czwartek, 21 października 2010

Jeże wołające na puszczy, czyli Mary Sue wśród dzikich plemion - część II

Witajcie!

W tym tygodniu poznacie dalsze losy Natalki, która wraz z przyjaciółmi wyjechała na brudną, straszną wieś, by dewastować nocami pobliskie zamki, okłamywać kogo się tylko da, rozkochiwać w sobie miejscowych Adonisów oraz zbawiać świat swoją cudownością. Bohaterowie jeszcze dobitniej udowadniają swym zachowaniem swoją dorosłość, w wolnych chwilach zaś są podtapiani przez utopca/Stracha/cholerawieco, słyszą głosy i znajdują skarby ukryte w pudłach - a dookoła tego wszystkiego biega krzyczenie, hucząc przeraźliwie.

Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka


- Jak chcesz to możesz wziąć wolne – zaproponowała mu Lucyna.
- Mówi pani poważnie?
- Przecież słyszałeś – Amelia nie pozwoliła nawet starszej pani się odezwać. Nie mogła pozwolić na to, aby ona w ostatniej chwili się rozmyśliła.(...)
– To do widzenia.
- Cześć i bawcie się dobrze – Natalia nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Nie dość, że on należał do innej, to jeszcze nawet się z nią nie pożegnał. Jak on mógł?
Jak on mógł? Jak mógł nie paść przed nią na kolana i, całując skraj jej szaty, nie szeptać „żegnaj” do białego rana?! Jak mógł łez przy tym nie ronić rzęsistych i róż nie rozsypać przed nią o płatkach ciemnokrwistych...?

Ekhm. Coś mi tak ten, no... wczułam się.
Jeszcze cię trzyma po Lilith? Biedactwo. *głaszcze*

Chciało jej się płakać, ale nie mogła tego zrobić przy Lucynie. Wzięła się w garść i razem z babcią spędziła miłe południe.
Dzielna dziewczyna. Gdybym ja dowiedziała się, że facet, którego w ogóle nie znam i z którym tylko raz gadałam przez pół godziny o niczym, by zabić czas, ma dziewczynę – to bym skończyła w strumieniu, pośród zimnych wodorostów, jako ta Ofelia. Serio. ;>
- Kochasz ją? – spytała bez ogródek Amelia, gdy już opuścili dom.
- Że co?
- Widziałam, jak na nią patrzysz. Chyba nie zaprzeczysz?
- Odbiło ci? Przecież dopiero, co ją poznałem.
- Czemu miałabym ci wierzyć?
Właśnie, czemu? W końcu to nie rzeczywistość, tylko blogasek. Tu działają imperatywy kategoryczne przeczące logice, za to oparte na narracji disnejowskiej, w której bohaterowie nienawidzący się w pierwszej zwrotce piosenki, pod koniec trzeciej już są zakochani. Tró Loff + Mary Sue = WNM.
- Sto razy cię mówię
Proszę Państwa, oto mamy typowy przykład zdania ze składnią charakterystyczną dla coraz liczniejszego plemienia Marysuków z krainy Analfabetynia. Plemię to słynie z bardzo niskiego poziomu kultury, który to fakt nie przeszkadza niestety jego członkom generować coraz większej ilości tekstów i rozpowszechniać ich na drodze wymiany towarowej (za walutę służy im pożywienie zwane komciu-komciu).

- Sto razy cię mówię że cię kocham i nigdy bym cię nie zdradził. Co mam jeszcze zrobić, abyś przestała mi w końcu urządzać te głupie sceny zazdrości?
Utnij sobie strategiczną część ciała i podaruj jej na urodziny, zatopioną w formalinie.Z umieszczonym strategicznie zbrojeniem z długopisu czy innego nadającego się na twardy rdzeń przedmiotu, coby ów podarek miał również zastosowanie praktyczne. ^^
- Myślałam, że…
- Czasami mam już dosyć tego twojego powolnego myślenia – nie czekając na jej reakcje ruszył wprost przed siebie. W ręku miał brudną koszule, którą zdjął podczas rąbania drzewa.
Skoro ją zdjął, to od czego była brudna? Chyba, że usyfił ją już wcześniej. O.o
...Bruudaaas.
No wiesz, toż to wieś Ciemnogród Zapyziały, kod pocztowy NieMaTakiegoNumeru. Tu ciuchy występują tylko w stanie usyfionym.

Już wolał pracować niż się teraz z nią kłócić. Amelia natychmiast go dogoniła. Nie mogła go przecież stracić.
Bo przecież gdy tylko straci go z oczu, ukochany niechybnie puści się z pierwszą napotkaną dziewoją (a z braku owej, nawet z dziurą po sęku). To elementarne, drogi Watsonie.
- Przepraszam kochanie. Wybacz mi – gdy on w dalszym ciągu milczał, ona kontynuowała – Obiecuję, że to już więcej się nie powtórzy.(...). Ja po prostu boję się, że cię stracę – ustał i spojrzał na nią. Naprawdę żałowała i jej skrucha był szczera, a nie udawana.
- Nie stracisz.
Ehe, ehe.
- To dobrze. Tak bardzo cię kocham.
- Wiem o tym – ale czasami tego nie czuł. Miał wrażenie, że ona jest z nim dla wygody. W miłości potrzebne jest zaufanie, a Amelia prawie na każdym korku go kontrolowała.
Dorabiała sobie w drogówce?
To robiło się już męczące. Nie myślał jednak o rozstaniu. Kochał ją, ale czegoś mu brakowało…
Brakowało jej porażającej aury zajebistości Mary Sue. Tego się nie da niczym zastąpić.

Rozdział 4: Niebezpieczna zabawa
Obiecujący tytuł. Przekonamy się, ile ma on wspólnego z łańcuchami w piwnicach i skórzanymi pejczykami, a ile z... czymś innym.
Z chałupniczym nitrowaniem gliceryny potrzebnej do zabawy w Al-Kaidę?
Natalia tak się zagadała z babcią, że do domu wróciła około godziny 16.00. (...) W drzwiach powitał ją Romek.
- Gdzie to się chodziło?
- A dla kogo ten wywiad?
- Dla radia.
- To powiedz słuchaczom, że miałam randkę z oszałamiająco przystojnym mężczyzną.
- Naprawdę? – w jednej chwili dołączył do nich Sebastian. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.
- A jak myślisz? – uśmiechnęła się, a następnie weszła do środka.
- Słyszałeś? Ona kogoś ma.
- Było się lepiej starać stary – Romek udał się do sadu, zostawiając przyjaciela samego. Sebastian nie mógł się powstrzymać i podzielił się to straszną dla niego nowiną z innymi. Basia szalała ze szczęścia. Może w końcu chłopak zwróci na nią uwagę.
*patrzy na powyższy dialog i zachowania bohaterów*
Że ile oni mają, przepraszam, lat? Około 20, tak?
Państwo pozwolą, że sobie ryknę.


