środa, 6 października 2010

Charczmy wszyscy dla Szatana, czyli krwinki mają oczy

Witajcie!
Jako że opowiadanie o Lilith nie ma (niestety!) dalszego ciągu, byłyśmy zmuszone szukać innej ofiary. I znalazłyśmy! Jest nią bardzo mrochhhne opowiadanie pisaka o pseudonimie Blackprayer, który w swoim profilu na digarcie pisze o sobie: „Jestem prostym chłopakiem, 18-letnim obecnie z troszeczkę inną wizją świata od reszty społeczeństwa. (...) Moje marzenie? Żeby wreszcie w galerii Digart Dnia pojawiła się jakaś proza...” Postanowiłyśmy się zatem owej prozie przyjrzeć. Mamy tu więc głębokie metafory, w których rolę główną odgrywają róże i promienie słońca, mamy śpiewającą (aczkolwiek czasem też charczącą) Rodzinę, endemiczne gatunki roślin, rosnące na balkonach domów i mamy wreszcie miasto, w którym zza rogu zajeżdża obornikiem i strumyk płynie z wolna, a którego władze mają tajny plan eksterminacji ludzi niskich. Aby mrok był jeszcze mroczniejszy, w opku występują: fosforyzujący uśmiech demona rodem z najgorszych czeluści Otchłani ze zdolnością bilokacji, orzeł oblizujący wargi, krew mająca oczy oraz Główny Zły chory na astmę.

Zanalizowały: Pigmejka i Kalevatar


Świetlisty Zmierzch cz. 1


***
Niestety życie nie jest łóżkiem usłanym różami,
To chyba dobrze? Nie chciałabym się codziennie budzić z kolcami powbijanymi w plecy.
Aczkolwiek koncepcja życia jako łóżka jest bliska memu leniwemu sercu. Róże możemy śmiało pominąć.

Niestety życie nie jest łóżkiem usłanym różami, pachnącym lawendą i niezapominajkami,
Trafna uwaga. Zwłaszcza, że niezapominajki nie mają zapachu.

w którym kłopoty dnia codziennego ustępowałyby szybko ciepłu, jakie ogarnia nasze strudzone ciała.
Strudzone ciała wyglądałyby co prawda od leżenia na takim różanym łożu jak po wizycie u akupunkturzysty-psychopaty, a nadmiar lawendy wywołałby wkrótce migrenę, ale przemilczmy te szczegóły – poŁetycka metafora rządzi się swoimi prawami. :>

Niestety...
Nasze życie przypomina raczej łoże fakira. Tylko, ze zamiast igieł
Poprawka. W łożu fakira są grube gwoździe, nie igły. Których rozmieszczenie i liczba sprawia zresztą, że fakir leżąc nie odczuwa żadnego dyskomfortu, ponieważ nacisk na jeden gwóźdź jest zbyt mały, aby przebił on skórę. IMO te Twoje róże zrobią większą krzywdę niż gwoździe – ale nie przeszkadzaj sobie, mów dalej.

wsadzono tam rozżarzone do białości druty, niemiłosiernie wbijające się nam w plecy...
*odginając głowę do tyłu, patrzy na swoje plecy* Tak? No popatrz, a moje są piękne i gładkie i nic się w nie nie wbija... Czyżbym w związku z tym była niewrażliwą prostaczką bez życia wewnętrznego?
Mam dziwne wrażenie, że rozżarzony do białości drut powinien utkwić w czyjejś dupie – w okamgnieniu skończyłyby się wszystkie te mętne, egzystencjalne truizmy.

Gdyby życie było łóżkiem różanym mógłbym wam opowiadać o wspaniałych bohaterach, których czyny i chwała przetrwają jeszcze dziesiątki a nawet setki i tysiące lat.
Bohaterstwem za życia wsławił się sir Roland Wspaniały
Pieśń mu więc śpiewano gdy składano do grobu trupa:
Noc w noc stawiała dzielnie kolcom opór Twa dupa
Aż Ci biedaku w końcu oba pośladki stwardniały!
Czy tylko ja nie widzę związku pomiędzy komfortem życiowym narratora a opowieściami o bohaterach? O.o

Ale ja muszę opowiadać o okropieństwach, które zdarzyły się jakieś 5 lat temu.
Biedny, pokrzywdzony Ty. *głaszcze narratora po główce* Wydarzenia sprzed pięciu lat to zdecydowanie mniej wypaśna tematyka niż eposy o bohaterach, rozumiem.
Nie chcesz, ale musisz? Znaczy co, głosy ci każą?

Pewnie każde z was o tym słyszało, a jeśli nie to za chwilę usłyszy...
Szczerze mówiąc nie mam w ogóle ochoty, żeby o tym opowiadać.
Ależ nie musisz, naprawdę. Nie zmuszaj się. Serio. Jakoś przeżyję bez tej wiedzy.
Ale czuję, ze to moja powinność, aby wam o tym opowiedzieć.
Aby już nigdy, przenigdy więcej nie popełnić takich samych błędów...
To znaczy, aby już nigdy, przenigdy nam niczego więcej nie opowiedzieć? Trafna decyzja. ^^

***

Był ciepły słoneczny dzień. Na niebie nie było żadnej chmurki, wiał leciutki, ciepły wiaterek, w którym można wyczuć charakterystyczna woń lata... zapach łanów rozgrzanych w słońcu złocistych zbóż...
A także aromatycznie rozkładających się w słońcu końskich kup – spod obory i chlewika też zalatywało esencją natury.

