czwartek, 4 listopada 2010

Mroczny Bumerang Przeznaczenia, czyli Mary Sue wśród dzikich plemion – część IV

Witajcie!
Zgodnie z Waszymi prośbami – oto kolejna, czwarta już odsłona przygód zakłamanej Natalki i jej psychopatycznych absztyfikantów. Robi się coraz mhhroczniej, intryga się zagęszcza, Natalka odkrywa w sobie magiczne supermoce i poznaje nowego, jeszcze przystojniejszego faceta. Czegóż chcieć więcej...?
Miłej lektury!


[Natalia okazuje się mieć tajemniczą supermoc, pozwalającą jej na zauroczenie policjanta. Jesteście bardzo zdziwieni, prawda?]
Natalia wstała i razem z Rafałem podeszła do drzwi. Mieli już wychodzić, gdy dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy.
- Niech pana złapię tego drania –
Kill him for me, Marv. Kill him good. ^^

mężczyzna jednak nic nie odpowiedział tylko w jednej chwili zapomniał o czym z nią rozmawiał. Stał jak zahipnotyzowany, cały czas wpatrzony w jej oczy. Dopiero skrzypienie otwieranych drzwi sprowadziło go do rzeczywistości. Mężczyzna zamknął za sobą drzwi i spojrzał na oczekujących na Natalię przyjaciół. Okazało się, że nie pamiętał wcale nic z tych wszystkich pięciu przesłuchań.
Ee tam, na pewno ma jeszcze nagrania i notatki. A jeśli nawet nie, powinien chyba przesłuchać ich jeszcze raz, prawda? O kant dupy rozbić taką supermoc. :/

Doznał dziwnego uczucia i czym prędzej odszedł.
W kierunku toalety. Biegunka atakuje znienacka.

Rozdział 9: W kręgu tajemnic
Pomimo wsparcia ze strony Anity, Natalia czuła się samotna. (...) Za radą przyjaciółki, dziewczyna zdecydowała się iść do babci. (...)
Z dala jej oczom ukazał się mały, biały i drewniany domek. A więc już niedaleko. Nagle poczuła silny ból nogi. Zrobiła kilka kroków dalej i usiadła na ławce, stojącej obok czyjegoś domu. Wyciągnęła nogę i rozejrzała się dookoła. Jej wizja wsi, którą sobie stworzyła wcześniej, gdy tutaj przyjechała, znikła.
Muihihihi. Czego oczekiwała? Pól malowanych zbożem rozmaitem, z Zosiami pasającymi gąski i Tadeuszem za każdym drzewem?
Mam wrażenie, że wręcz przeciwnie – oczekiwała scen rodem z „Walki o ogień” i generalnie nieustającej eskalacji barbarzyństwa i ciemnoty, a tu wszyscy jak jeden mąż w wolnych chwilach czytywali Kanta a czasem, dla odprężenia, Heideggera.

Wiatr rozwiewał piasek, dało się słyszeć szelest drzew, które jakby śpiewały, śpiewały piosenkę jej duszy.
Że co? W jej duszy coś szumi i skrzypi?Bo to nie drzewa, tylko enty były. Od początku to wiedziałam.

Wokół było szaro i ponuro, i tylko kwiaty w ogrodach i na łące przypomniały, że jest lato. Dla niej nastała jednak jesień.
Patos, patos, patos, ból i hemoroidy. W obliczu rozpaczy Marysi niebo poszarzało, słońce schowało się za chmurami i wszystkie ptaki straciły głos. I tylko...„Nad polem pustem, szerokiem, głuchem
ćma ptaków czarną zawisła chmurą,
krążą jak liście gnane podmuchem
wiecznego wiru, kracząc ponuro.”

I echo tęsknie niesie po polach „mać... mać... mać...”

To co było piękne zniknęło, a niebo jej szczęścia zastąpiły deszczowe chmury smutku. Wiedziała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej.
*nuci zachrypniętym głosem Bogusia Lindy*„Nigdy nie będzie takiego lata.
Nigdy nie będzie takiego lata.
Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników.
Już nigdy.
Nigdy nie będzie takich wędlin.
Takiej coca-coli.
Takiej musztardy.
I takiego mleka.”


[Dziewczę zwierza się babci z przygód ostatnich dni.]
- Byliście w zamku!? – [babcia] niemalże krzyknęła – I nic wam się nie stało?
- Nie, nic. Tylko znowu widziała tam tamta kobietę… i jeszcze… Może to zabrzmi dziwnie, ale widziałam jak coś przeszło przez ścianę – Lucyna milczała. W przeciwieństwie do Natalii wierzyła w duchy i zjawiska paranormalne. To, że cała szóstka wyszła cało z zamku było cudem. Czarownice (to jedną z nich widziała Natalia) miały jakiś plan i tajemnicza śmierć Basi była jego częścią.
Narrator po raz kolejny spojleruje. :/ Mógłby ktoś mu powiedzieć, że tak się NIE robi?

Kobieta obawiała się o życie wnuczki i nie wiedziała, jak ją przekonać do wyjazdu, a raczej ucieczki z Czarnowa – Babciu? Coś się stało?
- Nie, a czemu pytasz?
- Bo nagle zbladłaś.
I masz takie wielkie uszy i zęby...

- Posłuchaj, to, co tam widziałaś to był…
- Duch? Babciu przecież duchy nie istnieją.
- To jak wytłumaczysz to, co widziałaś? (...)
- Oj babciu – uśmiechnęła się, ale po chwili posmutniała. Przypomniał jej się sen, w którym widziała śmierć Basi. Naszyjnik z pereł w tajemniczy sposób sam coraz bardziej zaciskał się na jej szyi. Jedynie zjawiska paranormalne wyjaśniałaby to, co zaszło. Nie. To niemożliwe. Wstała i podeszła do okna. Dlaczego wszystko to, co złe przytrafia się właśnie jej?
Na te słowa głodujące dzieci z Etiopii, przeżarte trądem prostytutki ze slumsów Kalkuty, czeczeńskie dziewczyny rodzące dzieci swych gwałcicieli, Koreańczycy z obozów pracy, dwudziestolatkowie umierający na raka i wielu, wielu innych zakrzyknęło gromko: CHYBA W DUPIE CI SIĘ POPRZEWRACAŁO!!!

– Opowiedz mi o zamku.
- Przecież nie wierzysz w duchy – uśmiechnęła się.
- Może czas zacząć.
- No dobrze. W takim razie siadaj i przygotuj się na coś strasznego.
- W takim razie słucham.
- Wiele lat temu, w średniowieczu
Oh my. A „archeolog to taki człowiek, który wykopuje z ziemi stare rzeczy sprzed wojny”*.
*Cytat autentyczny.

Czarnowo było dobrze prosperującym miasteczkiem. Władca tych ziem – Ludwik Czarnecki
W średniowieczu? Przykro mi, ale to były wtedy tereny państwa Zakonu Krzyżackiego i o nijakich Polakach na zamkach siedzących mowy być nie mogło.
Samego Czarneckiego próbowałam wyguglać, ale trafiłam tylko na stronę Krajowego Rejestru Dłużników. Ups.
Oj tam, czepiasz się. Ałtorce chodziło na pewno o jakiegoś Ludwiga von und zu Schwarzenscheiße, tylko uprościła nazwisko ze względu na polskiego czytelnika.

miał dwie córki, które surowo wychowywał. Był nieszczęśliwy, gdyż wskutek czarnej magii stracił żonę – Dalię, którą bardzo kochał.
Dalię? Czemu nie Jagnę, Krychnę czy choćby Ludmiłę? Bardzo to polskie imię, nieprawdaż.A córki jak się zwały? Pewnie Jagoda i Różyczka?

Kobieta darzyła obsesyjną miłością przyjaciela Ludwika i władcę sąsiednich ziem – Ryszarda.
Przydomek „Lwie serce” aż ciśnie się na klawiaturę. Dlaczego nie Mściwój albo Zyndram albo Florian choćby?

Ten jednak był lojalny wobec przyjaciela, ale pewnego dnia spędzili razem noc.
YAOI!!! (/*u*)/Rzeczywiście, lojalny jak cholera. =.=’

Mężczyzna popadł w szaleństwo i zawarł pakt z diabłem i w efekcie zabił kobietę, zabierając jej jednocześnie świeżą urodzonego synka.
Świeżo urodzonego? Znaczy co, jeszcze pachniał tym, no... krwią i innymi takimi? O.OMoże chodzi o świerzop? W sensie, że urodziła go pod krzakiem świerzopu, czy coś.