Wykorzystując nadażająco się okazję postanowiła porozmawiać z Natalią, aby upewnić się, że to prawda.
Świnto to prowdo, kumo!
- To prawda, co się o tobie mówi?
- A co się takiego mówi?
- Że masz kogoś.
Łoho, jeden kolega zarzucił żartem, i już „się mówi”? Tylko czekać, aż w „Życiu na gorąco” o niej napiszą.Taa, agencja Reutersa zabuliła już okrągłą sumkę za wyłączność na newsa takiej wagi.
- A kto ci to powiedział?
- Sebastian. Podomież dzisiaj miałaś randkę
Absztyfikanta przyjęła odziana li i tylko w podomkę.
- Powiedziałam tak, aby on w końcu się ode mnie odczepił.(...) On chciałby czegoś więcej, czego nie mogłabym mu dać. Zasługuje na szczęście, ale u boku kogoś innego.(...) Czemu o niego nie walczysz?
- Jak mam o niego walczyć, skoro on zapatrzony jest w ciebie. Czemu robisz mu nadzieje?
- Odkąd się znamy, on doskonale wie, że nic do niego nie czuje, ale nie potrafi się z tym pogodzić. On potrzebuje nowej miłości, aby móc o mnie zapomnieć. Ty doskonale się do tego nadajesz.
- Czemu dopiero mi to mówisz?
Ekhm... a to nie wynikało w sposób oczywisty z samego faktu ciągłego odtrącania przez nią chłopaka i pomiatania nim?
- Bo nigdy nie pozwoliłaś mi na to – Basia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Rzeczywiście odkąd pamięta, tak właśnie było. Nie miała pojęcia, że Natalia nie kocha Sebastiana.
Widzę, że wszyscy tu błyszczą inteligencją i domyślnością.

[dziewczęta zostają BFF]
- Co zamierzasz zrobić?
- Z kim?
- Z tym domniemanym ukochanym.
- Będę kłamać, dopóki będzie to możliwe.
- Wiesz, ze fajna jest z ciebie dziewczyna?
*przygląda się dwóm ostatnim zdaniom*
*wzdycha ciężko*
- Wiem – Natalia cieszyła się, że zażegnała konflikt pomiędzy nimi. Nareszcie, bo trwało to już wystarczająco długo. Basia ruszyła do drzwi. Chciała wyjść, gdy nagle coś jej się przypomniało.
- Bym zapomniała. Jutro wybieramy się nad jezioro. Trzeba korzystać z życia.
A co im przeszkadza iść dziś? Przecież jezioro było widać z okien domu, więc nie może być zbyt daleko, zatem nie muszą się na tę wyprawę przygotować psychicznie i zbierać prowiant na trzy dni. Po co oni na tę wieś pojechali, promienieć zajebistością na ciemne warstwy chłopskie?
Wyrywać chłopów od pługa oderwanych, silnych, gibkich, ogorzałych od słońca... Nie to co te miejskie chłystki. ;D
Natalia położyła się na łóżku i uśmiechnęła się do siebie. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Czemu Mikołaj musiał być związany z kimś takim jak Amelia? Na pierwszy rzut oka widać, że to dziewczyna nie dla niego.
Ponieważ? Poproszę inną odpowiedź niż „Bo nie jest mną”.

Sposób w jaki zachowywała się przy Lucynie był karygodny. Nawet się nie pożegnała ze starszą kobietą, tylko dumna jak paw z ukochanym pod rękę wyszła.
Za to Ty jesteś samą grzecznością chodzącą na dwóch nogach, prawda?Na dwóch? Pigmejko, toż ona się unosi kilkanaście centymetrów ponad ziemskim padołem, coby się nie zbrukać i nie powalać szlamem.

On był trochę zamieszany, ale mimo to nic nie usprawiedliwia jego zachowania. Dlaczego musiała go spotkać u babci? Dlaczego musiała się w nim bez wzajemności zakochać? Zakochać? Ciężko było go nie kochać.
Dziecko, miłość to coś więcej niż zachwyt nad seksowną klatą. Wiem, to dziwne i wapniackie, ale tak niestety jest.Ale ona CHCE go kochać, teraz, zaraz! Najlepiej od razu na tym pieńku do rąbania drewna!

On zaliczał się do tych silnych, twardych, nie okazujących słabości mężczyzn, gotowych zrobić dla ukochanej kobiety wszystko.
Ciekawe, na jakiej podstawie (podczas czterdziestominutowej rozmowy!) wyciągnęła takie wnioski? Poznała to po jego dykcji, albo może po sposobie wysuwania szczęki i prężeniu muskułów?
Mikołaj nosił objawy Szczękościskus Stalloneum.

Zaczęła marzyć o nich razem, a z wrażenia w końcu usnęła.
KWIK. Porażające musiało być to wrażenie, zaiste.
Marzyła o tym, jak to on kładzie się na niej, a potem czekają na trzęsienie ziemi.

Rano obudziła się rześka i pełna życia. Już nie mogła się doczekać dzisiejszego wypadu nad jezioro. Czym prędzej się przebrała i zeszła na dół zjeść śniadanie.
Ha – miasto, wieś, dom, blok, wiejska chata - prawdziwa Mary Sue ZAWSZE „zejdzie na śniadanie”!
Albowiem schodząc na śniadanie, każda boCHaterka reaktualizuje pierwotne Zejście dokonane przez Pramarysię in illo tempore, konstytuując swoje opko w sferze blogaskum. *dziko wymachuje Traktatem o historii religii M. Eliadego*

Potem poszła pomóc Krystynie w ogrodzie, chcąc zabić jakoś czas. Nim się obejrzała cała paczka szła już nad jezioro.
Ona niestety po pracy w ogródku była spocona i utyłana ziemią oraz śmierdziała nawozem, więc nad jezioro pójść nie mogła.
...Wiem, żyję złudzeniami. Mary Sue się przecież nie poci, brud do niej nie przywiera i sama z siebie automatycznie generuje zapach fiołków. Ale pomarzyć można...


Po dotarciu na miejsce Romek. Sebastian, Zenek, Basia i Anita poszli się kąpać. Natalia postanowiła jednak się poopalać, gdyż dla niej woda była za zimna do kąpieli.
I za mokra pewnie też.
Położyła się na ręczniku i obserwowała krajobraz.
Ruszy się ten pagórek, nie ruszy się...?