i słyszało się szum kamienistego strumyka, który pluskając wesoło
Ekhem, strumyki mają zwyczaj pluskać głośno wczesną wiosną, nigdy latem. Nie wiem, czemu tak jest, ale jest to fakt. Więc sielska wizja strumyka szemrzącego pośród złocistych łanów (które pojawiają się zazwyczaj pod koniec lipca) sypie się u podstaw, przykro mi.
Tak tak. Strumyk płynął z wolna, rozsiewał zioła maj, stokrotka rosła polna, a harcerz taki gapa, że zostawił w lesie butelkę i spowodował pożar ściółki i zginęło wieeele małych zwierzątek. Pamiętajcie, dzieci: nie zostawiajcie szkła w lesie.
Tak leci ta twoja straszna historia z morałem, narratorze?

i słyszało się szum kamienistego strumyka, który pluskając wesoło napełniał radością serca ludzi i zwierząt.
Zwłaszcza krowy czuły się wyjątkowo podniesione na duchu.

W taki dzień wszyscy byli bardziej życzliwsi dla siebie. Dzień idealny.
Ptaszek sobie frunie z dala,
w górze słońce zapierdala,
żaba dupę w wodzie moczy.
Kurwa! Co za dzień uroczy!”

Dzień idealny. Dzień absolutny.
Czyli normalny dzień, tylko bardziej, tak?
Może to jeden z tych Świętych Dni Nieparzystych? Skoro mają własny Kościół...

I jak się potem okazało...
Dzień umierania.
Nie no, dzień jak co dzień. W każdej sekundzie każdego dnia ktoś umiera. Get over it.

- Mamo! Chodźmy już do domu... chce mi się spać...
Średniego wzrostu kobieta o przepięknych brązowych oczach spojrzała z miłością na swojego synka. W taki przepiękny dzień nie mogła wymyślić lepszego sposobu spędzenia wolnego czasu, jak spacer ze swoim synem.
*podnosi rękę, żeby powiedzieć, że ona ma wiele innych pomysłów, ale przypomina sobie, że tego bloga mogą czytać dzieci, więc na wszelki wypadek milknie*

Chłopak miał 11 lat i był oczkiem w głowie rodziców. A szczególnie w głowie matki.
- Synku, ale dopiero wieczór się zaczyna. Nie chcesz iść na watę cukrową?
Jak może chcieć ci się spać, skoro ja chcę z tobą spacerować?
- Nienienienie...! Chcę do domu! I brzuch mnie boli! - krzyczał chłopak szarpiąc rękaw matki.
Kobieta wzruszyła ramionami, wzięła syna za rękę i zawróciła w stronę domu. Po drodze spotkała paru znajomych, wymienili nic nie znaczące gesty i uśmiechy, po czym rozeszli się, każdy w swoją stronę.
Narrator ma chyba poważne problemy w odczytywaniu komunikatów interpersonalnych, skoro według niego pomachanie komuś ręką i powiedzenie „cześć” nic a nic nie znaczy.
No, chyba że mieszkańcy tej wsi cierpią na chorobę Parkinsona, i to, że pomachają sobie rączką czy wykrzywią się co jakiś czas, rzeczywiście nic nie znaczy. :P

Ulice Miasta
Miasta? I w tym mieście tak szemrały strumyki i zawiewało złotymi łanami, tak?
... Aha.

Ulice Miasta skąpane w pomarańczowych promieniach zachodzącego słońca przesuwały im się przed oczyma jedna za drugą.
Same się przesuwały, jak na filmie. Bo to takie nowoczesne miasto było, zamiast chodników mieli takie ruchome taśmociągi.

Co jakiś czas widzieli wspaniałe balkony ozdobione niespotykanymi w innych częściach Kontynentu roślinami,
Mhm. Rozumiem więc, że balkony były refugium (Za ciocią Wiki: refugium: „obszar wyróżniający się pod względem przyrodniczym, na którym występują rzadkie, ginące, zagrożone gatunki”) dla tych endemicznych gatunków roślin?
Tak. Rdzenni właściciele balkonów pilnowali, by zachować swoje środowisko od zepsucia niesionego przez obce wpływy.

oglądali kolorowe neony sklepów, płaskorzeźby na gzymsach budynków i wiele innych wspaniałych rzeczy, które zwykle niezauważane, teraz, w promieniach zachodzącego słońca nabierały zupełnie innego, wspaniałego wyrazu.
*ziewa* Nom, były takie pomarańczowe. To fascynujące, ale do puenty, błagam!

Po dziesięciu minutach marszu spostrzegli plakat wywieszony na jednym z budynków.

UWAGA!

Obywatele Miasta!
W związku z ostatnimi incydentami uprasza się Obywateli o zachowanie szczególnej ostrożności - zwłaszcza po zmierzchu. Przypuszczamy, że za tymi morderstwami
Za jakimi znowu morderstwami? Czy w tym „Mieście” władza komunikuje się z obywatelami w stylu „wicie – rozumicie”?

stoi niezwykle sprawnie zorganizowana grupa przestępcza.
Dobrze funkcjonujący dział kadr to podstawa.

Jeśli nie chcesz zostać ich następną ofiara, zastosuj się do tych środków zapobiegawczych...
Wielokropki wprowadziły w życie swój podstępny plan zdominowania całej Interpunkcji. Biedny dwukropek nie miał żadnych szans.

