czwartek, 14 października 2010

Czarownice w podomkach, czyli Mary Sue wśród dzikich plemion

Witajcie!

W tym tygodniu postanowiłyśmy porzucić charczące zombie i zająć się przygodami dzielnej, dobrze wychowanej i szlachetnej Mary Sue. Panna ma na imię Natalia i wyjeżdża ze znajomymi na wieś, gdzie znajduje się mroczny zamek, w którym sthhhraszy i gdzie, oczywiście, poznaje Tru Looffa. Czarownice chodzą tu w podomkach, grzyb naścienny jest ostatnim krzykiem mody w aranżacji wnętrz, drzewa mają ludzką twarz a wieśniacy mają w swoich ogródkach poletka eksperymentalne NASA.
Nie przedłużając - indżoj!

Blogasek:

http://iren-przeznaczenie-smierci.blog.onet.pl
Zanalizowały: Kalevatar i Pigmejka

Zapraszam wszystkich do przeczytania mojego najnowszego opowiadania, które jest całkowicie przeze mnie wymyślone. W skrócie: grupa przyjaciół wyjeżdza na upragnione wakacje na Mazury. Zamieszkują we wsi, nieopodal której znajduje się Zamek Czarneckich.
Niech zgadnę. Ałtoreczka była na Podlasiu, w okolicy tego przybytku, który tak się jej spodobał, że napisała o nim opko?

Legenda głosi, że wciąż żyją tu czarownice, ale przyjaciele nie wieżą w to.
Słusznie - nie wieżą w to, a taranem! Wieżę diabelnie ciężko jest unieść, wierzcie mi.
Z czasem gorzko się o tym przekonają...
Będą mieli taki brzydki smak w ustach.
Nabawią się zgagi – po prostu.
P R Z E Z N A C Z E N I E Ś M I E R C I
To śmierć ma jakieś konkretne przeznaczenie? Zawsze myślałam, że to coś, co się przydarza tak po prostu, a nie po to, by ludzi wewnętrznie ubogacić czy coś tam.A może chodzi o przyszłe losy Śmierci? Jeśli tak, to przewiduję zjedzenie potrawki curry albo kolejną przejażdżkę na Pimpusiu.
UNIKAM SPEKULACJI O SPRAWACH KOSMICZNEJ NATURY.
PIP.
Rozdział 1: Przyjazd
– Spakowana? – do pokoju Natalii zajrzała jej mama. Jutro córka wyjeżdżała razem z przyjaciółmi na wspólne wakacje.
„Jutro wyjedzie”. Ewentualnie „jutro wyjeżdża”.Czas przeszły niedokonany w odniesieniu do przyszłości? Tu by nawet Sapir z Whorfem wymiękli.
– Oczywiście, że tak – odparła dziewczyna, aby zaspokoić ciekawość kochanej rodzicielki. Ta jej nadmierna troska, czasami doprowadzała ją do szału. Miała już 21 lat, a czuła się jak mała dziewczynka, którą trzeba nieustannie kontrolować, aby nie zrobiła sobie krzywdy.
Rzeczywiście, zapytanie przygotowującej się do wyjazdu córki o to, czy jest już spakowana, to brutalny i krwawy zamach na jej niezależność. Wstydź się, wyrodna, nadopiekuńcza matko!Zadaniem blogaskowych rodziców jest:
- dawać dzieciom pieniądze (najlepiej dużo, duuużo pieniędzy),
- nie przeszkadzać.
Wszelkie odstępstwa od tej zasady spotykają się z natychmiastowym potępieniem.
– Założę się, że i tak rano będziesz czegoś szukać. Zawsze tak było.
– A właśnie, że się mylisz. Chcesz się założyć?
– A o co?
– Jak wygram – ty wysprzątasz mój pokój tak, aby lśnił. A jak przegram to zrobię to samo z twoim pokojem.(...)
- No dobrze – wchodzę w ten zakład – kobieta ruszyła do drzwi, ale po chwili obejrzała się i dodała – Radzę ci wcześniej iść spać. Film ci nie ucieknie.
– Oj mamo.
– Co, oj mamo?
– Nie musisz się o mnie martwić.
– Cóż taka już jestem – Natalia spojrzała na nią takim wzrokiem, z którego wynikało, że jej tylko przeszkadza – No dobrze już idę – dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy w końcu jej się pozbyła.
Zwłoki postanowiła zakopać w ogródku.
Ach, ci niedobrzy rodzice. Jak oni w ogóle mogą być tak impertynenccy i wchodzić do pokoju ich dziecka, by z nim porozmawiać?
Spać poszła dopiero około godziny 23.00, gdyż o tej porze skończył się film, który opowiadał o młodym czarowniku, walczącym ze złem
Oglądała zatem - nie bójmy się tego słowa – Harry'ego Pottera. To taki obciach, że aŁtorka nie mogła napisać tego wprost?
Może to sprawiłoby, że nie byłaby taka TRÓ?
Śniło jej się, że jest w jakimś zamku, a raczej w lochu. Dookoła panował półmrok i tylko malutkie okienko przypominało, że jest dzień. Na ścianach znajdowała się wilgoć,
A na podłodze mieściły się kurz i paprochy.
Wilgoć wisiała tam w formie arrasów – z wyjątkiem jednej ze ścian, na której to przybrała formę obrazu w złoconej ramie.
a na jednej z nich wisiał ludzki szkielet.
Na jednej z wilgoci? O.ONo, dyndał sobie na tym samym gwoździu co wilgociowy obraz.
Ten widok nie przestraszył jej, lecz zaintrygował. Wydawało się jej, że zna tę postać, ale nie wiedziała skąd.
Poznała kogoś po szkielecie? No, jeśli odbiera świat w promieniach rentgena, mogłabym w to uwierzyć... ale na tę chwilę pozwólcie, że pozostanę przy uznaniu tego za kosmiczną bzdurę.
Bo te puste oczodoły tak wymownie patrzyły...
Chciała do niej podejść, ale nogi miała w okowach i nie mogła się ruszyć. Nagle do celi wszedł strażnik zabrał ją ze sobą.
Razem z okowami? ^^
I kawałkiem podłogi, do której były przymocowane.
Szła powoli, a mężczyzna co chwila ją poganiał i bił batem. (...) Zamknęła oczy i gdy je otworzyła była na placu. Nad nią stał kat z zamiarem odcięcia głowy.
Zamiar odcięcia głowy stał obok mistrza małodobrego, przybrawszy postać wielkiego, różowego sera tofu z nożem*.
* Nie pytajcie.
Próbowała krzyczeć, ale nie mogła. Zgromadzeni wokół ludzie śmiali się z niej. Była bezsilna. W końcu kat wziął do ręki topór, uniósł go do góry i …
...i opuścił go, rumieniąc się ze wstydu pod czerwonym kapturem przypomniawszy sobie, że miał dziewczynę ściąć, a nie rozłupać jej czaszkę.
Ojtam ojtam – efekt i tak jest ten sam.
Ale przy rozłupywaniu za bardzo się brudzi!
Obudził ją budzik, który dzwonił już od 5 minut. Zerwała się z łóżka i czym prędzej udała się do łazienki. Umyła zęby i twarz, a już po chwili stała przed szafą z ubraniami i zamarła. Na wieszakach wisiały jeszcze ubrania, których ona zapomniała wczoraj spakować. Dlaczego jej matka zawsze musi mieć rację? Nienawidziła jej za to.
Jeżu, a może by tak mniej dramatycznie i mniej gówniarsko? Nienawidzić matkę za to, że ma rację? Dziewczyno, nie stajesz się cool pisząc takie rzeczy. >.>
A nie prościej było zwyczajnie sprawdzić, czy wszystko NA PEWNO masz spakowane, zamiast transportować swoje frustracje na negatywny stosunek do matki?
Dziewczyna wzięła torbę stojąco pod ścianą i postawiła ją przy szafie.
Torbe stojąco pode ściano izby, postawiła łopodal – hej!
Jezusicku!
Okazało się, że torba była na wpół pusta. W tej samej chwili przypomniała sobie, że podczas pakowania zadzwoniła do niej Anita. Natalia spotkała się z przyjaciółką, a wcześniejszą sprawę obiecała sobie załatwić później. Niestety za późno, to do niej dotarło.
Nie powiem, jakie jest w tym momencie moje zdanie o inteligencji bohaterki, bo musiałabym użyć wyrazów niecenzuralnych.
W pewnym momencie usłyszała pukanie do drzwi.
– Śniadanie już gotowe.
– Zaraz schodzę.
Zaiste, uczyń to, waćpanno. Azliż bez tego opko opkiem będzie?
– Coś się stało? Wydaje mi się, że jesteś jakaś zdenerwowana.
– Wszystko w porządku. Po prostu nie mogę się zdecydować, co założyć.
– Rozumiem – Alicja uśmiechnęła się do siebie, ale nie komentowała całej sytuacji. Udała się do kuchni i zakręciła czajnik z wodą, który właśnie się gotował.
Czajnik się gotował?! Jaką one mają tam kuchenkę, że dały radę zagotować stal? O_OI jaki czajnik, że się go zakręca?
Zalała herbatę i postawiła ją na stole. Po chwili dołączyła do niej Natalia. Przez pewien czas śniadanie jadły w milczeniu
– Ile czasu zajęło ci dzisiejsze pakowanie? – spytała w końcu Alicja
– Jakie pakowanie? O czym ty mówisz? Byłam gotowa już wczoraj – zaprzeczyła
Jeszcze kłamie bezczelnie.
– Skoro tak mówisz…
– Nie wierzysz mi?
– Oczywiście, że ci wierze – kobieta spojrzała na zegarek, po czym oznajmiła – Musisz się zbierać. Zaraz powinna być po ciebie Anita.
– Ona zawsze się spóźnia – odparła, jakby bez przekonania.
– Ale nie zaszkodzi być gotowym wcześniej.
– Wiem do czego zmierzasz. Zakład i tak wygrałam. Nie masz przeciwko mnie żadnych dowodów.
Jeszcze na Wielką Kartę Swobód i Habeas Corpus Act się powołaj, żeby zakamuflować to, że oszukujesz. :/
Gdy jadła już ostatnią kanapkę, usłyszała trąbienie. No nie. Czy Anita musi być zawsze punktualna? Wyjrzała przez okno i okazało się, że to Sebastian po nią przyjechał. Lubiła go, ale denerwowało ją to, że on ciągle próbował zdobyć jej serce. (...) Jazda z nim nie napawała ją entuzjazmem, ale coś musiało się stać, skoro to on, a nie Anita jest tutaj.
Biedna królewna, nawet szofera ma nie tego, co by chciała. To straszne.

