czwartek, 28 października 2010

Uczciwość jest dla lamerów, czyli Mary Sue wśród Dzikich Plemion – część III

Witajcie!Oto trzecia część mhrrocznych przygód i przebiegłych intryg Natalii Mary Bielskiej Sue, która spędza wakacje wśród mazurskich dzikich plemion. Dziewczę jest zakłamane i wkurzające jak polska klasa polityczna, a wskutek jej knowań trup ściele się gęsto, co daje Ałtorce okazję do zaprezentowania jakże fachowo przeprowadzonego przesłuchania podejrzanych.
Bez przedłużania - miłej lektury!
Adres blogaska: http://iren-przeznaczenie-smierci.blog.onet.pl/
[BoCHaterka ma wypadek podczas nauki jazdy konnej; oczywiście ratuje ją Tru Loff. Niestety, mimo sprzyjających okoliczności przyrody i obustronnego napalenia, nie dochodzi między nimi do niczego konkretnego.]
W stadninie czekali już na nich: Anita, Basia, Zenek, Romek, Sebastian, pani Krystyna i oczywiście Amelia, która aż gotowała się ze złości widząc ich razem. Mikołaj przełknął nerwowo ślinę, gdyż uświadomił sobie, co go czeka.
Godzina klęczenia na grochu i bicie linijką po honorze?

Zsiadł z konia, a potem pomógł zejść Natalii. Przez krótką chwilę trzymał ją w swoich ramionach i chciał, aby ona została w nich na zawsze.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest. Ja przepraszam. Naprawdę przepraszam – Anita omal nie powaliła jej na ziemię.
- No już dobrze. Ważne, że żyje.
- Miałaś duże szczęście, że był z tobą Mikołaj.
- Rzeczywiście. Miała naprawdę duże szczęście – zwróciła się z ironią w głosie Amelia do Mikołaja. Mężczyzna wziął ją z rękę i odciągnął na bok. Nie chciał najeść się przez nią wstydu i wysłuchiwać przy obcych ludziach jej bez uzasadnionych pretensji. Czy jednak na pewno bez uzasadnionych?
Ano właśnie. :P Jeśli on tak napala się na każdą przyjezdną, to wcale się tej Amelii nie dziwię.

- Nie wiedziała, że z twojego kuzyna jest taki bohater – zaczęła Basia, a Natalia czuła jak ogarnia ją złość. Prosiła ją, aby w obecności Sebastiana nic o tym nie mówiła. Teraz prawda wyszła na jaw i na dodatek wszystko słyszał Mikołaj.(...) - Szkoda, że jesteście rodziną, bo bym pomyślała, że jesteście w sobie zakochani.
Sebastian uśmiechnął się ironicznie i doszedł do wniosku, że Natalia wymyśliła sobie ukochanego, aby wzbudzić jego zazdrość. A jednak go kochała!
On musi mieć strasznie nadęte ego, skoro KAŻDĄ okoliczność sobie tak tłumaczy. :/

- Dlaczego nie powiedziałeś, że jesteście kuzynami? – spytała Amelia, gdy szli do domu.
- Bo nie wiedziałem, tzn. chciałem ci to powiedzieć w odpowiedniej chwili – sam nie wiedział, co myśleć o tej całej sytuacji. Dlaczego Natalia powiedziała przyjaciołom, że oni są rodziną?(...)
- To czemu nie zrobiłeś tego na samym początku, tylko powiedziałeś, że dopiero się poznaliście?
- Bo… Bo chciałem cię poddać próbie, której jak się okazało nie zaliczyłaś – sam lepiej by tego nie wymyślił. Niewinne kłamstwo Natalii ratowało mu w tej chwili życie. Teraz Amelia nie będzie mu robić żadnych wyrzutów.
I będzie mógł do woli dupczyć tamtą na boku, sasasa.

- Skoro już wszystko zostało wyjaśnione, to może byśmy sobie zaszaleli?(...)
- To rozumiem – dziewczyna pocałowała go prosto w usta, a potem patrząc mu prosto w oczy, dodała – co powiesz na wspólna kąpiel?
- Popieram…
Póki nie ma tamtej... Z braku laku dobry kit.

Natalia cały czas leżała w pokoju i była przybita.
Do krzyża. Krzyż też leżał, więc nie było jeszcze tak źle.Always look on the bright side of life...

Bała się reakcji Mikołaja na jej kłamstwo. Chciała, aby oni zostali przynajmniej przyjaciółmi, skoro nie mogą być razem. Wiedziała jednak, że w obecnej sytuacji to niemożliwe, gdyż nie każdy facet chciałby zadawać się z tak zakłamaną kobietą jak ona. Na domiar złego Sebastian dowiedział się, że ona go "okłamała", co do swego domniemanego ukochanego.
Oo, a czemuż to to zwykłe, ordynarne kłamstwo w cudzysłów jest ujęte? Przecież Maryś nie okłamała go mniej, niż Mikołaja.Kłamstwo Mary Sue liczy się jako jedna setna złego uczynku, bo zajebistość neutralizuje wszelkie poczynione zło – stąd cudzysłów.

Pretensje oto mogła mieć jedynie tylko do siebie.
Zaiste!Jedynie tylko i wyłącznie do siebie, i do nikogo innego. Ameeeeeen...

Nie chciała, aby przyjaciółki na siłę ją z kimś swatały, z kimś, kto kochał inną. Fakt ten bardzo ją bolał, nawet bardziej niż jej noga.
KWIIIK! Porównanie górnolotne niczym przepiórka na sterydach.

Powoli wstała i podeszła do okna. Wcale nie powinna tu przyjeżdżać, gdyż cała ta wycieczka od samego początku przysparza jej samych problemów.
Nie wycieczka, kochanie, tylko twoje intrygi, kłamstwa i wtykanie nosa nie tam, gdzie trzeba. Ale rozumiem, że taka ewentualność ci nawet przez myśl nie przejdzie.

W pewnej chwili usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę – powiedziała od niechcenia. Nie miała ochoty na żadną rozmowę. Tego wieczoru chciała być sama ze swymi myślami, ze swoim bólem.
O Matko Borska, patrzcie, co za męczennica! Niech jeszcze zacznie wyć jak Bella po stracie Edzia i mieć zwidy cierpiętnicze.
Jakby ją za mało bolało, mogę pomóc. *szykuje pręgierz, szczypce i wrzącą smołę*

- Cześć. Jak się czujesz? –to był Sebastian. Tylko jeszcze jego brakowało jej teraz do szczęścia.
- Dobrze – odpowiedziała obojętnym głosem. (...) - Co tam masz? – spytała, zauważywszy w końcu małe pudełko w jego ręku.
- Właśnie w tej sprawie przyszedłem.(...) Chciałbym, abyś to przyjęła na znak naszej przyjaźni – wręczył jej pudełko, a ona od niechcenia go otworzyła.
Od mostka aż po krocze, skalpelem.Ale od niechcenia: ot, tak się jej niechcący ciachnęło.