- Nie wychodź z domu o zmierzchu
Ale tuż przed i tuż po zachodzie słońca – wychodź śmiało!

- Nie wpuszczaj nikogo obcego do domu
- Bacznie obserwuj wszystkich obcych i nowo przybyłych.
Bo w mieście tak łatwo ich wypatrzyć – przecież każdy każdego zna.

- W miarę możliwości postaraj się, aby zawsze ktoś ci towarzyszył.

Podpisano: Rada Miasta, przewodniczący Sfatigor Meppalas
KWIK! Mówcie co chcecie, ale w kwestii durnowatości imion Sfatigor przebija nawet „Szlachetne Kopyto”!
A już w połączeniu z Meppalas tworzą istne Ultimate Combo of Death and Destruction. Drogi aŁtorze – wybacz, ale po czymś takim tego opka po prostu nie da się traktować poważnie. Serio.

- Mamo! Mamo! Co tam pisze??? - wołał chłopak, który nie mógł przeczytać zbyt wysoko powieszonego tekstu.
W ramach walki z przeludnieniem władze Miasta postanowiły ostrzegać przed mordercami wyłącznie ludzi o wzroście powyżej 160 cm.

- Nie mówi się "Pisze" tylko "Jest napisane" - skarciła go matka - i nie ma tam nic, czym mógłbyś się martwic. - Powiedziała i słodko uśmiechnęła się do synka.
No jasne, po co ostrzegać przed niebezpieczeństwem własne dziecko. A nuż ktoś je wreszcie porwie i będzie problem z głowy.

Odeszli od plakatu i obrali kierunek, którym najszybciej można dojść do domu...
- Kierunek obrali właściwy... ale zwrot nie ten - zarechotał złowieszczo przechodzący obok fizyk.

Zupełnie nie zauważyli postaci czającej się w cieniu. Z uśmiechem demona rodem z najgorszych czeluści Otchłani
Demon rodem z najgorszych czeluści Otchłani = zło do czwartej potęgi. Co prawda zawsze myślałam, że czeluść i otchłań to mniej więcej to samo, i że jak się już w niej jest, to stopniowanie „gorszy – lepszy” nie ma większego sensu, ale co ja tam wiem.
Halo, Pigmejko, tu się próbuje tworzyć złowrogi nastrój tajemnicy i zUa, tak? ;) Prosimy wstrzymać się z merytorycznymi uwagami, to wysoce niestosowne.

mężczyzna przyglądał im się oblizując wargi niczym orzeł wypatrujący swojej ofiary.
To musiał być wyjątkowo dziwny orzeł, skoro miał wargi.
I skoro je oblizuje.

Syn i Matka mieszkali
Kurde: Syn, Matka, Miasto... wszystko z dużej litery. To jest historia o Świętej Rodzinie, a Miasto to taka fikuśna nazwa nieba, czy jak?
Chyba, że opko pisała jakaś germanofilka z dysleksją i stąd to zjawisko.
To istny festiwal aŁtorskiej inwencji i kreatywności. Chociaż z drugiej strony, gdy już aŁtor wydusi z siebie coś nowatorskiego, raczy Czytelników takim Meppalasem, więc może i lepiej, gdy poprzestaje na rzeczownikach pospolitych.

na najwyższym piętrze zabytkowej kamienicy. Gdy dotarli na miejsce słońce prawie całkowicie zaszło i gdy przestąpili próg domu na zewnątrz panował już półmrok.
Przypomnijmy: jest lato – lipiec albo sierpień. Gdy chłopiec nalegał na zakończenie spaceru, „wieczór dopiero się zaczynał”, było więc koło 18. Po 10 minutach przeczytali plakat, potem wybrali najkrótszą drogę do domu – a dotarli do niego już po zmroku, czyli ok. 21.
Gdzieś po drodze wpadli w pętlę czasoprzestrzenną czy ki czort?

Z ciemnego korytarza wkroczyli do jasnego pomieszczenia, gdzie przywitał ich ciepły głos ojca.
Niestety, samego ojca nie było: jedynie jego głos przybiegł, merdając radośnie ogonem.

- Jesteście nareszcie! Co tak długo robiliście? Już zaczynałem się martwic.
- Różne rzeczy robiliśmy, co nie? - i spojrzała z uśmiechem na syna. - A gdzie Córka?
Jej Magnificencja Córka raczyła była ruszyć swą osobą do kumpelki, milady.
Że narrator nie wie wszystkiego, jestem w stanie zrozumieć. Ale że matka nie zna imienia własnej córki? O.O

- Kończy odrabiać lekcje w swoim pokoju. Chodźcie, przygotowałem kolację - Tato wszedł do kuchni, gdzie mieli zwyczaj jadać wszystkie posiłki.
- Kochany jesteś! - zaśpiewała Mama i razem z synkiem
...zaintonowali pieśń wędrowców z opery "Nabucco".
Jak na komendę, zupełnie znikąd pojawił się zespół tancerzy baletowych, którzy uświetnili występ Matki i Syna brawurowym układem choreograficznym – jednak do czasu, gdy kilku z nich połamało nogi na mokrej kuchennej podłodze, gdzie Ojciec dopiero co skończył swój słynny duet taneczny z mopem do „Bolera” Ravela.

wkroczyli za Tatą.
Poloneza czas zacząć. - głowa rodu rusza
I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza,
I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi,
I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.

