środa, 17 listopada 2010

EMOmachina wyprana w Perwollu i furiatka z tasakiem do... pomidorów


Witajcie!
W tym tygodniu wrzuciłyśmy na warsztat dwa zalążki opek, które na szczęście nie zdążyły przekształcić się w dłuższy tekst – na szczęście, bo prezentują zbliżony poziom nonsensu i wkurzania czytelnika. Pierwsze dzieUo traktuje o... właściwie to nie wiadomo, o czym – o zafarbowanym sweterku? Problemie z cyklem? Odpowiadaniu przy tablicy? W każdym razie o sthrraszliwej katastrofie, która wywróciła egzystencję boCHaterki do góry nogami. Więcej treści, mimo naszego tytanicznego wysiłku, nie udało się odnaleźć. Drugi tFFUr jest już do bólu kanoniczny: mamy ociekającą zajebistością boCHaterkę – furiatkę rąbiącą pomidory tasakiem, mamy złego i obleśnego Eksa, próbę gwałtu, brawurowy Element Komiczny oraz dom o czarnych, miękkich ścianach. Jako ozdobnik występują też demony – bardzo płaskie i bardzo czerwone.
Miłego!
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka.
http://www.naszapisarnia.dyskutuj.com/temat-vt314.html
[od AŁtorki]
Gatunek... Mam z tym wielki problem, bo niby zanosi się na horror. Ale to słowo:"horror" to za dużo powiedziane na ten chłam.
Jednakowoż może być ono bardzo adekwatne... to zależy od poziomu ogólnej chłamowatości.

Troszkę wyszłam z wprawy i prawdę mówiąc piekielnie boję się ostrej krytyki. Myślę, że będzie dobrze, ale wątpię, że kiedykolwiek to zakończę .
To po co zaczynasz i na dodatek publikujesz? To jakiś eksperyment awangardowy, mający ukazać niemoc twórczą autora w dobie postmodernizmu i jałowość współczesnego pisarstwa, czy co? =.=’
To coś, to jest niby prolog. Niby...
Bo tak naprawdę to końcówka piętnastego rozdziału trzeciego tomu! Mwahahahaha!!!!!111!!

***
Tamtego dnia mój świat przewrócił się do góry nogami, potem zalała go fala niepewności oraz powątpiewań.
A potem przeszło nad nim tornado wściekłości, gradobicie depresji i krwawa mżawka PMSu.

I tylko kwestią czasu było to, kiedy nastąpi autodestrukcja.
A potem ziemię po tobie posypią solą, żeby już na pewno nic podobnego na świecie nie wyrosło.

W szybkim czasie moja szara rzeczywistość zamieniła się w czarną.
Wyprałaś ją w Perwollu Black Magic?
Myśl, że już gorzej być nie może (To był jej ulubiony szary sweterek!!!) przynosiła ze sobą kolejne powikłania.
Hmm... to może nie myśl za dużo, skoro Ci to szkodzi?

W wielu kwestiach się myliłam, przez co wszystko zaczęło zlewać się w jedną całość.
Aaa, pomyliła pranie i wrzuciła do pralki jasne rzeczy z czarnymi, więc jej zafarbowało, zgadłam!

Myliłam fakty, sekunda była minutą, a minuta godziną.
Każdemu się czasem pomyli godzina, nie przejmuj się. I wymień baterie w zegarku, to może pomóc.

Zwątpiłam w człowieczeństwo, a życie było dla mnie tylko chorą grą, której nagrodą była jedynie śmierć.
Podsumowując: rozEMOcjonowany mhrock, zUo i trucie dupy. Treści nie stwierdzono.Nooo dooobra, Tetmajerowi się zdarzało pisać podobne rzeczy, ale... jemu to jakoś lepiej wychodziło. No i u niego to miało sens.
Z czasem sen wydawał się być rzeczywistością, przeszłość - przyszłością, a teraźniejszość - koszmarem.
Z pierwszym – do psychiatry, z drugim – do papierniczego po terminarz, z trzecim – do tego miłego pana za rogiem: tego w czerwono-żółto-zielonym sweterku. Dziękuję, do widzenia, 200 zł za poradę się należy.

Gdzieś ta nadzieja, która się we mnie tliła gasła i zapalała się na nowo, a w międzyczasie wracałam do punktu wyjścia. Był to cykl, który całkowicie wyprowadzał mnie z równowagi.
...A na problemy z cyklem zapraszam do ginekologa. ^^
To dokładnie tak, jak u mnie, gdy muszę nocą wyjść do toalety, a świat poza kołdrą jest zimny i nieprzyjazny. Och, aŁtorko, jak ja cię dobrze rozumiem... *głaszcze*
Uczucie bezsilności dusiło mnie od wewnątrz. Nie byłam osobą, która podąża ścieżką wyznaczoną przez innych.
*wzdycha* Tak, jesteś wrażliwa, niezależna, nikt Cię nie rozumie. Możemy przejść dalej?

Nie potrafiłam znieść tego, że pewnego dnia po prostu zjawił się ktoś i właśnie ten ktoś zaburzył moje funkcjonowanie i całą koncepcję świata.
Och.
Więc cały ten neurotyczny bełkot odnosić się miał do tego, że dziewczynie ktoś wpadł w oko? Toż nawet Werter nie był tak żałosny. =.=
Miałam myśli spokojne,
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę.
Co mam zrobić teraz, jak żyć.
Jak teraz żyć...”


Nagle te wszystkie przyziemne problemy i zmartwienia wydały się takie absurdalne. Ta obawa, że nie zda się do następnej klasy, bo historia mnie nigdy zbytnio nie interesowała. Ta śmieszna sprawa z kochankiem od mamy, który sporadycznie pojawiał się w moim domu. I platoniczna miłość, która zakończyła się wraz z rozpoczęciem wakacji. To wszystko wydawało się w tej sytuacji takie śmieszne i żałosne.
O kurczę... w sumie to ja tez mam tylko takie przyziemne problemy... *posłusznie czuje się śmieszna i żałosna*
Sama zresztą byłam żałosna i dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Zawsze czułam, że jestem ponad innymi, że w dzisiejszych czasach należę do nielicznych, bo głupota szerzyła się w zastraszającym tempie.
Mhm, znam sporo ludzi, którzy żyją w przekonaniu, że są lepsi i mądrzejsi od innych. Rzeczywiści, to JEST żałosne.

No i w końcu ta cała moja wyjątkowość dała mi w kość.
No i co, nie przyjęli cię do Mensy? Wykrztusisz z siebie wreszcie, co tak ścinającego smarki w nosie się stało, że się teraz tak nad sobą użalasz?A może kopnął cię ktoś wreszcie w tyłek za twoją zarozumiałość? Oj, biedna ty. *warczy*

Ale to nie było najgorsze. Najgorsza i najczarniejsza w tym wszystkim była praca mózgu.
Twój mózg pracuje na czarno?! O_O
KWIK. Rzeczywiście, byłabym dużo spokojniejsza, gdyby o wszystkich moich reakcjach decydowała wątroba. O wulwie nie wspominając. :P
Chyba, że jej chodzi o jakiś Zły Mózg z Kosmosu...

To on decydował o wszystkim. Czy obudzisz się następnego dnia, czy wstaniesz i zrobisz to, co masz do zrobienia, czy przeżyjesz ten kolejny żmudny dzień lub czy po prostu temu nie podołasz.
Rozumiem, że według narratora z tym zadaniem lepiej poradziłoby sobie np. jelito?
Wiesz, ślepa kiszka przynajmniej nie dostrzega problemów. ^^

A może to jest tylko iluzja?- takie pytanie często rodziło się w mojej głowie, do momentu gdy przyszło do pierwszego zadania. Ale potem znowu pytałam samą siebie, czy nie zwariowałam od tego bólu głowy? Może coś mi się tam poprzestawiało?
Tego jednego akurat byłabym pewna...

Ale po drugim zadaniu przestałam już się zastanawiać.
Dowiemy się, o jakie zadania chodzi? Bo zaczynam już podejrzewać, że Ałtorka raczy nas swą impresją na temat bycia wywołanym do tablicy.
Byłam jak maszyna, każdy ruch był machinalny.
I działała na baterie, które się wtykało w... Nieważne zresztą.

Odnosiłam wrażenie jakby ktoś kierował moim ciałem.
Mózg – nielegalny imigrant, ani chybi. Pewnie jeszcze Meksykanin.

Każda myśl wydawała się brudna i paląca, i jakoby na złość kiedy bałam się już myśleć, co będzie dalej, myślałam coraz więcej. Tak już chyba jesteśmy zaprogramowani, że robimy to, czego robić nie powinniśmy lub nie chcemy.
Serio? Nie zauważyłam. No, ale wiesz, ja nie mam bogatego życia wewnętrznego.Nie, to ciebie źle zaprogramowali. Jakiś student ETI był na silnym kacu i takie są teraz efekty.

Nie chciałam już uczuć, pragnęłam się ich pozbyć. I przez krótki okres czasu byłam odseparowana od świata rzeczywistego.
W takim fajnym pokoju bez okien i klamek, z miękkimi ścianami...

Jednak on nie pozwolił mi tak łatwo zapomnieć. O nie. Nie odpuściłby tak łatwo, szczególnie, że dzięki całkowitemu zniszczeniu mnie, coś by zyskał. Ale nie jestem pewna co. I pewnie nigdy się tego nie dowiem. Nie potrafił zrozumieć, że nie mam już sił, że jestem wykończona i fizycznie, i psychiczne. Ale na co ja liczyłam? Przecież on był istnym złem, a ja jedynie marnym robalem, którego trzeba było zdeptać.
Nie wiem, o co chodzi, ale profilaktycznie się napiję. Herbatki, oczywiście.
No odpowiadanie przy tablicy, nic innego.

Gdzie popełniłam błąd? Jaki ruch powinnam wtedy wykonać, by uniknąć tego wszystkiego?
Przygotować się do lekcji?
Wiele było tych pytań i myśli, ale po czasie ta cała sytuacja wreszcie dała mi do zrozumienia, że tak naprawdę nie było innego wyjścia.
Sytuacja spojrzała na nią ze znużeniem i wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że i tak ma ten bełkot w dupie.