Doszło do wojny pomiędzy Ryszardem i Ludwikiem, która skończyła się śmiercią Ludwika. Najstarsza córka zmarłego – Lidia zwróciła się o pomoc do czarownicy w celu pomszczenia krzywd dotąd doznanych. Dziewczyna zabiła własną siostrę i odtąd w zamku i w całym miasteczku zapanowała czarna magia.
Ekhem, a można wiedzieć, po co to właściwie zrobiła? Widzę, że już w średniowieczu mieszkańcy tych ziem słynęli z logicznego postępowania. T.T
Odtąd mieszczanie wykonywali swe codzienne czynności bardzo posępnie i złowrogo, wyśpiewując przy tym:
Dla Szatana chwały
te mroczne rytuały!”A ich okrzykiem bojowym stało się: „Rychtuj karocę dla Szatana!”

Ryszard wraz z synem musiał uciekać. Krążą plotki, że upozorował własną śmierć i przybierając postać kogoś innego dalej żył w Czarnowie.
Zaocznie nabył fach rzeźnika, ale obcego przybłędy nie przyjęto do cechu; zaczął zatem partaczyć, osiedliwszy się tuż za miastem.Utaplał się w błocie i robił za ulicznika, tudzież żebraka. Bo bardzo do swoim ziem przywiązany był – idea spieniężenia majątku i dostatnie życie w innej części świata nawet mu w głowie nie zaświtała.

Jakby tego było mało Ryszardowi udało się wyjechać i stworzył własne, potężne królestwo demonów.
Ale wyjechał niedaleczko, bo ledwie na Pomorze, gdzie ufundował Złą Wieś. Zamieszkały tam same Belzebuby.A kiedy i stamtąd go przegnano, osiedlił się w samym Piekle.

Pewnego dnia wraz ze swoim wojskiem napad na Czarnowo.
Ze swym wojskiem? Siła ich była, jak mniemam. I pewnie jeszcze środkiem puścili oba czołgi, co?Wojny polsko-krzyżackie mogą się przy tym schować.

Doszło do wielkiej bitwy, w której on zginął.
Tak, tak, wielka bitwa pod krzakiem, wiemy. Ludzie, zorganizowano zwykły sąsiedzki zajazd, a aŁtorka opisuje to, jakby co najmniej była to druga wojna Dwóch Róż. :/

Jego syn stał się najpotężniejszą istotą na ziemi, ale nie zamierzał się mścić.
Eee...? Co aŁtorka nam tu wciska, księcia Arthasa w wersji mazurskiej?










No bez jaj.
Ale on tak... sam z siebie się stał, przez mianowanie, czy dar Dobrej Wróżki?!
Zawarł pokój z Lidią, ale z czasem pragnienie zemsty okazało się silniejsze… (...) Wbrew temu jak myślisz nie zabił on Lidii, lecz wyjechał.
- Wyjechał?
- A raczej rozpłynął się jak mgła. Podomież kiedyś wróci i pomści wszystkie swoje krzywdy.
Mhm. Pod pachę z Królem Arturem, Fryderykiem Barbarossą i rycerzami śpiącymi w Tatrach.I Rambo oraz Batmanem jako hetmanami wojsk.

Czasy się zmieniły i czarownice zaczęto palić na stosie. Czarnowo podpalono,
Całe Czarnowo? Wzięto je za jedną wielką wiedźmę* czy jak? Poza tym, z tego co wiem tam raczej specjalnych procesów czarownic nie było...
*Choć w sumie... jeśli było z drewna i ważyło tyle, co kaczka... ^^Inkwizycja w tym konkretnym przypadku postawiła na hurt, nie detal.

ale odziwo zamek ocalał. Lidia wciąż w nim żyje do dziś i być może i możliwe, że to ją widziałaś.
- Nie wierzę w to. To niemożliwe.
Słusznie. Bo musiałaby być taka lekko... nieświeża już i lekko pomarszczona, co nie?

- Wiedziałam, że mi nie uwierzysz.
- Babciu to tylko bajka.
- Może i bajka, ale mimo wszystko wyjedź stąd. (...)To chyba możesz mi obiecać.
- Obiecuje ci, że jak tylko to będzie możliwe to wyjadę – przytuliła się do babci i oczy zaczęły jej się kleić.
- Ale teraz to idź spać – Lucyna zaprowadziła wnuczkę do pokoju. Okazało się, że w szafie starsza pani przechowywała ubrania Natalii, gdy ta kiedyś wyjeżdżając zapomniała je wziąć. Dziewczyna przebrała się w piżamę, w której wcale nie czuła się wygodnie,
Taką zostawioną i zapewne później nieupraną, do tego sprzed kilku lat – a więc pewnie jeszcze za ciasną? Nie dziwię się.

ale nie miała innego wyjścia. Położyła się do lóżka i nim się obejrzała, usnęła. Tej nocy miała dziwny sen. Stała na środku polany. Z jednej i z drugiej strony jechali jeźdźcy na koniach. Domyśliła się, że zaraz rozegra się tutaj wielka bitwa. Chciała uciekać, ale nie mogła.
No, tkwienie pomiędzy dwoma oddziałami pędzącej konnicy to nie jest najlepszy pomysł. ^^

Nagle jeden z żołnierzy wyjął miecz i przeciął ją na pół. Nie czuła bólu, nie krwawiła i odziwo wciąż żyła.
O, zupełnie jak ten piesek tu, w 6:30 minucie filmu.

Dookoła niej ginęli ludzie, a jej wcale nie było ich żal. Nie uroniła ani jednej łzy i nie zrobiła nic, aby komukolwiek pomóc.
A co mogła zrobić? Podłożyć komuś poduszkę, by mu się wygodniej umierało?Jakbym była przecięta na pół, to moim głównym zmartwieniem byłyby nie problemy innych, a zagwozdka, jak nie pogubić serca, jelit i innych narządów.

W pewnej chwili podjechał do niej tajemniczy rycerz i porwał ją na konia.
Którego? :>

Z potoku słów, które wypowiadał zrozumiała, że to ona jest wszystkiemu winna. To przez nią jest ta wojna i tylko ona może ją powstrzymać.
No pewnie – wszystko, co złe, to przez kobietę! ;) Na szczęście, jako Marysójka ma upoważnienie do ratowania świata i okolic, więc będzie dobrze.Nowa Piękna Helena, masz ci los. A teraz nawet dwuczęściowa.

Nagle mężczyzna dostał strzałą prosto w serce i spadł z konia razem z nią. Natalia szybko wstała i zdjęła hełm z jego twarzy.
Z twarzy. Aha. W takim razie to nie hełm był, a żelazna maska. Cóż, był podobno taki jeden... Dobra, Pigmejko, przyłbicę mu odsłoniła, niech jej będzie. :P

Jej oczom ukazał się czterdziestokilkuletni mężczyzna. Znała go, ale nie wiedziała skąd. Było go jej żal i zaczęła płakać, dziwiąc się samej sobie. W sercu czuła nienawiść do tego człowieka, ale nie wiedziała skąd ona się wzięła.
To żałuje go czy nienawidzi? Nie nadążam chyba.

Wstała i czym prędzej zaczęła uciekać, ale po chwili poczuła silny ból i upadła na ziemię. Swoją nienawiść przypłaciła życiem…
A co, serce jej w tym biegu wypadło?

Natalia zbudziła się zalana potem. Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła pewną kobietę. Zamknęła oczy, wmawiając sobie, że w dalszym ciągu śni, ale gdy je otworzyła, nieznajoma wciąż tu była i dziwnie się na nią patrzyła. Dziewczyna powoli wstała i gdy zaczęła iść w jej kierunku, ona delikatnie otworzyła drzwi i wyszła. Kobieta szła w stronę drzwi wyjściowych i co chwila wołała Natalię po imieniu. Dziewczyna bez jakiegokolwiek zastanowienia wybiegła za nią na zewnątrz i szybko pożałowała tej decyzji. Było zimno, a ona nie miała na sobie nic oprócz stare, białej sukni piżamowej i kapci.
To się nazywa „koszula nocna”, skarbeńku.Cicho, Mary Sue nie nosi tak przyziemnych i zwykłych rzeczy jak koszula nocna. Jak Ałtoreczka pisze, że to była suknia piżamowa – to znaczy, że tak było.