Kolacja była wyśmienita jak zawsze - Ojciec pracował w renomowanej restauracji, gdzie posiłki jadają najwybitniejsze osobistości Kontynentu. Często opowiadał kogo spotyka lawirując z tacą z Menu pomiędzy rzędami stolików.
A więc był kelnerem. Rozumiem więc, że umiejętność gotowania zdobył tam przez osmozę?
Ale on tak lawirował z tacą i opowiadał jednocześnie? Współczuję gościom tej restauracji... czy może raczej Restauracji. Sądząc po konwencji opka można sądzić, że również ona stanowiła wręcz ucieleśnienie platońskiej idei '”restauracji”.

- Nie zgadniecie kogo dzisiaj spotkałem! Rielina Erowlena!
Mama aż zakrztusiła się z wrażenia.
Kalevatar uczyniła tak samo na myśl o tym, że ktoś każe jej to imię wypowiedzieć na głos. Śmierć dla języka, ot co!
Nie, aŁtor stanowczo nie powinien silić się na oryginalność.

- TEGO Rielina? Lidera Cieniotwórców?
Lepiej brzmiałoby „dyrektora firmy kosmetycznej produkującej cienie do powiek”, droga pani. Ale rozumiem, że co za dużo sylab to niezdrowo.
A mnie się zawsze wydawało, że cienie robią się same. Wiecie, promienie słońca, substancje o niskiej przepuszczalności... te sprawy. Czego to się człowiek nie dowie.

- Tego samego. Zamówił Żeberka po Vingmorsku z sosem borowikowym!
- Niesamowite...
Zaiste dziwne. Powinien zamówić rosół z bananem albo śledzie w czekoladzie. Te VIP-y zawsze mają jakieś kuriozalne życzenia...
A ja jestem ciekawa, czy istnieje jakiś sposób na cywilizowane zjedzenie żeberek. Taki wiecie, bez chwytania mięcha w łapę i gimnastyki z wydłubywaniem mięsa właściwego spomiędzy kości. W końcu renomowana restauracja, ludzie patrzą... ^^”

Po półgodzinnej dyskusji Mama zakomenderowała:
- Synku idź umyj zęby, przebierz się i do łóżka.
- Dobrze, Mamusiu.
Synek zrobił co mu powiedziała. Umył zęby, szybko wskoczył w pidżamę i poszedł do pokoju, który dzielił ze swoja starszą Siostrą. Dziewczyna jeszcze odrabiała swoje zadania domowe.
Biedne dziecko, nawet jej nie pozwolą zjeść kolacji z rodziną, póki nie odrobi szkolnej pańszczyzny? A przecież mózg podobno gorzej pracuje, kiedy organizm jest niedożywiony.

- Jeszcze te lekcje robisz?
- Nooo... - odpowiedziała nawet nie podnosząc głowy.
Chłopak wślizgnął się pod pościel wyszywana w żółte słoneczka z błękitnymi chmurkami
Przestawił się na tryb „zaraz wracam”.
To była Pościel Polsatu®.

i szybko zasnął. Godzinę później zrobiła to jego siostra,
Bez kolacji. Opóźnienia w nauce muszą mieć swoje konsekwencje!

a potem rodzice kładąc się w swoim pokoju.

***

W nocy niespodziewanie zaczęło padać. Nie przeszkadzało to jednak mężczyźnie kucającemu za oknem przypatrywać się chłopakowi, który spał słodko nie przeczuwając, co ma się wydarzyć.
Raz, dwa, trzy – pedofil patrzy!
A imię jego było Roman. :)

Mężczyzna ubrany był w stalowo szary płaszcz
Stalowoszary? A nie prościej powiedzieć „w odcieniu tęczówek Malfoya”?
Może to po prostu zbroja była?

okrywający całe ciało. Na głowie miał kaptur, ale wprawny obserwator i tak dostrzegłby cień tego demonicznego uśmiechu, który zagościł na jego twarzy poprzedniego razu.
Cień uśmiechu bowiem fosforyzował znacząco w kącikach jego ust.
I zostawiał po sobie ponad godzinne powidoki.

Postać wykonała kilka gestów dłońmi mrucząc pod nosem:
- Tori, Uma, Ryu, Nezumi, Usagi, Tora...
Dobra, wiem tyle, że to są nazwy japońskich zwierząt zodiakalnych. I że w Naruto używają tych nazw do określenia układów dłoni przy różnych atakach. Ale po co on stoi na deszczu i bawi się w deklamacje, to nie mam pojęcia. Oj, bo on dykcję ćwiczy. Dalszy ciąg będzie taki:
- Ząb, zupa zębowa, dąb, dupa... KURRRR!!! - zaklął siarczyście, niepomny, że konspirację trafił szlag.

Potem wyjął jakiś tajemniczy kamień, z którego emanowała blada poświata. Jego uśmiech jeszcze się poszerzył, jeżeli to w ogóle możliwe.
A potem uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej i mężczyźnie odpadł czubek głowy.
Kamieniowi się uśmiech poszerzył, tak? O.o

- No to teraz sobie popatrzymy...
No Roman jak nic! Wstrętny zboczuch. :/

***

Hrrrr...!
"Co, co się dzieje?!" Chłopak wstał jak poparzony,
No jak co. Chrapie ktoś, jak to nocą bywa. To ta jego siostra pewnie.