Cokolwiek bym zrobiła i tak to by musiało nastąpić. Czy wcześniej, czy później, to i tak nie robi wielkiej różnicy, bo wylądowałabym tak samo- odizolowana od reszty świata, zamknięta w czterech ścianach, z kotem, który po czasie zaczął mnie denerwować. Ciągle czegoś chciał.
Na przykład jeść, pić i żeby mu zmienić żwirek w kuwecie? Noż fak, niemożliwe. Bezczelny, jak on śmiał zakłócać Ci Twoje użalanie się nad sobą! :/

Nie lubię natrętów. Doszło do czego miało dojść, a ja nie potrafiłam znaleźć nikogo, kogo mogłam obwiniać za to wszystko. Pozostał jedynie Bóg, więc jego obarczyłam winą.
Bóg tylko westchnął egzystencjalnie i dopisał ją do długiej listy ludzi, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialności za własne życie.
Z racji tego, że nie zrobił nic, zwątpiłam w jego istnienie. Nie obchodziło mnie co zrobi z tym faktem[Zaleje się łzami i wywoła tym niechcący kolejny potop, na pewno!], bo jedno piekło przechodziłam na ziemi.
Nie obchodziło ją, co zrobi z jej zwątpieniem nieistniejąca istota? Odważna jest.

Potem nastąpiło olśnienie i siłą napędową była zemsta. To w nią uwierzyłam. Całą swoją energię włożyłam w to, by myśli stały się rzeczywistością. Wtedy znów zjawił się on i moja nadzieja zgasła po raz setny. To przez jego obecność byłam otępiała, nie potrafiłam normalnie funkcjonować.
On, kolejny rozdział podręcznika do fizyki.No co, mnie zawsze fizyka otępiała. =.=’

W pewnym momencie jakieś głosy dały mi do zrozumienia dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej.
Serce zabiło mocniej.
O, proszki jej się skończyły i już zaczyna szaleć. I jeszcze się dziwi, że ją zamykają.

A to był pierwszy taki mój przypadek, że i jego obecność, i nieobecność była dla mnie bolesna. Nie tylko psychicznie.
Szach-mat!
Tamtego dnia mój świat przewrócił się do góry nogami...
A Pigmejka przewróciła oczami i westchnęła z ulgą, że to już koniec.
To, o co chodzi w tym słowotoku, pozostanie mhhroczną tajemnicą AŁtorki – opko kończy się w tym momencie. I dobrze.
Blogasek nr 2:
http://www.naszapisarnia.dyskutuj.com/temat-vt332.html
[od AŁtorki]
Tak, zanim moje opowiadanie zostanie wstukane na szanownej klawiaturze mojego laptopa
Klawiatura spojrzała w tym momencie z pogardą na plebejski monitor...

muszę was potorturować opisem świata w którym się to dzieje. Został on opisany w innym opowiadaniu, którego nie zamierzam umieszczać bo jest po prostu beznadziejne. Tak więc.... jak was to nie interesuje, to omińcie dwa następne kawałki tekstu oddzielone linią odstępu.
Uwaga! Wszyscy Czytelnicy, którzy nie lubią wiedzieć, o czym czytają – pozasłaniać oczy! Tu się będzie wyjaśniać realia świata przedstawionego! Nie wiem w ogóle, co to za fanaberia...
- - - -
Pośród ludzi na ziemi żyją cztery gatunki człekopodobne, jednak każdy inny.
No: goryle, szympansy, orangutany i gibbony. Każde inne. Słusznie prawisz, aŁtorko.Dobrze, że nie kobietopodobne, jak to kiedyś na wykładzie usłyszałyśmy...
My jesteśmy tylko marionetkami w rękach królewskiej rodziny demonów, które w tym świecie są dobre, a to anioły są przedstawiane jako czarne charaktery.
Och, nie ma to jak podążanie pod prąd stereotypów i utartych konwencji... Uwielbiam lekturę nowatorskich blogasków o poranku.
Szkoda tylko, że aŁtorki w swej nieokiełznanej oryginalności raczą zapominać, że o ile demonem można w zasadzie określić każdą istotę potężniejszą od człowieka i niebędącą bogiem, o tyle anioły są wyraźnie kojarzone z mitologią hebrajską i funkcją sług bożych – zatem jeśli chce się ten stan rzeczy opisać inaczej i uczynić z nich bandę zakapiorów, należy to uzasadnić odpowiednią kosmologią.Dajże spokój, kosmologia i logika są przecież takie nudne – aŁtoreczki są ponad takie przyziemne oczywistości.
Pod przewodnictwem anielicy Carmen (:D), grupa aniołów z pomocą kilkudziesięciu zmiennokształtnych i wilkołaków obala władzę demonów.
A dlaczegóż to demony znajdowały się u władzy – dowiemy się?
I czemu wilkołaki sprzymierzają się z aniołami? Że niby - jedno ma sierść, drugie pióra – i jakaś animalistyczna solidarność się na tej podstawie między nimi nawiązała?


Teraz wszyscy są w niebezpieczeństwie, zarówno anioły jak i demony, zmiennokształtni czy wilkołaki.
Bo...?Bo aŁtorka pisze o nich wszystkich blogaska! MWAHAHAHA!!!

Najgorzej mają rodziny królewskie przewodniczące gatunkowi... To opowiadanie jest o zmiennokształtnej sierocie ,która jest......
Wielokropkiem do kwadratu? O.OLesbijską żydomasońską drwalką afroamerykańskiego pochodzenia?
a to może będzie kiedyś
Ach, spryciula! A już myślałam, że zdradzi puentę i nie będę musiała czytać opka. ^^”

Oczywiście zapomniałam o kilku delikatnych szczegółach dotyczących ras. Demony rodzą się co drugie pokolenie w wybranych rodzinach,
Wybranych przez kogo? Przez losowanie?
Przez totalizator lotto. Mnie bardziej interesuje, jak coś może rodzić się co drugie pokolenie – myślałam, że istota systemu pokoleniowego opiera się na... no, na tym, że najpierw się każde musi urodzić. :P


jak umrą (co zwykle staje się w granicach latek osiemnastu w wyniku rozjechania przez ciężarówkę i temu podobnych wypadków lub samobójstw) wracają do naszego światka jako demony w pełnej krasie,
Nie wiem, jak Wy, ale ja nie chcę wyobrażać sobie pełnej krasy demona rozjechanego przez szesnastokołowego tira. Mogę tylko przypuszczać, że jest raczej płaski i czerwony.Płaski, czerwony demon, co ma LATEK osiemnaście jakoś nie wzbudza we mnie szczególnej grozy...
niewidzialne dla normalnych ludzi, bez wyjątków.
To bardzo szczęśliwa okoliczność.Nom. Szczególnie dla zdrowia psychicznego demonów - ludzie ich nie widzą, więc nie mogą ich wyśmiewać i wyzywać od czerwonych dywaników, czerwonych placków i innych takich.
Anioły od ludziów normalnych różnią się tym, że mają skrzydełka do fruwania i niebieskie oczęta
A niebieskie oczy u ludzi to jakaś straszliwa aberracja, tak?Nie no, ci z niebieskimi to pewnie ci ludziowie nienormalni po prostu. Od nich różnią się tylko skrzydłami. No i brakiem schizofrenii, zestawu nerwic i innych takich.
(aureolka to przesąd),
Nie, złotko moje – aureolka to nie przesąd. To pewna konwencja pozwalająca na wyróżnienie na obrazie postaci szczególnie ważnych – bóstw, świętych, ale też i królów czy cesarzy. Nikt normalny nie twierdzi, że aniołom aureole przysługują na tej samej zasadzie, co wampirom długie kły. :/
ach, i mogą rodzić się jedynie w związkach anioł-anioł. Inaczej, to będzie niebieskooki ludź normalny.
Z czego wnioskować należy, że za skrzydła odpowiada jakiś gen recesywny. Ha, tylko patrzeć, aż naukowcy zaczną hodować świnki ze skrzydełkami. ;)
A ja się już pogubiłam...
Zmiennokształtni. No cóż, nazwa mówi sama za siebie. Jak się zmieszają z inną rasą to..... no nie wiem, nie dopracowałam.
Rozczulające, prawda?
Zaiste. *zgrzyta zębami*


Wilkołaczki moje ulubione to na ogół pieski na posyłki pracujące u aniołków tudzież demonków.
Ze zdania na zdanie dostrzegam postępującą infantylizację. Jeszcze parę akapitów, a opko płynnie przejdzie w: „Jestem sobie przedszkolaczek, nie grymaszę i nie płaczę”.A na koniec nie będzie już opka, tylko dziura w monitorze po celnymi rzucie grzechotką.

Dobsz, dobsz. No to oddaję się pod odstrzał.
Ach i P.S.: Wiem, ta długość mnie też przeraża...
W sensie, że te trzy strony to dużo czy mało?Mnie przeraża co tu innego (cała masa innych cosiów...), ale ja jestem dość dziwna.
"Kiedy nie ma już nadziei, są łzy.
Kiedy nie ma już łez, jest cisza.
Kiedy nie ma nawet ciszy, jestem ja.
A kiedy nie ma już mnie... robi się ciekawie."
Co za samokrytyka, przyznawać, że cała zabawa zawsze ją omija. ;)Jakie są szanse, że to opko napisał Kononowicz?

Seattle. Miasto, do którego jedziesz tylko raz.
A to niby czemu? Mają stanowiska snajperów przy głównych szlakach komunikacyjnych?
Mają tam taaaakie dooobre pączki, że jak raz spróbujesz, to się uzależnisz i już nie wyjedziesz. Po części dlatego, że kilkaset pączków później każdy jest za ciężki, żeby wstać.
Nie pytajcie dlaczego.
Za późno. :P
Cóż, rozumiem – to miał być taki zagadkowy tekst podkręcający atmosferę. Tak, wyszło jak zwykle.
Tego dnia osnuwała je ciężka, gęsta mgła, a z nieba strumieniami lał się deszcz. Cienkie strumyki ciągnęły się ulicami najgorszej części miasta.
Ta dzielnica była TAK ZŁA, że nawet deszcz padał poziomo, tuż przy ziemi, żeby się nie wychylać.A mgła zasłoniła wszystko, żeby zUo mogło panoszyć się jeszcze swobodniej, sasasa!

Jedną z tych ulic szła właśnie wysoka dziewczyna o włosach koloru płomieni, całkowicie ubrana w czerń.
Koloru płomieni - to znaczy takie żółto-pomarańczowo-bure, z lekką domieszką niebieskiego i fioletowego i ciągnął się za nimi dym?(Jeden mój kolega raz tak wyglądał, ale to była ewidentna pomyłka związana z farbowaniem włosów i nie miała w sobie nic fajnego.)

To byłam ja. Rose Space. Chwilowo.
W planach miałam przemianowanie się na Lilac CtrlAltDel.

Czarne budynki ukryte za zasłoną mgły budziły dreszcze.
Szturchały co jakiś czas nic nie spodziewających się przechodniów paralizatorami.