Na jej szczęście już nie padało i nie było wietrznie, ale noce mają to do siebie, że zawsze są zimne.
Zwłaszcza te letnie. Normalnie pszczoły w locie zamarzają.Zawsze może w tej koszuli nocnej robić za świteziankę czy inną widmową cholerę i liczyć na pomoc chętnych wieśniaków. :>

- Dlaczego musiałam być aż tak głupia, żeby iść za to kobietą? No, ale cóż. Za własną głupotę przyjdzie mi zapłacić… Jest ciepło. Nawet bardzo ciepło – powtarzała sobie cały czas to w myślach, aby jakoś się ogrzać. Trochę to nawet pomagało, ale niestety na krótką.
Rozumiem, że chatka ma dźwiękoszczelne szyby, skoro ona nie może zawołać przez okno babci, żeby jej otworzyła?

- Natalia! – usłyszała ponownie ten głos. Zamiast strachu czuła złość. Kiedy ona dorwie tą kobietę, to już da jej popalić.
Upiór to, duch czy czarownica – nieważne! Tak jej poustawia gnaty, że odechce się babie nawiedzania na najbliższe sto lat!

- Chcę wiedzieć, dlaczego wciąż mnie prześladujesz? – spytała i owa nieznajoma w jednej chwili znalazła się naprzeciw niej. Była średniego wzrostu i miała na sobie starą czerwoną sukienkę, która sięgała aż do ziemi. Włosy miała jasne i można powiedzieć, że błyszczały w blasku księżyca i jeszcze te ciemne oczy, które odzwierciedlały samo zło i nic więcej.
Bo to zła kobieta była.Miała w oczach takie małe pentagramy zamiast źrenic.

Można powiedzieć, że miała dwadzieścia parę lat.
Można też powiedzieć, że pomidor – tylko co z tego? =,=

- Bo jesteś tu nową i bardzo interesująco osobą. (...) Mam według ciebie pewne plany.
- Mogę wiedzieć jakie?
Skoro te plany są według niej, to chyba powinna wiedzieć, nie?

- Jeżeli pójdziesz ze mną, to się przekonasz. (...)
- Chcę jedynie, żebyś dała mi i moim znajomym święty spokój.
- Za późno. To dopiero początek.
- Początek czego?
- Śmierci – kobieta zaczęła się śmiać i w jednej chwili jej ręce zaczęły oplatać błyskawice. Czarownica skierowała duży strumień ognia wprost na Natalię, która upadła na ziemię. Dziewczyna czuła jak wszystko ją boli i sama nie wiedziała, co bardziej. Klatka piersiowa była cała spalona i przeraźliwie piekło ją od zewnątrz.
Ta wiedźma ją piecze na rożnie za pomocą tych błyskawic?
To będzie marysójka błyskawiczna, tak jak ten grzyb błyskawiczny w Ratatouille. ;)

Nie próbowała wstawać i czuła jedynie zbliżającą się śmierć. Nawet nie przypuszczała, że odejście na tamten świat może być aż tak bolesne. Zamknęła oczy, ale w dalszym ciągu żyła i docierało do niej, to co się działo dookoła. Lidia była zdziwiona, że ona wciąż żyła i nie zamieniała się w popiół, tak jak powinna. Widocznie jest ona o wiele potężniejsza niż myślała.
Niech podniesie rękę ten, kogo to dziwi. Nikt...? Tak myślałam. -_-

Wzięła ją więc na ręce i zaczęła lecieć do zamku. Tam już ostatecznie się z nią rozprawi. Nagle ktoś uderzył w nią kulą energii i kobieta razem ze swą ofiarą upadła na ziemię. Natalia ostatecznie straciła przytomność, a czarownica wstała i zaczęła rozglądać się dookoła, ale nikogo nie zobaczyła.
Bo dziewczynę uratował oddział ninja.

Chciała wziąć Natalię i jak najszybciej dotrzeć do zamku, ale jej już nie było. Ktoś ją zabrał, a ona nawet nie wiedziała, kto. Była wściekła i natychmiast przywołała swe podopieczne.
- Co się stało Lidia? – spytała jedna z nich – Luiza.
Imiona pozostałych to Lucecita, Rozamunda i Fiorella. Wszystkie bardzo polskie.

- Sama nic nie rozumiem. obawiam się, że nie jesteśmy tu same.
- Może któraś z nas zdradziła?
- Nie. To ktoś o wiele potężniejszy – Luiza się zamyśliła. Znała tylko jedną tak potężną osobę, która mogłaby porwać Natalię.
- Myślisz, że on powrócił?
- Tego najbardziej się obawiam – czarownice wymieniły się spojrzeniem,
Pożyczały sobie oko, jak graje?Promocja na spojrzenia! Oddasz dwa stare, otrzymasz nowe gratis!

a następnie poleciały do zamku.
***
[Natalia] Otworzyła oczy i z zaskoczeniem stwierdziła, że znajduje się u babci. Spodziewała się, że trafi do nieba, a raczej do innego nieznanego jej świata, a tymczasem wciąż żyła.
To takie rozczarowujące.Hm, to kto tam miał zwidy nocne – Natalia, wiedźmy, czy wszyscy razem? Guuubię się!

Doszła do wniosku, że cała ta przygoda była niczym więcej, jak tylko snem. Innego wytłumaczenia nie znajdowała. Uśmiechnęła się do siebie i otworzyła szafę. (...) Po chwili zastanowienia założyła czarne dżinsy i zieloną bluzkę.
Yaaay, opis stroju! :D Czuję się spełniona.
Dzień zapowiadał się słonecznie, więc nie było potrzeby zakładania niczego więcej. Rozczesała włosy, a następnie je związała. Udała się do malej łazienki, gdzie zrobiła sobie mała poranną toaletę.
Ale taką naprawdę niewielką – umyła tylko pół twarzy i wyszczotkowała trzy zęby.I pomalowała pół lewego oka.

Potem poszła na śniadanie. (...) Dziwiąc się sama sobie, postanowiła porozmawiać z Lucyną o swoich nocnych koszmarach – Babciu? Czy to jest normalne, że często śnią mi się koszmary?
- Jakie koszmary? – Lucyna zbladła. Nie mogła uwierzyć, że przeszłość jej rodziny dopadła jej wnuczkę. Kobieta wiedziała, że z dawien dawnego ich ród obdarzony był niezwykłą mocą, ale dla bezpieczeństwa własnego wyparli się swego przeznaczenia.
Hihi, fajnie tak móc się wyprzeć własnego losu – inni tak jakby nie mają wyboru.

Od wieków Bielscy nie praktykują magii i wzmianka o niej zanikła. Teraz ona powróciła w najmniej odpowiednim momencie i zagraża życiu ich wszystkich.
Jak bumerang.
[Okazuje się, że sny boCHaterki dotyczą przeszłości jej rodziny. Zaskoczeni? Noc to! Dowiadujemy się bowiem, że choć od zamordowania koleżanki minęło już trochę czasu, Natalka nie raczyła zadzwonić do matki, że żyje. -.-]
Alicja musi teraz umierać ze strachu o nią i na pewno nie może znaleźć sobie miejsca. Dobrze znała własną matkę i wcale nie chciała, aby ona się martwiła. Niestety wszystko, co dziewczyna robiła do niczego dobrego nie prowadziło i tylko krzywdziła ona niewinnych, bliskich jej sercu ludzi.
Wreszcie coś do niej dotarło? No nie wierzę!

- Zaraz do niej zadzwonię – i rzeczywiście i zrobiła.
***
Mikołaj jak to robił zawsze, gdy miał jechać do miasta, udał się do Lucyny po listę zakupów. (...) Nagle usłyszał dobrze znany mu głos i zwolnił kroku. Lekko się wychylił i zobaczył rozmawiającą przez telefon Natalię. Postanowił przysłuchać się tej rozmowie.
Ta kłamie, ten podsłuchuje... W sumie dobrze się dobrali.

- Cześć mamo.
- Natalia? Dlaczego dopiero teraz dzwonisz? Wiesz, jak się o ciebie martwiłam?
- Wiem i bardzo cię za to przepraszam.
- Jak się czujesz? Może powinnam do ciebie przyjechać albo będzie lepiej, jak ty wrócisz do domu.
- Zapewniam cię, że wszystko jest w porządku i nie musisz tu przyjeżdżać.
- Czy w porządku nazwiesz to, co się stało?
- No nie, ale trzeba przecież żyć dalej.
[I tak dalej w tym samym, wielce empatycznym stylu. Wycinamy.]
- Kocham cię – rozłączyła się. Nie dała rady przedłużać tej rozmowy, gdyż czuła jak łzy napływają jej do oczu. Bardzo wiele ją kosztowało udawanie czegoś, co w rzeczywistości było zupełnie inne. Jej dusza była rozdarta. Wszystkich, których kochała, straciła: tatę, Basię i Mikołaja.
Basię?!?!?! A w którym to konkretnie momencie ona ją kochała, bo chyba mi to umknęło?Pewnie w tych momentach, w którym ją okłamała – jak resztę.