Zamek znajdował się 1,5 km dalej.
Fundator zamku był człowiekiem niezwykle pedantycznym i dbał o to, by w jego otoczeniu nie było jakichś zupełnie nieelegenckich odległości w stylu 2, 46 km.
Zdawało jej się, że słyszy jakiś głos, który wołał ją po imieniu. Spojrzała w kierunku jeziora i zobaczyła rozbawionych przyjaciół.
- Wołaliście mnie?
- Oczywiście, że tak. Jeżeli się z nami nie wykąpiesz, to czeka cię kara.
[Natalia nie chciała się kąpać, więc koledzy wrzucili ją do wody. Hahaha, że tak powiem.]
Po chwili była już cała mokra. Powinna być wściekła, ale tym razem zaczęła śmiać się z całej sytuacji.
Ale im się upiekło!
Po wspólnej kąpieli nadszedł czas na piknik.
A nie na konkurs na Miss Mokrego Podkoszulka?
Basia wykorzystała nadażająco się okazję i zaczęła flirtować z Sebastianem.
„Mosz tu ten łoto łoscypek, mój ostomiły! Z własnego mleka z mej piersi łabędziej ci go naryktowałam!”
Wiedziała bowiem młoda góralka, że droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek.
- Wspaniale jest tak spędzać czas z najbliższymi ludźmi.
- Masz rację. Powinniśmy częściej robić sobie takie wypady – nie domyślił się, o co jej tak naprawdę chodziło. Mimo to dziewczyna nie poddawała się.
- Jesteś wspaniały. Dziwne, że jeszcze nie masz kogoś.
- Szkoda, że tylko ty tak o mnie myślisz.
- Świat nie kończy się tylko na Natalii. Rozejrzyj się dookoła. Może jest ktoś, kto cię kocha –
Subtelny ten podryw, nie ma co. Hipopotamica by była pewnie o ton delikatniejsza.

spojrzał przed siebie i zobaczył Natalie rozmawiającą z Zenkiem. Może rzeczywiście nadszedł czas, aby o niej zapomnieć, albo…
- Ja o tym wiem. Powiem ci w sekrecie, że ona od samego początku była tylko narzędziem.
- Jakim narzędziem?
- Musiałem przecież wzbudzić jakoś zazdrość w pewnej ślicznotce.
- A kim ona jest? – spytała zawiedziona. On kogoś kochał i tym kimś nie była ona. Dlaczego była aż tak głupia, robiąc sobie nadzieje od samego początku?
- Właśnie z nią rozmawiam – dziewczyna spontanicznie pocałowała go i nawet nie zdawała sobie sprawy, że za jej pomocą chłopak chcę wzbudzić w Natalii zazdrość.
Nie zdziwiło jej nagłe zainteresowanie kolesia, który od cholery czasu robi maślane oczy do innej? Cóż – albo ego rozmiarów średniej galaktyki, albo TBM – totalny brak mózgu.Albo jedno i drugie.

Zobaczywszy ich razem Romek i Zenek zaczęli pogwizdywać. Speszona Basia odsunęła się od Sebastiana.
- No, no, no. Co ja widzę? – zaczął żartować Zenek, a zaraz potem dodał: - Panie i panowie! Przedstawiam wam najgorętszą parę sezonu.
- Mógłbyś się w końcu zamknąć? – Sebastian nie spodziewał się takiej reakcji ze strony Basi. Teraz czuł się jak kompletny idiota, który ośmieszył się przed znajomymi.
Matko Borska, a co szokującego czy godnego takiego przedstawienia jest w zwykłym buziaku?!
No, chyba, że osoby te mają po 12 lat...
*czeka, aż koledzy zaczną skandować „Zakochana para, Jacek i Barbara!”*


Spojrzał na Natalię, która śmiała się z przedstawienia robionego przez Zenka. A więc ona wogule nie przejęła się tym pocałunkiem. Poczuł niewyobrażalna złość, ale mimo to postanowił kontynuować grę. Może z czasem zbierze owoce swej pracy.(...)
- Musimy to jakoś uczcić. Proponuje wznieść toast – zaproponował Romek.
- A masz coś w zanadrzu? – spytał Zenek, mając na myśli jakiś alkohol.
- Oczywiście: sok – odpowiedział
...prawdopodobieństwo „wzrasta” w tym blogasku z każdą chwilą...
i nalał do kubków po trochu napoju, a następnie rozdał je przyjaciołom – A więc: Niech żyje młoda para.
Ej no, proszę mi tak brutalnie nie urzeczywistniać moich zgryźliwych komentarzy, tak? :/
Natalia usłyszała ponownie, jak ktoś ją woła.
- Mówiliście coś?
- Niby co?
- Nie wiem, ale wydawało mi się, że ktoś mnie woła.
- Masz zwidy moja droga, ale cóż starość nie radość – zażartował Zenek.
- Powinieneś się leczyć.
Chyba nie tylko on...
- Możemy porozmawiać? – spytała Anita.
- Oczywiście, że tak – Natalia i Anita odeszły na bok, chcąc mieć chwilę spokoju.
- Mogę wiedzieć, co ty takiego zrobiłaś?(...) On nigdy nie zwracał na Baśkę uwagi, a tu nagle całują się. Nie sądzę, że wzmianka o twoim domniemanym ukochanym jest tego przyczyną.
- Wyjaśniłam sobie z Basią wszystko i kazałam jej o niego walczyć. Nie spodziewałam się, że ona zacznie tak szybko działać.(...)
- Ja jednak myślę, że coś się za tą ich domniemaną miłością kryje.
- Oj Anita. Czy ty zawsze musisz szukać dziury w całym?
Nie. Ona jest po prostu inteligentna z natury.
- Wszystko się okaże w swoim czasie – dziewczyna zamyśliła się, a po chwili dodała – Nie wiem, jak ty, ale ja idę się kapać.
- To życzę miłej kąpieli – Natalia ponownie usłyszała, jak ktoś ją woła – Chciałaś jeszcze coś?
- Niby co miałabym chcieć?
- Nie wiem. Pytam, bo słyszałam, jak mnie wołasz.
- Zenek ma rację. Tobie całkowicie poprzewracało się w głowie.
Skoro nie potrafi ocenić, z której strony dochodziło to wołanie, rzeczywiście musi być z nią źle.
- Ale ja naprawdę coś słyszałam i to nie pierwszy raz.
- Oczywiście – odpowiedziała ironicznie i weszła do wody. Natalia spojrzała na rozbawionych przyjaciół, znajdujących się kilka kroków dalej. Może rzeczywiście ma przewidzenia. Ruszyła w ich kierunku, ale i tym razem usłyszała jak ktoś ją woła. Głos był wyraźny i dochodził z pobliskiego lasu.
To głos wołający na puszczy był.Ewentualnie jakieś jeże.