Nie spodziewała się zobaczyć tam nic ciekawego, a tymczasem omal nie zemdlała z wrażenia widząc przepiękny naszyjnik z pereł.
- Jest piękny – powiedziała po chwilowym milczeniu. (...)
- Od dzisiaj należy do ciebie – ona już należała do niego. Był tego całkowicie pewien.
Jako rasowa, ekskluzywna galerianka musi polecieć na błyskotki.

- A co na to Basia? – spytała, nie zdawając sobie sprawy z tego, że dziewczyna stała za drzwiami i przysłuchiwała się ich rozmowie.
- Basia… Ona sama kazała mi ci to dać. Czas zakopać topór wojenny.
- No nie wiem. Moim zdaniem powinieneś jej to dać.
- Ona dostała rano ode mnie coś wyjątkowego i na razie to jest tajemnica. Oboje doszliśmy do wniosku, że ten naszyjnik ci się należy – Basia aż gotowała się ze złości. Przyszła tutaj, aby przeprosić Natalię za to, co zrobiła, a tymczasem dowiedziała się, że Sebastian za jej pomocą chcę zdobyć miłość jej przyjaciółki. Przyjaciółki? Taka osoba jak ona wcale nią nie była.
Zawsze mnie to zadziwia: skąd w ludziach ta pewność, że osoba, którą przyłapaliśmy na kłamstwie w stosunku do kogoś innego, jest z całą pewnością szczera w stosunku do nas?Zaraz. Sama Natalii zrobiła świństwo po południu i była kretyńsko zazdrosna o Sebastiana, jakby to była tej Natalii wina, że facet kocha się w niej, a nie w Baśce... Może się nie znam, ale to też mi wygląda na niezłe draństwo.

Dlaczego była aż tak głupia, że uwierzyła w kłamstwa, którymi oni cały czas ją karmili? Nie miała już sił, aby dalej przysłuchiwać się tej rozmowie i patrzeć na iskierki w oczach Natalii, zachwycające się drogą biżuterią.
Ej, przecież w tej konkretnej sytuacji Natalka WYJĄTKOWO nie zrobiła nic zdrożnego. O co ta ma do niej pretensje, u licha?!

- Skoro tak, to wezmę go. Bardzo wam dziękuje za ten piękny prezent – ponownie otworzyła pudełko i wzięła do ręki naszyjnik. (...) - Naprawdę nie musieliście. Jak spotkam Basię, to też jej za to podziękuje.
- To nie będzie konieczne – nie mógł pozwolić, aby dziewczyny się spotkały, gdyż wtedy prawda szybko wyszłaby na jaw. Musiał szybko coś wymyślić.
A on się łudzi, że do końca świata boCHaterka nie założy naszyjnika w obecności Basi ani w ogóle kogokolwiek innego, kto zapyta ją, skąd ona go ma? Rzeczywiście, plan szczwany jak stado lisów.Zwłaszcza, że jeszcze przez co najmniej kilka najbliższych dni będą mieszkać w jednym domu.

- Dlaczego?
- Ja podziękuje jej za ciebie i bardzo cię proszę, abyś nikomu nic o tym nie mówiła.
Inaczej się wyda, że to cacko jest kradzione. ;)

- Cześć – pożegnali się, a ona po raz pierwszy dzisiejszego dnia poczuła się naprawdę szczęśliwa.
Jak kobiecie niewiele potrzeba do szczęścia... :P

Chciała przymierzyć naszyjnik, ale Anita zawołała ją na kolację. Natalia schowała pudełko pod poduszkę i wyszła z pokoju.
Rozdział 7: Perły śmierci
Basia jeszcze nigdy nie czuła się, aż tak upokorzona. Dwie osoby, którym bardzo ufała, zdradziły ją. Ona nie może pozwolić, aby cała ta sytuacja uszła im płazem. Zaczęła się zastanawiać, jak się na nich zemścić.
Z wrażenia aż jej się czasy poprzestawiały.

Mogłaby publicznie ich zdemaskować, ale wtedy by się ujawniła. To musiało być cos, co zaboli ich tak bardzo, jak ją bolało teraz. Otarła łzy, wstała i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju. W żadnym wypadku nie może okazywać słabości, lecz w obecnej sytuacji powinna zachować zimna krew. Po 10 minutach czuła, że za chwilę oszaleje.
To synapsy się jej przegrzewały od tego natłoku myśli – mózg nie nadążał z przekazywaniem danych.

[Basia w szale zemsty kradnie perłowy naszyjnik]
Przysiadła na rogu [łóżka] i otworzyła pudełko. (...) Jeszcze nigdy w życiu nie widziała czegoś tak pięknego. Poczuła niewyobrażalna zazdrość na sama myśl, że to Natalia będzie w tym chodzić, a nie ona. Do tego ona nie zamierza dopuścić. Te perły od samego początku należały się jej. To ona powinna je dostać!
Bo... Bo tak!

[później, w pokoju Basi]
Zaświeciła światło i rzuciła się na łóżko. Wyjęła naszyjnik i nie mogła uwierzyć, że on od tej chwili należał do niej.
Nie możenie uwierzyć trwało, według precyzyjnego scenopisu aŁtoreczki, od 19:36 do 19:51.

Wstała i podeszła do lusterka, które stało na stoliku chciała założyć już go, gdy usłyszała szczekanie psów.
One też zarykiwały się ze śmiechu na pomysł założenia na siebie stolika.Alternatywna wersja słynnego zaklęcia – „Stoliczku pokryj mnie!”I urodzi takie małe stołeczki.

Zainteresowana tym, co się dzieje zeszłą na dół i wyszła na zewnątrz. Stojąc za drzewem przysłuchiwała się rozmowie Piotra (męża Krystyny) z Bogusiem.
- Ktoś tu misi być.
- Dokładnie sprawdziliśmy cała posiadłość, ale nikogo nie znaleźliśmy – relacjonował Boguś.
Posiadłość”. Czemu nie „hacjendę”?Albo „włości”?

Basia nie wytrzymała i podeszła do nich.
- Co się dzieje?
- W tym problem, że nie wiadomo. Radzę panience wrócić do domu – Basia przestraszyła się poważnej miny mężczyzny i powoli ruszyła do domu. Jeden z psów szedł za nią, szczekając niesamowicie. Piotr krzyknął na niego, ale to nic nie dało. Gdy dziewczyna przekroczyła próg, nagle hałasy ustały. Odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do siebie, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś ją obserwował. Gdy Basia szła na górę po schodach, tajemnicza zjawa leciała za nią w odpowiedniej odległości.
Co chwilę kontrolowała odległość podręczną taśmą mierniczą.Jak to mawiał jeden z moich wykładowców: jedyna słuszna odległość pomiędzy dwiema osobami, to półtora metra. Czyżby duch też chadzał na wykłady doktora L.?Może dlatego jest już duchem...