Co prawda Mikołaj żył, ale dla niej jakby umarł. Nagle usłyszała czyjeś kroki i natychmiast otarła łzy, i założyła na twarz maskę spokoju i opanowania.
Podpuchnięte od płaczu oczy trochę psuły efekt, ale co tam.Bluźnisz! Oczy Mary Sue nie puchną – ona po płaczu może mieć co najwyżej policzki zroszone pojedynczymi, kryształowymi kroplami.

Odwróciła się i zobaczyła go. Serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Nigdy w życiu nie spodziewała się go tutaj zobaczyć.
Nie żeby facet tu pracował... Dorywczo bo dorywczo, ale zawsze.
- Co ty tu… tutaj robisz? - spytała, walcząc sama ze sobą, aby się nie rozkleić.
- Przyszedłem do… - nie był w stanie nic powiedzieć. Miał potworne wyrzuty sumienia, jak ją wczoraj potraktował. Wiedział jak ona w tej chwili cierpiała. Nie musiała nic mówić, żadne słowa nie były potrzebne. Musiała być naprawdę niezwykła, skoro po tylu przejściach jeszcze się nie załamała.
Po tylu przejściach...? To znaczy po tych wszystkich łgarstwach i konfabulacjach, które wciskała wszystkim dookoła?Mhm. No bo większość już się wydała – to bidula cierpi. XD

Cierpiała, ale nie chciała, aby inni czuli się tak samo jak ona i dlatego też okłamała własną matkę.
Taak. Mężna, bohaterska ona. „Zachowam moje cierpienie dla siebie, z nikim się nim nie podzielę! Moje cierpienie, moje moje moje!!!”

Zresztą on też by się tak zachował.
Współczuję bliskim ich obojga.

- Babcia jest w kuchni – odpowiedziała, jakby czytając mu w myślach. Wstała i udała się do domu. On ruszył za nią – Babciu masz gościa. Ja już muszę iść, gdyż pewnie Anita się o mnie niepokoi.
- Myślałam, że jeszcze trochę u mnie zostaniesz.
- Chciałabym, ale nie mogę. To cześć – ucałowała Lucynę i wyszła. Z chęcią zostałaby dłużej, ale nie miała już sił patrzeć na Mikołaja i jeszcze bardziej cierpieć. Dlaczego miłość musi aż tak boleć?
Miłość oparta na kilku rozmowach jest zawsze bardzo bolesna, każdy to wie.
Tak w ogóle historia tego uczucia zaczyna mi przypominać historię Melliusa i Greteliny, najsłynniejszych kochanków w Świecie Dysku, „których czysty, namiętny i rozdzierający serce romans zapisałby się płomiennymi zgłoskami na kartach Historii, gdyby nie fakt, że nie wyjaśnionym zrządzeniem losu urodzili się w odstępie dwustu lat i na różnych kontynentach. Bogowie jednak zlitowali się nad nimi i zamienili jego w deskę do prasowania, a ją w niski mosiężny słupek.”


- Biedna dziewczyna.
- Rzeczywiście – Lucyna miała rację. Jak on mógł ją aż tak źle potraktować? Ona przeżywała ciężkie chwile, a on jeszcze bardziej ją zdołował. To on zasługiwał na karę, nie ona.
Dobra, weź się zbiczuj, facet, i zejdź mi z oczu.

Chciał jeszcze porozmawiać z Natalią i za wszystko ją przeprosić. Dopóki tego nie zrobi, nigdy nie zazna spokoju.
Ehe, i będzie jako ten upiór z Dziadów Mickiewicza. :/

Dostrzegł ją z daleka. Niby tak się spieszyła, a szła powoli. zatrzymał auto i podszedł do niej.
- Natalia musimy porozmawiać.
- Przepraszam cię, ale spieszę się i nie mam czasu – wyprzedziła go, ale on nie odpuszczał.
- Nie zajmę ci dużą czasu. Proszę cię. Daj mi chwilę.
- Tyle, że ja tej chwili nie mam.
- Co ci zależy jedną minutę ze mną porozmawiać? Chyba nic złego się nie stanie.
- Bo ja wiem? W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe – ustała i spojrzała na niego. Był poważny i zależało na tej rozmowie z nią. Chciała wierzyć, że on żałuje ich ostatniej kłótni. Chciała wierzyć, że on ją jednak lubi – to by jej wystarczało. Chciała w to wierzyć, ale nie miała, co się łudzić.
Chciała, i dlatego go zbywała w najbardziej arogancki sposób. Acha.
- Posłuchaj chciałem cię przeprosić…
- To raczej ja powinnam przepraszać.
- Nie masz za co. Nie jesteś niczemu winna.
- O co ci chodzi?
- O nic. Ja tylko…
- Wszystko rozumiem – ruszyła przed siebie. Byłą przekonana, że ona pod pozorem pogodzenia się ponownie zrobi jej kolejną awanturę i oskarży ją o coś, czego nie zrobiła.
- Co rozumiesz? Przecież nic złego nie powiedziałem.
- Jasne. Czy ty kiedyś dasz mi święty spokój?
*trwa w stanie nieogarniania kuwety**cierpliwie czeka, aż to nabierze sensu*

- Mogę ci go dać nawet teraz. (...)
Odjechał z piskiem opon. Wcale nie poczuła ulgi, że tak się stało. Niby tego chciała, ale chciała też, aby on był razem z nią. Czy wymagała, aż tak wiele?
Chcieć, żeby ktoś odjechał, jednocześnie przy niej zostając? No... to całkiem sporo, jak na mój gust.

Czy chęć bycia szczęśliwą nie jest jej dana? Musiała być jakaś przeklęta, skoro gdziekolwiek by się nie pojawiała, to przyciągała same nieszczęścia.
Stwórca przemówił:
Nie zwalaj winy na klątwy, kochanieńka – po prostu tak zaplatałaś się we własnych kłamstwach, że by podnieść sobie samoocenę, posądzasz o nie wszystkich innych.
[Po drodze dziewczyna napotyka tajemniczego przystojniaka, który okazuje się – niespodzianka! - bratem Mikołaja. Intryga się zagęszcza. =.=.]
[Przystojniak] uśmiechnął się tak, że każda kobieta zemdlałaby na jego widok, ale nie ona. Odjechał, a ona od razu wyrobiła sobie zdanie na jego temat, chociaż go nie znała. Była przekonana, że jest on takim samym draniem jak Mikołaj. Byli braćmi, wiec na pewno posiadali wiele cech wspólnych.
To przecież logiczne.
Gdy dotarła na miejsce ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że oprócz samochodu Anity, Piotra oraz jeszcze jednego auta nikogo tu nie było. Mogła przysiąść, że jeszcze wczoraj była policja. Co się stało, że oni tak nagle odjechali?
Hm... wypytali, kogo mieli, sprawdzili, czy nie ma jakichś śladów i nic już nie było więcej do roboty, więc wrócili do miasta? Jej zdaniem mieli tu zostać dla zdrowego powietrza, czy jak?


Chcąc nie wzbudzić większych podejrzeń weszła do środka i odetchnęła z ulgą, gdy nigdzie nikogo nie zobaczyła. Rozejrzała się dookoła, po czym po cichu udała się do swojego pokoju. Położyła się na łóżko i zaczęła się śmiać. Powinna rozpaczać, a tymczasem nie miała już na to sił. Zbyt wiele łez wylała, o kilka za dużo, by teraz ponownie oddawać się temu nieprzyjemnemu stanowi.
Bo Marysie płaczą li i tylko samotnymi łzami – liczba mnoga jest wysoce niewskazana, psuje wizerunek i wgl.
Babcia miała rację: przyjazd tutaj był jednym wielkim błędem. Błędna jest też miłość do mężczyzny, którego tu pokochała. Z każdą chwilą zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że ona wcale go nie kocha i to było jedne wielkie zauroczenie, no bo jak można darzyć uczuciem człowieka, który ma cię za nic i na każdym kroku udowadnia ci to?
A gdzie były te każde kroki, bo znowu mam wrażenie, jakby ominęło mnie coś kluczowego?No bo odjechał. A powinien zostać i mimo jej fochów iść za nią na kolanach, o!