Wydawało mu się, ze jakieś charczenie przeszkodziło w spokojnym śnie. Jednak szybko uznał, ze to była cześć tego snu i spróbował znowu zasnąć.
Hrrrr...!
Nie, to nie mogło być przywidzenie. W jego pokoju słychać było wyraźne charczenie.
Mroczne, demoniczne „chrap chrap” i złowrogie „Zzzz...”. Rzeczywiście, aż ciarki przechodzą.
Może ktoś za oknem próbował odpalić malucha?

Wstał, włączył lampkę biurkowa i skierował promienie światła na łóżko siostry, bo wydawało mu się, ze stamtąd dochodzi ten okropny dźwięk.
No przecież mówię, że chrapała sobie w najlepsze. Ale rozumiem go, dla osoby postronnej, która nie może zasnąć, ten dźwięk może być rzeczywiście okropny.

To co zobaczył przeraziło go do granic możliwości.
Zamiast jego kochanej siostry w łóżku leżał ochłap rozkładającego się mięsa. Skóra na twarzy całkowicie odchodziła ukazując biel kości czaszki
Oj tam oj tam. Krem na noc jej zaszkodził i uczulenia dostała, a dzieciaka od razu wyobraźnia ponosi.

i szare, mętne oczy patrzące nieprzytomnie w przestrzeń.
Jakie to typowe. Całe ciało się rozkłada, ale gałki oczne – ni chooya. No bo przecież inaczej truposz nie mógłby znacząco spojrzeć na bohatera, nieprawdaż.

Dolna szczęka także pozbawiona skóry straszyła całym wachlarzem poczerniałych od starości zębów.
Chyba od próchnicy.
Właśnie. Zęby nie czarnieją ze starości. :[

Szyja Siostry była cała zielonkawa i pomarszczona.
Z gardła chłopaka dobył się przerażający, mrożący krew w żyłach krzyk. W tym momencie zombie obudziło się i wstało z łóżka. Polowy skóry na klatce piersiowej nie było, a z brzucha wylewały się jelita.
To pewnie one tak warczały.

Niewiele myśląc chłopak chwycił lampkę i tłukł z całej siły w charczące zwłoki, aż całkowicie znieruchomiały na ziemi. Nie wypłynęła ani kropla krwi. A przynajmniej tak mu się wydawało...
Za to wypłynęła cała masa cuchnącego, gnijącego śluzu – to się liczy? ;)

***

Rodziców obudził krzyk. Okropny, przeszywający aż do kości krzyk dobiegający z pokoju ich dzieci. Gdy się tylko obudzili tak jak wstali wybiegli z sypialni i skierowali się w stronę pokoju dziecinnego. Szklana szyba w drzwiach była zachlapana krwią.
Szklana szyba! No niemożliwe. Może mają jeszcze drewniane deski? :/

Z szeroko rozwartymi z przerażenia oczami otworzyli drzwi. To co zobaczyli przeraziło ich do tego stopnia, że Mama zemdlała.
Ale Tata był dzielny niczym Rambo. Patriarchat rulez.

Ich najmłodszy syn
A to mieli jeszcze jakichś innych Synów?

kulił się w kącie cały zakrwawiony z równie zakrwawiona lampką w dłoniach. Jego siostra leżała w kałuży krwi z otwartymi oczami.
Oczy pływały w tej krwi, dobrze rozumiem? Ciekawe, skąd ich tam aż tyle.Czerwone krwinki pod wpływem zmian w kodzie genetycznym uległy antropomorfizacji i dostały oczu, ot co.

Na jej twarzy widać było zdziwienie zmieszane z przerażeniem.
- Coś ty zrobił, synu?! - wykrzyknął Ojciec przytrzymując nieprzytomna Matkę.
Oczy Synka jeszcze bardziej rozszerzyły się ze strachu. Mamrotał coś w stylu:
- Znowu te bestie... Nie tylko nie to charczenie... CO ZROBILIŚCIE Z MOIMI RODZICAMI?!?! - porwał z biurka nożyczki, jednym skokiem znalazł się przy Ojcu i wbił je
z całej siły w szyję.
Wysoko musiał skoczyć, skoro aż do szyi sięgnął.
A Ojciec musiał mieć jakby ciut zwolniony refleks, żeby dać się tak załatwić.

Ten sam cios wymierzył matce...
Chwilę potem martwe ciała obojga opadły na zakrwawiony dywan, który stłumił odgłos upadku...
Serio, stłumił odgłos upadku dwóch dorosłych ludzi? Co oni tam mieli na podłodze? Futro mamuta?
***

Kolejne bestie, nie.... Proszę, NIEEE...!!!
Chłopak stał nad ciałami zombie-rodziców. Nie dochodziło do wiadomości to czym się stali...
Za to ludzi z TVN24 już od kwadransa byli na miejscu. Ekipa Wiadomości nie pierwszy raz przegrała bitwę o newsa.

Dlaczego tak się stało...? O co w tym wszystkim chodzi...?!
W głowie miał tylko to okropne charczenie...
Hrrrrr.....!!!
Może jego mózgojad nabawił się chrypy?
A może słyszy chrapanie rzesz Czytelników, którzy nie mogli doczekać się akcji?

Wyszedł z pokoju do korytarza. Zobaczył wielkie lustro z ozdobną ramą i sam nie wiedzieć dlaczego podszedł do niego i spojrzał w nie.
Lustro też zamieniło się w charczące zombie.
Zobaczył ochłap ciała z zielonkawą skóra z martwymi oczami wpatrzonymi w niego...
To ta skóra ma gdzieś oczy poumieszczane! Coś jak u Alucarda?
***

Wyskakując z okna kątem oka zobaczył demoniczny uśmiech, taki, jakie można oglądać tylko w piekle.
Ktoś, kto wstałby o tej porze nocy usłyszałby odgłos upadającego z dużej wysokości ciała na twarde kamienie...
PLASK!