Będąc w pokoju tym razem nie zamykała drzwi na klucz. Wściekła się na siebie, zobaczywszy leżące na stoliku perły. Jak ona mogła być aż tak bezmyślna, żeby zostawić jena oczach?
Jena Oczach? To jakaś nowa wersja chińskiej waluty, albo serbska piosenkarka?

Całe szczęście, że nikogo tu nie było podczas jej chwilowej nieobecności. Gdy poszła otworzyć okno (było naprawdę gorąco) zjawa „weszła” w naszyjnik, który zaczął w dziwny sposób się błyszczeć.
Eee... to-to powyżej, to miało być „budowanie atmosfery niesamowitości i grozy”? Zjawa wchodząca w naszyjnik, który zaczyna sparklić? No bez jaj.To już nawet ektoplazma sparkli? W zaświatach jest moda na Swarovskiego, czy jak?!

Basia odetchnęła świeżym powietrzem i wzięła do ręki perły, które były całe zimne To jednak nie przeszkadzało jej i bez problemu założyła je na szyje. Spojrzała w lustro i nie mogła wyjść z podziwu.
Zaklinowała się, ani chybi.Tak to jest, jak się ma za szeroką dupę.

Wyglądała naprawdę pięknie. Położyła się na łóżko i poczuła się jak prawdziwa królowa. Nagle naszyjnik zaczął zaciskać się na jej szyi. Czuła jak zaczyna brakować jej powietrza. Ostatkami sił próbowała zdjąć jakoś go, ale
...ale Upiór zamordowej Składni zaciskał na jej szyi swoje zimne palce, sycząc nienawistnie:
- A będziesz Ty wreszcie mówić poprawnie?!


im coraz bardziej się szarpała, tym on coraz bardziej się zaciskał. Próbowała jeszcze krzyczeć, ale nie dała już rady. Ręce i nogi opadły bezwładnie na łóżko. Już nie walczyła – już nie żyła.
Już nie walczyła,
bo już nie żyła!
Trupem była,
lekko gniła,
i glista w niej ryła!

...
(milczenie dużymi kropkami)

Na twarzy malowało się jej przerażenie nastała cisza,
Ech, synestezja obrazu i dźwięku, jakiej by się i sam Tetmajer nie powstydził!

którą przerwał czyjś krzyk… Tej nocy Natalia miała kolejny koszmar. Sen był bardzo realistyczny i jego początek przypominał ostatnie wydarzenia z jej życia. Przyjazd, wyprawa do zamku Czarneckich, upadek z konia. Wydało się jej, że jakby jej dusza oderwała się od ciała i zaczęła wędrować wokół zamku, jeziora, po lesie i w końcu dotarła do domu.
Idzie samotna dusza polem,
idzie ze swoim złem i bólem,
po zbożnym łanie i po lesie,
wszędy zło swoje, swój ból niesie
i swoją dolę klnie tułaczą,
i swoje losy klnie straszliwe,
z ogromną skargą i rozpaczą
przez zasępioną idzie niwę...”


Obserwowała śpiących przyjaciół, ale nie mogła zobaczyć Basi. Poczuła dziwny strach i czuła jak coś powstrzymywało ją ze wszystkich sił, aby ona nie weszła do pokoju. Nagle zobaczyła obok siebie zmarłego ojca, który wziął ją za rękę i jakby zapewnił jej bezpieczeństwo.
Nie wiem, co bezpiecznego jest w trzymaniu za rękę ducha, ale może się nie znam.

Oboje przeszli przez ścianę i obserwowali walkę Basi z przeklętymi perłami. Natalia poznała ten naszyjnik. Gdy wróciła z kolacji, to zauważyła jego brak. Była jednak zbyt zmęczona, aby porozmawiać o tajemniczym zaginięciu z Sebastianem i położyła się spać.
Nie no, czymże jest fakt, że wśród swych przyjaciół ma złodzieja, wobec wieczornego zmęczenia!

Próbowała coś zrobić, ratować jakoś przyjaciółkę, ale dookoła jej łóżka znajdowało się silne pole energii, którego ona nie mogła przekroczyć. (...) zaczęła ze wszystkich sił krzyczeć i… obudziła się zlana potem. Spojrzała na zegar, który wybił równą północ.
W lesie przejmująco zawyły wilki, stado nietoperzy przesłoniło księżyc, hrabia Dracula odwalił wieko swej trumny, a wiatr zaczął gwizdać „Cwał Walkirii” w koronach drzew.Zapomniałaś o upiornie bladym zygazku błyskawicy, która w tym momencie rozświetliła niebo i była niczym szponiasta dłoń złej wiedźmy zaciskająca się na gardle ziemi!!!

Tymczasem Sebastian nie patrząc na nic z samego rana postanowił rozmówić się z Basią. Nie zamierzał ciągnąć dłużej związku, który od samego początku był błędem.
– Czas rozpocząć nowe życie – powiedział do siebie, po czym zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał – Basia? Jesteś tam? – spytał, ale nie uzyskał odpowiedzi. Nacisnął na klamkę i wszedł do środka i wszedł do środka. W pokoju było zimno, więc odruchowo podszedł zamknąć okno. Odwrócił się i jego oczom ukazała się martwa dziewczyna
Ukazała mu się jako widmo, bo ciało dawno zeżarły myszy.No co, kota nie mieli, to się rozbestwiło plugastwo.

– O Boże! – krzyknął. Był w szoku i nie widział, co robić. Chciał kogoś zawołać, ale się wstrzymał widząc perły, które wczoraj wieczorem dał Natalii. Zamknął drzwi i podszedł do zmarłej – Wybacz, ale to należy do mnie – z mieszanymi uczuciami zdjął naszyjnik z jej szyi, zostawiając odciski palców.
No nie wyrobię.
Arogancja w stosunku do rodziców – w sumie standard w blogaskach, okłamywanie przyjaciół – wkurzające jak diabli, ale niech będzie; nieuzasadniona pogarda dla miejscowych – nóż się w kieszeni otwiera, ale to był chyba jednorazowy incydent; instrumentalne traktowanie przyjaciół – da się przeżyć. Ale, na litość, OKRADANIE TRUPÓW? Co za chwilę będą robić ludzie w tym blogasku? Sprzedadzą swoje koleżanki do tajwańskich burdeli?
Wrrr.

No coś Ty, do burdeli by ich nie sprzedali, bez przesady.
Po co ma ktoś inny korzystać? Przerobią je na kebab.
Złapał się za głowę i czuł się winny jej śmierci.
Pełen automatyzm.

Chciało mu się płakać, ale zamiast tego wybiegł z pokoju, a drzwi trzasnęły z niesamowita siłą.
Chciały go w łeb trzasnąć, ale się wywinął, skubany.One trzasnęły, bo facepalma robiły.