Ach, Kuba! (Nie, my też nie wiemy, skąd się nagle wziął ten bohater i kim, u licha, jest. =.=)To jest prawdziwy mężczyzna: przystojny, szarmancki, po prostu dżentelmen w każdym calu. (...) Jak wróci do Szczytna, to spotka się z Kubą i wyzna mu miłość. Tak będzie najlepiej, pytanie tylko dla kogo?
Poza tym lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Nie ma to jak zrobić z faceta ersatz, prawda.
***
Śmierć Basi zbiegła się z urodzinami Krystyny. W całym tym zgiełku nawet sama solenizantka o całym swym święcie. Na szczęście Piotr miał głowę na karku i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaki jest dzisiaj dzień. Razem z Anitą oboje zastanawiali się, jaki jej kupić prezent.
Bo to, że w twoim domu zabito człowieka, jest wspaniałą okazją do świętowania!Oj tam oj tam. Połączą urodziny ze stypą i będzie fajnie.

Dziewczyna postanowiła pojechać do miasta i kupić dla cioci dwa specjalne prezenty: od siebie i od Piotra. Przypadkowo ich rozmowę podsłuchał Sebastian i zrozumiał, że nastała doskonała okazja do pozbycia się naszyjnika. (...) Gdy mężczyzna znajdował się sam w gabinecie, Sebastian udał się do niego. (...)
- Niech pan to zobaczy – wyjął z kieszeni pudełko i podał je swojemu rozmówcy. Piotr powoli otworzył je i aż dech w piersiach mu zaparło. Jeszcze nigdy w życiu nie widział czegoś tak pięknego.
- Ładny naszyjnik – powiedział po chwili, gdy już doszedł do siebie.
- Od dzisiaj może być pana.
Muihihihi, brzmi prawie jak profesjonalny akwizytor. ^^

- Chcesz mi to dać? – przerwał mu, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. On nigdy w życiu nie pozbyłby się takiego skarbu.
- Mogę go panu sprzedać.
- Ile chcesz?
- Ja wiem?… 20 tys.
*pęka ze śmiechu* Ałtorko, za takie pieniądze to można dostać naszyjnik z pereł mórz południowych, ze złotym zapięciem wysadzanym brylantami – nie jakiś niewiadomego pochodzenia szmelc, który równie dobrze może być zrobiony z przemielonych muszli. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie próbował kupić czegoś takiego bez zasięgnięcia opinii rzeczoznawcy.

- W takim razie podziękuje za niego – Piotr zamknął pudełko i oddał je właścicielowi. Szaleństwem byłoby dać wszystkie oszczędności na coś takiego. Co prawda stadnina dobrze prosperowała, ale on nie zamierzał tracić aż tylu pieniędzy.
- I tak chcę mało. Gdzie indziej dostałbym za niego o wiele więcej.
Być może – ale musiałbyś udowodnić, skąd go masz.
- To czemu nie pójdziesz do kogoś innego, tylko zawracasz mi głowę?
- Bo nie zależy mi na tak dużych pieniądzach – bardzo mu zależało, ale zdawał sobie sprawę z tego, że ciężko byłoby mu sprzedać perły. Bał się, że mogą go wziąć za złodzieja, no bo który normalny człowiek ma przy sobie coś tak cennego.
Poprawka – wtedy wydałoby się, że JEST złodziejem.

Od razu wzbudziłby podejrzenia, a tego przecież nie chciał. Chciał tylko pozbyć się tego naszyjnika, nawet za byle jakie pieniądze. Będzie negocjował z Piotrem dopóty, dopóki on go w końcu od niego odkupi.
Uwielbiam te narratorskie przebłyski jasnowidzenia.A jak nie zechce odkupić, to co? Zahipnotyzuje faceta, czy zmusi terrorem?

- Nie zależy? To trochę dziwne, jak na dzisiejsze czasy.
- Może się to panu wydać dziwne, ale tak właśnie jest.
- Dlaczego chcesz się pozbyć tak pięknego naszyjnika?
- Mam swoje powody.
- W takim razie nie mamy o czym mówić – mężczyzna wstał i chciał już wychodzić, gdy Sebastian go zatrzymał. Musiał coś wymyślić.(...)
- Pan potrzebuje naszyjnika, a ja potrzebuje pieniędzy. Mogę go panu sprzedać nawet za 10 tys.
No serio, jak jakiś Cygan albo inny handlarz spod ciemnej gwiazdy! Niech jeszcze powie, że sprzedając to po takiej cenie gardło sobie podrzyna. :D

- Jesteś gotów sprzedać go po tak niskiej cenie?
A skąd facet wie, że one w ogóle są tyle warte? 10 tysiaków za naszyjnik to jednak sporo kasy...

- W obecnej sytuacji każdy grosz jest cenny.
A jeszcze przed momentem zarzekał się, że „na aż tak dużych pieniądzach mu nie zależy”. Trzeba by solidnego napadu pomroczności jasnej by nie zauważyć, że chłopak mota się jak przyciśnięta aŁtoreczka.

- W jakiej sytuacji? Możesz mi w końcu powiedzieć, co się dzieje?
- No bo chodzi oto, że ja… że moja mama jest ciężką chora.
- Na co? To coś poważnego?
- Można tak powiedzieć i nie ma się czym chwalić.
To z kolei brzmi tak, jakby była chora na jakąś wstydliwą chorobę.

- Było tak od razu zacząć. Ile potrzebujesz? Kiedy operacja? Mogę w czymś pomóc? – Piotr przejął się jego matki domniemaną chorobą, nie podejrzewając nawet, że chłopak litością chcę w ten sposób wyciągnąć od niego pieniądze.
Boru, gdzie się ten facet uchował taki naiwny? Bo chyba nie w Polsce. :P

Każdy sposób jest dobry, aby pozbyć się tych przeklętych pereł. Gdy prawda wyjdzie na jaw on już będzie daleko stąd i czeka go tylko sielanka.
Taa, bo nikt go nie zna, nie ma jego telefonu, adresu...I co mu przyjdzie po tych 10 tysiącach? Jeśli by chciał wyjechać naprawdę daleko, to starczy mu co najwyżej na bilet. Chyba, że chce się sam sprzedać do tajwańskiego burdelu.

Zresztą przecież on jest niewinny. Chcę tylko dobra Krystyny i na tej transakcji wszyscy zyskają (...)
- Ile dokładnie potrzebujesz? – Sebastian mógł wyłudzić od niego dowolną sumę i był świadomy, że Piotr mu ja da.
- 15 tys. Pozostałą kwotę już zdobyłem.
- W takim razie kupię od ciebie ten naszyjnik. Zaraz ci wypisze czek – mężczyzna podszedł do biurka i wyjął z szuflady książeczkę czekową, po czym wypisał ją na daną sumę i dał go chłopakowi. Ten gotów był szaleć z radości, ale do samego końca musiał zachować powagę.
Brak mi słów. Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że bohaterowie tego opka nie mogą posunąć się do gorszego świństwa, okazuje się, że jednak mogą.

[Tymczasem Anita na zakupach spotyka Mikołaja, który prosi ją o pomoc przy wyborze pierścionka zaręczynowego. Jedziemy dalej.]
Podczas gdy Natalia zajmowała byle czym solenizantkę, pozostali przygotowywali uroczysta kolację. Nie obyło się oczywiście bez tortu upieczonego przez Mariannę. Dokładnie o godzinie 19.00, gdy już wszyscy skończyli pracę, w salonie panowało totalne oblężenie.
Wykopano nawet fosę dookoła salonu.

Gdy Krystyna zeszła z góry (zawołana pod ważnym pretekstem) i zobaczyła, co się dzieje, do jej oczu napłynęły łzy. Z trudem się powstrzymywała, żeby się nie rozkleić, gdy zebrani śpiewali jej „100 lat”. Życzeniom nie było końca i wydawało się, że kolejka do niej ciągle się wydłuża.
Każdy pracownik gospodarstwa chciał jej bowiem złożyć hołd.

Gdzieś po pół godziny większość wróciła do swoich domów, gdyż tam mieli już inne obowiązki. Wspaniała atmosfera nie udzieliła się tylko Romkowi i Zenkowi.
Szalona impreza, nie ma co. ^^
- Co tak nosy pozwieszaliście? – Anita podeszła do nich, trzymając w ręku kieliszek z szampanem.
- Po prostu nie widzę powodów, aby się bawić – odpowiedział Romek poważnym głosem.
- A to czemu?
- Czemu? Jeszcze się pytasz, czemu? Ciekawe, co by Basia na to powiedziała?
- Posłuchaj…
- To ty posłuchaj. Rozumiem, że twoja ciotka ma urodziny, ale urządzanie tak hucznego przyjęcia to duża przesada. Wygląda na to, że cieszy was jej śmierć.
Oczom mym nie wierzę. Ktoś tu wykazuje ludzkie odruchy!!!
- Dobrze wiesz, że tak nie jest.
- Właśnie tego nie wiem i co najważniejsze nie widzę.
- A co mam całymi daniami nic nie robić i tylko płakać?
Aj tam zaraz daniami. Ja zawsze płaczę przystawkami.