***

Na drugi dzień wieść obiegła cale Miasto. Zszokowani obywatele pytali miedzy sobą: "Jak to się mogło stać?". W zabytkowej kamienicy przeprowadzono śledztwo, które kompletnie nic nie wykazało. Żadnych motywów, żadnych poszlak... Wiadomy był tylko sprawca, ale to i tak nadal nie trzymało się kupy. W końcu po miesiącu bezowocnych poszukiwań zaprzestano prowadzenia śledztwa. Sprawa odeszła w otchłań zapomnienia.
A nie w najgorszą otchłań czeluści niepamięci? Trzymajmy się konwencji do końca!

***

- Mistrzu... Zrobiłem co kazałeś. Na chwałę "Świetlistego Zmierzchu"!
Na chwałę świętego oksymoronu raczej. :/
Nie zapominajcie o chwale Posępnego Czerepu!

- Wspaniale... Sss... Zostały jeszcze trzy morderstwa, które trzeba popełnić. A potem będzie królował zmierzch... Sss...
Drodzy Czytelnicy, urządzam plebiscyt: Główny Zły jest wężousty, czy po prostu ma astmę?
Sądzę, że w świetle groźby tego, by nad światem zapanował ZMIERZCH, wszystko inne jest mniej istotne. Wyobrażacie to sobie – sparklący Edłord w każdej szkole i urzędzie, niby towarzysz Gierek?

W ciemnościach błysnął ten sam demoniczny uśmiech,
WIEM! EUREKA! Tam grasuje Kot z Chesire!!!

W ciemnościach błysnął ten sam demoniczny uśmiech, który w tym samym czasie zawitał na twarzy innego mężczyzny patrzącego na chłopaka i dziewczynę przytulonych do siebie wieczorem na parkowej ławce...
Matko Borska, świecące uśmiechy ze zdolnością bilokacji – idę stąd!
Ja też.

25 komentarzy:

SStefania pisze...

Pigmejko, strumyki są bardziej wartkie wiosną z powodu roztopów. Nawet, jeśli nie było śniegu, to zawsze jakaś woda w zmarzniętym gruncie się przechowała.

Zaiste dziwne. Powinien zamówić rosół z bananem albo śledzie w czekoladzie. Te VIP-y zawsze mają jakieś kuriozalne życzenia...
Dziękuję, dobrze, że już jadłam, bo nagle nabrałam ochoty na rosół z bananem, ale wytrzymam do jutra.

Nie zapominajcie o chwale Posępnego Czerepu!
Potędze! Choć nie jestem pewna, czy chwały przypadkiem nie miał Krom od Conana ;)

O rety, to opko to fajny ewenement - napisał je chłopak, to raz (więc nie ma wielu typowo opkowych elementów - jak schodzenia na śniadanie i rurek). Dwa, obejrzał za dużo anime - nie dość, że korzysta z typowych dla popularnych serii schematów (jak choćby demoniczny uśmiech, co sam świeci w ciemnościach), to jeszcze nie mając pomysłu na mistyczne zaklęcie pożycza je z języka japońskiego. Też wszystkie nazwy własne kiedyś w swoich historiach waliłam po japońsku, bo to takie egzotyczne, ale zaczęłam i skończyłam w gimnazjum. Jeśli on naprawdę ma 20 lat, to na Digart Dnia nie ma już chyba w ogóle co liczyć.
Co w sumie jest smutne.

Kwikaśna analiza, dziękuję, bardzo potrzebowałam pocieszenia po obejrzeniu przykrego zakończenia jednej gry :<

Lukseja pisze...

O Boru, jakie kwikogenne!:D

Genialne. Aż poczytam sobie tego pana.

Poza tym bezczelna niekrypto, bo całkiem jawno, reklama.

http://zlowieszczy-duet.blogspot.com/

kura z biura pisze...

Wierszyk o Rolandzie ómarł mnie dokumentnie! Brawo!
Przy okazji, czy demoniczny pedofil kucał na parapecie, skoro rodzinka mieszkała na najwyższym piętrze?

Anonimowy pisze...

Tryb "Zaraz wracam" i pościel Polsatu przewróciły mnie na parkiet (który rzecz jasna stłumił odgłos mojego upadku)
Dzidka

Anonimowy pisze...

@ Kura:

Demoniczny jak kucnął na ulicy (?), to filował oczkiem na poddasze.
Na odmianę jedenastolatek jest tak niski, że nie sięga wzrokiem do plakatu wiszącego na murze.
Nic dziwnego, że matka trzyma go za rękę i wyprowadza na spacer, bo inaczej jamniki by Syna zdeptały.
I pokażcie mi nastolatka, który latem, o 18.oo ciągnie do domu bo chce mu się spać.

***
PS Gdy ktoś chrapie, to też mam ochotę zdzielić Czymkolwiek Bądź.

jasza

Anonimowy pisze...

Jaki cudem ten zly obserwowal chlopca przez okno, skoro Rodzina mieszkala na 'najwyzszym pietrze zabytkowej kamienicy'? lol, unosil sie, czy wspial na balkon?

Sfatigor mi sie podoba - ze taki sfatygowany. Coz, odpowiedzialna posada :-D

Powiedzcie mi, ze nie pisal tego 18-latek, facet, ktory - teoretycznie rzecz biorac - moze sie zenic ...