Dziewczyna wzięła do ręki torbę i ruszyła do drzwi.
– To trzymaj się córeczko i pamiętaj zadzwonić do mnie po przyjeździe.
– Na pewno zadzwonię. To cześć – ostatnie pożegnanie i w końcu upragniona wolność – wakacje bez nad opiekuńczej mamusi. Marzyła o tym odkąd jej ojciec zginął w wypadku samochodowym 3 lata temu.
Marzyła o tym, że jej matkę spotka to samo, jak rozumiem?

Wyszła z domu i udała się do samochodu. Chciała sama wstawić bagaż do bagażnika, ale uprzedził ją Sebastian.(...)
– A gdzie Anita?
– Miała jakieś ważne sprawy do obgadania z ojczulkiem. Podomież on też chcę z nami jechać.
Co to jest podomież?
– Chyba żartujesz?
– Jestem poważny jak zawsze – uśmiechnął się, ale to nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. W końcu wsiedli do samochodu. Przez całą jadę do domu Anity chłopak próbował ją podrywać, ale niestety daremnie.
No, mnie też jest przykro z tego powodu.
Podróż trwająca około 10 minut wydawała się być wiecznością. Dziewczyna nie wyobrażała sobie, że przez cały czas tak właśnie miałoby być.
Co on tam jej robił w tym samochodzie, gwałcił ją przez uszy, czy jak? Bo przecież, jeśli ręce trzymał na kierownicy, to niewiele poza tym mógł zrobić.
Będzie się starła jednak ich spotkania ograniczyć do minimum.
Ścieranie się z kimś to chyba kiepski sposób na unikanie kontaktów...

Prze domem byli już: Basia, Romek i Zenek. Ona zjawiła się tutaj jako ostatnia. Gdy oboje wyszli z auta przyjaciele zaczęli na nich gwizdać, co nie spodobało się Baśce. Nie było tajemnicą, że ona od dawna kochała się w Sebastianie i nienawidziła Natalii. Wiadomo, dlaczego.
Wiadomo też, kto dostał posadę Tej zUej. Jakież to oryginalne!
[Pozwolę sobie wyciąć większość szczeniackiego, pseudofajnego bełkotu, który robi tu za dialogi młodych przyjaciół. Clue jest to, że ojciec jednej z dziewczyn jednak nie spędzi z nimi całych wakacji]
(...) rozmowę przerwało pojawienie się Stefana, który właśnie wyszedł z domu – Nie martwcie się: nie zabawię tam długo.
– Wiemy o tym i na to liczymy – Anita spojrzała na ojca ostrzegawczym i jednocześnie groźnym wzrokiem. Niech on nawet nie myśli dłużej tam zostawać. Ona już na to nie pozwoli.
Utopi go w stawie. :/ Zły, niedobry tatuś. Jak on śmie jakkolwiek ingerować w ich wakacje, poza oczywiście ich finansowaniem?
– No to pora już jechać. Natalia pojedziesz ze mną i z Sebastianem, a reszta niech wsiada do samochodu taty.
– Oszalałaś!? Przecież wiesz, jak on mnie denerwuje.(...)
– Mówicie o mnie? – przerwał im sam zainteresowany.
– Nie, o świętym Mikołaju – złośliwa uwaga Natalii jednak go nie odstraszyła, lecz jeszcze bardziej przekonała go do tego, że ona go lubi.
Nie wiem, kogo bardziej nienawidzę: tej małoletniej chamki czy tego idioty.
Basia, Zenek i Romek byli niezadowoleni z perspektywy spędzenia jazdy u boku Stefana.
Jasne, powinien im jeszcze oddać swój samochód, zamiast ich odwozić, głupi staruch!
Albo wręcz biec za samochodem.
Sebastian usiadł z tyłu i nalegał, aby obok niego znalazła się też Natalia, ale ona kategorycznie odmówiła. Wystarczy, że całą drogę będzie się musiała z nim męczyć. Cała droga minęła im dość szybko.
A Natalia została Męczennicą Ekspresową.