- Płakać nie, ale odrobina pokory by się przydała, a u was jej nie widzę. Zachowujecie się tak jakby cała ta sytuacja była wam na rękę. (...)
Dziewczyna spojrzała przed siebie i dotarła do niej powaga sytuacji. Basia nie żyła, a oni świetnie się bawili jej kosztem. To nie tak miało wyglądać.
- Co tam? – usłyszała znajomy głos i się odwróciła. To była Natalia.
- Czy my przypadkiem nie przesadzamy? Basia nie żyje, a my… a my…
- A my doskonale się bawimy. To chciałaś powiedzieć?
- Wszystko ma swoje granicę i można to było inaczej rozegrać.
- Może i można było, ale pomyśl. Krystyna prawie jej nie znała. Przejęła się tym co się stało w jej domu…(...) Powinnaś ją wesprzeć, a wymówkami chłopaków się nie przejmuj. Oni tylko szukają winy i widzą ją w każdym, ale nie w sobie.
I kto to mówi, serdeńko. Bo tak się akurat składa, że tamci dwaj nie są niczemu winni.Bo przecież każdy normalny człowiek ma ochotę na zabawę, nawet jeśli trup jeszcze nie ostygł.

[Skoro już sprawa zasadności żałoby została rozwiązana – czas wrócić do ważniejszych rzeczy!]
- Dzisiaj u jubilera widziałam Mikołaja.
- Mikołaja? – gdyby miała coś w ustach na pewno by się zachłysnęła. Ogarnęła ją nagła fala gorąca i zaczęło kręcić się jej w głowie, ale starała się zachowywać normalnie.
- Tak. Kupował pierścionek zaręczynowy i poprosił mnie o radę. (...) Wygląda na to, że w twojej rodzinie szykuje się ślub.
- Anita posłuchaj… Muszę ci coś wyjaśnić… - chciało jej się płakać. Mikołaj się żenił, a ona „zmotywowała” go do tego. Dalsze prowadzenie tej gry zniszczy ją i nikomu nie przyniesie nic dobrego. Musiała koniecznie powstrzymać Anitę przed rozpowszechnianiem jej kłamstw.
Bardzo w porę.
[Tym sposobem Natalia przyznaje się, że Mikołaj jednak nie jest jej kuzynem. Przenosimy się teraz do Naiwnego Piotra, który wręcza żonie odkupione perły.]

- Co to jest? – spytała zaskoczona.
- Zaraz się przekonasz. Mam nadzieję, że ci się spodoba – tak jak przypuszczał mężczyzna, żona była zadowolona, widząc przepiękny naszyjnik.
- Just as planned – skwitowała zwięźle.

- Bardzo… Naprawdę nie musiałeś. (...) Musiał być bardzo drogi. Powiedz mi, ile za niego dałeś?
- To moja tajemnica, której nigdy nie będzie dane ci zaznać.
- Ale ja i tak się dowiem – kobieta pogroziła mu palcem, a potem wzięła perły do ręki. Nie chciała już dłużej czekać i postanowiła je przymierzyć. Nagle dało się usłyszeć przeraźliwe ujadanie psów. Piotr wyjrzał przez okno, ale nikogo nie zobaczył. Dlaczego jak policja jest potrzeba, to jej nigdy nie ma?
Pies szczeka na podwórku? SZYBKO, DZWOŃ PO POLICJĘ!!!

- Muszę to sprawdzić. Nikomu nie otwieraj dopóki nie wrócę – kobieta nic nie odpowiedziała i nawet nie podeszła, aby domknąć uchylone drzwi. Wzięła ponownie do ręki naszyjnik i tym razem bez żadnego problemu założyła go na szyję. (...) nagle przed jej oczami pojawiła się pewna postać kobieca. Nim zdążyła zareagować zjawa jakby w nią weszła i zaczęła ją dusić. Krystyna wydała z siebie krzyk,
Jak to duszeni mają w zwyczaju, nieprawdaż.

po czym upadłą na ziemie, daremnie próbując się bronić. Nie minęło kilka sekund, gdy poczuła na szyi czyjeś ręce, które… zdarły z niej perły. Nie wiedziała, co się dzieje i z trudem łapała oddech. Tymczasem Marianna odruchowo odrzuciła perły na bok i pomogła kobiecie wstać. Zjawa wyszła z naszyjnika i złowieszczym wzrokiem spojrzała na Mariannę.
Zepsułaś mi zabawęęęęę! Oddaj mi moją zabawkęęęę! – zajęczała przeraźliwie.
- Zapłacisz mi za to – dało się słyszeć. Zamiast odejść do zamku, przywołała inne czarownice. Marianna wyjrzała przez okno i zobaczyła jak wiedźmy lecą w stronę domu. Wzięła Krystynę pod rękę i sprowadziła ją na dół. Natalia słysząc krzyki wybiegła z pokoju i zobaczyła ranną panią domu. Czyżby zabójca Basi powrócił?
- Co się dzieje?
- To przed czym was ostrzegałam – dziewczyna nic nie rozumiała i odruchowo wyszła na zewnątrz.
Wychodzenie z domu, za każdym razem, kiedy panuje lekkie zamieszanie? Ciekawy odruch bezwarunkowy, muszę przyznać.

Strasznie wiało, jakby przez okolicę przechodziło jakieś tornado. (...) Z trudem udało się jej podejść do Piotra i oboje udali się do najbliższego miejsca, do stodoły.
Eee... a po co?
Na siano! ;)

Dziewczyna nie zamierzała jednak spocząć na laurach i wyszła ratować innych. Jej oczom ukazał się przerażający widok. Ludzie płonęli żywym ogniem, chociaż nigdzie się nie paliło. Dało się słyszeć przerażające krzyki i… czyjś szyderczy śmiech. Nie wiedziała, co robić. Świat zaczął się kręcić dookoła niej.
Rili? Myślałam, że już do tej pory się kręcił. :>

W jej wyobraźni powstał widok cierpiących przyjaciół. Ginęli, a onanie mogła im w żaden sposób pomóc.
Zobaczyła to umysłem? Kuuurczę, zupełnie jak Arnheim obraz filmowy. :P

Nagle przed nią pojawiła się Lidia. Poznała ją ze swojego snu, który miała wcześniejszej nocy.
- A więc nic ci nie jest. Wciąż żyjesz, a tak mało brakowało, żebym cię zabiła.
- Nie wiem kim jesteś i czego ode mnie chcesz, ale mam jedną tylko pytanie: dlaczego to robisz?
- Jak to dlaczego? Przecież już ci wczoraj mówiłam: chcę waszej śmierci.
Bla bla, zginiecie marnie, bla. A w zabiciu jej teraz, nawet zwykłymi widłami, przeszkadzają ci...?

Tym mhhrocznym akcentem kończymy (póki co) zmagania z historią Natalki. Notek na blogasku jest jeszcze sporo, ale przyda nam się solidny urlop od tej wkuropatwiającej dziewoi. ;)

25 komentarzy:

Agatha Makabresque pisze...

małe sprostowanie. te z jednym okiem to Graje, nie gorgony. Gorgony to te z wężami na głowach.
A analiza jak zwykle, bardzo zacna.

Anonimowy pisze...

> przyda nam się solidny urlop od tej wkuropatwiającej dziewoi. ;)

Wachluje omdlałe analizatorki.
Rozumiem Wasze udręczenie.
Ale dokonałyście wielkiej rzeczy.

jasza

sigell pisze...

O nie, ja chcę więcej! Dawno się tak nie uśmiałam przy analizie, choć dziewczę zaiste podłym jest ;D

Ktosza pisze...

Dopiero zaczynam analizę, ale już muszę skomentować: Jezus Maria, aŁtorka naprawdę uznała, że bohaterka powinna żalić się, że "wszystko to, co złe przytrafia się właśnie jej" w momencie, gdy wspomina zamordowaną koleżankę? Co za empatia!
Z ego i moralnością tego dziecka jest coś wybitnie nie w porządku :D Z jednej strony mnie to wkurzyło, ale z drugiej strony - ubawiło setnie :D
A komentarz do tego fragmentu - świetny.
Lecę czytać dalej.

Kalevatar pisze...

Agatho, dzięki za zwrócenie uwagi. Już poprawione. :)

Locura pisze...

Wszystko pięknie i kwikaśnie, jeno jedna rzecz mą duszę już na wstępie rani (aż musiałam przerwać czytanie): toż wielkim filozofem Heidegger był! Nie "Haidegger".
Spełniwszy swój obowiązek mogę wrócić do lektury. ;)

Kalevatar pisze...