W drzwiach wejściowych omal nie zderzył się z Mikołajem, który przyszedł do Natalii.(...) Nie zamierzał prowadzić z nim żadnej rozmowy, ale po chwili uświadomił sobie, że mógłby z nim przeprowadzić mały wywiad na temat Natalii. Oni byli przecież rodziną. Co prawda sytuacja nie sprzyjała rozmowie, ale drugiej takiej szansy może już nie dostać.
Aha. Pierdolić* martwą i sztywną przyjaciółkę w pokoju obok – w końcu jest okazja, by przybliżyć się do wskoczenia w majtki boCHaterki!
*Nie dosłownie, rzecz jasna. ^^”Wychodzi z założenia, że tamtej już i tak nic nie pomoże, a druga szansa dowiedzenia się czegoś pożytecznego może się już nie przytrafić.

[chłopcy idą na łąkę (!) porozmawiać o Natalii i nazrywać dla niej kwiaty (!!!)]
- To chodźmy – wyszli z domu i nie zdawali sobie sprawy, że w oknie zauważyła ich Natalia. Dziewczyna była przerażona. Bała się tego, że Sebastian mógłby powiedzieć Mikołajowi na jej temat, a raczej na ich temat. (...) Wzięła głęboki oddech i udała się do kuchni, gdzie śniadanie jadła już Anita. (...)
- Ciekawe, co tam u Basi? (...) Powiem ci, że ona wczoraj zachowywała się jakoś dziwnie. (...) Miała ze sobą jakieś pudełko i nie chciała mi go pokazać – Natalia zbladła. Czyżby Basia ukradła jej perły?
- Pudełko?
- Tak. Było małe i czarne z białą gwiazdką na górze. A czemu pytasz? Coś się stało?
- Nie. Nic. Tylko też wydaje mi się to dziwne, ale… ale myślę, że nie musimy się niczym martwić – w końcu odzyskała pewność siebie, przekonując siebie w duchu, że jej podejrzenia są bezpodstawne. Niby dlaczego Basia miałaby dać naszyjnik, a potem go zabrać?
Może chciała się w piekle poniewierać. :>

- Natalia powiedz mi… - nie dokończyła, gdyż przerwał jej przerażony Romek.
- Musicie to zobaczyć. (...) – dziewczyny natychmiast udały się za nim do pokoju Basi, gdzie byli już: Zenek, Krystyna i Piotr. To, co obie zobaczyły na miejscu przekroczyło ich najśmielsze oczekiwania. Anita z wrażenia krzyknęła, a Natalia stała i patrzyła na zmarłą przyjaciółkę jak zahipnotyzowana.(...) To wszystko jej wina! To ona ją zabiła! Łzy napłynęły jej do oczu. Nie miała już sił, aby stać i dłużej na to patrzeć. Bez jakiegokolwiek słowa wybiegła z pokoju i omal nie przewróciła się na schodach.
Och tak, teatralne i ostentacyjnie spierdolenie z domu, by zostawić cały ten sztywny problem na głowie innych, daje ci +10 do wrażliwości i uduchowienia!I skąd przeświadczenie, że ona jest winna śmierci tamtej? Mary Sue jest z definicji praprzyczyną wszystkiego, czy jak?

[absztyfikanci boCHaterki rwą kwiecie na łące; Mikołaj wygaduje się Sebastianowi, że nie jest spokrewniony z Natalią]
Nagle obaj zobaczyli idącą dziewczynę. Była cała zapłakana, a jej kolano było całe czerwone od krwi. Sebastian natychmiast do niej podbiegł.
- Co się stało?
- Ona… No bo… Ja nie wiem… Ja nie wiem jak to się stało – cała się trzęsła.
- No nie płacz. Serce mi się kraja, jak cię widzę w takim stanie. Uspokój się i powiedz mi, co się stało? – doskonale wiedział, czemu ona była w takim stanie, ale nie mógł się ujawnić. Przytulił ją do siebie, ale ona natychmiast odsunęła się od niego. Nie chciała, aby Mikołaj wziął ich za parę.
W końcu cóż z tego, że Basia jest martwa – intrygi miłosne przede wszystkim!A kto by się jakimiś tam zwłokami przejmował...

- Basia… Ona… Ona nie żyje.
- Jak to?
- Ktoś udusił ją dzisiaj w nocy.
- Mogę jakoś pomóc? – Mikołaj powoli podszedł do nich. Tak bardzo chciał ukoić jej smutek i trzymając ją w ramionach, szepczeć do ucha, że wszystko będzie dobrze.
Jak miło, że kogoś w ogóle obchodzi, że zginęła dziewczyna, prawda? Że już nie wspomnę o tym, że jej morderca gdzieś tu się pewnie czai...

Ona jednak nie odpowiedziała, tylko zwróciła się do Sebastiana.
- Myślę… Myślę, że powinieneś iść do domu. Byliście razem i domyślam się jak się teraz czujesz.
- A ty?
- Zaopiekuje się nią – Mikołaj odpowiedział za nią, nie rozumiejąc, co się tutaj działo. Sebastian był związany z Basią, a kochał Natalię?
No tak, TO jest z pewnością kluczowe w tej sytuacji. A może akcja niepostrzeżenie przeniosła się do Mexico City, że jeden trup nikogo nie rusza?Skąd wiesz, ilu znajomych już wcześniej pochowali. A może to nieślubne dzieci Tarantino i szlachtowanie kogo popadnie to dla nich codzienność?
E tam, Tarantino jest mocny tylko w gębie. To znaczy w taśmie. ;P

Dziewczyna zrobiła kilka kroków dalej i usiadła na trawie. Już nie płakała. Odczuwała jedynie strach przed tym, co może się zdarzyć.
Oraz zastanawiała się, czy jej śliczna koronkowa bielizna, jaką dziś założyła, zrobiłaby wrażenie na Mikołaju.

Mikołaj jednak nie zamierzał robić jej żadnych wyrzutów tylko podszedł do niej i usiadł obok niej.
- Domyślam się, jak się teraz czujesz.
- Naprawdę? – spojrzała na niego zdziwiona.
- W dzieciństwie straciłem rodziców straciłem rodziców (i kupiłem czarny ciągnik, kupiłem czarny ciągnik...) i zostałem sam z bratem.
Łojdiridi, łojdiridiridi, łojdiridiridi u-ha!*podzwania tamburynkiem do rytmu*

- Wszystko będzie dobrze – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
- Skąd… Skąd to wiesz? – spytała ledwo słyszalnym głosem. Ich usta były niebezpiecznie blisko siebie. Mikołaj walczył sam ze sobą, aby jej nie pocałować.
- Czuje to
...mój honor mi podpowiada.
Znaczy – nadchodzi biegunka?