Po około godzinie wszyscy dojeżdżali już na miejsce. Czarnowo Małe było średniej wielkości wsią, oddaloną od najbliższego miasta o około 9 km. W oddali widoczne było jedno z mazurskich jezior i zamek. To on przyciągnął uwagę Natalii. Słyszała o nim z powieści babci, która tutaj właśnie mieszka.
Babcia nie dość, że była pisarką, to jeszcze pionierką w wydawaniu książek wyłącznie w formie audiobooków.
Była to duża budowla, postawiona z czarnego materiału budowlanego.
*ROTFL* Z asfaltu był odlany?KWIK. A potem zobaczył to ojciec Tilla i uznał, że on chce to samo.
Chyba że... to była ich posiadłość letnia. A jęki, podzwanianie łańcuchami i inne odgłosy bynajmniej nie pochodziły od czarownic ani duchów...
I już nikt się nie dziwi, dlaczego miejscowi omijali zamek szerokim łukiem. Po wsiach pewnie krążyły mrożące krew w żyłach historie o „wiedźmach”, które uwodziły i porywały młodych, silnych i przystojnych chłopców... ^^
Miała chyba z 10 wież różnej wielkości.
Coś jak ten?Czyli wyglądała cokolwiek pretensjonalnie, ale kto by się tym przejmował.
Dookoła rosły drzewa, a dalej znajdował się las.
*ROTFL into space*
Las był podobno piękny, ale drzewa kompletnie go zasłaniały.
Bo to był
las... krzyży!!!
Dziewczyna zauważyła, że drzewa położone po obu stronach zamku przypominały ludzką twarz, jakby kobiety i mężczyzny.
Położone drzewa? Jakiś wiatrołom, czy może nowy trend w ufockim rękodziele ludowym: kręgi w lesie?A może to enty były?
Niby to nic, krajobraz jak krajobraz, gdyby nie ta legenda. Podomież żyją tu czarownice
Czyli czarownice w podomkach, tak? Rzeczywiście, straszne.
i nikt od wieków nie zbliża się do bram zamku. Nigdy ich nie spotkano, ale strach i wierzenia ludzi w to, sprawiły, że żadne pokolenie nie miało odwagi zapuszczać się w te strony.
Nikt nigdy tych czarownic nie spotkał, ale legendy głosiły, że tam są? Rozumiem więc, że wiedza o nich spłynęła na okolicznych mieszkańców na drodze iluminacji?Od setek lat NIKT nie miał odwagi wejść do zamku i rozszabrować co tylko się da, a reszty pokryć wulgarnymi napisami, bo jakieś „wiedźmy”? W Polsce...?

Natalia uśmiechnęła się do siebie. Jak można wierzyć w takie głupstwa? Pewnie ktoś kiedyś wymyślił sobie dla żartów te bajeczkę, a inni w to uwierzyli. Dzisiejszy świat naprawdę zmierza donikąd.
Tak, w rzeczy samej. Gdzie tam reszcie ludzkości do przenikliwości twego rozumowania, boCHaterko.
– No to jesteśmy na miejscu – z zamyślenia wyrwał ją głos Anity. Natalia wyjrzała przez okno i dech zaparło jej w piersiach. Dom był duży i przepiękny. Kolor lekko zielonkawy doskonale komponował się z przyrodą wokół.
„Lekko zielonkawy”? Czy tylko ja, czytając to, mam wizualizację pleśni pokrywającej te ściany?
Coś ty, grzyb naścienny jest ostatnim krzykiem mody w aranżacji wnętrz!
W ogrodzie rosły różną kolorowe kwiaty, które w odbiciu słońca wyglądały jeszcze wspanialej.
Kwiaty odbijały się na powierzchni Słońca? To jakieś poletko eksperymentalne NASA?Tia. A na sąsiedniej grządce rosły marsjańskie ziemniaki – podlewane co jakiś czas nawozem z gwiezdnego pyłu.
– Prawda, że piękny? – spytała Anita, widząc zachwyt w oczach przyjaciółki.
– Tu jest po prostu cudownie. Jak twoja ciocia to wszystko ogarnia? Praca w stadninie może być tak wyczerpująca, że ktoś na jej miejscu nie dałby rady, aby dbać o resztę wokół.
Rozumiem, że szanowna ciocia opiekuje się także wszystkimi innymi stadninami w Polsce, skoro reszta nie dałaby rady podołać temu zadaniu? :P
– Ona jest niezwykła. Jak ją poznasz, to się przekonasz.
Jest jak skrzyżowanie murzyna z ośmiornicą – po prostu kombajn do pracy w polu.
Po chwili oczom przyjaciół ukazało się skromne, ale za to piękne wnętrze. Ściany były pomalowane w pastelowe kolory, a na nich wisiały kwiaty
Na tych kolorach, jak rozumiem?
A może one zwisały ze ścian? Cóż. Albo mają tam w środku ogród botaniczny, albo pleśń prowadzi tam wyjątkowo bujne życie.

i różne obrazy, przedstawiające krajobrazy z dowolnych zakątków świata. Odnosiło się wrażenie, że się jest w jakiejś willi, a nie zwykłym, wiejskim domu.
Willa z pleśnią kwitnącą na ścianie? Jakoś się nie spotkałam z tym...
Swoją drogą – czy wiejski dom nie może być fajny? Musi zaraz wyglądać jak willa? :\

Aż dziw, że nie ma wieżyczek i basenu.

Natalia miała ochotę od razu zwiedzić cały dom, ale nie mogła. Krystyna [właścicielka domu] zaprowadziła ich na górę i kazała wybrać sobie pokoje. (...) Natalia wybrała pierwszy lepszy pokój. Weszła do środka, postawiła torbę, przy łóżku, które bardziej przypominało łoże
Tia, i miało kolumny, i wgl. A obok stała pozłacana szafa gdańska i toaletka z marmuru.
Zaś u wezgłowia łoża stał murzyn li tylko w opaskę biodrową przyodzian, wachlarz z piór pawich dzierżący.
i podeszła do okna. Jego widok wychodził wprost na zamek.
Widok wychodził codziennie rano i zostawiał za sobą powidoki.

Teraz wyglądał on zupełnie inaczej.
Już nie był czarny, tylko różowy i puchaty.

Wydało jej się, że unosi się nad nim dym, lecz nie zastanawiała się, skąd on pochodzi. (...) Po chwili usłyszała ona jakieś krzyki i wybiegła z pokoju. Okazało się, że Romek i Zenek kłócili się o pokój z widokiem nad jezioro.
– Ja go pierwszy zobaczyłem! – krzyczał Romek.
– No i co z tego. Ja pierwszy postawiłem w nim nogę!
Ekhm... Ile oni mają lat? Pomijając fakt, że jak się jest na wsi, to się raczej siedzi bezpośrednio nad jeziorem, a nie w oknie, kontemplując widoki. No i chłopcy spierający się o coś takiego, to dość... niespotykane zjawisko, nie uważacie?
– Panowie, co się dzieje? – spytał poważnym głosem Sebastian.
– On zajął mi pokój – zaczął Zenek.
– A właśnie, że nie. Wcale nie kłam.
Chyba Ty! I Twoja stara też!
– Żaden z was nie zamierza ustąpić?
– Nie! – odpowiedzieli niemalże jednocześnie. Natalii i Anicie chciało się śmiać, ale się powstrzymały.
– W takim razie mam rozwiązanie.
Śpijcie tu razem. :>
– Zenek zamieszka w moim pokoju…(...) Ja znajdę sobie inny pokój.
[i już zdawało się, że w życiu boCHaterów znów zapanował Ład, gdy nagle...]
Uśmiech znikł jednak z ust Natalii, gdy się okazało, że Sebastian zajmie pokój naprzeciw niej. No cóż. Mogła się tego domyśleć, że on nie pomagał przyjacielowi bezinteresownie i cały czas chodziło mu tylko o nią. Była zła na cały świat. Chciała pęknąć drzwiami, ale powstrzymała ja Anita, która przyszła do niej.
Pęknąć drzwiami? A to nie lepiej pęknąć samym sobą? Pewien amator sprężarek dostał za to nagrodę Darwina, może i tobie się uda... ;>Chciała je nadmuchać przez dziurkę od klucza, czy jak?
[tu była bezsensowna gadka o niczym – CIACH!]
Rozdział 2: Ostrzeżenie
Za stadniną położona była polana.
Tuż obok mieścił się Strumyk, Który Płynął z Wolna.A tuż za polaną zalęgł się zagajnik.
To właśnie tam miało odbyć się ognisko, zorganizowane przez wujostwo Anity dla wszystkich pracowników. Natalia założyła spodnie dżinsowe i koszulkę bez rękawów. Szybko jednak pożałowała tej decyzji, gdyż noc była chłodna, wiał zimny wiatr. Dziewczynie nie chciało się już zawracać po cieplejszą bluzę i udając twardo ruszyła na miejsce dzisiejszej zabawy.
Bohaterska panna, ot co. Na dodatek góralka. :>