Poprawione takoż. Mein goth, nie jestem dziś w formie. ^^"

Konrad pisze...

...NOES! Nie będę mógł spać w nocy z emocji po tym blogasku!

'N. pisze...

(...)- To moja tajemnica, której nigdy nie będzie dane ci zaznać.

Tak se myślę - to on jej nie mógł zwyczajnie powiedzieć, że koniec z pożyciem małżeńskim?

I wiecie co? Czuję się geniuszem - no bo te złe wiedźmy to Czarneckie, a czarne to złe, a Natasia to Bielska, a białe to dobre, czyli taka odwieczna wojna dobrego ze złem! No, to dostanę jakąś nagrodę za odkrycie tej prawdy utajnionej czy też piątą częścią przygód rozkochanej panny Natalii w łeb? :]

kura z biura pisze...

Dzizas, dotarłam do połowy i nie mam siły dalej. Ale dokończę, dokończę, mwahahaha!

>Natalia wstała i razem z Rafałem podeszła do drzwi. Mieli już wychodzić, gdy dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy.
- Niech pana złapię tego drania –
@Niech no ja tylko pana złapię! Nu pagadi!

>Dlaczego wszystko to, co złe przytrafia się właśnie jej?
@Tu zakrzyknąć mogłaby przede wszystkim biedna Basia zza grobu...


>A córki jak się zwały? Pewnie Jagoda i Różyczka?
@Róża i Laura Schwarzenscheisse von Pyziak.

>Kobieta darzyła obsesyjną miłością przyjaciela Ludwika i władcę sąsiednich ziem – Ryszarda.
@Bo wszystkie Ryśki to fajne chłopaki!

>Dziewczyna zabiła własną siostrę i odtąd w zamku i w całym miasteczku zapanowała czarna magia.
>Ekhem, a można wiedzieć, po co to właściwie zrobiła? Widzę, że już w średniowieczu mieszkańcy tych ziem słynęli z logicznego postępowania. T.T
@Po latach miejscową legendę usłyszał i wykorzystał niejaki Juliusz S.

Jeżu, kolejna, która nie umie utrzymać jakiej-takiej konsekwencji w obrębie sąsiednich akapitów. Ryszard żył dalej w Czarnowie, ale jednocześnie wyjechał i stworzył królestwo demonów. Jego syn nie zamierzał się mścić, ale pragnienie zemsty okazało się silniejsze. Po czym nie zemścił się, a wyjechał i słuch o nim zaginął. No Boru zielony...
A to jej nieszczęsne "podomież", już dawno miałam to napisać, to przekręcone "podobnież" - ciekawa jestem, gdzie jeszcze tak się mówi?


>Nie uroniła ani jednej łzy i nie zrobiła nic, aby komukolwiek pomóc.
@Pffff, jakby to było coś dziwnego w kontekście tego opka. Powinna sie jeszcze rozglądać za trólawerem.


>Wstała i czym prędzej zaczęła uciekać, ale po chwili poczuła silny ból i upadła na ziemię. Swoją nienawiść przypłaciła życiem…
>A co, serce jej w tym biegu wypadło?
@Wyobrażacie sobie tę połówkę, zmykającą w podskokach na jednej nodze i gubiącą po drodze organy wewnętrzne?
BTW, w temacie polecam książkę "Wicehrabia przepołowiony" Italo Calvino. A właściwie cały cykl "Nasi przodkowie": cz. 1 "Rycerz nieistniejący", cz. 2 "Wicehrabia...", cz. 3 "Baron drzewołaz".

Pozdrawiam, dziękując za ukwikanie mi poranka!

Anonimowy pisze...

"Ten jednak był lojalny wobec przyjaciela, ale pewnego dnia spędzili razem noc".

@Nie można było napisać prościej, że chucie na nich spadły w środku dnia i aż po świt nie potrafili się od siebie oderwać?

Tylko co lojalność ma z tym wspólnego?

jasza

kura z biura pisze...

Jeżu, mam hasło "plablepa", no po prostu musiałam to napisać, musiałam!

A tym chuciom wcale się nie dziwię, w końcu "Ósmy grzech główny nosi twoje imię, Richardzie".

SStefania pisze...

Nagle ktoś uderzył w nią kulą energii i kobieta razem ze swą ofiarą upadła na ziemię. Natalia ostatecznie straciła przytomność, a czarownica wstała i zaczęła rozglądać się dookoła, ale nikogo nie zobaczyła.
Bo dziewczynę uratował oddział ninja.

Mógłby i jeden, gdyby nazywał się Ryu Hayabusa, ale nawet on nie potrafi strzelać kulami ognia.

Po tylu przejściach...? To znaczy po tych wszystkich łgarstwach i konfabulacjach, które wciskała wszystkim dookoła?
Mhm. No bo większość już się wydała – to bidula cierpi. XD

LOL

Z jednej strony troszkę szkoda, że już kończycie z moją imienniczką, bo było to dość interesujące - do jakich podłości jeszcze bohaterowie potrafią się posunąć. Takie studium wnętrza ludzkiego ;) No i Wasze komentarze są urocze i się obśmiałam. Ale rozumiem, że Wam ciężko - chyba każdemu, poza, może, ałtoreczką, by było. Więc dziękuję za wesołe chwile i czekam z niecierpliwością na to, co za tydzień.

Sineira pisze...

Zacna analiza. "Patos, ból i hemoroidy" włączam niniejszym do prywatnego katalogu powiedzonek na wszelkie okazje;)
Nieodmiennie fascynuje mnie słówko "podomież", którego aŁtoreczka używa radośnie tu i ówdzie.

Anonimowy pisze...

Dziewczyny błagam, zanalizujcie jakieś inne opko bo do tego to ja już nerwów nie mam, z początku śmieszyły mnie, te trzy pierwsze analizy ale tej już nie mogę zdzierżyć, tak bardzo wkurwiająca jest ta Natalka, nawet wasze zabawne komentarze już przestają mnie tak bawić jak wcześniej, bo trudno mi doceniać żarty gdy jestem wściekła.
Ale analiza była dobra, mimo wszystko.

Pigmejka pisze...

Jasza: Dziękujemy za wachlowanie (ach, od razu mi lepiej!) i za pochwałę. :)
Sigell&SStefania: Będzie więcej, ale dopiero za jakiś czas: zarówno czytelnicy, jak i my musimy odpocząć. ;)
'N. - Ach, masz rację! Kurczę, że też nam umknęła taka głęboka metafora... :] A piąta część będzie, na pewno. Ale kiedyś.
Kuro: co do konsekwencji i ciągu przyczynowo-skutkowego w tej całej historii rodu, to ja się całkiem tam pogubiłam i nawet już potem nie starałam się ogarniać co, kto i dlaczego. ^^' A wizualizacja uciekającej ludzkiej półówki, podskakującej na jednej nodze i co chwila schylającej się a to po wątrobę, a to po trzustkę, rozkwiczał mnie doszczętnie. XD
Jasza&Kura: No tak, ponętnych Ryszardów ci u nas dostatek. ;)))

Dziękuję Wszystkim za tyle pochwał, to miód na nasze serca i eliksir dla ego. :D

Goma pisze...

A ja myślę, że to opowiadanie jest bardzo filozoficzne i autorka z rozmysłem dzieli się bogatym życiowym doświadczeniem i uczy nas, zagubione duszyczki, jak postępować nie należy - a wszystko dla lepszego zrozumienia w otoczce baśniowej, gdzie zło zostaje ukarane (Natalka ma koszmary!). Mam rację?
Dzięki za analizę - w końcu mogłam poczytać coś, czego nie trzeba rozumieć :P

Anonimowy pisze...

Jesooo! Co za opko! Ta czesc przekroczyla moje najsmielsze oczekiwania, a wydawalo mi sie juz, ze wszystkom widziala.

Nie wiem, w jakim srodowisku obraca sie Altorka, ale opisuje lifestyle i moralnosc jakisch totalnych nizin, uzywajac przy tym jezyka jak spod budki z piwem. Co ja mowie, panowie przy budce ladniej mowia, niz jej zaangazowani w dialogi bohaterowie. Moglabym dlugo (proba sprzedazy naszyjnik, my God!), ale kwintesencja jest dla mnie komenatrz Krystyny po tym, jak dostala prezent: 'ile za niego dales?' :-D

*sciana*

(Az chce sie odpowiedziec 'dwa razy' ..)

Pomijam juz logike calej akcji, nie pojawiaja sie np. nigdzie rodzice Basi, nikt nie wybiera sie na pogrzeb ... wrrrrr.