To były jeże wołające na puszczy. A wyglądało to tak:

Dziewczyna postanowiła to sprawdzić.
Czy będzie zamachem na zajebistość Marysi sugestia, że jednak nie powinna sprawdzać tego sama? Duchy jak duchy, nic strasznego nie zrobią, ale jakiś zboczeniec już owszem.
(Za pierwszym razem wystukało mi się „zbiczeniec”. To jakiś wykolejony miłośnik sado-maso? O.O)
Spojrzała w bok, chcąc się upewnić, czy nikt nie zauważy jej zniknięcia i udała się za tajemniczym głosem.
Rozumiem, że to taka strategia rodem ze slasherów, pt. „Słyszę jakieś dziwne dźwięki, lepiej pójdę to sprawdzić nie mówiąc o tym nikomu i nie zapalając światła w pokoju, do którego wchodzę”, tak?
Szła powoli i gdy przekroczyła granice lasu, ogarnął ją dziwny strach.
Zdała sobie sprawę, że nie będzie mogła wrócić przez las – zapomniała klucza.
Im szła dalej, tym głos stawał się coraz bardziej głośniejszy.
A Pigmejka stawała się coraz bardziej załamańsza.

W pewnej chwili wydało się jej, że parę metrów dalej za drzewem stoi jakaś kobieta. Chciała do niej podejść i dowiedzieć się, kim ona jest.
Bo człowiek w lesie to rzeczywiście ewenement. Przecież nikt tam latem nie zbiera ziół ani jagód...

Gdy się do niej zbliżała, usłyszała huczenie sowy
„Huczenie”? Ta sowa to chyba na dopalaczach była.
Skoro odzywała się za dnia, pewnie tak... Sowa na speedzie, hehe.

i się zlękła, ale mimo to się nie zawróciła. Gdy już była blisko (Szła i szła, a te „parę metrów” uporczywie się rozciągało i rozciągało...) dotarło do niej czyjeś krzyczenie i jakieś inne zbiorowe krzyki…
To ja się tak darłam. A później dołączyła do mnie Kalevatar – i zaczęłyśmy drzeć... sobie włosy z głów.A krzyczenie przebiegło tuż obok nas z pianą na pysku.
***
Anita weszła do wody, ale nie zdawała sobie sprawy, że ktoś ją obserwuje. Zanurzyła się i nagle poczuła, jak ktoś łapię ją za nogi. Przerażona natychmiast się wynurzyła i zobaczyła Romka.
- Oszalałeś!? Chciałeś przyprawić mnie o zawał!? – krzyczała, ale go to nie wzruszyło, ale go to nie wzruszyło, tylko się śmiał.
Bo go to nie wzruszyło, siabadabada. *nuci*Czek it ałt, czek it ałt, joł.
- No co ty. To tylko żart. Było widzieć swoją minę. Szkoda, że nie wzięliśmy ze sobą aparatu lub kamery.
- Masz rację stary. Nakręciłoby się niezły film – dodał Zenek.
Ehe. „Świtezianka 2 – czemu topielica nie wstaje”Albo „Człowiek, który gapił się na buraki”.
- Leczcie się na nogi, bo na głowę za późno –
Oh my... Moja droga, tego tekstu to już faraon Ramzes używał. :/
chciała już wychodzić z wody, gdy coś ją złapało za nogę – Możecie mnie do cholery puścić? – spojrzała na przyjaciół, gdyż to właśnie ich oto podejrzewała. Okazało się jednak, że oni poszli po Sebastiana i Basię, aby zaprosić ich do wspólnej zabawy. Anita poczuła jak strach ogarnia jej całe ciało.
To strach ją trzymał? Kocykiem w niego!

Z wrażenia bała się nawet krzyczeć. Po chwili coś wciągnęło ją pod wodę.
[niestety, dziewczę zostaje uratowane przez dzielnego Sebastiana]
- Ale napędziłaś nam stracha dziewczyno – powiedział Romek, zadowolony, że jej nic nie jest.
- Kochana. Tak się cieszę, że tobie nic nie jest – Natalia wprost rzuciła się na nią. Czuła się winna. Była przekonana, że gdyby nie poszła za tajemniczą kobietą, to nic by się jej nie stało. Zaczęła się też zastanawiać, czy to przypadkiem nie ona chciała zabić Anitę.
WTF? A skąd tam nagle Natalka? I jak „tajemnicza kobieta” mogła próbować zabić Anitę, skoro w tym czasie była w lesie, śledzona przez Natalię? To chyba rzeczywiście jakaś magia.
Oj tam, zaraz „tajemnicza kobieta” - zwyczajny utopiec i tyle. Podobno sporo ich na Mazurach.
- Powinniśmy wezwać karetkę – zaproponował zziajany Sebastian. To właśnie on uratował dziewczynę. Romek i Zenek stali jak zahipnotyzowani i nie miał co on liczyć, że oni mu pomogą.- (...) Wracamy do domu.
- Ale ja naprawdę dobrze się czuje.
- Wracamy i koniec!
*jebs głową o biurko* Jeszcze do szpitala ją wyślijcie. Co najmniej na tydzień.
I zróbcie jej biopsję! Co prawda nie wiem, co to jest, ale dr House zaleca to niemal za każdym razem.

Cała szóstka ruszyła w stronę domu. Wszyscy nie spuszczali z niej oczu, jakby bali się, że ona za chwilę zemdleje, czy coś w tym stylu. Jakby tego było mało na swej drodze spotkali oni Mikołaja. Natalii serce zaczęło bić jak oszalałe.(...) Gdy byli już blisko ich spojrzenia spotkały się.
Najpierw spotkali się oni, a potem ich spojrzenia. Teraz czekam na spotkanie ciał i zwyczajową w tej sytuacji wymianę płynów ustrojowych.
- Cześć – powiedział pierwszy. Nie mógł oderwać od niej wzroku. W krótkich dżinsowych spodenkach i w różowym w białe kwiaty staniku, wiązanym na szyi wyglądała bardzo
...tandetnie?

wyglądała bardzo ponętnie.
Wiem, znów się łudziłam.

Uśmiechnął się, a ona odwzajemniła uśmiech.(...)
- A więc to, to jest ten twój facet – powiedział ironicznie Sebastian. Nawet nie podejrzewał, że jego rywal może być, aż tak przystojny.
Taa, sam chętnie wskoczyłby mu do łóżka. ^^
- Jeśli nawet, to już nie twoja sprawa – Anita i Basia spojrzały na nią wymownie. Czyżby ona wcale nie wymyśliła sobie ukochanego, tylko naprawdę była zakochana? Na samą myśl o tym Anita gotowała się ze złości. Zawsze były z Natalia blisko i nie mogła zrozumieć, że przynajmniej jej, ona nie powiedziała prawdy…
A to wszyscy znajomi nie zrozumieli jeszcze, że dziewczyna łże jak najęta, gdy tylko jest jej to na rękę?
Rozdział 5: Zakład cz.1
Krystyna przejęła się tym, co się stało nad jeziorem i bez wahania zadzwoniła po pogotowie. Karetka przyjechała dość szybko, jak na dalekie położenie od miasta.
Teraz wiemy, czemu są takie problemy z wezwaniem karetki – wszystkie jeżdżą za miasto do Marysójek, które zasłabły.
Może przynajmniej skasują ją za nieuzasadnione wzywanie pogotowia.

