Nargaladnii od ponad stu lat, może i więcej.
Czemu „nie widziano” musi oznaczać „pozdychały”? Nie mogły po prostu odlecieć albo się schować, jak elfy i krasnoludy?

– Owszem, prawdopodobnie jestem przedostatnim smokiem żyjącym teraz na tej ziemi. Rasmorin wiele lat temu usłyszał przepowiednię, która już zanikła w pamięci dziś żyjących stworzeń,
Za to w pamięci martwych stworzeń trwa ona nieprzerwanie.

o narodzinach nowego wojownika, który uwolni ten kraj od Zła. Przerażenie targnęło ciemiężcą, a jak pewnie wiesz ludzie ze strachu popełniają wiele błędów. Przyzywając z Otchłani najpotworniejsze czarty, diabły dołączył je do swej zniewolonej armii. Uskrzydlone demony przemierzały wzdłuż i wszerz Ardeę w poszukiwaniu smoków.
Tym nowym wojownikiem miał być… smok?

Brak interwencji ze strony istot sprzymierzonych powodował tylko stałe wymieranie pradawnych ras, jedynych w swoim rodzaju stworzeń... nikt niemógł pomóc.
Hm, z powyższego fragmentu wynika, że raczej nikt nie chciał pomóc.

A sam lord Diego (de la Vega ;P) nie mógł sobie poradzić z nadchodzącą burzą, którą Rasmorin z radością podsycał nie bacząc na śmierć swych sług. Nie mam pojęcia jak ja zdołałam uciec spod miażdżącej ręki Szarego Maga wraz z tym... - spod skrzydła Morgala wyciągnęła zadziwiającą rzecz.
Aron otworzył szerzej oczy widząc przedmiot podobny do kamienia o kształcie elipsy. Był w miarę duży; z wnętrza wydobywały się ciche piski.
Litości… Tak, można było po prostu napisać, że to było jajo. I nie, przed wykluciem się jego zawartość raczej nie powinna piszczeć.

Powierzchnia była zadziwiająco płaska,
Ktoś przejechał po tym jaju walcem? Oj, to smutne. W takim razie nie dziwię się, że piszczało.

błyszczała szkarłatem i srebrem.Smoczyca pozwoliła podejść chłopakowi do ów kawałka (AARRGHH!!!) skały na odległość wyciągnięcia ręki. Wtedy to Aron zdał sobie sprawę z tego, że ten przedmiot był w rzeczywistości smoczym jajem.
Jest to tak niespodziana niespodzianka, że aż nie wiem, gdzie się podziać.

– Mój syn... - Rzekła powoli zielona smoczyca jakby po kolei sprawdzając znaczenie każdego wypowiedzianego przez nią słowa.
W słowniku wyrazów bliskoznacznych sprawdzała.
I na USG – stąd ma całkowitą pewność, że to nie córka.

- Jedyna nadzieja ludzi, krasnoludów i elfów na odzyskanie niepodległości. No i przywrócenia dawnej chwały rodu smoków.
Po chwili dopiero zdał sobie sprawę jaką przyszłość będzie miał ten młody smok. Jego przybycie rozpęta chaos, zaczną się walki rebeliantów z hordą wojsk podlegającą Rasmorinowi, kosztowne wojny… A każdy będzie chciał mieć tak potężne stworzenie po swojej stronie.
A to ten Rasmorin nie chciał go zabić? Ech… jak zwykle nie nadążam.