To, co zobaczyła przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania.
Orgia? ^^
Na środku paliło się duże ognisko, a wokół niego siedziało gdzieś z 30 osób. Szła powoli, chcąc przedłużyć te krótką chwilę. Było już za późno, aby się cofnąć.
Ona idzie na ognisko, czy na stos?
Wykorzystując wolne miejsce u boku Anity, usiadła obok niej i jakiegoś zarośniętego mężczyzny.
- Witam panienkę – nieznajomy zauważywszy ją bez wahania zaczął rozmowę. Miał nieświeży oddech i wyglądał, jakby nie mył się od kilku dni. On przynajmniej nie będzie jej podrywał – Bogusław jestem, ale mówią na mnie Boguś.
- Natalia – odpowiedziała, podając mu rękę – Miło mi.
- Mi też. Na długo przyjechaliście?
- Na 3 tygodnie – zamyślił się, a po chwili zaproponował jej coś, czego ona nie spodziewała się od niego usłyszeć.
- Jak chcesz, to mogę ci osobiście pokazać okolicę.
- Dziękuję za propozycję, ale już kiedyś tu byłam i znam te strony bardzo dobrze – skłamała. Co prawda, co jakiś czas przyjeżdżała tu do babci, ale żadnej wycieczki poznawczej nigdy sobie nie robiła.
To po co tam przyjeżdżała? Żeby leżeć i pachnieć?
- Aha – był zawiedziony. Zrozumiał, że wiele nie zdziała i dlatego też postanowił dać jej spokój – Przepraszam na chwilę – wstał i udał się do kolegi stojącego obok drzewa.
- Jak tam rozmowa? – spytała uśmiechnięta Anita.
- Mogłaś mnie jakoś ratować, a nie udawałaś, że nic nie widzisz.
- Chciałam, abyś sama się przekonała, jacy są tutejsi mężczyźni. Pewnie byś mi nie uwierzyła, gdybym powiedziała ci prawdę.
A jacy są, na bora szumiącego? Sześcioręcy i czworoocy?Jeden w jednego to zapici gwałciciele z zapędami pedofilskimi.
- Może i tak. Wszyscy tutaj tacy są? – spytała złośliwie.
- Prawie. A więc jakie wnioski?
- Oni praktycznie wcale nie dbają o higienę, a maniery maja straszne. Zastanawiam się, czy oni wogule chodzili do szkoły?
Cóż za głęboka analiza socjologiczna.
Że co, proszę? Gdzie były te straszne maniery? W tym miejscu, gdy ją przywitał, czy w tym, gdy próbował ją poderwać? No troglodyta normalnie, prawda?
- Chodzili, ale środowisko w którym żyją ma na nich duży wpływ. Tak widzisz ty jesteś dla Bogusia trochę dziwna.
Taaaak, bo mieszkańcy wsi to ciemni chłopi mieszkający w lepiankach i uciekający na widok aparatu fotograficznego w strachu, że im skradnie duszę.
- To on bardziej przypomina przybysza z innej planety.
Vulva mać. Panienka raz jeden spotkała człowieka ze wsi i od razu wyobraża sobie, że jest porównaniu z nim jest skrzyżowaniem Stephena Hawkinga z królową Elżbietą.
Boru szumiący, użycz cierpliwości. Nie użyczaj siły, bo jak przypierdolę...
[boCHaterka uznaje, że towarzystwo nie dorasta jej do pięt i dyskretnie ulatnia się z imprezy]
Ruszyła w stronę domu i nagle za drzewem dostrzegła pewną kobietę, która obserwowała bawiących się, ale nie zamierzała tam podejść. Dziewczyna powoli podeszła do nieznajomej.
- Kim pani jest? Dlaczego pani nie bawi się ze wszystkimi? – kobieta wystraszyła się i spojrzała na Natalię przerażającym spojrzeniem, a ta doznała dziwnego uczucia – Niech się pani mnie nie boi. Nie zrobię pani krzywdy.
- Wiem o tym Natalia.
- Skąd pani wie, jak mam na imię?
- Nie trudno się domyśleć. Wszyscy pracownicy zdążyli już was poznać.
No jasne. Pewnie na samym początku dokonano uroczystej prezentacji, a wszyscy stajenni i służba (gnąc się w pokłonach) powitalnie zamiatała ziemię czapkami.
- To czemu pani nie bawi się z innymi?
- To długa historia – chciała ją spławić, ale Natalia była uparta. Gdy kobieta ruszyła w stronę domu, ona dołączyła do niej.
- Chętnie jej posłucham.
- Wątpię, żebyś mi uwierzyła – nieznajomą zaskoczyła jej postawa. Zrozumiała, że dziewczyna nie da jej spokoju, dopóki czegoś jej nie powie.
Bo przecież wpierdzielanie się w życie obcych ludzi dowodzi nienagannych manier, prawda? To tak w nawiązaniu do analizy socjologicznej tubylców.
- Masz ochotę na gorąco herbatę?
A łoscypka i flasecke pani mo?
- Z przyjemnością się jej napije – uśmiechnęła się i obie po chwili byli już w kuchni. Kobieta zaparzyła herbatę i podała ją Natalii, a następnie usiadła naprzeciw niej – Mam na imię Marianna. (...) Wiem, że trochę nietypowe, ale rodzicom tak się spodobało, że musieli mi je nadać. Czasami czuje się, jakbym żyła w innym świecie.
- Ja też mam takie wrażenie – zrobiła łyk gorącego napoju i zauważyła, że Marianna spoważniała.
Zrobiła ten łyk... na drutach pewnie?
- Mówię poważnie. Jest wiele rzeczy, o których istnieniu nie wiemy.
Z całą pewnością. To już nie renesans, gdy można było być ekspertem od wszystkiego.
- Co ma pani na myśli? (...)
- Radzę wam trzymać się z daleka od zamku.
„Czyli jak nakłonić nastolatków, żeby gdzieś NA PEWNO poszli.”
- To tylko legenda.
- Wcale nie. Tam naprawdę straszy.
- I ty w to wierzysz? – zaśmiała się. Trzeba mieć naprawdę nie po kolei w głowie, aby wierzyć w coś takiego.
- Ludzie mają mnie za wariatkę, bo mówię prawdę. Patrzę, że ty też nie jesteś od nich gorsza.
- Przecież ja nic takiego nie powiedziałam.
- Ale pomyślałaś! Właśnie dlatego, że tak o mnie myślicie, ja trzymam się od was z daleka.
- Już rozumiem – Natalia się zamyśliła. Ta kobieta rzeczywiście była obłąkana. Nic dziwnego, że ludzie mieli ją za wariatkę, skoro ona rozpowiada takie bzdury. Powinna się leczyć
Podsumujmy: Mariannę uważają za wariatkę, bo mówi o duchach, ale sami do zamku nie chodzą, bo duchy. Rzeczywiście, nic dziwnego.
– Myślę, że powinnaś mimo wszystko przestać opowiadać te bzdury i spróbować się z kimś zaprzyjaźnić. Taką postawą zyskujesz sobie tylko wrogów.
Jasne, kurwa, psychoanalizę jej zrób. Ja nie mogę, co za tupet! *warczy*
- To wcale nie są żadne bzdury! Ja widziałam na własne oczy te czarownice! – niemalże krzyknęła, a dziewczyna się zlękła.(...)
- No dobrze. Masz na to dowody?
- Na magię trzeba otworzyć oczy. Ten kto ma je zamknięte nic nie zobaczy.
Tak chyba jest nie tylko z magią. Na przykład z takim słupem, w jaki się można wrypać, jak się nie patrzy, gdzie się lezie – też.
- Na magię?
- Magia istnieje. Sama się o tym z czasem przekonasz.
- Nie chcę cię obrażać, ale naprawdę powinnaś się leczyć.
- Nie chcę cię wyrzucać z mojego domu, ale spierdalaj.
[Marianna odchodzi, zaś boCHaterka zaszywa się w swoim pokoju (na okrętkę)]
Zamknęła drzwi na klucz. Nie ma żadnej pewności, czy ktoś do niej w nocy nie zajrzy. Miała na myśli oczywiście Sebastiana. Pijany chłopak mógłby być zdolny do wszystkiego, nawet do… Nie. On nie zgwałciłby jej. To niemożliwe.
Oj, daj spokój. Toż to opko jest! Gwałt na boCHaterce jest obligatoryjny.
Nadal będąc w dobrym humorze zdjęła spodnie i koszulkę i położyła je na fotelu, który stał obok łóżka. Następnie założyła na siebie piżamy.
A to jedna nie wystarczy?Może jej zimno było.
Podeszła tylko do okna i spojrzała na rozgwieżdżone niebo, który wyglądało bardzo pięknie. Kątem oka dostrzegła zamek.
Czaił się, skubany.Pod jabłonką.
Chciało jej się śmiać, ale słysząc za drzwiami dobiegających przyjaciół,
Przyjaciele dobiegali do drzwi na wyścigi. Taka zabawa przed snem, no co.
Sądzę, że odgłosy wydawane przez dochodzących przyjaciół byłyby bardziej kłopotliwe. ;0
(...) w końcu usnęła. Śniło jej się to samo, co zeszłej nocy z tą różnicą, że z lochu zaprowadzono ją do pięknej komnaty króla. Nagle pochylił się nad nią tajemniczy mężczyzna i zaczął pić krew z jej szyi. Nie, to nie był wampir, lecz ktoś inny o wiele potężniejszy.