W końcu skręciłam w prawo i znalazłam się w domu.
Stara kamieniczka, zupełnie jak wszystkie inne kamieniczki na tej ulicy. Dwie kondygnacje i parter.
Mam niejasne wrażenie, że osoba mieszkająca w Stanach określiłaby to raczej jako trzypiętrowy budynek. Parteru oni tam chyba nie znają.
Nic specjalnego, no, chyba, że liczyć mieszkańców.
Powiedzmy sobie szczerze. Nie jestem normalna.
Słonko ty moje – gdybyś ty była normalną dziewczyną, automatycznie stałabyś się najdziwniejszą i najoryginalniejszą bohaterką blogasków, jaką spotkałam. Serio-serio.
Co prawda metr osiemdziesiąt na szpilkach to niezły wynik,
Pfff! Gdybym nosiła takie szpile, jak pewna moja koleżanka (zakładając, że nie wbiłabym sobie w nich zębów w mózg po pierwszym potknięciu), też miałabym 1,80 m – mimo moich domyślnych, nikczemnych 1,65. Żaden sukces, powiadam ci.
tak samo jak wyglądające na sztuczne, długie i gęste rzęsy, (nie ma to jak zakamuflowane przechwałki, ołje) ale, to nie znaczy, że jestem człowiekiem, bo równie dobrze mogę stać się czymkolwiek innym. Dosłownie.
Dwudziestą po przecinku cyfrą w π , plamą po budyniu, obocznością w „biały – bielszy”...

Bezszelestnie weszłam do środka. Szybko zrzuciłam płaszcz i buty, by w końcu móc przeciągnąć się niczym kot.
Zaznaczając przy okazji teren i ziewając przeciągle z wywalonym do samej ziemi jęzorem?

Wnętrze domu utrzymane było w czerwieni i szarości we wszystkich możliwych odcieniach.
Wyglądało dzięki temu jak bardzo zakurzony burdel.

Kilkoma szybkimi susami pokonałam kręcone, żelazne schody, ukryte za czarną zasłoną. Na pierwszym piętrze minęłam pokoje Cornelii i Zaca (Efrona? Brrr! To rzeczywiście dziwne miejsce!), moich współlokatorów. Dla siebie miałam całe drugie piętro będące częściowo poddaszem.
...w części klatką schodową i w jednej ósmej przejściem pożarowym.
Do mojego azylu prowadziła przezroczysta drabinka, ledwo widoczna na tle ściany.
Z kocią finezją wspięłam się po szczeblach i przeszłam przez klapę w suficie. Oparłam się o pokrytą czarnym zamszem ścianę i odetchnęłam głęboko.
Po czym z ulgą osunęłam się na wyściełaną miękką gąbką podłogę, chwyciłam garść świecowych kredek i bazgrałam sobie, oczekując na popołudniowy przydział pigułek..
Głosy mruczały mi cicho w głowie, ale ostatnio podwojono mi dawkę leków, więc nie rozumiałam zbyt dobrze, co mówią.
Tak na prawdę tylko tutaj w pełni mogłam być sobą.
Ściany, podłoga i sufit mojego pokoju były pokryte czarnym zamszem.
Pan doktor mówi, że dzięki temu nie zrobię sobie ała o ścianę.
Khem, rozumiem, że aŁtorka zalicza czarny do odcieni szarości?

W rogu stało wykute z żelaza łóżko z hebanowo czarną pościelą
Powinnyśmy się cieszyć, że dziewczę nie sypia w żelaznej dziewicy...? -,-Ma pościel z drewna? Cóż... Może to jakaś nowatorska terapia lecznicza...
i dymną draperią z tiulu w roli baldachimu.
Tiul z dymu? Taa, i co jeszcze, jedwab z pary i satyna z mgły?

Dwa wykuszowe okna wychodziły na zalaną deszczem ulicę. Ich szerokie parapety przykrywała gruba warstwa czarnych poduszek.
Przez co nie do końca było widać, co się dzieje za oknem, ale przynajmniej hałas z ulicy był lekko przytłumiony.

Idąc w ich kierunku szybko przemieniłam się w czarnego kota i wygodnie umościłam na stercie jaśków. (...)
Ledwie zdążyłam zasnąć kiedy nagle otworzyła się klapa w podłodze. Czym prędzej zmieniłam się w człowieka, bo nawet moi współlokatorzy nie znali mojej ulubionej zwierzęcej postaci.
A ciuszki? Jako nieodłączna, kluczowa wręcz część boCHaterki powinny zmienić się wraz z nią, ale kto wie...

W dziurze ukazała się jasna, idealnie pocieniowana fryzurka, a zaraz potem wręcz porcelanowa twarz o zielonych, dużych oczach. Cornelia, moja najlepsza przyjaciółka (przed którą jednakowoż skrywam, kim naprawdę jestem), a zarazem demon. Bardzo energiczny i roztrzepany demon.
- Jeju, w końcu jesteś. Staram się Ciebie złapać już od ładnych kilku dni, a w domu widzę tylko tą twoją kotkę. A, właśnie, gdzie ona poszła?
- Pobiegać. - odparłam nonszalancko opierając się o framugę.
-W każdym razie dobrze, że już jesteś, bo mam Ci coś ważnego do przekazania. - uśmiechnęła się i rozejrzała się po pokoju jakby ktoś miał nas podsłuchiwać, pff. - Jutro przyjeżdża do nas Leo. Ten Leo!
Di Caprio?
Beenhakker?! O.O

Ostatnio ktoś ukatrupił mu ciotkę i nie ma gdzie się biedaczek zatrzymać. - odetchnęła z ulgą - Cieszysz się prawda?
Z ukatrupionej ciotki? Też pytanie! :D

- Taaak, jaasne. - Cieszę się jak nie wiem co. Tylko tego mi brakowało. Nie dość, że ściga mnie jakiś prawnik, to jeszcze przypałętał się ten debil. Nie ma to jak przebywanie w jednym domu ze znienawidzonym byłym. - Gdzie będzie spał? - Boże, proszę nie u mnie, proszę nie u mnie...
Bo będę musiała założyć tę seksowną koszulkę nocną i zakochać się w nim na nowo, jak Imperatyw Blogaskowy nakazuje!

- U Zacka, albo na kanapie w salonie. Jeszcze nie wiem. - odetchnęłam z ulgą. - No to pa. Za pięć minut masz zejść na kolację. Robię spaghetti - dodała konspiracyjnym szeptem puszczając do mnie oko.
Zamyśliłam się chwilę.
- Zaczekaj Corny! Kiedy przyjedzie?
- Jutro w południe. - i już jej nie było.
Nie powiem, robi się ciekawie. Jeszcze ta impreza u Lauren. Uch...
Czy Ałtorka umarłaby śmiercią niechybną a bolesną, gdyby w opku choć raz nie pojawiła się impreza? Jak myślicie?
- Corny zaraz się wkurzy... - mruknęłam schodząc na obiad spóźniona o 15 minut.
A przyczyną spóźnienia było...? No, niech zgadnę – potrzeba okazania przyjaciółce, jak głęboko w dupie ma ją i jej wysiłek włożony w przygotowanie kolacji?Daj spokój, gdyby zeszła o czasie, jej pojawienie się nie zrobiłoby takiego wrażenia.

Przy stole panowała grobowa cisza. Co jakiś czas, któryś widelec uderzył o talerz z łoskotem.
Echo przetaczało się po domu, strącając niewielkie kurzowe lawiny.Matko jedyna, nikt ich jeść nie uczył, że tak przy tym hałasują?!
W pewnym momencie nie wytrzymałam tego i odeszłam od stołu o prawie pustym żołądku. Gdy tylko znalazłam się na korytarzu usłyszałam ożywioną rozmowę. Jak zwykle.
Niemal biegiem pokonałam odległość dzielącą mnie od pokoju, a tam na łóżku zwinęłam się w kłębek i długo leżałam nie mogąc zasnąć.
Biedactwo. Jak oni śmieli okazywać dezaprobatę z powodu tak drobnego spóźnienia!

Nie wyspałam się. Ledwo zwlokłam się z łóżka. Z sypialni przeszłam prosto do mojej łazienki wziąć gorący prysznic. Prawie wrzące strugi wody podziałały lepiej od budzika.
Rozległe oparzenia drugiego stopnia to wyśmienity sposób na przebudzenie, w rzeczy samej.Szkoda, że podczas prysznicu się nie zamieniła w kota. :>
Podeszłam do wysłużonej szafy dosuszając włosy ręcznikiem. Wyjątkowo starannie dobierałam ubrania.
Nie wątpię. =.=’

W końcu, po godzinie rozmyślania zdecydowałam się na cienkie, czarne rajstopy, dżinsowe szorty i koszulę w kratę w odcieniach szarości. Dopełniłam to długimi za kolano skórzanymi kozakami na wysokich obcasach. Usta ledwie musnęłam krwistoczerwoną szminką.
*wzdycha ze zrezygnowaniem* Opis stroju – odfajkowany.I ona GODZINĘ myślała nad czymś TAKIM? Wolę nie myśleć, ile by się szykowała na hogwarcki bal...

Właśnie w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Nie wiem jakim cudem pokonałam drabinkę na dziesięciocentymetrowych obcasach, ale jakoś mi się udało.
Magiczne moce Mary Sue, jak nic.

Co więcej, lekkim krokiem zeszłam po wąskich, ażurowych stopniach kręconych schodów.
Fajnie, że jesteś zajebista. Możemy łaskawie przejść do fabuły?

Gdy wyszłam na korytarz wszystkie trzy pary oczu były zwrócone w moją stronę. Corny z zaskoczeniem patrzyła na moje kozaki,
Też by mnie zaskoczyło aż takie bezguście.
Zack z powszechnym u niego znudzeniem wpatrywał się w przestrzeń za moimi plecami, a Leo z delikatnym, chytrym uśmieszkiem lustrował mnie od stóp do głów.
- To prawda, ale szkoda, że nie dało się dłużej.
Miałam ochotę poszarpać go kocimi pazurami na strzępy. Póki co obrzucałam go co i rusz lodowatym spojrzeniem.
W końcu cały był pokryty lodowymi kryształkami i lekko dygotał z zimna. Dobrze mu tak, impertynentowi!