W związku z czym nawet Gayanie musieliby stanąć w szranki. A ich wioska była biedna, nie stać ich nawet było na zwykłe skórzane zbroje.
Z widłami na magów i bestie, z widłami i pochodniami, jak na rozjuszone chłopstwo przystało!
No i zawsze możecie jeszcze obornikiem w nich rzucać.
Taak, „ nawet na zwykłe skórzane zbroje” - zupełnie jakby chłopi mogli mieć choć cień perspektywy na wyekwipowanie się w cokolwiek innego! Kolczug i płytówek się państwu zachciewa... :/

Jednak jeśli by to zależało od przyszłości naszego kraju to sądzę, że nawet stanęliby z zwykłym młotem kowalskim w ręce do bitwy – pomyślał chłopak. W końcu jak przypuszczał mieszkańcy jego wioski byli jednymi z najbardziej zagorzałych patriotów. Kochali swój kraj jak nic innego, chociaż był zniewolony i poddany tyranii Szarego Maga.
Ałtorko, zasmucę Cię, ale średniowieczny (a nawet nowożytny) chłop zazwyczaj miał swój kraj głęboko gdzieś i jeśli wiedział, kto jest jego aktualnym królem, to i tak było dobrze. Jeśli tylko zbiory były udane, krowy sąsiada nie właziły na jego pastwiska, a wojska (jakiebądź) nie plądrowały jego dobytku i nie gwałciły żony, to reszta go nie obchodziła. Wbrew pozorom słynna scena ze Świętego Graala ma wiele wspólnego z rzeczywistością.


– Po wykluciu wraz ze swoim przyjacielem uda się do elfów, zahaczając po drogę o kryjówkę Garańczyków i krasnoludów. O ile umowa dobrze została zawiązana pomiędzy królową Ludu Lasu, a nim powinien przybyć i ich stamtąd zabrać… możliwie jak najszybciej. Rasmorin dowie się późno o nim… późno…
Zielony łeb opadł nagle na ziemię wzbudzając w górach lekkie trzęsienie ziemi.
Ze sklepienia jaskini posypały się stalaktyty, w jednej chwili kończąc smutny żywot smoczycy i boCHatera. Wywołana wstrząsem lawina na dobre ukryła wejście do pieczary. Ich zwłok nigdy nie odnaleziono.

Zbyt wiele krwi już się przelało przez łuski Morgali, z każdą sekundą traciła ona wspomnienia, wiedzę.
Nie wiedziałam, że smoczy mózg jest upłynniony w czerwonych krwinkach.

Aron dopiero po kilku minutach zdał sobie sprawę, że ona umiera. Mimo wszystko chciał wycisnąć z niej jak najwięcej informacji.
Jakie to humanitarne, prawda?

Podszedł powoli i położył chudą dłoń na jej boku chcąc uspokoić chaotyczne ruchy smoczycy.
Mhm, ta, przytrzymaj ją, to telepanie przedśmiertne rzeczywiście nie za fajnie wygląda. :/

– Dlaczego przywędrowałaś aż tutaj? Nielepiej było skryć się u elfów na południu? Zakładając oczywiście, że wszystkie opowieści o nich są prawdą.
– Oczywiście, że elfowie istnieją! – warknęła smoczyca. – Właśnie stamtąd wracałam… chcąc ukryć mego syna przed pełnymi obłędu oczami Rasmorina. Jeżeliby dowiedział się o mojej śmierci i wykluciu zapewne rozpocząłby poszukiwania od Sinertiss. A może nie? Może już wie, że tu przebywam? Szykuje armię gotową zrobić wszystko, byleby tylko zniszczyć jajo?
Jak na konającą, jest całkiem elokwentna. :/

– Zniszczyć? – Zdumiał się chłopak siadając blisko zielonej smoczycy. – Na jego miejscu najpierw spróbowałbym przekabacić smoka na swoją stronę. Bo w końcu jego potęga nie może sama zdławić oporu Garańczyków. Jednak, gdyby pojawiła się u jego boku potężna bestia…
Aha, mam rozumieć, że Najbardziej Zajebisty Mag, nieśmiertelny, władający piekielnymi hordami i w ogóle, nie poradzi sobie sam z rebelią – ale smoczy szczeniak, ostatni pomiot rasy wyrżniętej w pień przez wspomniane hordy poradzi sobie znakomicie? =.=

Na dworze zagrzmiało. Zimny wiatr wpadł do jaskini powodując u Arona dreszcze. Kolejna burza zawisła nad Razawami. Deszcz lunął jak strzała z ciemnego nieba
Jak jedna strzała? W sensie, że takim pojedynczym sikiem lunął?

zalewając las i pola w swym głośnym szumie.
Tak od razu zalewając? To dość potężny sik musiał być.