– uśmiechnął się, a ona zbierając w sobie resztki odwagi odsunęła się do niego – Zobaczysz jeszcze wszystko się ułoży.
Może cię zmartwię, koleś, ale jak dotąd tylko jednemu facetowi „ułożyło się” po śmierci – tyle, że to był syn Szefa.
- Wątpię – ponownie zaczęła płakać, a on przytulił ją do swojej piersi. Oddałby wszystko, aby ona tak nie cierpiała. Była prawdziwym aniołem i nie zasłużyła na to, co się teraz działo
Nie no, kurwa, bo to ją tu krzywda spotkała, nie? A ten „anioł” rychło zmieni się w Golgothana gdy facet zobaczy, co za zołzę sobie wybrał.Bo ona jest Chrystusem Narodów i za milijon cierpi katusze. :]

– Ona była moją przyjaciółką. Powinnam… Powinnam się domyśleć, że coś jest nie tak.
- To nie jest twoja wina.
- A właśnie, że moja! – nie rozumiała, co się stało, ale wiedziała, że mogła zapobiec jakoś jej śmierci. Basia ukradła jej naszyjnik z zazdrości o Sebastiana. Chłopak okłamał je obie. Chciał zdobyć serce Natalii kosztem drugiej osoby. Dowiedział się, że Mikołaj jest jej „kuzynem” i przypadkowo wyciągnął błędne wnioski.
- Mylisz się – odruchowo delikatnie pocałował ją w czubek głowy, jakby tym gestem chciał dać jej do zrozumienia, że ona jest dla niego kimś więcej, niż tylko zwykła znajomą.
Córką? Podopieczną? Bo małe dzieci się zazwyczaj całuje w główkę.

– Myślę, że ona nie powinna nazywać się twoją przyjaciółką.(...) Powinnaś coś wiedzieć. Ta twoja znajoma odebrała ci miłość.
- O czym ty mówisz?
- Z tego, co wiem to Sebastian cię kocha i…
- Ja już o tym wiem! – przerwała mu. Ogarniała ją złość. Jak on śmiał obwiniać o wszystko Basię, nie znając całej sytuacji? Zaczęła się domyślać, co takiego Sebastian mógł mu powiedzieć.
- Skoro już jej nie ma, to chyba możecie być już razem. Teraz powinno wszystko się ułożyć
Dżizaskurwajapierdolę. Jak gargantuicznych rozmiarów dupkiem trzeba być, by skomentować tak śmierć boru ducha winnej dziewczyny?
- I mówisz to takim spokojnym głosem?
- Staram się myśleć obiektywnie.
- Mogę wiedzieć, co jeszcze wymyśliłeś? – starała się mówić normalnie, ale z każdą chwilą coraz trudniej jej to przychodziło. Miała ochotę zrobić mu awanturę, ale chciała jeszcze usłyszeć, co on ma jej do powiedzenia.
- Wymyśliłem? Po prostu takie są fakty – nie rozumiał jej zachowania.(...) - O co ci chodzi? – nie wytrzymał i postanowił wszystko z nią wyjaśnić.
- Mi? O nic – ruszyła w stronę drogi, a on szedł za nią.
- To więc po co rozpowiadasz niestworzone rzeczy n mój temat?
- Nie jesteś kim, komu musze się tłumaczyć –
No jasne, zwłaszcza, że te swoje kłamstwa opowiadasz o nim. Spoko, nie jesteś mu nic winna.Nie znasz się. Ona po prostu gra teraz „niedostępną”.

- Ale chyba kilka słów wyjaśnienia mi się należy.
- Skoro jesteś taki mądry, to założę się, że znalazłeś już jakieś wytłumaczenie.
- Mam pewne podejrzenia.
- To słucham! – ustała
Znaczy że co, też trupem padła?

i spojrzała na niego. Była cała zdenerwowana i nawet nie podejrzewała, że mężczyzna, którego kochała może być inny niż ona podejrzewała. Jak ona mogła aż tak strasznie się do niego pomylić?
A, przepraszam że się wtrącę, od jak dawna się znacie? Od tych czterdziestu minut spędzonych razem przed kilkoma dniami?Nie rozumiesz? Wszak miłość Mary Sue z grzechów obmywa i do bycia Nieskazitelnym predestynuje! Słusznie jest oburzona!

- Myślę… Myślę, a wręcz jestem pewien, że od samego początku chodziło ci o Sebastiana i kolejnymi kłamstwami chciałaś wzbudzić jego zazdrość.
Jak widzimy, jedynym znanym aŁtorce sposobem na wzbudzenie zainteresowania wybranka/ki jest wzbudzenie w nim/niej zazdrości za pomocą jakiegoś naiwnego frajera. Gratulujemy dojrzałości.

Gdy nie wiedziałaś jak coś odkręcić, wymyślałaś coś innego, wykorzystując mnie od samego początku. Jestem ciekawy, co wymyślisz, gdy prawda wyjdzie nie jaw?
- To już nie twoja sprawa! – ruszyła przed siebie, ale po chwili zatrzymała się i odwracając się do niego, powiedziała coś, co bardzo wiele ją kosztowało – Jesteście obaj siebie warci. I wiesz co? Nienawidzę was obu! – nie próbował jej zatrzymać. Nic nie rozumiał, nie wiedział, o co w tym wszystkim naprawdę chodziło,
To tak jak ja.

ale zdawał sobie sprawę z tego, że popełnił błąd. Nie znał całej prawdy i tylko na podstawie kilku informacji wyciągnął wnioski. Tak bardzo chciałby cofnąć czas do chwili, gdy ją poznał. Tak bardzo chciałby o niej zapomnieć. Tak bardzo chciałby teraz nie cierpieć…
O kurwa...Widać są już na etapie czwartej zwrotki statystycznej disneyowskiej Piosenki Zakochnych – bójmy się, co będzie, jak dotrą do ostatniej.

Rozdział 8: Przesłuchanie
Policja nie tylko otoczyła dom Grabińskich i rewidowała każdego, kto tu chciał wejść.
W krzakach czaiło się pięć oddziałów antyterrorystycznych, w powietrzu latały helikoptery, a prezydent apelował w telewizji: „Nie zabijajcie nas!”

Prowadzący śledztwo – Rafał Komorowski zlecił swoim współpracownikom chodzenie po wsi i ustalenie szczegółów ważnych dla śledztwa.
Przy czym kluczowy jest tu sam proces chodzenia.Wiesz... to ma sens. Tu pójdą, tam zajrzą, stamtąd kurę podwędzą... płaca w policji niska, a żyć trzeba.

Udało mu się ustalić, że w nocy ktoś tu był, co tłumaczyło szczekanie psów, ale jak na złość nikt nic nie widział i nic nie wie.
Durne dowody, że też zawsze ich nie ma, jak akurat są potrzebne!