Był to Zajebisty Wampir©.
Powinna czuć ból, a tymczasem pragnęła, aby on jeszcze bardziej się w nią wbił.
He. He. Hehehe...Ona miała na myśli KŁY, Kalevatar. To znaczy, mam taką nadzieję...
Próbowała zobaczyć jego twarz, ale nie mogła. W pewnym momencie nieznajomy zamienił się w czarownicę, która była naprawdę straszna. Natalia zaczęła krzyczeć i… Obudziła się zalana potem.(...) Dochodziła 8.00. wyjrzała przez okno. Pracownicy już od rana byli na nogach i wykonywali swoją pracę. Jak oni mogli po takiej imprezie normalnie funkcjonować?
Dziewczyno, lata wprawy... ^^
Ona nie dałaby wogule rady.
Nikt w to nie wątpi, jaśnie oświecona panienko księżniczko.
Było ciepło. Dziewczyna założyła krótkie kremowe spodenki i białą koszulkę na ramiączka.
Ramiączkom od razu zrobiło się cieplej w tej koszulce.
Czesząc włosy, poczuła głód.
Jakiś odruch bezwarunkowy?
Jej matka była gorącą zwolenniczką wychowywania dzieci poprzez odruchy Pawłowa.
Związała je i udała się na dół do kuchni. Liczyła jeszcze nikogo tu nie zastać, a tymczasem Anita jadła już śniadanie.
[blablabla, nudna gadka o pierdołach – wycinamy!]
- Gdzie idziesz?
- Do babci. Przecież ci mówiłam, że zamierzam ją odwiedzić.
- A kto pozmywa?
- Wygląda na to, że ty. Cześć – szybko opuściła kuchnię, zostawiając dziewczynę samą.
Mam zacząć wymieniać powody, dla których najchętniej spuściłabym boCHaterkę w kiblu?
Wyszła na zewnątrz i zaciągnęła się świeżym powietrze.
Nie ma to jak kilka sztachnięć tlenem z rana.
Rozdział 3: Miłość od pierwszego wejrzenia
Do domku Lucyny było gdzieś około 2 km, gdyż starsza pani mieszkała na końcu wsi. Po obu stronach drogi rozciągały się różnokolorowe łąki, pola i zabudowania.
Jedne łąki były niebieskie, inne czerwone, a jeszcze inne w kropki bordo.
W momencie, kiedy Natalię zaczepiła stokrotka, dziewczyna uznała, że to zaciąganie się powietrzem to jednak nie był dobry pomysł.
Natalia nie mogła się powstrzymać i zerwała kilka kwiatów. Jeden z nich włożyła sobie za ucho, a z pozostałych zrobiła bukiet dla babci. Miała ochotę położyć się na łącę i zatracić się w swoich marzeniach, ale obecność domostw i świadomość, że ona wcale nie jest tu sama zniechęcały ją do tego.
Mhm, bo leżenie na łące jest takie niemoralne i dziwaczne, prawda...
Po około 30 minutach dochodziła już na miejsce. Zauważyła , że odkąd tu była 3 lata temu, nic się tutaj nie zmieniło. (...) Lucynie wiele razy proponowano sprzedaż całej posiadłości, ale starsza pani była tego zdania, że „starych drzew się nie przesadza”. Dziewczyna zapukała do drzwi, ale nikt nie otwierał. Weszła więc do środka, ale nikogo nie zastała. Chciała już wychodzić, gdy usłyszała trzask rąbanego drzewa. Udała się do tylnych drzwi, otworzyła je i zobaczyła najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego w życiu spotkała. Miał może z 24, 25 lat. Blond włosy doskonale komponowały się z jego niebieskimi oczami, a większego uroku dodawał mu lekki zarost. Przyjrzała mu się z dokładnością. Miał na sobie tylko spodnie dżinsowe, a koszulka leżała obok na pniu. Ciało było całe umięśnione i trochę opalone.
Ale tylko trochę, bo na brzuch i plecy nie starczyło samoopalacza.
Z klatki piersiowej i z czoła spływał mu pot. Otarł czoło i spojrzał w niebo, po czym odłożył na bok siekierę. Podszedł do pieńka, na którym leżała jego koszula i wziął stojąco za nim wodę. Pił tak łapczliwie, że duże ilości wody wylały mu się na klatkę piersiowa.
*tu wstaw parominutową przerwę na samozaspokojenie się aŁtorki*„Łapczliwie”? A może „płaczliwie”? (Bo załamał się, że go jakaś gówniara podgląda)
Odstawił butelkę i otarł usta. Natalia przygryzła wargę. Marzyła, aby znaleźć się w jego ramionach i całować jego usta. Chciała pieścić jego umięśnione ciało i poczuć jego bliskość. Westchnęła, a on zdążył ją w końcu zauważyć.
- Kim pani jest? Co pani tutaj robi?
- Przyszłam do Lucyny Bielskiej. Jestem…
- Pani Bielska chyba wyraziła sprawę jasno. Nigdy nie sprzeda tego domu. Może pani o tym zapomnieć – traktował ją chłodną i z dystansem. Dziewczyna nie tego spodziewała się po nim.
Myślała, że od razu zabierze się do rżnięcia.Taki przystojny i nie jest telepatą? Nie wyczuł aury zajebistości otaczającej Natalkę? Wstyd.
- Ja wcale nie zamierzam go kupować.
- To czego pani chce?
- Mam sprawę do pani Bielskiej – postanowiła podjąć z nim grę. Była ciekawa jego zachowania, gdy on odkryje jej tożsamość i przy tym wyjdzie na idiotę.
Bo obca dziewczyna nie potrafiąca się przedstawić żadną miarą idiotką nie jest.
Wiedziała już jedno: on nie przypominał typowych tutejszych mężczyzn. Zaliczał się jednak do wyjątków.
Bo był ładny? Też mi argument...
- Pani Bielskiej nie ma.
- A kiedy wróci?
- Nie wiem, ale skoro to takie ważne, to może ja mógłbym pomóc – złagodniał. Teraz był miły i uprzejmy, był typem mężczyzny, w którym można było się zakochać. Zakochać? Nie. Ona nie mogła już się w nim zakochać, chociaż…
...zawsze mogła go przelecieć. ^^Albo, bardziej konwencjonalnie, dać się zgwałcić.
- Wątpię.
- A to czemu? Jeszcze pani mnie nie zna, a zapewniam panią, że wiele potrafię – uśmiechnął się, a jej serce zaczęło bić jak oszalałe. Był taki przystojny…
Rzeczywiście, bardzo różni się od reszty tutejszych mężczyzn. Jego aluzje są takie wyrafinowane...
Natalia zauważyła, że cały czas się uśmiechał i zastanawiała się, czy to przypadkiem nie ona była tego przyczyną. Mikołaj kątem oka obserwował nieznajoma.
Więc facet ma na imię Mikołaj, tak? Cóż, narrator wszechwiedzący atakuje znienacka, jak widzę.
Wyglądała jak anioł i była naprawdę urocza. Intrygowała go, ale nie zamierzał jej podrywać. Miał już przecież dziewczyną – Amelię. Mały flirt jednak nikomu nie zaszkodzi – Skąd pani jest?
- Ze Szczytna.
- Pani Lucyna ma rodzinę w Szczytnie – zauważył, co ja zaskoczyło.
- Czyż to nie niezwykłe? – nie wytrzymała i zaczęła się śmiać, a on nic nie rozumiał. Zauważył, że teraz ona jest jeszcze piękniejsza.
Natychmiastowe wypięknienie? O.O Tylko Marysie to potrafią. Chyba, że olśnił go blask jej nieskazitelnych zębów, kiedy się śmiała.
- Co panią tak rozśmieszyło?
- Pan naprawdę nie wie, kim jestem? – wstała i podeszła do niego. Stali blisko siebie.
- A powinienem?
- Nazywam się Natalia Bielska. Czy te nazwisko coś panu mówi?
- A więc jest pani krewną Lucyny?
- A dokładnie wnuczka – najchętniej zapadłby się po ziemię. Jeszcze nigdy nie zbłaźnił się tak przed żadną kobietą i to do tego piękna kobietą.
What... the... fuck? O.O Z jakiej racji ta kretynka sobie wyobraża, że wszyscy pracujący dla jej krewnych mają obowiązek ją znać?I rozpoznawać od pierwszej chwili, na dodatek, mimo że jej nigdy wcześniej nie widzieli?
- Przepraszam, że tak panią potraktowałem – był zawstydzony, ale starał się tego nie okazywać. Prawdziwy mężczyzna nie okazuje słabości, nawet jeżeli chodzi o miłość.
Ta. I żuje pszczoły, i karmi fiordy z ręki. Taaa.
Ludzie, trzymta mnie, bo komuś zaraz coś porobię. Jaką miłość, na honor?! Że niby on już się w niej zakochał?
- Napije się pani czegoś?
- Jaka pani. Mam na imię Natalia.
- Mikołaj – podali sobie ręce, a ona poczuła dziwny dreszcz. Co się z nią działo?
To zależy, gdzie dokładnie ten „dreszcz” poczuła. ;>
Jeśli na całym ciele, to najprawdopodobniej wsadziła palce do kontaktu.