Morgala uniosła skrzydło i oparła je o ziemię chroniąc chłopaka przed zimnem.
– Mam nadzieję, że twoja wyprawa dobiegnie szczęśliwie do końca, gdziekolwiek on się znajduje [powiedział Aron]. Nie bój się o jajo, z pewnością elfy i Garańczycy dobrze się nim za… Ała!
Urwał, gdyż smoczyca podniosła się nagle trącając go i odrzucając na ziemię. Powietrze uleciało mu z płuc, przez dobrąminutę nie mógł swobodnie złapać oddechu. Zielona wyprostowała się siadając na tylnych łapach i nie zwracając uwagi na swoją bolesną ranę. Trzymając z czułością jajo swój ledwo przytomny wzrok skierowała na chłopaka. Przystawiła do niego jajo.
– Mam nadzieję, że lord Diego w miarę szybko tu przybędzie i zabierze was obojga bezpiecznie w podróż… - Złożyła mu swego syna w dłoniach.
Skorupka jaja, które leżało w jego rękach, zaczęła pękać. Morgala nie wydawała się tym faktem specjalnie zdziwiona, właściwie jej oczy wyrażały głębokie zniecierpliwienie tak późną reakcją potomka. Powłoka, która okalała ciało młodego smoczątka pękła rozpadając się na drobne kawałeczki,
Naskórek mu popękał przy wykluciu? Oj, to smutne. *podaje krem nawilżający* Powinno pomóc.

W jego rękach leżało małe, czerwone stworzonko kurczowo trzymając się rękawa kurtki. Oddychało płytko mrugając miodowymi ślepiami.(...) Oblizując wargi smoczek obrócił łebek i spojrzał na Arona. Chłopak przeraził się, w jego oczach nie było strachu, czy zdziwienia, ale dziwne przywiązanie.
To przywiązanie go tak przeraziło? Cóż, nie każdy lubić zabawy BDSM…
Nie no, nie każdy by się ucieszył z tego, że musi teraz niańczyć taką potworę. Ostatecznie chłopak sam ledwo miał co jeść, a taki gad to pewnie żre...

Rzekłbyś, nawet miłość. Morgala wróciła do poprzedniej pozycji.
– Teraz już możemy liczyć na uwolnienie kraju.
– Zaraz, zaraz! – Zawołał młodzieniec i postawił małego smoka na ziemi, który niezgrabnie podreptał do matki. Smoczyca przygarnęła je łapą i przytuliła mrucząc coś cicho, zapewne jakąś kołysankę, bo mały momentalnie zasnął. – Przepraszam bardzo, że przerwę, ale o co w tym chodzi?!
– Jesteś Vainamello’n*,
Owocem tragicznego romansu Vainamionena i Wrót Morii. Nie pytaj.

smoczym tłumaczem. Powiernikiem, kimś w rodzaju pośrednika miedzy moją rasą, a wszystkimi innymi zamieszkującymi ten świat. Twoim przeznaczeniem jest ochrona smoczego rodu i także całego kraju najlepiej, jak tylko umiesz.
Bez kitu... ale może najpierw upoluj tę obiecaną sarenkę, bo ci matka z głodu zemrze. Potem możesz iść ratować świat.