Atmosferę w pokoju spokojnie możne było kroić nożem. W końcu jednak Corny przerwała ciszę.
- To, zapraszam wszystkich na śniadanie. Rose, zajmiesz się sałatką?
- Jasne. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Stałam przy szafce w kuchni przygotowując pomidory z mozzarellą kiedy poczułam czyjeś ręce na moich biodrach, powoli obejmujące mnie w talii.
Ręce na biodrach obejmujące w talii. Czyżby tę ostatnią tak trudno było znaleźć u bohaterki, że pomyłki były nieuniknione?
- Mmmmm.... - zamruczał. - Pachniesz tak słodko jak pamiętam z naszych wspólnych nocy.
Tekst zaczerpnięty z poradnika „Jak, będąc byłym, stać się koszmarnym dupkiem”? A może z pozycji „Eks – twój wróg! 100 sposobów na uczynienie Byłego największym bucem blogaska”?
Ćśśś, właśnie jesteśmy świadkami Momentu, w Którym Nawiązuje się Między Nimi Chemia. Uszanuj doniosłość chwili! Zaraz ona mu zrobi coś przykrego, potem się trochę podroczą, a potem będzie R+ L = WNM, a może nawet < 3.


Nie dałam po sobie poznać mojego oburzenia i dalej kroiłam pomidory na idealne plasterki.
- Nie odezwiesz się do mnie Rose? - wymruczał z zadowoleniem zaraz przy moim uchu.
Wbiłam ogromny tasak w deskę do krojenia. Drewno pękło na pół.
Kto, u licha, rąbie pomidory tasakiem? O.oA do mięsa pewnie używa piły tarczowej.
Obróciłam się w błyskawicznie twarzą do Leo, a w dłoń, którą położył na blacie wbiłam mu widelec.
A nie mówiłam? ^^
A to na pewno było z poradnika „Twoja wymarzona zimna sucz. Jak zrobić z bohaterki blogaska niezrównoważoną psychicznie kretynkę”.
- Aua! Cholera! Ach! Kobieto!
Obserwowałam go z uniesionym koniuszkiem ust. W końcu oparł się o ścianę i zaczął rozmasowywać sobie dłoń.
Średnio to pomoże na rany kłute, ale może przynajmniej zapaćka im całą kuchnię.Borze, źle ze mną. Przeczytałam „zaczął romansować sobie dłoń”...
Podeszłam do niego i przekształciłam swój paznokieć w idealnie ostry koci pazur, którym przejechałam mu od kości policzkowych, aż po jabłko Adama.
Przy okazji przecinając tętnicę szyjną, sesese.

- Byłeś niegrzeczny. - szepnęłam mu prosto do ucha.
- Wróciła dawna ty. Lisica z pazurkiem.
Nie mogłam się powstrzymać i spoliczkowałam go. Potem rzuciłam mu przelotne spojrzenie i wróciłam do sałatki.
A facet co? Przeszedł do porządku dziennego nad uderzeniem go i poranieniem dłoni?Zajął się zatamowywaniem dwóch krwotoków.
Szybko doprawiłam pomidory i zaniosłam przystawkę do salonu. Tam postawiłam ją na stoliku do kawy i umościłam się wygodnie w moim ulubionym pluszowym fotelu.
Kilka kropel krwi Leo, które dostały się do sosu, dodały sałatce pikanterii.

Zaraz po mnie, w pokoju zjawiła się Corny.
- Co ty sobie myślisz Rose? - wrzasnęła na mnie szeptem.
A potem szepnęła na cale gardło.
Rozejrzała się niespokojnie po pokoju. - Rozumiem, że mieliście z Leo gorsze chwile, ale na razie jest naszym gościem czy tego chcesz czy nie. Dźgnięcie go widelcem nie było najlepszym pomysłem. - Spróbowała sałatki i uniosła brwi - To jest genialne. Ekstra, no to pa. Zaraz wrócę.
Kurwa no.*jebs głową o szafkę* Zaraz ja sobie coś przetnę z rozpaczy...
Chwilę potem jak Corny wyszła, w progu stanął Leo, a za nim chłopak mojej przyjaciółki, Zack.
Zauważyłam, że mój eks ma zabandażowaną dłoń. Razem z Zackiem zajęli całą czteroosobową kanapę, z czego oczywiście Leo obejmował trzy miejsca.
Piastował je i tulił do piersi.Dość pokaźną rzyć musiał mieć.
Bezczelny dureń.
Chce wojny? W takim razie będzie ją miał.
A może chce po prostu, by mu było wygodnie? No, ale nie przeszkadzaj sobie – skoro uważasz, że zachowując się jak wściekłe chamiszcze spuszczone z łańcucha wydajesz się „fajna”...Nie, jej się po prostu jej różowe tableteczki skończyły.

Kiedy Corny weszła do salonu z talerzem pełnym malutkich grzanek w rękach, ja ostrzyłam sobie paznokcie pilnikiem, podczas kiedy Leo, sądząc po jego wyrazie twarzy, rozbierał mnie wzrokiem.
Równie dobrze mógł zastanawiać się, czy lepiej cię związać, żebyś nie stanowiła już zagrożenia dla innych, czy może lepiej zaoszczędzić na czasie i ustrzelić jak (nomen omen) kota z wiatrówki – ale nie przeszkadzaj sobie, wierz w swoją wersję, jeśli cię podnosi na duchu.

Myślałam, że zwrócę ten jedyny plasterek pomidora, który zjadłam dzisiaj rano.
Kurde, na kolację odrobina makaronu, na śniadanie plasterek pomidora? Nieco drakońska ta dieta. Ale rozumiem: jeszcze tylko cztery nieżyty żołądka i osiągnie wymarzony rozmiar S.

- Dobrze się czujesz Rose? Jesteś jakaś zielona. - zagadnęła mnie Corny.
Może umarła z głodu i już gnije, tylko zamieniła się w zombie i dlatego jeszcze chodzi?

- Jakoś tak nie bardzo, wiesz, pójdę chyba do siebie. (...)
Z zamiarem szybkiej ucieczki wpadłam jak burza do pokoju. Otworzyłam okno i już miałam zwiewać pod postacią pospolitego gołębia, kiedy usłyszałam go za sobą.
- Grzecznie to tak uciekać ze spotkania przy herbatce?
Odwróciłam się i z przekonaniem stwierdziłam, że wcale nie uciekam.
- W takim razie po co otwierasz okno w ten mglisty poranek?
- Wietrzę pokój.
Uśmiechnął się ohydnie.
- No to chyba nie masz nic przeciwko przyjacielskiej zabawie w kotka i myszkę? - mówiąc to prawą ręką obejmował mnie ściśle w talii, a lewą pomału odpinał górny guzik mojej bluzki.
No proszę, mamy nawet próbę gwałtu! Jakoś tak swojsko się człowiekowi robi, jak widzi tak literalnie rozpisany blogaskowy kanon.

- Niestety, już samo to, że widać cię na horyzoncie przyprawia mnie mnie o mdłości. - szepnęłam, po czym w postaci gołębicy uciekłam z jego objęć i wylatując przez okno specjalnie narobiłam mu na głowę.
Taa... Element Komiczny, w całej glorii wyszukanego dowcipu.*drapie się po głowie* Głupiego Eksa mamy, supermoce bohaterki, śniadanie i opis stroju też, nawet gwałt... jest coś, o czym aŁtoreczka zapomniała?
Nie było samego aktu schodzenia na śniadanie... ale na obiad było, więc można zaliczyć. Nie, chyba nie zapomniała o niczym.

Z początku tego nie zauważył i wpatrywał się chwilę w moją sylwetkę na tle nieba, ale gdy przeczesywał włosy palcami natknął się na coś lepkiego.
O mało co nie obhaftował mi swoim pawiem parapetu.
Skąd ona o tym wie? Przecież odleciała.Zobaczyła to swoim trzecim okiem. Tym z tyłu, pod ogonem.
Niestety oberwało się przechodzącej staruszce. Jej moherek stał się dość.... malowniczy.
Taak. Bo niby czemu nie przyjąć, że skoro w Polsce staruszki noszą moherowe ubrania, w Stanach musi być tak samo.

Ja tymczasem kilkaset metrów dalej wylądowałam za jakimś krzakiem i tam zmieniłam się w siebie. Szwendałam się kilka godzin po mieście i zanim zauważyłam zrobiło się późno. Impreza Lauren, zaczęła się godzinę temu.
Do jej domu, ładnej willi niedaleko brudnej plaży dotarłam pod postacią orlicy. Wślizgnęłam się przez otwarte okno w łazience na piętrze. Krytycznie przyjrzałam się sobie w lustrze i zmieniłam się w człowieka. Nastroszyłam sobie grzywkę i pociągnęłam rzęsy zdecydowanym ruchem czarnej maskary.
Maskarę w czasie lotu trzymała zapewne tak, jak jaskółka afrykańska kokosa, mam rację?

Z pomocą wszechstronnych pazurków zrobiła w cienkich rajstopach malownicze dziury. Z bluzki oderwałam całą część pod biustem ukazując moją nieskazitelną, porcelanową skórę. Uśmiechnęłam się uwodzicielsko do własnego odbicia.
O.o Dobrze rozumiem? Podziurawiła sobie rajstopy i rozdarła bluzkę i uważa, że to... fajne? Co to za impreza, Bal Okolicznych Lumpów i Meneli?
Bal ku czci Żarłocznych Moli – Mutantów? A może doroczny Festiwal Wkręcania Ciuchów W Niszczarkę Do Papieru?

Pod postacią pumy ruszyłam do salonu. Tam, na środku parkietu, przemieniłam się w siebie. Na swoich szpilkach poruszałam się jak modelka, powabnie kołysząc biodrami.
Reszta wieczoru upłynęła mi na szalonym tańcu z resztą gości. Na prawdę nie wiem czy byłam tak wstawiona, czy zadziałało coś innego, ale nie pamiętam nic więcej z tamtego wieczoru.
Bo tych żółtych tabletek się nie miesza z alkoholem, idiotko! Chcesz, żeby GŁOSY wróciły?
Wiem tylko, że rano obudziłam się w jednej z gościnnych sypialni Lauren, naga i ściśle objęta przez Leo.
Czemu mnie to jakoś nie dziwi...
- Cholera. Uch.... niedobrze mi się robi.
Mnie też, jak to czytam. Dobrze, że aŁtoreczka nie napisała już ani zdania więcej.

66 komentarzy:

Anonimowy pisze...

widzę powrót do formy! :-) ostatnio było smętnie(ale zwalmy winę na nieszczególny materiał- mam na myśli ten zbyt długi mazurski cykl i zbyt banalne opko o TH) ale dzisiejsza analiza była paluszki lizać. Zabił mnie zwłaszcza deszcz padający poziomo,żeby się nie wychylać :-) ale były i inne niemal poetyckie fragmenty za które-dzięki Wam wielkie!

Anonimowy pisze...

Boskie opko!

Pod przewodnictwem anielicy Carmen (:D), grupa aniołów z pomocą kilkudziesięciu zmiennokształtnych i wilkołaków obala władzę demonów.
[...]
Teraz wszyscy są w niebezpieczeństwie, zarówno anioły jak i demony, zmiennokształtni czy wilkołaki.