Po przesłuchaniu Piotra i Krystyny przyszedł czas na piątkę przyjaciół. (...) Na pierwszy ogień poszedł Romek.
- Nazywam się Rafał Komorowski i jak pan zdążył się zorientować prowadzę śledztwo w sprawię pana znajomej – zaczął policjant dokładnie mu się przyglądając. (...)- Czy wie pan coś, co może pomóc nam w rozwiązaniu tej sprawy? –
Romek chwile się zastanowił i stwierdził, że ostatni wypadek z udziałem Anity może mieć cos wspólnego ze śmiercią Basi.
Boska dedukcja. Niech powie jeszcze o wyjątkowo silnym gradobiciu sprzed miesiąca i cielęciu o dwóch głowach, co się u starej Matysowej urodziło na wiosnę.

- Kilka dni temu Anita Zaręba omal nie utonęła w jeziorze.
- A co to ma wspólnego do sprawy?
Widzę, że policjant inteligent, wykształcony, poprawną polszczyznę ma w... jednym z otworów ciała...

- A to, że ktoś próbował ją utopić i jeszcze na dodatek jakaś kobieta śledziła nas, gdy byliśmy w zamku. (...) - Ja jej nigdy na oczy nie widziałem, ale moja znajoma – Natalia ją widziała dwa razy.
- A co robiliście w tym zamku?
- Nic. To była taka mała wycieczka – zapomniał wspomnieć, że to był zakład odbywający się w nocy, a dokładnie o północy.
No tak, policja niechybnie uznałaby, że wszystkiemu winne są duchy i zamknęła śledztwo.Północ ma tu znaczenie okultystyczne, kluczowe i mistyczne. I z pewnością informacja ta pomogłaby w odnalezieniu zabójcy.

- A czy wczoraj wieczorem nie zauważył pan czegoś dziwnego?
- Jeżeli to ma jakieś znaczenie, to Basia źle się czuła i przed snem wogule jej nie widziałem. Powiedział mi o tym Sebastian – jej chłopak.
- Czy oni byli ze sobą bardzo blisko? (...)
- To był tylko związek na pokaz, żeby inni widzieli.
- Jak on ją traktował podczas tego chwilowego romansu?
- Wydawali się być w sobie zakochani, ale pamiętam, że były takie chwile, iż traktował ją chłodno i z dystansem.
- Myśli pan, że ten cały Sebastian mógłby mieć motyw, aby ją zabić?
No, naprzykrzała mu się cholera, to chłopięciu w końcu nerwy puściły, a że nerwowy był od dziecka i siłę w rękach miał po dziadku, to... tak jakoś wyszło, panie władzo.
- Moim zdaniem nie.
- Wspomniał pan o Natalii. Jakie relacje panowały między nią a zmarłą?
- Basia była szaleńczo o nią zazdrosna i rzadko ze sobą rozmawiały, ale kilka dni temu się pogodziły, co też wydawało się dziwne.
- Co to znaczy „dziwne”?
- Nagłe pogodzenie po kilku latach życia w waśni wydaje się dziwne.
Mnie w obliczu tej sytuacji wydaje się dziwny już sam wspólny wyjazd, ale to szczegół.

- Ma pan rację. To wygląda podejrzanie.
- Co pan sugeruje?
- Panna Bielska mogła zabić swoją rywalkę, gdyż ta jej tylko przeszkadzała.
Tu na wierzch wyłazi profesjonalizm przesłuchującego, nieprawdaż.

- To nonsens. Już panu powiedziałem, że Natalia wcale nie kochała Sebastiana! (...) Już prędzej po Sebastianie bym się wszystkiego spodziewał, ale nie po niej.
- Czyli mógł on jednak zabić? Zaprzecza pan samemu sobie, a za pomoc w ukrywaniu sprawcy grozi kara.
- Nie ma takich powodów, abym bronił Sebastiana. Niech lepiej pan go przesłucha, a wtedy się przekona, gdzie leży prawda. – Romek aż gotował się ze złości. (...) Bał się, że jego nieuporządkowana wypowiedź może skrzywdzić niewinne osoby.
- W takim razie żegnam pana – Rafał nie lubił, gdy ktoś dyktuje mu warunki gry. On sam decyduje kogo przesłuchuje i w jakim czasie.
Trudno, żeby to przesłuchiwany decydował o takich rzeczach. Serio.

Odprowadził Romka do drzwi i poprosił Zenka. Co prawda miał wielką ochotę przesłuchać Sebastiana, ale chciał zrobić na złość Romkowi.
W ostateczności rozważał też odmrożenie sobie uszu.

Opanowany policjant z każdą chwilą robił się coraz bardziej zdenerwowany. (...) Usiadł, zrobił łyk kawy
Na drutach.

i spojrzał na Zenka. Jego twarz nie skrywała żadnych emocji, a przecież powinien on być załamany tym, co się stało.
Skoro „nie skrywała” to znaczy, że właśnie powinno być widać emocje, panno Ałtorko.

Tym razem nie zamierzał być do końca taki miły, jak to było w poprzednim przypadku.
Schował cukierki i wyciągnął pejczyk. ^^

- A co pan ma mi ciekawego do powiedzenia? – spytał ironicznie z uśmiechem na twarzy, chociaż powinien być poważny.
- To znaczy?
- Spytam wprost: czy Barbara Zaniewska miała jakichś wrogów?
- Nie sadzę.
- A jakie stosunki łączyły ją z Natalią Bielską?
Udane i bogate w orgazmy.

- Bardzo się lubiły…(...)
- Czy Natalia mogła mieć motyw, aby ją zabić?
- Oczywiście, że nie. Oddałaby za Basię życie i bardzo przeżyła jej śmierć
Jeżu. Ci ludzie naprawdę są tak głupi i ślepi, czy tylko udają? =.=

- A co z tajemniczym wypadkiem Anity Zaręba?
Polskie żeńskie nazwiska zakończone na „a” odmieniamy. Zawsze. Lekcje gramatyki nie bolą, moje dziecko.

- Sam nie wiem, co o tym myśleć. Mogła rzeczywiście tonąć, albo tylko udawała, aby nas przestraszyć.
- Do której wersji bardziej się pan skłania?
- Do tej pierwszej.
- A dlaczego? Czy to prawda, że ktoś chciał ją zabić? Co pan wie o tajemniczej kobiecie z zamku, w którym niedawno byliście?
- Natalia twierdzi, że widziała kogoś nad jeziorem, a potem w zamku i stąd wysunął się wniosek, że to wszystko jest podejrzane.
- Czy ona opowiadała wam o niej?
- Mówiła tylko, że ją widziała i nic więcej.
- Czyli ona może coś wiedzieć?
- Nie wiem, ale szczerze wątpię.
Też wątpię, aby ona wiedziała cokolwiek. O czymkolwiek. :>

- I jeszcze ostatnie pytanie. Czy pana zdaniem Sebastian Różewicz mógł zabić Barbarę Zaniewską, aby pozbyć się konkurencji i potem związać się z Natalią Bielską?
Pozbyć się konkurencji?! A jaką konkurencją była niby Basia? Przecież wystarczyło, żeby jej powiedział „Bujaj się, stara torbo!”