Barwa twoich oczu jest tego dowodem, bladoczerwone, jak łuski mego syna… – Morgala zamknęła ślepia.
Różowe oczy miał? Jak jakiś wyblakły albinos?!
– O w mordę… - chłopak złapał się obiema rękami za głowę. – I co mam niby teraz z nim zrobić?!
- O japitolę! – Pigmejka złapała się obiema rękami za głowę – Co za język u średniowiecznego młodzieńca! Wżdy to tak nie po rycersku…
Toż to cham jest – dziwne by było, gdyby wierszem mówił. ;)

– Nazywa się Tairen… proszę, a raczej błagam. Nie pozwól, by zginął, nie odtrącaj go. Przepowiednię do końca doprowadź… aby Ardea po raz kolejny mogła poczuć smak wolności.
Na waszym miejscu bym się tak nie cieszyła, bo za wolnością krok w krok nadchodzą kapitalizm i reformy Balcerowicza.

– A teraz uciekaj! Coś się zbliża… ona będzie tu czekać w… ukryciu. Przybądź niedługo…
Chłopak z przerażeniem skierował się biegiem ku wyjściu z jaskini, potem w dół rzeki Lucris aż do jego rodzinnej wioski Gayi. Nie zamierzał mówić o tym zdarzeniu nikomu, nawet swej matce.
***
Gdy następnego ranka pędem powrócił do tamtejszej jaskini, Morgali już w niej nie było. Pozostał tylko ślad zaschniętej krwi i potężne zadrapania od zielonych łusek na ścianach isklepieniu.
Rzucała się po tych ścianach, czy czochrała o nie, jak myślicie?

Nie wiedział, czy smoczyca umarła, czy coś ją zabrało – a może odleciała?
Dostąpiła wniebowstąpienia. =.=’

8 komentarzy:

Azur pisze...

Ej, ej, ej. Czy ja dobrze rozumiem, że ostatnie dwa smoki na świecie są płci męskiej? :D

Anonimowy pisze...

"Usiadł ostrożnie z boku, na ciemnym kamieniu, który prawdopodobnie był opalem."
Ciekawa jestem, jak taki wiejski chłopak umiał rozpoznać, że to akurat jest opal, a nie coś innego. No chyba, że w ich okolicach były to najczęściej występujące kamienie, ale w takim wypadku nie byłoby nic niezwykłego w siedzeniu na opalu.
Blogasek bardziej bezsensowny i z pozakrzywianą na wszystkie strony rzeczywistością, niż śmieszny, ale analiza mi się podoba.
Życzę analizatorkom wesołych Świąt, szczęśliwego Nowego Roku i jeszcze wielu udanych analiz (to ostatnie jest chyba bardziej życzeniem dla czytelników).

Mrunia

Anonimowy pisze...

http://odmieniona-panna-granger.blog.onet.pl/
Może zobaczycie?

A tak przy okazji - wesołych Świąt wszystkim!

Fraa pisze...

Widok tak niezwykłego stworzenia był nie do opisania, przyprawiał chłopaka o ból głowy.
Oj, niedobrze: synapsy mu się przegrzewają.
- wiecie, jak to powiedział Cień, Który Przychodzi w Małym Wielkim Człowieku: "Odczuwam ból między uszami". ^^

A z tymi opalami to nie myślcie sobie, że to takie łatwe. ;> Skoro na opalach się tam przysiada jak na każdym innym bambulcu, to pewnie jest tego po prostu tak dużo, że totalnie straciły na wartości. Chłopów pewnie zjada opalowa inflacja. :P

gdy to zdanie padło z ust gada, szatyn aż przysiadł z wrażenia. Bez problemu można było zgadnąć, że jest to osobnik płci żeńskiej. - no bez jaj. xD Czyli nasz bohater właśnie został bohaterką? :D

Czyli póki stwór wyglądający jak smok nie powiedział mu, że jest smokiem, to wydawał mu się niegroźny – ale kiedy okazało się, że potrafi mówić – ergo, jest dość cywilizowaną istotą – wtedy stał się nagle krwiożerczą bestią? - make my day +1 ^^

Czasy wymuszające na jedenastolatkach utrzymywanie pozorów wszechmocy - ekhm... No dobra, ja w tym miejscu się zgubiłam. Wy nadal rozumiałyście to opowiadanie? ^^

I również coś innego, co ją przyciągało jak magnez. - No popatrzcie, jak to nie ma sprawiedliwości dziejowej: powinnam brać magnez codziennie, a nijak, cholera jedna, przyciągać mnie nie chce i ciągle zapominam. :(

Ściekała z niej nieustannie szkarłatna posoka, zapewne przyczyna znaczeń we wnętrzu tunelu jaskini. - nie rozumiem, vol. 2. Bez kitu. oO Tekst zaczynał się słabo, ale teraz jest coraz dziwniej i dziwniej...