Czego świadkami jesteśmy pod koniec, gdy demoniczna Mary Sójka obsrywa głowę eksa.
Te moce nadprzyrodzone, te alianse aniołów z wilkołakami, te rozjeżdżania tirami na placek są tylko po to, aby strzelić kupką guana...

Całe szczęście, że pomiędzy tymi bredniami są Wasze komentarze.

jasza

Anonimowy pisze...

wymiękłam w połowie, poziom debilizmu mnie przytłoczył. podziwiam Was, że przez to przebrnęłyście. dajecie radę, naprawdę.
a pan w żółto-zielono-czerwonym sweterku wygrał wszystko :D

violett

Insomnia pisze...

Analiza kwikaśna. Jesteście ostatnio w formie.

"Nie lubię natrętów. Doszło do czego miało dojść, a ja nie potrafiłam znaleźć nikogo, kogo mogłam obwiniać za to wszystko. Pozostał jedynie Bóg, więc jego obarczyłam winą.
Bóg tylko westchnął egzystencjalnie i dopisał ją do długiej listy ludzi, którzy nie potrafią wziąć odpowiedzialności za własne życie."
To było piękne, Kalevatar :)

'N. pisze...

"Bezszelestnie weszłam do środka. Szybko zrzuciłam płaszcz i buty, by w końcu móc przeciągnąć się niczym kot.
Zaznaczając przy okazji teren i ziewając przeciągle z wywalonym do samej ziemi jęzorem?"

Tak, to proszę szanownej Pigmejki, mogą robię [i}piesowie[/i] a nie koty, no!

"W końcu, po godzinie rozmyślania zdecydowałam się na cienkie, czarne rajstopy, dżinsowe szorty i koszulę w kratę w odcieniach szarości. Dopełniłam to długimi za kolano skórzanymi kozakami na wysokich obcasach. Usta ledwie musnęłam krwistoczerwoną szminką."

I to wszystko po to, żeby potem podrzeć. I w czym ona pójdzie następnego dnia do pracy?!

"- Niestety, już samo to, że widać cię na horyzoncie przyprawia mnie mnie o mdłości. - szepnęłam, po czym w postaci gołębicy uciekłam z jego objęć i wylatując przez okno specjalnie narobiłam mu na głowę.

Z początku tego nie zauważył i wpatrywał się chwilę w moją sylwetkę na tle nieba, ale gdy przeczesywał włosy palcami natknął się na coś lepkiego.
O mało co nie obhaftował mi swoim pawiem parapetu.

Niestety oberwało się przechodzącej staruszce. Jej moherek stał się dość.... malowniczy."

Tak się zastanawiam - co trzeba brać/jakim ludziejem być, żeby uznać to za zabawne, śmieszne lub chociażby sensowne i nadające się do przeczytania?

Że Wy dajecie radę przez to przebrnąć...

Pigmejka pisze...

'N. - mój kot też się przeciągał w ten sposób. :P Właściwie, to nawet oba koty. ;)

Cieszę się, że się Wam podoba! :D

SStefania pisze...

Ręce na biodrach obejmujące w talii. Czyżby tę ostatnią tak trudno było znaleźć u bohaterki, że pomyłki były nieuniknione?
No dlatego tak się podniecała swoją zręcznością - bo jest aż tak gruba, że nie przypuszcza, iż posiada obojczyki :)

Kurde, na kolację odrobina makaronu, na śniadanie plasterek pomidora? Nieco drakońska ta dieta. Ale rozumiem: jeszcze tylko cztery nieżyty żołądka i osiągnie wymarzony rozmiar S.
A nie mówiłam, że gruba?
Sesese, a ja noszę S i właśnie zajadam się czekoladą z nadzieniem śliwkowym :3

Ostro mi się podobało - pseudopoetycka sraczka i dosłownie srający gołąb, uroczy zestaw :)

EineHexe pisze...

"Razem z Zackiem zajęli całą czteroosobową kanapę, z czego oczywiście Leo obejmował trzy miejsca.
Piastował je i tulił do piersi.
Dość pokaźną rzyć musiał mieć."

Przez was mam mroczną wizję gościa, obejmującego i tulącego miejsca na kanapie rzycią. Dzięęęęęęęęki.

'N. pisze...

Pigmejko szanowna, proszę iść i powiedzieć kotom, że zachowują się w sposób niegodny, nieprzystający do majestatu i w ogóle :P

Podobało, podobało. Ale refleksja mnie nachodzi - że o ile, jakby tak zerknąć wstecz, to wcześniej opka były głównie naiwne i głuptaśne, widać było, że aŁoreczki to się silą, ale marnie idzie, to teraz to co jedno to głupsze w sposób idiotyczno-debilny,z humorem oscylującym w okolicach kuwety.

A to o zmiennej jest już wybitnie kretyńskie, ma [i]chumor[/i] i akcyję na poziomie szczerbatego drecha...

Goma pisze...

Powrót formy też zauważyłam, bardzo się cieszę :) Mnie jakoś najbardziej ubawiła poboczność w biały-bielszy, ale to tylko moje dziwne poczucie humoru. Uśmiałam się, szczególnie z drugiego opka, oba dobrane perfekcyjnie. Ta współczująca wypowiedź koleżanki bohaterki - zwykle nie lubię przekleństw, ale w tym momencie pomyślałam to samo. Niby wszystko w kanonie blogaskowym, ale jakoś takiego nagromadzenia jeszcze nie widziałam. Chyba dlatego ałtorce szybko wyczerpały się pomysły...
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Proszę poinformować autorki o analizie.

Administrator NaszejPisarni
akejszon

Juko pisze...

Co do powyższego:
Tak, tak.
Powiadomcie autoreczki i mimochodem zarejestrujcie się na forum. Ale tak zupełnie przypadkiem, niechcący. :)

A analiza kwikaśna, nie rozumiem po co te "wróciłyście do formy" przy każdej nowej notce w komentarzach. Wszystkie Wasze analizy są wychuchane i wygłaskane do granic możliwości, a humor jest przeborski! Wyrażę się w ten sposób:

"You made my day" :D

Juko pisze...

Kurde... i jak na złość nie można bez rejestrowania się zajrzeć na zalinkowane opko (a wcześniej można było). Śmierdzi mi tu chęcią zdobycia statystycznie wyższej liczby użytkowników.

kura z biura pisze...

Pierwsze opko: ni cholery nie wiadomo o czym. Chyba faktycznie o odpowiedzi przy tablicy. Drugie opko: standardowa arogancja i megazajebistość Mary Sue. Oba facepalmiczne.
Pomogłyście mi przetrwać dzień w pracy... Dzięki!


hasło: rider. Ghost Rider? Easy Rider?

Anonimowy pisze...

Łamanie praw autorskich to zUa rzecz, a autorzy tego bloga do tych opowiadań praw nie mają. Nieładnie, niegrzecznie.

BTW, nie wiem jaki jest sens analizowania opowiadań Z FORUM, gdzie ludzie są, by się DOKSZTAŁCIĆ? Mam wrażenie, że aUtoreczki analizatorni, mają taki sam poziom, jak aUtoreczki w ich mniemaniu.

W międzyczasie radziłbym usunąć notki,w których są opowiadanie, na których analizę nie wyrażono zgody.

Anonimowy pisze...

Anonimie, prawo cytatu stoi po stronie Analizatorni, więc przestań mędrkować.
Nikomu w ten sposób nie pomożesz.

Swoją drogą, skoro już tu jestem, to z ciekawości zapytam załogę - skąd takie nagłe zainteresowanie ludźmi z jednego forum? W sumie cztery teksty z tego samego źródła, to dosyć sporo.

Gally

Juko pisze...

>BTW, nie wiem jaki jest sens analizowania opowiadań Z FORUM, gdzie ludzie są, by się DOKSZTAŁCIĆ?"

Paradnie.
A w czym konkretnie mają pomagać komentarze typu:

>Zapowiada się całkiem, całkiem. Czekam na dalsze części.

O prawie cytatu wypowiedziała się osoba powyżej, ja tylko przytaknę. Ciekawa jestem tylko czy pod Anonimowym kryje się sama autorka opka.

Pigmejka pisze...

@Akejszon: nie wątpię, że autorki już wiedzą o analizie - nie bez powodu zablokowaliście wgląd do forum niezarejestrowanym użytkownikom, n'est pas? ;) Zamierzałyśmy poinformować autorki o analizie ich tekstów, niestety - teraz nie da się na Naszej Pisarni wysyłać postów jako gość: a nie będziemy zostawiać naszego IP gdzie popadnie i rejestrować się u Was tylko po to, by zwiększyć Wam statystyki. W związku z tym mam prośbę, byś - jako administrator forum - poinformował je. O ile oczywiście jeszcze tego nie zrobiłeś. :)))

@Anonim: Po pierwsze, dobre wychowanie wymaga, by się przedstawić. Po drugie - Gally i Juko już wspomnieli o prawie cytatu, ale ja jeszcze pozwolę sobie przytoczyć je w całości, by nie było wątpliwości, że żadna analizatornia nigdy praw autorskich nie łamała:
"Można bez zgody autora przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, lecz trzeba podać autora i dzieło. Jest to tzw. prawo cytatu. Prawo bezpłatnego przytaczania urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości, przysługuje w zakresie uzasadnionym:wyjaśnieniem lub analizą krytyczną (jeśli na przykładzie fragmentu jakiegoś utworu wyrażamy własną opinię), prawami gatunku (np.: tworząc karykaturę cudzego utworu wykorzystujemy jej elementy, jednak uzasadnione jest specyficzną formą karykatury), nauczaniem (np.: fragmenty występujące w podręcznikach albo czasopismach popularnonaukowych)." (art. 29. ust.1. ustawy)

Skoro już ta kwestia została wyjaśniona, przejdźmy do kolejnych: mówisz, że osoby piszą na forum, by się dokształcić, więc nie ma sensu analizować ich opowiadań. Pozwól, że odpowiedź moją przedstawię w podpunktach, by była bardziej zwięzła i treściwa:
1. Nie zauważyłyśmy, aby obecność tekstów na forum jakkolwiek wpływała na poprawę ich jakości. Owszem, macie wątki związane z nauką pisania - jednakże jest ich bardzo mało, są bardzo ubogie - a użytkownicy i tak nie stosują się do przedstawionych w nich informacji. Gdyby tak było, w opowiadaniach nie byłoby tylu błędów interpunkcyjnych, ortograficznych, stylistycznych i logicznych - o miałkiej fabule i źle skonstruowanych bohaterach nie wspominając.
2. Jeśli się nie umie pisać, nie powinno się nic publikować - a jeśli się mimo to publikuje, należy się liczyć z krytyką. A wierz mi, mamy za sobą sporo lat nauki: w szkole i na studiach - a lata te dają nam wiedzę, która z kolei daje nam prawo do oceniania tekstów.
3. Miejscem odpowiednim do nauki pisania jest szkoła, ewentualnie różne kursy, a nie forum młodzieżowe - na którym głównie, z tego co pamiętam, chwaliliście się nawzajem, zamiast rzeczowo i krytycznie podejść do tekstów. To ma być ta funkcja edukacyjna forum? Hmm... Obawiam się, że ta metoda nie działa.
4. Żeby było śmieszniej, to analiza ma funkcję edukacyjną: gdybyś ją uważnie przeczytał, zauważyłbyś, że nie wyśmiewamy bezmyślnie tekstu, a jedynie ironicznie wytykamy jego słabości: zawarte w nim przeróżne błędy i niejasności. Jeśli autorka ma wystarczająco dużo dystansu do siebie i samokrytyki, powinna z takiej analizy wyciągnąć wnioski, które pomogą jej nie popełnić więcej podobnych uchybień przy pisaniu prac.