Przez około 40 minut prowadzili niezobowiązująco rozmowę. Oboje doskonale czuli się w swoim towarzystwie. (...) Dziewczyna miała mu już zaproponować kolejne spotkanie (a raczej randkę), gdy nagle drzwi się otworzyły i do środka weszła Lucyna. Nie była sama, towarzyszyła jej jakaś młoda kobieta.
- Natalka tak się cieszę, że cię widzę – obie padły sobie w ramiona – Co ty tu robisz?
- Przyjechałam z przyjaciółmi na wakacje i postanowiłam cię odwiedzić.
Wnuczka odwiedza babcię, nawet jej wcześniej nie informując, że będzie w okolicy? Widzę, że więzi rodzinne muszą być między nimi naprawdę „silne”.
- Bardzo dobrze zrobiłaś. Widzę, że poznałaś mojego niezawodnego pomocnika.
- Aż tak niezawodny to ja nie jestem – był trochę zawiedziony, że ta rozmowa z Natalią trwała tak krótką. Najchętniej spędziłby cały dzień w jej towarzystwie.
I zjadł z nią kolację ze śniadaniem.
Ona była inna niż Amelia, która ciągle podejrzewała go o zdradę i na każdym kroku kontrolowała go. Czasami miał jej dosyć, ale ją kochał. Sam już zapomniał, dlaczego?
Właśnie, dlaczego? Kudy jej, wiejskiej dziewusze, do boCHaterki tak miastowej i kulturalnej!
- A właśnie kochanie – Amelia podeszła do niego, dając do zrozumienia potencjalnej rywalce, że ona jest już zajęty – Skończyłeś już swoją pracę i możemy już iść, czy jeszcze nie?
- Jeszcze trochę mi zostało – zauważył smutek i rozczarowanie w oczach Natalii. Wcale nie chciał, aby to tak wyszło. Najchętniej okłamywałby ją tak długo, ile by się dało.
Hihihih. Fajny plan na rozpoczęcie znajomości. Jechać na dwóch klaczach? Czemu nie.