Croyance

Anonimowy pisze...

Od jakiegoś czasu czytam Wasze analizy i teraz naszła mnie ochota, żeby skomentować. Analiza piękna jak zawsze, ale przede wszystkim chciałabym Wam podziękować za to, że dzięki Wam przestałam tworzyć stada Mary Sue, True Loffów i całej reszty tego tałatajstwa. I, oczywiście, za cotygodniową porcję kwiku.
Mrunia
PS: Kod, który mam wpisać - tedrepin - dziwnie przypomina mi Sfatigora Meppalasa.

Anonimowy pisze...

Świetna analiza, łyknęłam jednym tchem. Taki z aŁtotra osiemnastolatek, jak ze mnie baletnica - a jeśli naprawdę ma osiemnaście lat, to niech mu Zły Posiadacz Astmy kabelek od Internetu pożre.
Teoretycznie to miał być horror, to opko, prawda? Wyszła żałosna pseudokomedia. Przypomina mocno tandetne wypociny Pisaka czy Pisaków, analizowane niegdyś przez SUS - może to ten sam grafoman?
W każdym razie - analiza cudna, Wasze komentarze cudne, wierszyki o Rolandzie i cudownym dniu (znam go, znam!) wygrały. I tylko mój kod mnie niepokoi: "inesonv". Zapowiedź kolejnego opka, jakiegoś "Inny Syn V" czy co? Powiało grozą...
Swoją drogą, w porównaniu z tym tworem już nawet Lilith z poprzedniej analizy miała w sobie więcej mroku... mrhoku.

Pozdrawiam

Ome

Anonimowy pisze...

,,Matko Borska, świecące uśmiechy ze zdolnością bilokacji – idę stąd!

Ja też."

Wychodzę.


I trzasnę drzwiami. Przy odrobinie szczęścia trafię sobie w łeb i dostanę amnezji w związku z najnowszym opkiem ałtora.

Zombie były szczęśliwe skacząc oknami. Zombie się cieszyły, bo nie musiały już dłużej żyć w tym słodziarskim opowiadaniu.

Brakuje już tylko fuksjowych kucyków pony biegających z Chesire po Mieście i ślących Uśmiechy do ludzi. o.o

Anonimowy pisze...

Ale ja muszę opowiadać o okropieństwach, które zdarzyły się jakieś 5 lat temu.

Biedny, pokrzywdzony Ty. *głaszcze narratora po główce* Wydarzenia sprzed pięciu lat to zdecydowanie mniej wypaśna tematyka niż eposy o bohaterach, rozumiem.

Nie chcesz, ale musisz? Znaczy co, głosy ci każą?

Coś w tym może być...

Obawiam się, że jedyne, co wyszło aŁtorowi, to Sfatigor Meppalas XD I, oczywiście, siostra-zombie. Oj, pardon, Siostra-zombie.

Dochodzę do wniosku, że już wolałabym do końca życia czytać opowiastki o wampirzych Tru Loffach niż takie pseudohorrory, czy Bór jeden wie, co to jest. Przynajmniej dostrzegam pewien sens, gdy aŁtoreczki tworzą swoje dzieUa. Ale gdy czytam coś takiego - zupełnie nie widzę sensu tego dzieUa. Hm. Może ja po prostu nie ogarniam tych wielce artystycznych metafor...

Bądź co bądź, analiza świetna :D Nie można się od niej oderwać :)

Mam jeszcze tylko pytanie od strony technicznej - czy informujecie ałtorów/ałtoreczki, że zanalizowałyście ich blogaski, czy raczej pozostawiacie ich w błogiej nieświadomości? :)

Pozdrawiam
Mal.

Pigmejka pisze...

SStefania - co do strumyków, to tak mi się zdawało, że ma to duży związek z topniejącym śniegiem. ^^
A rosół z bananem to pomysł mojej koleżanki - cóż, jej smakowało... :D
Co do Czerepu, to z tego co ja pamiętam, to była to jednak "chwała".
Kura&Jasza&Croyance: No patrzcie, a mnie z tego wszystkiego fakt, że mieszkanie było na najwyższym piętrze, więc trochę ciężko byłoby je podglądać, zupełnie umknął. :D Jaszu, z tym jedenastolatkiem to chyba taka równowaga do S. Kinga: skoro u tamtego nawet pięciolatek czasem wygłasza myśli godne doktora filozofii, to czemu tu jedenastolatek nie może nagle zmaleć, zdziecinnieć i nabyć zachowań trzylatka? :D A mówiąc bardziej serio, to podejrzewam, że nasz szlachetny Ałtor pisząc opko czuł się tak dorosły, że młodsi o 7 lat koledzy zdawali mu się całkiem maluczcy i głupiutcy. :> A może to miała być manifestacja tej pisakowej "innej od reszty społeczeństwa wizji świata"? Kto wie...
(A chrapanie zaiste straszne jest. Również potępiam!)
Mrunia: Dziękujemy! I cieszymy się, że nasza praca przynosi takie efekty - o to w końcu chodzi w analizowaniu;).
Ome: Masz rację. Ja łudzę się nadzieją, że Pisak dodał sobie kilka lat - jeśli rzeczywiście ma osiemnaście, to... to to jest dopiero HORROR i ZGROZA! :D
Mal: Zazwyczaj informujemy. W przypadku digartu mamy dylemat, bo żadna z nas nie ma tam konta, a nie chce nam się tam rejestrować tylko dla jednego komentarza... Ale rozważamy analizę następnych części tego opka, więc tak czy siak w tym przypadku mamy jeszcze czas na poinformowanie. ;)

PS. A ja mam hasło "hooman". Angielska Wiki mówi, że to perskie imię oznaczające "życzliwego". Nie jestem pewna, jak to zinterpretować...