@Gally: Odpowiedź na Twoje pytanie jest prosta: dawno nie znalazłyśmy tak bogatego zbioru źle napisanych tekstów.

Juko pisze...

Na forum rozpętała się istna dyskusja na temat skrzywdzonej wrażliwości ałtoreczek i ich kruchej psychiki. To takie subtelne "Leave Ałtoreczka alone!".
Ech, wy podłe, nieczułe, zimnokrwiste stworzenia! Winnyście się kajać za to bezczelne wytknięcie kretyńskich błędów w opkach należących do wrażliwych, debiutujących literatów. Bo przecież każdy znany i poważany pisarz zaczynał od marnego, pełnego błędów opka. *double facepalm*

tyrald pisze...

Juko: pozwolę sobie przypomnieć Tobie (i innym pewnie też) o zdecydowanie ciekawszej dyskusji między Analizatorkami i Ałtorką:
http://przyczajona-logika.blogspot.com/2010/08/dominatorium-hogwarckie-ii-syczace.html
Jak widać tym razem nie jest tak źle. :)

Juko pisze...

O Jerunie! Nie zauważyłam nawet. Czemu najlepsza zabawa zawsze mnie omija?!

'N. pisze...

Pigmejko, ja się nawet zgodzę, ino zlituj się - studiowanie i szkołowanie nie daje prawa oceny, znaczy - nie samo w sobie.
Prawo oceny wynika z ustawy zasadniczej zwanej Konstytucją i tam też odsyłam aŁtoreczki zbulwersowane i zwścieklicowane analizami ich blogasków :)

P.s: No, która aŁtoreczka odszuka, w którym miejscu tejże ustawy wyrażono prawo do oceny? :P

Pigmejka pisze...

'N. - szkoła i studia same w sobie oczywiście nie - ale wiedza, kompetencje i stosowny warsztat zdobyte dzięki nim - już tak. Oczywiście analizowanie blogasków to coś zupełnie innego niż pisanie recenzji czy analiz przeróżnych tekstów czy zjawisk kultury - nie zmienia to jednak faktu, że i przy nim wykorzystujemy zdobytą w czasie lat nauki wiedzę. I to właśnie miałam na myśli. ;)

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie - a zwłaszcza Gally i Juko! :D

kura z biura pisze...

Gally, Juko, Staty i innych zainteresowanych dyskusjami o blogaskach, analizach itp. serdecznie zapraszam na nasze forum!
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
Załoga PLUSa już tam jest!

'N. pisze...

Pigmejko, nie będę się tu czepiać i wywodzić, że nie sama wiedza daje prawo, a narzędzia służące do analizy, bo idzie nam o to samo, ino inaczej ujęte i rozdrabniać tego, moim zwyczajem, sensu ni ma :)
Swoją drogą - że te aŁtoreczki nigdy się nie podpiszą. No i jeszcze żadna nie powiedziała, że naśle na analizatorów adwokata - a znam przypadek grożenia i tym :]

A na tamtym forumie gryzą :P

Pigmejka pisze...

'N., a jakie "narzędzia służące do analizy" masz na myśli? Bo moim zdaniem takimi narzędziami są właśnie wiedza (na temat poprawnej polszczyzny, literatury, technik pisania oraz całej masy innych rzeczy - o solidnej wiedzy ogólnej nie wspominając), umiejętności (recenzowania, pisania itd.) oraz warsztat, zdobyte w trakcie edukacji. TO właśnie są główne "narzędzia" analizatora oraz czynniki, które dają mu prawo do analizy tekstów.

Pigmejka pisze...

Ach, zapomniałam dodać - to grożenie adwokatem to właśnie na PLUSie było - przy "Dianie z dominatorium", więc nic dziwnego, że znasz taki przypadek. :P

A co do konstytucji, to domyślam się, że masz na myśli ustęp o wolności słowa, to znaczy (mówiąc kolokwialnie): "skoro Wy możecie pisać, to my mamy prawo to komentować"? Oczywiście masz rację - jednakże ktoś, kto nie ma odpowiednich kompetencji językowych ani wiedzy nie powinien analizować. Wolność słowa to trochę za mało - każdy ma prawo do krytyki, ale nie każdy powinien się za nią brać. Analizator powinien mieć to wszystko, co wymieniłam powyżej: wiedzę, umiejętności, warsztat. Można je zdobyć na drodze edukacji szkolnej, dzięki rozwijaniu swoich pasji, ciągłemu pogłębianiu wiedzy, czy wreszcie dzięki studiom. Mam na myśli to, że absolwent studiów humanistycznych ma jednak większą wiedzę o języku i literaturze niż przeciętny człowiek, a ponadto potrafi analizować różne przekazy kulturowe: bo go tego nauczono - więc w tej konkretnej dziedzinie może być autorytetem. Oczywiście, studia nie są warunkiem niezbędnym do zostania analizatorem - jednakże zdecydowanie w tej edukacyjnej zabawie pomagają. :)

'N. pisze...

Pigmejko droga, czyli jednak rozwleczemy to :)
Widzisz, prawo analizować i komentować ma każdy. Absolutnie każdy. I ani ja ani Ty nie możemy mu powiedzieć, coby przestał. Możemy powiedzieć, że robi to źle, nieudolni i ogólnie do chrzanu. Ale zabronić nie możemy, bo prawo ma z urzędu i nawet jak w życiu nie napisał poprawnie jednego słowa, to prawo ma.
A jak chce analizować/pisać dobrze - to wtedy ma do dyspozycji narzędzia [ niektóre trzeba zdobyć dopiero ], których używania znacząco wpływa na jakość jego płodów literackich.
I kwestia tego co kto powinien - przyznam, że taki ze mnie autorytet nie jest, żeby w tej materii się wypowiadać czy ktoś powinien czy nie powinien. Mogę się poprodukować jak zapyta: "a co powinienem zrobić coby pisać/krytykować dobrze/konstruktywnie?" Właśnie dlatego, że wolność słowa :)
A te humanistyczne studia to, moim skromnym zdaniem, ździebko przeceniasz. Zwłaszcza w kontekście analiz blogaskowych, do których analizy to dogłębnej znajomości literatury i rozumienia Joyce'a nie trzeba, a ino znajomości zasad poprawnej polszczyzny i nieco pomyślunku :)
Aczkolwiek, podkreślam, jako, że mam złe doświadczenia, że szanuję Twoje zdanie :)

Pigmejka pisze...

Nie jestem pewna, po co się tak rozpisywałaś, bo zupełnie mnie nie zrozumiałaś. NIGDZIE nie napisałam, że mogę komuś zabronić analizować czy krytykować. Tak, mamy wolność słowa, każdy ma prawo swobody wypowiedzi - to mi się wydaje tak oczywiste, że pisanie o tym pięciu zdań nie ma specjalnego sensu. Zatem: tak, każdy, kto chce, może analizować. Stąd właśnie cała masa "analizatoruff", którzy sami nie umieją napisać jednego zdania poprawnie, a ich skojarzenia nijak się mają do tekstu, humor jest na poziomie fekalnym, a komentarze nie są ironiczną krytyką, a bezmyślnym wyśmiewaniem często całkiem poprawnych zdań. I oczywiście: nie można nic zrobić w tej sytuacji oprócz wskazania błędów takim osobom - co jednak nie zmienia faktu, że nie powinny one analizować. Mogą: jasne, że mogą i mają prawo, ale nie powinny. Tak jak nie każdy, kto jest nauczycielem, powinien uczyć i jak nie każdy prawnik/polityk/lekarz/ktokolwiek niekoniecznie nadaje się do pełnienia swojego zawodu czy urzędu - a jednak to robi i póki nie łamie prawa, nie można mu nic zrobić.
Uff, nie myślałam, że będę zmuszona do pisania takich truizmów... =.='

I jeszcze jedno: Napisałaś "A te humanistyczne studia to, moim skromnym zdaniem, ździebko przeceniasz." GDZIE ja je przeceniam? o.O Nie zamierzam się powtarzać, więc zacytuję sama siebie: "Analizator powinien mieć (...) wiedzę, umiejętności, warsztat. Można je zdobyć na drodze edukacji szkolnej, dzięki rozwijaniu swoich pasji, ciągłemu pogłębianiu wiedzy, czy wreszcie dzięki studiom. (...) Oczywiście, studia nie są warunkiem niezbędnym do zostania analizatorem - jednakże zdecydowanie w tej edukacyjnej zabawie pomagają." Napisałam tylko, że studia humanistyczne pomagają (są przydatne) w analizowaniu, bo ma się dzięki nim odpowiedni warsztat, a poza tym, co tu dużo mówić - kompetencje zawodowe do oceniania wszelkich tekstów - a nie, że są niezbędne. I owszem, podobne kompetencje można zdobyć samemu, ucząc się i zdobywając stosowną wiedzę o języku, literaturze itd. I tak, to również jest truizm, i byłam przekonana, że nie muszę tego mówić.

'N. pisze...

Pozwolę sobie to ująć tak - nieco inaczej się wyrażamy i stąd różnice. A mniejsza definitywność moich sądów odnośnie analiz, a zwłaszcza tego, czy ludzie powinni krytykować [ nie wnikam w istotę samej krytyki ] to zupełnie inna bajka i myślę, że lepiej jak to zostawię :)

P.s: Studia humanistyczne wedle Ciebie dają podstawę do bycia autorytetem, z urzędu, po studiach, samo bycie absolwentem to daje - o to mię tylko chodziło w materii "przeceniania" ^^

'N. pisze...