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

Łojzicku... tożto istna groza, chamstwo i wsiurstwo się na wsi polskiej (nomen omen) sz(cz)erzy :D

Chciałabym sprostować, że po szkielecie da się kogoś poznać, jeśli jest się wykwalifikowanym antropologiem sądowym. Taka Bones (aka Temperance Brennan) nie miałaby z tym większego problemu :)

Poza tym serdeczne dzięki za wizytę Śmierci w dzisiejszym odcinku. Zawsze miło ujrzeć znajome PIP ^.^

Nadira

Pigmejka pisze...

Nadiro, ja wiem, że antropolog sądowy wyciągnąłby wiele wniosków z badania szkieletu, ale naszej Natalce do Bones bardzo daleko. ;)

Pragnę także donieść, że Śmierć wraz ze Śmiercią Szczurów byli tak zgorszeni wtrynianiem się Ałtoreczki w ich przeznaczenie, że dopiero potrójna porcja curry ukoiła ich ból. :D

PS. Hasło: "euthrepept". Jakaś starożytna klątwa czarownic?

Szprota pisze...

Nadmieniam, że ómarł mnie różowy ser. Hasło gensi. Brzmi jak kęsim. Należy się. Diablo irytująca Mary Sue.

Anonimowy pisze...

Cóż to, marzenia ałtoreczki w wieku gimnazjalnym o samodzielnych wakacjach? Dziewczątko naoglądało się za dużo reklam z gołoklatymi modelami :). I chyba nigdy nie było na wsi, skoro wyobraża sobie jej mieszkańców jako średniowiecznych chłopów małorolnych... Współczuję mieszkańcom Mazur za taką obrazę. Na ich miejscu wytarzałabym boCHaterkę w oborniku.

Pozdrawiam,
Raven

SStefania pisze...

Panna ma na imię Natalia
Ta, w sumie po NJN moje imię już się chyba nie może gorzej kojarzyć. (dopisek po skończeniu analizy: A jednak... O Matko.)

– Wiem do czego zmierzasz. Zakład i tak wygrałam. Nie masz przeciwko mnie żadnych dowodów.
O matko, ale paskudna bohaterka! Jeszcze bardziej mnie irytuje niż Diana z Dominatorium, po części przez wspólnotę imion, a po części że to tak całkiem na serio. Diana próbowała być zabawna ze swoimi Ciętymi Ripostami, ta jest po prostu gimnazjalnym gnojkiem postarzonym do mojego wieku. Wybaczcie mój Klatchiański, ale kopałabym po ryju.

Nie wiem, kogo bardziej nienawidzę: tej małoletniej chamki czy tego idioty.
Jakiej małoletniej? 21 ma! Że tylko stwierdzone, a w ogóle tego nie widać ani u niej, ani u kolegów, to zupełnie inna sprawa, lol. Ałtorka naprawdę myśli, że ludzie w moim wieku zachowują się w ten sposób? No dobra, niektórzy tak, ale to raczej nie jest celowa kreacja, tylko punkt wyjścia dla mokrych fantazji (bo gimbusiary nikt by nie puścił na takie wakacje, a 'przystojny wieśniak Mikołaj' uznałby za niewartą uwagi siksę)

Zastanawiam się, czy oni wogule chodzili do szkoły?
Ten cytat to chyba najlepsze podsumowanie wylewającej się z opka megalomanii. Błąd ortograficzny w takim zdaniu jest bezcenny.

- Kim pani jest? Dlaczego pani nie bawi się ze wszystkimi? – kobieta wystraszyła się i spojrzała na Natalię przerażającym spojrzeniem, a ta doznała dziwnego uczucia – Niech się pani mnie nie boi. Nie zrobię pani krzywdy.
Każdy by się wystraszył, gdyby obca dziewczyna podeszła do po prostu stojącej z boku osoby i żądała wylegitymowania się, no żesz!

Mam na imię Marianna. (...) Wiem, że trochę nietypowe, ale rodzicom tak się spodobało, że musieli mi je nadać.
Zupełnie na uboczu - tak ma na imię wstrętna czarownica, którą moi rodzice mają po sąsiedzku, lol.

Miała na myśli oczywiście Sebastiana. Pijany chłopak mógłby być zdolny do wszystkiego, nawet do… Nie. On nie zgwałciłby jej. To niemożliwe.
Dobre mniemanie o tym koledze ma :/ Chyba, że o wszystkich facetach w ogóle, czym jeszcze bardziej się pogrąża.

Mam zacząć wymieniać powody, dla których najchętniej spuściłabym boCHaterkę w kiblu?
Nie kłopocz się, ktokolwiek doczytał do tego momentu chętnie by Ci pomógł. Jak i wyżej podpisana.

Więc facet ma na imię Mikołaj, tak? Cóż, narrator wszechwiedzący atakuje znienacka, jak widzę.
Mnie z kolei wykrzywia trochę to, że wszyscy tutaj nazywani są od razu imionami. Kolegów to rozumiem, ale 'Stefan', jakby po kumpelsku o ojcu koleżanki, a 'babcia' w sformułowaniu 'babcia Lucyna' gryzie?

Czuję się trochę winna, bo Wasza analiza jest naprawdę świetna i śmieszna (zaciąganie się powietrzem, zgrabna wieża na początku i wiele innych momentów ostro mnie ukwikały), ale nie będę mieć po niej dobrych wrażeń przez tekst źródłowy. Ten typ Marii Zuzanny bardzo, ale to wyjątkowo bardzo mnie irytuje i zniesmacza. Was przecież zresztą też. Ale i tak przepraszam, że nie doceniam należycie.a

Goma pisze...

A mi zjadło komentarz :(
Ale podobało mi się bardzo, uśmiałam się na zapas na cały tydzień ^^

LathspellChan pisze...

Piękna analiza! Jak wasze wszystkie, oczywiście. Dobra przyznaję się nie komentuję wiele, ale przy takim arcydziele(przynajmniej dla mnie) zdało mi się to wręcz obowiązkiem.
Pannica denerwująca straszliwie. Naprawdę tak wredna i chamska jest boCHaterka, że można by powiedziec, że gorsza od mieszkańców wsi, którym tak GARDZI w swojej wielkości.
Poza tym pozwoliłam sobie wstawic tekst o sztachnięciach tlenem do mojej sygnaturki na forum. Mam nadzieję Pigmejko, że nie masz nic przeciwko.
Dziewczyny loffciam was jak Irlandię!!!!1111!!! :*******

Pigmejka pisze...

LathspellChan: Dziękujemy za tak miłe słowa! I oczywiście, że nie mam nic przeciwko cytowaniu nas w sygnaturkach:). Zwłaszcza, jeśli przy okazji podasz źródło cytatu, zapewniając nam tym samym reklamę, muihihi. :D
SStefania: Nie przejmuj się: my też byłyśmy nieźle wymęczone po analizie, więc rozumiem Twój stan. :)))

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z SStefanią: opko jest koszmarne. Chyba po raz pierwszy nie mogłam się doczekać końca analizy. Już nie wiem, co jest najgorsze: pisanie o babci i ojcu koleżanki po imieniu, hipokryzja boChaterki czy jej chamstwo.
Podziwiam Was, że przez to przebrnęłyście. Ja bez waszych komentarzy załamałabym się po kilku zdaniach.

Mrunia

Anonimowy pisze...

(...)"Chyba, że olśnił go blask jej nieskazitelnych zębów, kiedy się śmiała."
Więcej niż olśnił, on go oślepił, roztopił jakieś ważne rzeczy w mózgu tym samym zmieniając cały jego sposób postrzegania świata, bo chyba tylko w takich okolicznościach JAKIKOLWIEK facet mógłby zainteresować się tak chamską, przekonaną o własnej wyższości gówniarą, która swoją drogą, niespecjalnie coś jest konsekwentna, skoro wyjeżdża na wieś mimo że tak nienawidzi bratać się z wiejskim plebsem.
Serafina

Ktosza pisze...