Ratownik medyczny pochwalił Sebastiana, a Anicie kazał trzymać się z dala od wody.
Dziewczyna ma dyspensę na niemycie się do końca życia.Bo jeszcze ta zła woda ją zaatakuje znienacka i co wtedy?

Dziewczynie udało się ubłagać ciotkę, aby nie informowała o całym zajściu rodziców. Nie chciała ich martwić, a przede wszystkim bała się, że oni każą wracać jej do domu i nigdy w życiu nie zgodzą się na taki wypad.
Matko Borska, Jeżu Leśny i Borze Wszechlistny!!! Ciekawe, co by się stało, gdyby przy śniadaniu zacięła się nożem? Nigdy w życiu nie pozwoliliby jej samodzielnie zrobić sobie kanapki?!

[dziewczyny biorą Natalię na spytki w sprawie tajemniczego Tru Loffa; ta oczywiście kłamie, że to tylko jej kuzyn]
-Jak myślisz: mam u niego szansę? [spytała Anita]
- Wątpię.
- Nati ma rację. Szkoda go dla ciebie – zażartowała Basia.
- A co? Nie wierzycie, że mogę się mu podobać?
- Jesteś ładna, tyle że on ma już kogoś – Natalia stłumiła zapał przyjaciółki. Nie mogła znieść myśli, że ona chciałaby go poderwać. Najwyraźniej na świecie była zazdrosna.
Suka ogrodnika... Oj, znam takie. :>
***
Sebastian, Romek i Zenek oglądali horror u pierwszego z nich w pokoju. Film opowiadał o zjawach, którę „zamieszkały” w pewnym hotelu i po kolei zaczęły zabijać wszystkich.
Jak to wyglądało w praktyce? Najpierw jedna zjawa zaczęła zabijać wszystkich, potem druga, trzecia itd.?
Zdaniem Sebastiana to nie był prawdziwy dreszczowiec, tylko jakaś tam podróbka.
Film identyczny z naturalnym, zawierający śladowe ilości orzechów arachidowych.
- I teraz ona go zabije. Łatwo się domyślić.
- Może tobie. Normalnie nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego – oznajmił podekscytowany Romek.
To mówi nastolatek? Matko Borska, rodzice go chyba od dzieciństwa do telewizora nie dopuszczali, a do kina mógł chodzić tylko na filmy familijne.
Wiesz, są ludzie, którzy emocjonują się nawet przy Tańcu z Gwiazdami. :/
[chłopcy kłócą się o to, czy Sebastian ma jaja; ten postanawia im to udowodnić, idąc samemu nocą do nawiedzonego zamku]
- Oszalałeś!? – niemalże krzyknął Zenek, a Sebastian stał jak zahipnotyzowany. To rzeczywiście było szaleństwo, na które on nigdy w życiu by się nie odważył.
- Mówisz poważnie? – spytał ledwo słyszalnym głosem. Ogarnął go paniczny strach na samą myśl, że miałby sam tam się udać.
Dwudziestojednoletni facet boi się iść nocą do zamku. Aha.Gdzie ci mężczyźniii... prawdziwi tacy:


- Daję 500 zł, że wcale tam nie dotrzesz.
- Ok. Radzę ci już szykować pieniądze.
- Zakład?
- Zakład – podali sobie ręce, (...) i stało się. Zenka bawiła cała ta sytuacja i nawet nie przypuszczał, jak od tej pory bardzo zmieni się ich życie. Sebastian nie mógł wytrzymać i nazajutrz z samego rana opowiedział o wszystkim Basi. Dziewczyna próbowała go za wszelką cenę odwieść od tego pomysłu, ale on był uparty. Musiał pokazać Romkowi, że nie jest tchórzem, chociaż wiele go to kosztowało. W tajemnicy przed nimi Basia zwołała tajne zebranie w sadzie.(...)
- Jeśli coś z tym nie zrobimy, to może dojść do tragedii.
Bo co? Nietoperze go zjedzą żywcem? Czy może stuletni kurz się na niego rzuci?
Ktoś go zgwałci? *wewnętrzna yaoistka Kalevatar węszy w poszukiwaniu zdobyczy*
- Niby, co takiego złego może się stać? – spytał spokojnym głosem Zenek.
- Nie wiem, ale po wczorajszych wydarzeniach z Anitą wszystką jest możliwe.
Średniowieczna zbroja spróbuje go wciągnąć do piwnicy na małą sesyjkę BDSM.
*przybija stempelek „Kalevatar approved”*
- Ona ma rację – odezwała się w końcu Natalia – Ta okolica jest podejrzana.(...) wczoraj wcale mi się nie wydawało i naprawdę widziałam w lesie jakoś kobietę. Myślę, że ona może mieć coś wspólnego z tym, co się stało.
No. W bardzo podejrzany sposób zbierała jagody. CZARNE jagody na dodatek! To musiała być czarownica.I pewnie jeszcze pompowała rower dla Szatana.
- Mówisz, że ona chciała utopić Anitę? Przecież to bzdury – zaśmiał się Zenek – Nikt oprócz ciebie jej nie widział.
- A jak wytłumaczysz to, że coś ciągnęło mnie na samo dno i za wszelką cenę chciało mnie zabić? –
A jak wytłumaczysz to, że skoro coś było w lesie, to nie mogło w tym samym czasie być w jeziorze? Czarownica wskoczyła do kreciej nory i podziemnym tunelem przedostała się do wody?Może posiadała zdolność bilokacji? Może potworem z jeziora był ojciec Pio? ^^
- Nie wiesz, co to było? – spylała Natalia, która już wiedziała, że jej przeczucie się nie myliło.
- Nie, ale było bardzo silne – nastała krótka cisza, która przerwała Basia.
Przerwany Baś zajęczał cicho.
- W takim razie nie możemy pozwolić, aby Sebastian udał się do tego zamku.(...)
- A gdyby tak cała nasza czwórka poszła razem z nim w tajemnicy przed Romkiem? Wtedy byłoby bezpieczniej – zaproponowała śmiało Anita.
- Wątpię, żeby on się na to zgodził – Basia była przekonana, że taki wariant w żadnym wypadku nie spodoba się jej ukochanemu. Ku jej zdziwieniu Zenek miał inne zdanie na ten temat.
- Myślę, że to świetny pomysł. (...) Uwierz mi – zgodzi się.
No, zyska +10 do odwagi, jeśli pójdzie do nawiedzonego zamku razem z obstawą kolegów.
[nocą cała ekspedycja rusza do zamku]
- Coś czuje, że zaczyna boli mnie brzuch. Może jednak zostanę – zaproponowała nieśmiało Natalia, chociaż doskonale wiedziała, jaka będzie odpowiedź przyjaciół.
Coraz bardziej lubię tę dziewczynę. Jest taka prawdomówna, odważna i lojalna wobec przyjaciół.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami. Jak razem, to razem – oznajmiła Anita i rzuciła w jej kierunku wymowne spojrzenie.(...) i ruszyli. Z przodu szedł Sebastian w towarzystwie Basi. Dumnie objął ją w pasie, chcąc ponownie wzbudzić zazdrość w Natalii. Ona jednak z każdą chwilą bała się coraz bardziej. Już wolała iść ulicą, gdyż tam są przynajmniej lampy, a tu całkowita ciemność.
Co za nietakt – nie poprowadzić wygodnej, asfaltowej dwupasmówki do nawiedzonego zamku!
Szli polną drogą, a dookoła panowała pustka.
Pustka zmyślnie obaliła demokrację i powołała rządy absolutne, ustanawiając Kononowicza swoim głównym doradcą. Tak to na wsi od tej pory nie było już łąk, pól, zagród, zagajników ani krzewów – nie było niczego!