"Mam na myśli to, że absolwent studiów humanistycznych ma jednak większą wiedzę o języku i literaturze niż przeciętny człowiek, a ponadto potrafi analizować różne przekazy kulturowe: bo go tego nauczono - więc w tej konkretnej dziedzinie może być autorytetem. "
O, o ten fragment autorytetowo-literaturowy mi chodziło. I tylko o ten konkretny rodzaj autorytetu i przecenianie studiów.

Juko pisze...

A propos forum - tak to jest jak ałtoreczki zakładają forum pseudo-literackie dla ałtoreczek. Powstaje wtedy siedlisko grafomanów, straszliwsze od blogasków.

Pigmejka pisze...

'N., na litość Bora i Jeży Jego, nigdzie nie napisałam, że studia jako takie, "z urzędu" dają podstawę do bycia autorytetem - od samego początku piszę o wyniesionej z nich wiedzy i kompetencjach. Jeśli ktoś przez 5 lat tylko zbierał zaliczenia, to ma tylko papierek, a nie wiedzę i rzeczą OCZYWISTĄ jest, że nie takie osoby mam na myśli, a takie, które przez te lata ciężko pracowały nad zdobyciem wiedzy o języku, świecie kultury, literatury, technikach pisania itp. Ale WYRAŹNIE napisałam DWA razy, że wiedzę tę można zdobyć NA PRZYKŁAD na studiach. Równie dobrze można zdobyć w domu, czytając książkę albo chodząc na kółko literackie... albo gdziekolwiek. Nie wkładaj mi w usta słów, jakich nie powiedziałam, wycinając jedno zdanie z kontekstu i ignorując inne, dobrze?


@Juko: Była kiedyś taka rymowanka:

- Mamo, chwalą nas!
- A kto?
- Wy mnie a ja Was!

... jakoś tak mi się kojarzy z tym forum, sama nie wiem czemu... :D
Ale tak to jest, jak jedyną krytyką, jaką się przyjmuje, jest krytyka pozytywna, a wszelkie uwagi, poczynione nawet najgrzeczniejszym i najłagodniejszym tonem, odbiera się jako wredny atak na siebie. Swoją drogą, współczuje ich polonistkom. Ciekawe, czy na nich też tak psy wieszają, kiedy te ośmielą się skrytykować ich prace.

Juko pisze...

"Ciekawe, czy na nich też tak psy wieszają, kiedy te ośmielą się skrytykować ich prace."

Wątpliwe. Wątpliwe, że w ogóle słuchają swoich polonistek, o ile te coś krytykują. W mojej szkole jest tak, że polonistka oddaje pracę (nieważne jaką, stylistyczną, sprawdzian, kartkówkę) z suchym podkreśleniem błędów i podaną na tacy punktacją z oceną.
Ogólnie to dzisiejsza młodzież jest niesamowicie przewrażliwiona na punkcie krytyki, może właśnie dlatego, że tak mało jej otrzymuje w szkole. W końcu nauczyciele stosują niezawodny, prymitywny system typu: "Masz to umieć, a nie rozumieć".

Poniektórzy są tak wrażliwi, że polecali by zamknięcie Was w szafie, bo wyście chamskie i niewyżyte.

O tempora, o mores!

Pigmejka pisze...

Wiem, wiem, jesteśmy okrutne, niewychowane i najlepiej, żebyśmy się pocięły własnymi ołówkami. ;)
Mój wykładowca mawiał, że w szafie zawsze siedzi jakieś ZŁO - więc chęć zamknięcia nas w niej jest jak najbardziej słuszna. :D Zawsze chciałam być czarnym charakterem - moje marzenie się właśnie spełnia, jupi! =]

'N. pisze...

Pigmejko - zacytowawszy, tak? Uno mas:
"Mam na myśli to, że absolwent studiów humanistycznych ma jednak większą wiedzę o języku i literaturze niż przeciętny człowiek, a ponadto potrafi analizować różne przekazy kulturowe: bo go tego nauczono - więc w tej konkretnej dziedzinie może być autorytetem."
Wybacz zatem betoniastą dosłowność, skoro to była skrót myślowy wyjęty przeze mnie z kontekstu - albowiem jestem tak betoniasto dosłowny, że Sigmar się nie powstydzi :)

Juko - że się tak z głupia frant zapytam - to jeszcze się jakieś prace pisuje? Bo na ten przykład jak podpytuję kuzyna, to oni jakąś drobnicę skrobią, ale już nie sążniste prace w specjalnych zeszytach do tego przeznaczonych.

Z ciekawości przeglądam sobie komenty pod tfurczoscią różną na ff.net - też słodzenie głównie.

Szprota pisze...

Bo statystycznie rzecz ujmując - ma. Oczywiście możemy sobie wyobrazić gimnazjalistkę lub porucznika Borewicza na emeryturze, którzy mają porównywalną wiedzę do absolwenta studiów humanistycznych, ale będą to jednak wyjątki, nie reguła.

Studiowanie - nie tyle studia, papierek i zaliczenie w indeksie, co studiowanie, zgłębianie wiedzy - daje narzędzia do analizy. Nie wiem, jak czytasz posty Pigmejki, skoro nie rozumiesz, że właśnie to chciała przekazać.

Anonimowy pisze...

'N., napisz o co Ci chodzi, bo na razie lawirujesz pomiędzy pustawymi hasłami. Pigmejka ma Ci indeks zeskanować byś mógł ocenić jej kompetencje? Pewnie na to też pokręciłbyś nosem, bo to nie jest dowód posiadanej przez nią wiedzy, bo w końcu oceny o niczym nie świadczą.
Dlaczego jej wykształcenie tak Ci przeszkadza?

Furia

'N. pisze...

Odpadam. Zwyczajnie odpadam, ja nie umiem aż tyle wyciągnąć z jednego zdania i takiej interpretacji swojej wypowiedzi odwalić, żeby wyszło, że się czepiam Pigmejkowego wykształcenia i mi ono przeszkadza.
A hasełek nie było w mojej wypowiedzi żadnych - prócz tych, co to w ustawie dali, ale to wyjątkowo nie mojego autorstwa :)

Szprota pisze...

Odpadaj, skoro napisanie w sposób jasny i zrozumiały dla kogoś prócz Ciebie, o co Ci chodzi, przekracza Twoje możliwości. Serdecznie dziękujemy za występ.

'N. pisze...

Ależ ja piszę bardzo jasno - tyle, że nie trzeba robić analizy z mojej wypowiedzi, a wziąć ją wprost. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem Pigmejki, a Ty jakimś cudem dochodzisz do tego, że mi przeszkadza jej wykształcenie.
Niekoniecznie musisz na mnie naskakiwać dlatego, iż uważam inaczej niż Wy. Nie pierwszy raz nacinam się na to, że się nie podoba i że z moich stwierdzeń wyciąga się coś, czego tam zupełnie nie ma. Trochę to przykre, bo ja tu spokojnie, wprost i jasno, a traktuje się... no, nieważne :)

Hasło: formor, ha ubiło się ich na pęczki...

Szprota pisze...

'N', nie piszesz jasno. Przykro mi. Wspominasz o tajemniczych "narzędziach analizatora" ani razu nie precyzując, co to niby ma być, dajesz tylko do zrozumienia, że nie musi to być wiedza wyniesiona ze studiów, gdyż jest ona przeceniana. Następnie koncentrujesz się na cytatach z jej postów, dotyczących kwestii wykształcenia jako rzeczonego narzędzia. Gdy Ci się wprost wypomina, że nie tyle o wykształcenie, co o wiedzę chodzi, dowiadujemy się, że nie rozumiemy.

Jak jeden człowiek Ci mówi, żeś pijane, to pewnie on jest pijany, ale jak mówią tak trzy osoby, to może lepiej odstawić już ten browar.

A zatem (chociaż pamiętając inne Twoje posty nie spodziewam się klarownej odpowiedzi): CZYM, według Ciebie, jest narzędzie Analizatora?

'N. pisze...

Mhm, nie spodziewaj się niczego dobrego :)

Głównym narzędziem analizatora jest słownik. Niekoniecznie jeden. Drugim - znajomość zasad gramatyki, stylistyki - no, to, czym katują do znudzenia w szkole podstawowej [ fakt, można to podciągnąć pod szeroko rozumiane "wykształcenie", ale nie akademickie ], przydaje się oczytanie - zaznajamia z używaniem wyżej wymienionych zasad w praktyce. Trzecim - poczucie humoru. Tak to wygląda moim zdaniem.

Anonimowy pisze...

"Nie zgadzam się ze stwierdzeniem Pigmejki, a Ty jakimś cudem dochodzisz do tego, że mi przeszkadza jej wykształcenie."

Dlaczego się nie zgadzasz, że kompetencje humanistyczne dają narzędzia do analizowania tekstów? Gdyby Pigmejka była rolnikiem albo opiekunem handlowym oferującym oprogramowanie IT, to byłaby bardziej wiarygodna w swej kompetencji analizatorskiej?

"Nie pierwszy raz nacinam się na to, że się nie podoba i że z moich stwierdzeń wyciąga się coś, czego tam zupełnie nie ma. Trochę to przykre, bo ja tu spokojnie, wprost i jasno, a traktuje się... no, nieważne :)"

Wyjaśnię Ci to. Nie chodzi o to, że Twoje wypowiedzi ktoś nadinterpretuje, to Ty nadinterpretujesz wypowiedzi innych. Ot cały problem Twego niezrozumienia rozwiązany. Należy się 50 złotych. Może być przelew.

"Trochę to przykre, bo ja tu spokojnie, wprost i jasno, a traktuje się... no, nieważne :)"

To się nazywa życie, tak to już jest, że wydaje się czasem, że coś jest napisane jasno i klarownie, a okazuje się, że to tylko dla nas jest takie.

Furia

Szprota pisze...

"Głównym narzędziem analizatora jest słownik. Niekoniecznie jeden. Drugim - znajomość zasad gramatyki, stylistyki - no, to, czym katują do znudzenia w szkole podstawowej [ fakt, można to podciągnąć pod szeroko rozumiane "wykształcenie", ale nie akademickie ], przydaje się oczytanie - zaznajamia z używaniem wyżej wymienionych zasad w praktyce. Trzecim - poczucie humoru. Tak to wygląda moim zdaniem."

O widzisz, jak się chce, to można :)
Pomijając poczucie humoru, bo to chyba jednak talent - czym to się różni od wiedzy, o której pisałam ja czy Pigmejka? (zważ, że parokrotnie zostało podkreślone, że wiedza nie musi być akademicka, to Ty z Pigmejkowej argumentacji ową akademickość wygrzebałoś).

Anonimowy pisze...