"Zastanawiam się, czy oni WOGOLE chodzili do szkoły?" <- małe arcydzieło :D Ale tak antypatycznej bohaterki opka to chyba jeszcze nie widziałam.
Swoją drogą, mam szczerą nadzieję, że wiedźmy przypominają tu te z mojego ukochanego Umineko No Naku Koro Ni i nikt nie wyjdzie stamtąd żywy :D

Ktosza pisze...

Tfu, co ja mówię, WOGULE. Jak mogłam taki błąd zrobić :P

kura z biura pisze...

O mój Boru, mój zielony, co za bełkot niestworzony!
(przepraszam, tak mi zostało po Balladynie)
Zgadzam się, że Marysia denerwująca w jasną cholerę. Zauważyliście, jak podwójne standardy stosują zwykle boCHaterki? Jeśli matka pyta taką, czy już się spakowała, to jest to straszliwa nadopiekuńczość, tłamszenie i zamach na Marysiową wolność. Jeśli sama Marysia nachalnie wypytuje inną postać o prywatne sprawy - to jest troska i wyraz subtelnych uczuć...

Iao^Kamirru pisze...

Rany borskie, toż to zgroza!

"Nie użyczaj siły, bo jak przypierdolę..." - rozłożyło mnie na łopatki.

Wyobrażenia aŁtorki o mieszkańcach Mazur mnie przerażają. Naprawdę. Rzecz nie do pomyślenia!

Sama jestem z Mazur (a i ze wsi, ponadto, aczkolwiek jako przyjezdna mieszczanka), przez co czuję się głęboko urażona ignorancją i indolencją aŁtorki. Raven, w oborniku nie utopię, bo nie mam. Mogę co najwyżej pokręcić łbem z niedowierzaniem ;)

Iao^Kamirru pisze...

"-Skąd pani jest?
- Ze Szczytna."

ŻE SKĄD?!
*postanawia się przeprowadzić* T___T
...
*potem postanawia zorganizować piekło aŁtorce, którą najwidoczniej zna, jeśli uznać, że Mary Sue to alter ego aŁtorki*

A tak swoją drogą, jakim cudem można jechać na wakacje na Mazury z miasta, które samo w sobie leży na Mazurach?

SStefania,
przykro mi z powodu imienia. Wiem, co czujesz. (Borze, dlaczego Szczytno?!)

Anonimowy pisze...

"pęknąć drzwiami"

Że jak? xD
A całe opko to wielkie rotfl'n'lol.
Koszmarek.

Pozdrawiam serdecznie.

Czyprak Antoni pisze...

Łolaboga! Mimo ciemnego tła i kolorków (oczęta me chabrowe, tylko amarantowe więcej, słabują już z deczka od nadmiaru śliwowincji) nie darowałem sobie przeczytania tych podśmiechujek od początku do końca. Podziwiam zacięcie, mnie po pierwszych zdaniach rozbolały zęby i gdyby nie Wy, nie poznałbym tak porażającej historii i nie mógłbym ubolewać z powodu braku zakończenia. Popatrzcie, co narobiłyście: biedne dziewczynisko, tfu, kul ałtorka, zaprzestała działalności pisarskiej. Napisała tylko pożegnanie, że musiałaby zbyt dużo poprawić (?!) w tym - drugim już - poważnym opowiadaniu, i już jej nie ma. Być może zajęła się uprawą kalarepy, ponieważ z działalności rolniczej nikt nie odważa się kpić i nie trzeba nic poprawiać (chyba że turkucie podjadki przypuszczą zmasowany atak). Kolejny samorodny talent poszedł fpizzz... zmienił branżę i teraz kapituła Nike musi wybierać jakichś durnowatych, którzy o życiu wiedzą tyle, co bulwersująca w swojej nachalnej nadopiekuńczości matka boCHaterki. Abo i mniej. A nu jego i wogule.
Trafiłem tu przez przypadek, poszukując opowiadania o czarownicach. Jest mi przykro, że przez Waszą nieodpowiedzialność nie mogę poznać zakończenia. I do gwałtu nie doszło... Jak to mówią: nie ma cycek, nie ma okejki. Mimo to rozejrzę się tu trochę, dobra? Nie ma to jak życzliwie pośmiać się z innych.

Pigmejka pisze...

Witamy serdecznie w naszych skromnych progach! Strasznie nam przykro, że jesteśmy przyczyną zakończenia tak obiecującej kariery pisarskiej. ;))
Miłego rozglądania się życzę - i od razu dla zachęty zaznaczę, że cycków jest tu całkiem sporo, ale w innych notkach! ;D

Io pisze...

Jak ja uwielbiam, kiedy ałtoreczki piszą takie bzdury, jak wieś znajdująca się na Mazurach i jednocześnie nieopodal Dworu Czarneckiego. Co mają Mazury do budynku, który znajduje się maksymalnie 10 km od Białegostoku, jest dla mnie rzeczą niepojętą.
No, chyba że to związek na odległość.

ręka i głowa (pseudo)Artysty pisze...

Cześć!
Bardzo chętnie czytam i śledzę Wasze bieżące analizy, a w wolnych chwilach chętnie wracam do poprzednich;). Spodobał mi się sposób, w jaki rozkładacie 'opka' na czynniki pierwsze (i tym samym powalacie czytelników na łopatki;))
Zainspirowałyście mnie do stworzenia własnej analizatorni, do której zapraszam http://analizy-po-promocji.blogspot.com/ .
Czekam na kolejne analizy! :D.

Anonimowy pisze...

Cudowna analiza… ale tego chyba mówić nie muszę. :D Za to mam małe pytanko… czy tylko ja mam takie cholerne wrażenie, że ten blogasek jest pisany przez dziewczynkę w wieku od dziesięciu do dwunastu lat? No wiecie… skakanie po łące, kłótnia o pokój, bo ten ma lepszy widoczek z okna… no bez urazy, ale to jest przesada! Ludzie w wieku dwudziestu jeden lat myślą o tym, żeby założyć rodzinę, a nie, skaczą po łące jak rozbrykane kucyki! A może bohaterowie tego opka są nastolatkami, tylko przy wpisywaniu wieku naszej ałtoreczce omsknęła się ręka? (Pewnie wzięła za dużo tabletek, i na dokładkę popiła koniakiem, bo ręce to musiały jej się nieźle telepać…) Podsumowując: Wojnę Kalevatar i Pigmejka VS Ałtoreczka uznaję za zakończoną. Wygrywają analizator ki! (Jak zwykle, z resztą… :D) Jeśli miałabym tej analizie dać ocenę szkolną, daję 5+! (Brakowało mi tu córeczki Voldemorta… chlip… T.T „Żart, daję celujący” :D) A jeśli chodzi o blogaska… powstrzymam się od oceny, bo nie istnieje niestety coś takiego jak 0… no, chyba że to jest suma liczby punktów na sprawdzianie z polskiego… oczywiście, napisanego przez naszą wspaniałą aktoreczkę. (Ekhem… czy tylko mi tu powiało sarkazmem? Trąci nim na odległość… kilkuset kilometrów. Niestety, ma uczulenie na ałtorki, więc jeśli ona to czyta, pomyśli sobie że ją chwalę… OMG) Pozdrowionka dla analizatorek i wszystkich czytających.

Yorika pisze...

"Nadal będąc w dobrym humorze zdjęła spodnie i koszulkę i położyła je na fotelu, który stał obok łóżka. Następnie założyła na siebie piżamy."
Miejscowym nawrzucała za nieświeży wygląd (ogólnie rzecz ujmując) a sama się brudna i spocona do wyra gramoli :).