W oddali można było dostrzec las i usłyszeć pohukiwanie sowy.
Otóż to, POHUKIWANIE sowy! Czyli jednak MOŻNA użyć prawidłowej formy, jak się chce!
I można zapamiętać, że sowy odzywają się nocą! Co za miła niespodzianka.

W pewnej chwili Natalii zaczęło się wydawać, że ktoś za nimi idzie, ale gdy się oglądała, to nikogo nie widziała.
Bo zanim się obejrzała, to skończyło się wydawać, ot co.
- Coś się stało? – spytała zaniepokojona Anita.
- Mam złe przeczucia.
- Jak zawsze – odpowiedziała ironicznie, po czym dodała – Z tego, co widzę, to jesteś prawdziwym tchórzem.
- Wcale nie, tylko…
- Tylko, co?
- Tylko ostatnie wydarzenia dały mi do myślenia. Ta cała okolica jest jakaś podejrzana.
- Nic dziwnego. Pochodzisz z miasta i ciężko jest ci się odnaleźć w nowym środowisku.
- To nic nie ma do rzeczy. Wiem swoje i swego zdania nie zmienię.
Ehe, jasne. W książce Lato Leśnych Ludzi też był taki jeden miastowy smarkacz, którego pierwsza bytność nocą w lesie zaczęła się tak:
„Chłopak po chwili spotniał, zadyszał się, serce mu biło, ogarnął go lęk i wstyd.
- A czy my nie zbłądzimy tak bez drogi? – rzekł po chwili chłopak.
- Jak to, bez drogi? Toć szlak, jak pocztowy, drzewami sadzony.
- A co to błyszczy przy ziemi? To pewnie wilcze oczy się świecą.
- Gdzie? Ach, to? Świetliki latarki zapaliły. (...) No, czemu skaczesz?
- Bo coś szeleści pod nogami. Pewnie żmija.
- Żmije śpią w nocy. Żaba ci spod nóg skoczyła!
Chwila milczenia. Nagle chłopak się wzdrygnął, wpół kroku stanął; kuferek spadł z drążka na ziemię.
- Co to? - szepnął.” ;)
- Oj Natalia – Anita westchnęła. Po długiej podróży wszyscy dochodzili już na miejsce.
Aczkolwiek każdy z osobna.

Noc była ciemna, ale przy zamku wydawało się, że jest jakby jaśniej. Dziedziniec wyglądał na uporządkowany, jakby ktoś cały czas o niego dbał. Na środku znajdowała się średniej wielkości fontanna w kształcie lwa. Starość odznaczyła na niej już swoje piętno.
Lew miał zmarszczki.

Po obu stronach drogi stały ławki, a za nimi w równej odległości rosły drzewa owocowe.
Ławki? Śliwy i jabłonki? NA ZAMKOWYM DZIEDZIŃCU?


Zamek był jeszcze większy niż się zdawało. W blasku księżyca można powiedzieć, że lśnił.
Sparklił się, bo zrobiony był z marmuru edwardziego.
Fakt, wszyscy Cullenowie nadają się tylko do tego, by ich porąbać na kawałki i wykorzystać jako licowanie.
- Proszę za mną – zażartował Sebastian, podchodząc do drzwi, które były już zardzewiałe. Chłopak nacisnął na klamkę. (...) Dało się słyszeć przeraźliwe skrzypienie(...), po czym on Zenek, Basia, Anita i Natalia, weszli do środka.
Ej, ale skoro oglądali dziedziniec, musieli już być w środku! Chyba że się tam cudownie teleportowali albo co.
Gdy ostatnia osoba przekroczyła próg, drzwi automatycznie się zamknęły...
Były na fotokomórkę, a co.
Rozdział 5: Zakład cz.2
Cała piątka dokładnie rozejrzała się po pomieszczeniu.
To był zamek jednopokojowy?!
Jedna izba ze słomą na polepie, ławy pod ścianami, palenisko pośrodku, w oknach rybie błony... zamek jak nic! Pełen luksus.

Wszędzie widoczna była pajęczyna.
Jedna. Bo tam samotny, ale wytrwały pajączek mieszkał.Szeloba miał na imię.

Na poszarzałych ścianach wisiały portrety młodych kobiet. Natalia dokładnie się im przyjrzała i zdziwiło ją, że nigdzie nie było portretu mężczyzny.
Wychodzi na to, że to nie zamek, a jakiś feministyczny squat. ;P
W tle dało się dostrzec jakoś zjawę, która jakby w pewnym momencie się poruszyła. Chciała jej dotknąć, ale w tym samym momencie podeszła do niej Anita.
- Chodź zobaczyć, co takiego Zenek znalazł – obie udały się do jadalni,
Oczywiście jadalnie w nawiedzonym zamku są tak ot sobie zaraz przy wejściu, dla wygody zwiedzających specjalnie oznakowane.

gdzie na stole leżał męski zegarek elektroniczny.
- Czy to nie dziwne?
Bardzo. Widać ktoś tu był przed wami i go zgubił. Zaiste, niezwykle tajemnicza sprawa.