"Głównym narzędziem analizatora jest słownik. Niekoniecznie jeden. Drugim - znajomość zasad gramatyki, stylistyki - no, to, czym katują do znudzenia w szkole podstawowej [ fakt, można to podciągnąć pod szeroko rozumiane "wykształcenie", ale nie akademickie ], przydaje się oczytanie - zaznajamia z używaniem wyżej wymienionych zasad w praktyce. Trzecim - poczucie humoru. Tak to wygląda moim zdaniem."

Dlaczego wykształcenie akademickie nie jest Twoim zdaniem takim narzędziem? Uważasz, że można mieć większe kompetencje po skończeniu szkoły podstawowej niż uczelni wyższej? Serio, wszystko mi opada.

Furia

'N. pisze...

No i wykopało mi komenta...
Ja uważam, że większość akademickiej, humanistycznej wiedzy jest na plaster przy opkach, dlatego twierdzę, że przecenianiem jest stwierdzenie, jakoby studia humanistyczne bardzo pomagały przy analizach. Zbyt miałkie to, żeby się dało coś z tego wyłuskać ponad błędy stylistyczne, językowe i płaski humor.

Tak, cała ta dyskusja to o tą kwestię akademickości.

'N. pisze...

P.s: Furio, na litość bogów, nie wymyślaj co ja piszę - ja nigdziem nie napisał, że wartość podstawowej wiedzy jest większa niż akademickiej - tylko, że wystarczy do analizowania.

Anonimowy pisze...

"Ja uważam, że większość akademickiej, humanistycznej wiedzy jest na plaster przy opkach, dlatego twierdzę, że przecenianiem jest stwierdzenie, jakoby studia humanistyczne bardzo pomagały przy analizach. Zbyt miałkie to, żeby się dało coś z tego wyłuskać ponad błędy stylistyczne, językowe i płaski humor.

Tak, cała ta dyskusja to o tą kwestię akademickości."

Powiem Ci, że się mylisz, wielokrotnie korzystałam z tej wiedzy i PLUS też jej często używa sądząc po analizach. Praktycznie każde zajęcia pogłębiają wiedzę, co daje podstawowe narzędzia pracy. Może to nie my przeceniamy wykształcenie akademickie, a Ty go nie doceniasz?

Furia

Szprota pisze...

...którą sobie wyłapałoś z komentarzy Pigmejki, mimo że wyraźnie wspomniała o innych źródłach wiedzy niż studia (vide post z 9:46 z dziś)

Jak to było z tą nadinterpretacją...? ;P

Ja nawet rozumiem zafiksowanie na wykształceniu, jak się samemu nie ma magistra (ja np. nie mam. Ba. Analizuję!), ale to tylko wyjaśnia, czemu się ucapiłoś tej akademickości wykształcenia, zaś w żadnym wypadku nie usprawiedliwia.

'N. pisze...

Furio - być może nie doceniam.

Szproto - dyskusja zaczęła się z Pigmejką, tak? Od owej akademickości i tego, co analizator powinien. Wziąłem jej stwierdzenie dosłownie, bez interpretacji. Czy teraz jesteś usatysfakcjonowana czy mam jeszcze piętnaście razy napisać, czemu tak, a nie inaczej się zaczęło?
I, proszę, daruj sobie osobiste wycieczki i dywagacje o moim zafiksowaniu lub nie i jego przyczynach.

Anonimowy pisze...

"Furio - być może nie doceniam."

To być może czy na pewno? W sumie to nie musisz odpowiadać, uznam, że się przyznałeś.

Szprota pisze...

Wiem, od czego zaczęła się dyskusja, śledzę ją. Wiem też, że już kilkadziesiąt postów temu Pigmejka napisała rzecz na tyle jasno i wprost, że nie dało się tego wziąć inaczej niż dosłownie. No, chyba że się nie chciało, bo się wolało w jej wypowiedziach szukać cytatów popierających tezę o wykształceniu. No nie ogarniam, po coś to robiło, jeśli chciałoś racjonalnej dyskusji.

Pomijając wszystko inne, studia SĄ źródłem takiej wiedzy i aby być dobrym analizatorem, nie wystarczy zrozumieć skecz o papudze i sklecić paru zdań poprawnych stylistycznie. A deprecjonowanie wiedzy wyniesionej ze studiów moim zdaniem oznacza pewne kompleksy na tym tle i tyle.

'N. pisze...

Uznawaj, proszę, co chcesz. I miej monopol na prawdę, albowiem ja się nie podejmuję i mam tylko swoje zdanie.
A prawda obiektywna może być taka, że nie doceniam. Ale prawdy obiektywnej to ja się tutaj nie podejmuję głosić.
A ja uważam jednak, po swojemu i subiektywnie, że wy przeceniacie rolę wykształcenia akademickiego w analizowaniu opek.

Whoever you may be, anonymous.

'N. pisze...

Szproto, pozwolisz, że ja będę uważał, że do bycia analizatorem studia potrzebne nie są.
I tym sposobem naprawdę kończę dyskusję, bo zaczynają się wycieczki osobiste i stwierdzenia o kompleksach, bo ja myślę inaczej niż Wy.

Szprota pisze...

A ja uważam, po swojemu i subiektywnie, że woda nie zamarza w temperaturze zera stopni celsjusza.

Pigmejka pisze...

Uwaga, uwaga, napiszę to po raz TRZECI:

'N., zarzucasz mi, że przeceniam studia. Tymczasem ja już DWUKROTNIE i (moim zdaniem) WYRAŹNIE napisałam, że chodziło mi o to, że studia mogą być pomocne, że są jedną z WIELU możliwości zdobycia wiedzy - a nie jedyną czy obowiązkową. Równie dobrze można samemu zdobywać odpowiednie do tej funkcji kompetencje. Napisałam, że studia ZWIĘKSZAJĄ naszą wiedzę - a nie, że są jedynym słusznym sposobem zdobycia jej. To ty dokonałeś nadinterpretacji mojej wypowiedzi twierdząc, że przeceniam studia i że według mnie "studia humanistyczne dają podstawę do bycia autorytetem, z urzędu, po studiach, samo bycie absolwentem to daje".
Polecam Ci zajrzenie do esejów Umberto Eco poświęconych interpretacji i nadinterpretacji, myślę, że może to być bardzo pouczająca lektura.

I jeszcze jedno: studia humanistyczne nie przydają się przy analizowaniu? Wybacz, ale... MUAHAHAHAHAHA. Pierwsze z brzegu przedmioty - kultura języka, praca z tekstem, analiza i interpretacja tekstu, historia literatury - a to tylko z przedmiotów związanych z "tematem": o innych, które dają mi wiedzę ogólną i poszerzają horyzonty, już nawet nie wspominam. Wierz mi, wiedza zdobyta dzięki nim wielokrotnie się nam (mnie i Kalevatar) przydała. Ile komentarzy jest związanych z tym, co wyniosłyśmy z zajęć, ile nasunęło się nam tylko dlatego, że wcześniej przeczytałyśmy książkę, której bez studiów byśmy pewnie nie poznały!
Moim zdaniem, by stworzyć DOBRĄ, CIEKAWĄ analizę - należy mieć przede wszystkim wszechstronną wiedzę, a nie tylko znać na pamięć słownik i kilka anegdotek. I, napiszę na wszelki wypadek po raz CZWARTY: moim zdaniem wiedzę tę można zdobyć nie tylko na studiach.

Anonimowy pisze...

"Szproto, pozwolisz, że ja będę uważał, że do bycia analizatorem studia potrzebne nie są."

No nie są, ale również nie przeszkadzają więc dlaczego się złościsz.

"Uznawaj, proszę, co chcesz. I miej monopol na prawdę, albowiem ja się nie podejmuję i mam tylko swoje zdanie.
A prawda obiektywna może być taka, że nie doceniam. Ale prawdy obiektywnej to ja się tutaj nie podejmuję głosić."

To są właśnie Twoje pustawe hasełka pisane w trybie przypuszczającym. Wiesz co napisałeś, że nie masz zdania na temat swoich własnych poglądów...

W takim razie o czym My właściwie z Tobą dyskutujemy.

Furia

Szprota pisze...

Ditto. Dodam, że to, że Analizator(ka) musi cechować się rozległą wiedzą wskazaną wyżej przez Pigmejka, to nie jest opinia. To jest fakt, tak samo obiektywny jak zamarzanie wody. Dobra analiza nie powstanie przy współudziale radosnych dyletantów, którzy złapali głupawkę przy durnym opku - będzie słaba i hermetyczna.

'N. pisze...

Czy panie się zgodzą, że skorzystam z tej rozmowy w celach dydaktycznych? :)

'N. pisze...

O, ale mi burak wyszedł - zgubiło się "na to" przed przecinkiem :)

Szprota pisze...

Dyskusja, jak by nie patrzeć, jest publiczna i powszechnie dostępna. Ze swojej strony nie widzę przeciwwskazań.

Goma pisze...

Myślałam, że sobie poczytam pasjonującą dyskusję, ale pod koniec wymiękłam, niestety. W każdym razie chciałam wszem wobec oświadczyć, że kooocham te analizy właśnie za to, że czytając je czuję, że napisały je osoby oczytane, inteligentne, z doświadczeniem i na poziomie. Ciągle wracam do axis mundi z drugiej analizy, nic mnie tak nie stawia na nogi ^^
A studiowanie pomaga na wszystko!
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

popłakałam się przy "Balu Okolicznych Lumpów i Meneli". Uwielbiam Wasze analizy.

Anonimowy pisze...

O Święty Lordzie Voldemordzie! Co to za durne opowiadanie? Po przeczytaniu tego ,,dzieła" moje IQ spadło przynajmniej o połowę. :(
No przynajmniej analiza była ekstra.

A co do bloga: uwielbiam go! Zaglądam tu regularnie w oczekiwnaniu na nową notkę. :p
Moje ulubione analizy to ''Kamienny Jedwab Snape'a" ( kamienny jedwab? Co to do ***a jest???) , ,,Deppelusznik w Krainie złego Romansu" i oczywiście ,, Z pamiętnika Różowej Landrynki..."

Pozdrawiam i proszę o więcej(dużo więcej)! :D

Yorika pisze...

"ach, i mogą rodzić się jedynie w związkach anioł-anioł. Inaczej, to będzie niebieskooki ludź normalny.
Z czego wnioskować należy, że za skrzydła odpowiada jakiś gen recesywny. Ha, tylko patrzeć, aż naukowcy zaczną hodować świnki ze skrzydełkami. ;) "


Toż to nic innego a PIGAZ:
http://s30.photobucket.com/user/Yoricca/media/Pigaz.jpg.html?sort=3&o=171