Szprota pisze...

Stuprocentowo była "Potęga Posępnego Czerepu". Zaufajcie Szprocie- słuchowcowi w tym temacie.
Bardzo piękne słoneczka Polsatu w trybie "zaraz wracam".

PS kod "unglic". Un glico ma gładkie, a una jagogdy kraśne.

Anonimowy pisze...

Mruniu - ja jestem co prawda z zaprzyjaźnionego SuS, ale dobrze mi się zrobiło, gdy przeczytałam, co piszesz :)
Pozwolisz, że będę Ciebie cytować?
:)
Dzidka

Goma pisze...

Wymięta pierwszym tygodniem na uczelni doczołgałam się do komputera, żeby nieco odżyć czytając analizę, a tu tylko gorzej, bo mnie wszystko od śmiechu boli! xD
Wszystkie komentarze były świetne, ubawiłam się setnie, a stalówki Malfoy'a zwaliły mnie z krzesła :P Nie wspominając o warczących jelitach, cudownej poezji, i upartym doszukiwaniu się sensu w najmniej do tego odpowiednich miejscach (chociaż w tej kategorii moją ulubioną jest analiza opka z tytoniowymi krzaczkami - axis mundi).
Swoją drogą opko wymarzone do analizy, przy niektórych poprzednich trochę przysypiałam.
Kończy się, jakby drugiej części miało nie być, ale może jednak?
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Mnie najbardziej ubawił złowieszczy fizyk XD
Też jestem zdania, że Posępny Czerep miał potęgę raczej, niż chwałę ;)
A co do chrapania - po czterech latach sypiania z zawodowym chrapaczem stwierdzam, że wszystko da się znieść i do wszytskiego przyzwyczaić... Pod warunkiem, oczywiście, że zasypia się pierwsza :D

Nadira

Anonimowy pisze...

Dzidka: Jasne, że tak. SuS zresztą też znam, czytam i lubię. :)
Mrunia

Anonimowy pisze...

A tak z ciekawości - jakby to napisał jedenastolatek, też byście zanalizowały to opko?
Em

Pigmejka pisze...

Opowiadań pisanych przez aż takie dzieci nie analizujemy. Nie jest to słuszne ani nie ma większego sensu.
Jednakże, jeśli ktoś twierdzi, że ma 18 lat, to sytuacja jest zupełnie inna.

psyence pisze...

Toż to perełka XD może nie uśmiałam się jak dziki wieprzek, ale jest przednie i mam nadzieję na kontynuację XD
Ja głosuję, że główny zły ma astmę :3

Deszczowyjka pisze...

Orzeł oblizujący wargi... Czyżby inspiracja "Uciekającymi kurczakami"? Te mięciutkie, plastelinowe dziobki ;D

Analiza przednia, aŁtorzy też potrafią zabawić czytelnika.

Anonimowy pisze...

"W nocy niespodziewanie zaczęło padać. Nie przeszkadzało to jednak mężczyźnie kucającemu za oknem przypatrywać się chłopakowi, który spał słodko nie przeczuwając, co ma się wydarzyć."
czy gdzieśtam wcześniej nie było napisane, ze oni mieszkają na najwyższym piętrze? Albo to Spiderman...

Belladonna pisze...

Świetna analiza, nie będę cytować tu treści bloga bo wiem że i tak w komentowaniu jej nie macie sobie równych i nic nowego bym od siebie nie dodała. Ostatnio przyjrzałam się temu co poleca onet blog i aż złapałam się za głowę, Onet schodzi na psy, trzy razy polecił ten oto fanfik: http://dont-walk-away-draco.blog.onet.pl/
Typowe, jadące po schemacie opko, które o zgrozo podoba się dorosłym ludziom, którzy to polecili. Ja nie wiem, może oni zaniżają standardy jeśli chodzi o opowiadania nastolatków, no ale bez przegięcia!
Może byście zanalizowały ten blog?

kura z biura pisze...

Belladonna - Onet potrafił swego czasu polecić takie cudo, jak opko o Sherlocku Holmesie, zanalizowane przez SuS. Nie dość, że treściowo kompletnie bez sensu, to jeszcze z MASĄ błędów ortograficznych.

`Adrielne pisze...

"i szybko zasnął. Godzinę później zrobiła to jego siostra, a potem rodzice kładąc się w swoim pokoju."
Według mnie, ten fragment zasługuje na swój własny komentarz, ale że blogaska mogą czytać osoby w wieku przedpełnoletnim, spróbuję powstrzymać się od jakiejkolwiek aluzji. *paluszek na ustach jak w przedszkolu*

Anonimowy pisze...

KWIIIIK! To było borskie! Oplułam monitor jogurtem XD

"Nie, to nie mogło być przywidzenie. W jego pokoju słychać było wyraźne charczenie"

*Pewnie uaktywniły mu się jakieś supermoce, jak widzenie dźwięków. Tylko czemu skojarzyło mi się to z Bellą jarającą się kurzem z Dodatku Specjalnego?!

Pozdrawiam,
Miv