Chodźmy poszukać czegoś innego – Sebastian wyszedł z jadalni i podszedł do drewnianych schodów, które znajdowały się obok wejścia. (...) - Chodźmy na górę – chłopak ruszył pierwszy, a pod nim schody zaczęły skrzypieć.
W zamku drewniane schody? A może to kamienie skrzypią? :>
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, aby tam iść.
- A co boisz się, że schody się pod tobą załamią? –odkąd byli w zamku Sebastian traktował Basię z dystansem i w tej chwili nie przypominali oni zakochanej pary.
Zważywszy na to, że schody mogą mieć już swoje lata, powinien naprawdę wziąć pod uwagę taką możliwość. Oczywiście o ile jego ulubioną rozrywką nie jest zakleszczanie się po pas w spróchniałych deskach.
Natalia czuła się jakby we śnie. Miała wrażenie, że znajduje się w tym samym zamku, o którym dwa razy już śniła. W jej koszmarach czekała ją śmierć i czyżby wszystko stawało się jawo?
No rychtyk, że jo, kumo.
Gdy jej przyjaciele poszli naprzód, ona stała na górze i obserwowała dół. W pewnym momencie wydało się jej, że jakaś postać przeszła przez ścianę. Wystraszyła się i postanowiła czym prędzej dołączyć do innych. Obejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła. Nie wiedziała, którym z dwóch korytarzy udali się jej znajomi. Dlaczego musiała zrobić sobie małą przerwę?
Bo jest durną gapą?

Bała się zejść na dół, a tym bardziej bała się iść i szukać przyjaciół.
A to nie wystarczy ich zawołać?
[dziewczyna podąża za wołającym ją głosem i trafia do jednego z pokoi]
Przy ścianie stało stare łoże, a obok niego znajdował się kufer, zapewne z ubraniami i jakimiś drobiazgami. Oprócz tego i małego stolika nikogo tu nie było.
Meble to się chyba z zamku Bestii urwały, skoro przysługuje im nazywanie ich „kimś”.
Wyjrzała odruchowo na zewnątrz i zobaczyła kobietę. Bez jakiegokolwiek wahania wybiegła z pokoju. Na samym dole ktoś złapał ją za rękę. Z wrażenie zaczęła krzyczeć.
***
Sebastian coraz bardziej czuł się pewnie i żałował trochę, że zabrał ze sobą przyjaciół, gdyż oni mu tylko przeszkadzali. Wykorzystując chwilę ich nieuwagi odłączył się od nich.
Co ja mówiłam o slasherowej strategii? *wzdycha* A może i lepiej, niech ich wszystkich powyrzynają i będzie spokój.
Dotarł do końca drugiego korytarza, na którym były kolejne schody. (...) Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że ktoś go obserwował i szedł za nim. Duch?
A to ja mam wiedzieć?

Gdy dotarł na miejsce okazało się, że oprócz jednego pokoju nic tutaj nie było.(...) Pomieszczenie było małe i przypominało celę. Ktoś kogoś tu więził. Pytanie tylko: kto kogo i dlaczego?
Ja, aŁtoreczkę, za popełnienie tego opka.
Ewentualnie rodzice, Śpiącą Królewnę, tak na zaś.

Chłopak nie zawracał sobie jednak tym głowy i podszedł do średniej wielkości pudła stojącego przy oknie.
Zaraz, chłopak znajduje w pomieszczeniu kogoś uwięzionego i olewa go na rzecz jakiegoś pudła?!
Bo on tu przyszedł szabrować, a nie księżniczki uwalniać!

Nie miał żadnego problemu z jego otworzeniem.
Bo miał zamiast palców scyzoryki i wytrychy – taka bardziej szemrana wersja Edwarda Nożycorękiego.

To, co w nim zobaczył zaprało mu dech w piersiach.
Potrójny cykl w stu stopniach, z wyżymaniem.
Klejnoty, perły, czy też złote pierścionki – to tylko część tego, co tutaj się znajdowało.
W PUDLE. Aha.

Sebastian zaczął się śmiać. Miał niezwykłe szczęście tu trafiając. Na pewno nie może pokazać swego znaleziska nikomu. Odruchowo wziął do ręki naszyjnik z pereł. Był bardzo piękny i z całą pewnością dużo pieniędzy otrzymałby za niego., albo… albo wręczy go Natalii i poprzez te kosztowności zdobędzie jej miłość. Żadna kobieta nie oprze się takiej zjawiskowej biżuterii.
Oh my, jak mi przykro, że figę z tego dostaniesz, kolego. Zgodnie z polskim prawem W przypadku znalezienia pieniędzy, papierów wartościowych, kosztowności oraz rzeczy mających wartość historyczną, naukową lub artystyczną z uwagi na szczególny charakter tych przedmiotów, przede wszystkim wobec ich istotnej wartości rynkowej i z tym związanego potencjalnego zwiększonego ryzyka utraty (np. wskutek kradzieży), projekt [ustawy] nakłada na znalazcę takich rzeczy bezwzględny obowiązek oddania ich na przechowanie właściwemu staroście, jeżeli ich wartość przekracza 50 złotych.”
Schował perły do kieszeni, ale nie wiedział, że ktoś powoli się do niego zbliżał z zamiarem zabicia go.
Warkot piły łańcuchowej był bardzo wymowny.
Nagle usłyszał czyjś krzyk i zostawiając klejnoty wybiegł z pokoju. W korytarzu omal nie zderzył się z Basią, Zenkiem i Anitą.
[krzyczała, oczywiście, napastowana przez ducha Natalia; koledzy napotykają też na Romka, który anuluje zakład z Sebastianem]
Anita podeszła do przyjaciółki, która napędziła jej dużego stracha – Powiedz nam, co się stało?
- Usłyszałam jak ktoś mnie woła i udałam się do jednego z pokoi, ale nikogo nie zastałam tam. Odruchowo wyjrzałam przez okno i zobaczyłam pewną kobietę…
- To znaczy, że ktoś tu jest.
Imponująca dedukcja.
- Tego nie wiem, ale wiem, że musimy jak najszybciej opuścić to miejsce (...)
Zenek, Romek, Anita i Natalia wracali do domu w milczeniu. Po zamknięciu drzwi Natalia usłyszała czyjś śmiech i domyślała się, do kogo on należał. Była przekonana, że mieszka tutaj jakaś obłąkana kobieta i specjalnie straszy ludzi, aby nikt tu nie przychodził. To, co widziała, to musiała być jakaś tam sztuczka, mająca na celu wystraszenie jej. W pewnym sensie udało się jej ją nastraszyć, tak że omal nie dostała zawału serca.
Kocham takie orgie zaimków, no kocham.