Kompletnie nie kumam tez akcji w 'sredniowieczu' i tego kto byl nielojalnym przyjacielem, kto synem, a kto zona.

:-O
:-O
:-O

Croyance

Leleth pisze...

A mnie się blogasek podoba. Szczerze się zastanawiam, kim musi być autorka, żeby mieć tak zryty system wartości... Lubię takowe idiotyzmy facepalmiczne wszelakie. I poczytałabym chętnie dalsze części analizy, ale - tak, urlop się zdecydowanie przyda. Coś lżejszego, zabawniejszego, a mniej wkuropatwiającego gwoli ukojenia...

Szprota pisze...

THUNDER! Diablo irytująca marysójka, aż chce się, by w końcu włożyła ten cholerny naszyjnik i by nie zapukał nikt na czas!

Analiza przednia. Ukwikałam się już przy cytacie z Sin City, a potem było tylko lepiej!

PS kod coloarat. Muszę to przeanalizować.

Anonimowy pisze...

Żesz kierwa, mam nieprzepartą ochotę wepchnąć perełki w gardło Natalki. A potem parasol w gardziołko i jeszcze go otworzę.
Słowo daję, nikt mi tak na nerwy ostatnio nie działał pobudzająco jak ta dzierlatka w ząbek czesana. Na pohybel!
SpOkoZią

Fraa pisze...

„Nagle jeden z żołnierzy wyjął miecz i przeciął ją na pół. Nie czuła bólu, nie krwawiła i odziwo wciąż żyła.
Dookoła niej ginęli ludzie, a jej wcale nie było ich żal. Nie uroniła ani jednej łzy i nie zrobiła nic, aby komukolwiek pomóc.
W pewnej chwili podjechał do niej tajemniczy rycerz i porwał ją na konia.”

– Porwał ją na konia. Przeciętą na pół. XD Chciałabym to widzieć: podjeżdża dzielny rycerz na swoim wiernym rumaku, porywa niewiastę... a tam na ziemi zostają niewieście nogi. A rycerz ma pod pachą jej korpusik tylko. XD Dla mnie czad. :D W sumie ciekawe, w którą stronę ona była rozcięta...

„Doszła do wniosku, że cała ta przygoda była niczym więcej, jak tylko snem. Innego wytłumaczenia nie znajdowała. Uśmiechnęła się do siebie i otworzyła szafę. (...) Po chwili zastanowienia założyła czarne dżinsy i zieloną bluzkę. Dzień zapowiadał się słonecznie, więc nie było potrzeby zakładania niczego więcej.”
– Jak na tak drobiazgowe opisy ubioru, nieco dziwi mnie fakt, że zupełnie pominięte zostały majtochy i biusthalter. ^^ Ja rozumiem, bielizna jest dla słabych, a może akurat Mikołaj zechce przeprosić...? Albo ktokolwiek inny się napatoczy? xD Oj tam, oj tam. Grunt, że potem zeszła na śniadanie. :D

„Mogła przysiąść, że jeszcze wczoraj była policja.”
– Czy przysiadasz mówić prawdę, samą prawdę i tylko prawdę? XDDD

„- No bo chodzi oto, że ja… że moja mama jest ciężką chora.”
– Ej, mógł jeszcze powiedzieć, że ma do wykarmienia siedmioro rodzeństwa, ojciec go bije, a pies sika mu do łóżka. A on sam stracił obie nogi pod Gettysburgiem. Amator. :P

„Gdy Krystyna zeszła z góry (zawołana pod ważnym pretekstem) i zobaczyła, co się dzieje, do jej oczu napłynęły łzy. Z trudem się powstrzymywała, żeby się nie rozkleić, gdy zebrani śpiewali jej „100 lat”. Życzeniom nie było końca i wydawało się, że kolejka do niej ciągle się wydłuża.”
– Czadowo. :) A że koleżanka sztywnieje w kostnicy, to jakoś nikogo nie rusza. Żałoba jest dla słabych, no nie? ^^ Imprezaaaa! XD Zryta moralność aŁtorki mnie poraża. :)
*przeczytała dalszy fragment*
Półgodzinna impreza... W sumie nieważne...
*przeczytała jeszcze kawałek dalej... przeciera oczy z niedowierzaniem*

Czytam dzielnie wszystkie odcinki tego czegoś o tej... o tej Natalce, ale to mnie naprawdę przeraża. No bo skoro te blogaskowe opka to taka forma odreagowania, a główna Marysójka to alter ego aŁtorki (a nikt mi raczej nie wmówi, że jest inaczej :P ), to na bogów – nie chciałabym nigdy znaleźć się w pobliżu tejże aŁtorki, bo to jakaś cholerna psychopatka. ;/ Brrr.

Pogratulować cierpliwości, czyta się przezacnie. ^^ Nawet jeśli nóż się w kieszeni otwiera. ;]


PS. Aha, jeszcze tylko mała uwaga:
„(...) Zaskoczeni? Noc to! Dowiadujemy się bowiem, że choć od zamordowania koleżanki minęło już trochę czasu, Natalka nie raczyła zadzwonić do matki, że żyje.”
– Nie miało być „Nic to”? ;) Tylko się upewniam, bo „noc” jakoś mię tam nie pasuje, ale im dłużej czytam to wszystko, tym mniej rozumiem, więc już niczego nie wiem tak naprawdę. :P

PS2. Zajrzałam na tego blogaska - normalnie jestem urzeczona. ^^ Na obrazeczku w nagłówku jest świątynia Kastora i Polluksa. XDDD Czy tylko mi się zdaje, że to trochę... Jak to się mówi... ni z dupy, ni z ch**a? ^^

LathspellChan pisze...

Moje panie, nie mogę wyjść z podziwu! O aŁtoreczce nie można niestety powiedzieć nic poza tym, że jest wkuropatwiająca(ajaj, piękne słowo) jak nic!
A i tu coś mam:
"Śmierć Basi zbiegła się z urodzinami Krystyny. W całym tym zgiełku nawet sama solenizantka o całym swym święcie."
O całym swoim święcie CO?!
A swoją drogą chyba nigdzie nie było wspominane o powiadamianiu rodziców biednej Basi, ani o pogrzebie, czy chociaż sekcji, żeby się dowiedzieć, czemu ona nie żyje. Cóż pewnie trup leży gdzie go znaleźli i sobie gnije. Jak zacznie śmierdzieć to sprzątacza wezwą... -.-

kura z biura pisze...

Trup zrobił swoje, trup może odejść. Kto będzie sobie zawracał głowę pogrzebem i takimi tam, skoro rola fabularna trupa już się skończyła? Zresztą to schemat nie tylko blogaskowy - w ilu filmach trup służy tylko do wzbudzania napięcia, czy podgonienia akcji! Nawet w moich ulubionych "Morderstwach w Midsommer" kiedyś po prostu zapomniano wyjaśnić śmierć jednej z licznych w tym odcinku ofiar. Ot, pojawił się trup, przeraził kogo trzeba, a potem cisza.
Co nie zmienia faktu, że motyw imprezy urodzinowej w tych okolicznościach - powala.

Larry Fox pisze...

Witamy 24hour Kredytowej serwisu

Czy próbował uzyskać pożyczki z banków bez sukcesu? Pilnie potrzebują pieniędzy, aby wyjść z długów? Potrzebujesz pieniędzy na rozwój lub utworzenie własnej firmy? Uzyskać pożyczkę od jednego z wiodących brytyjskich firm pożyczkowych. 24hour Kredyt Service jest jedną z największych pożyczek zabezpieczonych firm w Wielkiej Brytanii, a nasz przyjazny i doświadczony personel jest w stanie przetworzyć aplikacji szybko i sprawnie. Możesz pożyczyć na dowolny okres od 1 do 25 lat, a pożyczyć każdą kwotę od 2000 zł do 50.000.000,00 na dowolny cel.

Rodzaje kredytu oferujemy m.in.:

pożyczki osobiste
Krótkoterminowe kredyty
Pożyczek konsolidacji zadłużenia
pożyczki online
szybkie pożyczki
Pożyczki Wszelkie przeznaczenia
Warunki kredytu
Złych kredytów
tani kredyt
Niekorzystne kredytowej kredytów
kredyt
Bad problemy kredytowe
Zabezpieczony kredyt

O niskim oprocentowaniu w wysokości 3% na wszystkich częściach świata.Aplikacja jest dostępna dla wnioskodawców, którzy są 18 lat i powyżej.

Aby uzyskać więcej informacji, prosimy o kontakt poprzez e-mail: 24hourloanservice@gmail.com
Pozdrawiam
Larry Fox