[tymczasem wśród pozostałej młodzieży...]
- Co to tak długo trwa? – spytał Sebastian. Jak na to, co się działo był dziwnie spokojny.
- A co? Spodziewałeś się, że po 5 minutach go wypuszczą? – odpowiedział ironicznie pytaniem na pytanie Romek. Oblicze śmierci Basi nic nie zmieniło w relacjach między nimi dwojga, a wydawało się, że powinno.
Oblicze było zawiedzione i ze zgorszeniem marszczyło brew.

- Jak nie ma nic na sumieniu, to rzeczywiście powinno tak być.
- Założę się jednak, że ty coś będziesz miał – Sebastian zaniemówił i zbladł. Romek wyglądał, jakby czytał w jego myślach i znał jego tajemnice. Nie! To nie możliwe! Nikt nie widział rano w pokoju Basi, więc jest czysty. Zapomniał jednak, że odchodząc trzasnął drzwiami, a więc mógł go ktoś zobaczyć.
Zaprawdę powiadam Wam: po trzaskających drzwiach ich poznacie.

- Czy chociaż teraz możecie się nie kłócić? – wtrąciła się Anita, która już nie mogła dłużej tego słuchać.
- A czym my się kłócimy? – spytał z niewinną miną Romek.
Talerzami, patelnią. Wałkiem do ciasta.. co w ręce wpadnie.
Natalia siedziała w kącie i wyglądała jakby była zahipnotyzowana. Nie płakała, ale minę miała poważna. Po powrocie do domu wzięła szybki prysznic, przebrała się i leżąc na łóżku płakała na bólu.
Ból też płakał, bo Natalia była diablo ciężka.

Nie chciała z nikim rozmawiać, chociaż przyjaciele próbowali. Zamknęła się w sobie i była sama ze swoim bólem, nie chciała niczyjej pomocy.
Wiem, do czego zmierzasz, aŁtorko – do tego, byśmy wraz z tobą westchnęli „ach, jakież to romantyczne, być samemu ze swoim BULEM!!!111oneone!”. Przykro mi – nie jest to romantyczne, tylko gówniarskie. Do ponownego rozważenia problemu zapraszamy za dziesięć lat.

Czekając na Zenka, uświadomiła sobie, że nie może powiedzieć policji prawdy, gdyż oni wzięliby ją za wariatkę i niewiadomo jakby cała ta sprawa mogłaby się potoczyć. Doszła do wniosku, że musi zachować zimną krew, aby nie stoczyć się na same dno, tak jak jej matka po śmierci ojca.
A cóż się z nią stało? Zamieszkała pod mostem w kartonie po murzynkach i narkotyzowała się butaprenem?Została szwaczką i pomagała samotnym mężczyznom, którzy po śmierci żony od dawna sami nie... nie mogli sobie przyszyć guzika?

Ona nie miała czasu na łzy. Musiała pomóc Alicji wstać na nogi
Dobrze, że nie chciała jej pomóc w wyciągnięciu nóg. :>
Może jakoś ze śmiercią Basi by się uporała, ale do jej smutku dochodził Mikołaj. Dzisiaj potraktował ją jak jakoś intrygantkę bez żadnych skrupułów, a sam zachowywał się tak, jakby nic nie miał sobie do zarzucenia.
Bo ona w żadnym wypadku intrygantką nie była. A on jej zrobił sthhraszną krzywdę. Co prawda nie mam pojęcia jaką, ale skoro ona tak mówi, to tak musi być.

Miała ochotę zemścić się na nim i oczywiście na Sebastianie. Gdyby nie on, to ona nie rozpoczęłaby tej beznadziejnej gry.
A kazał jej ktoś? Nie trzeba było rozpoczynać gry, w której jest się tak nieudolnym.

- Mogę wiedzieć, co podarowałeś wczoraj Basi? – spytała, chcąc ośmieszyć i skompromitować go w oczach przyjaciół, tak jak on to zrobił z nią.
- Ja? – spytał zaskoczony i nagle oczy wszystkich zwróciły się na Natalię.
- Tak ty. Mówiłeś, że dałeś jej coś wyjątkowego. Czyżbyś nagle o tym zapomniał? (...) - To, co to było? Chyba mamy prawo wiedzieć – drążyła uparcie temat Natalia. Nie dała po sobie poznać żadnych emocji. Trudno było ją rozgryźć.
A kogo miał niby dotyczyć ten komentarz? Czytelników? Narratora? Bo ja akurat nie mam problemów z „rozgryzieniem” gówniary, więc pewnie analizatorzy mają jakiś immunitet.

- A więc… A więc to jest coś wyjątkowego, nawet nie domyślacie się, co…
- Możesz przestać w końcu gadać te bzdury i powiedzieć nam prosto w oczy, w co ty grasz? – przerwała mu stanowczym głosem.
Jasna rzecz, gra jest o skórę,
nie o strój.
No, jak tak to tak.
Jest pergamin, sznur i hak,
popatrz, diable prosto w twarz,
graj va banque!”


- W nic. Dobrze o tym wiesz.
- Natalia, co się dzieje? – spytała zaniepokojona Anita. Podeszła do przyjaciółki i usiadła obok niej.
- Spytaj jego – rzuciła w jego kierunku wymowne spojrzenie, a gdy ten milczał, odpowiedziała za niego – Cały czas bawił się uczuciami Basi i za jej plecami próbował podstępem zdobyć moją miłość, ale nie udało mu się to, co teraz widać.
- To prawda?
- Ja… No bo…
- Prawda, prawda. Pożałujesz tego, co zrobiłeś i tym razem nie chodzi tu o Basię – chodziło jej o Mikołaja.
Jasne! Jebał pies Basię! Kogo obchodzi, że została zabita przez miłosne intrygi, w których boCHaterka grała główną rolę! Zniewaga Tru Loffa – oto, co krwi wymaga.

[przesłuchanie Anity]
- Jestem przekonany, a wręcz w 100% pewny, że jako dobrzy tak myślę przyjaciele mówicie sobie wszystko. W takim razie słucham.
- W tej kwestii się pan myli
Głównie, to się okłamujemy i kopiemy pod sobą dołki. No, czasem jeszcze na siebie nawrzeszczymy. Ale tak ogólnie, to się lubimy, tak.

– wiedziała, ale bała się o tym mówić. Nie chciała wplątywać się w zabójstwo Basi. Znając policję jeszcze i jej udowodniliby jakoś tam winę i wsadziliby ją do aresztu. Dziewczyna wiele o takich sprawach się nasłyszała, (...) i nie miała zaufania do dzisiejszego wymiaru sprawiedliwości. Nie mogła uwierzyć, że Romek i Zenek zachowali się jak ostatni idioci i powiedzieli Rafałowi wszystko, co wiedzą.
Ach tak, teraz jesteśmy zbuntowanymi anarchistami, kontestatorami porządku społecznego? A o tym, że za składanie fałszywych zeznań i wprowadzanie w błąd organów ścigania idzie się siedzieć, panienka wie?