Wtedy to Aron zdał sobie sprawę z tego, że ten przedmiot był w rzeczywistości smoczym jajem. - mimo "uważnego, młodzieńczego" spojrzenia, to ten dzieciak nie był zbyt bystry, prawda? Biorąc pod uwagę, że smoczyca musiała sprawdzać znaczenie każdego z caaaałych dwóch, jednosylabowych słów, to ciągnie swój do swego...
"ów kawałka" udaję, że w ogóle nie widziałam... /epic facepalm

Chłopak z przerażeniem skierował się biegiem ku wyjściu z jaskini, potem w dół rzeki Lucris aż do jego rodzinnej wioski Gayi. Nie zamierzał mówić o tym zdarzeniu nikomu, nawet swej matce. - ale tego małego smoka to on zostawił w jaskini czy jak? Ja nie nadążam. ;(

Anonimowy pisze...

Oblizując wargi smoczek obrócił łebek i spojrzał na Arona. Chłopak przeraził się, w jego oczach nie było strachu, czy zdziwienia, ale dziwne przywiązanie.

>To przywiązanie go tak przeraziło? Cóż, nie każdy lubić zabawy BDSM…
>> Nie no, nie każdy by się ucieszył z tego, że musi teraz niańczyć taką potworę. Ostatecznie chłopak sam ledwo miał co jeść, a taki gad to pewnie żre...

***
Lorenz robił takie doświadczenia na pisklętach gęsi. Ledwo wyklute patrzyły na niego, patrzyły i uznawały, że on jest ich mamusią. Miał potem sporo kłopotów z zafiksowanymi ptakami, bo musiał uczyć je latania i pływania.
***
Boję się, jakimi umiejętnościami musiał dzielić się jedenastoletni wieśniak w opiece nad zafiksowanym smokiem. Zianie ogniem?
Fajne.
W głębi wieków średnich uwielbiano kuglarzy.

jasza

Anonimowy pisze...

Przepraszam, że tu piszę, ale nie korzystam z blogspota (chyba pierwszy raz naprawdę tu cokolwiek czytam) i mam jedno pytanie, odnośnie "Z pamiętnika Różowej Landrynki" na blogu tej dziewczyny pojawiły się nowe rozdziały, a wy już o nim nie piszecie (czy po prostu jestem za głupia by znaleźć? ;) Czy zamierzacie jeszcze kiedykolwiek go komentować? Bo przyznam szczerze, że wy + ta dziewczyna = wybuch śmiechu u mnie ;) I szkoda, gdybyście nigdy więcej o nim nie napisały...

Karolina pisze...

Moje drogie Analizatorki, właśnie stałam się Waszą stałą czytelniczką. 3/4 bloga już zaliczyłam, co uważam za niezły wyczyn umysłowy, bowiem zajęło mi to kilka dni. Stężenie głupoty w tym czasie było nie do opisania.. Szczególnie, że przeczytałam wszystkie dodatki specjalne, a te, o zgrozo, okazały się gorsze od JAKIEGOKOLWIEK bloga, który istnieje..
Tak czy siak, ta analiza boska. Szczególnie, że poznajemy świat od strony szlachetnych-pospolitych kamieni. ;)
Dużo cierpliwości w nowym roku i mnóstwo blogów do znęca.. ee.. analizy, oczywiście.

psyence pisze...

ulolałam się XD
biedny Platon XD
hahahaha, idę teraz nową przeczytać XD