Będąc już we własnym pokoju wyjrzała przez okno. O tym, co się tutaj dzieje można by było nakręcić film. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że to co wydawało się fikcją był prawdziwe. To w co ona nie chciała uwierzyć, istniało…
Dzięki, narratorze, za zdradzenie puenty – to już nie muszę czytać dalej? :D

10 komentarzy:

Lukseja pisze...

Ojajebiu. To chyba najpaskudniejsza Marysue, jaką widziałam od dobrych paru miesięcy.

SStefania pisze...

pożywienie zwane komciu-komciu
Mnie ómarło. Znaczy, z wielu tekstówq kwikałam, ale to było boskie.

Państwo pozwolą, że sobie ryknę.
Pani pozwoli, że się dołączę?

Matko Borska, a co szokującego czy godnego takiego przedstawienia jest w zwykłym buziaku?!
No, chyba, że osoby te mają po 12 lat...

Ałtorka opka o Cudownej Reni na SuSie nieświadomie wyjawiła IMO swój rocznik ('97), ta, myślę, jest gdzieś około tego, jeśli nie młodsza.

Dziewczynie udało się ubłagać ciotkę, aby nie informowała o całym zajściu rodziców. Nie chciała ich martwić, a przede wszystkim bała się, że oni każą wracać jej do domu i nigdy w życiu nie zgodzą się na taki wypad.
Matko Borska, Jeżu Leśny i Borze Wszechlistny!!! Ciekawe, co by się stało, gdyby przy śniadaniu zacięła się nożem? Nigdy w życiu nie pozwoliliby jej samodzielnie zrobić sobie kanapki?!

Ponieważ przy ostatnim prasowaniu skaleczyłam się nitką, nie będę już nigdy prasować, o, jeszcze mam bliznę na paluszku!

- Może tobie. Normalnie nigdy w życiu nie widziałem czegoś takiego – oznajmił podekscytowany Romek.
To mówi nastolatek? Matko Borska, rodzice go chyba od dzieciństwa do telewizora nie dopuszczali, a do kina mógł chodzić tylko na filmy familijne.

Nie nastolatek, przecież główna bohaterka ma 21 lat, a żadna szanująca się postarzona gimbusiara z facetami młodszymi od siebie się nie zadaje!

Ławki? Śliwy i jabłonki? NA ZAMKOWYM DZIEDZIŃCU?
I to w zamku, który nie był obiektem turystycznym, bo wszyscy się go bali. Ale w Narni były drzewa owocowe przy zamku, sami Pevensie sadzili, tu mamy do czynienia z jeszcze bardziej wydumaną krainą ;)

Ej, ale skoro oglądali dziedziniec, musieli już być w środku! Chyba że się tam cudownie teleportowali albo co.
Ałtorka chyba pomyliła zamek z dworkiem szlacheckim. Dworki nie są już takie tró ;)

A wogle wiem, co mi to opko przypomina. Fotostory z Bravo! Totalnie, absolutnie to jest fotostory z Bravo!

kura z biura pisze...

"Była przekonana, że mieszka tutaj jakaś obłąkana kobieta i specjalnie straszy ludzi, aby nikt tu nie przychodził. To, co widziała, to musiała być jakaś tam sztuczka, mająca na celu wystraszenie jej."

No, to jest po prostu żywcem ściągnięte ze "Scooby Doo, Where Are You?". Tam zawsze straszliwe duchy z ponurych zamczysk na koniec okazywały się bandą poprzebieranych przestępców, którzy w ten sposób starali się trzymać miejscowych z daleka od swej kryjówki.

Dzięki za umilenie poranka :) Opis zamku przecudny, a intrygi miłosne bohaterów - bezcenne!

Anonimowy pisze...

"- Nie, ale było bardzo silne – nastała krótka cisza, która przerwała Basia.
Przerwany Baś zajęczał cicho."
Zastanawiam się tylko, co to za Baś i co zawinił ciszy, że go przerwała?

"i się zlękła, ale mimo to się nie zawróciła. Gdy już była blisko (Szła i szła, a te „parę metrów” uporczywie się rozciągało i rozciągało...) dotarło do niej czyjeś krzyczenie i jakieś inne zbiorowe krzyki…
To ja się tak darłam. A później dołączyła do mnie Kalevatar – i zaczęłyśmy drzeć... sobie włosy z głów.
A krzyczenie przebiegło tuż obok nas z pianą na pysku."
Ten fragment mnie ómarł. Całkowicie.

Analiza oczywiście wspaniała, jak zawsze, i nawet koszmarna Mary Sue nie przeszkadzała mi tak bardzo, jak ostatnim razem. Może dlatego, że miałam nadzieję, że jednak ten topielec/upiór/cholerawieco ją utopi albo w jakiś inny sposób pozbawi życia. Ech, ciągle mam złudzenia...

Mrunia

Szprota pisze...

"Albowiem schodząc na śniadanie, każda boCHaterka reaktualizuje pierwotne Zejście dokonane przez Pramarysię in illo tempore, konstytuując swoje opko w sferze blogaskum. *dziko wymachuje Traktatem o historii religii M. Eliadego*"
Bardzo mi się podoba, bo prawie wszystko rozumiem.

Hasło splerys. Mam starą plereskę i nie zawaham się jej użyć, nieprawdaż.

atha pisze...

Czytaj, czytaj! I analizuj!
Zgadzam się, że boCHaterka jest wyjątkowo wkurzająca...

Athesis vel Kotoliszka pisze...

Dwa razy zostałam przyprawiona o zawał. Czy kontrolujecie też arcydzieła z deviantArta, czy tylko i wyłącznie z blogasków? Sprawdziłabym, jak bardzo jestem Ałtorką. W razie czego, gdzieś wcisnę link.
Pe Eska: Zdaję sobie sprawę z jakże twórczego tytułu.

Anonimowy pisze...

Analiza wspaniała, jak zwykle =))

Ale mam małe pytanie:
"Zenek, Romek, Anita i Natalia wracali do domu w milczeniu."
Co z Sebastianem i Basią?

Anonimowy pisze...

Co do tego więzienia i zamku , zła wiadomość . Miejmy nadzieję , że aŁtoreczka usunęła opis wrzasków zza drzwi . Niestety z braku informacyjne na ten tamat muszę ogłosić czerwony alarm . Diabeł więziony w celi uciekł. Jest znany potocznie jako "braciszek" . *zamyka drzwi na klucz, bierze kochanego misia , wchodzi pod kołderkę i szepcze :"Zdrowaś Mario ..." *

Anonimowy pisze...

Czytam wstęp - "rozkochiwać w sobie Adonisów". Pierwsze skojarzenie? Jerzy IV, określony mianem "tłustego Adonisa po pięćdziesiątce".
Kocham was, Analizatorki.
Nie dość, że analiza cudna, to jeszcze miałam przed oczami drwaloseksualnego Jerzego IV.


(Negatus)