[przesłuchanie Sebastiana]
Sebastian powinien się bać, a tymczasem zachowywał się normalnie. Chłopak wiedział, że jeżeli powie o perłach, to może zostać aresztowany.
Taak. Policja bez sprzeciwów uwierzy w to, że mordercą był perłowy naszyjnik. Oł je.Jeśli śledczy jest maniakalnym fanem baśni braci Grimm – ewentualnie Harry’ego Pottera, to jest na to niewielka szansa. ;)

Cały czas się zastanawiał, co jego poprzednicy mogli powiedzieć Rafałowi. On nie zamierzał jednak mówić całej prawdy. Niby po co? Żeby doprowadzić do własnego końca?
No jasne, po co odpowiadać za to, że się przyczyniło do czyjejś śmierci? To dla lamerów.


15 komentarzy:

Konrad pisze...

Podziwiam Was, że przebrnęłyście przez tego blogaska. Współczynnik wkurwiania czytelników rośnie z odcinka na odcinek.
Świetna analiza, dzięki niej zrozumiałem, o co w blogasku chodzi, kto z kim i tak dalej [w wersji surowej miałbym problemy]. ^^

Goma pisze...

Groza, groza!
Ale będzie więcej? :P

Anonimowy pisze...

To już koniec blogaska? Jeśli tak, to się cieszę. To najgorsza Mary Sue, o jakiej kiedykolwiek miałam nieszczęście czytać. Chociaż najgorsza była pierwsza część przygód szanownej Natalii,potem już się na nią uodporniłam.
Analiza oczywiście wspaniała. Naprawdę Was podziwiam, że jesteście w stanie czytać takie blogaski, bo mi w niektórych miejscach trudno to szło nawet z Waszymi komentarzami.

kura z biura pisze...

Och, to było analizowane na wysokim poziomie wkurwu, widać...

Anonimowy pisze...

I te komentarze są kwintesencją tego opka:

Aha. Pierdolić* martwą i sztywną przyjaciółkę w pokoju obok – w końcu jest okazja, by przybliżyć się do wskoczenia w majtki boCHaterki!

*Nie dosłownie, rzecz jasna. ^^”

Wychodzi z założenia, że tamtej już i tak nic nie pomoże, a druga szansa dowiedzenia się czegoś pożytecznego może się już nie przytrafić.


[chłopcy idą na łąkę (!) porozmawiać o Natalii i nazrywać dla niej kwiaty (!!!)]

***
Nieczęsto zdarza się tekst tak mordujący Logikę, jak to opko.


jasza

Szprota pisze...

Upiór zamordowanej składni mnie ómarł. Bardzo dobra robota, dziewczyny. Mary Sue wybitnie irytująca, a Wy zaiste bezlitosne.

Anonimowy pisze...

Holender, intrygi są tu gorsze, niż "Moda na Sukces", chociaż nie, tam raczej nie są one na poziomie drugiej gimnazjum, aczkolwiek w zagęszczeniu ich mamy remis. Czuję, że będzie ciąg dalszy. Tylko kiedy w końcu dla wzbudzenia zazdrości trulawera Natka zacznie rwać Anitę?
pozdrawiam,
Raven

SStefania pisze...

„Posiadłość”. Czemu nie „hacjendę”?
Albo „włości”?

Oj, ale tu się czepiacie - ludzie mówią tak czasem zbiorczo na ogródek, podwórze, sad, dom, kurnik i trawnik, bo szybciej. Wiem, bo tak mam :)

Dżizaskurwajapierdolę. Jak gargantuicznych rozmiarów dupkiem trzeba być, by skomentować tak śmierć boru ducha winnej dziewczyny?
Wymarzonym przez aŁtoreczkę Jedynym W Swoim Rodzaju Dupkiem?
Tak właśnie wygląda to wiejskie niewychowanie, jesteście miastowe, nie rozumiecie ;)

Widzę, że policjant inteligent, wykształcony, poprawną polszczyznę ma w... jednym z otworów ciała...
Ale, w odróżnieniu od bohaterów, myśli składnie i logicznie!

- Panna Bielska mogła zabić swoją rywalkę, gdyż ta jej tylko przeszkadzała.
Tu na wierzch wyłazi profesjonalizm przesłuchującego, nieprawdaż.

Fak.

A cóż się z nią stało? Zamieszkała pod mostem w kartonie po murzynkach i narkotyzowała się butaprenem?
Została szwaczką i pomagała samotnym mężczyznom, którzy po śmierci żony od dawna sami nie... nie mogli sobie przyszyć guzika?

Gorzej. Stała się nadopiekuńcza i zaczęła się INTERESOWAĆ ŻYCIEM SWOJEJ CÓRKI!!!!!11

Ukwikałam się, wygląda na to, że uodporniłyście mnie na tak paskudną Mary Sue, a jeno dobrą zabawę pozostawiłyście. Dziękuję.

Pigmejka pisze...

Goma, Raven: Owszem, myślałyśmy o jeszcze jednej części tego cudeńka. To opko ma potencjał. :D
Kura: Oj, żebyś wiedziała. Czułam się, jakby ten Upiór zamordowanej składni we mnie wstąpił i do zabójstwa Marysi Sue mnie namawiał. ;>

Anonimowy pisze...

Analiza - rozkoszność i wyborność. Co do opka, to mi ręce i cycki opadły. Moralno-etyczna apatia jest przerażająca, nie potrafię wyobrazić sobie autorki, słowo daję. Parszywy musi być z niej typek, skoro rasowe skurwysyństwo zdaje się być dla niej normą.
Czapki z głów za samozaparcie w analizowaniu.
SpOkoZią

Lilka pisze...

http://iren-wszystko-jest-mozliwe.blog.onet.pl/

Moda na sukces dostała kompleksów i pochlipuje sobie cichutko w kąciku.

Ktosza pisze...

Ja przede wszystkim od trzech ostatnich notek (ja też chcę więcej z tego blogaska!) nie mogę wyjść ze zdumienia, jak można mieć tak skopany system etyczny i nie widzieć nic złego w zachowaniach Boskiej Natalki...

A. pisze...

Najpiękniejsze będzie, jak na podstawie odcisków palców oskarżą Sebastiana o morderstwo. ^.^
Bo przecież żaden szanujący się związek nie pozwoli na maksymalnie perwersyjne dotykanie ukochanej w szyję!

Anonimowy pisze...

http://mansonlover.blog.onet.pl/
Próbowałyście zanalizować kiedyś opko o Marilynie Mansonie?

Anonimowy pisze...

http://naruto-yaoi.blog.pl/
kolejny blog z serii Naruto i ich erotycznych przygodach. Nie jestem pewna czy był kiedyś analizowany.